Category: Home

  • Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Pia Skrzyszowska świetnie spisuje się podczas lekkoatletycznych HMŚ w Nankin. Polka była najlepsza w swoim półfinale i wkrótce powalczy o medal.

     

    W sesji porannej Pia Skrzyszowska bardzo dobrze weszła w bieg eliminacyjny. Reprezentantka Polski pokonała dystans 60 metrów przez płotki w czasie 7,83 s, wyrównując swój najlepszy czas w tym sezonie.

     

    – Liczę, że będzie jeszcze szybciej. Jestem zadowolona z tego co zrobiłam, widzimy się polskim popołudniem, tutaj wieczorem. Czuję się na poniżej 7,80 – mówiła przed kamerą TVP Sport tuż po tym biegu.

     

    I to spełniło się w półfinale. Skrzyszowska świetnie wyszła z bloków, prowadząc od początku do mety. Na metę wpadła z czasem 7,79 s, zostawiając wszystkie swoje rywalki za plecami.

     

    23-latce zabrakło zaledwie jednej setnej sekundy do wyrównania swojego rekordu życiowego. Zegar zresztą na początku pokazał wynik 7,78 s, ale po korekcie zmienił się on na 7,89 s.

     

    Finał biegu na 60 metrów przez płotki zaplanowano na godzinę 14:01.

  • Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Brawo Pia! Polka powalczy o medal

    Pia Skrzyszowska świetnie spisuje się podczas lekkoatletycznych HMŚ w Nankin. Polka była najlepsza w swoim półfinale i wkrótce powalczy o medal.

    W sesji porannej Pia Skrzyszowska bardzo dobrze weszła w bieg eliminacyjny. Reprezentantka Polski pokonała dystans 60 metrów przez płotki w czasie 7,83 s, wyrównując swój najlepszy czas w tym sezonie.

     

    – Liczę, że będzie jeszcze szybciej. Jestem zadowolona z tego co zrobiłam, widzimy się polskim popołudniem, tutaj wieczorem. Czuję się na poniżej 7,80 – mówiła przed kamerą TVP Sport tuż po tym biegu.

     

    I to spełniło się w półfinale. Skrzyszowska świetnie wyszła z bloków, prowadząc od początku do mety. Na metę wpadła z czasem 7,79 s, zostawiając wszystkie swoje rywalki za plecami.

     

    23-latce zabrakło zaledwie jednej setnej sekundy do wyrównania swojego rekordu życiowego. Zegar zresztą na początku pokazał wynik 7,78 s, ale po korekcie zmienił się on na 7,89 s.

     

    Finał biegu na 60 metrów przez płotki zaplanowano na godzinę 14:01.

     

  • Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Stoch przemówił na temat końca kariery. Padła deklaracja, dwa ważne słowa

    Polscy kibice wreszcie odetchnęli z ulgą, po tym gdy Paweł Wąsek w sobotni wieczór wywalczył pierwsze w karierze podium Pucharu Świata. W cieniu cieszynianina znalazł się Kamil Stoch, który nie uzyskał nawet przepustki do serii finałowej. Legendarny zawodnik kilka godzin po zawodach udzielił szczerego wywiadu redakcji “skijumping.pl”. Podczas rozmowy padła otwarta deklaracja odnośnie dalszej przyszłości.

     

    Jeszcze kilka miesięcy temu kontynuowanie kariery przez Kamila Stocha nie było wcale takie pewne. Wielokrotny mistrz olimpijski dał sobie jednak ostatnią szansę i próbuje walczyć o punkty Pucharu Świata pod opieką Michala Doleżala oraz Łukasza Kruczka. Na razie wyniki legendy dalekie są od idealnych. W klasyfikacji generalnej najważniejszego zimowego cyklu plasuje się dopiero w czwartej dziesiątce. Ponadto bolesny musiał być brak powołania na niedawny globalny czempionat.

     

    Niepokoić powoli zaczynają się kibice, którzy chcieliby zobaczyć “Rakietę z Zębu” choćby podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Ten temat padł tuż po nieudanym dla 37-latka konkursie w Lahti. Skandynawię Kamil Stoch opuści w smutnym nastroju, ponieważ w sobotę nie znalazł się w serii finałowej.

     

    Co doświadczony sportowiec miał do powiedzenia odnośnie najbliższych miesięcy? “Pożyjemy, zobaczymy. Zrobię, co się da. Mam w planie kolejny sezon. Postaram się do niego przygotować najlepiej jak będę potrafił. Skakać najlepiej jak będę potrafił. A jak będzie, to czas pokaże, cytując klasyka” – wyznał przed kamerą “skijumping.pl”.

     

    Kamil Stoch wciąż bez występu w duetach. Jeszcze nie traci nadziei

     

    Impreza w Skandynawii jeszcze trwa. Dziś odbędzie się współzawodnictwo duetów. Thomas Thurnbichler do boju posłał w nim Pawła Wąska oraz Dawida Kubackiego. Jakkolwiek to brzmi, Kamil Stoch ani razu nie startował w tego typu konkursach, które są nowością w kalendarzu. “Widocznie nie jest mi dane skakać w tych duetach. Jeszcze po prostu nie teraz” – przekazał ze spokojem w głosie.

     

    Jednocześnie poczuł jednak delikatny żal, z powodu tego, że organizatorzy nie zdecydowali się na drugie indywidualne zawody. “Skoro sprowadzamy zawodników na koniec Europy, to dobrze byłoby zrobić z dwa indywidualne konkursy. Do tego dołożyć duety, a nie tak jak mamy teraz” – zakończył. Tekstowa relacja na żywo z niedzielnego współzawodnictwa w Interia Sport. Początek o 16:30.

  • Ależ petarda w Zakopanem, przeskoczył Wielką Krokiew! Żyła w czołówce

    Ależ petarda w Zakopanem, przeskoczył Wielką Krokiew! Żyła w czołówce

    Ależ petarda w Zakopanem, przeskoczył Wielką Krokiew! Żyła w czołówce

    Pięciu Polaków zdobyło punkty w ostatnim konkursie sezonu Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem. Najlepszym z nich był Piotr Żyła, który świetnie spisał się w pierwszej serii, a w drugiej zdołał utrzymać lokatę. Zwyciężył Markus Mueller, chociaż największe show zapewnił kibicom Markus Eisenbichler. W pierwszej serii Niemiec przeskoczył Wielką Krokiew.

     

    Aż 13 reprezentantów Polski zobaczyliśmy na starcie zawodów Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem. Szczególnie na dobre wyniki można było liczyć w przypadku Piotra Żyły i Kacpra Juroszka, ale szyki skoczkom mogła pokrzyżować pogoda. Porywisty wiatr przeszkadzał już podczas serii próbnej i podobnie miało być w trakcie konkursu.

     

    Puchar Kontynentalny w Zakopanem. 13 Polaków na starcie zawodów

     

    Zmagania rozpoczęto z 18. belki startowej, a jako pierwszy zasiadł na niej Konrad Tomasiak – najmłodszy z uczestników zawodów. Uzyskał 120 metrów w dobrych warunkach. Zaraz po nim wystartował Mateusz Mysza i huknął aż 134,5 metra z jeszcze lepszym wiatrem pod narty. Trzeci Marcin Wróbel uzyskał 121,5 metra i pomimo gorszej odległości wyprzedził Myszę, bo miał gorsze warunki.

     

    Niedługo później oglądaliśmy serię zawodników zza granicy, a jako pierwszym notę powyżej 100 punktów uzyskał Jo Romme Mellingsaeter. Nastepnym z Biało-Czerwonych był Daniel Skarka, który uzyskał 116 metrów. O metr dalej lądował Adam Niżnik, a 115,5 metra w kiepskich warunkach uzyskał Adam Galica, dzięki czemu długo utrzymywał się w czołówce. Gorzej poszło Szymonowi Byrskiemu, który skoczył tylko 92,5 metra.

     

    Nieźle zaprezentował się znany z Pucharu Świata Keiechi Sato i po skoku na 123,5 metra objął prowadzenie. Nie zmienił go Tomasz Pilch, którego skok na 97. metr nie dawał żadnych nadziei na punkty. Zrobił to dopiero Deacker Dean skokiem na 130,5 metra. Zaraz po nim Simon Amman huknął 137,5 metra, a Kacper Tomasiak wylądował na 130. metrze i też wskoczył do czołówki. Następnym prowadzącym był Witalij Kaliniczenko ze skokiem na 132,5 metra. O 9,5 metra mniej uzyskali dwaj kolejni Polacy: Andrzej Stękała i Klemens Joniak. Tylko 104. metry skoczył z kolei Tymoteusz Amilkiewicz.

     

    Następnym liderem był Junshiro Kobayashi ze skokiem na 133,5 metra, ale długo nie wytrzymał na tej pozycji, bo 138,5 metra uzyskał Rok Oblak. O 16,5 metra bliżej lądował legendarny Noriaki Kasai i był pewny miejsca w czołowej 30. Świetnie spisał się następny uznany skoczek, czyli Piotr Żyła. Polak uzyskał solidne 132 metry i znalazł się w czołówce. Zaraz po nim 140,5 metra skoczył Ziga Jancar, ale miał świetne warunki i kiepsko lądował, dlatego nie wyprzedził Polaka.

     

    Dokonał tego z kolei Rok Maslak, którego 139,5 metra dało mu dwa punkt nad Żyłą. Niestety warunki zmieniły się przed skokiem Kacpra Juroszka i tylko 104,5 metra oznaczało odległe miejsce. Wiatr sprzyjał z kolei Markusowi Eisenbichlerowi. Kończący karierę Niemiec uzyskał 143,5 metra i oczywiście objął prowadzenie. Zaraz po nim 2,5 metra mniej skoczył Jonas Schuster, a 140. metrów uzyskał Markus Mueller, czyli zwycięzca Pucharu Kontynentalnego.

     

    Pogoda nie rozpieszczała, ale organizatorzy podjęli decyzję o rozegraniu drugiej serii konkursu. W niej miejsce znalazło pięciu reprezentantów Polski. W dość obfitym deszczu pierwszy z nich skoczył Jan Galica i skoczył tylko 109. metrów, a sędziom pokazał tylko kciuk w górę za puszczenie w tak fatalnych warunkach. O 9,5 metra dalej lądował Andrzej Stękała i zapewnił sobie awans względem pierwszej serii. Z kolei Klemens Joniak uzyskał 113. metrów i pozostał na 22. miejscu. W fatalnych warunkach 115,5 metra skoczył z Kacper Tomasiak i uzyskał bardzo przyzwoite 14. miejsce.

     

    Niestety kiepski wiatr trafił też Piotr Żyła, a jego 118. metrów nie pozwoliło na nic więcej, niż zachowanie siódmego miejsca. Zaraz po Polaku 122,5 metra uzyskał Rok Oblak, co finalnie zapewniło mu miejsce na podium. Niedługo później świetnie spisał się Markus Mueller i skokiem na 131. metrów postawił przed Eisenbichlerem trudne wyzwanie. Finalnie weteran nie sprostał zadaniu i skok na 128. metrów nie pozwolił mu wyprzedzić Austriaka i zajął drugie miejsce.

     

    Wyniki Pucharu Kontynentalnego w Zakopanem:

     

    1. Markus Mueller (Austria)

    2. Markus Eisenbichler (Niemcy)

    3. Rok Oblak (Słowenia)

    4. Rok Masle (Słowenia)

    5. Jonas Schuster (Austria)

    6. Ziga Jancar (Słowenia)

    7. Piotr Żyła (Polska)

    8. Witalij Kaliniczenko (Ukraina)

    9. Junshiro Kobayashi (Japonia)

    10. Simon Amman (Szwajcaria)

    14. Kacper Tomasiak (Polska)

    16. Andrzej Stękała (Polska)

    20. Klemens Joniak (Polska)

    26. Jan Galica (Polska)

    33. Adam Niżnik (Polska)

    38. Marcin Wróbel (Polska)

    40. Mateusz Mysza (Polska)

    43. Kacper Juroszek (Polska)

    45. Konrad Tomasiak (Polska)

    51. Tomasz Pilch (Polska)

    54. Tymoteusz Amilkiewicz (Polska)

    65. Szymon Byrski (Polska)

  • Eksplozja Formy Ewy Pajor w Barcelonie: Rekordowy Debiutancki Sezon

    Eksplozja Formy Ewy Pajor w Barcelonie: Rekordowy Debiutancki Sezon

    Eksplozja Formy Ewy Pajor w Barcelonie: Rekordowy Debiutancki Sezo

    Gdy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony, oczekiwania były ogromne, ale mało kto przewidział skalę dominacji, jaką zaprezentuje na boisku. Już w swoim pierwszym sezonie polska napastniczka nie tylko spełniła pokładane w niej nadzieje, ale także pobiła kolejne rekordy. Z imponującymi 33 golami w 33 meczach, Pajor udowodniła, że jest jedną z najbardziej zabójczych snajperek w dzisiejszym futbolu.

     

    Nie do Zatrzymania Przed Bramką

     

    Od pierwszego meczu w barwach Barcelony Pajor stała się maszyną do zdobywania bramek. Już teraz ma na swoim koncie pięć hat-tricków, a jednym z nich zapisała się w historii – jako pierwsza zawodniczka, która zdobyła hat-tricka w kobiecym Klasyku. To osiągnięcie samo w sobie było wyjątkowe, ale Polka na tym nie poprzestała.

     

    Rekordowy Start

     

    Pajor od razu zaznaczyła swoją obecność w lidze. Sezon rozpoczęła z niesamowitą formą, zdobywając 9 goli w pierwszych 6 ligowych spotkaniach. To nie tylko imponujący wynik – to absolutny rekord. Żaden inny piłkarz w historii FC Barcelony, zarówno w drużynie męskiej, jak i kobiecej, nie zanotował tak dobrego początku sezonu.

     

    Sekret Sukcesu Pajor

     

    Co sprawia, że Pajor jest tak groźna? Jej styl gry opiera się na inteligentnym poruszaniu się po boisku, niesamowitej szybkości i precyzyjnym wykończeniu akcji. Zawsze gra na granicy spalonego, skutecznie wykorzystując luki w defensywie rywali. Jest nie tylko świetna w wykańczaniu dośrodkowań i stałych fragmentów gry, ale również znakomicie odnajduje się w polu karnym, co czyni ją największą bronią ofensywną Barcelony.

     

    Nie Tylko Strzelczyni Goli

     

    Choć liczby Pajor są imponujące, jej wpływ na drużynę wykracza poza zdobywanie bramek. Obecność Polki w składzie dodała nowy wymiar ofensywie Barcelony, zapewniając zespołowi większą elastyczność taktyczną. Dzięki Pajor, Salma Paralluelo może grać na skrzydle, co otworzyło dla Blaugrany zupełnie nowe możliwości w ataku.

     

    Dominacja na Europejskiej Scenie

     

    Pajor nie ogranicza się do błyszczenia w rozgrywkach krajowych. W Lidze Mistrzyń również pokazuje swoją klasę. Szczególnie popisała się w meczu fazy grupowej przeciwko Hammarby, kiedy to zdobyła dwa gole w wygranym 3:0 spotkaniu, umacniając swoją reputację jako jednej z najgroźniejszych napastniczek w Europie.

     

    Pierwsze Trofeum Już Na Koncie

     

    Mimo że to dopiero jej debiutancki sezon, Pajor już zdobyła swoje pierwsze trofeum w Barcelonie – Superpuchar Hiszpanii. Jeśli utrzyma swoją formę, kolejne tytuły to tylko kwestia czasu.

     

    Statystyki Mówią Same Za Siebie

     

    Z 38 rozegranymi meczami we wszystkich rozgrywkach Pajor pokazuje imponującą regularność. Każde spotkanie to dowód na jej niepohamowany głód bramek i determinację, by być najlepszą. Dziś nie ma wątpliwości, że jest jednym z najcenniejszych talentów w światowej piłce nożnej.

     

    Co Dalej dla Pajor?

     

    Jeśli ten sezon to dopiero początek, Ewa Pajor może stać się jedną z największych legend w historii Barcelony. Jej zdolność do pobijania rekordów, wygrywania wielkich meczów i podnoszenia poziomu całej drużyny sprawia, że jest prawdziwą gwiazdą. Przed nią jeszcze walka o Ligę Mistrzyń i kolejne tytuły krajowe, a to oznacza jedno – jej historia dopiero się pisze.

     

    Jedno jest pewne: obrończynie wcałej Europie powinny się jej bać.

     

  • Triumf Collins w Miami zszedł na dalszy plan. Od razu poprosiła o modlitwę. “Stan krytyczny”

    Triumf Collins w Miami zszedł na dalszy plan. Od razu poprosiła o modlitwę. “Stan krytyczny”

    Triumf Collins w Miami zszedł na dalszy plan. Od razu poprosiła o modlitwę. “Stan krytyczny”

    W sobotni późny wieczór polscy kibice emocjonowali się przede wszystkim starciem Magdy Linette, która pokonała Lindę Fruhvirtovą i awansowała do czwartej rundy tysięcznika w Miami. Zaledwie kilka godzin później identycznego wyczynu dokonała Danielle Collins. Amerykanka w pomeczowym wywiadzie nie celebrowała jednak sukcesu. Zamiast tego poprosiła o modlitwę. Chodziło o przykry incydent sprzed zaledwie paru dni. Kibicom od razu zaszkliły się oczy.

     

    Już wiemy na pewno, że turniej na Florydzie okaże się najlepszym w obecnie trwającym sezonie dla Magdy Linette. Poznanianka za oceanem idzie jak burza i bez straty seta zameldowała się w czwartej rundzie zmagań. Imponująco przed własną publicznością spisuje się również Daniele Collins. Kontrowersyjna zawodniczka dostała się do tego samego etapu tysięcznika. 23 marca Amerykanka odprawiła z kwitkiem Rebekę Masarovą. Nie obyło się bez problemów. Szwajcarka urwała gospodyni jedną partię.

     

    Po ostatniej piłce w Miami mówi się jednak nie o ważnym triumfie Danielle Collins, a o słowach, jakie popłynęły z ust doświadczonej sportsmenki podczas tradycyjnego wywiadu udzielonego na korcie. Okazało się, że na Florydzie tenisistka była świadkiem przykrego zdarzenia drogowego. O co dokładnie chodziło? “Pewnej nocy, kiedy wychodziliśmy ze stadionu, zobaczyliśmy tego psa zwiniętego w kłębek na środku drogi. Został potrącony przez samochód” – wyjaśniła licznie zgromadzonej publiczności.

     

    Koszmar Danielle Collins. Od razu ruszyła na pomoc, teraz musi czekać

     

    Publiczności, która z coraz większym wzruszeniem słuchała kolejnych słów wypowiadanych przez Amerykankę. “Pomyślałam, że musimy zjechać na pobocze… zabraliśmy go z ulicy. Jest w szpitalu od dwóch dni. Mamy nadzieję, że uda nam się go adoptować i zabrać do domu. W tej chwili jest w stanie krytycznym w szpitalu dla zwierząt. Jeśli wszyscy mogą odmówić modlitwę za mojego nowego pupila… nazywa się Crash, ponieważ miał wypadek samochodowy. Proszę, prześlijcie dobrą energię mojemu małemu dziecku… to byłoby wspaniałe” – oznajmiła przejmującym głosem (cytat za: “The Tennis Letter”).

     

    Przykre chwile nie spowodowały u 31-latki czegoś w rodzaju dekoncentracji. Stało się wręcz przeciwnie i Danielle Collins zmotywowała się jeszcze bardziej, by rozprawić się z rywalką. Teraz poprzeczka idzie w górę. Piętnasta rakieta świata zmierzy się niebawem z liderką rankingu WTA, Aryną Sabalenką. Kolejny triumf doświadczonej sportsmenki byłby więc nie lada sensacją. Wcześniej, bo już dziś o 17:00 na kort wyjdzie Iga Świątek. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.

  • Rywalom opadły szczęki. Stoch skakał w swojej lidze. Prawie 30 punktów przewagi!

    Rywalom opadły szczęki. Stoch skakał w swojej lidze. Prawie 30 punktów przewagi!

    Rywalom opadły szczęki. Stoch skakał w swojej lidze. Prawie 30 punktów przewagi!

    Rywalizacja w Lahti kojarzy się polskim kibicom głównie z wielkim zwycięstwem Kamila Stocha z marca 2018 roku. Nasz zawodnik zdeklasował wówczas całą konkurencję.

     

    Gospodarzem przedostatniego weekendu trwającego sezonu PŚ w skokach narciarskich jest Lahti. Miejsce to ponownie okazało się szczęśliwe dla polskich skoczków. W sobotnim konkursie po raz pierwszy na podium stanął bowiem Paweł Wąsek, który był trzeci (więcej TUTAJ). Fani z naszego kraju z pewnością pamiętają jednak konkurs z 4 marca 2018 roku.

     

    Był to bowiem wielki pokaz siły Kamila Stocha, który w sezonie 2017/18 wywalczył drugą Kryształową Kulę w karierze. Polak wygrał wówczas dziewięć konkursów. Jeden z tych triumfów przypadł właśnie w Lahti, gdzie Polacy wysoką formę zaprezentowali już w konkursie drużynowym, w którym zajęli drugą lokatę.

     

    Niedzielne zmagania indywidualne były już popisem naszego trzykrotnego mistrza olimpijskiego. W pierwszej serii Stoch skoczył 132 metry i już na półmetku wyprzedzał drugiego Ryoyu Kobayashiego o 13.5 pkt. W drugim skoku Polak postawił kropkę nad “i”. Pofrunął na 134 metry, co było najlepszą odległością dnia.

     

    Finalnie nasz zawodnik odniósł spektakularne zwycięstwo. Wyprzedził bowiem drugiego Markusa Eisenbichlera aż o 28.2 pkt! Obecni pod skocznią kibice byli pod ogromnym wrażeniem postawy Stocha, podobnie jak jego konkurenci. – Kamil skacze na kodach – komentował wówczas Dawid Kubacki, który w tych zawodach uplasował się tuż za podium.

     

    Obecnie nasi wielcy zawodnicy są dalecy od tak świetnej formy, a jedyną iskierką nadziei są występy Wąska. 25-latek w niedzielę będzie liderem nasze drużyny w konkursie duetów, w którym oprócz niego wystąpi Kubacki. Jedyne zmagania w tej konkurencji odbyły się w trwającym sezonie w grudniu w Titisee-Neustadt. Wąsek i Aleksander Zniszczoł zajęli wtedy 6. pozycję.

     

    Początek niedzielnego konkursu duetów w Lahti zaplanowano na godzinę 16:30. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tej rywalizacji na WP SportoweFakty.

  • Probierz przekazał wieści ws. Lewandowskiego przed meczem Polska – Malta

    Probierz przekazał wieści ws. Lewandowskiego przed meczem Polska – Malta

    Probierz przekazał wieści ws. Lewandowskiego przed meczem Polska – Malta

    Stan zdrowia Roberta Lewandowskiego był tematem wielu dyskusji po meczu Polska – Litwa. Czy kapitan będzie w stanie zagrać z Maltą, czy wróci do FC Barcelony? “Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, która ma znak zapytania,” przyznał otwarcie Michał Probierz podczas niedzielnej konferencji prasowej.

     

    W 86. minucie meczu Polska – Litwa (1:0) Lewandowski opuścił boisko i został zastąpiony przez Adama Buksę. Natychmiast pojawiły się pytania o to, czy kapitan reprezentacji będzie gotowy do gry w poniedziałkowym meczu eliminacji mistrzostw świata przeciwko Malcie. “Od trzech meczów doskwierał mi ból w nodze i ta zmiana była prewencyjna. Zobaczymy, jak będę się czuł jutro, ale jestem dobrej myśli,” powiedział Lewandowski tuż po spotkaniu.

     

    Michał Probierz o Robercie Lewandowskim przed meczem Polska – Malta

     

    Podczas konferencji prasowej przed meczem z Maltą selekcjoner reprezentacji Polski Michał Probierz poinformował, że stan zdrowia wszystkich zawodników zostanie oceniony podczas niedzielnego treningu.

     

    “Robert Lewandowski? Wszyscy zawodnicy wyjdą na trening i dopiero po nim będziemy wiedzieć więcej. Jesteśmy poobijani, jest grupa zawodników, których występ stoi pod znakiem zapytania. Będziemy mądrzejsi po zajęciach,” podkreślił Probierz.

     

    Według sobotnich doniesień z Hiszpanii oraz polskich dziennikarzy wszystko wskazywało na to, że Lewandowski powinien być gotowy na mecz z Maltą. “Nie ma zagrożenia, że Robert Lewandowski nie zagra z Maltą z powodu urazu. Wszystko jest w porządku,” poinformował w sobotnie popołudnie Adam Sławiński z Kanału Sportowego.

     

    Co wydarzy się dzisiaj?

     

    Odpowiedź poznamy w najbliższych godzinach.

     

    Kolejny mecz reprezentacja Polski rozegra już w poniedziałek, 24 marca, o godz. 20:45 z Maltą na Stadionie Narodowym w Warszawie.

     

  • “Lewy” wyszedł na środek i się zaczęło. Jest wideo z szatni Polaków po meczu z Litwą

    “Lewy” wyszedł na środek i się zaczęło. Jest wideo z szatni Polaków po meczu z Litwą

    “Lewy” wyszedł na środek i się zaczęło. Jest wideo z szatni Polaków po meczu z Litw

     

    Robert Lewandowski okazał się bohaterem Biało-Czerwonych w starciu z Litwą (1:0). Po spotkaniu, już w szatni, kapitan reprezentacji Polski zwrócił się do kolegów z kadry, co nagrały kamery kanału Łączy nas piłka.

     

    Słodko-gorzki był to wieczór dla reprezentacji Polski. W piątek (21 marca) Biało-Czerwoni zmierzyli się z Litwą w pierwszym meczu eliminacji do mundialu 2026. Starcie zakończyło się jednobramkowym zwycięstwem kadry Michała Probierza (1:0).

     

    Honor Polaków uratował Robert Lewandowski, który dopiero w 81. minucie spotkania wpisał się na listę strzelców. Taki rezultat utrzymał się do końcowego gwizdka. Trudno było jednak okazywać radość po takim występie Biało-Czerwonych.

     

    Doskonale zdawał sobie z tego sprawę ten, który dał trzy punkty. Lewandowski w rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że cieszy się z trzech punktów, jednak był świadomy tego, że sama gra powinna wyglądać zdecydowanie lepiej.

     

    Podobne słowa napastnik FC Barcelony wypowiedział w szatni, do kolegów z kadry. Wszystko zarejestrowały kamery kanału Łączy nas piłka.

     

    – Panowie, jedno słowo. Te drużyny w kwalifikacjach, jak będą tak poukładane, to ciężko będzie czasami. Jak nie podkręcimy tempa, jak nie przyspieszymy, to czasami możemy się męczyć. Tylko od nas to będzie zależało. Niezależnie, czy będziemy grali u siebie czy na wyjeździe, to te mecze mogą tak wyglądać – mówił Lewandowski.

     

    – Ale jeśli przyspieszymy, zagramy ofensywniej, utrzymamy pewność siebie w rozegraniu, nie będziemy się bali podejść pod piłkę, to wtedy będą sytuacje bramkowe. Musimy mentalnie do tych eliminacji podejść tak, że te mecze czasami trzeba wyszarpać. Jak strzelimy bramkę szybciej, to będzie się nam łatwiej grało. Z każdym meczem musimy się rozwinąć i wrócić na właściwe tory, na których wcześniej byliśmy – podsumował.

     

    Dodajmy, że okazję do poprawy Polacy będą mieli już w poniedziałek (24 marca). Tego dnia Biało-Czerwoni zmierzą się na PGE Narodowym z Maltą. Pierwszy gwizdek o godzinie 20:45

  • Nocne oczekiwanie Sabalenki w Miami. Stało się, jednak Collins. Po 144 minutach walki

    Nocne oczekiwanie Sabalenki w Miami. Stało się, jednak Collins. Po 144 minutach walki

    Nocne oczekiwanie Sabalenki w Miami. Stało się, jednak Collins. Po 144 minutach walki

    Zakończyła się rywalizacja w trzeciej rundzie WTA 1000 w Miami w górnej części kobiecej drabinki. Jedną z pierwszych tenisistek z awansem do czwartej fazy była Aryny Sabalenka. Białorusinka musiała długo czekać na wyłonienie swojej przeciwniczki w 1/8 finału. A to dlatego, że pojedynek Danielle Collins – Rebeka Masarova zakończył się dopiero o godz. 2:30 czasu polskiego. Ostatecznie po 144 minutach batalii lepsza okazała się broniąca tytułu zawodniczka. Amerykanka wygrała 6:4, 3:6, 6:3 i zagwarantowała sobie starcie z liderką rankingu.

     

    Sobotni mecz Aryny Sabalenki o awans do czwartej rundy turnieju WTA 1000 w Miami potrwał zaledwie 40 minut. Powodem tak krótkiego spotkania był krecz Eleny-Gabrieli Ruse na początku drugiego seta. Reprezentantka Rumunii nie dała rady kontynuować gry z powodu kontuzji. Ostatecznie pogromczyni Fręch podjęła decyzję, by nie pogłębiać urazu i przedwcześnie zakończyła rywalizację z Białorusinką.

     

    Liderka rankingu musiała się uzbroić w cierpliwość, bowiem dopiero kilka godzin później wyłoniono jej przeciwniczkę w 1/8 finału imprezy rozgrywanej na Florydzie. Pojedynek Danielle Collins – Rebeka Masarova wystartował już po północy czasu polskiego. Na Amerykance ciążyła spora presja – oczekiwań rodaków oraz tego, że w Miami broni tytułu. Rywalka nie miała nic do stracenia. Już sam awans reprezentantki Szwajcarii do trzeciej fazy rozgrywek wiązał się ze sporym zaskoczeniem. W poprzedniej rundzie sensacyjnie uporała się z Donną Vekić. Minionej nocy mocno postawiła się także zawodniczce gospodarzy.

     

    Danielle Collins zagra z Aryną Sabalenką w czwartej rundzie WTA 1000 w Miami

     

    Pojedynek od początku układał się bardzo ciekawie. Collins na “dzień dobry” przełamała rywalkę, a po obronie dwóch break pointów w kolejnym gemie wyszła na prowadzenie 2:0. Po chwili Masarova odrobiła straty i wyrównała na 2:2. Następne minuty znów należały do Danielle. Powtórzył się scenariusz z początku meczu i Amerykanka ponownie znalazła się dwa “oczka” z przodu. Rebeka nie dawała jednak za wygraną. Po ośmiu gemach na tablicy wyników zagościł remis – 4:4. Końcówka należała do obrończyni tytułu. Break w dziewiątym rozdaniu ze stanu 15-30, a później pewne wyserwowanie seta. Ostatecznie to reprezentantka gospodarzy triumfowała w premierowej odsłonie 6:4.

     

    Na starcie drugiej odsłony obie tenisistki mocno pilnowały swoich podań. Pierwsze break pointy obserwowaliśmy dopiero od piątego gema. Na przełamanie trzeba było jednak zaczekać aż do ósmego rozdania. Wówczas Masarova dobrała się do podania przeciwniczki, wygrywając gema bez straty punktu. To był kluczowy moment dla losów drugiej partii. Po chwili Rebeka wyserwowała sobie zwycięstwo 6:3 w secie, wracając na koniec ze stanu 15-30.

     

    O losach awansu decydował zatem trzeci fragment pojedynku. Tym razem do przełamania doszło wcześniej, bo już w czwartym gemie. Wówczas Collins obroniła dwie szanse reprezentantki Szwajcarii na 2:2 i po chwili sama zgarnęła breaka. Potem potwierdziła przewagę, wychodząc na 4:1. Od tego momentu Amerykanka pilnowała już sytuacji na korcie. Ostatecznie Danielle triumfowała 6:4, 3:6, 6:3 po 144 minutach walki. Dzięki temu to obrończyni tytułu zmierzy się z Aryną Sabalenką w batalii o ćwierćfinał tegorocznej edycji WTA 1000 w Miami. Zapowiada się interesującarywalizacja.