Category: Celebrities

  • WIDEO:Nawet Lewandowski ruszył do Raphinhi. Pokazali, co się działo po meczu Barcelony

    WIDEO:Nawet Lewandowski ruszył do Raphinhi. Pokazali, co się działo po meczu Barcelony

    WIDEO:Nawet Lewandowski ruszył do Raphinhi. Pokazali, co się działo po meczu Barcelony

    Raphinha eksplodował po meczu z Betisem. Media obiegły obrazki, jak Brazylijczyk kipi ze wściekłości, a próbują go uspokoić Robert Lewandowski, Hansi Flick i Marc-Andre ter Stegen. Skrzydłowy Blaugrany wdał się nawet w przepychanki z kapitanem swojej drużyny. Pod wideo od razu pojawiły się komentarze, że to zachowanie było “haniebne”. Co tak naprawdę tam się stało?

     

    FC Barcelona zmarnowała kapitalną okazję do odskoczenia Realowi Madryt w ligowej tabeli na sześć punktów. Po wpadce Królewskich z Valencią i porażce 1:2, piłkarze Dumy Katalonii stanęli przed szansą powiększenia przewagi nad głównym rywalem do tytułu mistrzowskiego. W starciu z Betisem udało im się tylko zremisować, co było na pewno sporym zaskoczeniem. Niewiele brakowało, by Blaugrana przegrała to starcie, bo w końcówce kapitalnym strzałem popisał się Natan, ale na posterunku był Wojciech Szczęsny, który zapobiegł zagrożeniu.

     

    Starcie Ter Stegena z Raphinhą po meczu z Betisem

     

    Jednak więcej mówi się o tym, co się stało po meczu, a nie o samym wyniku. Wszystkie oczy były zwrócone na Raphinhę, który eksplodował po ostatnim gwizdku Gila Manzano. Media obiegły obrazki, jak ten przepycha się m.in. z kapitanem FC Barcelony – Markiem-Andre ter Stegenem. “Raphinha odpycha swojego kapitana Ter Stegena po meczu, haniebne” – czytamy w komentarzach.

     

    Jednak co się stało i czy to starcie dotyczyło jakiegoś personalnego konfliktu? Jak relacjonuje hiszpańska “Marca” po zakończeniu meczu Brazylijczyk był zły i z “mocno bijącym sercem” próbował coś przekazać arbitrowi tego spotkania. “Lewandowski gestem dał mu do zrozumienia, że ma opuścić boisko, aby uniknąć poważniejszych incydentów. Skrzydłowy był tak oburzony, że podniósł piłkę i kopnął ją daleko” – czytamy.

     

    Co tak zdenerwowało Raphinhę?

     

    Hiszpańskie media donoszą, że jeden z arbitrów miał kazać Raphinhi “się zamknąć”, co zirytowało piłkarza. Ponadto serwis fcbarca.com, który powołuje się na rozgłośnię RAC1 informuje, że Brazylijczyk miał odpowiedzieć Gilowi Manzano, że jest “niewychowany”.

    https://x.com/RMFC_team/status/1908639035633131565

    Jego gniew się na tym nie skończył i kiedy zmierzał w kierunku tunelu, zaczął gestykulować w kierunku jednego z asystentów. Tam właśnie stał Ter Stegen, który złapał go, by nie doszło do eskalacji. “Stworzyło to bardzo ciekawą scenę, gdy bramkarz próbował złapać Raphinhę, ale ten cały czas wymachiwał rękami. Ostatecznie bramkarz wypchnął zawodnika na teren obiektu” – piszą Hiszpanie.

     

    Hansi Flick bronił swojego piłkarza na konferencji prasowej

     

    Na pomeczowej konferencji prasowej Hansi Flick – który również interweniował – wziął w obronę swojego zawodnika. “On był zły na mnie, nie na sędziego. On krzyczał na mnie” – tłumaczył go ironicznie. Jak donoszą hiszpańskie media, ta sytuacja raczej nie powinna mieć żadnych dodatkowych konsekwencji.

    https://x.com/lluis7bou/status/1908650592811311381

    “Gniew Raphinhi pozostanie jedynie anegdotą meczu, ponieważ Gil Manzano nie odnotował go w protokole” – zakończono.

  • WIDEO: Ewa Pajor ratuje Barcelonę niewiarygodnym golem w ostatniej sekundzie – Musisz to zobaczyć!

    WIDEO: Ewa Pajor ratuje Barcelonę niewiarygodnym golem w ostatniej sekundzie – Musisz to zobaczyć!

    Barcelona Stała na Krawędzi Katastrofy… Ale W Ostatnich Sekundach Ewa Pajor Dokonała Cudu, Którego Nikt Się Nie Spodziewał! [WIDEO]

    Przez niemal cały mecz wyglądało na to, że wydarzy się coś nie do pomyślenia. FC Barcelona – niepokonana, nietykalna i zdawałoby się nie do zatrzymania w tym sezonie – była o krok od straty pierwszych punktów. Athletic Bilbao, zdyscyplinowane i nieustępliwe, odpierało atak za atakiem. Zegar zbliżał się do 90. minuty. Nerwy rosły. Presja była przytłaczająca. Aż nagle… iskra. Moment. Nazwisko.

    Ewa Pajor.

    W błysku geniuszu polska napastniczka zamieniła rozpacz w ekstazę. Jeden kontakt z piłką, jedno podanie, jedno uderzenie serca, które zmieniło wszystko. To, co wydarzyło się później, wstrząsnęło stadionem — i przypomniało światu, dlaczego nigdy, przenigdy nie można lekceważyć Pajor.

     

    Gdy Wszystko Wydawało Się Stracone, Pajor Wzięła Sprawy w Swoje Ręce: Wieczór Wysokiej Stawki w Bilbao

     

    Kiedy Ewa Pajor dołączyła do FC Barcelony latem 2024 roku, oczekiwania sięgnęły nieba. Ale nawet ci, którzy wierzyli w jej potencjał, nie mogli przewidzieć, jak szybko stanie się tajną bronią zespołu. Przed starciem z Athletic Bilbao żeńska drużyna Barcelony miała na koncie 15 zwycięstw z rzędu, dominując ligę w niespotykanym stylu. Ale tej nocy wszystko mogło runąć.

     

    Od pierwszego gwizdka Barcelona dominowała: posiadanie piłki, terytorium, tempo — ale nie wynik. Bilbao, co trzeba im oddać, było doskonale przygotowane. Ich obrona była szczelna, pomocnicy niezmordowani, a plan gry zrealizowany niemal chirurgicznie. Raz za razem ofensywa Barcelony była zatrzymywana. Frustracja narastała. Komendy trenera Giráldeza stawały się coraz bardziej nerwowe. Ale gola wciąż brakowało.

     

    Po 60 minutach było jasne: Barcelona potrzebowała kogoś, kto odmieni bieg meczu. Kogoś, kto przerwie schemat, zmieni rytm, stworzy coś z niczego.

     

    Na boisko weszła Ewa Pajor.

    Jedna Chwila Geniuszu: Lodowato Chłodna Decyzja Pajor Odmienia Losy Mecz

    Wprowadzona na boisko w 61. minucie, Pajor od razu zaznaczyła swoją obecność. Jej ruchy były dynamiczne, zamiary czytelne. Z każdym jej kontaktem z piłką tempo gry rosło. Nadzieja wracała. Ale wynik pozostawał bez zmian. Bilbao nie chciało się ugiąć.

     

    I wtedy nadeszła 90. minuta.

     

    Ciężar niepokonanego rekordu, presja oczekiwań — wszystko to wisiało w powietrzu jak burzowa chmura. Wtedy Pajor ruszyła. Znalazła się przy piłce i miała tylko sekundę na decyzję. To, co zrobiła, było czystym geniuszem: idealnie wyczute, przecinające linię obrony podanie, które dotarło do Alexii Putellas. Hiszpańska gwiazda nie zawahała się ani chwili i wykończyła akcję z chirurgiczną precyzją.

     

    Barcelona wyszła na prowadzenie. Pajor dokonała cudu.

     

    Dwie minuty później, oszołomione Bilbao dostało kolejny cios. Tym razem piłkę do siatki skierowała Vicky Lopez. Na tablicy wyników 2:0. Rekord niepokonanych pozostał nienaruszony. A imię Pajor rozbrzmiewało na ustach wszytkich.

    Barcelona Idzie Jak Burza – a Na Jej Czele Maszeruje Pajor

    To zwycięstwo to nie były tylko kolejne trzy punkty. To był manifest. Świadectwo siły, klasy i tego, jak kluczowa jest obecność światowej klasy piłkarki w najtrudniejszych momentach. FC Barcelona ma teraz na koncie 16 zwycięstw w 16 meczach, zdumiewające 74 zdobyte bramki i tylko 7 straconych. Ich przewaga nad Realem Madryt urosła już do 11 punktów.

     

    Ale najbardziej imponująca jest forma polskiej gwiazdy. Pajor to nie tylko zawodniczka na ważne momenty — ona na nowo pisze statystyki ofensywne ligi. Z 14 bramkami przewodzi klasyfikacji strzelców, wyprzedzając o trzy trafienia Ednę Imade z Granady. Do tego dorzuciła 5 asyst, udowadniając, że potrafi nie tylko kończyć akcje, ale także je kreować.

     

    Ewa Pajor stała się symbolem nowej ery Barcelony. Gdy drużyna potrzebuje inspiracji — ona ją daje. Gdy stawka jest najwyższa — ona wstaje. A gdy historia puka do drzwi — ona odpowiada.

     

    Jeden kontakt. Jeden moment. Jednakobieta, która nie pozwala Barcelonie upaść.

     

     

  • Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    Hiszpanie zobaczyli, co zrobił Lewandowski. Tak go nazwali

    FC Barcelona zremisowała 1:1 z Realem Betis w meczu 30. kolejki ligi hiszpańskiej. Robert Lewandowski zakończył to spotkanie bez gola, co było pierwszym takim przypadkiem od 22 lutego i pojedynku z Las Palmas. Jak hiszpańskie media oceniły występ Lewandowskiego na tle drużyny Manuela Pellegriniego? “Brakowało mu precyzji, zwrotności” – czytamy w prasie z Półwyspu Iberyjskiego.

     

    Na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem meczu z Realem Betis, do Barcelony spłynęły kapitalne wieści. Real Madryt potknął się w starciu z Valencią i przegrał 1:2. Dzięki temu przed zespołem Hansiego Flicka otworzyła się szansa, by powiększyć przewagę nad Realem do sześciu punktów, co byłoby sporym marginesem w kontekście walki o mistrzostwo Hiszpanii. Ostatecznie X..

     

    Jednocześnie przed Robertem Lewandowskim pojawiła się okazja, by zwiększyć przewagę nad Kylianem Mbappe co najmniej do czterech trafień. Francuz nie strzelił gola w meczu Realu.

     

    W pierwszej połowie Lewandowski miał okazję do strzału w 34. minucie, ale piłka po jego próbie została zablokowana przez Aitora Ruibala. Po przerwie Lewandowski nie miał możliwości, by pokonać Adriana i strzelić swojego 26. gola w tym sezonie ligi hiszpańskiej. W 86. minucie Lewandowski uderzył piłkę przewrotką, ale ta nie leciała w ogóle w kierunku bramki strzeżonej przez Adriana.

     

    Ostatni ligowy mecz Lewandowskiego bez gola to spotkanie z Las Palmas z 24. kolejki, które odbyło się 22 lutego br. Barcelona wygrała ten mecz 2:0 po golach Daniego Olmo i Ferrana Torresa.

     

    Tak Hiszpanie napisali o występie Lewandowskiego. “Nieregularny”

     

    Dziennik “Mundo Deportivo” nazwał Lewandowskiego “nieobsłużonym” w starciu z Betisem. “Koledzy z drużyny nie znajdowali go w strefie, w której Polak nie odpuszcza. Brak klarownych szans mimo jego mobilności i prób stworzenia przestrzeni dla Ferrana Torresa” – czytamy w pomeczowych ocenach.

     

    Kataloński “Sport” określił Lewandowskiego “nieregularnym”. “Odgrywał wiodącą rolę w ataku, natomiast brakowało mu precyzji, zwrotności, kontroli i ostatniego strzału. Był bliski strzelenia gola, ale brakowało mu determinacji z jego najlepszych meczów” – pisali w Katalonii.

     

    Dziennik “Marca” przyznał Lewandowskiemu “piątkę” w skali 1-10. “Był całkowicie zanurzony w walce o Trofeo Pichichi, ale tego dnia nie był w stanie zwiększyć przewagi nad Mbappe. W pierwszej połowie nie doszedł do żadnej klarownej okazji. W drugiej połowie było niewiele z gry Roberta. Miał klarowną szansę w końcówce meczu” – napisali madryccy dziennikarze.

     

    W kolejnym ligowym meczu Barcelona zagra na wyjeździe z Leganes. W środę Barcelona zmierzy się z Borussią Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Oba spotkania rozpoczną się o godz. 21:00. Relacje tekstowe na żywo w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE

     

  • 19-letnia Polka sprawiła gigantyczną sensację. Powalczy o złoto!

    19-letnia Polka sprawiła gigantyczną sensację. Powalczy o złoto!

    19-letnia Polka sprawiła gigantyczną sensację. Powalczy o złoto!

    Do niewyobrażalnych scen doszło w półfinale Pucharu Świata w Brazylii. Sparingpartnerka Julii Szeremety Kinga Krówka pokonała brązową medalistkę olimpijską z Paryża Chen Nien-Chin przez jednogłośną decyzję sędziowską. “Niebywałe. Ikoniczny moment całego turnieju” – podsumował dziennikarz TVP Sport Piotr Jagiełło. Nasza zawodniczka zawalczy zatem teraz o złoty medal.

     

    Dominacja – tak krótko można podsumować środowy występ Julii Szeremety w Brazylii” – pisał Hubert Pawlik ze Sport.pl. Nasza zawodniczka nie dała większych szans Alyssie Mendozie i pewnie zwyciężyła przez jednogłośną decyzję sędziowską. Jak się okazuje, kapitalnie zaprezentowała się również inna polska pięściarka, która właśnie zaskoczyła cały świat. – Młoda krew i energia. Jest bardzo niewygodna, ciężko mi się z nią robi – tak opisywała niedawno Kingę Krówkę Szeremeta w rozmowie ze TVP Sport.

     

    Ogromna sensacja w Brazylii. Kinga Krówka pokonała medalistkę olimpijską z Paryża

    Krówka dokonała w nocy z czwartku na piątek czegoś niewiarygodnego. Mimo że była gremialnie skreślana w pojedynku z medalistką olimpijską z Paryża oraz mistrzynią świata z 2018 roku Chen Nien-Chin, to udało jej się zwyciężyć. Mało tego, pokazała się ze świetnej strony, zwłaszcza pod kątem taktycznym. Ostatecznie czterech sędziów wypunktowało starcie na jej korzyść 29:28.

     

    Trudno nie odnieść wrażenia, że biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia rywalki, było to dla Krówki największe zwycięstwo w karierze. “Niebywałe. Ikoniczny moment całego tego turnieju. Co za talent. Najmłodszy rocznik turnieju” – przekazał dziennikarz TVP Sport Piotr Jagiełło. Podobnie rozpisał się Mateusz Fudala, który również nie krył zachwytu. “To się w głowie nie mieści! Pierwszy rok wśród seniorek. Czapki z głów!” – podsumował. Teraz przed 19-latką walka o złoto.

     

    Sukcesy innych reprezentantów Polski w Brazylii. Aż pięć zwycięstw

    Poza Krówką półfinałowe walki wygrały również trzy inne nasze zawodniczki: Wiktoria Rogalińska, która pokonała Brytyjkę Lauren Mackie (młodzieżową mistrzynię świata) 5:0, Aneta Rygielska, która wygrała z Elise Glinn, oraz Barbara Marcinkowska, która zwyciężyła z Leonie Mueller 4:1.

     

    Z awansu do finału Pucharu Świata mógł cieszyć się też Paweł Brach. Ten rywalizujący w kategorii do 60 kilogramów zawodnik potrzebował zaledwie rundy, by posłać rywala z Indii na deski. Mimo że Sachin pokazał wolę walki, wstał i kontynuował starcie, to w przerwie narożnik zadecydował, że nie dopuści go do kolejnych odsłon.

     

    Wiemy, że grono naszych reprezentantów w finale może się powiększyć już w piątkowy wieczór. Swoje pojedynki stoczą: Natalia Kuczewska, Jakub Straszewski oraz Julia Szeremeta, która zawalczy z Ulzhan Sarsenbek z Uzbekistanu.

  • Ruszyła, ale za późno. Julia Szeremeta bez złota w Pucharze Świata

    Ruszyła, ale za późno. Julia Szeremeta bez złota w Pucharze Świata

    Ruszyła, ale za późno. Julia Szeremeta bez złota w Pucharze Świata

    Julia Szeremeta uległa Brazylijce Jucielen Romeu w finale bokserskiego Pucharu Świata w kategorii do 57 kg. O wyniku zdecydowali sędziowie punktowi: trzech z nich punktowało na korzyść Romeu, dwóch – na korzyść Polki.

     

    Szeremeta zaczęła spokojnie, czekając na ataki Romeu. Pierwsza runda w dużej części przypominała partię szachów. Nie dziwi fakt, że w pewnym momencie sędzia ringowy zwrócił uwagę na brak akcji. Polka pracowała w swoim stylu, starała się przepuszczać ciosy i atakować w kontrze. W ocenie aż czterech sędziów rundę tę wygrała Brazylijka.

     

    Drugą rundę Polka ponownie zaczęła na “wstecznym” biegu. Brazylijka starała się pracować długim lewym prostym, po którym dodawała prawy. Wraz z upływem czasu, Polka zaczęła przyśpieszać. Szeremeta często zmieniała pozycję i starała się inicjować ataki. Sędziowie nie byli jednomyślni w ocenie tej rundy, trzech dało jej Brazylijce, dwóch – Polce

     

    W finałowej odsłonie Polka podkręciła tempo, spodziewając się się, że przegrywa na kartach punktowych. To Szeremeta zajmowała środek ringu i dyktowała tempo, spychając Brazylijkę do defensywy. Po ostatnim gongu to faworytka gospodarzy wzniosła jednak ręce w geście triumfu.

     

    Po trzech rundach trzech sędziów punktowało na korzyść Romeu, dwóch widziało zwycięstwo Polki. To tylko oznaczało, że złoto wywalczyła Brazylijka.

     

    Punktacja po walce Szeremeta – Romeu w finale Pucharu Świata:

     

    Przypomnijmy, że w drodze do finału Szeremeta stoczyła dwa zwycięskie pojedynki. W pierwszym zmierzyła się z Alyssą Mendozą, pokonując Amerykankę 5:0. W półfinale Polka pokonała Ulzhę Sarsenbek

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

    z Kazachstanu.

  • Ależ występ Polaka w Premier League. Zdobył nagrodę MVP!

    Ależ występ Polaka w Premier League. Zdobył nagrodę MVP!

    Ależ występ Polaka w Premier League. Zdobył nagrodę MVP!

    Jakub Kiwior znalazł się w podstawowym składzie Arsenalu w obliczu poważnej kontuzji Gabriela Magalhaesa. Polak stworzył duet środkowych obrońców z Williamem Salibą na mecz z Evertonem i niewykluczone, że tę parę zobaczymy także w ćwierćfinale Ligi Mistrzów przeciwko Realowi Madryt. Jak Kiwior zagrał na tle Evertonu? Kibice i eksperci byli zachwyceni jego postawą, zwłaszcza w kontekście wyprowadzania piłki do napastników.

     

    To była 34. minuta meczu na Goodison Park. Amadou Onana zagrał piłkę głową na połowie Arsenalu, ale podał wprost pod nogi Raheema Sterlinga. Przez to zespół Mikela Artety ruszył z kontratakiem. Sterling podał do Leandro Trossarda, a Belg uderzył sprzed pola karnego i pokonał Jordana Pickforda. W ten sposób Arsenal zaczął strzelanie w 31. kolejce Premier League.

     

    W poprzedniej kolejce Arsenal przeżył prawdziwy dramat. Co prawda wygrał 2:1 z Fulham, ale stracił Gabriela Magalhaesa z powodu kontuzji. To spore osłabienie Arsenalu nie tylko na resztę sezonu ligi angielskiej, ale też na dwumecz z Realem Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Ta kontuzja sprawiła, że pierwszym graczem w kolejności do gry był Jakub Kiwior.

     

    – Dobrą rzeczą w Jakubie jest to, że jest bardzo odpowiedzialny. Za każdym razem, gdy go potrzebujemy, zawsze jest, jest dostępny i wykonuje swoją pracę. Jest gotowy, ma uśmiech na twarzy – mówił Arteta o Polaku przed meczem z Evertonem. Ten mecz był ostatnim sprawdzianem dla Kiwiora przed starciami z Realem.

     

    Ostatni mecz Kiwiora w Premier League to 8 grudnia 2024 r. i rywalizacja z Fulham (1:1) w 15. kolejce. Od tamtej pory Polak był rezerwowym w lidze, a najwięcej szans dostawał w Lidze Mistrzów.

     

    Ależ słowa o Kiwiorze. Kibice są nim zachwyceni. “Wielka broń”

    W pierwszej połowie Everton nie oddał ani jednego celnego strzału na bramkę Davida Rayi. Kiwior otrzymywał sporo pochwał za wyprowadzenie piłki. “Lewa noga Kiwiora to wielka broń, gra absolutnie fantastycznie z tyłu”, “świetna dyspozycja w pierwszej połowie” – to część z komentarzy pojawiających się na portalu X.

     

    Sam początek meczu dla Evertonu był bardzo nerwowy, gdzie często sprawdzany był Pickford. Przez 45 minut defensorzy gospodarzy blokowali jeszcze strzały ze strony Trossarda i Sterlinga. Najlepszą okazję po stronie Evertonu miał Iliman Ndiaye, ale piłka po jego strzale poleciała wyraźnie nad poprzeczką.

     

    Kiwior zawodnikiem meczu Premier League. Arsenal oddala się od tytułu

    Po przerwie na boisku pojawili się Bukayo Saka i Gabriel Martinelli. Szybko Everton wywalczył rzut karny po walce Mylesa Lewisa-Skelly’ego z Jackiem Harrisonem. Sama sytuacja była kontrowersyjna, bo graczowi Arsenalu wydawało się, że był faulowany jako pierwszy. Ostatecznie decyzja została utrzymana, a Ndiaye strzelił gola na 1:1.

     

    Po tym golu zaczęło dziać się więcej pod bramką Arsenalu. W 77. minucie Raya dobrze interweniował przy próbie Abdoulaye’a Doucoure. Kiwior zagrał długie podanie w kierunku Trossarda, ale przy próbie Belga świetnie interweniował Pickford. Później bramkarz Evertonu znakomicie zareagował po próbie Martinelliego.

     

    Ostatecznie Arsenal zremisował 1:1 z Evertonem, a Kiwior zagrał 90 minut. W samej końcówce nie brakowało emocji, bo najpierw sędzia zagwizdał na koniec meczu na osiem sekund przed jego końcem, a potem cofnął swoją decyzję, by przyznać rzut wolny Evertonowi. Ostatecznie Kiwior został wybrany MVP spotkania na Goodison Park.

     

    “Szacunek dla Kiwiora. W ciągu ostatnich kilku dni pojawiło się wiele pytań wokół niego, a zaprezentował się solidnie w trudnym meczu wyjazdowym i zdobył nagrodę MVP” – pisze Harry Symeou, komentator BBC.

     

    Remis z Evertonem oznacza, że Arsenal ma 62 punkty po 31 meczach i traci jedenaście do prowadzącego Liverpoolu. Jeżeli zespół Arne Slota pokona Fulham w tej kolejce, to będzie potrzebował tylko ośmiu punktów w pozostałych spotkaniach, by świętować mistrzowski tytuł.

  • Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Jest decyzja! Krychowiak dołącza do Lewandowskiego, Szczęsnego i Błaszczykowskiego

    Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, kiełkował, rozmowy trwały, a w ostatnich dniach zapadła ostateczna decyzja. Jak dowiedział się Sport.pl, Grzegorz Krychowiak będzie kolejnym polskim piłkarzem, który doczeka się filmu dokumentalnego i dołączy m.in. do Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego czy Wojciecha Szczęsnego.

     

    Film dokumentalny o Robercie Lewandowskim pt. “Lewandowski – Nieznany” miał premierę w marcu 2023 roku. – To był wieczór kapitana reprezentacji Polski. Pełen wzruszeń, żartów i wspomnień – pisaliśmy po premierowym pokazie filmu, na którym nie zabrakło oczywiście głównego bohatera. – Cieszę się, że jesteście ze mną na premierze. Emocje jeszcze nie opadły, jeszcze chwili będę potrzebował, ale dziękuję, że jesteście – powtarzał Robert Lewandowski. Tuż po pokazie nie mógł powstrzymać emocji, był wzruszony, ale szczęśliwy. Podobne emocje towarzyszyły Jakubowi Błaszczykowskiemu, o którym film ukazał się w lutym 2024 roku. Wojciech Szczęsny na premierę filmu o sobie wciąż czeka, ale jak słyszymy, prace są na ukończeniu.

     

    Grzegorz Krychowiak jak Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny

    Za wszystkie te produkcje odpowiada polski producent “Papaya Films”, ale to nie koniec. Jak dowiedział się Sport.pl, już niedługo powstanie film o kolejnym wybitnym reprezentancie Polski: Grzegorzu Krychowiaku. Pomysł zrodził się już jakiś czas temu, kiełkował, rozmowy trwały, a w ostatnich dniach zapadła ostateczna decyzja o jego realizacji. Producentem kreatywnym filmu o stukrotnym reprezentancie Polski będzie Kacper Sawicki, a biorąc pod uwagę charakter i osobowość Krychowiaka, jego bogatą często nieoczywistą sportową karierę, zapowiada się prawdziwe kino.

     

    Przypomnijmy, że Grzegorz Krychowiak wciąż jest aktywnym piłkarzem. Aktualnie gra w Anorthosisie Famagusta, a w tym sezonie ligi cypryjskiej zagrał w 15 meczach, strzelił dwa gole, miał jedną asystę i obejrzał sześć żółtych kartek. Reprezentacyjną karierę oficjalnie zakończył w październiku 2024 roku, gdy razem z Wojciechem Szczęsnym pożegnał się z kibicami na PGE Narodowym przed meczem Ligi Narodów z Portugalią.

  • Nie wytrzymał po decyzji Igi Świątek. Jan Tomaszewski grzmi. I uderza w sztab

    Nie wytrzymał po decyzji Igi Świątek. Jan Tomaszewski grzmi. I uderza w sztab

    Nie wytrzymał po decyzji Igi Świątek. Jan Tomaszewski grzmi. I uderza w sztab

    Iga Świątek wywołała niemałą burzę, ogłaszając, że nie weźmie udziału w meczach reprezentacji Polski w kwalifikacjach do turnieju Billie Jean King Cup. Wiceliderka rankingu WTA chce poświęcić się teraz przygotowaniom do sezonu na mączce, czym nieco zirytowała Jana Tomaszewskiego. Legendarny bramkarz w rozmowie z “Super Expressem” podkreśla, że nie powinno się odmawiać gry w narodowych barwach. — Moim zdaniem to niestety nie zadecydowała tylko Iga Świątek — mówi.

     

    Decyzja Igi Świątek o rezygnacji z udziału w kwalifikacjach do Billie Jean King Cup, mocno rozczarowała część kibiców i ekspertów. To mogła być jedna z nielicznych szans na zobaczenie wiceliderki rankingu WTA podczas zmagań w Polsce. Eliminacje odbędą się na kortach w Radomiu.

     

    “Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach. Trzymam kciuki za dziewczyny i za cały zespół” — napisała w oświadczeniu Świątek. Jej decyzja nie spodobała się m.in. Janowi Tomaszewskiemu. Zdaniem legendarnego bramkarza polska tenisistka nie podjęła jej jednak sama.

     

    Jan Tomaszewski ostro o decyzji Igi Świątek. Uderzył w jej sztab

     

    “Moim zdaniem to niestety nie zadecydowała tylko Iga Świątek. To zadecydował cały sztab szkoleniowy. Uważam, że popełniono błąd, bo reprezentacji Polski się nie odmawia. To jest drużyna narodowa. Iga zrezygnowała, ale musiała to zrobić. Ktoś jej to wcisnął do głowy” — mówi Tomaszewski w rozmowie z “Super Expressem”.

     

    Jego zdaniem wpływ na decyzję Świątek mógł mieć jej trener Wim Fissette lub psycholożka Daria Abramowicz. Były bramkarz reprezentacji Polski podkreśla, że zachowanie obozu wiceliderki rankingu WTA jest błędem.

     

    “W zeszłym roku zrobiła bardzo wiele, grała wszystko. Więc teraz nie rozumiem. Iga na pewno nie zyskała sobie sympatii niektórych kibiców. Coś tam moim zdaniem nadal nie gra. Można zrezygnować z gry w reprezentacji całkowicie, nie ma przymusu. Ale nie można odmówić, wybierać sobie, że w tym meczu gram, a w tym nie” — grzmi Tomaszewski.

     

  • Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    Szeremeta weszła do ringu z “Potworem”. “To była demolka”

    “Te kocie ruchy. Fantastyczny boks Julii Szeremety w półfinale Pucharu Świata i demolka na Ulżanie Sarsenbek” – zachwycał się dziennikarz Piotr Jagiełło. Wicemistrzyni olimpijska znowu to zrobiła. Wygrała pojedynek w kapitalnym stylu. Tym razem w pokonanym polu zostawiła zawodniczkę nazywaną… “Potworem”.

     

    “Nie był to rok wyjątkowych sukcesów, ale nasze sportowe gwiazdy potrafiły nas poderwać. Wojciech Szczęsny, Robert Lewandowski, Iga Świątek, Bartosz Zmarzlik, Natalia Kaczmarek, Julia Szeremeta, Aleksandra Mirosław, Katarzyna Niewiadoma, a także drużyny siatkarzy i szpadzistek miały w 2024 roku momenty, które wywołały u nas emocje, radość, wzruszenie. Która z tych chwil to dla was Moment Roku 2024 w polskim sporcie?” – pytał dziennikarz Sport.pl Łukasz Jachimiak

     

    Szeremeta zachwyciła świat. Znowu to zrobiła

    Dla wielu kibiców z pewnością odpowiedzią na tak zadane pytanie byłoby oczywiste stwierdzenie: odkrycie Julii Szeremety, która po igrzyskach olimpijskich w Paryżu cieszy się ogromną popularnością. 21-latka wywalczyła medal w boksie i niejako odrodziła tę dyscyplinę w Polsce.

     

    Wielu z pewnością czeka już na kolejne igrzyska, by zobaczyć w ringu waleczną zawodniczkę. Szeremeta w roku nieolimpijskim nie próżnuje. W nocy z piątku na sobotę polskiego czasu stoczyła walkę z zawodniczką nazywaną “Potworem”. Taki właśnie przydomek uzyskała reprezentantka Kazachstanu Ulżana Sarsenbek. Starcie odbyło się w ramach półfinału turnieju Pucharu Świata w brazylijskim Foz do Iguancu.

     

    Sarsenbek przed walką z Polką mogła legitymować się rekordem 14 zwycięstw i 5 porażek, a pojedynek z Szeremetą był jej pierwszym w turnieju, bowiem wcześniej otrzymała wolny los. Co ważne z polskiej perspektywy – pierwszym i ostatnim.

     

    “Julia Szeremeta z kolejną efektowną wygraną! Nasza pięściarka pokonała Ulżanę Sarsenbeki awansowała do finału kategorii do 57 kg. Zmierzy się w nim z Jucielen Romeu. Brazylijka to doświadczona zawodniczka, dwukrotna olimpijka (ćwierćfinał w Paryżu). Powinno być w miarę równo, pewnie 55 do 45 dla Julii” – napisał na portalu X Łukasz Gagaska, prowadzący profil Sporty Olimpijskie.

     

    Wszyscy sędziowie jednogłośnie orzekli wygraną Szeremety. Wygrała 30:27, 30:27, 30:27, 30:26, 30:26.

     

    “Te kocie ruchy. Fantastyczny boks Julii Szeremety w półfinale Pucharu Świata i demolka na Ulżanie Sarsenbek. Szermierka z elementami pirotechniki, kompletny boks i przekładanie rywalki z ręki do ręki. 5-0, miazga i wielki finał. Autentycznie, piałem z zachwytu” – komentował na portalu X dziennikarz Piotr Jagiełło.

    Kolejna rywalka Szeremety to Brazylijka Jucilen Romeu, która wkrótce skończy 29 lat.

  • Gdzie jest jego limit? Lewandowski lada moment przebije Messiego!

    Gdzie jest jego limit? Lewandowski lada moment przebije Messiego!

    Gdzie jest jego limit? Lewandowski lada moment przebije Messiego!

    Robert Lewandowski może już przymierzać koronę króla strzelców La Ligi. Polak idzie po swoje drugie Trofeo Pichichi w karierze i jest krok od zostania najbardziej utytułowanym królem strzelców w historii. Odbierze to miano samemu Leo Messiemu.

     

    Robert Lewandowski zdobył w tym sezonie La Ligi 25 bramek i już teraz (przed 30. kolejką) ma dorobek, który gwarantował tytuł króla strzelców Primera Division w 59 z 93 poprzednich sezonów La Ligi, w tym w dwóch ostatnich kiedy koronę zdobywali piłkarze z 23 (sam “Lewy”) i 24 (Artem Dowbyk) trafieniami.

     

    W XXI wieku Polak byłby Pichichi (więcej o nazwie nagrody TUTAJ) już teraz łącznie w ośmiu sezonach, w tym w dwóch poprzednich, Poza kosmiczną erą “Gwiezdnych Wojen” Leo Messiego i Cristiano Ronaldo (2009-2018), które napędzały ich do przekraczania kolejnych granic, tylko w siedmiu innych sezonach w tym wieku do zdobycia Trofeo Pichichi potrzeba było więcej goli.

     

    Wśród legend

     

    Lewandowski jednak nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. 36-latek może poprawić swój dorobek. I to znacznie. Barcelona ma do rozegrania dziewięć ligowych spotkań. Polak strzela w tym sezonie La Ligi 0,89 gola na mecz i jest bardzo regularny, więc można szacować, że skończy rozgrywki z 33 trafieniami.

     

    Poza Messim i Ronaldo więcej goli w jednym sezonie La Ligi w XXI wieku udało się strzelić jedynie Luisowi Suarezowi. A w całej, blisko stuletniej historii rozgrywek dokonali tego jeszcze tylko Telmo Zarra, Hugo Sanchez, Baltazar oraz Ronaldo “Il Fenomeno”.

     

    A to tylko orientacyjny szacunek na podstawie danych z całego sezonu. W ostatnich dziewięciu meczach strzelił dziewięć goli. Jeśli zachowa tę skuteczność, jego zdobycz będzie jeszcze okazalsza.

     

    Najwięcej goli w jednym sezonie La Ligi:

     

    M Piłkarz Gole Sezon Klub

    1. Leo Messi 50 2011/12 FC Barcelona

    2. Cristiano Ronaldo 48 2014/15 Real Madryt

    3. Cristiano Ronaldo 46 2011/12 Real Madryt

    – Leo Messi 46 2012/13 FC Barcelona

    5. Leo Messi 43 2014/15 FC Barcelona

    6. Cristiano Ronaldo 40 2010/11 Real Madryt

    – Luis Suarez 40 2015/16 FC Barcelona

    8. Telmo Zarra 38 1950/51 Athletic Bilbao

    – Hugo Sanchez 38 1989/90 Real Madryt

    10. Leo Messi 37 2016/17 FC Barcelona

    – Leo Messi 36 2018/19 FC Barcelona

    12. Baltazar 35 1989/89 Atletico Madryt

    – Cristiano Ronaldo 35 2015/16 Real Madryt

    13. Telmo Zarra 34 1946/47 Athletic Bilbao

    Hugo Sanchez 34 1986/87 Real Madryt

    Ronaldo 34 1996/97 FC Barcelona

    Leo Messi 34 2009/10 FC Barcelona

    Cristiano Ronaldo 34 2012/13 Real Madryt

    Leo Messi 34 2017/18 FC Barcelona

     

    Messi (będzie) zdetronizowany

     

    Lewandowski jest najskuteczniejszym graczem Primera Division i może już powoli przymierzać koronę króla strzelców La Ligi 2024/25. Będzie to jego drugie takie trofeum zdobyte w Hiszpanii, a dziewiąte w ogóle, biorąc pod uwagę pięć najlepszych lig Europy, do których zalicza się angielską, francuską, hiszpańską, niemiecką i włoską.

     

    Zdobywając Trofeo Pichichi w sezonie 2022/23, dorównał Messiemu pod względem liczby tytułów króla strzelców lig TOP 5, a teraz jest na dobrej drodze do zdetronizowania genialnego Argentyńczyka i odebrania mu miana najbardziej utytułowanego króla strzelców w historii.

     

    Żaden piłkarz nie zdobył dotąd dziewięciu koron w najmocniejszych ligach Europy. Poza Messim i “Lewym”, którzy byli koronowani po osiem razy, w czołówce zestawienia najbardziej utytułowanych królów strzelców są Gerd Mueller (7), Telmo Zarra (6), Jimmy Greaves (6) i Kylian Mbappe (6).

     

    W tym gronie jednak tylko Polakowi udało się podbić więcej niż jedną ligę: niemiecką (7) i hiszpańską (1). Messi i Zarra rządzili jedynie w Hiszpanii, Mueller w Niemczech, Greaves w Anglii, a Mbappe we Francji.

     

    Jeden chudy rok i kolejny tłuściutki

     

    Miniony sezon był pierwszym od rozgrywek 2012/13, w którym Lewandowski nie zdobył żadnego trofeum drużynowego i lauru indywidualnego. Po tłustej dekadzie miały nastać chude lata, ale wszystko wskazuje na to, że to będzie tylko jeden skromniejszy rok.

     

    FC Barcelona jest bowiem w grze o potrójną koronę i ma realną szansę na jej zdobycie. Po 29 kolejkach Duma Katalonii jest liderem La Ligi i ma trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. To niewielki zapas, ale warto wspomnieć, że zespół Hansiego Flicka wygrał dziewięć ostatnich spotkań i jest w fenomenalnej formie.

     

    Z Królewskimi Barca rywalizuje też o Puchar Króla. W zaplanowanym na 26 kwietnia finale tych rozgrywek dojdzie do El Clasico. Barcelona liczy się również w walce o końcowy triumf w Lidze Mistrzów. W ćwierćfinale Champions League (9 i 15 kwietnia) czeka na nią Borussia Dortmund.

     

    Sam Lewandowski natomiast ma w kolekcji już 21 (!) koron króla strzelców, a teraz jest w grze o dwie kolejne. Jak wspomnieliśmy, jest najlepszym strzelcem La Ligi, a w Lidze Mistrzów do przewodzącego stawce Raphinhi traci tylko dwa gole.

     

    Kolejny krok w kierunku zdetronizowania Messiego “Lewy” może wykonać w sobotę. W meczu 30. kolejki La Ligi Barcelona podejmie Betis. Początek spotkania o godz. 21. Transmisja na kanale Eleven Sports 1, dostępnym w platformie Pilot WP. Relacja tekstowa NA ŻYWO w WP SportoweFakty