Category: Celebrities

  • Krwawy dramat i wybuch emocji! Iga Świątek zaskoczona finałem, którego się nie doczekała – brutalny koniec rywalki wywołuje poruszenie

    Krwawy dramat i wybuch emocji! Iga Świątek zaskoczona finałem, którego się nie doczekała – brutalny koniec rywalki wywołuje poruszenie

    Krwawy dramat i wybuch emocji! Iga Świątek zaskoczona finałem, którego się nie doczekała – brutalny koniec rywalki wywołuje poruszenie

    Tenisowy świat po raz kolejny przekonał się, że emocje sięgają zenitu nie tylko na korcie, ale również poza nim. Wszystko za sprawą nieoczekiwanego rozwoju wydarzeń z udziałem ukraińskiej zawodniczki Dajany Jastremskiej, która jeszcze niedawno marzyła o rewanżu na Idze Świątek. Tego starcia jednak nie będzie – i to z powodów, które zszokowały kibiców. Gdy wydawało się, że drogi obu tenisistek mogą znów się skrzyżować podczas turnieju w Stuttgarcie, jedna decyzja i seria emocjonalnych reakcji zakończyły nadzieje na spektakularny pojedynek. A wszystko to z domieszką krwi i gorzkiego apelu do mediów…

    Nierozliczone rachunki z przeszłości

     

    Relacja między Igą Świątek a Dajaną Jastremską ma swoje początki w 2019 roku. Wtedy to, podczas meczu Fed Cup, młodziutka jeszcze Polka musiała uznać wyższość Ukrainki, przegrywając w dwóch setach. Była to jedna z nielicznych porażek, która zapadła Świątek w pamięć. Przez długie lata panował między nimi sportowy dystans, aż wreszcie los ponownie zestawił je ze sobą – i to dwukrotnie w bardzo krótkim czasie.

     

    W lutym i marcu tego roku doszło do dwóch głośnych konfrontacji. Najpierw w Dubaju, a potem w Indian Wells, Iga Świątek pokazała, że od czasów tamtej porażki przeszła długą drogę. W obu przypadkach to Polka dominowała na korcie, a Jastremska musiała uznać wyższość jednej z najlepszych zawodniczek na świecie. Szczególnie bolesna okazała się dla Ukrainki porażka w Kalifornii, gdzie zdołała ugrać zaledwie dwa gemy i opuściła kort wyraźnie sfrustrowana.

     

    Turniej w Stuttgarcie miał być szansą… ale zamienił się w koszmar

     

    Stuttgart – miasto, które Iga Świątek uwielbia. To tu Polka często prezentuje najlepszy tenis i czuje się jak u siebie. Właśnie w tej scenerii mogło dojść do kolejnego starcia z Jastremską. Mogło, ale nie doszło – i to nie dlatego, że Polka nie dotarła do odpowiedniej fazy turnieju. To Jastremska wypadła z rywalizacji w nieoczekiwanym i niezwykle emocjonalnym stylu.

     

    Najpierw uległa Łotyszce Jelenie Ostapenko, która zakończyła jej singlową przygodę. Następnego dnia miała jeszcze szansę pokazać się w deblu – i to w parze z tą samą Ostapenko. Duet Ukrainka–Łotyszka stanął do boju o półfinał z parą Babos/Stefani. Choć mecz był zaciekły, zakończył się porażką, a wydarzenia na korcie odbiły się szerokim echem nie ze względu na wynik, lecz na… krew i słowa pełne frustracji.

     

    Krew na twarzy i eksplozja gniewu. Jastremska nie wytrzymała

     

    Po meczu z Ostapenko Dajana Jastremska nie kryła emocji. W jednej z wypowiedzi uderzyła w media, które – jej zdaniem – przekręcają rzeczywistość. Na swoim profilu społecznościowym zamieściła emocjonalny apel: „Nie piszcie głupot”, wyraźnie dając do zrozumienia, że ma dość insynuacji i ocen. Jak donoszą świadkowie, podczas deblowego pojedynku doszło również do zderzenia, po którym Ukrainka miała na twarzy widoczne ślady krwi. Incydent ten tylko dolał oliwy do ognia i jeszcze bardziej wzmocnił napięcie wokół jej osoby.

     

    Świątek poza tym wszystkim – ale i tak w centrum uwagi

     

    Choć Iga Świątek nie brała bezpośredniego udziału w żadnym z tych kontrowersyjnych wydarzeń, to jej nazwisko nie schodziło z ust komentatorów. Wszyscy spodziewali się potencjalnego meczu z Jastremską i próby rewanżu ze strony Ukrainki. Tymczasem rzeczywistość zaserwowała kibicom zupełnie inny scenariusz. Zamiast elektryzującego pojedynku z Polką – wybuch emocji, uraz i frustracja.

     

    Świątek pozostaje więc w turnieju, koncentrując się na własnej grze, a jej rywalka z przeszłości po raz kolejny musi przełknąć gorzką pigułkę. Tym razem nie tylko sportową.

     

    Czy Jastremska podniesie się po tym wszystkim? Czy jej relacje z mediami ulegną pogorszeniu? I czy jeszcze kiedyś stanie naprzeciw Świątek w atmosferze sportowego rewanżu, a nie frustracji? Jedno jest pewne – ta historia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

     

  • Wielki mecz Linette! Polskie tenisistki o krok od awansu do finałów!

    Wielki mecz Linette! Polskie tenisistki o krok od awansu do finałów!

    Wielki mecz Linette! Polskie tenisistki o krok od awansu do finałów

     

    Brawa dla Magdy Linette! Polka pokonała Wiktorię Golubić 6:4, 6:3 w drugim meczu eliminacyjnym Billie Jean King Cup w Radomiu. To oznacza, że nasze tenisistki pokonały Szwajcarki i są bliżej awansu do turnieju finałowego kobiecych rozgrywek.

     

    W Radomiu ruszył turniej eliminacyjny Billie Jean King Cup w kobiecym tenisie. Na starcie zespoły Polski, Ukrainy i Szwajcarii. Tylko jedna z tych ekip awansuje do finałów zaplanowanych na wrzesień w chińskim Shenzhen.

     

     

    W czwartek Polki rywalizują ze Szwajcarkami. Obie drużyny przystąpiły do eliminacji osłabione – nasze tenisistki występują bez Igi Świątek, która po ostatnim trudniejszym okresie potrzebuje przerwy, a Magdalena Fręch musiała wycofać się z powodu kontuzji nadgarstka. Szwajcaria przyjechała zaś bez Belindy Bencić, największej gwiazdy, która niedawno wróciła do gry po urodzeniu dziecka, wcześniej doszła nawet do czwartego miejsca na świecie.

     

    W starciu pierwszych rakiet w radomskiej hali rywalizowały Magda Linette (30. WTA) i Wiktoria Golubić (93.). Nasza tenisistka miała większy komfort, bo wcześniej Katarzyna Kawa pokonała Jill Teichmann 5:7, 6:4, 6:2. To na Golubić spoczywała większa presja – musiała wygrać, by Szwajcarki nie przegrały tego spotkania.

     

    Linette lepsza w końcówce

    Początek meczu był bardzo zacięty. Linette i Golubić utrzymywały swoje podania, obie starały się grać bardzo agresywnie. W siódmym gemie Szwajcarka jako pierwsza zaatakowała serwis przeciwniczki. Doczekała się piłki na przełamanie, ale Polka doskonale obroniła się. Na koniec gema popisała się akcją przy siatce i wyszła na 4:3. – Ależ wślizg Magdy! Genialna piłka! – zachwycał się komentator Polsat Sport.

     

    W kolejnym gemie serwisowym Golubić jeszcze się wybroniła efektownymi slajsami, wychodząc ze stanu 15:30, ale przy stanie 4:5 nie dała już rady. Linette grała bardzo precyzyjnie, wywierała presję na Szwajcarce. Zdobyła cztery punkty z rzędu od stanu 0:30 i wygrała partię 6:4!

     

    Dla naszej tenisistki to pierwszy występ po fantastycznym sukcesie, jaki w marcu osiągnęła w Miami. Na Florydzie doszła do ćwierćfinału turnieju rangi WTA 1000 – najwyższej po Wielkim Szlemie. Wpływ Agnieszki Radwańskiej jako konsultantki Magdy Linette wydaje się być coraz wyraźniejszy. Razem współpracują od początku tego sezonu.

     

    W czwartek Linette szła za ciosem. Po 19 minutach prowadziła w drugiej partii już 3:0. Dobrze serwowała, popełniała mało błędów. Golubić walczyła z wielkim poświęceniem, w pewnym momencie była bliska kontuzji, ale po upadku okazało się, że może dalej grać. Wynik stawał się dla Szwajcarki jednak coraz mniej korzystny. W tym sezonie jak dotąd nie błyszczała. Jej prawdziwie udanego występu trzeba szukać w końcówce 2024 roku, gdy wygrała turniej WTA 125 we francuskim Limoges.

     

    Golubić jeszcze się poderwała i doprowadziła do 3:3. To był bardzo ważny moment – Linette nie pozwoliła się rozpędzić rywalce. Wygrała gema na 4:3, a potem zagrała cztery kapitalne, agresywne returny i znów przełamała rywalkę. 5:3, a po chwili 6:3 i koniec meczu!

     

    Bliżej do awansu

    Po tym zwycięstwie Linette reprezentacja Polski zapewniła sobie triumf nad Szwajcarią. Do rozegrania w czwartek pozostaje jeszcze tylko spotkanie deblowe. Nie wpłynie na wynik Polek ze Szwajcarkami, ale może mieć znaczenie w kontekście końcowego układu tabeli, gdyby każda z drużyn miała po jednym zwycięstwie.

     

    W piątek Polki zagrają z Ukrainkami, a w sobotę Ukraina ze Szwajcarią. Wszystkie mecze startują o godzinie 15:00. Transmisje z turnieju w Polsacie Sport. Tytułu bronią Włoszki, które w listopadzie w finale w Maladze pokonały Słowaczki.

  • Jest decyzja ws. meczu Świątek! Pilne wieści ze Stuttgartu

    Jest decyzja ws. meczu Świątek! Pilne wieści ze Stuttgartu

    Jest decyzja ws. meczu Świątek! Pilne wieści ze Stuttgart

    Wiemy, o której Iga Świątek zagra swój ćwierćfinałowy mecz podczas turnieju WTA 500 w Stuttgarcie! Polka wciąż czeka na rywalkę, jako że nie odbyło się jeszcze starcie między Jeleną Ostapenko a Emmą Navarro. Jednak o półfinał na pewno powalczy w sobotę 19 kwietnia. Fani powinni być całkiem zadowoleni z godziny jej meczu.

    Iga Świątek nie miała problemu, by w swoim pierwszym w tym roku meczu na mączce gładko ograć Chorwatkę Janę Fett 6:2, 6:2. Jednak nikt nie ma wątpliwości, że poprzeczka musi pójść o wiele wyżej, byśmy mogli realnie ocenić formę naszej reprezentantki. Kimś, kto może zawiesić ją na odpowiednim poziomie, jest zarówno Emma Navarro, jak i Jelena Ostapenko. Choć to Amerykanka znajduje się wyżej w rankingu WTA, Łotyszka ma z Polką bilans 5-0 i byłaby podwójnym wyzwaniem pod kątem mentalnym.

    Nie wiemy jeszcze z kim Świątek powalczy o półfinał, ale za to wiemy kiedy. Polka swój kolejny mecz rozegra w sobotę 19 kwietnia. Jej mecz zaplanowany jest jako drugi od godziny 12:30. Wcześniej na ten sam kort wyjdą Jekaterina Aleksandrowa i Jessica Pegula. Realnie oceniając, Świątek powinna wkroczyć do akcji nie przed godz. 14:00-14:30.

  • Deklasacja w meczu Fręch – Pegula. Godzina i było po wszystkim!

    Deklasacja w meczu Fręch – Pegula. Godzina i było po wszystkim!

    Deklasacja w meczu Fręch – Pegula. Godzina i było po wszystkim

     

    Nie było sensacji w Stuttgarcie – Magdalena Fręch przegrała z faworyzowaną Jessiką Pegulą w drugiej rundzie 1:6, 1:6. – Fenomenalnie wygląda dziś Pegula. Po ludzku żal Magdy – analizowali komentatorzy Canal+ Sport.

     

    Magdalena Fręch (28. WTA) pokonała w pierwszej rundzie imprezy WTA 500 w Stuttgarcie Włoszkę Sarę Errani 7:5, 4:6, 7:6 (5). W kolejnym meczu w Niemczech trafiła na Jessikę Pegulę.

     

    Amerykanka była zdecydowaną faworytką tego starcia. Od kilku dni znów jest na trzecim miejscu w rankingu. To efekt zwycięstw w turniejach w Austin i Charleston oraz finału w Miami, gdzie lepsza od niej okazała się Aryna Sabalenka.

     

    Co za start Peguli

     

    Pegula jest zdecydowanie na fali, czego nie można było powiedzieć o Fręch. Wygrywając z Errani przerwała serię pięciu porażek z rzędu. Po styczniowym Australian Open, gdzie dotarła do trzeciej rundy, obniżyła nieco loty.

     

    Mimo to komentujący w Canal+ Sport nie tracili nadziei przed startem spotkania: “Dla takich meczów trenujesz i grasz całe życie w tenisa. Piękny turniej, pełna hala, w perspektywie pokonanie światowej trójki. Nic, tylko puścić rękę i walczyć”. To Fręch mogła, a Pegula musiała wygrać to spotkanie.

     

    Niestety początek meczu nie był udany dla Polki. Po 15 minutach przegrywała już 0:4. W tym czasie zdobyła tylko pięć punktów. Każda krótsza piłka ze strony Magdaleny Fręch kończyła się przejęciem inicjatywy ze strony Jessiki Pegula.

     

    Faworyzowana Amerykanka była czujna i raziła siłą uderzeń. – Magda potrzebuje więcej czasu, by przyzwyczaić się do prędkości uderzeń Jessiki – usłyszeliśmy od komentatorów. Polka nie nadążała za odpowiednim ustawieniem się do zagrań rywalki, gdy te wracały tak szybko na drugą stronę.

     

    Pegula serwowała jak w transie, w pierwszym secie przy własnym podaniu straciła tylko jeden punkt. W tej sytuacji nie mogło być inaczej, jak zwycięstwo w otwierającej partii wynikiem 6:1 po zaledwie 28 minutach. – Fenomenalnie dziś wygląda Pegula. Wręcz bawi się na korcie – zachwycali się komentatorzy.

     

    Drugi set zaczął się podobnie – po 16 minutach było 4:0 dla Amerykanki. Polka była zbyt wycofana, grała przewidywalnie dla faworytki. – Graj swoje, idź do przodu – cały czas motywował Magdalenę Fręch jej trener Andrzej Kobierski, który siedział na trybunach w Stuttgarcie. Nasza tenisistka niestety go za bardzo nie posłuchała, ale trzeba też oddać, że Jessica Pegula jej na niewiele pozwalała. – Żal mi jej po ludzku – przyznał komentator Żelisław Żyżyński. Skończyło się 1:6, 1:6 po 60 minutach.

     

    W ostatnim gemie spotkania Fręch doczekała się pierwszego break pointa w tym meczu. To zasługa jej nieco odważniejszej postawy, błędów Peguli, ale Amerykanka obroniła się serwisem i nie pozwoliła na jakikolwiek zwrot akcji. Być może naszej tenisistce dokuczały kłopoty zdrowotne? W środę rywalizowała z Errani przez trzy godziny i 11 minut, miała mało czasu na regenerację. Dodatkowo był to jej pierwszy występ po przerwie spowodowanej kontuzją nadgarstka.

     

    Mieliśmy nadzieję, że powtórzy się historia sprzed dwóch lat. Wtedy w drugiej rundzie imprezy WTA 1000 w Madrycie Magdalena Fręch także rywalizowała z Jessiką Pegulą. Postawiła się Amerykance, przegrywając dopiero 6:7, 3:6. A pamiętamy, że Fręch nie grała wtedy tak dobrze, jak chociażby rok temu, gdy doszła m.in. do czwartej rundy Australian Open czy wygrała turniej w Guadalajarze.

     

    Polka jest dziś lepszą tenisistką, ale i Amerykanka rozwinęła się. A najlepsza wersja Peguli to wciąż poziom nieosiągalny dla Fręch. Trzecia rakieta świata jest już w ćwierćfinale, ale liczy w Stuttgarcie na jeszcze więcej. Niedawno w Charlestone wygrała pierwszy zawody na kortach ziemnych, a dotąd słynęła z imponujących rezultatów przede wszystkim na nawierzchni twardej.

     

    W meczu o półfinał w Niemczech Jessica Pegula zmierzy się z Rosjanką Jekateriną Aleksandrową (22. WTA), która niespodziewanie pokonała swoją rodaczkę Mirrę Andriejewą 6:3, 6:2. Transmisje w Canal+ Sport, relacje w Sport.pl.

  • Hubert Hurkacz wraca na kort. Już wiemy, gdzie zagra Polak

    Hubert Hurkacz wraca na kort. Już wiemy, gdzie zagra Polak

    Hubert Hurkacz wraca na kort. Już wiemy, gdzie zagra Pola

     

    Hubert Hurkacz jak na razie w tym sezonie niestety wyjątkowo dużo czasu, jak na siebie, spędza na leczeniu problemów zdrowotnych. W związku z nimi Polak odpuścił występ w turnieju ATP 1000 w Miami oraz ATP 1000 w Monte Carlo. Jak się okazuje, te kłopoty to już przeszłość i Polak wróci niebawem na kort. Tomasz Tomaszewski na antenie Polsatu Sport przekazał szczegóły najbliższej przyszłości Hurkacza.

     

    Hubert Hurkacz od czerwca 2024 roku ma właściwie same problemy. Wówczas doszło do niefortunnych wydarzeń na jednym z bocznych kortów londyńskiego Wimbledonu. W ich skutek Polak doznał kontuzji kolana, przez którą zmuszony był opuścić igrzyska olimpijskie w Paryżu.

     

    Do gry wrócił jednak szybko, a według wielu ekspertów, nadspodziewanie, a może nawet zbyt szybko, co obecnie uważane jest za błąd. Konsekwencje tak szybkiego powrotu na kort widzimy bowiem już w tym sezonie, bo Hurkacz nie może złapać odpowiedniego rytmu.

     

    Hubert Hurkacz wraca do gry. Już niebawem

     

    To wiąże się niestety z tym, że problemy zdrowotne u wrocławianina nie ustają. W związku z nimi zmuszony on był odpuścić udział w dwóch naprawdę dużych imprezach. Hurkacza nie oglądaliśmy bowiem w turnieju ATP 1000 w Miami, a potem także w “tysięczniku” w Monte Carlo.

     

    Jak się okazuje, to już koniec przerwy. Tomasz Tomaszewski na antenie Polsatu Sport przekazał, że nasz tenisista szykuje się do powrotu. Wedle informacji, które udało się zdobyć dziennikarzowi Hurkacz ma wystąpić w turnieju ATP 1000 na kortach w Madrycie. Ten zacznie się 23 kwietnia.

     

    Tomaszewski przekazał także, że Polak jest w formie, choć to oczywiście zweryfikuje madrycki kort. To przedostatnia szansa na zbudowanie formy przed Roland Garros. Po występie w Madrycie pozostanie już tylko “tysięcznik” w Rzymie, a po nim czas na drugi Wielki Szlem w sezonie.

  • Demolka w meczu Magdaleny Fręch. Koniec starcia z Jessicą Pegulą po 59 minutach

    Demolka w meczu Magdaleny Fręch. Koniec starcia z Jessicą Pegulą po 59 minutach

    Demolka w meczu Magdaleny Fręch. Koniec starcia z Jessicą Pegulą po 59 minutach

    Dla Magdaleny Fręch starcie z Jessicą Pegulą było siódmą potyczką z zawodniczką z TOP 3 światowej listy. Sześć poprzednich łodzianka przegrała 0:2, teraz sporą niespodzianką byłby fakt, gdyby nastąpiło inne rozstrzygnięcie. Sama ma wyraźny dołek, Amerykanka zaś wygrała turniej w Charleston, a w Miami grała w finale. O żadnej sensacji nie mogło być jednak mowy – Pegula rozbiła Polkę 6:1, 6:1 i po niecałej godzinie zameldowała się w ćwierćfinale. W sobotę zagra z Jekateriną Aleksandrową.

     

    25 zwycięstw i 6 porażek Jessiki Peguli, 3 zwycięstwa i 10 porażek Magdaleny Fręch – to bilans Amerykanki i Polki przed początkiem ich starcia o ćwierćfinał w Stuttgarcie. Pegula aż do turnieju w Miami nie osiąga spektakularnych wyników, bo trudno za takie uważać triumf w Austin czy finał w Adelajdzie, gdzie większość czołówki skupiła już się jednak na Australian Open. Ostatnie jej występy sprawiają jednak, że stała się poważną kandydatką do wyprzedzenia Igi Świątek jeszcze przed startem Roland Garros, zgarnięcia “dwójki” w światowym rankingu.

     

    I w Stuttgarcie zrobiła ku temu pierwszy mały krok, nie dała najmniejszych szans Fręch. Potwierdziła, że świetne wyniki na mączce w Charleston nie były dziełem przypadku. A Polka? Wciąż odbija się od najlepszych na świecie. Nigdy nie wygrała z rywalką z pierwszej piątki, z tymi z TOP 3 nie ugrała nawet seta. A tylko raz była tego blisko – dwa lata temu w Madrycie, gdy przegrała pierwszego seta w tie-breaku 5-7. Właśnie z Pegulą, wtedy trzecią w rankingu.

     

    WTA 500 w Stuttgarcie. Jessica Pegula kontra Magdalena Fręch. Amerykańsko-polski bój o ćwierćfinał

     

    Analitycy wyliczyli, że Polka ma… 17 procent szans na zwycięstwo. Mało, ale jak spojrzeć na formę obu zawodniczek i ich ostatnie wyniki – dość dużo. Niewielu pewnie stawiało na Polkę, mającą w nogach ponad trzygodzinny bój z Sarą Errani, z wielkim trudem wygrany. Pegula w Stuttgarcie zaliczyła wcześniej jedynie “rozgrzewkowy” mecz debla, zresztą przegrany.

     

    Fręch zaczęła znakomicie, najpierw wytrzymała wymianę slajsową, dobiegła do skrótu i zaliczyła winnera. A za chwilę posłała wygrywający serwis. I na tym dobre chwile się skończyły. Pegula włączyła drugi bieg, a i łodzianka jej pomogła, kończąc tego gema podwójnym błędem serwisowym.

     

    Pierwsza partia potrwała 27 minut, łodzianka była kompletnie bezradna przy serwisach Peguli. Warto tu zwrócić uwagę na piłkę przy stanie 3:0 i 15-0 dla Amerykanki. Fręch dobrze odpowiedziała returnem, stworzyła sobie przewagę. Miała problem ze skończeniem akcji smeczem, ale dokonała tego forhendem. Zebrała brawa, akcja była ładna, efektowna. Tyle że… jedyna przy 13 serwisach Jessiki w tym secie. To była deklasacja, tak wielka różnica byłą w jakości serwisów jednej i drugiej.

     

    Bo przy swoim podaniu Fręch jeszcze walczyła, próbowała coś zdziałać. Wygrała nawet gema przy stanie 0:4, ale pewnie polscy kibice w najczarniejszych snach nie spodziewali się, że będzie to gem honorowy. Podopieczna trenera Andrzeja Kobierskiego grała nerwowo, wyrzucała całą masę piłek poza plac gry.

     

    I nic nie zmieniło się w drugim secie, Pegula po kolei dopisywała kolejne gemy do swojego dorobku. Imponowała serwisem, ale też reagowała na pasywną grę Polki, która nie za bardzo wiedziała, co się dzieje wokół. Dwa swoje pierwsze gemy Amerykanka wygrała do zera, dopiero w trzecim Fręch ugrała dwa punkty. A w dwóch swoich – trzy.

    https://x.com/z_kortu/status/1912900950236274805

    Było więc 6:1 i 5:0, Polka serwowała po to, by nie dostać bajgla. Udało się, raz sama świetnie zagrała w narożnik, innym razem Pegula przesadziła z dropszotem, na sam koniec Polka zaatakowała przez środek. Później jednak serwowała trzecia rakieta świata – i mecz się skończył, mimo jedynego break pointa Polki w meczu.

     

    Amerykanka potwierdziła, że jest w znakomitej formie i może być bardzo wymagającą rywalką dla Igi Świątek, jeśli w niedzielę dojdzie do ich boju w półfinale. Najpierw jednak Pegula musi wygrać w sobotę z Jekateriną Aleksandrową.

     

  • Atak na Świątek, teraz cios w Sinnera. Serena Williams wypaliła o karze więzienia

    Atak na Świątek, teraz cios w Sinnera. Serena Williams wypaliła o karze więzienia

    Atak na Świątek, teraz cios w Sinnera. Serena Williams wypaliła o karze więzienia

    Serena Williams nigdy nie ukrywała swojego stanowiska ws. wpadek dopingowych Jannika Sinnera i Igi Świątek. Kilkukrotnie wypowiadała się o pobłażliwości władz tenisowych, jak również stosowaniu podwójnych standardów, wbijając przy tym szpilkę w raszyniankę. Chociaż od czasu kontrowersyjnych wydarzeń wokół gwiazd tenisa minęło już wiele miesięcy, legenda raz jeszcze skonfrontowała się z pytaniami o postawę władz. “Ja dostałabym 20 lat” – wypaliła Amerykanka.

     

    – To zabawne. Cała moja kariera była zbudowana wokół nienawiści. Tak do tego przywykłam, że teraz się śmieję. Media mówiły okropne rzeczy: “Serena oszukuje”, “Serena korzysta z rzeczy, z których inni nie”. I tak dobrnęliśmy do momentu, że ludzie przyłapani na gorącym uczynku nic nie dostali – takimi słowami Serena Williams odniosła się do dość łagodnych kar, jakie spotkały Igę Świątek i Jannika Sinnera w związku z wpadkami dopingowymi.

     

    Amerykanka nie kryła swojego stanowiska ws. decyzji władz tenisowych. Raszyniankę, w związku z wykryciem w jej organizmie niedozwolonej substancji zawieszono na miesiąc, Włocha natomiast spotkało trzymiesięczne zawieszenie. Miało to ścisły związek z tym, że obie gwiazdy we współpracy z odpowiednimi organami bardzo szybko doszły do tego, w jaki sposób doszło do zanieczyszczenia ich organizmów niedozwolonymi substancjami. Same nie przyjęły ich świadomie.

     

    Wrócił temat wpadki dopingowej Sinnera. Stanowcze słowa Sereny Williams

     

    Mimo to nie brakowało krytycznych głosów, pojawiały się zarzuty o podwójne standardy. W takim tonie wypowiadała się kilkukrotnie również Serena Williams. W jednym z ostatnich wywiadów kolejny raz padło pytanie o kontrowersyjną sytuację Sinnera. Legenda tenisa podkreśliła, że ją spotkałyby w identycznej sytuacji dużo poważniejsze konsekwencje.

     

    Uwielbiam tego gościa, kocham jego grę, jest świetny. Mnie często nie doceniano i dlatego ja staram się doceniać innych. Męski tenis go potrzebuje. Naprawdę nie mogę się doczekać jego powrotu w Rzymie. Natomiast gdybym to ja była na jego miejscu dostałbym 20 lat, skończyłbym w więzieniu. Bądźmy szczerzy. Zabraliby mi Wielkie Szlemy. Dowiedzielibyście się o tym nawet w innym multiwersum

     

    ~ ironizowała Serena Williams

     

    W rozmowie z amerykańskim tygodnikiem Williams przyznała także, że bardzo tęskni za tenisem. 43-latka stara się utrzymać formę fizyczną na wysokim poziomie i czuje, że byłaby w stanie wyjść na kort i zagrać mecz. Dlatego też tęsknota za tym sportem jest tym większa.

     

    – Bardzo za nim tęsknię, całym sercem. Tęsknię za nim, bo jestem w pełni zdrowa. Gdybym nie mogła chodzić lub gdybym była naprawdę w złej formie, nie tęskniłabym za nim tak bardzo – dodała Serena Williams. 

     

  • Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Wieszczą hit ze Świątek, a tu taka wiadomość. Bolesna porażka Ostapenko w Stuttgarcie

    Zaraz po losowaniu drabinki WTA 500 w Stuttgarcie stało się jasne, że Iga Światek i Jelena Ostapenko mogą się ze sobą zmierzyć w ćwierćfinale turnieju. Polka wywiązała się dzisiaj ze swojego zadania i zameldowała się najlepszej “8”, pokonując Janę Fett. Jutro o ten awans powalczy Łotyszka w starciu z Emmą Navarro. Mimo to zmora naszej tenisistki pojawiła się dzisiaj na korcie, tyle że w rywalizacji deblistek. I odniosła bolesną porażkę. Prowadzenie 8-3 w super tie-breaku nie wystarczyło do zwycięstwa.

     

    Gdy tylko Jelena Ostapenko znajduje się blisko nazwiska Igi Świątek w turniejowej drabince, od razu pojawia się pytanie wśród fanów, w której rundzie zmagań mogą się potencjalnie ze sobą spotkać. Nic dziwnego, że Łotyszka tak elektryzuje kibiców, bowiem posiada znakomity bilans 5-0 w bezpośrednich starciach z Polką. Po losowaniu WTA 500 w Stuttgarcie okazało się, że obie mogą na siebie trafić w ewentualnym ćwierćfinale.

     

    Dzisiaj raszynianka zapewniła sobie awans do najlepszej “8”, pokonując Janę Fett 6:2, 6:2. Jesteśmy już zatem o zaledwie krok od szóstego singlowego pojedynku Świątek z Ostapenko. Aby to się dokonało, mistrzyni Roland Garros 2017 musi pokonać w czwartek Emmę Navarro. Zanim Iga zakończyła swoje środowe starcie z Chorwatką, swój mecz, tyle że w deblu, rozegrała właśnie Jelena. W duecie z Dajaną Jastremską walczyły o awans do półfinału. Ich przeciwniczkami były Timea Babos i Luisa Stefani. Batalia dostarczyła mnóstwo emocji i zaskakujących zwrotów akcji.

     

    WTA Stuttgart: Jelena Ostapenko odpadła z deblowej rywalizacji. Niesamowite zwroty akcji

     

    Początek spotkania przyniósł dominację ze strony duetu Babos/Stefani. Przełamanie na starcie, potem obrona dwóch break pointów i prowadzenie 2:0. W następnych minutach Węgierka i Brazylijka zdołały jeszcze powiększyć przewagę do czterech “oczek”. Wtedy rozpoczął się powrót ze strony Ostapenko i Jastremskiej. Z 0:4 doprowadziły do 4:4. W trakcie dziewiątego gema prowadziły 30-15 przy swoim serwisie, ale dały się przełamać. Rywalki podawały po zwycięstwo w partii, miały dwa setbole. Ale rywalizacja ciągle trwała. Festiwal breaków był kontynuowany aż do tie-breaka. W trakcie dwunastego rozdania pojawiła się jeszcze jedna piłka setowa dla Timei i Luisy. Ostatecznie triumfowały jednak dopiero po dodatkowej rozgrywce – 7:6(1).

     

    Początek drugiej odsłony wyglądał bardzo podobnie do pierwszej. Babos i Stefani wywalczyły przełamanie w drugim gemie, a później obroniły dwa break pointy i podwyższyły prowadzenie do stanu 3:0. Podczas następnego rozdania miały okazję na cztery “oczka” przewagi, ale decydujący punkt trafił na konto przeciwniczek. Mimo niewykorzystanej szansy Węgierka i Brazylijka przez długi czas kontrolowały sytuację, w pewnym momencie prowadziły już 5:2. Wtedy rozpoczął się powrót ze strony Jeleny i Dajany. W dziesiątym gemie obroniły dwa meczbole i doprowadziły do wyrównania. Potem poszły za ciosem i zakończyły partię zwycięstwem 7:5, wygrywając w sumie pięć gemów z rzędu.

     

    Rozpędzone po udanej końcówce drugiej odsłony zawodniczki, dominowały na początku super tie-breaka. Ostapenko i Jastremska zgarnęły cztery akcje na starcie. Później rywalki złapały kontakt, zrobiło się już tylko 4-3 dla łotysko-ukraińskiego duetu. Następne minuty należały jednak to Jeleny i Dajany. W pewnym momencie prowadziły już 8-3. To nie był jednak koniec emocji. Niespodziewanie przeciwniczki odrobiły straty i jako pierwsze wywalczyły sobie meczbola w decydującej rozgrywce. Wówczas Ostapenko i Jastremska wyrównały jeszcze na 9-9, ale ostatnie dwie akcje należały do Babos i Stefani. Ostatecznie węgiersko-brazylijska para zwyciężyła 7:6(1), 5:7, 11-9.

     

    Tym samym Łotyszka zanotowała bolesną porażkę przed jutrzejszą rywalizacją o ćwierćfinał w singlu. Na dodatek spędziła na korcie ponad dwie godziny. Zobaczymy, jak to wpłynie na jej rywalizację z Emmą Navarro. Spotkanie Ostapenko z Amerykanką zamknie czwartkowe zmagania na korcie centralnym w Stuttgarcie. O tym, z kim Iga Świątek zagra o półfinał, przekonamysię późną porą.

     

  • Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Niespodziewany koniec meczu, Iga Świątek się nie doczeka. Krew na twarzy i apel

    Do tego roku Iga Świątek w profesjonalnym tenisie miała rozegrany tylko jeden mecz z Ukrainką Dajaną Jastremską. I nie wspominała go najlepiej, bo podczas Fed Cup w 2019 roku Polka przegrała z Ukrainką w dwóch setach. W ostatnich tygodniach nasza gwiazda wzięła srogi rewanż, dwukrotnie pokonując 24-latkę z Odessy. Podczas trwającego turnieju w Stuttgarcie obie sportsmenki znów mogły wpaść na siebie, ale 46. tenisistka świata jest już poza burtą. Po porażce z Jeleną Ostapenko zareagowała bardzo ostro.

     

    Na przestrzeni lutego i marca Dajana Jastremska dwa razy przekonała się, jak wiele brakuje jej jeszcze do byłej liderki światowego rankingu, Igi Świątek. Polka i Ukrainka wpadły na siebie na tej samej fazie turniejów, w trzeciej rundzie, najpierw w Dubaju, a następnie w Indian Wells.

     

    Jastremska bardziej postawiła się na Bliskim Wschodzie, gdzie zmusiła Polkę do dużego wysiłku w pierwszym secie. W kolejnym przegrała jednak do zera. Niespełna trzy tygodnie później poszło jej dużo gorzej, na twardych kortach w Kalifornii “urwała” Świątek zaledwie dwa gemy i ponownie, w dwóch setach, znalazła się na aucie.

     

    Jastremska nie dla Świątek. Ukrainka uniosła się złością. “Nie piszcie głupot”

    Jastremska miała szansę, by na rewanż zapracować sobie w trwającym turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie, w którym Iga Świątek czuje się jak ryba w wodzie. Chcieć a móc to jednak dwie odrębne kwestie i Ukrainka ekspresowo znalazła się za burtą. Przy okazji historia jest tu o tyle ciekawa, że najpierw zeszła z kortu pokonana przez Łotyszkę Jelenę Ostapenko, a na drugi dzień, w parze z… Ostapenko, stoczyła deblowy bój o awans do półfinału. Przegrany, lecz zaciekły, a ich przeciwniczkami były Timea Babos i Luisa Stefani.

     

  • Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarcie

    Niemcy “znienawidzą” Paolini! Znowu to zrobiła w Stuttgarci

     

    Choć przed nami Wielkanoc, a nie Boże Narodzenie, to Jasmine Paolini niczym prawdziwy Grinch psuje Niemcom zabawę w Stuttgarcie. Włoszka wyeliminowała już drugą reprezentantkę gospodarzy, pokonując w 1/8 finału Jule Niemeier 6:1, 7:5. Włoszka teoretycznie w ćwierćfinale może trafić na kolejną Niemkę, choć byłaby do tego potrzebna potężna niespodzianka.

     

    Jasmine Paolini rozpoczęła turniej w Stuttgarcie w iście piorunującym stylu. W I rundzie natrafiła na rewelację z Australian Open, czyli Niemkę Evę Lys, która mogła zagrać w tym turnieju dzięki dzikiej karcie. Tym razem obyło się bez sensacji i Paolini wręcz rozjechała przeciwniczkę 6:2, 6:1 w zaledwie 65 minut. W 1/8 finału musiała być świadoma, że publika znów nie będzie po jej stronie, gdyż na jej drodze znów stanęła Niemka.

     

    Paolini ograła jedną Niemkę, teraz polowała na drugą

    Tym razem mowa o Jule Niemeier. W I rundzie udało jej się w trzech setach ograć Laurę Siegemund i było to jej pierwsze zwycięstwo w drabince głównej turnieju WTA od Australian Open (w I rundzie pokonała Maję Chwalińską). Nawet bez patrzenia na formę obu zawodniczek, murowaną faworytką i tak była Paolini, która wygrywała też ich dwa dotychczasowe starcia (w Cluj-Napoce i w Parmie w 2022 roku).

     

    Pierwszy set mocno sugerował, że tutaj nie będzie żadnej niespodzianki. Niemeier wygrała swego pierwszego gema serwisowego, jednak był to jej jedyny zwycięski gem w tej partii. Pozostałe sześć zgarnęła dobrze dysponowana Paolini, która nie pozwoliła przeciwniczce nawet na breakpointa. Cały set potrwał tylko 26 minut i można się było zastanawiać, czy Włoszka rozprawi się z Niemeier jeszcze szybciej niż z Lys.

     

    Niemeier walczyła, ale różnica jakości była nie do przeskoczenia

    Starsza z Niemiek nie poddała się jednak tak łatwo. Drugi set trwał ponad dwa razy dłużej od pierwszego, a to dlatego, że tym razem Niemeier nie podłamała się szybko utraconym podaniem (już w gemie otwarcia). Dość szybko odrobiła straty, a gdy dała się przełamać ponownie na 3:4, znów ekspresowo odrobiła straty. Reprezentantka gospodarzy mogła nawet wygrać seta, bo przy stanie 5:4 miała setbola. Zmarnowała go jednak, a kara była nieunikniona.

     

    Paolini w kolejnym gemie wykorzystała drugiego breakpointa, a serwując na mecz, nie spanikowała przy wyniku 40:40 i z zimną krwią dopełniła formalności, wygrywając cały mecz 6:1, 7:5. Wyeliminowała tym samym już drugą Niemkę z turnieju w Stuttgarcie i staje się przekleństwem miejscowych kibiców. Co ciekawe, może mieć okazję zrobić to samo po raz trzeci, bo w ćwierćfinale również może zmierzyć się z reprezentantką gospodarzy. Jednak do tego potrzeba wielkiej sensacji, jako że Ella Seidel (124. WTA) musiałaby ograć Amerykankę Coco Gauff.