Category: Celebrities

  • Musi zastąpić Świątek, przyjaźnią się od dziecka. Jeszcze niedawno walczyła z ciężką chorobą

    Musi zastąpić Świątek, przyjaźnią się od dziecka. Jeszcze niedawno walczyła z ciężką chorobą

    Musi zastąpić Świątek, przyjaźnią się od dziecka. Jeszcze niedawno walczyła z ciężką chorobą

    Maja Chwalińska znalazła się w kadrze reprezentacji Polski na eliminacje do finału Billie Jean King Cup. Z udziału w imprezie zrezygnowała natomiast jej bliska przyjaciółka Iga Świątek. Panie jeszcze w czasach juniorskich odnosiły wspólnie ogromne sukcesy i wiele wskazywało na to, że brylować będą także jako seniorki. Niestety, karierę Chwalińskiej przerwała depresja, na którą młoda tenisistka chorowała przez kilka lat.

     

    W czwartek 10 kwietnia reprezentacja Polski rozpocznie walkę o awans do finału Billie Jean King Cup. W składzie “Biało-Czerwonych” tym razem zabrakło Igi Świątek, która postanowiła w tym czasie oczyścić umysł po ostatnich intensywnych miesiącach i przygotować się do sezonu na mączce. Z gry dla reprezentacji zmuszona była zrezygnować także Magdalena Fręch, która doznała urazu nadgarstka i nie byłaby w stanie zaprezentować swojej najlepszej formy na korcie. W Radomiu zobaczymy natomiast Magdę Linette, Maję Chwalińską, Katarzynę Kawę oraz Martynę Kubkę. Co ciekawe, jedna z pań jeszcze jakiś czas temu była bliska zakończenia kariery z powodu ogromnych problemów ze zdrowiem psychicznym. Ostatecznie jednak miłość do tej dyscypliny okazała się silniejsza, a dziś Polka zachwyca na kortach na całym świecie.

     

    Maja Chwalińska nadzieją na awans Polski do finału Billie Jean King Cup. A jeszcze kilka lat temu walczyła z depresją

     

    Maja Chwalińska już od najmłodszych lat pokazywała, że ma zadatki na gwiazdę tenisa. Pierwszy raz o Polce zrobiło się głośno w 2015 roku, kiedy to wraz z reprezentacją naszego kraju sięgnęła ona po mistrzostwo Europy do lat 14. W tym samym roku w jej życiu pojawiła się Iga Świątek. Panie od razu złapały dobry kontakt i zostały bliskimi przyjaciółkami. Wspólnie sięgnęły po mistrzostwo Europy młodziczek, a następnie ten sam tytuł zdobyły także w kategorii kadetów. Ich największym wspólnym sukcesem z tamtego okresu pozostaje jednak występ w finale w Australian Open w grze podwójnej dziewcząt. Polska para musiała wówczas uznać wyższość kanadyjskiego duetu Bianca Andreescu – Carson Branstine.

     

    W 2017 roku Chwalińska rozpoczęła karierę zawodową i wielu ekspertów wróżyło jej wówczas świetlaną przyszłość w tenisie. Niestety, w czerwcu 2021 roku młoda Polka niespodziewanie poinformowała kibiców o zawieszeniu sportowej kariery. Jak się wówczas okazało, decyzję tę tenisistka podjęła ze względu na depresję, na którą zachorowała półtora roku wcześniej.

     

    “Ostatnie 2 lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofywałam się z turniejów lub kreczowałam mecze. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od końca 2019 roku choruję na depresję” – wyjawiła wówczas za pośrednictwem mediów społecznościowych.

     

    Tenisistka w trakcie walki z depresją mogła liczyć na wsparcie. Jej przyjaciel od razu zaczął szukać dla niej pomocy

     

    Sama tenisistka nie wypowiadała się zbyt często na temat swojej choroby. W rozmowie z “Super Expressem” w 2022 roku niespodziewanie głos zabrał jednak menedżer i bliski przyjaciel zawodniczki, Piotr Szczypka. Mężczyzna opowiedział o kulisach batalii, jaką wówczas toczyła Chwalińska. “Wiedziałem, że dzieje się z nią coś złego. Była smutna, nic jej nie cieszyło. Gdy opisała to wszystko w internecie i rozmawialiśmy na ten temat, to były naprawdę trudne chwile. Ale od razu zaczęła myśleć, jak znaleźć innych fachowców. Już wcześniej współpracowała z psychologami, ale to była rzadka usługa i nie dawała takich efektów. Wtedy zająłem się szukaniem dla niej pomocy i nigdy w nią nie zwątpiłem. Wiedziałem, że ma nieprzeciętny talent. Przez całe życie było trzeba odciągać ją od pracy, bo miała zaplanowaną każdą sekundę. W tym wieku ciężko jest wytrzymać taki profesjonalizm” – oznajmił.

     

    Mai Chwalińskiej ostatecznie udało się wygrać walkę z depresją i po paru miesiącach powróciła do treningów i udziału w rywalizacji. Od tamtej pory coraz lepiej radzi sobie na arenie międzynarodowej, a w kolejnych dniach swoje umiejętności zaprezentuje przed polską publicznością podczas eliminacji do finału Billie Jean King Cup w Radomiu. W czwartek Polska zagra ze Szwajcarią. Transmisja z tego spotkania w Polsacie Sport 1 i online na Polsat Box Go. Początek o 15:00. Relację “na żywo” śledzić będzie można również na stronie Interii.

  • Problemy Hurkacza. Polak wycofał się z kolejnego turnieju

    Problemy Hurkacza. Polak wycofał się z kolejnego turnieju

    Problemy Hurkacza. Polak wycofał się z kolejnego turniej

     

    Znów napływają złe wieści ze świata tenisa. Wciąż nie wiadomo, kiedy Hubert Hurkacz wróci na kort. Polak zdecydował się wycofać z rywalizacji w turnieju rangi ATP 500 w Monachium. To już trzecie z rzędu zawody w głównym cyklu, w których wrocławianin nie weźmie udziału.

     

    Najpierw Miami, potem Monte Carlo, a teraz Monachium. Jaki jest wspólny mianownik wszystkich tych turniejów? Odpowiedź brzmi – Hubert Hurkacz. Polak boryka się z ciągłymi problemami zdrowotnymi, a jego występy w ostatnich tygodniach są pod dużym znakiem zapytania. Ze zmagań na Florydzie wycofał się, informując o problemach z dolną częścią pleców, natomiast w przypadku Monte Carlo nie wiadomo do końca, jaki był powód rezygnacji.

     

    “Podjąłem decyzję o opuszczeniu turnieju w Monachium. Ostatnio bardzo intensywnie pracowałem, aby osiągnąć oczekiwane rezultaty, i widzę już jej efekty. Chcę wrócić na kort w pełni zdrowy, pewny siebie i gotowy do rywalizacji. Jestem coraz bliżej tego celu i już niedługo ponownie zobaczycie mnie w akcji. Dziękuję za Wasze wsparcie – zawsze mnie motywujecie” – czytamy na mediach społecznościowych Hurkacza.

     

    Przypomnijmy, że nasz najlepszy tenisista w związku z nieobecnością w zawodach nieustannie traci punkty w rankingu ATP. W Monako bronił punktów za zeszłoroczne dojście do 1/8 finału, a dodatkowo stracił kolejne za brak obrony tytułu w portugalskim Estoril, gdzie w 2024 roku sięgnął po końcowy triumf.

     

    W efekcie Hurkacz spadł na 26. pozycję. Na ten moment Polak jest zgłoszony do rywalizacji w Madrycie i Rzymie. Oba te turnieje są sklasyfikowane jako “tysięczniki”.

     

    Warto dodać, że oprócz wrocławianina w Bawarii kibice nie zobaczą także Taylora Fritza. Amerykanin, podobnie jak Hurkacz, nie bierze udziału w zmagań na mączce w Monte Carlo. Miejsce Hurkacza i Fritza w głównej drabince BMW Open 2025 zajmą doświadczony Belg David Goffin oraz młody Czech Jakub Mensik

  • Historia niczym z bajki. Coś takiego prędko się nie powtórzy [OPINIA]

    Historia niczym z bajki. Coś takiego prędko się nie powtórzy [OPINIA]

    Historia niczym z bajki. Coś takiego prędko się nie powtórzy [OPINIA]

    Żyjemy w czasach, które prawdopodobnie prędko nie wrócą. Robert Lewandowski pisze piękną historię, a Wojciech Szczęsny odgrywa rolę, której nie wymyśliłby najlepszy scenarzysta na świecie.

     

    Kiedyś zachwycaliśmy się, gdy Andrzej Niedzielan strzelił gola dla NEC Nijmegen albo Maciej Żurawski “ukąsił” w barwach Celtiku. Nie byliśmy piłkarską potęgą – delikatnie rzecz ujmując.

     

    Dziś możemy usiąść w fotelu w środowy wieczór i obserwować, jak dwóch Polaków gra w wyjściowym składzie FC Barcelony w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

     

    Wprawdzie Wojciech Szczęsny miał raczej spokojne 90 minut, bo Serhou Guirassy przypominał przypadkowego gościa, który wpadł na mecz prosto z 8-godzinnej zmiany w innej pracy, ale już o Robercie Lewandowskim będzie mówiło się sporo.

     

    Kapitan reprezentacji Polski rozegrał swój 131. mecz w Lidze Mistrzów. I strzelił 104. i 105. gola w tych rozgrywkach (—–> ZOBACZ).

     

    Przy okazji zapisał się w historii. Po raz czwarty w karierze zdobył 10 lub więcej bramek w jednym sezonie Ligi Mistrzów. Tylko Cristiano Ronaldo i Lionel Messi mogą pochwalić się lepszym wynikiem.

     

    Stworzył go na nowo Hansi Flick. 45 meczów w tym sezonie i 40 strzelonych goli. Liczby kosmiczne, biorąc pod uwagę, że mówimy o 36-letnim zawodniku, którego w poprzednim sezonie spore grono osób wysyłało na emeryturę.

     

    Aż żal, że jest bliżej niż dalej końca kariery. Takie są fakty. Metryki się nie oszuka. “Lewy” przeżywa drugą młodość, a przy takiej grze Barcy (Borussia została w środę zmieciona z planszy 4:0 – przyp. red.) całkiem realne jest przecież zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Nic dziwnego, że był żegnany owacją na stojąco, gdy opuszczał boisko na 10 minut przed końcem spotkania.

     

    Wspomniany wcześniej Szczęsny też będzie miał o czym opowiadać wnukom. Latem zakończył karierę, leżał na kanapie, a tu nagle los sprawił, że trafił do Barcelony i ma szansę na kilka trofeów (w tym to najcenniejsze w futbolu). Historia nie z tej ziemi. I pewnie prędko coś podobnego się nie powtórzy. A przynajmniej nie w kontekście polskiego zawodnika. Najlepszy scenarzysta na świecie nie wymyśliłby takiej roli.

     

    Żyjemy w pięknych czasach dla polskiego kibica. Cieszmy się i doceniajmy, bo jest bardzo mała szansa, że jeszcze kiedykolwiek będzie nam to dane…

     

    Flick wszedł do Barcelony z buta.

     

    Polscy trenerzy często powtarzają, że potrzebują czasu, a na początku ich pracy czują się jak na placu budowy.

     

    Problem pojawia się w momencie, kiedy prezesi tych klubów są niecierpliwi i często zmieniają trenerów. Wtedy budowa trwa non stop, a chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że jeśli co chwilę zmienia się koncepcję i zaczyna od początku, to ciężko o uzyskanie efektu finalnego.

     

    Całe szczęście, że w zagranicznych klubach myśli się inaczej. Wiadomo: nie we wszystkich, natomiast FC Barcelona powinna być przykładem.

     

    Xavi był (jest) legendą tego klubu. To jeden z najlepszych środkowych pomocników w historii piłki nożnej, ale jako trener – mówiąc delikatnie – nie porwał tłumów. Jego zwolnienie było wyczekiwane. Kibice byli nim po prostu zmęczeni.

     

    Na to wszystko wszedł Flick i po prostu pozamiatał. Barca w krótkim czasie przeszła niesamowitą metamorfozę, a wystarczy wejść w sekcję komentarzy pod jakimkolwiek artykułem z oficjalną informacją o zatrudnieniu Flicka.

     

    Tam nie było euforii. Kibice podchodzili sceptycznie do tematu, ale też cieszyli się, że w końcu do klubu trafił ktoś z zewnątrz, kto sprawi, że – tu cytat – “te wszystkie de Jongi zaczną biegać”.

     

    No i zaczęły. Flick już zdobył Superpuchar Hiszpanii, w lidze jest na pierwszym miejscu, w finale Pucharu Króla zagra z Realem Madryt, a na półmetku ćwierćfinału Ligi Mistrzów prowadzi z Borussiią 4:0.

     

    Drużyna gra ofensywnie, z polotem. Dalej ważne jest utrzymywanie się przy piłce, natomiast nie za wszelką cenę. Jeśli jest szansa wyjść z szybką akcją, to tak się dzieje. Jedno podanie, drugie, wszystko do przodu. Bez zbędnego klepania. “Futbol na tak” – jak mawiał Jerzy Engel. I coś takiego podoba się kibicom. Raczej mało prawdopodobne, by w środę ktokolwiek wychodził z Montjuïc rozczarowany.

  • Kamera nagrała Szczęsnego i ter Stegena

    Kamera nagrała Szczęsnego i ter Stegena

    Kamera nagrała Szczęsnego i ter Stegena

    Niektórzy obawiają się, jaka będzie atmosfera w Barcelonie, gdy Wojciech Szczęsny i Marc Andre ter Stegen zaczną rywalizować o miejsce w bramce. Na razie obawy są jednak przedwczesne, o czym świadczy nagranie po meczu z Borussią.

     

    Wojciech Szczęsny, który za kilka dni skończy 35 lat, kontynuuje swoją imponującą serię meczów bez porażki.

     

    Po zwycięstwie nad Borussią Dortmund (4:0) w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów jego bilans to 21 spotkań bez przegranej. Z nim w bramce, Barcelona odniosła 18 zwycięstw i 3 remisy, a w 11 meczach zachowała czyste konto.

     

    Po meczu z Borussią, który przybliżył Barcelonę do półfinału, Szczęsny otrzymał serdeczne gratulacje i uścisk od Marca Andre ter Stegena.

     

    “To dowód na ich dobrą relację, mimo spekulacji, kto powinien być pierwszym bramkarzem po powrocie Niemca do zdrowia” – podkreślili dziennikarze “Mundo Deportivo”.

     

    Ich przyjaźń – jak dodają Hiszpanie – jest widoczna od momentu, gdy Szczęsny dołączył do Barcelony w październiku ubiegłego roku, zastępując kontuzjowanego Ter Stegena.

     

    Niemiec powitał go wtedy serdecznym przesłaniem, ułatwiając jego aklimatyzację w zespole. Szczęsny podkreślał natomiast: “Jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Mam nadzieję, że wróci do gry jak najszybciej”.

     

    Niemiec wznowił już treningi. Według hiszpańskich mediów w tym sezonie Ligi Mistrzów najprawdopodobniej nie zagra, ale realny jest scenariusz, że dostanie szansę od Flicka w jednym z ostatnich meczów sezonu Barcelony w La Lidze.

  • Nagrali to. Tak ter Stegen potraktował Szczęsnego po meczu

    Nagrali to. Tak ter Stegen potraktował Szczęsnego po meczu

    Nagrali to. Tak ter Stegen potraktował Szczęsnego po meczu

    Wojciech Szczęsny vs. Marc-Andre ter Stegen – taką rywalizacją już niedługo będą żyli kibice. Niemiec niebawem ma wrócić do gry i będzie chciał odzyskać miejsce w bramce FC Barcelony. Jak to się przekłada na relacje między nimi? Kamery nagrały, jak obaj bramkarze zareagowali na swój widok zaraz po zwycięskim meczu z Borussią Dortmund. Obrazki dla niektórych mogą zaskakiwać.

     

    FC Barcelona z Wojciechem Szczęsnym w bramce jeszcze nie przegrała. Nasz bramkarz stał się wręcz talizmanem drużyny Hansiego Flicka i przeciwko Borussii Dortmund również nie zawiódł. Zachował czyste konto i przyczynił się do wygranej 4:0. Mimo to o miejsce w wyjściowym składzie nie może być spokojny. Wszystko przez powrót Marca-Andre ter Stegena po ciężkiej kontuzji kolana. A ten ma nastąpić jeszcze w tym miesiącu. Media już żyją potencjalną rywalizacją obydwu bramkarzy. A jak podchodzą do niej sami zainteresowani?

     

    Szczęsny zszedł z boiska po wygranej z Borussią. Ależ zachowanie ter Stegena!

     

    Najlepiej można się było o tym przekonać zaraz po środowym meczu z Borussią. Media społecznościowe szybko obiegło nagranie, na którym widać spotkanie ter Stegena ze Szczęsnym tuż po końcowym gwizdku. Panowie stanęli naprzeciwko siebie, przybili piątkę, a następnie czule wyściskali. Na twarzy Niemca rysował się zaś szeroki uśmiech.

     

    Takie obrazki pokazują tylko, że wbrew pozorom pomiędzy bramkarzami nie ma złej krwi, mimo że wkrótce będą walczyć o jedno miejsce między słupkami. Już wcześniej media donosiły, że prywatnie panowie po prostu się lubią. – Łączy ich relacja, wykraczająca poza sprawy sportowe. Ter Stegen odegrał ważną rolę w integracji Polaka. Pomógł mu dostosować się do drużyny i miasta. Do tego stopnia, że spotkali się kilka razy poza obiektami Barcelony – donosiło hiszpańskie Relevo.

     

    Tak wyglądają relacja Szczęsnego i ter Stegena. “Bardzo mi pomógł”

     

    Bardzo pozytywnie o swoim konkurencie nie tak dawno wypowiadał się także sam Wojciech Szczęsny. – Ter Stegen bardzo mi pomógł od pierwszego dnia. Jeszcze przed podpisaniem umowy napisał do mnie i zapewnił, że jeśli będę czegoś potrzebował, to mi pomoże – przyznał w wywiadzie dla klubowej telewizji Barca One.

     

    Do końca tego sezonu o miejsce w składzie w Lidze Mistrzów Szczęsny powinien być jednak spokojny. Regulamin rozgrywek pozwala na ponowne zarejestrowanie ter Stegena tylko w przypadku skreślenia z kadry Szczęsnego, a zdaniem hiszpańskich mediów klub nie chce sobie na to pozwolić i wiąże to ze zbytdużym ryzykiem.

     

  • Święto w Katalonii, Robert Lewandowski znów w centrum zdarzeń. Głośno o Polaku

    Święto w Katalonii, Robert Lewandowski znów w centrum zdarzeń. Głośno o Polaku

    Święto w Katalonii, Robert Lewandowski znów w centrum zdarzeń. Głośno o Polaku

    FC Barcelona, najkrócej rzecz ujmując, nie dała szans Borussii Dortmund w pierwszym starciu obu ekip w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i pokonała rywali aż 4:0, w czym wielka była zasługa Roberta Lewandowskiego, autora dubletu. Nazajutrz Polak – nie pierwszy i raczej nie ostatni raz w bieżącej kampanii – stał się jednym z bohaterów okładek hiszpańskich dzienników. Tymczasem niewykluczone, że “Lewy” niebawem po takim występie… zasiądzie na ławce rezerwowych.

     

    FC Barcelona po niedawnej swoistej sportowej zadyszce i remisie 1:1 z Realem Betis (wieńczącym całą intensywną serię spotkań w lidze i Pucharze Króla) powróciła w środowy wieczór w pełni na zwycięską ścieżkę i dosłownie rozbiła Borussię Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

     

    “Blaugrana” zatriumfowała nad rywalami z Niemiec aż 4:0, a gole zdobywali tu członkowie “zabójczego” tercetu FCB, czyli Raphinha, Lamine Yamal oraz Robert Lewandowski, przy czym ten ostatni odnotował dublet i ma już łącznie 29 bramek strzelonych w 28 występach przeciwko swemu byłemu klubowi.

     

    Lewandowski i kompani “wystrzeleni”. W Katalonii głośno o dokonaniach Polaka

     

    W czwartek “Lewy” i jego koledzy z ataku stali się naturalnie bohaterami “jedynek” w hiszpańskiej prasie. “Wystrzelili w stronę półfinałów” – głosi tytuł z pierwszej strony “Mundo Deportivo”, pod którym zamieszczono zdjęcie wspomnianej ofensywnej trójki “Dumy Katalonii”.

    https://x.com/mundodeportivo/status/1910100200774836605

    “Ależ festiwal” – napisało z kolei “Diario Sport”, również koncentrując się na tercecie Raphinha – Yamal – “RL9”. Z kolei do pewnego wyłamania doszło ze strony “L’Esportiu”, które okładkę poświęciło m.in. Kounde. “Najpiękniejszy taniec” – padło w opisie.

     

    Lewandowski posadzony na ławce rezerwowych? Taka może być taktyka Barcelony

    https://x.com/lesportiuCAT/status/1910084097302540740

    Co ciekawe po swym świetnym występie przeciwko “Die Borussen” Lewandowski ma sporą szansę na to, by… usiąść na ławce rezerwowych i zostać zastąpionym np. przez Ferrana Torresa. Wszystko to dlatego, że “Barca” w kolejnym meczu zmierzy się w Primera Division z Leganes, a więc ekipą ze strefy spadkowej – to będzie niezła okazja, by dać odpocząć kilku kluczowym graczom.

     

    Taka decyzja może zapaść zwłaszcza w związku z faktem, że rewanż z Borussią zaplanowano już na 15 kwietnia, a więc czasu na regenerację nie będzie zbyt wiele. “Blaugrana” musi wszystko mądrze rozegrać, myśląc o sięgnięciu po ewentualny trypletw bieżącym sezonie…

     

  • Szczęsny zaliczył 21. mecz bez porażki, a tu takie słowa ter Stegena

    Szczęsny zaliczył 21. mecz bez porażki, a tu takie słowa ter Stegena

    Szczęsny zaliczył 21. mecz bez porażki, a tu takie słowa ter Stegena

    Wojciech Szczęsny kontynuuje znakomitą passę w bramce FC Barcelony i znów zszedł z boiska niepokonany. Jego zespół pokonał Borussię Dortmund 4:0 i jest niemal pewny awansu do półfinału Ligi Mistrzów. A czy Polak może być pewny miejsca w bramce? Słowa Marca-Andre ter Stegena mogą go niepokoić.

     

    FC Barcelona pokonała Borussię Dortmund 4:0 w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów, a dublet ustrzelił Robert Lewandowski. W pierwszej połowie kilka razy dobrze spisał się także Wojciech Szczęsny, który zachował czyste konto i zaliczył 21. mecz z rzędu bez porażki w barwach klubu z Katalonii. Polak ma jednak powody do rozmyślania.

    https://x.com/blaugranation_/status/1910102438272811176

    Wojciech Szczęsny ma się czego bać? Marc-Andre ter Stegen postawił sprawę jasnojuż

    Szczęsny jest w świetnej formie i jest niekwestionowanym numerem jeden w bramce Barcelony, ale sytuacja już niedługo może ulec zmianie. Wszystko dlatego, że na zdeterminowany do powrotu na boisku jest kapitan Marc-Andre ter Stegen. Niemiec niemal na każdym kroku podkreśla, że jego celem jest powrót już w najbliższych dniach.

     

    – Tak, teraz mój cel. Wrócić zdrowym i w dobrej formie, uczestniczyć w tym wszystkim z zespołem – powiedział kapitan Barcelony w rozmowie z telewizją w trakcie środowego meczu. Niemiec cytowany przez profil Barcanation w serwisie X stwierdził, że chce wrócić naprawdę szybko.

     

    – Brałem udział w niektórych częściach treningu, a celem jest pełne uczestnictwo i gotowość już w najbliższych dniach. Ciężka praca, a gdy będę gotowy, to dam trenerowi sygnał – stwierdził dalej reprezentant Niemiec.

     

    Media już jakiś czas temu informowały, że ter Stegen chciałby być gotowy do gry na przełomie kwietnia i maja, a do tego zależy mu na powrocie do bramki na ostatnie mecze sezonu. Hansi Flick będzie musiał więc zdecydować, czy utrzyma na pozycji numer jeden niepokonanego Szczęsnego, czy jednak postawi na wracającego Niemca. Były reprezentant Polski nie może więc być pewny swojej pozycji.

     

    Szczęsny w środowy wieczór zachował 11. czyste konto w 21. meczu w barwach Barcelony. Na razie nie dał więc argumentu, by trener Flick miał posadzić go na ławce kosztem wracającego do gry kolegi. Pozostaje liczyć, że sytuacja ta nieulegnie zmianie.

     

  • ‎Lewandowski pokazał, jakim jest człowiekiem. Oto pierwsze słowa po meczu  ‎

    ‎Lewandowski pokazał, jakim jest człowiekiem. Oto pierwsze słowa po meczu ‎

    ‎Lewandowski pokazał, jakim jest człowiekiem. Oto pierwsze słowa po meczu

     

    ‎- Chcemy grać nasz futbol i wygrywać. Gramy jako drużyna. Mamy duży potencjał – powiedział po wygranym 4:0 spotkaniu z Borussią Dortmund Robert Lewandowski. Pomimo wielkiej wygranej polski napastnik nie chełpi się triumfem i nie lekceważy swojego byłego klubu przed rewanżem w Niemczech.

    ‎Robert Lewandowski zagrał fenomenalne spotkanie z Borussią Dortmund, w którym strzelił dwa gole, został graczem meczu, a Barcelona zwyciężyła 4:0. W pomeczowej wypowiedzi Polak pokazał, jakim jest człowiekiem. Pełen skromności skupił się na drużynie, a nie na sobie. Dodał, że zespół nie wybiega w przyszłość do następnych spotkań.

    ‎- Nie myślimy o półfinale. Mamy drugi mecz w Dortmundzie – stwierdził 36-latek.

    ‎Lewandowski w meczu z BVB po raz pierwszy wpisał się w 48. minucie, kiedy skierował futbolówkę do bramki po podaniu Raphinii. Z kolei w 66 minucie podwyższył wynik na 3:0. Polak w rozmowie pomeczowej zdawał się jednak nie przykładać wielkiej wagi do indywidualnych popisów.

    ‎- Chcemy grać nasz futbol i wygrywać. Gramy jako drużyna. Mamy duży potencjał – powiedział “Lewy”.

    ‎Rewanżowe spotkanie odbędzie się 15 kwietnia w Dortmundzie. Pomimo wyjazdu na gorący teren, po pierwszym meczu trudno wyobrazić sobie inny scenariusz niż awans “Blaugrany”.

    ‎Niemieckie media po meczu: Strach przed Lewandowskim

    ‎Mecz Barcelony z BVB w wymownych słowach skomentowały niemieckie media. Portal Sport.de ocenił, że Borussia przestraszyła się Barcelony i Lewandowskiego.

    ‎”Strach przed Robertem Lewandowskim i magiczna FC Barcelona już w pierwszym meczu pozbawili Borussię Dortmund wszelkich nadziei na półfinał. Nawet najbardziej fanatyczni kibice nie wierzą w cud. Dortmund musiał nieustannie gonić za supertechnicznymi zawodnikami Hansiego Flicka” – czytamy.

  • Jest decyzja UEFA ws. Lewandowskiego. Ogłosili tuż po meczu

    Jest decyzja UEFA ws. Lewandowskiego. Ogłosili tuż po meczu

    Jest decyzja UEFA ws. Lewandowskiego. Ogłosili tuż po meczu

    FC Barcelona dość pewnie pokonała 4:0 Borussię Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Jednym z bohaterów był Robert Lewandowski, który ustrzelił dublet. Czy taką postawą zasłużył na miano najlepszego zawodnika meczu? Odpowiedź uzyskaliśmy tuż po ostatnim gwizdku. UEFA zadecydowała w sprawie nagrody MVP.

     

     

    “Dortmund nawet nie chce widzieć Roberta Lewandowskiego” – pisał kataloński “Sport” przed ćwierćfinałem Ligi Mistrzów. Skąd wzięła się taka opinia? Borussia jest ulubioną ofiarą Polaka – 27 goli w 27 meczach. Z żadną drużyną nie grał tak często i żadnej nie strzelił tylu bramek. Nic więc dziwnego, że Hiszpanie wierzyli, że kolejne trafienie dołoży w środowy wieczór. Czy tak się stało? Owszem.

     

    Robert Lewandowski z kolejnymi golami przeciwko Borussii. Czy to wystarczyło na nagrodę MVP?

    Napastnik był aktywny od początku spotkania. Już w 7. minucie miał kapitalną okazję po podaniu od Raphinhi, ale jego widowiskowy strzał w jeszcze bardziej widowiskowy sposób obronił Kobel. Szwajcar maksymalnie się wyciągnął i wybił futbolówkę ponad bramkę.

     

    W kolejnych akcjach koledzy szukali Polaka w polu karnych, ale albo nie docierały do niego piłki, albo był nieskuteczny. I ostatecznie kto inny otworzył wynik spotkania. Był to Raphinha, który w 25. minucie dostawił stopę do niemal perfekcyjnego strzału Pau Cubarsiego. W pierwszej połowie 36-latkowi gola zdobyć się nie udało.

     

    Zrobił to w drugiej partii. W 48. minucie po składnej akcji trio ofensywnego Barcelony, Lewandowski wbił piłkę głową do siatki z najbliższej możliwej odległości, dzięki czemu zdobył trafienie numer 10. w tym sezonie w Lidze Mistrzów. Asystował mu Raphinha. A to nie był koniec popisu Polaka. W 66. minucie ponownie wpisał się na listę strzelców. Jedno trafienie dołożył też Lamine Yamal.

     

    Po meczu UEFA wybrała MVP, a więc najlepszego zawodnika tego spotkania. Czy zasłużył na nią Lewandowski? Zdaniem organu tak. To właśnie Polak otrzymał tę statuetkę.

     

    Kolejną okazję do zdobycia gola w Lidze Mistrzów, a także szansę na zdobycie statuetki MVP Lewandowski będzie miał we wtorek 15 kwietnia. Tego dnia zaplanowano rewanż z Borussią Dortmund. Tym razem mecz odbędzie się na stadionie w Niemczech. Początek o godzinie 21:00. Już teraz zapraszamy, by śledzić relację tekstową z tego starcia na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Robert Lewandowski złamał magiczną barierę. “Maszyna”

    Robert Lewandowski złamał magiczną barierę. “Maszyna”

    Robert Lewandowski złamał magiczną barierę. “Maszyna

    Robert Lewandowski ponownie zachwycił. Polak strzelił dwa gole w ćwierćfinale Ligi Mistrzów przeciwko Borussii Dortmund (4:0), a to znaczy, że ma w tym sezonie już 40 goli na koncie. Równie imponująco prezentuje się łączna liczba bramek Polaka w elitarnych rozgrywkach. “Maszyna” — pisze jeden z najbardziej znanych dziennikarzy.

     

    Robert Lewandowski strzelił dwie bramki dla Barcelony, która pokonała u siebie Borussię Dortmund 4:0 w ćwierćfinale piłkarskiej Ligi Mistrzów. Napastnik reprezentacji Polski trafił do siatki w 48. i 66. minucie. Ma już 11 trafień w obecnej edycji elitarnych rozgrywek, a łącznie w karierze aż 105. Polak goni Lego Messiego.

     

    Imponujące statystyki Lewandowskiego

    Argentyńczyk jest drugim najskuteczniejszym strzelcem w historii LM ze 129 bramkami na koncie. Lewandowski traci do niego 24 gole i wciąż ma szanse na dogonienie Messiego, jeśli przez kilka kolejnych lat wciąż będzie występować w LM.

     

    “40 goli Roberta Lewandowskiego w tym sezonie dla Barcelony, 105 goli w karierze w Lidze Mistrzów. Maszyna” — tak o Polaku pisze znany włoski dziennikarz Fabrizio Romano.

     

    Lewandowski przeciwko swojemu byłemu klubowi grał do 81. minuty, a w bramce gospodarzy wystąpił Wojciech Szczęsny. Po jednym golu w środowy wieczór strzelili Brazylijczyk Raphinha i Lamine Yamal.

     

    Rewanż w Dortmundzie 15 kwietnia. Wygrany dwumeczu zagra w półfinale z kimś z pary Bayern Monachium — Inter Mediolan (1:2).