Author: iamgoodluck

  • Opowiedział, z czym mierzyła się Chwalińska. “Rakieta wylatywała jej z ręki”

    Opowiedział, z czym mierzyła się Chwalińska. “Rakieta wylatywała jej z ręki”

    Polka ma przed sobą ćwierćfinał Roland Garros. Droga do niego była wyboista. O problemach ze zdrowiem Mai Chwalińskiej opowiedział jej trener Jaroslav Machovsky w rozmowie z TVP Sport.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska rozegra w środę o godzinie 11 swój ósmy w tym sezonie mecz na kortach Roland Garros. W drodze do turnieju głównego odniosła trzy zwycięstwa w kwalifikacjach. Następnie była mocniejsza niż Qinwen Zheng, Elise Mertens, Maria Sakkari i Diane Parry. W ten sposób dostała do ćwierćfinału, w którym przeciwniczką będzie Anna Kalinska.

    Polka debiutuje w najlepszej ósemce turnieju wielkoszlemowego, jest po raz pierwszy już w głównej drabince Roland Garros. Jest jedną z największych rewelacji tenisowych ostatnich tygodni.

    Jednym z twórców sukcesu Mai Chwalińskiej jest trener Jaroslav Machovsky, który już mocno zżył się z 24-letnią tenisistką. – Nasza relacja to już jak ojciec z córką. Mamy bardzo dobry kontakt. Wiem, że Maja bardzo mi ufa. Zawsze mówi mi wszystko – mówi Czech w rozmowie z TVP Sport.

    Jaroslav Machovsky powraca do trudnego czasu w karierze reprezentantki Polski. Mierzyła się z kilkoma problemami zdrowotnymi, które kumulowały się i stawiały pod dużym znakiem zapytania dołączenie do światowej czołówki.

    – Kontuzja nadgarstka była bardzo bolesna. Bolały ją nerwy. Długo pracowaliśmy nad tym, by doprowadzić to do względnego porządku. Kiedy udało się opanować sytuację, pojechaliśmy do Argentyny na turniej. Wtedy pojawiły się kolejne problemy. W samolocie uszkodziła sobie nerw łokciowy – mówi Machovsky.

    Maja Chwalińska przeszła zakażenie COVID, co zbiegło się z brakiem czucia w palcach dłoni.

    – Kiedy wróciła po izolacji, chciała grać. Bolał ją łokieć, nie czuła trzech palców, więc rakieta wylatywała jej z ręki. To był dla niej cios. Jakoś to zaleczyliśmy, graliśmy eliminacje w Paryżu, a później Wimbledon. I wtedy nastała depresja – mówi trener Mai Chwalińskiej.

    Problem z depresją spowodował brak radości z gry w tenisa. Chwalińska okupowała płaczem każdy trening, a wyniki meczów miały diametralny wpływ na jej samoocenę. Był to bardzo trudny okres nie tylko sportowo, ale również prywatnie.

    Przed Mają Chwalińską najważniejszy dotąd mecz w karierze. O godzinie 11 rozpocznie starcie z Anną Kalinską na korcie Philippe’a-Chatriera.

  • Zobaczył występ Świątek, nie mógł czekać. Błyskawiczny werdykt. “Ujawniły się demony”

    Zobaczył występ Świątek, nie mógł czekać. Błyskawiczny werdykt. “Ujawniły się demony”

    Iga Świątek pożegnała się z turniejem Roland Garros 2026 już na etapie czwartej rundy. Tak źle w Paryżu Polka nie wypadła w tej dekadzie. Mecz z Martą Kostiuk pozostawił wiele pytań, na które Iga musi znaleźć odpowiedzi. Próbują to zrobić także eksperci. – Powiedziałbym, że był to najgorszy mecz Igi, jaki kiedykolwiek widziałem w jej wykonaniu – ocenił Davi

    Iga Świątek do turnieju rangi Wielkiego Szlema na kortach Rolanda Garrosa przystępowała po naprawdę udanym występie w imprezie WTA 1000. W Rzymie Polka spisała się nieźle. Pierwszy raz w tym sezonie awansowała do półfinału. W tym stoczyła naprawdę zacięty bój z Eliną Switoliną.

    Tak Iga Świątek wsparła Cancer Fighters. Walka do ostatniej minuty aukcji

    Ostatecznie przegrała, ale pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Wydawało się, że kolejne tygodnie treningów pod wodzą Francisco Roiga na ukochanych paryskich kortach powinny jedynie podnieść poziom Igi. Niestety stało się nieco inaczej. Pierwsze trzy mecze były całkiem udane.

    Świątek pod ścianą. “Dosłownie tam pękła”
    W czwartej rundzie przyszedł jednak test, którego Iga nie zdała. Świątek przegrała z Martą Kostiuk. W pierwszym secie rywalizacja była wyrównana. W drugim Ukrainka kompletnie zdominowała Polkę i zapewniła sobie awans do ćwierćfinału turnieju. O występie Igi zaczął zaś dyskutować cały tenisowy świat.

    Nie inaczej było w redakcji “The Tennis Podcast”. O dyspozycji Polki rozmawiali: David Law, Catherine Whitaker i Matthew Roberts. Najbardziej dobitnie dyspozycję Świątek opisał Law, który wyraźnie nie zamierzał używać łagodnych słów. Zrobił wręcz przeciwnie, dobitnie opisując swoje odczucia.

    – Straciła serwis sześć razy z rzędu. Myślę, że prawdopodobnie tym powracającym aspektem jej gry, o którym mówiliśmy najczęściej i który wydaje się pogarszać od około dwóch lat, jest właśnie serwis. To dla niej ogromny problem – rozpoczął brytyjski komentator sportowy.

    – Powiedziałbym, że był to najgorszy mecz Igi, jaki kiedykolwiek widziałem w jej wykonaniu, na pewno na tym korcie. To było naprawdę smutne widowisko. Właściwie to było dla mnie trudne doświadczenie, widzieć wielką mistrzynię grającą w ten sposób na swoim ulubionym korcie – dodał dziennikarz.

    Francuzka przyglądała się Chwalińskiej. Wydała werdykt. “To największy atut”

    – Myślę, że właśnie z tego powodu dzisiejszy dzień naprawdę ją zaskoczył, ponieważ wszystkie demony ujawniły się jednocześnie, w najgorszym możliwym momencie – oceniła Whitaker.

    – Jeśli zapytasz mnie dzisiaj, czy zdobędzie kolejny tytuł wielkoszlemowy, to prawdopodobnie nadal skłaniałbym się ku odpowiedzi twierdzącej, ale nie jestem co do tego zbyt pewny. Nie jestem wcale pewien, czy znów będzie naprawdę dominującą zawodniczką, która osiąga serie zwycięstw i zdobywa trzy tytuły Roland Garros z rzędu. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy już tego nie zobaczyli – dodał do tego Roberts.

    Whitaker wzięła także pod lupę konferencję prasową Igi. – Nie spodziewałam się tego, co stało się na konferencji prasowej. Zazwyczaj po wielkich porażkach szybko się irytuje, jest defensywna i zamyka się w sobie. I całkowicie to rozumiem. Ale tym razem była niesamowicie otwarta. Wyglądało to tak, jakby dosłownie tama pękła i sięgnęła dna. Martwię się o nią, zwłaszcza że ma tyle punktów do obrony na trawie – podsumowała.

    Teraz przed Igą Świątek krótki czas odpoczynku. Polka może zregenerować się przed bardzo ważnym okresem gry na trawie. Do rywalizacji ma wrócić w Bad Homburg, gdzie rok temu dotarła do finału. Później postara się obronić tytuł w Wimbledonie. Łącznie na trawie Iga bronić będzie aż 2325 punktów.

  • Wstrząsające słowa pogromczyni Igi Świątek. Ukrainka bez hamulców do Rosjan

    Wstrząsające słowa pogromczyni Igi Świątek. Ukrainka bez hamulców do Rosjan

    – Wszyscy są dorośli. Wiedzą, o czym mówią. Wiedzą, co się dzieje. Mają telefony. Mają Instagram. Mają wiadomości. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Wybierają strategię, która im odpowiada. Chciałabym, żeby było jaśniejsze stanowisko w sprawie tego, co się dzieje, zwłaszcza że ten kraj zabija innych ludzi. Nie wiem, jak można spać spokojnie, wiedząc, że to się dzieje i nie mieć nic do powiedzenia – mówiła poruszona Marta Kostiuk, która w ukraińskim hicie w Rolandzie Garrosie pokonała Elinę Switolinę, meldując się w półfinale. Podopieczna polskiej trenerki Sandry Zaniewskiej

    article cover
    Marta KostiukArtur GacPUSTE
    W normalnych okolicznościach po takim meczu, jaki rozegrały Marta Kostiuk i Elina Switolina, absolutnie najwięcej powinno się mówić o aspekcie sportowym. Jest to jednak wielka sprawa dla każdego kraju, gdy dwójka jego przedstawicieli dochodzi do najlepszej ósemki jednego z najlepszych turniejów świata. A po trzysetowym pojedynku jedna z nich, właśnie Kostiuk, wchodzi do półfinału.

    Marta Kostiuk krytykuje oportunistów w sprawie wojny
    Sytuacja od dawna nie jest jednak normalna, a to wszystko za sprawą wojny Rosji w Ukrainie. Napięcia widać między innymi także tutaj, zwłaszcza że w najlepszej ósemce turnieju są aż cztery sportsmenki, reprezentujące kraj agresora. Jedne, jak Anna Kalinska, potępiały wojnę, inne zaś wolą przyjmować w najlepszym razie co najwyżej neutralne stanowisko.

    Nieoczekiwanie na konferencji prasowej pojawił się temat… Ołeksandra Usyka, giganta boksu zawodowego i wagi ciężkiej. To jeden z tych atletów, który w ciężkich latach wojny dodaje swoim rodaków bojowego ducha walki. Podopieczna polskiej trenerki Sandy Zaniewskiej, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała Igę Świątek, pokłoniła się legendzie Usyka, ale także zwróciła uwagę na innych rodaków uprawiających sport, w tym właśnie tenisistki.

    – Bardzo mnie cieszy, że wszyscy sportowcy starają się jakoś przetrwać i wyjść z tej sytuacji obronną ręką. Oczywiście każdy radzi sobie z tym inaczej, ale teraz, po czterech latach, widać, jak bardzo są odporni. Większość ukraińskich sportowców wraca na Ukrainę, żeby trenować. Nie mają takiego przywileju, jak na przykład ja, czy inni tenisiści, żeby ciągle podróżować i unikać niebezpieczeństwa, więc tam trenują i żyją. Jestem z nich wszystkich bardzo dumna i bardzo szczęśliwa, że mogę reprezentować Ukrainę, zwłaszcza po dzisiejszym meczu. Biorąc pod uwagę to wszystko, dla mnie bycie tutaj to prawdziwe błogosławieństwo i nie myślę o wygranej. To nie jest dla mnie najważniejsze. Jestem tu, żeby reprezentować Ukrainę i cieszyć się – zadeklarowała Kostiuk.

    Przed nią właśnie bój z Rosjanką, czyli starcie z Mirrą Andriejewą. Kostiuk stwierdziła, że gdyby nie potrafiła pozasportowych spraw odłożyć na bok w momencie wyjścia na kort, nie dawałaby rady już pokonać tej rywalki. Zapytana, czy nie mierzi ją, w jaki sposób wypowiadają się właśnie Andriejewa, czy Diana Sznajder, jakby nie widziały wojny, odniosła się do kwestii, czy to wywołuje w niej frustrację.

    – Cóż, dla mnie to już nie jest frustrujące. Wszyscy są dorośli. Wiedzą, o czym mówią. Wiedzą, co się dzieje. Mają telefony. Mają Instagram. Mają wiadomości. Doskonale wiedzą, co się dzieje. Jeśli chcą tego uniknąć, to muszą się z tym pogodzić, a nie ja. Co mogę powiedzieć? Wybierają strategię, która im odpowiada. Oczywiście niewiele mogę z tym zrobić. Chciałabym, żeby było jaśniejsze stanowisko w sprawie tego, co się dzieje, zwłaszcza że ten kraj zabija innych ludzi. Nie wiem, jak można spać spokojnie, wiedząc, że to się dzieje i i nie mieć nic do powiedzenia – odparła Kostiuk.

    Team Chwalińskiej i PZT reagują. Specjalny wniosek przed meczem z Rosjanką

    I podaje przykład rosyjskiej sportsmenki, która mimo opresyjności aparatu jej państwa, skrytykowała zbrodniarza Putina.

    – Znam ludzi, którzy opuścili Rosję w momencie wybuchu wojny, sprzedali wszystkie swoje interesy, zostawili wszystko, bo po prostu nie zgadzają się z tym, co ich kraj robi innym ludziom. To ich sposób na protest lub publicznie to potępiają. Najlepszym przykładem jest Daria Kasatkina. Wiem, że kiedy mówiła o tym publicznie, ludzie przychodzili do jej rodziców, do mieszkania jej rodziców, straszyli ich i tak dalej. To nie powstrzymało jej przed zmianą obywatelstwa, a nawet przed wyprowadzką. Myślę, że po czterech latach ludzie jasno dali do zrozumienia, po czyjej stronie stoją. Powtarzam, to ich brzemię i to oni z tym żyją, nie ja – podsumowała 23-letnia Kostiuk.

  • Ukraińskie korzenie, pasja do sztuki i jamnik, który podbija serce kibiców. Z nią zagra Chwalińska

    Ukraińskie korzenie, pasja do sztuki i jamnik, który podbija serce kibiców. Z nią zagra Chwalińska

    Choć reprezentuje Rosję, ma ukraińskie korzenie. Anna Kalinska, ćwierćfinałowa rywalka Mai Chwalińskiej w Rolandzie Garrosie, mogła grać zawodowo w badmintona, gdyby poszła w ślady rodziców.

    Dodaj tag Anna Kalinska do ulubionych
    Urodziła się w Moskwie, w przeciwieństwie do Mai Chwalińskiej, pochodzi ze sportowej rodziny. Nic więc dziwnego, że zawsze ciągnęło ją do sportu. Jej rodzice, Elena i Nikołaj, zawodowo grali w badmintona. Brat Nikołaj natomiast wybrał piłkę nożną, udało mu się nawet trafić do kadr młodzieżowych w reprezentacji Rosji.

    Anna Kalinska w tenisa zaczęła grać… na Ukrainie. Jej babcia i mama pochodzą z Dniepru. To właśnie tam każde lato spędzała aktualna 24. tenisistka globu.

    – Moja kuzynka grała w tenisa. Chciałam robić dokładnie to, co ona, więc postanowiłam spróbować. Miałam małą rakietę – pamiętam, jak mama zapytała mnie któregoś dnia, czy chcę nową, tylko dla siebie, bo ta pierwsza była chyba pożyczona. Zaczęłam grać w grupie dzieciaków – wspominała w rozmowie z “The Second Serve”.

    Poza tenisem próbowała jeszcze swoich sił w badmintonie i pływanie, ale to tenis skradł jej serce i została przy tej dyscyplinie. Jako 14-latka wyjechała sama do USA, a potem do akademii Mouratoglou we Francji, a rodzice wspierali ją na każdym etapie kariery.

    Walka z rywalkami i kontuzjami
    Niemal od początku uchodziła za wielki talent. W 2015 roku dotarła do finału juniorskiego Rolanda Garrosa, a rok później sięgnęła po tytuł w grze podwójnej w Australian Open.

    W seniorskich rozgrywkach długo nie mogła się odnaleźć. Przełom nastąpił dopiero w 2022 roku, kiedy rozgościła się w Top 100. W kolejnym sezonie doznała trudnej kontuzji ścięgna podkolanowego. – Nauczyłam się być dla siebie łagodniejsza. Przestałam zadawać sobie pytania: “Dlaczego ja? Dlaczego teraz?”. Zrozumiałam, że nie mam kontroli nad wszystkim, ale mogę kontrolować swoje myśli. Z natury jestem pozytywną osobą, więc po prostu postanowiłam, że nie będę się już złościć – mówiła w rozmowie z “Flaunt Magazine”.

    Choć na swój pierwszy tytuł w cyklu WTA wciąż czeka, udało jej się wygrać m.in. z Igą Świątek, Coco Gauff czy z Jeleną Rybakiną. Do tej pory dwa razy była w ćwierćfinale turnieju wielkoszlemowego, Australian Open 2023 i Wimbledon 2025. Teraz ma szansę po raz trzeci zagrać o półfinał.

    Sztuka po tenisie
    Poza tenisem pasjonuje się modą i sztuką. Jeśli tylko ma czas, to podczas turniejów zwiedza muzea i galerie sztuki. Śmieje się, że w dni wolne od gry, woli zrezygnować ze sportowych ubrań, ale ciuchy mają odzwierciedlać jej nastrój. Wśród ulubionych domów mody wymienia Chanel i Miu Miu.

    Kalinska przyznaje się też do obsesji, jeśli chodzi o… buty! Nie chce jednak wyjawić, ile dokładnie ma par. – Slyszałam, że Alex de Minaur (australijski tenisista – przyp.red.) ma ich ponad 100. Myślę, że ja mam więcej, sumując sportowe sneakersy i szpilki – podkreśliła.

    W Tourze przyjaźni się z Darią Kasatkiną oraz Aryną Sabalenką. – Stała się lepszą zawodniczką, nie poddaje się tak łatwo, zdecydowanie zaczęła grać trochę agresywniej, z większą pewnością siebie – mówiła Białorusinka o Rosjance dwa lata temu w “The Second Serve”. Kasatkina dodała natomiast, że Kalinska w ogóle się nie zmieniła od momentu, kiedy weszła do czołówki.

    27-latka była też jedną z Rosjanek, która sprzeciwiała się wojnie, choć nie tak głośno, jak Kasatkina, która ostatecznie nawet zmieniła obywatelstwo na australijskie. Kalinska dwa tygodnie po rozpoczęciu inwacji na Ukrainę występowała podczas turnieju Indian Wells w butach z malutkim napisem: “No war” (tłum. “nie – dla wojny”).

    Męski tenis? Tak!
    W jednym z vlogów Kasatkiny stwierdziła, że w Tourze jest “wiele żmij” wśród tenisistek. W rozmowach z dziennikarzy nie chciała jednak rozwijać tej kwestii. – Trzeba być bardzo ostrożnym, bo w końcu mamy ten sam zawodów. Ale wielu ludzi jest zazdrosnych i potrafi być dwulicowych – to właśnie miałam na myśli – doprecyzowała tenisistka z Moskwy.

    W przeciwieństwie do wielu tenisistów i tenisistek, ogląda inne mecze tenisa, szczególnie jeśli chodzi o rozgrywki męskie. Choć spotykała się z Nickiem Kyrgiosem (w 2020 roku) i Jannikiem Sinnerem (2022-2023), żadnego z nich nie wskazała jako tego zawodnika, którego oglądała najchętniej. Jest fanką Rogera Federera i Rafaela Nadala.

    Podczas turniejów towarzyszy jej Bella, jamnik długowłosy. Piesek podbił serca kibiców, kiedy po jednym z meczów w Waszyngtonie wbiegł na kort i pobiegł do tenisistki. Organizatorzy wyprodukowali dla suczki nawet jej własny identyfikator. Nagrania z pupilem Kalinskiej regularnie pojawiają się w jej mediach społecznościowych.

    Rosjanka w Paryżu odprawiła kolejno Lois Boisson, Alinę Korniejewą, Camilę Osorio oraz Anastazję Potapową. Ostatni mecz rozstrzygnął się dopiero w super tie-breaku w trzecim secie. Rosjanka utykała już przez skurcze, ale lepiej wytrzymała nerwową końcówkę.

    Stuart Duguid, były menedżer sióstr Radwańskich, właściciel agencji Evolve, która prowadzi karierę Kalinskiej, uważa że Rosjanka to kandydatka na jedną z największych gwiazd tenisa, z szansą na wielomilionowe kontrakty. I że jeśli tylko przestaną ją nękać kontuzje, osiągnie to.

  • Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Demolka w meczu Cirstei z Andriejewą. Oto pierwsza półfinalistka w Paryżu

    Ćwierćfinał Roland Garros 2026, który początkowo miał być kolejnym etapem marszu Igi Świątek po sukces w Paryżu, ostatecznie przyniósł zupełnie inne emocje. Po niespodziewanej porażce Polki z Martą Kostiuk uwaga kibiców skupiła się na pozostałych uczestniczkach rywalizacji o miejsca w najlepszej czwórce turnieju. Jednym z najbardziej interesujących spotkań dnia było starcie Mirry Andriejewej z Soraną Cirsteą. Zapowiadał się wyrównany pojedynek dwóch zawodniczek będących w świetnej formie, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

    Historia obu tenisistek doskonale pokazuje różnicę pokoleń. Gdy Sorana Cirstea zachwycała kibiców podczas Roland Garros 2009 i docierała do ćwierćfinału imprezy, eliminując po drodze takie gwiazdy jak Alize Cornet, Caroline Wozniacki czy Jelena Janković, Mirra Andriejewa miała zaledwie dwa lata. Wówczas wydawało się, że przed Rumunką otwiera się droga do wielkiej kariery. Choć przez kolejne lata utrzymywała się w światowej czołówce, nigdy nie udało jej się na stałe wejść do ścisłego grona najlepszych zawodniczek świata.

    Dopiero sezon 2026 okazał się dla niej wyjątkowy. Cirstea ogłosiła, że będzie to jej ostatni rok na zawodowych kortach, a jednocześnie zaczęła osiągać wyniki, jakich wcześniej nie notowała. Zdobyła tytuł w Kluż-Napoce, dotarła do półfinałów w Rouen i prestiżowym turnieju w Rzymie, a także po raz pierwszy w karierze pokonała aktualną liderkę rankingu WTA. Dzięki tym rezultatom awansowała na 18. miejsce na świecie – najwyższe w swojej karierze.

    W Paryżu również imponowała. Do ćwierćfinału dotarła bez straty seta, tracąc w czterech meczach zaledwie 16 gemów. Szczególne wrażenie zrobiło jej zwycięstwo 6:0, 6:0 nad Solaną Sierrą. Nic więc dziwnego, że wielu ekspertów spodziewało się interesującego widowiska przeciwko Andriejewej.

    Rosjanka od pierwszych minut pokazała jednak, dlaczego uważa się ją za jedną z największych gwiazd przyszłości kobiecego tenisa. Już teraz może pochwalić się półfinałem i ćwierćfinałem Roland Garros oraz dwoma tytułami rangi WTA 1000. W meczu z Cirsteą zaprezentowała tenis niemal perfekcyjny.

    Pierwszy set był prawdziwym pokazem siły i precyzji 19-latki. Andriejewa znakomicie serwowała, agresywnie atakowała i bezbłędnie kontrolowała przebieg wymian. Rumunka walczyła o każdą piłkę, jednak nie była w stanie znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę. Po zaledwie 22 minutach i kilku sekundach pierwsza partia dobiegła końca wynikiem 6:0 dla Rosjanki.

    Na początku drugiego seta pojawiła się nadzieja na bardziej wyrównaną walkę. Cirstea wygrała pierwszego gema, a następnie stoczyła zaciętą walkę przy serwisie rywalki. Przez chwilę wydawało się, że mecz może nabrać rumieńców. Gdy jednak Rumunka objęła prowadzenie 2:1, Andriejewa ponownie przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Rosjanka ograniczyła liczbę błędów, zaczęła jeszcze skuteczniej wykorzystywać swoje atuty i szybko odzyskała przewagę. Cirstea nie była w stanie dotrzymać jej kroku ani pod względem szybkości, ani jakości uderzeń. Kolejne gemy trafiały na konto młodszej zawodniczki, a losy spotkania stawały się coraz bardziej przesądzone.

    Po niespełna godzinie gry wszystko było już jasne. Mirra Andriejewa zwyciężyła 6:0, 6:3, potrzebując zaledwie 56 minut i 43 sekund na awans do półfinału Roland Garros. Był to występ, który potwierdził jej ogromny potencjał i status jednej z głównych kandydatek do końcowego triumfu.

    W walce o finał Rosjanka zmierzy się z lepszą z ukraińskiego pojedynku pomiędzy Eliną Switoliną a Martą Kostiuk. Jeśli utrzyma poziom zaprezentowany w ćwierćfinale, każda z potencjalnych rywalek stanie przed niezwykle trudnym zadaniem.

  • “Na 99 procent”. Menadżer zdradził plany Chwalińskiej po RG

    “Na 99 procent”. Menadżer zdradził plany Chwalińskiej po RG

    Maja Chwalińska robi furorę w Roland Garros. Najpierw przeszła przez eliminacje, potem awansowała do ćwierćfinału. – Na 99 procent później zagra dopiero na Wimbledonie – mówił w rozmowie z Interią menedżer zawodniczki, Piotr Szczypka.

    Dodaj tag Maja Chwalińska do ulubionych
    Maja Chwalińska jest rewelacją tegorocznego French Open. Awansowała już do czołowej 50. rankingu WTA. Niemniej w Wimbledonie będzie musiała najpewniej grać w kwalifikacjach (więcej -> TUTAJ).

    W rozmowie z Interią na temat dalszych planów Polki wypowiedział się jej menedżer, Piotr Szczypka. Jak się okazuje, czeka ją długa przerwa.

    – Maja gra tutaj już tak długo z eliminacjami, że będzie przerwa po Roland Garros, by sobie przez kilka dni odpoczęła. A już później będzie przygotowywała się do trawy. Po Paryżu najprawdopodobniej najbliższym turniejem będzie właśnie Wimbledon, nie zagra żadnego turnieju pomiędzy wielkoszlemowymi turniejami. Na 99 procent – mówił Szczypka w rozmowie z Interią.

    Co ze zdrowiem Chwalińskiej?
    Na udzie zawodniczki podczas zmagań było widać specjalne taśmy, stosowane w przypadku mniej dokuczliwych urazów, łagodzące ból i poprawiające krążenie krwi.

    – Maja jest już w “50” tenisistek świata, więc lepiej się zregenerować. Widzi pan, że jest obandażowana, więc coś tam ciągnie (uraz przywodziciela – przyp.). Nie ma sensu ryzykować, trzeba dbać o zdrowie i wybierać optymalne rozwiązania. Maja w Paryżu już zrobiła 300 procent normy, więc więcej uzyska gdy odpocznie. Przygotuje się do trawy, gdzie zrobi sobie cykl, później będzie jeszcze miała fajne “250” na mączce, a potem już Ameryka i “tysiączki” w Cincinnati, Toronto oraz uczta z US Open – podsumował w rozmowie z Interią.

  • Nowa nawierzchnia, stary wynik. Klimovicova bez przełamania

    Nowa nawierzchnia, stary wynik. Klimovicova bez przełamania

    Linda Klimovicova zanotowała kolejną porażkę. Reprezentantka Polski nieudanie zainaugurowała zmagania na trawie, ponieważ odpadła w pierwszej rundzie turnieju rangi WTA Challenger w Birmingham. Lepsza od niej okazała się Mananchaya Sawangkaew.

    Linda Klimovicova przeniosła się na nawierzchnię trawiastą po trzech porażkach z rzędu na kortach ziemnych. Nasza tenisistka miała wystąpić w kwalifikacjach do turnieju rangi WTA Challenger w Birmingham, ale po wycofaniach załapała się do głównej drabinki.

    W pierwszej rundzie rywalką reprezentantki Polski została Mananchaya Sawangkaew. Niżej notowana kwalifikantka okazała się lepsza w tym pojedynku, zwyciężając 6:4, 7:5.

    W premierowej odsłonie Tajka najpierw prowadziła 2:0, by następnie przegrać trzy gemy z rzędu. Ostatecznie miała miejsce wyrównana gra do momentu, w którym Klimovicova po raz drugi straciła podanie (4:5). Chwilę później Sawangkaew zakończyła seta.

    Jeżeli chodzi o II partię, to kwalifikantka rozpoczęła go znakomicie. W końcu prowadziła 4:0 i miała przewagę podwójnego przełamania. Tyle tylko, że nasza tenisistka odpowiedziała i złapała kontakt (3:4).

    Jednak w dziesiątym gemie Tajka serwowała na zakończenie pojedynku, lecz wówczas straciła serwis (5:5). Chwilę później zanotowała przełamanie, a następnie poszła za ciosem i uniknęła tie-breaka, zamykając pojedynek.

    WTA Challenger Birmingham:

    I runda gry pojedynczej:

    Mananchaya Sawangkaew (Tajlandia, Q) – Linda Klimovicova (Polska) 6:4, 7:5

  • Co za słowa o Chwalińskiej. Porównał ją do wielkiej gwiazdy

    Co za słowa o Chwalińskiej. Porównał ją do wielkiej gwiazdy

    Maja Chwalińska jest rewelacją tegorocznego French Open. Unikatowy styl gry Polki doceniają eksperci. Michał Przysiężny porównał ćwierćfinalistkę turnieju do byłej gwiazdy. Ocenił też szansę Polki na awans do półfinału.

    Dodaj tag Anna Kalinska do ulubionych
    – A mi przypomina stylem gry i tym, że jest leworęczna, Patty Schnyder – mówił Michał Przysiężny, były polski tenisista, niegdyś 57. w rankingu ATP, cytowany przez PAP.

    Patty Schnyder to gwiazda przełomu XX i XXI wieku. Szwajcarka w listopadzie 2005 roku zajmowała 7. miejsce w rankingu WTA. Wchodziła do półfinału Australian Open i dwukrotnie do ćwierćfinału Roland Garros oraz US Open.

    ZOBACZ WIDEO: Wsiedliśmy do auta za ponad 1,5 mln zł. Manufaktura z Czech

    Również bazowała na sprycie i nie była wysoka, jak na tenisistkę. Maja Chwalińska ma 164 centymetry wzrostu, 4 mniej niż Schnyder. – Maja trzyma piłkę w korcie. Wykazuje się ogromnym spokojem, nie reaguje nerwowo na wygrane piłki rywalek. Gra swoje topspiny: prawa, lewa, co wyprowadza przeciwniczki z równowagi. Te jej atuty sprawiły, że jest już w ćwierćfinale w Paryżu – opisywał Przysiężny.

    – Nie jest tak, że ktoś przypadkowo dociera do ćwierćfinału Rolanda Garrosa. Maja swoimi umiejętnościami i możliwościami się tam znalazła. Ma uprawnienia do tego, by na stałe zadomowić się wśród czołowych zawodniczek świata. Jestem przekonany, że jeszcze nie raz będziemy cieszyć się z jej sukcesów – dodał polski tenisista.

    W ćwierćfinale Chwalińska zagra z Anną Kalinską. 27-letnia Rosjanka jest 24. w rankingu WTA. W przeszłości zajmowała w nim nawet 11. lokatę. Rozegrała trzy mecze mniej od Polki, bo nie musiała walczyć o awans w kwalifikacjach.

    – Myślę, że zmęczenie nie będzie tu miało znaczenia. Co innego, gdyby był to turniej mężczyzn, i zawodnik grający ósmy mecz miał za sobą kilka pięciosetowych. Maja natomiast ostatnie mecze miała bardzo krótkie. Raptem nieco ponad godzinę. W całym turnieju dotychczas przegrała zaledwie seta. Nie zmęczyła się zbytnio. Do tego, jestem przekonany, że adrenalina sprawi, że nawet przez chwilę nie pomyśli o zmęczeniu. Po tym, co do tej pory pokazała w Paryżu, Kalinska też jest w jej zasięgu – podsumował Przysiężny.

  • Piękne słowa Radwańskiej do Chwalińskiej. “Przełamujesz wszystkie stereotypy”

    Piękne słowa Radwańskiej do Chwalińskiej. “Przełamujesz wszystkie stereotypy”

    Dodaj tag Urszula Radwańska do ulubionych
    W ramach Rolanda Garrosa 2026 Maja Chwalińska wygrała już siedem pojedynków. Trzy w ramach kwalifikacji i cztery w ramach głównej drabinki. Po poniedziałkowym zwycięstwie nad Francuzką Diane Parry 6:3, 6:2 nasza tenisistka osiągnęła premierowy w karierze wielkoszlemowy ćwierćfinał.

    Taki sukces Chwalińskiej sprawił, że zrobiło się o niej głośniej. Kibice i eksperci komentują grę Polki i są pełni uznania. Na platformie X wyjątkowy wpis zamieściła Urszula Radwańska.

    ZOBACZ WIDEO: Jest nadzieją polskich biegów. Ujawniła, jakie dostaje wiadomości

    “Maja, właśnie przełamujesz wszystkie tenisowe stereotypy! Że dziś nie da się wygrywać inteligentną, kombinacyjną grą? Da się. Że bez imponujących warunków fizycznych (wzrost) trudno rywalizować z najlepszymi? Da się” – napisała młodsza z sióstr Radwańskich.

    Pod jej wpisem wywiązała się mała dyskusja. Krakowianka jest jednak przekonana, że Chwalińska może sobie poradzić również na innych nawierzchniach.

    “Maja może sprawić niespodziankę również na trawie. Leworęczny serwis to broń, która na Wimbledonie potrafi dać ogromną przewagę – returnowanie takiej rotacji jest bardzo wymagające. Do tego jej slajs, który na trawie może być bardzo skuteczny” – wyznała Radwańska.

    Jeśli chodzi o Wimbledon, to w 2022 roku Chwalińska przeszła przez kwalifikacje i zadebiutowała w Wielkim Szlemie. Wówczas dotarła do II rundy. W tym sezonie nawet w przypadku awansu w poniedziałek do Top 50 rankingu WTA będzie musiała grać eliminacje, ponieważ lista zgłoszeń do Wimbledonu 2026 jest już zamknięta.

    Tymczasem w środę (3 czerwca) czeka Chwalińską mecz o półfinał Rolanda Garrosa 2026. Jej przeciwniczką na tym etapie będzie Rosjanka Anna Kalinska.

  • Legenda ma radę dla Świątek. Słowa dają do myślenia

    Porażka Igi Świątek z Martą Kostiuk w Roland Garros odbiła się szerokim echem w tenisowym świecie. Po przegranej głos zabrała legendarna Chris Evert, która szczegółowo przeanalizowała sytuację polskiej tenisistki.

    Dodaj tag Iga Świątek do ulubionych
    Iga Świątek pożegnała się z Roland Garros już w 1/8 finału. W dniu swoich 25. urodzin Polka przegrała z Martą Kostiuk 5:7, 1:6, notując jedno z najbardziej rozczarowujących występów w historii swoich startów na paryskich kortach.

    Po spotkaniu eksperci Eurosportu i TNT Sports zgodnie podkreślali, że sukces Ukrainki nie był dziełem przypadku. Kostiuk przez cały mecz prezentowała agresywny tenis i skutecznie wywierała presję na jednej z głównych faworytek turnieju.

    ZOBACZ WIDEO: Brawa nie miały końca. Chwalińska znowu zachwyciła kibiców

    Do występu Świątek na antenie TNT Sports odniosła się również Chris Evert, siedmiokrotna triumfatorka French Open. Legenda tenisa uważa, że zmiany wprowadzone po zatrudnieniu nowego sztabu szkoleniowego wymagają jeszcze czasu.

    – Jeśli chodzi o Igę, to czas wrócić do punktu wyjścia. Być może było trochę za wcześnie, by sądzić, że jej gra zmieni się aż tak bardzo po zatrudnieniu nowego sztabu szkoleniowego, skoro minęło zaledwie kilka tygodni – stwierdziła Amerykanka.

    Evert wskazała także elementy, które jej zdaniem wymagają poprawy. – Trzeba wrócić do pracy od podstaw i zastanowić się nad stylem gry oraz tym, jak chce grać. Zachować prostotę, ale wyeliminować błędy, znaleźć sposób na mocniejszy serwis i poczuć się pewniej przy podejściach do siatki – oceniła.

    Podobnego zdania był Alex Corretja. Były finalista Roland Garros przyznał, że porażka jest bardzo bolesna dla Polki, którą uważał za jedną z głównych kandydatek do tytułu. Mimo niepowodzenia Świątek utrzyma jednak trzecią pozycję w rankingu WTA i nadal będzie ustępować jedynie Arynie Sabalence oraz Jelenie Rybakinie.