Author: newuser

  • Skandal w Szwecji. Sędzia okradł Polaków z rzutu karnego

    Sędzia Slavko Vinčić znalazł się w centrum uwagi po dwóch bardzo kontrowersyjnych decyzjach podjętych na niekorzyść reprezentacji Polski. Arbiter dwukrotnie nie wskazał na rzut karny dla „Biało-Czerwonych”, mimo że w obu przypadkach doszło do wyraźnych kopnięć w polu karnym Szwedów.

    Były sędzia międzynarodowy i ekspert Rafał Rostkowski nie ma żadnych wątpliwości co do pierwszej z tych sytuacji. Jego zdaniem już w pierwszej minucie meczu Polska powinna otrzymać „jedenastkę”. Do zdarzenia doszło w momencie, gdy do strzału przygotowywał się Robert Lewandowski, który – według Rostkowskiego – został nieprzepisowo powstrzymany przez rywala.

    Ekspert podkreślił, że było to przewinienie nierozważne, a więc oprócz rzutu karnego należała się także żółta kartka dla szwedzkiego zawodnika. Tymczasem Vinčić odgwizdał faul, ale przyznał rzut wolny dla Szwecji, uznając – zdaniem Rostkowskiego błędnie – że wcześniej piłka odbiła się od ręki Matty Cash.

    Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 2:1, jednak po przerwie Polacy ruszyli do zdecydowanych ataków. Już na początku drugiej części meczu doszło do kolejnej spornej sytuacji – ponownie w polu karnym Szwedów kopnięty został polski zawodnik, lecz arbiter po raz drugi nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego.

    Te decyzje mogą stać się jednym z głównych tematów dyskusji po zakończeniu spotkania, ponieważ wzbudziły ogromne emocje zarówno wśród ekspertów, jak i kibiców.

    Mimo kontrowersji reprezentacja Polski zdołała doprowadzić do wyrównania. Bramkę na 2:2 zdobył Karol Świderski, a wcześniej do siatki trafił również Nicola Zalewski.

  • Tak Polacy zrobili Szwedom “potop”. “Eksperyment się udał. Wrażenie nadzwyczajne”

    Tak Polacy zrobili Szwedom “potop”. “Eksperyment się udał. Wrażenie nadzwyczajne”

    Na wyjazdowe zwycięstwo nad Szwecją reprezentacja Polski czeka już niemal całe stulecie. Ostatni raz biało-czerwoni triumfowali na szwedzkiej ziemi aż 96 lat temu – i to w niezwykle efektownym stylu. Teraz, przed kolejnym starciem w Sztokholmie, którego stawką jest awans na mistrzostwa świata, historia znów wraca do życia.

    Tamten mecz z 1930 roku był prawdziwą sensacją. Na trybunach zasiadło ponad 20 tysięcy kibiców, a Szwedzi wystąpili w najmocniejszym możliwym składzie. Tymczasem Polacy przyjechali z zespołem eksperymentalnym, w którym aż pięciu zawodników debiutowało w reprezentacji. Mimo to to właśnie oni zachwycili wszystkich – zarówno własnych kibiców, jak i rywali. Polska prasa pisała o wielkim triumfie, a szwedzki „Dagens Nyheter” nie miał wątpliwości: zwycięstwo Polaków było w pełni zasłużone.

    Szwecja była dopiero drugim rywalem w historii meczów międzypaństwowych Polaków – i pierwszym, którego udało się pokonać. Już w 1922 roku biało-czerwoni wygrali w Sztokholmie 2:1, jednak późniejsze lata nie były już tak udane. W sumie obie drużyny zmierzyły się 28 razy – Polacy przegrali aż 15 spotkań, wygrali dziewięć, a tylko trzy razy triumfowali na wyjeździe. Ostatni taki sukces miał miejsce właśnie w 1930 roku.

    Relacje z tamtego spotkania, publikowane m.in. w „Przeglądzie Sportowym”, nie pozostawiały złudzeń co do jego znaczenia. Podkreślano, że był to jeden z największych sukcesów polskiego sportu w tamtym roku – obok zwycięstw w tenisie, wioślarstwie czy występów na międzynarodowych imprezach. Co ciekawe, triumf był nie tylko efektowny, ale też niespodziewany.

    Polacy wystawili skład oparty w dużej mierze na debiutantach – w drużynie znaleźli się m.in. Fontowicz, Martyna, Mysiak, Smoczek i Szczepaniak. Obok nich zagrali bardziej doświadczeni zawodnicy, tacy jak Bułanow, Seichter, Chruściński, Pazurek, Ciszewski czy Sperling. Eksperyment, na który zdecydował się sztab, okazał się strzałem w dziesiątkę – zespół imponował determinacją, organizacją i wolą walki.

    Mecz od początku był wyrównany, ale to Polacy wykazali się większą skutecznością. Pierwszy gol padł w 39. minucie, gdy po składnej akcji Pazurek podał do Ciszewskiego, a ten pewnym strzałem otworzył wynik spotkania. Jeszcze przed przerwą było już 2:0 – po znakomitej indywidualnej akcji Sperlinga i dośrodkowaniu Smoczek podwyższył prowadzenie.

    Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. Szwedzi próbowali odrobić straty, ale Polacy kontrolowali przebieg meczu. Trzecia bramka była efektem kolejnej świetnej kombinacji – Seichter, Chruściński i Pazurek rozegrali akcję, po której Ciszewski ustalił wynik na 3:0.

    Po końcowym gwizdku nie brakowało entuzjazmu. Polscy zawodnicy świętowali wielki sukces, a gratulacje składali im zarówno działacze, jak i przedstawiciele władz. Szwedzi z kolei nie kryli uznania dla rywali – podkreślali ich przewagę taktyczną i techniczną, przyznając, że wynik był w pełni sprawiedliwy.

    Jak się później okazało, było to ostatnie wyjazdowe zwycięstwo Polski nad Szwecją. Od tamtej pory biało-czerwoni nie zdołali już powtórzyć tego osiągnięcia na szwedzkiej ziemi. Dziś, po 96 latach, historia znów stawia przed nimi szansę, by przełamać tę niezwykłą passę.

  • Iga Świątek rezygnuje. Legendarny trener czekał na jej decyzję. Teraz ogłasza

    Iga Świątek rezygnuje. Legendarny trener czekał na jej decyzję. Teraz ogłasza

    To była decyzja, której wielu się spodziewało. Iga Świątek ogłosiła, że nie wystąpi w turnieju kwalifikacyjnym Billie Jean King Cup, który wkrótce odbędzie się w Gliwicach. Najlepsza polska tenisistka znalazła się w ważnym momencie swojej kariery i uznała, że potrzebuje czasu, by poukładać kluczowe sprawy. Na jej wybór zareagował legendarny trener Rick Macci, znany m.in. ze współpracy z siostrami Williams. Jego komentarz nie pozostawia wątpliwości.

    W sobotnie popołudnie Świątek przekazała kibicom w mediach społecznościowych, że nie pojawi się na korcie podczas nadchodzących kwalifikacji. Podkreśliła, że była to dla niej trudna decyzja, ponieważ gra przed polską publicznością zawsze miała dla niej szczególne znaczenie. Jednocześnie poprosiła fanów o zrozumienie i wsparcie w tym wymagającym okresie. Obecnie koncentruje się na wyborze nowego trenera, a do rywalizacji planuje wrócić już w najbliższych tygodniach.

    Rezygnacja z udziału w BJK Cup to kolejny element zmian, jakie zachodzą w karierze 24-latki. Zaledwie kilka dni wcześniej zakończyła współpracę z dotychczasowym szkoleniowcem, Wimem Fissette’em. Decyzja ta była efektem narastających problemów – zarówno sportowych, jak i mentalnych – które towarzyszyły jej od początku sezonu. Punktem zwrotnym okazała się porażka z Magdą Linette w drugiej rundzie turnieju w Miami.

    W tej sytuacji wielu obserwatorów przypuszczało, że Świątek może zrezygnować z występu w Gliwicach, gdzie reprezentacja Polski zmierzy się z Ukrainą. Kapitan kadry, Dawid Celt, próbował jeszcze przekonać liderkę zespołu do gry, jednak bez powodzenia.

    Decyzja Polki spotkała się jednak z uznaniem Ricka Macciego. Amerykański szkoleniowiec publicznie pochwalił jej krok, publikując wpis w mediach społecznościowych. Nazwał go „bardzo rozsądnym”, podkreślając, że Świątek to prawdziwa mistrzyni, która wróci na najwyższy poziom, gdy tylko będzie gotowa. Wyraził również przekonanie, że szczególnie dobrze zaprezentuje się na kortach ziemnych, które od lat są jej domeną.

    Jeszcze niedawno Świątek zajmowała drugie miejsce w światowym rankingu. Kończąc współpracę z Fissette’em, była trzecia, a w najnowszym zestawieniu spadła na czwarte miejsce, ustępując Coco Gauff.

    Powrót Polki do rywalizacji nastąpi już w pierwszej połowie kwietnia. Weźmie udział w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, który rozpoczyna się 13 kwietnia. Będzie to jednocześnie początek jej występów na nawierzchni ziemnej w tym sezonie – już z nowym trenerem w sztabie. Wszystko wskazuje na to, że funkcję tę obejmie Francisco Roig, były wieloletni współpracownik Rafaela Nadala.

  • Media: Kluczowa wiadomość dla Świątek. Jest decyzja WTA. “Zamknięcie kontrowersyjnego rozdziału”

    Media: Kluczowa wiadomość dla Świątek. Jest decyzja WTA. “Zamknięcie kontrowersyjnego rozdziału”

    W ostatnim czasie wokół Iga Świątek zrobiło się wyjątkowo głośno. Powodów jest kilka — z jednej strony mniej udane wyniki sportowe, z drugiej zakończenie współpracy z Wim Fissette. Świat tenisa z dużym zainteresowaniem obserwuje teraz, kto obejmie funkcję nowego trenera Polki. Tymczasem pojawiły się nieoczekiwane informacje od Ben Rothenberg, który przekazał wieści o istotnej decyzji władz WTA — mogącej mieć znaczenie również dla Świątek.

    Przez ostatnie lata Świątek była stałą uczestniczką WTA Finals, umacniając swoją pozycję w światowej czołówce. Jej obecność w turnieju kończącym sezon wydawała się niemal oczywista. Gdyby jednak kwalifikacje zamknięto w tym momencie, Polki zabrakłoby w gronie ośmiu najlepszych zawodniczek.

    Aktualnie zajmuje ona dopiero 11. miejsce w rankingu WTA Race. Wyprzedzają ją m.in. Belinda Bencic oraz Victoria Mboko. Do miejsca w czołowej ósemce brakuje jej niespełna 300 punktów. Na prowadzeniu pozostaje Aryna Sabalenka, która ma ponad 300 punktów przewagi nad Elena Rybakina.

    WTA Finals opuszcza Arabię Saudyjską

    Dla Świątek kluczowe jest nie tylko odzyskanie formy, ale też utrzymanie miejsca wśród najlepszych, by wystąpić w prestiżowym turnieju kończącym sezon. Tegoroczna edycja WTA Finals odbędzie się jeszcze w Riyadh i będzie to trzeci rok z rzędu, gdy zawody goszczą w Arabii Saudyjskiej.

    Jak jednak informuje Rothenberg, będzie to ostatnia edycja w tej lokalizacji. Według jego doniesień WTA planuje zakończyć współpracę z saudyjską federacją tenisową i poszukuje nowego gospodarza turnieju. Negocjacje w sprawie przedłużenia umowy nie przyniosły rezultatu.

    To oznacza, że od kolejnego sezonu finały mogą zostać przeniesione w inne miejsce — jednym z głównych kandydatów ma być miasto w Ameryce Północnej.

    Decyzja WTA jest o tyle interesująca, że ATP obrało zupełnie inny kierunek. Organizacja męskiego tenisa niedawno potwierdziła bowiem organizację turnieju rangi ATP 1000 w Arabii Saudyjskiej. Tym samym drogi obu federacji wyraźnie się rozchodzą.

  • A jednak to nie plotki, żona Wilfredo Leona oficjalnie ogłasza. Radość w domu

    A jednak to nie plotki, żona Wilfredo Leona oficjalnie ogłasza. Radość w domu

    Wszelkie doniesienia o sportowym talencie najstarszej córki Wilfredo Leona i jego żony znajdują pełne potwierdzenie w rzeczywistości. Tym razem to sama Małgorzata Leon pochwaliła się w mediach społecznościowych sukcesem Natalii. Co ciekawe, dziewięciolatka osiągnęła go dokładnie tego samego dnia, w którym na parkiecie triumfował jej ojciec. Warto podkreślić, że dziewczynka rozwija się w zupełnie innej dyscyplinie sportu.

    Tymczasem Bogdanka LUK Lublin wykonała ważny krok w kierunku walki o medale PlusLigi. W ćwierćfinale fazy play-off mistrzowie Polski pokonali u siebie PGE Skra Bełchatów 3:0. Choć wynik może sugerować jednostronne spotkanie, każdy z setów był niezwykle wyrównany i rozstrzygał się w końcówkach. Tytuł MVP trafił do Marcina Komendy, ale istotny wkład w zwycięstwo miał także Wilfredo Leon, który zdobył 13 punktów, notując 46-procentową skuteczność w ataku.

    Sportowy triumf na boisku nie był jednak jedynym powodem do radości w rodzinie Leonów. Równie wielki sukces odniosła ich córka, o czym z dumą poinformowała jej mama.

    „Wczoraj był świetny dzień dla moich domowych sportowców” – napisała Małgorzata Leon. „Natalia wzięła udział w swoim drugim turnieju w grupie zielonej (kategoria do lat 11) i wróciła z Łęcznej ze złotym medalem. A wieczorem także panowie z Bogdanki LUK Lublin wykonali swoje zadanie” – dodała, nawiązując zarówno do zwycięstwa córki w turnieju tenisowym, jak i wygranej męża.

    Historia miłości siatkarza i jego żony sięga wielu lat wstecz. Para poznała się przez internet, a po dłuższej znajomości zdecydowała się spotkać osobiście. Doszło do tego w 2011 roku w Gdańsk. Z czasem ich relacja nabrała poważniejszego charakteru, a sportowiec oświadczył się ukochanej.

    – Byłem bardzo zdenerwowany i zastanawiałem się, co zrobię, jeśli coś pójdzie nie tak. Rozmawialiśmy i nagle poczułem, że to właściwy moment. Kiedy powiedziała „tak”, poczułem się jak w raju – wspominał po latach w materiale Zenit Kazań.

    Ślub wzięli w 2016 roku, a w maju tego roku będą obchodzić dziesiątą rocznicę małżeństwa, tzw. cynowe gody. Wspólnie wychowują troje dzieci: najstarszą Natalię, odnoszącą sukcesy w tenisie (rocznik 2017), młodszego o dwa lata syna Christiana oraz trzyletnią Selenę.

    Małgorzata Leon niejednokrotnie opowiadała o wartościach, które są dla nich ważne w wychowaniu dzieci. Podkreślała, że wraz z mężem stawiają na wspólne zasady, ucząc potomstwo m.in. kultury osobistej i szacunku. Szczególną uwagę zwracają na to, by ich syn od najmłodszych lat przyswajał zasady bycia dżentelmenem. Jak przyznała w programie Dzień dobry TVN, ona częściej zajmuje się sprawami szkolnymi i edukacją dzieci, natomiast jej mąż przekazuje im swoje doświadczenia życiowe.

  • Kamil Stoch wprost ws. religii, ogłosił to publicznie. Poruszenie w Polsce

    Kamil Stoch wprost ws. religii, ogłosił to publicznie. Poruszenie w Polsce

    Podczas pożegnalnego spotkania z kibicami w Planicy Kamil Stoch odniósł się do wartości, które są dla niego najważniejsze w życiu. Trzykrotny mistrz olimpijski nie unikał trudnych tematów i otwarcie opowiedział o swojej wierze w Boga. Jego słowa wywołały duże poruszenie – najpierw wśród obecnych na miejscu fanów, a później także w internecie.

    Jeszcze przed finałowym konkursem w Planicy kibice mogli spotkać się ze swoim idolem w Kranjskiej Gorze, gdzie zorganizowano tzw. Polski Dom. To właśnie tam Stoch odpowiadał na pytania zarówno fanów, jak i dziennikarzy. Jedno z nich dotyczyło życiowych priorytetów sportowca.

    – Przez całe życie zastanawiam się, co jest najważniejsze. Myślę, że na pierwszym miejscu zawsze jest Bóg. Niezależnie od tego, co się dzieje, On jest obecny – od nas zależy, czy Go przyjmiemy. Na drugim miejscu stawiam rodzinę i najbliższych. To relacje, o które trzeba dbać i zawsze znajdować dla nich czas – powiedział, czym wywołał entuzjastyczną reakcję publiczności.

    W dalszej części wypowiedzi podkreślił również znaczenie więzi z kibicami. Zaznaczył, że ogromnie ceni relację, którą wspólnie zbudowali przez lata, i docenia fakt, że fani potrafią pokonywać setki kilometrów, by go wspierać. Jak dodał, są to wartości bezcenne, których nie da się kupić.

    Szczere wyznanie Stocha odbiło się szerokim echem, zwłaszcza że padło na początku Wielkiego Tygodnia poprzedzającego Wielkanoc – najważniejsze święto w kalendarzu chrześcijańskim.

    W sieci szybko pojawiło się mnóstwo komentarzy. Kibice nie kryli uznania dla sportowca, podkreślając jego autentyczność, pokorę i jasno określony system wartości. Wielu z nich zwracało uwagę, że mimo ogromnych sukcesów pozostał osobą skromną i wierną swoim przekonaniom.

    Moment, w którym Stoch wypowiedział te słowa, został zarejestrowany przez dziennikarkę Interii Sport Natalia Kapustka. Nagranie szybko zaczęło krążyć w mediach społecznościowych, wzbudzając kolejne reakcje.

    Nie jest to pierwszy raz, gdy skoczek tak otwarcie mówi o swojej wierze. Już wcześniej przyznawał, że swoje sukcesy zawdzięcza Bogu i często dedykuje Mu swoje występy. Wspominał również, że przed zawodami modli się nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale także o zdrowie innych zawodników.

    O duchowości Stocha wypowiadał się w przeszłości także Edward Pleń, kapelan polskich olimpijczyków. Podkreślał on, że sportowiec mówi o wierze szczerze i zgodnie z tym, co nosi w sercu, a jego postawa jest naturalnym świadectwem życia opartego na wartościach religijnych.

  • Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Zawrzało po decyzji Igi Świątek. Ekspert ujawnia: Ludzie zwracają bilety

    Nieobecność Igi Świątek w meczu reprezentacji Polski z Ukrainą w kwalifikacjach Billie Jean King Cup wywołała spore poruszenie – zarówno w środowisku tenisowym, jak i wśród kibiców. Spotkanie zaplanowane na 10–11 kwietnia w Gliwicach miało być jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu dla „Biało-Czerwonych”, jednak decyzja liderki polskiego tenisa znacząco zmieniła jego odbiór.

    24-letnia Świątek poinformowała 28 marca, że nie wystąpi w tym spotkaniu. W swoim komunikacie podkreśliła, że była to dla niej trudna decyzja, zwłaszcza że gra przed własną publicznością zawsze miała dla niej szczególne znaczenie. Zaznaczyła jednak, że ostatnie tygodnie były dla niej bardzo wymagające – nie tylko pod względem sportowym, ale również w kontekście zmian zachodzących w jej sztabie. Przyznała, że potrzebuje chwili, by uporządkować pewne sprawy i skupić się na spokojnej pracy treningowej.

    Skład reprezentacji Polski został ogłoszony wcześniej, 12 marca, i znalazły się w nim: Magda Linette, Maja Chwalińska, Katarzyna Kawa oraz Linda Klimovicova. Początkowo pozostawiono jedno wolne miejsce, które – jak wielu przypuszczało – miało przypaść właśnie Świątek. Ostatecznie jednak drużynę uzupełniła Martyna Kubka.

    Decyzja najlepszej polskiej tenisistki zbiegła się w czasie z jej sportowym kryzysem. Po niespodziewanej porażce z Magdą Linette w Miami Świątek zakończyła współpracę z trenerem Wimem Fissettem i do dziś nie ogłosiła nazwiska jego następcy. Wszystko wskazuje na to, że obecnie koncentruje się na odbudowie formy i pracy nad nowym etapem kariery.

    Brak Świątek w składzie mocno obniża szanse Polek – uważa Lech Sidor, trener i komentator tenisowy. Jego zdaniem drużyna jest wyraźnie osłabiona, szczególnie że nie wystąpi także Magdalena Fręch. W tej sytuacji rola liderki spadnie na Magdę Linette, jednak – jak podkreśla ekspert – rywalki przyjadą w najmocniejszym zestawieniu, z Eliną Switoliną i Martą Kostiuk na czele. Sidor nie ukrywa, że bez Świątek zwycięstwo Polski będzie bardzo trudne do osiągnięcia.

    Ekspert zwrócił również uwagę na pozasportowe skutki tej decyzji. Jego zdaniem brak największej gwiazdy znacząco wpłynął na zainteresowanie wydarzeniem. Pojawiły się informacje, że część kibiców zaczęła zwracać bilety lub odsprzedawać je na rynku wtórnym. Tym bardziej że wcześniej wokół organizacji meczu pojawiły się kontrowersje, m.in. związane z odwołaniem innego wydarzenia w hali PreZero Arena.

    Mimo rozczarowania Sidor podkreśla, że reprezentacja zasługuje na wsparcie. Przed Polkami trudne wyzwanie, ale stawka jest wysoka – awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup, który we wrześniu odbędzie się w Chinach.

  • Minęło 10 dni od triumfu Linette nad Świątek. Polka skreślona w Stanach

    Minęło 10 dni od triumfu Linette nad Świątek. Polka skreślona w Stanach

    W nocy z 19 na 20 marca, gdy w Polsce większość kibiców spała, na kortach Florydy doszło do nieoczekiwanego rozstrzygnięcia. Iga Świątek po raz pierwszy od ponad czterech lat przegrała swój inauguracyjny mecz w turnieju. Co więcej, uległa rodaczce – Magda Linette. Wkrótce potem zawodniczka z Raszyna zdecydowała się zakończyć współpracę z trenerem Wim Fissette. Tymczasem dla Linette przygoda w Miami zakończyła się dwa dni później.

    Poznanianka planowała jednak szybko wrócić na kort – już w poniedziałek miała zmierzyć się z McCartney Kessler w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Charleston. Ostatecznie doszło jednak do niespodziewanego zwrotu wydarzeń.

    W spotkaniu drugiej rundy Miami Open Linette sensacyjnie pokonała Świątek. Choć pierwszą partię przegrała wyraźnie 1:6, w kolejnych dwóch setach odwróciła losy meczu i wyeliminowała wiceliderkę rankingu WTA. Ta porażka miała daleko idące konsekwencje – Świątek ogłosiła rozstanie z Fissette’em, rozpoczęła poszukiwania nowego szkoleniowca i zrezygnowała z występu w reprezentacji Polski przeciwko Ukrainie w Gliwicach.

    Linette z kolei odpadła w następnej rundzie, przegrywając z Alexandra Eala. W przeciwieństwie do Świątek planowała jeszcze jeden start przed powrotem do kraju – w turnieju WTA 500 w Charleston, rozgrywanym na zielonej mączce i z pulą nagród wynoszącą 2,3 miliona dolarów.

    Podczas losowania drabinki nazwisko Linette znalazło się wśród uczestniczek, jednak nie została rozstawiona – w odróżnieniu od Magdalena Fręch. Los nie był dla niej łaskawy, ponieważ trafiła na Kessler, zawodniczkę znajdującą się blisko niej w rankingu, ale wyjątkowo niewygodną. Obie tenisistki mierzyły się już dwukrotnie i za każdym razem górą była młodsza Amerykanka.

    Ostatecznie jednak Linette nie przystąpi do rywalizacji w Charleston. Już po losowaniu jej nazwisko zostało wykreślone z drabinki, a powodem okazała się choroba wirusowa. Jej miejsce zajmie jedna z zawodniczek z kwalifikacji, która zmierzy się z Kessler, a zwyciężczyni tego meczu trafi następnie na Janice Tjen.

    W tej sytuacji jedyną Polką w głównej części turnieju pozostaje Fręch, rozstawiona z numerem 11. Łodzianka rozpocznie rywalizację od drugiej rundy, gdzie zagra z Anna Bondar lub kwalifikantką. Co więcej, Fręch wystąpi także w deblu – właśnie w parze z Bondar.

    Warto dodać, że z udziału w turnieju w Charleston wcześniej wycofało się kilka znanych zawodniczek, w tym Amanda Anisimova, Jelena Ostapenko, Emma Navarro oraz Daria Kasatkina.

  • Polski trener potwierdza to, co mówiono o sztabie Świątek. To będzie zadanie nowego szkoleniowca

    Polski trener potwierdza to, co mówiono o sztabie Świątek. To będzie zadanie nowego szkoleniowca

    Iga Świątek wciąż nie ujawniła, kto zostanie jej nowym trenerem, a w mediach regularnie pojawiają się kolejne nazwiska potencjalnych kandydatów. Głos w tej sprawie zabrał Tomasz Iwański, który w rozmowie z PAP podkreślił, że czwarta rakieta świata nie musi koniecznie szukać szkoleniowca o głośnym nazwisku. Jego zdaniem kluczowe jest znalezienie osoby, która odnajdzie się w obecnym układzie jej sztabu i będzie potrafiła skutecznie współpracować z jego członkami.

    Po nieudanym występie w turnieju WTA 1000 w Miami Świątek zdecydowała się zakończyć współpracę z Wimem Fissettem i obecnie pozostaje bez trenera. Taka sytuacja nie potrwa jednak długo – można się spodziewać, że w najbliższym czasie Polka ogłosi nazwisko nowego szkoleniowca. Wśród najczęściej wymienianych kandydatów pojawiają się m.in. Dawid Celt oraz Francisco Roig.

    Bez względu na to, kto obejmie tę funkcję, będzie musiał nie tylko pomóc tenisistce wrócić do najwyższej formy, ale również dopasować się do jasno określonej struktury w jej zespole. Istotną rolę odgrywa w nim Daria Abramowicz, co wcześniej podkreślał ekspert tenisowy Adam Romer. Odnosząc się do kandydatury Roiga, zauważył, że doświadczony Hiszpan doskonale zdaje sobie sprawę z realiów, w jakich przyszłoby mu pracować.

    – Nie można odmówić Roigowi autorytetu, jest w tym środowisku od lat. Wie też, że w tym układzie kluczową postacią pozostaje Daria Abramowicz. Nie każdy trener byłby skłonny to zaakceptować, ale z drugiej strony praca z tak wybitną zawodniczką jak Świątek to ogromna szansa, więc takie warunki wpisuje się w koszty – zaznaczył Romer.

    W podobnym tonie wypowiedział się Tomasz Iwański. Były szkoleniowiec m.in. Nadii Pietrowej i Kamila Majchrzaka uważa, że najważniejsze nie jest nazwisko trenera, lecz jego zdolność do współpracy z otoczeniem zawodniczki. Chodzi zarówno o Darię Abramowicz, jak i pozostałych członków sztabu, w tym Macieja Ryszczuka.

    – Jeśli Iga nie planuje większych zmian w swoim zespole, potrzebuje kogoś, kto będzie potrafił się z nim porozumieć i uporządkować pewne elementy. W ostatnim czasie w jej grze pojawiło się sporo chaosu – ocenił Iwański.

    Szkoleniowiec zasugerował również, że proces poszukiwania nowego trenera rozpoczął się znacznie wcześniej, jeszcze przed zakończeniem współpracy z Fissettem.

    – Nie sądzę, by Iga zaczęła rozglądać się za trenerem dopiero w dniu rozstania z Wimem. Takie decyzje dojrzewają wcześniej. W cały proces zaangażowani są menedżerowie, ale też sami zawodnicy, którzy przez lata kariery budują sieć kontaktów – podsumował.

  • Pożegnalny skok Kamila Stocha, a tu taki gest. Poruszający komunikat FIS

    Pożegnalny skok Kamila Stocha, a tu taki gest. Poruszający komunikat FIS

    Kariera Kamil Stoch dobiegła końca. W niedzielne przedpołudnie w Planica świat skoków narciarskich pożegnał jednego z najwybitniejszych zawodników w historii tej dyscypliny. Trzykrotny mistrz olimpijski zakończył swoją sportową drogę, a wyjątkowy hołd oddała mu również FIS, publikując w mediach społecznościowych specjalny materiał wideo z najważniejszymi momentami jego kariery.

    Stoch zadebiutował w Pucharze Świata 17 stycznia 2004 roku w Zakopane, zajmując 49. miejsce. Już rok później pokazał swój potencjał, zdobywając pierwsze punkty i zajmując wysoką, siódmą lokatę podczas próby przedolimpijskiej w Pragelato. Na pierwsze zwycięstwo w cyklu musiał jednak jeszcze poczekać – przyszło ono w Zakopanem i miało wymiar symboliczny. W tym samym czasie swój ostatni sezon kończył Adam Małysz. Po jego upadku w pierwszej serii konkursu to właśnie młodszy kolega sięgnął po triumf, co wielu odebrało jako przekazanie pałeczki lidera polskich skoków.

    Przez ponad dwie dekady Stoch zapisał się złotymi zgłoskami w historii sportu. Na swoim koncie zgromadził trzy złote medale olimpijskie, dwa tytuły mistrza świata, dwie Kryształowe Kule za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz trzy zwycięstwa w prestiżowym Turniej Czterech Skoczni.

    Ostatni rozdział tej imponującej kariery rozegrał się ponownie w Planicy. Stoch jako jedyny reprezentant Polski wystąpił w finałowym konkursie sezonu, przeznaczonym dla najlepszej trzydziestki klasyfikacji generalnej. W pierwszej serii uzyskał 193 metry, co dało mu 30. miejsce na półmetku.

    Drugą serię rozpoczynał jako pierwszy – oddając tym samym swój ostatni skok w karierze. W tej wyjątkowej chwili towarzyszyła mu żona, Ewa Bilan-Stoch, która pojawiła się na belce startowej i symbolicznie wypuściła go na rozbieg. W finałowej próbie osiągnął 190 metrów, zamykając tym samym swoją wieloletnią przygodę ze skokami.

    Na dole czekali na niego najbliżsi oraz koledzy z reprezentacji, którzy wspólnie uczcili zakończenie jego kariery. Swój hołd oddała także FIS, publikując pożegnalny film ukazujący drogę Stocha – od pierwszych kroków w sporcie, przez debiut i triumf w Zakopanem, sukcesy w Turnieju Czterech Skoczni, aż po rekordowe loty w Planicy i japońskim Sapporo.

    https://x.com/FISskijumping/status/2038183976280506741?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2038183976280506741%7Ctwgr%5E28702a7fdd9a306c8a57f03b21e00be1ff52001a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fskoki-narciarskie%2Fnews-pozegnalny-skok-kamila-stocha-a-tu-taki-gest-poruszajacy-komnId23320326