Category: Home

  • Jest godzina ćwierćfinału Świątek. Są też złe wieści

    Jest godzina ćwierćfinału Świątek. Są też złe wieści

    Jest godzina ćwierćfinału Świątek. Są też złe wieści

    Na czwartek zaplanowano do rozegrania wszystkie ćwierćfinały prestiżowych zawodów BNP Paribas Open 2025 w Indian Wells. O której godzinie zmierzą się Iga Świątek i Qinwen Zheng?

     

    W ramach prestiżowej imprezy w Indian Wells Iga Świątek bez problemu wygrała trzy pojedynki i zakwalifikowała się do ćwierćfinału. Na tym etapie broniąca tytułu Polka zmierzy się z Chinką Qinwen Zheng.

     

    Organizatorzy BNP Paribas Open 2025 ogłosili, że Świątek i Zheng zagrają ze sobą we czwartek (13 marca). Ich pojedynek zaplanowano na Stadium 1 o godz. 19:00 czasu polskiego.

     

    Będzie to pierwszy mecz dnia na tym obiekcie. Tym samym fani tenisa w naszym kraju będą mogli obejrzeć występ naszej tenisistki o przystępnej porze. Przeszkodzić w jego rozegraniu mogą tylko opady deszczu, które są prognozowane na czwartkowe przedpołudnie czasu lokalnego.

     

    Świątek ma z Zheng bilans 6-1 w głównym cyklu, ale ich ostatni pojedynek przegrała. Miało to miejsce w półfinale turnieju olimpijskiego w Paryżu, w którym nasza reprezentantka była faworytką do złota. Ostatecznie wywalczyła brązowy medal, a jej pogromczyni została mistrzynią olimpijską.

     

    Transmisje z turnieju kobiet w ramach zawodów BNP Paribas Open 2025 są dostępne w Canal+ Sport oraz serwisie Canal Plus Online. Portal WP SportoweFakty przeprowadzi relację tekstową na żywo ze spotkania Świątek – Zheng.

  • Polka nie miała litości dla Rosjanki. 6:0, 6:0, koniec po 52 minutach

    Polka nie miała litości dla Rosjanki. 6:0, 6:0, koniec po 52 minutach

    Polka nie miała litości dla Rosjanki. 6:0, 6:0, koniec po 52 minutach

    W momencie, gdy oczy tenisowego świata skierowane są głównie na Indian Wells, trwają również zmagania niższej rangi. Podczas ITF W15 w Szarm el-Szejk możemy obserwować m.in. Zuzannę Pawlikowską. 20-latka wróciła do rywalizacji turniejowej po dwumiesięcznej przerwie. Jej pierwszy singlowy występ wypadł bardzo okazale. Nasza reprezentantka pokonała Rosjankę Tatianę Nowikową 6:0, 6:0 w zaledwie 52 minuty. Dzisiaj przystąpi do rywalizacji o ćwierćfinał ze Szwedką Julitą Saner.

     

    Odkąd Zuzanna Pawlikowska zakończyła styczniowy turniej ITF W35 w Nairobi, 20-latka zniknęła ze światowych kortów na długi czas. Wróciła dopiero po dwóch miesiącach, po sumiennie przepracowanym okresie przygotowawczym. Za pierwszy cel obrała sobie zmagania rangi ITF W15 w Szarm el-Szejk. To szczególne miejsce w życiorysie naszej reprezentantki. To właśnie w tej lokalizacji zdobyła jeden tytuł w singlu oraz dwa w deblu. Szczególnie pamiętny okazał się ten zgarnięty w grze pojedynczej. Pawlikowska triumfowała w finale, który trwał pięć godziny i jedną minutę. Według nieoficjalnych statystyk był to trzeci najdłuższy pojedynek w historii zawodowych rozgrywek u kobiet.

     

    Nasza tenisistka otworzyła egipskie zmagania już dwa dni temu, od pojedynku deblowego. Razem z Carolyn Ansari pokonały parę Joana Monewa/Maria Szmakowa 6:1, 6:1 i awansowały do ćwierćfinału. Rozstawione z “2” zawodniczki powalczą w nim z duetem Fiona Ganz/Ines Murta. Wczoraj Zuzanna rozpoczęła także singlowe rozgrywki. Pierwszą przeciwniczką Polki była Rosjanka – Tatiana Nowikowa. 20-latka, notowana na 526. miejscu w rankingu WTA, nie dała najmniejszych szans swojej rywalce.

     

    Zuzanna Pawlikowska awansowała do drugiej rundy ITF W15 w Szarm el-Szejk

     

    W15 w Szarm el-SzejkPawlikowska, która w singlowym turnieju jest rozstawiona z “3”, rozpoczęła spotkanie z pozycji returnującej. Pierwszy punkt spotkania powędrował do Nowikowej, ale później Zuzanna rozpoczęła całkowitą dominację nad przeciwniczką. Na 28 punktów rozegranych w pierwszym secie, aż 24 zakończyło się po myśli naszej reprezentantki. Po 20 minutach gry Polka mogła się cieszyć ze zwycięstwa w premierowej odsłonie rezultatem 6:0.

     

    Na początku drugiej partii zaobserwowaliśmy jedyny tak naprawdę wyrównany moment w całym pojedynku. Chociaż Pawlikowska prowadziła 40-0 przy podaniu przeciwniczki i miała w sumie trzy break pointy na 1:0, przegrała cztery akcje z rzędu i doszło do okazji na premierowe “oczko” dla Rosjanki. Zuzanna nie dopuściła jednak do takiego rozwiązania. Ostatecznie to 20-latka wykorzystała szóstą okazję na skończenie gema i od razu wyszła na prowadzenie w drugiej części spotkania.

     

    Kolejne rozdania przebiegały już mniej więcej tak, jak cały mecz – z całkowitą dominacją po stronie zawodniczki rozstawionej z “3”. Między drugim a szóstym gemem Pawlikowska straciła zaledwie trzy punkty, podczas gdy sama zgarnęła ich 20. To wszystko przełożyło się na efektowny rezultat końcowy – 6:0, 6:0 po zaledwie 52 minutach gry. A warto zaznaczyć, że czas pojedynku mógłby być jeszcze krótszy, gdyby nie zacięta rywalizacja w gemie otwierającym drugą odsłonę batalii.

     

    Zuzanna zaliczyła zatem bardzo obiecujący powrót do singlowych zmagań. O ćwierćfinał ITF W15 w Szarm el-Szejk powalczy z Julitą Saner. Reprezentantka Szwecji plasuje się obecnie na 1214. miejscu w rankingu WTA. Nasza tenisistka będzie zatem wyraźną faworytką do awansu donajlepszej “8”.

     

  • Świątek po raz szósty ograła Qinwen Zheng. 86 minut i już miała półfinał

    Świątek po raz szósty ograła Qinwen Zheng. 86 minut i już miała półfinał

    Świątek po raz szósty ograła Qinwen Zheng. 86 minut i już miała półfinał

    Dla Igi Świątek Qinwen Zheng aż do zeszłego lata była tą “idealną rywalką”. Grały sześć razy, sześciokrotnie triumfowała w tych starciach Polka. Aż wreszcie Chinka znalazła sposób na Igę, być może w najważniejszym dla niej turnieju sezonu: w półfinale igrzysk olimpijskich. W czwartek w Indian Wells (godz. 19 naszego czasu) zmierzą się ze sobą pierwszy raz od tamtej paryskiej potyczki, stawką będzie półfinał. Poprzedni wygrany mecz przez Polkę odbył się rok temu w Dubaju, Iga pokonała Zheng 6:3, 6:2. W ramach zapowiedzi przypominamy tamtą potyczkę.

     

    Dla Igi Świątek czwartkowe starcie z Qinwen Zheng może być, choć nie musi, pierwszą trudniejszą przeprawą w Indian Wells. 23-letnia wiceliderka światowego rankingu trzy dotychczasowe przeszkody pokonała w ekspresowym stylu: Caroline Garcii, Dajanie Jastremskiej i Karolinie Muchovej sprawiedliwie oddała po dwa gemy. W całym meczu. Każde z tych spotkań zabrało jej około godziny – w sumie spędziła na korcie trzy godziny i cztery minuty. Najmniej spośród wszystkich uczestniczek ćwierćfinałów. Zarobiła za to już ponad 200 tys. dolarów.

     

    Zheng też w Kalifornii nie przegrała jeszcze seta, przy czym w jej przypadku to pewna niespodzianka. Ten sezon zaczęła bowiem fatalnie – opóźniła go, zrezygnowała z United Cup, w Australian Open już w drugiej rundzie przegrała z Laurą Siegemund, solidną… deblistką. A później były szybkie przegrane w Dosze i Dubaju.

     

    Dopiero w Indian Wells się przełamała, pokonała Wiktorię Azarenkę, Lulu Sun i Martę Kostiuk. Potrzebowała na to cztery godziny i 35 minut.

     

    Iga Świątek – Qinwen Zheng 6:1 w ich bezpośrednich potyczkach. Polka zgarnęła później trzy tytuły

     

    Mecz w Kalifornii będzie ósmym bezpośrednim starciem Polki i Chinki, a Qinwen była do zeszłego lata dla Igi rywalką wymarzoną. Nie dlatego, że Polka wygrywała gładko, bo problemy w niektórych spotkaniach też miewała, ale generalnie mecze te kończyły się zawsze tak samo: sentencją “Game, set, match Swiatek”, wypowiadaną przez sędziów.

     

    Po raz pierwszy zmierzyły się w Roland Garros w 2022 roku, Qinwen wygrała nawet pierwszą partię w tie-breaku. A później Polka ją “złamała”, dwie kolejne zapisała na swoje konto (6:1, 6:2), awansowała do ćwierćfinału. Także trzysetowe pojedynki Iga rozstrzygała na swoją korzyść w San Diego (październik 2022) i Cincinnati (sierpień 2023), a w dwóch setach triumfowała jeszcze w Stuttgarcie (kwiecień 2023), United Cup w Perth (styczeń 2024) i Dubaju (luty 2024).

     

    A później 1 sierpnia zeszłego roku Zheng odbiła sobie te wszystkie niepowodzenia i zabrała Idze marzenia o złotym medalu olimpijskim, triumfowała na obiekcie Phillippe’a Chatriera 6:2, 7:5. Mimo że Polka w drugim secie prowadziła już 4:0. Przegrała jednak z wielką presją i oczekiwaniami, z własnymi nerwami.

     

    Tyle że mecz w Indian Wells raczej nie będzie przypominać tego z Paryża. Bardziej prawdopodobne jest, że może być zbliżony do tego sprzed niespełna 13 miesięcy z Dubaju.

     

    Ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Dubaju, na korcie Świątek i Zheng. Polka ani razu nie dała się przełamać

     

    Wtedy też obie spotkały się na kortach twardych, też w ćwierćfinale i też w turnieju rangi WTA 1000. Iga była świeżo po zdobytym tytule w Dosze, zajmowała pierwsze miejsce w rankingu WTA, a Zheng była w nim siódma. Teraz wszystko wygląda niemal tak samo, inne jest jedynie miejsce rozgrywania tego meczu oraz nieznacznie różnią się pozycję: druga i dziewiąta.

     

    Chinka wygrała wtedy losowanie, wybrała return i… mocno się na tym przejechała. Świątek rozgrzała się przy własnym gemie serwisowym, za moment przełamała rywalkę, a później odskoczyła na 3:0. I to był kluczowy moment w tej pierwszej partii, bo więcej breaków już nie zanotowano.

     

    Qinwen dość dobrze wykorzystywała swój największy atut, czyli serwis. A miała już w poprzednim sezonie mecze, choćby w Berlinie, gdy potrafiła zaliczać po kilkanaście, nawet i 20 asów. W starciu z Igą tak wiele ich nie miała, za to jej pierwsze podanie było skuteczne niemal w czterech przypadkach na pięć. Iga musiała więc być cierpliwa i czekać na swoje okazje.

     

    Doczekała się ich w drugiej partii, najpierw w piątym, a później w siódmym gemie. I w obu przypadkach wykorzystywała je za drugim razem. Sama zaś nie została przełamana ani razu, choć w całym spotkaiu Qinwen wywalczyła trzy break pointy. Całość zakończyła się po 86 minutach, wygraną Igi 6:3, 6:2.

    Gdy w przeszłości Iga ogrywała Zheng, zdobywała później tytuły w Paryżu, San Diego i Stuttgarcie. W Dubaju tak się nie stało, choć Iga była zdecydowaną faworytką półfinałowego starcia z Anną Kalinską. Przegrała je 4:6, 4:6, a dopiero kilka miesięcy później na jaw wyszły okoliczności. Polka zachorowała na covid, test okazał się pozytywny. Tyle że dowiedziała się o tym już po meczu, a jej trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk mówił nawet o “dziwnym meczu”. Koniec końców Polka odpoczęła, pojawiła się w kolejnym turnieju w Indian Wells i… go wygrała.

     

    Aby tak stało się i w tym roku, a może zostać pierwszą zawodniczką w historii z trzema tytułami WTA 1000 w Kalifornii, musi wygrać trzy spotkania. Pierwsze z nich – z Qinwen Zheng.

  • Świątek nie miała w USA wyjścia. Tak zareagowała ws. Muska i Sikorskiego

    Świątek nie miała w USA wyjścia. Tak zareagowała ws. Muska i Sikorskiego

    Świątek nie miała w USA wyjścia. Tak zareagowała ws. Muska i Sikorskiego

    W Stanach Zjednoczonych wciąż jest głośno o spięciu, do której doszło w niedzielę na platformie X między ministrem spraw zagranicznych Polski Radosławem Sikorskim, doradcą prezydenta USA Donalda Trumpa Elonem Muskiem oraz sekretarzem stanu Marco Rubio. Do tego stopnia, że po meczu Igi Świątek z Karoliną Muchovą w Indian Wells, polska tenisistka, sportowa ambasadorka naszego kraju, została zapytana o swój stosunek do tej sprawy. I nie miała wyjścia, udzieliła odpowiedzi.

     

    Iga Świątek przebywa w Stanach Zjednoczonych już od ponad tygodnia – gra w trzecim w tym roku turnieju rangi WTA 1000 w Indian Wells. W Kalifornii spisuje się znakomicie, w trzech spotkaniach spędziła a korcie zaledwie trzy godziny i cztery minuty, rywalkom oddała tylko sześć gemów. I po ograniu Czeszki Karoliny Muchovej 6:1, 6:1 zameldowała się we wtorek w ćwierćfinale tego turnieju.

     

    O ile na korcie, w tradycyjnej pomeczowej rozmowie, konferansjer Andrew Krasny pytał Polkę o dość oczywiste sprawy sportowe, to na konferencji prasowej Iga musiała zmierzyć się z większym wyzwaniem. Została bowiem wprost zapytana o swoje przemyślenia względem słynnej już wymiany zdań polityków: Radosława Sikorskiego, Marco Rubio i Elona Muska. Ale także o to, “co myśli o tych, którzy mówią, że Rosja nie jest agresorem”.

     

    Zamieszanie z udziałem polskiego ministra i najbogatszego człowieka na świecie. Głośno na świecie

     

    Przypomnijmy: całe zamieszanie nastąpiło po wpisie Elona Muska, najbogatszego człowieka na ziemi, a od niedawna prawej ręki nowego prezydenta USA Donalda Trumpa w zakresie obniżania kosztów funkcjonowania państwa. Na należącej do niego platformie X Musk napisał, że to dzięki jego systemowi Starlink Ukraina jest w ogóle w stanie walczyć. “Mój system Starlink jest kręgosłupem ukraińskiej armii. Cała ich linia frontu zawaliłaby się, gdybym go wyłączył” – napisał.

     

    Zareagował na to Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych RP, który przypomniał, że koszty wynajęcia Starlinków na Ukrainie pokrywa właśnie nasz rząd. I że jest to około 50 milionów dolarów. Zaznaczył też, że gdyby SpaceX, czyli firma Muska, okazała się niewiarygodnym dostawcą, to “będziemy zmuszeni poszukać innych dostawców”. I wywołał burzę za oceanem, gdzie tamtejsi politycy nie znoszą, gdy ktoś wchodzi im na ambicje.

     

    To zdenerwowało Muska, bo obraził Sikorskiego, nazywając go “małym człowieczkiem”. “Płacisz niewielką część kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka” – irytował się Musk. A w sukurs przyszedł mu sekretarz stanu Marco Rubio, z którym niedawno w USA Sikorski zresztą rozmawiał twarzą w twarz. – Podziękuj, bo bez Starlinka Ukraina już dawno przegrałaby tę wojnę, a Rosjanie byliby teraz na granicy z Polską” – napisał, choć przecież Polska z Rosją graniczy. A Musk jeszcze w poniedziałek dalej dogryzał Sikorskiemu.

     

    Deklaracja Igi Świątek. Nie zna szczegółów, ale jest świadoma tego, co się dzieje

     

    I właśnie o tę scysję, a także całą sytuację na świecie została zapytana w Indian Wells Iga Świątek, która przecież zaraz po napaści wojsk Putina na Ukrainę wyraźnie opowiedziała się po stronie Ukrainy. Długo grała też ze wstążką w barwach tego kraju przyczepioną do swojej czapeczki. – Wiem, co wydarzyło się na twitterze z udziałem naszego ministra – mówiła wiceliderka światowego rankingu. – Szczerze, to nie czuję, że jestem w odpowiednim miejscu, by komentować politykę.

     

    “”Żyjemy w dość skomplikowanym świecie, a napięcia są bardzo wysokie. Mówiłam już głośno o Ukrainie, wszyscy znają moje poglądy””

     

    ~ Iga Świątek

     

    Dodała też, że nie czuje się ekspertką w tych kwestiach, by tak otwarcie o nich dyskutować. – Śledzę je, ale nie zagłębiam się w te wiadomości. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób obserwuje moje wypowiedzi i ogląda konferencje prasowe. Nie będę się więc wypowiadać, bo nie znam wystarczająco wielu szczegółów by to robić – mówiła.

     

    I jeszcze zapewniła: – Jestem świadoma tego, co się dzieje.

     

    Swój kolejny mecz Iga zagra w czwartek– stawką będzie półfinał.

     

  • Jest decyzja ws. meczu Świątek – Zheng. Pilne wieści z Indian Wells

    Jest decyzja ws. meczu Świątek – Zheng. Pilne wieści z Indian Wells

    Jest decyzja ws. meczu Świątek – Zheng. Pilne wieści z Indian Wells

    Czy Iga Świątek zrewanżuje się Qinwen Zheng za przegrany półfinał igrzysk olimpijskich w Paryżu? Obie panie zmierzą się w czwartek w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells. O której godzinie rozpocznie się to spotkanie? Mamy świetne wieści dla polskich kibiców!

     

    Iga Świątek (2. WTA) idzie jak burza przez turniej WTA 1000 w Indian Wells. W trzech dotychczasowych meczach straciła zaledwie sześć gemów. Pokonała kolejno: Caroline Garcię (71. WTA) 6:2, 6:0; Dajanę Jastremską (46. WTA) 6:0, 6:2 i Karolinę Muchovą (15. WTA) 6:1, 6:1

     

    Taktycznie robiłam wszystko, co powinnam. Od początku weszłam z taką pewnością, że nie dałam Karolinie wejść w mecz – mówiła Świątek po wygranym meczu w czwartej rundzie przeciwko Muchovej. W ćwierćfinale jej rywalką została Qinwen Zheng (9. WTA).

     

    Kibice nie będą musieli zarywać nocy na mecz Iga Świątek – Qinwen Zheng

    Przy okazji turniejów w Stanach Zjednoczonych istnieje niemałe ryzyko, że mecz będzie rozgrywany późnym wieczorem albo wręcz w nocy czasu polskiego. W przypadku rywalizacji Igi Świątek z Qinwen Zheng mamy bardzo dobre wieści dla kibiców, gdyż rywalizacja obu pań otworzy zmagania w czwartek na korcie centralnym w Indian Wells. Tym samym obie na korcie powinny pojawić się o godz. 19:00 czasu polskiego.

     

    Spotkanie Świątek z Zheng w ćwierćfinale w Indian Wells będzie siódmym bezpośrednim pojedynkiem obu pań. Dotychczasowy bilans to sześć wygranych Polki i zaledwie jedna Chinki. Zheng jednak wygrała ich ostatnie, pamiętne spotkanie w półfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu 6:2, 7:5, a następnie sięgnęła po złoto. Świątek musiała się zadowolić “tylko” brązowym medalem.

     

    – Muszę wyciągnąć wnioski z naszego ostatniego meczu i zobaczyć, jak ona gra teraz, bo minęło trochę czasu, odkąd ostatni raz grałyśmy. Czuję, że wracam do formy i staram się wywierać presję na moich przeciwniczkach – powiedziała Świątek o planie na “rewanż” z Zheng.

     

    W półfinale turnieju w Indian Wells lepsza z pary Świątek – Zheng zmierzy się ze zwyciężczynią rywalizacji Mirra Andriejewa (11. WTA) – Elina Switolina (23. WTA).

     

     

  • 14-latek z Polski mistrzem Europy! Znów zachwycił i zdeklasował rywali

    14-latek z Polski mistrzem Europy! Znów zachwycił i zdeklasował rywali

    14-latek z Polski mistrzem Europy! Znów zachwycił i zdeklasował rywali

    Kolejny sukces Michała Szubarczyka. Polski snookerzysta został mistrzem Europy do lat 16. Na tym jednak nie poprzestanie, ponieważ już rozpoczął zmagania w starszej grupie rocznikowej na tym samym turnieju. A przypomnijmy, że mistrz Polski potrafił wygrywać już z kilkadziesiąt lat starszymi rywalami.

     

    O sukcesach Szubarczyka piszemy nie od dziś. Snookerzysta w wieku 13 lat został mistrzem świata w snookerze w kategorii wiekowej U-21. Wygrał również seniorskie mistrzostwa Polski. — Gdy Michał i jego starsza siostra chodzili jeszcze do przedszkola, to wspólnie z żoną, rano, przed wyjściem z domu, włączaliśmy im bajki. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że czas trochę z tym przystopować. Dzieci dostały szlaban na telewizor w tygodniu i mogły z niego korzystać tylko w weekend. To spowodowało, że gdy ja oglądałem transmisje sportowe, głównie siatkówkę i snookera, to oni chcieli robić to ze mną —

     

    Michał Szubarczyk mistrzem Europy do lat 16

    Na zawody juniorskie 14-letni zawodnik jeździ już w roli faworyta. Właśnie wygrał mistrzostwo Europy do lat 16 w tureckiej Antalyi. W finale pokonał innego Polaka Krzysztofa Czapnika. W całym turnieju zdobył najwyższego breaka 124 pkt. Równocześnie grał w pierwszym fazach przeprowadzanej w tym samym mieście rywalizacji do lat 18. Tam zawody toczą się jeszcze w fazie grupowej.

     

  • Było już 6:2, 3:0 dla Świątek. Aż stało się coś niewytłumaczalnego. “Koniec”

    Było już 6:2, 3:0 dla Świątek. Aż stało się coś niewytłumaczalnego. “Koniec”

    Było już 6:2, 3:0 dla Świątek. Aż stało się coś niewytłumaczalnego. “Koniec”

    Iga Świątek prowadziła z Karoliną Muchovą aż 6:2, 3:0, ale roztrwoniła przewagę. “Koniec”, “Świątek już to przegrała” – załamywali się kibice, gdy było 6:2, 5:7, 0:2. Ale później wszyscy oddawali Idze cześć. Pokonanej Czeszce zresztą też. Wszyscy poza Nickiem Kyrgiosem. Czy dziś w czwartej rundzie Indian Wells Świątek i Muchovą rozegrają tak świetny mecz, jak ten w finale Roland Garros 2023?

    Iga Świątek to wiceliderka światowego rankingu, a Karolina Muchova jest 15. Ich starcie w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Indian Wells to wielki hit tej fazy.

    W bezpośrednich pojedynkach 3:1 prowadzi Świątek. A najlepiej pamiętanym z ich spotkań jest to z Paryża sprzed już prawie dwóch lat.

    Aż 98 godzin. Takie rzeczy wyliczano Idze Świątek

    W 2023 roku Świątek na Roland Garros dawała kolejne w swojej karierze popisy. W pewnym momencie wydarzeniem wielkoszlemowego French Open było to, że przegrała gema! Gdy w czwartej rundzie Łesia Curenko wyszła z z Igą z wyniku 0:4 na 1:4, światowe media odnotowały, że polska numer jeden przegrała pierwszego gema od 98 godzin i 43 minut! Na tak niesamowicie długi czas składały się: część występu Świątek przeciw Claire Liu w drugiej rundzie (6:4, 6:0), cały jej występ przeciw Xinju Wang w trzeciej rundzie (6:0, 6:0) i część meczu z Curenko. W sumie Świątek miała serię aż 23 wygranych gemów.

    Ale po półfinałach było jasne, że mimo doskonałej formy Polce wygranie całego turnieju może przyjść z trudem. A to dlatego, że w finale jej rywalką była Muchova prezentująca piękny, wszechstronny tenis, a do tego pokazująca imponującą waleczność.

    Muchova w niesamowity sposób pokonała Sabalenkę

    Świątek w swoim półfinale wygrała 6:2, 7:6 z Beatriz Hadad Maią, a Muchova wydarła zwycięstwo w boju z Aryną Sabalenką. Skończyło się wynikiem 7:6, 6:7, 7:5, choć w decydującym secie Czeszka przegrywała 2:5, 30:40 i musiała bronić meczbola!

    W finale ze Świątek Muchova też odrobiła ogromne straty. Debiutująca w wielkoszlemowym finale Karolina przegrywała 2:6, 0:3. Ale nie poddała się. W krytycznym momencie 43. wówczas tenisistka świata zaczęła grać jak liderka. I wydawało się, że pokona naszą faktyczną liderkę. Po odwróceniu drugiego seta w decydującą partię Muchova weszła z drzwiami – wygrała dwa pierwsze gemy do zera. Prowadziła w meczu 2:6, 7:5, 2:0. „Świątek już przegrała”, „To koniec”, „Nie ma szans” – takie komentarze zalewały wówczas media społecznościowe. Ale na szczęście Świątek ich nie czytała. Przy stanie 6:2, 5:7, 3:4 i serwisie Czeszki Iga zanotowała przełamanie powrotne. I od tego momentu wygrała już wszystkie gemy do końca meczu. Tym samym po naprawdę świetnym finale zdobyła swój czwarty wielkoszlemowy tytuł w karierze, a trzeci na Roland Garros (dziś Iga ma pięć tytułów wielkoszlemowych – piąty wywalczyła w Paryżu w 2024 roku).

    Idiotyczne reakcje Kyrgiosa zdenerwowały Czechów

    Po tamtym finale świat zachwycał się nad Świątek, ale nad Muchovą również. Statystycy przytoczyli, że do finału z Igą Karolina wygrała wszystkie swoje mecze w karierze z rywalkami ze światowego top 3. Tych spotkań było aż pięć. Podawano, że ostatnią zawodniczką, która tak mocno rozprawiała się od początku kariery z rywalkami z top 3 była wieki temu Martina Navratilova. – Nawet nie wiedziałam o tej statystyce. Ale wspaniale to wiedzieć, bo to pokazuje, że mogę z takimi tenisistkami rywalizować. To zwiększy moją pewność siebie – mówiła Muchova.

    – Nie mówcie mi, że kobiecy tenis jest nudny. Finał był fantastyczny – komentowała Rennae Stubbs. Była mistrzyni debla z Australii przekonywała, że na świetnym poziomie stały też półfinały i twierdziła, że panie na Roland Garros dały lepsze widowiska niż panowie. „Dzięki Bogu za panie” – pisała. Na to jej rodak Nick Kyrgios odpowiedział śmiejącą się do łez emotikonką. A gdy Stubbs pytała, o co mu chodzi, kontrowersyjny tenisista odpowiedział tą samą emotikonką.

    Takie reakcje Kyrgiosa uznano za idiotyczne, a szczególnie dotknięci nimi poczuli się Czesi. „ “Sztuka Muchovej urzekła świat, ale szydzi z niej Nick Kyrgios” – pisał dziennik “Blesk”.

    Tenis Muchovej to sztuka. Ale to nie znaczy, że Karolina gra jak facet

    „Sztukę” Muchovej świat tenisa naprawdę docenia. Mimo że mająca wciąż problemy ze zdrowiem tenisistka nie powtórzyła takiego sukcesu, jak wielkoszlemowy finał (była dwukrotnie półfinalistką US Open i raz półfinalistką Australian Open), to każdy wie, że zawsze i wszędzie stać ją na pokonanie każdej rywalki. A czasami bywa, że jej świetną grę eksperci chwalą aż tak bardzo, żedobierają niewłaściwie słowa.

    W 2024 roku Muchova świetnie wyglądała w US Open. Po kilku meczach widziano w niej główną faworytkę turnieju (ostatecznie doszła do półfinału). Legendarna Chris Evert zachwycała się nią po drugiej rundzie. Wtedy Czeszka wracająca po 10-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją pokonała 6:3, 7:6 Naomi Osakę. – Gra jak mężczyzna. Chce grać jak mężczyzna. Mężczyźni mają lepsze serwisy niż kobiety, w większości mają także lepsze woleje i poruszają się trochę lepiej – mówiła Evert na antenie amerykańskiej stacji ESPN. Taki komentarz 18-krotnej mistrzyni wielkoszlemowej wywołał burzę w mediach społecznościowych. Bardzo nie spodobał się m.in. jednej z obecnie czołowych zawodniczek, Ons Jabeur.

    – Muchova jest niesamowicie utalentowaną zawodniczką. Nie musi być facetem, żeby mieć świetny serwis, wolej lub poruszanie się. Czy możemy przestać tworzyć stereotypy na podstawie płci? – irytowała się Tunezyjka. Evert zreflektowała się i przeprosiła za swoje niefortunne wyrażenie. “Przepraszam, jeśli was uraziłam, z pewnością nie było to moim zamiarem. Siła, mobilność i atletyzm znacznie się poprawiły, a wiele kobiet, z którymi rozmawiam, ma idoli mężczyzn, do których aspirują. Ponownie, może moja wypowiedź mogła być lepsza, więc przepraszam!” – napisała Amerykanka na portalu X.

    We wtorek w amerykańskim Indian Wells Świątek i Muchova zdecydowanie mogą pokazać siłę, atletyzm, mobilność i wspaniałą technikę. Jeśli obie zagrają najlepiej, jak potrafią – dostaniemy koncert. Faworytką jest Polka, ale zapewne czeka ją trudne zadanie.

     

  • Tak Iga Świątek rozbroiła “bombę”. To było mistrzostwo świata

    Tak Iga Świątek rozbroiła “bombę”. To było mistrzostwo świata

    Tak Iga Świątek rozbroiła “bombę”. To było mistrzostwo świata

    Nie ma wątpliwości, to była pułapka. Iga Świątek pokazała jednak, że znakomita jest nie tylko na korcie. Sposób, w jaki wybrnęła z pytania o wymianę zdań między ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, Elonem Muskiem i sekretarzem stanu Marco Rubio, to mistrzostwo świata.

     

    W czasach Donalda Trumpa, wojny w Ukrainie i przekraczającej kolejne granice polaryzacji, sportowcom coraz trudniej unikać opowiadania się po jednej ze stron politycznego konfliktu. Z drugiej strony sportowe organizacje uświadomiły sobie, że polityczne zaangażowanie to coś, co im szkodzi. Najlepszym przykładem są tu amerykańskie ligi jak NBA czy NFL, w których polityczne rozemocjonowanie było szczególnie widoczne. Choć ich władze oficjalnie popierały zaangażowanie zawodników, to równocześnie robiły wszystko, aby polityczną wrzawę na stadionach i w halach jak najbardziej wyciszyć. Najlepszy dowód, że to się udało, mieliśmy przed tegorocznym Super Bowl. NFL podjęła decyzję o zamalowaniu hasła “End Racism”, które widniało po obu stronach boiska i nie spotkało się to z żadną większą reakcją. Nie było fali potępienia ligi za ten znaczący gest, choć sam fakt został skrupulatnie odnotowany.

     

    Nie za poglądy polityczne cenimy gwizdy sportu

    A i ostatnie wybory prezydenckie w USA pokazały, że nawet tabuny najpopularniejszych artystów i gwiazd sportu nie mają większego wpływu na decyzje przy urnach. Kamala Harris, która miała pod tym względem gigantyczną przewagę nad Donaldem Trumpem, jednak wybory zdecydowanie przegrała. A jej kandydaturę mocno promowały m.in. koszykarskie gwiazdy LeBron James i Stephen Curry. Okazało się, że podobnie jak w znanym sowieckim dowcipie o Piotrze Czajkowskim, poglądy polityczne to nie jest to, za co kibice cenią gwiazdy sportu.

     

    Co nie znaczy, że zawodnicy mogą sobie pozwolić na komfort niezabierania zdania. W ostatni wtorek przekonała się o tym Iga Świątek. Polka po meczu z Karoliną Muchovą (6:1, 6:1) została zapytana o ostatnie starcie na portalu X z udziałem Radosława Sikorskiego, jednego z najbogatszych ludzi na świecie: Elona Muska i sekretarza stanu USA Marco Rubio. Poszło o system Starlink, który zapewnia łączność wojskom ukraińskim na froncie.

     

    Ostra wymiana zdań między Muskiem, Sikorskim i Rubio podzieliła Polaków

     

    Musk, który jest właścicielem systemu, zasugerował, że mógłby go wyłączyć, co spowodowałoby klęskę Ukrainy. Na to Sikorski odpowiedział, że to Polska płaci za używanie Starlinków, a Musk byłby niewiarygodnym partnerem biznesowym, gdyby wyłączył urządzenia. Na to odezwał się Rubio, który skomentował, że nikt nigdy nie miał zamiaru wyłączać Starlinków, a Sikorski to właściwie powinien podziękować, że dzięki systemowi Muska Ukraina przetrwała rosyjską agresję, bo w przeciwnym razie na granicy z Polską stałyby wojska rosyjskie.

     

    Ostra wymiana zdań, podczas której Musk strofował Sikorskiego słowami: “Bądź cicho, mały człowieku”, natychmiast podzieliła polską scenę polityczną. Zwolennicy rządu chwalą ministra spraw zagranicznych, że w sprytny sposób wyciągnął do Amerykanów zapewnienie, że system łączności, dzięki któremu Ukraina może się bronić, nie zostanie wyłączony. Z kolei zwolennicy opozycji zarzucali Sikorskiemu, że działa nieprofesjonalnie, prowadząc dyplomację za pomocą mediów społecznościowych i niepotrzebnie zaognia stosunki z naszym najważniejszym sojusznikiem, Stanami Zjednoczonymi.

     

    I właśnie o komentarz do tej sprawy została poproszona Świątek przez amerykańskiego dziennikarza po meczu turnieju Indian Wells. I z tego trudnego zadania wybrnęła po mistrzowsku.

     

    Świątek wybrnęła znakomicie z zadania, które było pułapką

     

    Nie mogła schować głowy w piasek i udawać, że o niczym nie wie. To byłoby bardzo dziwne wobec jej zaangażowania we wspieranie Ukrainy. Dlatego jasno powiedziała, że ma świadomość, o co chodzi, ale jednocześnie uniknęła wszelkiego pretekstu, aby ktokolwiek zapisywał ją do którejś ze stron politycznego sporu. – Wiem, co się stało na Twitterze z naszym ministrem. Ale szczerze mówiąc, myślę, że byłoby nie na miejscu, gdybym komentowała politykę. Świat, w którym żyjemy, jest dość skomplikowany i panują w nim wysokie napięcia – powiedziała tenisistka.

     

    Jednocześnie Polka dała do zrozumienia, że wciąż wspiera ofiary rosyjskiej agresji: – Mówiłam głośno o Ukrainie i wszyscy znają moje poglądy. Grałam ze wstążką [w barwach Ukrainy – red.] przez długi czas na początku wojny – dodała Świątek.

     

    Ostatnie zdanie sugeruje, że poglądy, jeśli chodzi o Starlink na Ukrainie, Polka ma sprecyzowane dość jasno. A jednocześnie ma świadomość, że fakt, iż świetnie gra w tenisa, nie daje jej prawa do kształtowania opinii publicznej w kwestii stosunków polsko-amerykańskich. Tu nie chodzi o wolność słowa, ale o odpowiedzialność za słowa. I w tej kwestii Świątek zachowała się po mistrzowsku.

     

  • Rzuty karne na miarę awansu Realu Madryt

    Rzuty karne na miarę awansu Realu Madryt

    Rzuty karne na miarę awansu Realu Madryt

    Dopiero konkurs rzutów karnych wyłonił zwycięzcę w rywalizacji w 1/8 finału pomiędzy Atletico Madryt i Realem Madryt. Po dogrywce było 1:0. W “jedenastkach” zwyciężyli goście.

     

    Rywalizacja Atletico z Realem zapowiadała się najciekawiej spośród środowego zestawu spotkań 1/8 finału Ligi Mistrzów. Królewscy bronili jednobramkowej przewagi (2:1), którą wypracowali przed ośmioma dniami.

     

    Nikt nie spodziewał się, że zespół Diego Simeone straty odrobi już po 29 sekundach. To była pierwsza akcja gospodarzy. Z prawej strony dogrywał płasko Rodrigo De Paul, Julan Alvarez w piłkę nie trafił, ale nadbiegający Conor Gallagher z bliska wbił ją do siatki!

     

    Goście starali się ruszyć do odrabiania strat, jednak mieli problemy z kreowaniem zagrożenia. Na celny strzał Królewskich czekać trzeba było do 29. minuty, kiedy anemiczną próbę Rodrygo pewnie złapał Jan Oblak.

     

    Atletico atakowało sporadycznie, ale było bardzo konkretne. W 25. minucie Julian Alvarez uderzył z pola karnego lewą nogą. Thibaul Courtois odbił piłkę. Czternaście minut później napastnik znalazł miejsce do strzału z ostrego kąta. Belg między słupkami gości ponownie nie dał się pokonać.

     

    Po przerwie sytuacja nie uległa zmianie. W dalszym ciągu ataki miejscowych były dużo groźniejsze niż próby Królewskich. Już chwilę po zmianie stron strzał Alvareza z dystansu zdołał odbić bramkarz. Po godzinie gry z rzutu wolnego dośrodkował De Paul, próba głową Clementa Lengleta była minimalnie niecelna.

     

    Goście byli w stanie odpowiedzieć szarżą Rodrygo, po której uderzyć nie zdołał Jude Bellingham. Ponadto strzał Aureliena Tchouameniego pokazał, że to nie jest dzień obrońców trofeum.

     

    W 69. minucie jedyny raz obrona Atletico pozostawiła zbyt dużo miejsca Kylianowi Mbappe. Francuz wpadł z piłką w pole karne, gdzie powalił go Clement Lenglet. Szymon Marciniak bez wahania podyktował rzut karny. Do piłki podszedł Vinicius, jednak celując w prawe okienko przestrzelił!

     

    Od tego momentu mecz się ożywił. W 71. minucie Courtois uratował Real broniąc mocny strzał Giuliano Simeone. Królewscy także nie zamierzali kalkulować i szukali wyrównania.

     

    W końcówce regulaminowego czasu aktywniejsi w ofensywie byli goście. Podopiecznym Carlo Ancelottiego brakowało konkretów. Z kolei w 90. minucie, po drugiej stronie boiska, Angel Correa z okolic pola bramkowego uderzył ponad bramką.

     

    Szymon Marciniak zarządził dogrywkę. W niej już w pierwszych czterech minutach groźnie zrobiło się pod jedną i drugą bramką. Brakowało konkretów. O wszystkim zadecydować musiał konkurs rzutów karnych.

     

    W 2. serii Julian Alvarez trafił do siatki, ale uderzając potknął się. Po analizie VAR okazało się, że piłkę dotknął dwukrotnie i gol został anulowany. Nadzieje Atletico na awans wróciły w 4. serii, kiedy Oblak odbił próbę Lucasa Vazqueza. Chwilę później pomylił się jednak Marcos Llorente. Zabawę dość szczęśliwie zakończył Antonio Ruediger. Real w ćwierćfinale Ligi Mistrzów!

     

    Atletico Madryt – Real Madryt 1:0 (1:0, 1:0) k. 2:4

    1:0 – Conor Gallagher 1′

     

    W 70. minucie Vinicius Junior nie wykorzystał rzutu karnego (uderzył ponad bramką).

     

    Rzuty karne:

    0:1 – Kylian Mbappe

    1:1 – Alexander Sorloth

    1:2 – Jude Bellingham

    1:2 – Julian Alvarez (błąd techniczny)

    1:3 – Federico Valverde

    2:3 – Angel Correa

    2:3 – Lucas Vazquez (obrona)

    2:3 – Marcos Llorente (poprzeczka)

    2:4 – Antonio Ruediger

     

    Składy:

     

    Atletico Madryt: Jan Oblak – Marcos Llorente, Jose Maria Gimenez, Clement Lenglet (91′ Robin Le Normand), Reinildo Mandava (98′ Cesar Azpilicueta) – Giuliano Simeone (89′ Angel Correa), Rodrigo De Paul (90+4′ Nahuel Molina), Pablo Barrios, Conor Gallagher (85′ Samuel Lino) – Antoine Griezmann (89′ Alexander Sorloth), Julian Alvarez.

     

    Real Madryt: Thibaut Courtois – Federico Valverde, Raul Asencio, Antonio Ruediger, Ferland Mendy (83′ Fran Garcia) – Luka Modrić (65′ Lucas Vazquez), Aurelien Tchouameni (65′ Eduardo Camavinga), Jude Bellingham – Rodrygo Goes (78′ Brahim Diaz), Kylian Mbappe, Vinicius Junior (116′ Endrick).

     

    Żółte kartki: Simeone, Lenglet, Azpilicueta, Llorente (Atletico) oraz Tchouameni, Vinicius, Vazquez (Real).

     

    Sędzia: Szymon Marciniak (Polska).

     

    W pierwszym meczu: 1:2.

     

    Awans: Real Madryt.

  • Barcelona poznała rywala w ćwierćfinale LM! Będą hity. Znamy wszystkie pary

    Barcelona poznała rywala w ćwierćfinale LM! Będą hity. Znamy wszystkie pary

    Barcelona poznała rywala w ćwierćfinale LM! Będą hity. Znamy wszystkie par

     

    Wszystko jasne! W środowy wieczór poznaliśmy komplet ośmiu zespołów, które zagrają w ćwierćfinale Ligi Mistrzów w sezonie 2024/25. Wiemy już, że Barcelona zagra z Borussią Dortmund, co będzie szczególnym wydarzeniem dla Roberta Lewandowskiego. Emocji nie powinno również zabraknąć w pozostałych trzech ćwierćfinałach.

     

    Pierwszą ćwierćfinałową parę poznaliśmy we wtorek. Inter Mediolan zagra z Bayernem Monachium po tym, jak pokonał w dwumeczu Feyenoord 4:1. Bawarczycy z kolei wyeliminowali Bayer Leverkusen, pewnie wygrywając dwumecz aż 5:0. W środę poznaliśmy trzy pozostałe pary.

     

    Poznaliśmy wszystkie ćwierćfinałowe pary LM 2024/25

    O 18.45 rozpoczął się mecz Borussii Dortmund z Lille, który zakończył się wygraną niemieckiej drużyny 2:1. Borussia tym samym wygrała dwumecz 3:2 i w ćwierćfinale zagra z Barceloną. Tym samym Robert Lewandowski, którego Barca pokonała w dwumeczu Benfikę 4:1, zagra przeciwko drużynie, w której objawił się piłkarskiemu światu.

     

    Dalej gra również Aston Villa Matty’ego Casha, która pokonała w dwumeczu Club Brugge 6:1. Zespół z Anglii pokonał w środę Belgów 3:0, a bohaterem został Marco Asensio — autor dwóch bramek. Aston Villa w ćwierćfinale zagra z PSG.

     

    Jako ostatnią poznaliśmy parę Arsenal — Real Madryt. Londyńczycy pewnie pokonali PSV w dwumeczu 9:3. W ćwierćfinale zagrają z Realem, który po rzutach karnych pokonał Atletico Madryt.

     

    Ćwierćfinałowe pary Ligi Mistrzów 2024/25:

     

    Bayern Monachium — Inter Mediolan

    Barcelona — Borussia Dortmund

    PSG — Aston Villa

    Arsenal — Real Madryt