Category: Celebrities

  • Nieudany debiut nowego selekcjonera! Polska przegrała z Izraelem

    Nieudany debiut nowego selekcjonera! Polska przegrała z Izraelem

    Nieudany debiut nowego selekcjonera! Polska przegrała z Izraelem

    Polska przegrała wyjazdowy mecz eliminacji mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych z Izraelem 31:33. Spotkanie było debiutem w roli selekcjonera Joty Gonzaleza, który przejął kadrę po zwolnieniu Marcina Lijewskiego. Biało-Czerwoni ponieśli drugą porażkę w tych eliminacjach, ale mimo to utrzymali drugie miejsce w swojej grupie.

     

    Reprezentacja Polski rozpoczęła przygotowania do meczu z Izraelem od kilkudniowego zgrupowania w Pruszkowie, prowadzonego już pod wodzą nowego selekcjonera – Joty Gonzaleza. Hiszpański szkoleniowiec objął stanowisko po zwolnionym Marcinie Lijewskim. W swoim debiucie na ławce trenerskiej wspierali go asystenci: Zygmunt Kamys oraz były znakomity obrotowy – Julen Aguinagalde.

     

    Premierowe minuty meczu nie ułożyły się po myśli Biało-Czerwonych – Polacy szybko stracili trzy bramki, odpowiadając tylko jednym trafieniem. Impuls do odrabiania strat dał Andrzej Widomski, który przejął inicjatywę w ataku. Dzięki jego skuteczności oraz bramce Filipa Michałowicza, nasi szczypiorniści nie tylko wyrównali stan meczu, ale objęli także jednobramkowe prowadzenie.

     

    Izraelczycy jednak nie spuścili z tonu – grali dynamicznie i skutecznie wykorzystywali akcje skrzydłami. Mimo to, Polacy potrafili odpowiedzieć – świetnie funkcjonowała gra z obrotowym, gdzie kilkukrotnie z dobrej strony pokazał się debiutujący Sebastian Kaczor. W ataku z drugiej linii często zaskakiwali gospodarzy niesygnalizowanymi, precyzyjnymi rzutami z dystansu. Mimo tych atutów, podopieczni Joty Gonzaleza zmagali się z dużą liczbą prostych strat oraz mieli trudności z zatrzymaniem izraelskich skrzydłowych, którzy nie marnowali okazji w kontrataku.

     

    Spotkanie było bardzo wyrównane, a prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie. Dobrze między słupkami spisał się Jakub Skrzyniarz, który obronił dwa ważne rzuty. Z kolei w ofensywie nasi zawodnicy dwa razy skutecznie przechwycili piłkę i zamienili kontry na bramki, wychodząc na najwyższe w tym meczu, trzybramkowe prowadzenie. Na wyróżnienie zasługiwał też Piotr Jędraszczyk, który solidnie pracował w defensywie, a dodatkowo dołożył kilka ważnych trafień. Niestety, końcówka tej części należała do Izraelczyków – wykorzystali momenty dekoncentracji naszych graczy i doprowadzili do remisu 18:18 chwilę przed zejściem do szatni.

     

    Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Świetnie między słupkami spisywał się Dan Tepper, notując blisko 50-procentową skuteczność obron, a w ataku raz po raz trafiali Daniel Mosindi i Yoav Lumbroso. Polacy mieli problemy ze skutecznością i stracili trzy bramki z rzędu. Nadzieję przywróciły dobre interwencje Skrzyniarza oraz poprawa gry w defensywie, co pozwoliło chwilowo doprowadzić do remisu. Izrael jednak szybko odzyskał prowadzenie – najpierw po dobrze rozegranej akcji, a chwilę później po przechwycie piłki z rąk Jędraszczyka.

     

    Minimalna przewaga Izraelczyków utrzymywała się do końca spotkania. Biało-Czerwoni popełniali coraz więcej błędów, nawet do tej pory skuteczni – Damian Przytuła, czy Michałowicz – pudłowali w klarownych sytuacjach. Izrael utrzymał prowadzenie i ostatecznie wygrał mecz 33:31, odnosząc drugie zwycięstwo z Polską w historii.

     

    Mimo porażki, nasi reprezentanci pozostali na drugim miejscu w grupie. Aby zachować pozycję, muszą liczyć jednak na porażkę Rumunii w meczu z Portugalią. Do zakończenia fazy grupowej pozostało jedno spotkanie – Polska podejmie w niedzielę Rumunię. Awans do turnieju finałowego wywalczą po dwa najlepsze zespoły z każdej grupy oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc.

  • Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego u Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego u Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    Nigdy wcześniej nie widzieliśmy tego u Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    Iga Świątek znokautowała przeciwniczkę w pierwszym meczu w Rzymie w mniej niż godzinę. Komentator tenisowy Tomasz Wolfke nawet w tak krótkim spotkaniu zauważa jednak przełom w grze polskiej tenisistki. — Zaczęła próbować inne warianty niż te, które zawsze wybiera — tłumaczy w Przeglądzie Sportowym Onet. I wskazuje na moment, w którym Świątek “zrobiła Radwańską”.

     

    Polska tenisistka wygrała 6:1, 6:0 z Elisabettą Cocciaretto i zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Jednostronne spotkanie, a zwłaszcza jego końcówkę, bardzo dobrze ocenia nasz ekspert.

     

    — Widać wyraźnie, że te korty w Rzymie na wysokości morza znacznie bardziej jej odpowiadają niż w Madrycie. Gra jest wolniejsza, serwis nie ma takiego znaczenia. Oczywiście, że przeciwniczka nie była z najwyższej półki, jest niska, ale to na pewno był dobry mecz Igi. Serwis też jeszcze nie wygląda dobrze, ale w kobiecym tenisie na mączce on nie ma aż takiego znaczenia. Choć w ostatnim czasie faktycznie pojawiły się takie zawodniczki, jak Coco Gauff czy Mirra Andriejewa, które potrafią wygrywać w ten sposób spotkania — tłumaczy komentator tenisowy Tomasz Wolfke.

     

    Przemiana w grze Igi Świątek. “Aż krzyknąłem”

    — Bardzo mi się podobało, że Iga wreszcie zrobiła to, co wydawało się oczywistością, ale wcześniej tego unikała. Mianowicie przy wyniku 6:1, 5:0 zaczęła próbować inne warianty niż te, które zawsze wybiera. Raz nawet zrobiła w końcówce “Radwańską”, czyli przyciągnęła skrótem rywalkę do siatki, a potem ją przelobowała. Coś wspaniałego, aż krzyknąłem i rodzina przybiegła z innych pokojów. Od zawsze mówiłem, że powinna szukać innych wariantów niż siłowe przy takich wymianach. Lepiej prezentowała się również w forhendzie — dodaje.

     

    Wygrana z 82. w rankingu Cocciaretto w pierwszym meczu wcale nie musi jednak zdradzać zbyt dużo o formie Igi. Problemy Polki zdarzały się bowiem w tym sezonie zawsze w późniejszych rundach.

     

    — Myślę, że na test jeszcze przyjdzie czas, bo Iga wygrywała wiele meczów w pierwszych rundach w tym sezonie. Ciężkie chwile zaczynały się u niej dopiero w czwartych meczach, czyli ćwierćfinale lub półfinale. I to zwykle z rywalkami z czołowej dziesiątki lub takimi, które jej wybitnie nie leżą, jak Ostapenko. Oczywiście była ta klęska z Alexandrą Ealą, ale to jedna wpadka, która Idze zdarza się raz na kilka lat — twierdzi Wolfke.

     

    W trzeciej rundzie Polka czeka na rozstrzygnięcie meczu Danielle Collins — Elena Ruse. Faworytką starcia, które rozpoczęło się tuż po meczu Igi, jest Amerykanka, która nazwała Polkę “fałszywą” na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Rumunka to 88. w rankingu WTA kwalifikantka.

     

    — W kontekście następnego meczu na pewno łatwiejszy byłby pojedynek z Rumunką. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę ostatni trudny czas Igi pod względem mentalnym, ale Collins to również znacznie lepsza tenisowo rywalka. Amerykanka kilka razy “dawała do pieca” w kontekście Świątek, więc ich spotkanie na pewno byłoby bardzo emocjonujące — zakończył.

  • Duża zmiana w boksie Igi Świątek! Jest nagła reakcja po klęsce

    Duża zmiana w boksie Igi Świątek! Jest nagła reakcja po klęsce

    Duża zmiana w boksie Igi Świątek! Jest nagła reakcja po klęsce

     

    Iga Świątek pewnie pokonała Elisabettę Cocciaretto wynikiem 6:1, 6:0 i zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. W trakcie meczu kamery kilkukrotnie pokazywały boks polskiej zawodniczki, a internauci natychmiast dostrzegli, że po klęsce w Madrycie doszło w nim do zmiany. Trener, czyli Wim Fissette pojawił się w pierwszym rzędzie. A wcześniej na sztab spadła krytyka.

     

    To był błyskawiczny start Igi Świątek w stolicy Włoch. Polka całkowicie rozbiła Elisabettę Cocciaretto wynikiem 6:1, 6:0 i awansowała do kolejnego etapu. Mecz był bardzo szybki i taki, do jakich nasza rodaczka przyzwyczaiła w poprzednich sezonach. A to bardzo dobre wieści przed kolejnymi rundami.

     

    Zmiana u trenera Igi Świątek. Natychmiast to dostrzegli

    W trakcie pojedynku z Włoszką kilkukrotnie kamery kilkukrotnie pokazywały to, co działo się w boksie Świątek. Atmosfera była wyjątkowo spokojna, bo spokojny był także mecz. Co ciekawe jednak doszło do pewnej zmiany. W pierwszym rzędzie pojawił się wreszcie trener drugiej rakiety świata, czyli Wim Fissette. Obok niego siedział trener przygotowania fizycznego, czyli Maciej Ryszczuk.

     

    W trakcie poprzednich turniejów Belg zasiadał wraz z psycholożką Darią Abramowicz w drugim rzędzie. Z tego powodu wielokrotnie musiał mierzyć się z krytyką. — Nie spotkałem się w wielkim tenisie, żeby główny trener siedział w drugim rzędzie podczas meczu swojej tenisistki. To on jest zazwyczaj tą pierwszoplanową postacią i to on jest tą osobą, która idzie na pierwszy ogień, jeżeli chodzi o reakcję swojej podopiecznej. Więc to też jest dosyć ciekawe — mówił były zawodnik Michał Dembek z kanału Sofa Sportowa, o czym pisaliśmy

    “Wim wrócił do 1. rzędu” — skomentował Dembek w trakcie meczu z Cocciaretto w serwisie x.

  • Koszmarny widok! Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek w Rzymie

    Koszmarny widok! Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek w Rzymie

    Koszmarny widok! Oto ranking WTA po meczu Igi Świątek w Rzymie

     

    Stało się! Iga Świątek zaczęła turniej WTA 1000 w Rzymie od zwycięstwa z Elisabettą Cocciaretto wynikiem 6:1, 6:0. Polka ma za sobą udany start, ale niestety dobre wieści nie płyną z rankingu WTA. Nasza rodaczka broni w stolicy Włoch aż 1000 pkt i mimo tego, że zaczęła od zwycięstwa, to jej sytuacja nie jest korzystna. Gdyby odpadła po kolejnym meczu, to spadłaby na… czwartą pozycję! Wyjaśniamy, rankingowe zawiłości.

     

    Iga Świątek rozpoczęła w czwartek rzymski “tysięcznik”. Jej pierwszą rywalką w drugiej rundzie była wspomniana już Elisabetta Cocciaretto. Od samego startu lepiej na korcie prezentowała się nasza rodaczka i w pierwszym secie udało jej się zwyciężyć wynikiem 6:1. Po krótkiej przerwie przyszła pora na drugą odsłonę i w niej ponownie lepiej dysponowana była Polka. Finalnie wygrała 6:1, 6:0 i awansowała do trzeciej rundy.

     

    Tak wygląda ranking WTA po meczu Igi Świątek! Niestety, nie jest dobrze

    Co oznacza to dla rankingu WTA? Sytuacja w nim nie jest kolorowa. W 2024 r. Świątek w Rzymie triumfowała, dlatego w tej edycji broni aż 1000 pkt. Wygrana w drugiej rundzie zapewnia jej tylko… 35 “oczek”. Zgodnie z zestawieniem WTA Live w tej chwili na koncie naszej rodaczki jest jedynie 5808 pkt i zajmuje ona dopiero czwartą lokatę.

     

    I to fatalna wiadomość. Gdyby Świątek odpadła z turnieju w Rzymie po trzeciej rundzie, to oznaczałoby spadek w oficjalnym rankingu. Przed nią w tej chwili znajduje się nie tylko Aryna Sabalenka, ale również Jessica Pegula (2.) i Coco Gauff (3.). Pierwsza z Amerykanek nie brała udziału we włoskim “tysięczniku” w 2024 r., dlatego nie broni żadnych punktów, a tylko może je zdobywać. Co do drugiej, to ona rok temu dotarła do półfinału i broni 390 “oczek”.

     

    A to oznacza, że obie są na dogodnych pozycjach, aby gonić najlepszą polską tenisistkę w rankingu. Gdyby Świątek, Gauff i Pegula odpadły po swoich najbliższych meczach to wszystkie trzy miałyby kolejno 5808, 6213 i 6243 pkt. A co z Sabalenką? Ona broni 650 “oczek” za zeszłoroczny finał i w piątek rozegra pierwszy mecz w Rzymie (również w drugiej rundzie). W tej chwili może pochwalić się dorobkiem 10478 pkt w rankingu WTA Live. Dlatego z zawodniczkami z niższych lokat dzieli ją przepaść.

  • Ależ demolka w meczu Igi Świątek w Rzymie! W 52 minuty było po wszystkim

    Ależ demolka w meczu Igi Świątek w Rzymie! W 52 minuty było po wszystkim

    Ależ demolka w meczu Igi Świątek w Rzymie! W 52 minuty było po wszystki

     

    To był pokaz siły! Iga Świątek rozbiła Elisabettę Cocciaretto (82. WTA) 6:1, 6:0 w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka w stolicy Włoch broni tytułu, a jej dominacja na otwarcie tegorocznej imprezy może być zapowiedzią powrotu do wygrywania turniejów na mączce, gdzie od lat czuje się jak w domu. I to tuż przed zbliżającym się wielkimi krokami Roland Garros!

     

    Rzym to następny ważny przystanek w tegorocznym sezonie na mączce — nawierzchni, która przed rokiem została całkowicie zdominowana przez naszą reprezentantkę. Tym razem scenariusz jest jednak inny. Choć raszynianka nadal gra o najwyższe cele i regularnie melduje się w końcowych fazach turniejów, to nie osiąga tego, do czego przyzwyczaiła swoich kibiców, czyli kolejnych zdobytych tytułów.

     

    Fani Świątek liczą, że złą passę może uda się przerwać właśnie w stolicy Włoch. Tym bardziej że zawody w Rzymie to ostatnie przetarcie przed French Open. I początek rywalizacji w Wiecznym Mieście faktycznie może napawać optymizmem.

     

    Popis Świątek w pierwszym secie. Niecałe pół godziny i po sprawie!

    Obrończyni tytułu doskonale rozpoczęła czwartkowe spotkanie. Po siedmiu minutach prowadziła już 3:0, tracąc w trzech gemach zaledwie jeden punkt! W czwartej partii sytuacja mogła ulec zmianie, bo Cocciaretto przy swoim serwisie wygrywała 40:30, ale w końcówce popełniła trzy proste błędy, które pozwoliły Świątek powiększyć prowadzenie.

     

    Chwilę później Włoszka zaczęła grać nieco odważniej także przy serwisie Polki. Wywalczyła 30:0, ale nie zdołała pójść za ciosem i zrobiło się 5:0 z perspektywy raszynianki. Finalnie 24-latka zdołała jeszcze urwać gema, unikając porażki do zera, ale w kolejnym podopieczna Wima Fissette’a domknęła seta, wygrywając do 15. Po zaledwie 26 minutach gry!

     

    Obraz gry nie uległ zmianie także w drugim secie. Wiceliderka rankingu WTA w niespełna kwadrans prowadziła 3:0, mając na koncie dwa przełamania. Kilka minut później na tablicy wyników widniał już natomiast 5:0. Cocciaretto starała się bronić i nie przegrywała gemów do zera, ale finalnie nie była w stanie przeciwstawić się znakomitej grze faworytki.

     

    Na początek szóstego gema obie tenisistki rozegrały bardzo efektowną akcję. Po mocnym smeczu Świątek z rąk Włoszki wypadła… rakieta. Nie miało to jednak większego wpływu, bo piłka po jej odbiciu i tak wyleciała w aut. A kilka chwil później, po zaledwie 52 minutach, mecz dobiegł końca — obrończyni mistrzowskiego tytułu wygrała 6:1, 6:0.

     

    Iga Świątek zmiażdżyła rywalkę! Teraz Danielle Collins?

     

    W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Danielle Collins lub Eleną Gabrielą Ruse. Szczególnie interesuję byłoby starcie z Amerykanką, która nie ukrywa, że nie przepada za Polką. Historia złych uczuć tenisistki z USA do 23-latki jest bardzo długa. Wszystko zaczęło się od igrzysk olimpijskich, kiedy to Collins nazwała Świątek “nieszczerą”. Potem było chłodne powitanie przed finałem United Cup, a następnie zawodniczka ze Stanów Zjednoczonych podgrzała atmosferę w mediach społecznościowych, drwiąc z całej sytuacji

  • Absolutna deklasacja w Rzymie! Iga Świątek grała tylko 52 minuty

    Absolutna deklasacja w Rzymie! Iga Świątek grała tylko 52 minuty

    Absolutna deklasacja w Rzymie! Iga Świątek grała tylko 52 minuty

    Iga Świątek w trzeciej rundzie w Rzymie! Polka pokonała w drugiej rundzie reprezentantkę gospodarzy Elisabettę Cocciaretto 6:1, 6:0. – Miło się patrzy, jak Iga dziś gra, chociaż rywalka nie zawiesiła poprzeczki najwyżej – usłyszeliśmy od komentatorów Canal+ Sport.

     

    Iga Świątek (2. WTA) z racji rozstawienia przystąpiła do turnieju WTA 1000 w Rzymie od drugiej rundy. Jej pierwszą rywalką była Włoszka Elisabetta Cocciaretto (82.), która wcześniej pokonała reprezentującą Armenię Elinę Awanesian 6:2, 4:6, 6:1.

     

    Dla Polki to był pierwszy występ po nieudanym półfinale w Madrycie, gdzie uległa Coco Gauff 1:6, 1:6. Po tamtym meczu świat dowiedział się także, że wcześniej przeżyła śmierć dziadka i była na pogrzebie. Wielu zastanawiało się, jak po tych wydarzeniach Świątek przystąpi do kolejnej imprezy.

     

    Świetny początek Świątek

    Początek meczu był dla niej jak marzenie. Po siedmiu minutach prowadziła z Cocciaretto 3:0, a w punktach 12-1. Grała bardzo agresywnie, wymiany trwały krótko, przeciwniczka nie bardzo potrafiła odpowiedzieć.

     

    Włoszka była w głębokiej defensywie. – Jest tak przyklejona do końcowej linii że brakuje, aby odskoczyła i doskoczyła. Cały czas czeka, aż piłka do niej doleci – analizowała Klaudia Jans-Ignacik z Canal+ Sport.

     

    Kolejne gemy były nieco bardziej zacięte, reprezentantka gospodarzy prowadziła nawet 30:0 przy podaniu Igi Świątek, ale nasza tenisistka obroniła się wówczas świetnym forhendem, potem serwisem i odskoczyła już na 5:0. Jej team ze spokojem obserwował z trybun pierwszego seta zakończonego wynikiem 6:1.

     

    Cocciaretto kończyła partię z bardzo korzystnym procentem trafionego pierwszego podania (78). – Ale co z tego, skoro nie robi krzywdy Idze tym serwisem – analizowała komentatorka. U Świątek naliczono 58 procent, ale ani razu nie dała się przełamać.

     

    Polka i Włoszka są z tego samego rocznika (2001) i w przeszłości grały ze sobą kilkukrotnie na rożnych etapach rywalizacji juniorskiej. Czwartkowe spotkanie było ich pierwszym w dorosłym tenisie, a zdecydowaną faworytką pozostawała nasza wiceliderka rankingu.

     

    Świątek już czeka na następną rywalkę

    Elisabetta Cocciaretto próbowała, biegała do każdej piłki, ale nie wiedziała, jak zagrozić Idze Świątek. Wyglądała na bezradną gdy np. po dwóch jej lepszych uderzeniach i tak przychodziła mocniejsza kontra z drugiej strony siatki. – Mało zależy dziś od niej na korcie. Jak Iga trafia to nie ma gry – przyznał komentator Żelisław Żyżyński.

     

    Włoszka pod presją myliła się, stąd chociażby podwójny błąd serwisowy na początku drugiego seta. Polka znów szybko odskoczyła na 3:0. Mając taką kontrolę pozwalała sobie nawet na akcje przy siatce, jak w czwartym gemie, gdy wymianę zakończyła efektownym wolejem. Skończyło się wynikiem 6:1, 6:0 dla Igi Świątek w 54 minuty. Pełna dominacja drugiej rakiety świata. – Miło się patrzy, jak Iga dziś gra, chociaż rywalka nie zawiesiła poprzeczki najwyżej – usłyszeliśmy od komentatorów na koniec.

     

    Nie był to najtrudniejszy mecz dla naszej tenisistki. Spisała się świetnie w roli faworyzowanej zawodniczki. Niemniej przyjechała do Rzymu po większe osiągnięcia niż trzecia runda. Świątek już trzykrotnie wygrywała w stolicy Włoch, broni w tym roku tytułu. Potrzebuje zyskać więcej pewności siebie po ostatnich występach, bo już za dwa tygodnie startuje wielkoszlemowy Roland Garros. Rzym i Paryż to dla niej obecnie najważniejsze starty w sezonie.

     

    W następnej rundzie turnieju rozgrywanego na kortach Foro Italico Iga Świątek zmierzy się z lepszą z pary Danielle Collins (35. WTA, USA) – Elena Gabriela Ruse (88., Rumunia). Transmisje z imprezy w Canal+ Sport, relacje w Sport.pl.

  • Iga Świątek nie dała szans triumfatorce BJK Cup. 52 minuty gry i awans Polki w Rzymie

    Iga Świątek nie dała szans triumfatorce BJK Cup. 52 minuty gry i awans Polki w Rzymie

    Iga Świątek nie dała szans triumfatorce BJK Cup. 52 minuty gry i awans Polki w Rzymie

     

    W czwartek rozpoczęła się rywalizacja w drugiej rundzie singla podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie. Kilkanaście minut po godz. 13:00 na obiekcie Campo Centrale pojawiła się Iga Świątek. Nasza reprezentantka zmierzyła się z zawodniczką gospodarzy – Elisabettą Cocciaretto, która w zeszłym sezonie należała do zwycięskiego składu Włoszek podczas BJK Cup. Wiceliderka rankingu nie dała żadnych szans swojej rówieśniczce. Świątek wygrała 6:1, 6:0 w zaledwie 52 minuty i zameldowała się w 1/16 finału.

     

    W ostatnich sezonach turniej WTA 1000 w Rzymie został zdominowany przez Igę Świątek. Polka wygrała aż trzy z czterech poprzednich edycji. Jedyne potknięcie zaliczyła w 2023 roku, kiedy to skreczowała w trzecim secie ćwierćfinału z Jeleną Rybakiną z powodu kontuzji. Przed 12 miesiącami raszynianka nie dała większych szans w decydującym starciu Arynie Sabalence. Tym razem 23-latka zameldowała się w stolicy Włoch w nieco innym położeniu. Od ubiegłorocznego Roland Garros czeka na jakikolwiek tytuł, a nawet finał rozgrywek.

     

    Dzisiaj wiceliderka rankingu rozegrała swój pierwszy oficjalny pojedynek. Jej przeciwniczką w walce o awans do trzeciej rundy okazała się Elisabetta Cocciaretto. Reprezentantka gospodarzy rozegrała wczoraj zacięty mecz z Eliną Awanesian. Ostatecznie zawodniczka, która należała do zwycięskiego składu Włoszek podczas BJK Cup Finals 2024, triumfowała 6:2, 4:6, 6:1. Dzięki temu dostaliśmy potyczkę z udziałem rówieśniczek. Świątek i Cocciaretto urodziły się w 2001 roku, rywalizowały ze sobą w czasach juniorskich. Co ciekawe, czwartkowa batalia była jednak ich dopiero pierwszym bezpośrednim starciem na poziomie zawodowym.

     

    WTA Rzym: Iga Świątek w trzeciej rundzie. Polka nie dała szans Elisabeccie Cocciaretto

     

    Iga doskonale weszła w spotkanie, grała na swoich warunkach. Zgarnęła na starcie aż 13 z 14 rozegranych akcji. Pierwsza szansa dla Włoszki na premierowe “oczko” pojawiła się dopiero w czwartym gemie. Wówczas Elisabetta prowadziła 40-30, ale od tego momentu trzy punkty powędrowały na konto Świątek. Po tym, jak w piątym rozdaniu raszynianka wróciła ze stanu 0-30, zaczęło pachnieć tzw. bajglem. Podczas szóstego gema było już 30-15 z perspektywy wiceliderki rankingu.

     

    Cocciaretto uniknęła jednak przegranej w secie do zera. Wyszła z opresji, serwując po drodze m.in. asa. Chwilę później nasza tenisistka nie pozostawiła już wątpliwości rywalce. W pewnym stylu domknęła premierową odsłonę rezultatem 6:1, po zaledwie 26 minutach gry. Dobrze wyglądały także statystyki Polki – 8 uderzeń kończących przy 4 niewymuszonych błędach.

     

    Znakomicie rozpoczęła się także druga partia z perspektywy Igi. Chociaż rywalka prowadziła 30-15 po asie serwisowym, to w kolejnych akcjach wszystko ułożyło się po myśli turniejowej “2”. Na koniec rozdania Elisabetta popełniła podwójny błąd serwisowy. Świątek kontynuowała swoją dominację na korcie w następnych minutach. Przy własnym podaniu była nie do uchwycenia. Więcej walki obserwowaliśmy przy serwisie Włoszki, ale i tak gemy sukcesywnie wędrowały na konto raszynianki.

     

    Przy stanie 5:0 Świątek mogła zamykać pojedynek przy własnym podaniu. Dokonała tej sztuki bez większych problemów. Czuła się na tyle swobodnie, że pozwoliła sobie nawet na zagranie… dropszota. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 6:0 w zaledwie 52 minuty. W trzeciej rundzie WTA 1000 w Rzymie zmierzy się z Danielle Collins lub Eleną-Gabrielą Ruse. Kolejny mecz z udziałem raszynianki odbędzie się w sobotę.

  • Iga Świątek pod ścianą. Może wygrać turniej, ale stracić miejsce

    Iga Świątek pod ścianą. Może wygrać turniej, ale stracić miejsce

    Iga Świątek pod ścianą. Może wygrać turniej, ale stracić miejsce

     

    Po turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie Iga Świątek utrzymała 2. miejsce w światowym rankingu WTA, mimo że nie obroniła tytułu. Teraz po imprezie WTA 1000 w Rzymie Polka może spaść nawet o dwie pozycje.

     

    Na początku obecnego sezonu Iga Świątek miała dogodną okazję na to, by powrócić na pierwsze miejsce w światowym rankingu WTA. Potrzebowała jednak lepszego występu w wielkoszlemowym Australian Open niż Aryna Sabalenka. Ostatecznie Polka odpadła w półfinale, a Białorusinka przegrała w finale i do zmiany na czele nie doszło.

     

    Wówczas jasne stało się, że przez kolejne miesiące nasza tenisistka nie będzie w stanie odzyskać “jedynki”. Od rywalizacji w Melbourne to ona miała do obrony więcej niż jej największa rywalka.

     

    W tym sezonie forma Świątek nie jest taka, jak w poprzednim, o czym świadczy fakt, że do tej pory nie osiągnęła jeszcze finału żadnego turnieju. Przez to praktycznie po każdej imprezie traci w rankingu i obecnie ma na swoim koncie 6773 “oczka”. Dla porównania Sabalenka zgromadziła już aż 11118 pkt.

     

    Tak naprawdę niewiele zabrakło, by Polka spadła na 3. miejsce w rankingu. Żeby do tego doszło, Coco Gauff musiała wygrać turniej rangi WTA 1000 w Madrycie. Mimo że w półfinale rozbiła naszą tenisistkę 6:1, 6:1, to w finałowym starciu przegrała z Sabalenką, która “uratowała” Świątek.

     

    Amerykanki w znakomitej sytuacji

    Nasza tenisistka lada moment może jednak znaleźć się nie tylko za plecami Gauff, ale także innej tenisistki z USA – Jessiki Peguli. Ba, jeżeli spojrzymy na ranking “na żywo”, to tam Polka jest już 4.

     

    Powód? Wspomniane zestawienie przed startem każdego turnieju odlicza dotychczasową zdobycz, przez co od razu dochodzi do zmian. Tym samym przed rozpoczęciem rywalizacji w imprezie rangi WTA 1000 Rzym Świątek ma 5783 pkt.

     

    Wobec tego Polka musi obronić tytuł, by zachować wspomniany wcześniej dorobek 6773 “oczek”. Niestety fatalną informacją jest to, że nawet przy końcowym triumfie w stolicy Włoch nasza tenisistka może spaść na 3. miejsce.

     

    Los Świątek nie tylko w jej rękach

    Wszystko z uwagi na sytuację tenisistek z USA. W Rzymie Gauff broni pkt za ubiegłoroczny półfinał, więc ewentualny finał zagwarantuje jej zysk w postaci 250 “oczek”. Biorąc pod uwagę, że do Świątek traci obecnie 170 pkt, wystarczy to, by wyprzedzić ją w rankingu bez względu na wynik Polki.

     

    W komfortowej sytuacji jest z kolei Pegula, która rok temu nie rywalizowała w stolicy Włoch. Na ten moment zgromadziła ona 6243 pkt i do naszej tenisistki traci 530 “oczek”. Wobec tego, jeżeli osiągnie finał, to jasne stanie się, że przeskoczy Polkę nawet w przypadku, gdy ta obroni tytuł.

     

    Jednak w obu przypadkach mówimy o najlepszym możliwym występie Świątek w Rzymie. Innym bardzo ważnym szczegółem jest to, że Polka musi dotrzeć do finału, by w ogóle mieć jakąkolwiek szansę na to, by nie spaść na 4. miejsce.

     

    Jeżeli nasza tenisistka osiągnie półfinał, to wówczas będzie miała zapewnione 6173 pkt. Tymczasem w rankingu “na żywo” jeszcze przed startem turnieju Pegula ma na swoim koncie 6243 “oczka”, a Gauff 6213. Z kolei finał zagwarantuje Świątek 6423 pkt. i dopiero wtedy otworzy szansę na utrzymanie 2. pozycji.

     

    Oto potencjalne rywalki Świątek

    Tymczasem Polka bardzo szybko może zmierzyć się z trudnymi rywalkami. W trzeciej rundzie jej potencjalną przeciwniczkę jest Amerykanka Danielle Collins, a w czwartej Ukrainka Elina Switolina.

     

    Ćwierćfinał to możliwy pojedynek z Amerykanką Madison Keys. W półfinale nasza tenisistka może zmierzyć się z Pegulą czy Jasmine Paolini, a w finale oczywiście m.in. z Sabalenką, Gauff czy Mirrą Andriejewą.

     

    Tymczasem rywalizację w Rzymie Świątek zainauguruje w czwartek, 8 maja. Jej pierwszą rywalką została Włoszka Elisabetta Cocciaretto, a do tego pojedynku dojdzie nie przed godziną 13:00 na korcie centralnym.

  • Natychmiast to wyłapali. Co za słowa o Julii Szeremecie

    Natychmiast to wyłapali. Co za słowa o Julii Szeremecie

    Natychmiast to wyłapali. Co za słowa o Julii Szeremecie

     

    Julia Szeremeta zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiego boksu, zdobywając srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 r. – Styl Julki nie pasuje każdemu. Ona bazuje na tym, jaką ma naturę, ciągnie ją do ryzyka, szuka w walce adrenaliny – podkreślił trener zawodniczki, Tomasz Dylak w rozmowie z “Gazetą Wyborczą”.

     

    Od kiedy Szeremeta zdobyła medal w Paryżu, jej sława w Polsce wzrosła Jednak to nie tylko sukces sportowy, ale także jej wyjątkowy, nieprzewidywalny styl walki przyciąga uwagę, wywołując porównania do największych ikon sportów walki, takich jak Prince Naseem Hamed, Roy Jones Jr. czy Joanna Jędrzejczyk.

     

    Instynkt i ryzyko – styl Szeremety pod lupą

    O stylu Szeremety szeroko wypowiedział się jej trener. Dylak przyznał, że w kształtowaniu jej sposobu prowadzenia walki jej sztab inspirował się legendarnymi pięściarzami, znanymi z instynktownego i nieprzewidywalnego podejścia do walki. – Wzorowaliśmy się na bokserach takich jak Prince Naseem Hamed czy Roy Jones Jr. Julka ma podobne cechy: świetny refleks, błyskawiczne nogi, umiejętność bronienia się i zamiłowanie do ryzyka – wyjaśnił szkoleniowiec.

     

    Trener zauważył również, że styl Szeremety ewoluuje. – Ciągle eksperymentujemy. Julka coraz częściej podchodzi bliżej, idzie na wymiany, a jej ciosy są teraz bardziej raniące – dodał. Ta dynamika rozwoju wskazuje, że młoda pięściarka nie boi się wyzwań i nieustannie poszukuje nowych sposobów na doskonalenie swojego rzemiosła.

     

    “Predator” w ringu. Julia Szeremeta porównana do Joanny Jędrzejczyk

    Nie tylko trener widzi w Szeremecie potencjał na miarę największych gwiazd. Dominik Gorzelańczyk, menedżer zawodniczki, który w przeszłości współpracował z Joanną Jędrzejczyk, dostrzega w 21-latce cechy charakterystyczne dla byłej mistrzyni UFC. – Julia ma ten sam wzrok “predatora”, który miała w ringu Asia Jędrzejczyk – stwierdził.

     

    Srebrny medal olimpijski to nie jedyny sukces Julii Szeremety. Po triumfie w Paryżu zawodniczka nie zwolniła tempa. Pod koniec 2024 roku wygrała pojedynek na gali w Lublinie, a następnie obroniła tytuł na Memoriale Istvana Bocskaia. Kolejnym osiągnięciem było srebro na Pucharze Świata w brazylijskim Foz do Iguaçu. Te wyniki potwierdzają, że olimpijski sukces nie był dziełem przypadku, a Szeremeta jest jedną z najbardziej obiecujących postaci w polskim boksie.

  • Barcelona opłakuje porażkę, a tu takie wieści. Chodzi o Roberta Lewandowskiego

    Barcelona opłakuje porażkę, a tu takie wieści. Chodzi o Roberta Lewandowskiego

    Barcelona opłakuje porażkę, a tu takie wieści. Chodzi o Roberta Lewandowskiego

    Gwiazdy FC Barcelona nominowane tuż po bolesnej porażce z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów. Robert Lewandowski i siedmiu jego kolegów znalazło się wśród wyróżnionych w La Liga Team of the Season. Rywalizacja o nagrody wśród napastników będzie bardzo zacięta.

     

    FC Barcelona we wtorkowy wieczór boleśnie odpadła z Ligi Mistrzów. Choć Blaugrana prowadziła w rewanżu z Interem Mediolan 3:2 w samej końcówce, Francesco Acerbi wyrównał stan dwumeczu w doliczonym czasie gry, a Davide Frattesi dał Włochom awans w dogrywce. W 91. minucie na boisku pojawił się wracający po kontuzji Robert Lewandowski. Polak miał jedną znakomitą okazję do zdobycia bramki głową, ale nie zdołał uratować swojego zespołu. Następnego dnia pojawiły się jednak pozytywne dla niego wieści.

     

    Polski napastnik znalazł się w gronie nominowanych do nagród La Liga Team of the Season. Oprócz Lewandowskiego wśród napastników pojawili się również jego koledzy z drużyny Lamine Yamal i Raphinha, a także Kylian Mbappe czy Vinicius. Kapitan reprezentacji Polski w tym sezonie ligi hiszpańskiej jest liderem klasyfikacji strzelców, mając na koncie 25 bramek. O jedną mniej zdobył Mbappe.

     

    Wśród nominowanych znaleźli się również inny piłkarze Barcelony — obrońcy Pau Cubarsi, Inigo Martinez, Jules Kounde oraz Alejandro Balde, a także pomocnik Pedri. Internetowe głosowanie trwa.