• Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Obie mają 24 lata, są z jednego rocznika i znają się ze sobą większość życia, bo ich znajomość rozpoczęła się gdy miały po 10 lat. Iga Świątek na oceany wypłynęła w 2020 roku premierowym zwycięstwem w Rolandzie Garrosie, a Maja Chwalińska w ostatnich dniach pisze swoją najlepszą historię w Paryżu, przystemplowaną poniedziałkowym awansem do drugiej rundy. Znają się tak dobrze, iż nie było problemu, by obie rodaczki namówić na wzajemnie zwierzenia o sobie.

    Dzisiaj ich drogi także symbolicznie się skrzyżowały, choć adekwatniej będzie użyć słowa, że na siebie nałożyły. Maja Chwalińska, po historycznym przebrnięciu eliminacji w Paryżu, zaczęła występy w drabince głównej od mniejszej estrady. Choć trzeba powiedzieć, że na korcie numer 7 także można wpaść w oko najbardziej nobliwym kibicom, którzy nierzadko z balkonów kortu centralnego Philippe’a Chatriera oglądają sąsiedzkie zmagania.

    Świątek i Chwalińska wzajemnie się oceniły. Wymowne słowa rodaczek
    Gdy bój Chwalińskiej chylił się ku końcowi, do “teatru marzeń” wchodziła Iga Świątek. Pierwsza z rodaczek sprawiła sporą sensację, eliminując aktualną mistrzynię olimpijską właśnie z Paryża Qinwen Zheng. Z kolei dla Świątek był to rozgrzewkowy dzień w biurze, zakończony bardzo pewną i szybką, choć nie idealnie wymuskaną wiktorią nad 17-letnią kwalifikantką Emerson Jones.

    Urodzona w Dąbrowie Górniczej tenisistka miała prawo promienieć, ale nawet w tym wyraźnym zadowoleniu pokazała, że jest całkowitą profesjonalistką. Dokładnie wybrzmiało to pod koniec rozmowy, gdy przyznała, że potencjalny awans do Top 100 wyobrażała sobie jako powód do świętowania. A teraz, gdy ten scenariusz formalnie może się ziścić lada moment, już chce więcej i nie zadowala się tym małym przełomem.

    Zanim Iga Świątek przyszła do wszystkich mediów, już w rozmowie z Eurosportem doceniła to, co osiągnęła Chwalińska. Gdy więc Maja, jako pierwsza z rodaczek, była do naszej dyspozycji, wysłannik Interii zapytał zawodniczkę o relacje z Igą Świątek, które z zewnątrz wyglądają na serdeczne.

    – Z Igą łączy nas kawał historii. Znamy się od 10. roku życia, więc już naprawdę bardzo długo. Grałyśmy wszystkie drużynowe mistrzostwa świata i Europy oraz razem jeździłyśmy na turnieje indywidualne. Dużo przeszłyśmy razem, myślę że to łączy i sprawia, że po prostu chcesz, żeby druga osoba też spełniała swoje marzenia. Obie wiemy, ile w to włożyłyśmy i jak ciężko na to pracowałyśmy – wspomniała.

    Świątek o Chwalińskiej: Nikt tak nie potrafi zamieszać przeciwniczkom
    Życie pisze jednak różne scenariusze i tak jest (było?) w przypadku obu rówieśniczek. – Później poszłyśmy swoimi drogami i Iga wystrzeliła. Takie jest też życie, że troszeczkę się oddaliłyśmy, nie ma co ukrywać. Po prostu już nie miałyśmy tyle czasu, żebyśmy spędzały go za sobą i to jest też normalne – Chwalińska stwierdziła ze zrozumieniem.

    Diametralna zmiana u Igi Świątek. Polka informuje po wygranym meczu

    – Ja oczywiście Igę ogromnie szanuję, jest niesamowitym sportowcem. To, co osiągnęła, jest po prostu wielkie. Jak najbardziej jej kibicuję, myślę że ona mnie także, co jest bardzo miłe. Mam nadzieję, że będziemy częściej się spotykać, bo to będzie oznaczało, że ja się pnę do miejsca, gdzie ona już się zadomowiła.

    Tak samo doceniła ogromną klasę najlepszej polskiej tenisistki z historii, gdy nie mogła się zdecydować, jaką jedną rzecz najchętniej przeniosłaby z tenisa Świątek i całego jej warsztatu na swoje pole. – Jej intensywność na pewno robi wrażenie. Ona we wszystko, co robi, wkłada tą intensywność. Do tego jakość w każdym uderzeniu, które gra. Ciężko mi jest wybrać jedną rzecz. Po prostu jest tak kompletną zawodniczką, że naprawdę ciężko mi jest wybrać jedną rzecz.

    Konferencja ze Świątek była okazją, by być sześciokrotnej triumfatorce Wielkich Szlemów odnieść się przede wszystkim do wygranej Mai nad pogromczynią Igi z pamiętnych igrzysk.

    – No jasne, że się cieszę. Od dawna wiedziałam i w sumie każdy to wiedział, że Maja ma talent oraz czucie i może spokojnie zagrozić dobrym zawodniczkom. I zachodzić daleko w turniejach. Ogromnie się cieszę, że teraz wygrała z Qinwen Zheng, bo jest to wymagająca przeciwniczka. Z tego, co słyszałam, wykorzystała swój styl gry oraz czucie, które ma wyjątkowe. Mam nadzieję, że dalej będzie z tego korzystała, bo nikt nie gra takich skrótów, ani lobów. Nikt tak nie potrafi zamieszać przeciwniczkom, więc naprawdę fajnie. Oby jak najdalej – uśmiechnęła się podopieczna trenera Francisco Roiga.

  • Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Po ostatnich wypowiedziach dotyczących formy oraz sytuacji Iga Świątek w mediach ponownie zrobiło się głośno wokół liderki polskiego tenisa. Tym razem głos zabrała Maja Chwalińska, która odniosła się do presji towarzyszącej występom Świątek oraz atmosfery wokół jej ostatnich wyników. Słowa Chwalińskiej szybko odbiły się szerokim echem wśród kibiców i ekspertów, a sama Iga postanowiła odpowiedzieć w charakterystycznym dla siebie stylu — spokojnie, ale bardzo stanowczo.

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    W ostatnich miesiącach Świątek znajduje się pod nieustanną obserwacją mediów sportowych. Każdy jej mecz analizowany jest w najmniejszych detalach, a każde potknięcie urasta do rangi poważnego kryzysu. Dla wielu ekspertów jest to naturalna cena sukcesu, ponieważ od kilku sezonów Polka należy do ścisłej światowej czołówki kobiecego tenisa. Jednocześnie coraz częściej pojawiają się głosy, że oczekiwania wobec niej są wręcz nierealistyczne.

    Właśnie do tego aspektu odniosła się Chwalińska. Polska tenisistka przyznała, że obserwuje ogromną presję nakładaną na Świątek zarówno przez media, jak i kibiców. Według niej wiele osób zapomina, że nawet najlepsze zawodniczki świata mają słabsze momenty i nie są w stanie wygrywać każdego turnieju. Chwalińska zaznaczyła również, że sukcesy Igi sprawiły, iż oczekiwania wobec niej osiągnęły poziom, z którym niezwykle trudno sobie radzić psychicznie.

    — Ludzie przyzwyczaili się, że Iga zawsze wygrywa. A sport tak nie działa — mówiła Chwalińska w jednym z wywiadów. — Każda zawodniczka ma trudniejsze chwile, zmęczenie, presję i momenty zwątpienia. Mam wrażenie, że wobec Igi często zapomina się o tym, że ona też jest człowiekiem.

    Te słowa spotkały się z dużym uznaniem środowiska tenisowego. Wielu ekspertów podkreślało, że komentarz Chwalińskiej był wyjątkowo szczery i potrzebny. Od dawna bowiem trwa dyskusja o tym, czy współczesny sport nie nakłada na gwiazdy zbyt wielkiej odpowiedzialności oraz czy media społecznościowe nie potęgują negatywnych emocji wokół sportowców.

    Sama Świątek nie pozostała obojętna wobec wypowiedzi koleżanki z reprezentacji. Podczas konferencji prasowej została zapytana o słowa Chwalińskiej i odpowiedziała bardzo dojrzale. Przyznała, że rzeczywiście od dłuższego czasu odczuwa ogromne oczekiwania ze strony otoczenia, jednak stara się zachować odpowiedni balans i nie skupiać się na presji zewnętrznej.

    — Prawda jest taka, że ludzie widzą głównie wyniki i trofea, ale za tym wszystkim stoi ogrom pracy, emocji i codziennych wyrzeczeń — powiedziała Świątek. — Cieszę się, że Maja zwróciła na to uwagę, bo czasami łatwo zapomnieć, że sportowiec też przeżywa trudniejsze chwile.

    Polka podkreśliła jednocześnie, że nauczyła się funkcjonować pod presją i traktuje ją jako część zawodowego sportu. Nie ukrywa jednak, że niektóre komentarze bywają krzywdzące, szczególnie gdy pojawiają się po pojedynczych porażkach. Świątek zaznaczyła, że tenis to dyscyplina niezwykle wymagająca mentalnie, ponieważ zawodniczki praktycznie przez cały rok pozostają w podróży i regularnie rywalizują na najwyższym poziomie.

    Eksperci zwracają uwagę, że fenomen Świątek sprawił, iż w Polsce tenis kobiecy osiągnął niespotykaną wcześniej popularność. Każdy jej sukces wywołuje ogromne emocje, a miliony kibiców śledzą jej występy niemal jak wydarzenia narodowe. To jednak ma również drugą stronę — każda przegrana jest szeroko komentowana, a analiza formy zawodniczki trwa przez wiele dni.

    W ostatnim czasie Świątek musiała mierzyć się z kilkoma trudniejszymi momentami na korcie. Pojawiły się pytania o jej dyspozycję fizyczną, przygotowanie mentalne oraz zmiany w sztabie szkoleniowym. Część komentatorów zaczęła nawet sugerować kryzys, choć wielu specjalistów uważa takie opinie za zdecydowanie przesadzone.

    Byli tenisiści podkreślają, że utrzymanie się przez długi czas w ścisłej światowej czołówce jest niezwykle trudne. Każda rywalka wychodzi na kort przeciwko liderce rankingu maksymalnie zmobilizowana, a presja związana z obroną punktów rankingowych i tytułów stale rośnie. Zdaniem wielu ekspertów właśnie dlatego nawet niewielki spadek formy może być bardzo odczuwalny.

    W obronie Świątek coraz częściej stają także inni sportowcy. Wielu z nich podkreśla, że sukcesy Polki zmieniły postrzeganie tenisa w kraju i otworzyły drogę młodszym zawodniczkom. Chwalińska zaznaczyła, że Świątek zrobiła dla polskiego sportu ogromnie dużo i zasługuje na większe wsparcie oraz zrozumienie.

    — Łatwo oceniać z zewnątrz, ale mało kto zdaje sobie sprawę, ile kosztuje utrzymanie się na takim poziomie przez tyle lat — podkreśliła Chwalińska. — Iga nadal jest jedną z najlepszych tenisistek świata i nie można o tym zapominać po jednej czy dwóch porażkach.

    Słowa te spotkały się z pozytywną reakcją kibiców w mediach społecznościowych. Wielu internautów zwracało uwagę, że dyskusja wokół Świątek często staje się zbyt emocjonalna, a oczekiwania wobec niej bywają nierealne. Część fanów podkreślała również, że sukcesy Polki sprawiły, iż przyzwyczailiśmy się do jej zwycięstw i dlatego każda przegrana wydaje się czymś wyjątkowym.

    Psychologowie sportowi zauważają, że presja związana z popularnością może mieć ogromny wpływ na funkcjonowanie zawodników. Stała obecność kamer, komentarze ekspertów oraz reakcje kibiców w internecie tworzą środowisko, w którym trudno zachować pełen spokój. W przypadku Świątek dodatkowym obciążeniem jest fakt, że przez lata była przedstawiana jako niemal niepokonana tenisistka.

    Mimo tego sama zawodniczka konsekwentnie podkreśla, że najważniejszy pozostaje dla niej rozwój sportowy. Świątek wielokrotnie mówiła, że nie chce skupiać się wyłącznie na rankingach czy oczekiwaniach kibiców. Jej celem jest ciągłe doskonalenie gry oraz zachowanie radości z rywalizacji.

    Wielu obserwatorów uważa, że obecna sytuacja może okazać się dla Polki bardzo cenna w dłuższej perspektywie. Trudniejsze momenty często pozwalają sportowcom wyciągać ważne wnioski i rozwijać się mentalnie. Historia tenisa pokazuje, że nawet największe legendy przechodziły okresy słabszej formy, by później wracać jeszcze silniejsze.

    Nie brakuje opinii, że wokół Świątek narosły oczekiwania, jakich wcześniej nie miał żaden polski tenisista. Każdy turniej z jej udziałem traktowany jest niemal jak obowiązek zwycięstwa. Tymczasem poziom kobiecego tenisa stale rośnie, a konkurencja jest coraz silniejsza

    W odpowiedzi na medialne spekulacje Świątek zachowuje jednak spokój. Zawodniczka konsekwentnie unika ostrych wypowiedzi i skupia się przede wszystkim na pracy z zespołem. Jej reakcja na słowa Chwalińskiej pokazała, że mimo ogromnej presji potrafi zachować dystans oraz docenić wsparcie ze strony innych zawodniczek.

    Cała sytuacja wywołała również szerszą dyskusję na temat traktowania sportowców przez media i kibiców. Coraz częściej pojawiają się głosy, że publiczna krytyka bywa zbyt surowa, szczególnie wobec zawodników, którzy przez lata dostarczali kibicom wielu powodów do dumy.

    Jedno jest pewne — zarówno wypowiedź Chwalińskiej, jak i odpowiedź Świątek pokazały, że w świecie profesjonalnego sportu ogromne znaczenie ma wzajemne wsparcie i zrozumienie. Dla wielu kibiców była to także ważna lekcja przypominająca, że nawet największe gwiazdy pozostają zwykłymi ludźmi, którzy również przeżywają emocje, stres i trudniejsze momenty.

    Przed Świątek kolejne ważne turnieje i następne wyzwania. Bez względu na wyniki jedno wydaje się niezmienne — Polka nadal pozostaje jedną z największych gwiazd światowego tenisa i zawodniczką, która już zapisała się w historii tej dyscypliny. A słowa Chwalińskiej tylko przypomniały wszystkim, że za sukcesami stoją nie tylko trofea, lecz także ogromna presja, z którą każdego dnia trzeba nauczyć się żyć.

    By fave

  • Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Chwalińska zabrała głos na temat Świątek. Iga odpowiada. Taka jest prawda

    Obie mają po 24 lata i należą do tego samego pokolenia polskiego tenisa. Znają się niemal całe życie – ich relacja zaczęła się jeszcze w dzieciństwie, gdy miały zaledwie po dziesięć lat. Dziś każda z nich znajduje się w innym miejscu kariery, ale historia, którą wspólnie pisały przez lata juniorskich startów, wciąż pozostaje ważna. Iga Świątek już dawno stała się światową gwiazdą po triumfie w Roland Garros w 2020 roku, natomiast Maja Chwalińska właśnie przeżywa najpiękniejsze chwile swojej przygody w Paryżu. Awans do drugiej rundy tegorocznego Roland Garros tylko potwierdził, że dla zawodniczki z Dąbrowy Górniczej może to być turniej przełomowy.

    Los sprawił, że ich historie ponownie przecięły się tego samego dnia. Chwalińska rozpoczęła zmagania w głównej drabince na kameralnym korcie numer 7. Choć to nie największa arena Rolanda Garrosa, właśnie tam często można zwrócić uwagę najbardziej wymagających kibiców i obserwatorów śledzących mecze z sąsiedztwa centralnego kortu Philippe’a Chatriera.

    Gdy spotkanie Mai zbliżało się do końca, na największy kort turnieju wychodziła już Świątek. Chwalińska sprawiła jedną z największych sensacji pierwszej rundy, eliminując mistrzynię olimpijską z Paryża, Qinwen Zheng. Z kolei dla Świątek był to spokojny, choć niepozbawiony drobnych niedoskonałości dzień pracy – Polka pewnie pokonała 17-letnią kwalifikantkę Emerson Jones.

    Po zwycięstwie Chwalińska nie kryła radości, ale jednocześnie podkreślała, że nie zamierza zatrzymywać się na samym awansie do czołowej setki rankingu WTA. Jeszcze niedawno taki wynik wydawał jej się spełnieniem marzeń, dziś jednak chce znacznie więcej.

    Jeszcze zanim Świątek pojawiła się przed dziennikarzami, zdążyła już w rozmowie z Eurosportem pochwalić występ swojej rodaczki. Gdy więc Chwalińska pojawiła się przed mediami, została zapytana o relację z najlepszą polską tenisistką ostatnich lat.

    – Z Igą łączy nas ogromna część życia. Znamy się od dziesiątego roku życia. Grałyśmy razem drużynowe mistrzostwa świata i Europy, wspólnie jeździłyśmy na turnieje. Bardzo dużo razem przeszłyśmy i myślę, że to buduje więź. Obie wiemy, ile kosztowała nas droga do tego miejsca i ile pracy włożyłyśmy w realizację marzeń – opowiadała Chwalińska.

    Tenis jednak sprawił, że ich kariery potoczyły się inaczej. Świątek błyskawicznie wspięła się na światowy szczyt, podczas gdy Chwalińska musiała długo walczyć o swoje miejsce.

    – Potem nasze drogi trochę się rozeszły. Iga wystrzeliła, jej kariera nabrała ogromnego tempa. To naturalne, że miałyśmy mniej czasu dla siebie. Tak po prostu wygląda życie – przyznała szczerze Maja.

    Polka podkreśliła jednak, że ogromnie ceni osiągnięcia Świątek i z uznaniem patrzy na jej rozwój.

    – Bardzo ją szanuję. To niesamowita sportsmenka. To, czego dokonała, jest czymś wielkim. Kibicuję jej i mam poczucie, że ona również trzyma za mnie kciuki. Mam nadzieję, że będziemy częściej spotykać się na największych turniejach, bo to będzie oznaczało, że sama zbliżam się do poziomu, na którym Iga już od dawna się znajduje – mówiła.

    Zapytana o to, jaką cechę najchętniej „przeniosłaby” z gry Świątek do własnego tenisa, Chwalińska miała problem z wyborem tylko jednej rzeczy.

    – Jej intensywność robi ogromne wrażenie. We wszystko wkłada pełne zaangażowanie. Do tego dochodzi jakość każdego uderzenia. Naprawdę trudno wskazać jedną konkretną cechę, bo Iga jest po prostu niezwykle kompletną zawodniczką – tłumaczyła.

    Sama Świątek również nie szczędziła koleżance ciepłych słów po sensacyjnym zwycięstwie nad Qinwen Zheng.

    – Bardzo się cieszę z jej sukcesu. Od dawna wszyscy wiedzieliśmy, że Maja ma wielki talent i niesamowite czucie piłki. Potrafi sprawiać problemy najlepszym zawodniczkom świata. Pokonanie Qinwen Zheng to świetny wynik, bo to bardzo wymagająca rywalka. Z tego, co słyszałam, Maja doskonale wykorzystała swój styl gry i wyjątkowe wyczucie. Mam nadzieję, że będzie dalej korzystać z tych atutów, bo naprawdę niewiele zawodniczek potrafi grać takie skróty i loby. Ma umiejętność mieszania gry w sposób, którego praktycznie nikt inny nie posiada. Oby zaszła w tym turnieju jak najdalej – powiedziała z uśmiechem Świątek.

  • Mocna Iga Świątek na początek Roland Garros

    Mocna Iga Świątek na początek Roland Garros

    Polka udzieliła surowej lekcji nastolatce Emerson Jones. Iga Świątek nie miała litości i na zaledwie chwile traciła kontrolę nad meczem. W pierwszej rundzie Polka zwyciężyła 6:1, 6:2. Potrzebowała na to godziny.

    W poniedziałek rozpoczęła się tegoroczna przygoda Igi Świątek w Roland Garros – w turnieju wielkoszlemowym, który najmocniej upodobała sobie na początku kariery i w którym odniosła cztery zwycięstwa. Dodatkowo, zdobyła na tych samych kortach brązowy medal igrzysk olimpijskich.

    Akurat początek drabinki Igi Świątek wygląda optymistycznie, a w pierwszej rundzie trafiła na Emerson Jones – nastolatkę z Australii, która wystartowała w Paryżu z “dziką kartą”. Do eliminacji turniejów WTA wchodziła już w wieku 13-14 lat, także wcześnie została uznana za wielki talent. Nie zmieniało to faktu, że w zestawieniu z Igą Świątek była skazywana na pożarcie. I tak też się stało.

    Iga Świątek wybrała rozpoczęcie serwisem i w pierwszym gemie nie oddała przeciwniczce ani jednej piłki. Zresztą taka sama historia była w drugim gemie już przy podaniach Emerson Jones. Australijka otrząsnęła się dopiero po tym falstarcie, opanowała tremę i odpowiedziała przełamaniem powrotnym na 1:2.

    ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?

    Polka poczuła już, że choć gra z nastolatką, to wypunktowanie jej nie będzie aż takim banalnym zadaniem. Podniosła tempo i po odzyskaniu przewagi przełamania, odjeżdżała w pierwszym secie. Gem za gemem trafiał ponownie do Igi Świątek, a przeciwniczka zaczęła podejmować nieopłacalne ryzyko. Set zakończył się tak jak rozpoczął, czyli serią piłek dla Polki, a wynikiem 6:1.

    Od razu na początku drugiego seta Iga Świątek zabrała podanie tenisistce z Australii, co nie zapowiadało żadnego zwrotu akcji w meczu. Była liderka rankingu WTA była cierpliwa i prawie zawsze doczekała się błędu przeciwniczki, przez co przestała nie tylko oddawać gemy, ale nawet piłki Emerson Jones.

    Ta seria została przerwana przez nastolatkę dopiero w gemie na 1:3, a w następnym gemie po raz pierwszy od początku meczu obroniła serwis. Było to jednak kolejne krótkie i ostatnie już przebudzenie Emerson Jones. Kiedy tylko Iga Świątek przyspieszała, była nie do zatrzymania i wygrała 6:2.

    Roland Garros:

    I runda gry pojedynczej:

    Iga Świątek (Polska, 3) – Emerson Jones (Australia, WC) 6:1, 6:2

  • Pochwały dla mądrej gry Mai Chwalińskiej. A Świątek? “To byłoby nie w porządku wobec Igi”

    Pochwały dla mądrej gry Mai Chwalińskiej. A Świątek? “To byłoby nie w porządku wobec Igi”

    Wszystkie polskie tenisistki awansowały do drugiej rundy wielkoszlemowego turnieju Rolanda Garrosa rozgrywanego na kortach ziemnych w Paryżu. W poniedziałek, 25 maja, furorę zrobiła Maja Chwalińska, która pewnie ograła mistrzynię olimpijską Chinkę Qinwen Zheng 6:4, 6:0. Bez problemu do kolejnej rundy awansowała Iga Świątek, która cztery razy wygrywała paryską imprezę. – Kapitalnie rozpoczął się ten turniej dla naszych tenisistek, które wygrały swoje mecze w pierwszej rundzie – cieszyła się Katarzyna Nowak, była polska tenisistka, w rozmowie z Interia Sport.
    Maja Chwalińska ubrana na czarno z zaciśniętą pięścią na korcie tenisowym, w tle widoczna publiczność

    Maja ChwalińskaMATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP

    Maja Chwalińska zadebiutowała w głównej drabince wielkoszlemowego turnieju w Paryżu i trzeba przyznać, że zrobiła furorę. Oczywiście na wiele w tym meczu pozwoliła jej mistrzyni olimpijska Chinka Qinwen Zheng, która od wielu miesięcy nie gra już na poziomie ze światowego topu.

    24-letnia Polka potrzebowała 86 minut, by odprawić utytułowaną rywalkę w pierwszej rundzie po zwycięstwie 6:4, 6:0. A przecież Chinka przed rokiem dotarła do ćwierćfinału Rolanda Garrosa i była w czerwcu 2025 roku czwartą zawodniczką w światowym rankingu, a po porażce z Chwalińską wyleci daleko poza setkę.

    “To była mądra gra, która może dać jej wiatr w żagle”

    I właśnie na to zwraca uwagę w rozmowie z Interia Sport Katarzyna Nowak, która jest prekursorką zawodowego tenisa w Polsce. To właśnie ona była pierwszą tenisistką z naszego kraju, która znalazła się w “50” światowego rankingu.

    – Nawet biorąc pod uwagę fakt, że Chinka nie radzi sobie od dawna na korcie, to chyba nikt się nie spodziewał tak łatwego zwycięstwa Mai w wielkoszlemowym turnieju. To widać, że Qinwen Zheng nie gra, jak rok temu, kiedy była w ścisłej światowej czołówce, a dwa lata temu ogrywała w półfinale igrzysk na tych kortach Igę Świątek. Ma bowiem swoje problemy. To jednak niebywałe, że rotacyjne piłki zagrywane przez Maję sprawiały takie kłopoty Chince. To tylko pomoże zyskać naszej tenisistce wielką pewność siebie. Maja była regularna i grała konsekwentnie, a do tego widać u niej stabilizację serwisowa i oczywiście popisywała się liftowanymi uderzeniami. To była mądra gra, która może dać jej wiatr w żagle – powiedziała Nowak, która w 1995 roku dotarła do trzeciej rundy Rolanda Garrosa, w rozmowie z Interia Sport.

    Mimo że Chwalińska trafiła na słabiej dysponowaną rywalkę, to jednak należy podkreślić, że Polka rozegrała kolejny mecz w ostatnim czasie, w którym nie straciła gema w secie. To tylko pokazuje, jak buduje się ta zawodniczka.

    Oczywiście życzę Mai jak najlepiej. Trzeba pamiętać, że zaraz przed nią kolejny mecz. Teraz wszyscy się cieszymy, a Mai potrzebne jest wyciszenie emocji, które są naturalne w takiej sytuacji. Powinna się maksymalnie skupić, bo rywalka jest bardzo wymagająca

    Kolejną rywalką Chwalińskiej w paryskim turnieju będzie rozstawiona z numerem 23. Belgijka Elise Mertens, która w pierwszej rundzie pokonała Niemkę Tatjanę Marię 7:5, 6:0.

    Pewna wygrana Igi Świątek. “Trudno jest analizować jej mecz”

    Pewnie do drugiej rundy awansowała Iga Świątek. Polka, turniejowa trójka, w 60 minut odprawiła z kwitkiem 17-letnią Australijkę Emerson Jones, wygrywając 6:1, 6:2.

    – Na razie ze spokojem trzeba podchodzić do tego, co robi Iga pod wodzą nowego trenera. Ona musi przede wszystkim wrócić do gry z dużą pewnością siebie, czego zresztą przebłyski były już w Rzymie, bo przecież w tenisa nie zapomniała grać. Trudno jest analizować jej mecz z 17-latką. To byłoby nawet nie w porządku wobec Igi. O wiele więcej będziemy mogli mówić po kolejnych rundach, bo jednak trafiła na trudną część drabinki. Dawno nie widziałam, by drabinka tak się ułożyła, że w jednej połówce jest tyle bardzo dobrych zawodniczek. Do tego Iga gra z wielkim obciążeniem, bo wiemy, jak ważny jest dla niej ten turniej. Z drugiej strony jest zawodniczką z wielkim doświadczeniem, bo od lat gra w światowym topie – zauważyła Nowak.

    W drugiej rundzie rywalką Raszynianki będzie Czeszka Sara Beljek. Ona w pierwszym meczu na paryskich kortach wygrała z Amerykanką Sloane Stephens, która musiała się przebijać przez kwalifikacje, 6:3, 6:2.
    Tenisistka w czarnej koszulce odbija piłkę rakietą podczas intensywnej akcji na korcie.

    Maja ChwalińskaMATTHIEU MIRVILLEAFP
    Kobieta w różowej bluzie ze łzami w oczach siedzi przy mikrofonie i ociera nos, za nią widoczne logo turnieju tenisowego.

    Qinwen ZhengWu Huiwo/XinhuaAFP
    Tenisistka w fioletowym stroju odbija piłkę podczas dynamicznego uderzenia oburącz rakietą na korcie.

    Iga ŚwiątekMATTHIEU MIRVILLEAFP

    DJB: Komentarze przed finałem Ligi Konferencji: Crystal Palace – Rayo Vallecano.

  • Diametralna zmiana u Igi Świątek. Polka informuje po wygranym meczu

    Diametralna zmiana u Igi Świątek. Polka informuje po wygranym meczu

    Wszystkie mecze, które na nim zagrałam, zmieniły moje życie. Więc wychodząc za każdym razem próbuję to jakoś docenić – mówi Iga Świątek, doceniając wygraną na przywitanie z tegorocznym Rolandem Garrosem na korcie centralnym Philippe’a Chatriera. I zwycięski pojedynek z 17-letnią kwalifikantką z Australii Emerson Jones. Polka wskazała na ważną zmianę, która dokonała się w niej względem choćby ubiegłego roku, a diametralnie zmienia jej podejście.

    Iga Świątek odcina się od tego, co jej nie pomagałoTnani Badreddine/DeFodi ImagesNewspix.pl

    – Przyzwyczaiłam się do tego kortu, kilka lat tutaj już spędziłam. Czuję się w pewnym sensie jak w domu, a na początku wszystko tutaj było takie może nie przytłaczające, bo to negatywne słowo, ale odświętne. Bardzo się cieszę, że mogę grać na korcie centralnym, mam super wspomnienia – mówiła dziennikarzom Iga Świątek po przybyciu do najważniejszej areny konferencyjnej w kompleksie Rolanda Garrosa.

    Iga Świątek: Jestem bardziej w swojej bańce

    Zwycięstwo to jedno, ale zwłaszcza w angielskiej, dłuższej części konferencji widać było, że Iga ma w sobie tak potrzebny luz, który dobrze rokuje w kontekście zmagań na korcie. Czy to tylko kwestia powrotu do swojego Paryża, do tych miejsc, które najbardziej lubi? Niezupełnie. A pisząc wprost, jest coś ważniejszego, co 24-latce udało się zmienić.

    – Faktycznie wracam co roku do tych samych miejsc, więc rzeczywiście mam ulubione. A to, jak się czuję… Zacznę od tego, jak mi się gra w tenisa. Ale też w zeszłym roku nie było łatwo, w sezonie na mączce w sumie źle się czułam, bo dochodziły do mnie wszystkie oczekiwania z zewnątrz, krytyka i wszystko negatywne – stwierdziła Świątek, po czym przeszła do sedna.

    – W tym roku lepiej wychodzi mi olewanie tego. W sumie nawet nie wiem, czy to się pojawia czy nie, bo totalnie nic nie czytam. Jestem po prostu skupiona na sobie, bardziej w swojej bańce. I cieszę się, że mogę po prostu grać tak, jak chcę. Choć na pewno pojawi się stres i będzie ciężko, bo to jest Wielki Szlem, ale chciałabym cieszyć się tym, że tutaj jestem, bo bardzo lubię te korty i tutejsze miejsca – dodała Świątek.

    Od początku drabinki głównej panuje w Paryżu prawdziwy upał. Dla niektórych zawodników to bardzo wymagające warunki, ale nie dla Igi Świątek. Polka podkreśliła, że to jeszcze nie to ekstremum, by wyraźniej dawało jej się we znaki i utrudniało poczynania na korcie.

    – Szczerze mówiąc to mi nie przeszkadza. Grałam turnieje, gdzie było o wiele gorzej, na przykład w Chinach, a zwłaszcza rok temu w Cincinnati. O Jezu, chyba nigdzie indziej nie doświadczyłam takiej pogody. Wiadomo, że pogoda jak w Paryżu może wpłynąć na podwyższone tętno czy człowiek będzie bardziej się pocił, ale tej trudności nie czułam. Dobrze mi się grało, piłka fajnie skakała i dobrze ją czułam, bo też miałam okazję kilka dni pograć w tej temperaturze. Niemniej pierwsze treningi po tym, jak było tutaj 16 stopni Celsjusza, stały się wymagające – oceniła trzecia zawodniczka świata.

    Z Paryża – Artur Gac

    Uśmiechnięta młoda osoba w czapce z daszkiem i fioletowej bluzie rozmawia podczas konferencji prasowej, przed mikrofonem z logo Roland Garros.

    Iga Świątek, Roland Garros 2026MATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona.

  • 17-latka była bez szans. Tak zachowała się po porażce ze Świątek

    17-latka była bez szans. Tak zachowała się po porażce ze Świątek

    Iga Świątek potrzebowała tylko godziny, by uporać się z Emerson Jones w pierwszej rundzie tegorocznego Rolanda Garrosa. Pożegnanie zawodniczek przy siatce również nie trwało przesadnie długo.

    Dodaj tag WTA do ulubionych
    17-letnia Emerson Jones uchodzi za duży talent w świecie tenisa, jednak w starciu z nieporównywalnie bardziej utytułowaną Igą Świątek nie miała niemal nic do powiedziała. Polka w godzinę rozbiła rywalkę 6:1, 6:2 i zanotowała bardzo pewny awans do drugiej rundy Rolanda Garrosa.

    Nasza reprezentantka w ostatniej akcji meczu szybko zepchnęła rywalkę do defensywy, a całe spotkanie zakończyła uderzeniem przy siatce. Później musiała chwilę poczekać na przeciwniczkę, która ruszyła w jej kierunku, by zawodniczki mogły podziękować sobie za rywalizację.

    ZOBACZ WIDEO: Jest nadzieją polskich biegów. Ujawniła, jakie dostaje wiadomości

    Świątek i Jones wymieniły szybki uścisk dłoni, a Polka lekko skinęła głową nastolatce. Chwilę potem obie podziękowały też sędzi. Widać to na nagraniach, które udostępniamy na końcu materiału.

    Niedługo później Świątek udzieliła krótkiego wywiadu Pawłowi Kuwikowi z Eurosportu. W trakcie tej rozmowy mówiła m.in. o trudnych warunkach atmosferycznych panujących w Paryżu.

    – Gdy przyjechaliśmy do Paryża, było 16 stopni, megawietrznie. Teraz zrobiło się 32 stopnie, megaduszno. Pierwszy dzień na pewno był trudny. Później wiedziałam, co zrobić, żeby się dostosować – wyjaśniła.

    Jej rywalką w drugiej rundzie będzie Czeszka Sara Bejlek, która pokonała 6:3, 6:2 Amerykankę Sloane Stephens.

  • Pierwszy mecz i demolka. Świątek wreszcie sama to przyznała. Nastąpiła przemiana

    Pierwszy mecz i demolka. Świątek wreszcie sama to przyznała. Nastąpiła przemiana

    Iga Świątek rozpoczęła rywalizację na Roland Garros. W pierwszej rundzie Polka rozprawiła się z Emerson Jones, wygrywając 6:1, 6:2. Momentami Australijka postraszyła naszą tenisistkę, jednak to czterokrotna mistrzyni ze stolicy Francji zameldowała się w drugiej rundzie. – Od początku wiedziałam, jak chcę zagrać – mówiła po meczu.

    Obyło się bez nieprzyjemnej niespodzianki. Iga Świątek awansowała do drugiej rundy Roland Garros. W poniedziałkowe południe Raszynianka pokonała 6:1, 6:2 utalentowaną Australijkę Emerson Jones. Zajęło jej to zaledwie godzinę.

    Zaraz po zakończeniu spotkania nasza tenisistka udzieliła pomeczowego wywiadu na korcie Philippe’a Chatriera.

    Świątek zabrała głos po wygranej w Paryżu
    – Jestem szczęśliwa, że mogę grać na tym korcie. Pierwsze mecze nie są łatwe. Chcesz przyzwyczaić się do warunków, poznać je. Jestem zadowolona z tego, jak dzisiaj grałam. To na pewno był dobry pierwszy mecz – tłumaczyła zaraz po ostatnim gemie Polka.

    – Nic nie przychodzi łatwo. Im więcej masz tytułów, tym ciężej musisz pracować. Wszyscy zaczynają się uczyć twojej gry. Warunki są tutaj inne niż w Rzymie, gdzie było dosyć chłodno i wilgotno. Ale jestem gotowa fizycznie. Muszę wszystko dostosować do warunków i po prostu podejmować dobre decyzje – dodawała.

    Następnie 24-latka porozmawiała z polskim działem “Eurosportu”. Na start zapytano ją o reakcje organizmu na rywalizację w Paryżu. – Wszystko jest okej. Od początku wiedziałam, jak chcę zagrać, więc taktycznie od początku do końca wiedziałam, jaki plan mam realizować. Fajnie, że mieliśmy kilka dni w tej temperaturze, bo to pomogło dostosować się do tego jak piłka skacze na korcie – mówiła.

    – Pierwszy dzień był wymagający. Kiedy przyjechaliśmy, to dosłownie było 16 stopni, mega wietrznie. Teraz nagle zrobiło się 32, mega duszno. Wiedziałam co zrobić, żeby się dostosować. Jak widać, było fajnie. Cieszę się, że byłam solidna i nie ryzykowałam z niepotrzebnych piłek – uzupełniła.

    Ostatnie zdanie z tej wypowiedzi wydaje się naprawdę istotne. Pod wodzą Francisco Roiga czterokrotna mistrzyni Roland Garros gra mądrzej, nabrała pewności siebie i przede wszystkim odzyskała radość z gry.

    Na koniec Świątek pogratulowała Mai Chwalińskiej wygranej z Chinką Qinwen Zheng.

  • Nie mają wątpliwości ws. Świątek. Polka rozpoczęła w Paryżu “polowanie”

    Nie mają wątpliwości ws. Świątek. Polka rozpoczęła w Paryżu “polowanie”

    Iga Świątek rozpoczęła walkę o swój piąty tytuł na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu. 24-latka na inaugurację zmierzyła się z Emerson Jones. Starcie potrwało zaledwie godzinę. Zwrócono uwagę m.in. na zabójczy bilans Polki w stolicy Francji, a także na… inne reprezentantki Polski, które świetnie rozpoczęły zmagania w wielkoszlemowym turnieju.

    Iga Świątek jest królową Paryża i to nie ulega wątpliwości. Polka triumfowała w stolicy Francji aż czterokrotnie, a jej bilans spotkań na paryskiej mączce wynosi 40-3. Przed rokiem odpadła w półfinale, a teraz z pewnością miałaby ochotę, aby ponownie wrócić na szczyt.

    Roland Garros. Świątek rozpoczęła od pewnego zwycięstwa
    Świątek rozpoczęła tegoroczny turniej Roland Garros w poniedziałkowe południe. Jej rywalką była Emerson Jones. 17-letnia Australijka uważana jest za wielki talent. Zajmuje ona dopiero 136. miejsce w rankingu WTA, a w głównej drabince turnieju znalazła się dzięki dzikiej karcie.

    Polka i Australijka spędziły na korcie zaledwie godzinę. Świątek od początku do końca dominowała w starciu z 17-latką i ostatecznie triumfowała 6:1, 6:2. 24-latka w 2. rundzie zagra z Czeszką Sarą Bejlek. To spotkanie powinno odbyć się w środę.

    Eksperci po meczu Świątek – Jones. Tak oceniono Polkę
    Chwilę po zakończeniu spotkania tenisowi eksperci podsumowali spotkanie Świątek – Jones. Wszyscy podkreślają, że to był spacerek dla Polki, która poprawia swoje statystyki na paryskiej mączce.

    – Czterokrotna mistrzyni Roland Garros Iga Świątek awansowała do drugiej rundy w Paryżu po łatwym zwycięstwie nad młodą Australijką Emerson Jones. Poprawiła swój bilans w tym turnieju do absurdalnego 41-3 – podkreślił Jose Morgado.

    – Widać, że Australijka dopiero zaczyna zawodową przygodę z mączką. Przyjechała po naukę i pewnie wyciągnie wnioski. A my mamy 4 Polki w II rundzie – napisał Rafał Smoliński.

  • Chwalińska skradła show w Paryżu, ale co się stało potem. Wielkie pieniądze na koncie Polki, a to nie koniec

    Chwalińska skradła show w Paryżu, ale co się stało potem. Wielkie pieniądze na koncie Polki, a to nie koniec

    Maja Chwalińska przebrnęła eliminacje do Roland Garros i pierwszy raz zameldowała się w turnieju głównym. Polka na inaugurację zmierzyła się z Qinwen Zheng i pokazała, że dobrze czuje się na paryskich kortach. Mistrzyni olimpijska nie miała zbyt wielu argumentów, aby powstrzymać rozpędzoną tenisistkę znad Wisły. To oznacza, że Polka śrubuje swój finansowy rekord, a to może być nie koniec dobrych wieści.

    Maję Chwalińską na kortach w Paryżu obserwujemy już od kilku dni. 24-latka zgłosiła się do eliminacji Roland Garros. W drodze do upragnionego awansu pokonała Alice Rame (6:0, 6:3), Carole Monnet (6:0, 6:1) i Suzan Lamens (7:6, 7:5). Tym samym 24-latka pierwszy raz w swojej karierze dostąpiła zaszczytu, aby znaleźć się w turnieju głównym paryskiej imprezy. Dla niej to także trzeci w ogóle występ w wielkoszlemowym turnieju. Wcześniej zagrała w 2. rundzie Wimbledonu 2022 i 1. rundzie Australian Open 2025.

    Wielkie zwycięstwo Chwalińskiej
    Chwalińska w 1. rundzie trafiła na Qinwen Zheng (WTA 56). Chinka była zdecydowaną faworytką, ale Polka pokazała, że nie należy jej skreślać. Pierwszą partię wygrała 6:4, a drugą 6:0. Warto podkreślić, że Zheng w trakcie drugiej odsłony korzystała z przerwy medycznej z powodu problemów z prawą stopą. – Maja konsekwentnie rozbijała tenis przeciwniczki swoją sprytną grą, mocno rozrzucała mistrzynię olimpijską po korcie. Ostatecznie w drugim secie doszło do pogromu – relacjonował Mateusz Stańczyk na łamach Interii.

    Wygrana Chwalińskiej, ale co się stało później. Wielka kasa dla Polki
    Chwalińska przed przyjazdem na Roland Garros plasowała się na 114. miejscu w światowym rankingu i według oficjalnego serwisu WTA w całej karierze zarobiła łącznie nieco ponad 114 tysiące dolarów. Teraz jest pewne, że zarobi rekordowe pieniądze. Za awans do drugiej rundy na jej konto wpłynie 130 tysięcy euro (151 921 dolarów).

    To jednak nie koniec świetnych wieści dla polskiej tenisistki. Wiele na to wskazuje, że po Roland Garros będzie plasować się na najwyższym miejscu w swojej karierze. Do tej pory była to 113. pozycja. Na ten moment – w rankingu live – znajduje się na 97. miejscu.

    Chwalińska w 2. rundzie zmierzy się z Elise Mertens albo Tatjaną Marią. Gdyby Polce udało się awansować to 3. rundy to zarobiłaby w Paryżu 187 000 euro. Triumfatorzy rywalizacji singlowej w Paryżu otrzymają po 2,8 mln euro.