Author: iamgoodluck

  • Wybuch Mai Chwalińskiej. Czyste złoto. I to na oczach Rosjanki

    Wybuch Mai Chwalińskiej. Czyste złoto. I to na oczach Rosjanki
    Tenisowa historia pisze się na naszych oczach. A tworzy ją na kortach Rolanda Garrosa – Maja Chwalińska. Polska zawodniczka właśnie awansowała do wielkoszlemowego półfinału, ogrywając w dwóch setach – 7:6 (3), 6:3 – Rosjankę Annę Kalinską. Po ostatniej piłce u naszej 24-latki nastąpił czysty wybuch radości. Reakcja urodzonej w Miechowie tenisistki to po prostu czyste złoto. I trudno nie ucieszyć się w raz z nią, patrząc na te obrazki.

    Maja Chwalińska i Anna Kalinska na korcie podczas ćwierćfinału Rolanda Garrosa, obie w sportowych strojach.
    Maja Chwalińska i Anna Kalinska podczas ćwierćfinału Rolanda Garrosax.com Eurosport
    Dla Mai Chwalińskiej już sam awans do głównej drabinki Rolanda Garrosa należało traktować w kategorii drobnego sukcesu. Szybko okazało się jednak, że tym razem w jej przypadku sufit nie istnieje. A przynajmniej nie okazał się nim wielkoszlemowy ćwierćfinał.

    Zobacz również:
    Roland Garros. Kadry z meczu Maja Chwalińska – Anna Kalinska
    Roland Garros
    dzisiaj, 12:03
    Sceny w meczu Chwalińskiej. Oto, do czego doszło. Rosjanka zeszła do szatni
    Tomasz Brożek
    Tomasz Brożek
    Rywalką Polki w boju o miejsce wśród czterech najlepszych tenisistek tegorocznej edycji Rolanda Garrosa okazała się Anna Kalinska. Wyżej notowana Rosjanka postawiła się Mai Chwalińskiej, w pierwszej partii doprowadzając nawet do tie-breaka. Na przestrzeni całego spotkania okazała się jednak poza zasięgiem 24-latki, która wygrała 7:6 (3), 6:3.

    Roland Garros. Maja Chwalińska w półfinale. Tak świętowała awans
    Po ostatniej piłce u Mai Chwalińskiej doszło do eksplozji emocji. Niesiona nimi 24-latka aż przykucnęła, pochylając się następnie w stronę kortu, a także skrywała twarz w dłoniach. Potem pojawił się na niej uśmiech. Uśmiech pełen radości, ale i niedowierzania. To było po prostu czyste złoto.

    Rozwiń
    Pomruk na trybunach. Chwalińska przeprosiła Rosjankę. Kamery wszystko nagrały

    Na to wszystko mogła tylko z zazdrością patrzeć Anna Kalinska, która podziękowała sobie z Mają Chwalińska przy siatce za wspólny mecz.

    A nasza 24-latka skupiała się na sobie i swojej wielkiej radości. A jest się z czego cieszyć, bo jej wyczyn jest historyczny. Jak wyliczyli statystycy Opta Ace, Maja Chwalińska stała się szóstą zawodniczką w Erze Open, która jako kwalifikantka zdołała dotrzeć do półfinału Wielkiego Szlema.

  • Maja Chwalińska w półfinale Roland Garros. Kiedy mecz Polki? Wszystko jasne

    Maja Chwalińska w półfinale Roland Garros. Kiedy mecz Polki? Wszystko jasne

    Maja Chwalińska pisze niesamowitą historię w tegorocznym Roland Garros. Polka rozpoczęła zmagania od elimimacji, a w ćwierćfinale pokonała Annę Kalinską 7:6, 6:3 i już może szykować się do walki o wielki finał. Kiedy półfinał Roland Garros z udziałem Chwalińskiej? Znamy odpowiedź.

    Kiedy półfinał Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej?
    Kiedy półfinał Roland Garros z udziałem Mai Chwalińskiej?Aurelien MorissardEast News

    Maja Chwalińska pisze niesamowitą historię na kortach Roland Garros. Polka przyjechała do Paryża, aby wywalczyć awans do głównej drabinki. Najpierw przeszła trzystopniowe eliminacje, a następnie rozpoczęła niesamowity i przede wszystkim niespodziewany marsz.

    W turnieju głównym wyeliminowała już Zheng Qinwen, Elise Mertens, Marię Sakkari i Diane Parry. Tym samym 24-latka awansowała do ćwierćfinału, w którym jej rywalką była rozstawiona z numerem “22” Anna Kalinska. Polka nie miała zamiaru się zatrzymywać i triumfowała 7:6, 6:3. Tym samym awansowała do półfinału.

  • Chwalińska w półfinale French Open. Wielki sukces polskiej tenisistki

    Chwalińska w półfinale French Open. Wielki sukces polskiej tenisistki

    Maja Chwalińska pokonała Rosjankę Annę Kalinską. Polska tenisistka awansowała do półfinału wielkoszlemowego turnieju tenisowego Roland Garros.

    Debiutująca we French Open 24-latka z Polski zwyciężyła w meczu 7:6 (3), 6:3.

    “Kalinska starała się grać bardzo agresywnie, skracała wymiany, atakowała przy drugiej, najdalej trzeciej okazji. I była coraz bardziej niecierpliwa, bo… Polka ją zaskakiwała. Tym razem nie skrótami i lobami, ale minięciami. Rosjanka zaś biegać nie miała ochoty. Dostała dwa break pointy, Chwalińska świetnie się wybroniła” – relacjonuje Interia.

    Polka wygrała pierwszego seta 7:6 (3) po 69 minutach zaciętej rywalizacji. W drugim, podobnie jak w poprzednich meczach, pokazała swoją wyższość nad przeciwniczką.

    “Kalinska zaczęła od wygranego gema serwisowego, a później sprawiała wrażenie, jakby miała już dość. Polka zaś “poczuła krew”, zaczęła dominować. Odskoczyła na 4:1, była o dwa gemy od kolejnego życiowego sukcesu. Rosjanka zaś ryzykowała coraz mocniej, dokuczały jej plecy, chciała grać szybko i z siłą. A coraz rzadziej trafiała” – czytamy na sport.interia.pl.

    Maja Chwalińska ostatecznie wygrała 6:3. Nasza rodaczka uporała się z rywalką w 114 minut. Polka zagra o finał już w najbliższy poniedziałek.

    Iga Świątek odpadła z turnieju
    Z kolei Iga Świątek odpadła w czwartej rundzie wielkoszlemowego turnieju. Rozstawiona z numerem trzecim polska tenisistka przegrała z Ukrainką Martą Kostiuk 5:7, 1:6.

    Dla 24-letniej Kostiuk było to pierwsze zwycięstwo nad Świątek. W trzech wcześniejszych spotkaniach Polka nie straciła z Ukrainką nawet seta.

    Porażka oznaczała zakończenie starań Świątek o piąty w karierze tytuł na paryskich kortach. Polka triumfowała w Roland Garros w latach 2020, 2022, 2023 i 2024.

    Kostiuk przed turniejem pozostawała jedną z najbardziej rozpędzonych zawodniczek sezonu na kortach ziemnych, notując serię 15 zwycięstw z rzędu na tej nawierzchni.

    Historia Roland Garros. Najważniejszy turniej tenisa na kortach ceglanych
    Iga Świątek pokonała Magdę Linette. Pierwszy taki mecz w historii

  • Ależ to był popis Chwalińskiej. Reakcja rywalki mówi wszystko

    Ależ to był popis Chwalińskiej. Reakcja rywalki mówi wszystko

    Maja Chwalińska walczy w historycznym dla siebie, ponieważ pierwszym ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. W jednej z akcji Polka popisała się prawdziwą wirtuozerią.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska trafiła w ćwierćfinale wielkoszlemowego Roland Garros na dysponującą mocnym serwisem i uderzeniem Annę Kalinską.

    Sposobem na wyeliminowanie Anny Kalinskiej ma być techniczna, różnorodna gra Mai Chwalińskiej. Jej próbka była w jednym z gemów serwisowych Polki na 30-15.

    W długiej wymianie tenisistki wymieniały się uderzeniami zarówno po skosie, jak i po prostej. Rosjanka próbowała przyspieszać, ale Maja Chwalińska dzielnie przerzucała piłkę na drugą stronę siatki.

    pokazała jedną ze swoich ulubionych kombinacji skrót i lob. Anna Kalinska zdążyła do dropshota, ale po lobie pozostało jej odprowadzić piłkę i bić brawo przeciwniczce. Jej reakcja mówiła wszystko!

    – Fantastycznie, najlepsza wymiana meczu. Zakręciła dosłownie i w przenośni Anną Kalinską nasza Maja – mówiła komentująca spotkanie w Eurosporcie Justyna Kostyra.

  • Chwalińska gra o półfinał. Przykre obrazki na Roland Garros

    Chwalińska gra o półfinał. Przykre obrazki na Roland Garros

    Maja Chwalińska debiutuje w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego. Jak na tak daleką fazę turnieju, frekwencja w Paryżu jest daleka od powalającej.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska i Anna Kalinska rozpoczęły dzień na korcie Philippe’a-Chatriera. Ich mecz, o awans do półfinału Roland Garros, czyli o wysoką stawkę, wystartował o godzinie 11.

    Na trybunach nie było tłumów, frekwencja kibiców była daleka od zachwycającej. Rywalizacja na korcie dopiero rozpoczynała się, a i pogoda przestała sprzyjać. Zrobiło się pochmurnie i wietrznie, a nie jak w pierwszym tygodniu turnieju słonecznie.

    Nie ma też wątpliwości, że Maja Chwalińska i Anna Kalinska nie należą do czołówki tenisowej pod względem popularności. Polka dopiero co załapała się do najlepszej setki rankingu, a nawet topowej “50”.

    Dziennikarz Łukasz Jachimiak z redakcji sport.pl zrobił zdjęcie tuż przed rozpoczęciem meczu. Następnie liczba miłośników tenisa na trybunach powinna zwiększać się, ale do kompletu na pewno będzie daleko.

  • Komentatorzy aż się zaśmiali. Chwalińska miała ogromnego farta

    Komentatorzy aż się zaśmiali. Chwalińska miała ogromnego farta

    Polka od pierwszego seta postawiła trudne warunki gry Annie Kalinskiej. Miała też szczęście, kiedy po nieczystym uderzeniu piłka prześlizgnęła się po taśmie.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska przystąpiła po raz pierwszy w karierze do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego. Przed tym sezonem polska rewelacja nawet nie była w głównej drabince Roland Garros.

    Po pokonaniu kilku uznanych tenisistek, Maja Chwalińska trafiła na Annę Kalinskę w ćwierćfinale. Próbuje przeciwstawić swój urozmaicony sposób grania mocnym uderzeniom Rosjanki.

    Maja Chwalińska musiała zmagać się z podmuchami wiatru, które na dużym korcie Philippe’a-Chatriera były odczuwalne również dla tenisistek.

    Rozwiń
    twitter
    Zobacz post na Twitterze
    Krótko po rozpoczęciu meczu, w przegranym gemie serwisowym, Maja Chwalińska miała dużo szczęścia. Po nieczystym zagraniu zza linii końcowej piłka nabrała dziwnej rotacji i prześlizgnęła się po taśmie na stronę Rosjanki.

    Anna Kalinska była mocno zawiedziona obrotem wydarzeń, a Polce pozostało podnieść dłoń w geście przeprosin. Jak się okazało, była to tylko jedna z dwóch sytuacji, w których Maja Chwalińska dostała “pomoc” od siatki.

  • Opowiedział, z czym mierzyła się Chwalińska. “Rakieta wylatywała jej z ręki”

    Opowiedział, z czym mierzyła się Chwalińska. “Rakieta wylatywała jej z ręki”

    Polka ma przed sobą ćwierćfinał Roland Garros. Droga do niego była wyboista. O problemach ze zdrowiem Mai Chwalińskiej opowiedział jej trener Jaroslav Machovsky w rozmowie z TVP Sport.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska rozegra w środę o godzinie 11 swój ósmy w tym sezonie mecz na kortach Roland Garros. W drodze do turnieju głównego odniosła trzy zwycięstwa w kwalifikacjach. Następnie była mocniejsza niż Qinwen Zheng, Elise Mertens, Maria Sakkari i Diane Parry. W ten sposób dostała do ćwierćfinału, w którym przeciwniczką będzie Anna Kalinska.

    Polka debiutuje w najlepszej ósemce turnieju wielkoszlemowego, jest po raz pierwszy już w głównej drabince Roland Garros. Jest jedną z największych rewelacji tenisowych ostatnich tygodni.

    Jednym z twórców sukcesu Mai Chwalińskiej jest trener Jaroslav Machovsky, który już mocno zżył się z 24-letnią tenisistką. – Nasza relacja to już jak ojciec z córką. Mamy bardzo dobry kontakt. Wiem, że Maja bardzo mi ufa. Zawsze mówi mi wszystko – mówi Czech w rozmowie z TVP Sport.

    Jaroslav Machovsky powraca do trudnego czasu w karierze reprezentantki Polski. Mierzyła się z kilkoma problemami zdrowotnymi, które kumulowały się i stawiały pod dużym znakiem zapytania dołączenie do światowej czołówki.

    – Kontuzja nadgarstka była bardzo bolesna. Bolały ją nerwy. Długo pracowaliśmy nad tym, by doprowadzić to do względnego porządku. Kiedy udało się opanować sytuację, pojechaliśmy do Argentyny na turniej. Wtedy pojawiły się kolejne problemy. W samolocie uszkodziła sobie nerw łokciowy – mówi Machovsky.

    Maja Chwalińska przeszła zakażenie COVID, co zbiegło się z brakiem czucia w palcach dłoni.

    – Kiedy wróciła po izolacji, chciała grać. Bolał ją łokieć, nie czuła trzech palców, więc rakieta wylatywała jej z ręki. To był dla niej cios. Jakoś to zaleczyliśmy, graliśmy eliminacje w Paryżu, a później Wimbledon. I wtedy nastała depresja – mówi trener Mai Chwalińskiej.

    Problem z depresją spowodował brak radości z gry w tenisa. Chwalińska okupowała płaczem każdy trening, a wyniki meczów miały diametralny wpływ na jej samoocenę. Był to bardzo trudny okres nie tylko sportowo, ale również prywatnie.

    Przed Mają Chwalińską najważniejszy dotąd mecz w karierze. O godzinie 11 rozpocznie starcie z Anną Kalinską na korcie Philippe’a-Chatriera.

  • Zobaczył występ Świątek, nie mógł czekać. Błyskawiczny werdykt. “Ujawniły się demony”

    Zobaczył występ Świątek, nie mógł czekać. Błyskawiczny werdykt. “Ujawniły się demony”

    Iga Świątek pożegnała się z turniejem Roland Garros 2026 już na etapie czwartej rundy. Tak źle w Paryżu Polka nie wypadła w tej dekadzie. Mecz z Martą Kostiuk pozostawił wiele pytań, na które Iga musi znaleźć odpowiedzi. Próbują to zrobić także eksperci. – Powiedziałbym, że był to najgorszy mecz Igi, jaki kiedykolwiek widziałem w jej wykonaniu – ocenił Davi

    Iga Świątek do turnieju rangi Wielkiego Szlema na kortach Rolanda Garrosa przystępowała po naprawdę udanym występie w imprezie WTA 1000. W Rzymie Polka spisała się nieźle. Pierwszy raz w tym sezonie awansowała do półfinału. W tym stoczyła naprawdę zacięty bój z Eliną Switoliną.

    Tak Iga Świątek wsparła Cancer Fighters. Walka do ostatniej minuty aukcji

    Ostatecznie przegrała, ale pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Wydawało się, że kolejne tygodnie treningów pod wodzą Francisco Roiga na ukochanych paryskich kortach powinny jedynie podnieść poziom Igi. Niestety stało się nieco inaczej. Pierwsze trzy mecze były całkiem udane.

    Świątek pod ścianą. “Dosłownie tam pękła”
    W czwartej rundzie przyszedł jednak test, którego Iga nie zdała. Świątek przegrała z Martą Kostiuk. W pierwszym secie rywalizacja była wyrównana. W drugim Ukrainka kompletnie zdominowała Polkę i zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju. O występie Igi zaczął zaś dyskutować cały tenisowy świat.

    Nie inaczej było w redakcji “The Tennis Podcast”. O dyspozycji Polki rozmawiali: David Law, Catherine Whitaker i Matthew Roberts. Najbardziej dobitnie dyspozycję Świątek opisał Law, który wyraźnie nie zamierzał używać łagodnych słów. Zrobił wręcz przeciwnie, dobitnie opisując swoje odczucia.

    – Straciła serwis sześć razy z rzędu. Myślę, że prawdopodobnie tym powracającym aspektem jej gry, o którym mówiliśmy najczęściej i który wydaje się pogarszać od około dwóch lat, jest właśnie serwis. To dla niej ogromny problem – rozpoczął brytyjski komentator sportowy.

    – Powiedziałbym, że był to najgorszy mecz Igi, jaki kiedykolwiek widziałem w jej wykonaniu, na pewno na tym korcie. To było naprawdę smutne widowisko. Właściwie to było dla mnie trudne doświadczenie, widzieć wielką mistrzynię grającą w ten sposób na swoim ulubionym korcie – dodał dziennikarz.

    Francuzka przyglądała się Chwalińskiej. Wydała werdykt. “To największy atut”

    – Myślę, że właśnie z tego powodu dzisiejszy dzień naprawdę ją zaskoczył, ponieważ wszystkie demony ujawniły się jednocześnie, w najgorszym możliwym momencie – oceniła Whitaker.

    – Jeśli zapytasz mnie dzisiaj, czy zdobędzie kolejny tytuł wielkoszlemowy, to prawdopodobnie nadal skłaniałbym się ku odpowiedzi twierdzącej, ale nie jestem co do tego zbyt pewny. Nie jestem wcale pewien, czy znów będzie naprawdę dominującą zawodniczką, która osiąga serie zwycięstw i zdobywa trzy tytuły Roland Garros z rzędu. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy już tego nie zobaczyli – dodał do tego Roberts.

    Whitaker wzięła także pod lupę konferencję prasową Igi. – Nie spodziewałam się tego, co stało się na konferencji prasowej. Zazwyczaj po wielkich porażkach szybko się irytuje, jest defensywna i zamyka się w sobie. I całkowicie to rozumiem. Ale tym razem była niesamowicie otwarta. Wyglądało to tak, jakby dosłownie tama pękła i sięgnęła dna. Martwię się o nią, zwłaszcza że ma tyle punktów do obrony na trawie – podsumowała.

    Teraz przed Igą Świątek krótki czas odpoczynku. Polka może zregenerować się przed bardzo ważnym okresem gry na trawie. Do rywalizacji ma wrócić w Bad Homburg, gdzie rok temu dotarła do finału. Później postara się obronić tytuł w Wimbledonie. Łącznie na trawie Iga bronić będzie aż 2325 punktów.

  • Wstrząsające słowa pogromczyni Igi Świątek. Ukrainka bez hamulców do Rosjan

    Wstrząsające słowa pogromczyni Igi Świątek. Ukrainka bez hamulców do Rosjan

    – Wszyscy są dorośli. Wiedzą, o czym mówią. Wiedzą, co się dzieje. Mają telefony. Mają Instagram. Mają wiadomości. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Wybierają strategię, która im odpowiada. Chciałabym, żeby było jaśniejsze stanowisko w sprawie tego, co się dzieje, zwłaszcza że ten kraj zabija innych ludzi. Nie wiem, jak można spać spokojnie, wiedząc, że to się dzieje i nie mieć nic do powiedzenia – mówiła poruszona Marta Kostiuk, która w ukraińskim hicie w Rolandzie Garrosie pokonała Elinę Switolinę, meldując się w półfinale. Podopieczna polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej

    article cover
    Marta KostiukArtur GacPUSTE
    W normalnych okolicznościach po takim meczu, jaki rozegrały Marta Kostiuk i Elina Switolina, absolutnie najwięcej powinno się mówić o aspekcie sportowym. Jest to jednak wielka sprawa dla każdego kraju, gdy dwójka jego przedstawicieli dochodzi do najlepszej ósemki jednego z najlepszych turniejów świata. A po trzysetowym pojedynku jedna z nich, właśnie Kostiuk, wchodzi do półfinału.

    Marta Kostiuk krytykuje oportunistów w sprawie wojny
    Sytuacja od dawna nie jest jednak normalna, a to wszystko za sprawą wojny Rosji w Ukrainie. Napięcia widać między innymi także tutaj, zwłaszcza że w najlepszej ósemce turnieju są aż cztery sportsmenki, reprezentujące kraj agresora. Jedne, jak Anna Kalinska, potępiały wojnę, inne zaś wolą przyjmować w najlepszym razie co najwyżej neutralne stanowisko.

    Nieoczekiwanie na konferencji prasowej pojawił się temat… Ołeksandra Usyka, giganta boksu zawodowego i wagi ciężkiej. To jeden z tych atletów, który w ciężkich latach wojny dodaje swoim rodaków bojowego ducha walki. Podopieczna polskiej trenerki Sandy Zaniewskiej, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała Igę Świątek, pokłoniła się legendzie Usyka, ale także zwróciła uwagę na innych rodaków uprawiających sport, w tym właśnie tenisistki.

    – Bardzo mnie cieszy, że wszyscy sportowcy starają się jakoś przetrwać i wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Oczywiście każdy radzi sobie z tym inaczej, ale teraz, po czterech latach, widać, jak bardzo są odporni. Większość ukraińskich sportowców wraca na Ukrainę, żeby trenować. Nie mają takiego przywileju, jak na przykład ja, czy inni tenisiści, żeby ciągle podróżować i unikać niebezpieczeństwa, więc tam trenują i żyją. Jestem z nich wszystkich bardzo dumna i bardzo szczęśliwa, że mogę reprezentować Ukrainę, zwłaszcza po dzisiejszym meczu. Biorąc pod uwagę to wszystko, dla mnie bycie tutaj to prawdziwe błogosławieństwo i nie myślę o wygranej. To nie jest dla mnie najważniejsze. Jestem tu, żeby reprezentować Ukrainę i cieszyć się – zadeklarowała Kostiuk.

    Przed nią właśnie bój z Rosjanką, czyli starcie z Mirrą Andriejewą. Kostiuk stwierdziła, że gdyby nie potrafiła pozasportowych spraw odłożyć na bok w momencie wyjścia na kort, nie dawałaby rady już pokonać tej rywalki. Zapytana, czy nie mierzi ją, w jaki sposób wypowiadają się właśnie Andriejewa, czy Diana Sznajder, jakby nie widziały wojny, odniosła się do kwestii, czy to wywołuje w niej frustrację.

    – Cóż, dla mnie to już nie jest frustrujące. Wszyscy są dorośli. Wiedzą, o czym mówią. Wiedzą, co się dzieje. Mają telefony. Mają Instagram. Mają wiadomości. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Jeśli chcą tego uniknąć, to muszą się z tym pogodzić, a nie ja. Co mogę powiedzieć? Wybierają strategię, która im odpowiada. Oczywiście niewiele mogę z tym zrobić. Chciałabym, żeby było jaśniejsze stanowisko w sprawie tego, co się dzieje, zwłaszcza że ten kraj zabija innych ludzi. Nie wiem, jak można spać spokojnie, wiedząc, że to się dzieje i i nie mieć nic do powiedzenia – odparła Kostiuk.

    Team Chwalińskiej i PZT reagują. Specjalny wniosek przed meczem z Rosjanką

    I podaje przykład rosyjskiej sportsmenki, która mimo opresyjności aparatu jej państwa, skrytykowała zbrodniarza Putina.

    – Znam ludzi, którzy opuścili Rosję w momencie wybuchu wojny, sprzedali wszystkie swoje interesy, zostawili wszystko, bo po prostu nie zgadzają się z tym, co ich kraj robi innym ludziom. To ich sposób na protest lub publicznie to potępiają. Najlepszym przykładem jest Daria Kasatkina. Wiem, że kiedy mówiła o tym publicznie, ludzie przychodzili do jej rodziców, do mieszkania jej rodziców, straszyli ich i tak dalej. To nie powstrzymało jej przed zmianą obywatelstwa, a nawet przed wyprowadzką. Myślę, że po czterech latach ludzie jasno dali do zrozumienia, po czyjej stronie stoją. Powtarzam, to ich brzemię i to oni z tym żyją, nie ja – podsumowała 23-letnia Kostiuk.

  • Ukraińskie korzenie, pasja do sztuki i jamnik, który podbija serce kibiców. Z nią zagra Chwalińska

    Ukraińskie korzenie, pasja do sztuki i jamnik, który podbija serce kibiców. Z nią zagra Chwalińska

    Choć reprezentuje Rosję, ma ukraińskie korzenie. Anna Kalinska, ćwierćfinałowa rywalka Mai Chwalińskiej w Rolandzie Garrosie, mogła grać zawodowo w badmintona, gdyby poszła w ślady rodziców.

    Dodaj tag Anna Kalinska do ulubionych
    Urodziła się w Moskwie, w przeciwieństwie do Mai Chwalińskiej, pochodzi ze sportowej rodziny. Nic więc dziwnego, że zawsze ciągnęło ją do sportu. Jej rodzice, Elena i Nikołaj, zawodowo grali w badmintona. Brat Nikołaj natomiast wybrał piłkę nożną, udało mu się nawet trafić do kadr młodzieżowych w reprezentacji Rosji.

    Anna Kalinska w tenisa zaczęła grać… na Ukrainie. Jej babcia i mama pochodzą z Dniepru. To właśnie tam każde lato spędzała aktualna 24. tenisistka globu.

    – Moja kuzynka grała w tenisa. Chciałam robić dokładnie to, co ona, więc postanowiłam spróbować. Miałam małą rakietę – pamiętam, jak mama zapytała mnie któregoś dnia, czy chcę nową, tylko dla siebie, bo ta pierwsza była chyba pożyczona. Zaczęłam grać w grupie dzieciaków – wspominała w rozmowie z “The Second Serve”.

    Poza tenisem próbowała jeszcze swoich sił w badmintonie i pływanie, ale to tenis skradł jej serce i została przy tej dyscyplinie. Jako 14-latka wyjechała sama do USA, a potem do akademii Mouratoglou we Francji, a rodzice wspierali ją na każdym etapie kariery.

    Walka z rywalkami i kontuzjami
    Niemal od początku uchodziła za wielki talent. W 2015 roku dotarła do finału juniorskiego Rolanda Garrosa, a rok później sięgnęła po tytuł w grze podwójnej w Australian Open.

    W seniorskich rozgrywkach długo nie mogła się odnaleźć. Przełom nastąpił dopiero w 2022 roku, kiedy rozgościła się w Top 100. W kolejnym sezonie doznała trudnej kontuzji ścięgna podkolanowego. – Nauczyłam się być dla siebie łagodniejsza. Przestałam zadawać sobie pytania: “Dlaczego ja? Dlaczego teraz?”. Zrozumiałam, że nie mam kontroli nad wszystkim, ale mogę kontrolować swoje myśli. Z natury jestem pozytywną osobą, więc po prostu postanowiłam, że nie będę się już złościć – mówiła w rozmowie z “Flaunt Magazine”.

    Choć na swój pierwszy tytuł w cyklu WTA wciąż czeka, udało jej się wygrać m.in. z Igą Świątek, Coco Gauff czy z Jeleną Rybakiną. Do tej pory dwa razy była w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego, Australian Open 2023 i Wimbledon 2025. Teraz ma szansę po raz trzeci zagrać o półfinał.

    Sztuka po tenisie
    Poza tenisem pasjonuje się modą i sztuką. Jeśli tylko ma czas, to podczas turniejów zwiedza muzea i galerie sztuki. Śmieje się, że w dni wolne od gry, woli zrezygnować ze sportowych ubrań, ale ciuchy mają odzwierciedlać jej nastrój. Wśród ulubionych domów mody wymienia Chanel i Miu Miu.

    Kalinska przyznaje się też do obsesji, jeśli chodzi o… buty! Nie chce jednak wyjawić, ile dokładnie ma par. – Slyszałam, że Alex de Minaur (australijski tenisista – przyp.red.) ma ich ponad 100. Myślę, że ja mam więcej, sumując sportowe sneakersy i szpilki – podkreśliła.

    W Tourze przyjaźni się z Darią Kasatkiną oraz Aryną Sabalenką. – Stała się lepszą zawodniczką, nie poddaje się tak łatwo, zdecydowanie zaczęła grać trochę agresywniej, z większą pewnością siebie – mówiła Białorusinka o Rosjance dwa lata temu w “The Second Serve”. Kasatkina dodała natomiast, że Kalinska w ogóle się nie zmieniła od momentu, kiedy weszła do czołówki.

    27-latka była też jedną z Rosjanek, która sprzeciwiała się wojnie, choć nie tak głośno, jak Kasatkina, która ostatecznie nawet zmieniła obywatelstwo na australijskie. Kalinska dwa tygodnie po rozpoczęciu inwacji na Ukrainę występowała podczas turnieju Indian Wells w butach z malutkim napisem: “No war” (tłum. “nie – dla wojny”).

    Męski tenis? Tak!
    W jednym z vlogów Kasatkiny stwierdziła, że w Tourze jest “wiele żmij” wśród tenisistek. W rozmowach z dziennikarzy nie chciała jednak rozwijać tej kwestii. – Trzeba być bardzo ostrożnym, bo w końcu mamy ten sam zawodów. Ale wielu ludzi jest zazdrosnych i potrafi być dwulicowych – to właśnie miałam na myśli – doprecyzowała tenisistka z Moskwy.

    W przeciwieństwie do wielu tenisistów i tenisistek, ogląda inne mecze tenisa, szczególnie jeśli chodzi o rozgrywki męskie. Choć spotykała się z Nickiem Kyrgiosem (w 2020 roku) i Jannikiem Sinnerem (2022-2023), żadnego z nich nie wskazała jako tego zawodnika, którego oglądała najchętniej. Jest fanką Rogera Federera i Rafaela Nadala.

    Podczas turniejów towarzyszy jej Bella, jamnik długowłosy. Piesek podbił serca kibiców, kiedy po jednym z meczów w Waszyngtonie wbiegł na kort i pobiegł do tenisistki. Organizatorzy wyprodukowali dla suczki nawet jej własny identyfikator. Nagrania z pupilem Kalinskiej regularnie pojawiają się w jej mediach społecznościowych.

    Rosjanka w Paryżu odprawiła kolejno Lois Boisson, Alinę Korniejewą, Camilę Osorio oraz Anastazję Potapową. Ostatni mecz rozstrzygnął się dopiero w super tie-breaku w trzecim secie. Rosjanka utykała już przez skurcze, ale lepiej wytrzymała nerwową końcówkę.

    Stuart Duguid, były menedżer sióstr Radwańskich, właściciel agencji Evolve, która prowadzi karierę Kalinskiej, uważa że Rosjanka to kandydatka na jedną z największych gwiazd tenisa, z szansą na wielomilionowe kontrakty. I że jeśli tylko przestaną ją nękać kontuzje, osiągnie to.