• “Ewa Pajor kradnie show, a Barcelona miażdży rywala! Nie uwierzysz w wynik! Oglądaj skróty tutaj”

    “Ewa Pajor kradnie show, a Barcelona miażdży rywala! Nie uwierzysz w wynik! Oglądaj skróty tutaj”

     

    “Ewa Pajor kradnie show, a Barcelona miażdży rywala! Nie uwierzysz w wynik! Oglądaj skróty tutaj”

     

    Ewa Pajor z golem, Barcelona demoluje! Kapitalny mecz

     

    Ewa Pajor zdobyła bramkę dla Barcelony w wygranym 5:1 u siebie meczu z Madrid CFF w hiszpańskiej ekstraklasie — Liga F. Piłkarka reprezentacji Polski ma łącznie 15 trafień w lidze i wciąż prowadzi w klasyfikacji strzeleckiej.

     

    28-letnia Pajor, która przed tym sezonem przeniosła się do stolicy Katalonii z VfL Wolfsburg, trafiła do siatki w 30. minucie, wykorzystując błąd w obronie drużyny z Madrytu — wówczas na 2:1.

    https://youtu.be/Wx6ihpqjzpg?si=VytlcoGM0Q80CUC3

     

    Ewa Pajor z kolejnym golem

    Taki wynik utrzymał się do przerwy, a w drugiej połowie koleżanki polskiej zawodniczki zdobyły jeszcze trzy bramki.

     

    W niedzielę Pajor rozegrała całe spotkanie. Jej drużyna jest zdecydowanym liderem tabeli z dorobkiem 54 punktów — w 19 meczach Barcelona zanotowała 18 zwycięstw i tylko jedną porażkę (1 lutego sensacyjnie 1:2 u siebie z przedostatnim Levante).

     

  • Dwa dni do meczu Świątek w Dubaju, a tu takie wieści. Zero litości, i jeszcze Sabalenka poza zasięgiem

    Dwa dni do meczu Świątek w Dubaju, a tu takie wieści. Zero litości, i jeszcze Sabalenka poza zasięgiem

    Dwa dni do meczu Świątek w Dubaju, a tu takie wieści. Zero litości, i jeszcze Sabalenka poza zasięgie

     

    18 lutego Iga Świątek rozpocznie tegoroczne zmagania w turnieju w Dubaju. Na krótko przed startem do mediów docierają bezlitosne wieści. Po pierwsze, już wiadomo, że nawet jeśli Polka wygra, i tak nie zepchnie Aryny Sabalenki z fotela liderki rankingu WTA. Po drugie, zdaniem cenionego eksperta Johna McEnroe’a Iga ma sporo do poprawy. Zdecydowanie wytyka jej błędy. “W ogóle nie chce grać w obronie” – ocenia. A to nie wszystko.

     

    Idze Świątek nie dane było triumfować w Dosze. W półfinale uległa Jelenie Ostapenko 6:3, 6:1 i tym samym pożegnała się z marzeniami o obronie i tytułu sprzed roku i wywalczonych wówczas 1000 punktów do rankingu WTA. Przy okazji zakończyła też wspaniałą serię pięciu lat nieprzerwanych zwycięstw w turnieju w Katarze. Jej porażka odbija się do teraz dość głośnym echem, a głos w tej sprawie zabrał szkoleniowiec tenisistki, Wim Fissette. Przed kamerą poszukiwał przyczyn takiego rezultatu.

     

    “Nasz plan wydawał się słuszny. Jednak po pierwsze, Jelena nie pozwalała na wiele. Była bardzo agresywna na korcie. Po drugie samo wykonanie założeń przez Igę nie było najlepsze. Nie potrafiła znaleźć swojej najlepszej formy. Jednak nie było to w tamtym momencie możliwe. To nie był jej najlepszy dzień” – mówił dla Canal+Sport.

     

    Dużo bardziej zdecydowane słowa pod adresem Świątek kieruje John McEnroe, jeden z niegdysiejszych najlepszych tenisistów świata, lider rankingu ATP w grze pojedynczej (1980) oraz grze podwójnej (1983), zwycięzca siedmiu Wielkich Szlemów. Co ma do powiedzenia?

     

    Zdecydowane słowa eksperta na temat Świątek, wskazuje problem. “Trochę się dziwię…”

     

    Świątek już szykuje się do turnieju w Dubaju (pierwszy mecz rozegra 18 lutego; jej przeciwniczką będzie triumfatorka starcia Anhelina Kalinina – Wiktoria Azarenka w 1/32 finału). Nie oznacza to jednak całkowitego wymazania z pamięci zmagań z Dohy. Z ważnymi dla wiceliderki rankingu WTA śpieszy wspomniany McEnroe. Jego zdaniem Iga powinna poprawić swoje podejście do gry w obronie.

     

    “Dla mnie pewnym problemem jest to, że ona [Iga Świątek – przyp. red.] w ogóle nie chce grać w obronie. Czasami powinna się wycofać, gdy atak nie przebiega tak dobrze, jak na mączce. Ciągle próbuje uderzyć, co jest nieco zaskakujące dla kogoś, kto woli wolniejszą nawierzchnię. Byłem trochę zaskoczony, że nie chce lub nie może wprowadzać zmian na szybszych nawierzchniach” – mówi w rozmowie z Tennis 365

     

    Nawet jeśli Iga wzięłaby sobie te słowa do serca, a nawet wygrała w turnieju w Dubaju, w najbliższym czasie i tak nie zastąpi Aryny Sabalenki w fotelu liderki rankingu WTA. W zestawieniu szykowanym na 17 lutego Świątek straci 610 punktów względem poprzednich wyliczeń (broniła 1000 punktów, ale dotarła “tylko” do półfinału, więc dopisze sobie “jedynie” 390 “oczek”), a Białorusinka zgarnie 10 pkt. za udział w drugiej rundzie. Poza tym ma niewiele do obrony, jeśli chodzi o zeszłoroczne zmagania w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Fakty są bezlitosne – różnica między obiema tenisistkami wyniesie już nie 186 pkt, a 806. Więcej w temacie tych szacunków tutaj.

  • Fibak nie wytrzymał po meczu Świątek: Ostapenko powinna przeprosić

    Fibak nie wytrzymał po meczu Świątek: Ostapenko powinna przeprosić

    Fibak nie wytrzymał po meczu Świątek: Ostapenko powinna przeprosić

    – Jaki to jest poziom tupetu. Wyjątkowo nie fair w stosunku do Igi Świątek – tak Wojciech Fibak ocenia w rozmowie ze Sport.pl słowa Jeleny Ostapenko tuż po rozbiciu Polki w półfinale w Dosze. Słynny przed laty tenisista – wbrew częstej opinii – nie uważa, by Świątek w tym meczu pogubiła się psychicznie. I zaskakuje nawiązaniem do byłego trenera Polki Tomasza Wiktorowskiego.

     

    Jeżeli o kimś można powiedzieć, że ma patent na Igę Świątek, to zdecydowanie jest to Jelena Ostapenko. W półfinale w Dosze wygrała 6:3, 6:1, nie dała szans walczącej o czwarty z rzędu triumf w tej imprezie tenisistce. Łotyszka tym samym wyśrubowała bilans z Polką do 5-0. Zdaniem ekspertek Canal+ Pauli Kani-Choduń i Klaudii Jans-Ignacik wiceliderka światowego rankingu już po pierwszym gemie była zagubiona. Wojciech Fibak podchodzi do tego zupełnie inaczej. I uważa, że Łotyszka w pomeczowym wywiadzie powinna użyć słowa “przepraszam”.

     

    Ostapenko wypaliła po meczu ze Świątek. Fibak: Ten tupet jest już chyba na granicy arogancji

    – Byłam dość pewna tego, że ją pokonam, bo mierzyłyśmy się wiele razy i wiem, jak grać przeciwko niej – rzuciła z uśmiechem Ostapenko w wywiadzie udzielonym tuż po zakończeniu jednostronnego półfinału.

     

    Zwykle nie słyszy się takich wypowiedzi z ust tenisistów w takich okolicznościach, ale Łotyszka znana jest z niestandardowego zachowania. U jednych zyskuje nim sympatię, a u drugich zbiera słowa krytyki. Do dużej pewności siebie w kontekście meczów z Polką ma prawo, bo wygrała z nią wszystkie pięć pojedynków. Już po jednym z wcześniejszych meczów w Dosze, w którym rozbiła inną rywalkę, zapewniała z uśmiechem, że może grać jeszcze lepiej. O tym samym zapewniła wysłanniczkę Canal+ Joannę Sakowicz-Kostecką także po spotkaniu ze Świątek. Te słowa bardzo nie spodobały się Fibakowi.

     

    – Ma w sobie taką dużą dozę tupetu. Ten tupet jest już chyba na granicy arogancji i dlatego nie jest specjalnie lubiana i szanowana w tourze. Zagrała doskonały, kosmiczny mecz, a mówi, że potrafi grać jeszcze lepiej. Nie jest to miłe. Szczególnie dla przeciwniczki, która została rozbita. A mowa przecież o najlepszej tenisistce ostatnich lat. I to jeszcze w wywiadzie dla polskiej stacji. Jaki to jest poziom tupetu. Wyjątkowo nie fair w stosunku do Igi. To co, miało być 6:0, 6:0? – denerwuje się w rozmowie ze Sport.pl były tenisista.

     

    A po chwili wskazuje, jak powinna się w tej sytuacji zachować Ostapenko. – Powinna uśmiechnąć się i powiedzieć: “Przepraszam, kolejny raz wygrałam z Igą. Trafiałam, grałam wymarzony tenis. Sama nie wierzę, że udawało mi się kolejny, kolejny i kolejny raz atakować serwis Igi oraz wygrywać bezpośrednio punkty”. Coś takiego. Tak powinna to skomentować zgodnie z zasadami fair play. A nie, że może grać jeszcze lepiej – ocenia.

     

    Największa broń niebezpiecznej Łotyszki. “Przy takim graniu można się sparzyć”

    Mimo krytycznego nastawienia do słów 37. rakiety globu Fibak nie kryje, że ma ona wielki talent. Wskazuje, że może sprawić wielkie kłopoty zarówno za sprawą forhendu, jak i bekhendu, a jej wielką bronią jest return.

     

    – Gra bardzo swobodnie płaską piłkę. Mało kto operuje taki stylem. Inne tenisistki raczej starają się bezpiecznie przebić piłkę na drugą stronę po serwisie rywalki. To dlatego jest taka niebezpieczna. Jak trafia, to może wygrać z każdą tenisistą na świecie, a jak nie trafia, to z każdą może przegrać. Dlatego jej miejsce w rankingu jest takie, jakie jest – podsumowuje nasz rozmówca.

     

    Świątek kiedyś powiedziała, że nie rozumie tenisa Łotyszki, który dla niej pozbawiony jest logiki. Ta gra bardzo agresywnie, szarpie i przede wszystkim atakuje przy każdej okazji.

     

    – Wie, że z Igą nie ma innego wyboru. Nie może iść na dłuższe wymiany, bo Polka szybciej się porusza i jest bardziej regularna, więc już od pierwszego punktu pokazała mocny return, a Iga tylko odprowadzała piłkę wzrokiem – wskazuje Fibak.

     

    Wydawało się, że wiceliderka światowego rankingu miała dobre przetarcie przez pojedynkiem z Ostapenko. Wcześniej zmierzyła się bowiem z dwoma bardzo mocno uderzającymi piłkę tenisistkami: Lindą Noskovą i Jeleną Rybakiną. Ale Fibak uważa, że tu kluczem był ów return, a pod tym względem Czeszka i Kazaszka nie mogą się równać z Łotyszką.

     

    – Niewiele potrafi tak atakować podanie. Noskova często próbowała, ale nie ma aż takiego talentu jak Ostapenko. Rybakina i Sabalenka tego nie potrafią. Potrafi to jeszcze Danielle Collins i dlatego wygrała z Polką kiedyś w Australian Open. Kiedy indziej też próbowała, ale nie trafiała. Przy takim graniu można się sparzyć – zastrzega ekspert.

    Ekspertki wydały wyrok. “Ciężko się na to patrzyło”. Fibak protestuje

    Obecne w studiu Canal+ przed sobotnim finałem w Dosze Kania-Choduń i Jans-Ignacik wspominały o koszcie fizycznym i emocjonalnych dwóch spotkań, które Świątek rozegrała w środę i czwartek z – odpowiednio – Noskovą i Rybakiną. Ale druga z byłych deblistek dodała, że Polka jest bardzo dobrze przygotowana fizycznie, więc to nie był powód dotkliwej porażki w półfinale.

     

    – Dla mnie za szybko się poddała – oceniła. A nieco wcześniej zaznaczyła, że co prawda Ostapenko zagrała świetnie, ale też sama dawno nie widziała, by Polka na tak wczesnym etapie meczu nie wiedziała, co ma robić. – Jakby nie miała planu B, jakby ten pierwszy gem pierwszego seta ustawił całe jej nastawienie do meczu – analizowała.

     

    Kania-Choduń też liczyła, że Świątek mocniej postawi się rywalce. – Nie lubię tego mówić, ale Iga wyglądała na trochę zagubioną. Wydaje mi się, że przede wszystkim to był stres związany właśnie z tym, gra z Ostapenko, z którą przegrała już wielokrotnie. Ciężko się na to patrzyło – przyznała.

     

    Świątek z nikim nie ma tak niekorzystnego bilansu, jak z 27-latką z Rygi. Wcześniejsze spotkania z tą przeciwniczką też jej zwykle nie wychodziły. Mimo to zapewniała, że nie odczuwa lęku przed kolejnymi meczami z tą niewygodną rywalką. Większość obserwatorów miała w piątek podobne wrażenie jak Kania-Choduń i Jans-Ignacik. Fibak jednak jest innego zdania.

     

    – Czytałem taki komentarz, że Iga się przestraszyła, że to była wyjątkowa słaba postawa z jej strony. Nic takiego! Iga była w pełnej formie – ambitna, waleczna, dała z siebie wszystko i próbowała do końca. Nie miała szans, bo Ostapenko nie dała jej żadnych na to, by nastąpiły jakieś dłuższe wymiany, które Iga lubi. Może dwa-trzy udało jej się przegonić Łotyszkę po korcie. Nawet przy piłce meczowej przegoniła ją do jednego i drugiego narożnika, a mimo wszystko ta w biegu zagrała jak mistrzyni świata i zaskoczyła Igę kolejnym uderzeniem – argumentuje utytułowany tenisista.

     

    Ostapenko od razu dała sygnał, że idzie po zwycięstwo. W pierwszym gemie przy podaniu Polki zaliczyła cztery uderzenia wygrywające z returnu. W drugim dołożyła trzy kolejne winnery. Kania-Choduń określiła ten początek meczu jako brutalny, ale jednocześnie zastrzegła, że Łotyszka jest znana z takiego stylu i bazuje na szybkim szukaniu uderzeń kończących.

     

    – Mam wrażenie, że Iga nie do końca się tego spodziewała. Jednak miała nadzieję, że może Jelena tym razem nie będzie w tak dobrej formie – dodała.

     

     

    “Tomek Wiktorowski nie powinien się już rumienić”. Kiedy Świątek pokona Ostapenko?

     

    Fibak z kolei zaskakuje w tej rozmowie jeszcze raz. W pewnym momencie bowiem wspomina o byłym trenerze Świątek.

     

    – Tomek Wiktorowski nie powinien się już rumienić z powodu wcześniejszych przegranych Igi z Ostapenko. Wszyscy mówią: inna Iga, inna taktyka, a okazało się, że cokolwiek nowy trener [Wim Fissette pracuje z Polką od jesieni – red.] założył sobie taktycznie, to mecz skończył się tak samo. Okazuje, że jednak rola szkoleniowca nie odgrywa w tenisie aż takiej roli. Trudno coś zmienić, a Łotyszka jest jedną z tych tenisistek, które grają zupełnie inaczej i dlatego zaskakuje. Pod warunkiem że trafia, a jest to gra tak ryzykowna, że ona przeważnie nie trafia. Akurat w tym turniej wszystko jej odpowiada – ocenia Fibak.

     

    Rzeczywiście, 27-latka do finału szła w Dosze jak burza. W nim jednak pokonała ją Amerykanka Amanda Anisimova. Czy Świątek też się to wreszcie uda? Kania-Choduń stwierdziła, że wierzy, iż prędzej czy później to nastąpi. Fibak zaś zauważa, że dotychczas druga rakieta świata rywalizowała z Ostapenko tylko na szybkich nawierzchniach: trawie lub korcie twardym.

     

    – Gdyby nawierzchnia była wolniejsza, Iga byłaby w stanie dobiec do tych atomowych returnów. Na korcie ziemnym stawiam na Igę. Zagrania Łotyszki nie będą miały tam już takiej mocy. W kolejnych meczach z Polką wciąż będzie próbować cały czas atakować, ale może nie być już tak skuteczna. Na pewno nie będzie – zapewnia były tenisista.

     

     

  • 105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa Polki w najważniejszym momencie

    105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa Polki w najważniejszym momencie

    105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa Polki w najważniejszym momencie

    Magda Linette stoczyła pasjonujący mecz z Ukrainką Dajaną Jastremską w I rundzie prestiżowego turnieju WTA 1000 w Dubaju. Polka w drugim secie odrobiła straty, prowadziła, ale w najważniejszym momencie zawiodła i przegrała 3:6, 5:7.

     

    13 – tyle minut trwał drugi gem niedzielnego meczu Magda Linette (36. WTA) – Dajana Jastremska (49. WTA). W gemie tym było aż siedem równowag, a Polka miała cztery piłki na jego wygranie, ale żadnej nie wykorzystała. Ukrainka zmarnowała z kolei cztery break-pointy. Przy piątym, po szczęśliwym zagraniu po taśmie, zdobyła przełamanie. Chwilę później Jastremska prowadziła 3:0.

     

    105 minut i koniec meczu Linette. Katastrofa w najważniejszym momencie

    Magda Linette zaczęła jednak grać lepiej, cierpliwiej, bardziej regularnie. Polka dobrze się broniła i czekała na błędy rywalki. A te często nadchodziły. W siódmym gemie przy swoim serwisie Ukrainka popełniła aż cztery z rzędu błędy z forhendu i została przełamana – To był przedziwny gem – mówił słusznie komentator Canal+Sport.

     

    Polka przegrywała 3:4, 0:40 i serwowała. Linette potrafiła wtedy obronić trzy break-pointy, ale przy czwartym już skapitulowała. Chwilę później miała trzy szanse na przełamanie. Ukrainka od tego momentu zaczęła jednak grać świetnie. Najpierw trafiła z bekhendu w linię boczną, a po chwili z forhendu w linię końcową. W grze na przewagi Ukrainka zmarnowała dwie piłki setowe, ale przy trzeciej była już skuteczna. Wygrała seta 6:3 w 51 minut.

     

    Linette w drugim secie też była w trudnej sytuacji. Przy stanie 2:2 przegrała swoje podanie. Chwilę potem znów jednak pomogła Ukrainka. Przy swoim podaniu popełniła trzy niewymuszone błędy i została przełamana. W ósmym gemie Linette znów miała szansę na przełamanie, ale popełniła niewymuszony błąd z bekhendu. W efekcie zamiast 5:3 dla niej, był remis 4:4.

     

    Po chwili Polka była w niemal krytycznej sytuacji. Po słabych serwisach i trzech z rzędu dobrych returnach Ukrainki musiała bronić dwa break-pointy. Dała radę obronić tylko jednego i po winnerze wzdłuż linii z bekhendu Jastremskiej została przełamana i przegrywała 5:6. To był punkt kluczowy seta i meczu.

     

    To jednak nie był koniec emocji. W 12. gemie nasza tenisistka miała szansę na doprowadzenie do tie-breaka. Nie wykorzystała jednak break-pointa. Jastremska zmarnowała piłkę meczową przez błąd stóp przy serwisie, ale przy drugim już się nie pomyliła.

     

    Jastremska w drugiej rundzie zagra z lepszą ze starcia: Beatriz Haddad Maia (Brazylia, 16. WTA) – Anastasija Potapowa (Rosja, 31. WTA).

     

    I runda w Dubaju: Magda Linette – Dajana Jastremska 3:6, 5:7.

  • 🟢 Znowu To Zrobiła:- BARCELONA POKONUJE MADRYT I AWANSUJE W PUCHARZE HISZPANII KOBIET. EWA PAJOR Z KOLEJNYM GOLEM!

    🟢 Znowu To Zrobiła:- BARCELONA POKONUJE MADRYT I AWANSUJE W PUCHARZE HISZPANII KOBIET. EWA PAJOR Z KOLEJNYM GOLEM!

    🟢 Znowu To Zrobiła:- BARCELONA POKONUJE MADRYT I AWANSUJE W PUCHARZE HISZPANII KOBIET. EWA PAJOR Z KOLEJNYM GOLEM!

     

    W rozegranym w Madrycie meczu ćwierćfinałowym Pucharu Hiszpanii kobiet (Copa de la Reina), piłkarki Barcelony pokonały miejscowy zespół CFF 2-1 i awansowały do 1/2 finału. Gola na 1-0 dla Barcy wbiła już w 6 minucie niezawodna Ewa Pajor. Druga bramka “Blaugrany” była z kolei dziełem Marty Torrejon, która bramkarkę rywalek pokonała w 41 minucie celnym strzałem głową. Gospodarze dopiero w doliczonej 95 minucie postarali się o gola, ale było już za późno na to aby myśleć o wyrównaniu i ewentualnej dogrywce. Do półfinału pucharu awansowała też drużyna Atletico Madryt. W czwartek, 13 lutego o kolejne promocje powalczą Levante UD z Granada CF i Real Madryt z Realem Sociedad San Sebastian.

    12.02.2025 Madryt – mecz 1/4 finału Pucharu Hiszpanii kobiet/Copa de la Reina 24/25

    Madryt CFF – FC Barcelona Femeni 1-2 (0-2)

    Bramki: Aldana Cometti (90 plus 5) – Ewa Pajor (6), Marta Torrejon (41)

    Fragmenty meczu i strzelone bramki na filmie – link do gry w komentarzu do newsa. 

  • Alarm w kadrze przed mistrzostwami świata. Problem lidera polskich skoczków

    Alarm w kadrze przed mistrzostwami świata. Problem lidera polskich skoczków

    Alarm w kadrze przed mistrzostwami świata. Problem lidera polskich skoczków

    W sobotnich zawodach zajął dopiero 19. miejsce, w niedzielę zakończył rywalizację na 17. pozycji. Tak zaprezentował się w Sapporo najlepszy spośród Polaków w klasyfikacji generalnej i lider kadry, Paweł Wąsek. – Szczerze mówiąc to nie wiem, dlaczego te skoki tu tak wyglądały – przyznawał przed kamerami Eurosportu po zakończeniu drugiego konkursu w Japonii. W polskich skokach narciarskich alarm wyje już naprawdę głośno. Tymczasem za niespełna dwa tygodnie ruszają mistrzostwa świata.

     

    O czasach, kiedy polscy skoczkowie walczyli o czołowe miejsca w konkursach, można póki co zapomnieć. Kolejny raz pokazał to weekend z Pucharem Świata w Sapporo, gdzie zabrakło co prawda np. Aleksandra Zniszczoła, ale gdzie do rywalizacji stanął najlepszy z naszych reprezentantów, czternasty w klasyfikacji generalnej Paweł Wąsek. W sobotę zakończył zmagania na dziewiętnastej pozycji – i to był najlepszy wynik tego dnia wśród Biało-Czerwonych. W niedzielę lepszy od lidera kadry okazał się szesnasty w stawce Kamil Stoch, 25-latek uplasował się tuż za nim.

     

    – Druga dziesiątka to na pewno nie jest wielki sukces – przyznał Paweł Wąsek przed kamerami Eurosportu. – Szczerze mówiąc to nie wiem, dlaczego te skoki tu tak wyglądały. Musimy je na pewno przeanalizować. Według mnie czucie na progu i pierwsza faza lotu fajnie funkcjonowały, ale jakby mi prędkości na dole brakowało. Problemem było, żeby po prostu odlecieć – tłumaczył, co jest kolejnym powodem do niepokoju.

     

    Dwa lata temu było złoto. Za chwilę najważniejsza impreza sezonu

     

    Czasu, by cokolwiek poprawić, pozostało bowiem niewiele, bo za niecałe dwa tygodnie zaczyna się najważniejsza impreza w tym sezonie, mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym, które odbywają się co dwa lata. Ostatnio w Planicy Polska zapisała na swoim koncie dwa medale za sprawą skoków narciarskich. Złoto w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej wywalczył Piotr Żyła, z kolei w zawodach indywidualnych na obiekcie dużym po brąz sięgnął Dawid Kubacki.

     

    Wtedy jednak sytuacja w polskiej kadrze była skrajnie odmienna od tego, co obserwujemy teraz. Kubacki zakończył sezon na czwartej, a Żyła na szóstej pozycji w klasyfikacji generalnej.

     

    – Od środy mamy dołączyć do reszty drużyny, na zgrupowanie do Wisły czy do Szczyrku, nie wiem w sumie. Mamy skakać tu i tu. Muszę zobaczyć, jak będę funkcjonował po powrocie do domu i będę na bieżąco w kontakcie z trenerami – mówił w niedzielę Paweł Wąsek. 

     

  • Tenisiści walczą o życie. Oto cała prawda. “Więcej zarabiałbym w McDonaldzie”

    Tenisiści walczą o życie. Oto cała prawda. “Więcej zarabiałbym w McDonaldzie”

    Tenisiści walczą o życie. Oto cała prawda. “Więcej zarabiałbym w McDonaldzie

     

    Wielu czołowych tenisistów otwiera listy Forbesa, ale tuż za czołówką trwa walka o przetrwanie. “Zarabiałbym więcej, gdybym pracował w McDonaldzie” – opowiada jeden z nich. – Miałem wrażenie, że byliśmy traktowani jak bankomat – dodaje w rozmowie ze Sport.pl Michał Dembek, który musiał porzucił obiecującą karierę w wieku 25 lat. – Na zawodach musieliśmy płacić za wszystko, nawet za wodę – wspomina. Jak mówi, na zawodach niższej rangi czuć atmosferę walki o życie.

     

    Iga Świątek za wygraną nad Marią Sakkari w drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Dosze zarobiła ponad 41 tys. dol. Kwota ta może robić wrażenie nie tylko na zwykłych śmiertelnikach, lecz także wielu tenisistach, którzy zawodowo uprawiają ten sport. Wynagrodzenie Polki za jeden wygrany mecz jest bowiem wyższe od rocznych zarobków wielu z nich. A momentami – boleśnie wyższe.

  • Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sappor

     

    Ryoyu Kobayashi wygrywa drugi konkurs Pucharu Świata w Sapporo. Sensacyjnie na podium zabrakło Austriaków. Z bardzo dobrej strony pokazał się Kamil Stoch, który po raz pierwszy w tym sezonie okazał się najlepszym z Polaków. Poza nim punktowała także dwójka Biało-Czerwonych. Teraz skoczków czekają niespełna dwa tygodnie przerwy, a po niej rozpocznie się walka o medale mistrzostw świata w Trondheim.

     

    Nocne skoki w Sapporo zaczęły się od kwalifikacji, w których działo się sporo. Sędziowie bardzo często manewrowali belką, a po raz kolejny w ostatnim czasie ich triumfatorem okazał się Domen Prevc. Do konkursu awansował komplet Polaków, a najlepiej wypadli Paweł Wąsek i Maciej Kot, którzy zajęli odpowiednio 14. i 16. miejsce. Awans pierwszy raz w tym sezonie wywalczył także Noriaki Kasai, któremu wystarczyło 108 metrów. O godz. 3:00 wystartował konkurs główny.

     

    Błysk Stocha i dobre skoki Polaków w I serii. Zawiódł tylko Juroszek

     

    Pierwszym z Biało-Czerwonych w niedzielnym konkursie był Kacper Juroszek. Nasz najmłodszy zawodnik w Sapporo niestety wypadł fatalnie. Skoczył ledwie 104 metry, czyli o metr krócej, niż Noriaki Kasai i zakończył swój udział w rywalizacji na I serii. Następnie nadszedł czas na bardzo dobrze prezentującego się w ten weekend Macieja Kota. Triumfator konkursu Pucharu Świata na Okurayamie z 2017 roku uzyskał 123,5 metra i uplasował się na 15. pozycji.

     

    Zatem na półmetku najlepszym z Biało-Czerwonych okazał się Kamil Stoch. Na prowadzeniu był Marius Lindvik, aż 7,3 punktu przed drugim Ryoyu Kobayashim oraz 12,9 punktu przed triumfatorem kwalifikacji – Domenem Prevcem. W tej części zawodów tylko czołowej dwójce udało się przekroczyć barierę 130 metrów. Udział w konkursie po I serii zakończył za to Noriaki Kasai, który skoczył 105 metrów, podobnie jak były lider Pucharu Świata z tego sezonu, czyli Pius Paschke. Niemiec uzyskał ledwie 117,5 metra i zajął pechowe 31. miejsce.

     

    Dublet Kobayashiego w Sapporo. Mocny sygnał od Norwegów przed MŚ w Trondheim

     

    Niestety, drugi skok nie udał się Maciejowi Kotowi, który skoczył 121 metrów, co sprawiło, że osunął się aż o dziewięć pozycji i ostatecznie zakończył zawody na 24. lokacie. Nie poprawili się także Paweł Wąsek i Kamil Stoch. Ten pierwszy wylądował na 124 metrze, co dało mu 17. pozycję, a Stoch uzyskał co prawda 122,5 metra, ale w gorszych warunkach i okazał się najlepszym z Polaków, zajmując 16. miejsce. To pierwszy taki przypadek w tym sezonie, a dokładniej, jak wyliczył Adam Bucholz z portalu skijumping.pl, pierwszy od 331 dni, gdy nasz trzykrotny mistrz olimpijski okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych w pojedynczym konkursie.

     

    Po raz drugi w ten weekend wygrał Ryoyu Kobayashi, który skoczył aż 137 metrów i odrobił stratę do prowadzącego po I serii Mariusa Lindvika, który zajął ostatecznie drugie miejsce. Trzeci był Johan Andre Forfang. Norwegowie zaprezentowali się zatem ze znakomitej strony tuż przed mistrzostwami świata, które zostaną rozegrane na ich ziemii. Na podium sensacyjnie zabrakło reprezentanta Austrii, co zdarzyło się dopiero po raz drugi w tym sezonie. To był 34 triumf Kobayashiego w zawodach Pucharu Świata, dzięki czemu wyprzedził pod tym względem legendarnego Jensa Weissfloga.

     

    Skrócone wyniki drugiego konkursu Pucharu Świata w Sapporo:1. Ryoyu Kobayashi (132 m i 137 m)2. Marius Lindvik (136 m i 131 m)3. Johan Andre Forfang (129 m i 136 m)…16. Kamil Stoch (126,5 m i 122,5 m)17. Paweł Wąsek (122,5 m i 124 m)24. Maciej Kot(123,5 m i 121 m)

  • Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Przełomowy konkurs Stocha. Pierwszy taki w sezonie. Sensacyjne podium w Sapporo

    Ryoyu Kobayashi wygrywa drugi konkurs Pucharu Świata w Sapporo. Sensacyjnie na podium zabrakło Austriaków. Z bardzo dobrej strony pokazał się Kamil Stoch, który po raz pierwszy w tym sezonie okazał się najlepszym z Polaków. Poza nim punktowała także dwójka Biało-Czerwonych. Teraz skoczków czekają niespełna dwa tygodnie przerwy, a po niej rozpocznie się walka o medale mistrzostw świata w Trondheim.

     

    Nocne skoki w Sapporo zaczęły się od kwalifikacji, w których działo się sporo. Sędziowie bardzo często manewrowali belką, a po raz kolejny w ostatnim czasie ich triumfatorem okazał się Domen Prevc. Do konkursu awansował komplet Polaków, a najlepiej wypadli Paweł Wąsek i Maciej Kot, którzy zajęli odpowiednio 14. i 16. miejsce. Awans pierwszy raz w tym sezonie wywalczył także Noriaki Kasai, któremu wystarczyło 108 metrów. O godz. 3:00 wystartował konkurs główny.

     

    Błysk Stocha i dobre skoki Polaków w I serii. Zawiódł tylko Juroszek

     

    Pierwszym z Biało-Czerwonych w niedzielnym konkursie był Kacper Juroszek. Nasz najmłodszy zawodnik w Sapporo niestety wypadł fatalnie. Skoczył ledwie 104 metry, czyli o metr krócej, niż Noriaki Kasai i zakończył swój udział w rywalizacji na I serii. Następnie nadszedł czas na bardzo dobrze prezentującego się w ten weekend Macieja Kota. Triumfator konkursu Pucharu Świata na Okurayamie z 2017 roku uzyskał 123,5 metra i uplasował się na 15. pozycji.

     

    Trzecim Polakiem, który oddał skok w zawodach, był Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski pokazał się z bardzo dobrej strony, skacząc 126,5 metra, co dało mu po I serii 12. miejsce. Ostatnim z naszych zawodników był Paweł Wąsek. Nasz lider tym razem nie wypadł najlepiej. W swoim skoku uzyskał bowiem 122,5 metra i uplasował się na 14. lokacie.

     

    Zatem na półmetku najlepszym z Biało-Czerwonych okazał się Kamil Stoch. Na prowadzeniu był Marius Lindvik, aż 7,3 punktu przed drugim Ryoyu Kobayashim oraz 12,9 punktu przed triumfatorem kwalifikacji – Domenem Prevcem. W tej części zawodów tylko czołowej dwójce udało się przekroczyć barierę 130 metrów. Udział w konkursie po I serii zakończył za to Noriaki Kasai, który skoczył 105 metrów, podobnie jak były lider Pucharu Świata z tego sezonu, czyli Pius Paschke. Niemiec uzyskał ledwie 117,5 metra i zajął pechowe 31. miejsce.

     

    Dublet Kobayashiego w Sapporo. Mocny sygnał od Norwegów przed MŚ w Trondheim

     

    Niestety, drugi skok nie udał się Maciejowi Kotowi, który skoczył 121 metrów, co sprawiło, że osunął się aż o dziewięć pozycji i ostatecznie zakończył zawody na 24. lokacie. Nie poprawili się także Paweł Wąsek i Kamil Stoch. Ten pierwszy wylądował na 124 metrze, co dało mu 17. pozycję, a Stoch uzyskał co prawda 122,5 metra, ale w gorszych warunkach i okazał się najlepszym z Polaków, zajmując 16. miejsce. To pierwszy taki przypadek w tym sezonie, a dokładniej, jak wyliczył Adam Bucholz z portalu skijumping.pl, pierwszy od 331 dni, gdy nasz trzykrotny mistrz olimpijski okazał się najlepszym z Biało-Czerwonych w pojedynczym konkursie.

     

    Po raz drugi w ten weekend wygrał Ryoyu Kobayashi, który skoczył aż 137 metrów i odrobił stratę do prowadzącego po I serii Mariusa Lindvika, który zajął ostatecznie drugie miejsce. Trzeci był Johan Andre Forfang. Norwegowie zaprezentowali się zatem ze znakomitej strony tuż przed mistrzostwami świata, które zostaną rozegrane na ich ziemii. Na podium sensacyjnie zabrakło reprezentanta Austrii, co zdarzyło się dopiero po raz drugi w tym sezonie. To był 34 triumf Kobayashiego w zawodach Pucharu Świata, dzięki czemu wyprzedził pod tym względem legendarnego Jensa Weissfloga.

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1890971247057445176

    Skrócone wyniki drugiego konkursu Pucharu Świata w Sapporo:

    1. Ryoyu Kobayashi (132 m i 137 m)

    2. Marius Lndvik (136 m i 131 m)

    3. Johan Andre Forfang (129 m i 136 m)

    16. Kamil Stoch (126,5 m i 122,5 m)

    17. Paweł Wąsek (122,5 m i 124 m)

    24. Maciej Kot (123,5 m i 121 m)

     

  • Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Świątek znów w połówce z Ostapenko, ogromny pech Sabalenki. Oto drabinka WTA 1000 w Dubaju

    Jeszcze nie zakończył się turniej WTA 1000 w Dosze, a już poznaliśmy drabinkę kolejnego kobiecego tysięcznika, który odbędzie się w Dubaju. Iga Świątek, z racji wolnego losu w pierwszej rundzie, przystąpi do rywalizacji od drugiej fazy zmagań. Dzisiaj, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, wyłoniono potencjalne rywalki dla raszynianki w premierowym spotkaniu podczas rozgrywek w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wiemy już także, z kim zmierzą się Magdalena Fręch oraz Magda Linette. Poniżej prezentujemy szczegóły losowania.

     

    Dzisiaj zostanie rozegrany finał WTA 1000 w Dosze, tym razem niestety bez udziału Igi Świątek. Oczy polskich kibiców powoli spoglądają już zatem w kierunku Dubaju, który będzie kolejnym przystankiem w kobiecym kalendarzu. O ile w stolicy Kataru 23-latka triumfowała już trzykrotnie, o tyle w Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie zdobyła jeszcze tytułu. W 2023 roku dotarła do finału, który przegrała z Barborą Krejcikovą. Podczas ubiegłorocznej edycji odpadła o fazę wcześniej, po spotkaniu z Anną Kalinską.

     

    W tym roku pięciokrotna zwyciężczyni imprez wielkoszlemowych postara się o premierowy sukces w Dubaju, ale nie będzie o to łatwo, bowiem obsada rozgrywek znów dopisuje organizatorom. Zobaczymy niemal wszystkie zawodniczki z czołowej “10” rankingu WTA. Największą nieobecną zmagań w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie triumfatorka Australian Open – Madison Keys, która wycofała się z całego Middle East Swing ze względu na chęć wyleczenia kontuzji uda. Oprócz Igi Świątek w Dubaju zagrają również inne nasze reprezentantki – Magdalena Fręch oraz Magda Linette.

     

    Znamy drabinkę WTA 1000 w Dubaju. Wiemy, z kim może zacząć Iga Świątek

     

    Dzisiaj, tuż po godz. 10:00 czasu polskiego, odbyło się losowanie turniejowej drabinki. Chociaż ścieżka rozpisana jest na 64 zawodniczki, to osiem najwyżej rozstawionych tenisistek ma wolny los w pierwszej rundzie. Z takiego przywileju skorzystają m.in. Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy Jelena Rybakina. W związku z tym Polka rozpocznie zmagania od drugiej fazy. Tam zmierzy się z Wiktorią Azarenką lub Anheliną Kalininą.

     

    Na wolny los nie mogły za to liczyć Magdalena Fręch oraz Magda Linette. One przystąpią do rywalizacji już od pierwszej rundy. Zawodniczka urodzona w Łodzi trafiła na Dianę Sznajder, a z kolei poznanianka zagra z Dajaną Jastremską. Już od początku turnieju zapowiada się bardzo ciekawe granie. W połówce Igi Świątek ponownie znalazła się Jelena Ostapenko, ale ona, jeśli pokona kwalifikantkę, zagra później z Jeleną Rybakiną. O ogromnym pechu może mówić z kolei Aryna Sabalenka. Znów potencjalnie czeka ją na “dzień dobry” starcie z Jekateriną Aleksandrową, jeśli ta upora się z tenisistką z eliminacji. Kilka dni temu Rosjanka pokonała Białorusinkę po tie-breaku trzeciego seta.

    https://x.com/ReemAbulleil/status/1890697073772601369

    Mecze z udziałem Polek w pierwszej rundzie:

    Magdalena Fręch – Diana SznajderMagda Linette – Dajana Jastremska

    Potencjalne mecze z udziałem Polek w drugiej rundzie:Iga Świątek – Wiktoria Azarenka/Anhelina KalininaMagdalena Fręch/Diana Sznajder – Linda Noskova/Julia PutincewaMagda Linette/Dajana Jastremska – Beatriz Haddad Maia/Anastazja Potapowa

    Główne zmagania w ramach WTA 1000 w Dubaju potrwają od 16 do 22 lutego. Najważniejsze informacje dotyczące turnieju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich będzie można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interia Sport. Relacje z meczów z udziałem Polek również ukażą w naszym serwisie.