Category: Home

  • Szokująca informacja! Polak wycofał się z ważnego turnieju chwilę przed meczem

    Szokująca informacja! Polak wycofał się z ważnego turnieju chwilę przed meczem

    Szokująca informacja! Polak wycofał się z ważnego turnieju chwilę przed mecze

    Kamil Majchrzak wycofał się z turnieju ATP 1000 w kalifornijskim Indian Wells tuż przed meczem pierwszej rundy z Chińczykiem Zhizhen Zhangiem – poinformowali organizatorzy. Polski tenisista wcześniej przebrnął kwalifikacje.

    Spotkanie zajmującego dotychczas 122. miejsce w światowym rankingu 29-letniego Majchrzaka z rówieśnikiem z Chin, który plasuje się na 51. pozycji na liście ATP, miało się rozpocząć ok. godz. 6 czasu polskiego.

    Polak jednak niedługo wcześniej zniknął z drabinki, a jego miejsce zajął, jako tzw. lucky loser, Kanadyjczyk Gabriel Diallo, który wcześniej odpadł w kwalifikacjach.

     

    W głównej drabince jest zatem jeden polski tenisista – rozstawiony z numerem 21. Hubert Hurkacz, który w pierwszej rundzie ma “wolny los”. Jego rywala wyłoni pojedynek Włocha Luciano Darderiego (60. ATP) z francuskim kwalifikantem Hugo Gastonem (93. ATP).

  • Pedri graczem meczu Benfica – Barcelona według UEFA. Oddał jednak statuetkę Wojciechowi Szczęsnemu

    Pedri graczem meczu Benfica – Barcelona według UEFA. Oddał jednak statuetkę Wojciechowi Szczęsnemu

    Pedri graczem meczu Benfica – Barcelona według UEFA. Oddał jednak statuetkę Wojciechowi Szczęsnemu

    Wojciech Szczęsny był bohaterem środowego spotkania Benfica – Barcelona (0:1) w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Mimo to nagrodę dla najlepszego gracza meczu otrzymał Pedri. Hiszpański pomocnik zareagował na decyzję UEFA w zaskakujący sposób.

     

    Jedyną bramkę w spotkaniu na Estadio da Luz zdobył Raphinha, ale to bramkarz Barcelony znajduje się na ustach całego piłkarskiego świata. Szczęsny zanotował aż osiem udanych interwencji, z czego większość miała miejsce po strzałach graczy Benfiki oddanych z pola karnego.

    Wydawało się, że Polak jest zdecydowanym faworytem do otrzymania statuetki dla MVP spotkania. Mimo to UEFA – a konkretniej grupa obserwatorów złożona z byłych piłkarzy i trenerów – wręczyła nagrodę Pedriemu.

     

    “Technicznie był to pokaz na najwyższym poziomie. Kontrolował piłkę i pozwolił Barcelonie poradzić sobie grając z dziesięcioma zawodnikami. Pokazał ogromną osobowość i inteligencję potrzebną w bardzo trudnym meczu do myślenia dla pomocnika” – czytamy w uzasadnieniu.

     

    Pedri oddał nagrodę Szczęsnemu

    Hiszpan przyjął statuetkę, a w pomeczowym wywiadzie zdradził, co z nią zrobi. – Dam ją Szczęsnemu. Rozmawialiśmy o tym w szatni. Zasłużył na to. Ostatnio nie zagrał zbyt szczęśliwie, a dziś nas uratował. Jesteśmy wdzięczni, że go mamy – przyznał Pedri.

    Sam Szczęsny skomentował całą sytuację z humorem, ale nie omieszkał też wbić szpileczki. – Zapytałem Pedriego, w jaki sport ja grałem, że ona nie jest moja. Tak szczerze, dla dobra futbolu, niech bramkarze nie dostają statuetek dla najlepszego gracza meczu. Mi zdecydowanie wystarczy czyste konto – powiedział w rozmowie z Canal+ Sport.

    Barcelona będzie bronić jednobramkowej zaliczki już we wtorek, 11 marca. Rewanż odbędzie się na Stadionie Olimpijskim w stolicy Katalonii.

  • Show Wojciecha Szczęsnego w Lidze Mistrzów. Tak Hansi Flick nazwał Polaka

    Show Wojciecha Szczęsnego w Lidze Mistrzów. Tak Hansi Flick nazwał Polaka

    Show Wojciecha Szczęsnego w Lidze Mistrzów. Tak Hansi Flick nazwał Polaka

    FC Barcelona przez większość wyjazdowego meczu z Benfiką Lizbona w Lidze Mistrzów grała w osłabieniu, ale mimo to i tak zdołała wygrać 1:0. Duża w tym zasługa Wojciecha Szczęsnego, który dwoił się i troił między słupkami bramki “Dumy Katalonii”. Po spotkaniu postawę Polaka ocenił Hansi Flick, który określił go jakże wymownym słowem.

     

    FC Barcelona była faworytem środowego meczu z Benfiką Lizbona w 1/8 finału Ligi Mistrzów, ale musiała sporo się natrudzić, by wyjechać z Portugalii ze zwycięstwem. Już w 22. minucie za faul na Wangelisie Pawlidisie czerwoną kartkę obejrzał Pau Cubarsi, który zatrzymał rywala, by nie dopuścić go do sytuacji sam na sam z Wojciechem Szczęsnym.

     

    Polski bramkarz z minuty na minutę wyrastał na bohatera meczu, notując kolejne świetne interwencje. To w dużej mierze dzięki postawie 34-latka “Duma Katalonii” nie straciła gola. A dzięki trafieniu Raphinhii w 61. minucie przypieczętowała skromne, ale jakże ważne w kontekście rewanżu na własnym stadionie zwycięstwo.

     

    “To był taki fajny test naszej dojrzałości i charakteru, bo wszyscy wiedzieli, że po tej czerwonej kartce trzeba te cechy pokazać. Musieliśmy zacząć grać trochę głębiej” – stwierdził później Szczęsny w rozmowie z Canal+. Polak dodał, że oczywiście nie cieszył się z czerwonej kartki dla Cubarsiego, ale też nie zamierzał narzekać.

     

    Nie będę mówił, że się cieszę, ale czułem się wtedy jak w domu. Gdy obrona jest na tej wysokości, to moja rola polega tylko na tym, by bronić to, co leci w bramkę, wykopnąć jak najdalej i złapać wysokie wrzutki

     

    ~ przyznał

     

    Wojciech Szczęsny bohaterem. Hansi Flick komplementuje Polaka

     

    Szczęsny wprawdzie nie otrzymał nagrody dla MVP spotkania (ta powędrowała w ręce Pedriego), ale i tak był później komplementowany przez Hansiego Flicka. Trener Barcelony podczas pomeczowej konferencji prasowej otrzymał kilka pytań o Polaka. Zapytano go m.in. o to, co myśli o występie 34-latka.

     

    “Mieliśmy dziś dobrego bramkarza, występ Szczęsnego był fantastyczny. Broniliśmy się jak jeden organizm” – przyznał Niemiec. Kontynuując ten wątek, Flick ponownie nazwał Szczęsnego “fantastycznym”.

     

    Szczęsny nas uratował i zachował czyste konto, jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu. Myślę, że z każdym meczem nabiera pewności siebie. My też bronimy lepiej. Wiem, że może grać na tym poziomie, widzę go codziennie na treningach. To fantastyczny bramkarz

     

    ~ przekonywał cytowany przez rtve.es.

     

    FC Barcelona rewanżowy mecz z Benfiką rozegra we wtorek 11 marca. Wcześniej, bo w sobotę, podejmie z kolei Osasunę w ramach rozgrywek ligowych.

     

  • Sukces… i koszmarny traf Magdy Linette. Oto z kim zagra w Indian Wells

    Sukces… i koszmarny traf Magdy Linette. Oto z kim zagra w Indian Wells

    Sukces… i koszmarny traf Magdy Linette. Oto z kim zagra w Indian Wells

    Magda Linette po zaciętym pojedynku awansowała do drugiej rundy Indian Wells, ale drabinka nie ułożyła się na jej korzyść. Już w drugim starciu zmierzy się z czwartą rakietą świata Jessicą Pegulą. Amerykanka w tym sezonie już dwa razy była w finale, a w ostatnim turnieju triumfowała.

     

    W nocy ze środy na czwartek polskiego czasu Magda Linette zmierzyła się z faworytką gospodarzy w Indian Wells Peyton Stearns. Po zaciętym i pełnym przełamań spotkaniu wygrała 6:4, 4:6, 6:3, awansując do następnej rundy. Wyrównała tym samym swój najlepszy wynik w karierze, ponieważ na kortach w Indian Wells nigdy Polce zbyt dobre nie szło. Teraz również ma dużego pecha i o wyśrubowanie życiowego rekordu będzie bardzo trudno.

     

    Linette trafiła bowiem w drugiej rundzie turnieju na Jessicę Pegulę. Amerykanka jest obecnie czwarta w światowym rankingu WTA i ma za sobą bardzo udane miesiące. Na koniec zeszłego sezonu po raz pierwszy w karierze doszła do finału wielkoszlemowego turnieju (US Open), a ten rok zaczęła od finału w Adelajdzie 11 stycznia. W Australian Open i na Bliskim Wschodzie szło jej nieco gorzej, ale po powrocie do Stanów Zjednoczonych wygrała turniej WTA 250 w Austin.

     

    Oto rywalka Magdy Linette

    Pegula w pierwszej rundzie Indian Wells, podobnie jak Iga Świątek, była rozstawiona i nie musiała wychodzić na kort. Z Linette mierzyła się w swojej karierze dwa razy — za każdym razem na amerykańskiej ziemi i za każdym razem gładko triumfowała. Tym razem również zapowiada się trudne spotkanie dla Polki. Spotkanie odbędzie się w nocy z niedzieli 9 marca na poniedziałek 10 marca. Do relacji na żywo zapraszamy na stronę internetową Przeglądu Sportowego Onet.

     

    Amerykanka często nazywana jest “najbogatszą tenisistką na świecie”. “Jej rodzinną fortunę szacuje się na zawrotną sumę 4 mld dol.! Jest to fortuna jej ojca. Tenisistka jest córką amerykańskiego miliardera zajmującego się gazem ziemnym Terrence’a Peguli. Przedsiębiorca jest właścicielem klubów — Buffalo Bills w NFL czy Buffalo Sabres w NHL” —

  • Od 0:2 do awansu! Kosmiczny finisz Magdy Linette w Indian Wells

    Od 0:2 do awansu! Kosmiczny finisz Magdy Linette w Indian Wells

    Od 0:2 do awansu! Kosmiczny finisz Magdy Linette w Indian Wells

    Prawdziwy dreszczowiec zafundowała Magda Linette swoim fanom w pierwszej rundzie w Indian Wells! Polka po wygraniu pierwszego seta z Peyton Stearns 6:4, przegrała kolejnego w takich samych rozmiarach, a w decydującym secie przegrywała z przełamaniem. Linette zareagowała w niesamowity sposób, odwróciła losy meczu, wygrywając ostatniego seta 6:3 i awansowała do drugiej rundy.

     

    Trzy zwycięstwa i sześć porażek, to dotychczasowy bilans Magdy Linette w Indian Wells w całej karierze. Turniej w kalifornijskim raju nie jest jednym z jej ulubionych. Nigdy nie przebrnęła tam drugiej rundy. W tegorocznej edycji drabinka nie ułożyła się dla naszej tenisistki zbyt szczęśliwie. Już w pierwszej rundzie trafiła na Peyton Stearns, ulubienicę amerykańskiej publiczności, z którą nigdy wcześniej w singlowych rozgrywkach nie rywalizowała. Już w kolejnej rundzie trafiłaby na Jessicę Pegulę, a następnie najpewniej na Jelenę Ostapenko.

     

    Dodatkowym znakiem zapytania była niepewna sytuacja zdrowotna Polki. Przypomnijmy, że 27 lutego Linette przegrywając 3:6, 1:3 poddała mecz z Zeynep Sonmez w drugiej rundzie turnieju w Meridzie.

     

    W pierwszym secie meczu Polka grała bardzo konsekwentnie. Choć nie obyło się bez chwilowych kłopotów, gdy prowadząc 3:1, szybko straciła całą przewagę. Linette nic sobie z tego nie zrobiła, w dalszej części seta poprawiła podanie i była dla rywalki nie do złapania. Stearns nie wytrzymała presji i serwując przy stanie 4:5, nie była w stanie zdobyć choćby jednego punktu.

     

    Świetny początek i “turbulencje” w środku meczu

    Mimo zwycięstwa w secie Linette nie potrafiła wykorzystać przewagi mentalnej. W trzecim gemie drugiego seta popełniła kilka błędów, a Amerykanka błyskawicznie to wykorzystała, przełamując na 2:1. Polka do końca seta zaciekle walczyła o odrobienie strat, ale rywalka obroniła pięć break pointów i wygrała seta 6:4.

     

    Niestety w decydującym secie Stearns utrzymywała skuteczność akcji po własnym podaniu z poprzedniego seta, a Linette sprawiała wrażenie sfrustrowanej sytuacją na korcie. Została przez młodszą przeciwniczkę błyskawicznie przełamana i przegrywała już 0:2. Doświadczona Polka nie dała za wygraną. Wykorzystała moment dobrej gry, odrobiła straty i po swoim podaniu prowadziła 3:2. Na tym etapie meczu to Stearns popełniała więcej błędów, co najlepiej było widać po Amerykance w szóstym gemie. Linette utrzymała nerwy na wodzy, starała się przedłużać akcje, a to prędzej czy później kończyło się błędami Stearns. Polka wykorzystała pierwszą okazję i przełamała Amerykankę na 4:2. Po chwili do “zera” wygrała gema przy swoim podaniu, a w kolejnym gemie serwisowym zamknęła seta i cały mecz.

  • “Niesamowita noc w Europie! Wojciech Szczęsny oszołomił świat rekordowym występem w Lidze Mistrzów – jego heroiczne interwencje przejdą do historii!”

    “Niesamowita noc w Europie! Wojciech Szczęsny oszołomił świat rekordowym występem w Lidze Mistrzów – jego heroiczne interwencje przejdą do historii!”

     

    “Niesamowita noc w Europie! Wojciech Szczęsny oszołomił świat rekordowym występem w Lidze Mistrzów – jego heroiczne interwencje przejdą do historii!”

    Gdy światła były najjaśniejsze, a presja sięgnęła zenitu, Wojciech Szczęsny dostarczył prawdziwy popis bramkarskiego kunsztu. Polski golkiper, teraz broniący barw Barcelony, zapisał się w historii Ligi Mistrzów występem, który wprawił w osłupienie kibiców, ekspertów i nawet jego rywali. W meczu przeciwko Benfice Szczęsny nie tylko zachował czyste konto – stworzył defensywne arcydzieło, o którym będzie się mówić przez lata.

     

    Mur nie do przejścia

     

    Mecz z Benficą miał być dla Barcelony trudnym testem. Portugalski gigant, znany ze swojego ofensywnego stylu gry, od pierwszej minuty naciskał, tworząc kolejne sytuacje pod bramką Blaugrany. Już na samym początku stało się jasne, że Szczęsny będzie miał pełne ręce roboty.

     

    Ale to, co wydarzyło się potem, było czymś absolutnie niezwykłym. Dzięki refleksom ostrym jak brzytwa i niesamowitej umiejętności przewidywania ruchów rywali, Szczęsny popisał się aż ośmioma interwencjami – nowym rekordem wśród bramkarzy Barcelony w Lidze Mistrzów pod względem liczby obronionych strzałów bez straty gola. Benfica próbowała wszystkiego – strzałów z bliska, uderzeń w samo okienko, potężnych bomb zza pola karnego – ale każda próba kończyła się tak samo: Szczęsny był na posterunku.

     

    Jego kocia zwinność, niezwykła pewność siebie i błyskawiczne reakcje sprawiły, że mecz zamienił się w indywidualny pokaz bramkarskiego geniuszu. Każda kolejna obrona wprawiała stadion w osłupienie, doprowadzając napastników Benfiki do frustracji i zachwycając kibiców Barcelony.

     

    Eksperci zgodni: “Jedno z najlepszych bramkarskich wystąpień w historii”

     

    Po końcowym gwizdku piłkarski świat eksplodował falą zachwytu nad niesamowitym osiągnięciem Szczęsnego. Byli piłkarze, analitycy i komentatorzy mówili jednym głosem – to był występ godny zapisania w annałach futbolu.

     

    „To jest prawdziwa klasa światowa” – powiedział jeden z ekspertów Ligi Mistrzów. „Szczęsny nie był dziś po prostu dobry – był nie do pokonania.”

     

    Nawet kibice rywali musieli oddać mu szacunek. Media społecznościowe zalała fala komentarzy, w których wielu określało jego mecz jako jeden z najlepszych indywidualnych występów bramkarza w ostatnich latach Ligi Mistrzów.

     

    Szczęsny w drodze po wielki powrót?

     

    Przez lata Szczęsny był szanowanym, ale czasami niedocenianym bramkarzem. Od początków w Arsenalu, przez lata spędzone w Juventusie, przeżywał wzloty i upadki. Jednak ten występ może całkowicie odmienić sposób, w jaki jest postrzegany w gronie najlepszych golkiperów swojego pokolenia.

     

    Pod nieobecność Marca-André ter Stegena Szczęsny dostał szansę na udowodnienie swojej wartości w Barcelonie – i wykorzystał ją w stu procentach. Jego heroiczne interwencje w meczu z Benficą nie tylko dały jego drużynie bezcenne zwycięstwo, ale także wysłały jasny komunikat: Szczęsny wciąż jest w topowej formie i gotowy na wielkie wyzwania.

     

    Co dalej dla nowej gwiazdy Barcelony?

     

    Po tym rekordowym występie zapisanym w historii Ligi Mistrzów oczy całego piłkarskiego świata będą zwrócone na Szczęsnego w kolejnych meczach. Czy utrzyma ten poziom? Czy wywalczy miejsce jako pierwszy bramkarz Barcelony na stałe?

     

    Jedno jest pewne – po tej niezapomnianej nocy nikt już nie zlekceważy Wojciecha Szczęsnego.

     

    Kibice Barcelony znaleźli nowego bohatera, a piłkarski świat był świadkiem bramkarskiego arcydzieła, które przejdzie do legendy.

     

  • Radwańska w akcji, a Linette eliminuje pogromczynię Zheng. Polka kontra finalistka US Open

    Radwańska w akcji, a Linette eliminuje pogromczynię Zheng. Polka kontra finalistka US Open

    Radwańska w akcji, a Linette eliminuje pogromczynię Zheng. Polka kontra finalistka US Open

    Już pierwszy dzień głównej rywalizacji podczas WTA 1000 w Indian Wells przyniósł nam starcie z udziałem Magdy Linette. Poznanianka jako jedyna nasza reprezentantka nie miała wolnego losu i rozpoczynała turniej od premierowej fazy zmagań. Rywalką 33-latki była Peyton Stearns, która niedawno pokonała w Dubaju mistrzynię olimpijską – Qinwen Zheng. Po zaciętej walce triumfowała Magda – 6:4, 4:6, 6:3. Dzięki temu Linette zagra w drugiej rundzie z finalistką US Open 2024 – Jessicą Pegulą.

     

    Magda Linette ma ostatnio napięty kalendarz, jeśli chodzi o swoje starty. Prosto z Bliskiego Wschodu przeniosła się do Meksyku, gdzie wzięła udział w turnieju WTA 500 w Meridzie. Poznanianka zakończyła tamtejsze zmagania na drugiej rundzie, kreczując w starciu z Zeynep Sonmez. 33-latka narzekała na problemy z lewą kostką. Po dwukrotnej konsultacji z fizjo postanowiła odpuścić i zadbać o swoje zdrowie – zwłaszcza, że czekały ją kolejne ważne starty.

     

    Pierwszy z nich przypadł na Indian Wells. Aktualne miejsce Linette w rankingu nie pozwalało na wolny los, jak w przypadku Igi Świątek czy Magdaleny Fręch, stąd poznanianka musiała przystąpić do rywalizacji już od pierwszej rundy. Na dodatek jej spotkanie wyznaczono na premierowy dzień zmagań w głównej drabince turnieju. Przeciwniczką Magdy okazała się jej dobra znajoma – Peyton Stearns, z którą wielokrotnie tworzyła wspólny duet w deblu.

     

    Amerykanka również notowała przyzwoite występy w ostatnich tygodniach. Ten najlepszy przypadł na turniej WTA 1000 w Dubaju, gdzie dotarła do trzeciej rundy, przegrywając z późniejszą triumfatorką imprezy – Mirrą Andriejewą. Wcześniej zawodniczka z USA zdołała jednak sprawić dużą niespodziankę, eliminując najpierw Ons Jabeur, a później mistrzynię olimpijską z Paryża – Qinwen Zheng. Co ciekawe, Linette i Stearns jeszcze nigdy nie rywalizowały przeciwko sobie w singlu. Czekał nas zatem premierowy bezpośredni pojedynek między obiema tenisistami.

     

    Trzy sety w starciu Linette – Stearns. Wiadomo, z kim zagra Pegula w drugiej rundzie w Indian Wells

     

    Na początku spotkania obie zawodniczki utrzymywały swoje podania. Linette starała się wykorzystywać słabszą stronę bekhendową przeciwniczki, a Stearns robiła wszystko, by jak najczęściej naciskać rywalkę poprzez swój forhend. W czwartym gemie Magda wywarła presję na Amerykance i wypracowała sobie pierwsze break pointy. Przy pierwszym z nich miała pecha, bo dropszot zagrany przez Polkę zatrzymał się na taśmie, a rywalka nawet nie ruszyła się w tym kierunku. Także druga okazja nie przyniosła powodzenia. Pojawiła się jednak trzecia szansa i tym razem tenisistka gospodarzy popełniła błąd z forhendu. Poznanianka zdobyła przełamanie i wyszła na prowadzenie 3:1.

     

    33-latka nie poszła za ciosem. Po chwili sama zrobiła kilka kosztownych pomyłek, które przyniosły powrotnego breaka. Zaczęło się robić niebezpiecznie, bo Peyton nie tylko odrobiła straty, ale w siódmym gemie wyszła nawet na 30-0 przy serwisie Linette. Ostatnie cztery punkty należały jednak do naszej tenisistki. Podczas kolejnego rozdania mieliśmy odzwierciedlenie tej sytuacji. Zbliżaliśmy do kluczowych rozstrzygnięć w pierwszym secie. W lepszej sytuacji była Magda, która z racji tego, że podawała jako pierwsza, mogła wywierać presję na przeciwniczce. Dziesiąty gem potoczył się perfekcyjnie dla poznanianki. W momencie, gdy Stearns musiała utrzymać serwis, by pozostać w partii, została przełamana do zera. Tym oto sposobem Polka wygrała premierową odsłonę 6:4.

     

    Natchniona zwycięstwem w pierwszym secie Linette bardzo pewnie otworzyła drugą część pojedynku. W następnych minutach Peyton znów zerwała się do walki i zaczęła dyktować warunki na korcie. Magda zagrała pasywniej i to poskutkowało przełamaniem w trzecim gemie. Chwilę później strata mogła zostać odrobiona, mimo że Amerykanka prowadziła 40-0 przy swoim podaniu. Zawiązała się korzystna seria dla poznanianki, która doprowadziła do powrotnego break pointa. Ostatecznie Stearns podwyższyła jednak przewagę do dwóch “oczek”.

     

    Jeszcze ciekawsza sytuacja pojawiła się w szóstym gemie. Po tym, jak tenisistka gospodarzy popełniła dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu, 33-latka otrzymała trzy szanse na 3:3. Nie udało się wykorzystać żadnej z nich, ale nastała jeszcze czwarta okazja. Niestety, także i tym razem Peyton zdołała wyjść z opresji i odbudowała przewagę. Jak się później okazało – to był kluczowy moment seta. W dalszej fazie Stearns pilnowała już wypracowanej różnicy i triumfowała 6:4. Po zakończeniu partii doszło do kilkuminutowej przerwy. Linette skorzystała z okazji, by udać się na konsultacje do Agnieszki Radwańskiej.

    Mimo udzielonych rad, początek trzeciej odsłony nie ułożył się korzystnie dla poznanianki. Doszło do break pointa, którego Amerykanka wykorzystała z pełną mocą. Posłała agresywny return prosto pod nogi Magdy i ta była całkowicie bezradna. Natchniona Amerykanka poszła za ciosem i podwyższyła prowadzenie do stanu 2:0. 33-latka była mocno sfrustrowana tym, jak zaczyna przebiegać ten pojedynek. Po chwili musiała mocno popracować przy swoim podaniu, by nie pozwolić jeszcze bardziej odskoczyć przeciwniczce. Na szczęście przetrwała trudnego, zaciętego gema i złapała kontakt. W trakcie następnego rozdania pojawiły się trzy break pointy z rzędu na 2:2. Udało się wykorzystać ostatniego z nich. Linette wróciła do gry i po 26 minutach rywalizacji w trzecim secie znalazła się na prowadzeniu 3:2.

    https://x.com/z_kortu/status/1897437384184078618

    Momentum przeszło na stronę naszej tenisistki i co najważniejsze – Polka zrobiła z tego doskonały użytek. Kontynuowała serię wygranych gemów, podwyższając ją do pięciu z rzędu. Stearns zdołała jeszcze zgarnąć jedno “oczko”, ale Magda na więcej nie pozwoliła. Przy stanie 5:3 miała własne podanie, by zamknąć pojedynek. Meczbola rozegrała w najlepszy możliwy sposób – posłała asa i zapisała na swoim koncie zwycięstwo po zaciętym pojedynku 6:4, 4:6, 6:3. W drugiej rundzie WTA 1000 w Indian Wells zagra ze swoją dobrą przyjaciółką – Jessicą Pegulą.

     

  • Liga Mistrzów: grająca w “10” Barcelona wygrała na wyjeździe z Benfiką. Fenomenalny mecz Wojciecha Szczęsnego! [WIDEO]

    Liga Mistrzów: grająca w “10” Barcelona wygrała na wyjeździe z Benfiką. Fenomenalny mecz Wojciecha Szczęsnego! [WIDEO]

    Liga Mistrzów: grająca w “10” Barcelona wygrała na wyjeździe z Benfiką. Fenomenalny mecz Wojciecha Szczęsnego! [WIDEO]

    Wojciech Szczęsny superstar! Były reprezentant Polski zanotował kapitalny występ, a FC Barcelona w dużym stopniu dzięki niemu pokonała na wyjeździe SL Benfica 1:0 i zrobiła olbrzymi krok w kierunku awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Od 22. minuty Blaugrana musiała radzić sobie w “10”, po czerwonej kartce dla Pau Cubarsiego.

     

    JAK ZAGRAŁ WOJCIECH SZCZĘSNY?

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897400044224909316

    To był zdecydowanie najlepszy występ byłego reprezentanta Polski w barwach Barcelony. 34-latek w imponującym stylu zatrzymywał próby między innymi Orkuna Kokcu, Fredrika Aursnesa czy Vangelisa Pavlidisa. Znakomitą interwencją popisał się zwłaszcza w 43. minucie, gdy z pięciu metrów obronił strzał Kerema Akturkoglu, a w doliczonym czasie gry potężne uderzenie zza pola karnego Renato Sanchesa. Zanotował już ósme czyste konto, natomiast Blaugrana nie przegrała żadnego z czternastu meczów, w których między słupkami zespołu z Katalonii stawał nasz rodak.

     

    TAK PADŁ GOL:

     

    61′ (0:1) Ekipa Hansiego Flicka dość niespodziewanie wyszła na prowadzenie. Wszystko zaczęło się od złego podania Antonio Silvy. Z prezentu skorzystał Raphinha, który płaskim strzałem zza pola karnego w kierunku prawego słupka zaskoczył Anatolija Trubina.

     

    KLUCZOWY MOMENT MECZU:

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897384714111172945

    22′ Przyjezdni przez ponad godzinę gry musieli radzić sobie w “dziesiątkę”. Wychodzącego na czystą pozycję Vangelisa Pavlidisa nieprzepisowo zatrzymywał tuż przed “szesnastką” Pau Cubarsi i główny arbiter zawodów pokazał młodemu obrońcy bezpośrednią czerwoną kartkę!

    PODSUMOWANIE:

    Barcelona – dzięki wygranej na wyjeździe (1:0) – zrobiła olbrzymi krok w kierunku awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Rewanżowe starcie zaplanowano na 11 marca. Jeżeli Blaugrana upora się z Benfiką, w następnej rundzie zagra z Borussią Dortmund bądź Lille OSC. Pierwsza konfrontacja tych drużyn zakończyła się remisem 1:1 na Signal Iduna Park.

  • Najlepszy wynik Polaków w mistrzostwach świata w Trondheim. “Minimum przyzwoitości”

    Najlepszy wynik Polaków w mistrzostwach świata w Trondheim. “Minimum przyzwoitości”

    Najlepszy wynik Polaków w mistrzostwach świata w Trondheim. “Minimum przyzwoitości”

    Polska reprezentacja w składzie: Pola Bełtowska, Dawid Kubacki, Anna Twardosz i Aleksander Zniszczoł, zajęła ósme miejsce w konkursie mikstów w mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym w Trondheim. To najlepsza lokata Biało-Czerwonych w tym czempionacie. Do tej pory było nią dziesiąte miejsce Pawła Wąska w konkursie na normalnej skoczni.

     

    Po serii próbnej wcale nie było takie pewne to, że Polska awansuje do finałowej ósemki w konkursie mikstów w skokach narciarskich.

     

    Ostatecznie Biało-Czerwoni po pierwszej serii uplasowali się na siódmej pozycji. W serii finałowej spadli jednak na ósme. To powtórka wyniku sprzed dwóch lat w Planicy.

     

    Mieszane uczucia po konkursie mikstów. Najlepszy wynik Polaków w Trondheim

     

    On tego dnia skakał nieco słabiej niż w seriach treningowych. Podobnie jak Aleksander Zniszczoł. Ten jednak miał trochę problemów z prędkościami najazdowymi.

     

    – Skoki były dobre, ale nie było metrów. W drugim skoku powinno lecieć, ale nie było w ogóle końcówki. To był potrzebny dzień. Można było złapać powtarzalność skoków – powiedział Zniszczoł.

     

    Dla Poli Bełtowskiej ósme miejsce mistrzostw świata to duży sukces.

     

    – Dla mnie to był trzeci start w mikście i jedyny, w którym weszłam do drugiej serii. Jest zatem radość, że to wyszło akurat w mistrzostwach świata – cieszyła się 18-latka.

     

    W porównaniu do serii próbnej wyraźnie poprawiła się Anna Twardosz i dzięki temu Polska mogła myśleć o finałowej ósemce.

     

    – Oddałam swój dobry skok. I to było najważniejsze. Warunki nie były łatwe, a do tego była presja. Ten finał mistrzostw świata, to dla nas radość – zakończyła Twardosz.

     

     

  • Niebywałe, co zrobił Szczęsny w Lidze Mistrzów! Reakcja rywala mówi wszystko

    Niebywałe, co zrobił Szczęsny w Lidze Mistrzów! Reakcja rywala mówi wszystko

    Niebywałe, co zrobił Szczęsny w Lidze Mistrzów! Reakcja rywala mówi wszystko

    Niewiele ponad miesiąc minął, by mecz Benfiki z Barceloną nie kojarzył nam się z koszmarnymi błędami, a wspaniałymi interwencjami Wojciecha Szczęsnego. O ile w styczniowym spotkaniu fazy ligowej Polak mógł zostać uznany za antybohatera, o tyle w środę był bezdyskusyjnie najlepszym zawodnikiem meczu. To przede wszystkim dzięki niemu drużyna Hansiego Flicka wygrała w Lizbonie 1:0. – To był jeden z najlepszych występów w jego karierze klubowej – powiedział Tomasz Ćwiąkała.

     

    43 – tyle dni minęło od styczniowego meczu Benfiki z Barceloną (4:5) w Lidze Mistrzów. Chociaż jak na europejskie puchary to czasu wyjątkowo mało, to w środowy wieczór obejrzeliśmy zupełnie inny mecz. Mecz, który miał też zupełnie innego bohatera.

     

    Wojciech Szczęsny, który o styczniowym meczu w fazie ligowej na pewno chciał jak najszybciej zapomnieć, tym razem bronił jak w transie. Momentami można było odnieść wrażenie, że Polak obiecał sobie, że tym razem w Lizbonie za żadne skarby gola nie puści. W skrócie: Szczęsny bronił tak, że momentami mogliśmy tylko przecierać oczy ze zdumienia.

     

    Tym razem z dwójki Polaków mówić będziemy tylko o nim. Robert Lewandowski, który w 14. minucie zmarnował doskonałą okazję, nie miał więcej okazji, by błyszczeć. Zadanie miał wyjątkowo trudne, bo od 22. minuty Barcelona grała w osłabieniu po czerwonej kartce dla Pau Cubarsiego. To zwiększyło szanse Benfiki, ale nic z tego nie zrobił sobie Szczęsny, który zagrał zdecydowanie najlepszy mecz, odkąd został zawodnikiem Barcelony.

     

    Połowa inna o 180 stopni

     

    Przypomnijmy, pierwsza połowa styczniowego meczu była dla Szczęsnego koszmarem. Pierwszego z czterech goli Polak puścił już w 2. minucie, ale to był tylko początek dramatu. 20 minut później Szczęsny niezdarnie wyszedł poza pole karne, staranował Alejandro Balde, a piłkę do pustej bramki wbił mu Vangelis Pavlidis. Jeszcze przed przerwą Polak w polu karnym sfaulował Kerema Akturkoglu, a chwilę później Pavlidis kompletował hat-trick.

     

    Mimo że końcówce spotkania Szczęsny miał kluczową interwencję, kiedy w sytuacji sam na sam odbił strzał Angela Di Marii, hiszpańskie media nie zostawiły na nim suchej nitki. Dziennikarze wróżyli nawet, że po takim występie Polak nie podniesie się z ławki rezerwowych do końca sezonu. Ale Flick wierzył w Szczęsnego i dziś zbiera tego owoce.

     

    W środę Szczęsny zagrał mecz o 180 stopni inny niż w tamten styczniowy wieczór. Jeśli wtedy mimo interwencji z końcówki uznano go za antybohatera Barcelony, to w środę bez wątpienia był jej MVP. Znów do przerwy Polak mógł puścić co najmniej trzy gole, ale tym razem bronił jak w transie i nie puścił żadnego.

     

    Wybitną formę Szczęsny zasygnalizował już w 17. sekundzie, kiedy doskonale odbił strzał Akturkoglu z pola karnego. W 14. minucie polski bramkarz świetnie interweniował po strzale Andreasa Schjelderupa sprzed pola karnego. Chociaż, jak się okazało, Norweg był na spalonym, to Szczęsny tylko zwiększył pewność siebie.

     

    W 25. minucie Polaka pokonać próbował Orkun Kokcu, ale i jego uderzenie z rzutu wolnego zostało odbite. Tuż przed przerwą, w 43. minucie, Szczęsny wzniósł się na wyżyny, kiedy obronił strzał głową Akturkoglu z sześciu metrów.

     

    Ale pierwsza połowa w wykonaniu Szczęsnego to nie tylko efektowne interwencje. To też popis pewności siebie i spokoju, których Polakowi przy poprzedniej wizycie w Lizbonie brakowało. W 21. minucie Szczęsny wyszedł poza pole karne i nie taranując żadnego z kolegów, pewnie wykopał piłkę z dala od własnej bramki. 12 minut później Szczęsny skorzystał ze złego przyjęcia piłki w wykonaniu Schjelderupa, dobrze wyczuł odległość i czas i pewnie rzucił się pod nogi Norwega, wyłapując piłkę.

     

    Najlepszy występ Szczęsnego w Barcelonie

    Druga połowa zaczęła się dokładnie tak, jak skończyła się pierwsza: od ataków Benfiki i interwencji Szczęsnego. W 47. minucie Polak zatrzymał strzał sprzed pola karnego w wykonaniu Kokcu. Mimo że pozornie było to uderzenie niegroźne, to interwencję naszemu bramkarzowi utrudnił nieco rykoszet od Ronalda Araujo.

     

    Cztery minuty później Szczęsny błysnął raz jeszcze. Polak najpierw odbił uderzenie Fredrika Aursnesa z pole karnego, a sekundy później dźgnął piłkę czubkiem buta przed nadbiegającym na dobitkę Pavlidisem. Po tej sytuacji Grek tylko złapał się za głowę, nie mogąc uwierzyć w formę Szczęsnego.

     

    W 77. minucie za głowę łapał się też Akturkoglu, który oddał kolejny celny strzał z pola karnego, ale kolejny raz piłka wylądowała w rękach Szczęsnego. Polak miał dzień absolutnie perfekcyjny, bo sprzyjało mu też szczęście.

     

    Niespełna 10 minut przed końcem meczu Szczęsny faulował w polu karnym Andreę Belottiego. I kiedy wydawało się, że polski bramkarz znów spowodował rzut karny dla Benfiki, okazało się, że chwilę przed przewinieniem zawodnik gospodarzy był na spalonym. 

    Jakby tego było mało, w doliczonym czasie Szczęsny odbił jeszcze strzał z dystansu Renato Sanchesa. – To był występ totalny. Jeden z najlepszych w karierze klubowej Szczęsnego. Niesamowitego bramkarza miała dzisiaj Barcelona. Fenomenalnego – podsumował komentujący spotkanie w Canal+ Tomasz Ćwiąkała.

    Statystyczny portal sofascore.com naliczył Szczęsnemu osiem interwencji i ocenę 9,3, uznając go za bezapelacyjnie najlepszego zawodnika meczu. To tylko krótka zapowiedź pochwał, jakie Polak na pewno otrzyma w najbliższych godzinach. Bo bez niego nie tylko to spotkanie, ale i cały dwumecz mogłyby wyglądać zupełnie inaczej.