Category: Disclaimer

  • “Nie potrafiłam płakać”. Długo walczyła ze stanami lękowymi. Jeden obraz zmienił wszystko

    “Nie potrafiłam płakać”. Długo walczyła ze stanami lękowymi. Jeden obraz zmienił wszystko

    “Nie potrafiłam płakać”. Długo walczyła ze stanami lękowymi. Jeden obraz zmienił wszystko

    Droga jedynej polskiej mistrzyni olimpijskiej z Paryża do zdobycia upragnionego krążka, jak i samej kwalifikacji była dość kręta. Aleksandra Mirosław dopiero po powrocie z igrzysk wprost powiedziała o tym, co działo się przez kilkanaście ostatnich miesięcy i przyznała do stanów lękowych. – Nie było złości, nie było nawet łez, a tak bardzo chciałam się rozpłakać, żeby wyrzucić to wszystko z siebie. Czułam kompletną pustkę – mówi. Ujawnia także, kto pomógł jej w walce z problemami.

    Sierpień 2023 r. Światowa czołówka przyjeżdża do szwajcarskiego Berna nie tylko po to, by powalczyć o medale we wspinacze sportowej, ale także zdobyć olimpijską kwalifikację. Bilety do Paryża w konkurencji na czas zapewnią sobie finaliści. Choć miejsca Aleksandry Mirosław w tym gronie nie należy rozpatrywać w kategorii formalności, to jednak jej brak byłby sporym zaskoczeniem, a dla samej rekordzistki świata – równie dużym rozczarowaniem. A jednak. Mirosław przegrywa półfinał z Amerykanką Emmą Hunt po błędzie na samym początku i odpadnięciu od ściany. Pozostaje jej zatem tylko walka o brąz, po który ostatecznie sięga, ale nie może jeszcze cieszyć się z kwalifikacji olimpijskiej.

    Zaraz po przegranym półfinale, jeszcze stojąc przy ścianie, zalewa się łzami. Ale później trudno jest jej wyzwolić je w sobie. Nawet jeśli czuje, jak bardzo jej tego potrzeba.

    — Pamiętam moment, gdy po przegranym biegu półfinałowym podeszłam do Mateusza, mojego męża oraz trenera, i nie czułam nic. To było najgorsze. Nie było złości, nie było nawet łez, a tak bardzo chciałam się rozpłakać, żeby wyrzucić to wszystko z siebie. Czułam kompletną pustkę. Ostatecznie ten bieg o brąz w Bernie dał mi więcej niż niejedno złoto. Przywrócił trochę radości z biegania. Choć kolejne cztery tygodnie były bardzo trudne. Przychodziłam na trening i fizycznie czułam się super, ale nagle przed ścianą wpadałam w histerię. Biegłam, ale to był bieg przez łzy. Bardzo pomógł mi wtedy Mateusz, który po prostu był ze mną. Dzięki tamtym doświadczeniom przekonałam się, że mam wspaniałych ludzi – wspomina Aleksandra Mirosław, gdy spotyka się z uczestnikami 22. Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

    Obok niej na fotelu siedzi wówczas inna wybitna polska sportsmenka i mistrzyni olimpijska Justyna Kowalczyk-Tekieli, a spotkanie z dwójką mistrzyń olimpijskich, które prowadzi Joanna Sakowicz-Kostecka, przyciąga tłumy do blisko dwutysięcznej hali krakowskiego centrum kongresowego ICE. To właśnie wybitna polska biegaczka narciarska jako pierwsza przed laty złamała tabu dotyczące problemów mentalnych u sportowców, przyznając się do depresji. Jej wyznanie ośmieliło wtedy innych, by o tych kwestiach mówić głośno.

    Przekonała się, że nie jest maszyną. Pojawiły się stany lękowe

    Mirosław po raz pierwszy o swoich kłopotach powiedziała przed dwoma miesiącami w wywiadzie dla TVN24. “W brutalny sposób przekonałam się, że jestem człowiekiem, a nie maszyną” – mówiła w rozmowie z Anitą Werner. Co prawda w przypadku mistrzyni olimpijskiej z Paryża nie chodziło o depresję, ale odczuwała ona bardzo silne stany lękowe. Do szczegółów wydarzeń z mistrzostw świata w Bernie wróciła także w Krakowie.

    — Dziś potrafię to trafnie określić i powiedzieć, że byłam wtedy przemotywowana oraz przebodźcowana, a w głowie miałam tylko złoto i nie myślałam o tym, co chcę zrobić w innych biegach. Na ubiegłoroczne mistrzostwa świata przyjechałam po złoty medal i kwalifikację olimpijską, co się ostatecznie nie udało. Później okazało się, że po raz pierwszy pojawiły się u mnie wtedy stany lękowe, z którymi zmagam się właściwie do dziś i pewnie jeszcze przez wiele lat – przyznaje Mirosław.

    Histeria przed kwalifikacjami. Zobaczyła ten jeden obraz

    Po ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Bernie nie było miejsca na zbytnie rozluźnienie, bo za rogiem już czekała kolejna szansa na bilet do Paryża. Cztery tygodnie po zmaganiach w Szwajcarii, w Rzymie miały odbyć się europejskie kwalifikacje. Tyle że tam można było wywalczyć tylko jedno miejsce na igrzyska, a więc należało wygrać całe zawody.

    Łzy okazały się uwalniające, a gdy Mirosław wygrywała finał w Rzymie i sięgała po olimpijską kwalifikację, zewsząd dało się odczuć, jak ogromny kamień spadł z jej serca. I jak bardzo trudne były dla niej poprzedzające tygodnie.

    Późniejsza mistrzyni olimpijska z Paryża swoją przepustkę na igrzyska wywalczyła na ścianie ustawionej na jednym z kortów Foro Italico, gdzie po tytuły w Rzymie sięgała Iga Świątek. I ta sytuacja stała się poniekąd wróżbą dla liderki polskiej wspinaczki, bowiem trzy miesiące później sięgnęła po pomoc psychologiczną, a konkretnie zwróciła się do Darii Abramowicz, na stałe współpracującej z drugą rakietą świata.

    — Z Darią pracuję od grudnia zeszłego roku. To właśnie dzięki współpracy z psychologiem potrafię nazwać to przemotywowanie i przebodźcowanie towarzyszące mi przed mistrzostwami świata w Bernie. Najistotniejsze dla mnie w całej tej sytuacji było to, że zdawałam sobie sprawę, że te stany lękowe mogą wrócić, ale wiedziałam, że będę już potrafiła sobie z nimi poradzić – zaznacza Mirosław, gdy słuchamy jej wystąpienia podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

    Na igrzyskach w Paryżu oprócz Mirosław w sprinterskiej konkurencji wystartowała też druga z Polek Aleksandra Kałucka, bo maksymalnie dwie zawodniczki może “wystawić” w tej imprezie dany kraj. Kałucka swoją przepustkę wywalczyła dzięki odpowiednio wysokiej pozycji w rankingu olimpijskim, a na podium stanęła razem ze starszą koleżanką, dla której zmagania w Paryżu nie były olimpijskim debiutem.

    Wcześniej Mirosław wystartowała w Tokio, gdy jeszcze konkurencja sprinterska była częścią wieloboju i nie otrzymywało się za nią oddzielnego kompletu medali. Mirosław ukończyła wtedy zmagania na 4. miejscu, ale zapisała się w pamięci kibiców jako rekordzistka świata. Wynik ten poprawiała jeszcze później kilkukrotnie w trakcie cyklu olimpijskiego, a także już podczas samych igrzysk w Paryżu.

    — Mój olimpijski debiut przebiegał w pandemicznych warunkach i wszystko było jedną wielką niewiadomą. Do Tokio leciałam po to, żeby obserwować i chłonąć to wszystko. O występie w Paryżu ostatnio rozmawiałam nawet z moją psycholog i gdy zapytała mnie, jak stresujące były dla mnie igrzyska w skali od 1 do 10, ja oceniłam je na sześć lub siedem. Wiedziałam, że jestem świetnie przygotowana i chcę się skupiać na każdym kolejnym etapie. Wiedziałam, że chcę zrobić swoje – opowiadała Mirosław podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego.

    W Paryżu późniejsza mistrzyni olimpijska unikała rozmów z dziennikarzami po kwalifikacjach, bo dwa dni później czekała ją ważna faza finałowa. – Chciałam jak najszybciej wyjść z roboty i odpocząć, a czas na rozmowy przyjdzie po decydującej fazie. Nie chciałam nawet zastanawiać się nad tym, o co byłabym pytana, czyli czy będzie złoto albo kolejny rekord. Bo ktoś zada ci pytanie i odejdzie, a ty to później wałkujesz w głowie i analizujesz, czy mogłaś odpowiedzieć tak, a może inaczej – tłumaczy Mirosław.

    W finale olimpijskim pokonała Chinkę Deng Lijuan, osiągając znakomity czas 6,10 s. Za to już w pierwszej fazie rywalizacji w czasówce, w biegach o rozstawienie, dwukrotnie poprawiała rekord świata i to w ciągu pięciu minut! W pierwszym biegu uzyskała wynik 6,21 s, a następnie jeszcze bardziej wyśrubowała ten rezultat do 6,05, czyli aktualnego rekordu globu.

    Na olimpijskim podium stanęła razem z drugą z Polek – Aleksandrą Kałucką, która sięgnęła po brąz. Obydwie zaczynały swoją przygodę ze wspinaczką, gdy nie była ona jeszcze w programie igrzysk, ale na ich oczach dokonywała się transformacja tej dyscypliny w tę olimpijską.

    — Świadomie przygotowywałam się do zdobycia mistrzostwa olimpijskiego w Paryżu przez ostatni cykl olimpijski, ale nieświadomie przez całą swoją karierę. Bo niezależnie o tym, czy mowa o złocie olimpijskim, czy też mistrzostw świata, trzeba w to włożyć bardzo dużo pracy. A to wszystko nie dzieje się z dnia na dzień – kończy Mirosław.

    Już za kilka miesięcy olimpijskie medalistki z Paryża będą miały okazję powalczyć o podium Pucharu Świata przed własną publicznością. W dniach 5-7 lipca w Krakowie odbędą się zawody z pucharowego cyklu, które w stolicy Małopolski mają gościć aż przez trzy edycje z rzędu. Najważniejszą przyszłoroczną imprezą będą jednak zaplanowane na drugą połowę września mistrzostwa świata w Seulu.

  • Silna delegacja PZPN na losowanie MŚ 2026. Polacy czekają na rywali

    Silna delegacja PZPN na losowanie MŚ 2026. Polacy czekają na rywali

    Silna delegacja PZPN na losowanie MŚ 2026. Polacy czekają na rywal

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

    W piątek w Zurychu odbędzie się losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw świata 2026. Polską delegację tworzą selekcjoner Michał Probierz, prezes PZPN Cezary Kulesza oraz sekretarz generalny Łukasz Wachowski. Ceremonia rozpocznie się o godzinie 12.00 w siedzibie FIFA. Biało-Czerwoni, którzy niedawno spadli z najwyższej dywizji Ligi Narodów UEFA, będą losowani z drugiego koszyka.

    Delegacje na ceremonię w Zurychu są trzyosobowe, co tłumaczy obecność najważniejszych osób w PZPN w polskiej ekipie. Do Szwajcarii mają polecieć rano w dniu losowania. Mundial 2026, który odbędzie się w USA, Kanadzie i Meksyku, po raz pierwszy w historii zgromadzi 48 krajów. Z Europy awans wywalczy 16 reprezentacji.

    W strefie UEFA do rywalizacji przystąpią 54 zespoły, które zostaną podzielone na 12 grup. Sześć z nich będzie pięciozespołowych, a sześć czteroosobowych. Przed losowaniem drużyny podzielono na koszyki, bazując na rankingu FIFA oraz wynikach Ligi Narodów. Polska znalazła się w drugim koszyku, co oznacza, że nie trafi na Ukrainę, Szwecję, Turcję, Walię, Węgry, Serbię, Rumunię, Grecję, Norwegię, Słowację i Czechy.

    Bezpośredni awans na mundial wywalczą zwycięzcy 12 grup. O pozostałe cztery miejsca powalczy 16 drużyn w barażach. Trafią do nich zespoły z drugich miejsc grup eliminacyjnych oraz cztery najlepsze drużyny z klasyfikacji końcowej Ligi Narodów, które nie ukończyły fazy grupowej europejskich kwalifikacji na dwóch czołowych lokatach.

    Zespoły z pięciozespołowych grup rozpoczną kwalifikacje w marcu, co oznacza, że Polska może znaleźć się w takiej grupie, ponieważ nie gra już w Lidze Narodów. Drużyny z czterodrużynowych grup zaczną rywalizację we wrześniu. Faza grupowa eliminacji zakończy się w listopadzie 2025 r., a baraże zaplanowane są na marzec 2026.

    Terminarz i lokalizacje MŚ 2026
    Turniej finałowy mistrzostw świata 2026 odbędzie się od 11 czerwca do 19 lipca w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie. W USA mecze rozegrane zostaną w 11 miastach, w tym w Atlancie, Bostonie i Los Angeles. W Meksyku gospodarzem będą Guadalajara, Mexico City i Monterrey, a w Kanadzie Toronto i Vancouver.

     

  • Nowy sport na zimowych igrzyskach. Czy Polacy mają szansę w skimo?

    Nowy sport na zimowych igrzyskach. Czy Polacy mają szansę w skimo?

    Nowy sport na zimowych igrzyskach. Czy Polacy mają szansę w skimo

    W 2026 r. we Włoszech po raz pierwszy zobaczymy rywalizację w narciarstwie wysokogórskim znanym także jako skialpinizm. A za granicą — skimo. — Bardzo się cieszyliśmy, że nasz sport w końcu pojawi się na igrzyskach i uatrakcyjni ich program, ale z drugiej strony to była gorzka pigułka do przełknięcia — mówi Iwona Januszyk. Po prawie ćwierć wieku w programie zimowych igrzysk olimpijskich znowu dojdzie do poważnej zmiany i debiutu nowej dyscypliny. Jak wyglądają zawody? Czy Polacy mają szansę na udział w igrzyskach?

    Letnie igrzyska olimpijskie regularnie przechodzą zmiany, pojawiają się nowe dyscypliny, niektóre wypadają i wracają. Zimowe IO do tej pory w XXI wieku były dość hermetyczne. Od dołączenia w 2002 r. skeletonu program zmieniał się tylko poprzez zwiększanie liczby konkurencji. Dyscyplin nie dodawano, co wynikało trochę z tego, że wśród zimowych wybór jest dużo mniejszy.

  • Liga Mistrzów. Robert Lewandowski w akcji. Gdzie obejrzeć Borussia – Barcelona w TV?

    Liga Mistrzów. Robert Lewandowski w akcji. Gdzie obejrzeć Borussia – Barcelona w TV?

    Liga Mistrzów. Robert Lewandowski w akcji. Gdzie obejrzeć Borussia – Barcelona w TV?

    Dzisiaj w ramach szóstej kolejki Ligi Mistrzów odbędzie się emocjonujące spotkanie pomiędzy Borussią Dortmund a FC Barcelona. Obie drużyny mają na swoim koncie po 12 punktów, co czyni ten mecz kluczowym dla układu tabeli. Gdzie obejrzeć mecz Borussia Dortmund — FC Barcelona? Gdzie oglądać Ligę Mistrzów w TV? Robert Lewandowski w akcji!

     

    Liga Mistrzów. Mecz Borussia Dortmund – FC Barcelona dzisiaj na żywo. Zapowiedź spotkania

    Borussia Dortmund i FC Barcelona zajmują odpowiednio czwarte i trzecie miejsce w tabeli, obie z dorobkiem 12 punktów. Ewentualne zwycięstwo przybliży jedną z drużyn do bezpośredniego awansu do 1/8 finału LM. Zgodnie z oczekiwaniami w pierwszym składzie FC Barcelony powinien być Robert Lewandowski, dla którego to będzie sentymentalne spotkanie. To przecież w Borussii Dortmund zaczęła się jego międzynarodowa kariera. Klasycznie, na ławce zacznie Wojciech Szczęsny

     

    Gdzie obejrzeć Borussia Dortmund – FC Barcelona? Liga Mistrzów w TV. TRANSMISJA NA ŻYWO, STREAM, WYNIKI LIVE

     

    Mecz Borussia Dortmund — FC Barcelona rozpocznie się dzisiaj o godzinie 21. Transmisję na żywo będzie można obejrzeć na kanale Canal+ Extra 1. Dla tych, którzy preferują oglądanie online, dostępny będzie stream na platformy streamingowe. Relację tekstową z wynikiem na żywo zapewni Onet Przegląd Sportowy.

  • Zasłabł na boisku, teraz przeszedł operację. Teraz kluczowe badania

    Zasłabł na boisku, teraz przeszedł operację. Teraz kluczowe badania

    Zasłabł na boisku, teraz przeszedł operację. Teraz kluczowe badania

    Dramatyczne sceny z udziałem Edoardo Bove. 22-latek musi zmierzyć się z niepewną przyszłością w Serie A

    Piłkarski świat zamarł, gdy Edoardo Bove, 22-letni zawodnik Fiorentiny, zasłabł w trakcie meczu Serie A przeciwko Interowi Mediolan. Jak donosi “La Gazzetta dello Sport”, piłkarz przeszedł zabieg wszczepienia tymczasowego defibrylatora po kilkudniowym pobycie w szpitalu. Jeśli kolejne badania potwierdzą konieczność stałego korzystania z urządzenia, Bove będzie musiał zakończyć karierę na włoskich boiskach.

     

    Dramat na boisku i szybka interwencja medyczna

     

    Do zdarzenia doszło w trakcie jednego z najbardziej wyczekiwanych spotkań ligi włoskiej. Bove nagle zasłabł, co wywołało falę niepokoju wśród zawodników, sztabu trenerskiego i kibiców. Zawodnika natychmiast przewieziono do szpitala Careggi w Florencji, gdzie został objęty specjalistyczną opieką na oddziale intensywnej terapii kardiologicznej.

     

    Tymczasowy defibrylator – pierwszy krok do stabilizacji

     

    Zabieg wszczepienia tymczasowego defibrylatora przeszedł bez komplikacji, a zawodnik czuje się lepiej. Jak poinformowano, Bove opuści szpital w ciągu kilku najbliższych dni. Jednak przez kolejne miesiące piłkarz będzie musiał żyć z urządzeniem, czekając na pełną diagnozę lekarską, która określi, czy wszczepienie stałego defibrylatora będzie konieczne.

     

    Przepisy Serie A bezlitosne dla zawodników z defibrylatorami

     

    We włoskiej Serie A przepisy są jasne – zawodnicy korzystający z defibrylatorów nie mogą występować w rozgrywkach ligowych. Oznacza to, że w przypadku konieczności stałego korzystania z urządzenia, Edoardo Bove będzie musiał kontynuować swoją karierę poza granicami Włoch.

     

    Bove mógłby wówczas podążyć śladami Cristiana Eriksena, który po dramatycznych wydarzeniach podczas mistrzostw Europy w 2021 roku musiał opuścić szeregi Interu Mediolan. Duński pomocnik z powodzeniem gra obecnie w Premier League, reprezentując barwy Manchesteru United.

     

    Decyzja należy do Bove

     

    Ostateczna decyzja w sprawie dalszej kariery Bove zależy od wyników badań i jego własnych wyborów. Tymczasem włoska społeczność piłkarska, koledzy z zespołu oraz kibice wyrażają wsparcie dla młodego zawodnika, życząc mu szybkiego powrotu do zdrowia i gry, choćby poza granicami Italii.

     

  • Znamy gospodarza mundialu 2034. Gianni Infantino nie czekał na głosowanie. “Partia FIFA”

    Znamy gospodarza mundialu 2034. Gianni Infantino nie czekał na głosowanie. “Partia FIFA”

    Znamy gospodarza mundialu 2034. Gianni Infantino nie czekał na głosowanie. “Partia FIFA

     

    Gianni Infantino w środę, na kongresie FIFA w Zurychu, ogłosi, że gospodarzem mistrzostw świata w piłce nożnej w 2034 r. będzie Arabia Saudyjska. W zasadzie już to ogłosił… na swoim Instagramie, a dziś jego wolę pokornie wykonają w głosowaniu przedstawiciele 211 krajów, w tym Polska. – Dużo się teraz mówi o partiach wodzowskich i FIFA też taką organizacją jest. Słowo Infantino jest w niej święte. On może wszystko – mówi Michał Banasiak z Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej i zabiera nas za kulisy wielkiej politycznej gry człowieka nazywanego kiedyś żartobliwie “Łysym z FIFA”.

     

    Sebastian Parfjanowicz, Przegląd Sportowy Onet: W środę Arabia Saudyjska zostanie wybrana przez FIFA jako organizator mundialu 2034. Bez kontrkandydata. Co nam to mówi?

     

    Michał Banasiak, Polski Instytut Dyplomacji Sportowej: Potwierdza, że FIFA to organizacja zarządzana jednoosobowo. Działa w taki sposób, w jaki jeden człowiek chce. Gianni Infantino przewodniczącym FIFA został po skandalu korupcyjnym, po tym, jak wyszły na jaw kulisy przyznawania mistrzostw świata Rosji i Katarowi. I obiecał to zmienić…

     

    Infantino miał zastąpić tego złego, skorumpowanego Seppa Blattera. Nie stał się przypadkiem jego skuteczniejszą wersją?

     

    Chyba można tak powiedzieć. Nie mamy już niesławnego komitetu wykonawczego, który drążyła korupcja. Mamy 211 federacji z całego świata. Każda z prawem głosu. Ale co z tego, skoro i tak zrobią, co zaplanuje Infantino. Przecież Arabia Saudyjska to pierwszy w historii gospodarz mistrzostw świata, który został ogłoszony na długo przed głosowaniem. I to w mediach społecznościowych. W końcówce 2023 r. Infantino napisał sobie na Instagramie, że Arabia Saudyjska będzie gospodarzem mistrzostwa świata. W środę to się zmaterializuje.

     

    Najmniejszych. Cały ten proces przyznawania praw do mundialu został skonstruowany w taki sposób, żeby nie było wątpliwości. Żeby niechcący nie pojawił się jakiś rywal, który mógłby ten plan utrudnić. Przecież okienko na przyjmowanie ofert przez FIFA było najkrótsze w historii. Było na to kilkanaście dni, a już kilkadziesiąt godzin po otwarciu zgłosiła się Arabia Saudyjska, która zupełnie “przypadkiem” miała wszystko gotowe. A Infantino od razu – bez żadnej oceny, komisji – ogłosił, że to znakomity kandydat i dostanie mundial. Nikt inny się potem nie zgłosił.

     

    Nikt tam w FIFA nie podniósł tematu łamania praw człowieka, śmierci robotników budujących stadiony, traktowania kobiet? To wszystko dotyczy przecież przyszłego gospodarza.

     

    Te hasła są w sloganach FIFA, są w hasłach firm, które ją sponsorują, ale na dużym obrazku nie mają żadnego znaczenia. Bledną wobec budżetu, najwyraźniej.

     

    Wspomniałeś o Blatterze. On był człowiekiem starej szkoły. Trudno mu się było przestawić na nowe czasy, zrozumieć, że media cały czas patrzą na ręce, że mamy sygnalistów, itd. Infantino obserwował go z bliska i wiedział, jakich błędów nie może powtórzyć. Nauczył się fantastycznie sterować nie tylko federacjami, ale też opinią publiczną.

     

    Czytaj również: Kto Gianniemu Infantino zabroni? “Blick” ujawnia sekrety szefa FIFA

    Reputacja FIFA raczej się nie zmieni, wszyscy wiemy, jakie wartości tam są najważniejsze. Ale na Infantino i tak pół świata patrzy z przymrużeniem oka. Nawet te wszystkie polskie porównania do Ryszarda Ochódzkiego. To nam go trochę oswaja. Patrzymy jak na bohatera filmów Barei. Wiemy, że to co robi jest złe, ale i tak się śmiejemy

     

    Wybitna kreacja. A kto jest pod maską?

     

    Człowiek, który doskonale gra w dużą politykę. Blatter bywał na salonach gościem wyłącznie ze względu na piastowaną funkcję. A jak próbował coś ugrać, to wychodziły z tego pomysły dość odjechane, jak na przykład mecz Palestyny z Izraelem, po którym miał niby zapanować pokój na Bliskim Wschodzie.

     

    Niemieckie media publikowały ostatnio wypowiedzi byłego członka FIFA, Miguela Maduro, który mówił, że pod tą maską czai się bezwzględny człowiek i bezwzględny system. Że jak nie wypełnisz jego zaleceń, to spotka cię kara. Jak Infantino wpływa na związki.

     

    budżetem. Jak ktoś jest prymusem, to zawsze można mu więcej pieniędzy przelać. A jak podpadnie, to nic nie dostanie. To może być pod płaszczykiem szczytnej idei. Choćby teraz Infantino podróżuje po świecie i dużo mówi o rozwoju piłki kobiecej. Chętnie przyznaje na to środki. Co akurat samo w sobie jest cenne.

     

    Rosja, Katar, Arabia Saudyjska – FIFA oferuje najlepszy “sportswashing?”

    To prawda, jest o co grać. Nawet PZPN chce coś uszczknąć z FIFA na budowę ośrodka reprezentacji, skoro minister Nitras dotacji dać nie planuje.

     

    Metody są różne. Można dostać pieniądze na rozwój infrastruktury, można na sport młodzieżowy. Tych programów “fifowskich” jest bardzo dużo. I nie jest to wszystko szczególnie transparentne.

     

    Dużo się teraz mówi o partiach wodzowskich i FIFA też taką organizacją jest. Słowo Infantino jest w niej święte. On może wszystko. Nawet ogłosić na swoim Instagramie gospodarza mundialu 

  • Ostro! Naprawdę nazwał tak Szymona Marciniaka. Mocny głos z Hiszpanii

    Ostro! Naprawdę nazwał tak Szymona Marciniaka. Mocny głos z Hiszpanii

    Ostro! Naprawdę nazwał tak Szymona Marciniaka. Mocny głos z Hiszpani

     

    Polak, którego wszyscy pamiętamy z niegodnego sędziowania w finale ostatniego mundialu, pokazał, że jest klasowym idiotą” — atakuje Szymona Marciniaka Alberto Cosin z serwisu LaGalerna.com. Wielu hiszpańskich dziennikarzy i ekspertów sędziowskich skrytykowało go za podyktowanie rzutu karnego w meczu Atalanty Bergamo z Realem Madryt (2:3), ale jedna opinia wyróżnia się na tle innych. I może oburzać kibiców znad Wisły

     

    Przez znaczną część spotkania był niewidoczny, co dla arbitra jest najczęściej dobrą wiadomością. Dla Marciniaka był to trzeci mecz w tym sezonie Ligi Mistrzów. Polski arbiter wcześniej prowadził mecze PSG z Atletico Madryt (1:2) i Sportingu Lizbona z Arsenalem (1:5). W tym tygodniu został wyznaczony do hitu, w którym niepokonana w tym sezonie europejskich pucharów i liderująca tabeli Serie A Atalanta Bergamo podejmowała Królewskich.

     

    To, co najciekawsze pod kątem pracy Polaków, zdarzyło się niedługo przed przerwą. W jednej z sytuacji całej sędziowskiej trójce z naszego kraju przydarzył się spory błąd. Jeden z asystentów dopatrzył się bowiem spalonego Ademoli Lookmana, ale powtórki nie pozostawiły cienia złudzeń.

     

    Szymon Marciniak zaatakowany przez Hiszpana

    Hiszpanie przyjrzeli się jednak głównie sytuacji związanej z podyktowaniem rzutu karnego dla gospodarzy. Wcześniej przypominali, że nie ma korzystnego bilansu w prowadzeniu meczów drużyny z Madrytu.

     

    “Z ośmiu meczów, które dla nich sędziował w europejskich rozgrywkach, Madridistas odnieśli trzy zwycięstwa, dwa remisy i ponieśli trzy porażki, stając się jednym z niewielu wielkich w Europie, który ma niekorzystny bilans przy jego sędziowaniu” — pisał przed pierwszym gwizdkiem Elespanol.com, dodając, że do tej pory Marciniak nie ponosił odpowiedzialności, a nawet słusznie anulował gola Marcosa Alonso w ćwierćfinale LM w sezonie 2022/23. Awans należał się wtedy Królewskim.

     

    Na Półwyspie Iberyjskim mówi się głównie o “jedenastce” z końcówki pierwszej połowy. W doliczonym czasie gry Aurelien Tchouameni sfaulował Seada Kolasinaca w polu karnym. Marciniak nawet się nie wahał i podyktował rzut karny dla Atalanty. Do piłki podszedł De Ketelaere i pewnym strzałem pokonał bramkarza Realu, doprowadzając do remisu.

     

    Rzut karny Tchouameniego przeciwko Kolasinacowi był niewielką sprawą, ale Francuz dotknął boku goleni i spowodował potknięcie. Żółty kartonik dla środkowego obrońcy był przesadzony” — nie ma wątpliwości Alberto Cosin z LaGalerna.com.

     

    Dziennikarz ma też pretensje o brak sygnalizacji faulu na Mbappe w środku pola oraz za decyzje po przerwie. “W drugiej połowie zapomniał wyciągnąć kilka kartek, choć zrobił to w groteskowej sytuacji Lucasa” — dodaje, a podsumowanie występu Marciniaka brzmi wręcz kuriozalnie.

     

    Polak, którego wszyscy pamiętamy z niegodnego sędziowania w finale ostatniego mundialu, pokazał, że jest klasowym idiotą” — uderza w Marciniaka Cosin.

     

    Aż tak mocnych opinii nie czytamy w serwisie Eldebate.com, choć nie brakuje tam także krytycznego spojrzenia. “Kontrowersyjny rzut karny na korzyść Atalanty: tarcia Tchouaméniego, których nie skorygował system VAR” — czytamy w tytule.

     

    Atalanta zremisowała po pierwszej połowie po tym, jak Szymon Marciniak zarządził kontrowersyjny rzut karny na korzyść Włochów” — uważa dziennikarz Jesus Urdiola

     

    “Polski sędzia nie wahał się przyznać maksymalnej kary, jednak powtórka pozostawia wiele wątpliwości. Co prawda francuski pomocnik, przerobiony na środkowego obrońcę, lekko dotyka bośniackiego obrońcy, choć to nie kontakt z Tchouamenim powoduje upadek Kolasinaca, a raczej potykanie się o własną nogę. Z drugiej strony Marciniak zrozumiał, że to lekkie dotknięcie wystarczyło, aby wytrącić napastnika z równowagi i za przyznał za to karę maksymalną oraz żółtą kartkę” — dodaje.

     

    Na łamach serwisu DefensaCentral.com czytamy też opinię analityka sędziowskiego. “Analiza, której dokonał, nie pozostała niezauważona przez fanów Madrytu. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że ten komentarz Pavla jest bardzo godny uwagi. Rzadko kiedy mówi, że sędzia krzywdzi Real Madryt. Dziś, ku zaskoczeniu, tak się stało” — podkreślono.

     

    “Nie wydaje mi się to sytuacją na rzut karny. To prawda, że doszło do kontaktu, ale Tchouameni twardo stąpa po ziemi, on nie robi nic, żeby go powalić” — uważa na temat kontrowersyjnego karnego Pavel Fernandez.

  • Co on zrobił?! Kuriozalny błąd bramkarza w LM. To nie miało prawa się wydarzyć [WIDEO]

    Co on zrobił?! Kuriozalny błąd bramkarza w LM. To nie miało prawa się wydarzyć [WIDEO]

    Co on zrobił?! Kuriozalny błąd bramkarza w LM. To nie miało prawa się wydarzyć [WIDEO]

    Fani Aston Villi mogli w tym momencie złapać się za głowę, bo nic nie zapowiadało katastrofy w tej sytuacji. Długie zagranie od bramkarza Red Bull Lipsk, a po chwili kompletnie kuriozalne i niezrozumiałe zachowanie Emiliano Martineza doprowadziło ekipę z Villa Park do straty bramki w meczu z RB Lipsk. Zobacz fatalny błąd argentyńskiego golkipera ekipy Matty’ego Casha.

     

    Była 27. minuta meczu i wydawałoby się, że Aston Villa ma całą sytuację pod kontrolą. A nagle fani The Citizens mogli złapać się za głowy z niedowierzania. Długie zagranie pod pole karne ekipy z Birmingham posłał Petar Gulacsi, a w zupełnie niezrozumiały sposób zachował się Emiliano Martinez.

     

    Argentyński golkiper został tuż przed swoim polem karnym, co wykorzystał Lois Openda. Snajper RB Lipsk łatwo minął bramkarza Aston Villi i strzałem do pustej bramki dopełnił formalności. I mocno skomplikował sytuację ekipy z Birmingham, która straciła prowadzenie. W dodatku na własne życzenie.

     

  • Co on zrobił?! Kuriozalny błąd bramkarza w LM. To nie miało prawa się wydarzyć [WIDEO]

    Co on zrobił?! Kuriozalny błąd bramkarza w LM. To nie miało prawa się wydarzyć [WIDEO]

    Co on zrobił?! Kuriozalny błąd bramkarza w LM. To nie miało prawa się wydarzyć [WIDEO]

     

    Fani Aston Villi mogli w tym momencie złapać się za głowę, bo nic nie zapowiadało katastrofy w tej sytuacji. Długie zagranie od bramkarza Red Bull Lipsk, a po chwili kompletnie kuriozalne i niezrozumiałe zachowanie Emiliano Martineza doprowadziło ekipę z Villa Park do straty bramki w meczu z RB Lipsk. Zobacz fatalny błąd argentyńskiego golkipera ekipy Matty’ego Casha.

    https://x.com/AVFCOfficial/status/1866642806795612628?t=YU1SdlGZb8DXWtGzrnn1VQ&s=19

    Była 27. minuta meczu i wydawałoby się, że Aston Villa ma całą sytuację pod kontrolą. A nagle fani The Citizens mogli złapać się za głowy z niedowierzania. Długie zagranie pod pole karne ekipy z Birmingham posłał Petar Gulacsi, a w zupełnie niezrozumiały sposób zachował się Emiliano Martinez.

     

    Argentyński golkiper został tuż przed swoim polem karnym, co wykorzystał Lois Openda. Snajper RB Lipsk łatwo minął bramkarza Aston Villi i strzałem do pustej bramki dopełnił formalności. I mocno skomplikował sytuację ekipy z Birmingham, która straciła prowadzenie. W dodatku na własne życzenie.

     

  • Problemy Igi Świątek wciąż wywołują emocje. “Ile zapłaciła Maria Szarapowa?”

    Problemy Igi Świątek wciąż wywołują emocje. “Ile zapłaciła Maria Szarapowa?”

    Problemy Igi Świątek wciąż wywołują emocje. “Ile zapłaciła Maria Szarapowa?”

     

    Dla Igi Świątek walka o oczyszczenie swojego imienia okazała się nie tylko emocjonalnie wyczerpująca, ale także niezwykle kosztowna. 23-letnia Polka uzyskała pozytywny wynik testu na obecność zakazanej substancji – TMZ, którą zażyła w melatoninie pomagającej jej w walce z problemami ze snem i zmianą stref czasowych. Efektem był jednomiesięczny zakaz gry oraz kara finansowa, ale rzeczywiste koszty były znacznie wyższe.

     

    Świątek otwarcie opowiedziała o swoim przypadku w programie telewizyjnym “Fakty po Faktach” 7 grudnia, gdzie ujawniła skalę wydatków poniesionych na udowodnienie swojej niewinności. Była liderka światowego rankingu powiedziała:

     

    “Wydałam około 70000 dolarów na prawnika, 15000 euro na ekspertyzy i testy. Do tego doszła utrata nagrody finansowej za turniej w Cincinnati, ale – szczerze mówiąc – to nie miało dla mnie znaczenia. Najważniejsze było udowodnienie mojej niewinności.”

     

    Nie wszystkich stać, by tyle zapłacić

     

    Nie wszyscy zawodnicy mieliby jednak możliwość poniesienia takich kosztów, co stało się przedmiotem gorącej dyskusji w świecie tenisa. Jak zauważono w podcaście “Serving Aces”, prowadzący Alexandra Stevenson i Hugues Laverdiere podkreślili, że obecny system dyscyplinarny jest nie tylko niejasny, ale i nieuczciwy.

     

    Stevenson odniosła się do wydatków Świątek, mówiąc: “Jest numerem 1 na świecie. Oczywiście może pozwolić sobie na wydanie 70000 dolarów, ale co z kimś, kto nie jest numerem 1? Jak taka osoba miałaby sobie na to pozwolić? To jest zdecydowanie zbyt drogie. Powiedziała, że zapłaci, bo jest niewinna. Więc zapłaci. A ile zapłacił Sinner?”

     

    Czytaj więcej: A jednak. Iga Świątek pominięta. Ogłosili nominacje do nagrody

    Potem rozwinęła wątek dotyczący tenisisty. “Jestem pewna, że Sinner wydał znacznie więcej niż 70000 dolarów. A ile zapłaciła Sharapowa? Simona Halep powiedziała: ‘To jest tak niesprawiedliwe’. Spójrzmy, jak długo trwało jej zawieszenie. Ale wtedy WADA stwierdziła, że sprawa Świątek jest odwrotnością tego, co zrobiła Halep. To jest mylące dla zawodników, całego touru, świata i fanów.”

     

    Wcześniej inni musieli walczyć, by oczyścić swoje imię

    Świątek nie jest pierwszą tenisistką, która musiała walczyć z oskarżeniami o doping, pomimo braku znaczącej winy. Przykładem może być Nicolas Jarry, 89. zawodnik rankingu ATP, który w 2020 r. nie przeszedł testu antydopingowego podczas finałów Pucharu Davisa. Mimo że Międzynarodowa Federacja Tenisowa (ITF) uznała, iż “nie ponosił znaczącej winy ani zaniedbania”, został zawieszony na 11 miesięcy. Podobnie jak Świątek, Jarry spożył skażoną tabletkę.

     

    Czytaj więcej: Emma Raducanu na krawędzi katastrofy. Tylko jedno pozwoli uniknąć straty 11 mln euro

    Podobna historia dotyczy Barbory Strycowej, która otrzymała 6-miesięczne zawieszenie za doping spowodowany zanieczyszczeniem suplementu. Takie przypadki sprawiają, że zawodnicy stają się coraz bardziej przewrażliwieni na punkcie tego, co przyjmują.

     

    Raducanu również uważa, że walka o dobre imię jest zdecydowanie za droga

    Była mistrzyni US Open, Emma Raducanu, wyraziła swoje obawy związane z dopingiem w tenisie. Zwróciła uwagę na trudności i koszty związane z zapewnieniem, że przyjmowane substancje są bezpieczne: “Myślę, że generalnie, nie tylko ja, ale wielu zawodników, których znam, jest bardzo ostrożnych. Zwracamy uwagę na wszystko, co przyjmujemy, i jesteśmy świadomi, jak łatwo może dojść do zanieczyszczenia. Są pewne suplementy, które chciałabym zażywać, ale nie mogę, ponieważ są dostępne bez recepty i nie są testowane pod kątem substancji zakazanych.”

     

    Czytaj więcej: Mówiła o Idze Świątek. Nagle padło nazwisko najsłynniejszego dopingowicza w historii

    Raducanu dodała również: “Testowanie jednej rzeczy to koszt 1000 funtów, więc to bardzo drogie. W przypadku rzeczy, które są naprawdę konieczne, warto, ale trzeba zrezygnować z wielu suplementów, które nie są absolutnie niezbędne. Jestem bardzo ostrożna z tym, co piję i jem. Jeśli zostawię swoją wodę, jestem bardzo niespokojna. Ale to po prostu część tego sportu. Wszyscy mamy ten sam problem.”

     

    Czy system jest sprawiedliwy?

    Wypowiedzi Igi Świątek i Emmy Raducanu pokazują, że walka z oskarżeniami o doping może być nie tylko stresująca, ale także finansowo wyniszczająca. Rodzi to pytanie, czy niżej sklasyfikowani zawodnicy, którzy mają ograniczone zasoby, mogą pozwolić sobie na taką walkę. Jak zauważają eksperci, obecne przepisy antydopingowe wymagają rewizji, aby były bardziej przejrzyste i sprawiedliwe dla wszystkich zawodników, niezależnie od ich pozycji w rankingu czy możliwości finansowych.