Category: Celebrities

  • Afera z udziałem Sabalenki. Wstawiła to zdjęcie i rozpętała się burza. Są wściekli

    Afera z udziałem Sabalenki. Wstawiła to zdjęcie i rozpętała się burza. Są wściekli

    Afera z udziałem Sabalenki. Wstawiła to zdjęcie i rozpętała się burza. Są wściekli

     

    Aryna Sabalenka wstawiła w mediach społecznościowych kilka zdjęć ze swojego życia prywatnego i treningów. Wpis złożony z kilku fotografii podpisała słowem “balans”. Jedno z nich wywołało skandal wśród użytkowników obserwujących białoruską gwiazdę tenisa. Liderka rankingu WTA pokazała się na nim z małym psem ucharakteryzowanym na popularnego bohatera serii “Pokemon”, czyli Pikachu.

     

    Aryna Sabalenka ma za sobą bardzo udany miesiąc. Białorusinka wygrała wielki finał turnieju w Miami i tym samym umocniła się na pierwszym miejscu rankingu WTA. Teraz Białorusinka może skupić się na odpoczynku oraz na przygotowaniach do turniejów rozgrywanych na mączce.

     

    Pozycja liderki rankingu WTA w tym momencie jest dla Aryny Sabalenki niezagrożona. Iga Świątek z pewnością zrobi wszystko, aby podczas turniejów rozgrywanych na swojej ulubionej nawierzchni jak najbardziej ją zniwelować.

    Teraz wybuchła jednak afera z udziałem zawodniczki. Aryna Sabalenka wstawiła na instagram kilka zdjęć. Chciała pokazać część swojego życia prywatnego oraz siebie podczas treningu. Jedna z fotografii szczególnie rzuciła się w oczy użytkownikom obserwującym Białorusinkę w mediach społecznościowych.

     

    Sabalenka wywołała burzę. Obserwujący krytykują ją za zdjęcie z psem

     

    Użytkownicy licznie zwrócili Sabalence uwagę na to, że malowanie zwierząt takimi farbami nie jest właściwe. Choć teoretycznie istnieją kosmetyki przeznaczone dla psów, nie oznacza to, że wszystkie tego typu specyfiki okażą się bezpieczne dla każdego czworonoga.

    Ponadto naniesienie takiej farby pozbawia psa naturalnego zapachu, co może wywołać negatywne skutki behawioralne i źle wpłynąć na jego interakcję z innymi psami.

    – Proszę cię, pies to nie zabawka – pisze jedna z obserwatorek.

    – Szkoda mi tego psa

    – dodaje kolejna.

    – To niebezpieczne dla psa – alarmuje inna użytkowniczka. Podobnych i ostrzejszych komentarzy pod wpisem Aryny Sabalenki jest o wiele więcej.

    https://www.instagram.com/share/p/_5s9kR5FA

     

  • Cały świat widział, co zrobił Wojciech Szczęsny. I nie ma złudzeń

    Cały świat widział, co zrobił Wojciech Szczęsny. I nie ma złudzeń

    Cały świat widział, co zrobił Wojciech Szczęsny. I nie ma złudzeń

    Barcelona miała problemy i ostatecznie “tylko” zremisowała z Realem Betis wynikiem 1:1. Hiszpańskie media już w przerwie zwracały uwagę na to, że Wojciech Szczęsny mógł zachować się lepiej przy straconej bramce. Po meczu jednak wszyscy mówią o jednym — niesamowitej serii polskiego golkipera. Oto jego liczby.

     

    1:1. Takim wynikiem zakończyło się starcie Barcelony z Realem Betis. Ekipa Hansiego Flicka jako pierwsza zdobyła bramkę, ale rywale dość szybko wyrównali i taki rezultat utrzymał się już do końca. W przerwie Hiszpanie wyjątkowo negatywnie oceniali Wojciecha Szczęsnego, o czym pisaliśmy tutaj. A po końcowym gwizdku? Uwagę zwraca tylko jedno.

     

    Cały świat mówi o jednym po meczu Barcelony. Chodzi o Wojciecha Szczęsnego

     

    W mediach społecznościowych głośno przede wszystkim o serii naszego rodaka. Szczęsny rozegrał 20 meczów w barwach Barcelony i z nim w składzie Blaugrana ani razu nie przegrała. Jego bilans to 17 zwycięstw i trzy remisy. Choć spotkanie z Realem Betis można uznać za “wpadkę”, to nie zepsuło ono bilansu Polaka. I to zdecydowanie cieszy.

     

    “Koniec meczu — tylko remis…. Szkoda tego meczu, bo mieliśmy dziś dużo okazji, aby zdobyć trzy punkty, ale takie mecze niestety też się zdarzają… W szczególności w tak napiętym terminarzu. Jak nie chce wpaść, to nie wpadnie. Irytujące spotkanie… Dopisujemy tylko jeden punty i walczymy dalej! Brawo za walkę do końca!” — czytamy na profilu “BarcaInfo”.

     

    “Natan testuje Szczęsnego, ale to spokojny gość, który tylko broni” — pisze żartobliwie osoba prowadząca profil “BeSoccer”.

    https://x.com/_BarcaInfo/status/1908624611216154941

    “Szczęsny w Barcelonie: 20 meczów, zero przegranych” — zwraca uwagę autor profilu “Barca Universal”.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1897400044224909316

    “Wojciech Szczęsny nie wie, co to porażka, jeśli nosi koszulkę Barcelony. Polski bramkarz wygrał 17 spotkań, zremisował trzy i zachował 10 czystych kont w 20 meczach” — czytamy na fanowskim profilu Barcelony z… Azerbejdżanu.

     

    “Wojciech Szczęsny nie wie, co to porażka, jeśli nosi koszulkę Barcelony. Polski bramkarz wygrał 17 spotkań, zremisował trzy i zachował 10 czystych kont w 20 meczach” — czytamy na fanowskim profilu Barcelony z… Azerbejdżanu.

    “Nie ma co płakać. Co ma powiedzieć Real? Yamal znowu kiwał się sam ze sobą, zamiast normalnie podawać proste piłki. Ferran średnio. Lewy prawie nie dostawał podań. Byle w kolejnych spotkaniach było lepiej. Szczęsny bez szans przy tym ci zawalił Araujo” — podsumowuje dziennikarz Łukasz Głowacki.

     

  • Szczęsny uratował Barcelonę. Mogli nawet przegrać

    Szczęsny uratował Barcelonę. Mogli nawet przegrać

    Szczęsny uratował Barcelonę. Mogli nawet przegra

    FC Barcelona stworzyła tyle okazji, że mogła pokonać Real Betis. Jednak goście także mieli swoje szanse, a w jednej z akcji w końcówce spotkania kapitalną interwencją popisał się Wojciech Szczęsny.

    Hit 30. kolejki nie zawiódł. W sobotę (5 kwietnia) FC Barcelona podejmowała Real Betis. Po niezwykle zaciętym i emocjonującym boju starcie zakończyło się podziałem punktów (1:1). Obie bramki padły jeszcze w pierwszej części pierwszej połowy.

    W siódmej minucie wynik otworzył Gavi, który mocnym strzałem z bliska nie dał szans Adrianowi. 10 minut później po rzucie rożnym pokonany został Wojciech Szczęsny (obie bramki możesz zobaczyć pod TYM LINKIEM).

    Choć obie drużyny próbowały zdobyć gola na wagę zwycięstwa, to ta sztuka im się nie udała. Więcej akcji bramkowych miała Barcelona, ale swoje szanse miał także Real. Niewiele brakowało, a goście w 88. minucie wyszliby na prowadzenie.

    “Dumę Katalonii” przed utratą bramki uratował jednak wspomniany już Szczęsny. Polski golkiper w kapitalnym stylu obronił strzał z daleka Natana. Były reprezentant kraju z trudem sparował piłkę do boku (wideo znajduje na końcu artykułu).

    Dodajmy, że to właśnie Natan pokonał Polaka w 17. minucie spotkania. Co warte podkreślenia, dzięki interwencji z końcówki meczu Szczęsny przedłużył serię do 20 meczów z rzędu w barwach Barcelony bez porażki.

     

  • Polak zdobywa pas WBO! Niemcy tylko patrzyli na to, co robi z ich faworytem

    Polak zdobywa pas WBO! Niemcy tylko patrzyli na to, co robi z ich faworytem

    Polak zdobywa pas WBO! Niemcy tylko patrzyli na to, co robi z ich faworytem

    Mateusz Tryc wrócił do boksu po rocznej przerwie. Od razu z wielkim przytupem. Nie był faworytem walki z Niemcem Nickiem Hanningiem, ale zszokował rywala i samą publicznością i efektownie pokonał go w ostatniej rundzie.

     

    Mateusz Tryc (bilans walk: 16 zwycięstw i dwie porażki, 8 KO), w sobotę nie był faworytem walki z dziesiątym w rankingu World Boxing Organization – Nickiem Hanningiem (14-2-1, 7 KO), ale potrafił zaskoczyć. Polak efektownie znokautował Niemca i sięgnął po pas mistrza Europy WBO w wadze półciężkiej. W dodatku zrobił to na terenie swojego rywala, bo gala odbyw

     

    Mateusz Tryc z pasem WBO. Niemcy patrzyli na to, co robi z ich faworytem

    O losach walki zadecydowała dopiero ostatnia, dziesiąta runda. Właśnie wtedy Mateusz Tryc najpierw trafił potężnym prawym, po którym Niemiec upadł na matę. Potrafił się jednak z niej podnieść, ale był liczony przez sędziego. Hanning walczył dalej, ale Polak natychmiast rzucił się na niego z kilkoma ciosami. Sędzia zmuszony był przerwać walkę, bo narożnik Niemca pokazał ręcznik na znak poddania.

     

    “Tu końcówka ostatniej, 10. rundy w wykonaniu Mateusza Tryca, który nokautuje Nicka Hanniga w Poczdamie i zdobywa tym samym pas WBO European. Przez wielu skreślony Tryc dał naprawdę dobrą walkę i zaliczył mocny skalp na wyjeździe. Dobra walka Polaka, który prowadził pojedynek i nie zostawił roboty w rękach sędziego, na całe szczęście! Piękna robota” – napisał w serwisie X Mateusz Hencel.

     

    “Mamy mistrza Europy w zawodowym boksie. Przyznam, że nie miałem nadziei na pomyślny rozwój kariery Mateusza Tryca, a tu taka miła niespodzianka. W zawodowym boksie brakuje nam bardzo sukcesów i każdy cieszy podwójnie. Brawo!” – dodał Tomasz Ratajczak.

    https://x.com/MatHencel/status/1908652970247614812

    “Po dwóch kolejnych porażkach przed czasem niektórzy postawili już krzyżyk na Mateuszu Trycu. I nawet trudno za to krytykować, bo pięściarz z Wyszkowa miał wyraźny dołek kariery. Powstał jednak i wrócił lepszy niż kiedykolwiek w karierze zawodowej wcześniej” – czytamy w portalu bokser.org.

    https://x.com/tomekratajczak/status/1908778582115008653

    Tytuł mistrza Europy WBO to największy sukces w karierze Tryca. Dzięki zwycięstwie zadebiutuje w czołowej piętnastce rankingu WBO i zyska prawa pretendenta do tytułu mistrza świata.

     

    Z kolei Hanning dotychczas dwa razy walczył z Polakami i zawsze łatwo wygrywał. Teraz musiał obejść się smakiem

    https://x.com/MichalKoperBoks/status/1908732220732305560

    “Warto również podkreślić, że Hanning w ostatnim czasie lubił walczyć z Polakami. W 2023 roku zmierzył się z Bartoszem Barczyńskim oraz Przemysławem Gorgoniem. Oba te starcia z łatwością wygrał i najpewniej spodziewał się powtórki z rozrywki. Rzeczywistość jednak okazała się dla niego zupełnie inna” – czytamy w serwisie WP SportoweFakty. 

     

  • Sceny po meczu Barcelony. Raphinha nie wytrzymał. Lewandowski musiał zareagować

    Sceny po meczu Barcelony. Raphinha nie wytrzymał. Lewandowski musiał zareagować

    Sceny po meczu Barcelony. Raphinha nie wytrzymał. Lewandowski musiał zareagować

    Barcelona “tylko” zremisowała z Realem Betis 1:1 w 30. kolejce LaLiga i nie wykorzystała swojej szansy na zwiększenie przewagi nad Realem Madryt. Podopieczni Hansiego Flicka w tym spotkaniu byli wyjątkowo nieskuteczni, a ich rywale dobrze się bronili. Głośno jest jednak o zachowaniu Raphinhy, który dał się ponieść. Doszło do przepychanek, a oberwało się też kontuzjowanemu Marc-Andre ter Stegenowi. Uspokajać próbował go m.in. Robert Lewandowski.

     

    Raphinha wściekły schodził z boiska

    Wiele pisze się o tym, co działo się meczu Barcelona-Betis. Raphinha wzburzony schodził z boiska, a media obiegły obrazki pokazujące, jak Robert Lewandowski, Hansi Flick i inni koledzy próbują go uspokoić. Oberwało się też ter Stegenowi, który próbował nie dopuścić do tego, by Raphinha starł się z sędzią asystentem.

     

    Nagrania pokazują, co działo się po meczu Barcy

    W sieci krążą nagrania, na których najpierw Hansi Flick próbuje zatrzymać wściekłego Raphinhę, jednak ten nie reaguje na jego prośby. Później interweniował też Robert Lewandowski, który pokazał koledze, by zszedł z boiska, by uniknąć poważniejszych konsekwencji, jak podaje “Marca”.

     

    Rykoszetem oberwał kapitan zespołu, szykujący do powrotu do gry po kontuzji. Marc-Andre ter Stegen chciał objąć Raphinhę, by nieco go uspokoić, a ten, zamiast spuścić głowę i udać się do szatni, odepchnął Niemca, który z kolei wepchnął go do tunelu prowadzącego do szatni.

    https://x.com/lluis7bou/status/1908650592811311381

    Raphinha miał pretensje do sędziego?!

    Do końca nie wiadomo, co spowodowało tak negatywne emocje u skrzydłowego, jednak wiele wskazuje na to, że nie spodobało mu się zachowanie jednego z arbitrów bocznych. “Powiedział mi, żebym się zamknął, jest niegrzeczny” — miał powiedzieć Raphinha prowadzącemu mecz sędziemu Jesusowi Gilowi Manzano, jak podaje Angel Perez z “Mundo Deprtivo”.

     

    Kiedy kolejny mecz Barcelony?

     

    Kolejny mecz FC Barcelona rozegra w Lidze Mistrzów. Ćwierćfinał rozgrywek z Borussią Dortmund zaplanowano na środę 9 kwietnia na godz. 21.00.

    https://x.com/esiadrr/status/1908631347398066290

  • Koncert Polki trwa, wspaniały triumf we Francji. To już 11. tytuł w ciągu 13 miesięcy

    Koncert Polki trwa, wspaniały triumf we Francji. To już 11. tytuł w ciągu 13 miesięcy

    Koncert Polki trwa, wspaniały triumf we Francji. To już 11. tytuł w ciągu 13 miesięcy

    Na początku marca ubiegłego roku sięgnęła po swój pierwszy deblowy tytuł w sezonie 2024, triumfując w imprezie ITF W35 w Solarino. W minionej kampanii zgarnęła w sumie 10 trofeów w grze podwójnej. W sobotę otworzyła konto w deblu w obecnych zmaganiach, wygrywając turniej ITF W50 w Nantes. Mowa o Martynie Kubce, która występowała we francuskich rozgrywkach w duecie z Lisą Zaar. W decydującym starciu pokonały parę Sofia Costoulas/Talia Gibson 6:3, 6:2. Polka i Szwedka stanowią niezwykłe połączenie. Świadczy o tym pewna statystyka.

     

    Ubiegły rok był bardzo udany dla Martyny Kubki, zwłaszcza od kątem sukcesów w deblu. Zdobyła w sumie 10 trofeów – 1x WTA 125, 4x ITF W50 i 5x ITF W35. W singlu nie udało się wywalczyć żadnego tytułu, ale co ciekawe, w obecnym sezonie to właśnie w grze pojedynczej podniosła swój pierwszy skalp. Na przełomie lutego i marca wygrała zmagania rangi ITF W15 w Leimen. W decydującym starciu pokonała Anastasię Kulikovą, rewanżując się za porażkę w finale turnieju w Stambule półtora roku temu.

     

    W tym tygodniu rówieśniczka Igi Świątek rywalizowała w imprezie ITF W50 w Nantes. Brała również udział w rozgrywkach singlowych i zaczęła je całkiem nieźle, od zwycięstwa 6:1, 6:4 w potyczce z Julią Awdiejewą. W batalii o ćwierćfinał przegrała jednak wyraźnie z Harmony Tan – 2:6, 1:6. Od tego momentu 23-latka mogła się skupić na deblowych zmaganiach, gdzie przyszło jej występować w duecie z Lisą Zaar. Dla polsko-szwedzkiego duetu był to trzeci wspólny turniej. Poprzednie dwa kończyły z trofeami, co oznaczało, że były do tej pory niepokonane. Ta statystyka nie uległa zmianie także po turnieju we Francji.

     

    Najpierw Kubka i Zaar otrzymały walkowera od pary Julia Awdiejewa/Polina Bachmutkina. Półfinał przyniósł wymagające starcie z tenisistkami rozstawionymi z “4” – Nadią Kolb oraz Yulianą Lizarazo. O losach pojedynku decydował dopiero super tie-break, a tak naprawdę dwie ostatnie piłki. Od stanu 8-8 punkty wędrowały wyłącznie na konto Martyny i Lisy, dzięki czemu wygrały 6:2, 6:7(3), 10-8. Finałowymi rywalkami turniejowych “2” okazały się Sofia Costoulas i Talia Gibson. Tym razem obyło się bez dodatkowych emocji. Polka oraz Szwedka rozstrzygnęły sprawę w dwóch setach.

     

    Martyna Kubka i Lisa Zaar wygrały turniej ITF W50 w Nantes. Trzeci wspólny występ i trzeci tytuł

     

    Decydujące starcie rozpoczęło się od utrzymanego podania przez Kubkę i Zaar. W następnych trzech gemach dochodziło do decydujących punktów, ale za każdym razem serwujące wychodziło z opresji. Podczas czwartego rozdania Belgijka i Australijka obroniły w sumie trzy okazje na 3:1. Kilka minut później rozstawione z “2” zawodniczki doczekały się jednak w końcu przełamania. W trakcie szóstego gema wykorzystały trzecią z czterech szans i wyszły na 4:2. Po chwili przeciwniczki mogły natychmiast zniwelować stratę breaka, ale dwie okazje uciekły. Polka i Szwedka uzyskały trzy “oczka” przewagi i zachowały tę różnicę do samego końca partii. Ostatecznie triumfowały 6:3, wykorzystując już pierwszego setbola.

     

    Druga odsłona pojedynku wystartowała od serwisu rywalek. W drugim gemie zrobił się nerwowo z perspektywy duetu Kubka/Zaar, bowiem straciły prowadzenie 40-0 i doszło do złotej piłki. To oznaczało szansę dla Costoulas i Gibson na 2:0. Decydująca akcja trafiła jednak na konto triumfatorek pierwszego seta. Po chwili wróciły ze stanu 15-40 przy podaniu przeciwniczek i zdobyły breaka. Kolejnego Martyna i Lisa uzyskały podczas siódmego rozdania. Dzięki temu przy stanie 5:2 serwowały po tytuł. Nie miały żadnego problemu. Podobnie jak w premierowej odsłonie, wygrały gema do 15, wykorzystując już pierwszą okazję.

     

    Tym samym Martyna Kubka i Lisa Zaar wygrały deblowy turniej ITF W50 w Nantes i sięgnęły po swoje trzecie wspólne trofeum. Do tej pory mają komplet 9 zwycięstw w rozegranych meczach i pozostają niepokonane jako duet. Sobotni triumf pozwolił Polce dorzucić do gabloty pierwsze trofeum za grę podwójną w sezonie 2025. Dzięki temu ma już skalpy zarówno w singlu, jak i deblu za tegoroczną kampanię rozgrywek. W całej karierze 23-latki to już 25. zawodowy tytuł w grze podwójnej. Teraz nasza tenisistka uda się na kadrę do Radomia. Kilka dni temu została powołana do zespołu na BJK Cup za kontuzjowaną Magdalenę Fręch.

    https://x.com/SzymiPrzybysz/status/1908582539213562063

  • Koncert Polki trwa, wspaniały triumf we Francji. To już 11. tytuł w ciągu 13 miesięcy

    Koncert Polki trwa, wspaniały triumf we Francji. To już 11. tytuł w ciągu 13 miesięcy

    Koncert Polki trwa, wspaniały triumf we Francji. To już 11. tytuł w ciągu 13 miesięcy

    Na początku marca ubiegłego roku sięgnęła po swój pierwszy deblowy tytuł w sezonie 2024, triumfując w imprezie ITF W35 w Solarino. W minionej kampanii zgarnęła w sumie 10 trofeów w grze podwójnej. W sobotę otworzyła konto w deblu w obecnych zmaganiach, wygrywając turniej ITF W50 w Nantes. Mowa o Martynie Kubce, która występowała we francuskich rozgrywkach w duecie z Lisą Zaar. W decydującym starciu pokonały parę Sofia Costoulas/Talia Gibson 6:3, 6:2. Polka i Szwedka stanowią niezwykłe połączenie. Świadczy o tym pewna statystyka.

     

    Ubiegły rok był bardzo udany dla Martyny Kubki, zwłaszcza od kątem sukcesów w deblu. Zdobyła w sumie 10 trofeów – 1x WTA 125, 4x ITF W50 i 5x ITF W35. W singlu nie udało się wywalczyć żadnego tytułu, ale co ciekawe, w obecnym sezonie to właśnie w grze pojedynczej podniosła swój pierwszy skalp. Na przełomie lutego i marca wygrała zmagania rangi ITF W15 w Leimen. W decydującym starciu pokonała Anastasię Kulikovą, rewanżując się za porażkę w finale turnieju w Stambule półtora roku temu.

     

    W tym tygodniu rówieśniczka Igi Świątek rywalizowała w imprezie ITF W50 w Nantes. Brała również udział w rozgrywkach singlowych i zaczęła je całkiem nieźle, od zwycięstwa 6:1, 6:4 w potyczce z Julią Awdiejewą. W batalii o ćwierćfinał przegrała jednak wyraźnie z Harmony Tan – 2:6, 1:6. Od tego momentu 23-latka mogła się skupić na deblowych zmaganiach, gdzie przyszło jej występować w duecie z Lisą Zaar. Dla polsko-szwedzkiego duetu był to trzeci wspólny turniej. Poprzednie dwa kończyły z trofeami, co oznaczało, że były do tej pory niepokonane. Ta statystyka nie uległa zmianie także po turnieju we Francji.

     

    Najpierw Kubka i Zaar otrzymały walkowera od pary Julia Awdiejewa/Polina Bachmutkina. Półfinał przyniósł wymagające starcie z tenisistkami rozstawionymi z “4” – Nadią Kolb oraz Yulianą Lizarazo. O losach pojedynku decydował dopiero super tie-break, a tak naprawdę dwie ostatnie piłki. Od stanu 8-8 punkty wędrowały wyłącznie na konto Martyny i Lisy, dzięki czemu wygrały 6:2, 6:7(3), 10-8. Finałowymi rywalkami turniejowych “2” okazały się Sofia Costoulas i Talia Gibson. Tym razem obyło się bez dodatkowych emocji. Polka oraz Szwedka rozstrzygnęły sprawę w dwóch setach.

     

    Martyna Kubka i Lisa Zaar wygrały turniej ITF W50 w Nantes. Trzeci wspólny występ i trzeci tytuł

     

    Decydujące starcie rozpoczęło się od utrzymanego podania przez Kubkę i Zaar. W następnych trzech gemach dochodziło do decydujących punktów, ale za każdym razem serwujące wychodziło z opresji. Podczas czwartego rozdania Belgijka i Australijka obroniły w sumie trzy okazje na 3:1. Kilka minut później rozstawione z “2” zawodniczki doczekały się jednak w końcu przełamania. W trakcie szóstego gema wykorzystały trzecią z czterech szans i wyszły na 4:2. Po chwili przeciwniczki mogły natychmiast zniwelować stratę breaka, ale dwie okazje uciekły. Polka i Szwedka uzyskały trzy “oczka” przewagi i zachowały tę różnicę do samego końca partii. Ostatecznie triumfowały 6:3, wykorzystując już pierwszego setbola.

     

    Druga odsłona pojedynku wystartowała od serwisu rywalek. W drugim gemie zrobił się nerwowo z perspektywy duetu Kubka/Zaar, bowiem straciły prowadzenie 40-0 i doszło do złotej piłki. To oznaczało szansę dla Costoulas i Gibson na 2:0. Decydująca akcja trafiła jednak na konto triumfatorek pierwszego seta. Po chwili wróciły ze stanu 15-40 przy podaniu przeciwniczek i zdobyły breaka. Kolejnego Martyna i Lisa uzyskały podczas siódmego rozdania. Dzięki temu przy stanie 5:2 serwowały po tytuł. Nie miały żadnego problemu. Podobnie jak w premierowej odsłonie, wygrały gema do 15, wykorzystując już pierwszą okazję.

     

    Tym samym Martyna Kubka i Lisa Zaar wygrały deblowy turniej ITF W50 w Nantes i sięgnęły po swoje trzecie wspólne trofeum. Do tej pory mają komplet 9 zwycięstw w rozegranych meczach i pozostają niepokonane jako duet. Sobotni triumf pozwolił Polce dorzucić do gabloty pierwsze trofeum za grę podwójną w sezonie 2025. Dzięki temu ma już skalpy zarówno w singlu, jak i deblu za tegoroczną kampanię rozgrywek. W całej karierze 23-latki to już 25. zawodowy tytuł w grze podwójnej. Teraz nasza tenisistka uda się na kadrę do Radomia. Kilka dni temu została powołana do zespołu na BJK Cup za kontuzjowaną Magdalenę Fręch.

  • Zrobiła to! Katarzyna Kawa zagra o tytuł w Bogocie

    Zrobiła to! Katarzyna Kawa zagra o tytuł w Bogocie

    Zrobiła to! Katarzyna Kawa zagra o tytuł w Bogocie

    Katarzyna Kawa powalczy o tytuł w turnieju WTA 250 na kortach ziemnych w Bogocie! W sobotnim półfinale polska tenisistka pokonała sensacyjną debiutantkę Amerykankę Julietę Pareję 7:5, 6:2.

     

    W drugim półfinale turnieju Copa Colsanitas Zurich 2025 spotkały się dwie tenisistki, które w Bogocie przeżyły wielką przygodę. Zarówno Katarzyna Kawa (WTA 223), jak i Julieta Pareja (WTA 550) przeszły przez dwustopniowe eliminacje. 32-letnia Polka pokazała waleczne serce, pokonując choćby w ćwierćfinale najwyżej rozstawioną Marie Bouzkovą. Natomiast 16-letnia Amerykanka zaliczyła wymarzony debiut w kobiecym tourze, wygrywając pięć pojedynków bez straty seta.

     

    Awans do finału imprezy w Bogocie mogła wywalczyć tylko jedna z nich. Zanim obie tenisistki wyszły na kort, trzeba było poczekać ponad pięć godzin. Najpierw w kolumbijskiej stolicy pojawiły się burze, a następnie obfite opady deszczu. Gdy zawodniczki w końcu wkroczyły na główną arenę, była już wieczorowa pora.

     

    Początek spotkania był trochę nerwowy z obu stron. Widać było, że obie panie muszą się trochę rozgrzać i przede wszystkim lepiej poznać, wszak grały ze sobą po raz pierwszy. Kawa zdobyła przełamanie już w pierwszym gemie. Pareja błyskawicznie odpowiedziała po zmianie stron, a następnie wyszła na 2:1. W kolejnych dwóch gemach obie tenisistki miały swoje szanse, lecz tym razem do przełamań nie doszło.

     

    W drugiej fazie premierowej odsłony emocje sięgnęły zenitu. Zawodniczki rozgrywały coraz dłuższe wymiany i pojawiło się więcej błędów. W ósmym gemie Kawa zachowała spokój i utrzymała serwis na po 4. Wówczas doszło do prawdziwej batalii przy podaniu młodej Amerykanki. Polka wykorzystała szóstą okazję i wywalczyła przełamanie. To oznaczało, że po zmianie stron podawała po zwycięstwo w secie.

     

    Choć Kawę dzieliły tylko dwa punkty od celu, to nie wyserwowała wtedy wygranej w premierowej odsłonie. Pareja wyrównała na po 5 i walka rozgorzała na nowo. Jednak w tak ważnym momencie dało znać o sobie doświadczenie naszej reprezentantki. Amerykanka nie radziła sobie pod presją i często się myliła. Znów straciła serwis i po zmianie stron Polka po raz drugi podawała po zwycięstwo. Tym razem była już skuteczna i po 77 minutach wygrała seta 7:5!

     

    Po zakończeniu premierowej odsłony Kawa skorzystała w szatni z przerwy medycznej. Po wznowieniu pojedynku grała bardzo cierpliwie i całkowicie opanowała sytuację na korcie. Widać było spokój i doświadczenie kryniczanki. Drugiego seta zaczęła koncertowo, bowiem wywalczyła przełamanie już w pierwszym gemie. Potem dołożyła jeszcze breaka w trzecim gemie, wykorzystując błędy przeciwniczki.

     

    Kawa wysunęła się więc na 3:0 i była bardzo blisko celu. Pareja jednak nie zamierzała się poddawać. W czwartym gemie odrobiła stratę jednego breaka, a następnie w końcu utrzymała serwis. Ale Polka nie oddała już prowadzenia. Wygrała własne podanie, po czym zaatakowała na returnie. Jeszcze raz przełamała podanie Amerykanki i wyszła na 5:2. Teraz już nie czekała i zakończyła pojedynek.

     

    Po dwóch godzinach i 2 minutach gry Kawa pokonała Pareję 7:5, 6:2. W sobotnim spotkaniu Polka zanotowała dwa asy, dwa podwójne błędy, 23 kończące uderzenia i 39 pomyłek. Amerykanka nie zaserwowała żadnego asa, popełniła sześć podwójnych błędów, skończyła 17 piłek, a błędów własnych miała 37. Nasza tenisistka postarała się o więcej break pointów (15-10) i przełamań (6-3). W sumie zdobyła 85 ze 155 rozegranych punktów.

     

    Zwycięska Kawa zagra o tytuł w turnieju WTA 250 na kortach ziemnych w Bogocie. Jej przeciwniczką w decydującym pojedynku będzie rozstawiona z “dwójką” Camila Osorio (WTA 54). Kolumbijka celuje w trzecie w karierze mistrzostwo w kolumbijskiej stolicy, bowiem wcześniej triumfowała tutaj w 2021 i 2024 roku.

     

    Kawa wystąpi w swoim drugim finale zawodów głównego cyklu. W 2019 roku dotarła do tej fazy imprezy WTA 250 w łotewskiej Jurmale, gdzie skuteczniejsza od niej po trzysetowym boju była Anastasija Sevastova. Nasza tenisistka będzie chciała zatem wywalczyć premierowe mistrzostwo w kobiecym tourze.

     

    Finał turnieju Copa Colsanitas Zurich 2025 odbędzie się w niedzielę (6 kwietnia) o godz. 19:00 czasu polskiego. Triumfatorka otrzyma 250 rankingowych punktów oraz czek na sumę 36,3 tys. dolarów. Dla finalistki przeznaczono 163 punkty oraz 21,4 tys. dolarów premii.

     

    Copa Colsanitas Zurich, Bogota (Kolumbia)

    WTA 250, kort ziemny, pula nagród 275 tys. dolarów

    sobota, 5 kwietnia

     

    półfinał gry pojedynczej:

     

    Katarzyna Kawa (Polska, Q) – Julieta Pareja (USA, Q) 7:5, 6:2

  • Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    Koniec passy Roberta Lewandowskiego. To jednak najmniejszy problem

    To był kolejny słaby występ Lewandowskiego pod względem czysto piłkarskim. Kolejny, bo nie najlepiej prezentował się także wtedy, gdy strzelał ostatnio gole. Tym razem do siatki nie trafił, nie miał więc czym przykryć nieudanego meczu. Bardziej martwi jednak fakt, że Polak nie dostawał od kolegów podań, nawet gdy znajdował się na dogodnych pozycjach do strzału. Także Wojciech Szczęsny nie może być po tym spotkaniu zadowolony. Barcelona powiększyła przewagę nad Realem Madryt, ale nie takiego wieczoru spodziewali się jej kibice. Piłkarze najwidoczniej też, bo po końcowym gwizdku doszło do gorszących scen.

     

    Robert Lewandowski wcale nie spisywał się ostatnio tak dobrze, jak wskazywałyby na to peany na jego cześć. Ale też w sobotnim meczu z Realem Betis niczego spektakularnie nie zepsuł, by obwiniać go za stratę punktów. Tyle że pewnie wszyscy jego fani woleliby, żeby zaliczył taki występ, jak przed tygodniem. Wtedy to stratę piłki przy bramce rywali przekuł na dwa trafienia, które walnie przyczyniły się do zwycięstwa 4:1 nad Gironą.

     

    W sobotę Lewandowski dostał plastra w osobie Marca Bartry i był właściwie bezużyteczny. Nie wychodził na pozycje, nie miał zbyt wiele wolnego miejsca wokół siebie, a to skutkowało brakiem podań. Jeśli piłki w jego stronę były już kierowane, jak spod ziemi wyrastał kapitan Realu Betis.

     

    A nawet gdy Polak trochę miejsca w końcu miał, koledzy tego nie zauważali. Tak było i na początku, i na końcu meczu. W szóstej minucie nie zauważył go Pedri. Pomocnik zdecydował się na potężny strzał, który Adrian odbił na korner.

     

    Z kolei w 82. minucie, gdy Lamine Yamal rozprowadzał akcję na prawej stronie pola karnego z Kounde, piłka ostatecznie trafiła do Fermina Lopeza. A ten nie dość, że był na spalonym, to w dodatku jego strzał został zablokowany. Tymczasem z drugiej strony “16” Polak machaniem rękoma sygnalizował gotowość do strzału.

     

    Nic z tego. Skończyło się kolejnym szerokim rozłożeniem rąk. Sam jednak nie jest bez winy. Pewną nieskutecznością na przestrzeni całego sezonu zapracował sobie na takie, a nie inne zaufanie.

     

    Ta sytuacja Lewandowskiego mogła wszystko odmienić

    Była jednak sytuacja, która totalnie zmieniłaby oceny Lewandowskiego po tym meczu. W 86. minucie Yamal wstrzelił piłkę w pole karne, Polak przytomnie ją zagarnął, a następnie uderzył przewrotką z ostrego kąta. Tyle że w kierunku przeciwnym do bramki.

     

    W ten sposób Lewandowski zaliczył zaledwie trzecie ligowe spotkanie w tym roku, w którym nie trafił do siatki. W poprzednich czterech meczach w hiszpańskiej ekstraklasy trafił pięciokrotnie. Znów potwierdziło się, że jak nie strzela, to Barcelona nie ma z niego większego pożytku. W fazie konstruowania akcji piłkę raczej tracił, niż celnie oddawał do kolegów. Łącznie zaliczył jedynie 22 kontakty z futbolówką.

     

    Na domiar złego brał udział w akcji, w której naraził się na pośmiewisko. W 30. minucie Antony założył mu siatkę przy linii bocznej, na co Polak odpowiedział faulem. Jesus Gil Manzano słusznie odgwizdał przewinienie, a na dodatek skwitował to roześmianym od ucha do ucha obliczem.

     

    Tak FC Barcelona wyszła na prowadzenie:

     

    Niezdrowych emocji nie zabrakło także po zakończeniu meczu. Tego w transmisji w polskiej telewizji już nie zobaczyliśmy. W pewnym momencie Raphinha ruszył do sędziego, zanosiło się na srogą awanturę, do akcji wkroczyli więc koledzy. Jednym z tych, którzy odciągali Brazylijczyka od arbitra, był Lewandowski. Polak na tym nie poprzestał. Wymachiwał później jeszcze w kierunku 28-latka. Ten wziął piłkę i odkopał ją, ile sił w nogach.

     

    Bynajmniej nie ostudziło to rozgrzanej głowy Brazylijczyka. Gdy zmierzał już do tunelu, wdał się w pyskówkę z Markiem-Andre ter Stegenem. Dochodzący do zdrowia bramkarz Barcelony chciał go raczej udobruchać objęciem ramieniem, ale Raphinha go odepchnął, a Niemiec nie pozostał mu dłużny. Dalsza utarczka miała miejsce już w tunelu, dokąd ter Stegen kolegę z drużyny po prostu wepchnął.

     

    To i tak niewiele mniej interwencji niż w całym meczu zaliczył Wojciech Szczęsny. Poza straconą bramką Polak jeszcze tylko raz musiał zmierzyć się z celnym strzałem. Tuż przed końcem meczu po raz wtóry pokonać go postanowił Natan. Po potężnym uderzeniu z dystansu piłka nabrała odchodzącej rotacji, ale każdy szanujący się bramkarz musiał stanąć na wysokości zadania. Nie inaczej było w przypadku Szczęsnego.

     

    Poza tym musiał jeszcze trzy razy wychodzić na przedpole. W pierwszym przypadku dał się ubiec Cucho Hernandezowi, ale nie dość, że napastnik Betisu uderzył tak, że piłka pozostała w polu, to na dodatek był na spalonym.

     

    W innej sytuacji w porę wybił piłkę przed “16” nogą, a w doliczonym czasie drugiej połowy zrobił to głową. Przy okazji został znokautowany przez Cedrica Bakambu. Szybko się jednak pozbierał, by wznowić grę.

    Szczęsny zanotował już 20. mecz bez porażki w barwach Barcelony, ale 11. czystego konta zaliczyć nie zdołał. Także na własne życzenie. Gol dla Betisu padł po potężnym strzale głową Natana, ale jednak w środek bramki. Tyle że i tak najbardziej w tej sytuacji zawalił Ronald Araujo. Kapitan Barcelony nie raczył nawet wyskoczyć do dośrodkowanej piłki i w teorii kryty przez niego stoper gości miał ułatwione zadanie.

     

    Do piłkarzy, którzy po tym meczu mogą pluć sobie w brodę, należy zaliczyć też Yamala. Po tak zjawiskowym występie, jak w środę przeciwko Atletico w Madrycie, tym razem wychodziło mu dużo mniej. Aż dziw bierze, że nie został ściągnięty przed końcem spotkania.

     

    W jego przypadku można mieć poważne podejrzenia, że jest po prostu za bardzo eksploatowany. W ciągu ostatnich 10 dni opuścił tylko 3 z 360 możliwych do rozegrania minut w Barcelonie. W ciągu ostatniego miesiąca — 12 z 540. Od początku lutego — 49 z 1170. 17-latek właściwie nie odpoczywa.

     

    Flick trzymał go do końca meczu, tymczasem nawet godziny nie dał pograć Ferranowi Torresowi. Superrezerwowy tym razem wystąpił od pierwszej minuty. W teorii został ustawiony na lewej flance, ale de facto najczęściej operował za plecami Lewandowskiego. Nie była to współpraca udana, ale nie tylko dlatego Hiszpan musiał schodzić z boiska z nosem spuszczonym na kwintę.

     

    W 29. minucie powinien był przywrócić Barcelonie prowadzenie. Po dośrodkowaniu Alejandro Balde uderzył jednak nieczysto i nie trafił nawet w bramkę. Nietypowa pozycja na boisku nie jest oczywiście usprawiedliwieniem w tej sytuacji. Ale pewnie gdyby dostał szansę gry na szpicy albo rzeczywiście na skrzydle, byłoby z niego więcej pożytku. Może nawet więcej niż z Lewandowskiego czy Yamala.

     

    Emocje będą tylko rosnąć

    Barcelona co prawda straciła pierwsze punkty w lidze od połowy stycznia, ale jej sytuacja i tak jest komfortowa. Nad Realem Madryt ma cztery “oczka” przewagi, a w zanadrzu mecz z tym rywalem na własnym stadionie. Z kim zresztą mieli nie wygrać, jeśli nie z Betisem, który w ostatnich 10 meczach zgromadził drugi najlepszy dorobek w lidze?

     

    Już teraz wiadomo, że Barcelona z pustymi rękami tego sezonu nie zakończy. W styczniu sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii, w porywającym stylu ogrywając w finale Real (5:2). Pewnie jeszcze w sierpniu wielu kibiców Dumy Katalonii nawet to jedno trofeum wzięłoby z pocałowaniem ręki.

     

    Gdyby jednak po tak wielu znakomitych występach Blaugrana poprzestała tylko na triumfie w tych rozgrywkach, całe barcelonismo wręcz okryłoby się żałobą. Nie po to w tak widowiskowym stylu podopieczni Flicka przepłynęli niemal cały dystans, by zawieść tuż przed rozłożeniem się na plaży.

     

    Z tego względu napięcie będzie tylko rosło. Ostatecznie pamięta się przecież przede wszystkim zwycięzców.

     

  • Złoto dla Polki w Brazylii! Przyćmiła nawet Julię Szeremetę

    Złoto dla Polki w Brazylii! Przyćmiła nawet Julię Szeremetę

    Złoto dla Polki w Brazylii! Przyćmiła nawet Julię Szeremetę

    Mamy złoto! Barbara Marcinkowska zrobiła to, czego nie udało się nawet Julii Szeremecie, wygrywając zmagania w Pucharze Świata w Foz do Iguaçu w Brazylii. W emocjonującym finale kategorii do 70 kg 21-letnia Polka pokonała 3:2 Australijkę Lekeishę Pergoliti.

     

    Walka od początku była popisem umiejętności Marcinkowskiej. Już w pierwszej rundzie Polka zdominowała ring, wykorzystując swój zasięg i precyzyjne lewe proste, które zapewniły jej wyraźną przewagę. Druga odsłona przyniosła więcej walki ze strony Pergoliti, ale Marcinkowska skutecznie kontrowała, utrzymując bezpieczny dystans. Trzecia runda, choć bardziej wyrównana, nie zmieniła obrazu pojedynku – Polka zachowała zimną krew i przypieczętowała triumf.

     

    Barbara Marcinkowska najlepsza! Werdykt nie oddaje jej dominacji

     

    Ostateczny werdykt sędziów (3:2) nie oddaje w pełni dominacji Marcinkowskiej, która na kartach trzech arbitrów wygrała wyraźnie (30:27), podczas gdy dwoje sędziów punktowało minimalnie na korzyść Australijki (29:28). Warto dodać, że Marcinkowska, mimo młodego wieku, ma już na koncie tytuły młodzieżowej mistrzyni Europy i świata, a jej progres w ostatnich miesiącach budzi podziw.

    https://x.com/KrolJagiello/status/1908653040246136916

    Triumf w Brazylii to znaczący krok dla Marcinkowskiej i po cichu możemy już nawet marzyć o jej medalu na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 r. W cieniu sukcesu Marcinkowskiej znalazła się Julia Szeremeta, która swój finał przegrała, ale i tak zasługuje na słowa uznania.