• Radwańska i Linette dołączyły do Bońka. Zdjęcie trafiło do sieci

    Radwańska i Linette dołączyły do Bońka. Zdjęcie trafiło do sieci

    Magda Linette nie rozpoczęła najlepiej sezonu na kortach ziemnych. W Madrycie swoją przygodę zakończyła na drugiej, a w Rzymie na pierwszej rundzie. Teraz trenuje pilnie pod okiem Agnieszki Radwańskiej przed nadchodzącym Roland Garros. Jak się okazało, panie spotkały się również ze Zbigniewem Bońkiem. Zamieścił wspólne zdjęcie.
    Magda Linette i Agnieszka Radwańska w białych strojach z Zbigniewem Bońkiem, podczas meczu tenisowego.

    Magda Linette, Agnieszka Radwańska i Zbigniew BoniekMARCIN CHOLEWINSKI/ NEWSPIX.PL & WIKTOR FARYNA/400MM.PL/NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Na co dzień Boniek mieszka we Włoszech. On i jego żona wybrali ten kraj jako miejsce do życia w trakcie jego sportowej kariery. Ich dzieci również mieszkają poza granicami Polski – jedna z córek, podobnie jak rodzice wybrała Italię, a druga i syn przeprowadzili się do Londynu.

    Magda Linette z problemami. Pomoc od Radwańskiej

    Linette nie najlepiej radzi sobie w tym sezonie. Szczególnie widać to po jej ostatnich meczach na kortach ziemnych. Zabolała szczególnie przegrana w pierwszej rundzie podczas turnieju w Rzymie – rywalką Polki była Niemka Tatjana Maria, której nie uważano za faworytkę, a która dała Linette ugrać w całym meczu zaledwie trzy gemy.

    Teraz doświadczona tenisistka i Agnieszka Radwańska próbują znaleźć dobry sposób na to, by odrodzić się przed najważniejszym turniejem rozgrywanym na mączce, czyli nadchodzącym wielkimi krokami French Open. Wybrały specyficzne miejsce, w którym przywitał je… Zbigniew Boniek.

    Zbigniew Boniek spotkał się z Linette i Radwańską

    “Miło zawsze gościć Polki w naszym klubie TC Parioli” – napisał zadowolony były prezes PZPN. Pokazał również wspólne zdjęcie z paniami, którym pochwalił się w swoich mediach społecznościowych.

    Linette póki co nie wyjeżdża z Rzymu. Ostatnio trenowała jeszcze z Dianą Sznajder, mimo że odpadła z turnieju. Widać, że zależy jej na tym, by wrócić do jak najlepszej dyspozycji. W turnieju w Rzymie gra za to wciąż Iga Świątek. Jej następną rywalką jest reprezentantka gospodarzy, Elisabetta Cocciaretto. Mecz zaplanowano na 10 maja i rozpocznie się najwcześniej o godzinie 19:00.
    Magda Linette

    Magda LinetteDavid GrayAFP
    Kobieta w sportowej koszulce i białym daszku trzymająca rakietę tenisową, skupiona i przygotowana do gry na tle niebieskiego kortu.

    Agnieszka RadwańskaLukasz Gdak/East NewsEast News
    Mężczyzna w średnim wieku w eleganckim garniturze siedzi na stadionowych krzesełkach, podpiera głowę ręką, widoczna bransoletka na nadgarstku i plakietka na smyczy. W tle częściowo widoczne inne osoby i oznaczenia stadionowe.

    Zbigniew BoniekGrzegorz Wajda/REPORTER East News

    Borja Iglesias trafia do bramki w meczu Atletico Madryt – Celta Vigo. WIDEO

  • Była światowa “1” gotowa na rewanż na Rybakinie. Wystarczyło 78 minut

    Była światowa “1” gotowa na rewanż na Rybakinie. Wystarczyło 78 minut

    Dzień po sensacyjnym odpadnięciu Aryny Sabalenki z turnieju WTA 1000 w Rzymie na korcie zaprezentowały się inne wysoko notowane tenisistki – Jelena Rybakina i Iga Świątek, obie bez większych problemów zameldowały się w czwartej rundzie. Kazaszka kilka godzin później poznała swoją rywalkę – będzie nią była liderka rankingu WTA, która potwierdziła, że jest gotowa na to, by postawić się faworytce i spróbować dokonać skutecznego rewanżu. Ma bowiem fatalny bilans spotkań z urodzoną w Moskwie zawodniczką.

    Jelena Rybakina poznała kolejną rywalkę w turnieju WTA 1000 w RzymieClive BrunskillAFP

    Jak do tej pory do największej niespodzianki podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie doszło na etapie trzeciej rundy – w sobotę Aryna Sabalenka przegrała z Soraną Cisteą i pożegnała się z marzeniami o kolejnym triumfie w sezonie. Do czwartej rundy nie zdołała awansować także inna zawodniczka z czołowej dziesiątki światowego rankingu, Jasmine Paolini.

    W grze o tytuł pozostają wciąż za to Jelena Rybakina i Iga Świątek. Polka w niedzielny wieczór nie dała większych szans Elisabeccie Cocciaretto, oddając Włoszce zaledwie jednego gema. Nasza reprezentantka o ćwierćfinał zagra z Naomi Osaką, nazwisko potencjalnej rywalki tenisistki z Raszyna było znane jeszcze przed meczem Świątek. Rybakina z kolei, która wyeliminowała Alexandrę Ealę, na wyłonienie kolejnej przeciwniczki musiała trochę poczekać.

    WTA Rzym. Mecz Siegemund – Pliskova wyłonił rywalkę Rybakiny

    Rywalkę Rybakiny wyłonił mecz Laury Siegemund z Karoliną Pliskovą, który rozpoczął się po godz. 20. Siegemund (46. w rankingu WTA) jest specjalistką od gry podwójnej, to w deblu i w mikście odnosiła największe sukcesy w karierze. W singlu już tak nie zachwyca, w trwającym sezonie nie zdołała jeszcze odnieść dwóch zwycięstw z rzędu – sezon na mączce zaczęła w Stuttgarcie, tam przegrała w drugiej rundzie z Igą Świątek, z Madrytem również pożegnała się po drugiej rundzie, w której musiała uznać wyższość Jasmine Paolini.

    Pliskova (130. w rankingu) to z kolei była liderka światowego zestawienia (objęła pozycję nr 1 na kilka miesięcy w 2017 roku), a także finalistka Wimbledonu i US Open. Po US Open w 2024 roku Czeszka na dłuższy czas zniknęła z touru z powodu problemów z kostką, ostatecznie przeszła operację. Na kort wróciła we wrześniu 2025 roku, ale rozegrała tylko trzy singlowe mecze, w trwającym sezonie gra już regularnie. Ostatnio w Madrycie dotarła aż do ćwierćfinału, w którym uległa Anastazji Potapowej.

    Była światowa “1” w Rzymie najpierw rozegrała dwa trzysetowe boje: z Jessiką Bouzas Maneiro i Jaqueline Cristian, a w trzeciej rundzie trafiła właśnie na Siegemund, która wyeliminowała Sarę Bejlej i rozstawioną Jekaterinę Aleksandrową.

    Pierwsze dwa gemy w niedzielnym spotkaniu padły łupem Pliskovej, Siegemund szybko jednak odpowiedziała przełamaniem powrotnym. Jak się później okazało, nie był to moment zwrotny, ponieważ Czeszka odzyskała rezon, w kolejnych czterech gemach oddała rywalce zaledwie cztery punkty. Skończyło się deklasacją 6:1, Niemka znalazła się pod ścianą.

    Druga partia początkowo przebiegała podobnie – Siegemund przegrała pierwsze dwa gemy, ale odpowiedziała przełamaniem powrotnym. Była nawet w stanie postraszyć Czeszkę, przy stanie 3:2 wypracowała dwa break pointy, ale ich nie wykorzystała. Sama po chwili straciła podanie, Pliskova poszła za ciosem w kolejnym gemie i było już 5:3 dla byłej liderki światowego rankingu.

    Czeszka miała jednak problem z zamknięciem spotkania. Siegemund przy własnym podaniu wybroniła aż pięć piłek meczowych i zapisała na swoim koncie kolejnego gema. Nie była jednak w stanie odwrócić już losów rywalizacji, Pliskova kilka minut później postawiła “kropkę” nad i”, wygrywając seta 6:4, a całe spotkanie 2:0 (6:1, 6:4). Po meczu trwającym 78 minut znalazła się w czwartej rundzie i to ona zagra z Rybakiną.

    Pliskova tym samym pokazała, że przygotowała dobrą formę na sezon na mączce i jest gotowa do rewanżu na Rybakinie – z urodzoną w Moskwie, ale reprezentującą Kazachstan tenisistką do tej pory bowiem grała czterokrotnie, wszystkie te mecze przegrała. Po raz ostatni zawodniczki zmierzyły się podczas Australian Open w 2024 roku, Rybakina wygrała wówczas 7:6(6), 6:4.
    Zawodowa tenisistka w fioletowym stroju sportowym z opaską na głowie i plastrem na prawym ramieniu zaciska pięść w geście determinacji podczas meczu tenisowego.

    Jelena RybakinaFAYEZ NURELDINEAFP
    Karolina Pliskova

    Karolina PliskovaDYLAN BUELL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Karolina Pliskova

    Karolina PliskovaNoushad ThekkayilAFP

    Ugo Humbert – Dino Prizmic. Skrót meczu.

  • Reakcja Osaki mówi wszystko. Zapytali ją o mecz ze Świątek

    Reakcja Osaki mówi wszystko. Zapytali ją o mecz ze Świątek

    Iga Świątek wiedziała przed meczem z Elisabettą Cocciaretto, że jej rywalką w kolejnej rundzie w Rzymie będzie Naomi Osaka. Tego samego nie można powiedzieć o tenisistce z Japonii. O wszystkim mówi jej rozbrajająca reakcja na słowa dziennikarza.

    Iga Świątek pewnie poradziła sobie z Elisabettą Cocciaretto w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. W 1/8 finału zmierzy się z Naomi Osaką, która bez najmniejszych problemów pokonała Dianę Sznajder 6:1, 6:2. Polka po triumfie z Włoszką wypowiedziała się nt. nadchodzącego starcia z japońską tenisistką. – Naomi jest świetną zawodniczką, wiele razy ze sobą grałyśmy. Miałam z nią bardzo trudny mecz dwa lata temu podczas Roland Garros. Wiem, co potrafi zaprezentować i jak grać, gdy czuje się dobrze na korcie – skomentowała.

    Rozbrajająca reakcja Osaki na wieści o meczu ze Świątek
    Iga Świątek już wiedziała, że zmierzy się z Naomi Osaką. Jak relacjonuje tennishead.net, jej rywalka… nie była tego świadoma. Dziennikarze opisali, jak wyglądała reakcja zawodniczki, na to, że zmierzy się z Igą Świątek. Jeden z reporterów zdradził jej, iż myśli, że w następnej rundzie zmierzy się z Polką.

    – O mój Boże. Przepraszam. Cholera – odpowiedziała na konferencji prasowej, po czym zaczęła się śmiać.

    Po chwili opanowała się i powiedziała: – Życie jest trochę okrutne. Cholera. Sabalenka, a teraz Iga (śmiech) – podkreśliła, przypominając, że w 1/8 finału WTA w Madrycie grała przeciwko liderce światowego rankingu.

    – Uważam, że mimo iż ostatnio nie szło mi najlepiej, to dla mnie te mecze są najfajniejsze. Jestem podekscytowana na samą myśl o tym. Nie wiem, to po prostu mnie bawi – dodała.

    Ostatni raz Iga Świątek i Naomi Osaka mierzyły się podczas wielkoszlemowego Roland Garros w 2024 roku. To spotkanie było bardzo zacięte – w pierwszym secie Polka wygrała minimalnie w tie-breaku. Następnie Japonka odpowiedziała – 6:1. W trzecim secie Osaka prowadziła już 5:2 i miała piłki meczowe, ale Polka zdołała odrobić straty i wygrać 7:5.

    Osaka wróciła także do tamtego spotkania. – Lubię wracać myślami do tego meczu, bo dla mnie, mimo że nie wygrałam, było to coś w rodzaju sprawdzianu. Myślę, że to był mój pierwszy duży mecz po ciąży. Zmierzenie się z nią na jednej z jej najlepszych, a może nawet najlepszej nawierzchni, było naprawdę fajne – zakończyła.

    Nadchodzący mecz będzie miał dodatkowy kontekst, gdyż aktualnie trenerem Naomi Osaki jest Tomasz Wiktorowski, były szkoleniowiec Igi Świątek. To spotkanie rozegrane zostanie w poniedziałek, 11 maja na korcie BNP Paribas Arena jako ostatnie w kolejności, czyli nie przed godz. 18:00.

  • Euforia po kolejnej wygranej Świątek w Rzymie. Mówią tylko o jednym

    Euforia po kolejnej wygranej Świątek w Rzymie. Mówią tylko o jednym

    Iga Świątek idzie jak burza i w sobotę awansowała do 1/8 finału turnieju rangi WTA 1000 w Rzymie, wygrywając w Elisabettą Cocciaretto 6:1, 6:0. Po znakomitym występie byłej liderki światowego rankingu kobiecego tenisa w mediach społecznościowych zaroiło się od komentarzy, w tym także opinii dziennikarzy i ekspertów. Ci zwrócili uwagę na jedno.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Iga Świątek ma za sobą słodko-gorzki początek sezonu na mączce. W Stuttgarcie Polka rozegrała zaledwie dwa mecze, podobnie było także w przypadku turnieju w Madrycie. W Rzymie jednak szczęście uśmiecha się do Raszynianki, która w stolicy Włoch triumfowała w przeszłości już trzykrotnie (w sezonach 2021, 2022 i 2024). W meczu otwarcia była liderka światowego rankingu kobiecego tenisa zmierzyła się ze swoją byłą partnerką deblową, Catherine McNally, a po trzysetowej batalii odprawiła z kwitkiem Amerykankę. W niedzielne popołudnie Polka ponownie wkroczyła na kort i błyskawicznie wyeliminowała z gry reprezentantkę gospodarzy, Elisabettę Cocciaretto. Świątek mecz ten wygrała 6:1, 6:0 i awansowała do 1/8 finału, w którym zmierzy się z podopieczną Tomasza Wiktorowskiego, Naomi Osaką.

    Dziennikarze i eksperci zgodni po meczu Igi Świątek z Elisabettą Cocciaretto

    Starcie Igi Świątek i Elisabetty Cocciaretto z zapartym tchem oglądali eksperci i dziennikarze. Już po triumfie siedmiokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej za pośrednictwem mediów społecznościowych podzielili się swoimi przemyśleniami. Wielu z nich zwróciło uwagę na to, że na korcie Polka zaczyna przypominać tę wersję siebie, którą mogliśmy oglądać w 2022 roku, gdy dominowała na mączce.

    “ŚWIĄTEK POWRACA? Iga Świątek pokonała Elisabettę Cocciaretto w Rzymie, tracąc tylko jednego gema. Wynik, do którego Polka przyzwyczaiła nas, gdy dominowała na kortach ziemnych… Trzykrotna zwyciężczyni, numer 3 na świecie, zdaje się odzyskiwać swoją najlepszą formę w idealnym momencie, po wczesnej porażce Aryny Sabalenki. Następna rywalka: Osaka (aby przywołać miłe wspomnienia z Roland Garros)” – czytamy na profilu Haute Cadence WTA na platformie X.

    “2025: Iga – Cocciaretto w Rzymie 6:1, 6:0. 2026: Iga – Cocciaretto w Rzymie 6:1, 6:0. Fajny mecz Igi. Rywalka jej leży, zwłaszcza na mączce, ale i tak imponująca solidność i precyzja uderzeń. Pełna kontrola i spokój. Teraz ciekawe starcie z Naomi” – skomentował z kolei Michał Chojecki z “Super Expressu”.

    “Iga Świątek jest w 1/8 finału turnieju w Rzymie po zwycięstwie nad Elisabettą Cocciaretto 6:1, 6:0. To wygrana przypominająca te, które osiągała w 2022 roku. Był czas, gdy takie wyniki były czymś normalnym w jej meczach, szczególnie na kortach ziemnych. Warto przypomnieć, że finał w Rzymie w 2021 roku wygrała podwójnym 6:0 z Pliskovą. Poza samym wynikiem dla Igi bardzo ważne jest teraz budowanie pewności siebie poprzez kolejne zwycięstwa, zwłaszcza że do tej części sezonu przystępowała bez zdobytego wcześniej tytułu. W następnej rundzie zmierzy się z Naomi Osaką – spotkanie, które już przed pierwszą piłką zapowiada się jako wymagające wyzwanie” – ocenił Hiszpan Guillermo Falcon.

    “Świątek pokonała Cocciaretto 6:1 6:0. To był występ “vintage” Igi na kortach ziemnych w najlepszym wydaniu, jakiego kiedykolwiek widziałem. Powrót do gry z jej charakterystyczną, duszącą, cierpliwą agresją. Ruch na kortach ziemnych jak artystka. Wygrała 23 z 25 ostatnich meczów w Rzymie. Piąty z rzędu mecz w 1/8 finału Rzymu. Świetne znaki” – czytamy na profilu The Tennis Letter.

    Kolejny mecz Iga Świątek zagra z obecną podopieczną swojego byłego szkoleniowca, Naomi Osaką. Poczynania Polki w Rzymie śledzić można na bieżąco na stronie Interii.
    Kobieta w sportowym stroju i czapce z daszkiem na korcie ziemnym, unosi obie dłonie złożone do oklasków i delikatnie się uśmiecha.

    Iga ŚwiątekDOMENICO CIPPITELLIAFP
    Tenisistka w sportowym stroju i czapce z daszkiem podnosi rakietę, stojąc na korcie ziemnym przed siatką, skoncentrowana podczas rozgrywki.

    Iga ŚwiątekETTORE FERRARIPAP
    Tenisistka uderzająca piłkę rakietą podczas meczu, skupiona i dynamiczna poza, widoczne napięcie mięśni w trakcie gry.

    Iga Świątek w meczu z Elisabettą CocciarettoALBERTO PIZZOLIAFP

    Michał Winiarski: Ten sezon był dla nas bardzo trudny. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Ależ mecz Świątek! Deklasacja w Rzymie

    Ależ mecz Świątek! Deklasacja w Rzymie

    Iga Świątek wraca do gry, którą kibice pamiętają z jej najlepszych momentów. W trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie Polka całkowicie zdominowała Elisabetta Cocciaretto, zwyciężając 6:1, 6:0 i awansując do kolejnej fazy imprezy. Tym razem nie było miejsca na niepewność, wahania formy ani niepotrzebowe komplikacje. Mecz od początku do końca przebiegał pod pełną kontrolą raszynianki.

    W trakcie spotkania uwagę zwracał także spokój panujący w boksie Świątek. Francisco Roig rozmawiał z Tomaszem Moczkiem, natomiast Daria Abramowicz konsultowała się z Maciejem Ryszczukiem. Wszystko wyglądało tak, jakby sztab jedynie analizował kolejne udane zagrania swojej zawodniczki, która bez większych problemów realizowała plan na mecz.

    Jeszcze dwa dni wcześniej Świątek spędziła na korcie niemal trzy godziny, walcząc z Caty McNally. Tamto spotkanie było trudne, pełne zwrotów akcji i momentów niepewności. Tym razem sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Cocciaretto, choć notowana wysoko i uznawana za solidną tenisistkę, nie była w stanie znaleźć sposobu na agresywną, pewną siebie Polkę.

    Przed meczem można było jednak mieć pewne obawy. W ostatnich miesiącach Świątek wielokrotnie miała problemy ze stabilnością formy. Od turnieju w Indian Wells nie udało jej się wygrać więcej niż dwóch spotkań z rzędu. W Miami odpadła już po meczu z Magda Linette, a zarówno w Stuttgarcie, jak i w Madrycie kończyła rywalizację po jednym zwycięstwie i jednej porażce. Nawet ulubiona mączka nie dawała jej dotąd takiej pewności jak w poprzednich sezonach.

    Dlatego choć historia bezpośrednich pojedynków przemawiała zdecydowanie na korzyść Polki — rok wcześniej w Rzymie wygrała z Cocciaretto identycznie 6:1, 6:0 — trudno było całkowicie wykluczyć komplikacje. Tym razem jednak Świątek od pierwszych piłek rozwiała wszelkie wątpliwości.

    Już po kilku minutach przełamała rywalkę i szybko objęła prowadzenie 2:0. Chwilę później było 3:0, a po dwudziestu minutach meczu prowadziła już 4:1. W tym czasie realizator transmisji często pokazywał boks Polki, gdzie sztab zachowywał pełny spokój. Sama Świątek wyglądała na niezwykle skoncentrowaną i świadomą swojej przewagi.

    Pierwszy set trwał zaledwie pół godziny. Statystyki doskonale oddawały różnicę poziomów — Świątek zdobyła 29 punktów przy zaledwie 15 rywalki. Miała aż 11 uderzeń kończących i ani razu nie musiała bronić breakpointa. Grała ofensywnie, ale jednocześnie bardzo pewnie i bez zbędnego ryzyka.

    Drugą partię rozpoczęła równie mocno. Szybko przełamała serwis Włoszki i po chwili prowadziła już 6:1, 2:0. Wtedy wydawało się jasne, że tym razem nie dojdzie do żadnego kryzysu po stronie Polki.

    W trakcie seta nad kortem pojawił się deszcz. Sędzia zdecydował o krótkim przerwaniu meczu, choć sama Świątek sprawiała wrażenie gotowej do dalszej gry mimo opadów. Nie chciała nawet korzystać z parasola, a po chwili zaczęła wycierać linie ręcznikiem, jakby zależało jej wyłącznie na jak najszybszym wznowieniu rywalizacji.

    Przerwa trwała tylko kilka minut i po powrocie na kort Świątek natychmiast podkręciła tempo. Od stanu 0:30 przy serwisie rywalki wygrała cztery kolejne akcje i wyszła na 3:0 z podwójnym przełamaniem. W praktyce był to moment definitywnie zamykający spotkanie.

    Cocciaretto próbowała jeszcze walczyć o honorowego gema w drugim secie i obroniła nawet trzy piłki meczowe, ale końcowy rezultat był bezlitosny — 6:1, 6:0 dla Polki.

    Teraz przed Świątek znacznie trudniejsze wyzwanie. W czwartej rundzie zmierzy się z Naomi Osaka, czterokrotną mistrzynią wielkoszlemową, która obecnie współpracuje z byłym trenerem Polki — Tomasz Wiktorowski. Będzie to pierwsze spotkanie Świątek przeciwko szkoleniowcowi, z którym odnosiła największe sukcesy w karierze. Stawką poniedziałkowego pojedynku będzie awans do ćwierćfinału turnieju w Rzymie.

  • Cały świat czekał na hit z Osaką. Tylko dwa sety Świątek na Campo Centrale

    Cały świat czekał na hit z Osaką. Tylko dwa sety Świątek na Campo Centrale

    W niedzielę na kortach Foro Italico zakończono rywalizację w 1/16 finału turnieju Internazionali d’Italia. Jednym z najważniejszych spotkań dla włoskich kibiców był pojedynek Igi Świątek z Elisabettą Cocciaretto – ostatnią reprezentantką gospodarzy pozostającą w turnieju singlowym. Faworytką była oczywiście Polka, która rok wcześniej na tym samym korcie wygrała z Włoszką 6:1, 6:0. Tym razem historia niemal idealnie się powtórzyła.

    Świątek od początku kontrolowała przebieg meczu. Już w pierwszych gemach narzuciła swoje tempo i szybko objęła prowadzenie 3:0. Cocciaretto próbowała odpowiadać, ale nie była w stanie znaleźć sposobu na świetnie dysponowaną Polkę. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:1, podobnie jak przed rokiem.

    Włoszka, która w tym sezonie wygrała turniej w Hobart i pokonała Coco Gauff w Dosze, nie potrafiła jednak nawiązać równorzędnej walki z trzykrotną triumfatorką rzymskiego turnieju. W drugim secie Świątek jeszcze bardziej podkręciła tempo. Szybko przełamała rywalkę, wyszła na 2:0, a później konsekwentnie powiększała przewagę.

    Krótka przerwa spowodowana opadami deszczu nie wybiła Polki z rytmu. Po wznowieniu gry raszynianka dalej dominowała, wygrywając kolejne gemy bez większych problemów. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:1, 6:0 po 65 minutach gry. W końcówce Cocciaretto miała jeszcze trzy break pointy, ale Świątek nie pozwoliła sobie odebrać kontroli nad spotkaniem.

    Zwycięstwo oznacza, że kibice doczekają się jednego z najbardziej wyczekiwanych pojedynków turnieju. W poniedziałek Iga Świątek zmierzy się z Naomi Osaką w walce o ćwierćfinał. Będzie to ich pierwsze spotkanie od pamiętnego meczu podczas Roland Garros sprzed dwóch lat, kiedy Polka obroniła piłkę meczową i ostatecznie sięgnęła po tytuł.

    Dodatkowego smaczku temu starciu dodaje fakt, że trenerem Japonki jest obecnie Tomasz Wiktorowski, były szkoleniowiec Świątek. Mecz zaplanowano na poniedziałek po godzinie 18 na BNP Paribas Arena.

  • Minęło 50 sekund finału z Polką, medyk wezwany na kort. Koniec po 6 akcjach

    Minęło 50 sekund finału z Polką, medyk wezwany na kort. Koniec po 6 akcjach

    Na tenisowych kortach trwa obecnie niezwykle intensywny okres. Największe gwiazdy kobiecego tenisa rywalizują w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Rzymie, gdzie trwa walka o kolejne punkty przed Roland Garros. W cieniu zmagań na Foro Italico odbywają się jednak również turnieje niższej rangi rozsiane po całym świecie. W jednym z nich – w indyjskim Tumkurze – bardzo dobrze zaprezentowały się dwie Polki: Zuzanna Kolonus i Zuzanna Pawlikowska.

    Zawody rozgrywane w południowych Indiach, niedaleko Bengaluru, odbywały się na kortach twardych. Szczególnie ważny był to turniej dla Pawlikowskiej, która dzięki udanemu występowi zapewniła sobie znaczący awans w rankingu WTA. Wszystko wskazuje na to, że wróci do czołowej „400” światowego zestawienia, ustanawiając przy tym nowy rekord kariery. Obecnie w rankingu na żywo plasuje się na 367. miejscu, poprawiając swój dotychczasowy najlepszy wynik – 395. pozycję.

    Podczas gdy w Europie tenisistki przygotowują się do French Open na kortach ziemnych, Polki zdecydowały się na starty w zupełnie innych warunkach. Gina Feistel rywalizowała na zielonej mączce na Florydzie, a Kolonus i Pawlikowska wybrały daleką podróż do Indii. Dla Kolonus był to kolejny udany występ po wcześniejszym finale turnieju ITF W15 w Nowym Delhi. Pawlikowska wróciła natomiast do gry po kilkutygodniowej przerwie – poprzednio występowała w połowie kwietnia w Burundi.

    W Tumkurze najwyżej rozstawioną zawodniczką była Litwinka Justina Mikulskyte, sklasyfikowana w połowie trzeciej setki rankingu WTA. Doświadczona, 30-letnia tenisistka walczy o możliwość gry w kwalifikacjach do Wimbledonu, co dla zawodniczek z niższych miejsc rankingu ma ogromne znaczenie finansowe. Sam udział w londyńskim turnieju gwarantuje bowiem wysokie premie, często stanowiące podstawę utrzymania tenisistek spoza ścisłej czołówki.

    Litwinka już wcześniej miała jednak ogromne problemy. W ćwierćfinale przeciwko Zuzannie Kolonus przegrała pierwszego seta aż 0:6 i była o krok od odpadnięcia. Ostatecznie zdołała jednak odwrócić losy spotkania i awansowała dalej.

    W finale jej rywalką została Zuzanna Pawlikowska, rozstawiona z numerem drugim. Dla 21-letniej Polki był to pierwszy finał od czerwca ubiegłego roku, kiedy przegrała decydujący mecz w Santo Domingo. Droga do finału w Indiach była jednak bardzo wymagająca. W dwóch poprzednich spotkaniach rywalki nie były w stanie dokończyć meczów – najpierw Rosjanka Elina Neplij skreczowała przy stanie 6:1, 5:7, 0:3 z perspektywy Polki, a następnie półfinału nie ukończyła reprezentantka Indii Zeel Desai, mimo że prowadziła już 7:6(9), 2:1.

    Niestety również finał zakończył się przedwcześnie – tym razem z powodu problemów zdrowotnych Pawlikowskiej. Spotkanie trwało zaledwie kilkadziesiąt sekund. Po dwóch nieudanych returnach Polka podeszła do sędziego i poprosiła o pomoc medyczną. Fizjoterapeutka oraz lekarz pojawili się natychmiast. Pawlikowska wróciła jeszcze na moment do gry i rozegrała kilka akcji, ale szybko stało się jasne, że nie będzie w stanie kontynuować rywalizacji.

    Decyzja o kreczowaniu zapadła błyskawicznie. Polka wyraźnie przeżywała całą sytuację, siedząc na ławce po zakończeniu spotkania. W geście sportowej solidarności natychmiast podeszła do niej Justina Mikulskyte, która przytuliła swoją rywalkę.

    Po meczu Pawlikowska wyjaśniła, że problemy zdrowotne dawały o sobie znać już wcześniej.

    – Próbowałam podjąć rywalizację, ale tym razem zdrowie nie pozwoliło mi na nic więcej. Tak naprawdę cudem dokończyłam wczorajszy półfinał, a wieczór i dzisiejszy poranek nie przyniosły poprawy – przekazała tenisistka.

    Polka podsumowała jednak turniej w pozytywny sposób, przypominając, że zakończyła go jako finalistka zarówno gry pojedynczej, jak i podwójnej. Jednocześnie poinformowała, że rezygnuje z planowanego startu w Egipcie i wraca do Polski, gdzie będzie koncentrować się na powrocie do zdrowia oraz ustaleniu kolejnych startów.

  • Świątek wciągnięta na listę. Nie zdążyła podziękować rywalce. Od razu ogłosili

    Świątek wciągnięta na listę. Nie zdążyła podziękować rywalce. Od razu ogłosili

    Iga Świątek zameldowała się już w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Rzymie. Polska tenisistka nie dała żadnych szans reprezentantce gospodarzy, Elisabetcie Cocciaretto, zwyciężając 6:1, 6:0. Chwilę po zakończeniu spotkania pojawiła się informacja, że raszynianka dołączyła do wyjątkowego grona legend kobiecego tenisa. W erze Open została dopiero czwartą zawodniczką, która na kortach Foro Italico wygrała co najmniej dziesięć setów do zera. W elitarnym zestawieniu znajdują się wyłącznie wielkie nazwiska światowego tenisa.

    Tegoroczny Italian Open jest pierwszym turniejem, podczas którego Świątek odnosi zwycięstwa pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Wcześniej w Stuttgarcie zakończyła udział już po drugim meczu, a w Madrycie musiała poddać spotkanie w trakcie drugiej rundy.

    Hiszpański trener obserwował niedzielny występ swojej podopiecznej z trybun Foro Italico. Kilka dni temu przeszedł w Warszawie operację rekonstrukcji ścięgna Achillesa i obecnie porusza się w bucie ortopedycznym, który zastąpił wcześniejszy gips.

    Świątek rozpoczęła walkę o czwarty triumf w Rzymie w bardzo przekonującym stylu. W pierwszej rundzie miała wolny los, a następnie pokonała Caty McNally 6:1, 6:7, 6:3. W kolejnym spotkaniu jeszcze wyraźniej zdominowała rywalkę. Cocciaretto momentami próbowała nawiązać walkę, szczególnie w drugim secie, gdzie była bliska zdobycia gema, jednak Polka nie pozwoliła jej na żadne przełamanie dominacji.

    Do zwycięstwa Świątek potrzebowała zaledwie 65 minut. Statystycy błyskawicznie odnotowali kolejne osiągnięcie liderki polskiego tenisa. Jeszcze zanim podeszła do siatki, by podziękować rywalce za mecz, serwis OptaAce opublikował informację o jej historycznym wyczynie. Polka została czwartą tenisistką w erze Open z przynajmniej dziesięcioma setami wygranymi 6:0 podczas turnieju w Rzymie.

    Przed nią dokonały tego jedynie prawdziwe ikony dyscypliny — Chris Evert, która ma na koncie 16 takich setów, a także Gabriela Sabatini oraz Serena Williams, które zanotowały po 11 zwycięskich setów do zera.

    W walce o ćwierćfinał Świątek zmierzy się z Naomi Osaka. Spotkanie zaplanowano na poniedziałek, nie wcześniej niż o godzinie 18:00. Dotychczasowy bilans bezpośrednich pojedynków przemawia na korzyść Polki i wynosi 2:1. Jeśli chce dalej marzyć o czwartym tytule na kortach Foro Italico, będzie musiała poprawić ten rezultat.

    Świątek triumfowała w Rzymie już trzykrotnie — w latach 2021, 2022 oraz 2024 — i ponownie udowadnia, że włoskie korty należą do jej ulubionych miejsc w całym cyklu WTA.

  • Partner Sabalenki nie ukrywa radości przed światem. Czekał na to od lat, wielka chwila

    Partner Sabalenki nie ukrywa radości przed światem. Czekał na to od lat, wielka chwila

    Sensacyjna porażka Aryny Sabalenki w turnieju WTA 1000 w Rzymie odbiła się szerokim echem w tenisowym świecie. Liderka światowego rankingu już w 1/16 finału musiała uznać wyższość Sorany Cirstei, która po emocjonującym meczu triumfowała 2:6, 6:3, 7:5. Dla Białorusinki oznacza to nie tylko przedwczesne pożegnanie z prestiżową imprezą, ale także utratę szansy na kolejne trofeum przed zbliżającym się Roland Garros.

    Rzymski turniej jest dla wielu zawodniczek kluczowym etapem przygotowań do wielkoszlemowej rywalizacji w Paryżu. Wśród uczestniczek znalazła się również Iga Świątek, triumfatorka zmagań na Foro Italico z lat 2021, 2022 i 2024. Tym razem jednak to właśnie Sabalenka była przez ekspertów i media wskazywana jako jedna z głównych faworytek do końcowego zwycięstwa.

    Rzeczywistość okazała się jednak brutalna dla pierwszej rakiety świata. Sorana Cirstea sprawiła ogromną niespodziankę i po kapitalnym powrocie odwróciła losy spotkania. Rumunka po słabszym początku zdołała przejąć inicjatywę, wykorzystując coraz większe problemy Sabalenki, która nie potrafiła utrzymać wysokiego poziomu gry do samego końca.

    Choć sama tenisistka musi teraz poradzić sobie z rozczarowaniem, zupełnie inne nastroje panują u jej narzeczonego. Georgios Frangulis ma bowiem powody do ogromnej radości. Brazylijski biznesmen i partner Sabalenki świętuje wielki sukces związany z jedną ze swoich inwestycji sportowych.

    Frangulis, znany przede wszystkim jako twórca marki OAKBERRY, od lat angażuje się w różnego rodzaju projekty biznesowe i sportowe. W ostatnich miesiącach głośno było o współpracy jego firmy z zespołem BWT Alpine Formula One Team rywalizującym w Formule 1. Niedługo później media informowały również o jego wejściu do grona inwestorów francuskiego klubu piłkarskiego Le Mans FC.

    W sobotni wieczór klub z Le Mans przypieczętował historyczny sukces. Drużyna prowadzona przez Patricka Videirę wywalczyła awans do Ligue 1 po wyjazdowym spotkaniu z Bastią. Mecz został przerwany przy stanie 2:0 dla gości z powodu zamieszek i rzucanych na murawę środków pirotechnicznych przez kibiców gospodarzy. Wynik nie uległ już zmianie, a Le Mans FC mogło rozpocząć świętowanie powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej we Francji.

    Na sukces zespołu natychmiast zareagował Georgios Frangulis. W mediach społecznościowych opublikował serię zdjęć oraz nagrań dokumentujących radość po awansie drużyny.

    „Dalej chłopcy! Przeszliście do historii! Grupa legend! Krąg Ligue 1” — napisał w relacji na Insta Stories narzeczony Aryny Sabalenki.

    Dla kibiców Le Mans FC to wydarzenie ma wyjątkowe znaczenie. Klub wraca bowiem do Ligue 1 po aż 16 latach przerwy, co wywołało ogromną euforię zarówno wśród fanów, jak i osób związanych z drużyną.

  • Takiej Igi Świątek nie widzieliśmy już dawno! Demolka. Co za mecz w Rzymie

    Takiej Igi Świątek nie widzieliśmy już dawno! Demolka. Co za mecz w Rzymie

    Iga Świątek turniej WTA 1000 w Rzymie rozpoczęła od niełatwego spotkania z Caty McNally (63. WTA). Polka, mimo świetnego początku, potem potrzebowała aż trzech setów, aby wygrać wynikiem 6:1, 6:7(5), 6:3. Kluczowe było jednak to, że zapewniła sobie awans do trzeciej rundy, a w niej przyszło jej mierzyć się z reprezentantką gospodarzy Elisabettą Cocciaretto (41.).

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
    As na start! Potem świetna gra Igi Świątek. Rywalka była bezradna

    Polka była oczywiście faworytką, jednak przeciwniczki nie można było lekceważyć. Szczególnie że grała przed swoją publicznością, która od samego początku głośno ją wspierała. Lepiej jednak zaczęła nasza rodaczka. Pierwszy punkt zdobyła asem, a w kolejnych minutach prezentowała się rewelacyjnie. Już w drugim gemie udało jej się przełamać rywalkę.

    Zobacz więcej: Pogrom faworytek w Rzymie. A oto co zrobiła Jelena Rybakina. I ten finisz

    A ta nie mogła znaleźć żadnego sposobu, żeby zaskoczyć znacznie lepiej dysponowaną Świątek. Trzecia rakieta świata wyglądała na korcie na bardzo skoncentrowaną i po zaledwie 10 minutach prowadziła już 3:0. Dopiero w czwartym gemie Cocciaretto wypracowała sobie kilka dobrych okazji i wyszła na prowadzenie 40:0. Polka była w stanie doprowadzić do gry na przewagi, ale finalnie lepsza okazała się Włoszka.

    Świetna gra Świątek
    Fenomenalna gra Igi Świątek. Co za popis w starciu z Elisabettą Cocciaretto

    Nie niosło to za sobą jednak poważniejszych konsekwencji, bo już w kolejnym gemie najlepsza polska tenisistka zwiększyła swoją przewagę i prowadziła 4:1. Wtedy przeciwniczka skorzystała z krótkiej przerwy medycznej, w trakcie której podano jej jakieś lekarstwo. Mimo wszystko reprezentantka gospodarzy wciąż nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej Świątek, która z minuty na minutę wyglądała coraz lepiej.

    Nie przegap: Sensacja dnia w Rzymie! Gwiazda za burtą. Zmiana w drabince Igi Świątek

    Jedynym atutem Włoszki momentami był serwis, ale i na nim nie mogła polegać w 100 proc., bo podczas pierwszego seta jeszcze raz została przełamana. Po zaledwie 30 minutach Polka wygrała pierwszą partię wynikiem 6:1. Powtórzył się tym samym rezultat ze wspomnianego spotkania z Caty McNally. Wówczas można było mieć jednak nadzieję, że nie powtórzą się kłopoty naszej rodaczki.
    Krótka przerwa nie wytrąciła Igi Świątek z rytmu. I ten niesamowity finisz

    Przerwa między partiami potrwała chwilę dłużej niż zazwyczaj, bo Cocciaretto skorzystała z przerwy toaletowej, ale gdy panie zameldowały się na korcie, oglądaliśmy bardzo podobny przebieg jak wcześniej. Świątek przełamała już w pierwszym gemie i coraz pewniej kroczyła po zwycięstwo w całym pojedynku. Przy wyniku 2:0, 0:30 chwilowo gra została przerwana ze względu na opady deszczu, ale na szczęście panie szybko wznowiły mecz.

    Tak Świątek zakończyła pierwszego seta

    Krótka przerwa w żaden sposób nie wybiła Polki z rytmu, bo w kolejnych minutach nadal prezentowała się fantastycznie. Niemal każda kolejna akcja kończyła się punktem dla trzeciej rakiety świata i w pewnym momencie było już 4:0 na jej korzyść. Ciężko było wyobrazić sobie jakikolwiek scenariusz, w którym Włoszka wróciłaby z wynikiem i wygrała jednak to spotkanie. To była dominacja.
    Iga Świątek ma awans! Teraz czeka ją ogromne wyzwanie w Rzymie

    W ciągu kilku kolejnych minut Świątek dołożyła jeszcze dwa gemy do swojego dorobku i ostatecznie wygrała całe spotkanie imponującym rezultatem 6:1, 6:0. Zaledwie jeden gem oddany przeciwniczce robi ogromne wrażenie! W tym meczu najlepsza polska tenisistka od samego początku do końca prezentowała się znacznie lepiej, a Cocciaretto była kompletnie bezradna.

    Czytaj też: To niemal pewne, będzie nowa liderka WTA! Wstrząs po klęsce Aryny Sabalenki

    Teraz Świątek czeka znacznie poważniejsze wyzwanie w Rzymie. W czwartej rundzie zagra bowiem z Naomi Osaką (16.). Japonka w Rzymie pokonała Evę Lys 6:4, 4:6, 6:3, a także Dianę Sznajder 6:1, 6:2. Starcie to będzie miało także drugie dno, bo trenerem 16. rakiety świata jest były szkoleniowiec Igi Świątek, czyli Tomasz Wiktorowski. Mecz ten odbędzie się w poniedziałek, nie przed godz. 18.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.