Author: trevor

  • Polski siatkarz gorzko po finale Ligi Mistrzów. Już nie chciał tego przeżywać

    Polski siatkarz gorzko po finale Ligi Mistrzów. Już nie chciał tego przeżywać

    O ile po przegranym finale Ligi Mistrzów w Turynie Mateusz Bieniek podkreślał dumę z tego osiągnięcia, o tyle Jakub Popiwczak był wyraźnie przybity. Libero Aluron CMC Warty Zawiercie przegrał już trzeci finał LM w ciągu czterech lat. – Boli chyba tak samo jak poprzednie dwa razy. Człowiek myślał, że do trzech razy sztuka, że może jest kolejna szansa… – przyznaje

    Polski siatkarz gorzko po finale Ligi Mistrzów. Już nie chciał tego przeżywać

    Polski siatkarz gorzko po finale Ligi Mistrzów. Już nie chciał tego przeżywać

    Finał siatkarskiej Ligi Mistrzów miał być spełnieniem marzeń, zwieńczeniem długiego sezonu i okazją do zapisania się w historii europejskiej siatkówki. Dla wielu zawodników był to jednak wieczór pełen ogromnych emocji, bólu i rozczarowania. Szczególnie trudno przeżył go polski siatkarz, który po ostatnim gwizdku nie ukrywał swojego smutku. W pomeczowych wypowiedziach przyznał, że nie chciał już więcej przeżywać podobnego scenariusza.

    Spotkanie od początku zapowiadało się niezwykle emocjonująco. Obie drużyny prezentowały wysoki poziom i było jasne, że o triumfie zdecydują detale. Polscy kibice liczyli na wielki sukces swojego rodaka, który od kilku sezonów należy do czołowych zawodników w Europie. Jego drużyna przeszła przez fazę grupową i play-offy niemal perfekcyjnie, prezentując świetną formę zarówno w ataku, jak i w obronie

    Finał jednak rządzi się swoimi prawami. Presja, zmęczenie i świadomość stawki potrafią zmienić przebieg nawet najlepiej zapowiadającego się meczu. Już pierwszy set pokazał, że żadna z ekip nie zamierza odpuszczać. Wymiany były długie i widowiskowe, a kibice zgromadzeni na trybunach mogli oglądać siatkówkę na najwyższym światowym poziomie.

    Polski zawodnik rozpoczął spotkanie bardzo dobrze. Był skuteczny w ataku, dobrze prezentował się w przyjęciu i kilkukrotnie poderwał drużynę do walki efektownymi akcjami. Mimo tego rywale potrafili odpowiadać w najważniejszych momentach. Szczególnie końcówki setów okazały się kluczowe. To właśnie wtedy przeciwnicy zachowywali więcej spokoju i wykorzystywali najmniejsze błędy.

    Po przegranym secie emocje zaczęły narastać. Widać było frustrację na twarzach zawodników, którzy zdawali sobie sprawę, że wymarzony triumf zaczyna się oddalać. Polski siatkarz próbował mobilizować kolegów, ale przeciwnicy byli niezwykle konsekwentni. Każda seria punktów była natychmiast niwelowana, a przewaga psychologiczna coraz bardziej przechodziła na stronę rywali.

    Największy dramat rozegrał się w końcówce spotkania. Gdy wydawało się, że drużyna Polaka może jeszcze wrócić do gry, przeciwnicy zagrali kilka fenomenalnych akcji. Potężne zagrywki, szczelny blok i skuteczność w kontratakach przesądziły o wyniku finału. Po ostatnim punkcie zawodnicy zwycięskiej drużyny eksplodowali radością, natomiast po drugiej stronie siatki pojawiły się łzy i ogromne rozczarowanie.

    Polski siatkarz długo siedział na parkiecie, wpatrując się w trybuny. Było widać, jak bardzo boli go ta porażka. Chwilę później udzielił krótkiego wywiadu, w którym nie krył emocji.

    – To bardzo trudne. Człowiek daje z siebie wszystko przez cały sezon, a później przegrywa taki mecz kilkoma akcjami. Szczerze mówiąc, nie chciałem już tego przeżywać – powiedział wyraźnie poruszony.

    Te słowa szybko odbiły się szerokim echem w mediach społecznościowych. Kibice zaczęli wspierać zawodnika, podkreślając, że mimo porażki rozegrał świetny sezon i nie ma sobie nic do zarzucenia. Wielu ekspertów również zwracało uwagę, że finał stał na niezwykle wysokim poziomie, a o zwycięstwie zdecydowały detale.

    Dla polskiego zawodnika była to kolejna bolesna lekcja w karierze. Sport na najwyższym poziomie bywa brutalny, szczególnie w momentach, gdy sukces jest na wyciągnięcie ręki. Siatkarze poświęcają całe życie, by znaleźć się w takich meczach, dlatego porażki smakują wyjątkowo gorzko.

    Mimo ogromnego rozczarowania trener oraz koledzy z drużyny starali się wspierać Polaka po meczu. Podkreślali jego zaangażowanie i rolę, jaką odegrał w drodze do finału. Wielu zawodników zaznaczało, że bez niego drużyna nie dotarłaby do tego etapu rozgrywek.

    Eksperci zauważają jednak, że takie doświadczenia mogą w przyszłości tylko wzmocnić zawodnika. Wielcy sportowcy często budują swoją siłę właśnie na trudnych momentach. Porażki uczą pokory, ale także motywują do jeszcze cięższej pracy. Historia sportu zna wiele przypadków drużyn i zawodników, którzy po bolesnych finałach wracali silniejsi i później sięgali po najważniejsze trofea.

    Kibice w Polsce również doceniają walkę swojego rodaka. W mediach społecznościowych pojawiły się tysiące komentarzy pełnych wsparcia. Fani podkreślali, że sport to nie tylko zwycięstwa, ale także umiejętność podnoszenia się po trudnych chwilach. Wielu z nich pisało, że są dumni z postawy zawodnika i całej drużyny.

    Finał Ligi Mistrzów po raz kolejny pokazał, jak wielkie emocje potrafi dostarczać siatkówka. To dyscyplina, w której jeden punkt może zmienić wszystko, a granica między triumfem a rozpaczą jest niezwykle cienka. Dla polskiego siatkarza ten wieczór pozostanie bolesnym wspomnieniem, ale jednocześnie może stać się początkiem kolejnej sportowej drogi.

    W najbliższych tygodniach zawodnik prawdopodobnie skupi się na regeneracji i przygotowaniach do kolejnych wyzwań. Przed nim reprezentacyjne turnieje oraz następny sezon klubowy, który da kolejną szansę na walkę o najważniejsze trofea. Choć dziś dominuje smutek, sportowa kariera nie kończy się na jednej porażce.

    Najważniejsze będzie teraz odbudowanie mentalne. Każdy sportowiec potrzebuje czasu, by pogodzić się z przegraną w tak ważnym meczu. Emocje po finale są ogromne i często pozostają w pamięci przez długie miesiące. Jednak właśnie umiejętność radzenia sobie z takimi chwilami odróżnia dobrych zawodników od prawdziwych mistrzów.

    Polski siatkarz już wielokrotnie udowadniał, że potrafi wracać silniejszy. Dlatego wielu kibiców wierzy, że jeszcze nieraz zobaczymy go walczącego o największe sukcesy na europejskich parkietach. Choć finał zakończył się rozczarowaniem, jego historia wciąż trwa, a kolejne rozdziały mogą przynieść upragniony triumf.

  • Pokazali, gdzie przyjechała Świątek. Roland Garros od razu reaguje. “Królowa”

    Pokazali, gdzie przyjechała Świątek. Roland Garros od razu reaguje. “Królowa”

    Ostatnie dni Iga Świątek spędziła w Rzymie, gdzie dotarła do półfinału Internazionali d’Italia, w którym przegrała z późniejszą triumfatorką imprezy – Eliną Switoliną. Teraz w kalendarzu Polki wypada jej ukochany turniej, czyli Roland Garros. Okazuje się, że 24-latka jest już w stolicy Francji. W mediach społecznościowych paryskiego Wielkiego Szlema udostępniono nagarnie ze Świątek w roli głównej.

    Pokazali, gdzie przyjechała Świątek. Roland Garros od razu reaguje. "Królowa"

    Iga Świątek powoli wraca na właściwe tory. Po rozpoczęciu współpracy z Francisco Roigiem nasza tenisistka zaczyna przypominać swoją najlepszą wersję. Staje się coraz bardziej regularna, a na jej twarzy – co najważniejsze – pojawia się uśmiech i radość gry.

    W Rzymie dotarła do półfinału. Tam stoczyła trzysetowy pojedynek z Eliną Switoliną, w którym poległa 4:6, 6:2, 2:6. Mimo porażki powodów do optymizmu jest naprawdę wiele.

    Iga Świątek już w Paryżu. Władze Roland Garros reagują
    Taki wynik to dobry prognostyk przed… Roland Garros! Ruszyły już kwalifikacje do drugiego Wielkiego Szlema w tym sezonie. W niedzielę rozpocznie się rywalizacja w drabince głównej.

    Okazuje się, że Iga Świątek przybyła już do stolicy Francji. W poniedziałkowe popołudnie na profilu Roland Garros opublikowany został krótki filmik. Na materiale wideo widzimy Polkę wysiadającą z samochodu i witającą się z kibicami.

    “Czterokrotna mistrzyni jest tutaj” – czytamy w opisie. Post zebrał mnóstwo reakcji i komentarzy. “Królowa wracająca do swojego pałacu” – napisał jeden z kibiców.

    Taki wynik to dobry prognostyk przed… Roland Garros! Ruszyły już kwalifikacje do drugiego Wielkiego Szlema w tym sezonie. W niedzielę rozpocznie się rywalizacja w drabince głównej.

    Okazuje się, że Iga Świątek przybyła już do stolicy Francji. W poniedziałkowe popołudnie na profilu Roland Garros opublikowany został krótki filmik. Na materiale wideo widzimy Polkę wysiadającą z samochodu i witającą się z kibicami.

    “Czterokrotna mistrzyni jest tutaj” – czytamy w opisie. Post zebrał mnóstwo reakcji i komentarzy. “Królowa wracająca do swojego pałacu” – napisał jeden z kibiców.

    Najbliższy czas reprezentantka Polski z pewnością poświęci na treningi przed zawodami, które łącznie wygrywała czterokrotnie. Po puchar paryskiego Szlema sięgała w latach 2020, 2022, 2023 i 2024.

    W poprzedniej edycji dotarła do półfinału. W nim lepsza okazała się Aryna Sabalenka (1:6, 6:2, 2:6). W meczu o tytuł Białorusinka przegrała z Coco Gauff. I to Amerykanka w tym roku będzie obrończynią mistrzostwa.

    Po takim wyniku i grze w Rzymie Iga Świątek jest postrzegana jako jedna z faworytek do triumfu. Zwłaszcza dlatego, że w kiepskiej formie na ziemnych kortach są obecnie dwie pierwsze zawodniczki światowego rankingu, czyli wspomniana Sabalenka i Jelena Rybakina. W najbliższy czwartek odbędzie się losowanie drabinki. Wtedy poznamy rywalki, na które może trafić Polka.

  • Fissette w centrum burzy, zawrzało przed turniejem. Wszystko przez tę decyzję

    Fissette w centrum burzy, zawrzało przed turniejem. Wszystko przez tę decyzję

    Niecałe dwa miesiące minęły od pożegnania z Igą Świątek, a wszystko wskazuje na to, że Wim Fissette znalazł już nową pracodawczynię. Byłego szkleniowca Polki przyłapano w Strasburgu u boku mistrzyni WTA 1000, która pod jego okiem przygotowywała się do kolejnego turnieju.

    Wim Fissette nawiązał współpracę z zawodniczką z TOP 10Robert Prange/Getty Images / x.com/AlErsalpodGetty Images

    Dokładnie 23 marca po kompletnie nieudanym turnieju w Miami, z którego odpadła już w 1. rundzie z Magdą Linette Iga Świątek ogłosiła rozstanie z Wimem Fissettem. Co ciekawe, była to jedyna zmiana, jaka zaszła w jej sztabie.

    Po kilku dniach obfitujących w liczne plotki i domysły na temat tego, z kim teraz zwiąże się Raszynianka, najlepsza polska tenisistka wszechczasów postanowiła publicznie przekazać, że jej nowym szkoleniowcem zostanie Francisco Roig.

    Wim Fissette znalazł nową pracodawczynię? Zdjęcia nie kłamią

    Uwaga skupiła się zatem na byłym trenerze Rafaela Nadala. Nie zapomniano przy tym jednako Belgu. Opinię publiczną bardzo interesowało, jaką zawodniczkę będzie trenował po pożegnaniu z Igą Świątek. Odpowiedź poznaliśmy tuż przed startem turnieju w Strasbourgu.

    Dominik Senkowski z redakcji Sport.pl przekazał, że jeden z przyjaciół belgijskiego skzoleniowca potwierdził mu, iż Fissette na okres próbny związał się z 9. rakietą świata. To pod jego wodzą przystąpi do zmagań w Strasburgu.

    Zawrzało po doniesieniach ws. Fissette’a. Kibice rozczarowanie

    Decyzja Mboko o nawiązaniu współpracy z byłym trenerem Igi Świątek spotkała się z mieszanymi reakcjami ze strony kibiców. Dość powiedzieć, że w mediach społecznościowych wybuchła burza. Liczne komentarze podważały kompetencje Belga.

    Kocham bardzo Victorię, ale to nie jest dobry wybór. To nie jest trener od techniki, a ona ma kilka obszarów, w których powinna się poprawić; Dobrze dla innych zawodniczek – zniszczy ją, tak jak zrobił to z Igą i pozostałymi; Ehh to już dla niej koniec; Zła decyzja

    Ostatnie tygodnie dla Victorii Mboko nie były udane. Kanadyjka odpadła już w 1/32 finału w Madrycie, a z turnieju w Rzymie wycofała się z powodu choroby. Do rozgrywek WTA Strasbourg przystępuje ona z wielkimi nadziejami, zwłaszcza że w rankingu goni ją Karolina Muchova.
    Tenisistka ubrana w różową sportową sukienkę odbija piłkę rakietą na niebieskim korcie tenisowym.

    Victoria MbokoRich StorryAFP
    Mężczyzna w czerwonej sportowej kurtce z logo oraz flagą Belgii, zaciśnięta pięść uniesiona w geście determinacji, na czarnym tle.

    Wim FissetteBENOIT DOPPAGNE AFP
    Dwoje ludzi na korcie tenisowym podczas treningu, mężczyzna trzyma kilka piłek tenisowych i tłumaczy coś kobiecie ubranej w fioletowy strój sportowy, oboje mają czapki z daszkiem, w tle niebieska siatka oddzielająca kort.

    Wim Fissette i Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Casper Ruud – Luciano Darderi. Skrót meczu.

  • Gauff – Switolina. Finał WTA Rzym 2026. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]

    Gauff – Switolina. Finał WTA Rzym 2026. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]

    Coco Gauff zmierzy się z Eliną Switoliną w finale turnieju WTA w Rzymie. Dla Amerykanki będzie to drugi finał w karierze na rzymskich kortach, z kolei Ukrainka triumfowała w nim już dwukrotnie. O której godzinie finał WTA Rzym 2026 dzisiaj? Gdzie obejrzeć w TV mecz Gauff – Switolina? Tenis. Transmisja na żywo, stream. Relacja tekstowa i wynik w Interii Sport.
    Coco Gauff i Elina Switolina. Tenisistki wymieniają uścisk dłoni przy siatce po meczu

    Coco Gauff i Elina Switolina zagrają w finale turnieju WTA 1000 w Rzymie 2026RYAN LIMAFP

    Finał turnieju WTA 1000 w Rzymie Coco Gauff – Elina Switolina zostanie rozegrany dzisiaj 16 maja o godzinie 17:00. Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Finał WTA w Rzymie Gauff – Switolina. O której i gdzie obejrzeć mecz? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Iga Świątek nie zdołała awansować do finału turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polka uległa w półfinale Elinie Switolinie 4:6, 6:2, 2:6. Dzięki temu Ukrainka zagra w finale rzymskiego turnieju po raz trzeci. Poprzednie razy miały miejsce kolejno w 2017 i 2018 roku. Wówczas dwukrotnie przyszło jej mierzyć się z Simoną Halep, którą Switolina dwukrotnie ograła.

    To będzie szósty pojedynek Coco Gauff z Eliną Switoliną. Dotychczasowy bilans nieznacznie przemawia za Ukrainką, która odniosła trzy zwycięstwa, w tym dwa w dwóch ostatnich meczach. Amerykanka czeka na wygraną z tenisistką naszych wschodnich sąsiadów od sierpnia 2024 roku, gdy pokonała ją podczas US Open. To będzie jednak pierwsza bezpośrednia konfrontacja tych tenisistek na mączce.

    Finał turnieju WTA 1000 w Rzymie Coco Gauff – Elina Switolina zostanie rozegrany dzisiaj 16 maja o godzinie 17:00. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online.
    Kobieta w sportowym stroju z rakietą tenisową w ręku, wyrażająca emocje podczas meczu.

    Elina SwitolinaTIZIANA FABI AFP
    Zawodniczka w białym stroju sportowym uderza piłkę tenisową rakietą, skupiona na grze.

    Coco Gauff w RzymieRICCARDO ANTIMIANIPAP/EPA

    Jannik Sinner – Andrey Rublev. Skrót meczu

  • Świątek wyrzucona z turnieju. Nagle ogłasza. Chce powrotu i podaje 3 powody

    Świątek wyrzucona z turnieju. Nagle ogłasza. Chce powrotu i podaje 3 powody

    Długo wierzyliśmy, że Rzym będzie tym miastem, w którym Iga Świątek sięgnie po pierwszy tytuł w bieżącym roku. W turnieju rangi WTA 1000 Polka spisywała się wyśmienicie. W półfinale musiała jednak uznać wyższość Eliny Switoliny. Kilkanaście godzin po porażce z Ukrainką zabrała głos w sieci. Post zamieszczony na Instagramie wskazuje, że mimo potknięcia Raszynianka znajduje się w wyśmienitym humorze i… pozostaje głodna gry.
    Iga Świątek w sportowym stroju i czapce z daszkiem, trzymająca rakietę tenisową na korcie ziemnym.

    Iga ŚwiątekPsnewz/PsnewzNewspix.pl

    W tegorocznej edycji Italian Open Iga Świątek szła jak burza. Wygrała cztery pojedynki z rzędu, na co czekała od stycznia. Ale co znacznie istotniejsze – jej styl gry momentami znów budził niekłamany zachwyt.

    Oczami wyobraźni widzieliśmy już Igę odbierającą w Rzymie – po raz czwarty w karierze – główne trofeum. Turniejowa przygoda zakończyła się jednak na półfinale. Tam Polka przegrała z Eliną Switoliną 4:6, 6:2, 2:6.

    Iga Świątek gotowa na powrót… do Rzymu. Porażka nie gasi entuzjazmu. “Już nie mogę się doczekać”

    “Wczorajszy mecz był wymagający i oczywiście liczyłam na inny wynik. Ale naprawdę dobrze mi się tu grało i czuję, że moja gra nabiera tempa dzięki całej pracy, którą ostatnio wykonaliśmy” – napisała Świątek na Instagramie w piątkowe popołudnie.

    “Rzym zawsze jest dla mnie wyjątkowy. Tenis, tłumy i, szczerze mówiąc, jedzenie – już nie mogę się doczekać powrotu w przyszłym roku. Grazie!” – dodała Raszynianka z entuzjazmem.

    W stolicy Włoch trzecia rakieta świata zademonstrowała najlepszy tenis od momentu zatrudnienia nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Eksperci zgodnie przyznawali, że Polka “wróciła do ustawień fabrycznych”. Na korcie w parze ze skutecznością znów szły lekkość i finezja.

    Dzięki temu udało się przerwać serię siedmiu porażek z tenisistkami z Top 10 światowego rankingu. Piąta w zestawieniu Jessica Pegula w konfrontacji z Igą nie miała nic do powiedzenia. Amerykanka ugrała tylko trzy gemy.

    Teraz wysoką dyspozycję czas potwierdzić w Paryżu. W dniach 18 maja – 7 czerwca emocjonować się będziemy rywalizacją na kortach Rolanda Garrosa. Świątek po tytuł sięgała tam czterokrotnie – w latach 2020, 2022, 2023 i 2024.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce wykonuje gest zbliżając usta do rakiety tenisowej, trzyma ją obiema rękami podczas meczu na korcie.

    Iga ŚwiątekKARIM JAAFAR AFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Świątek pokonuje Pegulę i awansuje do półfinału w Rzymie [WIDEO]© 2026 Associated Press – zdjęcia

  • Smutna prawda o Świątek. “Każda może z nią wygrać”

    Smutna prawda o Świątek. “Każda może z nią wygrać”

    Nie wiem, jak to możliwe, ale bodaj trzeci raz rozmawiamy po meczu Igi Świątek i za każdym razem jest to mecz przegrany.

    Tomasz Wolfke, komentator Eurosportu: To prawda, ale akurat tutaj niewiele brakowało. I na szczęście ten mecz w wykonaniu Igi był dużo lepszy niż ten poprzedni ze Switoliną w Indian Wells. Wtedy grała bardzo brzydko.

    Teraz mieliśmy wrażenia artystyczne na dużo wyższym poziomie.

    – Obu zawodniczkom należy się szacunek za szybkość gry, za to, że wytrzymywały te długie i dynamiczne wymiany. Na minus jest duża liczba niewymuszonych błędów z obu stron. W sumie ponad sto. To za dużo nawet jak się weźmie pod uwagę to, że panie grał intensywnie, płasko, szybko i energicznie. Przy takiej grze oczywiście łatwiej o niewymuszone błędy, co nie zmienia faktu, że za dużo tego było.

    Nie tylko to przesądziło o przegranej Świątek

    Chwilę po zakończeniu meczu pojawiły się komentarze, że niewymuszone błędy przesądziły o przegranej Świątek.

    – W najlepszych czasach Iga miała jednocyfrową liczbę błędów na set, a teraz w każdym miała ponad dwadzieścia. Jednak nie tylko to przesądziło o porażce. Z takiego czysto technicznego punktu widzenia mogę powiedzieć, że zabrakło mi zmiany kierunku przy wymianach. Dużo było gry kątowej, crossów, a za mało tych zaskakujących zmian. W tenisie trzeba odwrócić kierunek i zagrać tam, gdzie nie ma przeciwniczki. Iga robiła to za rzadko, a te długie wymiany Elina wytrzymywała. Potwierdziła, że jest w życiowej formie, że jest w tej chwili lepsza od Igi. Zresztą, jak się spojrzy na ranking WTA Race, to tam Switolina jest czwarta, a Iga zamyka dziesiątkę. Tak to wygląda.

    Po bardzo dobrych meczach Świątek z Osaką i Pegulą mieliśmy jednak nadzieję na coś więcej.

    – Musimy się jednak przyzwyczaić do tego i pogodzić się z tym, że Iga nie jest dominatorką. Jest wciąż jedną z najlepszych zawodniczek na świecie, ale w obrębie dziesiątki każda może z nią wygrać. Jeszcze nie wiemy, co z Mboko, bo z nią nie grała, ale Andriejewa i Switolina wygrały ze Świątek i to by potwierdzało moją tezę.

    Smutna teza eksperta. Kim stała się Iga Świątek

    To nie jest teza, która uraduje kibiców Świątek.

    – Kolejne tygodnie zdają się jednak potwierdzać to, że Iga nie jest tą największą gwiazdą, ale solidną zawodniczką dziesiątki. Oczywiście taką, która może jeszcze w tenisie dużo wygrać. Na pewno celem jest Australian Open, bo wtedy miałaby zwycięstwa we wszystkich szlemach. Roland Garrosa też pewnie jeszcze kilka razy wygra, choć nie jest taką dominatorką, jak jej idol Rafa Nadal. Kolejnym celem będzie złoto na igrzyskach w Los Angeles, choć tam łatwo nie będzie. Zakładam, że koalicja Amerykanek mocno się postawi. Ważne, że widać pierwsze pozytywy wynikające ze współpracy z Roigem i Nadalem, bo dalej jest ściana. Jakby to zawiodło, to zostaliby może tylko Brad Gilbert i Darren Cahill.

    Wiele jednak wskazuje na to, że po to koło ratunkowe Świątek na razie nie musi sięgać.

    – Jest ewidentnie lepiej niż w marcu, aczkolwiek sezon na kortach ziemnych powoli się kończy, a sukcesów nie ma. Stuttgart skończył się na dwóch meczach, Madryt to samo, choć tam był krecz, więc nie ma się co czepiać. I tak dotarliśmy do Rzymu, gdzie jest porażka w półfinale po niezłej grze. To spotkanie pokazało według mnie, że Iga nie może wrócić do tego, co było jej stemplem, czyli ta jej bezwzględna przewaga pozwala jej zdominować cały turniej. W Rzymie dostaliśmy dwa, trzy takie mecze, ale nie pięć i to jest minus. Z Osaką i Pegulą zagrała tak, jak w latach dominacji, czyli sezonach 2022-2023. Ze Switoliną to już nie był ten poziom. Od strony organizacyjno-taktyczno-techniczej Iga zrobiła prawie wszystko, żeby wygrać, ale przesądziły detale.

    O jednym, czyli niewymuszonych błędach, już sobie powiedzieliśmy.

    – Do tego dołożyłbym jeszcze break pointy, których Iga nie wykorzystywała. Switolina wykorzystała 6 z 9 break pointów, Iga 5 z 16.

    Wolfke zwraca uwagę na ten moment trzeciego seta

    Z mojej perspektywy zabrakło też trochę szczęścia. W meczach z Osaką i Pegulą wszystkie piłki bite przez Świątek wpadały na kort. Czasem ledwo dotykały linii, ale jednak. Ze Switoliną tego nie było.

    – Nie wchodziło, to prawda, ale też Switolina zagrała lepiej niż Osaka i Pegula. Dlatego wcześniej mówiłem, że Iga powinna była częściej próbować zmienić kierunek. Tego i takiej maksymalnej koncentracji zabrakło w tych kluczowych momentach.

    Nie było też złości i frustracji, ale to akurat jest dobre.

    – Spokój był. Tylko raz, w trzecim secie, Iga już chciała uderzyć rakietą w kort, ale w ostatniej chwili się powstrzymała. W każdym razie spokój przekładał się na jej grę i decyzje. Nie waliła na oślep, w końcu widać było, że odrobiła lekcje z Majorki. Za Rzym wystawiłbym Idze notę cztery plus, może pięć minus, bo jednak poprawa jest znacząca, a trzeba też docenić klasę Switoliny.

    To jak z tej perspektywy ocenić szanse Światek w Roland Garros?

    – Dominatorką nie jest i nie jedzie tam, jako zdecydowana faworytka. Jeśli dotrze do ćwierćfinału, to będzie można odtrąbić sukces. Oczywiście może wygrać, ale to będzie zależało od wielu czynników. Od dyspozycji dnia i tego, kto stanie po drugiej stronie siatki. Lepiej, żeby nie trafiła po drodze na Switolinę, bo już dwa razy z rzędu z nią przegrała.
    tenisistka z opuszczoną głową i zakrytą dłonią twarzą schodzi z kortu ziemnego, niosąc dużą sportową torbę na ramieniu

    Iga ŚwiątekTOMASZ BARANSKI/REPORTEREast News
    Dwie tenisistki uchwycone w kontrastujących momentach: po lewej zawodniczka wyrażająca frustrację po nieudanym zagraniu, po prawej dynamiczna i skoncentrowana graczka z zaciśniętą pięścią, świętująca zdobycie punktu.

    Elina Switolina i Iga ŚwiątekTiziana FABI / AFP – Wang Kaiyan/Xinhua News/East NewsAFP
    Zawodniczka tenisa siedząca na ławce z zamkniętymi oczami, z rękami opartymi na kolanach i niebieskim ręcznikiem na udach, ubrana w sportowy strój i czapkę z daszkiem.

    Iga ŚwiątekALESSANDRO DI MEO PAP/EPA

    Monika Lampkowska: Cieszę się, że znów mogę być z reprezentacją Polski

  • Triumf nad Świątek, a potem komunikat ws. Switoliny. Wielki zwrot, to już pewne

    Triumf nad Świątek, a potem komunikat ws. Switoliny. Wielki zwrot, to już pewne

    Polscy fani tenisa do późnych godzin czekali na rozstrzygnięcie półfinałowego starcia Igi Świątek z Eliną Switoliną w Rzymie – i ta zarwana nocka nie skończyła się dla nich pozytywnymi informacjami, bowiem Raszynianka po trzysetowych zmaganiach ostatecznie uległa przeciwniczce z Ukrainy. Oponentka trzeciej rakiety globu przy tym, jak się okazało, pobiła swoisty rekord, który pozostawał nienaruszalny przez kilkanaście lat.
    WTA Rzym: Elina Switolina oraz Iga Świątek z uniesioną pięścią podczas meczu tenisowego.

    Elina Switolina i Iga ŚwiątekTiziana FABI / AFP – Wang Kaiyan/Xinhua News/East NewsAFP

    Iga Świątek zaprezentowała na turnieju WTA rangi 1000 w Rzymie naprawdę dobrą formę, tracąc w swych kolejnych występach aż do półfinału zaledwie jednego seta – z Cathy McNally, na początku swej gry w “Wiecznym Mieście”.

    Ostatecznie jednak reprezentantka Polski nie zdołała sobie wywalczyć kolejnego tytułu w stolicy Włoch – z zawodami na Foro Italico pożegnała się ona na poziome półfinału, przegrywając w nocy z czwartku na piątek z Eliną Switoliną.

    WTA Rzym. Switolina pokonała Świątek, wielki rekord już jest jej

    To jednak nie jedyna interesująca statystyka – jak bowiem wskazano na profilu “OptaAce” Switolina stała się najstarszą zawodniczką w erze open, która w trakcie jednej edycji Internazionali BNL d’Italia zdołała ograć minimum dwie wcześniejsze mistrzynie turnieju.

    Przedstawicielka Ukrainy zrobiła to w wieku niespełna 32 lat, wyraźniej “przeskakując” wynik Jeleny Janković z 2010 roku, kiedy to osiągnęła ona podobny kamień milowy mając nieco ponad 25 lat.

    W przypadku wspomnianych mistrzyń mowa tu oczywiście o Idze Światek a także o Jelenie Rybakinie, którą Switolina ograła w ćwierćfinale. Polka na rzymskich kortach triumfowała jak dotychczas trzykrotnie (2021, 2022, 2024), z kolei Kazaszka po trofeum sięgnęła raz, w roku 2023.

    Switolina z trzecim tytułem na turnieju w Rzymie? Na jej drodze stoi jeszcze Gauff

    Należy też nadmienić, że i sama Elina Switolina dwa razy zdołała jak dotychczas wygrywać rzymskie współzawodnictwo – i to dwa razy z rzędu, bo w latach 2017 – 2018, w obu przypadkach pokonując w finale Simonę Halep.

    Czy 31-latka niebawem skompletuje swoisty tenisowy “hat-trick”? Finał tegorocznego Internazionali BNL d’Italia odbędzie się już w tę sobotę, a rywalką Switoliny będzie Coco Gauff.
    Kobieta w sportowym stroju z rakietą tenisową w ręku, wyrażająca emocje podczas meczu.

    Elina SwitolinaTIZIANA FABI AFP
    Kobieta w sportowym stroju skupiona podczas uderzenia piłki tenisowej rakietą.

    Elina SwitolinaALESSANDRO DI MEO PAP/EPA
    Tenisistka w białym stroju sportowym unosi zaciśniętą pięść i uśmiecha się, trzymając rakietę tenisową. W tle rozmyta publiczność na trybunach obserwująca wydarzenie.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP

    Daniil Medvedev – Martin Landaluce. Skrót meczu

  • Porażka Świątek. Oto konsekwencje w rankingu. Robi się nerwowo

    Porażka Świątek. Oto konsekwencje w rankingu. Robi się nerwowo

    Iga Świątek nie zagra w finale turnieju WTA w Rzymie. Polka odpadła w półfinale po nieprawdopodobnym boju z Eliną Switoliną. Krótko po zakończeniu spotkania wszystko policzono i wiadomo, jakie miejsce będzie zajmowała Polka przed Roland Garros. Pewne jest jedno – Raszynianka musi się mocno oglądać za siebie.
    Iga Świątek w czarnej czapce i stroju sportowym, trzyma rakietę na korcie podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekALESSANDRO DI MEO PAP/EPA

    Po tym jak w kapitalnym stylu Iga Świątek wyeliminowała podczas turnieju w Rzymie Naomi Osakę i Jessicę Pegulę, niektórzy widzieli już byłą liderkę rankingu WTA w wielkim finale zawodów.

    W półfinale na przeszkodzie stanęła jednak nieobliczalna Elina Switolina, która wcześniej także odnotowała bardzo wartościowe wyniki. W ćwierćfinale Ukrainka wygrała z samą wiceliderką rankingu Jeleną Rybakiną.

    W czwartkowy wieczór okazało się, że nie było to przypadkowe zwycięstwo. Switolina zawiesiła Świątek wysoko poprzeczkę. Mimo że mecz odbywał się bardzo późno (rozpoczął się po 22:00) obie tenisistki stworzyły kapitalne widowisko. W decydującym, trzecim secie lepiej zagrała jednak Ukrainka i to ona awansowała do finału, triumfując 6:4, 2:6, 6:2.

    Oto pozycja Świątek w rankingu. Musi oglądać się za siebie

    Tym samym Iga Świątek zakończyła zmagania na półfinale. Najlepszy wynik w sezonie pozwolił jej utrzymać 3. miejsce w rankingu WTA. Łącznie za występ w Rzymie Polka otrzymała dodatkowe 325 punktów, ale porażka w półfinale ma swoje konsekwencje. 24-latka nie może być bowiem pewna utrzymania na dłuższy czas swojej lokaty.

    Za plecami Polki coraz bliżej jest Coco Gauff. Amerykanka awansowała do finału turnieju w Rzymie i jeśli wygra ze Switoliną jeszcze bardziej zbliży się do Świątek. W przypadku triumfu strata Amerykanki w rankingu będzie wynosić zaledwie 174 punkty. Jeśli natomiast finał wygra Switolina, to czwarta Gauff będzie przegrywać ze Świątek o 524 “oczka”.

    Za sprawą awansu do finału w Rzymie awans w rankingu zaliczyła Switolina. Finał pozwolił jej przesunąć się z 10. na 8. pozycję. Jeśli Ukrainka pokona Gauff, to będzie w rankingu już siódma. W zestawieniu cały czas prowadzi Aryna Sabalenka przed Rybakiną.

    Turniej w Rzymie jest ostatnim sprawdzianem formy dla najlepszych tenisistek na świecie przed wielkoszlemowym Roland Garros. Zmagania we Francji, w których Iga Świątek powalczy o swój piąty tytuł na tych kortach, rozpoczną się w niedzielę 24 maja.
    Zawodniczka tenisa w sportowym stroju, z zaciśniętą pięścią i rakietą w dłoni, wyraża emocje podczas meczu.

    Iga Świątek w meczu z Eliną SwitolinąFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w ciemnej czapce i stroju sportowym wykonuje dynamiczny backhand, skupiona na uderzeniu piłki tenisowej rakietą.

    Iga Świątek w Internazionali d’ItaliaFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w czarnym stroju dynamicznie odbija piłkę rakietą podczas intensywnej wymiany na korcie.

    Elina Switolina w meczu z Igą ŚwiątekFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Katarzyna Wenerska: Gra z najlepszymi drużynami na świecie jest dla nas plusem

  • Switolina zeszła z kortu i zaczęła mówić o Idze Świątek. Od razu zwróciła na to uwagę

    Switolina zeszła z kortu i zaczęła mówić o Idze Świątek. Od razu zwróciła na to uwagę

    Tym razem bez happy endu zakończył się mecz półfinału WTA Rzym dla Igi Świątek. Po zaciętej, trzysetowej batalii Polka musiała uznać wyższość Eliny Switoliny. To Ukrainka w finale zmierzy się z Coco Gauff o prestiżowe trofeum. Po zejściu z kortu 10. rakieta świata porozmawiała z mediami o swoich odczuciach i niemal natychmiast odniosła się do postawy Igi Świątek. Oto na co zwróciła uwagę.

    Iga Świątek i Elina SwitolinaRobert Prange/Getty Images / ABACA/NEWSPIX.PLGetty Images

    Seria zwycięstw, której kibice nie byli już świadkami od miesięcy sprawiła, że Iga Świątek postrzegana była jako wyraźna faworytka półfinałowego starcia w Rzymie z Eliną Switoliną. Mimo faktu, że to Ukrainka w tym sezonie była górą nad Polką w Indian Wells. Wówczas pokonała ją w trzech setach w ćwierćfinale.

    Koniec przygody Igi Świątek z Rzymem. Switolina górą w półfinale

    Rozgrywane późną porą spotkanie lepiej rozpoczęła Switolina. Wygrała pierwszą partię 6:4 i zrobiła wyraźny krok w kierunku finału. Później jednak do głosu doszła znów Iga, która rozbiła oponentkę 6:2. Aż trzy przełamania w oczach kibiców były zwiastunem możliwego zwrotu akcji i zwycięstwa. Niestety nie tym razem.

    Switolina od razu po meczu zaczęła mówić o Świątek. Padły miłe słowa

    Switolina w rozmowie z mediami nie kryła radości i dumy po zwycięstwie nad tak utytułowaną rywalką. Po zejściu z kortu niemal natychmiast odniosła się do postawy 24-latki.

    – Ostatnio dobrze mi idzie, a ważne jest dla mnie, aby wciąż się poprawiać i rozwijać, nie tylko wachlarz zagrań, ale też mentalność, aby móc być na topie, rywalizować z zawodniczkami z takiej półki i pokonywać je. To zawsze był mój cel. Cieszę się, że mi się obecnie udaje i będę starała się tego trzymać – wyznała w mixed zonie.

    Nie dostaniesz zbyt wielu szans kiedy grasz przeciwko topowym zawodniczkom. Nie otrzymasz żadnych punktów za darmo. Musisz wkładać wszystko w swoje uderzenia i oczywiście grając z zawodniczkami, które cechują się wysoką intensywnością, jak Iga na przykład, musisz starać się zdecydowanie bardziej. Ciężko walczyć, aby je zdominować. To nie jest łatwe zadanie, dlatego jestem bardzo szczęśliwa, że udało mi się je dziś odpowiednio wykonać.

    Dla Eliny Switoliny było to trzecie zwycięstwo w karierze nad Igą Świątek. Panie miały okazję mierzyć się do tej pory siedmiokrotnie. Udane występy w Rzymie przełożą się na jej awans w rankingu WTA.
    Kobieta w sportowym stroju z rakietą tenisową w ręku, wyrażająca emocje podczas meczu.

    Elina SwitolinaTIZIANA FABI AFP
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem, trzymająca rakietę tenisową i poprawiająca czapkę podczas meczu na korcie ziemnym.

    Iga ŚwiątekALESSANDRO DI MEO PAP
    Kobieta w sportowym stroju siedząca z owiniętym wokół ramion niebieskim ręcznikiem, skupiona i zamyślona, na pierwszym planie widoczna sylwetka innej osoby stojącej tyłem.

    Elina SwitolinaALESSANDRO DI MEO PAP

    Świątek pokonuje Pegulę i awansuje do półfinału w Rzymie

  • Była 0:34 w Rzymie, gdy Świątek skończyła na Campo Centrale. Oto finalistka

    Była 0:34 w Rzymie, gdy Świątek skończyła na Campo Centrale. Oto finalistka

    Gdy w Rzymie dochodziła godz. 22, w grze o singlowy tytuł Internazionali d’Italia zostały już tylko trzy zawodniczki. W finale czekała już Coco Gauff – to kibice tenisa wiedzieli od godz. 16.33. Amerykanka w pierwszym półfinałowym starciu pokonała rewelację Internazionali d’Italia Soranę Cirsteę 6:4, 6:3, tym razem bez takiego stresu, jak w trzech wcześniejszych potyczkach.

    A jej rywalką miała zostać Iga Świątek lub Elina Switolina – bukmacherzy wyraźnie wyżej oceniali szanse tej pierwszej. Na Foro Italico, wyłączając fragment pierwszego spotkania z Caty McNally, Iga grała tak, jak w swoim najlepszym okresie. Dominowała, jej topspiny znów miały zabójcze dla rywalek rotacje, od razu zyskiwała przewagę. Przekonały się o tym choćby Naomi Osaka czy Jessica Pegula.

    Wydawało się, że to jednak nie Switolina, a Jelena Rybakina, mająca kapitalną formę od października zeszłego roku, będzie jej kolejną rywalką. Kazaszka w środę zagrała jednak dobrze tylko w pierwszym secie, później z każdą minutą spadała jakość jej drugiego serwisu. A Ukrainka to wykorzystała, wygrała ćwierćfinał.

    I to ona była dziś rywalkę Polki, grały dotąd sześć razy, czterokrotnie triumfowała Świątek, na mączce miała bilans 2:0. Dwa miesiące temu w Indian Wells, w boju o półfinał, lepsza okazała się jednak Switolina.

    W środę zawodniczka z Kijowa swoje spotkanie grała jako pierwsze w sesji wieczornej, skończyła je przed godz. 22.30. Dziś starcie Świątek – Switolina wyznaczono jako drugie, po meczu ATP. A w nim Daniił Miedwiediew najpierw sprawiał wrażenie nieobecnego w potyczce z rewelacyjnym Martinem Landaluce, przegrywał 0:5. Ale gdy już się obudził, stworzyli piękne widowisko, pełne kapitalnych wymian, skrótów. Rosjanin triumfował 1:6, 6:4, 7:5. I to on zagra w piątek z Jannikiem Sinnerem o finał.

    A mecz Świątek – Switolina zaczął się dopiero o godz. 22.19.

    WTA 1000 w Rzymie. Iga Świątek kontra Elina Switolina na Campo Centrale. Stawką finał turnieju

    Polka wygrała losowanie, ale – o dziwo – wybrała return. Pierwszą wymianę mieliśmy dopiero w trzeciej akcji, bo Switolina najpierw popełniła podwójny błąd, ale za chwilę posłała już asa. Tego gema ostatecznie wygrała.
    Tenisistka w ciemnej czapce i stroju sportowym wykonuje dynamiczny backhand, skupiona na uderzeniu piłki tenisowej rakietą.

    Iga Świątek w półfinale Internazionali d’ItaliaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Iga zaczęła ten mecz w bluzie, w Rzymie temperatura spadła już do 16 stopni, ale przy stanie 0:1 i 0-30 się jej pozbyła. Wygrała tego gema, starała się naciskać na rywalkę, chciała grać mocno i ofensywnie. A Switolina momentami skutecznie wychodziła z potężnych opresji. A później sama przejmowała inicjatywę. Miała trzy break pointy na 3:1, wykorzystała już tego pierwszego. I tak jak tę pewność siebie wywalczyła, tak za chwilę ona uleciała. Przez trzy podwójne błędy serwisowe z rzędu, Świątek od razu odpowiedziała przełamaniem.

    Obie trzymały się linii końcowej, Switolina często biegała nawet metr za nią. Toczyły fizyczne wymiany, bekhend na bekhend, za chwilę forhend na forhend. Ukrainka w świetny sposób odpowiadała naszej zawodniczce. Iga miała break pointa na 4:3, Switolina się obroniła. Za chwilę role się odwróciły – Idze zostało drugie podanie, Elina mocno weszła do gry returnem, a zagranie 24-latki trafiło w taśmę. I pojawił się wynik 3:5.

    Ukrainka nie zdołała jednak wyserwować seta, Iga odrobiła stratę przełamania. Po kapitalnych akcjach z obu stron, poziom był niemal kosmiczny. Nie było wątpliwości, że grały ze sobą zawodniczki, które na Foro Italico zdobyły w sumie pięć singlowych tytułów.
    Tenisistka w czarnym stroju dynamicznie odbija piłkę rakietą podczas intensywnej wymiany na korcie.

    Elina Switolina w meczu z Igą ŚwiątekFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Po 48 minutach Polka musiała się jednak pogodzić z porażką w tym secie – 4:6. Znów została przełamana – za słabą miała skuteczność pierwszego serwisu (54 proc. wygranych punktów, przy 76 rywalki), za dużo też niewymuszonych błędów (aż 24). Switolina doskonale się broniła, zrzucała presję na Igę, która starała się odgrywać coraz dokładniej, bliżej linii. I nie trafiała.

    Przerwa toaletowa dla Polki po pierwszym secie. Świątek opuściła Campo Centrale

    W tej pierwszej partii Idze często brakowało cierpliwości w długich wymianach, może nie spodziewała się, że Switolina będzie aż tak dobrze bronić. I chciała być aż nadto dokładna. Ukrainka dalej tym imponowała, niemniej sytuacja zaczęła się nieco zmieniać.

    Duży wpływ miało przełamanie już w gemie otwarcia, a później także i to, że Iga utrzymała serwis, podwyższając na 2:0. Odskoczyła na trzy gemy (3:0), później na cztery (5:1), już wtedy miała setbola. Można było odnieść wrażenie, że Switolina zaczyna jednak odstawać od turniejowej “4” pod względem fizycznym. Skończyło się na 6:2, wliczając przerwę toaletową wszystko to trwało 40 minut. I chyba tylko jakiś kataklizm mógł zmienić obraz tego meczu w decydującym secie.

    Tyle że po dwóch gemach sytuacja była już… zupełnie inna. W tym pierwszym Polka miała aż trzy szanse na przełamanie, ale to Switolina objęła jednak prowadzenie. I za chwilę Iga sama musiała pogodzić się z breakiem, już na 0:2. 32-latka z Kijowa płynęła znów na fali. I gdyby zdołała jeszcze podwyższyć serwisem na 3:0, miałaby już sytuację bardzo komfortową.

    Iga wywalczyła szansę na przełamanie, Elina wybroniła się asem. Za chwilę o punkcie dla niej decydowały milimetry. Widowisko było przednie, wciąż na bardzo wysokim poziomie. Szkoda tylko, że w Rzymie minęła już północ. Ukrainka ostatecznie podwyższyła na 3:0.

    To była już spora zaliczka, ale jednocześnie wciąż w każdym gemie decydowały drobne detale. I wciąż wszystko mogło się zmienić. Iga wygrała wreszcie gema, w kolejnym miała już w dorobku dwa punkty, gdy za ryzykownie zaatakowała returnem lekki drugi serwis Eliny. I zepsuła to zagranie, a za nim poszły kolejne błędy.
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma rakietę, skupiona podczas meczu na korcie ziemnym.

    Iga ŚwiątekALESSANDRO DI MEO PAP/EPA

    Kluczowy moment? 4:2 i 30-0 z perspektywy Ukrainki. Iga wywalczyła break point, ale znów z pomocą starszej z tenisistek przyszły serwisy. Odskoczyła na 5:2, już witała się z finałem. A Iga musiała powoli liczyć na cud.

    Świątek była już kłebkiem nerwów, z boksu próbowała ją uspokoić Daria Abramowicz. Polka miała do tej pory pięć szans na przełamanie w trzecim secie, nie udało się wykorzystać choć jednej. Switolina zaś jedną – za to skuteczną.

    Za chwilę dostała drugą – to meczbol na 6:2. Raszyniance pomógł jeszcze serwis. Za chwilę już jednak nie, mecz dobiegł końca. Switolina wygrała po 134 minutach walki 6:4, 2:6, 6:2.

    Finał zaplanowano na sobotę – zacznie się na Campo Centrale po godz. 17.
    Kobieta w stroju sportowym oraz różowej czapce z daszkiem, podczas intensywnego wysiłku fizycznego, w jasno oświetlonym miejscu, zyskująca skupiony wyraz twarzy.

    Iga ŚwiątekArtur WidakAFP
    Kobieta ubrana w sportową białą koszulkę, o spiętych włosach, z wyrazem napięcia lub emocji na twarzy, stoi na tle rozmytego czarnego tła z jasnymi napisami.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP

    Świątek pokonuje Pegulę i awansuje do półfinału w Rzymie