• Iga Świątek na ścianie chwały. Sabalenkę pominęli. “Niszczycielka”

    Iga Świątek na ścianie chwały. Sabalenkę pominęli. “Niszczycielka”

    Jest ich 41. Aktywnych tylko pięć. – To oczywiste, że Iga Świątek jest obecna na tej wystawie – mówi nam Eva Rodrigues Gregorio, szefowa Tenniseum, muzeum na terenie Stade Roland Garros. Od początku wielkoszlemowego French Open 2026 kibice mogą oglądać eksponaty od najważniejszych tenisistek w historii tego sportu.

    Srebrne lusterko Katie Stretton jest trochę mniejsze od tenisowej rakiety, ale bardzo możliwe, że waży więcej. Sprawdzić nie możemy, bo leży szczelnie zamknięte w szklanej gablocie. Obok imponującego upominku, który Stretton otrzymała w 1897 roku w Bournemouth, znajduje się piękny drobiazg – broszka z 1883 roku.

    Od prezentacji pierwszych nagród wręczanych tenisistkom zaczyna się wystawa „Elles montent au filet: une histoire du tennis féminin” („One zbliżają się do siatki: historia tenisa kobiet”). Kończy ją ściana chwały ze zdjęciami 41 tenisistek. I z multimedialnym ekranem, na którym można się dowiedzieć, dlaczego akurat te zawodniczki zostały uznane za najważniejsze w rozwoju damskiego tenisa.

  • Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Jeszcze przed wyjściem na kort Mirra Andriejewa była wskazywana jako zdecydowana faworytka starcia z Fiona Ferro. Młoda Rosjanka, rozstawiona z numerem ósmym w tegorocznym Roland Garros, potwierdziła te przewidywania i bez większych problemów awansowała do drugiej rundy paryskiego turnieju. Spotkanie rozegrane na korcie Philippe’a-Chatriera zakończyło się po zaledwie 71 minutach wynikiem 6:3, 6:3.

    19-latka z Krasnojarska przyjechała do Paryża w znakomitej dyspozycji. W ostatnich tygodniach regularnie meldowała się w końcowych fazach największych turniejów na kortach ziemnych. Triumfowała w zawodach WTA 500 w Linzu, później dotarła do półfinału w Stuttgarcie, a następnie zachwycała podczas prestiżowego turnieju w Madrycie, gdzie awansowała aż do finału. Tuż przed Roland Garros zanotowała również ćwierćfinał imprezy WTA 1000 w Rzymie, przegrywając dopiero po trzysetowym boju z Coco Gauff.

    Nic więc dziwnego, że eksperci zaczęli wymieniać Andriejewą w gronie zawodniczek mogących odegrać znaczącą rolę podczas wielkoszlemowej rywalizacji w Paryżu. Już pierwszy mecz pokazał, że Rosjanka jest bardzo dobrze przygotowana do walki o kolejne zwycięstwa.

    Początek pojedynku z Ferro przebiegał całkowicie pod dyktando młodszej tenisistki. Andriejewa szybko przejęła inicjatywę, pewnie utrzymała własne podanie, a następnie przełamała rywalkę. Po kilku minutach prowadziła już 3:0 i wydawało się, że całkowicie kontroluje wydarzenia na korcie.

    Francuzka próbowała jeszcze wrócić do gry. W siódmym gemie miała nawet trzy break pointy z rzędu, by odrobić stratę przełamania. Rosjanka zachowała jednak zimną krew i wyszła z ogromnych kłopotów, zdobywając pięć kolejnych punktów. Ferro walczyła ambitnie również pod koniec seta, ale ostatecznie nie zdołała zatrzymać rozpędzonej przeciwniczki. Pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:3 dla Andriejewej.

    Drugi set rozpoczął się od wygranego gema przez reprezentantkę gospodarzy, jednak później Rosjanka ponownie wrzuciła wyższy bieg. Cztery kolejne gemy padły jej łupem i sytuacja Ferro stała się bardzo trudna. Francuzka nie zamierzała jednak składać broni. W pewnym momencie zdołała zmniejszyć straty i była bliska doprowadzenia do remisu 4:4, prowadząc 30:15 przy serwisie przeciwniczki.

    Andriejewa ponownie pokazała jednak ogromny spokój oraz dojrzałość. Nie dopuściła do odwrócenia losów seta, a na zakończenie spotkania dołożyła jeszcze jedno przełamanie. Ostatecznie triumfowała 6:3, 6:3, wywołując rozczarowanie wśród francuskiej publiczności.

    W drugiej rundzie rosyjska tenisistka zmierzy się ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Marina Bassols Ribera a Emiliana Arango. Warto podkreślić, że Andriejewa znalazła się w tej samej połówce drabinki co Iga Świątek. Potencjalnie już wcześniej może

  • Nie dojdzie do rewanżu Rybakiny na Rosjance. Deklasacja w Roland Garros

    Nie dojdzie do rewanżu Rybakiny na Rosjance. Deklasacja w Roland Garros

    Jelena Rybakina, podobnie jak Iga Świątek, rozpocznie rywalizację w tegorocznym Roland Garros dopiero w poniedziałek. Jeszcze przed swoim pierwszym meczem poznała jednak potencjalną przeciwniczkę w drugiej rundzie. Wyłoniło ją starcie Anny Blinkowej z Juliją Starodubcewą. Wiadomo już, że reprezentantka Kazachstanu nie będzie miała okazji do rewanżu za bolesną porażkę z Australian Open 2024. Niedziela przyniosła także kilka innych ważnych rozstrzygnięć dotyczących możliwej ścieżki Rybakiny w paryskim turnieju.

    Roland Garros ruszył w niedzielę, a tego dnia udane otwarcie zaliczyły m.in. Magda Linette i Magdalena Fręch, które awansowały do drugiej rundy. W cieniu ich zwycięstw poznawaliśmy również potencjalne przeciwniczki dla Rybakiny, która do gry wkroczy dopiero dzień później.

    Kazaszka przyjechała do Paryża po nie do końca udanym występie w Rzymie. Choć wcześniej imponowała formą i pewnie eliminowała kolejne rywalki, w ćwierćfinale zatrzymała ją Elina Switolina. Mimo tego Rybakina ma za sobą bardzo solidny sezon na kortach ziemnych — triumfowała już przecież w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. W pierwszej rundzie Roland Garros zmierzy się z Veroniką Erjavec, a jej potencjalna droga do kolejnych etapów staje się coraz bardziej klarowna.

    Rywalkę dla Rybakiny w drugiej rundzie wyłoniło spotkanie Anny Blinkowej z Juliją Starodubcewą. Mecz rozpoczął się fatalnie dla Rosjanki, która już na starcie straciła podanie. Ukrainka szybko przejęła kontrolę nad wydarzeniami na korcie i błyskawicznie odskoczyła na 5:0. Choć przy pierwszej okazji nie wykorzystała piłki setowej, Blinkowa nie zdołała odwrócić losów partii. Rosjanka zdołała wprawdzie zmniejszyć straty do stanu 3:5, ale końcówka należała do Starodubcewej, która przy czwartej piłce setowej zamknęła inauguracyjną odsłonę wynikiem 6:3.

    W drugim secie przewaga Ukrainki była już bezdyskusyjna. Starodubcewa całkowicie zdominowała rywalkę, oddając jej zaledwie jednego gema i zwyciężając 6:1. Cały pojedynek trwał 92 minuty. Dzięki temu to właśnie Ukrainka będzie potencjalną przeciwniczką Rybakiny w kolejnej rundzie.

    Taki rezultat oznacza jednocześnie, że Rybakina nie dostanie szansy na rewanż za wcześniejsze porażki z Blinkową. Obie tenisistki mierzyły się dotychczas dwukrotnie i za każdym razem lepsza okazywała się Rosjanka. Ostatni raz doszło do tego podczas Australian Open 2024.

    W niedzielę poznaliśmy także możliwe przeciwniczki Kazaszki w dalszej części turnieju. Jeśli Rybakina przejdzie przez dwie pierwsze rundy, w trzeciej może trafić na Hailey Baptiste lub Xiyu Wang. Z kolei w walce o ćwierćfinał potencjalnie czekają na nią m.in. Sorana Cirstea albo Solana Sierra.

    Szczególnie interesująco wygląda sytuacja związana z Emmą Raducanu. Mistrzyni US Open z 2021 roku pożegnała się z turniejem już na początku, przegrywając właśnie z Sierrą. To ważna informacja dla Rybakiny, ponieważ Brytyjka nigdy nie potrafiła znaleźć sposobu na Kazaszkę. W dwóch dotychczasowych pojedynkach zdołała ugrać przeciwko niej zaledwie cztery gemy.

  • Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Smutek w Paryżu po meczu Andriejewej. 71 minut i koniec. To połówka Świątek

    Jeszcze przed wyjściem na kort Mirra Andriejewa była wskazywana jako zdecydowana faworytka starcia z Fiona Ferro. Młoda Rosjanka, rozstawiona z numerem ósmym w tegorocznym Roland Garros, potwierdziła te przewidywania i bez większych problemów awansowała do drugiej rundy paryskiego turnieju. Spotkanie rozegrane na korcie Philippe’a-Chatriera zakończyło się po zaledwie 71 minutach wynikiem 6:3, 6:3.

    19-latka z Krasnojarska przyjechała do Paryża w znakomitej dyspozycji. W ostatnich tygodniach regularnie meldowała się w końcowych fazach największych turniejów na kortach ziemnych. Triumfowała w zawodach WTA 500 w Linzu, później dotarła do półfinału w Stuttgarcie, a następnie zachwycała podczas prestiżowego turnieju w Madrycie, gdzie awansowała aż do finału. Tuż przed Roland Garros zanotowała również ćwierćfinał imprezy WTA 1000 w Rzymie, przegrywając dopiero po trzysetowym boju z Coco Gauff.

    Nic więc dziwnego, że eksperci zaczęli wymieniać Andriejewą w gronie zawodniczek mogących odegrać znaczącą rolę podczas wielkoszlemowej rywalizacji w Paryżu. Już pierwszy mecz pokazał, że Rosjanka jest bardzo dobrze przygotowana do walki o kolejne zwycięstwa.

    Początek pojedynku z Ferro przebiegał całkowicie pod dyktando młodszej tenisistki. Andriejewa szybko przejęła inicjatywę, pewnie utrzymała własne podanie, a następnie przełamała rywalkę. Po kilku minutach prowadziła już 3:0 i wydawało się, że całkowicie kontroluje wydarzenia na korcie.

    Francuzka próbowała jeszcze wrócić do gry. W siódmym gemie miała nawet trzy break pointy z rzędu, by odrobić stratę przełamania. Rosjanka zachowała jednak zimną krew i wyszła z ogromnych kłopotów, zdobywając pięć kolejnych punktów. Ferro walczyła ambitnie również pod koniec seta, ale ostatecznie nie zdołała zatrzymać rozpędzonej przeciwniczki. Pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:3 dla Andriejewej.

    Drugi set rozpoczął się od wygranego gema przez reprezentantkę gospodarzy, jednak później Rosjanka ponownie wrzuciła wyższy bieg. Cztery kolejne gemy padły jej łupem i sytuacja Ferro stała się bardzo trudna. Francuzka nie zamierzała jednak składać broni. W pewnym momencie zdołała zmniejszyć straty i była bliska doprowadzenia do remisu 4:4, prowadząc 30:15 przy serwisie przeciwniczki.

    Andriejewa ponownie pokazała jednak ogromny spokój oraz dojrzałość. Nie dopuściła do odwrócenia losów seta, a na zakończenie spotkania dołożyła jeszcze jedno przełamanie. Ostatecznie triumfowała 6:3, 6:3, wywołując rozczarowanie wśród francuskiej publiczności.

    W drugiej rundzie rosyjska tenisistka zmierzy się ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Marina Bassols Ribera a Emiliana Arango. Warto podkreślić, że Andriejewa znalazła się w tej samej połówce drabinki co Iga Świątek. Potencjalnie już wcześniej może jednak dojść do jej starcia z Jelena Rybakina, ponieważ obie zawodniczki trafiły do tej samej ćwiartki turniejowej drabinki.

  • Świątek za Sabalenkę. Wymowne 5 minut na korcie numer 21 w Paryżu

    Świątek za Sabalenkę. Wymowne 5 minut na korcie numer 21 w Paryżu

    Zanim na kortach Rolanda Garrosa rozpoczną się dziś kluczowe mecze Magdy Linette i Magdaleny Fręch, uwagę polskich kibiców przyciągnęła Iga Świątek. Liderka naszej reprezentacji pojawiła się na jednym z treningowych obiektów paryskiego kompleksu, gdzie przygotowywała się do kolejnych wyzwań w turnieju. Wysłannik Interii miał okazję z bliska obserwować zajęcia Polki i zanotował kilka interesujących szczegółów.

    Niedziela w Paryżu oznacza prawdziwe oblężenie kortów treningowych. Harmonogram zajęć zawodników zajmuje aż kilka stron, a w klubie Paris Jean-Bouin roi się od tenisistów, trenerów, członków sztabów oraz organizacyjnych pracowników. Wstęp na obiekty jest ściśle kontrolowany — obowiązuje całkowity zakaz wykonywania zdjęć i nagrań, a dziennikarze mogą obserwować treningi jedynie przez ograniczony czas.

    Sesja treningowa Igi Świątek została zaplanowana na półtorej godziny na korcie numer 21, położonym w jednym z najbardziej oddalonych punktów kompleksu. Polka pojawiła się zgodnie z planem około godziny 12:30, jednak chwilę zaczekała, aż trening zakończy Aryna Sabalenka, która wcześniej korzystała z tego samego obiektu.

    Oficjalnie zajęcia Świątek rozpoczęły się o 12:33. Co ciekawe, pierwsze minuty nie upłynęły na wymianach piłek. Iga usiadła na ławce i przez kilka minut rozmawiała ze swoim trenerem Francisco Roigiem, który z powodu problemów zdrowotnych poruszał się specjalnym pojazdem. Rozmowa odbywała się w pełnym skupieniu i wyglądała na bardzo istotną część przygotowań.

    Dopiero później Świątek rozpoczęła rozgrzewkę z wieloletnim sparingpartnerem Tomaszem Moczkiem. Treningowi z uwagą przyglądała się psycholożka Daria Abramowicz, stojąca tuż przy korcie. W pewnym momencie pomagała nawet zbierać piłki i podrzucać je podczas ćwiczeń.

    Na początku Polka pracowała nad rytmem uderzeń z forhendu i bekhendu na półkortu, jednak po kilku minutach zawodnicy cofnęli się za linię końcową i przeszli do bardziej intensywnych wymian. W międzyczasie na korcie pojawił się trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk, który obserwował przebieg zajęć i przekazał Świątek kilka krótkich uwag.

    Warunki nie należały do najłatwiejszych. Kort był całkowicie nasłoneczniony, a zawodnikom doskwierał upał. Sytuację zmienił dopiero mocniejszy podmuch wiatru, który przyniósł chwilowe ochłodzenie, ale jednocześnie utrudnił kontrolę piłki i wymuszał korekty przy uderzeniach.

    Świątek przez cały czas prezentowała dużą dynamikę i swobodę w grze. Trenowała wymiany od linii do linii, często korzystając z mocnego topspinu oraz zmiennej rotacji. Mimo utrudnionej widoczności spowodowanej wysokimi bandami wokół kortu można było zauważyć dużą intensywność oraz koncentrację w jej grze.

    Po 25 minutach obserwacji dziennikarze musieli opuścić obiekt, zgodnie z obowiązującymi zasadami. Krótki fragment zajęć wystarczył jednak, by dostrzec, że Iga Świątek bardzo poważnie podchodzi do przygotowań przed kolejnymi występami w Paryżu.

  • Oto prawda o wyborze Roiga. Dlatego Świątek wzięła Hiszpana. Zdecydował jeden telefon

    Oto prawda o wyborze Roiga. Dlatego Świątek wzięła Hiszpana. Zdecydował jeden telefon

    “Gwiazda tenisa w kryzysie” – wołał w tytule swojego tekstu 20 marca dziennikarz Angel Rigueira na łamach “Mundo Deportivo”. Dwa miesiące później sytuacja odwróciła się całkowicie. – Zauważyłem, że częściej się uśmiecha. To bardzo dobry znak – mówi w rozmowie z Interia Sport dziennikarz katalońskiego dziennika przed startem Roland Garros. Zdradził także, co faktycznie zadecydowało o wyborze Roiga.

    Iga Świątek nie zaczęła dobrze trwającego sezonu. Polka najpierw z kiepskiej strony pokazała się podczas reprezentacyjnego United Cup, gdzie przegrała, choćby z Belindą Bencić po wygraniu pierwszej partii. Podczas Australian Open nie było lepiej. Iga odpadła już w ćwierćfinale.

    Zobaczył drabinkę Świątek w Paryżu i przyznał wprost. “Nie oczekujmy cudów”

    Później przyszły kolejne turnieje, które nie były tak udane, jakby tego chciała sama Iga. Najdalej docierała do kolejnych ćwierćfinałów, w których przegrywała. Kulminacją złej dyspozycji było to, co wydarzyło się podczas imprezy rangi WTA 1000 w Miami. W drugiej rundzie Świątek mierzyła się z Magdą Linette.

    Hiszpan zdradził, czemu Świątek wybrała Roiga. O tym nikt nie mówił
    Iga wygrała pierwszą partię bez większych kłopotów, żeby w dwóch kolejnych zaznać goryczy porażki i odpaść z rywalizacji o tytuł. Porażka była sensacyjna, rozpisywały się o niej zagranicznej media, trąbiąc wprost o kryzysie naszej najlepszej tenisistki. Szerokim echem odbił się jeden z tekstów w “Mundo Deportivo”.

    Rafał Sierhej, Interia Sport: 20 marca po porażce Świątek w swoim artykule dla “Mundo Deportivo” napisałeś “Gwiazda tenisa w kryzysie”. Te słowa padły po sensacyjnej porażce Świątek z Linette w Miami. Spodziewałeś się, że tekst będzie też pożegnaniem z Wimem Fissettem?

    Angel Rigueira, “Mundo Deportivo”: Spodziewałem się jakiejś zmiany, bo Iga była jakby na zewnątrz tego wszystkiego . A najłatwiejszą zmianą jest zawsze trener. To klasyczny przypadek w świecie sportu

    Jak odebrałeś wybór Francisco Roiga? Jak na razie w cyklu WTA nie potrafił udowodnić, że może poprowadzić tenisistkę do takich wyników jak z Rafą.

    Rafa Nadal jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Jest wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o dążenie do samodoskonalenia i przekonanie, że trzeba dążyć do bycia lepszym każdego dnia.

    Iga zadzwoniła do Rafaela z prośbą o trenera, a Rafael wybrał trenera, któremu ufał i który bardzo mu pomógł, zarówno pod względem technicznym, jak i pozytywnej etyki pracy. Nie sądzę, żeby chodziło o wyniki, ale o to, że Roig rozumie potrzeby kogoś, kto zawsze musi wygrywać, tak jak było w przypadku Nadala i Świątek. Roig to dobry wybór, zarówno ze względu na swoją wiedzę, jak i charakter.

    Pierwszy miesiąc pracy Roiga z Igą był trudny. Porażka w ćwierćfinale w Stuttgarcie, krecz w trzeciej rundzie w Madrycie i jeszcze ta koszmarna kontuzja na treningu w Rzymie…

    Rafa Nadal zawsze powtarzał, że w tenisie nie da się dojść od zera do setki; to musi być ciągła i konsekwentna praca. To ugruntowana filozofia. Z cierpliwością, bez pośpiechu. Zaangażowanie Roiga w pracę z Igą Świątek zostało udowodnione w Rzymie powrotem na kort po operacji.

    Oglądałeś turniej w Rzymie, czy tam widziałeś już tę namiastkę “starej Igi”?

    Widzę, że Iga nabiera coraz większej wiary w siebie. A gdy odzyska poczucie własnej wartości i pewność siebie, jej tenis przyjdzie sam. To, jak zagra na Roland Garros, będzie kluczowe – czy uda jej się opanować nerwy, które ją hamują. To może być trampolina, jeśli osiągnie dobry wynik, ale jeśli sprawy nie pójdą po jej myśli, będzie musiała dać się przekonać, żeby robić to krok po kroku. Jest bardzo wymagająca wobec siebie.

    Co zmienił Roig w tenisie Polki w tym krótkim czasie? Dlaczego po trudnym meczu z McNally w 2 rundzie nagle rozbiła Cociaretto, Osakę i Pegulę? To nie są słabe tenisistki.

    Szczegóły techniczne mogą być oczywiście ważne, ale ja wierzę bardziej w zaufanie, w obudzenie jej naturalnego tenisa. Potrzebowała trenera, którego mogłaby słuchać, a z Fissette’em już tego nie było. Dzięki wsparciu Rafaela Nadala łatwiej jej uwierzyć w filozofię Roiga.

    Przed nami Roland Garros. Iga wciąż jest królową tych kortów. Nawet w poprzednim sezonie po koszmarnym Rzymie w Paryżu dotarła do półfinału, w którym postawiła się Sabalence. Teraz podchodzi do turnieju w lepszej sytuacji. Według wielu jest faworytką, ale losowanie w mojej opinii miała naprawdę wymagające.

    Zdobywszy czterokrotnie Rolanda Garrosa, wie, jak sobie radzić w każdej sytuacji, niezależnie od tego, czy jest w dobrej, czy złej sytuacji. Jest jedną z faworytek, a nie jedyną, jak w poprzednich latach. Owszem, to może być pierwszy tytuł Roiga, a on wie też, jak wygrywać Rolanda Garrosa z ławki trenerskiej, ale musimy poczekać i zobaczyć, jak zagrają wszystkie tenisistki.

    Sabalenka i Rybakina również nie są w szczytowej formie, Gauff ma problemy, Switolina ma trudności z kończeniem turniejów wielkoszlemowych, a Andrejewa nie rozkręciła się jeszcze na dobre. To bardzo wyrównany turniej. Doświadczenie Świątek może być decydujące. Wszystko zależy od niej, od jej umiejętności panowania nad emocjami. Widzę, że częściej się uśmiecha. To dobry znak. Zaczęła znów cieszyć się życiem, a nie tylko cierpieć na korcie.

  • Show Ewy Pajor w finale Ligi Mistrzów! Przeszła do historii

    Show Ewy Pajor w finale Ligi Mistrzów! Przeszła do historii

    Ewa Pajor wreszcie dopięła swego. Po pięciu przegranych finałach Ligi Mistrzyń polska napastniczka sięgnęła po upragnione trofeum i zrobiła to w wielkim stylu. W sobotni wieczór w Oslo została bohaterką FC Barcelona Femení, zdobywając dwa gole w finałowym starciu z Olympique Lyonnais Féminin. Barcelona rozbiła francuski zespół aż 4:0, a Pajor nie tylko poprowadziła drużynę do triumfu, ale również zapewniła sobie koronę królowej strzelczyń rozgrywek.

    Dla Pajor był to już szósty finał Ligi Mistrzyń w karierze. Wcześniej cztery razy przegrywała z Wolfsburgiem i raz z Barceloną. Tym razem jednak historia potoczyła się zupełnie inaczej. Spotkanie miało dodatkowy podtekst, bo trenerem Lyonu jest Jonatan Giraldez, który jeszcze niedawno prowadził Barcelonę i świetnie znał kataloński zespół.

    Początek meczu należał do Lyonu. Francuski klub częściej utrzymywał się przy piłce i potrafił stwarzać groźniejsze sytuacje. Barcelona długo nie mogła znaleźć swojego rytmu, a w pierwszej połowie nie oddała nawet jednego celnego strzału. Już w 14. minucie Lyon cieszył się z gola po dobitce Lindsey Heaps, ale analiza VAR wykazała spalonego i trafienie zostało anulowane.

    Kilka minut później pierwszą świetną okazję miała Pajor. Polka otrzymała podanie za linię obrony i zauważyła, że Christiane Endler wyszła daleko z bramki. Napastniczka Barcelony próbowała efektownego loba, jednak piłka minimalnie minęła cel. W 35. minucie Pajor znów znalazła się w dobrej sytuacji po podaniu Alexii Putellas, ale tym razem jej strzał okazał się niecelny. Barcelona miała spore problemy z wysokim pressingiem Lyonu, a gdyby nie świetna dyspozycja Caty Coll, mogła schodzić na przerwę ze stratą gola.

    Po zmianie stron mistrzynie Hiszpanii wyglądały już zdecydowanie lepiej. Przełom nastąpił w 55. minucie. Patri Guijarro posłała kapitalne prostopadłe podanie do Pajor, a Polka zachowała zimną krew i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku pokonała Endler. Było to jej dziesiąte trafienie w tej edycji Ligi Mistrzyń, które przypieczętowało zdobycie tytułu najlepszej strzelczyni turnieju.

    Barcelona poszła za ciosem. W 70. minucie Esmee Brugts zagrała piłkę wzdłuż bramki, Salma Paralluelo dostrzegła lepiej ustawioną Pajor i odegrała jej futbolówkę praktycznie na pustą bramkę. Polka bez problemów podwyższyła prowadzenie i stało się jasne, że tego wieczoru zapisze się w historii.

    Lyon próbował jeszcze wrócić do gry, ale znakomicie spisywała się Coll. W 75. minucie świetną okazję miała Tabitha Chawinga, jednak bramkarka Barcelony popisała się fantastyczną interwencją. W końcówce kataloński klub całkowicie dobił rywalki. Dwa kolejne gole zdobyła Salma Paralluelo — najpierw efektownym strzałem sprzed pola karnego, a następnie po świetnym podaniu Pajor.

    Ostatecznie Barcelona wygrała aż 4:0 i po raz czwarty w historii sięgnęła po triumf w Lidze Mistrzyń. Dzięki temu zrównała się liczbą tytułów z Eintrachtem Frankfurt. Dla Ewy Pajor był to natomiast wieczór wyjątkowy — po latach niepowodzeń wreszcie mogła wznieść najcenniejsze klubowe trofeum w kobiecym futbolu.

  • Klęska turniejowej “5” na Roland Garros. Triumf pogromczyni Polki w 58 minut

    Klęska turniejowej “5” na Roland Garros. Triumf pogromczyni Polki w 58 minut

    Po znakomitym występie w turnieju WTA 125 w Huzhou, gdzie Katarzyna Kawa zdobyła swój największy singlowy tytuł w karierze, Polka miała apetyt na to, by awansować do głównej drabinki Roland Garros. Nasza reprezentantka spotkała się jednak z ogromnym naporem ze strony Claire Liu. Amerykanka zwyciężyła aż 6:3, 6:0. Dziś tenisistka z USA potwierdziła swoją znakomitą formę. Nie dała szans zawodniczce rozstawionej z “5”, triumfując w zaledwie 58 minut.

    Claire Liu przybyła na eliminacje Roland Garros w znakomitym nastroju. W tygodniu poprzedzającym kwalifikacje, 25-latka triumfowała w turnieju ITF W75 w Trnawie. Tenisistka z USA wygrała w finale Annę Siskovą, po trzech tie-breakach. Maratońskie starcie na zakończenie słowackiej imprezy nie wpłynęło niekorzystnie na reprezentantkę Stanów Zjednoczonych – wręcz przeciwnie. W pierwszej rundzie eliminacji do paryskiego Szlema pokonała Laurę Pigossi 6:1, 6:1.

    W meczu z Katarzyną Kawą również spisywała się doskonale. Zwyciężyła 6:3, 6:0, zgarniając kilka zaciętych gemów w drugiej odsłonie spotkania. Dzięki temu Liu zameldowała się w decydującej fazie kwalifikacji. Tam czekało ją starcie z rozstawioną z “5” – Lulu Sun. Gdy panie spotkały się ze sobą na nawierzchni twardej podczas półfinału WTA 250 w Kantonie, pod koniec października ubiegłego roku, wtedy reprezentantka Nowej Zelandii wygrała 6:0, 7:6(3). Teraz role się odwróciły, bowiem to 182. rakieta świata była faworytką potyczki ze 111. zawodniczką rankingu.

    Claire Liu kontra Lulu Sun w decydującej rundzie eliminacji
    Mecz rozpoczął się od serwisu Liu. Pierwsze dwie akcje powędrowały na konto Sun, ale później Claire wróciła ze stanu 0-30 i utrzymała swoje podanie. Po zmianie stron pojawiły się break pointy dla Amerykanki. Wykorzystała trzeciego z nich, a następnie podwyższyła prowadzenie do wyniku 3:0. W trakcie szóstego gema doszło do następnego przełamania na korzyść tenisistki z USA, mimo że Lulu posiadała piłkę na drugie “oczko”. Przy stanie 5:1 Liu wyserwowała sobie seta, dzięki czemu triumfowała w nim aż 6:1.

    Druga część pojedynku przyniosła jeszcze większą dominację po stronie Claire. W trakcie pierwszego i trzeciego rozdania zgarniała breaki, mimo że w obu przypadkach reprezentantka Nowej Zelandii prowadziła 30-0. Między czwartym a szóstym gemem zawodniczka rozstawiona z “5” zdobyła zaledwie cztery punkty. To przełożyło się na partię wygraną do zera przez Liu. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 6:1, 6:0 po zaledwie 58 minut. Tym samym tenisistka z USA awansowała do głównej drabinki, tracąc tylko sześć “oczek” w całych eliminacjach. Wkrótce 25-latka pozna swoją rywalkę w pierwszej rundzie docelowych zmagań.

    Główne zmagania podczas Roland Garros wystartują 24 maja i potrwają do 7 czerwca. Najważniejsze informacje dotyczące imprezy można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interii.

  • Takiego głosu na temat Igi Świątek jeszcze nie było. Polka milczała 20 lat

    Takiego głosu na temat Igi Świątek jeszcze nie było. Polka milczała 20 lat

    Iwona Kuczyńska od lat unika medialnych wystąpień, ale tym razem zrobiła wyjątek. Była czołowa polska tenisistka lat 80., pierwsza Polka w czołowej setce rankingu WTA zarówno w singlu, jak i deblu, z dużą uwagą śledzi dziś karierę Iga Świątek. W rozmowie z Interią podzieliła się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi aktualnej sytuacji najlepszej polskiej tenisistki. Jej zdaniem Świątek przechodzi obecnie bardzo trudny, ale naturalny etap sportowego rozwoju.

    Kuczyńska przyznaje, że od pewnego czasu regularnie ogląda tenis i z dużą przyjemnością obserwuje sukcesy Polki. Jak podkreśla, możliwość oglądania zawodniczki z Polski na tak wysokim poziomie przez kilka sezonów z rzędu to coś wyjątkowego. Jednocześnie zwraca uwagę, że utrzymanie się na szczycie jest znacznie trudniejsze niż samo wejście na pozycję liderki rankingu.

    Według byłej tenisistki obecne problemy Świątek nie są niczym nadzwyczajnym. W sporcie najwyższej klasy wahania formy są naturalne, szczególnie wtedy, gdy rywalki coraz lepiej poznają styl gry dominującej zawodniczki. Kuczyńska uważa, że Iga musi przejść przez proces ponownego odkrywania siebie jako tenisistki. Jej zdaniem konieczne jest wyjście poza dotychczasowe schematy, rozwijanie nowych elementów gry i zaakceptowanie faktu, że sam dotychczasowy sposób gry nie wystarczy już do całkowitej dominacji.

    Była reprezentantka Polski zaznacza, że największe gwiazdy światowego tenisa, takie jak Rafael Nadal czy Novak Djokovic, przez całą karierę nieustannie modyfikowały i ulepszały swój tenis. Jej zdaniem właśnie tego dziś potrzebuje Świątek — ciągłego rozwoju technicznego i mentalnego.

    Kuczyńska zwraca uwagę, że przez pewien czas Iga mogła funkcjonować w przekonaniu, iż jej intensywny, agresywny styl gry będzie wystarczał przez kolejne lata. Tymczasem rywalki nauczyły się reagować na jej tenis. Coraz lepiej rozumieją jej zachowania na korcie, wiedzą, jak wyprowadzać ją ze strefy komfortu i jak odpowiadać na jej najmocniejsze zagrania. Dlatego dziś Polka musi znaleźć nowe rozwiązania.

    Sporo miejsca w rozmowie poświęcono także technicznym aspektom gry Świątek. Zdaniem Kuczyńskiej liderce polskiego tenisa nadal brakuje większego spokoju w wymianach. Była zawodniczka zauważa, że Iga często sprawia wrażenie, jakby chciała kończyć akcje zbyt szybko, nawet wtedy, gdy sytuacja wymaga cierpliwego budowania punktu. Według niej Polka musi nauczyć się spokojniejszego grania wolniejszych piłek, lepszego wykorzystywania slajsów i dropszotów oraz większej różnorodności w prowadzeniu wymian.

    Kuczyńska przywołała również przykład treningów Jannik Sinner, podczas których ćwiczy się agresywne ustawienie ciała przy jednoczesnym spokojnym, precyzyjnym uderzaniu piłki. Jej zdaniem podobne elementy mogłyby bardzo pomóc Świątek w osiągnięciu większej płynności gry.

    Była tenisistka mocno podkreśla także znaczenie psychiki. Według niej w kobiecym tenisie aspekt mentalny odgrywa jeszcze większą rolę niż w rywalizacji mężczyzn. Kuczyńska uważa, że Iga nadal szuka swojego optymalnego stanu psychicznego na korcie. W jej ocenie Polka bywa zbyt spięta, zbyt emocjonalnie reaguje na nieudane zagrania lub dobre akcje rywalek, a to przekłada się na napięcie całego ciała.

    Zdaniem rozmówczyni kluczem do powrotu do najlepszej formy będzie właśnie odzyskanie swobody i rozluźnienia — zarówno mentalnego, jak i fizycznego. Dopiero wtedy ruchy Świątek staną się bardziej naturalne, a jej tenis odzyska dawną płynność i skuteczność.

    Kuczyńska nie chciała jednoznacznie oceniać współpracy Igi z nowym szkoleniowcem Francisco Roig, ale zaznaczyła, że nawet najlepsi trenerzy nie zawsze są odpowiednim wyborem dla każdego zawodnika. W jej opinii najważniejsze jest znalezienie osoby, która będzie potrafiła dotrzeć do tenisisty nie tylko warsztatowo, ale również mentalnie i emocjonalnie.

    Mimo obecnych trudności była reprezentantka Polski nadal wierzy w sukces Świątek podczas Roland Garros. Podkreśla, że obecnie w kobiecym tenisie nie ma jednej wyraźnej faworytki do zwycięstwa, a sama Iga w Paryżu czuje się wyjątkowo dobrze. Według niej Polka nadal ma wszystko, by ponownie triumfować na kortach imienia Rafael Nadal i wrócić na szczyt światowego tenisa.

  • Eksperci wybrali. Oto, kto ma wygrać Rolanda Garrosa

    Eksperci wybrali. Oto, kto ma wygrać Rolanda Garrosa

    Eksperci tenisowi wskazali swoje faworytki przed startem Rolanda Garrosa. Najwięcej głosów otrzymała Iga Świątek, choć część ekspertów stawia także na Coco Gauff i Arynę Sabalenkę.

    Eksperci cytowani przez oficjalną stronę Australian Open nie mają wątpliwości, że kobiecy Roland Garros może być wyjątkowo wyrównany. W gronie głównych kandydatek do triumfu wymieniane są między innymi Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy Elina Switolina.

    Najwięcej głosów otrzymała jednak Iga Świątek. Dwóch z czterech ekspertów wskazało właśnie Polkę jako faworytkę do końcowego triumfu w Paryżu.

    – Ma fantastyczny bilans na kortach ziemnych i już cztery razy wygrywała ten turniej – podkreśliła Casey Dellacqua. Ekspertka zwróciła uwagę, że Świątek mimo zmian i trudniejszych momentów w ostatnich miesiącach wciąż pozostaje niezwykle groźna na mączce.

    Na Polkę postawił także Todd Woodbridge. Były tenisista docenił przede wszystkim jej mentalność oraz doświadczenie w najważniejszych meczach. – Zawsze przychodzi moment, kiedy widać w jej oczach pewność siebie i wtedy wszystkie rywalki mają problem – ocenił.

    Nie wszyscy eksperci wybrali jednak Świątek. Wally Masur wskazał Coco Gauff, argumentując to jej świetnym ruchem na korcie i ogromną walecznością. Nicole Pratt postawiła natomiast na Arynę Sabalenkę.

    Wszyscy zgodnie podkreślają, że tegoroczny Roland Garros może być jednym z najbardziej wyrównanych turniejów ostatnich lat. W gronie realnych kandydatek do tytułu wymienia się nawet osiem do dziesięciu zawodniczek.