Category: Disclaimer

  • Świat już uwierzył w sensację dekady w Australian Open. Finalista wpadł w szał

    Świat już uwierzył w sensację dekady w Australian Open. Finalista wpadł w szał

    Świat już uwierzył w sensację dekady w Australian Open. Finalista wpadł w sza

     

    Pierwsza runda dla ubiegłorocznego finalisty Australian Open Daniiła Miedwiediewa miała być tylko przetarciem przed dalszą częścią turnieju. Jego rywalem był 418. tenisista na świecie Kasidit Samrej. Tajlandczyk postawił się jednak faworytowi, prowadził nawet w setach 2:1, lecz problemy zdrowotne nie pozwoliły na sprawienie jednej z największej sensacji w historii zmagań w Melbourne. Rosjanin wygrał 6:2, 4:6, 3:6, 6:1, 6:2, lecz to spotkanie kosztowało go sporo nerwów. Pod koniec trzeciej partii wpadł w furię, roztrzaskał swoją rakietę o siatkę i przy okazji zniszczył zawieszoną na niej kamerę.

     

    Trzecia dnia Australian Open turniej rozpoczął ubiegłoroczny finalista Daniił Miedwiediew. Rosjanin na papierze miał rywala, który dla niego miał być jedynie szybką rozgrzewką na dalszą część turnieju. Mierzył się z reprezentantem Tajlandii Kasiditem Samrejem, który w rankingu ATP jest dopiero 418., a do drabinki głównej turnieju dostał się dzięki otrzymaniu “dzikiej karty”.

     

    Pierwsza partia dla piątego tenisisty świata była spacerkiem. Już w pierwszym gemie przełamał rywala, który nie miał za wiele do powiedzenia. Samrej stracił swój serwis raz jeszcze, a Miedwiediew zwyciężył 6:2 i nic nie zapowiadało tego, co stało się kilka minut później.

     

    Po chwili przerwy Samrej wyszedł na kort odmieniony. Zaczął grać z dużo wyżej sklasyfikowanym rywalem jak równy z równym. W szóstym gemie miał nawet dwie okazje na przełamanie, lecz ich nie wykorzystał. Natomiast przełamał rywala kilka minut później i jednocześnie wyrwał faworytowi seta, co już było ogromną sensacją.

     

    Rosjanin po przegraniu partii zaczął tracić pewność siebie, co był widać w trzecim secie. Samrej natomiast była na fali. Udawało mu się praktycznie wszystko. W ósmym gemie sensacyjnie po raz kolejny przełamał Miedwiediewa, a w kolejnym stanął przed szansą na wyjście na prowadzenie w meczu.

     

    Dziewiąty gem był niesamowicie emocjonujący. Więcej zimnej krwi zachował jednak Samrej. Reprezentant Tajlandii dopiero za czwartym razem wykorzystał piłkę setową, a przed Rosjaninem pojawiło się widmo jednej z największej sensacji w historii całego turnieju. Od 21 lat finalista turnieju nie przegrał w pierwszej rundzie.

     

    Skandaliczne zachowanie Rosjanina

    Najwięcej uwagi przykuło jednak zachowanie Rosjanina, któremu puściły nerwy. Miedwiediew przy wyniku 15:30 źle wyczuł intencje rywala, podbiegł do siatki i nie sięgnął piłki zagranej przez Samreja. Po starcie punktu roztrzaskał swoją rakietę o siatkę i jednocześnie zniszczył włożoną w nią kamerę.

     

    Miedwiediew powinien wyjść na kort i sam naprawiać to, co popsuł. A jak nie, to dyskwalifikacja. Karygodne zachowanie Daniiła” — czytamy na profilu X portalu “Z kortu”.

     

    Kłopoty zdrowotne 418. tenisisty świata

    Kiedy naprawiono w siatce zniszczoną kamerę, tenisiści wrócili do gry. Miedwiediew był wściekły, co przełożyło się na lepszą grę. Rosjanin szybko przełamał swojego rywala, który zaczął mieć problemy ze zdrowiem. Potrzebował przerwy medycznej. Kłopoty Tajlandczyka skrzętnie wykorzystał Rosjanin, który drugi raz go przełamał i doprowadził do remisu w setach, wygrywając 6:1.

     

    Kłopoty ze zdrowiem w decydującym secie nie opuszczały Samreja. Na wstępie przegrał gema przy własnym serwisie, a spotkanie stało się bardzo jednostronne. Tym samym Miedwiediew uniknął sensacji ze swoim udziałem i wygrał ostatecznie 6:2, 4:6, 3:6, 6:1, 6:2. Można się jednak zastanawiać, co by było gdyby Samrej nie miał problemów zdrowotnych w czwartym i piątym secie. Rosjanin zmierzy się teraz z kwalifikantem Learnerem Tienem, który pokonał 4:6, 7:6(3), 6:3, 5:7, 6:4 Camilo Ugo Carabelli.

  • Zwrot akcji w Barcelonie, to ma być zastępca Lewandowskiego. Flick zdecydowany

    Zwrot akcji w Barcelonie, to ma być zastępca Lewandowskiego. Flick zdecydowany

     

    Zwrot akcji w Barcelonie, to ma być zastępca Lewandowskiego. Flick zdecydowan

    Robert Lewandowski zaliczył świetny początek sezonu. W dużej mierze dzięki niemu wciąż pozostaje jednym z najskuteczniejszych snajperów w Europie. Nie ulega jednak wątpliwości, że kapitan reprezentacji Polski zbliża się do końca kariery, a do tego w FC Barcelona brakuje mu naturalnego zastępcy. Hansi Flick znalazł na rynku rozwiązanie tej kwestii i naciska na swojego pracodawcę, by popracował nad tym transferem już teraz. “Blaugrana” nie ma wiele czasu.

    Robertowi Lewandowskiemu brakuje alternatywy w kadrze FC Barcelona. Jak przekonują dziennikarze katalońskiego “Sportu”, Hansi Flick naciska na posiłki z Premier League.

    To on rozwiąże ofensywne problemy FC Barcelona? Hansi Flick chce gracza z Premier LeagueNa początku 2025 roku FC Barcelona zdaje się wracać na odpowiednie tory. Wpadki z końcówki minionego roku sprawiły, że sytuacja “Blaugrany” w La Lidze zmieniła się z wymarzonej w bardzo skomplikowaną. Na półmetku rozgrywek traci do liderującego Atletico Madryt sześć punktów, a do Realu – pięć. Styczeń rozpoczął się jednak dla podopiecznych Hansiego Flicka od starć pucharowych, a w nich nie zawiedli. Najpierw odprawili z kwitkiem UD Barbastro (4:0) w Pucharze Króla, a następnie sięgnęli po Superpuchar Hiszpanii, pokonując Athletic (2:0) i “Królewskich” (5:2).

    W tych trzech starciach Robert Lewandowski strzelił trzy bramki. Biorąc pod uwagę najsilniejsze ligi i rozgrywki europejskie, nikt nie strzelił więcej bramek, niż Polak (26). Patrząc ogólnie, lepsze wyniki od niego notuje tylko Viktor Gyokeres (32 gole na wszystkich frontach), występujący jednak w słabszej lidze portugalskiej. Pomimo tak spektakularnych wyników, Hansi Flick zdaje sobie sprawę, że w kadrze brakuje mu alternatywy dla “Lewego”. Polak ma 36 lat i nieraz potrzebuje oddechu, opuszczając wcześniej murawę. Trener z pewnością chciałby mieć też komfort posiadania opcji posadzenia weterana na ławce rezerwowych – póki co zdecydował się na ten manewr zaledwie raz. Ferran Torres potrafił okazać się przydatny jako rezerwowy, ale nie przekonuje on jako realne zastępstwo na “dziewiątce”.Kogoś takiego widzi Flick w Marcusie Rashfordzie. Nie jest tajemnicą, że Anglik chce jeszcze zimą odejść z Manchesteru United na wypożyczenie. Sytuacja jest niełatwa, bo 27-latek inkasuje wysoką pensję, a “Blaugrana” wciąż ma spore problemy finansowe. Według doniesień “Sportu”, Flick naciska jednak na władze klubu, by te sprowadziły mu wychowanka “Czerwonych Diabłów”. Katalończycy nie mają jednak wiele czasu. To samo źródło przekonuje, że Anglik czeka na oferty zaledwie do środy 15 stycznia

    Ansu Fati “ofiarą” przyjścia Rashforda? Jasny sygnał od treneraZnaleźć miejsce dla Rashforda w liście płac nie będzie łatwo. Sytuację poprawić może Ansu Fati. Hiszpan, jeszcze nie tak dawno uznawany za diament akademii Barcelony, obecnie nie bierze właściwie udziału w spotkaniach. W obu meczach Superpucharu Hiszpanii 22-latek znalazł się poza kadrą. To klarowny sygnał od Flicka, który ewidentnie nie liczy już na skrzydłowego – i to pomimo że w kadrze praktycznie nie ma rezerwowych atakujących. W hierarchii przed nim znalazł się nawet 16-letni Toni Fernandez, który zasiadł na ławce przeciwko Athleticowi.

    Fati nie może liczyć na grę w stolicy Katalonii, ale w hiszpańskiej lidze o nim nie zapomnieli. “Sport” donosi, że jego usługami interesują się poważne firmy: Real Betis, Sevilla FC, Girona FC oraz Valencia CF. Problemem z jego transferem stanowić może jednak wysoka pensja, zupełnie nielicująca z obecnym poziomem sportowym 22-latka. Być może jednak Barcelona znajdzie rozwiązanie z jednym z zainteresowanych klubów, co pozwoliłoby znaleźć finansową przestrzeń dla zarejestrowania Rashforda. Na ten moment brakuje jednak konkretnych ofert w sprawie Fatiego, który w tym sezonie rozegrał zaledwie osiem spotkań, nie notując w nich bramki czy asysty.

  • Oto co Wąsek dostał po życiowym wyniku w PŚ. Thurnbichler aż się roześmiał

    Oto co Wąsek dostał po życiowym wyniku w PŚ. Thurnbichler aż się roześmiał

    Paweł Wąsek osiągnął życiowy sukces, zajmując piąte miejsce w konkursie Pucharu Świata w Innsbrucku podczas Turnieju Czterech Skoczni. To najlepszy wynik 25-letniego skoczka w dotychczasowej karierze, który uplasował go na dziewiątej pozycji w klasyfikacji generalnej TCS.

     

    Po zakończonym skoku trener reprezentacji Polski, Thomas Thurnbichler, wyraził swoje uznanie dla podopiecznego, serdecznie go obejmując. Wąsek w rozmowie z Eurosportem ujawnił, że Austriak powiedział mu: “Zasłużyłeś na to. Dobra robota”.

     

    Wąsek, komentując swój występ, podkreślił znaczenie zachowania spokoju podczas skoku: “Cieszę się z tego, że jak siadałem na belce, to zachowałem spokój. Odciąłem się od tego, co chciała głowa”.

     

    Mimo imponującego skoku, sędziowie przyznali Wąskowi niższe noty za styl. Skoczek odniósł się do tego, mówiąc: “Staram się skakać stylowo najlepiej, jak potrafię. […] Chciałbym, żeby wszyscy byli sprawiedliwie oceniani, ale nie mam na to wpływu”.

     

    Thomas Thurnbichler, oceniając występ Wąska, wyraził nadzieję, że ten wynik doda mu pewności siebie: “Myślę, że przed Pawłem świetna przyszłość”.

     

    Paweł Wąsek dołączył do elitarnego grona polskich skoczków, którzy zakończyli Turniej Czterech Skoczni w pierwszej dziesiątce, co wcześniej udało się m.in. Adamowi Małyszowi i Kamilowi Stochowi.

     

    Jego sukces jest dowodem na skuteczność metod treningowych Thurnbichlera, który wcześniej współpracował z nowym triumfatorem TCS, Danielem Tschofenigiem. Austriacki trener cieszy się pełnym zaufaniem Wąska, co przekłada się na coraz lepsze wyniki polskiego skoczka.

     

     

  • Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Do niespodzianki doszło w 1. rundzie kobiecego turnieju Australian Open. Powracająca po serii kontuzji Emma Raducanu (61. WTA) pokonała Jekatierinę Aleksandrową (31. WTA) 7:6(4), 7:6(2). Brytyjka może być rywalką Igi Świątek w 3. rundzie turnieju.

     

    – Mój serwis działał, jak chciał – z rozbrajającą szczerością rzuciła Emma Raducanu, która niespodziewanie awansowała do 2. rundy Australian Open. Niespodziewanie, bo Brytyjka nie tylko nie była faworytką meczu z Jekatieriną Aleksandrową, ale w całym spotkaniu popełniła aż 15 podwójnych błędów serwisowych!

     

    – Ich liczba była dla mnie bardzo niekomfortowa, ale to coś, co musiałam zaakceptować. Wciąż pracuję nad swoim serwisem. Jego kiepski poziom wynikał też z nerwów, które zawsze towarzyszą spotkaniom 1. rundy – dodała Brytyjka, która pokonała przeciwniczkę z Rosji 7:6(4), 7:6(2).

     

    Statystyki serwisu obu zawodniczek najlepiej obrazują, jak szalone i zmienne było to spotkanie. Raducanu miała aż 15 podwójnych błędów serwisowych przy zaledwie czterech takich błędach przeciwniczki. Z drugiej strony Brytyjka zagrała dziewięć asów przy tylko jednym Aleksandrowej.

     

    W pierwszym secie zawodniczki przełamywały się aż po cztery razy. W pierwszym i trzecim gemie szanse na to miała Aleksandrowa, jednak nie wykorzystała ona trzech break pointów. W czwartym gemie sztuka ta udała się Raducanu, która objęła prowadzenie 3:1. Tylko na chwilę.

     

    Ta partia rozpoczęła serię czterech gemów z rzędu, które wygrywały odbierające serwis. Przy stanie 4:4 i 5:5 Raducanu znów traciła swoje podanie, jednak w obu przypadkach momentalnie rewanżowała się przeciwniczce i ratowała się od porażki w secie.

     

    Niespodzianka na Australian Open

     

    W tie-breaku małych przełamań również nie brakowało. W decydującej partii lepsza była jednak Raducanu, która wygrała ją 7:4. Drugi set zaczął się tak jak skończył się pierwszy: od przełamania Aleksandrowej. Rosjanka szybko straciła podanie i niemal przez całą drugą partię goniła przeciwniczkę.

     

    Ta sztuka udała się jej dopiero przy stanie 3:4, kiedy odebrała serwis Raducanu i doprowadziła do remisu 4:4. Do końca seta zawodniczki przełamywały się jeszcze po razie i znów o losach partii rozstrzygnął tie-break. W nim dużo lepsza była Raducanu, która natychmiastowo objęła prowadzenie 6:0.

     

    Brytyjka przegrała pierwszą piłkę meczową przez podwójny błąd serwisowy. – To była wisienka na torcie – śmiała się po meczu Raducanu, która ostatecznie wygrała drugi tie-break 7:2.

     

    W 2. rundzie rywalką brytyjskiej zawodniczki będzie Amanda Anisimowa. Zwyciężczyni tego meczu w 3. rundzie zagra z lepszą z pary Iga Świątek – Rebecca Sramkova.

     

  • Świat już uwierzył w sensację dekady w Australian Open. Finalista wpadł w szał

    Świat już uwierzył w sensację dekady w Australian Open. Finalista wpadł w szał

    WTAWTA
    ATP
    ATP
    Australian Open
    AUSTRALIAN OPEN
    Roland Garros
    ROLAND GARROS
    Wimbledon
    WIMBLEDON
    US Open
    US OPEN
    WTA Finals
    WTA FINALS
    ATP Finals
    ATP FINALS
    SUPERLIGA
    PRZEGLĄD SPORTOWYTENISAUSTRALIAN OPENŚWIAT JUŻ UWIERZYŁ W SENSACJĘ DEKADY W AUSTRALIAN OPEN. FINALISTA WPADŁ W SZAŁ
    Świat już uwierzył w sensację dekady w Australian Open. Finalista wpadł w szał
    Konrad Rybak
    Konrad Rybak
    14 stycznia 2025, 08:34

    Iga Świątek
    Hubert Hurkacz
    Magda Linette
    Rafael Nadal
    Novak Djoković
    Roger Federer
    Nick Kyrgios
    Agnieszka Radwańska
    Serena Williams
    Daniił MiedwiediewDaniił Miedwiediew (Foto: Daniel Pockett/Getty Images, X/Eurosport / Getty Images)
    Pierwsza runda dla ubiegłorocznego finalisty Australian Open Daniiła Miedwiediewa miała być tylko przetarciem przed dalszą częścią turnieju. Jego rywalem był 418. tenisista na świecie Kasidit Samrej. Tajlandczyk postawił się jednak faworytowi, prowadził nawet w setach 2:1, lecz problemy zdrowotne nie pozwoliły na sprawienie jednej z największej sensacji w historii zmagań w Melbourne. Rosjanin wygrał 6:2, 4:6, 3:6, 6:1, 6:2, lecz to spotkanie kosztowało go sporo nerwów. Pod koniec trzeciej partii wpadł w furię, roztrzaskał swoją rakietę o siatkę i przy okazji zniszczył zawieszoną na niej kamerę.

    Trzecia dnia Australian Open turniej rozpoczął ubiegłoroczny finalista Daniił Miedwiediew. Rosjanin na papierze miał rywala, który dla niego miał być jedynie szybką rozgrzewką na dalszą część turnieju. Mierzył się z reprezentantem Tajlandii Kasiditem Samrejem, który w rankingu ATP jest dopiero 418., a do drabinki głównej turnieju dostał się dzięki otrzymaniu “dzikiej karty”.

    Pierwsza partia dla piątego tenisisty świata była spacerkiem. Już w pierwszym gemie przełamał rywala, który nie miał za wiele do powiedzenia. Samrej stracił swój serwis raz jeszcze, a Miedwiediew zwyciężył 6:2 i nic nie zapowiadało tego, co stało się kilka minut później.

    Po chwili przerwy Samrej wyszedł na kort odmieniony. Zaczął grać z dużo wyżej sklasyfikowanym rywalem jak równy z równym. W szóstym gemie miał nawet dwie okazje na przełamanie, lecz ich nie wykorzystał. Natomiast przełamał rywala kilka minut później i jednocześnie wyrwał faworytowi seta, co już było ogromną sensacją.

    Rosjanin po przegraniu partii zaczął tracić pewność siebie, co był widać w trzecim secie. Samrej natomiast była na fali. Udawało mu się praktycznie wszystko. W ósmym gemie sensacyjnie po raz kolejny przełamał Miedwiediewa, a w kolejnym stanął przed szansą na wyjście na prowadzenie w meczu.

    Dziewiąty gem był niesamowicie emocjonujący. Więcej zimnej krwi zachował jednak Samrej. Reprezentant Tajlandii dopiero za czwartym razem wykorzystał piłkę setową, a przed Rosjaninem pojawiło się widmo jednej z największej sensacji w historii całego turnieju. Od 21 lat finalista turnieju nie przegrał w pierwszej rundzie.

    Skandaliczne zachowanie Rosjanina
    Najwięcej uwagi przykuło jednak zachowanie Rosjanina, któremu puściły nerwy. Miedwiediew przy wyniku 15:30 źle wyczuł intencje rywala, podbiegł do siatki i nie sięgnął piłki zagranej przez Samreja. Po starcie punktu roztrzaskał swoją rakietę o siatkę i jednocześnie zniszczył włożoną w nią kamerę.

    Miedwiediew powinien wyjść na kort i sam naprawiać to, co popsuł. A jak nie, to dyskwalifikacja. Karygodne zachowanie Daniiła” — czytamy na profilu X portalu “Z kortu”.

     

  • Pokaz mocy Rybakiny w Australian Open. Miazga w 54 minuty

    Jelena Rybakina (7. WTA) od lat należy do elity damskiego tenisa. 2024 rok zakończyła z trzema tytułami na koncie, które zgarniała w Brisbane, Abu Dhabi i Stuttgarcie. W ramach przygotowań do nowego sezonu 25-latka wraz z reprezentacją Kazachstanu wystąpiła na United Cup, gdzie również szło jej świetnie. Aż do półfinału. Tam jej kadra zagrała z Polską, która okazała się lepsza.

     

    Co za start Rybakiny! Nie minęła godzina, a już było po sprawie

    W półfinale Rybakina stoczyła niezwykle pasjonujący i zacięty bój z Igą Świątek (2. WTA). Ostatecznie nasza zawodniczka pokonała ją 7:6(5), 6:4. Kazaszka zaprezentowała jednak bardzo solidną formę, którą jeszcze nieco bardziej podszlifowała na Australian Open!

     

    We wtorkowy poranek o godz. 5:15 polskiego czasu w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema zmierzyła się z 16-letnią Emerson Jones (293. WTA). Nastoletnia reprezentantka gospodarzy od początku była skazywana na pożarcie. I tak też się stało. Przez cały pojedynek Jelena Rybakina pozwoliła jej ugrać zaledwie dwa gemy. Siódma rakieta świata przeważała dosłownie na każdej płaszczyźnie i w każdej statystyce.

     

    W obu setach scenariusz był identyczny. Na samym początku partii Jones zdołała wygrać przy swoim podaniu, po czym do samego końca oglądaliśmy dominację ze strony kazachskiej tenisistki. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 6:1. Szczególne wrażenie robi czas, który Rybakina potrzebowała do zameldowania się w drugiej rundzie. Były to zaledwie 54 minuty.

     

    Dokładnie taki początek chciała zobaczyć Jelena. Uderzyła cztery asy z rzędu w pierwszym secie. Z taką bronią zawsze będzie faworytką do wygrania kolejnych turniejów wielkoszlemowych” – zachwycał się profil The Tennis Letter. Ciekawostką jest fakt, że przy stanie 5:1 przy swoim podaniu siódma rakieta świata przegrywała już 0:40. Wtedy to popisała się czterema asami pod rząd. Po ekspresowym zakończeniu meczu Jelena Rybakina pokazała też wielką klasę.

     

    Oglądałam trochę jej mecze. Kiedy nie znasz przeciwniczki, starasz się skupić na sobie. Wiem, że serwis jest kluczem w mojej grze. Skupiłam się na tym. Potrzebowałam kilku akcji, aby przyzwyczaić się do jej uderzeń. Jest bardzo młoda i utalentowana. Ma przed sobą wspaniałą przyszłość – mówiła Kazaszka prosto z kortu nt. 16-letniej rywalki. W drugiej rundzie Australian Open Rybakina zagra z Amerykanką Ivą Jovic (191. WTA).

  • Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Co za mecz w Australian Open! I to w drabince Świątek. Szaleństwo

    Do niespodzianki doszło w 1. rundzie kobiecego turnieju Australian Open. Powracająca po serii kontuzji Emma Raducanu (61. WTA) pokonała Jekatierinę Aleksandrową (31. WTA) 7:6(4), 7:6(2). Brytyjka może być rywalką Igi Świątek

    w 3. rundzie turnieju.

     

    Mój serwis działał, jak chciał – z rozbrajającą szczerością rzuciła Emma Raducanu, która niespodziewanie awansowała do 2. rundy Australian Open. Niespodziewanie, bo Brytyjka nie tylko nie była faworytką meczu z Jekatieriną Aleksandrową, ale w całym spotkaniu popełniła aż 15 podwójnych błędów serwisowych!

     

    Zobacz wideo Julia Szeremeta komentuje wyniki plebiscytu na najlepszego sportowca PolskiSzczęsny w końcu przemówił po El Clasico. Przyznał się, wypowiedź obiegnie świat

    Szczęsny w końcu przemówił po El Clasico. Przyznał się, wypowiedź obiegnie świat

  • Włodarze Australian Open zadecydowali ws. Aryny Sabalenki. Nie mieli wątpliwości

    Włodarze Australian Open zadecydowali ws. Aryny Sabalenki. Nie mieli wątpliwości

    Włodarze Australian Open zadecydowali ws. Aryny Sabalenki. Nie mieli wątpliwości

    Tegoroczna edycja Australian Open rozkręca się na dobre. Powoli dobiegają końca zmagania pierwszej rundy w singlu, a to oznacza, że już jutro część zawodniczek przystąpi do batalii o trzecią fazę turnieju. W środę zobaczymy w akcji tenisistki z górnej połowy drabinki, w tym m.in. Arynę Sabalenkę. Organizatorzy opublikowali już plan gier, gdzie zawarto także starcie Białorusinki. Włodarze nie mieli wątpliwości, by ponownie umieścić spotkanie z udziałem liderki rankingu WTA na Rod Laver Arena. Wiadomo też, co z pojedynkiem Magdaleny Fręch.

     

    W kolejnej fazie jej rywalką będzie Jessika Bouzas Maneiro. Reprezentantka Hiszpanii potrafiła już błysnąć w ubiegłym sezonie, np. eliminując broniącą trofeum na Wimbledonie Marketę Vondrousovą. Na otwarcie rywalizacji w stolicy stanu Wiktoria pokonała Sonay Kartal 6:1, 7:6(5). Tym razem na zawodniczkę z Półwyspu Iberyjskiego czeka jednak znacznie trudniejsze zadanie. To liderka rankingu WTA będzie zdecydowaną faworytką do awansu do trzeciej rundy

     

    Znamy plan gier na środę. Wtedy zobaczymy w akcji Arynę Sabalenkę i Magdalenę FręchOrganizatorzy Australian Open podali już plan gier na czwarty dzień rywalizacji w głównej drabince Australian Open. Tak jak można było przypuszczać, mecz z udziałem Aryny Sabalenki wyznaczono na główny obiekt, czyli Rod Laver Arena. Spotkanie Białorusinki z Bouzas Maneiro zaplanowano już jako pierwsze, a zatem rozpocznie się tuż po godz. 1:30 czasu polskiego.Jeśli chodzi o polskie akcenty w singlu, to jutro zobaczymy w akcji tylko Magdalenę Fręch. Zawodniczka KS Górnik Bytom jako jedyna Polka z górnej drabinki dostała się do drugiej rundy Australian Open. To efekt wygranej 6:4, 6:4 w starciu z rewelacją początku sezonu 2025 – Poliną Kudiermietową. W środę 27-latka powalczy o miejsce w 1/16 finału w potyczce z inną Rosjanką – Anną Blinkową. Ten pojedynek ruszy jeszcze wcześniej niż spotkanie z udziałem liderki rankingu WTA, bo o godz. 1:00 czasu polskiego.

     

    Od samego początku dnia będzie się sporo działo w Melbourne, bowiem o tych samych porach zostaną rozegrane także mecze z udziałem Jessiki Peguli (1:30) i Qinwen Zheng (1:00). Tym razem w sesji wieczornej na korcie centralnym zobaczymy Coco Gauff. Amerykanka zagra o awans do trzeciej rundy Australian Open z Jodie Burrage tuż po godz. 9:00 czasu polskiego. Co ciekawe, na żadną z trzech głównych aren nie trafił za to mecz Karoliny Muchovej z Naomi Osaką. One zagrają jako drugie od godz. 1:00 czasu polskiego na obiekcie Kia Arena (po starciu Samsonowa – Danilović).

     

  • Szczęsny w końcu przemówił po El Clasico. Przyznał się, wypowiedź obiegnie świat

    Szczęsny w końcu przemówił po El Clasico. Przyznał się, wypowiedź obiegnie świat

    Wojciech Szczęsny, polski bramkarz FC Barcelony, zabrał głos po swoim debiucie w El Clásico przeciwko Realowi Madryt, który zakończył się zwycięstwem Barcelony 5:2. W 56. minucie meczu Szczęsny otrzymał czerwoną kartkę za faul na Kylianie Mbappé, co zmusiło go do opuszczenia boiska.

     

    W swoim wpisie na Instagramie Szczęsny przyznał się do błędu: “Tak, podjąłem złą decyzję i zostałem odesłany z boiska w moim pierwszym El Clásico! Tak, to nie jest szczególnie miłe uczucie. Ale doświadczenie pozwala mi spojrzeć na sprawy z innej perspektywy”.

     

    Przypomniał również o swojej decyzji o zakończeniu kariery we wrześniu 2024 roku i późniejszym powrocie do gry: “We wrześniu przeszedłem na piłkarską emeryturę i cieszyłem się życiem na plażach i polach golfowych Marbelli. 4 miesiące później mogłem zagrać w grę, którą wcześniej mogłem tylko oglądać w telewizji lub grać w Fifę”.

     

    Szczęsny podkreślił, że nie zamierza unikać ryzyka: “Nigdy nie zamierzałem się ukrywać i grać w tę grę, bojąc się podejmowania trudnych decyzji i ryzyka”. Dodał również: “Wolę myśleć, że to właśnie ta postawa doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem teraz i to dzięki mojej czasami nierozsądnej odwadze mogę teraz cieszyć się moim pierwszym trofeum jako zawodnik Barcelony! Życie bez strachu może cię czasem zranić, ale uwierz mi, w zamian dostajesz niesamowitą przygodę! Kocham tę grę!”.

     

    Po meczu media obiegły zdjęcia i nagrania, na których Szczęsny świętuje zwycięstwo, paląc papierosa w szatni, co wywołało mieszane reakcje wśród kibiców i komentatorów sportowych.

     

    Mimo incydentu z czerwoną kartką, FC Barcelona zdobyła Superpuchar Hiszpanii, a Szczęsny wyraził radość z pierwszego trofeum w barwach nowego klubu. Kolejne spotkanie drużyna rozegra 15 stycznia przeciwko Realowi Betis w ramach Pucharu Króla.

     

     

     

     

  • Kapitalny występ Huberta Hurkacza. Polak zdominował niewygodnego rywala na Australian Open

    Kapitalny występ Huberta Hurkacza. Polak zdominował niewygodnego rywala na Australian Open

    Kapitalny występ Huberta Hurkacza. Polak zdominował niewygodnego rywala na Australian Open

    Za nami pierwszy mecz z udziałem reprezentanta Polski podczas trzeciego dnia rywalizacji na Australian Open. Swój pojedynek zakończył już Hubert Hurkacz. Wrocławianin zmierzył się z wymagającym przeciwnikiem – Tallonem Griekspoorem. W dotychczasowych starciach z Holendrem miał bilans 2-2. Dzisiaj nasz 27-latek dominował jednak na korcie w kluczowych momentach i zwyciężył 7:5, 6:4, 6:4. W drugiej rundzie zmagań w Melbourne zagra z Miomirem Kecmanoviciem.

     

    Hubert Hurkacz rozkręcał się z każdym meczem United Cup, co dawało nadzieję, że Polak powoli zaczyna wracać do formy, którą prezentował w swoich najlepszych występach. Można było dostrzec pierwsze owoce współpracy z nowym trenerem Nicolasem Massu oraz konsultantem Ivanem Lendlem. Podczas spotkania z Taylorem Fritzem dało się momentami dostrzec agresywniejszą postawę w grze wrocławianina. To miał być właśnie element, nad którym chcieli popracować w okresie przygotowawczym przed sezonem 2025.

     

    Wiadomo jednak, że dla 27-latka ważnym testem miał być występ w imprezie wielkoszlemowej. To tam zdarzały mu się często w ostatnich latach słabsze spotkania, po których można było czuć rozczarowanie z powodu końcowego rezultatu. Poprzednią grę w Australian Open wspomina jednak dobrze, bowiem dotarł aż do ćwierćfinału zmagań. Przegrał dopiero po pięciosetowej walce z Daniiłem Miedwiediewem.

     

    Tegoroczne losowanie nie było jednak zbyt łaskawe dla Hurkacza, również ze względu na spadek w rankingu pod koniec drugiej dziesiątki. Już w czwartej rundzie czekała go potencjalnie rywalizacja z liderem rankingu ATP – Jannikiem Sinnerem. Ale zanim ew. walka z Włochem, to już po drodze trafił na wymagających przeciwników. Na “dzień dobry” przyszło mu się zmierzyć z Tallonem Griekspoorem. Z Holendrem nigdy nie grało się łatwo Hubertowi. Ich bezpośredni bilans wynosił 2-2, często grali tie-breaki, a ich mecze zawsze toczyły się na pełnym dystansie setowym. Zapowiadało się bardzo trudne wyzwanie dla wrocławianina. Dyspozycja przeciwnika była jednak pewną niewiadomą, bowiem zrezygnował z udziału w turniejach podprowadzających pod zmagania w Melbourne.

     

    Udana inauguracja Australian Open dla Huberta Hurkacza. Polak w drugiej rundzie

     

    Na początku spotkania obaj pewnie utrzymywali swoje podania. Pierwsze okazje na przełamanie zrodziły się dopiero w szóstym gemie – w momencie, gdy zbliżaliśmy się do zmiany piłek. Wówczas Hurkacz miał dwa break pointy na 4:2, ale za każdym razem przeciwnik wydatnie pomagał sobie serwisem. Ostatecznie zacięte rozdanie trafiło na konto Griekspoora i zrobiło się 3:3. Także chwilę później obserwowaliśmy stan równowagi przy podaniu Tallona, ale i tym razem końcówka gema potoczyła się po myśli Holendra.

     

    Zbliżaliśmy się do końca partii, rosło napięcie. Przy stanie 5:4 dla Huberta jego przeciwnik musiał bronić setboli. Wrocławianin miał w sumie trzy szanse na 6:4. Niestety Polakowi wciąż brakowało skuteczności w momentach, gdy mógł potwierdzić swoją przewagę na korcie. Holender doprowadził do wyniku 5:5. To, co nie udawało się przez długi czas, nadeszło tuż przed potencjalnym tie-breakiem. Hurkacz wyszedł na prowadzenie 40-0, pojawiły się kolejne trzy setbole. Tym razem udało się wykorzystać już pierwszą szansę po świetnej pracy w defensywie. Będący pod presją rywal został zmuszony do błędu i w ten oto sposób 27-latek wygrał pierwszą odsłonę rezultatem 7:5.

     

    Problemy Griekspoora uwydatniały się także na starcie drugiej partii. Hurkacz grał swoje i naciskał na przeciwnika. Po Holendrze dało się zauważyć pewien kryzys fizyczny. Już w drugim gemie dał się przełamać po tym, jak popełnił podwójny błąd serwisowy. Po chwili nasz reprezentant potwierdził przewagę i zrobiło się już 3:0 dla Polaka. Z czasem przeciwnik zaczął się jednak odradzać i coraz śmielej poczynał sobie na korcie, także przy podaniu Huberta. W siódmym gemie wypracował sobie pierwszą okazję na przełamanie w meczu i od razu ją wykorzystał.

     

    W następnych minutach serwowało po wyrównanie. Pojawiła się jedna szansa dla wrocławianina na powrót do dwugemowej przewagi, jednak rywal znów mocno przyłożył się przy break poincie. Ostatecznie doszło do remisu 4:4. W kluczowym momencie drugiej odsłony to jednak Hubert znów lepiej uniósł presję. W dziesiątym gemie od stanu 0-30 zgarnął cztery punkty z rzędu i wywalczył przełamanie, które dało zwycięstwo 6:4.

     

    W trzeciej partii Polak miał dwie szanse na 3:1, ale wówczas Griekspoor jeszcze zdołał odpowiedzieć. Kolejne okazje pojawiły się znów w dziesiątym gemie. Tallon dzielnie się bronił, wyratował łącznie pięć meczboli. Przy szóstym jednak nie miał już wiele do powiedzenia. Hubert dopiął swego i odniósł nadspodziewane łatwe zwycięstwo 7:5, 6:4, 6:4. W drugiej rundzie Australian Open zagra z Miomirem Kecmanoviciem.