Category: Celebrities

  • Polityczny manifest na meczu Legia – Chelsea. To nie powinno się tu znaleźć

    Polityczny manifest na meczu Legia – Chelsea. To nie powinno się tu znaleźć

    Polityczny manifest na meczu Legia – Chelsea. To nie powinno się tu znaleźć

    “Żyleta” zaimponowała oprawą na początku meczu, ale pod koniec pierwszej połowy byliśmy świadkami kontrowersji. W trakcie meczu najbardziej zagorzali fani Legii wyrazili swoje poglądy polityczne, co przy dzisiejszym meczu było zakazane. Zapewne podpadli obserwatorowi UEFA.

     

    “Żyleta” przed meczem zaprezentowała imponującą oprawę z hasłem “Nie bój się nikogo”. Zrobiła ona szczególne wrażenie na dziennikarzach z Anglii, którzy ochoczo nagrywali ją telefonami i robili jej zdjęcia. Ale dobre wrażenie zostało zatarte przez polityczny manifest.

     

    Polityczny transparent na meczu Legia – Chelsea. “Zabronione”

     

    Pod koniec pierwszej połowy, kiedy piłkarze Legii odpierali ataki Chelsea, na “Żylecie” pojawił się baner z treścią polityczną. Na nim napisane były dwie daty – 18 maja i 1 czerwca. To dni, na które zaplanowano pierwszą i drugą turę wyborów prezydenckich. Obok pojawiły się trzy słowa: “Byle nie Trzaskowski”.

     

    “Żyleta” jasno dała do zrozumienia, że nie będzie popierać obecnego prezydenta Warszawy w tegorocznym wyścigu o pałac prezydencki. Trzaskowski jest faworytem sondaży i notowań, które wskazują na jego zwycięstwo po dwóch turach.

     

    Kibice odpowiedzialni za wywieszenie politycznego transparentu zostali upomniani przez spikera Łukasza “Jurasa” Jurkowskiego. Powiedział, że głoszenie politycznych haseł w jakiejkolwiek formie na trybunach w przypadku meczu rozgrywek pod egidą UEFA jest zabronione.

     

    Z pewnością to zostało zanotowane przez obserwatora UEFA, więc nie można wykluczyć kar z tego tytułu. Sam transparent nie miał żadnego obraźliwego hasła – wyrażał postawę kibiców Legii, którzy są przeciwko Trzaskowskiemu. Jednak fakt, że to był transparent polityczny, może być wystarczający. Wisiał on także przez długą część drugiej połowy spotkania.

     

    Chwilę później pojawił się transparent na rocznicę katastrofy smoleńskiej. “Nie zapomnimy, nie wybaczymy” – można było przeczytać.

     

  • Niebywały wyczyn, Lewandowski przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Ronaldo pokonany

    Niebywały wyczyn, Lewandowski przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Ronaldo pokonany

    Niebywały wyczyn, Lewandowski przechodzi do historii Ligi Mistrzów. Ronaldo pokonany

     

    Środowy wieczór był prawdziwie magiczny dla Roberta Lewandowskiego. 36-latek zanotował dwa trafienia w rywalizacji z Borussią Dortmund w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, pogrążając swój były zespół. FC Barcelona wygrała 4:0 i jest już jedną nogą w półfinale, a to nie był koniec świetnych wieści dla “Lewego”. Za sprawą goli przeciwko BVB zapisał się on w historii Ligi Mistrzów, przebijając osiągnięcie Cristiano Ronaldo. Do pokonania został mu już tylko Lionel Messi.

     

    Przed rozpoczęciem rywalizacji Barcelony z Borussią Dortmund uwaga niemieckich mediów niemal w pełni poświęcona była osobom Hansiego Flicka i Roberta Lewandowskiego. 36-latek spędził za młodu cztery lata w BVB i to właśnie dortmundczycy pozwolili mu wypłynąć na szerokie wody w futbolu. Później stał się jednak ich katem, notując regularnie gole przeciwko swojej byłej drużynie, już w barwach Bayernu Monachium.

     

    Poruszenie wokół Lewandowskiego. W Niemczech było głośno o Polaku

     

    “Lewy” jest w Niemczech absolutną legendą, choć wielu kibiców było mocno niezadowolonych z faktu, że pobił rekord Gerda Mullera pod względem liczby trafień w jednym sezonie ligowym. Ba, choć brzmi to kuriozalnie, wielu ma mu to za złe aż do dziś.

     

    Zgodnie z przewidywaniami, Lewandowski, podobnie jak Wojciech Szczęsny został awizowany przez Hansiego Flicka do gry w meczu z Borussią Dortmund od pierwszych minut. W fazie ligowej w Dortmundzie nie udało mu się strzelić gola. Dlatego fani “Blaugrany” ufali, że uda mu się to w ćwierćfinale. “Dortmund nie chce nawet widzieć Lewandowskiego” – tak opisywał nastroje w Dortmundzie przed meczem Ivan San Antonio z redakcji “SPORT”. Odnosił się do tego, iż Niemcy obawiali się będącego w dobrej formie strzeleckiej Polaka, który w 27 spotkaniach przeciwko BVB zaliczył aż 27 trafień.

     

    Lewandowski katem Borussii Dortmund. Dwa trafienia, Barcelona jedną nogą w półfinale

     

    W pierwszej połowie Lewandowski kilkukrotnie stawał przed okazją na oddanie strzału na bramkę Kobela. Celownik niestety miał mocno rozregulowany. Innym razem na drodze stawał mu bramkarz. Nie było to udane 45 minut w jego wykonaniu. Przełamanie nastąpiło po zmianie stron.

     

    Zaledwie trzy minuty po zmianie stron Barca przeprowadziła kolejną zabójczą akcję, która skończyła się golem na 2:0. Raphinha posłał wysoką wrzutkę wzdłuż bramki, a w powietrzu zawisł Lewandowski. 36-latek z bliska wbił piłkę do siatki, notując 28 bramkę przeciwko swojej byłej drużynie. Jednocześnie był to dla niego 10. gol w tej edycji Ligi Mistrzów.

     

    Ligi Mistrzów. W 66. minucie Borussia Dortmud leżała już na łopatkach, a kolejne trafienie świętował Lewandowski. Tym razem pokonał Kobela potężnym uderzeniem z dalszej odległości. Efektu zniszczenia przyjezdnych dopełnił na niecały kwadrans przed końcem rywalizacji Lamine Yamal. Wynik 4:0 brutalnie odzwierciedlał różnicę klas pomiędzy drużynami.

     

    Lewandowski pisze historię w Lidze Mistrzów. Przed nim już tylko Messi

     

    Pod wieloma względami był to magiczny wieczór dla Roberta Lewandowskiego. Gole strzelone BVB miały wyjątkową wartość – po raz pierwszy zanotował trafienie przeciwko Dortmundczykom w Lidze Mistrzów. Zapisał się przy tym w historii rozgrywek. Jak zwrócił uwagę na platformie “x.com” Wojciech Papuga, “Lewy” ma na koncie gole przeciwko 39 różnym zespołom. Polak pobił tym samym osiągnięcie Cristiano Ronaldo i goni rekord Leo Messiego, który może pochwalić się 40. “ofiarami”.

     

    https://x.com/WojtekPapuga/status/1910063286311133367

     

    Jeszcze w tym sezonie może on wyrównać rekord Messiego. O ile dane mu będzie zagrać przeciwko Bayernowi Monachium, lub Aston Villi. Tym drużynom w Champions League gola jeszcze nie strzelił. Taki scenariusz na ten moment wydaje się wątpliwy. Bayern przegrał w pierwszym spotkaniu ćwierćfinałowym z Interem Mediolan 1:2, a Aston Villa poległa w Paryżu 1:3. 

     

  • Oto co Raphinha wypalił do Roberta Lewandowskiego tuż po golu

    Oto co Raphinha wypalił do Roberta Lewandowskiego tuż po golu

    Oto co Raphinha wypalił do Roberta Lewandowskiego tuż po golu

     

    Robert Lewandowski i Raphinha zostali bohaterami środowego meczu FC Barcelona przeciwko Borussii Dortmund. Obaj piłkarze zdobyli bramki i walczą o tytuł króla strzelców Ligi Mistrzów. Kamery uchwyciły, co Brazylijczyk powiedział do Polaka po jednym z trafień.

     

    FC Barcelona jest już o krok od półfinału Ligi Mistrzów. Po zwycięstwie w fazie ligowej, w ćwierćfinale ponownie trafiła na Borussię Dortmund. Tym razem wygrała 4:0, choć pierwsza połowa nie zapowiadała aż takiego pogromu.

     

    Do przerwy Barca prowadziła 1:0 po golu Raphinhy. Show rozpoczęło się w drugiej połowie. To wtedy najpierw w 48., a później w 66. minucie bramkarza rywali pokonał Robert Lewandowski. Czwartego gola dołożył Lamine Yamal.

     

    Oto co po golu usłyszał Robert Lewandowski

     

    Przy jednej z bramek Polakowi asystował Raphina. Co ciekawe, to właśnie dwaj piłkarze Blaugrany są obecnie najbliżej tytułu króla strzelców Ligi Mistrzów. W klasyfikacji przewodzi Brazylijczyk z 12 trafieniami. Nasz reprezentant plasuje się tuż za nim z jedną bramką mniej.

     

    Jak widać jednak, dla obu ważniejsze od rywalizacji indywidualnej jest dobro drużyny, w której niezmiennie panuje dobra atmosfera. Kamery uchwyciły, co kolega z zespołu powiedział “Lewemu” tuż po strzeleniu gola. “Jeśli pójdziesz na pierwszy słupek, zawsze będę na drugim” — usłyszał Polak.

    https://x.com/BarcaUniversal/status/1910083494375469458

    Rewanżowy mecz Borussia Dortmund – FC Barcelona odbędzie się we wtorek.

  • Co za mecz Kawy w BJK Cup! Porwała publikę. Oto co robiła Abramowicz

    Co za mecz Kawy w BJK Cup! Porwała publikę. Oto co robiła Abramowicz

    Co za mecz Kawy w BJK Cup! Porwała publikę. Oto co robiła Abramowicz

     

    Katarzyna Kawa kapitalnie walczyła dla Polski w meczu z dużo wyżej notowaną Szwajcarką Jil Teichmann, a do tej walki naszą tenisistkę zagrzewała Daria Abramowicz. Psycholożka znana ze współpracy z Igą Świątek tym razem wspiera kadrę w ramach turnieju Billie Jean King Cup. Szkoda, że Świątek zamiast w Radomiu jest już w Stuttgarcie. Bez Igi trudno będzie nam wygrać eliminacje nieoficjalnych drużynowych mistrzostw świata. Choć Kawa zaczęła znakomicie, wygrywając swój mecz 5:7, 6:4, 6:2!

     

    Katarzyna Kawa to 156. tenisistka rankingu WTA, a Jil Teichmann jest na tej liście 96. Szwajcarka kiedyś – wcale nie tak dawno temu, bo w lipcu 2022 roku – była nawet 21. zawodniczką świata. A Kawa nigdy nie znalazła się w pierwszej setce.

     

    Faworytka pierwszego starcia polsko-szwajcarskiego meczu w Radomiu była oczywista. Mimo że Kawa dopiero co dotarła do finału turnieju WTA 250 w Bogocie, to jednak powszechnie uważano, że sprawiłaby sporą niespodziankę, gdyby pokonała Teichmann. O tę niespodziankę Kawa kapitalnie walczyła.

     

    Bardzo dobra, mądra i spokojna gra Polki pozwoliła jej uciec z wyniku 3:3 na 5:3 w pierwszym secie. Po tym jak w dziewięciu gemach oglądaliśmy tylko jedno przełamanie, byliśmy pełni nadziei, że prowadząc 5:4 i serwując, Kawa zakończy zwycięsko tę partię. Ale – niestety – w tamtym trudnym dla siebie momencie Teichmann pokazała się ze świetnej strony. Gema, w którym Kawa mogła sobie wyserwować wygranie seta, Szwajcarka wygrała do zera. I poszła za ciosem.

     

    Daria Abramowicz wyłowiona w kryzysowym momencie

     

    – Iga Świątek już się udała do Stuttgartu, a Daria Abramowicz jest w boksie – zauważał komentator Polsatu Sport Tomasz Lorek, gdy realizator transmisji pokazywał, jak psycholożka kadry zagrzewa Kawę do walki przy wyniku 5:6. Abramowicz klaskała, coś pokrzykiwała, ale po powrocie zawodniczek na kort Teichmann dalej robiła swoje. I wygrała pierwszego seta 7:5, mimo że przegrywała 3:5.

     

    W tamtym momencie wielu kibiców na pewno z żalem przypominało sobie, że Kawa to przede wszystkim świetna deblistka, a w Radomiu występuje jako singlistka, ponieważ w naszym składzie brakuje Igi Świątek i Magdaleny Fręch. Ta druga ma kontuzjowany nadgarstek. Natomiast Świątek pojechała już do Stuttgartu, gdzie w przyszłym tygodniu rozpocznie swój tegoroczny sezon grania na kortach ziemnych.

     

    Nie ma Świątek, ale Kawa porwała publikę!

    Tuż przed rozpoczęciem meczu Kawy z Teichmann organizatorzy turnieju w Stuttgarcie pochwalili się, że światowa numer dwa jest już u nich.

     

    Wielka szkoda, że w momencie rozpoczęcia walki Polek ze Szwajcarkami i Ukrainkami (z nimi zmierzymy się w piątek) o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup liderka naszej kadry jest poza reprezentacją. W Radomiu wszystko było przecież planowane i ustalane tak, żeby Świątek mogła tam zagrać. Polki dlatego rozegrają swoje mecze już w czwartek i piątek, bo Świątek miała mieć czas na przeniesienie się z turnieju drużynowego na ten indywidualny, swojego sponsora – Porsche. Ale ostatnie tygodnie przebiegły dla Igi tak, że teraz czasu potrzebowała tylko dla siebie. Za dużo było niepokojów, a wręcz nerwów, za mało było spokojnego, dobrego grania – stąd decyzja Igi i jej sztabu, żeby odpuścić szczególnie stresogenne występy u siebie, w drużynie narodowej. Dla Świątek to nie była decyzja łatwa. A dla polskiej kadry to ogromne osłabienie.

     

    Ale Katarzynie Kawie trzeba oddać, że w meczu z Teichmann robiła wszystko, żebyśmy tego osłabienia nie odczuwali. I żeby jak najlepiej bawiła się publiczność, która w hali w Radomiu naprawdę dopisała.

     

    Po przegranym przez Kawę pierwszym secie druga partia zaczęła się dla niej niedobrze. Teichmann miała szansę wyjść na prowadzenie 7:5, 2:0, ale wtedy Polka nie dała się przełamać. A po wyrównaniu na 1:1, wyszła na 2:1, przełamując rywalkę po wygraniu bardzo długiego gema. Składał się z aż 16 punktów. To tyle, ile wystarczyłoby na zamknięcie czterech gemów. Kawa wykorzystała w nim trzeciego breakpointa. I choć za moment Teichmann zaliczyła przełamanie powrotne, to widzieliśmy, że Polka jest pełna pozytywnej energii i wiedzieliśmy, że zrobi wszystko, żeby zawalczyć o punkt dla drużyny.

     

    Kawę świetnie wspierali kibice i cały zespół. Po przełamaniu Teichmann na 4:3 już nie dała sobie wyrwać prowadzenia i wygrała partię 6:4. Przy wyniku 5:7, 6:4 i krótkiej przerwie nasza druga rakieta w tym turnieju (pierwszą jest Magda Linette) przystąpiła do decydującej rozgrywki.

     

    Pod wrażeniem atmosfery w Radomiu są m.in. oficjalne media Billie Jean King Cup.

     

    Kawa poderwała publiczność, a i sama się napędziła. Trzeciego seta zaczęła wspaniale – od przełamania rywalki do zera. Po chwili poprawiła, pewnie wygrywając swojego gema serwisowego. I jeszcze mocniej zaznaczyła swoją przewagę, znów wygrywając gema przy podaniu Szwajcarki. Przy prowadzeniu 5:7, 6:4, 3:0 Kawa była już tak mocna, tak pewna, że znacznie wyżej notowana przeciwniczka niebyła w stanie jej zagrozić.

    Kawa świętowała ze Świątek, a teraz sama pokazała moc

     

    Niecałe pół roku temu – w listopadzie – Kawa razem ze Świątek rozegrała kapitalny mecz przeciw Czeszkom w finałach Billie Jean King Cup. Wówczas Polki pokonały faworyzowany duet Marie Bouzkova/Katerina Siniakova 6:2, 6:4, dzięki czemu nasza reprezentacja awansowała do półfinału.

     

    Po tamtym starciu Kawie cała polska ekipa odśpiewała „Sto lat”, bo granie skończyło się po północy i zaczął się dzień 32. urodzin naszej niespodziewanej bohaterki. Dziś, na starcie radomskich eliminacji BJKC Cup, Kawa też jest bohaterką. Brawo!

     

    Po meczu Kawy z Teichmann Magda Linette (30 WTA) zmierzy się z Viktoriją Golubić (93 WTA). Polska prowadzi ze Szwajcarią 1:0, a do wygrania meczu potrzebne są dwa punkty.

  • Brawo Katarzyna! Kawa odwróciła losy meczu

    Brawo Katarzyna! Kawa odwróciła losy meczu

    Brawo Katarzyna! Kawa odwróciła losy meczu

    Katarzyna Kawa dała reprezentacji Polski pierwszy punkt w starciu ze Szwajcarią w Pucharze Billie Jean King. Nasza tenisistka pokonała Jil Teichmann 5:7, 6:4, 6:2.

     

    Na czwartek zaplanowane zostało spotkanie Polski ze Szwajcarią w ramach kwalifikacji do turnieju finałowego Pucharu Billie Jean King. W singlu Dawid Celt posłał do boju Katarzynę Kawę i Magdę Linette.

     

    Pierwszy punkt w tej rywalizacji zdobyły Biało-Czerwone. Mimo że Kawa w premierowej odsłonie musiała uznać wyższość Jil Teichmann, to w kolejnych setach zaprezentowała się lepiej i zwyciężyła 5:7, 6:4, 6:2.

     

    W pierwszej partii Teichmann mogła szybko przełamać, ale Kawa obroniła break pointa. W siódmym gemie to nasza tenisistka wypracowała okazję i ją wykorzystała, dzięki czemu wyszła na prowadzenie (4:3).

     

    Po utrzymaniu podania w dziesiątym gemie serwowała na zakończenie seta, ale wówczas nawet nie zapunktowała. Znakomity fragment zanotowała z kolei Teichmann, która z wyniku 3:5 doprowadziła do 7:5. Partię zakończyła drugim przełamaniem, wykorzystując drugiego z setboli.

     

    Na początku kolejnej odsłony meczu Polka tak samo, jak wcześniej obroniła break pointa. Chwilę później po zaciętym boju zanotowała przełamanie, wykorzystując trzecią z okazji. Tyle tylko, że Szwajcarka momentalnie odrobiła stratę.

     

    Ponownie jednak Kawa była w stanie wyjść na prowadzenie 5:3, wykorzystując szansę na przełamanie w siódmym gemie. Tym razem jednak nie zawiodła w momencie, gdy wypracowała piłkę setową i zwyciężyła 6:4, doprowadzając do decydującej partii.

     

    W niej z kolei Polka od początku prezentowała się lepiej. Wystarczy powiedzieć, że po trzech gemach prowadziła 3:0, mając na koncie dwa przełamania. Wówczas jednak Teichmann odrobiła część strat i pokazała, iż nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

     

    Tak samo, jak na początku seta Kawa była jednak w stanie wygrać trzy gemy z rzędu. W siódmym zanotowała przełamanie na 5:2, by chwilę później wypracować trzy piłki meczowe i wykorzystać drugą z nich.

     

    Tym samym jeżeli Magda Linette pokona Viktoriję Golubić, to Polska zwycięży w starciu ze Szwajcarią.

     

    Polska – Szwajcaria, Radomskie Centrum Sportu, Radom (Polska)

    Kwalifikacje do turnieju finałowego, kort ziemny w hali

    czwartek, 10 kwietnia

     

    Gra 1.: Katarzyna Kawa – Jil Teichmann 5:7, 6:4, 6:2

    Gra 2.: Magda Linette – Viktorija Golubić

    Gra 3.: Martyna Kubka / Magda Linette – Susan Bandecchi / Celine Naef

  • Po 4:0 z Borussią Lewandowski wypalił szczerze nt. Yamala. Poszło w świat

    Po 4:0 z Borussią Lewandowski wypalił szczerze nt. Yamala. Poszło w świat

    Po 4:0 z Borussią Lewandowski wypalił szczerze nt. Yamala. Poszło w świa

     

    – Nigdy nie spotkałem się z czymś takim w jego wieku – mówił Robert Lewandowski po meczu z Borussią Dortmund (4:0) w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Te słowa dotyczyły Lamine’a Yamala i jego ogromnej dojrzałości, którą prezentuje, mając zaledwie 17 lat. Ta dojrzałość dotyczy m.in. formy i umiejętności, jakimi popisuje się nie murawie. Polak wyjaśnił też, dlaczego nie wspiera młodego Hiszpana w jednym szczególnym dla niego momencie.

     

    Środowy wieczór był niemal perfekcyjny w wykonaniu piłkarzy Hansiego Flicka. FC Barcelona rozgromiła Borussię Dortmund aż 4:0, a absolutnym bohaterem spotkania został Robert Lewandowski. Polak ustrzelił dublet, dzięki czemu przeszedł do historii Ligi Mistrzów. Żaden inny piłkarz nie strzelił po 10 goli w sezonie w tych rozgrywkach dla trzech różnych klubów, a 36-latek tego dokonał. Ale bohaterów tego wieczoru było więcej. Na wyróżnienie zasłużył też Lamine Yamal. Hiszpan znów błysnął, wpisał się na listę strzelców i przypieczętował wynik.

     

    Lewandowski chwali Yamala. “To, co robi, jest niesamowite”

    I właśnie Yamal był jednym z tematów pomeczowych rozmów Roberta Lewandowskiego z mediami. Dziennikarze pytali Polaka m.in. o to, jak to jest dzielić szatnię z tak młodym talentem. Napastnik nie hamował się i po raz kolejny skomplementował kolegę, wskazując jego mocne strony.

     

    – Prawdę mówiąc, to, co robi, jest niesamowite, patrząc na jego wiek. Gra tak, jakby miał 25 lat – zaczął Polak, cytowany przez kataloński “Sport”. – Są takie sytuacje, że po meczu zwraca nam uwagę, co moglibyśmy zmienić, a także co on mógłby zmienić. Nigdy nie spotkałem się z czymś takim w jego wieku. Nigdy nie widziałem, by zawodnik w jego wieku tak rozumiał piłkę nożną. To niesamowite. I mimo różnicy wieku, która między nami istnieje, bardzo dobrze się rozumiemy – dodawał.

     

    Choć Lewandowski cieszy się z każdej bramki Yamala, to zazwyczaj nie dołącza do dość specyficznej celebracji po niej. Hiszpan zazwyczaj tańczy na boisku. Dlaczego Polak nie zdecydował się jak dotąd wesprzeć kolegi w tej szczególnej chwili?

     

    – Nie robię tego, bo on nie ma jeszcze 18 lat. Poczekamy, aż stanie się pełnoletni i wtedy gdzieś razem wyjdziemy. Ale zakomunikowałem mu już: “Lamine, powinniśmy poczekać, aż skończysz 18 lat i wtedy może wyjdziemy gdzieś razem, by potańczyć” – żartował Lewandowski.

     

    Takiego tercetu ofensywnego Barcelona dawno nie miała

    Nie ma wątpliwości, że trio ofensywne Barcelony jest jednym z najbardziej skutecznych nie tylko w Lidze Mistrzów, ale i we wszystkich europejskich rozgrywkach. W tym sezonie Raphinhi, Lewandowskiemu i Yamalowi udało się zdobyć już 80 goli – dokładnie połowa z nich to dzieło Polaka, 28 zdobył Brazylijczyk, a pozostałe 14 Hiszpan.

     

    To trio wydaje się wręcz nie do zatrzymania i Borussia przekonała się o tym na własnej skórze. Już na wstępie wspominaliśmy, że bramki w środowym spotkaniu zdobyli Lewandowski i Yamal, ale pierwsze trafienie w tym meczu było autorstwa Raphinhi. Kolejną szansę na gole w Lidze Mistrzów, będą mieli już we wtorek 15 kwietnia. Tego dnia rozegrany zostanie rewanż w ćwierćfinale z Borussią.

  • Jak wiecznie zielony Lewandowski przełamał bariery wieku i logiki, by zapisać się w księdze rekordów Ligi Mistrzów

    Jak wiecznie zielony Lewandowski przełamał bariery wieku i logiki, by zapisać się w księdze rekordów Ligi Mistrzów

    Jak wiecznie zielony Lewandowski przełamał bariery wieku i logiki, by zapisać się w księdze rekordów Ligi Mistrzów

    W wieku 36 lat Robert Lewandowski wciąż zdumiewa, łamiąc bariery wieku i oczekiwań, jednocześnie zapisując się na kartach historii Ligi Mistrzów. W niedawnym meczu ćwierćfinałowym stał się pierwszym zawodnikiem, który zdobył co najmniej dziesięć bramek w jednej edycji tych rozgrywek dla trzech różnych klubów — Borussii Dortmund, Bayernu Monachium i teraz FC Barcelony. To osiągnięcie potwierdza jego niezmienną klasę na europejskiej scenie.

     

    Na początku tego sezonu Lewandowski osiągnął kolejny niezwykły kamień milowy, zdobywając swoją setną bramkę w Lidze Mistrzów, dołączając tym samym do elitarnego grona, w którym znajdują się Cristiano Ronaldo i Lionel Messi. Dokonał tego w zaledwie 125 spotkaniach, co świadczy o jego niesłabnącej skuteczności.

     

    Forma Lewandowskiego imponuje także poza europejskimi rozgrywkami. W tym sezonie zdobył 22 bramki w 19 meczach we wszystkich rozgrywkach, a w La Liga prowadzi w klasyfikacji strzelców z 15 trafieniami w 14 meczach. Taka skuteczność dowodzi jego nieustającej klasy i zdolności adaptacyjnych, mimo upływu lat.

     

    Jego oddanie treningom, dbanie o najwyższą formę fizyczną i nieustanny głód sukcesu pozwalają mu utrzymywać się na szczycie światowego futbolu. Lewandowski, wciąż bijąc rekordy i ustanawiając nowe standardy, jest żywym dowodem na to, że wiek nie musi być przeszkodą w osiąganiu sportowych sukcesów.

     

  • Szalona wiadomość w sprawie Roberta Lewandowskiego. Brzmi jak bajka, a to prawda. Oficjalny hit

    Szalona wiadomość w sprawie Roberta Lewandowskiego. Brzmi jak bajka, a to prawda. Oficjalny hit

    Szalona wiadomość w sprawie Roberta Lewandowskiego. Brzmi jak bajka, a to prawda. Oficjalny hit

    Robert Lewandowski znów zagrał taki mecz, po którym jeśli ktoś patrzy w metrykę Polaka, to jedynie po to, by następnie nie móc wyjść z podziwu. 36-letni Polak prezentuje fantastyczną formę strzelecką, czego dowód mieliśmy w środowy wieczór w pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów Barcelony z Borussią Dortmund. Dwa z czterech goli (4:0) autorstwa Polaka sprawiły, że gwiazdor “Dumy Katalonii” przeszedł do historii Champions League. Od wczoraj “Lewy” nie ma sobie równych.

    Rewanż odbędzie się już w najbliższy wtorek na Signal Iduna Park w Dortmundzie, ale wydaje się, że piłkarze Borussii wyjdą na plac gry tylko po to, by godnie pożegnać się z fazą ćwierćfinałową Ligi Mistrzów.

    Niemożliwa skuteczność Roberta Lewandowskiego. Polak numerem 1

    W pierwszym starciu FC Barcelona, na czele z Robertem Lewandowskim, okazała się być okrutnym katem dla klubu, z którym polski supersnajper notował kapitalne wyniki i gdzie wypłynął na szerokie wody. Zespół pod wodzą Hansiego Flicka gra coraz bardziej totalny futbol, a eksperci rozpływają się nad tym, jak współpracuje wielkie trio Raphinha, Lamine Yamal i właśnie “Lewy”.

    Ta trójka piłkarzy znów błyszczała na Estadi Olimpic Lluis Companys, serwując kibicom momentami futbol najwyższych lotów. Gości z Niemiec w 25. minucie nadgryzł Raphinha, a tuż po zmianie stron mieliśmy koncert Lewandowskiego. Polak wykończył wspaniałą akcję, którą rozpoczął Yamal cudownym, mięciutkim podaniem, a następnie idealnym zagraniem Brazylijczyka wzdłuż linii bramkowej, gdzie na drugim słupku już czyhał Polak i z niełatwej pozycji znakomicie sfinalizował akcję.

    Borussia już była mocno naruszona, a “ugotował” ją drugi gol kapitana reprezentacji Polski, strzelony w 66. minucie. Ekstremalnie poprzeczkę przed rewanżem podniósł jeszcze Yamal. Borussia próbowała zniwelować straty, miała swoje okazje, ale żadnej nie wykorzystała. W efekcie została rozbita i w kontekście rewanżu jej szanse pozostały jedynie iluzoryczne.

    Wróćmy do Lewandowskiego, który po takim meczu znów ze wszystkich stron jest komplementowany. Najgroźniejszym kontrkandydatem był pewnie Raphinha, ale to nasz as został wybrany najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu, otrzymując statuetkę dla MVP. Wkrótce po meczu okazało się, że Polak dokonał jeszcze innego, nigdy wcześniej w erze Ligi Mistrzów niespotykanego wyczynu.

    “Lewy” pierwszym takim piłkarzem w historii Ligi Mistrzów

    Strzelając oba gole, notował na swoim koncie trafienia numer 10. i 11. w tej edycji tych najbardziej elitarnych, klubowych rozgrywek. Co mu to dało? “Robert Lewandowski został pierwszym piłkarzem w historii Ligi Mistrzów, który strzelił 10 goli w jednym sezonie dla trzech różnych drużyn: Borussii Dortmund, Bayernu Monachium i FC Barcelona. Zabójczy” – napisał na portalu X statystyczny portal OptaJose.

    Polak olśniewa genialną skutecznością. W tym momencie ma już na koncie 99 goli. Żeby zobrazować, jaką skalę skuteczności prezentuje, wystarczy zaznaczyć, że tylko 18 piłkarzy w dziejach “Dumy Katalonii” strzeliło więcej bramek.

    https://x.com/OptaJose/status/1910064944529477966

  • ‎Zaskakujące doniesienia ze Stuttgartu. Świątek jest, zniknęła jej pogromczyni

    ‎Zaskakujące doniesienia ze Stuttgartu. Świątek jest, zniknęła jej pogromczyni

    ‎Zaskakujące doniesienia ze Stuttgartu. Świątek jest, zniknęła jej pogromczyn

    ‎Kibice odliczają już dni do powrotu Igi Świątek na korty ziemne – stanie się to w przyszłą środę lub czwartek w Stuttgarcie, w drugiej rundzie turnieju WTA 500. I choć pierwotnie chęć gry w tej ciekawej imprezie, w której główną nagrodą jest najnowszy model porsche, zgłosiło aż osiem z dziesięciu najlepszych zawodniczek świata, to dziś już sytuacja wygląda trochę inaczej. Właśnie z listy startowej zniknęły dwa kolejne nazwiska, w tym tenisistki, która jako ostatnia pokonała Igę na mączce.

    ‎Iga Świątek mogła swoje pierwsze mecze na kortach ziemnych rozegrać w Radomiu, ale ostatecznie nie wystąpi w turnieju kwalifikacyjnym Pucharu Billie Jean King. Kapitan Biało-Czerwonych Dawid Celt musi więc wybierać z grona: Mada Linette – Maja Chwalińska – Katarzyna Kawa – Martyna Kubka. O ile w starciu ze Szwajcarią Polki nie stoją na straconej pozycji, to pokonać w piątek Ukrainę będzie bardzo trudno. Rywalki są w Polsce w bardzo mocnym składzie: Elina Switolina, Marta Kostiuk oraz siostry Ludmyła i Nadija Kiczenok w rywalizacji deblowej.

    ‎I to one będą faworytkami do gry w listopadowych finałach.

    ‎Iga zaś w przyszłym tygodniu zacznie sezon na mączce w swoim ulubionym miejscu, czyli w Stuttgarcie. Wygrała tam już dwukrotnie, w poprzednim roku dotarła do półfinału. A w nim przegrała z Jeleną Rybakiną, której w tym roku zabraknie w stawce. Tenisistka z Kazachstanu zdecydowała się bowiem grać w Pucharze Billie Jean King, ale jej reprezentacja nie gra w Europie, a w Brisbane. I do gry turniejowej wróci dopiero w Madrycie.

    ‎Mistrzyni olimpijska z Paryża nie zagra jednak w Stuttgarcie. Qinwen Zheng wycofała się z powodu kontuzji

    ‎W poprzednim sezonie Iga przegrała tylko dwa spotkania na mączce: właśnie z Rybakiną w Stuttgarcie, a później z Qinwen Zheng, także w półfinale, ale na obiektach Rolanda Garrosa w Paryżu. Dokładniej zaś – w turnieju olimpijskim. Chinka z Paryża przywiozła złoto, Polka zaś brąz. Mistrzyni olimpijska była na liście startowej Porsche Tennis Grand Prix, planowała występ w Niemczech przed ważniejszym turniejem w Madrycie. Tyle że jej nazwisko zniknęło z listy startowej i już wiadomo, o jest powodem.

    ‎Zheng doznała kontuzji łokcia podczas turnieju w Charleston – w przegranym meczu 1:6, 4:6 z Jekateriną Aleksandrową. Sytuacja wyglądała poważnie, Chinka kilka razy prosiła o przerwę medyczną, ale mecz dokończyła. I okupiła to urazem. A jak poważnym, przekonamy się już wkrótce.

    ‎Z drabinki zniknęło też nazwisko Ons Jabeur – półfinalistka ze Stuttgartu z 2023 roku, wtedy przegrała po kreczu z Igą Świątek, cieszyła się ewentualną grą w Niemczech zaledwie kilka dni. Wcześniej była na liście rezerwowej, ale po wycofaniu się Pauli Badosy i Barbory Krejcikovej, wskoczyła do grona uczestniczek razem z Martą Kostiuk. Tyle że też jest kontuzjowana, wróci do rywalizacji albo w Madrycie, albo dopiero w Rzymie.Ukrainka będzie bronić tu punktów za zeszłoroczny występ w finale, przegrała wtedy z Rybakiną.

  • Puchar Billie Jean King. Polska – Szwajcaria. Gdzie obejrzeć?

    Puchar Billie Jean King. Polska – Szwajcaria. Gdzie obejrzeć?

    Puchar Billie Jean King. Polska – Szwajcaria. Gdzie obejrzeć?

    Pora na rywalizację polskich tenisistek w Radomiu, gdzie będą grały o awans do finałów Billie Jean King Cup, które odbędą się w chińskim Shenzhen. Pierwszy mecz Polki rozegrają w czwartek z reprezentacją Szwajcarii. Transmisja rywalizacji Polska – Szwajcaria w Polsacie Sport 1 i online na Polsat Box Go. Początek o 15:00.

     

    W Radomiu wystąpią w sumie trzy reprezentacje – Polska, Szwajcaria i Ukraina. Wszystkie mają jasny cel – walka o pierwszą pozycję w grupie, która daje awans do finałów Billie Jean King Cup. Pewne jest, że nasze tenisistki zagrają w osłabionym składzie. Kibice nie będą mogli oglądać na korcie naszej najlepszej zawodniczki Igi Świątek oraz Magdaleny Fręch. Tym samym kapitan naszej kadry Dawid Celt będzie miał do dyspozycji: Magdę Linette, Katarzynę Kawę, Maję Chwalińską i Martynę Kubkę.

     

    Pierwszy mecz nasze reprezentantki zagrają w czwartek 10 kwietnia ze Szwajcarkami. Przypomnijmy, że również one nie będą mogły liczyć na wsparcie swojej liderki – Belindy Bencić, która kilka dni temu poinformowała za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych o wycofaniu się z rywalizacji.

     

    Dodajmy, że polskie tenisistki w zeszłym roku zagrały w finałach tej imprezy, które odbyły się w hiszpańskiej Maladze. Wówczas odpadły dopiero w półfinale, w którym lepsze od nich okazały się przyszłe triumfatorki – Włoszki.

     

    Polska – Szwajcaria. Transmisja TV i stream online

    Kiedy spotkanie Polska – Szwajcaria? Mecz Polska – Szwajcaria zostanie rozegrany w czwartek 10 kwietnia. Początek rywalizacji Polek ze Szwajcarkami od 15:00. Transmisja w Polsacie Sport 1 i online na Polsat Box Go.

     

    Przejdź na Polsatsport.pl

    Puchar Billie Jean King: kto wygra 10.04?