Author: trevor

  • Chwalińska wyjeżdża z Polski. Ma ważny powód, jest parę sekretów

    Chwalińska wyjeżdża z Polski. Ma ważny powód, jest parę sekretów

    Maja Chwalińska po sukcesie i zdobyciu wicemistrzostwa w Roland Garros poleciała na zasłużone wakacje do Grecji. Ledwo z nich wróciła, kiedy z Wimbledonu napłynęły fantastyczne informacje o przyznaniu jej dzikiej karty. Polka usiadła ze swoim sztabem i szybko ustaliła plan przygotowań na tę imprezę. Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej zdradza nam szczegóły.
    Maja Chwalińska ucieka z Polski. A dopiero co wróciła.

    Maja Chwalińska ucieka z Polski. A dopiero co wróciła.EastNewsEast News

    Maja Chwalińska dopiero co wróciła z Grecji, a już ponownie zamierza opuścić Polskę. Ma ważny powód. Chodzi o przyznanie jej dzikiej karty na Wimbledon i związany z tym plan przygotowań do tej imprezy. Znamy szczegóły.

    Chwalińska w sobotę poleci do Londynu

    – W sobotę, najpóźniej w poniedziałek Maja wylatuje do Londynu – mówi nam Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej. – Tam zostanie już do rozpoczęcia imprezy. Leci z nią dwóch trenerów (Jaroslav Machovsky i Petr Hajek – dop. red.). Będzie trenowała na kortach Wimbledonu. Tam ma być udostępniony obiekt treningowy.

    Wylot do Londynu ma sprawić, że Chwalińska będzie w spokoju szykować się do kolejnej ważnej imprezy. Na miejscu, w kraju, zawsze byłoby ryzyko, że coś zakłóci jej przygotowania. Po sukcesie w Roland Garros zrobiło się wokół Mai wielkie zamieszanie.

    Team Chwalińskiej nie chce zdradzać całego planu

    Jeśli chodzi o bardziej szczegółowy plan Chwalińskiej, to jej sztab mówi wprost, że nie chce wszystkiego zdradzać, że chce sobie zostawić parę rzeczy w sekrecie. W ciemno można jednak założyć, że w Londynie Maja będzie też trenowała pod okiem Macieja Ryszczuka, który od pewnego czasu dba o jej przygotowanie fizyczne.

    Nikt w teamie Mai głośno tego nie mówi, ale oni bardzo chcieliby, żeby tenisistka znów zaskoczyła tak, jak w Paryżu. – To jest możliwe. Jeśli będzie sucho, a nie mokro i wilgotno, to na pewno będą to

  • Nie będzie hitu Rybakiny z Gauff. 6:1 i sensacyjny zwrot akcji w Berlinie

    Nie będzie hitu Rybakiny z Gauff. 6:1 i sensacyjny zwrot akcji w Berlinie

    W niedzielne popołudnie zaszła zmiana w drabince turnieju WTA 500 w Berlinie, po której Coco Gauff zniknęła z ćwiartki Aryny Sabalenki i przeniosła się do dolnej połówki, gdzie znajdowała się Jelena Rybakina. Kibice tenisa liczyli, że może po blisko czterech latach w końcu doczekają się kolejnego bezpośredniego starcia pomiędzy reprezentantkami Kazachstanu i USA. Wiemy już jednak, że w stolicy Niemiec do tego nie dojdzie. Jedna z nich została wyeliminowana z singlowych rozgrywek w bolesnych okolicznościach.
    Jelena Rybakina i Coco Gauff mogły się spotkać w półfinale WTA 500 w Berlinie, ale do takiego meczu nie dojdzie

    Jelena Rybakina i Coco Gauff mogły się spotkać w półfinale WTA 500 w Berlinie, ale do takiego meczu nie dojdzieMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Aż trudno w to uwierzyć, ale mimo że Jelena Rybakina i Coco Gauff od lat znajdują się w ścisłej światowej czołówce WTA, to rozegrały jak dotąd tylko jeden bezpośredni mecz. Odbył się on w 2022 roku, podczas turnieju rangi “1000” w Toronto. Wówczas Amerykanka pokonała po emocjonującym pojedynku ówczesną mistrzynię Wimbledonu 6:4, 6:7(8), 7:6(3). Sześć miesięcy później panie miały się spotkać w batalii o ćwierćfinał tysięcznika w Dubaju. Wówczas reprezentantka Kazachstanu oddała jednak spotkanie walkowerem.

    Od tamtej pory nigdy nie trafiały na siebie w bezpośredniej rywalizacji. Szansa ku temu pojawiła się w trakcie turnieju WTA 500 w Berlinie – zwłaszcza po tym, gdy w niedzielę dokonano roszady w drabince. Gauff zajęła miejsce Amandy Anisimovej i trafiła do dolnej części, gdzie była już Jelena Rybakina. Obie potrzebowały po dwóch zwycięstw, by spotkać się w półfinale. Okazało się jednak, że Amerykanka potknęła się już na pierwszej przeszkodzie. Dziś Coco rywalizowała o awans do najlepszej “8” z poszukującą powrotu na dobre tory Paulą Badosą. Doszło do sensacyjnego zwrotu akcji na Steffi Graf Stadion.

    WTA Berlin: Coco Gauff kontra Paula Badosa w drugiej rundzie

    Gauff miała dzisiaj nieprzyjemne zajście w nocy. Została obudzona o godz. 3:00 ze względu na alarm przeciwpożarowy w hotelu. Początek spotkania nie wskazywał jednak, jakoby miało to jakieś znaczenie dla Amerykanki. W drugim gemie przełamała Hiszpankę, mimo że Badosa posiadała piłkę na wyrównanie. Chwilę później zrobiło się już 3:0 dla Coco. Tenisistka z USA kontrolowała sytuację na korcie. W trakcie szóstego rozdania zgarnęła jeszcze jednego breaka, przez co już przy stanie 5:1 mogła zamykać premierową odsłonę. Na koniec partii popisała się powrotem z 0-30, zgarniając cztery punkty z rzędu.

    Pierwsze minuty drugiej części pojedynku przyniosły zwrot akcji. W otwierającym gemie Gauff posiadała break pointa, ale ostatecznie Paula wyszła z opresji. Po zmianie stron Hiszpanka poszła za ciosem, wyszła na prowadzenie 3:0. Potem też obserwowaliśmy schemat, który był odbiciem lustrzanym pierwszej partii. Przy stanie 5:1 Badosa serwowała po doprowadzenie do decydującej odsłony. Wtedy jednak pozwoliła Amerykance na zniwelowanie części strat. Drugiej okazji na zamknięcie seta już nie zmarnowała. Rezultatem 6:3 zagwarantowała trzecią część spotkania.

    Coco szukała odpowiedzi na starcie decydującego fragmentu pojedynku, ale tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego przetrwała trudne momenty i w trzecim gemie wywalczyła przełamanie. W następnych minutach przejęła kontrolę nad wydarzeniami, w sumie zgarnęła pięć “oczek” z rzędu. Próbowała zamknąć pojedynek już w trakcie siódmego rozdania, ale wtedy Gauff wyszła jeszcze ze stanu 0-30, po walce na przewagi. Po zmianie stron spotkanie dobiegło już końca. Ostatecznie Badosa niespodziewanie triumfowała 1:6, 6:3, 6:2. Podczas pomeczowego wywiadu 142. rakieta świata nie kryła wzruszenia, że po tylu problemach zdrowotnych wreszcie udało jej się zanotować cenne zwycięstwo. W ćwierćfinale WTA 500 w Berlinie zagra z triumfatorką meczu Linda Noskova – Diane Parry.
    Młoda tenisistka w sportowym stroju z opaską na głowie stoi na korcie, patrząc zamyślona w bok i trzymając palec przy ustach, wyrażając skupienie lub niepewność.

    Coco GauffRYAN LIMAFP
    Paula Badosa

    Paula BadosaIrina R Hipolito/DPPI via AFPAFP
    Tennisistka w czapce z daszkiem w stroju sportowym, z widocznymi logotypami sponsorów na koszulce, stoi na tle rozmytej publiczności z wyrazem zamyślenia lub rozczarowania na twarzy.

    Jelena RybakinaFoto OlimpikAFP

    Liga Narodów. Kanada – Holandia. Skrót meczu.

  • Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]

    Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]

    Hubert Hurkacz – Daniel Altmaier. Skrót meczu.

    Hubert Hurkacz nie zdołał awansować do ćwierćfinału turnieju ATP 500 w Halle. Polski tenisista przegrał w drugiej rundzie z reprezentantem gospodarzy Danielem Altmaierem 6:3, 3:6, 5:7 i pożegnał się z niemiecką imprezą. Tym samym zakończyły się jego nadzieje na powtórzenie sukcesu sprzed kilku lat.

    Początek spotkania układał się po myśli Polaka. Obaj zawodnicy pewnie utrzymywali własne podanie, jednak jako pierwszy przewagę wypracował sobie Hurkacz. W kluczowym momencie premierowej partii wykorzystał szansę na przełamanie serwisu rywala, a następnie kontrolował przebieg wydarzeń na korcie. Dzięki temu wygrał pierwszego seta 6:3.

    Druga odsłona rozpoczęła się od ambitnych prób wrocławianina, który już na starcie był blisko przełamania Niemca. Altmaier obronił jednak trudną sytuację, a z każdą kolejną akcją prezentował się coraz lepiej. Gospodarz turnieju zaczął grać odważniej i skuteczniej, co przełożyło się na wynik. Set zakończył się zwycięstwem Niemca 6:3, a losy meczu miała rozstrzygnąć trzecia partia.

    Decydujący set długo zapowiadał tie-break. Obaj tenisiści pewnie wygrywali swoje gemy serwisowe i nie pozwalali przeciwnikowi na stworzenie realnego zagrożenia. Gdy wydawało się, że o wszystkim zdecyduje dodatkowa rozgrywka, Altmaier podkręcił tempo. W końcówce meczu przejął inicjatywę, wykorzystał swoją szansę i zamknął spotkanie wynikiem 7:5.

    Dla Hurkacza to bolesne pożegnanie z Halle, gdzie w 2022 roku sięgnął po tytuł mistrzowski. Tym razem Polak zakończył rywalizację już na etapie drugiej rundy.

    W ćwierćfinale Daniel Altmaier zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku pomiędzy Daniiłem Miedwiediewem a Terence’em Atmane.

    Wynik meczu:

    Hubert Hurkacz – Daniel Altmaier 6:3, 3:6, 5:7.

  • Udany rewanż w starciu Rosjanki z Sabalenką. Tylko dwa sety w Berlinie

    Udany rewanż w starciu Rosjanki z Sabalenką. Tylko dwa sety w Berlinie

    Udany rewanż w starciu Rosjanki z Sabalenką. Tylko dwa sety w Berlinie

    Dokładnie dwa tygodnie temu Aryna Sabalenka była o krok od półfinału Roland Garros – i starcia z Mają Chwalińską. Wysoko wygrywała z Dianą Sznajder, jej gra całkowicie się załamała. A Białorusinka po spotkaniu mówiła, że ma dość tenisa. Ta przerwa długo nie trwała – wróciła już na trawie, to jej jedyny sprawdzian przed Wimbledonem. I od razu trafiła na Jekaterinę Aleksandrową – zawodniczkę, która ma fatalny sezon. Ale i bilans 4-4 z Aryną. To ona była lepsza w ich ostatnim starciu. A teraz doszło do rewanżu.
    article cover

    Aryna Sabalenka, WTA Berlin 2026Foto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Jest liderką rankingu, po raz pierwszy w karierze zgarnęła Sunshine Double, czyli triumfowała w jednym sezonie w Indian Wells i Miami. A jednocześnie nie zdołała wygrać ani Australian Open, ani – o raz pierwszy – Roland Garros. Sabalenka zaś nie ukrywa, że właśnie na tych największych tytułach zależy jej najbardziej. I pod te turnieje układa cały swój kalendarz.

    Wimbledon też jest tym, którego nigdy w singlu nie wygrała. Mało tego, nie triumfowała – aż trudno w to uwierzyć – w żadnej imprezie na trawie. Dwukrotnie była w finale – osiem lat temu w Eastbourne, trzy lata temu w ‘s-Hertogenbosch. Ten w Holandii przegrała z Jekateriną Aleksandrową.

    Doświadczona Rosjanka, choć od wielu lat mieszkająca w Czechach, jest jedną z tych tenisistek, które zawsze potrafiły się Arynie postawić. Ich bilans wynosi 4:4, choć od półtora roku nie grały. A ta ostatnia potyczka miała miejsce w Dosze – w identycznej sytuacji jak ta teraz. Sabalenka wracała do gry, zaczynała od drugiej rundy, trafiła w niej na Aleksandrową. I przegrała tamto spotkanie – po tie-breaku w trzecim secie.

    WTA 500 w Berlinie. Aryna Sabalenka kontra Jekatrina Aleksandrowa. Stawką ćwierćfinał

    Dziś sytuacja jest jednak inna, nawet jeśli Sabalenkę w ostatnim czasie spotykają zaskakujące porażki. Bo z Hailey Baptiste (Madryt), Soraną Cirsteą (Rzym) i Sznajder (Paryż) miała wszystko pod kontrolą – i to bardzo długo. Nie była w stanie jednak tych potyczek domknąć. Tyle że Aleksandrową dotykają jeszcze większe problemy. Z 21 spotkań wygrała zaledwie 7, choć na razie nie daje to jeszcze tak wielkiej zmiany w rankingu. Z początku drugiej dziesiątki spadła na jej koniec, choć wkrótce efekty mogą być bardziej opłakane.
    Tenisistka w czarno-czerwonym stroju sportowym stoi na trawiastym korcie, trzymając rakietę tenisową w jednej ręce i wydaje się zamyślona.

    Aryna Sabalenka, Berlin 2026FILIP SINGERPAP/EPA

    Rosjanka akurat na trawie zawsze grać potrafiła, ale trudno było się spodziewać, że tym razem w jakiś sposób może zaskoczyć światową “1”. Sabalenka już w pierwszym gemie wywalczyła dwa break pointy, ale Jekaterina obroniła się serwisami. A później Aleksandrowa już radziła sobie całkiem nieźle. Do tego stopnia, że prowadziła nawet 4:3.

    A później coś się zacięło w jej grze – Sabalenka kiepsko wyglądała dziś w elemencie drugiego serwisu, ale pierwszym tworzyła olbrzymią przewagę. Wyrównała na 4:4, za chwilę Rosjanka popełniła podwójny błąd serwisowy. I przegrała dwie kolejne akcje, kończone w świetny sposób przez Sabalenkę. Ruszyła lawina – już do końca seta Aleksandrowa nie wygrała żadnego punktu, przegrała tę partię 4:6.

    Ta kiepska seria trwała nadal, już na starcie drugiej partii Rosjanka musiała pogodzić się z breakiem. Ilu wtedy było kibiców, którzy liczyli się z jakąś zmianą sytuacji? Pewnie niewielu. A tymczasem Aleksandrowa momentalnie odrobiła stratę, miała dwie szanse z rzędu, by odskoczyć na 3:1, mając zapas przełamania. Pierwszą z nich Białorusinka wykorzystała serwisem, ale za moment miała już do dyspozycji tylko drugie podanie. Trochę pomogła jej siatka po zagraniu rywalki, niemniej sama ładnie rozprowadziła tę akcję. Wygrała gema, za chwilę przełamała Aleksandrową. I było po sprawie.

    Sabalenka pierwszy test na trawie przeszła pozytywnie, miała dużo więcej winnerów niż błędów (18/10). Po 81 minutach wygrała to starcie 6:4, 6:4.

    O półfinał powalczy z Nikolą Bartunkovą.
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP
    Kobieta w sportowym stroju i białej czapce z daszkiem na korcie tenisowym, wyraz twarzy skupiony i lekko zamyślony, w tle widoczne rozmazane postaci.

    Jekaterina AleksandrowaMarleen FouchierAFP

    Liga Narodów. Kanada – Holandia. Skrót meczu.

  • Ekspert tłumaczy nam, dlaczego Chwalińska dostała dziką kartę

    Ekspert tłumaczy nam, dlaczego Chwalińska dostała dziką kartę

    Maja Chwalińska dostała dziką kartę i nie musi grać w kwalifikacjach Wimbledonu. Sekretarz redakcji magazynu “Tenisklub” i ekspert Artur Rolak wyjaśnia, dlaczego Anglicy to zrobili.

    O tym, jak istotna jest dzika karta dla Mai Chwalińskiej, mówił w rozmowie z WP SportoweFakty jej trener, Jaroslav Machovsky (więcej -> TUTAJ). Dzięki wyróżnieniu przyznanemu przez klub tenisowy organizujący turniej, rewelacja tegorocznego Rolanda Garrosa może się skupić na przygotowaniach do rywalizacji.

    – Należy sobie uzmysłowić, z czym wiązałaby się konieczność gry w eliminacjach. Maja musiałaby rozegrać trzy trudne mecze, w których na pewno wychodziłaby na kort z pozycji murowanej faworytki, co nie ułatwia zadania – mówi WP SportoweFakty Artur Rolak, autor wielu tenisowych książek, na przykład biografii Agnieszki Radwańskiej albo Łukasza Kubota.

    ZOBACZ WIDEO: TYLKO W WP. Iga Świątek i fala hejtu. “Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała”

    Udział Polki w finale tegorocznego Rolanda Garrosa, w którym przeszła eliminacje, na pewno był wyczerpujący, więc ponowna walka w Londynie o wejście do głównego turnieju byłaby trudna fizycznie dla Polki.

    – Awans byłby dla mnie wielką niespodzianką. Uważam że dla Mai to byłoby zbyt duże wyzwanie pod względem fizycznym. Przed chwilą spędziła trzy intensywne tygodnie na paryskich kortach, teraz po krótkim odpoczynku miałaby przed sobą kolejne trudne spotkania – zauważa Rolak.

    Chwalińska z dziką kartą. Istotna była postawa Williams

    Ekspert tłumaczy zasady przyznawania dzikiej karty ze szczegółami. Paradoksalnie, Chwalińska wiele zawdzięcza chęciom albo ich braku… Sereny Williams. Legendarna zawodniczka wróciła z emerytury i była przymierzana do tego wyróżnienia.

    – Wimbledon ma pule dzikich kart do turniejów głównych, a nawet eliminacji. Zwykle jest przyznawana jedna, w wyjątkowych sytuacjach dwie dla reprezentantów zza granicy. I one są przeznaczane dla gwiazd, w dodatku zasłużonych dla Wimbledonu. Dlatego gdyby tylko Serena otworzyła usta, miałaby dziką kartę momentalnie. Zresztą na jej mecz przyjdzie więcej kibiców, niż w przypadku wszystkich pozostałych beneficjentów – podkreśla ekspert.

    Tymczasem Williams otrzymała nominację, ale na rywalizację deblową. Podobnie jak jej siostra Venus. – Gdyby jednak Serena zmieniła decyzję w ostatniej chwili, na pewno dostałaby dziką kartę również w singlu – rozwiewa wątpliwości Rolak.

    – Serena nie chciała jechać na Wimbledon i odpadać w pierwszej rundzie. Gdyby czuła się na siłach, by zajść w tym turnieju dalej, zapewne poprosiłaby o dziką kartę. Gra w deblu to zupełnie inna bajka. Można pół meczu przestać na korcie i spotkanie samo się wygrywa. Zresztą wyobraźmy sobie, co by było, gdyby zawodniczka, nawet tej klasy, wróciła z emerytury po kilku latach i wygrywałaby z zawodowymi tenisistkami, które są w treningu. To nie świadczyłoby najlepiej o dyscyplinie – zauważa nasz rozmówca.

    Wyróżnienie, które trafiło do rąk Chwalińskiej, jednak zupełnie nie zdziwiło Rolaka – Wygrałem zakład z bratankiem o wino. Uważałem, że na pewno dostanie dziką kartę. Trzeba również mieć świadomość, że łatwiej o nią w rywalizacji żeńskiej. W męskiej Brytyjczycy prezentują wyższy poziom. Proszę sobie wyobrazić, że w całej historii turnieju nie zdarzyło się, by wszyscy odpadli w pierwszej rundzie. W przypadku pań taka sytuacja miała miejsce już dwa razy i to w tym wieku – tłumaczy sekretarz redakcji magazynu “Tenisklub”.

    To tylko i wyłącznie uprzejmość organizatorów

    Dzika karta wynikała z dobrej woli organizatorów turnieju. – W przypadku pozostałych turniejów wielkoszlemowych decydują właśnie federacje. Mało tego, często wymieniają się między sobą dzikimi kartami. W tym przypadku decyduje prywatny klub organizujący Wimbledon – wyjaśnia. – Dzika karta dla Mai Chwalińskiej to wyłącznie uprzejmość słynnego tenisowego klubu – podsumowuje.

    Początek tegorocznego Wimbledonu już w poniedziałek, 29 czerwca. Zmagania w głównej drabince kobiet potrwają dwa tygodnie i zakończą się w sobotę, 11 lipca. Tytułu bronić będzie Iga Świątek, a oprócz niej i Chwalińskiej zagrają też Magdalena Fręch czy Magda Linette. W kwalifikacjach wystąpią Linda Klivmovicova oraz Katarzyna Kawa.

  • Tak Polska “produkuje” gwiazdy tenisa. Chwalińska miała szczęście

    Tak Polska “produkuje” gwiazdy tenisa. Chwalińska miała szczęście

    Polski Roland Garros nie wziął się znikąd. Wystarczy spojrzeć na ranking WTA, w którym mamy aż cztery Polki w TOP50. Do tego dochodzą awanse, w tym ten najbardziej spektakularny Mai Chwalińskiej, która skoczyła z miejsca 114 na 21. Z czego to się bierze? Czy mamy system szkolenia? Nasi rozmówcy uśmiechają się, słysząc to pytanie. Mówią o zagryzaniu zębów, szczęściu i boją się, że zmarnujemy szansę tak samo, jak po polskim Wimbledonie w 2013.
    Polska ofensywa na światowych kortach. “Czeski film” z Chwalińską

    Polska ofensywa na światowych kortach. “Czeski film” z ChwalińskąAliaksandr Valodzin/East NewsEast News

    Polki szaleją na światowych kortach. Najlepszym dowodem ostatni Roland Garros, gdzie mieliśmy “polski mecz” w trzeciej rundzie (Iga Świątek – Magda Linette) i kwalifikantkę Maję Chwalińską w finale. Polki grały dobrze, no i okazało się, że mamy nie tylko Świątek. Wrażenie robi też ranking, gdzie w TOP50 są aż cztery Polki. Więcej jest tylko Amerykanek, Czeszek i Rosjanek. Nas najbardziej interesują Czeszki, bo dużo mówi się o tym, że nasi południowy sąsiedzi mają system szkolenia, którego możemy im pozazdrościć.

    300 do 3. Legenda o Pradze miała zawstydzić tenisowy światek w Polsce

    Kiedy w Polsce upadał komunizm, to mieliśmy jedną krytą halę. Kilka lat później trzy, ale Czesi mieli ich wtedy 300. – W pewnym momencie krążyła nawet taka legenda, że w samej Pradze krytych hal jest więcej niż w całej Polsce – mówi nam Tomasz Wolfke, komentator i znawca tenisa.

    Teraz oczywiście wyglądamy z infrastrukturą lepiej. – Choć nadal nie ma centralnego ośrodka szkolenia, który miał powstać w Kozerkach – zwraca uwagę Wolfke, dodając, że u nas wygląda to tak, że PZT wspiera kariery na miarę swoich możliwości, ale największa odpowiedzialność spoczywa na klubach. – Tych dobrych, czy bardzo dobrych jest mniej niż dziesięć. Maja Chwalińska ma szczęście, że gra w jednym z nich, czyli w BKT Advantage Bielsko-Biała. Ma też szczęście, że trafiła na prezesa Piotra Szczypkę, który w nią uwierzył i dał jej szansę – dodaje Wolfke.

    Co z systemem szkolenia w polskim tenisie? Jest, czy nie?

    Dalej jednak nie odpowiedzieliśmy na pytanie, czy to, co wyprawiają Polki, to kwestia systemu. – Generalnie systemu nie ma – uważa Adam Romer, redaktor naczelny Tenisklubu. – Jakiś tam system jest, ale nie za bogaty – dodaje Wolfke.

    Ciekawie w kwestii systemu wypowiedział się w programie Trzeci Serwis Wojciech Andrzejewski, członek komisji kształcenia trenerów w PZT. Przyznał wprost, że system jest, ale nie jest efektywny, bo na każdym poziomie (hale, trenerzy, finanse i selekcja) są jakieś braki. Andrzejewski przyznał wprost, że trochę zmarnowaliśmy efekt polskiego Wimbledonu w 2013, kiedy to Jerzy Janowicz i Agnieszka Radwański doszli do półfinału. Wtedy ministra sportu Joanna Mucha rzuciła hasło: “budujemy korty”. – Powstało ich sześć albo siedem – przyznał Andrzejewski, ale to było wszystko.

    Polski Roland Garros, to efekt zaciskania zębów

    Andrzejewski dużo mówił o potrzebie wspierania sportu przez ministra i rząd. Przypomniał, że 20 lat temu tenis był na 47. miejscu, gdy idzie o dotacje. Teraz jest w dziesiątce, ale to wciąż nie są wystarczające środki do tego, by rywalizować z innymi federacjami. – Niemcy mają miliony dzięki składkom, Francję i Anglię napędzają turnieje wielkiego szlema, a u Czechów tenis stał się sportem narodowym. Jeśli chodzi o Polskę, to słyszałem, że niezły junior dostaje stypendium na poziomie 5 tysięcy złotych rocznie, co daje nieco ponad 400 złotych miesięcznie. To na nic nie wystarczy – zauważa Wolfke.

    Zdaniem Wolfke sukces na Roland Garros to efekt determinacji i zaciskania zębów. – Kiedyś Kubot czekał na sukces 10 lat, a Magdę Linette nazwano “Kubotem w spódnicy”, bo czekała na to samo 7, czy 8 lat. Maja sześć. Dlatego ta determinacja jest taka ważna.

    Polski paradoks. Francja ma miliony, a bijemy ją na głowę

    W Polsce w każdym elemencie systemu szkolenia jest luka. Kortów jest za mało, pieniędzy też, a i trenerów brak, choć patrząc na to, że Tomasz Wiktorowski pracuje z Naomi Osaką, a Sandra Zaniewska z Martą Kostiuk można by pomyśleć inaczej. – Nie ma czegoś takiego, jak polska myśl szkoleniowa. Te najlepsze mają zagranicznych trenerów, a naszych dobrych można policzyć na palcach dwóch rąk – przekonuje Wolfke.

    Pewnym paradoksem jest więc to, że w TOP50 mamy niewiele mniej zawodniczek niż Czeszki. A taką Francję, gdzie jest perfekcyjny system zasilany milionami euro, bijemy na głowę. – Ten nasz wynik jest delikatnie ponad stan, ale jak będziemy mieli szczęście, to za chwilę będą następczynie Świątek, Chwalińskiej i Linette. Jest Basia Kostecka, córka byłej tenisistki Joanny Sakowicz-Kosteckiej. Jest też Gina Feistel, córka kolejnej byłej tenisistki Magdy Mróz-Feistel. I to znów nie będzie zasługa systemu, lecz determinacji i rodziców – kwituje nasz ekspert.
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP
    zawodniczka tenisowa w czapce i sportowym stroju z uniesioną w geście triumfu zaciśniętą pięścią oraz wyrazem silnych emocji na twarzy

    Iga ŚwiątekAFP
    Tenisistka w żółtym stroju sportowym podnosi rękę w geście pozdrowienia lub podziękowania, trzymając rakietę tenisową; na głowie opaska, w tle rozmazane logo sponsora.

    Magda LinetteMartin KeepAFP

    Liga Narodów. Kanada – Holandia. Skrót meczu.

  • Chwalińska z dziką kartą, teraz decyzja ws. Radwańskiej. Kolejna Polka zagra w Wimbledonie

    Chwalińska z dziką kartą, teraz decyzja ws. Radwańskiej. Kolejna Polka zagra w Wimbledonie

    Wczoraj dotarł radosny komunikat z Wimbledonu ws. Mai Chwalińskiej. Organizatorzy wielkoszlemowych zmagań na trawie oficjalnie wręczyli naszej reprezentantce dziką kartę do głównej drabinki, przez co nie będzie musiała rywalizować w eliminacjach. Okazuje się, że to niejedyna dobra wiadomość ws. Polek. Na stronie londyńskich rozgrywek pojawiła się jeszcze jedna wspaniała informacja, która dotyczy Agnieszki Radwańskiej. 37-latkę również zobaczymy w akcji na najsłynniejszych kortach świata. Oto szczegóły.
    Agnieszka Radwańska, podobnie jak Maja Chwalińska, również wystąpi na tegorocznym Wimbledonie

    Agnieszka Radwańska, podobnie jak Maja Chwalińska, również wystąpi na tegorocznym WimbledonieJean Catuffe / Jean Catuffe / DPPI via AFP / Li Ying / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    Od wtorku wiemy, że w turnieju głównym Wimbledonu zobaczymy co najmniej cztery Polki. Do Igi Świątek, Magdaleny Fręch i Magdaleny Fręch dołączyła kolejna postać. Wczoraj pojawił się ostateczny komunikat ws. dzikiej karty dla Mai Chwalińskiej. Finalistka Roland Garros otrzymała od organizatorów specjalne wyróżnienie, przez co nie będzie musiała brać udziału w eliminacjach.

    Przypomnijmy, że ranking do list startowych bazował na notowaniu z 18 maja, kiedy 24-latka znajdowała się jeszcze na 116. miejscu w kobiecym zestawieniu WTA. Stąd też nie posiadała bezpośredniej kwalifikacji i musiała liczyć na życzliwość włodarzy wielkoszlemowych rozgrywek. Teraz już nie ma wątpliwości, że zobaczymy naszą rewelację w głównej drabince imprezy w stolicy Wielkiej Brytanii.

    Po stronie panów będziemy mieli dwóch reprezentantów w singlu – Kamila Majchrzaka, który kilka dni temu zdobył premierowy tytuł w głównym cyklu ATP, wygrywając turniej ATP 250 w ‘s-Hertogenbosch oraz Huberta Hurkacza, rywalizującego obecnie w zmaganiach rangi “500” w Halle. Do tego dojdą jeszcze nasi zawodnicy w deblu, a w kwalifikacjach na pewno zobaczymy Katarzynę Kawę oraz Lindę Klimovicovą.

    Agnieszka Radwańska również wystąpi w Wimbledonie

    Okazuje się, że na tym lista się nie zamyka, bowiem wczoraj wieczorem pojawił się kolejny komunikat na stronie Wimbledonu. Podczas tegorocznej edycji imprezy w Londynie znów będziemy mieli szansę zobaczyć w akcji Agnieszkę Radwańską. Trenerka Magdy Linette, tak jak w ubiegłych latach, weźmie udział w turnieju legend.

    Póki co nie wiadomo, z kim Polka stworzy duet, bowiem na ten moment opublikowano jedynie uczestniczki w kolejności alfabetycznej. Oprócz 37-latki zagrają w tej kategorii: Eugenie Bouchard, Dominika Cibulkova, Kirsten Flipkens, Daniela Hantuchova, Angelique Kerber, Vania King, Anett Kontaveit, Sabine Lisicki, Katie O’Brien, Andrea Petkovic, Magdalena Rybarikova, Lucie Safarova, Barbora Strycova, CoCo Vandeweghe i Karolina Woźniacka.

    Zgodnie ze wstępnym harmonogramem, zmagania legend na Wimbledonie wystartują we wtorek, 7 lipca i potrwają przez sześć dni, aż do ostatniej niedzieli turnieju. Transmisje z wielkoszlemowych zmagań w Londynie będzie można śledzić na sportowych antenach Polsatu. Bieżące informacje dotyczące rozgrywek w stolicy Wielkiej Brytanii pojawią się w specjalnej zakładce na stronie Interii.
    Tenisistka w jasnożółtym topie i czarnej spódniczce w trakcie meczu na korcie, trzymająca rakietę tenisową i wykonująca gest ręką.

    Maja ChwalińskaALAIN JOCARDAFP
    Kobieta w czarnej sportowej koszulce na tle rozmytego wnętrza, sportowy charakter sceny, skupiony wyraz twarzy, widoczne detale ubioru sportowego.

    Agnieszka RadwańskaAKPA AKPA
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem trzyma w dłoni rakietę tenisową, patrząc w stronę boiska podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAnne-Christine POUJOULAT AFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszyst

  • Alarm w Berlinie o 3:00. Gauff musiała uciekać. Służby natychmiast wezwane na miejsce

    Alarm w Berlinie o 3:00. Gauff musiała uciekać. Służby natychmiast wezwane na miejsce

    Sezon na kortach trawiastych rozkręca się na dobre. W tym tygodniu rozgrywany jest m.in. turniej rangi WTA 500 w Berlinie. Do stolicy Niemiec przybyło sporo tenisistek ze ścisłej światowej czołówki. Jedną z nich jest Coco Gauff. Wczoraj Amerykanka zainaugurowała swój udział w tegorocznej edycji imprezy, od rywalizacji w deblu. Dzisiaj czeka ją premierowy występ w singlu. W nocy 22-latkę spotkała jednak bardzo przykra sytuacja. Oto co się wydarzyło u naszych zachodnich sąsiadów.
    Coco Gauff rywalizuje obecnie w turnieju WTA 500 w Berlinie

    Coco Gauff rywalizuje obecnie w turnieju WTA 500 w BerlinieTIZIANA FABI AFP

    Coco Gauff nie zdołała obronić tytułu w tegorocznym Roland Garros. Amerykanka odpadła z imprezy już na etapie trzeciej rundy, przegrywając po trzysetowym boju z Anastazją Potapową. Tenisistka z USA wypadła z czołowej piątki rankingu WTA, obecnie plasuje się na siódmym miejscu. Zobaczymy, jak poradzi sobie na kortach trawiastych, gdzie w zeszłym sezonie zdobyła niewielką liczbę punktów.

    Jako formę przygotowań do Wimbledonu, 22-latka wybrała turniej WTA 500 w Berlinie. Gauff zdecydowała, że wystąpi zarówno w singlu, jak i deblu. Wczoraj razem z Jessicą Pegulą pokonały parę Anastazja Potapowa/Diana Sznajder 7:6(4), 6:4 i awansowały do ćwierćfinału gry podwójnej. Na dziś zaplanowano mecz Coco o miejsce w najlepszej “8” singla. W 1/8 finału trafiła na Hiszpankę – Paulę Badosę.

    Nieprzespana noc Coco Gauff w Berlinie

    Na kilkanaście godzin przed tym starciem doszło do przykrego incydentu z udziałem Amerykanki. Została obudzona tuż po godz. 3:00, bowiem w jej hotelu uruchomił się alarm przeciwpożarowy i musiała szybko opuścić budynek. Całe zajście uwieczniła Eva Lys, która wczoraj pokonała naszą Magdalenę Fręch. Niemka wrzuciła na swoją relację na Instagramie zdjęcie, jak znajduje się na zewnątrz w towarzystwie zawodniczki ze Stanów Zjednoczonych oraz Alexandry Eali. “godz. 3:00 – test sprawności alarmu przeciwpożarowego” – napisała tenisistka gospodarzy.
    Dwie młode kobiety pozujące do zdjęcia w luźnych ubraniach i szlafroku na tle wozu strażackiego z włączonymi światłami błyskowymi, w nocnej scenerii miejskiej ulicy.

    Coco Gauff i Alexandra Eala podczas alarmu przeciwpożarowego w Berliniescreen z Instagrama – Eva Lysmateriał zewnętrzny

    Gauff oraz reprezentantka Filipin pozowały na tle wozu strażackiego i próbowały robić dobrą minę, ale wewnątrz z pewnością nie było im do śmiechu, bowiem rytm snu został mocno zaburzony. W najgorszej sytuacji znalazła się Eala, gdyż jej mecz wyznaczono jako pierwsze spotkanie dnia, już o godz. 11:00. O tej porze Alexandra miała się zmierzyć z Donną Vekic – triumfatorką ubiegłotygodniowych zmagań WTA 500 w londyńskim Queen’s Club. Stawką potyczki jest możliwość rywalizacji o ćwierćfinał z rozstawioną z “2” Jeleną Rybakiną.

    Lys jako jedyna z tego trio ma wolną środę. Jej starcie z Eliną Switoliną odbędzie się dopiero jutro. Coco zobaczymy dziś na korcie, ale Amerykanka ma jeszcze okazję, by nadrobić stracony czas snu. Pojedynek z Paulą Badosą wystartuje nie przed godz. 15:30. Na koniec dnia na Steffi Graf Stadion zaprezentuje się Aryna Sabalenka. Początek meczu z Jekateriną Aleksandrową wyznaczono nie przed godz. 17:30.
    Młoda tenisistka w sportowym stroju z opaską na głowie stoi na korcie, patrząc zamyślona w bok i trzymając palec przy ustach, wyrażając skupienie lub niepewność.

    Coco GauffRYAN LIMAFP
    Młoda tenisistka w jasnej sportowej koszulce i spódniczce trzyma rakietę tenisową oraz piłkę, uśmiechając się podczas meczu na korcie.

    Eva LysANDREAS GORA/DPIAFP
    Alexandra Eala

    Alexandra EalaAL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Kamil Majchrzak – Jiri Lehecka. Skrót meczu.

  • Dzika karta wyrzuciła Świątek z Wimbledonu. Dziewięć miesięcy po urodzeniu dziecka

    Dzika karta wyrzuciła Świątek z Wimbledonu. Dziewięć miesięcy po urodzeniu dziecka

    We wtorek 16 czerwca Wimbledon oficjalnie ogłosił, że Maja Chwalińska do tegorocznej edycji przystąpi jako dzika karta, co sprawia jednocześnie, że Polka… będzie rozstawiona. Bolesne wspomnienie z rywalizacją z dziką kartą ma Iga Świątek. Polka w 2023 roku przegrała w ćwierćfinale z zawodniczką, która dziewięć miesięcy wcześniej urodziła dziecko.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekShi TangGetty Images

    Historia Mai Chwalińskiej i tego, co Polka zrobiła w Roland Garros będzie prawdopodobnie wspominana przez kibiców przez długie lata. Dokładnie tak dzieje wciąż w przypadku Emmy Raducanu, która zszokowała świat podczas US Open 2021. Wówczas zakończyło się triumfem.

    Maja przegrała w finale z Mirrą Andriejewą, ale pokazała przepiękny styl, którym zachwyciła kibiców. Dzięki temu rozpoczęła się walka o przyznanie Polce dzikiej karty do kolejnego turnieju rangi Wielkiego Szlema, a więc Wimbledonu. Ta oficjalnie zakończyła się we wtorek 16 czerwca.

    Switolina zatrzymała Świątek. Grała z dziką kartą

    Organizatorzy ogłosili, że Chwalińska dziką kartę otrzymała i zagra w drabince głównej. Historia zna przypadki, gdy dzikie karty triumfowały na londyńskiej trawie. W singlu zdarzyło się to tylko raz – w 2001 roku, gdy wygrał Goran Ivanisević. U pań coś takiego się nie wydarzyło.

    O krok od tego była jedna w 2023 roku Elina Switolina. Ukrainka wracała do tenisa po urodzeniu dziecka. Dziewięć miesięcy wcześniej – w październiku 2022 roku na świat przyszła córka Skai Monfils. Gdy pobierano ranking na listy wstępu do Wimbledonu Switolina plasowała się w szóstej setce rankingu WTA.

    Taki wynik nie dawał jej oczywiście prawa startu w kwalifikacjach, a co dopiero mówić o turnieju głównym. Ukrainka wracająca do gry na Roland Garros zaprezentowała się jednak bardzo dobrze. Dotarła aż do ćwierćfinału, a taki wynik pozwolił jej na skok w rankingu aż do pierwszej setki.

    To w połączeniu z półfinałem w 2019 roku na Wimbledonie skłoniło angielskich organizatorów do wręczenia jej dzikiej karty do turnieju głównego. Ukrainka pokazała, że wraca do dobrej formy, ale problemów na drodze do fazy play-off nie brakowało. Ostatecznie dotarła do ćwierćfinału.

    Tam po drugiej stronie siatki stała rozstawiona z numerem jeden Iga Świątek. Faworytką była oczywiście Polka, ale Switolina pokazała, że w kwestii gry na trawie Iga musi się jeszcze sporo nauczyć. Pierwszego seta wygrała właśnie Ukrainka. Wynik 7:5 wskazuje jednak na to, że emocji nie zabrakło.

    Podobnie było w drugiej partii. Ta zakończyła się dopiero na tie-breaku. Tym razem w kluczowych momentach więcej zimnej krwi zachowała Iga. Polka wygrała 7:5 i doprowadziła do trzeciego – decydującego seta. Ten był już jednostronny. Switolina wygrała 6:2 i awansowała do półfinału. Ten przegrała z przyszłą mistrzynią – Marketą Vondrusovą.

    W ostatnich latach na Wimbledonie to najlepszy wynik, jaki osiągnęła dzika karta wśród pań. Bez wątpienia Maja Chwalińska chce przynajmniej wyrównać wynik Switoliny. Techniczna, momentami magiczna, gra Polki pasuje do kortów trawiastych. Do pełnego asortymentu potrzebnego do gry na tej nawierzchni Mai brakuje tylko potężnego serwisu.
    Tenisistka w jasnozielonej koszulce i czarnej spódniczce, klęcząca na korcie ziemnym z szeroko otwartymi oczami i ręką zasłaniającą usta, wyraźnie wzruszona po zakończonym meczu.

    Maja Chwalińska z dziką kartą na Wimbledon. Tak Polka przyjęła decyzję.PSNEWZ/SIPAEast News

    Noah Lyles z rekordem świata w biegu na 150 metrów w mityngu w Ostracie

  • Były trener Świątek reaguje na ostry wpis doradcy Nawrockiego ws. Chwalińskiej. Dosadnie

    Były trener Świątek reaguje na ostry wpis doradcy Nawrockiego ws. Chwalińskiej. Dosadnie

    Marcin Możdżonek zgłosił sprzeciw wobec przyznania przez ministerstwo stypendium dla Mai Chwalińskiej. Jego zdaniem takie finansowe wsparcie powinno być przeznaczone przede wszystkim dla wschodzących talentów. Skrytykował też inne działania rządu. Na jego wpis dosadnie reaguje były trener Igi Świątek, Piotr Sierzputowski. Wywiązała się ciekawa dyskusja.
    Piotr Sierzputowski, Maja Chwalińska, Marcin Możdżonek

    Piotr Sierzputowski, Maja Chwalińska, Marcin MożdżonekAdam Jankowski/REPORTER/Aliaksandr Valodzin/East News/NATANAEL BREWCZYNSKI/400mm.pl/NEWSPIX.PLReporter

    Finalistka wielkoszlemowego Roland Garros 2026 ma otrzymywać z budżetu państwa miesięcznie 9 600 zł brutto, lecz – zdaniem byłego mistrza świata (2014), a obecnie doradcy prezydenta Karola Nawrockiego – te pieniądze powinny być przeznaczone na wsparcie dla wschodzących talentów.

    “Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia” – opisał.

    Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy.

    Na jego słowa reaguje m.in. były trener Igi Świątek, Piotr Sierzputowski. Sygnalizuje, że Maja Chwalińska została postawiona w niezręcznej sytuacji. I zgadza się z Możdżonkiem zwłaszcza co do jednego.

    Sierzputowski reaguje na wpis Możdżonka. “Idź Pan tam na korty”

    W głośnym wpisie na platformie X Możdżonek pisał również, że “nasze państwo lekką ręką oddaje deweloperom cenne grunty wraz z istniejącymi obiektami sportowymi”. Za przykłady podał korty w Dąbrowie Górniczej, na których przygodę z tenisem zaczynała Maja Chwalińska, oraz legendarne korty AZS w Parku Skaryszewskim w Warszawie.

    Oba te miejsca – według opisu doradcy prezydenta – “zamiast tętnić sportowym życiem, czekają na zalanie betonem”. Z taką oceną sytuacji w kontekście obiektu w stolicy nie godzi się Piotr Sierzputowski, były trener Igi Świątek.

    “Doczytałem aż do tego martwego AZS w Skaryszaku. Ciężko się nie zgodzić z myślą ogólną, ale idź Pan tam na korty i pokaż, jak stoją puste! Oczywiście inicjatywa prywatna/komercyjna, ale słuszna – korty super funkcjonują, miła atmosfera” – zwraca się do Możdżonka.

    Niestety pod PR do posta napisane jak w ministerstwie: przyznanie stypendium komuś, kto tego już nie potrzebuje, i postawienie go w niezręcznej sytuacji… Mam wrażenie, że wszyscy politycy niezależnie od pochodzenia są tacy sami. I jest to przykre

    Przekonuje, że zgadza się z całą resztą wpisu Marcina Możdżonka. “Fajnie powiedzieć, co jest źle? A może napisać posta, co można zrobić? Bez polityki? Bo w końcu tym się zajmujecie zawodowo? Jak nie mam racji, to przepraszam że zawracam cztery litery” – kwituje.

    Były trener Świątek ujawnia ws. kortów w Warszawie. “Ceny są, jakie są”

    Na tym jednak nie koniec. Autor wpisu nie omieszkał bowiem odpowiedzieć. “Jedne z najdroższych kortów w Warszawie są w 2 miejscach. Klub DeSki oraz Warszawianka. Co je łączy? W obu przypadkach otrzymywały wsparcie z Ministerstwa Sportu i Turystyki” – wypalił do Sierzputowskiego.

    Ten zdecydował się kontynuować dyskusję. “Jedne z najdroższych linii lotniczych latających z Polski to linie LOT, jedno z miejsc do konsumpcji jedzenia na Żoliborzu to bar mleczny. Co je łączy? W obu przypadkach otrzymywały wsparcie z Ministerstwa Finansów. Ale co ma piernik do wiatraka?” – komentuje.

    Przekonuje, że i DeSki i Warszawianka mają ceny rynkowe. Dodaje, że w godzinach pracy obiektów zainwestowane pieniądze były nieodpłatnie wykorzystywane przez zawodników i kadry. “Nie wiem, czy wykorzystane środki równają się włożonym. Ale prawie jestem w stanie się założyć, że jak byśmy przeczytali umowy, to byśmy się za głowy złapali” – opiniuje.

    Temat uzupełnia wzmianką o kortach w ośrodku Solec oraz tych na Legii. Z jego wiedzy wynika, że nie oferują one innych cen niż DeSki i Warszawianka. Opisuje, że – co więcej – “Solec aktualnie ma najdroższą godzinę na korcie hard, z całego zestawienia”.

    “Ceny są, jakie są. Moim zdaniem wysokie, ale rozumiem bo nie ma konkurencji, bo lepiej teren oddać pod dewelopera, a tereny przeznaczone na sport niszczeją. Ale to w kontekście całej dyskusji jest nieadekwatne. Tutaj ważniejsze jest pytanie, co można zrobić DZIŚ żeby było lepiej?!” – rzuca w podsumowaniu.

    Maja Chwalińska: Nie jestem za bardzo w social mediach, bo myślę, że bym zwariowała