Category: Celebrities

  • Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacj

    Ewa Pajor z być może najważniejszym golem w tym sezonie! Reprezentantka Polski trafiła do siatki w meczu 1/2 finału Ligi Mistrzyń UEFA przeciwko Chelsea, a FC Barcelona wygrała spotkanie 4:1. Katalonki są o krok od awansu do wielkiego finału.

    FC Barcelona walczy o triumf w Lidze Mistrzów. Jest już w półfinale, w którym zmierzy się z Interem Mediolan. Czy Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (może nie zagrać z powodu kontuzji) zameldują się w finale? Odpowiedź na to pytanie poznamy na początku maja. Wcześniej, bowiem już za tydzień rozstrzygną się losy kobiecego zespołu Barcelony. W niedzielę Katalonki z Ewą Pajor w składzie rozegrały pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń.

    Pajor bohaterką Barcelony. To była 35. minuta półfinału LM
    Już 24. raz w historii odbywa się Liga Mistrzyń UEFA. Kto 24 maja sięgnie po puchar w finale, który rozegrany zostanie na Estadio Jose Alvalade? Na placu boju pozostały cztery drużyny. W sobotę w pierwszym półfinale Arsenal przegrał z Olympique Lyon 1:2.

    W niedzielę doszło do hitowego starcia FC Barcelony z Chelsea. Obie drużyny w ćwierćfinałach pokazały swoją siłę. Katalonki pokonały w dwumeczu Wolfsburg aż 10:2. Zawodniczki z Londynu 6:1 zwyciężyły w dwumeczu Bayern Monachium.

    Na Johan Cruyff Stadium gospodynie od początku meczu starały się uzyskać przewagę. W 11. minucie sędzia główna meczu podyktowała rzut karny za zagranie piłki ręką przez Nathalie Bjorn. Do jedenastki podeszła Alexia Putellas, ale jej strzał obroniła Hannah Hampton.

    Przewaga Barcelony została udokumentowana w 35. minucie spotkania. Putellas zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła wychodzącą na czystą pozycję Ewę Pajor. Reprezentantka Polski stanęła oko w oko z Hampton i płaskim strzałem nie dała szans londyńskiej bramkarce.

    W drugiej odsłonie spotkania Claudia Pina dobiła Chelsea. Otrzymała idealne podanie i z bliska podwyższyła prowadzenie. To był jej ósmy gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. 23-latka prowadzi w tabeli najlepszych strzelczyń. Rewanżowe spotkanie odbędzie się 27 kwietnia na Stamford Bridge w Londynie. Gospodynie tego meczu nie będą bez szans, bowiem z Katalonii wyjechały z jednym powodem do radości. Kontakt w rywalizacji zapewnił gol strzelony przez Sandy Baltimore. O awans będzie jednak trudno. Bramki zdobyte przez Irene Paredes i kolejne trafienie Piny ustaliły wynik na 4:1.

    Warto pamiętać, że Katalonki w ostatnich dwóch sezonach okazywały się najlepszą drużyną, wygrywając Ligę Mistrzyń. W 2023 roku w finale pokonały Wolfsburg, a w ostatniej edycji pozostawiły w pokonanym polu Lyon.

    FC Barcelona 4:1 Chelsea (1:0)
    Gole: Ewa Pajor’ 35, Claudia Pina’ 70′ 90, Irene Paredes’ 82 – Sandy Baltimore’ 76
    Barcelona: Cata Coll (gk) – Paredes, Maria Leon (46′ Engen), Paralluelo (88′ Lopez), Hansen (66′ Pina), Putellas, Patri, Bonmati, Pajor, Battle, Brugts (82′ Rolfo)
    Chelsea: Hampton (gk) – Bronze, Bright, Bjorn (82′ Girma), Baltimore, Walsh, Cuthbert, Kaneryd, Kaptein (61′ Macario) Beever-Jones (61′ Reiten), Ramirez
    niewykorzystany rzut karny: Alexia Putellas’ 11
    sędziowała: Katalin Kulcsa

  • Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Aryna Sabalenka zameldowała się w finale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. To oznacza jedno – jej przewaga nad Igą Świątek w światowym rankingu jeszcze wzrosła.

     

    Lada moment zapadną ostateczne rozstrzygnięcia w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. W niedzielę (20 kwietnia) odbywały się mecze półfinałowe. W jednym z nich Aryna Sabalenka zmierzyła się z Jasmine Paolini.

     

    W dwóch setach Białorusinka rozprawiła się z Włoszką (7:5, 6:4). Tym samym liderka rankingu WTA zameldowała się w finale turnieju. W nim przyjdzie jej zmierzyć się z Jeleną Ostapenko (pogromczynią Igi Świątek).

     

    Już teraz wiadomo, że po turnieju w Niemczech przewaga Sabalenki nad Świątek w światowym rankingu wzrośnie. Obecnie na koncie Białorusinki widnieje 10758 punktów. Polka ma z kolei 7383 “oczek”.

     

    Gdyby 26-letnia zawodniczka wygrała w finale, jej dorobek zwiększy się do 10933 punktów. Sytuacja Świątek jest zatem trudna – nie ma szans na to, by w najbliższych tygodniach wróciła na fotel liderki rankingu WTA.

     

    Zamiast tego 23-latka musi oglądać się za siebie. Trzecia Jessica Pegula dysponuje 6209 punktami i ma szanse na to, by po najbliższym turnieju w Madrycie (22 kwietnia – 4 maja) wyprzedzić Polkę.

  • Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Katalończycy liczą na to, że Robert Lewandowski pomoże im w drodze do wielkiego finału Ligi Mistrzów. Sytuacja ma wyklarować się w ciągu 10-14 dni.

    Robert Lewandowski doznał kontuzji podczas meczu z Celtą Vigo, co potwierdziła FC Barcelona. Uraz dotyczy mięśnia półścięgnistego w lewym udzie. Klub nie podał dokładnego czasu rekonwalescencji, ale media spekulują, że przerwa może potrwać nawet trzy tygodnie.

    Hansi Flick musi zmierzyć się ze sporym problemem. Lewandowski może opuścić kluczowe spotkania, w tym finał Pucharu Króla z Realem Madryt oraz półfinał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan.

    Dziennikarz Toni Juanmarti podał na platformie X, że zarówno Barcelona, jak i otoczenie Lewandowskiego nie wykluczają jego występu w rewanżowym meczu z Interem. Decyzja o jego ewentualnym powrocie ma zapaść w ciągu najbliższych 10-14 dni. Istnieje szansa, że Polak znajdzie się w kadrze na spotkanie co najmniej w roli rezerwowego.

    Kwestia awansu do finału Ligi Mistrzów rozstrzygnie się 6 maja. Rewanżowe spotkanie Interu z Barceloną zostanie rozegrane na Giuseppe Meazza w Mediolanie.

    W Katalonii zapanował niepokój ze względu na uraz Lewandowskiego. “Blaugrana” potrzebuje swojego najskuteczniejszego gracza w kluczowej fazie sezonu.

  • Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma finał

    Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma finał

    Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma fina

    Tegoroczna edycja turnieju WTA 500 w Stuttgarcie układa się nietypowo, bowiem po raz pierwszy od czterech lat w najlepszej “4” imprezy zabrakło Igi Świątek. W tym gronie znalazła się za to pogromczyni Polki – Jelena Ostapenko, która wczoraj po raz szósty rozprawiła się z naszą tenisistką. Dzisiaj Łotyszka walczyła o awans do decydującego starcia z Jekateriną Aleksandrową. Ostapenko nie spędziła na korcie zbyt dużo czasu. Po 89 minutach gry mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:4, 6:4 i awansu do finału.

    Zmagania w Stuttgarcie toczą się już bez obecności Igi Świątek. Polka bierze udział w imprezie Porsche Tennis Grand Prix od 2022 roku i dopiero pierwszy raz nie dotarła do najlepszej “4” turnieju. W sobotnim ćwierćfinale powstrzymała ją jej zmora – Jelena Ostapenko. Łotyszka pokonała naszą reprezentantkę 6:3, 3:6, 6:2 i poprawiła bilans bezpośrednich starć na 6-0. Raszynianka wciąż nie doczekała się przełamania z potyczkach z mistrzynią Roland Garros 2017.

    Dzisiaj 27-latka stanęła do walki o finał WTA 500 z Jekateriną Aleksandrową. Rosjanka rozgrywała do tej pory znakomite zawody. Na starcie pokonała Ludmiłę Samsonową, a potem ogrywała coraz to wyżej notowane przeciwniczki. Najpierw rozstawioną z “6” Mirrę Andriejewą, a następnie turniejową “3” – Jessicę Pegulę. Każde z tych spotkań wygrywała bez straty seta. Pierwszą partię ćwierćfinałowego starcia z Amerykanką zgarnęła rezultatem 6:0. Zapowiadała się zatem bardzo ciekawa rywalizacja o finał niemieckiej imprezy.

    WTA Stuttgart: Za nami półfinał Aleksandrowa – Ostapenko. Znamy pierwszą finalistkę

    Mecz rozpoczął się od serwisu Aleksandrowej. Ostapenko wystartowała z ogromnym animuszem, podobnie jak w meczu ze Świątek. Już na “dzień dobry” posłała kilka agresywnych returnów i wywalczyła sobie przełamanie. Po chwili Jekaterina odwdzięczyła się rywalce tym samym, chociaż zrobiła to w jeszcze bardziej efektowny sposób – nie tracąc ani jednego punktu. Na kolejnego breaka trzeba było poczekać do piątego rozdania. Wówczas Jelena wykorzystała drugą okazję i znów znalazła się na prowadzeniu.

    Rosjanka próbowała od razu odrobić stratę, miała jedną szansę. Wówczas Łotyszka posłała jednak asa i szybko zniwelowała zagrożenie. Po chwili wyszła na 4:2. Do końca partii nie obserwowaliśmy już żadnych przełamań. Aleksandrowa próbowała jeszcze podjąć walkę do samego końca, ale przy trzecim setbolu dla reprezentantki Łotwy, Jekaterina posłała return w korytarz deblowy. Ostatecznie premierowa odsłona zakończyła się wynikiem 6:4 dla Ostapenko.

    Tenisistka z Czelabińska w lepszym stylu zainaugurowała drugą partię, utrzymując swoje podanie do zera, ale potem oddała inicjatywę rywalce. Jelena zgarnęła trzy “oczka” z rzędu i przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Niebezpiecznie z perspektywy 30-latki zrobiło się także w trakcie piątego rozdania, przy swoim serwisie, ale ostatecznie wróciła ze stanu 0-30 i przerwała świetną serię przeciwniczki. Po chwili Ostapenko dorzuciła czwartego gema i jeszcze bardziej zbliżyła się do wygranej.Łotyszka nie miała jednak łatwo. Aleksandrowa nie odpuszczała i podczas ósmego rozdania załapała się na grę przy serwisie Jeleny. Doprowadziła do stanu równowagi, miała nawet break pointa. Ostatecznie ten długi gem potoczył się jednak po myśli mistrzyni Roland Garros 2017. Do końca pojedynku obie tenisistki utrzymywały już swój serwis. Podczas dziesiątego rozdania Ostapenko wróciła ze stanu 15-30. 27-latka triumfowała 6:4, 6:4 po 89 minutach gry i zameldowała się w finale WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie zagra z Aryną Sabalenką lub Jasmine Paolini.

  • Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Iga Świątek w swojej karierze wciąż nie pokonała Jeleny Ostapenko. Sytuacja nie zmieniła się nawet w Stuttgarcie, gdzie turniej rozgrywany jest na ukochanej nawierzchni Polki. Podopieczna Wima Fissette’a tegorocznych świąt wielkanocnych nie będzie wspominała więc zbyt miło. W niedzielę podzieliła się ona z kibicami planami na nadchodzące dni. Okazuje się, że niebawem wiceliderka WTA ponownie zagości w ojczyźnie. Dlaczego? Konkretny powód zdradziła przed kamerami Canal+.

     

    Zawodniczka urodzona w Warszawie jeszcze przynajmniej rok musi poczekać na trzecie Porsche do bogatej kolekcji wygranych w Stuttgarcie aut. Polka nie zaliczy do udanych swojego pierwszego turnieju na mączce w tym roku. O ile na dzień dobry pewnie rozprawiła się z dużo niżej notowaną Janą Fett, o tyle znów ścianą nie do przejścia okazała się Jelena Ostapenko. Bilans Łotyszki w starciach z Igą Świątek wynosi już 6:0.

     

    Przez moment wydawało się, że nasza rodaczka wreszcie odwróci złą kartę. Po pierwszym nieudanym secie wróciła do gry i szansa na triumf stanęła przed nią otworem. Starsza ze sportsmenek ponownie pokazała jednak wyższość. Kibice niestety tego samego dnia nie dowiedzieli się jak wyglądała konfrontacja z perspektywy raszynianki. Stacja Canal+ podzieliła się jednak z nimi wywiadem w niedzielę.

     

    “Nie wiem właściwie co się stało. Miałam jakby takie samo nastawienie. Szkoda po prostu, że nie zagrałam tak zdecydowanie. Do końca nie wiem, dlaczego tak się potoczyło. Pod koniec trzeciego seta żałuję tego błędu z returnu. Chciałam zagrać bekhend po linii. Może mogłam wybrać bardziej bezpieczniejsze rozwiązanie. Nie wiem, dlaczego właśnie zepsułam te trzy ostatnie forhendy, bo z głębi kortu czułam się dobrze przez cały mecz” – przyznała Iga Świątek na temat końcówki spotkania.

     

    Iga Świątek wraca do Polski. Ale tylko na moment, niemal od razu obierze kierunek na Madryt

     

    Paula Kania-Choduń poruszyła z nią także temat presji. “Już jestem na takim etapie, że nie ma właściwie miesięcy gdzie nie ma tej presji. Jestem skupiona na sobie. Ułożyłam sobie kilka rzeczy, tak ogólnie, jeśli chodzi o moje zaangażowanie oraz koncentrację. Zostawiam też różne pozakortowe rzeczy, którymi się zajmowałam. Mam nadzieję, że moje skupienie oraz to, co robimy na korcie treningowym przyniesie efekty na meczach” – ujawniła wiceliderka rankingu WTA.

     

    A na sam koniec zdradziła plany na najbliższe dni. “Muszę wrócić do Polski ze względu na prywatne sprawy. Później chyba we wtorek polecę do Madrytu. Ale tego jeszcze nie wiem” – zakończyła. Wspomniane zmagania w stolicy Hiszpanii startują na początku przyszłego tygodnia. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.

     

  • Tyle właściciel klubu Ekstraklasy wpłacił na kampanię Trzaskowskiego

    Tyle właściciel klubu Ekstraklasy wpłacił na kampanię Trzaskowskiego

    Tyle właściciel klubu Ekstraklasy wpłacił na kampanię Trzaskowskiego

    Kandydaci w wyborach prezydenckich mogą liczyć na wsparcie finansowe z różnych stron. Dotyczy to m.in. osób prywatnych. Jedną z takich okazał się właściciel jednego z klubów ekstraklasy, który niemal maksymalną możliwą kwotą wsparł kampanię Rafała Trzaskowskiego.

     

    Zbliżające się wybory prezydenckie budzą w naszym kraju coraz więcej emocji i dyskusji. W całą sprawę włączają się także osoby ze świata sportu, które jasno mówią o tym, którego kandydata popierają. W ostatnim czasie dużą burzę wywołało poparcie, jakiego Sławomirowi Mentzenowi udzielił były reprezentant Polski w siatkówce Marcin Możdżonek.

     

    Właściciel Motoru Lublin wsparł kandydaturę Rafała Trzaskowskiego

     

    Wybory prezydenckie to nie tylko wsparcie publiczne, ale także finansowe. A takiego Rafałowi Trzaskowskiemu i jego komitetowi udzielił właściciel Motoru Lublin Zbigniew Jakubas. Szef klubu ekstraklasy wg informacji przekazanych przez serwis Money.pl przelał kwotę 60 tysięcy złotych, gdzie maksymalna kwota może wynieść 69 990 zł, a więc piętnastokrotność minimalnego wynagrodzenia brutto.

     

    – Wsparłem kampanię pana Trzaskowskiego, gdyż uważam go za najlepszego kandydata ze wszystkich ubiegających się o to stanowisko. Perfekcyjnie zna języki, co jest niezbędne do sprawowania urzędu prezydenta, jest przewidywalny w działaniu, co w tych niełatwych czasach jest bardzo ważne, i w kampanii nie opowiada populistycznych bajek jak inni – powiedział Jakubas cytowany przez źródło.

     

    Dla niego samego kwota 60 tysięcy złotych nie jest szczególnym wydatkiem. Mowa w końcu o osobie, która zajęła 26. miejsce w rankingu najbogatszych Polaków w 2025 roku wg magazynu “Forbes”. Jego majątek wyceniany jest na 2,64 mld zł. Od września 2020 roku jest prezesem oraz większościowym udziałowcem Motoru Lublin.

    Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 18 maja. Ewentualna druga tura zaplanowana jest na niedzielę 1 czerwca.

  • Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wojciech Szczęsny przepuścił trzy bramki w ligowym meczu FC Barcelony z Celtą Vigo. A w 90. minucie miała miejsce kontrowersyjna sytuacja z udziałem jego i Oscara Minguezy. Czy powinno się to skończyć rzutem karnym? Na to pytanie odpowiedziano na profilu Archivo VAR, gdzie zwrócono uwagę na kilka aspektów.

     

    Wojciech Szczęsny nie zachwycił w meczu FC Barcelony z Celtą Vigo, gdzie zaliczył kilka niezłych interwencji, ale i poważną wpadkę. “Uratował Barcelonę w kilku sytuacjach, ale debata nadal się toczy. Bramkarz będzie musiał się poprawić, jeśli nie chce wielu plotek wokół siebie od teraz do końca sezonu” – pisały hiszpańskie media. A bramkarz w jeszcze jednej sytuacji był w centrum uwagi.

     

    Wojciech Szczęsny trafił w twarz piłkarza Celty Vigo. Czy należał się rzut karny?

     

    W 90. minucie, przy stanie 3:3, Celta znalazła się z piłką pod bramką Polaka, który po zagraniu Fera Lopeza trącił piłkę. Następnie niecelnie głową uderzył Oscar Mingueza, a po chwili został on trafiony w twarz przez 35-latka.

     

    Czy w tej sytuacji gościom należał się rzut karny? Z analizy przeprowadzonej na profilu Archivo VAR w serwisie X wynika, że nie. “Kontakt między nimi jest nieznaczny, więc nie można go uznać za działanie nieostrożne i tym samym karalne” – oceniono.

     

    Wojciech Szczęsny mógł zostać “wrobiony” w rzut karny? “Zauważył”

     

    Zwrócono również uwagę na zachowanie gracza Celty, który miał próbować wykorzystać sytuację. “Dodatkowo Mingueza postanawia rzucić się na ziemię, po tym jak zauważył, że strzał nie zmierza do bramki” – czytamy.

     

    Najwidoczniej podobnie tę sytuację ocenili sędziowie, którzy nie zdecydowali się podyktować rzutu karnego. Za to zrobili to kilka minut później, gdy po wideoweryfikacji dopatrzono się faulu na Danim Olmo, a “jedenastkę” wykorzystał Raphinha, dając swojemu zespołowi zwycięstwo 4:3.

     

    Dla Wojciecha Szczęsnego był to 24. mecz w barwach FC Barcelony. Udało mu się zachować 12 czystych kont, w pozostałych 12 spotkaniach łącznie przepuścił 24 bramki.

     

  • Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter Mediolan zdecydował się zatrzymać Nicolę Zalewskiego na dłużej. Reprezentant Polski, wypożyczony z AS Romy, ma podpisać kontrakt do 2029 roku.

     

    Nicola Zalewski kontynuuje udaną karierę we Włoszech. Pomocnik jest wychowankiem AS Romy, w której rozpoczął też seniorskie występy. W lutym tego roku 23-latek został wypożyczony do Interu Mediolan, gdzie zdołał już pokazać się z dobrej strony.

     

    Zalewski, mimo że nie zdobył jeszcze bramki dla Interu, zdołał zaliczyć asystę w swoim debiucie przeciwko AC Milanowi. Na ten moment wystąpił w ośmiu meczach. W międzyczasie kontuzja łydki wykluczyła go z kilku spotkań, w tym z meczów reprezentacji Polski przeciwko Litwie i Malcie.

     

    Od pewnego czasu spekulowano na temat przyszłości pomocnika w klubie z Mediolanu. 23-latek wyraził chęć kontynuowania kariery w zespole. Najnowsze informacje w tej kwestii podał dziennikarz Nicolo Schira. Są one bardzo dobre, bowiem Inter chce zatrzymać Zalewskiego w swoich szeregach. Spotkanie między przedstawicielami obu zespołów zakończyło się sukcesem. Reprezentant Polski ma podpisać kontrakt do czerwca 2029 roku.

     

    Zalewski ma szansę na zdobycie trofeów z Interem, który awansował do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się z FC Barceloną. Warto dodać, że w klubie z Mediolanu gra również inny Polak, Piotr Zieliński, a w katalońskim zespole występują Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski. W finale LM na pewno zobaczymy więc dwóch polskich piłkarzy, co będzie dużym wydarzeniem dla polskiego futbolu.

     

    Zanim jednak oba zespoły rozpoczną rywalizację, Inter czekają trzy spotkania na rodzimym podwórku. W niedzielę zawodnicy Simone Inzaghiego zmierzą się w ligowym meczu z Bologną. Później mediolańczycy rozegrają rewanżowe starcie w półfinale Pucharu Włoch z AC Milanem i mecz Serie A z… Romą.

  • Raphinha nie wytrzymał. Pokazali, co zrobił. “Powinien zostać wyrzucony”

    Raphinha nie wytrzymał. Pokazali, co zrobił. “Powinien zostać wyrzucony”

    Raphinha nie wytrzymał. Pokazali, co zrobił. “Powinien zostać wyrzucony”

    Raphinha był jednym z głównych bohaterów sobotniego spotkania z Celtą Vigo. Nie dość, że zanotował asystę przy bramce Daniego Olmo, to strzelił również dwa gole. Mało tego, w ósmej minucie doliczonego czasu gry pewnie wykorzystał rzut karny, czym udowodnił, że w trudnych momentach potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność. Zanim do tego doszło, okazuje się, że Brazylijczyk powinien zostać wyrzucony z boiska.

     

    FC Barcelona doskonale rozpoczęła ten mecz, gdyż w 12. minucie do siatki trafił Ferran Torres. Potem przewagę przejęli jednak goście, którzy po trzech golach Iglesiasa wyszli na prowadzenie 3:1. I kiedy wydawało się, że piłkarzom Hansiego Flicka trudno będzie odrobić straty, zmiany Daniego Olmo i Lamine’a Yamala okazały się kluczowe. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:3. Tuż po ostatnim gwizdku arbitra niemiecki trener ruszył do Brazylijczyka, z którym czule się przytulił.

     

    Niezrozumiałe zachowanie Raphinhi. Wiemy, o co poszło z Iago Aspasem

    28-latek nie dość, że zaliczył kapitalną asystę przy trafieniu Olmo, to potem dwukrotnie zdobył bramkę. “Nieposkromiony” – tak nazwał go dziennik “Mundo Deportivo”. Decydujący gol padł po bardzo dobrze wykonanym rzucie karnym w ósmej minucie doliczonego czasu gry. Zanim do tego doszło, Brazylijczyk powinien prawdopodobnie zostać wyrzucony z boiska.

     

    Portal eldesmarque.com uważa, że miała miejsce ogromna “kontrowersja”. Chodzi o starcie wspomnianego Raphinhi z Iago Aspasem. Zaczęło się od tego, że Hiszpan sprytnie założył “dziurkę” rywalowi, co wyraźnie mu się nie spodobało. Błyskawicznie zaatakował zawodnika Celty, który bezwładnie upadł na ziemię. “Nie wahał się z nim skonfrontować i udzielić mu nagany za jego zachowanie” – możemy przeczytać. Dziennikarze zaznaczyli, że Brazylijczyk jedynie “pozorował” uderzenie w twarz. Natomiast Aspas natychmiastowo to wykorzystał i zasłonił twarz rękoma.

     

    Wielu ekspertów ds. sędziowania jest przekonanych, że za ten czyn Raphinha powinien dostać czerwoną kartkę. Jednym z nich jest Iturralde Gonzalez, który twierdzi, że były piłkarz Leeds nie został odpowiednio ukarany i ostatecznie w doliczonym czasie gry, to on zagwarantował drużynie komplet punktów.

     

    – Dla wszystkich, którzy lubią teorie spiskowe… Raphinha powinien zostać wyrzucony z boiska. Del Cerro był na VAR i wezwał sędziego, aby ten odgwizdał rzut karny w 97. minucie – przekazał, zaznaczając, że ten arbiter nie powinien siedzieć w wozie VAR, gdyż zdarzało mu się popełniać błędy z korzyścią dla danej strony. – Problem jest wtedy, gdy wszyscy zauważają teorie spiskowe – pełne brudu – podsumował dla Cadena SER.

     

    FC Barcelona po 32 rozegranych meczach zajmuje pozycję lidera tabeli z dorobkiem 73 pkt i siedmioma punktami przewagi nad Realem Madryt. Wszystko wskazuje na to, że w kluczowym momencie sezonu Hansi Flick nie będzie mógł skorzystać z Roberta Lewandowskiego, który zakończył sobotnie spotkanie z urazem.

  • Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    W sobotnim meczu La Ligi Robert Lewandowski odniósł kontuzję, która według pierwotnych doniesień będzie skutkowała dwu- lub nawet trzytygodniową przerwą. Za tydzień Barcelonę czeka finał Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt i hiszpańskie media już teraz dywagują, w jaki sposób Hansi Flick zastąpi polskiego snajpera. Możliwości są dwie.

     

    W 76. minucie meczu Barcelony z Celtą Vigo Robert Lewandowski usiadł na murawie i nie mógł już kontynuować gry. Chwilę później trener Blaugrany zdecydował się go zmienić i na boisku pojawił się Gavi. Uraz okazuje się być dość poważny, a w niedzielę Polak przejdzie badanie rezonansem magnetycznym. Hiszpanie piszą, że przeciwko Realowi Flick zdecyduje się postawić albo na Ferrana Torresa, albo na Daniego Olmo.

     

    Ktoś z nich zastąpi Roberta Lewandowskiego

     

    “Barcelona widzi Olmo i Torresa jako zmienników Lewandowskiego w przyszłym sezonie. […] Torres już przeciwko Celcie strzelił gola jako »fałszywa dziewiątka« i był zły, gdy został zmieniony. Zdobywa gole co 88 minut” — napisał Gabriel Sans na łamach “Mundo Deportivo”.

     

    “Torres rozgrywa najlepszy sezon w barwach Barcelony i potwierdzają to liczby. Ma już 10 goli w La Lidze i 17 we wszystkich rozgrywkach. Jednak również Dani Olmo mógłby bez problemu zagrać jako środkowy napastnik. Jest to pozycja, którą zna i doskonale sobie z nią radzi, zwłaszcza gdy musiał pełnić rolę »fałszywej dziewiątki« w reprezentacji Hiszpanii. […] To bardzo wszechstronny zawodnik” — napisał Javier Giraldo dla“Sportu”.