Category: Celebrities

  • Flick nie czekał. Tuż po meczu ogłosił decyzję ws. Szczęsnego

    Flick nie czekał. Tuż po meczu ogłosił decyzję ws. Szczęsnego

    Flick nie czekał. Tuż po meczu ogłosił decyzję ws. Szczęsnego

    Marc-Andre ter Stegen wrócił do składu FC Barcelony, zajmując miejsce Wojciecha Szczęsnego, lecz nie zdołał zachować czystego konta. Hansi Flick po sobotnim meczu wypowiedział się na temat hierarchii bramkarzy.

     

    FC Barcelona, grająca w rezerwowym składzie, zmierzyła się z Realem Valladolid, czyli czerwoną latarnią La Ligi. Mecz rozpoczął się niespodziewanie, gdy Ivan Sanchez zdobył bramkę dla gospodarzy już w szóstej minucie.

     

    Po przerwie Barcelona zdołała odwrócić losy spotkania. W 54. minucie Raphinha wyrównał wynik, natomiast sześć minut później Fermin Lopez zdobył zwycięską bramkę, dając “Blaugranie” wygraną 2:1.

     

    Był to pierwszy występ Marc-Andre ter Stegen po długiej pauzie spowodowanej kontuzją. Jak się okazało, Niemiec tylko na chwilę zastąpił w bramce Wojciecha Szczęsnego, który w tym roku przeważnie stawał na wysokości zadania.

     

    Na pomeczowej konferencji prasowej Hansi Flick nie pozostawił cienia wątpliwości. Szczęsny pozostanie numerem “jeden” w nadchodzących spotkaniach.

     

    – Szczęsny zagra w Lidze Mistrzów i przeciwko Realowi Madryt. To jest już przesądzone. Cieszę się, że Marc wrócił – oświadczył Flick.

     

    W najbliższy wtorek FC Barcelona rozegra rewanżowy mecz w ramach 1/2 finału Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. Z kolei w niedzielę (11 maja) odbędzie się szlagierowe spotkanie Katalończyków z Realem Madryt w La Lidze.

  • Był środek nocy, kiedy Fabrizio Romano nadał pilny komunikat. Chodzi o Lewandowskiego

    Był środek nocy, kiedy Fabrizio Romano nadał pilny komunikat. Chodzi o Lewandowskiego

    Był środek nocy, kiedy Fabrizio Romano nadał pilny komunikat. Chodzi o Lewandowskiego

    Fabrizio Romano przekazał najnowsze wieści na temat Roberta Lewandowskiego. Najpopularniejszy dziennikarz sportowy świata poznał prawdopodobną datę powrotu Polaka do składu FC Barcelona po kontuzji.

     

    Lewandowski pauzuje od 19 kwietnia. W meczu z Celtą Vigo (wygranym przez Barcelonę 4:3) Polak doznał urazu i nie dokończył spotkania. Początkowo nie było wiadomo, co dokładnie stało się napastnikowi, ale przeprowadzone nazajutrz badania rozwiały wszelkie wątpliwości.

     

    Jak się okazało – Lewandowski nabawił się kontuzji mięśnia półścięgnistego w lewym udzie. Taka diagnoza oznacza kilka tygodni przerwy od gry.

     

    Polak opuścił już mecze z RCD Mallorca, Realem Madryt, Interem Mediolan i Realem Valladolid. Ile jeszcze Barcelona będzie musiała radzić sobie bez swojego snajpera? Najnowsze informacje w tej sprawie przekazał Fabrizio Romano. Włoski dziennikarz w nocy z soboty na niedzielę opublikował post w serwisie X.com.

     

    Jak czytamy – Lewandowski ma nadzieję, że znajdzie się w składzie na rewanżowe starcie z Interem Mediolan. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w ciągu najbliższej doby.

     

    Przypomnijmy, że w pierwszym meczu, rozegranym w stolicy Katalonii, padł remis 3:3. Rewanż w Italii odbędzie się w najbliższy wtorek.

  • Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    W swoim oszałamiającym debiutanckim sezonie w barwach FC Barcelony, polska napastniczka Ewa Pajor zapisała się złotymi literami w historii klubu. Od momentu dołączenia latem 2024 roku, 27-letnia zawodniczka nie tylko błyskawicznie zaaklimatyzowała się w nowym otoczeniu, ale również pobiła długoletni rekord strzelecki, stając się jedną z najjaśniejszych gwiazd europejskiego futbolu.

     

    Pajor zdobyła aż dziewięć bramek w zaledwie sześciu pierwszych ligowych występach dla hiszpańskiego giganta — to osiągnięcie, którego wcześniej nie dokonała żadna inna piłkarka w historii kobiecej drużyny Barcelony na starcie sezonu. Tym samym prześcignęła dotychczasowy rekord siedmiu goli, należący do legendarnych napastniczek Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    Jednym z jej najbardziej elektryzujących występów był mecz derbowy przeciwko Espanyolowi. Mimo że spędziła na boisku tylko 45 minut, zdołała skompletować spektakularnego hat-tricka, przyczyniając się do efektownego zwycięstwa 7:1. Był to już jej drugi hat-trick w sezonie — wcześniej zdobyła trzy bramki w starciu z Granadą, zakończonym wynikiem 10:1.

     

    Jeszcze bardziej imponujący jest fakt, jak płynnie Pajor wkomponowała się w drużynę naszpikowaną talentami. W adaptacji pomogły jej znajome twarze — trzy byłe koleżanki z VfL Wolfsburg również reprezentują barwy Barcelony. Ta kontynuacja współpracy, w połączeniu z jej niezłomnym etosem pracy i profesjonalizmem, nie umknęły uwadze. Zarówno sztab szkoleniowy, jak i koleżanki z drużyny chwalą ją za skupienie, pokorę i determinację.

     

    Obecnie Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń w hiszpańskiej ekstraklasie, naśladując sukces innego Polaka — Roberta Lewandowskiego, który wciąż dominuje w rozgrywkach męskich. Razem reprezentują nowy, złoty rozdział w historii polskiego futbolu — taki, w którym Polacy nie tylko rywalizują na największych scenach, ale również biją rekordy i piszą historię na nowo.

     

    Dla kibiców w kraju wyczyny Pajor to znacznie więcej niż tylko liczby — to powód do narodowej dumy. A jeśli jej fenomenalna passa w barwach Barcelony będzie trwać, jedno jest pewne: Ewa Pajor nie tylko zdobywa nagłówki — ona buduje własną legendę.

  • 90. minuta, napięcie sięga zenitu… Ewa Pajor wchodzi i zmienia wszystko! FC Barcelona uratowana w ostatniej chwili – zobacz wideo z tej akcji!

    90. minuta, napięcie sięga zenitu… Ewa Pajor wchodzi i zmienia wszystko! FC Barcelona uratowana w ostatniej chwili – zobacz wideo z tej akcji!

    90. minuta, napięcie sięga zenitu… Ewa Pajor wchodzi i zmienia wszystko! FC Barcelona uratowana w ostatniej chwili – zobacz wideo z tej akcji!

    Przez długie minuty wydawało się, że to właśnie ten dzień – pierwszy raz od miesięcy kobieca drużyna FC Barcelony miała się potknąć. Mecz z Athletikiem Bilbao był dla Katalonek zaskakująco trudny, a do 90. minuty kibice z niepokojem patrzyli na tablicę wyników. 0:0, wynik daleki od oczekiwań lidera tabeli i niepokonanego giganta żeńskiego futbolu. Ale wtedy… na scenę wkroczyła ona – Ewa Pajor. Jedno zagranie Polki odmieniło losy spotkania i podtrzymało niesamowitą passę FC Barcelony.

     

    Zaczęła na ławce. Skończyła jako bohaterka

     

    Ewa Pajor, która dołączyła do zespołu Barcelony latem 2024 roku, tym razem nie znalazła się w wyjściowym składzie. Trener zdecydował się dać jej chwilę odpoczynku, a zespół próbował poradzić sobie bez swojej gwiazdy. Jednak szybko okazało się, że to nie będzie łatwe. Athletic Bilbao zagrał bardzo mądrze i twardo w defensywie, skutecznie neutralizując kolejne ataki Dumy Katalonii.

     

    W 61. minucie na murawie pojawiła się Pajor – i z każdą kolejną minutą było widać, jak jej obecność zmienia obraz gry. Jej ruchliwość, instynkt i zdolność przewidywania wydarzeń na boisku wprowadziły do ofensywy Barcelony zupełnie nową jakość. Ale prawdziwa magia miała dopiero nadejść…

     

    Jedno dotknięcie, jeden moment, jedno zwycięstwo

     

    Kiedy zegar pokazywał 90. minutę, FC Barcelona ruszyła z kolejnym atakiem. Piłka trafiła do Pajor, a ta wykonała perfekcyjne podanie do Alexii Putellas. Kapitan zespołu nie zmarnowała takiej okazji – precyzyjne uderzenie i piłka zatrzepotała w siatce. Gol! Stadion w Bilbao zamarł, a ławka rezerwowych Barcelony eksplodowała z radości. Chwilę później, gdy Athletic próbował jeszcze odpowiedzieć, Vicky Lopez przypieczętowała zwycięstwo drugim trafieniem. FC Barcelona wygrała 2:0. Wynik nie oddaje jednak dramaturgii tego starcia.

     

    Seria, która zadziwia Europę

     

    To była już szesnasta kolejka ligowa i… szesnaste zwycięstwo FC Barcelony! Imponujący bilans: 74 strzelone gole, tylko 7 straconych. Katalonki pewnie kroczą po mistrzostwo, mając aż 11 punktów przewagi nad Realem Madryt. Ich dominacja jest absolutna, a rola Ewy Pajor w tej dominacji – nie do przecenienia.

     

    Polska napastniczka prowadzi nie tylko w klasyfikacji strzelczyń – ma już 14 bramek na koncie – ale również w klasyfikacji kanadyjskiej, dzięki pięciu asystom. Wyprzedza Ednę Imade z Granady i Putellas, która mimo świetnej formy strzeliła o pięć goli mniej niż Polka.

     

    Co dalej? Półfinał Superpucharu i kolejna szansa na zapisanie się w historii

     

    22 stycznia FC Barcelona zagra w półfinale Superpucharu Hiszpanii, gdzie zmierzy się z Atletico Madryt. W drugim meczu o finał powalczą Real Madryt i Real Sociedad. Fani już spekulują – czy kobiecy zespół powtórzy sukces męskiej drużyny, która niedawno zdobyła Superpuchar?

     

    Jedno jest pewne – jeśli Ewa Pajor dalej będzie grać w taki sposób, każdy turniej, każda przeszkoda i każda minuta może przynieść coś niezwykłego. To nazwisko już teraz elektryzuje fanów nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. A jej historia w Barcelonie? Dopiero się zaczyna.

     

     

     

  • Ewa Pajor zgarnia fortunę w Barcelonie – oszałamiająca pensja, która robi wrażenie

    Ewa Pajor zgarnia fortunę w Barcelonie – oszałamiająca pensja, która robi wrażenie

    Ewa Pajor zgarnia fortunę w Barcelonie – oszałamiająca pensja, która robi wrażenie

    Ewa Pajor stała się symbolem polskiej piłki nożnej – nie tylko dzięki swoim spektakularnym występom na boisku, ale również dzięki temu, że poprowadziła reprezentację Polski kobiet do historycznego awansu na mistrzostwa Europy. Jako niekwestionowana twarz narodowej drużyny, Pajor osiągnęła kolejny przełomowy moment w karierze, przechodząc do FC Barcelony – jednego z najbardziej prestiżowych klubów piłkarskich na świecie.

     

    Jej transfer do katalońskiego giganta był nie tylko sukcesem sportowym. Przyniósł jej również ogromną gratyfikację finansową, która odzwierciedla jej pozycję w światowej czołówce. Pajor zarabia obecnie oszałamiające 500 tysięcy euro rocznie – kwota ta plasuje ją w ścisłej elicie najlepiej opłacanych piłkarek na świecie. Jej pensja to nie tylko dowód zaufania Barcelony do jej umiejętności, ale także znak postępu, jaki kobiecy futbol zrobił w kontekście wynagrodzeń i prestiżu.

     

    Wysoka pensja – ale różnica wciąż pozostaje

     

    Pomimo imponujących zarobków Pajor, różnice finansowe między piłką kobiecą a męską nadal są wyraźne. W męskiej Ekstraklasie nie brakuje zawodników, którzy inkasują znacznie więcej niż gwiazda kobiecej Barcelony. Przykładem może być Mikael Ishak z Lecha Poznań, który zarabia aż 4,18 miliona złotych rocznie – to około cztery razy więcej niż Pajor. Taka przepaść wynika z różnic w zainteresowaniu medialnym, komercjalizacji i zaangażowaniu kibiców w piłkę męską i kobiecą.

     

    Od lokalnego talentu do światowej gwiazdy

     

    Pajor zaczynała swoją piłkarską drogę w Orlętach Wielenin i Medyku Konin, by następnie przenieść się do Niemiec, gdzie zyskała międzynarodową sławę w barwach VfL Wolfsburg – jednego z czołowych kobiecych klubów w Europie. Jej transfer do Barcelony w 2024 roku otworzył nowy, jeszcze bardziej prestiżowy rozdział w karierze.

     

    W reprezentacji Polski Pajor od lat odgrywa kluczową rolę. Od debiutu w 2013 roku rozegrała już 96 spotkań i zdobyła 64 bramki – to imponujący bilans, który tylko potwierdza jej klasę jako napastniczki światowego formatu.

     

    Wraz z rozwojem kobiecej piłki nożnej na świecie, Ewa Pajor stoi na jej czele – jako pionierka polskiego sportu i globalna ambasadorka pięknej gry. Jej wynagrodzenie może jeszcze nie dorównuje pensjom mężczyzn, ale jej wpływ, dziedzictwo i rosnąca siła oddziaływania mówiąsame za siebie.

     

  • Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    Ewa Pajor rozbija rekord Barcelony w piorunującym stylu — nowa era polskiego futbolu właśnie się zaczęła

    W swoim oszałamiającym debiutanckim sezonie w barwach FC Barcelony, polska napastniczka Ewa Pajor zapisała się złotymi literami w historii klubu. Od momentu dołączenia latem 2024 roku, 27-letnia zawodniczka nie tylko błyskawicznie zaaklimatyzowała się w nowym otoczeniu, ale również pobiła długoletni rekord strzelecki, stając się jedną z najjaśniejszych gwiazd europejskiego futbolu.

     

    Pajor zdobyła aż dziewięć bramek w zaledwie sześciu pierwszych ligowych występach dla hiszpańskiego giganta — to osiągnięcie, którego wcześniej nie dokonała żadna inna piłkarka w historii kobiecej drużyny Barcelony na starcie sezonu. Tym samym prześcignęła dotychczasowy rekord siedmiu goli, należący do legendarnych napastniczek Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    Jednym z jej najbardziej elektryzujących występów był mecz derbowy przeciwko Espanyolowi. Mimo że spędziła na boisku tylko 45 minut, zdołała skompletować spektakularnego hat-tricka, przyczyniając się do efektownego zwycięstwa 7:1. Był to już jej drugi hat-trick w sezonie — wcześniej zdobyła trzy bramki w starciu z Granadą, zakończonym wynikiem 10:1.

     

    Jeszcze bardziej imponujący jest fakt, jak płynnie Pajor wkomponowała się w drużynę naszpikowaną talentami. W adaptacji pomogły jej znajome twarze — trzy byłe koleżanki z VfL Wolfsburg również reprezentują barwy Barcelony. Ta kontynuacja współpracy, w połączeniu z jej niezłomnym etosem pracy i profesjonalizmem, nie umknęły uwadze. Zarówno sztab szkoleniowy, jak i koleżanki z drużyny chwalą ją za skupienie, pokorę i determinację.

     

    Obecnie Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń w hiszpańskiej ekstraklasie, naśladując sukces innego Polaka — Roberta Lewandowskiego, który wciąż dominuje w rozgrywkach męskich. Razem reprezentują nowy, złoty rozdział w historii polskiego futbolu — taki, w którym Polacy nie tylko rywalizują na największych scenach, ale również biją rekordy i piszą historię na nowo.

     

    Dla kibiców w kraju wyczyny Pajor to znacznie więcej niż tylko liczby — to powód do narodowej dumy. A jeśli jej fenomenalna passa w barwach Barcelony będzie trwać, jedno jest pewne: Ewa Pajor nie tylko zdobywa nagłówki — ona buduje własną legendę.

     

  • Powrót z 3:5 w finale Sabalenka – Gauff w Madrycie. Korzystne rozstrzygnięcie dla Świątek

    Powrót z 3:5 w finale Sabalenka – Gauff w Madrycie. Korzystne rozstrzygnięcie dla Świątek

    Powrót z 3:5 w finale Sabalenka – Gauff w Madrycie. Korzystne rozstrzygnięcie dla Świątek

    Ostatnie dwie edycje Mutua Madrid Open dostarczały nam finały pomiędzy Igą Świątek i Aryną Sabalenką. Białorusinka ponownie zameldowała się w decydującym starciu o trofeum w hiszpańskiej imprezie, ale miejsce Polki zajęła tym razem Coco Gauff. Amerykanka była na dobrej drodze, by doprowadzić do trzeciej partii. Prowadziła 5:3, potem miała setbola. Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem liderki rankingu w dwóch partiach – 6:3, 7:6(3). Taki rezultat oznacza, że raszynianka pozostanie wiceliderką rankingu WTA.

     

    Podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie znów pojawiła się szansa na to, byśmy w końcu zobaczyli w tym sezonie pojedynek pomiędzy Igą Świątek i Aryną Sabalenką. Podobnie, jak w poprzednich przypadkach, także i tym razem nie doszło do takiego zestawienia ze względu na półfinałową porażkę Polki. W trakcie Australian Open zapobiegła temu Madison Keys, w Indian Wells – Mirra Andriejewa. Tym razem padło na Coco Gauff. Amerykanka zdecydowanie pokonała naszą reprezentantkę – 6:1, 6:1. Dla raszynianki była to najbardziej dotkliwa przegrana w ostatnich sezonach.

     

    Już po tym starciu stało się jasne, że kibice w Madrycie nie obejrzą po raz trzeci z rzędu finału pomiędzy Świątek i Sabalenką, gdyż obrończyni tytułu znalazła się poza turniejem. Awans do decydującego pojedynku wywalczyła za to tenisistka z Mińska. W półfinale uporała się z Eliną Switoliną – 6:3, 7:5. Dzięki temu stanęła przed szansą na trzecie trofeum w stolicy Hiszpanii. Poprzednio triumfowała w tej lokalizacji w 2021 i 2023 roku. Dla Gauff zaś była to szansa na premierowy skalp w Madrycie. To Coco prowadziła 5-4 w zestawieniu H2H, wygrała także ich ostatnie spotkanie, które zostało rozegrane w półfinale ubiegłorocznego WTA Finals. Zapowiadała się elektryzująca walka o tytuł. Amerykanka miała jeszcze dodatkową stawkę – zwycięstwo dawałoby jej awans na pozycję wiceliderki rankingu.

     

    WTA Madryt: Emocjonujący finał Sabalenka – Gauff. Zwroty akcji w drugim secie

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Gauff. Amerykanka od początku znalazła się pod presją narzuconą przez Sabalenkę. Już na “dzień dobry” pojawił się break point dla Białorusinki. Ostatecznie długie rozdanie zakończyło się po myśli Coco. Kolejne minuty zostały jednak całkowicie zdominowane przez liderkę rankingu. Najpierw utrzymała podanie bez straty punktu. Potem doczekała się trzech break pointów z rzędu po tym, jak reprezentantka Stanów Zjednoczonych popełniła podwójny błąd serwisowy. Już po premierowej okazji tenisistka z Mińska objęła prowadzenie 2:1.

     

    Coco wyglądała na całkowicie bezradną, a Aryna kontynuowała kapitalną serię także w następnych minutach. Liczba zdobytych przez nią punktów z rzędu zatrzymała się dopiero na… 17, przy wyniku 4:1 15-0 z perspektywy 26-latki. Dopiero wtedy Amerykanka zdołała przeciwstawić się rywalce i nieco wytrąciła ze strefy komfortu turniejową “1”. Po rywalizacji na przewagi w szóstym gemie odrobiła stratę jednego breaka, po chwili dołożyła także swoje podanie, wracając ze stanu 15-30.

     

    Na korcie w końcu zrobiło się ciekawiej. Ósme rozdanie przyniosło nam sporo emocji. Z wyniku 40-15 dla Aryny doszło do równowagi. Końcówka należała jednak do Sabalenki. Białorusinka utrzymała swój serwis i odzyskała dwa “oczka” przewagi. To był bardzo ważny moment dla losów premierowej partii. Kolejny gem okazał się ostatnim w tym fragmencie pojedynku. Liderka rankingu wywalczyła sobie dwa setbole. Przy drugim Gauff zagrała bardzo nieudanego dropszota, po którym 26-latka zapisała na swoim koncie rezultat 6:3.

     

    W drugiej partii Coco pilnowała wyniku od samego początku. Niezwykle ważny okazał się drugi gem, w którym Amerykanka wróciła ze stanu 15-30 i doprowadziła do wyrównania na 1:1. Po chwili 21-latka wywalczyła przełamanie – i to do zera. Reprezentantka Stanów Zjednoczonych podwyższyła swój poziom, grała spokojniej. A po stronie Aryny pojawiło się więcej błędów. Gauff potwierdziła przewagę breaka i objęła prowadzenie 3:1.

     

    Liderka rankingu próbowała natychmiast odrobić stratę. W trakcie szóstego rozdania doczekała się w sumie dwóch okazji na 3:3, ale żadnej z nich nie była w stanie wykorzystać, miała problem z zareturnowaniem serwisu przeciwniczki. Ostatecznie skończyło się na utrzymaniu dwugemowej przewagi przez Coco. 21-latka oddaliła zagrożenie także przy kolejnym swoim podaniu. Wtedy wróciła ze stanu 15-30, wygrywając trzy akcje z rzędu. Dzięki temu zrobiło się 5:3 dla zawodniczki z USA.

    Białorusinka konsekwentnie starała się wywierać presję na rywalce, utrzymując swoje gemy serwisowe. Przy stanie 5:4 Gauff podawała po zwycięstwo w drugiej odsłonie. Zaczęła fatalnie – w pierwszych trzech akcjach popełniła aż dwa podwójne błędy serwisowe. Wynik 0-40 oznaczał trzy break pointy dla Sabalenki na 5:5. Mimo to Amerykanka doprowadziła do równowagi. W trakcie jednej z wymian doszło do kuriozalnej sytuacji. Liderka rankingu zgubiła rakietę dobiegając do piłki. Wtedy na twarzy Aryny zagościł uśmiech, ale po chwili nie było już jej wesoło, bowiem rywalka doczekała się setbola. Białorusinka nie poddawała się jednak i za piątą w sumie okazją na przełamanie wyrównała na 5:5.

     

    Emocje na korcie nie ustawały, zawiązała się prawdziwa batalia. W jedenastym gemie 26-latka wróciła ze stanu 0-30 i po raz pierwszy od początku partii objęła prowadzenie. Coco znalazła się pod presją, by utrzymać swoje podanie. Szybko zrobiło się 30-0 dla Sabalenki, potem pojawił się meczbol. Mimo to Amerykanka wyratowała się i doprowadziła do tie-breaka. Na twarzy Aryny zagościła frustracja, ale szybko przekuła ją w dobre akcje. Doskonale rozpoczęła kluczową rozgrywkę, zgarniając trzy akcje z rzędu. Gauff odrobiła stratę i przy zmianie stron mieliśmy 3-3. Ostatnie słowo należało jednak do tenisistki z Mińska. Białorusinka nie straciła już ani jednego punktu. Przy meczbolu Coco popełniła podwójny błąd serwisowy i spotkanie zakończyło się rezultatem 6:3, 7:6(3).

     

    Dla liderki rankingu to trzeci triumf w stolicy Hiszpanii. Wygrana 26-latki oznacza, że Iga Świątek pozostanie wiceliderką kobiecego zestawienia. Jej przewaga nad Coco Gauff po madryckich rozgrywkach nie będzie jednak wielka, wyniesie 170 pkt. Biorąc pod uwagę, że Polka ma do obrony 1000 “oczek” we Włoszech, a Amerykanka 390, zmiana na drugiej lokacie może nastąpić po zmaganiach w Rzymie.

    Dokładny zapis relacji z meczu Aryna Sabalenka – Coco Gauff jest dostępny

     

  • 10 dni ciszy i koniec. Świątek zamieściła wpis

    10 dni ciszy i koniec. Świątek zamieściła wpis

    10 dni ciszy i koniec. Świątek zamieściła wpis

     

    Iga Świątek przełamała ciszę na Instagramie, wracając z podsumowaniem madryckiego turnieju. Mimo półfinałowej porażki z Coco Gauff, polska tenisistka z optymizmem spogląda w przyszłość, zapowiadając kolejne występy.

     

    Iga Świątek po 10 dniach przerwy zamieściła post na Instagramie, w którym podsumowała swój start w turnieju rangi 1000 w Madrycie, gdzie dotarła do półfinału, przegrywając z Amerykanką Coco Gauff (1:6, 1:6).

     

    W swoim poście Polka podziękowała organizatorom i fanom tenisa z Madrytu, pisząc o kolejnym solidnym turnieju z rzędu, mimo że walczyła o lepszy wynik. Dodała, że jak zawsze spędziła w stolicy Hiszpanii wspaniały czas i bardzo to docenia.

     

    Aktualnie druga zawodniczka światowego rankingu zapowiedziała kolejne wyzwania w następnym tygodniu i turnieju (w Rzymie – przyp. red.). Post został oznaczony hashtagiem #graciasMadrid.

     

    “Dzięki Madryt. Kolejny solidny turniej, mimo że oczywiście walczyłam o lepszy wynik. Jak co roku, spędziłam wspaniały czas w mieście i bardzo to doceniam. Jedziemy dalej, z kolejnymi wyzwaniami i nadziejami. Do zobaczenia!” – czytamy we wpisie naszej tenisistki na portalu społecznościowym.

     

    23-letnia Świątek w najnowszym rankingu WTA będzie nadal zajmować 2. miejsce. Liderką zestawienia pozostanie Aryna Sabalenka, która wygrała imprezę na kortach twardych w Madrycie, pokonując w finale Gauff w dwóch setach – 6:3, 7:6 (WIĘCEJ TUTAJ).

  • Tak wygląda ranking WTA po finale Sabalenka – Gauff. Świątek może odetchnąć

    Tak wygląda ranking WTA po finale Sabalenka – Gauff. Świątek może odetchnąć

    Tak wygląda ranking WTA po finale Sabalenka – Gauff. Świątek może odetchną

     

    Iga Świątek z niepokojem mogła obserwować sobotni finał turnieju WTA 1000 w Madrycie. Starcie Aryny Sabalenki z Coco Gauff miało zadecydować, czy Polka utrzyma drugą pozycję na światowych listach. Skończyło się wygraną Białorusinki 6:3, 7:6 (3), a to dla polskich kibiców bardzo dobra wiadomość. Oto jak na ten moment wygląda ranking WTA.

     

    Iga Świątek w Madrycie broniła mistrzowskiego tytułu. Niestety ta sztuka jej się nie udała. W czwartek uległa w półfinale Coco Gauff 1:6, 1:6 i odpadła z zawodów. Na domiar złego przed Amerykanką pojawiła się okazja, by wyprzedzić naszą tenisistkę w rankingu WTA i odebrać jej miano wiceliderki. Aby tak się stało, musiała wygrać sobotni finał z Aryną Sabalenką.

     

    Finał w Madrycie zdecydował. Drugie miejsce Świątek wisiało na włosku

    Gauff miałaby wówczas 6953 punkty, czyli o 180 więcej niż Świątek (6773 pkt). W przypadku porażki na jej koncie byłoby ich 6603, a więc pozostałaby na trzeciej pozycji. Polscy kibice z niepokojem śledzili więc poczynania 21. latki z USA. Pierwszą partię Gauff przegrała 3:6. W drugiej prowadziła już 5:3 i wydawało się, że doprowadzi do remisu. Wtedy Sabalenka wykazała się nieprawdopodobnym uporem. Po pięciu breakpointach w 10. gemie w końcu przełamała. O losach seta zadecydował tie-break. A w nim Białorusinka wygrała 6:3 i sięgnęła po tytuł.

     

    Porażka Gauff oznacza, że pozycja Igi Świątek nie uległa zmianie. Polka wciąż jest druga, ale za to z gigantyczną stratą do prowadzącej Aryny Sabalenki. Dzięki wygranej w Madrycie dorobek Białorusinki powiększył się do 11118 punktów. To oznacza, że Polka ma aż 5655 punktów mniej i w najbliższym czasie może zapomnieć o powrocie na szczyt.

     

    Oto ranking WTA po meczu Sabalenka – Gauff. Niepokojąca sytuacja Świątek

    W zbliżającym się turnieju w Rzymie będzie musiała za to odpierać ataki trzeciej Coco Gauff i czwartej Jessiki Peguli. Ta pierwsza traci do Polki 170, a druga 500 “oczek”. Świątek zaś znów będzie broniła 1000 punktów wywalczonych za zwycięstwo przed rokiem. Większy dystans dzieli ją od kolejnych rywalek. Piąta Jasmine Paolini ma od niej aż 1898 punktów mniej i na razie nie stanowi realnego zagrożenia.

     

    Po zawodach w Madrycie w pierwszej dziesiątce rankingu dojdzie do kilku zmian względem oficjalnego notowania z minionego poniedziałku. Coco Gauff awansowała z czwartego na trzecie miejsce kosztem Peguli, piąta Jasmine Paolini wyprzedziła Madison Keys, a dziewiąta Emma Navarro – Paulę Badosę. Na siódmym miejscu pozostała Mirra Andriejewa, a na ósmym – Qinwen Zheng.

     

    Ranking WTA po finale w Madrycie:

     

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 11118 pkt

    2. Iga Świątek (Polska) – 6773 pkt

    3. Coco Gauff (USA) – 6603 pkt

    4. Jessica Pegula (USA) – 6273 pkt

    5. Jasmine Paolini (Włochy) – 4875 pkt

    6. Madison Keys (USA) – 4824 pkt

    7. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4781 pkt

    8. Qinwen Zheng (Chiny) – 4193 pkt

    9. Emma Navarro (USA) – 3797 pkt

    10. Paula Badosa (Hiszpania) – 3761 pkt

    25. Magdalena Fręch (Polska) – 1800 pkt

    32. Magda Linette (Polska) – 1531 pkt

  • Alarmujące słowa o Świątek. “Nikt nie chce jej pomóc”

    Alarmujące słowa o Świątek. “Nikt nie chce jej pomóc”

    Alarmujące słowa o Świątek. “Nikt nie chce jej pomóc”

    Dlaczego Iga Świątek nie potrafi opanować kryzysu? W Polskim Radiu swoje zdanie na ten temat przedstawił Piotr Woźniacki. – Kiedy patrzę na miny ludzi z jej sztabu, to od razu wiem, co tam się dzieje – przyznał były trener Karoliny Woźniackiej.

     

    Iga Świątek, wiceliderka światowego rankingu, nie zdołała awansować do finału turnieju WTA 1000 w Madrycie, przegrywając z Amerykanką Coco Gauff. Występ Polki wzbudził wiele emocji, a Piotr Woźniacki, ojciec i były trener Karoliny Woźniackiej, skrytykował sztab Świątek. W rozmowie z Cezarym Gurjewem z Polskiego Radia podkreślił, że problemem jest brak wsparcia dla zawodniczki.

     

    – Problemem jest team “podpowiadaczy”, a także stres i presja rekordów. Ciężko ten bagaż nosić samemu, a nikt nie chce jej pomóc, tylko każdy czegoś oczekuje – ocenił Woźniacki senior. Jego zdaniem, Świątek potrzebuje więcej luzu i radości z gry, aby przełamać obecny kryzys.

     

    Woźniacki zauważył, że Iga Świątek zbudowała piękny dom dla siebie i kibiców, ale czasem trzeba wpuścić do niego trochę powietrza. – Kiedy patrzę na miny ludzi z jej sztabu, to od razu wiem, co tam się dzieje. Potrzebne jest przełamanie! Ona nie może ciągnąć sama tego “wózka”, potrzeba trochę radości z gry – dodał.

     

    Świątek nie wygrała żadnego turnieju od roku. Jej forma niepokoi, bo przez lata rządziła na mączce, a teraz nawet ulubiona nawierzchnia przestała być jej atutem.

     

    Polska tenisistka już kilka miesięcy temu straciła pierwsze miejsce w rankingu WTA na rzecz Aryny Sabalenki. Obecnie poważnie grozi jej spadek na trzecią pozycję, a tuż za jej plecami są Jessica Pegula oraz Coco Gauff.

     

    Jeżeli nic nagle się nie zmieni, to Iga niebawem wystartuje w Rzymie, gdzie w przeszłości już wygrywała. Najważniejszą imprezą tej części sezonu będzie z kolei wielkoszlemowy Roland Garros, który wystartuje pod koniec maja.