Category: Celebrities

  • ‎Stało się! Oto ranking WTA po horrorze Igi Świątek w Madrycie

    ‎Stało się! Oto ranking WTA po horrorze Igi Świątek w Madrycie

    ‎Stało się! Oto ranking WTA po horrorze Igi Świątek w Madrycie

    ‎Co tam się działo?! Iga Świątek przegrała pierwszego seta ćwierćfinału WTA 1000 w Madrycie z Madison Keys wynikiem 0:6. Ale druga rakieta świata była w stanie podnieść się po takiej klęsce i wygrać cały mecz 6:3, 6:2. Jak to zwycięstwo wpływa na ranking WTA? Świątek jest wciąż 610 pkt “na minusie” względem zeszłego roku i tłumaczymy, ile nasza rodaczka traci do Aryny Sabalenki.

    ‎Iga Świątek zaczęła mecz z Madison Keys w fatalny sposób. Polska tenisistka przegrała pierwszego seta 0:6 i wydawało się, że drugi może być równie szybki. Tak było, ale tym razem… na korzyść drugiej rakiety świata! Udało jej się wygrać 6:3. Trzeci set był rozstrzygający i w nim znów lepsza była nasza rodaczka, która zwyciężyła 6:2. Wynik tego meczu ma też wpływ na ranking WTA. Jaki? Spieszymy z wytłumaczeniem.

    ‎Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek z Madison Keys. Jest coraz lepiej!

    ‎Świątek rok temu wygrała w Madrycie, dlatego broni kompletu, czyli aż 1000 pkt. Mając pewne miejsce w półfinale, wiemy już, że obroni co najmniej 390 “oczek” z zeszłorocznej edycji. Wciąż jest jednak 610 pkt “na minusie” względem 2024 r. Jeśli po najbliższym spotkaniu pożegnałaby się ze stolicą Hiszpanii, to w kolejnym oficjalnym zestawieniu WTA na jej koncie widniałoby 6773 “oczek”.

    ‎Apetyt jest jednak na więcej i mamy nadzieję, że nasza rodaczka zajdzie dalej w Madrycie. Jeśli wygrałaby w półfinale, a następnie w finale, to zakończyłaby zmagania z 7383 pkt. “Na papierze” jest to bardzo dobry wynik. Jest jednak “ale”. Na pierwszym miejscu rankingu wciąż pozostaje Aryna Sabalenka i jej dorobek punktowy jest ogromny. A Białorusinka nie powiedziała jeszcze w Madrycie ostatniego słowa, o półfinał powalczy w środę wieczorem.

    ‎Gigantyczna przewaga Aryny Sabalenki. Przed Polką ogromne wyzwanie

    ‎W tej chwili liderka ma 10333 pkt. W zeszłorocznej edycji dotarła do finału (w którym przegrała po trzysetowym thrillerze ze Świątek), więc broni 650 “oczek”. A na ten moment jest w ćwierćfinale i zdobyła już na pewno 215 pkt. We środę o godz. 20.00 zagra o awans do półfinału i wówczas będzie w identycznej sytuacji jak nasza rodaczka (czyli 390 obronionych rankingowych punktów).

    ‎Jeśli Sabalenka zwycięży w Madrycie, to będzie mogła pochwalić się wynikiem 11118 pkt. Wówczas jej przewaga nad drugą rakietą świata urosłaby do niezwykle pokaźnych rozmiarów. Choć trzeba jasno zaznaczyć, że już teraz przed Świątek bardzo długa droga, aby wyprzedzić Białorusinkę. Szczególnie że w trakcie najbliższych turniejów (WTA 1000 w Rzymie i French Open) Polka ponownie będzie broniła kompletu punktów.

  • Kosmiczny mecz Świątek z Keys. Te słowa mówią wszystko. “Zmartwychwstała”

    Kosmiczny mecz Świątek z Keys. Te słowa mówią wszystko. “Zmartwychwstała”

    Kosmiczny mecz Świątek z Keys. Te słowa mówią wszystko. “Zmartwychwstała

     

    Iga Świątek wróciła z dalekiej podróży. W środowe popołudnie nasza tenisistka do zera przegrała pierwszego seta w ćwierćfinałowym meczu WTA 1000 Madryt przeciwko Madison Keys. Na szczęście zrewanżowała się rywalce i w drugiej partii triumfowała 6:3. Ostatecznie w decydującej odsłonie Polka wygrała 6:2 i awansowała do półfinału. “Takie powroty zasługują na mega uznanie” – piszą eksperci w mediach społecznościowych.

     

    Jeżeli ktoś zaledwie kilkanaście minut spóźnił się na środowy mecz Igi Świątek z Madison Keys, to po włączeniu transmisji z pewnością mógł być mocno zdziwiony. A to dlatego, że Amerykanka potrzebowała zaledwie… 24 minuty, aby rozbić Polkę 6:0 w pierwszym secie. Tym samym Keys stała się pierwszą tenisistką od 2021 roku, której udało się ograć czterokrotną mistrzynię Rolad Garros “do zera”. Dokładnie minęło 1409 dni od takiego incydentu.

     

    Wydawało się, że tegoroczna mistrzyni Australian Open dokończy dzieła zniszczenia w drugiej partii, jednak na szczęście Świątek zdołała się otrząsnąć. Szybko wyszła na prowadzenie 5:1, a w całym secie triumfowała 6:3. O wyłonieniu pierwszej półfinalistki WTA 1000 Madryt zadecydowała trzecia odsłona.

     

    Eksperci ocenili bój Świątek z Keys. “Wielki szacunek”

     

    “W niej Świątek zaprezentowała się już naprawdę świetnie. Kompletnie zdominowała Keys, która nie przypominała tej samej tenisistki, co w pierwszym secie. Pozwoliła ugrać Amerykance tylko dwa gemy, dzięki czemu finalnie wygrała 0:6, 6:3, 6:2 i awansowała do półfinału “tysięcznika” w stolicy Hiszpanii, gdzie zagra z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą. Jak na wyczyn Polki zareagowali eksperci?”Niewiarygodne!!! Iga Świątek odwróciła losy meczu z Madison Keys! Polka po bardzo słabym pierwszym secie potrafiła wrócić do gry i wygrać! Jest półfinał” – czytamy na profilu Canal+ Sport.

     

    “Dostała pierwszego od 4 lat bajgla, ale odwróciła losy spotkania i pokonała rywalkę, która ją ograła w thrillerze na Australian Open. Iga Świątek. Pewne rzeczy nie grają (nie udawajmy, że nie ma problemów), ale takie powroty zasługują na mega uznanie” – ocenił Mateusz Wasiewski z redakcji WP SportoweFakty

     

    “Wielki szacunek dla Igi Świątek za to zwycięstwo. Zrobić coś takiego od 0:6 z tak silną rywalką? Oby to był przełom w tym sezonie” – pisze Jakub Seweryn ze Sport.pl.

     

    “Iga Świątek wraca po (niesamowitym) pierwszym secie i pokonuje mistrzynię Australian Open Madison Keys 0-6, 6-3, 6-2 w ich pierwszym meczu od czasu epickiego półfinału AO. Znowu w półfinale. 10 zwycięstw z rzędu w Madrycie dla jednej z najlepszych tenisitek wszech czasów” – tak mecz Igi Świątek na X skomentował Jose Morgado.

     

    “Iga Świątek pokazała dziś charakter. Nasza tenisistka przegrała pierwszego seta z Madison Keys 0-6. Nie było punktu zaczepienia. A jednak Iga pozbierała się i do końca meczu straciła już tylko pięć gemów. Dzięki temu awansowała do półfinału turnieju Madrid Open” – czytamy na profilu Gagaskiego.

     

    “Iga Świątek zmartwychwstała” – napisał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, podając statystyki winnerów i niewymuszonych błędów.

     

    “Wygrać mając pełną kontrolę to jedno, ale wygrać po przegraniu seta 0:6 w ćwierćfinale dużego turnieju, przeciwko ostatniej mistrzyni wielkoszlemowej, to zupełnie inny wymiar. Sombrero z głowy seńorita Świątek, chylę czoła” – uzupełnia Żelisław Żyżyński z Canal+Sport.

     

    “Iga Świątek była liczona w 1 secie ale podniosła się i rozbiła w dwóch kolejnych setach piekielnie groźną, mocno “bijącą” Madison Keys. Spokój, głębsze granie i returnowanie oraz lepszy serwis zrobiły dużą różnice na korzyść IŚ w 2 i 3 secie” – analizuje Dawid Celt.

  • Świątek pokazała wielką klasę i już sporo zarobiła w Madrycie

    Świątek pokazała wielką klasę i już sporo zarobiła w Madrycie

    Świątek pokazała wielką klasę i już sporo zarobiła w Madryci

     

    Iga Świątek w nieprawdopodobnych okolicznościach awansowała do półfinału turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka zrewanżowała się Madison Keys i zagwarantowała sobie sporą premię.

     

    Iga Świątek po ćwierćfinale w Stuttgarcie zameldowała się na tym samym etapie rywalizacji w turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka odniosła po drodze trzy zwycięstwa, rewanżując się m.in. Alexandrze Eali za porażkę w ćwierćfinale w Miami. Obrończyni tytułu miała lepsze i gorsze momenty, ale w kluczowych momentach była lepsza od rywalek.

     

    O miejsce w półfinale wiceliderka rankingu WTA powalczyła z Madison Keys. Amerykanką, która pokonała naszą zawodniczkę w półfinale Australian Open. 23-latka z pewnością chciała więc zrewanżować się rywalce, szczególnie że pokonała ją w ubiegłorocznym półfinale zmagań w stolicy Hiszpanii.

     

    Początek był bardzo nieudany dla naszej zawodniczki. Dość stwierdzić, że po zaledwie 24 minutach Keys cieszyła się ze zwycięstwa 6:0. Od drugiej partii znacznie lepszą grę prezentowała jednak Polka, a Amerykanka wyraźnie spuściła z tonu. Finalnie, po pełnej emocji walce, wiceliderka rankingu WTA wygrała 0:6, 6:3, 6:2 (więcej TUTAJ).

     

    Świątek dzięki zwycięstwu po raz trzeci z rzędu zameldowała się w półfinale turnieju w Madrycie. Dodatkowo zapewniła sobie sporą gratyfikację finansową. Organizatorzy za miejsce w najlepszej “czwórce” przewidzieli bowiem nagrodę w wysokości 291,040 euro, czyli ponad 1,2 miliona złotych. Keys za ćwierćfinał zarobiła z kolei 165,670 euro (ponad 708 tys. złotych).

     

    W półfinale obrończyni tytułu zmierzy się z inną Amerykanką, Coco Gauff, lub Mirrą Andriejewą, która wygrała dwa ostatnie mecze z Polką.

  • Alex zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Alex zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Alex zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Po 20 minutach Iga Świątek rzuciła siarczyste przekleństwo, to najbardziej znane z polskich. Kilka sekund później rzuciła rakietą. Wtedy przegrywała z Madison Keys już 0:5. Wtedy wydawało się, że w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie nie ma z Amerykanką szans. A jednak! Polka mimo fatalnego startu i chwilami wielkich nerwów wygrała ten mecz 0:6, 6:3, 6:2!

    Rok temu Iga Świątek pokonała Madison Keys w półfinale w Madrycie 6:3, 6:1. Dwanaście dni później znów doszło do takiego meczu – w ćwierćfinale w Rzymie – i znów było 6:3, 6:1 dla Polki. – Do bani! Tak, do bani! – mówiła wtedy Keys, odpowiadając dziennikarzowi, który pytał, jak to jest grać przeciw Świątek na mączce.

    Teraz pierwszy set pokazywał, że role kompletnie się odwróciły. Dlaczego? Wszyscy to widzimy: Świątek w tym roku często się szarpie, męczy się tenisem, a nie bawi. Natomiast Keys przeżywa zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. Taki, w którym wygrała swój pierwszy w życiu turniej wielkoszlemowy (Australian Open).

    Sztuczna inteligencja chyba się zepsuła

    Zdumiewająca była ocena szans na zwycięstwo w tym ćwierćfinale pokazana nam przez sztuczną inteligencję. Wynikało z niej, że na 72 proc. Świątek ten mecz wygra. Cóż, Iga jest w ostatnich latach najlepszą i najbardziej utytułowaną tenisistką na kortach ziemnych. Ale Keys do starcia z nią w tym turnieju nie przegrała jeszcze seta, w tym roku z rywalkami z top 10 wygrała pięć z sześciu meczów, a w sumie do starcia ze Świątek przystępowała ze świetnym bilansem 23:4. I w pamięci ze zwycięstwem w ich ostatnim pojedynku, w półfinale tegorocznego Australian Open (5:7, 6:1, 7:6).

    Tak, do tej pory Świątek wygrała z Keys cztery z sześciu meczów i wszystkie trzy rozegrane na mączce. Ale tu trzeba było brać pod uwagę męki, jakie w tym sezonie Iga przeżywa nawet na tej nawierzchni. Najpierw w Stuttgarcie wygrała tylko jeden mecz (z Fett) i odpadła z Ostapenko. Teraz w Madrycie mogła się cieszyć z trzech kolejnych zwycięstw, ale przecież wszyscy widzieliśmy, jak okrutnie męczyła się z Ealą (trzy sety i aż 57 niewymuszonych błędów) i ze Sznajder (trzy sety i aż 56 niewymuszonych błędów).

    Keys zaplanowała ten atak na Świątek. Nie było czego zbierać

    Na pewno świadomość tego miała Keys. Dlatego po wygraniu losowania zażyczyła sobie, żeby to Światek zaczęła mecz serwisem. Od razu chciała zaatakować bardzo zawodzący ostatnio element Polki. I zaatakowała. I to jeszcze jak!

    W pierwszym secie Świątek nie wygrała żadnego ze swych gemów serwisowych. I też żadnego z gemów Amerykanki. Przegrała 0:6 po zaledwie 24 minutach. To był pierwszy przegrany przez Świątek gem do zera od prawie czterech lat, od porażki 6:4, 0:6, 1:6 z Darią Kasatkiną w czerwcu 2021 roku w Eastbourne.

    Od tamtego czasu w karierze Igi minęła epoka. Tamten mecz znacznie młodsza i mniej utytułowana Polka rozegrała na trawie, na której do dziś czuje się niepewnie. Ten mecz grała na ulubionej mączce. Ale tak naprawdę nie grała. Tylko statystowała.

    – Już pierwszy gem daje nam kilka odpowiedzi, a jedno jest pewne: drugi serwis będzie polem przewagi dla Amerykanki – mówiła Joanna Sakowicz-Kostecka już na samym początku. Była tenisistka komentowała spotkanie w Canal+ razem z Bartoszem Ignacikiem i oboje uczciwie oceniali to, co przyszło im relacjonować.

    – Przepotężny jest ten forhend – mówiła Sakowicz, gdy Keys właśnie forhendem budowała sobie przewagę na 3:0. – Aktualnie najmocniejszy w całym tourze – dodawał Ignacik. – Tak, jest mocniejszy nawet niż Aryny Sabalenki – uzupełniała Sakowicz. – Można było się spodziewać takiego początku i absolutnie nie należy ulegać panice. Iga musi realizować swoją strategię – puentowała tę wymianę uwag Sakowicz.

    – Początek tego spotkania przypomina mi to, co Jelena Ostapenko robiła Idze zwłaszcza w Dosze (3:6, 1:6 w półfinale) – mówił Ignacik tuż przed wyjściem Amerykanki na 4:0. – Nie ma czego zbierać – dodawał, gdy Keys zdobyła punkt na 4:0 asem serwisowym o prędkości 193 km/h.

    A kiedy Keys podwyższyła na 5:0, to mocno przemówiła Świątek. Najpierw rozłożyła bezradnie ręce, po czym rzuciła najbardziej znane z polskich przekleństw. A po chwili, schodząc na krótką przerwę, rzuciła rakietą.

    Nie zagrywasz, nie wygrywasz. I nagle Świątek to zmieniła!

    – Wnioski są takie, że bez serwisu nie da się rywalizować z tenisistką tego formatu – mówiła Sakowicz, gdy po przegraniu seta 0:6 Świątek zeszła na dłuższą przerwę, toaletową.

    W tej fatalnej pierwszej partii Świątek popełniła 10 niewymuszonych błędów, a Keys zaledwie dwa (w uderzeniach kończących było 5:4 dla Keys). Polka wygrała tylko 29 proc. punktów po swoim serwisie, a Amerykanka – 75 proc. Świątek wygrała w tamtym secie tylko dziewięć z 33 rozegranych punktów.

    Tak naprawdę nie było żadnych przesłanek, że Świątek ten mecz odwróci. Więcej – że w ogóle będzie w stanie powalczyć. A jednak – na szczęście! – nasza tenisistka nie pękła.

    Niepokojące było to, jak prowadząc 40:0 w pierwszym gemie drugiego seta Świątek bardzo zdenerwowała się na siebie za niewymuszony błąd. Kopnęła wtedy w kort, nakurzyła mączką.

    W tamtym momencie można było mieć obawy, że nerwy zniszczą Świątek. Ale z nerwami Iga szybko wygrała. A tego gema wygrała już w kolejnej akcji.

    Po chwili okazało się, że Amerykanka wyrównując na 1:1 zdobyła ostatniego gema na dłuższy czas. To było zadziwiające. Nagle Świątek zamiast nerwów pokazywała tylko ogromną wolę walki i pełną koncentrację (przerwy spędzała z głową pod ręcznikiem). I wykorzystywanie szans. Ona podniosła poziom gry, a Amerykanka swój poziom obniżyła. Na 3:1 Iga przełamała Keys do zera, na 5:1 – w grze na przewagi. A między tymi gemami pewnie wygrywała gemy przy swoim podaniu.

    Drugiego seta Świątek mogła zamknąć w niecałe pół godziny. Mogła wygrać 6:1, niemal tak bezdyskusyjnie, jak Keys pierwszą partię. Szkoda, że prowadząc 5:1 Polka dała się przełamać. Szkoda, że Keys podgoniła na 3:5 i odzyskała wiarę w siebie. Ale bardzo cenne – najcenniejsze! – było to, że przy swoim kolejnym serwisie Świątek tego seta dokończyła. I że przy wyniku 0:6, 3:6 po godzinie i trzech minutach tak naprawdę znów wszystko zaczynało się od nowa.

    – Ten wynik można by podpisać w takim memowym stylu: Wtedy, kiedy serwis nie działa – 0:6, wtedy kiedy serwis działa – 6:3 – mówiła Sakowicz-Kostecka. A statystyki potwierdzały, że Świątek znacznie poprawiła ten element gry. W drugiej partii wygrała 63 proc. punktów po swoim serwisie, a w pierwszy, przypomnijmy, tylko 29 proc.

    Świątek zmartwychwstała!

    W decydującym secie początkowo znów trochę niepokojące były nerwy Świątek. One wróciły już w końcówce drugiej partii. Pokrzykiwania Polki do sztabu miały miejsce choćby po pierwszym niewykorzystanym przez nią setbolu (drugiego już wykorzystała). A w trzeciej partii Iga znów krzyczała coś do Wima Fissette’a, gdy przy stanie 0:6, 6:3, 0:1 zepsuła swoją pierwszą akcję przy serwisie. Belgijski trener Polki zachowywał spokój. Nawet w pierwszym secie nie okazywał nerwów, tylko albo milczał, albo zdawkowo przekazywał jakieś – nie słyszeliśmy, jakie – uwagi.

    Wygląda na to, że musiał zdołać skorygować coś w jej serwisie. Ale też z pewnością Iga zaczęła się lepiej poruszać. I ogólnie żyła na korcie. Zmartwychwstała po pierwszym secie, podniosła się mentalnie w sposób naprawdę imponujący. Wreszcie przy stanie 0:6, 6:3, 2:2 to ona przełamała rywalkę. I w decydującym secie to ona zyskała przewagę psychologiczną. Nie zmarnowała jej, poszła za ciosem, podwyższyła na 0:6, 6:3, 4:2. – Imponuje mi konsekwencja Igi. Niezależnie od tego czy akcja skończy się powodzeniem, czy nie, Iga cały czas trzyma się założonego planu – mówiła wówczas Sakowicz-Kostecka.

    Tak, Świątek grała bardzo starannie, utrzymywała się w wymianach, nie niecierpliwiła się, ataki dobrze sobie przygotowywała. – Iga jest opanowana. To niezwykle budujący widok – podkreślała Sakowicz, gdy Świątek prowadziła już 0:6, 6:3, 5:2.

    W tamtym momencie realizator transmisji pokazał nam, że w trzecim secie Polka popełniła tylko trzy niewymuszone błędy, a Amerykanka – aż 13. W tamtym momencie patrząc na Igę widzieliśmy tę starą, dobrą królową mączki. I byliśmy już niemal pewni, że ona to wygra!

    W jaki sposób Świątek osiągnęła taki stan po fatalnym pierwszym secie? Tego nie wiemy. Ale wiemy, że trzeba mieć klasę, żeby to zrobić. I wiemy, że przyjemniej oglądać taką przemianę Polki niż taką, jak w jej poprzednim meczu, ze Sznajder, gdy wygrała pierwszą partię 6:0, a później męczyła się i wyszarpała wygraną 6:0, 6:7, 6:4.

    Sakowicz-Kostecka podkreślała, że widać, kiedy Świątek jest cała sztywna i szarpie, a kiedy się rozkręca i gra swój dobry tenis. Komentatorka mówiła nam o wszystkim, co widzieliśmy w obu ostatnich meczach Igi w Madrycie. Świetnie byłoby w jej kolejnym występie zobaczyć już tylko to, co dobre. Ale na razie poprzestańmy na podkreśleniu jednego: świetnie, że do kolejnego meczu Świątek w tegorocznym turnieju w Madrycie dojdzie. Bo naprawdę się nie zanosiło.

    Półfinałową rywalką Świątek będzie Mirra Andriejewa albo Coco Gauff. Mecz o finał odbędzie się w czwartek, najpewniej o godzinie 16.

     

  • Ależ zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Ależ zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Ależ zwrot w Madrycie! Było już 0:6, a potem Świątek zrobiła coś wielkiego

    Po 20 minutach Iga Świątek rzuciła siarczyste przekleństwo, to najbardziej znane z polskich. Kilka sekund później rzuciła rakietą. Wtedy przegrywała z Madison Keys już 0:5. Wtedy wydawało się, że w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Madrycie nie ma z Amerykanką szans. A jednak! Polka mimo fatalnego startu i chwilami wielkich nerwów wygrała ten mecz 0:6, 6:3, 6:2!

     

    Rok temu Iga Świątek pokonała Madison Keys w półfinale w Madrycie 6:3, 6:1. Dwanaście dni później znów doszło do takiego meczu – w ćwierćfinale w Rzymie – i znów było 6:3, 6:1 dla Polki. – Do bani! Tak, do bani! – mówiła wtedy Keys, odpowiadając dziennikarzowi, który pytał, jak to jest grać przeciw Świątek na mączce.

     

    Teraz pierwszy set w Madrycie pokazywał, że role kompletnie się odwróciły. Dlaczego? Wszyscy to widzimy: Świątek w tym roku często się szarpie, męczy się tenisem, a nie bawi. Natomiast Keys przeżywa zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. Taki, w którym wygrała pierwszy w życiu turniej wielkoszlemowy (Australian Open).

     

    Sztuczna inteligencja chyba się zepsuła

    Zdumiewająca była ocena szans na zwycięstwo w tym ćwierćfinale pokazana nam przez sztuczną inteligencję. Wynikało z niej, że na 72 proc. Świątek ten mecz wygra. Cóż, Iga jest w ostatnich latach najlepszą i najbardziej utytułowaną tenisistką na kortach ziemnych. Ale Keys do starcia z nią w tym turnieju nie przegrała jeszcze seta, w tym roku z rywalkami z top 10 wygrała pięć z sześciu meczów, a w sumie do starcia ze Świątek przystępowała ze świetnym bilansem 23:4. I w pamięci ze zwycięstwem w ich ostatnim pojedynku, w półfinale tegorocznego Australian Open (5:7, 6:1, 7:6).

     

    Tak, do tej pory Świątek wygrała z Keys cztery z sześciu meczów i wszystkie trzy rozegrane na mączce. Ale tu trzeba było brać pod uwagę męki, jakie w tym sezonie Iga przeżywa nawet na tej nawierzchni. Najpierw w Stuttgarcie wygrała tylko jeden mecz (z Fett) i odpadła z Ostapenko. Teraz w Madrycie mogła się cieszyć z trzech kolejnych zwycięstw, ale przecież wszyscy widzieliśmy, jak okrutnie męczyła się z Ealą (trzy sety i aż 57 niewymuszonych błędów) i ze Sznajder (trzy sety i aż 56 niewymuszonych błędów).

     

    Keys zaplanowała ten atak na Świątek. Nie było czego zbierać

    Na pewno świadomość tego miała Keys. Dlatego po wygraniu losowania zażyczyła sobie, żeby to Światek zaczęła mecz serwisem. Od razu chciała zaatakować zawodzący ostatnio element Polki. I zaatakowała. I to jeszcze jak!

     

    W pierwszym secie Świątek nie wygrała żadnego ze swych gemów serwisowych. I też żadnego z gemów Amerykanki. Przegrała 0:6 po zaledwie 24 minutach. To był pierwszy przegrany przez Świątek gem do zera od prawie czterech lat, od porażki 6:4, 0:6, 1:6 z Darią Kasatkiną w czerwcu 2021 roku w Eastbourne.

     

    Od tamtego czasu w karierze Igi minęła epoka. Tamten mecz znacznie młodsza i mniej utytułowana Polka rozegrała na trawie, na której do dziś czuje się niepewnie. Ten mecz grała na ulubionej mączce. Ale tak naprawdę nie grała. Tylko statystowała.

     

    – Już pierwszy gem daje nam kilka odpowiedzi, a jedno jest pewne: drugi serwis będzie polem przewagi dla Amerykanki – mówiła Joanna Sakowicz-Kostecka już na samym początku. Była tenisistka komentowała spotkanie w Canal+ razem z Bartoszem Ignacikiem i oboje uczciwie oceniali to, co przyszło im relacjonować.

     

    – Przepotężny jest ten forhend – mówiła Sakowicz, gdy Keys właśnie forhendem budowała sobie przewagę na 3:0. – Aktualnie najmocniejszy w całym tourze – dodawał Ignacik. – Tak, jest mocniejszy nawet niż Aryny Sabalenki – uzupełniała Sakowicz. – Można było się spodziewać takiego początku i absolutnie nie należy ulegać panice. Iga musi realizować swoją strategię – puentowała tę wymianę uwag Sakowicz.

     

    -Początek tego spotkania przypomina mi to, co Jelena Ostapenko robiła Idze zwłaszcza w Dosze (3:6, 1:6 w półfinale) – mówił Ignacik tuż przed wyjściem Amerykanki na 4:0. – Nie ma czego zbierać – dodawał, gdy Keys zdobyła punkt na 4:0 asem serwisowym o prędkości 193 km/h.

     

    A kiedy Keys podwyższyła na 5:0, to mocno przemówiła Świątek. Najpierw rozłożyła bezradnie ręce, po czym rzuciła najbardziej znane z polskich przekleństw. A po chwili, schodząc na krótką przerwę, rzuciła rakietą.

     

    Nie zagrywasz, nie wygrywasz. I nagle Świątek to zmieniła!

    – Wnioski są takie, że bez serwisu nie da się rywalizować z tenisistką tego formatu – mówiła Sakowicz, gdy po przegraniu seta 0:6 Świątek zeszła na dłuższą przerwę, toaletową.

     

    W tej fatalnej pierwszej partii Świątek popełniła 10 niewymuszonych błędów, a Keys zaledwie dwa (w uderzeniach kończących było 5:4 dla Keys). Polka wygrała tylko 29 proc. punktów po swoim serwisie, a Amerykanka – 75 proc. Świątek wygrała w tamtym secie tylko dziewięć z 33 rozegranych punktów.

     

    Tak naprawdę nie było żadnych przesłanek, że Świątek ten mecz odwróci. Więcej – że w ogóle będzie w stanie powalczyć. A jednak – na szczęście! – nasza tenisistka nie pękła.

     

    Niepokojące było to, jak prowadząc 40:0 w pierwszym gemie drugiego seta Świątek bardzo zdenerwowała się na siebie za niewymuszony błąd. Kopnęła wtedy w kort, nakurzyła mączką.

     

    W tamtym momencie można było mieć obawy, że nerwy zniszczą Świątek. Ale z nerwami Iga szybko wygrała. A tego gema wygrała już w kolejnej akcji.

     

    Po chwili okazało się, że Amerykanka wyrównując na 1:1 zdobyła ostatniego gema na dłuższy czas. To było zadziwiające. Nagle Świątek zamiast nerwów pokazywała tylko ogromną wolę walki i pełną koncentrację (przerwy spędzała z głową pod ręcznikiem). I wykorzystywanie szans. Ona podniosła poziom gry, a Amerykanka swój poziom obniżyła. Na 3:1 Iga przełamała Keys do zera, na 5:1 – w grze na przewagi. A między tymi gemami pewnie wygrywała gemy przy swoim podaniu

     

    Drugiego seta Świątek mogła zamknąć w niecałe pół godziny. Mogła wygrać 6:1, niemal tak bezdyskusyjnie, jak Keys pierwszą partię. Szkoda, że prowadząc 5:1 Polka dała się przełamać. Szkoda, że Keys podgoniła na 3:5 i odzyskała wiarę w siebie. Ale bardzo cenne – najcenniejsze! – było to, że przy swoim kolejnym serwisie Świątek tego seta dokończyła. I że przy wyniku 0:6, 3:6 po godzinie i trzech minutach tak naprawdę znów wszystko zaczynało się od nowa.

     

    – Ten wynik można by podpisać w takim memowym stylu: Wtedy, kiedy serwis nie działa – 0:6, wtedy kiedy serwis działa – 6:3 – mówiła Sakowicz-Kostecka. A statystyki potwierdzały, że Świątek znacznie poprawiła ten element gry. W drugiej partii wygrała 63 proc. punktów po swoim serwisie, a w pierwszy, przypomnijmy, tylko 29 proc.

     

    Świątek zmartwychwstała!

    W decydującym secie początkowo znów trochę niepokojące były nerwy Świątek. One wróciły już w końcówce drugiej partii. Pokrzykiwania Polki do sztabu miały miejsce choćby po pierwszym niewykorzystanym przez nią setbolu (drugiego już wykorzystała). A w trzeciej partii Iga znów krzyczała coś do Wima Fissette’a, gdy przy stanie 0:6, 6:3, 0:1 zepsuła swoją pierwszą akcję przy serwisie. Belgijski trener Polki zachowywał spokój. Nawet w pierwszym secie nie okazywał nerwów, tylko albo milczał, albo zdawkowo przekazywał jakieś – nie słyszeliśmy, jakie – uwagi.

     

    Wygląda na to, że musiał zdołać skorygować coś w jej serwisie. Ale też z pewnością Iga zaczęła się lepiej poruszać. I ogólnie żyła na korcie. Zmartwychwstała po pierwszym secie, podniosła się mentalnie w sposób naprawdę imponujący. Wreszcie przy stanie 0:6, 6:3, 2:2 to ona przełamała rywalkę. I w decydującym secie to ona zyskała przewagę psychologiczną. Nie zmarnowała jej, poszła za ciosem, podwyższyła na 0:6, 6:3, 4:2. – Imponuje mi konsekwencja Igi. Niezależnie od tego czy akcja skończy się powodzeniem, czy nie, Iga cały czas trzyma się założonego planu – mówiła wówczas Sakowicz-Kostecka.

     

    Tak, Świątek grała bardzo starannie, utrzymywała się w wymianach, nie niecierpliwiła się, ataki dobrze sobie przygotowywała. – Iga jest opanowana. To niezwykle budujący widok – podkreślała Sakowicz, gdy Świątek prowadziła już 0:6, 6:3, 5:2.

     

    W tamtym momencie realizator transmisji pokazał nam, że w trzecim secie Polka popełniła tylko trzy niewymuszone błędy, a Amerykanka – aż 13. W tamtym momencie patrząc na Igę widzieliśmy tę starą, dobrą królową mączki. I byliśmy już niemal pewni, że ona to wygra!

     

    W jaki sposób Świątek osiągnęła taki stan po fatalnym pierwszym secie? Tego nie wiemy. Ale wiemy, że trzeba mieć klasę, żeby to zrobić. I wiemy, że przyjemniej oglądać taką przemianę Polki niż taką, jak w jej poprzednim meczu, ze Sznajder, gdy wygrała pierwszą partię 6:0, a później męczyła się i wyszarpała wygraną 6:0, 6:7, 6:4.

     

    Sakowicz-Kostecka podkreślała, że widać, kiedy Świątek jest cała sztywna i szarpie, a kiedy się rozkręca i gra swój dobry tenis. Komentatorka mówiła nam o wszystkim, co widzieliśmy w obu ostatnich meczach Igi w Madrycie. Świetnie byłoby w jej kolejnym występie zobaczyć już tylko to, co dobre. Ale na razie poprzestańmy na podkreśleniu jednego: świetnie, że do kolejnego meczu Świątek w tegorocznym turnieju w Madrycie dojdzie. Bo naprawdę się nie zanosiło.

     

    Półfinałową rywalką Świątek będzie Mirra Andriejewa albo Coco Gauff. Mecz o finał odbędzie się w czwartek, najpewniej o godzinie 16.

  • Co za emocje w meczu Świątek! Polka odwróciła losy rywalizacji w Madrycie

    Co za emocje w meczu Świątek! Polka odwróciła losy rywalizacji w Madrycie

    Co za emocje w meczu Świątek! Polka odwróciła losy rywalizacji w Madrycie

    Iga Świątek po niezwykle emocjonującym meczu awansowała do najlepszej czwórki Mutua Madrid Open! Polka odwróciła losy spotkania z Madison Keys i odniosła cenną wiktorię w trzech setach, mimo że pierwszego przegrała do zera! Rywalką Polki w półfinale hiszpańskiego tysięcznika będzie Mirra Andriejewa lub Coco Gauff.

     

    Impreza rangi WTA 1000 w Madrycie to jeden z najważniejszych sprawdzianów formy przed wielkoszlemowym Rolandem Garrosem. Przed rokiem w stolicy Hiszpanii najlepsza okazała się Iga Świątek, która w pojedynku o tytuł po niesamowitym show pokonała Arynę Sabalenkę.

     

    Teraz Polka na obiektach Caja Magica zameldowała się już w ćwierćfinale, gdzie jej przeciwniczką była Madison Keys. Przed starciem bilans bezpośrednich potyczek z Amerykanką wynosił 4:2 dla Świątek. Ostatnio jednak – podczas półfinału Australian Open 2025 – lepsza okazała się późniejsza triumfatorka imprezy – Keys, która nigdy dotąd z kolei nie triumfowała z Polką na mączce.

     

    Środowy mecz w ramach Mutua Madrid Open zdecydowanie lepiej otworzyła Amerykanka. Urodzona w Rock Island tenisistka skorzystała już w pierwszym gemie na pomyłkach i nerwowości Świątek, zyskując przełamanie. Następnie potwierdziła swoją przewagę, pokazując świetną dyspozycję serwisową.

     

    Odmiennie na podaniu prezentowała się Polka, która miała problem z wprowadzeniem piłki do gry – potwierdził to podwójny błąd przy stanie 40:15 dla Keys, która tym samym zdobyła drugiego breaka. W czwartym gemie swoje momenty miała Świątek, dwa razy agresywnie atakując na returnie, co przyniosło efekty. Były to jednak pojedyncze zrywy, a chwilę później na tablicy widniał już wynik 4:0 dla Amerykanki.

     

    Obraz gry nie zmienił się w końcowej fazie pierwszej odsłony rywalizacji. Podopieczna belgijskiego szkoleniowca – Wima Fissette – w dalszym ciągu popełniała wiele błędów, z czego tylko czerpała solidna Amerykanka. Ostatecznie inaugurująca zmagania partia – wynikiem 6:0 – padła łupem Keys. Był to pierwszy set przegrany przez Świątek do zera od 23 czerwca 2021 roku i spotkania z Darią Kasatkiną na trawie w Eastbourne.

     

    Drugi akt zmagań Polka rozpoczęła inaczej. Mimo to nadal było widać u niej spore nerwy – przy prowadzeniu 40:0 popełniła niewymuszony błąd, po czym zareagowała dość wybuchowo i zaczęła kopać pył mączki. Raszyniance mimo to udało się domknąć gema i w końcu dopisać jedynkę przy swoim nazwisku.

     

    Keys pewnie wyrównała, a potem w polu serwisowym ponownie stanęła Polka, u której było widać znaczną poprawę. Umiejętnie grała kątowo, cierpliwie rozprowadzała przeciwniczkę po korcie, przygotowywała sobie dogodną pozycję, a wszystko kończyła czystymi winnerami. Po kilku minutach prowadziła 2:1.

     

    Kolejny przełom nastąpił w czwartym gemie, gdy podawała Amerykanka. Świątek agresywnie napierała returnem na mistrzynię Australian Open 2025, posyłała piłki, które lądowały przy samej linii, a Keys sobie z tym nie radziła. Efektem było pierwsze przełamanie w tym pojedynku na konto Polki, która moment później potwierdziła je własnym podaniem, zdobywając na koniec asa.

     

    Świątek nie zwalniała tempa i dotarła do kolejnego break pointa. Tego nie wykorzystała, ale w grze na przewagi była lepsza i odskoczyła już na 5:1. Wtedy Amerykanka zdołała nawiązać walkę na korcie. Sama miała okazję na to, by raz odłamać Polkę, lecz ta kapitalną akcją forhendową po krosie wyszła z opresji. Następne dwa punkty padły jednak łupem Keys, która zmniejszyła stratę.

     

    Amerykanka poszła za ciosem i była lepsza przy swoim serwisie, czym zniwelowała już połowę przewagi Świątek. Obrończyni tytułu zdołała zażegnać problemy i ponownie starała się przejmować inicjatywę. To ostatecznie zaprowadziło ją do wiktorii 6:3 w drugim secie, ale martwić mogły reakcje Polki, która nawet po serii dobrych wymian i dopiero pojedynczej pomyłce była sfrustrowana i dawała upust negatywnym emocjom w stronę swojego boksu.

     

    Na początku decydującej partii obie tenisistki były piekielnie skupione na utrzymaniu własnego podania. W pierwszych czterech gemach tak właśnie było, natomiast mogła w nich podobać się gra Świątek, która była stroną dominującą na korcie, spychała rywalkę do defensywy, momentami naprawdę przypominała swoją najlepszą wersję.

     

    Polka tym wszystkim stopniowo budowała pewność siebie. Pozytywne konsekwencje przyszły przy stanie 2:2. Świątek miała dwa break pointy, lecz ich nie wykorzystała. Przy równowadze doszło wręcz do kluczowej wymiany: raszynianka świetnie rozpracowała sobie przeciwniczkę, ale ta zażarcie się broniła. Finalnie jednak po emocjonującej batalii punkt trafił na konto Polki, która chwilę później przełamała Keys, a następnie odjechała na 4:2.

     

    Świątek kontynuowała dobrą grę, myliła się zdecydowanie mniej niż na początku zawodów. Należy docenić tutaj fakt, że Polka była w stanie wrócić z tak dalekiej podróży: na starcie wyglądała bardzo słabo, lecz rosła z minuty na minutę, a w końcowych fragmentach prezentowała naprawdę fantastyczny tenis, w którym wiele się zgadzało. Ostatecznie Świątek zwyciężyła trzeciego seta 6:3, awansując tym samym do półfinału imprezy w Madrycie. Tam zmierzy się z Mirrą Andriejewą lub Coco Gauff.

     

  • Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys 👏

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys 👏

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys

     

    W środowym planie gier Mutua Madrid Open zagościły wszystkie ćwierćfinały singla pań. Już w pierwszym meczu na obiekcie Manolo Santana Stadium pojawiła się Iga Świątek. Polka wyszła na kort o godz. 13:00, by zmierzyć się z Madison Keys. Nasza tenisistka stanęła przed szansą, by wziąć rewanż za porażkę poniesioną podczas Australian Open. 23-latka bardzo źle rozpoczęła pojedynek, przegrała seta do zera. Później zdołała jednak wrócić do gry i ostatecznie wygrała spotkanie 0:6, 6:3, 6:2.

     

    Iga Świątek zanotowała trzy różne spotkania na drodze do ćwierćfinału WTA 1000 w Madrycie. W pierwszym meczu Polka przegrała pierwszego seta z Alexandrą Ealą, a w drugim miała stratę przełamania. Ostatecznie pokonała jednak reprezentantkę Filipin. Potem zobaczyliśmy zdecydowanie lepszą wersję raszynianki w potyczce z Lindą Noskovą. Nasza tenisistka kontrolowała pojedynek i odniosła pewne zwycięstwo. Początek spotkania czwartej rundy z Dianą Sznajder zwiastował, że 23-latka utrzymuje formę z meczu z Czeszką. Wygrała premierową partię do zera, ale później zaczęły się kłopoty. Mimo to pokonała Rosjankę 6:0, 6:7(3), 6:4 i zameldowała się w najlepszej “8”.

     

    Dzisiaj wiceliderka rankingu stanęła przed szansą, by wziąć rewanż na Madison Keys za bolesną porażkę poniesioną w półfinale tegorocznego Australian Open. Iga przegrała tamto starcie po super tie-breaku w trzeciej partii, mimo że miała wcześniej meczbola przy swoim serwisie w dwunastym gemie decydującej odsłony. Amerykanka prezentowała do tej pory niezła formę na imprezie w stolicy Hiszpanii. Co ciekawe, obie spotkały się ze sobą w Madrycie przed rokiem. Wówczas w batalii o finał Świątek wygrała 6:1, 6:3. Teraz zanosiło się na zdecydowanie bardziej wyrównane starcie.

     

    WTA Madryt: Emocjonalny rollercoaster w meczu Świątek – Keys. Znamy pierwszą półfinalistkę

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Rywalka od początku starała się nakładać sporą presję na naszą tenisistkę poprzez return. Już na “dzień dobry” pojawiły się dwa break pointy dla Keys. Pierwszego dość instynktownie zdołała jeszcze wybronić Iga, ale przy drugim Amerykanka posłała agresywne uderzenie przy odbiorze podania i Polka nie utrzymała piłkę w korcie. Bardzo dobre nastawienie ze strony Madison potwierdził także jej gem serwisowy, który wygrała bardzo łatwo, uzyskując kilka punktów dzięki podaniu.

     

    Po chwili reprezentantka Stanów Zjednoczonych powiększyła swoją przewagę. Raszynianka odczuwała taką presję, że już przy pierwszym z dwóch break pointów popełniła podwójny błąd serwisowy. W trakcie czwartego rozdania wiceliderka rankingu próbowała zaczepić się na grę, ale od stanu 30-30 punktu wędrowały jedynie na konto mistrzyni Australian Open 2025. Także piąty gem nie przyniósł premierowego “oczka” z perspektywy Świątek, mimo że 23-latka prowadziła 30-15 przy swoim podaniu. Później przegrała jednak trzy akcje z rzędu, na koniec popełniając zdumiewający błąd przy siatce. Po zmianie stron Keys domknęła partię, sprawiając, że Iga po raz pierwszy od blisko czterech lat przegrała seta do zera. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 23 czerwca 2021 roku w meczu z Darią Kasatkiną na trawie w Eastbourne.

     

    Raszynianka udała się na moment do szatni, by nieco się zresetować. Po powrocie na kort w końcu zgarnęła swojego premierowego gema. Po chwili Madison odpowiedziała w dobrym stylu, wyrównując na 1:1, ale kolejne minuty należały do Igi. W końcu zobaczyliśmy mniej błędów po stronie Polki, a te zaczęły pojawiać się po stronie Amerykanki. W czwartym gemie pojawiły się trzy break pointy z rzędu dla Igi i już po pierwszym doszło do przełamania. Przewaga Świątek rosła. W trakcie szóstego rozdania Świątek wygrała rywalizację na przewagi i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo w partii.

     

    Mimo to Polka nie doczekała się setboli. Keys zdołała odrobić stratę jednego breaka, a potem utrzymała podanie i zrobiły się już tylko dwa “oczka” różnicy. Przy rezultacie 5:3 raszynianka ponownie stanęła przed szansą zamykania odsłony przy swoim podaniu. Pierwsza akcja dziewiątego rozdania trafiła na konto Amerykanki, ale później wiceliderka rankingu zgarnęła trzy punkty z rzędu i wypracowała sobie dwa setbole. Udało się wykorzystać drugiego po tym, jak rywalka miała problem zareturnować piłkę. Rezultat 6:3 oznaczał, że obejrzymy decydującą partię.

     

    Początek trzeciej odsłony pojedynku był niezwykle wyrównany, obie zawodniczki pilnowały swojego podania. Na pierwsze break pointy trzeba było zaczekać do piątego gema. Wówczas Polka objęła prowadzenie 40-15 i miała dwie szanse na 3:2. Mimo to Keys doprowadziła do stanu równowagi i przedłużyła emocje. Końcówka rozdania należała jednak do Igi. Nasza reprezentantka dopięła swego i wywalczyła breaka. Po chwili Madison walczyła o odrobienie strat, ale ostatecznie raszynianka podwyższyła prowadzenie.

     

    Amerykanka zaczęła się gubić, popełniała błędy. Zawodniczka z USA nie utrzymała także kolejnego swojego podania i przy stanie 5:2 Świątek serwowała po wygraną. Polka wykorzystała swoją szansę, zgarniając gema na przewagi i ostatecznie zwyciężyła 0:6, 6:3, 6:2. W półfinale WTA 1000 w Madrycie zagra z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą. Jak podała organizacja WTA, dla Keys to pierwsza w tym roku porażka po wygraniu pierwszego seta. Dotychczas miała bilans 18-0.

     

  • Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Keys

    Świątek przegrała seta do zera, wtedy nastąpił zwrot akcji. Polka zrewanżowała się Key

     

    W środowym planie gier Mutua Madrid Open zagościły wszystkie ćwierćfinały singla pań. Już w pierwszym meczu na obiekcie Manolo Santana Stadium pojawiła się Iga Świątek. Polka wyszła na kort o godz. 13:00, by zmierzyć się z Madison Keys. Nasza tenisistka stanęła przed szansą, by wziąć rewanż za porażkę poniesioną podczas Australian Open. 23-latka bardzo źle rozpoczęła pojedynek, przegrała seta do zera. Później zdołała jednak wrócić do gry i ostatecznie wygrała spotkanie 0:6, 6:3, 6:2.

     

    Iga Świątek zanotowała trzy różne spotkania na drodze do ćwierćfinału WTA 1000 w Madrycie. W pierwszym meczu Polka przegrała pierwszego seta z Alexandrą Ealą, a w drugim miała stratę przełamania. Ostatecznie pokonała jednak reprezentantkę Filipin. Potem zobaczyliśmy zdecydowanie lepszą wersję raszynianki w potyczce z Lindą Noskovą. Nasza tenisistka kontrolowała pojedynek i odniosła pewne zwycięstwo. Początek spotkania czwartej rundy z Dianą Sznajder zwiastował, że 23-latka utrzymuje formę z meczu z Czeszką. Wygrała premierową partię do zera, ale później zaczęły się kłopoty. Mimo to pokonała Rosjankę 6:0, 6:7(3), 6:4 i zameldowała się w najlepszej “8”.

     

    Dzisiaj wiceliderka rankingu stanęła przed szansą, by wziąć rewanż na Madison Keys za bolesną porażkę poniesioną w półfinale tegorocznego Australian Open. Iga przegrała tamto starcie po super tie-breaku w trzeciej partii, mimo że miała wcześniej meczbola przy swoim serwisie w dwunastym gemie decydującej odsłony. Amerykanka prezentowała do tej pory niezła formę na imprezie w stolicy Hiszpanii. Co ciekawe, obie spotkały się ze sobą w Madrycie przed rokiem. Wówczas w batalii o finał Świątek wygrała 6:1, 6:3. Teraz zanosiło się na zdecydowanie bardziej wyrównane starcie.

     

    WTA Madryt: Emocjonalny rollercoaster w meczu Świątek – Keys. Znamy pierwszą półfinalistkę

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Świątek. Rywalka od początku starała się nakładać sporą presję na naszą tenisistkę poprzez return. Już na “dzień dobry” pojawiły się dwa break pointy dla Keys. Pierwszego dość instynktownie zdołała jeszcze wybronić Iga, ale przy drugim Amerykanka posłała agresywne uderzenie przy odbiorze podania i Polka nie utrzymała piłkę w korcie. Bardzo dobre nastawienie ze strony Madison potwierdził także jej gem serwisowy, który wygrała bardzo łatwo, uzyskując kilka punktów dzięki podaniu.

     

    Po chwili reprezentantka Stanów Zjednoczonych powiększyła swoją przewagę. Raszynianka odczuwała taką presję, że już przy pierwszym z dwóch break pointów popełniła podwójny błąd serwisowy. W trakcie czwartego rozdania wiceliderka rankingu próbowała zaczepić się na grę, ale od stanu 30-30 punktu wędrowały jedynie na konto mistrzyni Australian Open 2025. Także piąty gem nie przyniósł premierowego “oczka” z perspektywy Świątek, mimo że 23-latka prowadziła 30-15 przy swoim podaniu. Później przegrała jednak trzy akcje z rzędu, na koniec popełniając zdumiewający błąd przy siatce. Po zmianie stron Keys domknęła partię, sprawiając, że Iga po raz pierwszy od blisko czterech lat przegrała seta do zera. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce 23 czerwca 2021 roku w meczu z Darią Kasatkiną na trawie w Eastbourne.

     

    Raszynianka udała się na moment do szatni, by nieco się zresetować. Po powrocie na kort w końcu zgarnęła swojego premierowego gema. Po chwili Madison odpowiedziała w dobrym stylu, wyrównując na 1:1, ale kolejne minuty należały do Igi. W końcu zobaczyliśmy mniej błędów po stronie Polki, a te zaczęły pojawiać się po stronie Amerykanki. W czwartym gemie pojawiły się trzy break pointy z rzędu dla Igi i już po pierwszym doszło do przełamania. Przewaga Świątek rosła. W trakcie szóstego rozdania Świątek wygrała rywalizację na przewagi i przy stanie 5:1 serwowała po zwycięstwo w partii.

     

    Mimo to Polka nie doczekała się setboli. Keys zdołała odrobić stratę jednego breaka, a potem utrzymała podanie i zrobiły się już tylko dwa “oczka” różnicy. Przy rezultacie 5:3 raszynianka ponownie stanęła przed szansą zamykania odsłony przy swoim podaniu. Pierwsza akcja dziewiątego rozdania trafiła na konto Amerykanki, ale później wiceliderka rankingu zgarnęła trzy punkty z rzędu i wypracowała sobie dwa setbole. Udało się wykorzystać drugiego po tym, jak rywalka miała problem zareturnować piłkę. Rezultat 6:3 oznaczał, że obejrzymy decydującą partię.

     

    Początek trzeciej odsłony pojedynku był niezwykle wyrównany, obie zawodniczki pilnowały swojego podania. Na pierwsze break pointy trzeba było zaczekać do piątego gema. Wówczas Polka objęła prowadzenie 40-15 i miała dwie szanse na 3:2. Mimo to Keys doprowadziła do stanu równowagi i przedłużyła emocje. Końcówka rozdania należała jednak do Igi. Nasza reprezentantka dopięła swego i wywalczyła breaka. Po chwili Madison walczyła o odrobienie strat, ale ostatecznie raszynianka podwyższyła prowadzenie.

     

    Amerykanka zaczęła się gubić, popełniała błędy. Zawodniczka z USA nie utrzymała także kolejnego swojego podania i przy stanie 5:2 Świątek serwowała po wygraną. Polka wykorzystała swoją szansę, zgarniając gema na przewagi i ostatecznie zwyciężyła 0:6, 6:3, 6:2. W półfinale WTA 1000 w Madrycie zagra z Coco Gauff lub Mirrą Andriejewą. Jak podała organizacja WTA, dla Keys to pierwsza w tym roku porażka po wygraniu pierwszego seta. Dotychczas miała bilans 18-0.

  • Ewa Pajor tworzy historię! Oto co piszą za granicą. Coś pięknego

    Ewa Pajor tworzy historię! Oto co piszą za granicą. Coś pięknego

    Ewa Pajor tworzy historię! Oto co piszą za granicą. Coś piękneg

     

    Ewa Pajor strzela w tym sezonie dla FC Barcelony jak natchniona, jest kluczową piłkarką “Blaugrany” i może zgarnąć wszystkie możliwe trofea klubowe w tym sezonie. Wysoka skuteczność i sukcesy z zespołem mogą zaprocentować, jeśli chodzi o tegoroczną Złotą Piłkę. Polka jest jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w plebiscycie.

     

    Ewa Pajor od lat ma pozycję jednej z najlepszych napastniczek w kobiecym futbolu w Europie. Transfer z Wolfsburga do Barcelony to był dla niej duży i znaczący krok w karierze. Bardzo szybko zaaklimatyzowała się w stolicy Katalonii, co przekłada się wyraźnie na wyniki osiągane z drużyną.

     

    Pajor ma realne szanse na Złotą Piłkę

    To, co wyczynia Pajor w tym sezonie, jest istotne w wyścigu o Złotą Piłkę. Według portalu goal.com polska napastniczka już jest rozpatrywana jako jedna z głównych pretendentek do tej prestiżowej nagrody. Plebiscyt miałby zostać zdominowany przez zawodniczki Barcelony, które miałyby zająć pierwsze cztery miejsca. “Goal” umieścił Pajor na czwartym miejscu.

     

    “Ewa Pajor zdobywała głosy do Złotej Piłki w ostatnich dwóch latach, ale nigdy nie była blisko szczytu listy, zajmując 18. miejsce w 2023 r. i 29. w 2024 r. Prawdopodobnie to się zmieni w 2025 r. Strzela gole dla klubowych mistrzyń Europy jak nikt inny. Obecnie prowadząca w wyścigu o tytuł królowej strzelczyń w Lidze F i mocno walcząca o to samo wyróżnienie w Lidze Mistrzów, Pajor prawdopodobnie wzmocni swoje roszczenia do Złotej Piłki kilkoma trofeami drużynowymi” – czytamy.

     

    Indywidualne statystyki Pajor w tym sezonie są imponujące. Strzeliła 19 goli w lidze hiszpańskiej, sześć w Lidze Mistrzów i dziewięć w Pucharze Królowej (prowadzi w klasyfikacji). Dołożyła do tego dwa trafienia w Superpucharze Hiszpanii i kolejne sześć w meczach reprezentacji Polski. Dla Barcelony zdobyła w sumie 36 bramek w 40 meczach.

     

    Barcelona jest w grze o poczwórną koronę. Zdobyła Superpuchar, ma przed sobą finały Ligi Mistrzyń z Arsenalem i Pucharu Królowej z Atletico Madryt, prowadzi w lidze o punkt przed Realem Madryt, ale ma mecz rozegrany mniej. “Byłoby szokujące, gdyby niektóre z tych ważnych meczów zostały wygrane bez goli Pajor, kiedy z taką nieustępliwością i regularnością trafia do siatki” – dodano.

     

    W tym roku duże znaczenie przy kobiecej Złotej Piłce będą mieć mistrzostwa Europy, które w lipcu odbędą się w Szwajcarii. Polska zadebiutuje na takiej imprezie. Biało-Czerwone nie są wskazywane jako zespół, który wyjdzie z grupy. Koleżanki Pajor z Barcelony mają większe szanse na sukces, dlatego “Goal” umieścił je na podium klasyfikacji Złotej Piłki, przed naszą napastniczką. Według portalu plebiscyt wygra Alexia Putellas, drugie miejsce zajmie Norweżka Caroline Graham Hansen, a podium uzupełni Aitana Bonmati.

     

    “Goal” przewiduje, że w czołowej dziesiątce będzie w sumie pięć zawodniczek z Barcelony (Patri Guijarro na ósmym miejscu), a w najlepszej 15 sześć piłkarek (Claudia Pina na 13. pozycji).

     

    Wszelkie przewidywania mogą się jednak zmienić, zależnie od wyników Barcelony na finiszu sezonu i od tego, kto wygra Euro. “Blaugrana” ma do końca sezonu sześć spotkań.

  • Katastrofa Igi Świątek w 24 minuty! Czegoś takiego nie było od lat!

    Katastrofa Igi Świątek w 24 minuty! Czegoś takiego nie było od lat!

    Katastrofa Igi Świątek w 24 minuty! Czegoś takiego nie było od lat

     

    Iga Świątek koszmarnie zaczęła mecz z Madison Keys. Już w poprzednich meczach popełniała mnóstwo niewymuszonych błędów, ale rywalki tego nie wykorzystywały. Amerykanka była za to bezwzględna i bezlitosna i rozbiła Polkę w pierwszym secie w 24 minuty. Świątek przegrała partię 0:6 pierwszy raz od lat!

     

    W pierwszym secie meczu z Madison Keys Iga Świątek popełniła aż dziesięć niewymuszonych błędów. Amerykanka miała ich pięć razy mniej. Polka ma problem z czystą grą i precyzją na korcie w Madrycie. W trzech poprzednich meczach w stolicy Hiszpanii popełniła ponad 120 niewymuszonych błędów, z czego z Alexandrą Ealą i Diana Sznajder po ponad 50.

     

    Najgorszy set Świątek od lat

    Iga Świątek przegrała pierwszego seta ćwierćfinału turnieju w Madrycie z Madison Keys 0:6. To jest wynik niewidziany od lat w meczach z udziałem Polki. Szokuje tym bardziej, że stało się to na kortach ziemnych, na jej ulubionej nawierzchni. To pierwsza partia przegrana takim wynikiem od prawie czterech lat! Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w czerwcu 2021 r., w 1/8 finału turnieju WTA 500 w Eastbourne. Świątek przegrała wtedy z Darią Kasatkiną w trzech setach 6:4, 0:6, 1:6.

     

    Jak wyliczyli statystycy z grupy Opta, od tego czasu Świątek zagrała aż 625 gemów, w których ugrała co najmniej jednego gema.

     

    Tamten mecz w Eastbourne został rozegrany na korcie trawiastym, a Świątek nie przepada za grą na trawie. Ostatni raz przegrała seta 0:6 na kortach ziemnych w 2019 r., prawie sześć lat temu! Stało się to na kortach Rolanda Garrosa w meczu czwartej rundy z Simoną Halep. W całym meczu z Rumunką Polka ugrała tylko jednego gema. Halep odpadła później w ćwierćfinale.

     

    0:6 w pierwszym secie z Keys w turnieju WTA 1000 w Madrycie to siódma przegrana partia takim wynikiem przez Świątek w turnieju singlowym. Polka nie ugrała też gema w secie z Rosjanką Natalją Wichlancewą w meczu w ramach Fed Cupu 2019 (dzisiejszy Billie Jean King Cup – red.), przegrywając 0:6, 2:6.