• Przełom! Ewa Pajor pobija rekord wszech czasów Barcelony – historyczny moment dla Polski!

    Przełom! Ewa Pajor pobija rekord wszech czasów Barcelony – historyczny moment dla Polski!

    Przełom! Ewa Pajor pobija rekord wszech czasów Barcelony – historyczny moment dla Polski!

    Ewa Pajor, polska napastniczka, która latem 2024 roku dołączyła do FC Barcelony, dokonała historycznego wyczynu, stając się najskuteczniejszą zawodniczką w początkowych meczach sezonu w historii klubu. W pierwszych sześciu spotkaniach ligowych zdobyła aż dziewięć bramek, bijąc poprzedni rekord siedmiu goli, należący do Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    Szczególnie imponujący był jej występ w derbach z Espanyolem, gdzie w zaledwie 45 minutach na boisku strzeliła trzy gole, przyczyniając się do zwycięstwa 7:1. To już drugi hat-trick Pajor w tym sezonie; wcześniej popisała się trzema trafieniami w meczu z Granadą, zakończonym wynikiem 10:1.

     

    Pajor szybko zaadaptowała się w nowym zespole, co jest częściowo zasługą jej wcześniejszej współpracy z trzema byłymi koleżankami z VfL Wolfsburg, które również grają w Barcelonie. Jej profesjonalizm i zaangażowanie zostały docenione przez sztab szkoleniowy oraz koleżanki z drużyny.

     

    Obecnie Ewa Pajor prowadzi w klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, podobnie jak Robert Lewandowski w męskich rozgrywkach. Jej osiągnięcia są powodem do dumy dla polskich kibiców i świadczą o rosnącej sile polskiego futbolu na arenie międzynarodowej.

  • Fornal bohaterem, ale to o nim jest głośno. 17-latek poszedł w ślady ojca

    Fornal bohaterem, ale to o nim jest głośno. 17-latek poszedł w ślady ojca

    Fornal bohaterem, ale to o nim jest głośno. 17-latek poszedł w ślady ojca

    Jastrzębski Węgiel w ćwierćfinale Pucharu Polski bez większych problemów ograł Czarnych Radom i awansował do turnieju finałowego, który w kwietniu zostanie rozegrany w Krakowie. MVP spotkania został Tomasz Fornal, a jednym z cichych “bohaterów” Piotr Pilarz, który zaliczył debiut w ekipie mistrza Polski. Co ciekawe, przed laty złotymi zgłoskami w historii klubu zapisał się ojciec 17-letniego rozgrywającego.

     

    Awans do ćwierćfinałów siatkarskiego Pucharu Polski wywalczyło sześć najlepszych ekip PlusLigi po 15 kolejkach oraz dwie drużyny z niższych klas rozgrywkowych, które przebrnęły przez rundę wstępną – WKS Czarni Radom i ChKS Chełm. Pierwszą drużyną, która wywalczyła przepustkę do turnieju finałowego zaplanowanego na 12 i 13 kwietnia w Krakowie był PGE Projekt Warszawa, który pokonał ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle.

     

    Dzień po meczu stołecznej drużyny swoje starcia wygrali dwaj inni przedstawiciele PlusLigi – Bogdanka LUK Lublin i Aluron CMC Warta Zawiercie. Ostatniego półfinalistę wyłonił czwartkowy mecz Czarnych Radom z Jastrzębskim Węglem. Drużyna z pierwszej ligi nie była w stanie przeciwstawić się mistrzom Polski i ugrała kolejno zaledwie 19, 15 i 14 punktów.

     

    Statuetkę dla MVP spotkania odebrał Tomasz Fornal, który zakończył mecz z 19 punktami na koncie. Dobrze spisali się także dwaj pozostali wicemistrzowie olimpijscy w barwach Jastrzębskiego Węgla – Łukasz Kaczmarek zdobył 14 “oczek”, a Norbert Huber o dwa mniej.

     

    Piotr Pilarz z debiutem w Jastrzębskim Węglu

     

    Wyraźna przewaga nad rywalem sprawiła, że trener Marcelo Mendez mógł rotować składem i dać szansę juniorom. Na boisku oglądaliśmy więc dwóch adeptów Akademii Talentów z rocznika 2007: Jakuba Szczurowskiego i Piotra Pilarza. Drugi z nich zaliczył debiut w seniorskiej drużynie Jastrzębskiego Węgla.

     

    O Pilarze momentalnie stało się głośno, ponieważ jego ojciec w przeszłości również grał w Jastrzębskim Węglu. “Ponad dwie dekady temu jego tato Grzegorz Pilarz zdobył pierwsze Mistrzostwo Polski dla Jastrzębskiego Węgla” – przypomniał Polsat Sport.

     

    Ojciec 17-letniego rozgrywającego w ekipie Jastrzębskiego Węgla występował w latach 2003-2005. Później na dwa sezony przeniósł się do Resovii, a następnie do ZAKSY. W latach 2006 i 2007 rozgrywający otrzymywał powołania od trenera Raula Lozano na zgrupowanie przed Ligą Światową. Karierę zakończył w 2016 roku w BBTS-ie Bielsko Biała. Cztery lata później w rozmowie z nto.pl przyznał, że również jego syn chce zostać siatkarzem.

     

    “Syn niespełna trzy lata temu rozpoczął treningi siatkarskie. Jako że z wiadomych względów był prawie wychowany na siatkarskim boisku, bardzo łatwo wszedł w świat sportu. Już pojawiają się u niego pierwsze małe sukcesy i chwile radości. Uważam też, że przeznaczona jest dla niego droga rozgrywającego. Na dziś podąża nią w zdecydowany sposób” – mówił w listopadzie 2020 roku.

    https://x.com/polsatsport/status/1892675163335848288

  • Set do zera. Oto jak zachowała się Ukrainka po porażce ze Świątek

    Set do zera. Oto jak zachowała się Ukrainka po porażce ze Świątek

    Set do zera. Oto jak zachowała się Ukrainka po porażce ze Świątek

    Iga Świątek miażdży Dajanę Jastremską w Dubaju. Jak zareagowała Ukrainka po bolesnej porażce? Iga Świątek kontynuuje swoją świetną passę w turnieju WTA 1000 w Dubaju. Po wcześniejszym występie w Dosze, gdzie dotarła do półfinału, liderka polskiego tenisa ponownie udowadnia swoją dominację na kortach. W środowym meczu trzeciej rundy nie dała żadnych szans Dajanie Jastremskiej, rozbijając…

     

    Iga Świątek miażdży Dajanę Jastremską w Dubaju. Jak zareagowała Ukrainka po bolesnej porażce?

     

    Iga Świątek kontynuuje swoją świetną passę w turnieju WTA 1000 w Dubaju. Po wcześniejszym występie w Dosze, gdzie dotarła do półfinału, liderka polskiego tenisa ponownie udowadnia swoją dominację na kortach. W środowym meczu trzeciej rundy nie dała żadnych szans Dajanie Jastremskiej, rozbijając Ukrainkę w dwóch setach.

     

    Wyrównany początek, a potem totalna dominacja Świątek

     

    Spotkanie rozpoczęło się od zaciętej walki. Jastremska, która w ostatnich miesiącach prezentowała bardzo dobrą formę, podeszła do meczu z dużą motywacją. Pierwszy set był pełen intensywnych wymian i choć Świątek musiała się sporo napracować, by wyjść na prowadzenie, to ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę, wygrywając 7:5.

     

    Jednak po tej wyrównanej partii w drugim secie na korcie istniała już tylko jedna zawodniczka – Iga Świątek. Polka grała niezwykle konsekwentnie, skutecznie i niemal bezbłędnie. Jastremska nie była w stanie nawiązać walki, a kolejne gemy padały łupem Świątek w błyskawicznym tempie. Wynik 6:0 mówi sam za siebie – to był prawdziwy pokaz siły w wykonaniu raszynianki.

     

    Jastremska nie urwała ani jednego gema. Jak zareagowała po porażce?

     

    Przegrana 0:6 to zawsze trudne doświadczenie dla każdej tenisistki, zwłaszcza w prestiżowym turnieju rangi WTA 1000. Dajana Jastremska nie kryła frustracji po meczu, jednak mimo dotkliwej porażki zachowała pełną klasę. Po ostatniej piłce podeszła do siatki, podała rękę Świątek i nawet delikatnie się uśmiechnęła. Takie zachowanie zasługuje na uznanie – nie każda zawodniczka potrafi z godnością przyjąć tak bolesną porażkę.

     

    Świątek świętuje z kibicami i szykuje się na kolejny mecz

     

    Po zakończonym spotkaniu Iga Świątek mogła cieszyć się ze zwycięstwa razem z licznie zgromadzonymi fanami. Polska tenisistka, która w Dubaju celuje w kolejny wielki triumf, nie zwalnia tempa i już przygotowuje się do ćwierćfinałowego starcia.

     

    W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Amerykanką Peyton Stearns lub utalentowaną Rosjanką Mirrą Andriejewą. Niezależnie od tego, która z nich stanie na jej drodze, można być pewnym, że Polka będzie chciała kontynuować swoją dominację i sięgnąć po kolejny prestiżowy tytuł.

     

    Środowy mecz udowodnił, że Iga Świątek jest w znakomitej formie. Jej fani mogą z optymizmem patrzeć na kolejne wyzwania w turnieju w Dubaju, a jeśli liderka polskiego tenisa utrzyma ten poziom gry, droga do finału wydaje się jak najbardziej realna.

  • Ewa Pajor zajmuje idealną pozycję w walce o Złotą Piłkę 2025!

    Ewa Pajor zajmuje idealną pozycję w walce o Złotą Piłkę 2025!

    Ewa Pajor zajmuje idealną pozycję w walce o Złotą Piłkę 2025!

    Na dzień 21 lutego 2025 roku oficjalne rankingi plebiscytu Złotej Piłki Kobiet 2025 nie zostały jeszcze opublikowane. Ewa Pajor, wybitna polska napastniczka, nadal prezentuje znakomitą formę w kobiecej piłce nożnej. W plebiscycie Złotej Piłki Kobiet 2024 znalazła się w gronie 30 nominowanych, co świadczy o jej ogromnym wpływie na ten sport.

     

    Niedawne przejście Pajor do FC Barcelony jeszcze bardziej podniosło jej renomę. Jej integracja z zespołem przebiegła bezproblemowo, a sama zawodniczka wyraziła podziw dla swoich koleżanek z drużyny, szczególnie dla kapitan Alexii Putellas. Pajor podkreśliła wyjątkową wizję gry i przywództwo Putellas na boisku, mówiąc: „No es casualidad que le llamen ‘La Reina’.”

     

    Choć szczegóły dotyczące obecnej pozycji Pajor w wyścigu o Złotą Piłkę 2025 nie są jeszcze znane, jej bieżące występy w barwach FC Barcelony mogą pozytywnie wpłynąć na jej szanse. Aby uzyskać najbardziej aktualne informacje, warto śledzić oficjalne ogłoszenia organizatorów plebiscytu Złotej Piłki oraz renomowane źródła sportowe w miarę zbliżania się ceremonii wręczenia nagród.

     

     

     

    “The Guardian” opublikował coroczną listę 100 najlepszych piłkarek na sezon 2024, doceniając wyjątkowe talenty i wkład kobiet w futbol. Wśród wyróżnionych zawodniczek znalazła się polska napastniczka Ewa Pajor, która zajęła wysoką pozycję, wzmacniając swoje szanse na prestiżową nagrodę Ballon d’Or.

     

    Niezwykła forma Pajor w tym sezonie miała kluczowe znaczenie dla sukcesu jej klubu. Od momentu dołączenia do FC Barcelony w lipcu 2024 roku od razu zaczęła imponować, zdobywając dziewięć bramek w pierwszych dziewięciu występach. Jej snajperskie umiejętności odegrały istotną rolę w utrzymaniu dominacji Barcelony w rozgrywkach Liga F, gdzie obecnie prowadzi w klasyfikacji strzelczyń z 14 golami na koncie.

     

    Jej konsekwentna doskonałość nie przeszła niezauważona na arenie międzynarodowej. W styczniu 2025 roku Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) umieściła Pajor na trzecim miejscu w rankingu najlepszych strzelczyń świata, doceniając jej skuteczność i wpływ na grę.

     

    Droga Pajor od czasów dzieciństwa w Uniejowie do roli kluczowej zawodniczki jednego z czołowych europejskich klubów jest dowodem jej determinacji i talentu. Jej znakomite występy w tym sezonie zapewniły jej miejsce wśród 100 najlepszych piłkarek według “The Guardian” oraz uczyniły z niej poważną kandydatkę do zdobycia Złotej Piłki, co potwierdza jej status jednej z najbardziej utalentowanych zawodniczek w kobiecym futbolu.

     

  • FC Barcelona na skraju sensacji… aż do momentu, gdy Ewa Pajor przejęła piłkę w 90. minucie! Jej jedno zagranie odmieniło losy meczu! [WIDEO]

    FC Barcelona na skraju sensacji… aż do momentu, gdy Ewa Pajor przejęła piłkę w 90. minucie! Jej jedno zagranie odmieniło losy meczu! [WIDEO]

    FC Barcelona na skraju sensacji… aż do momentu, gdy Ewa Pajor przejęła piłkę w 90. minucie! Jej jedno zagranie odmieniło losy meczu! [WIDEO]

    Wszystko wskazywało na to, że niepokonany kobiecy zespół FC Barcelony w końcu się potknie. Katalonki przez 90 minut nie potrafiły sforsować defensywy Athletiku Bilbao, a widmo straty punktów stawało się coraz bardziej realne. Jednak wtedy na scenę wkroczyła Ewa Pajor. Wprowadzona z ławki Polka udowodniła, dlaczego jest kluczowym ogniwem drużyny – jedno genialne podanie wystarczyło, by odmienić losy spotkania!

     

    Pajor odmienną Barcelonę! Katalonki w opałach

     

    Latem 2024 roku Ewa Pajor dołączyła do jednego z najlepszych kobiecych klubów świata i od samego początku potwierdziła swoją wartość. FC Barcelona, niepokonana w tym sezonie, zmierzyła się na wyjeździe z Athletikiem Bilbao i choć na papierze była zdecydowanym faworytem, rzeczywistość okazała się znacznie trudniejsza.

     

    Od pierwszych minut podopieczne Jonatana Giráldeza napierały na bramkę rywalek, ale ich ataki nie przynosiły oczekiwanego skutku. Defensywa Bilbao była niezwykle zdyscyplinowana, a Barcelona nie potrafiła znaleźć sposobu na sforsowanie muru gospodarzy. Przez niemal całą pierwszą połowę brakowało kluczowego ogniwa, które potrafiłoby zrobić różnicę. Tym ogniwem okazała się… Ewa Pajor.

     

    Jeden ruch Pajor, jedna asysta – i wszystko się zmieniło!

     

    Choć Polka tym razem rozpoczęła mecz na ławce rezerwowych, jej wejście na boisko w 61. minucie było niczym sygnał do ofensywnej nawałnicy. Barcelona przyspieszyła tempo gry, a każda akcja zaczęła nabierać większej intensywności. Mimo to, wynik wciąż pozostawał bezbramkowy.

     

    Wszystko zmieniło się w dramatycznej końcówce. 90. minuta – presja rośnie, widmo straty punktów zagląda Barcelonie w oczy. Wtedy Pajor otrzymuje piłkę i błyskawicznie podejmuje decyzję. Jej przytomne zagranie otwiera drogę do bramki Alexii Putellas. Hiszpanka bez zastanowienia wykorzystuje sytuację i Katalonki wychodzą na prowadzenie! Bilbao, które przez cały mecz skutecznie odpierało ataki, w jednej chwili traci kontrolę nad spotkaniem.

     

    Nie minęły dwie minuty, a FC Barcelona ponownie zadaje cios. Tym razem na listę strzelczyń wpisuje się Vicky Lopez, zamykając mecz wynikiem 2:0. Sensacja, której wszyscy się obawiali, nie doszła do skutku – a wszystko dzięki geniuszowi Ewy Pajor.

     

    Bilans, który budzi respekt – Barcelona nie do zatrzymania!

     

    Zwycięstwo nad Athletikiem Bilbao oznacza, że FC Barcelona utrzymuje swoją nieskazitelną serię. 16 meczów, 16 zwycięstw, 74 zdobyte gole i zaledwie 7 straconych – trudno o lepszy dorobek. Katalonki umacniają się na pozycji lidera ligi, mając aż 11 punktów przewagi nad Realem Madryt.

     

    Na indywidualnym poziomie również nie brakuje powodów do zachwytu. Ewa Pajor jest liderką klasyfikacji strzelczyń z 14 golami na koncie, wyprzedzając Ednę Imade z Granady o trzy trafienia. Dodatkowo Polka przewodzi także w klasyfikacji kanadyjskiej, mając na swoim koncie już pięć asyst.

     

    Jedno jest pewne – gdy Barcelona potrzebuje ratunku, Ewa Pajor jest gotowa dostarczyć rozwiązanie. Jej wejście na boisko po raz kolejny udowodniło, że Polka jest kluczową postacią w walce o kolejne trofea dla Katalonek!

     

  • Spektakl mistrza Polski, niemiecki gigant rozbity. Awans jest już o krok

    Spektakl mistrza Polski, niemiecki gigant rozbity. Awans jest już o krok

    Spektakl mistrza Polski, niemiecki gigant rozbity. Awans jest już o krok

    Zaledwie tydzień temu piłkarze ręczni Orlenu Wisły Płock zszokowali całą szczypiorniacką Europę, po raz pierwszy w historii ograli PSG, na dodatek dokonali tego w Paryżu, co w historii Ligi Mistrzów udało się niewielu. Samo zwycięstwo z Füchse Berlin w Orlen Arenie już takim wydarzeniem by pewnie nie było, gdyby nie styl, w jakim “Nafciarze” rozbili dziś wicemistrza Niemiec. I drużynę, która miała ponad dwa razy więcej punktów w tabeli grupy A. Orlen Wisła rozbił “Lisy” w pierwszej połowie 19:11. Cały mecz wygrał 32:27.

     

    Trudno powiedzieć, co się stało z ekipą mistrza Polski w trakcie dwumiesięcznej przerwy, podczas której z Płocka wyjechało przecież pół składu i sam trener Xavier Sabate, przygotowujący i prowadzący reprezentację Czech podczas mundialu. Zespół, który z 10 spotkań wygrał zaledwie dwa, do tego skompromitował się w Macedonii Północnej, nagle stał się postrachem mocarzy. W czwartek przekonał się o tym wicemistrz Niemiec, mający w składzie najlepszego zawodnika ostatnich mistrzostw świata.

     

    I naprawdę trudno było uwierzyć w przebieg tego spotkania w Orlen Arenie. Aż się przypomniało historyczne starcie z europejskim gigantem Telekomem Veszprem z początku grudnia 2023 roku. Nawet wynik był niemal ten sam po 30 minutach.

     

    Orlen Wisła Płock – Füchse Berlin w Lidze Mistrzów. Cudowne 30 minut “Nafciarzy”, co jedna akcja to lepsza

     

    Przed tygodniem płocczanie wygrali w Paryżu z PSG 31:28 – ten wynik od razu zmienił ich sytuację w tabeli. Z sześcioma punktami zrównali się z Eurofarmem Pelister, mając lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Szósta lokata, dająca przepustkę do fazy play-off, już była na wyciągnięcie ręki. A dziś mistrz Polski praktycznie może być jej pewny.

     

    Füchse Berlin walczy o bezpośredni awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, po meczu w Płocku jest daleko od tego celu. I aż trudno było uwierzyć w to, że gra zespół z dołu tabeli z tym ze ścisłej czołówki. Płocczanie od początku grali znakomicie w obronie, to było kluczem do ich sukcesu. “Lisy” to jeden z najbardziej ofensywie grających zespołów w Europie, od początku grudnia zagrała 13 razy, przegrał tylko raz. Ale co bardziej istotne: zaledwie dwukrotnie zdobył mniej niż 30 bramek. A i tak tych spotkań nie przegrał.

     

    Tymczasem dziś wicemistrzowie Niemiec byli w ofensywie bezradni. Sabate świetnie ustawił zespół, pozbawił rywali możliwości szybkiego wznawiania gry A w ataku pozycyjnym “Lisy” były bezradne. A gdy już się goście przebijali przez defensywę, to napotykali w bramce Viktora Hallgrimssona. Islandczyk zanotował przed przerwą 7 interwencji, o trzy więcej niż obaj bramkarze gości.

     

    Rzecz jednak w tym, że płocczanie oddali dużo więcej rzutów. Kapitalnie akcje rozprowadzał Gergo Fazekas, widział na boisku wszystko I widział też, że rywale odpuszczają na lewym skrzydle Przemysława Krajewskiego. Były reprezentant Polski przegrał dwa pojedynki z Dejanem Milosavljevem, ale w pozostałych był już lepszy. Po pierwszej połowie miał sześć trafień, we wszystkich wcześniejszych spotkaniach w tym sezonie Ligi Mistrzów zdobył ich 11. A i tak nie był… najlepszym snajperem drużyny.

     

    Duże pochwały należą się bowiem Tomasowi Pirochowi. Reprezentant Czech, nie ma co ukrywać, często “odbijał” się od poziomu Ligi Mistrzów, jakby tu nie pasował. W Paryżu pokazał już, że potrafi grać efektownie i efektywnie, zdobył 10 bramek. Dziś zaczął strzelanie w 65. sekundzie, w niezbyt korzystnej sytuacji. I poszedł za ciosem. W 30 minut rzucił celnie aż siedem razy.

     

    Przewaga Płocka więc rosła. Nie pomagał gościom nawet Mathias Gidsel, MVP ostatnich mistrzostw świata, zapewne najlepszy obecnie gracz na kontynencie. Wszechstronny, piekielnie szybki, skuteczny. Do Płocka dojechał w ostatniej chwili, po chorobie. Przed przerwą tylko raz pokonał Hallgrimssona, po kontrataku. W ataku pozycyjnym też nie był w stanie jednak zyskać przewagi.

     

    W 25. minucie trener gości Jaron Siewert po raz drugi poprosił o przerwę, jego zespół był rozbity, przegrywał 10:17. Niemiec krzyczał, ale i to nie pomagało. Za chwilę płoczanie dołożyli dwa trafienia, Fazekas trafił na 19:10. A jeszcze później Tim Cokan i Marko Panić mogli podwyższyć na 20:10.Skończyło się na 19:11. Po połowie, w której nie było się do czego przyczepić.

     

    Wysokie prowadzenie Orlenu Wisły Płock. A później chwila nerwów, Niemcy odrabiali straty. Przełamanie przyszło w kluczowym momencie

     

    Po przerwie mistrzowie Polski nadal mieli pełną kontrolę, w 39. minucie Cokan podwyższył na 23:14. Później jakby ta koncentracja gdzieś na moment uszła, zwłaszcza w defensywie. Berlińczycy też poprawili swoją grę, po trafieniu Tima Freihöfera zbliżyli się na pięć trafień (21:26). I za chwilę Hallgrimsson zaliczył 12. skuteczną interwencję, przy rzucie karnym.

    Niemniej było już widać, że gracze z Płocka mają coraz większe kłopoty w ofensywie. Niewiele dała tak skuteczna przed tygodniem taktyka z dwójką obrotowych, trochę już brakowało skuteczności w akcjach jeden na jednego. A na 10 minut przed końcem obie ekipy dzieliły już tylko cztery trafienia (27:23). To jeszcze nie było spotkanie rozstrzygnięte.

     

    Sabate poprosił o przerwę, przypomniał założenie. I za chwilę wszystko było już jasne Dwie kolejne interwencje Hallgromssona, dwa trafienia. I 31:24, co oznaczało koniec szans dla “Lisów”.

     

    Płock wygrał 32:27, jeśli wieczorem Dinamo Bukareszt pokona na wyjeździe Eurofarm Pelister, awans mistrzów Polski do 1/8 finału Ligi Mistrzów będzie już praktycznie pewny.

     

    Orlen Wisła Płock – Füchse Berlin 32:27 (19:11)

     

  • Sukces polskich siatkarek. Niemki rozbite, triumf w Lidze Mistrzyń

    Sukces polskich siatkarek. Niemki rozbite, triumf w Lidze Mistrzyń

    Sukces polskich siatkarek. Niemki rozbite, triumf w Lidze Mistrzyń

    Najpierw sięgnęły po Puchar Polski, a teraz fetują awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń. DevelopRes Rzeszów potrzebował tylko dwóch setów, by przesądzić o zakwalifikowaniu się do czołowej ósemki prestiżowych rozgrywek. Po wyjazdowym zwycięstwie 3:1 z Allianz MTV Stuttgart siatkarki z Podkarpacia przed własną publicznością rozbiły Niemki w dwóch pierwszych partiach i mogły świętować. W ćwierćfinale LM zagrają po raz trzeci w historii. Polskę w tej fazie rozgrywek będą reprezentować dwie drużyny.

     

    DevelopRes Rzeszów do walki o ćwierćfinał Ligi Mistrzyń wyruszył uskrzydlony zdobyciem TAURON Pucharu Polski. Po niedzielnym świętowaniu rzeszowianki musiały szybko wrócić do gry, do której przystąpiły jednak w osłabionym składzie. Do pełni zdrowia nie zdołała wrócić kontuzjowana w trakcie finału Pucharu Polski atakująca Sabrina Machado, zastępowała ją bohaterka tamtego spotkania, Bruna Honorio. W składzie zabrakło także reprezentacyjnej środkowej Agnieszki Korneluk.

     

    Mimo problemów kadrowych rzeszowianki rozpoczęły spotkanie znakomicie. Szybko zbudowały sobie bezpieczną przewagę, prowadziły 13:7. W drugiej części partii ją utrzymywały, mimo że zdarzały się im błędy, jak aż trzy nieudane ataki Honorio. Blok rywalek dobrze gubiła rozgrywająca DevelopResu Katarzyna Wenerska, ale w końcówce przyjezdne i tak zdołały nieco zmniejszyć straty. Najważniejsze jednak, że rzeszowianki nie dały się doścignąć i wygrały 25:20.

     

    DevelopRes Rzeszów nie dał się ograć. Dwie polskie drużyny w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń

     

    Mimo wszystko siatkarki z Niemiec w końcówce pierwszego seta uwierzyły, że mogą nawiązać walkę z rzeszowiankami. I początek drugiej partii był już wyrównany, wynik oscylował wokół remisu. Minimalną zaliczkę gospodyniom zapewnił blok środkowej Magdaleny Jurczyk. I przy stanie 7:5 dla DevelopResu trener przyjezdnych Konstantin Bitter poprosił o przerwę.

     

    Szkoleniowiec szybko reagował, bo prowadzenie rzeszowianek przybliżało je do ćwierćfinału. W pierwszym meczu w Stuttgarcie DevelopRes wygrał bowiem 3:1 – w jednym z setów po niemal godzinnej walce zwyciężył 45:43 – i był w świetnej sytuacji. Do awansu wystarczały mu dwa sety wygrane przed własną publicznością. Tyle że drugi set w Rzeszowie nie przebiegał tak gładko, jak pierwsza partia, Niemki szybko wyrównały. Dwupunktową zaliczkę DevelopRes odzyskał po bloku Moniki Fedusio.

     

    Kapitan drużyny stała się też jej liderką w ataku, przewaga wzrosła do czterech, a potem pięciu punktów. W trudnych sytuacjach radziła sobie Marrit Jasper, nie zawodziły środkowe. Wygrana 25:18 dała rzeszowiankom przepustkę do ćwierćfinału.

     

    Mecz trzeba było jednak dokończyć. Szkoleniowiec gospodyń Michal Masek nie zamierzał jednak odpuszczać i pozostawił na boisku podstawowy skład. Kilka zmian było natomiast u rywalek i przemeblowana szóstka radziła sobie nieźle. Rzeszowianki musiały odrabiać dwupunktową stratę. To się jednak z czasem udało, objęły prowadzenie 13:12. I od tej pory to one wysunęły się na czoło. W końcówce ważny kontratak wykończyła Fedusio i DevelopRes prowadził 23:20. Po chwili wykorzystał drugą piłkę meczową i przypieczętował zwycięstwo.

     

    DevelopRes to drugi polski zespół w ćwierćfinałach Ligi Mistrzyń. Wcześniej do tej fazy pucharów zakwalifikowała się drużyna PGE Grot Budowlanych Łódź, która ograła serbski Tent Obrenovac i zagra w ćwierćfinale z Savino Del Bene Scandicci. Na rzeszowianki czeka jeszcze trudniejszy przeciwnik – broniący tytułu Prosecco Doc Imoco Conegliano.

     

    DevelopRes Rzeszów: Honorio, Jurczyk, Fedusio, Wenerska, Centka-Tietianiec, Jasper – Szczygłowska (libero)Allianz MTV Stuttgart: Rivers, Segura, Knollema, Kastner, Veltman, Varela – Koskelo (libero) oraz Martin, Stautz, Krenicky, Morrissette

     

  • Rosjanka ograła Igę Świątek. Powiedziała wprost, co myśli o Polakach

    Rosjanka ograła Igę Świątek. Powiedziała wprost, co myśli o Polakach

    Rosjanka ograła Igę Świątek. Powiedziała wprost, co myśli o Polakach

    Mirra Andriejewa sprawiła niespodziankę w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju. 17-letnia Rosjanka nie dała żadnych szans Idze Świątek. Dla jednej z najbardziej utalentowanych tenisistek na świecie będzie to pierwszy półfinał w karierze w imprezie tej rangi. Po meczu odniosła się do atmosfery na trybunach, na których było wielu Polaków. — Nie było łatwo — zaznaczyła i zdradziła, co było najważniejsze w tym starciu.

     

    Czwartek nie był łatwy dla Świątek. Polka w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju nie poradziła sobie z Andriejewą. Rosjanka postawiła niesamowicie trudne warunki. 17-latka wygrała 6:3, 6:3, a polska tenisistka dołączyła m.in. do Aryny Sabalenki, która w środę odpadła w trzeciej rundzie.

     

    Podobnie jak w Dausze, polscy kibice w Dubaju nie zawiedli i licznie stawili się na trybunach podczas czwartkowego starcia. Andriejewa po meczu zwróciła się właśnie do Polaków. Przyznała, że nie było łatwo jej grać.

     

    — Szczerze mówiąc, byłam bardzo zdenerwowana przed meczem. Grałyśmy razem w Cincinnati i było to bardzo intensywne spotkanie. Powiedziałam sobie, że wtedy grałam świetnie i muszę teraz grać agresywnie i aktywnie. Nie było też łatwo ze względu na polskich kibiców, ale według mnie wielu z nich mnie tu wspierało. Dziękuję wszystkim — stwierdziła w rozmowie po meczu.

     

    17-letnia Rosjanka zdradziła, jaki miała plan

     

    Andriejewa zdradziła również, że w przerwie pomiędzy setami jej trenerka nie dała jej nowych wskazówek. Głównym planem było dalsze agresywnie i mocne granie. To się sprawdziło i teraz pierwszy raz zagra w turnieju WTA 1000.

     

    — Szczerze mówiąc, nie powiedziała mi niczego nowego. Powiedziała mi tylko, żebym tak dalej grała i nie muszę nic zmieniać. Dla mnie trudniej jest grać to samo niż coś zmieniać — powiedziała.

     

    — Spełniłam marzenie. To mój pierwszy półfinał w turnieju WTA 1000. Jestem bardzo szczęśliwa. W tamtym roku w Dubaju nie było najlepiej— opowiedziała.

     

  • Świątek wywołała burzę. “Tomek Wiktorowski wróć”

    Świątek wywołała burzę. “Tomek Wiktorowski wróć”

    Świątek wywołała burzę. “Tomek Wiktorowski wróć”

    Nie milkną echa zachowania Igi Świątek po porażce z Mirrą Andriejewą w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju. Rozgoryczona Polka schodząc z kortu nie podała ręki swojemu trenerowi Wimowi Fissette’owi, co wywołało ogromną dyskusję. W sieci nie zabrakło komentarzy ekspertów, którzy wyrazili spore zaniepokojenie postawą naszej reprezentantki. Jednak nie pod kątem samych relacji z Belgiem, a ogólnego stanu psychicznego Świątek.

     

    Są mecze, w których wychodzi wszystko, a są i takie jak ten. Iga Świątek nie została przez Mirrę Andriejewą aż tak zdominowana jak przez Jelenę Ostapenko nie tak dawno w Katarze. Jednak możliwe, że to nawet gorzej. Polka jest tenisistką na takim poziomie, że jeśli tylko zostawisz delikatnie uchylone drzwi do zwycięstwa, to ona potrafi to wykorzystać i przejść przez nie razem w futryną oraz kawałkiem ściany.

     

    Frustracja słowem dnia. Iga Świątek nie dała rady jej pokonać

     

    Andriejewa takie szanse dawała. Jak choćby wtedy, gdy wpadła w siatkę w drugim secie, czy gdy w tej samej partii Świątek prowadziła już 3:1. Nie było jednak pójścia za ciosem. Były nerwy i liczne błędy. Zbyt liczne (aż 31 niewymuszonych). Wszystko to złożyło się na bolesną porażkę 3:6, 3:6 oraz dużą frustrację, która ukazała się po meczu. Schodząc z kortu Świątek zignorowała trenera Wima Fissette’a i nie podała mu ręki.

     

    Dyskusja ruszyła od razu. Internauci nie byli pewni, czy nie zauważyła go przez zdenerwowanie, czy może coś tam nie gra tak jak powinno. – Porażki to część sportu tak jak emocje im towarzyszące. W dzisiejszej sytuacji nie ma drugiego dna i proszę o niedorabianie daleko idących teorii – skomentowała dla Sport.pl całe zajście Daria Sulgostowska, PR menedżerka Igi. Jednak eksperci zdążyli już wyrazić swe zdanie na ten temat.

     

    Eksperci zmartwieni postawą Świątek

     

    Mateusz Ligęza z RadiaZet widząc zachowanie Igi zatęsknił za jej byłym trenerem. – Tomek Wiktorowski wróć – napisał dziennikarz. – Po porażce wściekła Świątek zeszła do szatni i nie podała ręki Fissettowi, którą ten do niej wyciągnął. No nie za fajnie – napisał z kolei Hubert Błaszczyk.

     

    Abramowicz nie pomaga tak bardzo, jak byśmy chcieli?

     

    Ogólnie jednak pojawiło się sporo zmartwienia o kondycję psychiczną Polki, która nie po raz pierwszy w sezonie w obliczu rywalki grającej tak, jak Andriejewa, nie potrafiła się pozbierać. – Emocje, dużo emocji… Niestety, było je dzisiaj widać także na korcie. Sporo pracy czeka przed Igą w tym aspekcie, bo da się ich dostrzec więcej w ostatnich tygodniach u Polki – napisał prowadzący konto na portalu X “Z kortu – informacje tenisowe”.

     

    Seweryn Czernek podkreślił, że obrazki takie jak z Fissette’m podkreślają duży problem Polki i podważył nieco pracę psycholog Darii Abramowicz. – Kolejny dowód na to, że Iga Świątek nie do końca radzi sobie z emocjami. Zdenerwowanie po porażce oczywiście zrozumiałe, ale takie obrazki wracają. Czy to czas, aby wrócić do dyskusji o innym członku, a raczej członkini sztabu? – napisał Czernek.

     

    Z kolei Adam Romer z Tenisklubu zaapelował o spokój i stwierdził, że gdyby Iga była w pełni wyluzowana po porażce, też by się jej oberwało. – Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto “wkur…ny” nie schodził kiedyś z kortu po porażce. Gdyby po takim meczu Iga się uśmiechała i rozdawała autografy, to by dopiero narzekano, że się nie przejęła porażką. A tak przynajmniej nie ma wątpliwości, że ją to zabolało – ocenił Romer. 

     

  • 😢 Łamiące serce! Wzruszające słowa Igi Świątek po koszmarnej porażce – Fani w szoku!

    😢 Łamiące serce! Wzruszające słowa Igi Świątek po koszmarnej porażce – Fani w szoku!

    😢 Łamiące serce! Wzruszające słowa Igi Świątek po koszmarnej porażce – Fani w szoku!

    Po niespodziewanej porażce w ćwierćfinale Dubai Tennis Championships, światowa „dwójka” Iga Świątek zwróciła się do polskich kibiców z poruszającym przesłaniem. 23-letnia zawodniczka przegrała w dwóch setach z 17-letnią rosyjską sensacją, Mirrą Andriejewą, co oznacza jej najwcześniejsze odpadnięcie z turnieju na Bliskim Wschodzie od czterech lat.

     

    W swoim oświadczeniu Świątek wyraziła rozczarowanie swoim występem i zwróciła uwagę na wyzwania związane z wymagającym kalendarzem tenisowym. Podkreśliła trudności, z jakimi mierzą się najwyżej rozstawione zawodniczki, gdy muszą brać udział w kolejnych turniejach rangi WTA 1000 bez odpowiedniego czasu na przygotowanie, zwłaszcza po wielkich szlemach. Częste zmiany kontynentów, nawierzchni i sprzętu dodatkowo utrudniają zachowanie regularności oraz wysokiej formy.

     

    Świątek poświęciła również chwilę, by docenić swoją młodą rywalkę. Przyznała, że Andriejewa zaprezentowała znakomite umiejętności i niezwykłą dojrzałość, w pełni zasługując na zwycięstwo. To przypomnienie o głębi talentu w kobiecym tenisie i o tym, jak niewielkie różnice decydują o losach meczów.

     

    Patrząc w przyszłość, Świątek podkreśliła swoje zaangażowanie w doskonalenie treningu oraz planowania startów, by lepiej radzić sobie z wymaganiami touru. Zapewniła kibiców, że jest zdeterminowana, by wrócić silniejsza w kolejnych turniejach, i wyraziła wdzięczność za ich nieustanne wsparcie w trudnych chwilach.

     

    Choć ta porażka była niespodziewana, stanowi dla Świątek okazję do analizy i adaptacji, podkreślając, jaką odporność trzeba mieć, by rywalizować na najwyższympoziomie.