Maja Chwalińska już nie gra w Cincinnati, odpadła w 1/16 z Dianą Sznajder. Artur Szostaczko, były trener Igi Świątek nazwał ten pojedynek “meczem niewykorzystanych szans”. Jaroslav Machovsky, trener Chwalińskiej przyznaje w rozmowie z nami, że mimo porażki widzi plusy. – Każde takie spotkanie, jak to ze Sznajder będzie Maję utwierdzać w przekonaniu, że z tymi najlepszymi da się wygrywać, że to tylko ludzie – mówi i zdradza, że teraz leci z Chwalińską do Monterrey, by przygotować się lepiej na US Open.
Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovsky szykują się na US Open.
Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovsky szykują się na US Open.ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
Dariusz Ostafiński, Interia: W Toronto był jeden mecz, w Cincinnati dwa. Pan jednak ostrzegał, że łatwo nie będzie.
Jaroslav Machovsky, trener Mai Chwalińskiej: Bo jednak Maja nie grała ostatnio za wiele. Cały czas jej tego brakuje. Ten mecz w Toronto i dwa w Cincinnati to wszystko, nie licząc sparingów, co zagrała od czasu kontuzji odniesionej w Wimbledonie. Brakuje jej rytmu.
Dianie Sznajder się jednak postawiła.
– Dlatego ten mecz odbieram i oceniam pozytywnie. Sama Maja też zobaczyła, że się da, że ta praca wykonana na ostatnich treningach zaczyna przynosić efekty. Teraz już wie, że jak będzie się starała, dalej pracowała i rozwijała swoją grę, to zacznie wygrywać.
Tego wciąż brakuje Chwalińskiej
Już niewiele brakowało.
– W pierwszym secie ze Sznajder nie grała za dobrze. Jak sobie jednak myślę o całym meczu, o tym, jakie możliwości ma Maja, to powiedziałbym, że to było do wygrania. I to był naprawdę fajny mecz. Z dramaturgią i przerwami powodowanymi przez opady. Pierwsza przerwa pomogła Mai, druga Sznajder. Wyszło na zero, więc ok. Wpływ na końcowy wynik miało ostatecznie to, że Mai brakuje jeszcze dwóch, trzech spotkań i określonej liczby treningów.
To jest jednak coś, czego nie da się przeskoczyć.
– Niestety. Dla mnie jednak liczy się to, że Maja uczy się tego grania w nowej dla siebie rzeczywistości i zaczyna dostrzegać, że da się na tym poziomie grać. Przez brak rytmu sporo rzeczy jednak uciekło i czegoś w tych decydujących momentach brakowało.
Były co najmniej dwa takie momenty, przy 4:1 i 4:2 dla Mai w drugim secie.
– Kiedy jednak brakuje rytmu, to tu pojawi się spóźniona decyzja, tam zbyt mocne zagranie i te szanse uciekają. Nie da się jednak odzyskać rytmu inaczej, niż grając kolejne spotkania. Szkoda zatem przegranej, ale cieszymy się, bo Maja zrobiła kolejny duży krok do przodu.
Trener Chwalińskiej tłumaczy jej nerwowe zachowanie. “Żyła w swojej bańce”
Artur Szostaczko, kiedyś trener Igi Świątek, mówił nam, że w przypadku Mai wyzwanie jest podwójne, bo nie tylko chodzi o odzyskanie rytmu, ale i też odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Jednak dotąd nie grała regularnie z tymi najlepszymi na świecie, nie było jej też na tych wielkich turniejach.
– Ja się z tym zgadzam. Maja się jednak dość szybko aklimatyzuje w tym towarzystwie. Każde takie spotkanie, jak to ze Sznajder będzie ją utwierdzać w przekonaniu, że z tymi najlepszymi da się wygrywać, że to tylko ludzie. Maja musi się starać, a jak będzie zdrowa, to dalej już pójdzie.
Trener Szostaczko zwrócił nam też uwagę, że gdzieś zniknęła ta kamienna twarz Mai, którą widzieliśmy w Roland Garros. Pojawiło się natomiast rozkładanie rąk i rozmowy z boksem.
– To nic nowego. Przed Roland Garros też było rozkładanie rąk i rozmowy. W Paryżu szło i ona żyła w tej swojej bańce. Była skoncentrowana i czuła się tak mocna, że nie miała potrzeby, by do nas krzyczeć. Tam była skupiona.
Chwalińska w Meksyku. To ma pomóc
Czyli dzieje się coś złego?
– Nie, nic złego się nie dzieje. Czasem zawodnik potrzebuje, żeby upuścić trochę pary. Jakby był cały czas spokojny i skupiony, to byłoby to nudne. Jakby zawodnik robił cyrk, to byłoby to złe. Jednak okazanie emocji w ten sposób, jak to ostatnio zrobiła Maja, nie jest złe. To czasem pomaga. Można dostać więcej luzu, bardziej skupić się na grze. Mnie to nie przeszkadza, wiem, że Maja nie jest zła na mnie. Raczej na siebie, bo nie wszystko jej się układa tak, jakby chciała.
Teraz turniej w Monterrey.
– Tak. Lecimy do Meksyku na turniej WTA500. To będzie dla nas lepsze niż siedzenie i czekanie na US Open. Jak powiedziałem, Maja potrzebuje grania. Mecze z Bucsą i Sznajder dobrze jej zrobiły, ale im więcej dorzucimy przed US Open, tym lepiej. To nam pomoże. Jeszcze nie patrzyłem na listę startową w Monterrey, ale to duży turniej, z dobrymi zawodnikami. To na pewno pozwoli nam się jeszcze lepiej przygotować na ostatniego w tym roku Wielkiego Szlema.
Mężczyzna w okularach i zielonej czapce z daszkiem obejmuje młodą kobietę ubraną w sportową bluzę z logo Lacoste i naszywkami sponsorów, oboje uśmiechają się do aparatu.
Trener Jaroslav Machovsky i Maja ChwalińskaAdam Burakowski East News
Starszy mężczyzna z siwą brodą i okularami, w zielonej czapce z daszkiem, patrzy przed siebie, podczas gdy ktoś robi mu zdjęcie telefonem komórkowym, na ekranie którego widoczny jest jego portret.
Jaroslav MachovskyFoto Olimpik/Nur PhotoAFP
Zawodniczka tenisowa zakrywająca twarz dłonią w geście rozczarowania, ubrana w żółtą koszulkę bez rękawów, w tle sędzia na korcie.
Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
Julita Piasecka: Złoto byłoby spełnieniem marzeń, ale każdy medal będzie cudowny. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

Leave a Reply