Author: trevor

  • “Podpisał cyrograf Mentzenowi”. Ostra ocena postawy Karola Nawrockiego

    Karol NawrockiPAP/Paweł Supernak

    Karol Nawrocki
    Co powiedział Marek Sawicki?

    O tę wypowiedź na antenie RMF FM zapytany został poseł PSL. — To tak, jakby kopanego przez 10 zbirów na ulicy, na chodniku, na przystanku tramwajowym, ktoś podnosił z kałuży krwi i prosił o to, żeby mu dziękować za to, że go podniósł — skomentował.

    Marek Sawicki w postawie prezydenta widzi konkretny powód. — Na litość boską, dość tej hipokryzji, dość tej polityki na potrzeby rynku wewnętrznego. Po co Karol Nawrocki to mówi? A właśnie po to, bo podpisał, że tak powiem, cyrograf panu Mentzenowi i musi temu środowisku pokazywać, jak to on bardzo jest antyukraiński, jak bardzo w tej chwili potrzebuje symetryzmu — ocenił.

    Zobacz także:

    “Stan Wyjątkowy”. Najtajniejsza wigilia w PiS. Kaczyński chce wykończyć Brauna. Kurski opluwa Morawieckiego
    Polacy podzielają opinię prezydenta Karola Nawrockiego o relacjach z Ukrainą? [SONDAŻ]

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Subskrybuj Onet Premium. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    Dziennikarze Onet Wiadomości

    łgo

    Data utworzenia:

    22 grudnia 2025, 09:50
    Zobacz również

    Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie

  • Kamera przyłapała Szczęsnego. Tak zareagował na to, co zrobił Garcia

    Kamera przyłapała Szczęsnego. Tak zareagował na to, co zrobił Garcia

    FC Barcelona odniosła w niedzielę ważne zwycięstwo w La Lidze, wygrywając z dotychczas niepokonanym u siebie Villarrealem 2:0. Spora w tym zasługa Joana Garcii. Bramkarz “Blaugrany” zaliczył kilka efektownych interwencji. Kamery nagrały reakcje Wojciecha Szczęsnego na popisy młodego Hiszpana w bramce.
    Wojciech Szczęsny podczas meczu Villarreal – FC Barcelona
    https://x.com/FcbWxi/status/2002871868119011508 (Screen)

    Joan Garcia od początku sezonu robi bardzo dobre wrażenie w barwach FC Barcelony. Wielokrotnie ratował kolegów z opresji i utrzymywał przy życiu w trakcie spotkań. W niedzielę dołożył sporą cegiełkę do zwycięstwa. Zaliczono mu pięć interwencji. Gracze Villarrealu nie mogli go pokonać w sytuacjach sam na sam, wykazywał się znakomitym refleksem, szczególnie w drugiej połowie.

    Zobacz wideo Kosecki z mocnym przesłaniem w sprawie piłkarzy Legii: Współczuję im. Cierpią na tym ich bliscy
    Tak Szczęsny zareagował po paradzie Garcii

    Na popisy 24-latka w bramce reagował Wojciech Szczęsny. Kamery hiszpańskich telewizji złapały Polaka na ławce rezerwowych i uchwyciły jego reakcję po jednej z interwencji. Początkowo nie był zaskoczony, oglądał sytuację z dużym spokojem. Doskonale wiedział, na co stać Garcię, przekonuje się o jego potencjale na treningach, ale też wpływa na jego rozwój.

    W pewnym momencie Szczęsny spojrzał na Marca-Andre ter Stegena, który oklaskiwał Hiszpana, choć miał przy tym kamienną twarz. Brawa ze strony Niemca mogły być niespodziewane, biorąc pod uwagę doniesienia z ostatniego półrocza, że nie był zadowolony z przyjścia Garcii i postrzegał go wyłącznie jako konkurencję, a nie jako nowego kolegę w drużynie.

    Szczęsny popatrzył na ter Stegena i robił wszystko, by się głośno nie zaśmiać, jakby sam był zdziwiony zachowaniem Niemca. Po chwili z szerokim uśmiechem na ustach oklaskiwał Garcię, poniekąd naśladując niemieckiego bramkarza. Ter Stegen popatrzył na klaszczącego Szczęsnego, ale chyba nie zrozumiał, że to było nawiązanie do niego.

    Powszechnie wiadomo, że Szczęsny ma duży wpływ na atmosferę w szatni FC Barcelony. Szybko się zaaklimatyzował rok temu, dobrze dogaduje się z młodszymi zawodnikami. Służy doświadczeniem, ma autorytet, wprowadza pozytywną energię i sporo humoru.

    W hierarchii Hansiego Flicka Joan Garcia jest pierwszym bramkarzem, a Wojciech Szczęsny drugim, pełni rolę doświadczonego zmiennika. Dziś ter Stegen jest trzecim golkiperem i nie będzie miał większych szans na grę, dlatego może odejść w styczniu.

    Zobacz też: To, co zrobi Stoch, przejdzie do historii. Absolutna legenda skoków

    FC Barcelona jest liderem La Ligi z czterema punktami przewagi nad Realem Madryt.

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

    www.sport.pl
    Kamera przyłapała Szczęsnego. Tak zareagował na to, co zrobił Garcia
    Marcin Jaz
    4 – 5 minut

    FC Barcelona odniosła w niedzielę ważne zwycięstwo w La Lidze, wygrywając z dotychczas niepokonanym u siebie Villarrealem 2:0. Spora w tym zasługa Joana Garcii. Bramkarz “Blaugrany” zaliczył kilka efektownych interwencji. Kamery nagrały reakcje Wojciecha Szczęsnego na popisy młodego Hiszpana w bramce.
    Wojciech Szczęsny podczas meczu Villarreal – FC Barcelona
    https://x.com/FcbWxi/status/2002871868119011508 (Screen)

    Joan Garcia od początku sezonu robi bardzo dobre wrażenie w barwach FC Barcelony. Wielokrotnie ratował kolegów z opresji i utrzymywał przy życiu w trakcie spotkań. W niedzielę dołożył sporą cegiełkę do zwycięstwa. Zaliczono mu pięć interwencji. Gracze Villarrealu nie mogli go pokonać w sytuacjach sam na sam, wykazywał się znakomitym refleksem, szczególnie w drugiej połowie.

    Zobacz wideo Kosecki z mocnym przesłaniem w sprawie piłkarzy Legii: Współczuję im. Cierpią na tym ich bliscy
    Tak Szczęsny zareagował po paradzie Garcii

    Na popisy 24-latka w bramce reagował Wojciech Szczęsny. Kamery hiszpańskich telewizji złapały Polaka na ławce rezerwowych i uchwyciły jego reakcję po jednej z interwencji. Początkowo nie był zaskoczony, oglądał sytuację z dużym spokojem. Doskonale wiedział, na co stać Garcię, przekonuje się o jego potencjale na treningach, ale też wpływa na jego rozwój.

    W pewnym momencie Szczęsny spojrzał na Marca-Andre ter Stegena, który oklaskiwał Hiszpana, choć miał przy tym kamienną twarz. Brawa ze strony Niemca mogły być niespodziewane, biorąc pod uwagę doniesienia z ostatniego półrocza, że nie był zadowolony z przyjścia Garcii i postrzegał go wyłącznie jako konkurencję, a nie jako nowego kolegę w drużynie.

    Szczęsny popatrzył na ter Stegena i robił wszystko, by się głośno nie zaśmiać, jakby sam był zdziwiony zachowaniem Niemca. Po chwili z szerokim uśmiechem na ustach oklaskiwał Garcię, poniekąd naśladując niemieckiego bramkarza. Ter Stegen popatrzył na klaszczącego Szczęsnego, ale chyba nie zrozumiał, że to było nawiązanie do niego.

    Powszechnie wiadomo, że Szczęsny ma duży wpływ na atmosferę w szatni FC Barcelony. Szybko się zaaklimatyzował rok temu, dobrze dogaduje się z młodszymi zawodnikami. Służy doświadczeniem, ma autorytet, wprowadza pozytywną energię i sporo humoru.

    W hierarchii Hansiego Flicka Joan Garcia jest pierwszym bramkarzem, a Wojciech Szczęsny drugim, pełni rolę doświadczonego zmiennika. Dziś ter Stegen jest trzecim golkiperem i nie będzie miał większych szans na grę, dlatego może odejść w styczniu.

    Zobacz też: To, co zrobi Stoch, przejdzie do historii. Absolutna legenda skoków

    FC Barcelona jest liderem La Ligi z czterema punktami przewagi nad Realem Madryt.

  • Sąd zatwierdza ponowne przeliczenie głosów w wyborach prezydenckich w Polsce po ujawnieniu wyciekłych dowodów fałszowania wyborów przez przewodniczącego PKW; termin ogłoszony na 2026 rok.

    Sąd zatwierdza ponowne przeliczenie głosów w wyborach prezydenckich w Polsce po ujawnieniu wyciekłych dowodów fałszowania wyborów przez przewodniczącego PKW; termin ogłoszony na 2026 rok.

    Decyzja sądu o zatwierdzeniu ponownego przeliczenia głosów oddanych w wyborach prezydenckich w Polsce wywołała ogromne poruszenie zarówno na scenie politycznej, jak i wśród opinii publicznej. Sprawa nabrała szczególnego ciężaru po ujawnieniu wyciekłych materiałów, które – według doniesień – mają świadczyć o możliwych nieprawidłowościach i manipulacjach wyborczych, w które zamieszany miał być przewodniczący Państwowa Komisja Wyborcza (PKW). Sąd jednocześnie ogłosił, że proces ponownego liczenia głosów ma rozpocząć się w 2026 roku.
    Ujawnione dowody i reakcja instytucji
    Według informacji, które pojawiły się w przestrzeni publicznej, wyciekłe materiały obejmują nagrania, korespondencję oraz dokumenty wewnętrzne, sugerujące, że mogło dojść do celowego wpływania na przebieg procesu wyborczego. Choć autentyczność tych materiałów jest obecnie przedmiotem analizy biegłych, sam fakt ich ujawnienia doprowadził do lawiny reakcji politycznych oraz społecznych.
    W odpowiedzi na narastające kontrowersje, sprawą zajął się sąd, który po rozpatrzeniu wniosków i argumentów stron zdecydował o konieczności ponownego przeliczenia głosów. Jak podkreślono w uzasadnieniu decyzji, kluczowe znaczenie ma ochrona zaufania obywateli do procesu demokratycznego oraz zapewnienie pełnej przejrzystości wyborów.
    Dlaczego ponowne przeliczenie dopiero w 2026 roku?
    Jednym z najczęściej zadawanych pytań jest termin rozpoczęcia ponownego liczenia głosów. Zdaniem sądu proces ten wymaga odpowiedniego przygotowania organizacyjnego i prawnego. Konieczne jest m.in. zabezpieczenie kart do głosowania, powołanie niezależnych komisji oraz zapewnienie obserwatorów krajowych i międzynarodowych.
    Eksperci prawa konstytucyjnego zwracają uwagę, że wybór 2026 roku ma na celu uniknięcie chaosu instytucjonalnego oraz zapewnienie, że całe przedsięwzięcie zostanie przeprowadzone zgodnie z najwyższymi standardami. W grę wchodzi także czas potrzebny na rzetelne zbadanie ujawnionych dowodów i ewentualne postępowania karne.
    Reakcje sceny politycznej
    Decyzja sądu spolaryzowała polską scenę polityczną. Część ugrupowań opozycyjnych uznała ją za krok w stronę prawdy i sprawiedliwości, argumentując, że nawet cień podejrzeń dotyczących uczciwości wyborów musi zostać dokładnie wyjaśniony. Z kolei przedstawiciele obozu rządzącego ostrzegają przed destabilizacją państwa i podważaniem wyniku demokratycznego głosowania.
    Sam przewodniczący PKW, którego nazwisko pojawia się w kontekście wycieku, stanowczo zaprzecza wszelkim zarzutom. W wydanym oświadczeniu podkreślił, że działania Komisji były zgodne z prawem, a ujawnione materiały mogą być zmanipulowane lub wyrwane z kontekstu.
    Społeczne konsekwencje i zaufanie do demokracji
    Sprawa ponownego przeliczenia głosów ma ogromne znaczenie dla społecznego postrzegania demokracji w Polsce. Wielu obywateli wyraża obawy, że nawet jeśli ostateczny wynik wyborów się nie zmieni, sam proces ujawniania możliwych nieprawidłowości może trwale nadwyrężyć zaufanie do instytucji państwowych.
    Z drugiej strony, część komentatorów podkreśla, że decyzja sądu świadczy o sile państwa prawa. Ich zdaniem gotowość do ponownej weryfikacji wyborów, nawet po dłuższym czasie, pokazuje, że żadna instytucja ani osoba nie stoi ponad prawem.
    Co dalej?
    Najbliższe miesiące upłyną pod znakiem analiz prawnych, śledztw oraz debat publicznych. Kluczową rolę odegrają niezależni eksperci oraz sądy, które będą musiały rozstrzygnąć, czy ujawnione dowody rzeczywiście wskazują na fałszowanie wyborów, czy też są elementem politycznej gry.
    Jedno jest pewne – zapowiedziane na 2026 rok ponowne przeliczenie głosów stanie się jednym z najważniejszych wydarzeń politycznych nadchodzących lat. Jego wynik może mieć daleko idące konsekwencje nie tylko dla konkretnych osób czy instytucji, ale także dla przyszłości polskiej demokracji i zaufania obywateli do procesu wyborczego.

  • Tak źle nie było od lat. Robert Lewandowski i tak powie ci co innego

    Tak źle nie było od lat. Robert Lewandowski i tak powie ci co innego

    Tak źle nie było od lat. Robert Lewandowski i tak powie ci co innego

    Jeden powie, że po wejściu na boisko z Villarrealem Robertowi Lewandowskiemu wystarczyła niespełna minuta, żeby stanąć przed szansą na zdobycie bramki. Drugi — że w niecałe 60 sekund zdążył ją zmarnować. I obaj będą mieli rację. Faktem jest też, że już w pierwszej akcji Polak zrobił więcej niż jego konkurent przez ponad godzinę. Dla 37-latka to jednak marne pocieszenie. Lewandowski kończy ten rok najsłabszym miesiącem od lat. Do tego po meczu nadeszły dla niego bardzo złe wieści. Aczkolwiek od niego samego bije zupełnie inny przekaz.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Gdyby ktoś śledził sportowe poczynania Roberta Lewandowskiego tylko za pośrednictwem jego konta na Instagramie, byłby w stanie stwierdzić, że wszystko jest w porządku. Ostatnie zdjęcie to widowiskowe nożyce z niedzielnego meczu z Villarrealem. Nieco wcześniej dwie fotki ze starcia z Atletico Madryt: jedna z momentu wykonania rzutu karnego, druga — po strzale głową. Wszystkie opatrzone optymistycznymi wzmiankami o zwycięstwach Barcelony.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Jest jeden problem. Wszystkie te zdjęcia łączy kluczowa kwestia: w każdym z uchwyconych momentów Lewandowski do siatki nie trafił. Choć mogłoby wydawać się inaczej.

    Tak zresztą wyglądał cały grudzień w jego wykonaniu. Właśnie mija miesiąc od ostatniego gola. Posucha wynosi łącznie 344 minut, bo od ostatniego trafienia częściej nie grał, niż grał (43 proc. z 806 możliwych minut).

    Post Lewandowskiego po meczu z Villarrealem:

    Kolejny mecz Barcelona rozegra 3 stycznia, więc Lewandowski zakończy grudzień bez ani jednego trafienia. Biorąc pod uwagę miesiące, w których rozegrał co najmniej 90 minut, taka sytuacja przytrafia mu się dopiero drugi raz w ostatnich 10 latach. W pozostałych, nawet gdy występował tylko w reprezentacji Polski (te mecze też uwzględniamy), wpisywał się na listę strzelców co najmniej raz.

    Lewandowski zablokowany, po chwili Yamal ustala wynik spotkania na 2:0 dla Barcelony:

    Pierwszym i do tej pory jedynym miesiącem, który zakończył bez ani jednego trafienia, był marzec 2023 r. Dwa pierwsze mecze opuścił z powodu kontuzji, a w czterech następnych grał od deski do deski. Na niewiele się to zdało, bo po jego uderzeniach nie skapitulowali bramkarze kolejno Athleticu Bilbao, Realu Madryt, reprezentacji Czech i Albanii. Lewandowski powetował sobie to pierwszego dnia kolejnego miesiąca, trafiając dwa razy przeciwko Elche.

    To oczywiście wciąż tylko ciekawostka, bo Lewandowski miewał już dłuższe passy bez gola w Barcelonie, które zaczynały się w jednym, a kończyły w drugim miesiącu. Jednak do strzeleckiej posuchy dokładając coraz częstsze urazy, nie wygląda to wszystko optymistycznie w kontekście przedłużenia kontraktu.
    Robert Lewandowski tylko bezradnie patrzył

    A przecież niedzielny mecz wydawał się wymarzony, by odwrócić złą kartę. Przez ponad godzinę starcia z Villarrealem Lewandowski mógł się denerwować, że nie ma go na boisku. Ferran Torres był kompletnie niewidoczny, nadarzała się więc kapitalna okazja, by zabłysnąć na jego tle.

    I już po niespełna minucie od wejścia na boisko stanął przed szansą przełamania złej passy. Jego strzał po dość przypadkowym podaniu Frenkiego de Jonga został jednak zablokowany, a przy dobitce nożycami nie trafił w piłkę. Więcej okazji do zatrudnienia bramkarza rywali już nie miał.

    Polak błysnął jeszcze w 78. minucie, gdy przytomnie zagrał do de Jonga i został sfaulowany. Sędzia puścił grę, Holender uruchomił Marcusa Rashforda, a ten strzelił zbyt lekko, żeby podwyższyć na 3:0. I to by było na tyle.

    Mogło być 3:0. Rashford nie trafia po akcji z Raphinhą i Lewandowskim:

    Na obronę Lewandowskiego przemawia fakt, że każdemu trudno byłoby coś wskórać, gdyby przez 18 z 19 minut pobytu na boisku (plus czas doliczony) kolegom nie zależało już na forsowaniu tempa. Po strzeleniu gola na 2:0 Barcelona ewidentnie spuściła z tonu, chcąc dokończyć to spotkanie jak najmniejszym nakładem sił.

    Nie ma się co jednak czarować, że takimi występami Lewandowski przybliży się do przedłużenia kontraktu. Nawet jeśli rok kończy z nosem spuszczonym na kwintę — choć na podstawie jego konta na Instagramie można wysnuć inny wniosek — to już niebawem będzie miał szansę się odkuć. I to z nawiązką. W styczniu Barcelonę czeka od siedmiu aż do dziewięciu meczów, więc będzie aż nadto okazji do wykazania się.
    Rywale Lewandowskiego nie odpuszczają

    Jakby tego było mało, niedługo po zakończeniu meczu dotarły do niego niepomyślne wieści z Niemiec. Harry Kane zdobył już 19. bramkę w 15. meczu Bundesligi. Jeśli będzie strzelał z taką regularnością, pobije rekord Lewandowskiego w liczbie goli w jednym sezonie tych rozgrywek (41).

    A jeszcze w trakcie spotkania w miejscowości Vila-real Polak musiał nerwowo zerkać na murawę, gdy do rzutu karnego sposobił się Raphinha. Od niewykorzystanej przez Lewandowskiego “jedenastki” z Atletico Madryt na początku grudnia Barcelona dostała dwa karne. Przeciwko Realowi Betis noga nie zadrżała Lamine’owi Yamalowi, podobnie jak w niedzielę Brazylijczykowi.

    Post Lewandowskiego po meczu z Atletico:

    W obu przypadkach Lewandowskiego nie było na boisku, nie wiadomo więc, czy po przestrzeleniu dwóch “jedenastek” w tym sezonie to Polak nadal jest ich podstawowym egzekutorem. Gdyby okazało się, że jednak nie, straciłby kolejny argument za pozostaniem na Camp Nou.

  • Skandal w meczu Barcelony? “Płaciła za mało”

    Skandal w meczu Barcelony? “Płaciła za mało”

    Znany dziennikarz Tomas Roncero nie gryzł się w język po meczu Villarrealu z Barceloną. Jego słowa dotyczą “sprawy Negreiry”, o której od wielu miesięcy jest głośno w całej Hiszpanii. Zarzuca, że w niedzielnym meczu arbiter mylił się na niekorzyść gospodarzy.
    Raphinha
    Fot. REUTERS/Pablo Morano

    W niedzielne popołudnie FC Barcelona wygrała na wyjeździe z Villarrealem 2:0. Gole zdobywali Raphinha i Lamine Yamal, a gospodarze kończyli mecz w osłabieniu. Czerwoną kartkę otrzymał Renato Veiga, a decyzja sędziego wywołała złość znanego hiszpańskiego dziennikarz. Tomas Roncero, który nie ukrywa, że wspiera Real Madryt, zabrał głos w przestrzeni publicznej. Nie gryzł się w język.

    Zobacz wideo Totalna degrengolada w Legii
    Roncero znów zaczął mówić o Negreirze. “Niesamowite”

    “Zaczynam myśleć, że Barca płaciła Negreirze zbyt mało. Niesamowite, że lata mijają i powtarza się ten sam skrypt. Karny, którego nie było (Raphinha robi piruet szukając kontaktu) i bezpośrednia czerwona kartka. Wczoraj Marcao zrobił brutalny wślizg na Rodrygo i była tylko żółta…” – napisał na portalu X, a tłumaczenie jego stanowiska zamieścił portal fcbarca.com.

    W tym miejscu warto przypomnieć, o co chodzi w sprawie Negreiry, jak określana jest jedna z afer, o których od dawna głośno jest w Hiszpanii i nie tylko.

    “Barcelona jest oskarżana o to, że przez 17 lat płaciła wiceprezesowi Komitetu Technicznego Arbitrów – to właśnie tę funkcję pełnił Jose Maria Enriquez Negreira. Miał on otrzymać od klubu aż 7,5 milionów euro. Pieniądze przestał dostawać, gdy przestał być wiceprezesem komitetu. Zdaniem śledczych ‘jedynym zamiarem Barcelony w płaceniu byłemu wiceprezesowi Komitetu Technicznego Arbitrów było uzyskanie korzyści sportowych’” – pisał dziennikarz Sport.pl Bartosz Naus. Katalończycy utrzymywali, że płatności dotyczyły raportów dotyczących sędziowania.

    Czytaj też: Dwa gole w meczu Barcelony. Była 62. minuta, gdy Lewandowski wszedł na boisko

    Florentino Perez, prezydent Realu Madryt, nie tak dawno zabrał głos i także wypowiedział się na temat “sprawy Negreiry”. – Boże Narodzenie to zawsze czas refleksji. Największym zmartwieniem naszej drużyny jest sytuacja z arbitrami. Doskonale znacie bardzo poważną sytuację, do której doszło w związku ze ‘sprawą Negreiry’. Trwała przez prawie dwie dekady. Ta sprawa zasługuje na sprawiedliwość – mówił cytowany przez madrycki dziennik “Marca”.

    Po 18 kolejkach tego sezonu Barcelona przewodzi ligowej tabeli, wyprzedzając Real Madryt o cztery punkty, a Atletico Madryt o dziewięć.

  • Atakował brzydko Igę Świątek. Doczekał się komunikatu. Organizatorzy ogłaszają

    Atakował brzydko Igę Świątek. Doczekał się komunikatu. Organizatorzy ogłaszają

    Po dziewięciu miesiącach przerwy Nick Kyrgios wraca do singlowej rywalizacji o punkty. Australijczyk greckiego pochodzenia otrzymał właśnie dziką kartę od organizatorów turnieju rangi ATP 250 w Brisbane. Triumfował tam już przed blisko ośmioma laty. Nic nie wskazuje na to, by był w stanie powtórzyć sukces. W ostatnim czasie pełnił rolę głównie surowego komentatora tenisowej rzeczywistości, o czym boleśnie przekonała się m.in. Iga Świątek.
    Tenisistka w różowej czapce i sportowym stroju odpoczywa na korcie z rakietą w ręce, wykonując gest dłonią podczas meczu.

    Iga Świątek Artur WidakAFP

    Jeśli ktoś zaczął interesować się poważnym tenisem 2-3 lata temu, może nie wiedzieć lub nie pamiętać, że Nick Kyrgios grał swego czasu w finale Wimbledonu. W ostatnich sezonach zmaga się jednak głównie z kontuzjami. A frustrację rozładowuje w dosyć specyficzny sposób.

    30-letni tenisista znakomicie czuje się w roli bezwzględnego komentatora mniej lub bardziej doniosłych wydarzeń w świecie tenisa. To on okazał się najbardziej zaciekłym krytykiem Jannika Sinnera i Igi Świątek, gdy w ich organizmach wykryto śladowe ilości substancji zabronionych.

    Nick Kyrgios ponownie pod szyldem ATP Tour. Kontrowersyjny tenisista wraca do gry w Brisbane

    Od kilkudziesięciu miesięcy Kyrgios zmaga się z nawracającymi kontuzjami. W tym roku rozegrał w głównym cyklu tylko pięć pojedynków. Wygrał zaledwie jeden.

    Efekt to odległe miejsce w światowym rankingu. Obecnie notowany jest na pozycji numer 673. W nadchodzącym sezonie zamierza skokowo poprawić lokatę.

    Realizację planu rozpocznie od startu w turnieju ATP 250 w Brisbane (triumfował tam w 2018 roku). Organizatorzy właśnie przyznali mu dziką kartę. Impreza odbędzie się w dniach 4-11 stycznia.

    W tym samym czasie na australijskiej ziemi przebywać będzie Świątek, która weźmie udział w kolejnej edycji United Cup. Nie spotka się jednak z Kyrgiosem. Rywalizacja teamów narodowych toczyć się będzie w Perth i Sydney.

    – Nick od dawna jest ulubieńcem publiczności w Brisbane i będzie główną atrakcją dla kibiców. To zawodnik, który doskonale czuje się na wielkich arenach – oznajmił w oficjalnym komunikacie Cameron Pearson, dyrektor Brisbane International.

    – Cieszę się, że mogę powitać go z powrotem w Brisbane i nie mogę się doczekać, aż zobaczę go w akcji przed pełną pasji publicznością – dodał z nieskrywaną satysfakcją.

    Czy Włochy są przygotowane na igrzyska olimpijskie? “Wszyscy są gotowi na emocje”. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosADRIAN DENNISAFP
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosSTRINGER / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP
    Iga Świątek i Nick Kyrgios

    Iga Świątek i Nick KyrgiosAFP

  • Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek ma za sobą bardzo dobry sezon i wielkie osiągnięcie – wygranie Wimbledonu po raz pierwszy w karierze. Polka przy tym zrobiła furorę w mediach społecznościowych, “kradnąc” ręczniki i opowiadając o makaronie z truskawkami. To jednak nie ona znalazła się w zestawieniu 50 najlepszych kobiet ze świata sportu według “The Telegraph”. Zamiast niej pojawiły się Aryna Sabalenka i inna tenisistka, która stała się bohaterką skandalu.
    Sportowiec ubrany w sportowy top i czapkę z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje tuż po zakończeniu meczu tenisowego

    Iga ŚwiątekAFP

    Trzeba pamiętać, że “The Telegraph” to brytyjska gazeta, więc nic dziwnego, że wyszukiwała przede wszystkim spośród swoich zawodniczek. Oto, jak przedstawia się ranking. Dlaczego nie znalazła się w nim Iga Świątek?

    Iga Świątek pominięta przez “The Telegraph”

    “The Telegraph” opublikował ranking 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 roku. Okazało się, że wśród wyróżnionych są jedynie trzy postacie związane ze światem tenisa, z czego dwie czynnie grające zawodniczki. Jak się jednak okazało, dziennikarze brytyjskiego magazynu pominęli Igę Świątek.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Na pierwszym miejscu zestawienia znalazła się następczyni Thomasa Bacha, czyli nowa szefowa MKOl, Kirsty Coventry. Przed laty reprezentowała ona Zimbabwe jako pływaczka, a potem postanowiła zawalczyć o jedno z najważniejszych stanowisk w świecie sportu. Za nią, na drugim i trzecim miejscu, uplasowały się piłkarka Lucy Bronze z Wielkiej Brytanii oraz rugbystka Ilona Maher z USA.

    Ranking bez Igi Świątek. Zamiast niej dwie inne tenisistki

    Wśród wybranych do rankingu znalazły się tylko dwie czynne tenisistki. Na 21. miejscu znalazła się Aryna Sabalenka, która w tym roku nie tylko utrzymała pozycję liderki rankingu WTA, ale również postanowiła wziąć udział w “Bitwie Płci”, w której pod koniec grudnia zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem. Zwrócono również uwagę na jej komentarz dotyczący osób transpłciowych w tenisie.

    Co jednak ciekawe, wyżej od Sabalenki uplasowała się… Emma Raducanu. Na 14. miejscu znalazła się jednak nie przez wzgląd na tenisowe osiągnięcia, a na aferę ze swoim udziałem. Brytyjka w ostatnich latach prześladowana była przez stalkera – w 2025 roku mężczyzna pojawiał się na turniejach, a Raducanu postanowiła wydać w tej sprawie specjalne oświadczenie i wyznać, z czym się mierzy w ostatnich latach. Szóste miejsce w rankingu zajęła za to legenda tenisa, Billie Jean King, która w tym roku skończyła 82 lata.
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

  • Barcelona wygrała, w tle wielki dramat kolegi Lewandowskiego. Flick powiedział jasno

    Barcelona wygrała, w tle wielki dramat kolegi Lewandowskiego. Flick powiedział jasno

    Kolejny raz FC Barcelona pokazała klasę i pokonała 2:0 małą rewelację LaLigi, Villarreal. Co ciekawe, Hansi Flick musiał sobie radzić bez kilku ważnych zawodników. Do tego doszła także poważna kontuzja Andreasa Christensena. Niemiecki szkoleniowiec niedługo po ostatnim gwizdku zabrał głos m.in. właśnie w sprawie Duńczyka. Jak zdradził niewykluczone są transfery.
    Piłkarze w strojach FC Barcelony oraz członkowie sztabu szkoleniowego stoją na linii bocznej boiska podczas trwającego meczu. W tle widoczne są ławki rezerwowych oraz reklamy sponsorów.

    Hansi Flick i piłkarze Barcelony Alex Caparros/Getty ImagesGetty Images

    Po porażce 0:3 z Chelsea w ramach fazy ligowej Ligi Mistrzów FC Barcelona wygrywa wszystko. Ekipa Hansiego Flicka pokonała po drodze m.in. Atletico Madryt, czy Eintracht Frankfurt, dzięki czemu była niepokonana od sześciu spotkań. Passa mogła zostać przedłużona w niedzielę, gdy na Estadio de la Ceramica “Dumę Katalonii” podjął Villarreal.

    – Musimy teraz świętować Boże Narodzenie z rodziną, uważam, że to ważne. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego, a szczególnie Daniemu (Olmo), Gaviemu, Pedriemu czy Ronaldowi (Araujo), którzy nie mogli dziś tu być – mówił cytowany przez “Sport”.

    Flick zapowiada, mogą być transfery. Ależ słowa

    Osobno wypowiedział się także ws. swojego defensora. Jak przyznał, niewykluczone, że podczas nadchodzącego okienka transferowego Barcelona może się rozglądać za nowym obrońcą. Niemiecki trener zapowiedział, że porozmawia na ten temat z Deco, czyli dyrektorem sportowym klubu. Do tego dodał, że liczy na powrót do zdrowia Christensena.

    – Zobaczymy. Porozmawiam z Deco. Najważniejsze jest, by Andreas wrócił zdrowy. Był w dobrym momencie – dodał.

    Następny mecz Barcelona rozegra już w 2026 roku. Będzie to spotkanie z RCD Espanyol. Rywalizacja zaplanowana jest na 3 stycznia na godz. 21:00.

    Villarreal CF – FC Barcelona 0-2. SKRÓT. WIDEO (Eleven Sports)Eleven SportsEleven Sports
    Hansi Flick

    Hansi FlickMATTHIEU MIRVILLE / MATTHIEU MIRVILLE / DPPI VIA AFPAFP
    Andreas Christensen

    Andreas ChristensenUrbanandsport / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Piłkarz ubrany w pomarańczową koszulkę z herbem klubu FC Barcelona, szeroko uśmiecha się, stojąc na boisku podczas meczu piłkarskiego.

  • Słodko-gorzki rok “Lewego”. Martwi jedna zmiana [OPINIA]

    Słodko-gorzki rok “Lewego”. Martwi jedna zmiana [OPINIA]

    2025 był znakomitym rokiem dla Roberta Lewandowskiego. Sięgnął z Barceloną po cztery trofea. Ale już druga połowa roku niepokoi – wpływ Polaka na losy drużyny Hansiego Flicka staje się coraz mniejszy.

    Barcelona skończyła 2025 rok bardzo udanie. Wyjazdowe zwycięstwo z Villarreal (2:0) pozwoliło ekipie z Katalonii utrzymać nie tylko pozycję lidera La Ligi, ale także bezpieczną, 4-punktową przewagę w tabeli nad Realem Madryt.

    Drużyna Hansiego Flicka jest w drugiej części tego sezonu miażdżąco regularna. Ostatniej porażki doznała w El Clasico (1:2), a było to 26 października. Przez dwa kolejne miesiące odniosła osiem kolejnych zwycięstw ligowych. Co prawda w Champions League już tak kolorowo nie było (“Barca” jest 15. w tabeli), ale tam jeszcze wszystko jest do nadrobienia.

    W ostatnim swoim meczu w 2025 roku Robert Lewandowski wszedł na boisko na końcowe pół godziny, ale znaczącej roli w zwycięstwie Barcelony nie odegrał. Niestety, w jego przypadku zaczyna to ostatnio być regułą.

    ZOBACZ WIDEO: Jak Lewandowski jest traktowany w kadrze? Brzęczek odsłonił kulisy

    Na ten moment Polak przegrywa rywalizację z Ferranem Torresem, ale być rezerwowym w Barcelonie to jeszcze nie wstyd. Przecież meczów w podstawowym składzie nie zaczyna także taki Marcus Rashford. Gorzej, że wpływ Roberta na poczynania drużyny robi się coraz mniejszy.

    Polak rozegrał w tym sezonie 18 meczów w barwach Blaugrany i zdobył osiem goli, zanotował dwie asysty. Cały ten dorobek zgromadził wyłącznie w La Liga, bo pięć spotkań w Lidze Mistrzów (w sumie 248 minut), to były puste przebiegi.

    Oczywiście pod względem sukcesów 2025 rok był dla Roberta znakomity. Z “Barcą” wygrał La Ligę, Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii, a w Lidze Mistrzów, dotarł do półfinałów, w których trzeba było uznać wyższość Interu Mediolan. Ale, co nie mniej ważne niż wymierne sukcesy, Barcelona wiosną grała najbardziej widowiskowy futbol na świecie. Traciła sporo bramek, ale jeszcze więcej strzelała. Rozgrywała szalone mecze, a rywali porażała
    swoją jakością w ofensywie. O jej sile stanowiło unikalne “El tridente”: genialni na flankach Raphinha i Lamine Yamal oraz finalizujący perfekcyjnie ich akcje Robert Lewandowski.

    Polak zdobył w minionym sezonie 27 bramek w lidze, 3 w Pucharze Króla, 1 w Superpucharze Hiszpanii oraz 11 w Champions League. Razem stanowi to aż 42 trafienia, co oczywiście dało mu miano najskuteczniejszego piłkarza Barcelony poprzedniego sezonu (drugi Raphinha zanotował 34 gole, a trzeci Ferran Torres – 19).

    Ta statystyka najlepiej oddaje jak ważną postacią “Barcy” był Lewandowski.

    Właśnie, istotne jest tu słówko “był”, bo to pasmo sukcesów wydarzyło się w pierwszej połowie roku. Druga, niestety nie była już tak efektowna dla kapitana reprezentacji Polski. Co prawda Barcelona jest liderem La Liga, ale wpływ Roberta na losy drużyny Hansiego Flicka jest już coraz mniejszy i zaczyna to wyglądać już na pewną tendencję.

    Polak tylko osiem razy wychodził w podstawowym składzie i to też częściej w pierwszej połowie tego sezonu. Ostatniego gola “Lewy” zdobył miesiąc temu, 22 listopada w meczu z Athletic Bilbao. Czyli jak na Roberta, co najwyżej średnio.

    Jak to wpłynie na jego przyszłość? Co chwile pojawiają się informacje, że w przyszłym sezonie Polak nie zostanie w Barcelonie, ale trafi do innego klubu. Swego czasu najczęściej wymieniano AC Milan (już nieaktualne), dość często wskazywano na kierunek saudyjski, a ostatnio najczęściej padały nazwy klubów MLS: Inter Miami, Chicago Fire czy New York Red Bulls.

    Nie oznacza to wcale, że Robert wybiera się do Ameryki. Oznacza to jedynie tyle, że Pini Zahavi, agent “Lewego” i sam zawodnik już rozpoczęli swoją grę. Lewandowski – póki co – tę Amerykę traktuje wyłącznie jako kartę negocjacyjną w rozmowach o przedłużeniu kontraktu z Barceloną. Bo to jest jego prawdziwy priorytet.

    Stany Zjednoczone to dla niego opcja rezerwowa, na wypadek, gdyby nie udało się dogadać z klubem z Katalonii. A na wyjazd do Ameryki nie będzie za późno nawet po kolejnym sezonie w La Liga (2026/2027). Na dzisiaj Lewandowski ma ciągle jeszcze duże ambicje sportowe. Zresztą związane nie tylko z klubem.

    Przypomnijmy, że w marcowych barażach reprezentacja Polski powalczy o wyjazd na mundial, który odbywa się m.in. właśnie w USA.

    Jeśli kadrze Jana Urbana udałoby się w półfinale baraży pokonać Albanię w Warszawie, a później poradziłaby sobie na wyjeździe ze zwycięzcą meczu Ukraina – Szwecja i Polska pojechałaby na turniej finałowy, pozycja negocjacyjna Lewandowskiego w ewentualnych rozmowach z klubami z USA mocno by się poprawiła.

    Bądźmy szczerzy, na dziś “Lewy” nie może się pochwalić zbyt dużą rozpoznawalnością w Stanach. Ale udział w amerykańskim mundialu mógłby tę rozpoznawalność nieco poprawić. Zresztą warto pamiętać, że w listopadzie Lewandowski poleciał właśnie do Nowego Jorku, by symbolicznie uruchomić biało-czerwone oświetlenie na Empire State Building. Niby chodziło o polski akcent na Święto Niepodległości, ale niewątpliwie był to także element promocji marki własnej Roberta na rynku amerykańskim.

    Jedno jest pewne. Pomimo tego, że co chwila będą się w mediach hiszpańskich pojawiały “fajerwerki” o kolejnych potencjalnych pracodawcach Roberta, to do marca, a może nawet kwietnia, żadne ostateczne decyzje nie zapadną.

    O jego przyszłości zadecyduje to, w jakiej formie będzie w pierwszych miesiącach 2026 roku. Czy będzie w stanie wrócić do dyspozycji z wiosny w poprzednim sezonie, gdy był jednym z liderów Barcelony, czy raczej z każdym kolejnym meczem będzie widać po nim, że upływ czasu nie oszczędza nikogo.

    Co ważne, żeby pozostać na kolejny sezon w drużynie Hansiego Flicka, “Lewy” wcale nie musi dokonywać cudów. Może wchodzić z ławki, czy być wcześniej zdejmowany z boiska przez trenera, ale musi mieć swoje “akcenty”, czyli gole i asysty. Nie może dopuścić do tego, by w Katalonii zapanowało przeświadczenie, że wyniki Barcelony nie zależą już od Roberta. Że z nim czy bez niego, nie ma różnicy, bo “Barca” tak samo wygrywa, albo tak samo przegrywa.

    Okoliczności mogą sprzyjać Polakowi w tym sensie, że na teraz Hansi Flick potrzebuje w pierwszej kolejności wzmocnienia obrony. Dziury po lekkomyślnym wypuszczeniu latem z klubu Inigo Martineza nie udało się zasypać. W sobotę na treningu Andreas Christensen doznał poważnej kontuzji, która eliminuje go z gry na wiele tygodni. Na dodatek Ronald Araújo przeżywa załamanie mentalne i nie wiadomo kiedy wróci do gry.

    Barcelona będzie musiała wydać pieniądze na klasowych obrońców. A że w kasie pustki, na szukanie drogich napastników zwyczajnie Katalończyków nie będzie stać.

    Lewandowski ze znacząco obniżonym kontraktem będzie najtańszą, bezpieczną opcją. O ile wiosną Robert przekona cały świat, że jeszcze wcale się nie kończy.

    Dariusz Tuzimek, WP SportoweFakty

  • Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    FC Barcelona wygrała 2:0 z Villarrealem w niedzielnym meczu La Liga. Szansę od Hansiego Flicka w końcu dostał Robert Lewandowski, który na występ w rozgrywkach ligowych czekał od 2 grudnia. Napastnik reprezentacji Polski pojawił się na boisku w 62. minucie i dosłownie po chwili Barcelona zdobyła drugą bramkę! Tak Lewandowskiego oceniły hiszpańskie media.
    Lewandowski
    Screenshot Eleven Sports

    Robert Lewandowski ostatni mecz w La Liga rozegrał 2 grudnia, gdy Barcelona wygrała 3:1 z Atletico Madryt. W kolejnych dwóch meczach ligowych szansę dostał Ferran Torres. Hiszpan odwdzięczył się m.in. hat-trickiem, ale w dzisiejszym starciu z Villarrealem grał słabo.

    Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował
    Lewandowski wrócił do składu. Tak ocenili go Hiszpanie

    I choć hiszpańskie media za grę do przerwy oceniły Torresa dość łagodnie, to Hansi Flick zdecydował się zmienić niewidocznego napastnika już w 62. minucie. Na boisku pojawił się Robert Lewandowski, dla którego są to pierwsze ligowe minuty od trzech tygodni. I już po chwili Barcelona zdobyła bramkę na 2:0! Kapitan reprezentacji Polski miał swój udział przy tym trafieniu – to po jego próbie uderzenia piłka trafiła pod nogi Frenkie’ego de Jonga, który podał do Lamine’a Yamala – Hiszpan już bez większych problemów zdobył gola.

    Ostatecznie Barcelona wygrała to spotkanie 2:0 i utrzymała czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. A jak hiszpańskie media oceniły Roberta Lewandowskiego za nieco ponad pół godziny gry spędzone na boisku?

    “Sport” dał Polakowi taką samą ocenę jak Ferranowi Torresowi, czyli “6” w dziesięciostopniowej skali. “Nie miał zbyt wielu kontaktów z piłką, bo miał bardzo mało miejsca. Wskutek czerwonej kartki Renato Veigi druga połowa meczu toczyła się na połowie gospodarzy, ale nie dostawał on zbyt wielu podań” – czytamy.

    “Mundo Deportivo” stwierdziło za to, że Lewandowski był “zdeterminowany”. “Nie strzelił od miesiąca, od meczu z Athletikiem pod koniec listopada i dzisiaj próbował skończyć tę złą passę, choć nie włożył w to wiele wysiłku. Nie udało mu się” – dodano.

    “El Desmarque” nie miało litości dla napastników Barcelony. Torres dostał ocenę “3”, a Lewandowski tylko jeden punkt więcej. “Jeśli Ferran był niemal nieobecny, to z Polakiem było prawie tak samo. Miał więcej kontaktów z piłką (pięć) w czasie doliczonym niż przez wcześniejsze 30 minut (tylko trzy) – zauważył oceniający dziennikarz.

    “Marca” ledwo dostrzegła, że Lewandowski wziął udział w tym meczu. Polak skończył bez noty, a o jego występie napisano krótko: “Wszedł na boisko w 62. minucie. Nie odegrał zbyt znaczącej roli”.

    Barcelona kolejny mecz zagra dopiero w 2026 roku. Będzie to derbowe spotkanie z Espanyolem, które odbędzie się w sobotę 3 stycznia o godzinie 21:00. Już teraz zapraszamy do śledzenia tego starcia w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.