• Ależ powrót Igi Świątek! Jasmine Paolini aż musiała wziąć czas. A później szybka dogrywka

    Ależ powrót Igi Świątek! Jasmine Paolini aż musiała wziąć czas. A później szybka dogrywka

     

    Ależ powrót Igi Świątek! Jasmine Paolini aż musiała wziąć czas. A później szybka dogrywka

     

    Jasmine Paolini prowadziła już 5:2, ale Iga Świątek zrobiła wszystko, co w jej mocy i odwróciła wynik meczu do 7:5. W pewnym momencie Włoszka została zdominowana przez Polkę, na co zareagował jej team, prosząc o czas. Niestety w dogrywce już na samym początku okazała się lepsza i to jej zespół wygrał z drużyną wiceliderki rankingu 25:20.

     

    Po miesiącu od zakończenia rozgrywek Billie Jean King Cup Iga Świątek wraca do gry! Nasza zawodniczka przyjechała do Abu Zabi, gdzie bierze udziału w turnieju pokazowym World Tennis League.

     

    Niestety jej drużyna, czyli Orły, nie rozpoczęły rywalizacji zbyt dobrze. Najpierw Paula Badosa i Aleksander Szewczenko ulegli w mikście parze Jasmine Paolini/ Casper Ruud 4:6, a następnie takim samym wynikiem zakończył się mecz Szewczenko z Ruudem. Później Świątek i Badosa przegrały debla z Paolini i Simoną Halep 7:5.

     

    Ależ powrót Igi Świątek!

    Początkowo obie zawodniczki bez większych problemów utrzymały swoje podania. Już w trzecim gemie Paolini miała jednak dwie okazje, by przełamać naszą zawodniczkę. Polka zdołała się wybronić, a następnie to ona stanęła przed taką szansą, ale także jej nie wykorzystała.

     

    Przełamanie przyszło jednak już w szóstym gemie, niestety na niekorzyść wiceliderki rankingu. Paolini wyszła zatem na prowadzenie 6:4. Świątek zabrała się za odrabianie strat i wkrótce to ona odpowiedziała rywalce, doprowadzając do wyniku 4:5.

     

    Wielkie emocje przyniósł dziesiąty gem. Przy podaniu Świątek Włoszka miała aż trzy piłki setowe, ale żadnej z niej nie wykorzystała. Finalnie na tablicy wyników pojawiło się 5:5. Ekipa Kanii w tamtym momencie chyba nieco spanikowała, bo zdecydowała się wziąć czas.

     

    Finalnie Polka doprowadziła do wyniku 7:5, a zatem otworzyła sobie i drużynie drogę do dogrywki. W tamtym momencie Kanie prowadziły z Orłami 24:20, a zatem nasza zawodniczka musiała wygrać aż cztery gemy z rzędu. Każdy na korzyść Włoszki zamykałby to spotkanie. Niestety wykorzystała swoją szansę już przy pierwszej okazji i finalnie to jej zespółwygrał 25:20.

     

  • Nie do wiary, co się stało w meczu Świątek! A było już 5:2

    Nie do wiary, co się stało w meczu Świątek! A było już 5:2

    Nie do wiary, co się stało w meczu Świątek! A było już 5:2

     

    Iga Świątek wróciła do gry podczas pokazowego turnieju World Tennis League w Abu Zabi, gdzie występuje w drużynie Orłów. Jej pierwszym meczem było spotkanie deblowe: z Paulą Badosą zagrały przeciwko Simonie Halep oraz Jasmine Paolini. Polsko-hiszpańska para bardzo dobrze zaczęła mecz, a wypracowaną przewagę utrzymywała do przez długi czas. A potem pojawił się zaskakujący problem na korcie i niezwykły zwrot.

     

    Iga Świątek (2. WTA) w trakcie przerwy między sezonami nie próżnuje i zgłosiła się do pokazowego turnieju World Tennis League w Abu Zabi. W drużynie Orłów gra u boku Pauli Badosy, Stefanosa Tsitsipasa oraz Aleksandra Szewczenki, a na początek ich rywalami był zespół Kań

     

    Iga Świątek wróciła do gry! Bardzo udany początek

    Polka wyszła na kort dopiero w trzecim meczu, po dwóch porażkach jej ekipy. Razem z Badosą stanęły naprzeciw Jasmine Paolini oraz Simony Halep w spotkaniu deblowym. I rozpoczęły udanie, bo od utrzymania własnego podania przy serwisie Hiszpanki

     

    W drugim gemie Polka często musiała radzić sobie z uderzeniami Paolini. I wychodziło jej to całkiem skutecznie, przez co był remis 40-40. I w tym momencie wiceliderka światowego rankingu błysnęła i uderzeniem spod siatki doprowadziła do stanu 2:0.

     

    Wtedy przyszedł czas na serwis Świątek, który nie sprawiał zbyt dużych problemów przeciwniczkom. Ten gem znów był bardzo wyrównany, a przy stanie 40-30 polska tenisistka zmarnowała niezłą szansę, trafiając w siatkę. Jednak po chwili kapitalnie zagrała po przekątnej, będąc na linii końcowej i zrobiło się 3:0. Tyle że rywalki szybko się otrząsnęły i odrobiły część strat, wygrywając do zera.

     

    Następnie polsko-hiszpańska para nie bez trudu utrzymała podanie, a później dość gładko przegrała gem returnowy. Za to siódma odsłona rozpoczęła się od asa serwisowego Świątek, która po chwili efektownie zagrała wzdłuż linii bocznej. A po aucie Paolini było już 5:2 dla Orłów.

     

    Iga Świątek i Paula Badosa stanęły. Ależ powrót Jasmine Paolini i Simony Halep

     

    Przed ósmym gemem pojawił się niespodziewany kłopot – gra nie mogła zostać wznowiona z powodu źle naciągniętej siatki. A gdy wydawało się, że sprawa jest załatwiona, Świątek i Paolini fachowym okiem oceniły, że siatka jest na złej wysokości. W końcu problem został rozwiązany, dzięki czemu gra mogła zostać wznowiona.

     

    W tych okolicznościach znacznie lepiej odnalazły się Halep i Paolini, które wygrały aż sześć punktów z rzędu. W końcu ich serię zakończyła Badosa, ale napór Rumunki oraz Włoszki trwał. I dzięki temu odrobiły stratę przełamania, a następnie doprowadziły do stanu 5:5. – Nie pomaga swojej parze Badosa od momentu dłuższej przerwy związanego z problemami z siatką. Dużo słabsza gra Hiszpanki – skwitował komentator Canal+Sport.

     

    Świątek też nie była w stanie znacząco wpłynąć na przebieg wydarzeń na korcie, podczas gdy świetnie dysponowana rumuńsko-włoska para zaliczyła drugie przełamanie i wyszła na prowadzenie 6:5! A przy własnym podaniu sfinalizowała niesamowity powrót.

     

    World Tennis League: Iga Świątek/Paula Badosa – Jasmine Paolini/Simona Halep 5:7

    W ostatnim meczu rywalizacji Orłów z Kaniami ponownie wyjdą na kort Świątek i Paolini, które tym razem zmierzą się w singlu.

     

  • Ależ powrót Igi Świątek! Jasmine Paolini aż musiała wziąć czas. A później szybka dogrywka

    Ależ powrót Igi Świątek! Jasmine Paolini aż musiała wziąć czas. A później szybka dogrywka

    Ależ powrót Igi Świątek! Jasmine Paolini aż musiała wziąć czas. A później szybka dogrywka

    Jasmine Paolini prowadziła już 5:2, ale Iga Świątek zrobiła wszystko, co w jej mocy i odwróciła wynik meczu do 7:5. W pewnym momencie Włoszka została zdominowana przez Polkę, na co zareagował jej team, prosząc o czas. Niestety w dogrywce już na samym początku okazała się lepsza i to jej zespół wygrał z drużyną wiceliderki rankingu 25:20.

     

    Po miesiącu od zakończenia rozgrywek Billie Jean King Cup Iga Świątek wraca do gry! Nasza zawodniczka przyjechała do Abu Zabi, gdzie bierze udziału w turnieju pokazowym World Tennis League.

     

    Niestety jej drużyna, czyli Orły, nie rozpoczęły rywalizacji zbyt dobrze. Najpierw Paula Badosa i Aleksander Szewczenko ulegli w mikście parze Jasmine Paolini/ Casper Ruud 4:6, a następnie takim samym wynikiem zakończył się mecz Szewczenko z Ruudem. Później Świątek i Badosa przegrały debla z Paolini i Simoną Halep 7:5.

     

    Ależ powrót Igi Świątek!

    Początkowo obie zawodniczki bez większych problemów utrzymały swoje podania. Już w trzecim gemie Paolini miała jednak dwie okazje, by przełamać naszą zawodniczkę. Polka zdołała się wybronić, a następnie to ona stanęła przed taką szansą, ale także jej nie wykorzystała.

     

    Przełamanie przyszło jednak już w szóstym gemie, niestety na niekorzyść wiceliderki rankingu. Paolini wyszła zatem na prowadzenie 6:4. Świątek zabrała się za odrabianie strat i wkrótce to ona odpowiedziała rywalce, doprowadzając do wyniku 4:5.

     

    Wielkie emocje przyniósł dziesiąty gem. Przy podaniu Świątek Włoszka miała aż trzy piłki setowe, ale żadnej z niej nie wykorzystała. Finalnie na tablicy wyników pojawiło się 5:5. Ekipa Kanii w tamtym momencie chyba nieco spanikowała, bo zdecydowała się wziąć czas.

     

    Finalnie Polka doprowadziła do wyniku 7:5, a zatem otworzyła sobie i drużynie drogę do dogrywki. W tamtym momencie Kanie prowadziły z Orłami 24:20, a zatem nasza zawodniczka musiała wygrać aż cztery gemy z rzędu. Każdy na korzyść Włoszki zamykałby to spotkanie. Niestety wykorzystała swoją szansę już przy pierwszej okazji i finalnie to jej zespółwygrał 25:20.

     

  • 5:2 i fatalny zwrot akcji. Iga Świątek pokonana przez mistrzynię olimpijską

    5:2 i fatalny zwrot akcji. Iga Świątek pokonana przez mistrzynię olimpijską

    5:2 i fatalny zwrot akcji. Iga Świątek pokonana przez mistrzynię olimpijską

     

    Po miesięcznej przerwie Iga Świątek ponownie zagościła na światowych arenach. Polka znów spróbowała swoich sił w deblu, tym razem u boku Pauli Badosy. Po drugiej stronie siatki zameldowały się z kolei Jasmine Paolini i Simona Halep. Duet z raszynianką w składzie prowadził już 5:2, ale później rywalki wykorzystały atut w postaci mistrzyni olimpijskiej z Paryża w grze podwójnej. Paolini i Halep zgarnęły pięć gemów z rzędu i wyprowadziły Team Kites na prowadzenie 19-13.

     

    W pierwszym meczu trzeciej edycji World Tennis League, Team Falcons w sensacyjnych okolicznościach pokonał ekipę Hawks z Aryną Sabalenką w składzie. Białorusinka wygrała swoje pojedynki w singlu i deblu, ale wszystko odwróciło się podczas rywalizacji Andrieja Rublowa z Jordanem Thompsonem. Rosjanin doprowadził do dwóch dogrywek, z których wyszedł zwycięsko. Dzięki temu to zespół Jeleny Rybakiny cieszył się z wygranej 29-26. Na korzyść obu ekip działał jednak fakt, że zgromadziły w tym starciu bardzo dużo punktów, które przełożą się na końcową tabelę.

     

    Tuż po godz. 14:00 do gry wkroczyły zespoły Eagles i Kites. Na mecze z udziałem Igi Świątek trzeba było chwilę zaczekać. Jej batalie poprzedzały dwa inne spotkania – mikst i męski singiel. W grze mieszanej zobaczyliśmy Paulę Badosę i Aleksandra Szewczenkę. Hiszpańsko-kazachski duet prowadził już 3:1, ale później przegrał cztery gemy z rzędu i ostatecznie to Jasmine Paolini i Casper Ruud cieszyli się z wygranej 6:4.

     

    Później doszło do singlowego starcia Szewczenki z Ruudem. Rosjanin reprezentujący Kazachstan słabo rozpoczął pojedynek, przegrywał z Norwegiem już 1:3. Wtedy wyraźnie się rozochocił. Złapał swoje momentu i miał nawet dwie okazje, by wyjść na prowadzenie 4:3 z przełamaniem. Niewykorzystane okazje zemściły się w dziesiątym gemie. Grający spokojnie Casper dopiął swego i zwyciężył 6:4. Dzięki temu podwyższył przewagę Kites do stanu 12-8.

     

    Świątek i Badosa straciły przewagę. Bardzo trudna sytuacja Team EaglesIga Świątek wchodziła zatem do gry przy niekorzystnym rezultacie dla jej zespołu. Najpierw Polka wystąpiła w duecie z Paulą Badosą. Po drugiej stronie siatki znalazły się Jasmine Paolini i Simona Halep. To oznaczało ciekawe wyzwanie, zwłaszcza ze względu na Rumunkę, która nie kryła swojego niezadowolenia po tym, jak usłyszała o przebiegu całej sprawy dotyczącej wykrycia niedozwolonej substancji w organizmie raszynianki.

     

    Wiceliderka rankingu WTA i Hiszpanka dobrze otworzyły rywalizację, od prowadzenia 3-0. Z czasem duet z mistrzynią olimpijską w deblu zaczął się rozkręcać, zawiązała się ciekawa walka. W piątym gemie pojawił się nawet decydujący punkt, który udało się jednak wygrać Świątek po skutecznej akcji przy siatce.Przy stanie 5:2 pojawiła się krótka przerwa na poprawienie siatki. To kilkuminutowe oczekiwanie wpłynęło pozytywnie na duet Halep/Paolini. Spore problemy zaczęła notować za to Badosa, kilka błędów popełniła także Świątek. Rumunka i Włoszka odrobiły straty i doprowadziły do stanu 5:5. To nie był koniec problemów polsko-hiszpańskiego duetu. Przeciwniczki poszły za ciosem i zdołały zakończyć pojedynek pomyślnie jeszcze przed ew. tie-breakiem. Simona i Jasmine wygrały 7:5 i wyprowadziły Team Kites na prowadzenie 19-13. Ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie po singlowym starciu Igi Świątek z Jasmine Paolini.

     

    Paula Badosa/Aleksandr Szewczenko – Jasmine Paolini/Casper Ruud 4:6Aleksandr Szewczenko – Casper Ruud 4:6Paula Badosa/Iga Świątek – Simona Halep/Jasmine Paolini 5:7Iga Świątek – Jasmine Paolini

     

    stan rywalizacji: 19-13 dla Team KitesDokładny zapis relacji z rywalizacji Team Eagles – Team Kites jestdostępny TUTAJ.

     

  • W skokach doszło do wielkiej zmiany. To ona jest nadzieją dla Polski

    W skokach doszło do wielkiej zmiany. To ona jest nadzieją dla Polski

    W skokach doszło do wielkiej zmiany. To ona jest nadzieją dla Polsk

     

    Starzejąca się czołówka Pucharu Świata to nie tylko 34-letni Pius Paschke, który został najbardziej wiekowym liderem w historii cyklu. By się o tym przekonać, zajrzeliśmy nieco głębiej i mamy dowody na potwierdzenie trendu. To dobra wiadomość dla naszych wcale już nie najmłodszych skoczków: Aleksandra Zniszczoła, Jakuba Wolnego, ale i nieco mniej doświadczonego Pawła Wąska, którzy wzięli w tym sezonie na swoje barki odpowiedzialność za przemianę pokoleniową w polskich skokach. Choć można byłoby myśleć inaczej, na pewno nie jest dla nich za późno.

     

    34-letni Pius Paschke jako najstarszy lider Pucharu Świata w historii to nie tylko symbol nieprzewidywalności dyscypliny, ale tendencji, która mocno uwypukliła się zwłaszcza w ostatnim czasie. Skoki stają się sportem, w którym doświadczenie powoli zaczyna ważyć więcej niż młodość. Powoli, bo to nie nagły nomen omen skok, a trend, który kształtuje się od lat, co widać poniżej na wykresie przedstawiającym średnią wieku czołowej “10” klasyfikacji generalnej na koniec sezonu.

     

    Zmianę da się zauważyć gołym okiem, spoglądając także na czołową “10” aktualnej klasyfikacji. Tu też króluje doświadczenie. Poza Paschke plasują się w niej jeszcze trzej 30-latkowie: 31-letni Stefan Kraft, 33-letni Gregor Deschwanden i jego rówieśnik Michael Hayboeck. Do tego wcale już nie taki młody Andreas Wellinger (29 lat), Jan Hoerl (26) i Marius Lindvik (26 lat). Powiew świeżości wnoszą natomiast Daniel Tschofenig (22), Maximilian Ortner (22) i Kristoffer Eriksen Sundal (23).

     

    To jasne, że w tym zestawieniu dojdzie jeszcze do przetasowań, ale zakładając, że taka dziesiątka utrzymałaby się do marca (a w kolejce do niej wciąż czeka więcej tych bardziej doświadczonych niż mniej), byłoby to potwierdzenie trendu. Patrząc rocznikowo na wiek zawodników, w marcu w Planicy średnia wyniosłaby 28,9.

     

    A jak wyglądało to wcześniej? Jak wyliczył dla nas statystyk Andrzej Żurawski, znany w serwisie X pod nazwą Ski Excel, w ciągu ostatnich 30 lat w PŚ tylko sześć razy zdarzyło się, że średnia wieku czołowej “10” na koniec sezonu wynosiła co najmniej 27 lat. Cztery z tych wyników pochodzi z… pięciu ostatnich sezonów. Uwagę przykuwają zwłaszcza dwie ostatnie zimy, gdzie było to kolejno 29,3 i 29. Nigdy wcześniej w historii ta średnia nie była aż tak wysoka.

     

    Tak starzeje się czołówka Pucharu Świata

    To miało swoje odzwierciedlenie oczywiście na przestrzeni całych sezonów. 30-latkowie stawali na podium częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Oczywiście nie jest też tak, że w czasach Adama Małysza brakowało walecznych weteranów. Sam przecież “Orzeł z Wisły”, odkąd został rocznikowym 30-latkiem, stawał na podium 27 razy.

     

    Jeszcze na początku XXI w. 30-latkowie właściwie nie istnieli w PŚ. W skali sezonu były to dwa podia, siedem albo maksymalnie dziewięć. Do czołowych wyników w ciągu roku doskakiwało może dwóch albo trzech takich zawodników. Sukcesywnie następował wzrost, a w ostatnim sezonie Małysza 2010/11 było to już 19 podiów, do których dochodziło pięciu różnych skoczków.

     

    Na tle stopniowego wzrostu z poprzednich lat dwa ostatnie sezony wybijają się pod tym względem bardzo mocno. Ubiegłej zimy 30-latkowie stawali na podium PŚ aż 40 razy! W przypadku sezonu 2022/23 mowa natomiast o 39. Z tą różnicą, że wtedy do czołowej trójki doskakiwało sześciu 30-latków. Rok później już dziewięciu.

     

    W takim razie może po prostu teraz znów dochodzimy do momentu, w którym lata 30. osiągają najwięksi bohaterowie dyscypliny? I tak, i nie.

     

    Choć także i teraz większość zawodników to ci goszczący w czołówce od kilku dobrych sezonów, w porównaniu do tamtych lat, więcej jest przypadków tych, którzy swój potencjał uwalniali właśnie dopiero po trzydziestce. Choćby wspomniany już Pius Paschke, Gregor Deschwanden czy nasz polski przykład Aleksander Zniszczoł. Pod koniec ubiegłej zimy życiową formę wypracował zresztą także 31-letni Daniel Huber

     

    Nastolatkowie muszą czekać

    Długo czekaliśmy natomiast na pierwszego zwycięzcę PŚ urodzonego w XXI w. I w końcu jest — Daniel Tschofenig, 22-latek. W przeszłości już znacznie młodsi zawodnicy zaznaczali swoją obecność w zawodach najwyższej rangi. Przez 30 lat istnienia PŚ — w latach 1979/80-2009/10, tylko dwa razy zdarzyło się, żeby wśród podiumowiczów zabrakło nastolatka.

     

    Za to już od 2010 r. tylko w sześciu sezonach mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy w zawodach najwyższej rangi na podium stawał zawodnik, który rocznikowo miał mniej niż 20 lat. Ostatni taki wyskok to 19-letni Timi Zajc w sezonie 2018/19.

     

    Dla Polaków to żadna nowość

    Światowy trend to właściwie coś, co w polskich skokach obserwowaliśmy od lat. To żadna tajemnica, że nasi reprezentanci dochodzili do swoich życiowych sukcesów znacznie później niż rywale z innych nacji. Jak wyliczył Żurawski (tym razem bierzemy pod uwagę faktyczny wiek, nie rocznikowy), aż 94 z 258, czyli 36,4 proc. podiów wywalczonych przez naszych zawodników to te po 30. urodzinach.

  • Pilny komunikat tuż przed meczem. Zmiana w zespole Igi Świątek

    Pilny komunikat tuż przed meczem. Zmiana w zespole Igi Świątek

    Pilny komunikat tuż przed meczem. Zmiana w zespole Igi Świątek

    Chaosu i zmian ciąg dalszy. Organizatorzy World Tennis League poinformowali o kolejnej roszadzie tuż przed meczem Igi Świątek. I to właśnie w składzie Polki! Najpierw zdecydowano się rozegrać spotkanie mikstowe, a z planu rozgrywek całkowicie wypadł Stefanos Tsitsipas. Jest komunikat.

     

    Trwa pokazowy turniej World Tennis League, w którym udział bierze także Iga Świątek. Do tej pory organizatorzy ogłaszali już różne zmiany i nie inaczej jest teraz. Tuż przed rozpoczęciem spotkania pomiędzy Team Eagles (Orłami) a Team Kites (Kanie) zdecydowano się zmienić kolejność pojedynków, a z planu wypadł także jeden z zawodników. Chodzi o Stefanosa Tsitsipasa.

     

    Pilna zmiana przed meczem Igi Świątek. Organizatorzy ogłaszają

    “Pojawiła się zmiana w programie starcia Team Eagles z Team Kites. Na początek zobaczymy miksta, z planu wypadł w ogóle Stefanos Tsitsipas” — pisze znany profil “Z kortu — informacje tenisowe | Tennis news” i jednocześnie prezentuje finalny terminarz zmagań:

     

    Badosa & Szewczenko — Paolini & Ruud

    Szewczenko — Ruud

    Badosa & Świątek — Paolini & Halep

    Świątek — Paolini

    Więcej informacji wkrótce…

     

  • Robert Lewandowski jest przepracowany. Wystarczy spojrzeć

    Robert Lewandowski jest przepracowany. Wystarczy spojrzeć

    Robert Lewandowski jest przepracowany. Wystarczy spojrzeć

    Jules Kounde, piłkarz Barcelony i reprezentant Francji, został uznany za najbardziej obciążonego zawodnika 2024 roku według analizy Międzynarodowego Centrum Studiów nad Sportem (CIES). W 69 meczach spędził na boisku 5872 minuty. Robert Lewandowski, jego klubowy kolega, również znalazł się w czołówce z 61 występami i 4681 minutami gry. Analiza obejmuje występy piłkarzy z 66 lig na całym świecie.

     

    Kounde, 26-letni obrońca, przewodzi zarówno pod względem liczby rozegranych meczów, jak i czasu spędzonego na boisku. Drugi w zestawieniu jest Kolumbijczyk Jhon Arias z Fluminense, który zagrał w 67 spotkaniach, ale spędził na boisku prawie 300 minut mniej niż Kounde. Trzecie miejsce zajmuje Federico Valverde z Realu Madryt z 66 meczami.

     

    Kounde i Lewandowski mają jeszcze szansę poprawić swoje statystyki, gdyż w sobotę Barcelona zmierzy się z Atletico Madryt w ostatniej kolejce ligi hiszpańskiej w tym roku. Federico Valverde z Realu Madryt może rozegrać jeszcze dwa mecze. Antonio Ruediger z Realu Madryt spędził więcej czasu na boisku w La Lidze niż Lewandowski.

     

    Polscy piłkarze w czołówce

    W polskiej lidze najbardziej obciążonym zawodnikiem jest Michal Sacek z Jagiellonii Białystok, który w 45 meczach spędził na boisku 3953 minuty. Arkadiusz Pyrka z Piasta Gliwice zagrał 3721 minut w 43 spotkaniach. Sacek może jeszcze poprawić swoje statystyki w meczu Ligi Konferencji przeciwko Olimpiji Lublana.

     

    Analiza CIES, z siedzibą w szwajcarskim Neuchatel, pokazuje, że większość czasu gry zawodników przypada na rozgrywki krajowe, które stanowią 73,2% ich występów. Pozostałe minuty dzielą się niemal równo między międzynarodowe rozgrywki klubowe (15,1%) i mecze drużyn narodowych (13,4%).

     

    W przypadku Roberta Lewandowskiego, 67,7% czasu gry przypada na mecze w Hiszpanii, 17,9% na rozgrywki pucharowe, a 14,4% na występy w reprezentacji Polski. Wyniki analizy obejmują czołowych 20 zawodników z poszczególnych lig oraz 20 najbardziej obciążonych piłkarzy na świecie.

     

    Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa

     

  • Sabalenka prowadziła 5:0 i nagle wielki zwrot! Aż uklęknęła

    Sabalenka prowadziła 5:0 i nagle wielki zwrot! Aż uklęknęła

    Sabalenka prowadziła 5:0 i nagle wielki zwrot! Aż uklęknęła

    Kibice tenisa mogli liczyć na wielkie widowisko w meczu Aryna Sabalenka – Jelena Rybakina w turnieju pokazowym World Tennis League. Przez długi czas był to popis jednej aktorki, ale potem nastąpił sensacyjny zwrot.

     

    W czwartek rano rozpoczęła się rywalizacja w turnieju pokazowym World Tennis League. W pierwszym starciu na kort wyszły zawodniczki z drużyn: Team Falcons (Sokoły) i Team Hawks (Jastrzębie). W pojedynku deblowym Carolina Garcia/Jelena Rybakina (Francja, Kazachstan) przegrały 6:7 (5:7) z Mirrą Andriejewą i Aryną Sabalenką (Rosja, Białoruś). Garcia/Rybakina nie wykorzystały prowadzenia 5:3, a potem trzech piłek meczowych przy stanie 5:4.

     

    Sensacyjny zwrot w meczu Sabalenka – Rybakina. Było 5:0!

    W drugim spotkaniu Sabalenka zmierzyła się z Rybakiną. Kibice mogli liczyć na wielkie widowisko, bo przecież grała liderka rankingu z szóstą rakietą świata.

     

    Białorusinka świetnie zaczęła mecz. Już w drugim gemie przełamała Kazaszkę. Miała w nim dwa bardzo dobre returny i świetny skrót za siatkę, do którego rywalka nawet nie ruszyła. Gema zakończyła skutecznym minięciem Rybakiny z bekhendu wzdłuż linii. To nie był koniec problemów reprezentantki Kazachstanu. W czwartym gemie przy swoim serwisie nie wygrała nawet punktu i przegrywała 0:4. Rybakina wyglądała na bezradną i jedyne pytanie, jakie można było sobie zadać, czy wygra chociaż gema. A właściwie, czy wygra swoje podanie, bo w trzech gemach serwisowych Białorusinki zdobyła zaledwie trzy gemy.

     

    – Nie spodziewałam się takiego przebiegu. Tutaj na korcie właściwie jest jedna zawodniczka na korcie. Niewiele czasu minęło, chyba 15 minut i już 5:0 – mówili komentatorzy Canal+Sport.

     

    Rybakinie udało się wreszcie wygrać gema – przy swoim podaniu. Zakończyła go asem serwisowym. Mało tego w siódmym gemie przełamała rywalkę. Przy równowadze (wtedy był decydujący punkt, a nie gra na przewagi) Sabalenka po dobrym, wyrzucającym serwisie, spudłowała bekhend wzdłuż linii i z “rozpaczy” aż niemal przyklęknęła na jedno kolano. Po chwili Kazaszka wygrała trzeciego gema z rzędu (znów było 40:40).

     

    W dziewiątym gemie, przy serwisie Sabalenki znów były wielkie emocje. Przy stanie 30:30 liderka światowego rankingu wyrzuciła skrót w aut. W kolejnej akcji Rybakina poszła do siatki, ale została z łatwością minięta. Przy równowadze, Kazaszka zagrała winnera z forhendu i znów cieszyła się z przełamania. Komentatorzy Canal+Sport dodawali, że to jest niesamowite, niewiarygodne, to co dzieje się na korcie.

     

    A Sabalenka już się przestała uśmiechać i widać było, że jest trochę poirytowana faktem, że straciła tak wysoką przewagę. Zaczęła też grać lepiej. W dziesiątym gemie przy serwisie Rybakiny przegrywała 0:30, ale wtedy wygrała trzy akcje z rzędu. Przy kolejnej piłce meczowej nie obroniła jednak pięknego winnera z forhendu wzdłuż linii Rybakiny. W kolejnej akcji Sabalenka spudłowała forhend przy siatce i było 5:5. A by emocje sięgnęły zenitu, to doszło do tie-breaka. W nim znów był sensacyjny zwrot, bo Rybakina prowadziła 3:1 i przegrała aż sześć punktów z rzędu!

     

    O godz. 14 swój pierwszy mecz zagra Iga Świątek (Team Eagles – Orły). Zmierzy się z Włoszką Jasmine Paolini z Team Kites (Kanie). Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE

     

    Jak gramy w World Tennis League?

    World Tennis League to turniej pokazowy, w którym udział bierze 16 tenisistów i tenisistek podzielonych na cztery zespoły. W każdym znajdują się po dwie kobiety i dwóch mężczyzn, a rywalizacja w fazie grupowej odbywa się w systemie każdy z każdym. – Mecze składają się z czterech setów – jednego pań, jednego panów i dwóch debli. Rywalizacja między zawodnikami toczyć się będzie w formacie jednosetowym, a każdy wygrany gem będzie dawał jeden punkt dla zespołu. Po wszystkich setach punkty zostaną zsumowane, a w przypadku remisu odbędzie się super tie-break – pisał Kacper Ciuksza

  • “As Sportu 2024”. Iga Świątek zwycięża w plebiscycie Interii!

    “As Sportu 2024”. Iga Świątek zwycięża w plebiscycie Interii!

    “As Sportu 2024”. Iga Świątek zwycięża w plebiscycie Interii!

     

    Wszystko jest już całkowicie jasne. Plebiscyt “As Sportu 2024” właśnie dobiegł końca, a jego laureatką została po raz kolejny Iga Świątek, która w wielkim finale pokonała Aleksandrę Mirosław. Wybitna tenisistka została wskazana przez Czytelników Interii jako najlepszy polski sportowiec po raz trzeci z rzędu, tym samym kompletując swoistego “hat-tricka”.

     

    Czwarta edycja organizowanego przez Interię plebiscytu “As Sportu” właśnie dobiegła końca. Zwyciężczynią wielkiego finału już po raz trzeci z rzędu została Iga Świątek, która w 2024 roku m.in. wygrała po raz kolejny wielkoszlemowego Rolanda Garrosa oraz wróciła z letnich igrzysk olimpijskich w Paryżu z brązowym medalem na szyi.

     

    W dwóch poprzednich odsłonach “Asa” raszynianka pokonywała w finale kolejno skoczka narciarskiego Dawida Kubackiego oraz siatkarza Aleksandra Śliwkę. Tym razem tenisistka zatriumfowała z kolei nad Aleksandrą Mirosław, która z IO przywiozła złoto we wspinaczce sportowej na czas i która w stolicy Francji dwukrotnie pobiła rekord świata w ciągu jednego dnia.

     

    “As Sportu 2024″. Plebiscyt Interii w liczbach”As Sportu 2024″. Iga Świątek zwyciężczynią plebiscytu. Tak wyglądała jej droga do wygranejIga Świątek kolejny rok z rzędu postrzegana była jako jedna z głównych faworytek do sięgnięcia po ostateczne plebiscytowe zwycięstwo. Nim jednak dotarła ona do starcia o najwyższe miejsce podium, musiała przejść przez kilka naprawdę wymagających etapów zmagań.

     

    Najpierw znalazła się ona w elitarnym gronie 32 kandydatur wybranych w głosowaniu redakcji portalu Interia Sport, po czym – już dzięki głosom Czytelników – trafiła do czołowej szesnastki tego niezwykłego współzawodnictwa.W 1/8 finału wiceliderka światowego rankingu WTA pokonała znakomitą siatkarkę Magdalenę Stysiak w naprawdę pewnym stylu, bo zdobywając aż 73 proc. głosów i w ten sposób z łatwością przedarła się do ćwierćfinałów.

     

    Tam jej oponentką była lekkoatletka Natalia Bukowiecka (do niedawna znana jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Kaczmarek) – w tym przypadku 23-latka uzyskała 67 proc. głosów. Ciekawostką jest fakt, że obie panie spotkały się w 1/4 finału również w ubiegłym roku i ich pojedynek także zakończył się wygraną mistrzyni z kortu.

     

    W półfinale doszło do szalenie emocjonującej rywalizacji raszynianki i kolejnej ważnej postaci świata siatkówki – Wilfredo Leona. W tym przypadku Świątek wygrała w stosunku procentowym 65-35 i została jej już wówczas tylko ostatnia prosta do triumfu. Leon tymczasem w potyczce o trzecie miejsce musiał uznać jeszcze wyższość Klaudii Zwolińskiej.”As Sportu 2024”. Iga Świątek znów była bezkonkurencyjna

     

    W wielkim finale “Asa Sportu 2024” Iga Świątek zmierzyła się z specjalistką od wspinaczki sportowej na czas, Aleksandrą Mirosław. Podczas tej batalii oddano łącznie ponad 38 tys. głosów, z czego tenisistka zgarnęła dokładnie 63 proc. z nich. Korona pozostała wciąż na tej samej głowie.Iga Świątek w 2024 roku, prócz wspominanych już sukcesów na Rolandzie Garrosie oraz igrzyskach olimpijskich, wygrała też m.in. cztery turnieje rangi WTA 1000 i razem z polską kadrą zdobyła drugie miejsce w United Cup oraz wywalczyła z “Biało-Czerwonymi” historyczny półfinał Billie Jean King Cup. Można rzec – dziękujemy i prosimy o więcej.

     

    “As Sportu 2024. Kamil Otowski paralimpijczykiem rokuW tym roku, już po raz drugi w historii, w ramach plebiscytu “As Sportu” przyznany został także tytuł “Paralimpijczyka Roku”. W poprzedniej edycji wyróżnienie otrzymała Emilia Babska, reprezentantka Polski w parastrzelectwie sportowym – tym razem doceniony za swe wybitne osiągnięcia został Kamil Otowski.25-latek w 2024 roku zdobył aż dwa złote medale na igrzyskach paralimpijskich w Paryżu w zmaganiach pływackich w klasie S1 – jeden na dystansie 50 m, a drugi na dystansie 100 m stylem grzbietowym. Warto nadmienić, że zawodnik IKS AWF Warszawa w przeszłości sięgał również po tytuły mistrza świata (dwa złota zdobył w Wielkiej Brytanii w roku 2023).Triumf Dudy, a potem dominacja Świątek. “Hat-trick” tenisistki w “Asie Sportu””As Sportu 2024”. Najlepsi otrzymają specjalne nagrody

     

    Iga Świątek, czyli “As Sportu” 2024 roku, zdobywczyni drugiego miejsca Aleksandra Mirosław i uzupełniająca podium plebiscytu Klaudia Zwolińska, a także zwycięzca w kategorii “Paralimpijczyk Roku” Kamil Otowski otrzymają od Interii specjalne statuetki w dowód uznania dla ich niesamowitych wyczynów.

     

  • Sensacyjny ruch! Agnieszka Radwańska pomoże polskiej gwieździe

    Sensacyjny ruch! Agnieszka Radwańska pomoże polskiej gwieździe

    Sensacyjny ruch! Agnieszka Radwańska pomoże polskiej gwieździ

     

    Magda Linette ogłosiła, że Agnieszka Radwańska dołączyła do jej sztabu. Po czym wytłumaczyła, że doświadczona koleżanka będzie pracowała jako druga trenerka. 35-latka zakończyła zawodową karierę w 2018 r.

     

    “Niech ktoś mnie uszczypnie! Agnieszka Radwańska właśnie dołączyła do mojego zespołu” — napisała Linette w mediach społecznościowych. A w podcaście Break Point wyjaśniła powody swojej decyzji

     

    Szczerze mówiąc było to dla mnie zaskoczenie.Ja bardzo niepewnie zapytałam się jej, bo nie sądziłem, że będzie miała ochotę wrócić do Touru i do podróżowania. Byłam tym niesamowicie rozczulona. Będzie dla mnie drugim trenerem, konsultantem. Na razie będzie to osiem, dziesięć tygodni rocznie — opowiedziała Linette w podcaście Break Point.

     

    Ja jestem absolutnie zachwycona. Mark [Gellard, trener] wpadł na ten pomysł. Ja nie sądziłam, że to możliwe. On się postanowił zapytać, bo stwierdził, że kto nie próbuje, ten nie dowie się nigdy, czy to jest możliwe — dodała.

     

    Pierwszy raz będę pracowała z kobietą. I to jest dla mnie fajne, bo mam wrażenie, że pierwszy raz będzie to osoba, która miała takie same odczucia i emocje, a była na dużo wyższym poziomie niż ja — wytłumaczyła.

     

    Agnieszka Radwańska drugą trenerką Magdy Linette. Oto kulisy decyzji:

     

    Magda Linette w tym roku wygrała turniej WTA 250 w Pradze. W wielkoszlemowych turniejach odpadała jednak zawsze w pierwszej rundzie. W rankingu WTA jest notowana na 38. miejscu. Najwyżej była 19. w marcu 2023 r.