Category: Celebrities

  • Wojciech Szczęsny przeszedł do historii Barcelony. Niewiarygodne, czego dokonał

    Wojciech Szczęsny przeszedł do historii Barcelony. Niewiarygodne, czego dokonał

    Wojciech Szczęsny przeszedł do historii Barcelony. Niewiarygodne, czego dokonał

    Stało się! Barcelona triumfuje z Borussią Dortmund wynikiem 4:0 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów i jest już o krok bliżej awansu. Robert Lewandowski strzelił kolejne dwa gole, a Wojciech Szczęsny zaliczył udany występ. Tym samym utrzymuje się fenomenalna seria polskiego bramkarza. To już 21. starcie Barcelony bez porażki z nim w składzie. Przed naszym rodakiem już tylko trzech piłkarzy, których może pobić.

     

    Barcelona zwyciężyła 4:0 z Borussią Dortmund w pierwszym meczu ćwierćfinałowego starcia w Lidze Mistrzów. To oznacza, że Duma Katalonii jest już dużo bliżej awansu do półfinału i w rewanżu może czekać ją nieco łatwiejsza przeprawa. Na uwagę zasługuje jednak, to czego dokonał w tym starciu Wojciech Szczęsny.

     

    Niewiarygodne, co zrobił Wojciech Szczęsny. Zostali najlepsi z najlepszych

    Dla Polaka był to już 21 występ w barwach Barcelony. Jednocześnie 21 mecz bez porażki. Dzięki wygranej z ekipą z Niemiec Szczęsny dogonił w klubowej hierarchii Alberta Celadesa, który również zaliczył 21 spotkań bez porażki w sezonie 1995/96. Kogo jeszcze może pobić nasz rodak? Pozostały dobrze znane nazwiska.

     

    Johan Cruyff w sezonie 1973/74 zanotował 23 mecze bez porażki, Paulinho w sezonie 2017/18 miał 25 wygranych lub zremisowanych starć i na samym szczycie zestawienia znajduje się jedna z legend Barcelony, czyli Cesc Fabregas. Do niego Szczęsnemu jeszcze nieco brakuje. Hiszpan w 2011/12 rozegrał aż 30 spotkań z rzędu bez przegranej! Polski bramkarz jednak wciąż jest w grze i będzie walczył o kolejne triumfy.

     

  • Lewandowski przeszedł do historii Ligi Mistrzów. Czegoś takiego jeszcze nie było

    Lewandowski przeszedł do historii Ligi Mistrzów. Czegoś takiego jeszcze nie było

    Lewandowski przeszedł do historii Ligi Mistrzów. Czegoś takiego jeszcze nie było

    Robert Lewandowski był nie do zatrzymania w meczu z Borussią Dortmund (4:0) w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Polak zdobył dwa trafienia, ale już po pierwszym zapisał się na kartach historii. Była to jego 10. bramka w tym sezonie europejskich rozgrywek, dzięki której dokonał czegoś, czego nikt inny nie osiągnął.

     

    Kibice liczyli, że Robert Lewandowski będzie jednym z bohaterów ćwierćfinałowego meczu z Borussią Dortmund. Uwielbia, a przede wszystkim wie, jak zdobywać gole przeciwko tej drużynie. Dowód? 27 goli w 27 meczach. Hiszpańskie media wprost pisały, że w Niemczech boją się naszego rodaka. I mieli ku temu powody, bo kolejne trafienia zdobył w środę, dzięki czemu przeszedł do historii.

     

    Robert Lewandowski pierwszy w historii

     

    Lewandowski miał kilka szans w pierwszej połowie, ale bramki zdobyć się nie udało. Niepowodzenia powetował sobie w drugiej odsłonie spotkania. Pierwszy z jego goli padł w 48. minucie. Polak zachował się przytomnie w polu karnym i z bliskiej odległości umieścił piłkę główką w siatce.

     

    I już wtedy zapisał się na kartach historii. Jak donosi OptaJose na X, Lewandowski został pierwszym piłkarzem w historii tych rozgrywek, któremu udało się zdobyć po 10 trafień w pojedynczym sezonie Ligi Mistrzów dla trzech różnych klubów. Zrobił to dla Borussii Dortmund, dla Bayernu Monachium i teraz dla Barcelony. “Zabójczy” – napisali wprost statystycy.

     

    A na tym Polak zatrzymywać się nie zamierzał i w drugiej połowie dołożył jeszcze jedno trafienie. Tym samym ma już 11 goli na koncie w tym sezonie Ligi Mistrzów.

     

    I jak na razie więcej nie dołoży. Na dziesięć minut przed końcem Flick zdecydował się ściągnąć napastnika z murawy. Wykonał już swoją pracę i mógł odpocząć. Ostatecznie Barcelona wygrała 4:0. Rewanż15 kwietnia. 

     

  • Barcelona “policzyła” do czterech w meczu z BVB! Lewandowski bohaterem

    Barcelona “policzyła” do czterech w meczu z BVB! Lewandowski bohaterem

    Barcelona “policzyła” do czterech w meczu z BVB! Lewandowski bohaterem

    FC Barcelona jest nie do zatrzymania w tym roku, a Raphinha, Lamine Yamal i Robert Lewandowski są zabójczo skuteczni. “Blaugrana” rozbiła Borussię Dortmund 4:0 i może powoli myśleć o półfinale Ligi Mistrzów. Polak może za to cieszyć się z dubletu. Barcelona zagrała perfekcyjne spotkanie, nie popełniła żadnych błędów, to był koncert.

     

    Niko Kovac głęboko wierzył, że jego Borussia Dortmund jest w stanie postawić się Barcelonie. Wyeliminowała Lille, w Bundeslidze zaczyna wchodzić na właściwe obroty. Ale “Blaugrana” imponuje w tym roku jak mało kto, zanotowała serię 22 meczów bez porażki. I zaimponowała także w starciu z BVB, a słowa Kovaca okazały się rzuconymi na wiatr. Dortmund nie miał czym i kim się przeciwstawić.

     

    Barcelona na kursie do półfinału od pierwszej minuty

     

    Katalończycy już od pierwszej akcji chcieli nadać swoje tempo, swoją intensywność. W ciągu pierwszych dziesięciu minut oddali aż cztery strzały. Groźnie uderzyli Lamine Yamal (dwa razy), Raphinha i Robert Lewandowski, ale albo brakowało celności, albo świetnie spisywał się Gregor Kobel w bramce Borussii.

     

    Barcelona kontrolowała każdą strefę boiska. Dortmund próbował kontratakować, ale nie miał żadnego lepszego pomysłu. Przez długi czas opierał się na dograniach Jamiego Gittensa w kierunku Serhou Guirassy’ego. Gwinejczyk albo mijał się z piłką, albo palił akcje. Gdy znalazł się w sytuacji sam na sam z Wojciechem Szczęsnym, to skiksował.

     

    Gospodarze atakowali raz za razem, brakowało jednak dobrego uderzenia. Ale przyszła 25. minuta i stały fragment gry. Dośrodkowanie na dalszy słupek zgarnął Inigo Martinez, który zgrał bliżej bramki. Pau Cubarsi strącił tę piłkę w kierunku linii bramkowej, a stamtąd wbił ją Raphinha. Brazylijczyk poszedł pazernie, do końca i dał prowadzenie. Można powiedzieć, że okradł młodego Hiszpana z gola, ale ten pewnie nie będzie miał o to pretensji.

     

    Były dążenia do drugiego gola przed przerwą, ale nie było na tyle dobrej okazji. Raphinha był szybki, ale bez uderzenia. Yamalowi brakowało skuteczności, a Lewandowskiemu szczęścia, pechowo przegrywał pojedynki w polu karnym. Do przerwy było 1:0 dla gospodarzy.

     

    Lewandowski zbliżył się do magicznej granicy

    Druga połowa to zdecydowanie skuteczniejsza Barcelona, efektywniejsza i równie efektowna. Już w pierwszej groźnej akcji po wznowieniu gry na listę strzelców wpisał się Lewandowski. Polak strzelił głową z najbliższej odległości. Yamal dorzucił na głowę Raphinhii, ten przelobował Kobela, a Lewandowski dopadł do spadającej piłki. To była łatwa robota dla naszego napastnika.

     

    Dortmund nie istniał w drugiej części, sporadycznie pojawiał się w okolicach pola karnego “Blaugrany”, ale nie wiedział, co zrobić z piłką. A Barcelona doskonale wiedziała, jak konkretnie atakować. To przyniosło jej kolejne gole.

     

    W 66. minucie z dubletu mógł cieszyć się Lewandowski, który zamknął kontrę. Dopadł do płaskiego zagrania Fermina Lopeza z prawej strony i uderzył płasko z kilkunastu metrów. Piłka odbiła się jeszcze od ręki Kobela i wpadła do siatki. Lewandowski ma na koncie zatem 99 goli w barwach Barcelony, jest o jedno trafienie od przekroczenia magicznej granicy 100 bramek.

     

    Wynik na 4:0 ustalił 11 minut później Lamine Yamal, który także wykończył kontratak. Raphinha wypuścił go do sytuacji sam na sam, a młody Hiszpan uderzył delikatnie, czubkiem buta, oszukał Kobela.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1910054622460289185

    W końcówce pojawiło się rozluźnienie w szeregach Barcelony, bo Dortmund częściej atakował, ale nie mógł znaleźć sposobu na zdobycie bramki przepisowo. Raz trafił Maximilian Beier, ale wcześniej jego koledzy spalili akcję.

     

    Barcelona w pełni zasłużenie wygrała 4:0 i jedną nogą jest już w półfinale Ligi Mistrzów.. To był znakomity mecz w jej wykonaniu. Rewanż we wtorek na Signal Iduna Park w Dortmundzie.

  • To była 48. minuta! Niewiarygodny gol Lewandowskiego. Jak on to zmieścił?!

    To była 48. minuta! Niewiarygodny gol Lewandowskiego. Jak on to zmieścił?!

    To była 48. minuta! Niewiarygodny gol Lewandowskiego. Jak on to zmieścił?!

    W 48. minucie domowego meczu z Borussią Dortmund Robert Lewandowski strzelił swojego 10. gola w tym sezonie Ligi Mistrzów! Polski napastnik z bliska wykorzystał zgranie piłki przez Raphinhę, który wcześniej w tym spotkaniu trafił do siatki. To nie był koniec jego popisów. Katalończycy przed rewanżem mogą być w naprawdę dobrych nastrojach.

     

    FC Barcelona marzy o tym, aby po raz pierwszy od 2015 roku zagrać w finale Ligi Mistrzów. Wówczas w Berlinie pokonała Juventus 3:1 i sięgnęła po swój ostatni jak do tej pory Puchar Europy. W tym roku finał także odbędzie się na niemieckiej ziemi. Gospodarzem tego spotkania będzie Monachium.

     

    Lewandowski strzelił Borussii. Jest ich katem

    Droga na stadion Bayernu wiedzie Barcelonę przez niemieckiego rywala. W ćwierćfinale Katalonczycy rywalizują z Borussią Dortmund, która w poprzedniej edycji dotarła do finału, ale w nim okazała się gorsza od Realu Madryt.

     

    Katalończycy w środowym meczu objęli prowadzenie już w 25. minucie, gdy Raphinha z najbliższej odległości wbił do bramki piłkę, która i tak by do niej trafiła po strzale Pau Cubarsiego. Brazylijczyk tuż po zmianie stron sam zaliczył asystę, zgrywając futbolówkę do Roberta Lewandowskiego.

     

    Dla polskiego napastnika była to już 10. gol w 11. występie w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów i 28. bramka strzelona w karierze Borussii Dortmund. Żadnemu rywalowi Lewandowski nie strzelał częściej. To jednak nie był koniec jego popisów.

     

    W 68. minucie Polak pokonał Gregora Kobela po raz drugi. Tym razem uderzył płasko, a piłka przełamała ręce bramkarza BVB. Asystę zanotował Fermin Lopez.

     

    Łącznie kapitan Biało-Czerwonych zdobył w elitarnych rozgrywkach już 105 bramek.

     

    Przypomnijmy, że Lewandowski ma już triumf w Lidze Mistrzów. Najważniejsze klubowe trofeum w Europie wywalczył w 2020 roku. W tamtym sezonie kapitan reprezentacji Polski został też najskuteczniejszym piłkarzem rozgrywek. Zdobył wówczas 15 goli.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/1910063719175901269

    Rewanżowe spotkanie w Dortmundzie odbędzie się we wtorek 15 kwietnia. Już teraz zapraszamy do śledzenia relacji na żywo z tego spotkania na Sport.pl i w Sport.pl LIVE.

     

  • Od Twórczyni Historii do Rekordzistki: Eksplozja Ewy Pajor w FC Barcelonie Zaskakuje Świat Piłki Nożnej

    Od Twórczyni Historii do Rekordzistki: Eksplozja Ewy Pajor w FC Barcelonie Zaskakuje Świat Piłki Nożnej

    Od Twórczyni Historii do Rekordzistki: Eksplozja Ewy Pajor w FC Barcelonie Zaskakuje Świat Piłki Nożnej

    Ewa Pajor wdarła się na hiszpańską scenę piłkarską z impetem, którego nikt się nie spodziewał — nawet najbardziej oddani kibice FC Barcelony. Polska napastniczka dała początek swojej przygodzie w Blaugranie tak potężnym i dominującym występem, że już teraz zyskała miejsce w historii klubu. Z dziewięcioma golami w zaledwie sześciu meczach ligowych, Pajor pobiła rekordy, które wcześniej należały do legend Barcelony, ustanawiając nowy, złoty standard dla debiutantek.

     

    Błyskawiczne Wyprzedzenie Legend

     

    Światło reflektorów było skierowane na Pajor od samego początku jej głośnego transferu do Barcelony, a ona nie zawiodła oczekiwań. Zdobywając dziewięć goli w pierwszych sześciu meczach, wyprzedziła dotychczasowy rekord siedmiu bramek, który należał do Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez. To, co im zajęło sześć meczów, Pajor osiągnęła z chirurgiczną precyzją i atakującą genialnością. Jej obecność w polu karnym, połączona z perfekcyjnym wyczuciem i instynktem strzeleckim, sprawiła, że stała się natychmiastową ulubienicą kibiców Camp Nou.

     

    Derby, które Pozostanie w Pamięci

     

    Przełomowym momentem jej wczesnej kariery w Barcelonie był mecz derbowy z Espanyolem. Z sześcioma golami na koncie przed tym spotkaniem, Pajor weszła na boisko zdecydowana, by zostawić ślad — i uczyniła to w spektakularny sposób. W zaledwie 45 minut skompletowała hat-trick, całkowicie odmieniając losy meczu, który jej drużyna przegrywała do przerwy. Jej zabójcza skuteczność nie tylko zmieniła bieg spotkania, ale poprowadziła drużynę do zdecydowanej wygranej 7:1. To był występ, który na zawsze zostanie zapisany w annałach klubu.

     

    Polska Dwójka Oświetlająca Barcelonę

     

    Ciekawym akcentem tej historii sukcesu jest gest Pajor nawiązujący do Roberta Lewandowskiego, najlepszego strzelca mężczyzn w Barcelonie. Po strzeleniu jednego ze swoich goli w meczu z Espanyolem, Pajor naśladowała słynne świętowanie Lewandowskiego — symboliczny hołd dla wspólnej narodowej dumy i strzeleckiej błyskotliwości. Moment był idealny: Lewandowski właśnie zdobył hat-tricka w ostatnim meczu z Alavés, osiągając w sumie 10 goli w tym sezonie. Gdy oboje napastnicy strzelają w najlepszym stylu, polska siła robi furorę w Katalonii.

     

    Świt Nowej Ery

     

    Sensacyjny debiut Ewy Pajor w FC Barcelonie to nie tylko osobisty triumf — to przełomowy moment dla piłki nożnej kobiet i wyraźne przesłanie, że nowe legendy rodzą się na naszych oczach. W miarę jak Pajor będzie kontynuować demolowanie obron i wspinać się po szczeblach klasyfikacji strzelczyń, jedno jest pewne: to dopiero początek czegoś naprawdę wyjątkowego.

     

    W sezonie, który już teraz obfituje w dramaty i emocjonujące wydarzenia, historia wzrostu Pajor może stać się najciekawszą opowieścią — a to wszystko dzieje się w sercu jednego z najlepszych klubów piłkarskich na świecie.

     

  • Szokujące zarobki Ewy Pajor w Barcelonie – Nie uwierzysz, ile naprawdę zarabia gwiazda polskiej piłki!

    Szokujące zarobki Ewy Pajor w Barcelonie – Nie uwierzysz, ile naprawdę zarabia gwiazda polskiej piłki!

    Szokujące zarobki Ewy Pajor w Barcelonie – Nie uwierzysz, ile naprawdę zarabia gwiazda polskiej piłki!

    Ewa Pajor, olśniewająca ikona kobiecej piłki nożnej w Polsce, robi furorę nie tylko swoimi fenomenalnymi występami na boisku, ale również przełomowym transferem do FC Barcelony – ruchiem, który wstrząsnął światem futbolu kobiet. Tuż po tym, jak poprowadziła Polskę do historycznego awansu na mistrzostwa Europy, Pajor znalazła się na jednej z największych scen w futbolu, a jej nowe zarobki jasno pokazują, że to zawodniczka z absolutnego topu.

     

    Po podpisaniu kontraktu z potęgą, jaką jest FC Barcelona, Pajor zapewniła sobie lukratywną umowę wartą aż 500 tysięcy euro rocznie. Ta kwota stawia ją w ścisłej czołówce najlepiej zarabiających piłkarek na świecie – to poziom, do którego dociera tylko garstka. To mocny sygnał o rozwoju kobiecego futbolu, nawet jeśli te liczby wciąż bledną przy kosmicznych zarobkach piłkarzy.

     

    Jak wypadają zarobki Pajor? Brutalna prawda o nierównościach płacowych w futbolu

     

    Mimo imponujących zarobków Pajor, rzut oka na męską stronę futbolu pokazuje, jak ogromna wciąż jest przepaść. Weźmy chociażby Mikaela Ishaka z Lecha Poznań – szwedzki napastnik inkasuje około 4,18 miliona złotych rocznie (czyli blisko 960 tysięcy euro), niemal dwukrotnie więcej niż Pajor. Ta różnica może szokować, ale jest niestety dobrze znana – wynika z lat dominacji męskiego futbolu w mediach, sponsoringu i zainteresowaniu kibiców. Mimo to, zarobki Pajor pokazują, że kobiety w futbolu wreszcie zaczynają być doceniane – także finansowo.

     

    Od prowincji po piłkarskie szczyty Europy

     

    Droga Pajor na szczyt nie była łatwa – to historia o pasji, determinacji i wielkim talencie. Pierwsze kroki stawiała w lokalnych klubach Orlęta Wielenin i Medyk Konin, gdzie już wtedy wyróżniała się ponadprzeciętnymi umiejętnościami. Przełomem był transfer do Niemiec, do VfL Wolfsburg, gdzie zbudowała swoją markę jako jedna z najgroźniejszych napastniczek Europy.

     

    W 2024 roku jej kariera wspięła się na jeszcze wyższy poziom – dołączyła do FC Barcelony, umacniając swoją pozycję wśród legend futbolu kobiet. Ale wpływ Pajor nie kończy się na klubie – od 2013 roku jest filarem reprezentacji Polski. Ma na koncie 96 występów i aż 64 gole – liczby, które świadczą o jej nieocenionym wkładzie w rozwój kobiecej piłki w kraju.

     

    Nowa twarz kobiecego futbolu

     

    Historia Ewy Pajor – od wiejskich boisk w Polsce po legendarny Camp Nou – to coś więcej niż tylko sukces sportowy. To symboliczna opowieść o rozwoju kobiecego futbolu na świecie. Jej zarobki, choć wciąż nieporównywalne z męskimi, są kamieniem milowym dla dyscypliny i sygnałem, że przed zawodniczkami otwierają się coraz większe możliwości.

     

    Pajor nie przestaje zadziwiać – łamie kolejne bariery i inspiruje nową generację. Jej historia to żywy dowód na to, że talent, ciężka praca i pasja nie mogą być ignorowane wiecznie – a czasem przychodzą także z naprawdę imponującym wynagrodzeniem.

     

  • Zdumiewające chwile w Collalbo: 16-letnia Polka zadziwia świat – dwa medale mistrzostw świata w zaledwie dwie godziny!

    Zdumiewające chwile w Collalbo: 16-letnia Polka zadziwia świat – dwa medale mistrzostw świata w zaledwie dwie godziny!

    Zdumiewające chwile w Collalbo: 16-letnia Polka zadziwia świat – dwa medale mistrzostw świata w zaledwie dwie godziny!

    W świecie sportu rzadko zdarzają się momenty, które zapierają dech w piersiach – a jednak właśnie tego dokonała młodziutka Hanna Mazur. 16-letnia reprezentantka Polski przeszła do historii, osiągając coś, co wydaje się wręcz niemożliwe. W ciągu zaledwie dwóch godzin na lodowisku we włoskim Collalbo zdobyła dwa medale mistrzostw świata juniorów w łyżwiarstwie szybkim. To wydarzenie, które bez wątpienia zostanie zapamiętane na długo – nie tylko w Polsce.

     

    Początek sensacyjnego dnia – brąz na 500 metrów

     

    Mistrzostwa świata juniorów dopiero co się rozpoczęły, a już dostarczyły Polsce niesamowite emocje. Hanna Mazur, zawodniczka UKS Orlica Duszniki-Zdrój, najpierw stanęła do rywalizacji w sprincie na 500 metrów. Pokazała zimną krew, niesamowitą determinację i fenomenalną technikę. Z czasem 39,44 sekundy sięgnęła po brązowy medal, ustępując jedynie Shizuko Okuaki z Japonii (39,00) i Huidan Jung z Korei Południowej (39,30). To był dopiero początek czegoś wielkiego.

     

    Czas nie zdążył ostygnąć… a już był drugi medal

     

    Zaledwie dwie godziny później Hanna Mazur znów pojawiła się na tafli – tym razem na dystansie 1500 metrów. Dla wielu zawodników taka krótka przerwa między startami to ogromne wyzwanie fizyczne i psychiczne. Ale nie dla niej. 16-latka ponownie pokazała klasę, utrzymując się w czołówce od samego początku biegu. Jej czas – 2.03,73 – wystarczył, by ponownie znaleźć się na podium. Choć ostatni bieg mógł jeszcze zmienić kolejność medalistek, żadna z rywalek nie była w stanie zagrozić Polce. Drugi tego dnia brąz stał się faktem!

     

    Złoto w tej konkurencji powędrowało do Austriaczki Jeannine Rosner (2.01,60), a srebro zdobyła Japonka Ayano Sekiguchi (2.02,43).

     

    Polska siła młodego pokolenia

     

    Hanna Mazur to bez wątpienia przyszłość polskiego łyżwiarstwa szybkiego. Jej osiągnięcie w Collalbo to nie tylko dowód ogromnego talentu, ale także wyjątkowej siły psychicznej i fizycznej. Ale nie była jedyną Polką, która przyciągnęła uwagę kibiców i ekspertów.

     

    W biegu na 1500 metrów w czołowej dziesiątce znalazła się także Zofia Braun z czasem 2.04,61. Natomiast na dystansie 500 metrów bardzo dobrze spisała się również Wiktora Dąbrowska – zajęła piąte miejsce z wynikiem 39,84 sekundy. Tuż za pierwszą dziesiątką uplasowała się Julia Grzywińska (40,77).

     

    Światowa rywalizacja – emocje nie tylko wśród kobiet

     

    Wśród mężczyzn również nie brakowało emocji. Mistrzem świata juniorów na 500 metrów został Kanadyjczyk Jalen Doan (35,83), który minimalnie wyprzedził Japończyka Fugę Tsujimoto (35,84) i Niemca Finna Sonnekalba (35,91). Różnice były minimalne – walka o medale toczyła się dosłownie na ułamki sekundy.

     

    Nie tylko sukces, ale i znak przyszłości

     

    Hanna Mazur już wcześniej dała sygnał, że jest zawodniczką światowej klasy – zdobywając brąz podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Gangwon w 2024 roku. Teraz jej podwójny sukces w Collalbo tylko potwierdza, że mamy do czynienia z jednym z największych talentów ostatnich lat.

     

    Jej dwa medale mistrzostw świata juniorów w tak krótkim czasie to nie tylko imponujące osiągnięcie, ale także jasny sygnał, że nadchodzi nowa era w polskim łyżwiarstwie szybkim. Era, którą może zdumą otwierać Hanna Mazur.

     

  • Nocna Aktualizacja, Która Może Zmienić Wszystko dla Świątek — Szokujący Zwrot w Rankingu WTA

    Nocna Aktualizacja, Która Może Zmienić Wszystko dla Świątek — Szokujący Zwrot w Rankingu WTA

    Nocna Aktualizacja, Która Może Zmienić Wszystko dla Świątek — Szokujący Zwrot w Rankingu WTA

     

    Gdy zegar zbliżał się do północy, niewielu fanów tenisa spodziewało się fajerwerków — a jednak WTA cicho opublikowało aktualizację, która wstrząsnęła całym światem kobiecego tenisa. Wraz z rozpoczęciem sezonu na kortach ziemnych, najnowsze notowanie przyniosło kluczową zmianę, która może na nowo zdefiniować przebieg sezonu 2025. I choć nazwisko Igi Świątek nadal widnieje w ścisłej czołówce, za jej plecami nadciąga burza.

     

    W minionym tygodniu kibice powitali długo wyczekiwany powrót do rywalizacji na mączce, a dwa turnieje znalazły się w centrum uwagi: WTA 500 w Charleston oraz WTA 250 w Bogocie. W Karolinie Południowej amerykańska gwiazda Jessica Pegula skradła show, sięgając po tytuł po emocjonującym zwycięstwie w dwóch setach nad rodaczką Sofią Kenin. Jej powrót w drugim secie, gdy przegrywała 1:5 i obroniła trzy piłki setowe, był pokazem hartu ducha, który mają tylko mistrzynie. Zwycięstwo nie tylko dało jej trofeum, ale i awansowało ją do zupełnie nowego wymiaru w hierarchii WTA.

     

    Tysiące kilometrów dalej polscy kibice wpatrywali się w wydarzenia w Bogocie, gdzie rozegrał się inny rodzaj dramatu. Katarzyna Kawa, 32-letnia wojowniczka z Krynicy-Zdroju, zagrała turniej życia. Przeszła przez kwalifikacje, pokonała rozstawioną z „jedynką” Marie Bouzkovą i obroniła piłkę meczową w starciu z Laurą Pigossi. Choć w finale uległa broniącej tytułu Camili Osorio, jej siedmiomeczowy maraton — trwający łącznie ponad 17 godzin — był triumfem determinacji. Dzięki tym występom Kawa awansowała aż o 67 miejsc w rankingu i na nowo rozbudziła dumę z polskiego tenisa.

     

    Jednak to, co stało się chwilę później, naprawdę zatrzęsło fundamentami WTA.

     

    Wielka Przebudowa Podium, Której Świątek Nie Może Zignorować

     

    Gdy WTA zaktualizowało ranking tuż przed końcem dnia, doszło do poważnej zmiany na samym szczycie. Aryna Sabalenka wciąż dzierży pozycję liderki z dorobkiem 10 541 punktów, ale przewaga Igi Świątek na drugim miejscu nagle wygląda na wyjątkowo kruchą. Dzięki triumfowi w Charleston Jessica Pegula awansowała na najwyższe w karierze trzecie miejsce, wyprzedzając Coco Gauff o zaledwie… 38 punktów!

     

    Świątek nadal jest wiceliderką z dorobkiem 7 470 punktów, ale jej przewaga nad Pegulą stopniała do 1 369 punktów. Choć liczba ta wydaje się spora, kontekst maluje zupełnie inny obraz: przez kolejne dwa miesiące Polka będzie musiała bronić aż 4 195 punktów wywalczonych podczas zeszłorocznego dominującego występu na mączce. Tymczasem Pegula nie ma do obrony nic — z powodu kontuzji nie grała w tym okresie w 2024 roku.

     

    Ta różnica tworzy dla Świątek niepokojący scenariusz. Nawet jeśli powtórzy swoje zeszłoroczne sukcesy, może to nie wystarczyć. A jeśli choć trochę się potknie — Pegula jest gotowa, by zaatakować — i być może po raz pierwszy w karierze wskoczyć do Top 2. Wraz z rozkręcającym się sezonem na europejskiej mączce, presja na Świątek nigdy nie była większa.

     

    Polski Tenis Pisze Nową Historię

     

    Podczas gdy Świątek stoi u progu być może najważniejszego okresu w swojej karierze, polski tenis świętuje cichy, ale znaczący sukces. Po raz pierwszy w historii aż trzy Polki znalazły się w Top 30 rankingu WTA. Magdalena Fręch awansowała na 28. miejsce, a doświadczona Magda Linette uplasowała się na 30. pozycji. Do tego Katarzyna Kawa, która wskoczyła na 156. miejsce, co stanowi prawdziwy skok jakościowy. Maja Chwalińska również trzyma się dzielnie, plasując się na 121. pozycji.

     

    Nieco poza pierwszą dwusetką znajduje się Linda Klimovicova (205. miejsce), jednak baczni obserwatorzy już dziś widzą w niej nazwisko warte uwagi w nadchodzących tygodniach.

     

    Walka o Finały zaostrza się z każdym punktem

     

    Choć pierwsza piątka WTA Race pozostała bez zmian, nie obyło się bez emocji. Pegula dzięki triumfowi w Charleston znalazła się zaledwie… pięć punktów za Świątek! Polka obecnie zajmuje czwarte miejsce z dorobkiem 2 315 punktów. Liderką rankingu wyścigu do finałów jest Sabalenka (3 580 punktów), za nią Madison Keys (3 069) oraz rewelacja sezonu — Mirra Andreeva (2 565). Pegula z 2 310 punktami depcze Świątek po piętach — dosłownie.

     

    Co Dalej?

     

    Przed Świątek niełatwa droga. Wypełniony kalendarz turniejów na mączce oraz gigantyczna liczba punktów do obrony sprawiają, że każdy kolejny mecz może zadecydować o jej pozycji. Tymczasem Pegula idzie do przodu bez żadnych oczekiwań — z lekkością, pewnością siebie i głodem sukcesu.

     

    Ta nocna aktualizacja rankingu WTA to nie tylko zmiana liczb na liście. To rozpoczęcie nowego etapu w zaciętej rywalizacji, która może zdefiniować resztę sezonu 2025. Dla Świątek margines błędu niemal nie istnieje. Dla Peguli otwiera się szerokie okno szans. Odliczanie do Roland Garrosu właśnie się rozpoczęło — a pogoń nabrała tempa.

    Ranking WTA (stan na 7 kwietnia 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 10 541 pkt

    2. Iga Świątek – 7 470 pkt

    3. Jessica Pegula – 6 101 pkt

    4. Coco Gauff – 6 063 pkt

    5. Madison Keys – 4 999 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4 843 pkt

    7. Mirra Andreeva – 4 775 pkt

    8. Qinwen Zheng – 4 243 pkt

    9. Paula Badosa – 3 821 pkt

    10. Elena Rybakina – 3 808 pkt

    WTA Race (stan na 7 kwietnia 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 3 580 pkt

    2. Madison Keys – 3 069 pkt

    3. Mirra Andreeva – 2 565 pkt

    4. Iga Świątek – 2 315 pkt

    5. Jessica Pegula – 2 310 pkt

    6. Amanda Anisimova – 1 460 pkt

    7. Clara Tauson – 1 365 pkt

    8.Emma Navarro – 1 352 pkt

    9. Elena Rybakina – 1 320 pkt

    10. Paula Badosa – 1 255 pkt

  • Linette zapytana o Świątek. Nawet się nie wahała. Stanowcze słowa

    Linette zapytana o Świątek. Nawet się nie wahała. Stanowcze słowa

    Linette zapytana o Świątek. Nawet się nie wahała. Stanowcze słowa

    Iga Świątek kilka dni temu ogłosiła, że nie weźmie udziału w turnieju Billie Jean King Cup w Radomiu i nie pomoże reprezentacji Polski. Liderką naszej kadry w Radomiu będzie Magda Linette, która będzie starała się poprowadzić Biało-Czerwone do zwycięstwa. – Ja po prostu nie oceniam. Rozumiem zmęczenie i wiem, że czasami trzeba wziąć oddech – powiedziała Linette w rozmowie z Polskim Radiem RDC.

     

    Iga Świątek w ostatnich kilku tygodniach była naprawdę bardzo daleko od swojej optymalnej dyspozycji, a mimo tego potrafiła dochodzić przynajmniej do ćwierćfinału naprawdę ważnych imprez. To, co wydarzyło się jednak w Miami obiegło cały tenisowy świat. Porażka w ćwierćfinale z ledwie 19-letnią Alexandrą Ealą była absolutnym szokiem.

     

    W końcu Świątek nie zwykła przegrywać z rywalkami, których nie wymieniamy w gronie szeroko pojętej światowej czołówki, a Filipinka, podchodząc do meczu z Polką, plasowała się poza czołową setką rankingu WTA. Obie panie w tym zestawieniu dzieliło ponad sto rankingowych miejsc, a wygrała ta zdecydowanie mniej doświadczona. Wydawało się, że idealnym miejscem do poszukania dobrej formy będzie Radom, gdzie Polki zagrają w ramach Billie Jean King Cup. Co więcej, w Radomiu specjalnie dla Świątek wysypano mączkę.

     

    Świątek nie zagra w Radomiu. Linette komentuje

     

    Jak się jednak okazuje, wiceliderka światowego rankingu nie wesprze Polek. “Podjęłam trudną decyzję. Wiem, że nie jest to informacja, której chcieli kibice, szczególnie polscy, niemniej to decyzja słuszna dla mnie na ten moment. Nie zagram w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Radomiu. Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych drużynowych sukcesów – półfinału BJKC oraz finału UC” – napisała w mediach społecznościowych nasza gwiazda.

     

    Niedługo później z udziału w imprezie z powodów zdrowotnych wycofała się także Magdalena Fręch. Wobec tego liderką reprezentacji w Radomiu będzie Magda Linette, która skomentowała decyzję Świątek. – To jest indywidualna decyzja. Nie wiemy, co się dzieje w teamie, w jakim stanie jest jej ciało, jak bardzo jest zmęczona emocjonalnie. Ja po prostu nie oceniam. Rozumiem zmęczenie i wiem, że czasami trzeba wziąć oddech. W naszym sezonie jest na to mało czasu. Iga jest najlepszą zawodniczką na świecie. Teraz jest druga w rankingu, ale na mączce zawsze jest zdecydowaną faworytką. To zawsze osłabienie, ale ich decyzję trzeba szanować. Staramy się skupić na tym, nad czym mamy kontrolę – powiedziała Polka w rozmowie z Polskim Radiem RDC.

     

    Reprezentację Polski w Radomiu czeka naprawdę spore wyzwanie. Biało-Czerwone zmierzą się bowiem najpierw ze Szwajcarkami, a potem z Ukrainkami. W obu tych reprezentacjach dobrych zawodniczek nie brakuje i Świątek z pewnością bardzo by pomogła w ewentualnym zwycięstwie, szczególnie na mączce. 

     

  • On pierwszy mówi o tym głośno. Co Iga Świątek robiła w Paryżu? Teraz cierpi

    On pierwszy mówi o tym głośno. Co Iga Świątek robiła w Paryżu? Teraz cierpi

    On pierwszy mówi o tym głośno. Co Iga Świątek robiła w Paryżu? Teraz cierpi

    Iga Świątek nie weźmie udziału w rozpoczynającym się w czwartek turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup. Najlepsza polska tenisistka zrezygnowała z przyjazdu do Radomia, ponieważ potrzebuje odpoczynku. Postanowiła skupić się na spokojnym treningu i regeneracji mentalnej. To efekt kryzysu. W pierwszym kwartale sezonu nie zdobyła żadnego tytułu. – W tym roku Iga płaci cenę za reprezentowanie Polski na igrzyskach w zeszłym roku – tłumaczy w rozmowie z TVP Sport tenisowy ekspert, Maciej Synówka.

     

    O prawo gry w finałach BJK Cup polska drużyna powalczy w Radomiu z Ukrainkami i Szwajcarkami. Rywalizacja odbędzie się w dniach 10-12 kwietnia. Awans wywalczą tylko triumfatorki.

     

    Drużyna dowodzona przez Dawida Celta przystąpi do eliminacyjnej batalii mocno osłabiona. Z gry zrezygnowały Iga Świątek i Magdalena Fręch. Ta druga przegrała z kontuzją nadgarstka.

     

    Jaka była motywacja drugiej rakiety świata? Potrzebowała odpoczynku. Jest zmęczona, choć niekoniecznie fizycznie. Bardziej presją oczekiwań i deficytem zwycięstw. W tym roku nie wzbogaciła dorobku o choćby jeden tytuł. Taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od pięciu sezonów.

     

    Iga Świątek musi odpocząć. “Płaci cenę za udział w igrzyskach olimpijskich”

     

    “Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych sukcesów – półfinału BJKC oraz finał UC. Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach. Trzymam kciuki za dziewczyny i za cały zespół” – napisała Świątek w mediach społecznościowych.

     

    Gdyby rezygnacja z gry w kadrze gwarantowała indywidualne sukcesy w dalszej części sezonu, kibice byliby spokojni. Ale najbliższa przyszłość nadal kryje się za wielkim znakiem zapytania. Czy raszynianka przełamie impas na kortach ziemnych, na których czuje się zawsze najlepiej? Na razie to prognoza oparta jedynie na retrospekcji.

     

    – W tym roku Iga płaci cenę za reprezentowanie Polski na igrzyskach w zeszłym roku – w rozmowie z TVP Sport stawia zaskakującą tezę tenisowy ekspert Maciej Synówka . – Trzy sezony na tak wysokim poziomie. To musi mieć swoją cenę.

     

    – Osobiście nie znam żadnej tenisistki, która dorastając powiedziałaby, że chce reprezentować swój kraj w rozgrywkach narodowych. Nastawienie wszystkich tenisistek jest takie, aby wygrywać turnieje Wielkiego Szlema – dodaje.

     

    Świątek w ubiegłym sezonie rzeczywiście starała się łączyć rywalizację na dwóch frontach. Ale wydaje się, że generalnie nie wyszła na tym najlepiej. Do Paryża pojechała przecież po złoty medal olimpijski i była niemal murowaną faworytką do triumfu. Wróciła do domu z brązowym krążkiem.

     

    Dwa miesiące później straciła pozycję liderki światowego rankingu, której nie jest w stanie odzyskać do dzisiaj. Jej fanom trudno jednak uwierzyć, że to efekt olimpijskiego startu. Najbliższe miesiące usuną w cień każdą tego rodzaju teorię, jeśli tylko uda się wrócić na zwycięską ścieżkę.