Category: Celebrities

  • Za 2 dni mecz Świątek, a tu taki komunikat od jej trenera. Fissette nadaje prosto ze Stuttgartu

    Za 2 dni mecz Świątek, a tu taki komunikat od jej trenera. Fissette nadaje prosto ze Stuttgartu

    Za 2 dni mecz Świątek, a tu taki komunikat od jej trenera. Fissette nadaje prosto ze Stuttgartu

    Po turnieju w Miami i po rezygnacji z Billie Jean King Cup Iga Świątek miała trochę czasu i na trening i na odpoczynek. Mogła m.in. przyjechać do Polski i odwiedzić swój dom w Raszynie. W tym czasie jej trener prowadził belgijską reprezentację w meczach z Grecją, Węgrami oraz Francją. I to z sukcesami. Teraz, na krótko przed pierwszym spotkaniem wiceliderki rankingu WTA w zawodach w Stuttgarcie, Wim Fissette nadał komunikat prosto z Niemiec.

    Po sensacyjnej porażce z Alexandrą Ealą w ćwierćfinale Miami Open Iga Świątek podjęła trudną decyzję. Postanowiła wycofać swój udział w ważnych drużynowych rozgrywkach. “Wiem, że nie jest to informacja, której chcieli kibice, szczególnie polscy, niemniej to decyzja słuszna dla mnie na ten moment. Nie zagram w turnieju eliminacyjnym Billie Jean King Cup, który odbędzie się w Radomiu” – poinformowała w mediach społecznościowych.

    Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych drużynowych sukcesów – półfinału BJKC oraz finału UC

    ~ – dodała.

    Na kortach BJK Cup pojawił się za to jej trener. Wim Fissette jest kapitanem belgijskiej reprezentacji i poprowadził ją w pojedynkach w trzech ważnych starciach. Najpierw jego kadra wygrała z Grecją (3:0), później z Węgrami (2:1), a następnie w ćwierćfinale pokonała Francję (2:0). To dość nieoczekiwany, acz upragniony sukces. “Niewiarygodne! Belgia odprawia z kwitkiem Grecję i Węgry, a teraz potężną Francję. Przeszliśmy do listopadowych play-offów – co za podróż, co za drużyna!” – celebrowano we wpisie w mediach społecznościowych.

     

    Na opublikowanych przez Belgów zdjęciach widać m.in. Fissette’a, który cieszył się z całą drużyną. Nie miał jednak zbyt wiele czasu na świętowanie. Wkrótce po zakończeniu tego etapu turnieju wsiadł w samolot i obrał kierunek na Niemcy.

    Wim Fissette już przy boku Igi Świątek. Opublikował zdjęcie ze Stuttgartu

    Przez chwilę Iga Świątek była niejako zmuszona do przygotowywania się do turnieju w Stuttgarcie bez trenera. Do teraz. Jak się okazuje, Wim Fissette dotarł już do Niemiec. Zakomunikował to osobiście, publikując w mediach społecznościowych znaczącą fotografię. Wykonana została przy kortach Porsche Tennis Grand Prix.

    Być może właśnie w Stuttgarcie nastąpi długo oczekiwany przez kibiców przełom i Świątek wygra pierwszy turniej pod wodzę Belga. Jest na to spora szansa, wszak Polka czuje się tam fantastycznie, co udowodniła, zwyciężając w Niemczech dwukrotnie – w 2022 i 2023 roku. Dzięki temu zgarnęła trofeum, zdobyła punkty do rankingu WTA i wygrała samochody od sponsora tytularnego. Jedno z aut podarowała tacie.

    “Auto będzie dla taty. On wybierze kolor. Rozważa granatowy, ja mu mówię, że to trochę zbyt nudny, żeby zaszalał, bo może nie mieć już takiej okazji, więc trzeba korzystać teraz. Zobaczymy” – mówiła przed dwoma laty w rozmowie z Canal+Sport.

    Pierwszy mecz w bieżącej edycji WTA Stuttgart Iga rozegra w środę 16 kwietnia. Do starcia podejdzie na świeżo, bowiem przerwę między turniejami wykorzystała i na trening i na odpoczynek. Jak zdradziła Daria Sulgostowska w i.pl, Świątek znalazła chwilę, by odwiedzić swój dom w Raszynie. PR managerka potwierdziła również, że do zawodów w Niemczech wiceliderka rankingu WTA przystąpi z trenerem u boku. Nie wiadomo natomiast, czy w boksie dla teamu znajdzie się psycholog Daria Abramowicz, która wspierała reprezentację Polski na Billie Jean King Cup.

    “Na ten moment nie mogę udzielić informacji, kiedy dołączy do sztabu Igi. Pragnę natomiast uspokoić, że nic złego się nie dzieje. Są turnieje z udziałem Igi, w których pani Daria Abramowicz nie uczestniczy” – podsumowała Sulgostowska.

     

  • Kibice Barcelony wskazali, kto powinien bronić. “Jest naszym kapitanem”

    Kibice Barcelony wskazali, kto powinien bronić. “Jest naszym kapitanem”

    Kibice Barcelony wskazali, kto powinien bronić. “Jest naszym kapitanem”

    Kibice Barcelony, których spotkaliśmy pod Stadionem Olimpijskim przed meczem z Borussią Dortmund w Lidze Mistrzów, nie mogli się nachwalić Wojciecha Szczęsnego. Wielu z nich nie ma wątpliwości, kto powinien bronić do końca sezonu. Niemniej nadchodzący powrót do gry Marca-Andre ter Stegena wywołuje sporą dyskusję w kontekście przyszłych rozgrywek.

     

    19 zwycięstw i trzy remisy w dwudziestu dwóch spotkaniach. Żaden bramkarz w historii Barcelony nie zaliczył takiego wejścia do klubu, jak Wojciech Szczęsny. Niespełna 35-letni golkiper jest jedną z przyczyn, dlaczego w 2025 roku Barca jeszcze nie przegrała choćby jednego meczu i jest w grze o potrójną koronę.

     

    Tyle że do pełni zdrowia po poważnej kontuzji kolana wraca nominalna “jedynka” Barcelony – Marc-Andre ter Stegen. Niemiec już trenuje i z każdym dniem jest coraz bliżej powrotu na boisko, co otwiera debatę w stolicy Katalonii. Kto powinien być numerem jeden w bramce Barcelony?

     

    Zapytaliśmy kibiców FC Barcelony o Wojciecha Szczęsnego. To powtarza każdy

     

    Nawet Hansi Flick nie określił się w tej kwestii jasno, dlatego też przy okazji meczu Barcelony z Borussią postanowiliśmy przed i na Stadionie Olimpijskim popytać kibiców Barcy o ich zdanie na ten temat. I o ile w kwestii numeru jeden do końca bieżącego sezonu większych wątpliwości nie mają, tak w kontekście przyszłych rozgrywek ich zdania są podzielone. Łączy ich jedno – wszyscy co do jednego podziwiają to, w jak imponujący sposób Wojciech Szczęsny wprowadził się do zespołu Flicka.

     

    – Szczęsny bardzo nas zaskoczył na plus. To bramkarz, który grał dobrze w wielkich klubach, takich jak Juventus czy Roma. Bardzo nam się podoba – mówiło dwoje młodych fanów Barcelony, którzy z wysokości drugiego rzędu trybun dopingowali przez 90 minut swój zespół mimo braku zorganizowanego dopingu (przez konflikt kibiców z klubem).

     

    – Szczęsny dał nam wiele spokoju w tyłach, a jego seria jest nie do pobicia – przyznaje młodszy z kolegów. – Nawet gdy Ter Stegen wróci do pełni sprawności, Szczęsny zasługuje na to, by być bramkarzem numer 1. Z naszego punktu widzenia na to zasługuje – podsumowują obaj.

     

    – Szczęsny powinien grać dalej. Zasługuje na to, by pozostać w bramce do końca sezonu. W nowym sezonie będzie inna rozmowa, ale ja pozostaję przy Szczęsnym – dodaje inny z kibiców napotkany przez nas w przerwie.

     

    “Jest naszym kapitanem”. Szczęsny może wylądować na ławce

     

    Jeszcze przed pierwszym meczem z Borussią fani Barcy wypowiadali się dość ostrożnie. – Uważam, że jak Ter Stegen będzie gotowy na sto procent, to on powinien być numerem jeden. Jest naszym kapitanem i był jedynką, zanim przyszedł Szczęsny. Aczkolwiek bardzo cenię sobie Szczęsnego i jego profesjonalizm. Pozytywnie nas zaskoczył – mówił nam wieloletni kibic katalońskiego klubu.

     

    Tuż za nim spotkaliśmy ojca z synem, którzy zgodnie twierdzą, że do końca obecnego sezonu bronić powinien Polak, ale w nowych rozgrywkach szansę powinien otrzymać Marc-Andre Ter Stegen. – Szczęsny jest bramkarzem, który okazał się bardzo dobrym transferem. Rozwiązał nam problem do końca sezonu. Myślę jednak, że w przyszłym sezonie najlepszym rozwiązaniem byłby Ter Stegen jako numer jeden i Szczęsny jako rezerwowy – twierdził młodszy z kibiców.

     

    – Pozyskując Szczęsnego, pozyskaliśmy wielkiego bramkarza. Zasługuje bez dwóch zdań na to, by bronić do końca sezonu. Za to, czego już dokonał w tym sezonie. W przyszłym sezonie zobaczymy, tak jak mówi mój syn, pewnie Ter Stegen na początku będzie numerem jeden – dodawał jego ojciec.

     

    Ter Stegen ma jednak zdecydowanie więcej poparcia u miejscowych fanów Barcelony niż tych z zagranicy. Świadczy o tym wypowiedź kibica z Wielkiej Brytanii, który stanął murem za Szczęsnym, w mocnych słowach wypowiadając się o Niemcu. – Szczęsny zdecydowanie powinien być numerem 1. Grając w tym sezonie, wykonał kawał roboty i nie bałagani, jak robi to Ter Stegen – zaznaczył.

     

    Podsumowując, aż sześciu z siedmiu zapytanych kibiców uważa, że Szczęsny powinien dokończyć sezon w bramce Barcelony bez względu na powrót ter Stegena. Jednak w przypadku kolejnych rozgrywek podział głosów jest zdecydowanie bardziej wyrównany – tu Polak wygrał tylko 4:3.

     

    Na siedem kolejek przed końcem sezonu Barcelona prowadzi w La Liga z przewagą czterech punktów nad Realem. Za dwa tygodnie zespół Hansiego Flicka zmierzy się z “Królewskimi” w finale Pucharu Hiszpanii, a już we wtorek czeka go walka o przypieczętowanie awansu do półfinału Ligi Mistrzów w Dortmundzie. Do rewanżu z Borussią (godz. 21:00) Barcelona przystępuje z przewagą czterech goli z pierwszego meczu.

  • Pegula powiedziała, w czym jest lepsza od Świątek. “W porównaniu do Igi…”

    Pegula powiedziała, w czym jest lepsza od Świątek. “W porównaniu do Igi…”

    Pegula powiedziała, w czym jest lepsza od Świątek. “W porównaniu do Igi…”

    – Myślę, że to jest w pewnym sensie siła sama w sobie. Więc jestem z tego bardzo dumna – tak o swoim największym tenisowym atucie mówiła Jessica Pegula. Tuż przed startem turnieju w Stuttgarcie Amerykanka wskazała, w czym ma przewagę nad Igą Świątek i Aryną Sabalenką. Okazuje się, że znalazła jedną taką cechę. – Kiedy byłam młodsza, nie było to moją mocną stroną – wyznała.

     

    Jessica Pegula ma za sobą bardzo udane tygodnie. Najpierw wystąpiła w finale w Miami, gdzie pokonała ją dopiero Aryna Sabalenka. Później pojechała na turniej do Charleston, gdzie odniosła końcowe zwycięstwo. Wcześniej zaś wygrała zawody w Austin i doszła do finału w Adelaidzie. Dzięki temu wyprzedziła swoją rodaczkę Coco Gauff i w rankingu WTA awansowała na trzecie miejsce. Teraz będzie jedną z głównych faworytek w turnieju w Stuttgarcie. Przed swoim startem Amerykanka wystąpiła na spotkaniu z dziennikarzami.

     

    Zaskakujące słowa Peguli tuż po zwycięstwie. “Zawsze się bałam”

    Choć Pegula nigdy nie odnosiła spektakularnych zwycięstw (ani razu nie wygrała turnieju Wielkiego Szlema), od czerwca 2022 r. cały czas utrzymuje się w czołowej dziesiątce rankingu WTA. Jak przyznała, sama nie spodziewała się takiej regularności. – Zawsze wierzyłam w swoją grę, ale zawsze się bałam. Bardzo trudno jest, gdy trzeba potwierdzać swoje wyniki tydzień po tygodniu i czuć się jak elitarna zawodniczka. Myślałam, że będę miała mały kryzys, że w kolejnym roku nie osiągnę już takich wyników. Zaskoczyłam samą siebie – mówiła, cytowana przez puntodebreak.com.

     

    Przyznała również, że w trakcie kariery pomogło jej szczęście. Nie spodziewała się bowiem, że tak długo będzie grać na najwyższym poziomie. – Zawsze wierzyłam, że mogę to robić, ale nigdy nie sądziłem, że będę w stanie robić to regularnie. Kiedy byłam młodsza, nie było to moją mocną stroną. Nie wiem, jak mi się to udało. Może jestem po prostu tak wyluzowana, a może to kwestia mojego nastawienia, to po prostu przyszło naturalnie – wyznała Pegula.

     

    W tym Pegula jest lepsza od Świątek i Sabalenki? “Moja mocna strona”

    Na koniec wskazała jedną rzecz, w której ma przewagę nad Aryną Sabalenką i Iga Świątek. – W porównaniu do Aryny i Igi uważam, że moją mocną stroną jest konsekwencja. Mimo że nie wygrałam jeszcze Wielkiego Szlema, cieszę się, że osiągam dobre wyniki tydzień po tygodniu. Myślę, że to jest w pewnym sensie siła sama w sobie. Więc jestem z tego bardzo dumna – dodała.

     

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie Pegula rozpocznie od drugiej rundy i od razu może trafić na… Magdalenę Fręch. Polka o awans i możliwość starcia z trzecią rakietą świata zagra w środę. Jej rywalką będzie Włoszka Sara Errani.

  • Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk w Dosze. Ponad 80 metrów, przerzuciła rzutnię

    Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk w Dosze. Ponad 80 metrów, przerzuciła rzutnię

    Kosmiczny wynik Anity Włodarczyk w Dosze. Ponad 80 metrów, przerzuciła rzutni

     

    Anita Włodarczyk przygotowuje się do najważniejszej imprezy w sezonie, jaką będą wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio. Trzykrotna mistrzyni olimpijska obecnie trenuje w Dosze, czym zresztą pochwaliła się w mediach społecznościowych. I zamieściła nagranie jednego z treningów, na którym odnotowała kapitalny wynik. Rzucony przez nią młot lądował poza obszarem rzutni, a Polka może pochwalić się nowym, choć nieoficjalnym, najlepszym wynikiem w sezonie.

     

    Anita Włodarczyk przed rokiem w Rzymie rzutem na 72,92 m wywalczyła wicemistrzostwo Europy – Polka uplasowała się wówczas za Sarą Fantini. Trzykrotna mistrzyni olimpijska jeszcze dalej rzuciła w Paryżu, ale wówczas odległość 74,23 dała jej “tylko” czwarte miejsce, przy czym była najlepsza spośród reprezentantek Starego Kontynentu.Teraz przed utytułowaną zawodniczką kolejne wyzwania, a imprezą docelową w 2025 roku będą wrześniowe mistrzostwa świata w Tokio. Polka rozpoczęła już przygotowania, w lutym trenowała RPA, później udała się na obóz do Kataru, w międzyczasie odbyła też wizytę w Seulu, gdzie towarzyszyła jej Natalia Partyka. Do Dohy wróciła w kwietniu, gdzie znajduje czas nie tylko na intensywne treningi, ale też na drobne przyjemności.

     

    “Odpoczynek to jest rzecz, której nie tylko można, ale i trzeba się nauczyć. To nie jest wrodzona umiejętność. Żeby odpoczynek był efektywny i kompletny, muszą odpoczywać ciało i umysł. Będąc na zgrupowaniach w Katarze jednym z miejsc, w których uwielbiam odpoczywać w dniu wolnym od treningów jest pustynia, na której ładuję baterie z przyjaciółmi, przy grillu na kolejne dni treningów” – informowała we wpisie z 12 kwietnia.

     

    Anita Włodarczyk z najlepszym wynikiem w sezonie

     

    Czas spędzony z przyjaciółmi najwyraźniej dobrze podziałał na Włodarczyk, ponieważ ta błysnęła podczas jednego z treningów. Jak przekazała na Instagramie, w sesji, podczas której używała ważącego 3 kg młota (podczas oficjalnych zawodów używa się młota ważącego o kilogram więcej) ustanowiła swój najlepszy wynik w sezonie, który wynosi teraz 84,10 m. Przypomnijmy, że 4-kilogramowym młotem Włodarczyk w 2016 roku ustanowiła rekord świata, który obowiązuje do dziś – wówczas Polka zachwyciła lekkoatletyczny świat wynikiem 82, 98 m.

     

    I faktycznie, na nagraniu zamieszczonym przez trzykrotną mistrzynię olimpijską widać, że rzucony przez nią młot wylądował już poza rzutnią, nieopodal drugiego koła do rzutu młotem.

     

    “Ulala! Widzę, że Mistrzyni się rozkręca” – napisała w komentarzu dziennikarka Anita Werner. “Małymi krokami do przodu. Mistrzostwa Świata we wrześniu coraz bliżej” – odpisała jej Włodarczyk.

  • Cyrk w Stuttgarcie! Sabalenka w ćwierćfinale bez rozegrania choćby jednego meczu

    Cyrk w Stuttgarcie! Sabalenka w ćwierćfinale bez rozegrania choćby jednego meczu

    Cyrk w Stuttgarcie! Sabalenka w ćwierćfinale bez rozegrania choćby jednego mecz

     

    Aryna Sabalenka już może cieszyć się z awansu do ćwierćfinału zawodów Porsche Tennis Grand Prix. W tym wyczynie nie byłoby nic dziwnego, w końcu mowa o obecnej liderce rankingu WTA. Rzecz w tym, że Białorusinka jeszcze nie rozegrała w Stuttgarcie ani jednego spotkania!

     

    Nie ulega wątpliwości, że Sabalenka obecnie jest najlepszą zawodniczką kobiecego tenisa. W rankingu WTA zgromadziła 10541 punktów – o przeszło 3000 więcej od drugiej Igi Świątek. Ponadto przewodzi też w uznawanym za lepszy wyznacznik formy rankingu WTA Race, który zlicza wyłącznie punkty wywalczone w tym sezonie. Tam posiada ich 3580, ma też sporą przewagę nad drugą Madison Keys (3069), trzecią Mirrą Andriejewą (2565) oraz czwartą Świątek (2315).

     

    Trudno zatem polemizować z tym, że 26-latka podczas turnieju serii WTA 500 w Stuttgarcie była jedną z głównych faworytek do zwycięstwa. A w Niemczech jest o co grać. Poza nagrodą finansową, która w tym roku wynosi 142 610 dolarów, triumfatorka Porsche Tennis Grand Prix otrzymuje od sponsora tytularnego samochód tej marki. W tym roku będzie to Porsche Macan.

     

    Choć Sabalenka zwykle dobrze spisywała się na niemieckich kortach, to wciąż ma tam coś do udowodnienia. W ostatnich czterech edycjach Porsche Tennis Grand Prix aż trzy razy docierała bowiem do finału, ale za każdym razem musiała przełknąć tam gorycz porażki. A także widok rywalki, dosłownie odjeżdżającej główną nagrodą sprzed jej nosa. Dwukrotnie – w sezonach 2022 i 2023 – dokonywała tego Iga Świątek.

     

    Sabalenka jeszcze nie rozegrała meczu, ale już jest w ćwierćfinale. Kompromitacja organizatorów?

    W tegorocznej edycji turnieju w Stuttgarcie wszystko układa się jednak po myśli Białorusinki. Już bowiem może przygotowywać się do ćwierćfinału… chociaż nie rozegrała jeszcze ani jednego spotkania. Wszystko przez rozstawienie w drabince oraz pecha jednej z rywalek.

     

    Porsche Tennis Grand Prix rozpoczyna się od 1/16 finału. W niej jednak cztery tenisistki z najwyższym rozstawieniem w drabince posiadają wolny los, więc od razu przechodzą do 1/8. Sabalenka oczywiście zaliczała się do tej grupy.

     

    W 1/8 przeciwniczką Sabalenki miała być Anastasija Potapowa (38. WTA). Rosjanka w 1/16 zagrała świetną, wyrównaną partię z Clarą Tauson (21. WTA), którą po trzech setach wygrała 2:6, 7:6, 6:3. Ich mecz trwał 2 godziny i 41 minut.

     

    Jak się okazało, było to iście pyrrusowe zwycięstwo, które Potapowa okupiła odnowieniem się urazu.

     

    – Z wielkim smutkiem informuję, że nie jestem w stanie kontynuować mojej gry w Stuttgarcie. Ostatnie kilka dni było bardzo ciężkich i niestety pojawiła się moja stara kontuzja. Zawsze kochałam tu grać i cieszyłam się z wczorajszej wygranej, ale jest jak jest… Do zobaczenia w 2026 roku! – napisała Potapowa w poście na Instagramie.

     

    Zresztą Potapowa nie jest pierwszą zawodniczką, która postanowiła wycofać się z zawodów w Stuttgarcie. Wcześniej taką decyzję podjęły m.in. Barbora Krejcikova i Qinwen Zheng. Taki exodus czołowych tenisistek bardzo negatywnie wpływa na prestiż zawodów. Ale też zmusza do dyskusji nad tym, czy obecny kalendarz WTA rzeczywiście jest przeładowany zawodami. O czym wielokrotnie wspominała chociażby Iga Świątek.

     

    Sabalenka jest pierwszą tenisistką w stawce, która ma zapewnioną grę w ćwierćfinale. I to nawet bez jednego rozegranego meczu. W 1/4 zawodów rywalką liderki rankingu WTA będzie zwyciężczyni meczu Diana Sznajder (13. WTA) – Elise Mertens (29. WTA).

  • Iga Świątek walczy o kolejne Porsche. Znamy wartość auta, robi wrażenie

    Iga Świątek walczy o kolejne Porsche. Znamy wartość auta, robi wrażenie

    Iga Świątek walczy o kolejne Porsche. Znamy wartość auta, robi wrażenie

    Na przestrzeni sezonu Iga Świątek ma kilka ulubionych turniejów. Jednym z nich z pewnością jest rywalizacja na mączce w Stuttgarcie, gdzie nasza gwiazda w przeszłości regularnie wygrywała i biła kolejne rekordy. To wiązało się z koniecznością zrobienia prawa jazdy. To udało się na przełomie 2021 i 2022 roku, a kilka miesięcy temu Polka wygrała pierwsze Porsche w karierze. W nadchodzący Poniedziałek Wielkanocny może dołożyć już trzecie o wartości niespełna 600 tysięcy złotych.

    Iga Świątek już w tym momencie, mimo dość krótkiej tenisowej kariery, znajduje się w czołówce tych zawodniczek, które w trakcie swojej przygody z tenisem zarobiły na korcie najwięcej. Polka na historycznej liście zarobków przebija wiele naprawdę poważnych legend nie tyle tenisa, co wręcz sportu ogólnie. Daleko za naszą gwiazdą plasuje się, choćby była podopieczna Wima Fissette’a, a więc legendarna Kim Clijsters.

    Oprócz pieniędzy w wielu turniejach na korcie można wygrać także nagrody rzeczowe. Tym, który zdaje się mieć w tenisowej społeczności najdłuższą “historię sukcesu” jest rywalizacja na mączce w Stuttgarcie. Sponsorem tytularnym tej imprezy jest bowiem marka samochodów Porsche, co oznacza, że każda z tenisistek, która wygrała ten turniej, otrzymuje na własność także właśnie auto tej marki.

    Świątek na drodze po trzecie Porsche. Niesamowite nagrody w Stuttgarcie

    Świątek ten turniej wygrała w 2022 i 2023 roku. W pierwszym przypadku do jej garażu trafiło Porsche Taycan GTS Sport Turismo, którego wartość wycenia się na około 700 tysięcy złotych. To model elektryczny kombi, który ma w sobie układ napędowy o mocy 598 koni mechanicznych. Prędkość stu kilometrów na godzinę osiąga w około cztery sekundy.

    Rok później nagroda była jeszcze bardziej wartościowa. Wówczas bowiem organizatorzy przewidzieli Porsche Taycan Turbo S Sport Turismo, którego wartość szacuje się na około milion złotych. Ten model również jest elektryczny, ale jest to pojazd zdecydowanie mocniejszy, bo układ napędowy ma aż 761 koni mechanicznych, a do setki rozpędza się w niecałe trzy sekundy.

     

    W 2024 roku Polka turnieju nie wygrała, ale z pewnością czas na mączce w 2025 roku chciałaby rozpocząć właśnie od zwycięstwa w Niemczech. Tym razem oprócz nagrody pieniężnej o wartości ponad 600 tysięcy złotych, organizatorzy przewidzieli dla wygranej Porsche Macan Turbo. Cena tego samochodu to niespełna 600 tysięcy złotych. Ponownie jest to pojazd elektryczny, którego układ napędowy ma aż 639 koni mechanicznych, a do setki rozpędza się w nieco ponad trzy sekundy. Po wygranej triumfatorka odbędzie oczywiście tradycyjną przejażdżkę nowym samochodem po korcie. 

     

  • Simeone wyszedł na konferencję. Nagle padło: Lewandowski

    Simeone wyszedł na konferencję. Nagle padło: Lewandowski

    Simeone wyszedł na konferencję. Nagle padło: Lewandowski

    Robert Lewandowski walczy w tym sezonie o koronę króla strzelców La Liga oraz Złotego Buta. Na koncie ma już 25 bramek i o trzy wyprzedza Kyliana Mbappe. Tymczasem wyzwanie chciałby mu rzucić jeszcze jeden piłkarz. Mówił o tym trener Atletico Madryt Diego Simeone. Na konferencji prasowej ujawnił, w jaki sposób go motywuje. Nagle wymienił nazwisko Lewandowskiego.

     

    Atletico Madryt w poniedziałek pokonało ostatni w tabeli LaLiga Real Valladolid 4:2. Dzięki temu ekipa Diego Simeone zbliżyła się w tabeli do FC Barcelony na dystans siedmiu punktów, a do Realu Madryt traci ich tylko trzy. Bohaterem spotkania okazał się Julian Alvarez. Argentyński napastnik wykorzystał dwa rzuty karne. Po wszystkim doczekał się kilku ciepłych słów z ust swojego trenera.

     

    Piłkarz Atletico rzucił się w pościg za Lewandowskim. Simeone: “Potrzebujemy więcej”

    Dla Alvareza był to 13. i 14. gol w tym sezonie La Liga. W klasyfikacji strzelców zajmuje teraz piąte miejsce, ale do najlepszych wciąż sporo mu brakuje. Prowadzący Robert Lewandowski ma już 25 trafień, a drugi Kylian Mbappe – 22. Zawodnika Atletico wyprzedzają także Ante Budimir z Osasuny (14 trafień) i Oihan Sancet z Athleticu Bilbao (15). Mimo to w klubie liczą na więcej.

     

    Mówił o tym na pomeczowej konferencji prasowej Diego Simeone. – Chcemy, żeby dalej się rozwijał i poprawiał. Potrzebujemy od niego więcej goli. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego pokory i pracy. Ale potrzebujemy więcej. Szukaliśmy takiego zawodnika. Były momenty w grze, zarówno w Sewilli, jak i dzisiaj, kiedy przejmował rolę lidera ofensywy – chwalił, cytowany przez “OK Diario”.

     

    Tak Simeone motywuje Alvareza. “Mówimy mu, że Lewandowski…”

     

    Chwilę później ujawnił, jaki ma sposób, żeby zmotywować Alvareza. Otóż wystarczy wspomnieć mu o… Robercie Lewandowskim. – Ma 14 goli w lidze, ale mówimy mu, że Lewandowski ma więcej – śmiał się Simeone.

     

    Bez gola pozostał za to drugi z napastników Antoine Griezmann. Doświadczony Francuz na bramkę czeka aż od lutego, kiedy to pokonał Wojciecha Szczęsnego w meczu z FC Barceloną (4:4) w Pucharze Króla. W całym sezonie do siatki trafił tylko osiem razy. Mimo to Simeone konsekwentnie na niego stawia. – Nie jest w najlepszej formie. Przyzwyczaja nas do tego brakiem goli i asyst, ale wciąż go wystawiam, bo w niego wierzę. W tych siedmiu ostatnich meczach musimy mieć na boisku najlepszych zawodników – podkreślał szkoleniowiec.

     

  • FC Barcelona zmuszona grać bez “Lewego”? Media donoszą

    FC Barcelona zmuszona grać bez “Lewego”? Media donoszą

    FC Barcelona zmuszona grać bez “Lewego”? Media donoszą

    FC Barcelona może być zmuszona grać bez Roberta Lewandowskiego, który w poniedziałek narzekał na uraz. Hiszpańskie media nie mają wątpliwości, kto jest faworytem do zastąpienia Polaka w Lidze Mistrzów.

     

    Robert Lewandowski tydzień temu nie miał litości dla swojej dawnej drużyny. W pierwszym ćwierćfinale Ligi Mistrzów FC Barcelona rozbiła Borussię Dortmund 4:0, a polski napastnik strzelił dwa gole. Było w zasadzie pewne, że w rewanżu wyjdzie w pierwszym składzie i powalczy o bramkę numer 100 w historii występów w “Dumie Katalonii”.

     

    W poniedziałek wieczorem pojawiły się niepokojące wieści. Barca miała ostatni trening, a po nim dziennikarze zauważyli, że “Lewy” rozmawia z trenerem Hansim Flickiem i jego asystentami. W trakcie dyskusji trzymał się za lewe udo, co odebrano, jako problemy zdrowotne.

     

    Klub na razie nie skomentował rzekomej kontuzji Polaka. Hiszpańskie media jednak już zastanawiają się, kto go może zastąpić w wyjściowej jedenastce. Faworyt jest jeden – Ferran Torres. Pisze o tym m.in. “Mundo Deportivo”.

     

    To on przeważnie grał, gdy Lewandowski odpoczywał. W roli dublera spisuje się znakomicie, bo w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach strzelił już 16 goli. W samej Lidze Mistrzów ma na koncie dwa trafienia.

     

    Dziennikarz Adria Albets także jest zdania, że reprezentant Polski usiądzie na ławce rezerwowych. Przewiduje on cztery zmiany w składzie Barcy, a jedenastka ma wyglądać następująco:

     

    Wojciech Szczesny – Jules Kounde, Ronald Araujo, Pau Cubarsi, Gerard Martin – Frenkie De Jong, Pedri, Gavi – Raphinha, Lamine Yamal, Ferran Torres.

     

    Wieczorem wszystko się wyjaśni. Rewanżowy ćwierćfinał Borussia Dortmund – FC Barcelona odbędzie się we wtorek 15 kwietnia o godzinie 21:00. Transmisja na żywo w Canal+ Extra 1, a relacja tekstowa live w WP SportoweFakty.

  • Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Już w tym tygodniu Iga Świątek rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, w którym zwyciężała w 2022 i 2023 roku. To pierwsza impreza na “mączce” w tym sezonie. A jak wszyscy dobrze wiemy, to nawierzchnia, na której Polka czuje się najlepiej. Czy będzie w stanie odnieść na niej sukces? Głos w sprawie zabrała sama zainteresowana.

     

    Iga Świątek ma ponad cztery tysiące punktów do obrony na “mączce”. To efekt kapitalnych wyników z poprzedniego sezonu. Wówczas zdobyła tytuły w Madrycie, Rzymie i wygrała Roland Garros. Dobrze poradziła sobie też w Stuttgarcie, gdzie dotarła do półfinału. I właśnie od tego turnieju rozpocznie tegoroczną rywalizację na kortach ziemnych.

     

    Iga Świątek przemówiła przed turniejem w Stuttgarcie

     

    Wszyscy zastanawiają się, jaką formę zaprezentuje Polka. W końcu w ostatnich tygodniach miała spore problemy. Dość powiedzieć, że od 10 miesięcy czeka na tytuł, a nawet na finał. Czy na “mączce” uda jej się przełamać? Już na starcie wlała nadzieję w serca kibiców.

     

    – Na pewno czuję, że jestem we właściwym miejscu. Z dużą ilością pracy i skupieniem, szybko będę w stanie zacząć grać w moją grę – zaczęła na konferencji prasowej, nawiązując do zmiany nawierzchni z twardej na ziemną. Stwierdziła, że nie wszystko będzie jej wychodzić już od początku, ale nie ukrywa, że to jej ulubiony rodzaj kortu.

     

    – Oczywiście każdy rok jest inny. W poprzednich latach nie miałam czasu na zmianę nawierzchni. W tym roku mogę to zrobić nieco spokojniej i jestem szczęśliwa, że mam szansę to zrobić. Cieszę się, że tu jestem – podkreślała.

     

    I faktycznie po raz ostatni Polka pojawiła się na korcie w połowie marca, kiedy przegrała w ćwierćfinale w Miami. Później zrezygnowała z udziału w Billie Jean King Cup, by odpocząć i lepiej przygotować się do nadchodzącej części sezonu, jednej z najważniejszych dla niej w tym roku.

     

    Czy Świątek szybciej przyzwyczaja się do gry na kortach ziemnych niż na twardych, czy trawie? – Nie porównywałabym tego z kortami twardymi, ponieważ fakt, że gramy na nich przez większość sezonu, ułatwia nam to, z pewnością – podkreślała, zaznaczając, że na trawie zawsze jest najtrudniej. – “Mączka”? Tak, przejście na nią zawsze będzie łatwiejsze. Staram się wykorzystywać to jako moją przewagę – dodawała.

    Teraz przed nią pierwszy mecz. W I rundzie otrzymała wolny los. Na kolejnym etapie rywalizacji zmierzy się z Donną Vekić lub Janą Fett.

  • Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Wpływ Agnieszki Radwańskiej na grę Magdy Linette jest coraz mocniejszy, ale to dobry znak. Sama tenisistka jest zadowolona z dotychczasowej współpracy z byłą wiceliderką światowego rankingu. – Wniosła spokój i ogromne doświadczenie. Pokazuje mi, że czasem warto wybrać inną drogę. Chce się jej słuchać – przyznała Linette w najnowszym wywiadzie

     

    Magda Linette współpracuje z Agnieszką Radwańską od grudnia 2024 r., ale dopiero podczas marcowych turniejów w Stanach Zjednoczonych mogliśmy widzieć wymierne efekty tej współpracy. Poznanianka szczególnie zaimponowała w Miami, gdzie dotarła do ćwierćfinału. Do końca turnieju na Florydzie była przy niej właśnie Radwańska.

     

    Linette zachwycona pracą z Radwańską. “Wniosła spokój”

     

    Linette bardzo ceni sobie współpracę z Radwańską. Była wiceliderka rankingu WTA wnosi sporo doświadczenia do sztabu szkoleniowego i rzuca nowe spojrzenie na pewne kwestie dotyczące gry. Linette czuje też, że krakowianka chce ją w pewnym sensie chronić przed tym, by nie popełniała tych samych błędów co ona.

     

    – Wniosła spokój i ogromne doświadczenie. Przeszła w swej karierze przez wiele rzeczy, popełniła błędy i teraz przed tymi samymi potrafi mnie przestrzec. Pokazuje mi, że czasem warto wybrać inną drogę. Dzięki temu, że osiągnęła tak wiele, po prostu chce się jej słuchać – powiedziała Linette w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet”.

     

    Aktualnie 30. rakieta świata właściwie od początku zachwala Radwańską i sposób, w jaki pracuje w sztabie. – Agnieszka zachwyciła mnie swoim podejściem. Poznałam ją, kiedy miałam 10 czy 11 lat, ale pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, że współpracujemy, bo wcześniej grałyśmy razem w tourze. Teraz trochę bardziej zbliżyłyśmy się do siebie. Jestem nią zachwycona i osobowościowo, i jeśli chodzi o współpracę na korcie. Agnieszka zasłużyła, żeby zobaczyć lepsze mecze w moim wykonaniu – mówiła w wywiadzie dla Sport.pl na początku lutego.

     

    Tenis nie jest jedynym tematem w rozmowach między Linette a Radwańską. Obie łączy wspólne hobby, czyli moda. To sprawia, że współpraca między nimi jest lepsza, dużo łatwiej było o nić porozumienia.

     

    – To coś, co bardzo lubię. Śmieję się, że to moja wielka słabość. Ekspertką nie jestem, ale sprawia mi to ogromną frajdę. Agnieszka Radwańska idealnie się w to wpisuje, bo mamy tę samą słabość. Jako dziecko nie miałam żadnych zdolności artystycznych, a dzięki modzie odnoszę wrażenie, że w jakiś sposób twórczo się spełniam – zupełnie inaczej, niż kiedykolwiek bym pomyślała – przyznała.

     

    Magda Linette zagrała w meczu ze Szwajcarią w ramach Billie Jean King Cup. Pokonała Viktoriję Golubić. Zabrakło jej jednak w starciu z Ukrainą ze względu na problemy zdrowotne.