Category: Disclaimer

  • Wojciech Szczęsny przerwał milczenie po El Clasico. I niczego nie żałuje

    Wojciech Szczęsny przerwał milczenie po El Clasico. I niczego nie żałuje

    W kilkanaście tygodni z piłkarskiej emerytury i odpoczynku na plaży w Marbelli Wojciech Szczęsny zadebiutował w El Clasico w barwach Barcelony. I pomimo czerwonej kartki po faulu na Kylianie Mbappe przyznaje, że nigdy nie bał się podejmować ryzyka i trudnych decyzji. “Wcześniej taki mecz mogłem oglądać tylko w telewizji lub rozgrywać go w FIFĘ” — napisał na Instagramie.

     

    Dla Wojciecha Szczęsnego triumf w finale Superpucharu Hiszpanii 5:2 z Realem Madryt miał słodko-gorzki smak. Polski bramkarz swoje pierwsze El Clasico zakończył z czerwoną kartką po faulu na Kylianie Mbappe, ale mógł cieszyć się z pierwszego trofeum zdobytego wraz z katalońskim klubem.

     

    Po meczu na polskiego bramkarza spadła spora krytyka. Teraz sam odniósł się do wydarzeń z finałowego meczu rozgrywanego w Dżuddzie w mediach społecznościowych.

     

    Wojciech Szczęsny zabrał głos po El Clasico. Niczego nie żałuje

    “Tak, podjąłem złą decyzję i zostałem wyrzucony z boiska w moim pierwszym El Clasico! Tak, to nie jest szczególnie miłe uczucie. Ale doświadczenie pozwala mi spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. We wrześniu przeszedłem na piłkarską emeryturę i cieszyłem się życiem na plażach i polach golfowych Marbelli. Cztery miesiące później mogłem zagrać w meczu, który wcześniej mogłem tylko oglądać w telewizji lub rozgrywać w FIFĘ. I nigdy nie zamierzałem się ukrywać i grać w tę grę, bojąc się podejmowania trudnych decyzji i ryzyka.

     

    Można by pomyśleć, że to właśnie ta postawa spowodowała moją czerwoną kartkę. Wolę myśleć, że to właśnie ta postawa doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz i to dzięki mojej czasami nierozsądnej odwadze mogę teraz cieszyć się moim pierwszym trofeum jako zawodnik Barcelony! Życie bez strachu może cię czasem zranić, ale uwierz mi, w zamian dostajesz niesamowitą przygodę! Kocham tę grę!” — napisał polski bramkarz na Instagramie.

     

    Dla Szczęsnego był to trzeci mecz w barwach Blaugrany. Wcześniej 34-latek zaliczył udane występy w meczu Pucharu Króla z UD Barbastro i półfinale Superpucharu Hiszpanii z Athletic Bilbao. Teraz niewykluczone, że po błędzie w starciu z Królewskimi dłużej będzie musiał poczekać na kolejną szansę od Hansiego Flicka

  • Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństw

     

    Do niespodzianki doszło w 1. rundzie kobiecego turnieju Australian Open. Powracająca po serii kontuzji Emma Raducanu (61. WTA) pokonała Jekatierinę Aleksandrową (31. WTA) 7:6(4), 7:6(2). Brytyjka może być rywalką Igi Świątek w 3. rundzie turnieju.

     

    – Mój serwis działał, jak chciał – z rozbrajającą szczerością rzuciła Emma Raducanu, która niespodziewanie awansowała do 2. rundy Australian Open. Niespodziewanie, bo Brytyjka nie tylko nie była faworytką meczu z Jekatieriną Aleksandrową, ale w całym spotkaniu popełniła aż 15 podwójnych błędów serwisowych!

     

    Zobacz wideo Julia Szeremeta komentuje wyniki plebiscytu na najlepszego sportowca Polski

  • Dramat pogromczyni Igi Świątek, nawet nie wyszła na kort. A była rozstawiona

    Dramat pogromczyni Igi Świątek, nawet nie wyszła na kort. A była rozstawiona

    Dramat pogromczyni Igi Świątek, nawet nie wyszła na kort. A była rozstawion

     

    Jedną z nielicznych zawodniczek, którym udało się w pierwszej części 2024 roku pokonać Igę Świątek, była Anna Kalinska. Rosjanka pokazała tym samym, że ma duży potencjał i jest w stanie zagrozić czołowym tenisistkom. Ma też jednak problemy ze zdrowiem, przez które straciła kilka turniejów. Ostatnio skreczowała podczas imprezy WTA 500 w Adelajdzie, teraz z kolei tuż przed swoim meczem wycofała się z Australian Open.

     

    Anna Kalinska w ubiegłorocznym Australian Open dotarła aż do ćwierćfinału, w którym uległa Qinwen Zheng. Świetnie spisała się także w turnieju WTA 1000 w Dubaju, w półfinale pokonując Igę Świątek, która do imprezy przystąpiła jako świeżo upieczona triumfatorka innego “tysięcznika”, rozgrywanego w Dosze. Później przegrała w starciu o trofeum z Jasmine Paolini, ale i tak potwierdziła, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi.

     

    Rosjanka w kolejnych miesiącach już tak nie błyszczała – wprawdzie zagrała w finale turnieju WTA 500 w Berlinie, gdzie przegrała z Jessiką Pegulą, ale później zaczęły trapić ją problemy zdrowotne. Skreczowała w meczu 1/8 finału Wimbledonu z Jeleną Rybakiną, później z powodu urazu poddała także spotkanie z Amandą Anisimową w Toronto. “Demony” 26-latki z Moskwy wróciły na początku 2025 roku. Kalinska w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Adelajdzie, który był dla wielu zawodniczek sprawdzianem formy przed Australian Open, trafiła na Belindę Bencic, czyli mistrzynię olimpijską z Tokio. I ponownie skreczowała.

     

    Australian Open 2025. Anna Kalinska wycofała się z turniejuMimo problemów w Adelajdzie, Rosjanka miała zamiar wystąpić w Australian Open. Z racji wysokiej pozycji w rankingu (14. miejsce), przystąpiła do losowania drabinki turniejowej jako zawodniczka rozstawiona, a w pierwszej rundzie los skojarzył ją z kwalifikantką Kimberly Birrell. Spotkanie miało zostać rozegrane w nocy z poniedziałku na wtorek czasu polskiego, ale Rosjanka w ostatniej chwili wycofała się z imprezy. Zastąpiła ją “szczęśliwa przegrana” kwalifikacji Eva Lys, która wykorzystała swoją szansę i w dwóch setach (6:2, 6:2), ograła reprezentantkę Australii. Jak przyznała Niemka po meczu, sama nie wierzyła, że dane jej będzie jeszcze zagrać w tym roku w Melbourne.

     

    “Pięć minut przed jego rozpoczęciem dowiedziałem się, że zagram mecz. Właściwie mój lot był zarezerwowany na jutro rano. Nie miałem zbyt wielkich nadziei, ale wiele osób mówiło mi, że powinnam być dobrej myśli. Cieszę się, że tu zostałam” – powiedziała cytowana przez n-tv.de

     

    Wycofanie Kalinskiej nie tylko stawia pod dużym znakiem zapytania jej kolejne występy w pierwszej części sezonu, ale oznacza też spadek w rankingu WTA. 26-latka w Melbourne broniła punktów otrzymanych za ubiegłoroczny ćwierćfinał i już teraz wiadomo, że straci 430 “oczek”. A to oznacza spadek na 18. pozycję w wirtualnym zestawieniu. 

  • Przeczytali z ust Roberta Lewandowskiego po finale. “Musisz zostać”

    Przeczytali z ust Roberta Lewandowskiego po finale. “Musisz zostać”

    Wciąż sporo mówi się o odejściu Ronalda Araujo z Barcelony. Po finale Superpucharu Hiszpanii do akcji miał wkroczyć Robert Lewandowski, który chce przekonać 25-latka do pozostania w stolicy Katalonii. Polski napastnik nie zostawił wątpliwości, a jego słowa zrozumieć spróbowali specjaliści od czytania z ruchu ust.

    Piłkarze FC Barcelona po efektownej wygranej 5:2 z Realem Madryt sięgnęli po Superpuchar Hiszpanii w Dżuddzie, a podczas pomeczowej dekoracji dziennikarze skupili się m.in. na zachowaniu Roberta Lewandowskiego

     

    Telewizyjne kamery uchwyciły krótką pogawędkę snajpera Blaugrany z prezydentem Królewskich Florentino Perezem, a także rozmowę Polaka z Rolandem Araujo. I wyczytali z jego ust słowa, które skierował do reprezentanta Urugwaju.

     

    Ronald, musisz zostać. Przynajmniej do końca sezonu. Zagrasz tutaj, zobaczysz” — miał powiedzieć reprezentant Polski do obrońcy, którego dni w stolicy Katalonii, według medialnych doniesień, są policzone. Araujo przymierzany jest przede wszystkim do Juventusu.

     

    25-latek miał już nawet ustalić warunki kontraktu ze Starą Damą. Araujo w szeregach Dumy Katalonii występuje od 2020 r. W tym sezonie długo pauzował z powodu kontuzji, a w finale Superpucharu Hiszpanii pojawił się na placu gry w miejsce kontuzjowanego Inigo Martineza

     

     

  • Dramat pogromczyni Igi Świątek, nawet nie wyszła na kort. A była rozstawiona

    Dramat pogromczyni Igi Świątek, nawet nie wyszła na kort. A była rozstawiona

    W ostatnich dniach świat tenisa obiegła zaskakująca informacja: zawodniczka, która wcześniej pokonała Igę Świątek, nie pojawiła się na korcie podczas kolejnego turnieju, mimo że była rozstawiona.

     

    Iga Świątek, polska tenisistka i była liderka rankingu WTA, w ostatnich miesiącach zmagała się z różnymi wyzwaniami na korcie. Po dłuższej przerwie spowodowanej problemami zdrowotnymi powróciła do rywalizacji, jednak jej forma była daleka od optymalnej. Podczas turnieju w Dubaju w lutym 2024 roku, w półfinałowym meczu z Anną Kalinską, Świątek przegrała po zaciętej walce. W trakcie tego spotkania Polka, wyraźnie zmęczona, rzuciła rakietą o kort, co tłumaczyła później brakiem sił i bezsilnością w obliczu trudności na korcie.

     

    Niedawno okazało się, że Anna Kalinska, która była rozstawiona w kolejnym turnieju, nie pojawiła się na korcie, rezygnując z udziału w zawodach. Powody tej decyzji nie są do końca jasne, jednak spekuluje się, że mogą one być związane z problemami zdrowotnymi lub osobistymi zawodniczki.

     

    Sytuacja ta pokazuje, jak nieprzewidywalny i wymagający jest świat zawodowego tenisa. Zawodniczki i zawodnicy muszą mierzyć się nie tylko z przeciwnikami na korcie, ale także z własnymi ograniczeniami, kontuzjami i presją związaną z oczekiwaniami kibiców oraz mediów.

     

    Iga Świątek, mimo ostatnich trudności, kontynuuje przygotowania do kolejnych turniejów, starając się odzyskać formę i pewność siebie na korcie. Jej determinacja i profesjonalizm są inspiracją dla wielu młodych sportowców na całym świecie.

     

    Miejmy nadzieję, że zarówno Świątek, jak i Kalinska wkrótce powrócą do pełni sił i będą mogły cieszyć kibiców swoimi występami na najwyższym poziomie.

     

     

  • Piotr Żyła musiał przegrać tę walkę. Zakopane to zaledwie przygrywka

    Piotr Żyła musiał przegrać tę walkę. Zakopane to zaledwie przygrywka

    Znamy skład na Puchar Świata w Zakopanem i trzeba uczciwie powiedzieć, że tak naprawdę zaskoczeń tutaj nie ma, przynajmniej w obecnych realiach polskich skoków. Pisaliśmy, że Thomas Thurnbichler będzie musiał odstawić jednego z gigantów i tak się stało. Piotr Żyła na Wielkiej Krokwi nie wystąpi. To jednak niczego nie zamyka, wręcz przeciwnie, otwiera dwa zupełnie inne pola do walki. I wszyscy w środku o tym wiedzą. Przed nami bitwa o najważniejszy punkt sezonu.

     

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Paweł Wąsek, Aleksander Zniszczoł, Jakub Wolny, Dawid Kubacki i Kamil Stoch – ta piątka powalczy w piątek w kwalifikacjach o miejsce w niedzielnym konkursie. Trudno sobie wyobrazić, że komuś się nie uda, chociaż ostatnio to wcale nie jest takie abstrakcyjne. Tyle tylko, że gdzie, jak nie na skoczni, którą każdy z nich zna jak własną kieszeń, Polacy mają osiągać przyzwoite wyniki? Zresztą, Wąsek jest akurat na tyle mocny, że śmiało może zerkać w kierunku podium. Reszta będzie celować w drugą serię. Jest jednak coś jeszcze

     

    To piątkowe kwalifikacje zdecydują o tym, kogo obejrzymy w sobotniej drużynówce. Miejsca są cztery i dzisiaj trudno wskazać pewniaka poza Wąskiem. Kubacki, w którego przemianę wierzy Thurnbichler, skacze tak naprawdę bardzo nierówno. Zniszczoł i Wolny trochę lepiej, choć też słowo “stabilność” nie jest ostatnio ich ulubionym. Stoch wrócił po przerwie i spokojnym treningu w czasie Turnieju Czterech Skoczni i zajął drugie miejsce w mistrzostwach Polski, ale Thurnbichler najwyraźniej nie ma wcale przekonania do poprawy Kamila (który trenuje z Michalem Doleżalem i Łukaszem Kruczkiem, a nie Austriakiem), skoro wyżej cenił wyraźnie słabszego Kubackiego i czekał na wyniki Pucharu Kontynentalnego, żeby podjąć ostateczną decyzję. W Klingenthal jednak nikt nie skakał i Kamil wskoczył do składu. Bo w wyborze między nim a Piotrem Żyłą Thomas nie mógł postawić dzisiaj inaczej, ten ostatni jest cieniem siebie.

     

    No więc z piątki znowu ktoś odpadnie, a to też będzie rzutować na kolejne tygodnie. Bo naprawdę duża gra toczy się o coś innego – miejsce w składzie na mistrzostwa świata w Trondheim. W tym sezonie nie ma ważniejszej imprezy i wszyscy o tym wiedzą.

     

    Kamil Stoch debiutował w MŚ, gdy Paweł Wąsek nie miał sześciu lat

    Zaczynają się 27 lutego, ale wyścig już trwa. Wiadomo, że dzisiaj w trudniejszej sytuacji jest Żyła i ci, którzy nie skakali w Klingenthal niż kadra na Zakopane, ale tu może być jeszcze dużo zwrotów akcji. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz jeszcze kilka tygodni temu nie chciał mówić o zmianie pokolenia, ale dzisiaj jest już inaczej.

     

    Jeszcze dwa czy trzy lata temu nieobecność w takiej imprezie Stocha, Żyły czy Kubackiego oznaczałaby, że mają naprawdę poważną kontuzję, bo w innych okolicznościach nie oddawali miejsca nikomu. No i zdobywali medale. Zresztą, gdyby zabrakło w składzie Piotra, to znaczyłoby, że nie miałby szansy bronić złota na normalnej skoczni z 2023 r. (a wygrał też w 2021 r.!

     

    O historii nikt nie zapomina, ale gdyby Thurnbichler wybierał dzisiaj, to właśnie Żyła zostałby w domu, a Stoch wcale nie miałby pewnego miejsca w składzie drużyny. Kubacki zresztą też. To nie znaczy, że trzeba tę trójkę skreślić, bo tylko głupiec skreśla gigantów, ale warto sobie uświadomić, jakie mamy aktualnie realia.

     

    Długo odsuwaliśmy od siebie myśl, że to kiedyś nastąpi, ale taka jest prawda. Bo warto pamiętać, że gdy Kamil startował w pierwszych mistrzostwach świata w 2005 r., to obecny lider, czyli Paweł, nie miał jeszcze sześciu lat. Teraz stoją obok siebie na podium mistrzostw Polski. Kamil potrafi się mobilizować na kluczowe momenty, dowiódł tego choćby czwartym miejscem podczas ostatnich igrzysk. Teraz też zrobi wszystko, bo najbardziej nie znosi przeciętniactwa. Podobnie jest z Żyłą, a i w Dawidzie trener musi widzieć już więcej niż większość obserwatorów. Nikt nie będzie miał prawa być zaskoczony, gdy to trzech weteranów z młodym Wąskiem będziemy oglądać w Norwegii za kilka tygodni, ale tak samo będzie, jeśli któregoś z nich zabraknie.

     

    I w sumie takiej sytuacji chcieliśmy od lat, kiedy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, jak szybko mija czas. Z jedną poprawką, rzecz jasna. Że ta walka o miejsce w składzie będzie toczyła się w okolicy podium czy chociaż pierwszej, a nie trzeciej dziesiątki…

     

     

  • W Australii nie odpuścili Idze Świątek. Zapytali o doping. Nie uciekła

    W Australii nie odpuścili Idze Świątek. Zapytali o doping. Nie uciekła

    W Australii nie odpuścili Idze Świątek. Zapytali o doping. Nie uciekł

     

    “To była chyba największa nauka, jaką wyniosłam” — powiedziała Iga Świątek, gdy została zapytana o doświadczenia i wnioski związane z ostatnimi miesiącami kariery. Polka znalazła pozytywy wynikające z koszmaru, jaki przeszła w związku z przypadkowym zażyciem niedozwolonej substancji.

     

    Dziennikarze obsługujący tegoroczny Australian Open nie mogli pominąć kwestii dopingu w rozmowie z Igą Świątek. Polka wyjaśniła, jak duże znaczenie miała cała sytuacja i jak wpłynie na jej życie.

     

    Niezwykle ważna lekcja dla Igi Świątek

    “Przede wszystkim zaakceptowałam fakt, że czasem nie mam kontroli nad pewnymi sprawami. Takie sytuacje mogą się zdarzyć, a wtedy musisz sobie z nimi poradzić. Na pewno to była ważna lekcja. Myślę, że pomoże mi to również w innych aspektach mojego życia. To była chyba największa nauka, jaką wyniosłam” – powiedziała wiceliderka światowego rankingu.

     

    Polka przypadkowo zażyła niedozwolony środek

     

    Wspomniane wydarzenia związane były z trudnym i wyczerpującym okresem, który zaczął się w drugiej połowie ubiegłych wakacji. Wówczas u Świątek stwierdzono obecność zakazanej substancji – trimetazydyny (TMZ), która przedostała się do jej organizmu poprzez preparat melatoniny, mający pomóc tenisistce w radzeniu sobie z problemami ze snem oraz zmianami stref czasowych. Świątek nie przyjęła TMZ świadomie, co zostało udowodnione i pozwoliło na złagodzenie kary. Mimo to cały proces był dla niej wyjątkowo trudnym doświadczeniem.

     

    Cała sytuacja była dla Świątek koszmarem

    W rozmowie z kanałem “Tennis Insider Club” na YouTube, liderka rankingu wróciła wspomnieniami do tamtych wydarzeń: “To było straszne. Szczerze mówiąc, nie lubię tenisa aż tak bardzo, żeby musieć przez coś takiego przechodzić. Gdyby to przydarzyło mi się po raz drugi, nie wiem, czy dałabym radę ponownie się z tym zmierzyć” – przyznała otwarcie.

  • A jednak są szanse na mecz Huberta Hurkacza w telewizji. Oto szczegóły

    A jednak są szanse na mecz Huberta Hurkacza w telewizji. Oto szczegóły

    A jednak są szanse na mecz Huberta Hurkacza w telewizji. Oto szczegół

     

    Jest szansa, że polscy kibice będą mogli obejrzeć mecz Huberta Hurkacza w pierwszej rundzie Australian Open w telewizji. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwają dwa spotkania na dwóch głównych kortach. Spokojniejsi możemy być o transmisję spotkania Kamila Majchrzaka.

     

    Ze względu na decyzję organizatorów do godziny 6.00 rano w Eurosporcie 1 oraz Eurosporcie 2 codziennie są transmitowane spotkania z dwóch głównych aren (Rod Laver i Margaret Court Arena). Właśnie z tego powodu polscy kibice nie mogli zobaczyć w telewizji meczu Igi Świątek z Kateriną Siniakovą. Polka wygrała 6:3, 6:4, ale przez konieczność rozgrywania starcia na trzecim korcie, jej mecz był pokazywany wyłącznie w internetowej platformie Max.

     

    14 stycznia około godziny 3.00 czasu polskiego do gry wejdzie Hubert Hurkacz. Spotkanie Polaka z Tallonem Griekspoor odbędzie się na 1573 Arena jako drugie spotkanie od godz. 1.00 czasu polskiego. Przed Polakiem i Holendrem na tym obiekcie rywalizować będą panie — Beatriz Haddad Maia powalczy z Julią Rierą. Jako czwarty na korcie numer 8 do gry powinien wyjść Kamil Majchrzak w starciu z Pablo Carrena Bustą (182. ATP). Właśnie przekazano informacje o transmisji meczu polskich tenisistów.

     

    Kiedy mecz Huberta Hurkacza? Gdzie obejrzeć Australian Open?

    “Spotkania Polaków w całości do obejrzenia na platformie Max. Mecz Majchrzaka także w polskim oknie w Eurosporcie 1. Pojedynek Hurkacza może trafić na antenę Eurosportu 1 lub Eurosportu 2 w zależności od czasu trwania innych starć” — przekazał Eurosport Polska.

  • Hubert Hurkacz poznał kolejnego rywala. Już raz z nim przegrał

    Hubert Hurkacz poznał kolejnego rywala. Już raz z nim przegrał

    Hubert Hurkacz poznał kolejnego rywala. Już raz z nim przegra

     

    Od imponującego zwycięstwa Hubert Hurkacz rozpoczął Australian Open. Polak ograł Tallona Griekspoora 7:5, 6:4, 6:4 i bez straty seta awansował do drugiej rundy. Ćwierćfinalista poprzedniej edycji poznał już kolejnego przeciwnika. Będzie nim Miomir Kecmanović. Polak ma z Serbem mieszane wspomnienia.

     

    Polak od początku do końca spotkania z Tallonem Griekspoorem zagrał bardzo skutecznie, świetnie serwował i przy tym doskonale prezentował się pod względem fizycznym, a to po zeszłorocznej kontuzji jest niezwykle pozytywny znak.

     

    Kolejny trudny rywal na drodze Huberta Hurkacza. Mieszane wspomnienia

    Przed Polakiem kolejne wyzwanie. W drugiej rundzie zagra z Miomirem Kecmanoviciem. Sklasyfikowany obecnie na 51. miejscu w rankingu ATP tenisista w przeszłości był już notowany na 27. pozycji. W pierwszej rundzie ograł rodaka Dusana Lajovicia (80. ATP) 7:5, 3:6, 6:3, 3:6, 6:3.

     

    25-latek sezon rozpoczął od porażki w pierwszej rundzie w Hongkongu. Drugi start był już w jego wykonaniu znacznie lepszy. W Adelajdzie dotarł aż do półfinału, w którym musiał uznać wyższość Sebastiana Kordy, przegrywając 3:6, 6:7 (4-7).

     

    W bezpośredniej rywalizacji Hurkacz remisuje z Kecmanoviciem 1:1. Serb ograł naszego tenisistę po trudnej walce w 2019 r. na mączce w Rzymie w trzech setach, a odwrotnym rezultatem zakończył się ich mecz na twardej nawierzchni w 2023 r. w Toronto.

     

    W przypadku ewentualnego zwycięstwa w trzeciej rundzie Polak może zagrać z Włochem Matteo Berrettinim lub Duńczykiem Holgerem Rune.

     

    Przypomnijmy, że do drugiej rundy Australian Open awansowały również Iga Świątek i Magdalena Fręch. Z rywalizacji odpadły z kolei Magda Linette i Maja Chwalińska. O awans we wtorek powalczy jeszcze Kamil Majchrzak, którego czeka trudne spotkanie z PabloCarreno Bustą.

     

  • Miażdżąca moc Huberta Hurkacza w AO! Z nim nigdy tak nie wygrywał, aż do teraz

    Miażdżąca moc Huberta Hurkacza w AO! Z nim nigdy tak nie wygrywał, aż do teraz

     

    Miażdżąca moc Huberta Hurkacza w AO! Z nim nigdy tak nie wygrywał, aż do teraz

     

    Wyśmienite danie zaserwował polskim kibicom Hubert Hurkacz na początek Australian Open! Polak w trzech setach 7:5, 6:4, 6:4 pokonał Tallona Griekspoora. Holender w przeszłości potrafił napsuć Hurkaczowi mnóstwo krwi. Choć mecz trwał ponad dwie godziny, to w tym przypadku śmiało można pisać o “ekspresowym” zwycięstwie. W drugiej rundzie Polak zmierzy się z Serbem Miomirem Kecmanoviciem.

    Po pasjonującym ćwierćfinałowym boju z Daniiłem Miedwiediewem Hubert Hurkacz zakończył zeszłoroczną rywalizację w Australian Open. Wówczas dotarł najdalej ze wszystkich Polaków startujących w Melbourne.

    Przed tegoroczną edycją turnieju wielkim znakiem zapytania była kwestia jego zdrowia. Czy po kontuzji, jaką odniósł podczas Wimbledonu i długiej rehabilitacji, jest już w stanie grać dwutygodniowy turniej do trzech wygranych setów?

    Dodatkowo Polak w drugiej połowie ubiegłego roku zamienił Craiga Boyntona na duet Nicolas Massu i Ivan Lendl. Owoców ich współpracy najpewniej będzie można oczekiwać w dalszej części sezonu, ale już w Melbourne powinniśmy obserwować pierwszych korekt w grze Hurkacza.

    Wymagający rywal na początek. Mieszane wspomnienia Hurkacza

    W Melbourne od początku czekało go bardzo wymagające zadanie. Nie dość, że bronił osiągniętego ćwierćfinału, to jeszcze w pierwszej rundzie wylosował rywala, z którym w przeszłości grało mu się wyjątkowo niewygodnie.

    Z Griekspoorem jak dotąd rywalizował czterokrotnie. Każdy z nich wygrał po dwa mecze. Ciekawostką jest, że wszystkie kończyły się na pełnym dystansie setów. Holender nie ma dobrych wspomnień z tenisistami z najlepszej dwudziestki rankingu ATP w meczach wielkoszlemowych — dotychczas wszystkie siedem takich meczów przegrał. Trenowany przez Kristofa Vliegena Griekspoor jest tenisistą uniwersalnym i z powodzeniem gra na wszystkich nawierzchniach.

    Zachwycająca skuteczność Hurkacza. Rywal był bezradny

    Pierwszy set układał się zgodnie z przewidywaniami. Obaj pewnie serwowali, ale to Hurkacz lepiej returnował, dzięki czemu wypracował sobie kilka break pointów. Mecz niemal od początku nie układał się po myśli Holendra. W kłopoty wpędził się już przy stanie 2:3, ale wówczas nie dał sobie wyrwać gema. Podobnie było przy stanie 4:5. Wówczas Hurkacz wywalczył sobie nawet trzy piłki setowe, ale i tym razem Holender wytrzymał presję i utrzymał podanie. Polak wszystko, co najlepsze zachował na decydujący fragment seta. Prowadząc 6:5, popisał się kilkoma fantastycznymi akcjami i przełamał Griekspoora bez straty punktu na 7:5.

    Nieco bardziej przewrotny był drugi set. Hurkacz co prawda wykorzystał swój moment i słabość przeciwnika, przełamując go na 2:0, ale przewagi 4:1 nie utrzymał. Stracił serwis i pozwolił Griekspoorowi doprowadzić do wyrównania 4:4. W końcówce Polak znów pokazał wielką klasę. Nie spieszył się, szczególnie widząc, że rywal jest coraz bardziej niecierpliwy. Jednocześnie od czasu do czasu zaskakiwał Holendra wygranymi uderzeniami po prostej.

    Hurkacz w całym meczu popełnił bardzo mało błędów. Jego wtorkowy rywal wręcz przeciwnie. Im bardziej zaawansowana faza seta, tym mniej zimnej krwi zachowywał. Drugiego seta podobnie jak poprzedniego przegrał po przełamaniu. Tym razem na 4:6.

    W trzecim secie niewiele się zmieniło. Gra Griekspoora falowała, a swobodnie uderzający Hurkacz od czasu do czasu potrafił wpędzić rywala w spore kłopoty. Podobnie jak w pierwszym secie Hurkacz nie bronił żadnego break pointa, a jego rywal musiał aż ośmiu. Najpierw w czwartym gemie, wówczas utrzymał serwis, a następnie przy stanie 5:4 dla Hurkacza. Polak od początku do końca meczu pozostawał niewzruszony. Wykorzystywał najmniejsze błędy i niepewność Griekspoora i za szóstym podejściem przełamał Holendra na zwycięstwo w całym meczu.

    Holender łącznie popełnił aż 46 niewymuszonych błędów przy 35 zagraniach kończących. Hurkacz posłał na połowę rywala aż 39 winnerów przy 23 błędach własnych.

    W drugiej rundzie Polak zagra z Serbem Miomirem Kecmanoviciem.