Category: Home

  • Wąsek sprawił najpiękniejszą sensację w Lahti! Życiowy sukces Polaka

    Wąsek sprawił najpiękniejszą sensację w Lahti! Życiowy sukces Polaka

    Wąsek sprawił najpiękniejszą sensację w Lahti! Życiowy sukces Polaka

    Paweł Wąsek skoczył świetnie i zajmował trzecie miejsce po pierwszej serii konkursu Pucharu Świata w Lahti. 25-letni zawodnik bardzo rozbudził nadzieje polskich kibiców na podium! W drugiej serii Wąsek znów oddał świetny skok!

     

    Wszyscy polscy kibice liczyli, że Biało-Czerwoni w konkursie spiszą się lepiej niż w kwalifikacjach. W nich dwóch Polaków się skompromitowało – Jakub Wolny zajął 51. pozycję, a Aleksander Zniszczoł był dopiero 57! Najlepszy z naszych zawodników – Paweł Wąsek był 10.

     

    Ależ skok Pawła Wąska! Był na podium

     

    Słabe kwalifikacje wynagrodził polskim kibicom konkurs. Paweł Wąsek w pierwszej serii spisał się świetnie. Skoczył 127 metrów. Po jego próbie jury od razu zdecydowało się na skrócenie rozbiegu. Polak prowadził po skokach aż 42 zawodników. Ostatecznie po pierwszej serii był na wysokiej, trzeciej pozycji. Oddał też trzeci najdłuższy skok w tej serii. Polak do drugiego Stefana Krafta tracił 5,6 punktu, a do lidera Słoweńca Anze Laniska już sporo, bo 12,8 punktu.

     

    – Jest bardzo dobrze, Paweł wsłuchał się w nasze prośby o świetny skok. To była elegancka próba. Skoczył tak daleko, że jury skraca rozbieg. To najlepszy komplement dla samego zawodnika – zachwycali się komentatorzy Eurosportu.

     

    Gdyby Wąskowi udało się utrzymać podium, to wywalczyłby najlepszy wynik w tym sezonie. Dotychczas było nim czwarte miejsce w Pucharze Świata w Oberstdorfie.

     

    Wąsek wytrzymał presję. W drugim skoku znów spisał się świetnie. Skoczył 127,5 metra, dostał bardzo wysokie noty za styl i zajął trzecią pozycję! Odniósł zatem największy sukces w życiu w konkursie Pucharu Świata. Należą mu się za to wielkie brawa. Konkurs w Lahti wygrał Anze Lanisek, a drugi był Stefan Kraft.

     

    Maciej Kot: “Wstyd tak skakać”

    Oprócz Wąska w drugiej serii był tylko jeden Polak – Dawid Kubacki. W pierwszej skoczył 117,5 metra, w drugiej metr dalej i zajął dopiero 23. miejsce.

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1903483209439981916

    Tuż za najlepszą “30” był Kamil Stoch – na 31. pozycji (115 metrów). Maciej Kot spisał się słabiutko, bo skoczył tylko 106,5 metra. Po 15 skokach był czwarty od końca i już wtedy wiadomo było, że nie będzie go w drugiej serii. Ostatecznie zajął dopiero 47. pozycję i oddał trzeci najkrótszy skok w konkursie. To była katastrofa. – To wstyd tak skakać – powiedział potem Kot przed kamerami Eurosportu.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1903498202034164133

    Wielki awans w drugiej serii zaliczył Jan Hoerl. Po pierwszej części był dopiero 30!, a po skoku na odległość na 128,5 metra awansował na 15. miejsce.

     

    Najlepsza “10” konkurs w Lahti:

    Anze Lanisek (Słowenia) – 131 i 128 (276.9)

    Stefan Kraft (Austria) – 127,5 i 126,5 (270.8)

    Paweł Wąsek – 127 i 127,5 (263.9)

    Manuel Fettner (Austria) – 126 i 127 (263,3)

    Philip Raimund (Niemcy) – 125 i 127 (262.1)

    Andreas Wellinger (Niemcy) – 122,5 i 127,5 (261.5)

    Daniel Tschofenig (Austria) – 121 i 122 (248.7)

    Maximilian Ortner (Austria) -122 i 120,5 (248)

    Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 122 i 121,5 (247.7)

    Vladimir Zografski (Bułgaria) – 123 i 121,5 (246)

    … 23. Dawid Kubacki – 117,5 i 118,5 (224.7)

    … 31. Kamil Stoch – 115 (105.9)

    … 47. Maciej Kot – 106,5 (87.1).

  • Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści z Miami

    Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści z Miami

    Jest decyzja ws. meczu Świątek. Pilne wieści z Miami

    Po raz drugi w karierze Iga Świątek zmierzy się z Elise Mertens. Stawką tego pojedynku będzie czwarta runda turnieju WTA 1000 w Miami. Poznaliśmy dokładny termin tego spotkania. Polka wyjdzie na kort w niedzielę o godz. 17:00.

     

    Za Igą Świątek udana inauguracja turnieju WTA 1000 w Miami. Polska tenisistka – podobnie jak w Indian Wells – na start zmierzyła się z Caroline Garcią. Było to nieco trudniejsze starcie, lecz i tak wygrane przez Świątek, która mimo konieczności obrony piłki setowej w drugiej partii, zwyciężyła 6:2, 7:5.

     

    Jest decyzja ws. meczu Igi Świątek z Elise Mertens

    – Drugi set był trudny, nie zaczęłam go dobrze. Spadł poziom mojej energii i to bardzo szybko. Musiałam się obudzić i utrzymać intensywność z pierwszego seta i po prostu kontynuować grę. Caroline użyła pierwszej szansy, by wrócić do meczu, bo to robią najlepsze zawodniczki. Cieszę się, że koniec końców udało mi się ją zatrzymać – tłumaczyła po meczu wiceliderka rankingu WTA.

     

    Teraz przed Igą Świątek starcie z Elise Mertens. To tenisistka rozstawiona z numerem 27., która w pierwszym pojedynku pokonała Amerykankę Peyton Stearns 6:4, 6:1. Belgijka skomentowała fakt, że w kolejnej rundzie zmierzy się z Igą Świątek. Oto co miała do powiedzenia o Polce: – Postaram się przygotować do tego meczu jak najlepiej. Jasne jest, że stawienie czoła Idze nie będzie łatwe. Znamy jej wartość. Po prostu spróbuję grać swoją grę, być agresywna, aby nie pozwolić jej przejąć kontroli nad wymianami. Zobaczymy, ale na pewno dam z siebie wszystko – powiedziała, cytowana przez belgijską prasę.

     

    Poznaliśmy właśnie dokładny rozkład gier na niedzielę. Pojedynek Iga Świątek – Elise Mertens odbędzie się o godz. 17:00 czasu polskiego.

     

    Będzie to dopiero drugie starcie Polki z Belgijką na zawodowych kortach. Pierwsze 6:3, 6:4 na korcie ziemnym w Stuttgarcie wygrała Świątek. 

     

  • Błachowicz wrócił i dał z siebie wszystko! Trzy rundy, zadecydowali sędziowie

    Błachowicz wrócił i dał z siebie wszystko! Trzy rundy, zadecydowali sędziowie

    Błachowicz wrócił i dał z siebie wszystko! Trzy rundy, zadecydowali sędziowie

    Nieudany powrót Jana Błachowicza (29-11-1) do oktagonu UFC! Reprezentant Polski stoczył piekielnie wyrównaną, pełną przede wszystkim mocnych kopnięć walkę z Carlosem Ulbergiem (12-1). Choć decyzja sędziowska mogła pójść w obie strony, to niestety wszyscy trzej oceniający widzieli wygraną Nowozelandczyka. Tym samym cele mistrzowskie Polaka znacznie się oddaliły.

     

    Czy “Legendarna Polska Siła” jeszcze jest w Janie Błachowiczu? To pytanie zadawali sobie przed tą walką wszyscy polscy kibice. Nasz były mistrz wagi półciężkiej nie był widziany w akcji od lipca 2023 roku (porażka z Alexem Pereirą). Sporo czasu, zwłaszcza dla 42-latka, na pewno były obawy o bitewną “rdzę”. Miał też w tym czasie operacje obu barków. Jednak kto jak nie on mógł sobie z tym poradzić? Szczególnie że wygrana z Carlosem Ulbergiem mogła mu nawet dać walkę o tytuł. To dlatego, że mistrzem kilka tygodni temu został Rosjanin Magomed Ankalaev (21-1-1), z którym Polak w październiku 2022 roku zremisował decyzją sędziów, a zdaniem wielu to jemu należało się zwycięstwo.

     

    Trudny test dla obu, choć presja na Ulbergu

    Co do Ulberga, absolutnie nie wolno go było lekceważyć. Szybki, mocno bijący kickboxer, napędzony serią siedmiu zwycięstw z rzędu. W tym czterech przez nokaut. Na walkę z Błachowiczem zapracował triumfem nad byłym pretendentem do tytułu Volkanem Oezdemirem (20-8), po wyrównanej walce. Jednak jeśli długa przerwa nie kosztowała Polaka zbyt wiele, to zapowiadał się niewątpliwie na najtrudniejszy test w karierze Nowozelandczyka.

     

    Taktyczna bitwa od początku do końca

    Bardzo taktycznie poprowadził pierwszą rundę Błachowicz. Unikał otwartych wymian, starał się mądrze dobierać momenty do ataku i przede wszystkim rąbał nogi rywala swoimi firmowymi niskimi kopnięciami. Ulberg odpowiadał, z różnym skutkiem, ale też nie chciał bardzo ryzykować. Podobnie wyglądało to w rundzie drugiej, choć w niej nieco więcej aktywności i sukcesów notował Nowozelandczyk. Nieco mało było ryzyka ze strony Błachowicza i zanosiło się, że runda trzecia może przesądzić o wygranej jednego lub drugiego.

     

    W niej obaj nadal szachowali się taktycznie, próbowali złapać się na jakiś błąd, ale nie było to łatwe. Ulberg krążył i kąsał. Jan odgryzał się kopnięciami oraz pojedynczymi najczęściej ciosami. Żaden nie zaznaczył wyraźnie przewagi do końca walki. Ogólnie dostaliśmy tak wyrównane starcie, że naprawdę sędziom można było współczuć.

     

    Zadecydowały niuanse. Błachowicz wraca na tarczy

     

    Niestety ci jednogłośnie widzieli dwie rundy dla Ulberga, a tylko jedną dla Błachowicza. Polak zaliczył nieudany powrót, choć nie była to zła walka w jego wykonaniu. Czego zabrakło? Być może rytmu, być może ta dwuletnia przerwa sprawiła, że nie był w stanie bardziej zaryzykować i trafić Nowozelandczyka. Tak czy inaczej, wizja walki mistrzowskiej oddaliła się i to być może już na dobre. Jednak na takie sądy jeszcze za wcześnie. 

     

  • Lahti znowu magiczne dla Polaków. Paweł Wąsek na podium konkursu Pucharu Świata!

    Lahti znowu magiczne dla Polaków. Paweł Wąsek na podium konkursu Pucharu Świata!

    Lahti znowu magiczne dla Polaków. Paweł Wąsek na podium konkursu Pucharu Świata!

    W końcu polscy kibice się doczekali. Biało-Czerwoni za sprawą Pawła Wąska wywalczyli pierwsze podium konkursu Pucharu Świata w sezonie 2024/2025. 25-latek zakończył sobotnie zawody na trzeciej pozycji. Wygrał Anze Lanisek, a drugi był Stefan Kraft.

     

    Już tylko dwa weekendy pozostały do końca Pucharu Świata w skokach narciarskich w sezonie 2024/2025. W sobotę zawodnicy najpierw odbyli dwa treningi (więcej TUTAJ), a później rywalizowali w kwalifikacjach (więcej TUTAJ). Po kompromitujących występach w nich Jakuba Wolnego oraz Aleksandra Zniszczoła przyszedł czas na konkurs indywidualny z czterema Polakami.

     

    Humory polskim kibicom w pierwszej serii zawodów poprawił Paweł Wąsek, który wylądował na 127. metrze i przez długi czas nie spadał z fotelu lidera. Dopiero po kilku minutach wyprzedził go Anze Lanisek. Słoweniec zresztą uzyskał 131 metrów i na półmetku konkursu posiadał ponad siedem punktów przewagi nad Stefanem Kraftem (127,5 metra).

     

    Trzeci był właśnie nasz reprezentant i miał naprawdę duże szanse na pierwsze podium Pucharu Świata w swojej karierze. Musiał jednak patrzeć za plecy, gdyż tylko 1,1 “oczka” tracił do niego Manuel Fettner. Blisko byli jeszcze Maximilian Ortner oraz Philipp Raimund. To zapowiadało wielkie emocje w rundzie finałowej.

     

    I tak też było. Najpierw Andreas Wellinger skoczył 127,5 metra, a po chwili 50 centymetrów bliżej wylądował Raimund, tym samym wyprzedzając swojego rodaka. Po próbie na 120. metr i 50. centymetr wypisał się z tej pasjonującej walki Ortner. Lepiej spisał się Fettner, gdyż zakończył swój skok na 127. metrze. I to właśnie jego musiał pokonać Paweł Wąsek.

     

    Nasz zawodnik wytrzymał presję, uzyskując 127,5 metra. Do tego otrzymał lepsze noty od Austriak. Miał jednak więcej punktów odjętych za wiatr. Po chwili oczekiwania okazało się, że w końcu Biało-Czerwoni mogą świętować. 25-latek wyprzedził Fettnera o 0,6 punktu i zakończył konkurs na trzeciej lokacie.

     

    Wygrał Anze Lanisek, który pofrunął 128 metrów, dzięki czemu pokonał Stefana Krafta o ponad sześć “oczek”. Austriak w rundzie finałowej wylądował na 126. metrze i 50. centymetrze.

     

    Niestety na tym dobre wiadomości dla polskich fanów się praktycznie skończyły. Co prawda punkty do PŚ zapewnił sobie jeszcze Dawid Kubacki, lecz mistrz świata z Seefeld po próbie na 117. metr i 50. centymetr był klasyfikowany na 24. miejscu. Kilkadziesiąt minut później wylądował metr dalej i przesunął się na 23. pozycję.

     

    0,8 punktu do znalezienia się w czołowej trzydziestce zabrakło Kamilowi Stochowi. Trzykrotny mistrz olimpijski uzyskał 115 metrów. Bardzo słabo zaprezentował się z kolei Maciej Kot. 33-latek doleciał zaledwie do 106. metra i 50. centymetra, co przełożyło się na 47. lokatę.

     

    Dużo poniżej oczekiwań w pierwszej serii spisał się również Jan Hoerl, który przecież wygrał kwalifikacje. W konkursie jednakże skoczył 112,5 metra i po pierwszej serii był 30. To oznaczało, że bardzo mocno utrudnił sobie walkę o Kryształową Kulę, gdyż jego najgroźniejszy rywal – Daniel Tschofenig, znajdował się w tym momencie na ósmej pozycji.

     

    W drugiej rundzie, zapewne mocno podrażniony Hoerl, oddał już zdecydowanie lepszą próbę. 26-latek tym razem wylądował na 128. metrze i 50. centymetrze, co pozwoliło mu się długo przesuwać w górę klasyfikacji zawodów, aż w końcu zatrzymał się na 15. miejscu. Lider Pucharu Świata zakończył za to zmagania na siódmej lokacie.

     

    Harmonogram PŚ w Lahti:

     

    Niedziela, 23.03.2025

    15:30 – Seria próbna

    16:30 – Konkurs duetów

     

    Relacje tekstowe “na żywo” ze wszystkich serii przeprowadzi portal WP SportoweFakty.

     

    Wyniki sobotniego konkursu w Lahti:

     

    MiejsceZawodnikKrajOdległośćPunkty1.Anze LanisekSłowenia131.0/128.0276.92.Stefan KraftAustria127.5/126.5270.83.Paweł WąsekPolska127.0/127.5263.94.Manuel FettnerAustria126.0/127.0263.35.Philipp RaimundNiemcy125.0/127.0262.16.Andreas WellingerNiemcy122.5/127.5261.57.Daniel TschofenigAustria121.0/122.0248.78.Maximilian OrtnerAustria122.0/120.52489.Ryoyu KobayashiJaponia122.0/121.5247.710.Vladimir ZografskiBułgaria123.0/121.524623.Dawid KubackiPolska117.5/118.5224.732.Kamil StochPolska115.0/105.947.Maciej KotPolska106.5/87.1

  • Ewa Swoboda poszła jak burza! Zawalczy o medal mistrzostw świata

    Ewa Swoboda poszła jak burza! Zawalczy o medal mistrzostw świata

    Ewa Swoboda poszła jak burza! Zawalczy o medal mistrzostw świata

    Znakomite wieści z Nankin! Ewa Swoboda w imponującym stylu awansowała do finału biegu na 60 m i powalczy o medale halowych mistrzostw świata. Polska sprinterka w swoim półfinale uzyskała najlepszy czas — 7.11 s. To drugi czas w półfinałach. Walka o medale odbędzie się o godz. 14.18.

     

    Ewa Swoboda w znakomitym stylu przebrnęła przez eliminacje biegu na 60 m podczas halowych mistrzostw świata rozgrywanych w chińskim Nankin. Reprezentantka Polski uzyskała czas 7.16 s. i ustąpiła jedynie reprezentantce Włoch Zaynab Dosso, która wpadła na metę z czasem 7.09 s.

     

    HMŚ w Nakin: Ewa Swoboda w finale biegu na 60 m! Znakomite wieści

    27-latka stanęła na starcie ostatniego z półfinałów i w znakomitym stylu wywalczyła przepustkę do walki o medale. Polka w swoim biegu była bezkonkurencyjna i triumfowała z czasem 7.11 s. Był to drugi najlepszy czas w półfinałach. A decydujący bieg odbędzie się o godz. 14.18.

     

    Swoboda w Nankin chce zrehabilitować się za finał halowych mistrzostw Europy, gdzie przegrała walkę o medale o… 0.1 s. I nie pomógł jej fakt, że uzyskała najlepszy czas w sezonie.

     

    Rywalizacja w finale HME zaczęła się od falstartu. Gdy już się udało przeprowadzić poprawnie start, najlepiej pokazała się Zaynab Dozo (7.01 s). Swoboda wpadła na metę z rezultatem 7.07, czyli najlepszym w sezonie. Dało jej to jednak tylko czwarte miejsce. O 0.1 s szybsza była Patrizia van der Weken, która ustanowiła przy okazji rekord Luksemburgu. Srebro przypadło Mujindze Kambundji.

  • Tytuł Andriejewej w Indian Wells, a teraz pogrom w Miami. Koniec po 68 minutach

    Tytuł Andriejewej w Indian Wells, a teraz pogrom w Miami. Koniec po 68 minutach

    Tytuł Andriejewej w Indian Wells, a teraz pogrom w Miami. Koniec po 68 minutach

    Mirra Andriejewa robi w ostatnich tygodniach prawdziwą furorę. W wieku niespełna 18 lat zdobyła dwa tytuły rangi WTA 1000 z rzędu. Podczas imprezy w Indian Wells pokonała m.in. Arynę Sabalenkę, Igę Świątek czy Jelenę Rybakinę. Rosjanka ma już za sobą także pierwszy singlowy występ w Miami. Tenisistka z Kransojarska nie zamierza się zatrzymywać. Właśnie wygrała 13. kolejny mecz. Nie dała najmniejszych szans swojej starszej rodaczce – Weronice Kudiermietowej 6:0, 6:2. Pojedynek zakończył się po 68 minutach.

     

    Ostatnie dokonania Mirry Andriejewej przechodzą ludzką wyobraźnię. Rosjanka weszła na niesamowity poziom i ogrywa najlepsze tenisistki świata. Podczas turniejów WTA 1000 w Dubaju i Indian Wells zanotowała w sumie m.in.: po dwa zwycięstwa z Igą Świątek, Jeleną Rybakiną i Clarą Tauson, a do tego dorzuciła jedną wygraną z Aryną Sabalenką. Liderkę rankingu ograła w decydującym starciu o trofeum w Kalifornii. Chociaż Białorusinka zgarnęła pierwszego seta rezultatem 6:2, to kolejne odsłony rywalizacji ułożyły się już pod dyktando 17-latki. Dwa tak duże sukcesy w ciągu kilku tygodni zaowocowały awansem na 6. miejsce w rankingu.

     

    Tenisistka z Krasnojarska nie zamierza się zatrzymywać i efektownie otworzyła także tysięcznika w Miami. Najpierw zanotowała zwycięstwo w deblu w duecie z Dianą Sznajder, a później przyszedł już czas na docelową rywalizację, czyli w grze pojedynczej. Rywalką Andriejewej w potyczce o awans do trzeciej rundy WTA 1000 w Miami była Weronika Kudiermietowa. Starsza rodaczka Mirry prezentuje w ostatnim czasie chwiejną formę i dało się to dostrzec także podczas pojedynku o miejsce w najlepszej “32”. Kudiermietowa zupełnie nie poradziła sobie z bardzo solidnie grającą 17-latką.

     

    Mirra Andriejewa zanotowała 13. zwycięstwo z rzędu. Mocne otwarcie w Miami

     

    Szósta rakieta świata rozpoczęła spotkanie od własnego serwisu. Mirra bardzo pewnie utrzymała swoje podanie i jako pierwsza znalazła się na prowadzeniu. Drugi gem okazał się bardzo ważny – jak się później okazało – dla losów całej partii. Obie miały swoje szanse na zdobycie “oczka”, ale ostatecznie to 17-latka wykorzystała trzeci break point i przełamała swoją przeciwniczkę. Od tego momentu zawiązała się absolutna dominacja po stronie mistrzyni z Dubaju i Indian Wells. Weronika bez większego oporu przegrywała kolejne gemy i ostatecznie nie zdobyła ani jednego “oczka” w premierowej odsłonie.

     

    Początek drugiego seta nie zwiastował żadnych zmian. Kudiermietowa sama komplikowała sobie sytuację, bowiem nie potrafiła wykorzystać nawet prowadzenia 40-0 przy swoim podaniu. Taka sytuacja miała miejsce w drugim gemie. Po chwili Weronika miała dwa break pointy na odrobienie straty przełamania, ale wciąż nie potrafiła zdobyć premierowego “oczka”. To się zmieniło dopiero przy stanie 6:0, 3:0. Wówczas starsza Rosjanka jakkolwiek zaistniała na tablicy wyników. Zawiązała się większa walka, ale Kudiermietowa nie zdołała dogonić przeciwniczki. Na koniec Andriejewa jeszcze raz wywalczyła przełamanie i ostatecznie triumfowała 6:0, 6:2 po zaledwie 68 minutach gry.

     

    Tym samym 17-latka zapisała na swoim koncie już 13. zwycięstwo z rzędu. Teraz jej doskonała passę spróbuje przerwać Amanda Anisimova. Tak się składa, że Amerykanka to ostatnia zawodniczka, która wygrywała turniej rangi WTA 1000 przed serią Rosjanki. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych triumfowała w Dosze, pokonując w finale Jelenę Ostapenko. Zobaczymy, jak tenisistka z USA poradzi sobie w potyczce z doskonale dysponowaną Mirrą Andriejewą. Szykuje się bardzo ciekawa batalia o 1/8 finału tysięcznika w Miami.

  • Pewny awans Ewy Swobody. Jest półfinał HMŚ

    Pewny awans Ewy Swobody. Jest półfinał HMŚ

    Pewny awans Ewy Swobody. Jest półfinał HMŚ

    Ewa Swoboda bez problemów awansowała do półfinału biegu na 60 m na Halowych Mistrzostwach Świata w Nankinie. Polska sprinterka uzyskała drugi czas całych eliminacji.

     

    Choć w tym sezonie Ewa Swoboda nie prezentuje tak wysokiej formy jak choćby przed rokiem, gdy zdobyła srebrny medal na Halowych Mistrzostw Świata w Glasgow, nie miała problemów z przebrnięciem eliminacji w Nankinie.

     

    Polka wystartowała w piątej serii eliminacyjnej i wygrała ją z czasem 7,16 s.

     

    Jedynym niepokojącym obrazkiem były pewne problemy Swobody po starcie. Po dobiegnięciu do mety wyraźnie kulała, jednak okazało się, że nie było to nic poważnego.

     

    W rozmowie z Aleksandrem Dzięciołowskim z TVP Sport wyznała, że czuje się znacznie lepiej psychicznie niż jeszcze kilkanaście dni temu.

     

    – Wyjście z bloków? Dramat! Nie wiem co się stało, bo nie potrafiłam się skupić. Ale odpocznę i będzie lepiej. Jest dobrze, poradziłam sobie – powiedziała w TVP Sport.

     

    Dodajmy, że czas Swobody był drugim wynikiem całych eliminacji (7,09 s uzyskała Zaynab Dosso).

     

    Półfinały odbędą się jeszcze w sobotę, podczas popołudniowej sesji na HMŚ.

  • Kłopoty przed konkursem skoków! Odwołano serię próbną

    Kłopoty przed konkursem skoków! Odwołano serię próbną

    Kłopoty przed konkursem skoków! Odwołano serię próbną

    Niepokojące wieści z Lahti przed finałowym konkursem Pucharu Świata kobiet. Od rana na fińskim obiekcie mocno wieje. Z tego powodu odwołano zaplanowaną na godz. 14.00 serię próbną. Konkurs niezmiennie ma rozpocząć się o godz. 14:50.

     

    Wiatr od rana utrudnia rywalizację w Lahti. Najpierw ucierpieli kombinatorzy norwescy. Po skokach 20 zawodników organizatorzy zostali zmuszeni do odwołania rywalizacji na skoczni i finalnie wykorzystano wyniki czwartkowej PCR [rundy prowizorycznej].

     

    Niestety wygląda na to, że wraz z upływem godzin sytuacja nie uległa poprawie. Odwołano już zaplanowaną na godz. 14.00 serię próbną przez finałowym konkursem Pucharu Świata kobiet. Start głównej rywalizacji niezmiennie pozostaje wyznaczony na godz. 14:50.

     

    Anna Twardosz wystąpi w finałowym konkursie

     

    Po raz pierwszy w historii na starcie finałowego konkursu, który jest zarezerwowany dla czołowej trzydziestki Pucharu Świata, obejrzymy Polkę — Annę Twardosz. Co prawda nasza reprezentantka jest sklasyfikowana na 31. miejscu klasyfikacji generalnej, ale zyska na absencji Thei Minyan Bjoerseth i Agnes Reisch.

  • 6:0 w 33 minuty. Tak Polka zaczęła grę o półfinał WTA. I grała jeszcze niemal 3 godziny

    6:0 w 33 minuty. Tak Polka zaczęła grę o półfinał WTA. I grała jeszcze niemal 3 godziny

    6:0 w 33 minuty. Tak Polka zaczęła grę o półfinał WTA. I grała jeszcze niemal 3 godziny

    Kolejny wielki sukces Mai Chwalińskiej! 23-letnia Polka zagrała kapitalnego seta w starciu z Elsą Jacquemot – stawką było miejsce w półfinale WTA 125 w Antalyi. Wygrała go w 33 minuty 6:0. A później, po przerwie na zroszenie kortu, musiała już gonić rywalkę. I dogoniła, najpierw wyrównała po breaku na 5:5, później po kolejnym na 6:6. W tie-breaku miała piłkę meczową i… go przerała. Awansowała jednak, trzecią partię, morderczą, wygrała 7:5. W rankingu WTA live Chwalińska awansowała już na 118. miejsce, m.in. przed Sarę Errani i Caroline Wozniacki.

     

    Maja Chwalińska błyszczała już na kortach ziemnych pod koniec zeszłego roku – w Buenos Aires wygrała zmagania w deblu, we Florianopolis triumfowała w singlu i deblu. Ten sezon, jak cały tenisowy świat, zaczęła na kortach twardych, awansowała m.in. do głównej części wielkoszlemowego Australian Open. A później trochę jednak zgubiła formę, nie mogła przebić się w turniejach ITF.

     

    Gdy pojawiła się jednak szansa na występ w niezłych zawodach WTA 125 na ziemi, jak w Ameryce Południowej, od razu z niej skorzystała. Wybrała się na południe Turcji, dziś w Antalyi zameldowała się w półfinale singla. A już wczoraj – w półfinale debla.

     

    WTA 125 Antalya. Maja Chwalińska kontra Elsa Jacquemot. Stawką półfinał. Znakomity start Polki, 6:0

     

    W piątek Chwalińska grała w ćwierćfinale z Francuzką Elsą Jacquemot – 21-letnią tenisistką, która w lutym wygrała mocno obsadzony turniej ITF W75 w Lesznie. I wiele wskazywało na to, że Maja pójdzie w ślady swojej dobrej przyjaciółki z reprezentacji, czyli Igi Świątek. Wiceliderka światowego rankingu upodobała sobie bowiem bajglowanie rywalek, jej rówieśniczce z Bielska-Białej zdarza się to trochę rzadziej. Także i dlatego, że Chwalińska nie ma imponującego serwisu.

     

    Pierwszą partię zagrała jednak koncertowo, trwała ona zaledwie 33 minuty. 28 punktów Polki, 11 Francuzki, z tego aż sześć w jednym gemie. Gemie numer trzy, gdy mogła wrócićszybkiem rebreakiem po stracie własnej podania. Miała cztery szanse, żadnej z nich nie wykorzystała. A później właściwie nie istniała. 6:0 dla Chwalińskiej, koncert Polki.

     

    Po tym secie nastąpiła przerwa, kort był polewany wodą, dziś bowiem pogoda dopisywała. W czwartek w spotkaniu Chwalińskiej z Marią Lourdes Carle przeszkadzało zimno i mocny wiatr.

     

    Nagły zwrot akcji w ćwierćfinale Mai Chwalińskiej. Zmarnowana piłka meczowa, a później dramatyczny trzeci set

     

    A Francuzka odżyła, już a starcie tego seta przełamała Polkę – i tę przewagę utrzymywała aż do dziesiątego gema. Prowadziła 5:4, serwowała po seta na 1:1. I znalazła się w opałach. Jacquemot dostosowała się bowiem do gry Polki, też postawiła na topspiny, które starała się umieszczać blisko linii końcowej. Maja odpowiadała tym samym, stąd wiele zaciętych wymian. Polka jednak w końcu wywalczyła dwa break pointy na remis, a później jeszcze jeden. I jeszcze jeden. W końcu dopięła swego, a później – po ponownym przełamaniu – doprowadziła do tie-breaka. Tym razem po czwartym break poincie.

     

    Jakby tych emocji było mało, to Chwalińska “dorzuciła jeszcze do pieca” w tie-breaku. Kompletnie nie siedział jej serwis, ale i tak prowadziła 6-5, miała meczbola. A w następnej akcji inicjatywę i piłkę w górze. Nie udało się, trafiła w siatkę. Jacquemot dostała drugie życie, wykorzystała swoją szansę, wygrała tie-breaka 9-7.

     

    Zamiast więc gładkiego zwycięstwa, sprawy zaczęły się komplikować. Polka w trzeciej partii przegrywała już 1:3, była w bardzo trudnej sytuacji. Obu brakowało sił, kucały, schylały się po długich wymianach. A Francuzka głośno krzyczała i dostawała też głośne wsparcie z boku, od trenera. To jednak ona zeszła z kortu pokonana, doświadczenie Chwalińskiej wzięło górę.

     

    Mecz trwał trzy godziny i 20 minut, Chwalińska wygrała 6:0, 6:7 (7), 7:5. I zagra o finał w sobotę z Hiszpanką Leyre Romero Gormaz (WTA 157), która też lepiej czuje się na mączce niż na kortach twardych.

    W piątek czeka ją jeszcze półfinal debla.

     

  • W Rosji wrze po zwycięstwie Linette. Nie mogli w to uwierzyć. “Odebrała jej to”

    W Rosji wrze po zwycięstwie Linette. Nie mogli w to uwierzyć. “Odebrała jej to”

    W Rosji wrze po zwycięstwie Linette. Nie mogli w to uwierzyć. “Odebrała jej to”

    Drabinka turniejowa Miami Open ułożyła się w taki sposób, że Magda Linette na starcie turnieju trafia na same Rosjanki. I radzi sobie w pojedynkach z nimi znakomicie. Po zwycięstwie nad Anastazją Pawluczenkową Polka w 2. rundzie rozgrywek sprawiła niespodziankę, pokonując Jekaterinę Aleksandrową 7:6(5), 6:2. Porażkę 30-latki źle znieśli jej rodacy. Dość powiedzieć, że w Rosji zawrzało po wygranej Linette.

     

    W Dubaju, Meridzie, czy Indian Wells Magda Linette nie docierała dalej, aniżeli do 2. rundy. Stąd też przed meczem z Anastazją Pawluczenkową na starcie Indian Wells nie uchodziła za faworytkę. W pierwszym secie postawiła się doświadczonej Rosjance i chociaż w pewnym momencie przegrywała już 3:5, odwróciła jego losy i wygrała po tie-breaku. W drugim poszło jej już dużo łatwiej i awansowała do 2. rundy.

     

    Już dwie Rosjanki “na rozkładzie” Magdy Linette. Kolejna niespodzianka w Miami Open

     

    Drabinka nie ułożyła się dla niej korzystnie, bo trafiła na kolejną Rosjankę – Jekaterinę Aleksandrową. To właśnie 30-latka w ubiegłym roku wyeliminowała w 1/8 finału Miami Open Igę Świątek. A jako że w rankingu WTA znajduje się o 14 pozycji wyżej od Linette, uchodziła za wyraźną faworytkę. Tenisistka z Poznania zaczęła udanie – od przełamania i prowadzenia 2:0. Później szala zaczęła przechylać się na stronę rywalki.

     

    Linette doprowadziła do tie-breaka, w którym była wyraźnie lepsza od Aleksandrowej. W grę Rosjanki zaczęło wkradać się coraz więcej błędów i nie pomagały nawet regularnie posyłane asy. Większe ryzyko w polu serwisowym doprowadziło do aż pięciu podwójnych błędach, przy żadnym Polki. Drugi set był już popisem 34. rakiety świata.

     

    Tenisistka z Poznania w szóstym gemie przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie 4:2. Podłamało to wyraźnie oponentkę, która przegrała kolejne podanie w ósmym gemie, a Magda Linette po nieco ponad półtorej godzinie mogła świętować zwycięstwo nad kolejną Rosjanką.

     

    Rosjanie zdumieni porażką Aleksandrowej z Linette. Martwią się o ranking WTA

     

    Porażkę Aleksandrowej źle przyjęto w kraju, Tamtejsze media skupiły się przede wszystkim na tym, że straci ona aż 380 punktów w rankingu i przez to wypadnie z najlepszej dwudziestki.

     

    Jekatierina Aleksandrowa opuści Top 20 rankingu WTA po porażce w Miami. Rok temu dotarła do półfinału, ale porażka z Linette odebrała jej 380 punktów. Spowodowało to jej spadek w rankingu LIVE na 25. pozycję. Po zakończeniu turnieju Aleksandrową w rankingu wyprzedzą na pewno: Ludmiła Samsonowa, Elina Switolina, Clara Tauson, Julia Putincewa oraz Jelena Ostapenko

     

    ~ czytamy w serwisie “championat.com”

     

    “Aleksandrowa przegrała w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Miami – straci punkty z zeszłorocznego półfinału i wypadnie z pierwszej dwudziestki rankingu. To czwarta już z rzędu porażka Rosjanki” – podkreślali dziennikarze “sports.ru”. Także na “sportbox.ru” odnotowano jedynie zaskakującą porażkę Aleksandrowej, wymownie poświęcając jej zaledwie trzy zdania.

     

    Rywalką Magdt Linette w 3. rundzie Miami Open będzie rewelacyjnie radząca sobie kwalifikantka – Linda Fruhvirtova. Czeszka w 1/32 finału sprawiła sensację, ogrywając gładko 6:0, 6:2 rozstawioną Beatriz Haddad Maię.