Author: trevor

  • Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Temat państwowego stypendium przyznanego Mai Chwalińskiej przez ministra sportu i turystyki jest gorąco dyskutowany przez polityków. Najpierw stanowczy sprzeciw zgłosił Marcin Możdżonek, teraz dołącza do niego Grzegorz Płaczek, szef klubu parlamentarnego Konfederacji. Wyjaśnia, dla kogo przeznaczone powinno być takie dofinansowanie.
    Grzegorz Płaczek, Maja Chwalińska

    Grzegorz Płaczek, Maja ChwalińskaFilip Naumienko/Tomasz JastrzebowskiReporter

    Grzegorz Płaczek , w rozmowie w RMF FM, wprost przyznał, że nie podoba mu się, że Maja Chwalińska dostała stypendium od ministerstwa sportu i turystyki. “Uważam, że pieniądze z budżetu państwa oraz od sponsorów – jeżeli ktoś idzie ze sztandarem pomagania tym, którzy się rozwijają – powinny iść dla tych, którzy się rozwijają i naprawdę nie mają pieniędzy, żeby kupić rakiety albo buty” – wyjaśnił.

    Stwierdził, że nie jest wielkim fanem tenisa i nie pamięta początków kariery Chwalińskiej. Tymczasem pierwsze sukcesy na korcie miały przypaść za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

    Jeżeli wcześniejsze rządy nic nie zrobiły, żeby pomagać młodym sportowcom, to oczywiście nie powinno to mieć miejsca. To jest absolutnie skandaliczne

    “Wydajemy pieniądze na głupoty. Natomiast tam, gdzie powinny być wydawane i tam gdzie, ten polski narybek powinien być pielęgnowany, to – jeżeli nie było – to tylko wstyd” – dopowiedział.

    Sprzeciw wobec pieniędzy dla Chwalińskiego od polskiego rządu. “Podpisuję się dwiema rękami”

    Jego zdaniem sukces tenisistki na wielkoszlemowym Roland Garros to absolutnie nie zasługa polskiego systemu szkolenia, a przyznanie jej przez resort Jakuba Rutnickiego 9600 zł brutto dofinansowania to po prostu zagrywka PR-owa i próba podpięcia się pod sportowe osiągnięcie.

    “Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia” – opisywał.

    Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy

    Apelował o stworzenie systemu, który wspomoże polskich sportowców jeszcze zanim ci staną się sławni. “Marcin Możdżonek jest mistrzem świata, w związku z tym zakładam, że wie, co mówi. (…) Absolutnie się zgadzam i podpisuję się dwiema rękami” – odniósł się do tego Płaczek.

    Podpytywany o porównanie sytuacji sportowców i artystów, od razu odpowiedział, że nie są one tożsame i artyści nie powinni dostawać państwowych dofinansowań zanim osiągną sukces.

    “Zawodowym sportowcem można być do 20-30. roku życia, a artystą można być do końca życia. Jeżeli jest się zawodowym sportowcem, to trenuje się naprawdę bardzo dużo i nie ma się chwili na nic. Natomiast jeśli ktoś jest artystą, ma więcej czasu” – podsumował szef klubu parlamentarnego Konfederacji.

    Uroczyste spotkanie ministra Jakuba Rutnickiego z Mają Chwalińskąmateriały prasowe

  • Iga Świątek triumfuje. Dopisali jej szósty tytuł. Absolutna dominacja Polki

    Iga Świątek triumfuje. Dopisali jej szósty tytuł. Absolutna dominacja Polki

    Iga Świątek znalazła się na szczycie rankingu “100 najcenniejszych kobiecych marek osobistych w Polsce”. Najlepsza polska tenisistka otwiera prestiżowe zestawienie magazynu “Forbes Woman” po raz szósty z rzędu. Jej obecne notowania aż pięciokrotnie przewyższają wartość medialną drugiej na liście Justyny Steczkowskiej. Podium uzupełnia Dorota “Doda” Rabczewska.

    Iga ŚwiątekLI JINGEast News

    Iga Świątek nie jest już liderką rankingu WTA, ale w zestawieniu magazynu “Forbes Woman” nadal nie ma sobie równych. I to już po raz szósty z rzędu. W najnowszym notowaniu tzw. wartość medialna trzeciej rakiety świata przekracza 1,5 mld złotych.

    Dwa kolejne miejsca na liście “100 najcenniejszych kobiecych marek osobistych w Polsce” zajmują wokalistki – Justyna Steczkowska (288 mln zł) i Dorota “Doda” Rabczewska (270 mln zł).

    Świątek poza konkurencją. Kilka lat sukcesów na korcie nadal pozwala jej cieszyć się pozycją liderki w prestiżowym rankingu

    Wspomniany ranking opublikowany został po raz siódmy. W pierwszej edycji otwierała go Olga Tokarczuk. Zwyciężyła krótko po otrzymaniu Literackiej Nagrody Nobla.

    Później niepodzielnie panowała już tylko Świątek. Ma na koncie sześć triumfów z rzędu. Warto zauważyć, że kwota widniejąca obok jej nazwiska aż pięciokrotnie przewyższa sumy przypisane dwóm kolejnym postaciom w zestawieniu.

    – Zawsze powtarzam, że największą wartością rozpoznawalności jest możliwość wykorzystywania jej do promowania dobrych postaw, wspierania innych i inspirowania młodych ludzi do działania po swojemu – oznajmiła najlepsza polska tenisistka cytowana przez “Forbes Woman”.

    – Staram się budować swoją markę w zgodzie ze sobą – autentycznie, z szacunkiem do ludzi i z odpowiedzialnością za to, jaki przekaz niesie moja obecność w mediach – dodała.

    W pierwszej dziesiątce rankingu znalazły się jeszcze dwie sportsmenki. Szóstą lokatę zajmuje Ewa Pajor (212 mln zł), z kolei na 10. pozycji sklasyfikowano Magdę Linette (192 mln zł).

    W czołowej setce umieszczono jeszcze 15 innych kobiet związanych ze światem sportu. Tylko dziewięć z nich to wciąż czynne zawodniczki. Grupę tę tworzą Magdalena Fręch (11. lokata), Natalia Bukowiecka (23), Katarzyna Kawa (32), Julia Szeremeta (45), Klaudia Zwolińska (47), Katarzyna Niewiadoma (61), Pia Skrzyszowska (70), Anita Włodarczyk (86) i Ewa Swoboda (91).

    Na 55. pozycji odnajdujemy Darię Abramowicz, osobistą psycholog Świątek i zarazem jej trenerkę mentalną.
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East News East News
    Tenisistka w fioletowej czapce podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z wyraźną koncentracją na twarzy i dynamicznym ruchem ramienia na tle ciemnego boiska z fioletowym światłem.

    Iga ŚwiątekIMAGO/NOUSHADEast News
    Sportowiec w białej czapce i koszulce z polską flagą oraz czerwonym nadrukiem, ściska pięść w geście zwycięstwa na korcie tenisowym.

    Iga ŚwiątekAFP

    Francisco Cerundolo – Jenson Brooksby. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Sensacja na starcie z Chwalińską. Teraz taka decyzja. Wieści dla Świątek

    Sensacja na starcie z Chwalińską. Teraz taka decyzja. Wieści dla Świątek

    Turniej WTA 500 w Bad Homburg startuje już za dwa dni, w niedzielę. Tymczasem w ostatniej chwili do stawki dołączyła kolejna zawodniczka. I to nie byle jaka. Mowa bowiem o mistrzyni olimpijskiej Qinwen Zheng, która otrzymała od organizatorów niemieckiej imprezy “dziką kartę”. A tym samym stała się jedną z rywalek Igi Świątek w imprezie bezpośrednio poprzedzającej wielkoszlemowy Wimbledon.
    Iga Świątek i Qinwen Zheng podczas turnieju WTA, zbliżenie na Zheng przykładającą ręcznik do twarzy.

    Na zdjęciu Iga Świątek oraz Qinwen ZhengMiguel Reis / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Wang Kaiyan / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    – Qinwen Zheng wraca do Bad Homburg – ogłosili organizatorzy tamtejszej “pięćsetki”, informując w mediach społecznościowych o przyznaniu “dzikiej karty” chińskiej mistrzyni olimpijskiej sprzed dwóch lat.

    23-latka zdążyła już zainaugurować sezon na trawie. Ba, zdążyła nawet wystąpić w dwóch turniejach, rozgrywając łącznie… trzy spotkania.

    Z drabinki imprezy w Queens Qinwen Zheng wypadła już po pierwszym meczu przegrywając w dwóch setach – 4:6, 6:7 (4) – z reprezentantką Rumunii Jaqueline Cristian. Niewiele lepiej spisała się tydzień później w Nottingham. Tam, po zaciętym pojedynku pokonała wprawdzie Greczynkę Marię Sakkari 4:6, 7:6(1), 6:4, ale potem uległa australijskiej tenisistce Talii Gibson. Decydującą partię zwieńczył emocjonujący tie-break, który tenisistka z Anypodów wygrała 12:10.

    A serię tych nieudanych występów Qinwen Zheng poprzedził Roland Garros, na którym – jak pamiętamy – Chinka zatrzymała się już na pierwszej rundzie, uznając wyższość późniejszej finalistki – Mai Chwalińskiej.

    Teraz, tuż przed Wimbledonem, Qinwen Zheng poszuka więc ogrania i formy w Bad Homburg, co umożliwili jej organizatorzy.

    WTA Bad Homburg. Qinwen Zheng z dziką kartą. Iga Świątek na liście

    W Bad Homburg – podobnie jak przed rokiem – wystąpi także Iga Świątek. W minionym sezonie nasza była liderka rankingu WTA dotarła aż do finału, w którym przegrała z reprezentantką Stanów Zjednoczonych – Jessicą Pegulą, a później sięgnęła po tytuł na Wimbledonie, którego już niebawem będzie bronić w Londynie.
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem stoi na korcie podczas meczu, jest skoncentrowana, widoczne są logotypy sponsorskie na jej koszulce oraz flaga Polski.

    Turniej WTA 500 w Bad Homburg zapowiada się niezwykle interesująco, a przyznanie „dzikiej karty” Qinwen Zheng tylko podniosło poziom rywalizacji. Chińska tenisistka, która w ostatnich latach wyrosła na jedną z największych gwiazd kobiecego tenisa, będzie chciała wykorzystać niemiecką imprezę do odbudowania pewności siebie przed rozpoczynającym się niebawem Wimbledonem. Dla kibiców oznacza to natomiast jeszcze mocniejszą obsadę zawodów, w których wystąpi także Iga Świątek.

    Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla Zheng. Mistrzyni olimpijska z Paryża nie może zaliczyć początku sezonu na trawie do udanych. Najpierw niespodziewanie odpadła już w pierwszym meczu turnieju w Queen’s Club, przegrywając z Jaqueline Cristian. Następnie w Nottingham zanotowała tylko jedno zwycięstwo, pokonując Marię Sakkari, by później ulec Talii Gibson. Co więcej, jeszcze wcześniej rozczarowała swoich kibiców podczas Roland Garros, gdzie sensacyjnie zakończyła udział już w pierwszej rundzie po porażce z Mają Chwalińską.
    Dla Zheng start w Bad Homburg będzie więc niezwykle ważny. Chinka potrzebuje meczów na trawie, aby odzyskać rytm i odpowiednio przygotować się do najważniejszego turnieju tej części sezonu – Wimbledonu. Jej potężny serwis i agresywny styl gry mogą być bardzo skuteczne na szybkiej nawierzchni, dlatego mimo ostatnich niepowodzeń pozostaje zawodniczką, której żadna rywalka nie może lekceważyć.
    W centrum uwagi polskich kibiców znajdzie się oczywiście Iga Świątek. Polka wraca do Bad Homburg z bardzo dobrymi wspomnieniami. Przed rokiem dotarła tutaj do finału, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli. Tamten występ okazał się jednak doskonałym przygotowaniem do Wimbledonu, na którym Świątek zaprezentowała znakomitą formę. Teraz będzie chciała powtórzyć ten scenariusz i ponownie wykorzystać niemiecki turniej jako ostatni sprawdzian przed rywalizacją w Londynie.

    Obsada zawodów prezentuje się imponująco. Oprócz Świątek i Zheng na kortach w Bad Homburg pojawi się wiele czołowych tenisistek świata, co sprawia, że już od pierwszej rundy można spodziewać się pojedynków na bardzo wysokim poziomie. Każde zwycięstwo będzie miało znaczenie nie tylko w kontekście rankingu WTA, ale również budowania pewności siebie przed trzecią wielkoszlemową imprezą sezonu.
    Dla Igi Świątek szczególnie interesująca może być możliwość ponownego zmierzenia się z Qinwen Zheng. Ich dotychczasowe spotkania dostarczały kibicom wielu emocji, a obie zawodniczki należą do ścisłej światowej czołówki. Jeśli los skojarzy je ze sobą w Bad Homburg, będzie to jeden z najbardziej wyczekiwanych meczów całego turnieju.
    Nadchodzące dni pokażą, czy Zheng zdoła przełamać serię słabszych występów i odzyskać dawną skuteczność. Jedno jest pewne – jej obecność sprawia, że turniej w Bad Homburg staje się jeszcze ciekawszy, a kibice mogą liczyć na tenis na najwyższym światowym poziomie. Dla Świątek będzie to natomiast kolejna okazja, by potwierdzić wysoką formę i wysłać rywalkom wyraźny sygnał przed obroną tytułu na londyńskich kortach.

    Iga ŚwiątekMa Ping/Xinhua News/East NewsAFP
    Qinwen Zheng

    Qinwen ZhengNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystko

  • Absurdalny pomysł dla Chwalińskiej. Trener Polki: Tego nie było w planie

    Absurdalny pomysł dla Chwalińskiej. Trener Polki: Tego nie było w planie

    Gratulacje w oczywisty sposób najpierw trafiają do Mai Chwalińskiej, ale gratuluję także panu, to wasz wspólny sukces ta dzika karta na Wimbledon. Mocno pan wierzył w ten scenariusz, czy bardziej podchodził jak Maja w Paryżu, gdy mówiła nam, że to byłaby wiadomość stulecia?

    Jaroslav Machovsky: – Wszystko, co mogliśmy zrobić, wykonaliśmy w Paryżu, a Maja pokazała to na korcie. Wszystko inne było już w rękach komitetu Wimbledonu. Myśmy tylko złożyli taką prośbę, lecz na tym kończyły się nasze możliwości. Gdy w końcu dotarła ta wiadomość, że Maja otrzymała dziką kartą, po prostu ogromnie się ucieszyłem.

    A panu co podpowiadała intuicja?

    – Ja nastawiałem się tak, że dostosujemy się do tego, co przyniesie los. Chcieliśmy tej dzikiej karty, ale gdyby jej nie otrzymała, zagralibyśmy to, co poprzednio w Paryżu. A tak dzięki temu ma trochę więcej czasu, by się przygotować, którego wcześniej za dużo nie było. Do tego obecnie dochodzą także inne rzeczy, zmęczenie jest sprawą naturalną. Więc cenne były krótkie wakacje, a teraz możemy nieco spokojniej podchodzić do czekającego nas startu. Krótko mówiąc, zyskaliśmy więcej czasu i mnie to bardzo cieszy.

    Wojciech Fibak, który bardzo mocno trzymał kciuki za dziką kartę, szukał powodów do optymizmu, gdyby przyszło znów przebijać się przez kwalifikacje. W rozmowie z Interią mówił, że wówczas podobnie jak w Paryżu Maja miałaby okazję bardziej przyzwyczaić się do rywalizacji na trawie. Natomiast obalił głosy, by Maja odpuściła Wimbledon, gdyby przyszło jej grać w eliminacjach.

    – Jest tak, ale też byłoby mniej czasu, żeby się przygotować. Trudy tego sezonu są odczuwalne, Maja od początku dużo grała, dlatego dogadaliśmy się, że po Roland Garros będzie trochę wolnego, bo już była zmęczona. Więc dzięki temu, że dostała dziką kartę, jest lepiej. Wiadomo, gdyby musiała grać eliminacje, to by je zagrała, bez odpuszczania turnieju, tego nie było w planie. Przy czym takie mecze zawsze są trudne, przeciwniczki które niedawno ograła starałyby się jeszcze bardziej. Dlatego wygodniej jest grać od razu w głównej drabince, bo wcześniejsze mecze są trudne nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym.

    Pamiętamy, że w Paryżu dla Mai jednym z najtrudniejszych meczów była właśnie trzecia, ostatnia runda kwalifikacji. Dziś cieszymy się, że jest finalistką z Paryża, a ta historia mogła napisać się zupełnie inaczej.

    – To prawda. Każdy zawodnik czuje presję, zwłaszcza gdy marzenia, by grać w turnieju wielkoszlemowym, są już na wyciągnięcie ręki. W takim momencie toczy się już nie tylko tenisowy i fizyczny pojedynek na korcie, ale także dochodzi gra nerwów.

    Jak Maja odnajduje się w tej nowej dla siebie rzeczywistości? W jednej chwili, w ciągu kilkunastu dni, stała się rozchwytywana przez wszystkich.

    – Ja myślę, że daje sobie z tym bardzo dobrze radę. Została ta sama Maja, która była. Chce bardzo pracować i potwierdzić tę pozycję, którą teraz ma, że to nie zasługa tylko jednego, wyjątkowego turnieju. Będzie się starała, aby takich wyników było więcej, zobaczymy czy się uda. Mamy przed sobą dużo roboty, ale najważniejsze jest podejście Mai, które bardzo mnie cieszy. Chce jeszcze więcej i to jest to, o co nam chodzi. Oczywiście zmiana jej położenia i sytuacja wokół niej jest inna, ale najważniejsze, że podchodzi do swojego tenisa tak, jak wcześniej, czyli będziemy pracować, by nadal ją rozwijać.

    Jaki macie scenariusz na Wimbledon? To znaczy kiedy ruszacie do Londynu?

    – Wylot mamy w poniedziałek. I w następnym tygodniu będziemy trenować w Londynie na trawie.

    Od początku będziecie mogli skorzystać z obiektów należących do klubu?

    – Ma być możliwość, by korzystać z kortów treningowych w Aorangi Park. I to jest przez nas pożądany scenariusz.

    Pytałem o Maję. A jak pan odnajduje się w “życiu po Paryżu”?

    – (śmiech) Tak samo jak wcześniej, czyli bardzo dobrze. Moje nastawienie także się nie zmienia. Najważniejsza jest ciągła praca w klubie w Bielsku, tam wszyscy nam pomagają, nic się nie zmieniło w złą stronę. Czuję się dobrze i cieszę się sukcesem Mai, że w końcu zrobiła coś, o czym marzyła całe życie. Wiadomo, że oczekiwania z jej strony były wysokie, przechodziła przez trudne czasy, ale dała sobie radę. A jeśli coś teraz miałoby się zmienić, to chyba tylko to, że jeszcze więcej trzeba będzie pracować niż wcześniej, byśmy utrzymali ten sam poziom, bo rywalki będą coraz bardziej zmotywowane na mecze z Mają. Będziemy ciężko pracować i cieszyć się z każdego wygranego meczu. Teraz będziemy regularnie rywalizować z bardzo dobrymi zawodniczkami i grać na wyższym tempie, czyli jest to, o czym marzyła całe życie. Zrobimy wszystko, aby Maja mogła wygrywać kolejne turnieje, bo na razie, że tak powiem, była tylko w finale (śmiech).

    Wspólnie przeszliście przez te trudne czasy, najmroczniejsze doświadczenia które spotkały Maję, więc tym bardziej myślę, że jesteście emocjonalnie sobie bliscy.

    – Ufam panie redaktorze, że tak właśnie jest. Znam Maję od wielu lat i mogę powiedzieć, że nasza relacja jest bardzo dobra. Dzisiaj dobrze być nieosamotnionym, ale mieć wokół siebie dużo osób, które pomagają. Wspomina pan o trudnych czasach… Tak było, to także zbudowało naszą relację, moim zdaniem na całe życie. Maja jest dla mnie, jak córka.

    Najpierw Maja powiedziała mi w Paryżu, że jest pan jak jej drugi tata. Teraz pan rewanżuje się w drugą stronę. Piękne słowa. Gdyby nawet w którymś momencie sportowe drogi się rozeszły, tak trwała relacja może na zawsze pozostać serdeczną.

    – Z mojej strony cokolwiek by się nie stało, bo różnie układają się losy, to ta relacja zawsze będzie dobra. Maja nawet w każdym udzielonym wywiadzie pokazuje siebie, jako super człowieka. To naprawdę miła osoba z dużym sercem. A gdy było trudno, ufała w swoje umiejętności i kierunek, który jej proponowałem. Mówiłem, że ma umiejętności, a przyjście wyniku to kwestia czasu i potrzeba cierpliwości, nawet jak widziała, że jej rówieśniczki wcześniej dochodzą do sukcesów. Każdy zawodnik ma swoje tempo rozwoju, bo wpływają też okoliczności, które go po drodze spotykają. Człowiek w moim wieku też już inaczej patrzy, docenia również inne aspekty, a więc właśnie podejście dużo młodszego zawodnika. Jej profesjonalizm i charakter są godne naśladowania. A teraz uważam, że wynik w Paryżu da jej jeszcze więcej pewności siebie.

    Rozmawiał Artur Gac, Interia

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Starszy mężczyzna w białej koszulce marki Lacoste i zielonej czapce obejmuje młodą kobietę ubraną w zieloną sportową bluzę, oboje stoją na tle z logo PZT i patrzą w obiektyw z uśmiechem.

    Maja Chwalińska i trener Jaroslav MachovskyGrzegorz WajdaNewspix.pl
    Tenisistka siedząca na korcie ziemnym z uniesionymi dłońmi, uśmiechnięta, w sportowej odzieży i z opaską na udzie.

    Maja Chwalińska tu jeszcze nie dowierza w to, co stało się na mączce w ParyżuMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Zespół Mai Chwalińskiej zabrał głos ws. sukcesu na Roland Garros. “Dopiero zaczyna to docierać”

  • To on przygotuje Chwalińską do Wimbledonu. “Gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze”

    To on przygotuje Chwalińską do Wimbledonu. “Gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze”

    Maja Chwalińska po rewelacyjnym występie i wicemistrzostwie w Roland Garros szykuje się na Wimbledon. W poniedziałek leci do Londynu, gdzie zostanie do rozpoczęcia imprezy. Piotr Szczypka, menedżer BKT Advantage Bielsko-Biała, gdzie gra Chwalińska, uchylił nam rąbka tajemnicy ws. szczegółowego planu przygotowań Mai do ważnego turnieju. Zdradził istotny szczegół odnośnie sparingpartnera i współpracy z Maciejem Ryszczukiem.
    Wiemy, kto przygotuje Maję Chwalińską na Wimbledon.

    Wiemy, kto przygotuje Maję Chwalińską na Wimbledon. EastNewsEast News

    Wimbledon rusza 29 czerwca, ale Maja Chwalińska już w poniedziałek poleci do Londynu i zostanie tam do rozpoczęcia imprezy. Wcześniej Aleksandra Musiał, menedżer zawodniczki informowała nas, że z Chwalińską leci dwóch trenerów (Jaroslav Machovsky i Petr Hajek), a do jej dyspozycji będzie jeden z kortów treningowych udostępnionych przez Wimbledon. Teraz Piotr Szczypka, menedżer BKT Advantage zdradza nam kolejne szczegóły planu Chwalińskiej.

    To nie leży w interesie Mai Chwalińskiej

    Zacznijmy od tego, że wiemy, z kim będzie trenowała Polka, szykując się do meczu pierwszej rundy. W Paryżu Chwalińska zaliczyła sparingi z Igą Świątek i Naomi Osaką. Niewykluczone, że teraz nie będzie grała z nikim z touru. Jest taka pokusa. – Nie wtrącam się do tego, co dzieje się na korcie, ale każdy taki mecz będzie pomagał rywalkom Mai rozszyfrować jej styl grania. Pół żartem, pół serio mogę stwierdzić, że to nie leży w jej interesie – mówi nam Szczypka.

    – Zresztą na miejscu jest Hajek, który od jakiegoś czasu jest tym głównym sparingpartnerem Mai. On gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze, więc tym bardziej nie ma konieczności grania z rywalkami. Po co odkrywać karty. Z drugiej strony ostatnie zdanie należy do trenera Machovskiego. Maja ma specjalną aplikację, gdzie może w każdej chwili umówić się z zawodniczką touru na sparing. Może się zdarzyć tak, że Machovsky uzna przed jakimś meczem, że to ma sens, że takie doświadczenie może się przydać i pomóc – zauważa Szczypka.

    Już wiadomo, co z człowiekiem Świątek

    Treningi na korcie i taktyka, to jedno. Równolegle będą się odbywać treningi ogólnorozwojowe. – Jeszcze nie wiem, jak będzie z dostępnością Maćka Ryszczuka (w ten weekend jedzie ze Świątek na turniej w Bad Homburg – dop. red.) w Londynie, bo nie rozmawiałem o tym z trenerskim sztabem Mai. Wiem jednak, że Maja ma od Maćka rozpiskę, jest z nim w kontakcie, więc tu nie będzie żadnych zakłóceń. Maja na pewno niczego nie straci przez to, że Maciek nie będzie z nią przez cały czas na miejscu – informuje nas menedżer klubu z Bielska.

    Wracając do tematu treningów z Hajkiem, to warto wiedzieć, że pomagają one Mai szlifować, a potem, już w trakcie meczów, narzucać swój styl grania rywalkom. Tak przynajmniej wynika ze słów Szczypki. To jest bardzo ważne, bo dzięki temu Chwalińska może przejmować na korcie inicjatywę i zaskakiwać przeciwniczki tak, jak to robiła na kortach Roland Garros.
    Mężczyzna w granatowej marynarce patrzący przed siebie oraz kobieta w zielonej sportowej bluzie, trzymająca bukiet kolorowych kwiatów.

    Na zdjęciu menadżer Mai Chwalińskiej Piotr Szczypka oraz nasza finalistka Rolanda GarrosaPawel Wodzynski/East News / Anita Walczewska/East NewsEast News
    Kobieta o blond włosach w zielonej sportowej bluzie stoi zwrócona na wprost, z dłońmi złożonymi przed sobą, na tle ściany z logotypami w ciepłym oświetleniu.

    Maja ChwalińskaGrzegorz WajdaEast News
    Tenisistka uśmiecha się, trzymając rakietę w jednej ręce i przykładając drugą dłoń do czoła, sugerując silne emocje po zakończonej akcji na korcie.

    Maja ChwalińskaMustafa YalcinAFP

    Liga Narodów. Ukraina – Polska. Skrót meczu

  • Andriejewa przetestowała formę Świątek. Premierowy sprawdzian dla Polki w Bad Homburg

    Andriejewa przetestowała formę Świątek. Premierowy sprawdzian dla Polki w Bad Homburg

    Since Iga Świątek dropped out of Roland Garros at the fourth round stage, the Polish woman has not been seen in any competitions. She stayed in London for a few days, then in Majorca. Finally, it was time for Raszynianka to return to professional competition. Our representative took the same direction before Wimbledon as a year ago, the WTA 500 tournament in Bad Homburg. The 25-year-old immediately met on the court with the champion of the Paris event – Mirra Andreyeva. This is what happened in Germany.
    Iga Świątek i Mirra Andriejewa spotkały się na korcie w Bad Homburg

    Iga Świątek and Mirra Andreyeva met on the court in Bad Homburg Matthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFP / MUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP AFP

    Nie tak wyobrażała sobie Iga Świątek swój występ w wielkoszlemowym Roland Garros. Po tym, jak Polka dotarła do półfinału WTA 1000 w Rzymie, nasza reprezentantka wlała nadzieje, że jej forma zmierza w coraz lepszym kierunku. Niestety, w czwartej rundzie paryskiej imprezy natrafiła na przeszkodę, która okazała się nie do przejścia. Marta Kostiuk zdominowała drugą fazę rywalizacji z Raszynianką i odniosła zasłużone zwycięstwo 7:5, 6:1, rewanżując się za porażkę w stolicy Francji sprzed pięciu lat.

    Świątek miała kilka dni na spokojną analizę, a potem wzięła się za treningi na trawie, by jak najlepiej przygotować się do próby obrony tytułu na Wimbledonie, który startuje już 29 czerwca. Przez kilka dni Polka przebywała w Londynie, potem udała się na Majorkę. Wiemy już, że Iga dotarła do Bad Homburg. Szczegóły zdradzili organizatorzy turnieju rangi WTA 500. Raszynianka podąża podobnym tropem, co rok temu. Wówczas również wybrała się na te niemieckie rozgrywki i później zaowocowało to sukcesem w stolicy Wielkiej Brytanii. Zobaczymy, jak to połączenie wypadnie w tym sezonie. Presja z pewnością będzie znacznie większa niż niespełna 12 miesięcy temu.

    Iga Świątek spotkała się z Mirrą Andriejewą na korcie w Bad Homburg

    O tym, że Świątek zameldowała się w Bad Homburg, dowiedzieliśmy się z mediów społecznościowych imprezy. Na relacji na Instagramie pojawiło się nagranie, jak Iga trenuje na kortach w Niemczech. Jak się okazało – nie była sama. “Jak myślicie, z kim trenuje Iga?” – zapytano kibiców. Odpowiedź pojawiła się na kolejnym ujęciu. Polka spotkała się z Mirrą Andriejewą, triumfatorką Roland Garros. Obie zawodniczki sprawdziły swoją aktualną dyspozycję na trawie.
    Dwie tenisistki trenujące na trawiastych kortach otoczonych zielenią, każda z nich w dynamicznej pozie podczas gry.

    Iga Świątek i Mirra Andriejewa podczas treningu w Bad Homburgscreen z Instagrama – Bad Homburg Openmateriał zewnętrzny

    Dla Rosjanki, która pokonała Maję Chwalińską w wielkoszlemowym finale, również będzie to jedyny turniej przed zmaganiami w Londynie. Odpuściła start w Berlinie, chcąc poświęcić więcej czasu na regenerację po wyczerpujących rozgrywkach w Paryżu. Z pewnością musiała sobie również poukładać kilka rzeczy, bowiem to był jej pierwszy wielkoszlemowy tytuł. Teraz musi się zmierzyć z dodatkową presją – zwłaszcza, że została liderką rankingu WTA Race, biorącego pod uwagę wyłącznie tegoroczne osiągnięcia.

    Według pierwotnego planu Świątek i Andriejewa miały być dwiema najwyżej rozstawionymi tenisistkami turnieju rangi “500” w Bad Homburg, ale 10 dni temu do obsady dołączyła Jelena Rybakina. Jeśli reprezentantka Kazachstanu nie wycofa się ze startu, wówczas to mistrzyni Australian Open 2026 otrzyma numerek jeden w drabince. Iga dostanie wtedy “2”, a Mirra – “3”. Potencjalnie zatem Polka i Rosjanka mogłyby się spotkać już na etapie półfinału imprezy w Niemczech. W ciągu kilkudziesięciu godzin przekonamy się, jak ostatecznie ułoży się drabinka.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju i opasce na głowie poprawia daszek podczas meczu tenisowego.

    Mirra AndriejewaBurak Akbulut/AnadoluAFP
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP

  • 168 minut bitwy Polki z mistrzynią Australian Open. Życiowy sukces rówieśniczki Świątek

    168 minut bitwy Polki z mistrzynią Australian Open. Życiowy sukces rówieśniczki Świątek

    Mirra Andriejewa i Alina Korniejewa – te dwa nazwiska były na topie juniorskiego tenisa na początku 2023 roku. Dwie 15-letnie zawodniczki zagrała wtedy o tytuł w Melbourne, ta pierwsza wkrótce zaczęła niesamowitą karierę. Korniejewa została w tyle, ale teraz, tuż przed 19. urodzinami, jest już w najlepszej setce singlistek WTA. I to właśnie do starcia z nią przystąpiła dziś w Portugalii Martyna Kubka – Polka, która ostatnio gra życiowy tenis. Polka wygrała ten porywający bój 7:6 (4), 5:7, 6:4, awansowała do 1/4 finału. I praktycznie może już bukować bilet na kwalifikacje US Open. Oto szczegóły.
    article cover

    Trzy lata temu Alina Korniejewa (z prawej) pokonała w finale juniorskiego AO starszą od siebie Andriejewą. To jednak Mirra zrobiła wielką karieręRobert PrangeGetty Images

    Na przykładzie Aliny Korniejewej i Mirry Andriejewej doskonale widać, jak różna może być droga zawodniczek, które w czasach juniorskich są na zbliżonym poziomie. W Melbourne, w 2023 roku, obie spotkały się w singlowym finale dziewcząt – ich batalia trwała trzy godziny i 18 minut, wygrała młodsza o 2,5 miesiąca Alina.

    Dla Mirry był to ostatni turniej juniorski, wiosną zaczęła marsz w górę rankingu, finał tego już znamy. Od razu wygrała dwa turnieje ITF W60, później była czwarta runda w Madrycie, świetne występy w Paryżu i Londynie. Jeszcze w tym samym roku wskoczyła do TOP 50 rankingu WTA, dziś jest w nim piąta, ale po Wimbledonie może znaleźć się już w najlepszej trójce.

    Korniejewa wygrała jeszcze juniorski Roland Garros, później skupiła się już na profesjonalnej rywalizacji. Tyle że często przerywały ją kontuzje, po awansie na 134. miejsce w rankingu, jako 16-latka (luty 2024), zniknęła na pół roku. A później brakowało stabilizacji.

    Dopiero dwa tygodnie temu, po udanym turnieju w Paryżu (wygrane kwalifikacje, triumf nad Elisabettą Cocciaretto w pierwszej rundzie), wskoczyła do TOP 100. I jako zawodniczka z najlepszej setki zmierzyła się z Martyną Kubką – stawką był ćwierćfinał turnieju WTA 125 w Figueira Da Foz.

    Polka zaczynała ten rok w czwartej setce, nigdy dotąd nie zagrała jeszcze w kwalifikacjach Wielkich Szlemów. Ostatnie tygodnie są jednak dla niej bardzo udane – błyszczy już nie tylko serwisem, dołożyła jeszcze inne elementy. I przyszły wyniki. Jeden finał, pięć półfinałów, dwa ćwierćfinały w imprezach ITF wywindowały 25-latkę z Zielonej Góry na 230. miejsce na świecie. To już niemal granica awansu do wspomnianych już kwalifikacji. A można było wręcz stwierdzić, że ewentualna wygrana z Korniejewą “wpychała” Kubkę ponad kreskę w kontekście gry o US Open w Nowym Jorku w drugiej połowie sierpnia.

    Był tylko jeden problem – Martyna stoczyła dotąd tylko jeden mecz z rywalką z TOP 100 na świecie. I go przegrała – z Kateriną Siniakovą.

    WTA 125 w Figueira Da Foz. Martyna Kubka kontra Alina Korniejewa. Stawką ćwierćfinał

    Korniejewa została tu rozstawiona z “1” – wybrała korty twarde tuż przed wylotem do Londynu – będzie rozstawiona w kwalifikacjach Wimbledonu. I była naturalną faworytką tego starcia z zawodniczką klasyfikowaną o ponad 130 pozycji niżej.

    Tymczasem Kubka wyszła z opresji w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych, obroniła kilka break pointów. A później pokazywała, że jej mocnym atutem jest serwis, ale też i gra w forhendu. A jak trzeba było, dodawała nawet skróty.
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP

    Rosjanka była zaskoczona, choć też w miarę spokojnie kontrolowała sytuację w swoich gemach serwisowych. Jest wysoka, ma 180 cm wzrostu, potrafi solidnie huknąć z końcowej linii. Czyli tak właśnie, jak czyni to Martyna. W dziesiątym gemie pojawiła się szansa na przełom, Polka wywalczyła trzy setbole. Dwa pierwsze Korniejewa obroniła serwisem i atakiem, w trzecim musiała posłać lżejsze drugie podanie. Kubka jednak przegrała tę akcję, spudłowała topspinem.

    Ostatecznie decydował tie-break, kluczowa była akcja przy stanie 5-4 dla Polki. Martyna nie dała się zaskoczyć skrótem, wygrała wymianę przy siatce, zakończyła ją smeczem. A później Korniejewa jeszcze raz pogubiła się w ofensywie. Było więc 7:6 (4) dla 25-latki z Zielonej Góry.

    Druga partia była już jednak inna, serwis odgrywał mniejsze znaczenie. Korniejewa odskoczyła na 2:0, a później – z 2:2 – na 5:2. I miała wyklarowaną sytuację. Kubka miała szansę wrócić do gry w tym secie, wywalczyła szansę na przełamanie w dziewiątym gemie, gdy Korniejewa serwowała po seta. Trafiła w siatkę. Drugą jednak już wykorzystała, nawiązała kontakt (4:5). A później wyrównała. Wydawało się, że znów zdecyduje tie-break, gdy jednak Rosjanka w samej końcówce zagrała kilka świetnych piłek. Uzyskała trzy piłki setowe przy podaniu Polki, wykorzystała tę trzecią.
    Zawodniczka w sportowym stroju wykonuje gest triumfu z zaciśniętą pięścią na tle czerwonej ściany z logotypem.

    Alina KorniejewaMATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP

    Kubka momentalnie zabrała ręcznik i ruszyła w kierunku szatni – na przerwę toaletową. Lepiej zaczęła decydującą rozgrywkę (2:0), obie jednak na zmianę się przełamywały. Aż w końcu Polka przerwała tę serię, prowadziła 5:3. I miała dwie piłki meczowe na returnie. Nie udało się ich wykorzystać.

    Został więc jeszcze własny gem serwisowy. Aż w końcu sukces stał się faktem – Martyna po raz pierwszy wygrała z rywalką z TOP 100 rankingu – pokonała ją 7:6 (4), 5:7, 6:4.

    Za ten rezultat dostanie wypłatę w wysokości 3000 euro brutto, ale też 27 punktów do rankingu. A to da jej awans na 213. miejsce na świecie w klasyfikacji “na żywo”. I już praktycznie przepustkę do kwalifikacji US Open.
    Tenisistka w niebieskim stroju sportowym uderza piłkę rakietą na tle fioletowej tablicy z napisem, koncentrując się na wykonaniu zagrania i prezentując skupioną, zadowoloną minę.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/NurPhotoAFP

    Liga Narodów kobiet. Najlepsze akcje

  • Niebywała wiadomość. Świątek przyjęła ofertę. Fani w ekstazie

    Niebywała wiadomość. Świątek przyjęła ofertę. Fani w ekstazie

    Iga Świątek przygotowuje się do inauguracji sezonu na trawie, który otworzy w Bad Homburg. Następnie przystąpi do obrony tytułu na wielkoszlemowych kortach Wimbledonu. Między treningami Polka znalazła jednak czas, by przyjąć ofertę pewnej dobrze znanej sobie gwiazdy. A przynajmniej to zdaje się potwierdzać wpis samej zainteresowanej, na który z wielkim entuzjazmem zareagowali fani polskiej tenisistki i nie tylko.
    Iga Świątek w jasnej kurtce i ciemnej czapce z daszkiem, podnosi rękę do czoła, przed nią mikrofon.

    Iga ŚwiątekAFP7

    Mowa o nikim innym, a o Mikaeli Shiffrin – trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej i ośmiokrotnej mistrzyni świata w narciarstwie alpejskim, która błysnęła także na tegorocznej imprezie czterolecia, sięgając po złoty medal w slalomie.

    Słynna Amerykanka potrafi jednak błyszczeć nie tylko na stoku, ale i za mikrofonem. W tym roku 31-latka założyła bowiem swój podcast “What’s the point”, w którym gościła osobistości ze świata sportu. U jej boku wystąpili w nim między innymi: Alice Robinson, Paula Moltzan, Simone Biles czy Bode Miller.

    – Założyłam podcast nie z powodu poczucia, że mam jakiekolwiek odpowiedzi. Ale dlatego, że wciąż stawiam wiele pytań. A to główne, które zadają ciągle, brzmi: “Jaki jest sens?” (…) Mam nadzieję, że rozmowy z innymi pomogą mi zyskać nową perspektywę – mówiła Mikaela Shiffrin, tłumacząc powody zainicjowania swojej internetowej działalności.

    Teraz reprezentantka Stanów Zjednoczonych pracuje nad drugim sezonem wspomnianego podcastu. I – jak wynika z jej wpisu – w tym celu zaprosiła do siebie wyjątkowego gościa – Igę Świątek. A polska tenisistka przyjęła jej propozycję.

    Iga Świątek przed mikrofonem. Amerykańska gwiazda ujawnia

    Mikaela Shiffrin pochwaliła się tym faktem za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    Pracuję nad drugim sezonem “What’s the point” i jestem bardzo podekscytowana tym, jak się kształtuję. Może właśnie dziś nagrywam, a może nie, z jedyną i niepowtarzalną Igą Świątek

    I choć w teorii przekaz tej wiadomości jest dwuznaczny, w praktyce potwierdza on udział Igi Świątek w jednym z odcinków, na co natychmiast zareagowali fani obu sportsmenek.

    – “Moje dwie ulubione zawodniczki. Zastanawiam się, czy podniesiony został temat Taylor Swift”, “O mój Boże, w końcu! Jestem podekscytowany. To mój ulubiony duet”, “Najpierw nieprzespana noc z hat-trickiem Leo Messiego, a teraz Iga Świątek w twoim podcaście. Co w ogóle dzisiaj się dzieje?”, “Jakie wspaniałe wieści. Nie mogę się doczekać. Dwie wielkie mistrzynie” – czytamy w komentarzach.

    Igę Świątek i Mikaelę Shiffrin łączą przyjacielskie relacje, co obie miały już okazję podkreślić i udowodnić, dopingując sobie nawzajem i gratulując wzajemnie sukcesów. Teraz w końcu najprawdopodobniej będziemy mieć okazję, by zobaczyć i usłyszeć je razem w akcji.

    Amerykanka poinformowała, że drugi sezon jej podcastu będzie miał swoją premierę jesienią tego roku.
    Kobieta w sportowej czapce i koszulce bez rękawów energicznie gestykuluje rakietą tenisową, wyrażając silne emocje podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Mikaela Shiffrin

    Mikaela ShiffrinAFP

    Francisco Cerundolo – Jenson Brooksby. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Serena Williams wraca na korty Wimbledonu. Zaskoczyła wyznaniem, nikt nie miał pojęcia

    Serena Williams wraca na korty Wimbledonu. Zaskoczyła wyznaniem, nikt nie miał pojęcia

    Ogromne poruszenie wywołał komunikat o powrocie Sereny Williams do tenisa. Przed Wimbledonem Amerykanka postanowiła wziąć udział w kilku turniejach, jednak legenda nie ukrywa, że priorytetem jest dla niej właśnie turniej wielkoszlemowy na trawie. W tym 44-latka połączy siły z siostrą, Venus. Co ciekawe, pomysł na wspólną grę w deblu nie wyszedł od żadnej z pań. O kulisach 39-krotna mistrzyni wielkoszlemowa w singlu, deblu i mikście opowiedziała w wywiadzie dla WTA.
    Serena Williams

    Serena WilliamsHarriet LanderGetty Images

    Takiego ogłoszenia nie spodziewał się chyba żaden fan tenisa. Choć o możliwym powrocie Sereny Williams media spekulowały już od jakiegoś czasu, mało kto wierzył, że legendarna Amerykanka rzeczywiście zdecyduje się na wznowienie kariery. A jednak – na kilka tygodni przed Wimbledonem ogłoszono wielki powrót czterokrotnej mistrzyni olimpijskiej.

    Przed powrotem na korty All England Croquet Club Amerykanka postanowiła spróbować swoich sił w turniejach niższej rangi. W ostatnich dniach błyszczała podczas Queen’s Club Championships w Londynie, gdzie występowała w deblu u boku Victorii Mboko. Po kontuzji Kanadyjki panie musiały jednak wycofać się z dalszej rywalizacji i zagrały jedynie w 1/8 finału.

    Z Wielkiej Brytanii Serena Williams udała się następnie do Niemiec, gdzie rozgrywany jest właśnie turniej rangi WTA 500 w Berlinie. Tam Amerykanka grała w deblu z Karoliną Muchovą. Panie odpadły jednak z rywalizacji na etapie 1/8 finału – przegrały z Erin Routliffe i Giulianą Olmos 4:6, 4:6.

    Oba te turnieje miały być dla 39-krotnej mistrzyni wielkoszlemowej w singlu, deblu i mikście swego rodzaju “rozgrzewką” przed imprezą docelową, a więc Wimbledonem. Na kortach All England Croquet Club 44-latka walczyć będzie u boku swojej siostry, Venus Williams. Panie w przeszłości aż sześciokrotnie sięgały razem po końcowe trofeum w tej imprezie.

    Przed startem 139. edycji Wimbledonu Serena Williams uchyliła rąbka tajemnicy i w wywiadzie dla WTA szczerze przyznała, że ani ona, ani jej siostra nie miały w planach wspólnego występu w turnieju deblowym podczas The Championships. Pomysł ten tak naprawdę wyszedł od jej ośmioletniej córki, Olympii.

    “Moja córka Olympia powiedziała mi, że powinnam zagrać z Venus. Ona zawsze ma rację. Jest bardzo poważna, bardzo mądra. Odpowiedziałam jej: Dobrze, Olympia, zobaczymy, czy damy radę” – wyznała Amerykanka.

    Wimbledon tuż za rogiem. Serena Williams w “dziką kartą” w deblu, doczekała się również Maja Chwalińska

    Tymczasem w Londynie trwa odliczanie do Wimbledonu. Kibiców ze Stanów Zjednoczonych z pewnością cieszy fakt, że na tej imprezie wystąpią obie siostry Williams, dla fanów tenisa z Polski najważniejsze jest jednak to, że organizatorzy postanowili wręczyć “dziką kartę” Mai Chwalińskiej. Nasza zawodniczka, która po turnieju Rolanda Garrosa odnotowała niebywały awans w rankingu WTA, mimo miejsca w TOP30 musiałaby bowiem przebrnąć przez kwalifikacje, aby móc wywalczyć miejsce w głównej drabince tej imprezy. Wszystko przez fakt, że listy startowe do Wimbledonu zamykane są z dużym wyprzedzeniem – jeszcze przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa. W tamtym okresie niska pozycja w rankingu WTA 24-latki nie gwarantowała bezpośredniego awansu.
    Kobieta o długich, falowanych blond włosach z delikatnym makijażem, ubrana w czarny strój i srebrny łańcuszek, patrzy spokojnie w stronę aparatu. Tło jest ciemne, co eksponuje jej twarz i fryzurę.

    Serena WilliamsJULIEN DE ROSAAFP
    Serena Williams

    Serena WilliamsAFP
    Venus i Serena Williams

    Venus i Serena WilliamsJared C. Tilton/Getty ImagesAFP

    Jaroslav Machovsky: Maja Chwalińska jest szachistką na korcie, gra zupełnie inaczej niż reszta

  • Celebra Chwalińskiej. Nie chcą powtórki. Gwiazda żąda zmiany przepisów

    Celebra Chwalińskiej. Nie chcą powtórki. Gwiazda żąda zmiany przepisów

    Maja Chwalińska w ostatnich dniach miała powody do celebry i świętowania. Za swój genialny występ na kortach Rolanda Garrosa, spuentowany występem w wielkoszlemowym finale, 24-latka została uhonorowana “dziką kartą” od władz Wimbledonu. Ta decyzja odbiła się szerokim echem. W tłumie głosów nie brakuje osób mówiących o tym, że taka sytuacja więcej nie powinna mieć miejsca, bo finalistka Wielkiego Szlema powinna z automatu mieć możliwość występu w imprezie tej rangi. Mówi o tym między innymi Danielle Collins, apelując o zmianę przepisów i obowiązującej obecnie normy.
    Maja Chwalińska, finalistka Rolanda Garrosa, w jasnej koszulce polo idzie wśród kilku osób, patrząc przed siebie.

    Maja Chwalińska – finalistka tegorocznego Rolanda GarrosaAliaksandr Valodzin/East News East News

    Choć zyskała globalną sławę, zyskując miano finalistki Rolanda Garrosa i olbrzymi awans na 21. lokatę w rankingu WTA, Maja Chwalińska była zdana na łaskę władz Wimbledonu, by móc zagrać w głównej drabince londyńskiej odnogi Wielkiego Szlema. Wszystko dlatego, że jej listy zostały zamknięte jeszcze przed Rolandem Garrosem.

    Ostatecznie paryski wyczyn Polki został odpowiednio uhonorowany – Maja Chwalińska otrzymała “dziką kartę”, co w środowisku uznano w zasadzie jednoznacznie uznane za dobrą decyzję. Nie brakuje jednak głosów, że ta w ogóle nie powinna być konieczna.

    Wimbledon. Maja Chwalińska z dziką kartą. Danielle Collins chce zmiany przepisów

    Właśnie takie stanowisko przedstawiła w studiu “Tennis Channel” Danielle Collins. Amerykanka znana między innymi z zatargu z Igą Świątek zaapelowała nawet o zmianę przepisów, by sytuacja, w której znalazła się Maja Chwalińska, nie miała już więcej miejsca.

    Wszyscy w zasadzie zgadzamy się z tym, że jeśli ktoś dotrze do finału turnieju wielkoszlemowego, a później nie ma go na liście startowej, powinien automatycznie zostać przyjęty do drabinki głównej

    Zaproponowała także konkretne rozwiązanie: – Uważam, że okres pomiędzy Rolandem Garrosem i Wimbledonem, w którym ustalane są listy startowe, powinien zostać skrócony do trzech tygodni zamiast sześciu.

    – Tak, bo to jedyne turnieje wielkoszlemowe, które dzieli tak krótka przerwa. Możesz zanotować kapitalny występ na Rolandzie Garrosie, ale ranking na następną imprezę został już ustalony. Nie mamy tego problemu z Australian Open, listą na Rolanda Garrosa oraz US Open – wtrącił się w jej wywód były amerykański tenisista Sam Querrey.

    A sama Danielle Collins skwitowała wątek jeszcze raz chwaląc Maję Chwalińską za jej tegoroczny występ na paryskich kortach.

    – Tak więc zasłużyła sobie na dziką kartę. I nie mogłabym patrzeć na to, jak walczy w kwalifikacjach Wimbledonu, po tym czego dokonała i czym się wykazała – stwierdziła Amerykanka, komplementując 24-letnią Polkę.
    Młoda kobieta w jasnym, prążkowanym swetrze z krótkim rękawem i kołnierzykiem, z rozpuszczonymi blond włosami, idzie pewnym krokiem na zewnątrz.

    Maja ChwalińskaAliaksandr ValodzinEast News
    Tenisistka w sportowym stroju różowego koloru trzyma dłoń przy uchu i szeroko otwiera usta, sugerując gest wołania lub zachęcania kibiców. W tle widoczny ciemny, rozmyty fragment kortu.

    Danielle CollinsWilliam WestAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie ws