• Zdradzili, co Lin Yu-Ting ma wpisane w paszporcie

    Zdradzili, co Lin Yu-Ting ma wpisane w paszporcie

    Zdradzili, co Lin Yu-Ting ma wpisane w paszporcie

    Po tym, jak Lin Yu-Ting wygrała olimpijskie złoto, pokonując w finale Julię Szeremetę, nie milkną echa związane z kontrowersjami dotyczącymi płci zawodniczki. Ostatnio głośno było o tym, że pięściarka nie wzięła udziału w finałach Pucharu Świata, a teraz zagraniczni dziennikarze ujawniają, co Tajwanka ma wpisane w paszporcie

     

    Rodacy Lin Yu-Ting nie stoją za nią murem

    Co jakiś czas wraca temat Lin Yu-Ting i tego, że wciąż kwestionuje się to, czy jest kobietą. Teraz Sport.pl w rozmowie z dziennikarzem sportowym Chia Ming Chen podaje, że obywatele jej kraju nie do końca stoją za pięściarką takim samym murem, jak tamtejsze media. “Niekiedy wskazują, że Lin nie wygląda jak kobieta, brakuje jej przekonujących dowodów medycznych, a incydent w Sheffiels przypomina [nie wystąpiła w finałach Pucharu Świata — red.], że problem jest złożony, a zamieszanie trwa” — mówił dziennikarz dla Sport.pl.

     

    Wiadomo, co Lin Yu-Ting ma wpisane w paszporcie

     

    Mężczyzna uważa jednak, że mistrzyni olimpijska powinna otrzymywać większe wsparcie od swoich rodaków i zdradza, co ma wpisane w paszporcie. “Lin zarówno w dowodzie tajwańskim, jak i paszporcie ma wpisane »kobieta«. Natomiast działacze sportowi ograniczają się w jej przypadku jedynie do pustego wsparcia. Nie przedstawili żadnego raportu medycznego zaprzeczającego temu, o co ją wcześniej oskarżano” — zaznaczał Chia Ming Chen.

     

    Testy Lin Yu-Ting

    Lin Yu-Ting w 2023 r. została zdyskwalifikowana przez Międzynarodową Federację Bokserską (IBA) ze względu na to, że nie przeszła testów na płeć (podwyższony poziom testosteronu i chromosomu XY). Mimo to zawodniczka wzięła udział w igrzyskach olimpijskich, a MKOI zaznaczał, że przeszła pomyślnie wszelkie testy wykonane przed tą sportową imprezą. Kolejne testy Lin Yu-Ting przeszła chwilę po tym, jak wygrała olimpijskie złoto, świat wciąż czeka na te wyniki.

  • Qinwen Zheng bez ogródek: „Definitywnie Świątek”

    Qinwen Zheng bez ogródek: „Definitywnie Świątek”

    Qinwen Zheng bez ogródek: „Definitywnie Świątek”

    W 2024 roku Qinwen Zheng na stałe wdarła się do światowej czołówki WTA. 22-latka dotarła do finału Australian Open, zdobyła złoto olimpijskie, a sezon zakończyła debiutem w WTA Finals, gdzie także walczyła o tytuł. Podczas turnieju w Rijadzie Chinka zdradziła, czego mogłaby się nauczyć od Igi Świątek.

     

    Mimo wielu sukcesów w minionym roku, Qinwen Zheng w oczach polskich kibiców wciąż pozostanie zawodniczką, która pokonała Igę Świątek w półfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu. Zwycięstwo 6:2, 7:5 było jedną z największych niespodzianek całego sezonu. Po tym sukcesie sięgnęła po złoto olimpijskie. W sumie w 2024 roku aż trzykrotnie cieszyła się z turniejowych triumfów.

     

    Zheng mówi wprost: Tego chciałaby się nauczyć od Świątek

     

    Chinka trzykrotnie rywalizowała także w finałach. Na początku roku w Australian Open, gdzie przegrała gładko z Aryną Sabalenką. Prawdziwym wyzwaniem dla Białorusinki okazała się jednak dopiero rywalizacja w Wuhan, gdzie Świątek wygrała po trzech setach – 6:3, 5:7, 6:3.

     

    Zheng przegrała także w finale WTA Finals, zamykającym sezon. W swoim debiucie w Turnieju Mistrzyń, 22-latka wygrała cztery mecze, jednak w finale nieznacznie lepsza okazała się Coco Gauff, wygrywając 6:3, 4:6, 6:7(2).

     

    Możliwe, że Chinka mogłaby odnieść zwycięstwo w tym meczu, gdyby lepiej radziła sobie ze stresem. Właśnie tego, jak utrzymywać spokój pod presją, Zheng najbardziej zazdrości Igie Świątek. Podczas jednej z popularnych rywalizacyjnych konkurencji w mediach społecznościowych, uczestniczki WTA Finals miały przypisać daną zawodniczkę do konkretnej kategorii. Przy haśle „spokój pod presją” Świątek była wymieniana kilkukrotnie, m.in. przez Arynę Sabalenkę, Jasmine Paolini czy właśnie Qinwen Zheng.

     

    – Definitywnie Świątek. Jej występy przez cały rok są tak stabilne, cały czas jest na szczycie. To jest jedna rzecz, której chciałabym się nauczyć – wyznała Chinka.

     

    Zheng nie szuka przyjaźni na korcie

     

    Piąta rakieta świata nie zamierza jednak szukać skutecznych technik u innych zawodniczek, gdyż preferuje trzymanie dystansu. – Moja odpowiedź jest bardzo jasna, zawsze wolę trzymać dystans od innych graczy. Między nami jest dużo rywalizacji. Jestem bardzo wrażliwą osobą. Nie czuję, że mogę zaprzyjaźnić się z kimś, a potem rywalizować na korcie. Nie skupiłabym się w 100 procentach na walce – wyjaśniła Zheng podczas WTA Finals.

     

  • Samochód wjechał w tłum ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w Magdeburgu

    Samochód wjechał w tłum ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w Magdeburgu

    Samochód wjechał w tłum ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w Magdeburgu

    Wczoraj wieczorem samochód wjechał w tłum zgromadzony na jarmarku świątecznym w Magdeburgu. Niemieckie media podają, że zginęło co najmniej 11 osób.

     

    Co się wydarzyło? Rzecznik rządu landu Saksonia-Anhalt poinformował, że incydent w Magdeburgu był atakiem, a nie wypadkiem. Policja na razie nie potwierdziła tej informacji. W komunikacie na Twitterze służby informowały o “rozległych działaniach na jarmarku bożonarodzeniowym”. Według agencji dpa, policja zatrzymała kierowcę pojazdu, który wjechał w tłum. “Die Welt” donosi, że podejrzany to 50-letni mężczyzna pochodzący z Arabii Saudyjskiej.

     

    Ofiary: Portal mdr.de podał, że przed godziną 20 zginęła przynajmniej jedna osoba, a “Bild” informuje o 11 ofiarach śmiertelnych. Lokalne władze zastrzegają jednak, że jest za wcześnie, aby podać pełną liczbę ofiar. Służby ratunkowe przekazują, że rannych zostało od 60 do 80 osób.

     

    Reakcje władz: Ludzie na jarmarku uciekali w panice, a policja ewakuowała tłum i zamknęła Stary Rynek, na którym odbywał się jarmark. Na miejsce tragedii przybyło wiele karetek pogotowia. Premier Saksonii-Anhalt, Reiner Haseloff, wyraził głęboki żal. – To straszne wydarzenie, szczególnie w okresie przed Bożym Narodzeniem – powiedział.

     

    Relacje świadków: Niemieckie media cytują naocznych świadków zdarzenia. Portal Mitteldeutsche Zeitung relacjonuje, że wielu ludzi udało się w ostatniej chwili uskoczyć na bok, ale nie wszystkim to się udało. Jeden ze świadków porównał sytuację na jarmarku do warunków wojennych.

     

    Źródła: “Bild”, mdr.de,“Die Welt”

     

  • Słowa Justyny Kowalczyk chwytają za serce. “Nie odbiorę dziecku środowiska taty”

    Słowa Justyny Kowalczyk chwytają za serce. “Nie odbiorę dziecku środowiska taty”

    Słowa Justyny Kowalczyk chwytają za serce. “Nie odbiorę dziecku środowiska taty

     

    Miałam takie poczucie, że świetnie się uzupełnialiśmy, również w tym życiu sportowym, które nas bardzo łączyło. […] Byliśmy dobrym małżeństwem — tak Justyna Kowalczyk-Tekieli opowiada o związku z Kacprem Tekielim, który zginął w 2023 r. W ostatnim odcinku serii “W to mi grań” na profilu Tatrzańskiego Parku Narodowego w serwisie YouTube utytułowana biegaczka narciarska dzieli się wspomnieniami związanymi z mężem, a także mówi o ich synku. — Chciałabym, żeby był szczęśliwym, spełnionym chłopcem, później mężczyzną. Czy będzie sportowcem? Jak będzie chciał, mama stanie na głowie i nawet przeprowadzi się do innego kraju, byleby miał lepiej — przyznaje.

     

    Kacper Tekieli zginął 17 maja 2023 r. podczas zejścia ze szczytu Jungfrau w Szwajcarii. W Alpach zamierzał zrealizować projekt zdobycia wszystkich 82 czterotysięczników. Justyna Kowalczyk-Tekieli po śmierci męża nie zniknęła z social mediów i często pokazywała fanom, jak spędza czas. Rozmawiać z dziennikarzami jednak nie chciała. Kilka tygodni temu udzieliła pierwszego wywiadu od czasu rodzinnej tragedii. W rozmowie z “Magazynem na Szczycie” opowiedziała o tym, co przeżyła w ostatnich miesiącach, mówiła m.in., że dała sobie czas na przeżycie żałoby, nie chcąc, by ta wróciła do niej po latach.

     

    Myślę, że wyszłam, a raczej, że wychodzę z tego dość dobrze. Pozwoliłam sobie na wszystkie emocje. Niejednokrotnie w miejscu publicznym się rozbeczałam. Wyłam jak pies, jak jakieś zranione zwierzę, ale wiedziałam, że muszę to zrobić, dać na to przestrzeń. Jestem z siebie dumna, że nie uciekłam od tych emocji, dalej nie uciekam” — wyznała w październiku.

     

    Justyna Kowalczyk-Tekieli wspomina zmarłego męża. “Wiele dobrego mnie spotkało dzięki Kacprowi”

     

    Teraz Justyna Kowalczyk-Tekieli gościła w ostatnim odcinku serii “W to mi grań”, który w środę pojawił się na profilu Tatrzańskiego Parku Narodowego w serwisie YouTube. Z dwukrotną mistrzynią olimpijską rozmawiał wysokogórski przewodnik tatrzański i ratownik TOPR Jakub Brzosko. 41-latka opowiadała m.in. o swoich doświadczeniach górskich i wyprawach z mężem. Nie zabrakło też tematu syna, który we wrześniu obchodził trzecie urodziny.

     

     

    We wspomnianym programie Justyna Kowalczyk-Tekieli podzieliła się wrażeniami z występu na ostatnim Krakowskim Festiwalu Górskim, na który kiedyś zabierał ją jej ukochany. — Cudownie, jak to towarzystwo górskie, towarzystwo Kacpra jest dla mnie teraz taką otuchą. A i Hugonek pobawił się z silnymi wujkami, którzy mają wielkie łapy i podrzucają wysoko, więc naprawdę fajnie było. Taki miły, wesoły dzień, choć dla mnie oczywiście nostalgiczny. Ale było super — podkreśliła.Jakub Brzosko zauważył, że Justyna Kowalczyk-Tekieli wychodzi do ludzi i dużo mówi o zmarłym mężu. — To też wymaga niezłej psychy […]. Czasami są ludzie, którzy się zamykają w sobie i chcą pewien etap swojego życia zamknąć — stwierdził.

     

    Pewnie są różne reakcje na tak ogromne przeżycia, […] ale na pewno nie chcę niczego zamykać, bo wiele dobrego mnie spotkało dzięki Kacprowi. No i mam jego synka. Nie odbiorę dziecku środowiska taty, bo byłabym po prostu bardzo niesprawiedliwa — zaznaczyła sportsmenka.

     

    Ja przy nim wydawałam się być naprawdę spokojną osobą”

    Kilka lat temu Brzosko przeprowadzał wywiad z Kowalczyk i jej ukochanym. Gościł wtedy u nich w domu. — Miałem wrażenie, że wy tak pięknie się wspieraliście w tych swoich realizacjach, planach, w tym takim dniu codziennym, w treningach. Byliście taką parą bardzo fajnie się uzupełniającą — wyznał swojej rozmówczyni.

     

    Też miałam takie poczucie, że świetnie się uzupełnialiśmy, również w tym życiu sportowym, które nas bardzo łączyło — oznajmiła Justyna Kowalczyk-Tekieli. — Ja przy nim wydawałam się być naprawdę spokojną osobą, która czasem sobie odpuści, a on absolutnie nie. I bardzo mi to imponowało. Imponowało mi to, jak bardzo się angażował w tę swoją kondycję fizyczną. Wielokrotnie mówiliśmy o niebezpieczeństwie, a on mówił, że będzie niwelował to niebezpieczeństwo tym, że będzie świetnie przygotowany fizycznie, więc było mi miło wspomagać go zwłaszcza w tej części wydolnościowej — wspominała. — Jeśli chodzi o życie domowe, no to byliśmy dobrym małżeństwem, […] byliśmy ludźmi, którzy się bardzo kochali — dodała.

     

    Mój mąż nie był osobą, która tak po prostu rozdawała komplementy”

     

     

    Justyna Kowalczyk-Tekieli była dla swojego ukochanego wielką inspiracją, bardzo imponowała mu tym, jak trenowała itd. Przy okazji podzieliła się wspomnieniem z rozmowy z Kacprem Tekielim na początku ich znajomości. — Jak zaczynaliśmy się spotykać, to mi powiedział: “Wiesz, ja tak naprawdę to sport, piłka nożna, boks. No i Justyna Kowalczyk”. Ja do niego mówię: “Dobra, czyli Justyna, [Andrzej] Gołota i kto?”. Odpowiedział: “No, Maradona”. Jesteś kobietą zakochaną i słyszysz od chłopaka, że cię stawia na równi z Maradoną […].

  • Piotr Żyła błyszczał w kwalifikacjach! Wiatr szalał w Engelbergu

    Piotr Żyła błyszczał w kwalifikacjach! Wiatr szalał w Engelbergu

    Piotr Żyła błyszczał w kwalifikacjach! Wiatr szalał w Engelbergu

    Puchar Świata w skokach narciarskich w Engelbergu nabiera tempa. Pięciu polskich skoczków wystąpiło w piątkowych kwalifikacjach, a najlepszy wynik uzyskał Piotr Żyła, który potwierdził swoją dobrą formę. “Po raz trzeci dzisiaj skacze bardzo dobrze!” – komentował ekspert. Pozostali Polacy także mogą być zadowoleni, choć jeden z nich musi zastanowić się nad swoją próbą. Najlepszy wynik w kwalifikacjach osiągnął jednak reprezentant Austrii.

    Po przeniesieniu Pucharu Świata z Titisee-Neustadt do Engelbergu, pięciu Polaków: Kamil Stoch, Paweł Wąsek, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł i Piotr Żyła, przystąpiło do piątkowych kwalifikacji. Choć Żyła miał za sobą groźnie wyglądający upadek na treningu, udało mu się zachować koncentrację.

    Piotr Żyła skradł show Jako pierwszy z Polaków na belce startowej pojawił się Piotr Żyła, który potwierdził, że udane skoki na treningach nie były przypadkowe. “Po raz trzeci dzisiaj skacze bardzo dobrze. Jeden z sędziów ośmielił się dać notę 19” – relacjonował komentator Eurosportu po jego udanym skoku na 131 metrów. Żyła nie krył radości z wyniku.

    Następnie na rozbiegu pojawił się Kamil Stoch, który mimo niezłych warunków, uzyskał 128,5 metra, co dało mu 11. miejsce i pewną kwalifikację do konkursu. Lepszy wynik osiągnął Jakub Wolny, który po skoku na 130,5 metra znalazł się tuż przed Stochem. Wtedy też jury zdecydowało się na obniżenie belki startowej z 19. na 18. stopień.

    Paweł Wąsek, skacząc z niższej belki, osiągnął 125,5 metra i również pewnie zakwalifikował się do konkursu. Aleksander Zniszczoł rozczarował wynikiem 115 metrów, ale z minimalną przewagą znalazł się w czołowej pięćdziesiątce. Po tym skoku było jasne, że najlepszy wynik z Polaków osiągnie Piotr Żyła, który ostatecznie zajął 12. miejsce.

    Warunki pogodowe pogorszyły się przed skokami czołówki, co na chwilę przerwało kwalifikacje. Po wznowieniu zawodów, rozbieg został podniesiony do 19. belki, a po skokach pięciu zawodników – do 20. belki.

    Zaskoczeniem był słaby wynik Stefana Krafta, który uzyskał tylko 119 metrów i znalazł się w okolicach 50. miejsca. Jan Hoerl skoczył 130,5 metra, a Daniel Tschofenig osiągnął 136,5 metra, co pozwoliło mu na awans do najlepszej dziesiątki. Lider Pucharu Świata, Pius Paschke, skoczył 133,5 metra, co nie wystarczyło, by wyprzedzić Tschofeniga.

    Wyniki kwalifikacji do pierwszego konkursu indywidualnego w Engelbergu:

    1. Daniel Tschofenig – 170,9 pkt, zakwalifikowany

    2. Johann Andre Forfang – 170,2 pkt, zakwalifikowany

    3. Kevin Bickner – 161,9 pkt, zakwalifikowany

    4. Anze Lanisek – 161,7 pkt, zakwalifikowany

    5. Pius Paschke – 161,4 pkt, zakwalifikowany

    6. Piotr Żyła – 154,7 pkt, zakwalifikowany

    7. Paweł Wąsek – 151,2 pkt, zakwalifikowany

    8. Jakub Wolny – 148,2 pkt, zakwalifikowany

    9. Kamil Stoch – 147,3 pkt, zakwalifikowany

    10. Aleksander Zniszczoł – 134,6 pkt, zakwalifikowany

  • Żyła nagle ruszył do kamery. Aż zacisnął pięść. Wielki powrót

    Żyła nagle ruszył do kamery. Aż zacisnął pięść. Wielki powrót

    Żyła nagle ruszył do kamery. Aż zacisnął pięść. Wielki powrót

    Raz 133 i dwa razy po 131 metrów – w takim stylu Piotr Żyła wrócił do zawodów Pucharu Świata. W Engelbergu z miejsca, dość niespodziewanie, stał się najlepszym z Polaków. Zaczął dzień od upadku, ale nawet on nie zepsuł mu humoru. I w kwalifikacjach zajął 12. miejsce.

     

    Do sobotniego konkursu awansowało wszystkich pięciu Polaków, ale ich pozycje nie były rewelacyjne. Drugim najlepszym z kadry Thomasa Thurnbichlera okazał się 18. Paweł Wąsek (125,5 metra), 25. był Jakub Wolny (130,5 metra), 27. Kamil Stoch (128,5 metra), a dopiero 45. Aleksander Zniszczoł (115 metrów).

     

    Dlatego 12. miejsce Żyły po dobrym skoku na 131 metrów jest z tego wszystkiego zdecydowanie największym z pozytywów. Polak tuż po lądowaniu zacisnął pięść, a gdy pokazywano go przy wyliczaniu ostatecznej noty w kwalifikacjach, ruszył w stronę kamery, krzycząc i wykonując kolejne gesty radości. To naprawdę świetny powrót do cyklu zawodów najwyższej rangi w jego wykonaniu.

     

    Żyła przerwał dziennikarzowi Eurosportu i dodał ważne słowa. To pokazuje, czego naprawdę potrzebował

    Takie wejście z drzwiami w weekend Pucharu Świata w wykonaniu Żyły może imponować. Zwłaszcza że wiślanina nie było w Titisee-Neustadt. Poprzedni tydzień spędził w Finlandii, gdzie startował w Pucharze Kontynentalnym w Ruce. I tam nie błyszczał, choć był najlepszym z Polaków i sztab kadry zdecydował się dać mu szansę w miejsce nieradzącego sobie najlepiej Dawida Kubackiego.

     

    Zresztą wydaje się, że to najlepsze wyjście dla obu zawodników: Żyle ewidentnie brakuje startów, za to sytuacja Kubackiego wskazuje, że najwięcej może zyskać na spokojnych treningach. To dobrze pokazała reakcja Żyły na słowa Kacpra Merka w rozmowie dla Eurosportu. Dziennikarz powiedział, że Piotrek mówił mu w Wiśle, że brakuje mu skoków. A Żyła od razu przerwał i dodał: “Ale w zawodach”.

     

    – Po to pojechałem do Ruki. Tam sobie fajnie poskakałem – rozwinął Żyła. – Tutaj na razie też wyglądało to spoko, treningi fajnie szły. Ten w kwalifikacjach zmaściłem. To powinno chyba trochę dalej lecieć, bo tam dalej były fajne warunki – wskazał.

     

    Przyjechałem po prostu robić swoją robotę. Zaplanowałem sobie elegancko cały weekend. Tak że fajnie. Myślę, że trzeba realizować swoje, robić to, co się umie. Bo więcej się nic nie narobi – mówił w swoim stylu 37-latek.

     

    Żyła upadł, ale podszedł do tego w swoim stylu. “Widziałem podwójnie”

    Na początek piątkowych serii w Szwajcarii jednocześnie zelektryzował i zmartwił polskich kibiców. W pierwszym treningu poleciał aż na 133. metr, ale po wylądowaniu przytrzymał go świeży śnieg i upadł. Wyglądało to niebezpiecznie, a Żyła przez dłuższą chwilę nie podnosił się z zeskoku. Potem wstał jednak o własnych siłach, a gdy rozmawiał z dziennikarzami Eurosportu i Skijumping.pl, był już w dobrym humorze.

     

    Z uśmiechem podszedł do tego zdarzenia już także po kwalifikacjach. – Bywało gorzej, ale trafiłem na mięciutki śnieg i sam się znokautowałem palcem w sumie. Wylądowałem, złapało mnie tam, poleciałem i poczułem, że dostałem tu tak trochę – mówił Żyła, wskazując na małe zadrapanie na czole.

     

    Potem został zapytany, czy pomimo upadku to był dla niego dobry dzień, zaczął żartować. – Nie wiem, bo po tym, jak upadłem, to już nie pamiętam za bardzo, ha, ha. Widziałem podwójnie i myślę sobie, jadąc po tym rozbiegu: “Który próg jest dobry? A, mało ważne” – śmiał się skoczek

     

    Oby w sobotnich zawodach widział już jeden próg i nie trafił przy lądowaniu na miękki śnieg, tylko wykonał pełny, ładny telemark. Żeby pobić swój najlepszy wynik w tym sezonie, musi znaleźć się wyżej niż na 26. miejscu, co nie powinno być dla niego problemem. A kto wie, może nawiąże do swoich najlepszych wyników z Engelbergu. Czterokrotnie stawał tu na podium, w tym dwa razy był drugi w 2018 roku. Teraz miejsce w Top10 byłoby świetnym, motywacyjnym kopem w kierunku Turnieju Czterech Skoczni.

     

    Sobotnie zawody rozpoczną się o 16:00, a poprzedzi je seria próbna o 14:30. Relacje na żywo na Sport.pl, a transmisje w Eurosporcie, TVN i na platformie Max.

  • Najszybszy nokaut w historii! Polak padł po czterech sekundach

    Najszybszy nokaut w historii! Polak padł po czterech sekundach

    Najszybszy nokaut w historii! Polak padł po czterech sekundach

    Co to był za nokaut! Wystarczyły cztery sekundy, by Damian Jędrzejczyk padł na matę i przegrał z Robelisen Despaigne na gali Karate Combat 51. Polak ustanowił niechlubny rekord i przeszedł do historii organizacji.

     

    Robelis Despaigne dał się poznać kibicom jako ekspert od szybkich nokautów. Trzy jego walki dla federacji Fury FC to trzy zwycięstwa, które zajęły mu raptem… 19 sekund. Podobnie było zresztą w debiucie w UFC, w którym w 18 sekund pokonał Josha Parisiana. Później jednak nie szło mu aż tak dobrze.

     

    Kubańczyk przegrał dwa ostatnie pojedynki dla największej federacji MMA na świecie i niedawno wystąpił dla innej federacji — Karate Combat. I znów przeszedł do historii!

     

    Polak padł po czterech sekundach! Absolutny rekord

    https://x.com/KarateCombat/status/1869920466967703844

    Rywalem 36-latka podczas gali Karate Combat 51 był bowiem Damian Jędrzejczyk, który przekonał się o niezwykłej sile Kubańczyka. Robelis Despaigne zaczął to starcie od mocnego kopnięcia, a potem trafił Polaka prawym sierpowym i od razu posłał go na matę!

     

    Tym samym Kubańczyk został autorem najszybszego nokautu w historii organizacji. A kibice w mediach społecznościowych zachwycali się jego debiutem w nowej organizacji. “Co za sposób, by wejść do nowej ligi” — napisał jeden z nich.

     

  • Wyjątkowe święta Igi Świątek. Czekała na to przez lata

    Wyjątkowe święta Igi Świątek. Czekała na to przez lata

    Wyjątkowe święta Igi Świątek. Czekała na to przez lata

    W tym roku Iga Świątek ma szansę na wyjątkowe Święta Bożego Narodzenia, a to ze względu na to, że turniej World Tennis League w Abu Zabi odbędzie się w dniach 19-22 grudnia. Dzięki temu też po raz pierwszy od dawna wiceliderka rankingu WTA będzie miała wolne w święta, a zaraz po turnieju w Abu Zabi spakuje walizki i poleci do Australii, gdzie spędzi ten wyjątkowy czas w roku.

     

    To będą wyjątkowe święta Igi Świątek

    W ubiegłym roku Iga Świątek mówiła o tym, że Boże Narodzenie 2022 r. spędziła praktycznie sama, dlatego nie pozwoliła, by ta sytuacja się powtórzyła. W 2023 r. do Abu Zabi tenisistka zaprosiła swoich bliskich.

     

     

    “W tym roku pomyślałam, że sprowadzę moją rodzinę do mnie. Dołączą do mnie w Abu Zabi. Będzie na pewno inaczej. Nie będzie śniegu, będzie ciepło. […] Tam jest bardzo dużo dekoracji świątecznych. Akurat rok temu byłam w Dubaju i widziałam, że też te wszystkie resorty, hotele obchodzą święta, więc mam nadzieję, że to trochę pomoże” — mówiła na początku grudnia 2023 r. Świątek w rozmowie dla “Dzień dobry TVN”.

     

    Iga Świątek święta spędzi w Australii

    Zapewne teraz Iga Świątek także zadbała o to, by nie spędzać tego wyjątkowego czasu w samotności. Co prawda, mimo że turniej kończy się wcześniej niż rok temu, nie wróci do kraju. Jak powiedziała nam jej menadżerka — Daria Sulgostowska, Iga Świątek tegoroczne Święta Bożego Narodzenia spędzi w Australii.

     

    Nie wiadomo dokładnie, co tenisistka zaplanowała na ten czas, jednak zapewne znajdzie chwilę na odpoczynek i spróbowanie świątecznych pyszności. Później jednak będzie kontynuować przygotowania do kolejnego sezonu, w którym jej celem będzie powrót na miejsce liderki rankingu WTA.

     

  • Halep już na równi z Ostapenko. Rumunia oszalała. Wystarczyło, że tam była Świątek

    Halep już na równi z Ostapenko. Rumunia oszalała. Wystarczyło, że tam była Świątek

    Halep już na równi z Ostapenko. Rumunia oszalała. Wystarczyło, że tam była Świątek

    Choć rywalizacja w World Tennis League w Abu Zabi ma charakter towarzyski i pokazowy, to dla fanów Simony Halep oraz dla rumuńskich mediów jest pewnie na równi z normalnymi zawodami WTA. I nie ma znaczenia to, że była liderka rankingu WTA grała w czwartek tylko w deblu. Kluczem, takie można odnieść wrażenie, jest to, że okazała się w tym deblu lepsza od Igi Świątek. Co ma ogromne znaczenie w kontekście wydarzeń z ostatnich tygodni.

     

    Simona Halep nie była przewidziana do gry w Abu Zabi, ale kilka dni temu zastąpiła w składzie Barborę Krejcikovą. Dlaczego akurat ona, skoro zajmuje dopiero 887. miejsce w rankingu WTA? Patrząc na nazwiska zawodniczek walczących w World Tennis League – Aryna Sabalenka, Iga Świątek, Jelena Rybakina, Jasmine Paolini, Paula Badosa, Mirra Andriejewa, Caroline Garcia, niespecjalnie tam pasuje. Cztery pierwsze z TOP listy WTA, dwie kolejne z drugiej dziesiątki, Francuzka zaś jest 48.

     

    Halep to jednak była gwiazda, która zajmowała siódme miejsce na świecie w końcówce sierpnia 2022 roku, gdy grała w US Open. I gdy jej test antydopingowy miał wynik pozytywny. Pauzowała kilkanaście miesięcy, po roku usłyszała od ITIA wyrok: cztery lata zawieszenia. Odwołała się do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie: ten w lutym 2024 roku uznał ją winną, ale skrócił karę do dziewięciu miesięcy.

     

    Halep od razu dostała dziką kartę do WTA 1000 w Miami, na Florydzie stoczyła zacięte spotkanie z Paulą Badosą, ale jednak przegrane. Doznała przy tym kontuzji, z urazami walczyła dość długo. I nie była w stanie zaistnieć w tourze, wygrała zaledwie jedno spotkanie z pięciu rozegranych, w WTA 125 w Hongkongu z Ariną Rodionową. To mało, jej dyspozycja była wielką zagadką, a jednak dostała szansę w Abu Zabi. I po raz pierwszy od dawna zmierzyła się z zawodniczkami z czołówki.

     

    Wielki żal w Rumunii o sposób potraktowania Simony Halep. I żal do Świątek, że u niej to wyglądało inaczejGdy w marcu Halep grała w Miami z Badosą, Hiszpanka była 80. Teraz Rumunka obok siebie miała czwartą w rankingu WTA Jasmine Paolini, a po drugiej stronie siatki: wiceliderką Igę Świątek i znów Badosę, tym razem już dwunastą. Polka i Hiszpanka grają w Abu Zabi w barwach Team Eagles, Halep i Paolini – Team Kites. I choć Świątek z Badosą prowadziły już 5:2, miały później dwie piłki na wygraną seta i meczu, a przegrały jednak 5:7.

     

    Kontekst jest łatwo zrozumieć: gdy Halep została zawieszona przez ITIA, była w światowej czołówce, tuż przed swoimi 31. urodzinami. Teraz jest o dwa lata starsza, nie wróciła do dawnej dyspozycji, musi prosić się o dzikie karty do turniejów. Świątek zaś pauzowała łącznie tylko miesiąc, straciła ledwie trzy poważne turnieje, choć kosztowało ją to pozycję liderki światowego rankingu. Trudno porównywać też wagę obu spraw: Iga użyła zanieczyszczonej przez producenta tabletki dozwolonego leku, potrafiła to szybko udowodnić. U Rumunki wykryto roxadustat, substancję stosowaną przede wszystkim u pacjentów z anemią. Ma zwiększać produkcję czerwonych krwinek, czyli w praktyce ułatwiać transport tlenu we krwi. I do tego jeszcze nieprawidłowości w paszporcie biologicznym.

     

    Smona Halep już straszy konkurencję. W Rumunii są już tego pewniStąd każdy portal podkreśla, że Halep okazała się w Abu Zabi lepsza… od Świątek. Gsp.ro czyni to w tytule: “Zwycięstwo nad Igą Świątek po pięciu wygranych gemach z rzędu”. Podobnie Sportpesurse.ro – tu jeszcze dodatkowo podkreśla, że Rumunka ostatnio Świątek zaatakowała. A właściwie to Polce oberwało się trochę za to, jak została potraktowana przez ITIA.

     

    Z kolei Adevarul.ro pisze już wręcz, że… Halep straszy konkurencję. “Wróciła na kort i jest w świetnej formie”.

     

    Przy okazji dziennikarze tego portalu przypominają informacje ze środy, że 33-letnia tenisistka dostała dwie dzikie karty: najpierw do eliminacji WTA 250 w Auckland, później zaś do kwalifikacji Australian Open. Tym drugim faktem oburzony był legendarny Ilie Nastase, lider rankingu ATP pół wieku i mistrz Roland Garros oraz US Open. – Powinna dostać zaproszenie do głównego turnieju – uznał.W swoją zawodniczkę wierzą zaś rumuńscy bukmacherzy – znalazła się w notowaniach na końcowy triumf w Australian Open, z szansami 45:1. Takimi samymi, jak Jelena Ostapenko, zwana też “Zmorą Świątek” (ma bilans z Polką 4:0) czy Emma Raducanu. Wyżej jest zaledwie 17 zawodniczek, niżej zaś choćby Badosa. Mimo, że Halep musi najpierw zagrać trzy mecze w kwalifikacjach, a później: ewentualnie wygrać kolejnych siedem, by podnieść główne trofeum.

     

    W Polsce takiego optymizmu względem tej zawodniczki nie ma. Do swojej oferty wprowadził ją choćby STS, ale z szansą 90:1. Obok Dajany Jastremskiej i Caroline Wozniacki, która nie wiadomo, czy będzie jeszcze grać. Wyżej ocenia się szanse 34 tenisistek. Wszędzie zaś najwyżej stoją akcje Aryny Sabalenki, a za Białorusinką znajduje się Iga Świątek.

  • Pechowy powrót Żyły. Upadek już w pierwszym treningu, długo się nie podnosił

    Pechowy powrót Żyły. Upadek już w pierwszym treningu, długo się nie podnosił

    Pechowy powrót Żyły. Upadek już w pierwszym treningu, długo się nie podnosił

    Kiepsko rozpoczął się weekend w Engelbergu dla Piotra Żyły. Polak, który powrócił do Pucharu Świata po tygodniu przerwy, nie będzie miło wspominał pierwszego treningu w ojczyźnie Simona Ammanna. Mistrz świata z normalnej skoczni poleciał co prawda dosyć daleko, ale niestety zanotował groźny upadek. Podopieczny Thomasa Thurnbichlera długo się nie podnosił.

     

    Forma większości polskich skoczków wciąż jest daleka od idealnej. Thomas Thurnbichler stara się rotować zawodnikami tak, by zabierać ze sobą zawsze najlepiej spisujących się na ten moment podopiecznych. Choćby po weekendzie w Wiśle nie miał litości dla Piotra Żyły, którego odesłał do Ruki na Puchar Kontynentalny. W Finlandii popularny “Wiewiór” spisał się naprawdę dobrze. Udany okazał się dla niego zwłaszcza drugi konkurs, zakończony tuż za podium. Nagroda? Szybki powrót do głównych zimowych zmagań. I to od razu do lubianego przez “Biało-Czerwonych” Engelbergu. Mistrz świata ze skoczni normalnej zastąpił Dawida Kubackiego.

     

    “Najważniejsze jest, by odbył wystarczająco dużo sesji treningowych, by wprowadził niezbędne zmiany. Osobiście jestem pod wrażeniem sposobu, w jaki my jako zespół podchodzimy do tego wyzwania i jestem pewien, że doprowadzi to do lepszych wyników i większej radości na skoczni dla Dawida” – mówił o powodach takiej, a nie innej decyzji dyrektor sportowy Alexander Stoeckl.Piotr Żyła zabrał głos po groźnym upadku. „Byłem w szoku”

     

    Piotr Żyła z Gross-Titlis-Schanze nie przywitał się w wymarzonym stylu. Co prawda nasz rodak w pierwszym treningu poleciał daleko, bo zmierzono mu odległość 133 metrów. Z racji tego, że nie liczą się noty za lądowanie objął nawet prowadzenie. Problem jednak w tym, iż 37-latek zaliczył groźnie wyglądający upadek. O przykrym incydencie poinformował w serwisie X Dominik Formela. “Upadek Piotra Żyły w serii treningowej. Wstał o własnych siłach, choć długo leżał po wywrotce” – napisał dziennikarz “Skijumping.pl”.

     

    Na szczęście kolejne meldunki uspokoiły zatroskanych fanów. Pojawił się nawet komentarz obolałego skoczka. “Leżałem tak długo, bo byłem w szoku” – przekazał “Wiewiór”. “Humor dopisuje, choć sama wywrotka z gatunku nieprzyjemnych” – dodał wspomniany wcześniej żurnalista. Udział w kolejnym treningu Piotra Żyły raczej nie jest zagrożony. Tekstowa relacja na żywo w Interia Sport.