Category: Celebrities

  • Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Choć przed nami Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie, to Jasmine Paolini niczym prawdziwy Grinch psuje Niemcom zabawę w Stuttgarcie. Włoszka wyeliminowała już drugą reprezentantkę gospodarzy, pokonując w 1/8 finału Jule Niemeier 6:1, 7:5. Włoszka teoretycznie w ćwierćfinale może trafić na kolejną Niemkę, choć byłaby do tego potrzebna potężna niespodzianka.

     

    Jasmine Paolini rozpoczęła turniej w Stuttgarcie w iście piorunującym stylu. W I rundzie natrafiła na rewelację z Australian Open, czyli Niemkę Evę Lys, która mogła zagrać w tym turnieju dzięki dzikiej karcie. Tym razem obyło się bez sensacji i Paolini wręcz rozjechała przeciwniczkę 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W 1/8 finału musiała być świadoma, że publika znów nie będzie po jej stronie, gdyż na jej drodze znów stanęła Niemka.

     

    Paolini ograła jedną Niemkę, teraz polowała na drugą

    https://x.com/WTA/status/1912861259197784560

    Tym razem mowa o Jule Niemeier. W I rundzie udało jej się w trzech setach ograć Laurę Siegemund i było to jej pierwsze zwycięstwo w drabince głównej turnieju WTA od Australian Open (w I rundzie pokonała Maję Chwalińską). Nawet bez patrzenia na formę obu zawodniczek, murowaną faworytką i tak była Paolini, która wygrywała też ich dwa dotychczasowe starcia (w Cluj-Napoce i w Parmie w 2022 roku).

     

    Pierwszy set mocno sugerował, że tutaj nie będzie żadnej niespodzianki. Niemeier wygrała swego pierwszego gema serwisowego, jednak był to jej jedyny zwycięski gem w tej partii. Pozostałe sześć zgarnęła dobrze dysponowana Paolini, która nie pozwoliła przeciwniczce nawet na breakpointa. Cały set potrwał tylko 26 minut i można się było zastanawiać, czy Włoszka rozprawi się z Niemeier jeszcze szybciej niż z Lys.

     

    Niemeier walczyła, ale różnica jakości była nie do przeskoczenia

     

    Starsza z Niemiek nie poddała się jednak tak łatwo. Drugi set trwał ponad dwa razy dłużej od pierwszego, a to dlatego, że tym razem Niemeier nie podłamała się szybko utraconym podaniem (już w gemie otwarcia). Dość szybko odrobiła straty, a gdy dała się przełamać ponownie na 3:4, znów ekspresowo odrobiła straty. Reprezentantka gospodarzy mogła nawet wygrać seta, bo przy stanie 5:4 miała setbola. Zmarnowała go jednak, a kara była nieunikniona.

     

    Paolini w kolejnym gemie wykorzystała drugiego breakpointa, a serwując na mecz, nie spanikowała przy wyniku 40:40 i z zimną krwią dopełniła formalności, wygrywając cały mecz 6:1, 7:5. Wyeliminowała tym samym już drugą Niemkę z turnieju w Stuttgarcie i staje się przekleństwem miejscowych kibiców. Co ciekawe, może mieć okazję zrobić to samo po raz trzeci, bo w ćwierćfinale również może zmierzyć się z reprezentantką gospodarzy. Jednak do tego potrzeba wielkiej sensacji, jako że Ella Seidel (124. WTA) musiałaby ograć Amerykankę Coco Gauff.

     

  • Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem LM

    Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem LM

    Wszystkie oczy na Lewandowskiego i Flicka. W Niemczech wrze przed finałem L

     

    FC Barcelona pierwszy raz od 2019 roku awansowała do półfinału Ligi Mistrzów i wreszcie ma szansę na triumf w prestiżowych rozgrywkach. Ewentualne dotarcie do finału byłoby z kolei wielkim momentem Roberta Lewandowskiego i Hansiego Flicka. Niemieckie media twierdzą, że napastnik i trener Barcelony mają wspólny cel – Monachium.

     

    FC Barcelona przegrała 1:3 z Borussią Dortmund, ale wygrała 5:3 w dwumeczu i awansowała do półfinału Ligi Mistrzów. Na tym etapie rozgrywek Katalończyków nie było od 2019 roku, a w finale nie grali od 2015 roku, kiedy to wygrali puchar. Teraz na ich drodze stanie Inter Mediolan, czyli finalista z 2023 roku i również bardzo silny zespół.

     

    Niemcy wskazują cel Roberta Lewandowskiego i Hansiego Flicka w Lidze Mistrzów

    Portal tz.de przed po ćwierćfinałach Ligi Mistrzów pisze wprost: “Flick i Lewandowski skupiają się na Monachium”. Chodzi oczywiście o to, że polski napastnik i niemiecki szkoleniowiec chcą zagrać w finale rozgrywek, który odbędzie się na Allianz Arenie w Monachium, czyli stadionie Bayernu Monachium, z którym obaj mają kapitalne wspomnienia.

     

    Razem wygrali z tym klubem Ligę Mistrzów w sezonie 2019/20, a także dwukrotnie triumfowali w Bundeslidze, wygrali Superpuchar UEFA i Klubowe Mistrzostwo Świata. Teraz mogą powtórzyć sukces w najważniejszych europejskich rozgrywkach i dokonać tego właśnie na stadionie klubu, w którym przeżywali piękne chwile.

     

    “Oczy Katalończyków zwrócone są już na Monachium” – piszą Niemcy, chociaż oczywiście przejść trzeba będzie jeszcze Inter Mediolan. Włosi z rozgrywek wyeliminowali Bayern po wygranej 4:3 w dwumeczu. Gdyby to Bawarczycy awansowali do półfinału, to Lewandowski i Flick nie tylko mogliby zagrać w finale w Monachium, ale wcześniej musieliby wyeliminować swój były klub. Nie będzie jednak takiej potrzeby.

     

  • Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Andriejewa rozbita w Stuttgarcie. Koniec marzeń Rosjanki, nie zagra ze ŚwiątekAndrzej Grupa

    Takiego rozstrzygnięcia nikt się chyba nie spodziewał. W starciu dwóch Rosjanek o ćwierćfinał WTA 500 w Stuttgarcie Jekaterina Aleksandrowa rozbiła Mirrę Andriejewą 6:3, 6:2, potrzebowała zaledwie 64 minut. Dla Mirry, która tak zachwycała na kortach twardych, to najwyższa przegrana od meczu z Aryną Sabalenką w Australian Open. Tym samym to 30-latka zagra w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą lub Magdaleną Fręch. A w półfinale może czekać na którąś z tych tenisistek Iga Świątek.

     

    Mirra Andriejewa nie grała dwóch spotkań z Rosjankami w jednym turnieju od zeszłorocznej rywalizacji w Brisbane. Wtedy pokonała najpierw Dianę Sznajder, z którą później zdobyła wicemistrzostwo olimpijskie w deblu i Ludmiłę Samsonową. W tym roku zaś meczów z rodaczkami raczej unikała, zagrała jedynie z Anną Blinkową w Brisbane i Weroniką Kudiermietową w Miami. Oba wygrała, co nie powinno dziwić, ale układ drabinki i wycofanie Marty Kostiuk w Stuttgarcie sprawiły, że dwie tenisistki z Rosji dostała tu już na starcie rywalizacji.

     

    I drugie z tych spotkań przegrała

     

    Dla Andriejewej przetarciem w Stuttgarcie było spotkanie z siostrą – krótkie, bo mająca problemy z kolanem Erika skreczowała na początku drugiego seta. Aleksandrowa zaś dość wyraźnie ograła Ludmiłę Samsonową, jakby dowodząc, że problemy, które miała w Indian Wells i Miami, już są chyba za nią. Dobrze czuła się na mączce w Charleston (doszła do półfinału, przegrała praktycznie wygrane spotkanie z Jessicą Pegulą), potwierdza to w Niemczech.

     

    WTA 500 w Stuttgarcie. Rosyjskie starcie na początek czwartkowych zmagań. Mirra Andriejewa kontra Jekaterina Aleksandrowa

     

    Mirra Andriejewa mogła być rywalką Igi Świątek w niedzielnym półfinale – musiała jednak wygrać najpierw z Aleksandrową, a później w sobotę z lepszą z pary Jessica Pegula/Magdalena Fręch. Oczywiście ćwierćfinał czeka też Polkę – z Emmą Navarro bądź Jeleną Ostapenko. Niemniej na takie rozwiązanie wskazywały rozstawienia, a gdyby do tego doszło, Iga po raz pierwszy zagrałaby z Mirrą na swojej ulubionej ziemi.

     

    Teraz wiemy już, że na podobne rozwiązanie trzeba czekać do kolejnych turniejów.

     

    Mirra Andriejewa została bowiem zaskoczona przez starszą rodaczkę. Wielu ekspertów podkreślało, że nastolatka z Krasnojarska zrobiła olbrzymie postępy przy serwisie, a tymczasem w czwartek w Stuttgarcie w pierwszym secie przegrała aż trzy z czterech własnych gemów. Mimo, że często posyłała “pociski” na drugą stronę siatki. Aleksandrowa nic sobie z nimi nie robiła.

     

    Jekaterina przełamała rodaczkę po raz drugi na 3:1, później miała breaka na 5:1. Nie udało się załatwić sprawy tak szybko, a Mirra złapała chwilowo wiatr w żagle, za moment odrobiła połowę strat.

     

    Andriejewa wygrała więc łącznie siedem akcji z rzędu, wydawało się, że może to być jakiś punkt zwrotny w tym spotkaniu. Ale nie był. Starsza rodaczka znakomicie reagowała na jej podania, posyłane z ogromną mocą. Serwis na 186 km/godz? Return Aleksandrowej prosto w linię. Za chwilę był co prawda as Mirry, pomiar wskazał aż 190 km/godz, ale generalnie niżej notowana z zawodniczek radziła sobie z tymi podaniami znakomicie. Przełamała faworytkę, poirytowana Mirra rzuciła rakietę na kort, za chwilę jeszcze ją kopnęła.

     

    A Aleksandrowa za chwilę zakończyła seta przy swoim serwisie. Choć nie bez problemu, bo obie stawiały na siłę, szybkie kończenie akcji. 30-latka nawet potwornie zawaliła pierwszą piłkę setową, miała wykładankę przy siatce, ale pomyliła się. Chwilę później dopięła swego – było 6:3 po 37 minutach meczu

     

    Zaskakujący przebieg drugiego seta. Mirra Andriejewa kompletnie bezradna w starciu z Jekateriną Aleksandrową

     

    Przerwa między setami nie podziałała mobilizująco na 17-letnią Mirrę. Od razu po wznowieniu gry znów została przełamana. Kamery pokazały jej trenerką Conchitę Martinez, która mocno zdenerwowana starała się przekonać młodą tenisistkę do odważniejszej gry. Mocno dziwiło, dlaczego Andriejewa nie próbuje ruszyć bekhendu Aleksandrowej, skoro ta raziła ją potęż ymi uderzeniami z forhendu, a bekhend, gdy miała czas, obiegała. Za chwilę było już 6:3, 2:0, Jekaterina wygrała swojego gema “na sucho”.

     

    Ten pierwszy gem okazał się kluczowy, bo Aleksandrowa pilnowała już swoich podań, wygrywała je dość pewnie, rozstawiała rywalkę po korcie. A później jeszcze raz przełamała Mirrę, odbierając jej resztki nadziei. Po 64 minutach miała pierwszą piłkę meczową, wydawało się, ze posłała asa. Sędzia orzekł aut, ale za chwilę i tak dokończyła dzieła.

     

    6:3, 6:2 – pogrom.Stuttgart (K)1/8 finału

  • Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor bohaterką Barcelony w hicie! Gol za golem, ona się nie zatrzymuje

    Ewa Pajor znów to zrobiła! Polska napastniczka rozegrała fantastyczny mecz i strzeliła dwa gole w meczu Barcelony z Sevillą. Na cztery kolejki przed końcem Blaugrana jest o krok od mistrzowskiego tytułu, a wszystko wskazuje na to, że Pajor zostanie też zawodniczką z największą liczbą bramek w LaLidze! Po wygranej 5:1 nad Sevillą tytuł jest już o krok.

     

    Nie mogło dziwić, że Ewa Pajor rozpoczęła mecz z Sevillą w wyjściowym składzie. To zawodniczka, która stanowi o sile ofensywy Barcelony, a także piłkarka z największą liczbą bramek w kobiecej LaLidze. Już przed meczem miała na koncie 17 trafień, wyprzedzając Ednę Imade z Granady o cztery bramki.

    https://youtu.be/Zpg6UAX_eqs?si=bGXKfeka4x2r-o-v

     

    W środę przeciwko Sevilli udało jej się jeszcze podwyższyć ten imponujący już i tak rezultat. Ewa Pajor strzeliła swojego 18. i 19. gola w LaLidze, a FC Barcelona bardzo pewnie pokonała swojego rywala 5:1. W przypadku polskiej napastniczki decydowały 25. i 34. minuta, gdy trafiała do bramki przeciwniczek, przybliżając Barcelonę do kolejnego ligowego triumfu.

     

    Dublet Ewy Pajor! Kolejna nagroda już niemal pewna

     

    Jeszcze przed przerwą Fatoumata Kanteh przywróciła Sevilli nadzieję, ale po przerwie na boisku rządziły już tylko gospodynie. Vicky Lopez i Alba Cano sprawiły, że na 11 minut po przerwie Barcelona prowadziła już 4:1. Ewa Pajor zakończyła swój występ w 66. minucie, a prowadzenie Blaugrany powiększyła jeszcze potem Aitana Bonmati.

     

    Po dublecie Polki trudno spodziewać się, by jakaś rywalka była jeszcze w stanie odebrać jej nagrodę dla najskuteczniejszej napastniczki w LaLidze. W tym momencie ma już ona na koncie 19 trafień. Barcelonie pozostały jeszcze tylko cztery mecze ligowe, a większość drużyn ma ich do rozegrania o jeden więcej. Musiałby wydarzyć się cud, by Pajor straciła prestiżowe wyróżnienie.

     

    Barca ma siedem punktów przewagi nad Realem Madryt, choć piłkarki ze stolicy Hiszpanii rozegrały o jedno spotkanie mniej. Na finiszu rozgrywek wciąż może być bardzo ciekawe, choć… Blaugrana wygrała w tym sezonie aż 24 z 26 meczów ligowych. Utrata prowadzenia byłaby istną sensacją.

     

    FC Barcelona — Sevilla 5:1

     

  • Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    Tak Anglicy podsumowali to, co zrobił Kiwior w meczu z Realem Madryt

    “Najlepszy mecz w barwach Arsenalu”, “Dominował w powietrzu”, “Wymarzony występ. Był opanowany, inteligentny i silny” – to tylko niektóre z zachwytów angielskich mediów pod adresem Jakuba Kiwiora po rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów z Realem Madryt.

     

    Jakub Kiwior znów dostał zaufanie od trenera Mikela Artety i wyszedł w podstawowym składzie Arsenalu w rewanżowym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów. Reprezentant Polski stworzył duet stoperów z Francuzem Williamem Salibą i zagrał 90 minut. Arsenal przypieczętował awans do półfinału, bo po zwycięstwie w Londynie 3:0, teraz zwyciężył w Madrycie 2:1 (0:0). – Arsenal był straszony “remontadą”, magią Santiago Bernabeu, wielkością Realu Madryt. Ale nic z tego się nie sprawdziło – ani Real nie był wielki, ani przez moment nie było blisko odrobienia trzybramkowej straty. Wręcz przeciwnie – to Arsenal wygrał 2:1 i po szesnastu latach awansował do półfinału Ligi Mistrzów. Częścią tej historii już na zawsze będzie Jakub Kiwior, który spisał się doskonale – pisał w spostrzeżeniach z meczu Dawid Szymczak, dziennikarz Sport.pl.

     

    Ależ zachwyty angielskich mediów pod adresem Jakuba Kiwiora

     

    Jakub Kiwior był bardzo chwalony przez angielskie media. Niektóre media wręcz zachwycały się jego występem na stadionie w Madrycie.

     

    “Był to jego prawdopodobnie najlepszy występ w koszulce Arsenalu. Wszedł na boisko pod nieobecność Gabriela i był ostoją z tyłu” – napisał “The Standard” i dał mu wysoką ocenę – “8”. Identyczną otrzymało tylko dwóch piłkarzy: Jurrien Timber, Myles Lewis-Skelly, Mikel Merino, Gabriel Martinelli, Tomas Partey, a wyższą tylko Declan Rice (9.).

     

    “Podobnie jak Timber, sprostał swoim zadaniom i zablokował serię dośrodkowań Realu” – napisał o Polaku “Express”i dał ocenę “8”. Identyczną ocenę Polak dostał od angielskiego portalu “Goal”. – Był tak dobry, jak w pierwszym meczu. Wszedł za Gabriela do podstawowego składu i wyglądał jak w domowym starciu” – napisali dziennikarze.

     

    Kiwiora bardzo pochwalił też “Arsenalinsider”. “Polak dominował w powietrzu i wykazał się niesamowitym opanowaniem w posiadaniu piłki, wyprowadzając kilka kontrataków pod presją” – czytamy. Dostał on notę “9”, wyższą, bo “10” otrzymał tylko Declan Rice.

     

    Kiwior najwyższą ocenę w drużynie, podobnie jak trzech innych piłkarzy, otrzymał od “Football London”.

     

    “Od czasu, gdy Gabriel nabawił się urazu ścięgna udowego, w centrum obrony znalazł się Jakub Kiwior i to, jak poradzi sobie z wejściem na boisko. Raya mówił, że polski obrońca nie jest powodem do obaw i całkowicie w niego wierzył, a przeciwko Realowi Madryt był opanowany, inteligentny i silny. To był wymarzony występ w jego wykonaniu” – piszą dziennikarze.

     

    Najsłabszą ocenę, ale też wysoko, bo “7,5” Kiwior otrzymał od “Daily Mail”. “Wykonał imponujący krok naprzód, zgodny z jego ostatnimi występami. Cały czas był czujny, a przecież jeszcze niedawno tylko siedział na ławce rezerwowych” – napisał “Daily Mail”.

    Arsenal w półfinale Ligi Mistrzów zmierzy się z PSG. W drugiej parze półfinałowej FC Barcelona zagra z Interem Mediolan

  • Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    Kiwior przemówił po fantastycznym meczu z Realem. Bohater

    – Bardzo cieszę się z tego, że daliśmy tutaj radę, bo wiadomo, jaki to był ciężki mecz dla nas. Jestem zaskoczony, że z takim entuzjazmem wyszliśmy na boisko – powiedział Jakub Kiwior po awansie do półfinału Ligi Mistrzów. Polak zdradził również, jak współpracuje mu się z Williamem Salibą.

    Arsenal wyeliminował Real Madryt w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Kanonierzy wygrali drugi mecz 2:1 (5:1 w dwumeczu) i zakwalifikowali się do półfinału Champions League. Ten wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w pierwszej połowie rzut karny zmarnował Bukayo Saka, który w 65. minucie zrehabilitował się i zanotował pierwsze trafienie w tym starciu. Co prawda chwilę później wyrównał Vinicius Junior, ale w doliczonym czasie gry awans przypieczętował Gabriel Martinelli.

    Jakub Kiwior o współpracy z Williamem Salibą

    Cały mecz rozegrał Jakub Kiwior, który – zdaniem wielu ekspertów – wyglądał jak profesor. Nie popełnił błędów i “schował do kieszeni” atakujących Realu Madryt. Po spotkaniu dziennikarze Canal+ porozmawiali z reprezentantem Polski nt. tego meczu i awansu.

    – Bardzo cieszę się z tego, że daliśmy tutaj radę, bo wiadomo, jaki to był ciężki mecz dla nas. Jestem zaskoczony, że z takim entuzjazmem wyszliśmy na boisko. Cały czas wiedzieliśmy, jak chcemy grać i była ogromna radość po ostatnim gwizdku – wyznał.

    Dziennikarz zapytał, czy kluczem do zwycięstwa w tym meczu było granie nisko w defensywie i zabranie przestrzeni szybkim zawodnikom Realu Madryt. Jakub Kiwior potwierdził te słowa i dodał: – Na pewno. Wiedzieliśmy o ich silnych stronach. Linia obrony musiała uważać na piłki zagrywane za plecy. Realizowaliśmy to bardzo dobrze, nie zostawialiśmy im zbyt dużo miejsca, więc ta linia na pewno bardzo dobrze pracowała – dodał.

    – Środek pola tak samo. Mieliśmy bardzo dobrą komunikację i na pewno to również był klucz do sukcesu – podkreślił.

    Kiwior wziął w obronę swojego kolegę. “Cieszę się”

    Jedyny gol dla Realu Madryt w tym dwumeczu padł po błędzie Williama Saliby, który niepotrzebnie zwlekał z podaniem. Francuz, który otrzymał piłkę od swojego bramkarza, nie wiedział, że za jego plecami czai się Vinicius Junior. Atakujący Królewskich odebrał futbolówkę partnerowi Kiwiora z obrony i strzelił na 1:1. Na temat tego trafienia również wypowiedział się Polak na łamach Canal+.

    – Saliba popełnił błąd, ale wziął się on z tego, że już wcześniej powinniśmy to rozwiązać inaczej. Mieliśmy mecz pod kontrolą, strzeliliśmy gola, a w taki głupi sposób straciliśmy bramkę na 1:1. Współpracuje mi się z nim bardzo dobrze, co chyba widać na boisku, że żyjemy i staramy się sobie podpowiadać, cały czas przybijamy sobie “piątki”, żeby utrzymywała się więź na boisku – podkreślił.

    – Czuję się z nim bardzo dobrze i cieszę się, że mogę grać z nim w parze – zakończył.

  • NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z mostu

    NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z mostu

    NFLIga Świątek nie wiedziała, że jest na antenie. Wypaliła prosto z most

    Do zabawnej sytuacji doszło tuż przed rozpoczęciem wywiadu Igi Świątek ze stacją Canal+ po zwycięstwie w drugiej rundzie turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Nasza najlepsza zawodniczka, nie zdając sobie sprawy, że jest już na antenie, zażartowała w kierunku kanału sportowego.

    Co? Zaczęliście pokazywać już jakąś piłkę nożną pewnie? — stwierdziła rozbawiona Iga Świątek dosłownie chwilę przed rozpoczęciem rozmowy z Paulą Kanią-Choduń. Wiceliderka WTA była przekonana, że wywiad nie będzie nadawany na żywo zaraz po zwycięstwie nad Janą Fett 6:2, 6:2. Okazało się, że obie panie nie zdawały sobie sprawy, że transmisja już trwa. Dopiero kilka sekund później oficjalnie rozpoczęła się rozmowa.

    Przy piłce setowej Polka zagrała skrót, dlatego prowadząca rozmowę zapytała, czy to efekt współpracy z Wimem Fissettem. — Z jednej strony tak, ale od dawna były plany, aby urozmaicać swoją grę. Technika tych uderzeń nie jest jeszcze idealna, ale uznałam, że spróbuję. Na treningach wychodzi, podczas meczów jest trochę inaczej. Myślę, że warto korzystać z tego zagrania podczas spotkań, w których czuję się pewnie. Co prawda nie byłam z niego zadowolona, ale próbować muszę, bo nigdy mi nie wyjdzie — zaznaczyła Polka.

    Przy piłce setowej Polka zagrała skrót, dlatego prowadząca rozmowę zapytała, czy to efekt współpracy z Wimem Fissettem. — Z jednej strony tak, ale od dawna były plany, aby urozmaicać swoją grę. Technika tych uderzeń nie jest jeszcze idealna, ale uznałam, że spróbuję. Na treningach wychodzi, podczas meczów jest trochę inaczej. Myślę, że warto korzystać z tego zagrania podczas spotkań, w których czuję się pewnie. Co prawda nie byłam z niego zadowolona, ale próbować muszę, bo nigdy mi nie wyjdzie — zaznaczyła Polka.

    Świątek została również zapytana, czy zamierza oglądać mecz swoich potencjalnych rywalek w kolejnej rundzie. Polka może zmierzyć się z Jeleną Ostapenko lub Emmą Navarro. — Myślę, że obejrzę trochę tego meczu, bo w Stuttgarcie mam nieco więcej czasu. Fajnie będzie samemu wyciągnąć jakieś wnioski. Natomiast to, co powie mi Wim, będzie zapewne bardziej trafne, bo ma lepsze oko do tego niż ja — powiedziała z uśmiechem.

    Paula Kania-Choduń zwróciła także uwagę na strój Igi. Zapytała, czy miała wpływ na jego krój. — Tak, chociaż ta sukienka to nie jest nic nowego, bo miałam okazję zagrać w niej bodajże w Warszawie w 2023 roku. Chciałam do niej wrócić, bo jest bardzo elegancka, a rzadko wybieram cały czarny strój, gdyż w większości miejsc, gdzie odbywają się turnieje, jest po prostu zbyt gorąco. Ale tutaj, w hali, uznałam, że to idealne połączenie — przyznała.

  • Ewa Pajor przełamała impas. Niesamowity występ Polki. Dwie bramki w 9 minut

    Ewa Pajor przełamała impas. Niesamowity występ Polki. Dwie bramki w 9 minut

    Ewa Pajor przełamała impas. Niesamowity występ Polki. Dwie bramki w 9 minut

    Od pewnego czasu mogliśmy obserwować pewną strzelecką niemoc Ewy Pajor. Nie dotyczyła ona oczywiście reprezentacji Polski, w której barwach nie tak dawno temu 28-letnia napastniczka ustrzeliła dwie bramki przeciwko Bośniaczkom. Niestety w hiszpańskiej Barcelonie jej wynik od niemal miesiąca nie uległ zmianie. Na przełamanie nieszczęśliwej passy Pajor musiała poczekać do spotkania z Sevillą, w którego pierwszej połowie popisała się ona dubletem.

    16 kwietnia byliśmy świadkami meczu 26. kolejki żeńskiej La Ligi, w którym to FC Barcelona podejmowała na własnym boisku Sevillę. Przed pierwszym gwizdkiem sędzi drużyna Ewy Pajor znajdowała się na fotelu lidera hiszpańskiej ekstraklasy, mając na swoim koncie o 4 “oczka” więcej, niż żeńska drużyna Realu Madryt. Niestety mimo świetnych rezultatów “Blaugrany”, sama Pajor nie może uznać minionych tygodni za zbytnio udane. Jej ostatnie – aż do 16 kwietnia – klubowe trafienie do siatki przeciwniczek miało miejsce dokładnie 12 marca, kiedy to w starciu damskiego Pucharu Króla, dwukrotnie zmieściła ona piłkę w bramce wspomnianego wyżej Realu.

    Od tego czasu jej piłkarski celownik niestety dość mocno się rozregulował, czego efektem był całkowity brak goli w aż sześciu kolejnych spotkaniach w barwach “Dumy Katalonii”. Co prawda pozycja Polki w tabeli królowej strzelczyń ciągle była zabezpieczona przez czteropunktową przewagę, którą posiadała nad Edną Imade, lecz przedłużający się impas mógł stanowić podłoże do pewnych niepokoi względem formy 28-latki.

    Pajor nie dała szans rywalką. Pierwsza połowa pod dyktando Polki

    Mecz z Sevillą, rozgrywany przed własną publicznością, był świetną okazją dla Pajor, która szukała przełamania strzeleckiej niemocy. Od samego początku piłkarki “Blaugrany” mocno zdominowały swoje rywalki, nie pozwalając im wyjść z własnej połowy przez dłuższą część tej odsłony meczu. Jedną z gwiazd “Blaugrany”, która błyszczała tego dnia najjaśniej, była właśnie Ewa Pajor. Polska napastniczka kilkukrotnie była bliska otwarcia wyniku i w końcu ta sztuka udała jej się w 25. minucie, kiedy po podaniu Claudie Piny, Polka pokonała bramkarkę rywali z bliskiej odległości. Tym sposobem przełamała także niechlubną passę spotkań bez zdobyczy bramkowej.

    https://x.com/Maanuf96/status/1912561074366280084

    Ewidentnie trafienie zdjęło przysłowiowy kamień z serca Pajor, która nie zamierzała zwalniać tempa. Niespełna 9 minut później Polka ponownie znalazła się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Tym razem strzał oddała Fridolina Rolfo, lecz został on sparowany przez bramkarkę Sevilli. Na jej nieszczęście futbolówka wylądowała prosto pod nogami Pajor, która nie mogła pomylić się w tej sytuacji. Strzał na pustą bramkę podwyższył prowadzenie piłkarek Barcelony, które nie zostawiały rywalkom zbyt wiele przestrzeni. Chwilę przed ostatnim gwizdkiem tej połowy meczu piłkarki Sevilli zdołały jednak zapisać na swoim koncie trafienie kontaktowe, a to za sprawą fatalnego błędu bramkarki “Dumy Katalonii” Cata Coll.

    https://x.com/FutFemHiszpania/status/1912567142190633419

    Niestety Polka nie miała zbyt wiele czasu, aby powiększyć swój dorobek bramkowy, bowiem decyzją trenera Pere Romeu, opuściła ona boisko w 66. minucie meczu. Taka decyzja podyktowana była chęcią oszczędzania Pajor, która jest niezwykle ważnym elementem składu Barcelony, walczącej w tym sezonie o potrójną koronę. Ostatecznie “Duma Katalonii”, wedle wszelkich przewidywań, zwyciężyła to starcie wynikiem 5:1 po trafieniach Vicky Lopez, Alby Cano oraz Aitany Bonmati. Największą gwiazdą tego meczu była jednak bezdyskusyjnie Pajor, dla której gole w starciu z Sevillą były 18. i 19. trafieniem w obecnym sezonie damskiej La Liga.

     

  • Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świątek

    Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świątek

    Są pierwsze komentarze po meczu Igi Świąte

    Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie po ograniu Chorwatki Jany Fett 6:2, 6:2. Dziennikarze, którzy skomentowali to starcie w mediach społecznościowych, wyczekują już trudniejszych spotkań niż to.

    “Bardzo pewne wejście na mączkę Igi Świątek. 6:2, 6:2 z Janą Fett w 1h16′. Rywalka z drugiej setki, ale było czuć, że Iga jest pozytywnie nastawiona. Czekamy na sobotni ćwierćfinał z Navarro lub Ostapenko” – napisał Rafał Smoliński z WP SportoweFakty.

    “Iga Świątek w ćwierćfinale Porsche Tennis! Dobre wejście w sezon na kortach ziemnych, dominujący forehand i poza małym przestojem na początku 2 seta i lekkim brakiem rytmu z backhandu w tej fazie meczu, obiecująca dyspozycja, szczególnie, że później backhand zaczął funkcjonować. Była próba zagrania skrótu, niestety nieudana, ale oby błąd nie wpłynął na to, że kolejny skrót pojawi się za pół roku. Jest chwila na trening i jutro wieczorem przekonamy się czy będzie kolejny mecz z Ostapenko czy też Navarro, spotkanie z lepszą z tej dwójki odbędzie się w sobotę!” – podsumował szczegółowo profil Sofa Sportowa, prowadzony przez byłych tenisistów Michała Dembka i Agatę Bachanek.

    “Świetne wejście Polek w WTA Stuttgart. Fręch w 1/8, a Świątek już w 1/4. Tyle że tam poprzeczka mocno w górę – Magda v. Pegula, a Iga v. Ostapienko (!) lub Navarro. Liczymy na pomocną dłoń mączki” – brzmi wpis Roberta Sitnickiego z Canal+ Sport.

    “Iga Świątek zaczyna turniej w Stuttgarcie zgodnie z planem (6:2, 6:2 z Fett), to teraz poproszę o mecz z Jeleną Ostapenko. Chciałbym na jej tle zobaczyć, jaka jest forma (też mentalna) Igi” – przyznał Łukasz Jachim.

    “6:2 6:2 Iga Świątek. Mecz bez historii i pod kontrolą Polki. Do tego bardzo dobra reakcja na słabszy początek drugiego seta (spowodowany w dużej mierze chwilową ‘zapaścią’ Świątek), czyli wygranie sześciu gemów z rzędu. Ćwierćfinał to będzie inna historia” – ocenił dziennikarz Daniel Topczewski.

    “Co wiemy po meczu z Janą Fett? Że na odpowiedź na pytanie ‘Czy Iga Świątek odbuduje się na kortach ziemnych?’ przyjdzie nam jeszcze poczekać” – stwierdziła Agnieszka Niedziałek ze sport.pl.

  • Oto co Pajor zrobiła na oczach Yamala. Wystarczyło dziewięć minut

    Oto co Pajor zrobiła na oczach Yamala. Wystarczyło dziewięć minut

    Oto co Pajor zrobiła na oczach Yamala. Wystarczyło dziewięć minut

    FC Barcelona z dużą łatwością poradziła sobie z Sevillą w 26. kolejce ligi hiszpańskiej. Dowód? Wygrana 5:1. I duża w tym zasługa Ewy Pajor, jednej z bohaterek spotkania. Już w pierwszej połowie ustrzeliła dublet, ale na tym zatrzymywać się nie zamierzała. Szukała hat-tricka. Czy udało jej się go zdobyć?

     

    Poprzednie spotkanie ligowe Ewa Pajor rozpoczęła na ławce rezerwowych. Trener dał jej odpocząć po dość wymagających meczach w reprezentacji Polski. Na murawie pojawiła się dopiero w 61. minucie, kiedy było już pozamiatane. Wówczas FC Barcelona prowadziła z Atletico Madryt aż 4:0. Ostatecznie starcie zakończyło się wynikiem 6:0, ale naszej rodaczce bramki zdobyć się nie udało. To niepowodzenie powetowała sobie w środowym spotkaniu.

     

    Kapitalna pierwsza połowa Ewy Pajor. Dwa trafienia w dziewięć minut

     

    Tego dnia Barcelona mierzyła się z Sevillą. Tym razem Polka nie odpoczywała, a pojawiła się w wyjściowym składzie. I już od początku pozostawała aktywna. Podłączała się pod akcje ofensywne, sama je kreowała, aż w końcu trafiła do siatki. W 25. minucie znakomite podanie w pole karne posłała Claudia Pina, a tam wbiegała już Pajor, która dostawiła nogę i wbiła piłkę do siatki. Po chwili utonęła w objęciach koleżanek.

     

    Poczynania piłkarek z trybun śledził Lamine Yamal, który skorzystał z czasu wolnego i dopingował kobiecą drużynę Barcelony. Głównie mógł podziwiać talent i popisy byłej zawodniczki Medyka Konin, która na jednym trafieniu zatrzymywać się nie zamierzała. Efekt? Kolejne trafienie. Tym razem dobiła strzał jednej z koleżanek. Gol padł w 34. minucie. Było to dla niej 35. trafienie w tym sezonie.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1912559238108369209

    Mimo wszystko piłkarki Barcelony schodziły na przerwę w nie najlepszych humorach, choć różnica w strzałach (17 do 1) czy posiadaniu piłki (75 do 25) była wręcz gigantyczna. Bramkę “do szatni” zdobyła jednak Fatoumata Kanteh Cham, po koszmarnym błędzie bramkarki Katalonek.

    Barcelona z wysokim zwycięstwem, ale Pajor bez hat-tricka

    Pajor dążyła nie tylko do tego, by pomóc drużynie odnieść zwycięstwo, ale i ustrzelić hat-tricka. Na początku drugiej połowy Barcelona podwyższyła prowadzenie, ale autorką trafienia nie była Polka, a Vicky Lopez. Była to niemal identyczna bramka, jak drugi gol Pajor. W 56. minucie Katalonki podwyższyły. Znów nasza rodaczka była blisko akcji, ale to nie ona trafiła do siatki, a Alba Cano. Polka zostawiła piłkę koleżance, bo była na minimalnym spalonym.

    I finalnie Pajor hat-tricka ustrzelić się nie udało. W 66. minucie trener posadził ją na ławce rezerwowych. – Wykonała swoją pracę. Dobra decyzja – podkreślała komentatorka TVP Sport. Ostatecznie wynik spotkania w 88. minucie ustaliła Aitana Bonmati.

    FC Barcelona – Sevilla 5:1

    Dzięki temu zwycięstwu piłkarki Barcelony umocniły się na pozycji liderek. Po 26 kolejkach mają 72 punkty na koncie. O siedem “oczek” wyprzedzają piłkarki Realu Madryt, ale przeciwniczki mają jeden mecz rozegrany mniej. A co z Sevillą? Pozostała na 9. lokacie – 31 punktów.