• Wielka sensacja w Indian Wells! Było już 0:6, aż stało się coś niewiarygodnego

    Wielka sensacja w Indian Wells! Było już 0:6, aż stało się coś niewiarygodnego

    Wielka sensacja w Indian Wells! Było już 0:6, aż stało się coś niewiarygodnego

    – Jest gotowy grać o najważniejsze trofea w dużych turniejach. To, co dziś zobaczyłem, nie zaskoczyło mnie. Nie był to dla niego łatwy mecz, walczył o miejsce w pierwszej dziesiątce, o swój pierwszy finał Masters 1000 – powiedział Carlos Alcaraz po przegranym 1:2 półfinale Indian Wells z Jackiem Draperem. Mecz był pełen emocji i nerwowości, szczególnie w trzecim secie. Hiszpan po raz pierwszy od trzech lat poległ w Indian Wells. Ponadto to była taka pierwsza jego porażka w karierze.

     

    Już niedługo poznamy zwycięzców tegorocznej edycji Indian Wells. W finale żeńskiej rywalizacji zmierzą się Aryna Sabalenka i Mirra Andriejewa, która pokonała w półfinale Igę Świątek – obrończynię tytułu. Z kolei w męskim odpowiedniku o puchar rywalizować będą Holger Rune i Jack Draper. Brytyjski tenisista również może pochwalić się wyeliminowaniem ubiegłorocznego zwycięzcy – Carlosa Alcaraza.

     

    Indian Wells: Jack Draper podniósł się po “bajglu”

    Ich mecz rozegrany został w nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu. Anglik bardzo dobrze wszedł w ten mecz, nie dając się rozkręcić wyżej notowanemu rywalowi. Draper już na początku rywalizacji przełamał Alcaraza i wyszedł na prowadzenie 3:0. Rywal był w stanie odpowiedzieć tylko jednym bezbłędnym gemem serwisowym (3:1). Końcówka pierwszej partii to koncert w wykonaniu tenisisty z Wielkiej Brytanii, który dokończył to, co zaczął. Bez większych problemów wygrał kolejne trzy gemy i przypieczętował triumf w pierwszym secie w zaledwie 23 minuty.

     

    Jednak tego, co wydarzyło się w kolejnej partii chyba nikt się nie spodziewał. Drugi tenisista świata wziął się do odrabiania strat. W drugim secie było więcej wymian między zawodnikami i mniej bezbłędnych partii. Ostatecznie po nieco ponad 30 minutach Carlos Alcaraz doprowadził do wyrównania, serwując swojemu rywalowi “bajgla” (6:0).

     

    Kiedy wydawało się, że taki obrót spraw może złamać Drapera, ten udowodnił, że jest w stanie wygrać z każdym. Po wyrównanym początku (1:1), nadeszło pierwsze przełamanie w tym secie. Anglik od stanu 0:15 wygrał cztery punkty z rzędu i wyszedł na prowadzenie 2:1. W kolejnym gemie potwierdził swoją przewagę (3:1). Chwilę później, po zaciętej rywalizacji, po raz drugi wykorzystał break pointy (5:2). To jednak jeszcze nie był koniec, bo mimo iż czternasty tenisista na świecie podawał w ósmym gemie, Alcaraz odrobił stratę jednego przełamania, dodając do rywalizacji więcej emocji. Finalnie Hiszpan nie dał rady odrobić strat i przegrał 4:6, a cały mecz 1:2.

     

    Carlos Alcaraz przegrał pierwszy raz w karierze

    W tej rywalizacji nie zabrakło nerwowych momentów i błędów m.in. arbitra. W jednej z kluczowych akcji tego meczu (15:15 w trzecim gemie) Mohamed Lahyani przyznał punkt Hiszpanowi, myśląc, że piłka dwa razy odbiła się po stronie Jacka Drapera. “Draper podszedł do sędziego, aby poprosić o przegląd wideo. Kiedy Lahyani zdał sobie sprawę ze swojego błędu, początkowo zgodził się powtórzyć punkt. Brytyjczyk wciąż nie był zadowolony, poprosił o ponowne użycie VAR, aby potwierdzić, czy zasłużył na wygranie punktu. Po trzyipółminutowej przerwie w końcu przyznano mu punkt i kontynuował grę” – zrelacjonował serwis express.co.uk.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1901069554950041758

    Jak wyliczył Dawid Żbik, komentator tenisa w Eurosporcie: “Carlos Alcaraz po raz pierwszy w karierze przegrał mecz, w którym wygrał seta 6:0” – czytamy w serwisie X. “Nie sądziłem, że Draper się odrodzi po tych problemach w drugim secie” – dodał.

     

    To pierwsza porażka na Indian Wells Carlosa Alcaraza od trzech lat. Hiszpan triumfował w tym turnieju w 2023 i 2024 roku. W finale Jack Draper zmierzy się z Holgerem Rune, który wyeliminował Daniiła Miedwiediewa.

     

    Alcaraz: Radził sobie lepiej niż ja

    Po meczu Hiszpan pochwalił swojego rywala. – Cieszę się z jego powodu, bo nie miałem wątpliwości co do jego poziomu, co do tego, co potrafi. (…) Jest gotowy grać o najważniejsze trofea w dużych turniejach. To, co dziś zobaczyłem, nie zaskoczyło mnie. Nie był to dla niego łatwy mecz, walczył o miejsce w pierwszej dziesiątce, o swój pierwszy finał Masters 1000. Myślę, że poradził sobie świetnie. On radził sobie z emocjami lepiej niż ja. To dla niego wspaniałe i życzę mu wszystkiego najlepszego w finale – powiedział, cytowany przez eurosport.ro.

     

  • Genialna informacja z samego rana! Mamy medal na mistrzostwach świata

    Genialna informacja z samego rana! Mamy medal na mistrzostwach świata

    Genialna informacja z samego rana! Mamy medal na mistrzostwach świata

    W niedzielny poranek polska sztafeta mieszana w składzie Natalia Maliszewska, Kamila Stormowska, Michał Niewiński, Łukasz Kuczyński i Diane Sellier sięgnęła po brązowy medal na mistrzostwach świata w short tracku. Najlepsi w Pekinie byli Kanadyjczycy.

     

    Biało-Czerwoni w swoim półfinale zajęli trzecie miejsce. Wyprzedzili ich tylko Kanadyjczycy, którzy poprawili czas Polaków o niecałą sekundę. Nic zatem dziwnego, że jeszcze przed niedzielnym wyścigiem kibice byli pełni nadziei na kolejny medal dla reprezentacji Polski na mistrzostwach świata.

     

    Finał nie rozpoczął się najlepiej dla Biało-Czerwonych, którzy już od startu plasowali się na czwartej pozycji. Na kilka okrążeń przed końcem zmagań Natalia Maliszewska wyprzedziła jedną z Włoszek, dzięki czemu Polacy wspięli się na trzecią lokatę. Później o nieszczęściu mogą mówić reprezentanci Holandii, którzy zaliczyli upadek. Już wydawało się, że w ręce Biało-Czerwonych powędruje srebrny medal, ale na chwilę przed końcem Michał Niewiński upadł na lód. Był jednak w stanie szybko wstać i dojechać na metę jako trzeci.

     

    Ostatecznie Polacy zajęli trzecie miejsce z czasem 2:41.860. Rywalizację wygrali Kanadyjczycy (2:36.232), a na drugim miejscu byli Włosi (2:36.619). Stawkę zamknęli Holendrzy (2:49.376).

     

    To drugi medal Biało-Czerwonych w Pekinie. W sobotę srebro zdobyła kobieca sztafeta w składzie: Maliszewska, Stormowska, Nikola Mazur i Gabriela Topolska. Maliszewska jest też indywidualną wicemistrzynią świata na 500 m z Montrealu z 2018 roku.

  • Porażka Świątek, Sabalenka triumfuje. Gorzka reakcja Tuska. “Nie jestem zadowolony”

    Porażka Świątek, Sabalenka triumfuje. Gorzka reakcja Tuska. “Nie jestem zadowolony”

    Porażka Świątek, Sabalenka triumfuje. Gorzka reakcja Tuska. “Nie jestem zadowolony”

    Za nami półfinały kobiecego turnieju tenisowego Indian Wells. Ich zwyciężczyniami zostały Mirra Andriejewa i Aryna Sabalenka, które pokonały kolejno Igę Świątek i Madison Keys. Na te rozstrzygnięcia zareagował premier polskiego rządu Donald Tusk. – Rosja i Białoruś pokonały Polskę i Stany Zjednoczone, aby dotrzeć do finału Indian Wells. Nie jestem zadowolony – komentował lider KO za pośrednictwem mediów społecznościowych.

     

    W półfinale Indian Wells Iga Świątek mierzyła się z Mirrą Andriejewą. Polka miała nadzieję, że tym razem uda się pokonać Rosjankę i wziąć rewanż za niedawną porażkę w Dubaju. Po drugim secie wygranym przez Polkę aż 6:1 wydawało się, że tak właśnie się stanie.

     

    Niestety, w decydującym secie Mirra Andriejewa znów udowodniła, że absolutna czołówka kobiecego tenisa stoi przed nią otworem. Pokonała Igę Świątek 6:3 i awansowała do wielkiego finału. O zwycięstwo nie będzie jednak łatwo.

     

    Mirra Andriejewa zmierzy się tam z liderką rankingu WTA. Aryna Sabalenka wzięła na korcie rewanż na Madison Keys za porażkę w finale Australian Open. Białorusinka zdeklasowała Amerykankę – spotkanie zakończyło się 6:0, 6:1. Tylko jeden przegrany gem ze świeżo upieczoną mistrzynią wielkoszlemową wiele mówi o formie Sabalenki.

     

    Donald Tusk zareagował na rozstrzygnięcia półfinałów Indian Wells. “Rosja i Białoruś pokonały Polskę i USA”

     

    Na bolesną porażkę Igi Świątek z Mirrą Andriejewą zareagował Donald Tusk. Premier polskiego rządu za pośrednictwem mediów społecznościowych wyraził swoje niezadowolenie i potraktował rozstrzygnięcia obu półfinałów symbolicznie, nawiązując do obecnej sytuacji geopolitycznej.

     

    Rosja i Białoruś pokonały Polskę i USA, aby dotrzeć do finału Indian Wells. Nie jestem zadowolony. Zgadnijcie dlaczego. Ale to przecież tylko tenis, prawda?

    ~ Donald Tusk

    https://x.com/donaldtusk/status/1900798900375552011?s=19

    Wielki finał Indian Wells poniędzy Mirrą Andriejewą a Aryną Sabalenką zostanie rozegrany w niedzielę. Rozpocznie się ok. godziny 19:00 czasu polskiego.

     

  • Znowu głośno o relacji Świątek z Abramowicz. “Nie jest dla niej psycholożką”

    Znowu głośno o relacji Świątek z Abramowicz. “Nie jest dla niej psycholożką”

    Znowu głośno o relacji Świątek z Abramowicz. “Nie jest dla niej psycholożką”

    Iga Świątek w półfinale Indian Wells przegrała z Mirrą Andriejewą, a podczas meczu z Rosjanką kilkukrotnie puszczały jej nerwy. To rodzi pytania o efekty pracy Darii Abramowicz, która pełni rolę psycholożki tenisistki. W tym kontekście o komentarz poproszono eksperta Adama Romera, który w rozmowie z WP SportoweFakty potwierdził to, co o Abramowicz mówił m.in. Jerzy Janowicz – jej rola wykracza poza to, czym powinien zajmować się psycholog. “Jest dla Świątek mentorką, powierniczką, ale nie psycholożką” – ocenił ekspert.

     

    Iga Świątek do tegorocznej edycji Indian Wells przystąpiła jako obrończyni tytułu i jedna z faworytek. Polka bowiem świetnie czuje się na kalifornijskich kortach, gdzie wygrała nie tylko w poprzednim sezonie, ale też w 2022 roku. Świetnie prezentowała się też w ostatnich dniach, pewnie ogrywając kolejne rywalki.

     

    W trzech pierwszych meczach Polka traciła tylko po dwa gemy, nieco większe problemy sprawiła jej Qinwen Zheng, ale i tak przegrała 3:6, 3:6. Gdy więc nadszedł czas na półfinałowe starcie z Mirrą Andriejewą, kibice raszynianki mieli nadzieję, że ta zrewanżuje się Rosjance za porażkę w Dubaju i przypieczętuje awans. Tak się jednak nie stało – rewelacyjna 17-latka wygrała 7:6(1),1:6, 6:3 i zagra o trofeum z Aryną Sabalenką.

     

    “Widać, że ona gra bez oczekiwań i czasami na luźnej ręce, a ja w decydujących momentach… No nie pamiętam, kiedy ostatnio zagrałam taki mecz, że miałabym po prostu luźną rękę, żeby zaryzykować i żeby ta piłka weszła” – mówiła później Świątek w rozmowie z Canal+.

     

    Daria Abramowicz nie jest tylko psycholożką Igi Świątek?

     

    Świątek miała nie tylko problemy z “luźną ręką”, ale również z utrzymaniem nerwów na wodzy. W trzecim secie, przy stanie 4:1 dla Andriejewej, Polka zamiast złapać piłkę od chłopca odpowiedzialnego za ich podawanie, cisnęła nią w kierunku miejsca, w którym siedziała Daria Abramowicz. Ta po chwili zaczęła coś krzyczeć w kierunku tenisistki.

     

    Ta reakcja wiceliderki rankingu WTA rodzi pytania o to, czy współpraca 23-latki z Darią Abramowicz na pewno przynosi efekty i przebiega prawidłowo. O komentarz poproszono redaktora naczelnego tenisklub.pl i eksperta Adama Romera.

     

    “”O to należałoby spytać samą Igę. Ja myślę, że o Darii Abramowicz można mówić w wielu kontekstach, ale nie jako o psycholożce. Jest dla Świątek mentorką, powierniczką, ale nie psycholożką. Rola Abramowicz w sztabie stanowczo wykracza poza ramy psychologii sportowej””

     

    ~ wypunktował.

     

    Słowa Romera potwierdzają to, co w środowisku mówi się o pracy Abramowicz. Podobną opinię niedawno w rozmowie ze sport.pl wygłosił były tenisista Jerzy Janowicz.

     

    “Wolałbym nazywać ją raczej przyjaciółką niż panią psycholog. Większość dobrych psychologów, którzy pracują z najlepszymi sportowcami na świecie, zazwyczaj trzyma się w cieniu. Często nawet nie wiemy o ich istnieniu. (…) Psycholog powinien zachowywać dystans od sportowca, aby zbyt bliska relacja nie zaburzała pracy” – stwierdził.

     

    Swego czasu podobną teorię wygłosił komentator Lech Sidor. “Wiem, że świat psychologii sportu jest trochę zadziwiony, że Daria jest wszędzie z Igą, że pracuje 24/7 i że to jest już zatarta granica między profesjonalizmem a prywatą. Nastąpiło zatarcie tych granic i jest tego trochę za dużo” – mówił wrozmowie z Eurosportem.

  • Fenomenalna Ewa Pajor znów dała popis! Zobacz jej bramki [SKRÓT …

    Fenomenalna Ewa Pajor znów dała popis! Zobacz jej bramki [SKRÓT …

    Fenomenalna Ewa Pajor znów dała popis! Zobacz jej bramki [SKRÓT …

  • “Cisza Zamieniła się w Ryk: Jak Ostatnia Akcja Ewy Pajor Uratowała Barcelonę przed Katastrofą!”

    “Cisza Zamieniła się w Ryk: Jak Ostatnia Akcja Ewy Pajor Uratowała Barcelonę przed Katastrofą!”

    “Cisza Zamieniła się w Ryk: Jak Ostatnia Akcja Ewy Pajor Uratowała Barcelonę przed Katastrofą!”

    Przez prawie 90 minut nad zwykle dominującą ofensywą FC Barcelony unosiła się złowieszcza cisza. Niezwyciężone Katalonki, które tak często narzucały tempo gry, tym razem znalazły się w zaciekłej walce z niezwykle zdeterminowanym zespołem Athletic Bilbao. Czas uciekał, frustracja narastała. Stawało się jasne—coś, co wydawało się niemożliwe, było o krok od realizacji. Barcelona, niepokonana przez cały sezon, była na skraju utraty punktów.

     

    I wtedy na scenę wkroczyła Ewa Pajor.

    https://youtu.be/BfAP0BSo0Zg?si=IPzxyjqWYCuUtlj8

     

    Polska napastniczka, wprowadzona z ławki, czekała na swoją chwilę. A kiedy ta w końcu nadeszła, wykorzystała ją z oszałamiającą precyzją. Jedno zagranie—genialne podanie w ostatnich sekundach—przełamało defensywę rywalek, ratując jej zespół przed sensacyjną stratą punktów.

     

    Barcelona w Kłopotach—Aż Nadeszła Pajor

    https://youtu.be/RGAMLaLp4GU?si=IPJ5ax4Sz3jxA0nb

     

    Transfer Ewy Pajor do FC Barcelony latem 2024 roku był jednym z najbardziej ekscytujących ruchów w kobiecym futbolu. Udowodniona skuteczność, niesamowity talent, umiejętność zmieniania losów meczu—wszystko to sprawiało, że jej przyjście do jednej z najlepszych drużyn świata wzbudziło ogromne oczekiwania. Pajor spełniała je przez cały sezon, pomagając zespołowi utrzymać nieskazitelną serię zwycięstw.

     

    Jednak starcie z Athletic Bilbao okazało się największym testem. Mimo miażdżącej przewagi w posiadaniu piłki i kolejnych ataków, drużyna Jonatana Giráldeza nie mogła znaleźć sposobu na przełamanie rywalek. Obrona Bilbao była żelazna, skutecznie zamykając wszystkie drogi do bramki. Z każdą minutą napięcie rosło, a nad Barceloną zawisło widmo pierwszej wpadki w sezonie.

     

    Wtedy trener podjął kluczową decyzję. Z ławki wstała Ewa Pajor.

     

    Jedno Dotknięcie, Jeden Moment—Pajor Odwraca Losy Meczu!

     

    Od chwili, gdy Pajor pojawiła się na boisku w 61. minucie, gra nabrała nowej dynamiki. Jej obecność momentalnie dodała Barcelonie energii. Ruchliwość, inteligencja, precyzyjne podania—wszystko to zaczęło stopniowo burzyć mur, który Bilbao tak starannie budowało. Jednak mimo rosnącej przewagi, gola wciąż brakowało.

     

    Aż do ostatnich sekund.

     

    90. minuta. Czas ucieka. Niepokonany dotąd zespół jest na krawędzi straty pierwszych punktów. I właśnie wtedy Pajor przejęła piłkę.

     

     

     

    Jedno błyskawiczne podanie—przenikliwe, perfekcyjnie wymierzone—przecięło linię obrony Bilbao i trafiło do Alexii Putellas. Hiszpańska gwiazda nie zawahała się ani chwili. Jeden strzał, jeden gol, a Barcelona w jednej chwili przeszła od rozpaczy do euforii!

     

    Bilbao, zszokowane utratą bramki, nie zdążyło się podnieść. I zanim mogło zareagować, Barcelona zadała kolejny cios. Dwie minuty później Vicky Lopez przypieczętowała zwycięstwo, ustalając wynik na 2:0.

     

    Niepowstrzymana Barcelona, Niepowstrzymana Pajor!

     

    Dzięki tej wygranej FC Barcelona kontynuuje swój perfekcyjny marsz po mistrzostwo—16 meczów, 16 zwycięstw, 74 strzelone gole i tylko 7 straconych. Ich dominacja pozostaje niezachwiana, a przewaga nad drugim w tabeli Realem Madryt wzrosła do 11 punktów.

     

    A w centrum tej potęgi znajduje się Ewa Pajor.

     

    Jej indywidualne statystyki są równie imponujące—14 goli, co czyni ją liderką klasyfikacji strzelczyń, oraz 5 asyst, które plasują ją także na szczycie tabeli kanadyjskiej. Każdy kolejny mecz umacnia jej pozycję jako kluczowej postaci w Barcelonie, piłkarki, która może odmienić losy spotkania, gdy jej drużyna najbardziej tego potrzebuje.

     

    Jedno jest pewne—gdy Barcelona szuka bohatera, Ewa Pajor zawsze odpowiada na wezwanie. A w miarę jaksezon trwa, jej legenda tylko rośnie.

     

  • Ewa Pajor Zachwyca Barcelonę Rekordową Serią Bramkową!

    Ewa Pajor Zachwyca Barcelonę Rekordową Serią Bramkową!

    Ewa Pajor Zachwyca Barcelonę Rekordową Serią Bramkową!

    Ewa Pajor nie traci czasu na adaptację w FC Barcelonie. Polska napastniczka, która dołączyła do klubu latem 2024 roku, już zapisała się w historii, ustanawiając rekordowy dorobek bramkowy w pierwszych meczach sezonu. Zdobywając aż dziewięć goli w sześciu spotkaniach ligowych, Pajor pobiła poprzedni rekord siedmiu bramek, należący do legend Barcelony – Asisat Oshoali i Sonii Bermúdez.

     

    Jej wpływ na grę zespołu był niepodważalny, zwłaszcza w wyczekiwanych derbach z Espanyolem. Pajor rozegrała zaledwie 45 minut, a mimo to popisała się imponującym hat-trickiem, prowadząc swoją drużynę do zwycięstwa 7:1. To jednak nie był jedyny taki wyczyn – wcześniej w sezonie zdobyła trzy bramki w spotkaniu z Granadą, zakończonym wynikiem 10:1.

     

    Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, jak szybko Pajor wpasowała się w nowy zespół. Jej wcześniejsza współpraca z trzema byłymi koleżankami z VfL Wolfsburg, które również grają w Barcelonie, z pewnością ułatwiła jej adaptację. Jednak to nie tylko talent strzelecki, ale także pracowitość i profesjonalizm Pajor zyskały uznanie sztabu szkoleniowego oraz koleżanek z drużyny.

     

    Obecnie Pajor przewodzi klasyfikacji strzelczyń ligi hiszpańskiej, udowadniając, że jest jedną z najbardziej zabójczych napastniczek w kobiecej piłce nożnej. Jej dominacja przypomina sukcesy innego polskiego gwiazdora – Roberta Lewandowskiego – w męskich rozgrywkach, co jeszcze bardziej podkreśla rosnącą pozycję Polski na światowej scenie futbolu. W takiej formie Pajor może poprowadzić Barcelonę do historycznego sezonu, na który kibice z pewnością będą czekać z ogromnym entuzjazmem.

     

  • O krok od tragedii podczas turnieju ATP. Wszystko zarejestrowały kamery

    O krok od tragedii podczas turnieju ATP. Wszystko zarejestrowały kamery

    O krok od tragedii podczas turnieju ATP. Wszystko zarejestrowały kamer

     

    Podczas tenisowego turnieju ATP Challenger w Punta Cana doszło do groźnego incydentu. Sędzia główny cudem uniknął poważnych obrażeń, ale nie obyło się bez desperackiej ucieczki.

     

    Pogoda często ma duży wpływ na przebieg turniejów tenisowych. Tak było między innymi podczas Indian Wells, gdzie deszcz powodował przerwy i opóźnienia meczów.

     

    Arbiter uciekł w ostatniej chwili. Dramatyczna sytuacja podczas turnieju ATP

    Podobna sytuacja miała miejsce na turnieju Challenger w Punta Cana na Dominikanie, gdzie wiatr ponownie odegrał kluczową rolę. Jednak w trakcie ćwierćfinałowego meczu między Danielem Altmaierem a Aleksandarem Kovaceviciem wydarzył się naprawdę groźny incydent.

     

    Tuż po rozpoczęciu spotkania, po zaledwie trzech rozegranych punktach, gwałtowny podmuch wiatru przewrócił… wieżę sędziowską. Arbiter główny, Baron Santoyo, wykazał się refleksem, zeskakując z wieży, zanim ta upadła. Dzięki temu udało mu się uniknąć poważnych obrażeń.

     

    Po chwili mecz został wznowiony: tym razem bez dalszych zakłóceń. Ostatecznie, po zaciętej, trzysetowej walce, zwyciężył Kovacević wynikiem 4:6, 6:4, 6:3, awansując do półfinału turnieju. W kolejnej rundzie zmierzy się z najwyżej rozstawionym Francuzem Alexandre Mullerem.

  • Oszustwo Norwegów wyszło na jaw po latach! Oto co zrobili w Zakopanem

    Oszustwo Norwegów wyszło na jaw po latach! Oto co zrobili w Zakopanem

    • Oszustwo Norwegów wyszło na jaw po latach! Oto co zrobili w Zakopanem

    Karuzela z oszustwami reprezentacji Norwegii w skokach narciarskich się nie zatrzymuje. Fredrik Bjerkeengen, wieloletni krawiec reprezentacji Norwegii i były skoczek, opowiedział o rzekomych oszustwach Norwegów z 2021 roku.

     

    Od ponad tygodnia świat skoków narciarskich żyje wielkim oszustem, którego dopuścili się Norwegowie. Sprawa dotyczy manipulacji dotyczących czipowania kombinezonów skoczków. A konkretniej duplikowania czipów, które później miałyby być wprasowywane w stroje.

     

    Kolejne “brudy” Norwegów wychodzą na jaw

    – To jest bardzo, bardzo smutne. Sądzę, że jest to niezwykle smutne dla wszystkich, którzy poświęcili całe życie temu sportowi i w wielu aspektach związali z nim dużą część swojej tożsamości. Czuję wielkie przygnębienie, że znaleźliśmy się w takim miejscu – powiedział kilka dni temu Clas Brede Brathen, były dyrektor norweskich skoków, w rozmowie z dziennikiem “Dagbladet”.

     

    Dziennikarze spytali też go, czy oszustwo mogłoby się wydarzyć za jego kadencji. – Jest to pytanie całkowicie hipotetyczne, na które postanowiłem odpowiedzieć ze szczerą nadzieją, że nie. Wiem, że to się nie wydarzyło – powiedział Brathen.

     

    Tymczasem teraz Fredrik Bjerkeengen, wieloletni krawiec reprezentacji Norwegii i były skoczek, opowiedział o rzekomych oszustwach z 2021 roku.

     

    – To kłamstwo. Odegrał dużą rolę w tym, co się wydarzyło. Clas był tam, kiedy to się stało. Powiedzieć cokolwiek innego znaczy skłamać. W styczniu 2021 roku w Zakopanem wymieszaliśmy klej do drewna i posmarowaliśmy nim kombinezon. Chodziło o to, aby usztywnić skafander, bo wtedy działałby bardziej jak skrzydło, które wytwarza siłę nośną. Klej zrobił się błyszczący i zniknął. Kombinezon przeszedł wszystkie kontrole – opowiada Fredrik Bjerkeengen w rozmowie z “vg.no”.

     

    Na tamtych zawodach w Zakopanem wygrał Norweg Marius Lindvik, a trzecią pozycję zajął Robert Johansson. Obaj zawodnicy nie chcą komentować sprawy dla vg.no.

     

    A co na to Brathen? Dziennikarze skontaktowali się z nim, ale on również nie chciał już nic powiedzieć. Przesłał tylko oświadczenie do redakcji vg.no.

     

    Zobacz: Zniszczoł uratował honor Polaków w Vikersund! Fatalny konkurs

     

    “Z wielkim smutkiem obserwuję wiadomości, które pojawiają się w skokach narciarskich, ale nie chcę już dłużej komentować negatywnej debaty na temat sportu, który kocham” – m.in. napisał Brathen.

     

    Skoki bez wiatru, kombinezonów i przeliczników. Jest pomysł do skopiowania

    “A może skoki narciarskie powinny pójść drogą golfa? To byłby najlepszy sposób, żeby wyłonić najlepszego skoczka świata bez żadnych myków związanych z kombinezonami, nartami i wiązaniami” – pisze w komentatrzu Michał Kiedrowski, dziennikarz Sport.pl.

  • Norwescy skoczkowie oszukiwali już lata temu. I to w Polsce! Wszystko ujawnili

    Norwescy skoczkowie oszukiwali już lata temu. I to w Polsce! Wszystko ujawnili

    Norwescy skoczkowie oszukiwali już lata temu. I to w Polsce! Wszystko ujawnili

    Afery związanej z norweskimi skoczkami ciąg dalszy! Fredrik Bjerkeengen, były skoczek, który w przeszłości odpowiadał też za kombinezony w norweskiej kadrze, zdradził w rozmowie z portalem vg.no, że manipulacje przy strojach tej reprezentacji występowały już przed laty. Za przykład podał sytuację z… Zakopanego, gdy na podium stanęło dwóch zawodników z Norwegii. Mówi także, że o całym incydencie wiedział były dyrektor sportowy kadry. Choć Clas Brede Braethen odpiera zarzuty, to Bjerkeengen mówi wprost: kłamie. I zdradza szczegóły.

     

    Afera kombinezonowa wywołała burzę w świecie skoków narciarskich. FIS szybko podjęło konkretne kroki — od dyskwalifikacji norweskich zawodników podczas mistrzostw świata w Trondheim, aż po ich zawieszenie. Dodatkowo od kadry został odsunięty jej trener — Magnus Brevig. Mogłoby się wydawać, że był to jednorazowy incydent, lecz prawda jest zupełnie inna. Do manipulacji przy norweskich strojach dochodziło już lata temu.

     

    O całej sytuacji wypowiedział się Fredrik Bjerkeengen, który w przeszłości był odpowiedzialny za przygotowanie strojów dla norweskiej kadry. W rozmowie z vg.no zdradził, jak w 2021 r. podczas konkursów Pucharu Świata w Zakopanem smarowano kombinezony… klejem do drewna.

     

    “Wymieszaliśmy klej do drewna i pomalowaliśmy nim kombinezon. Klej stał się błyszczący i zniknął, a kombinezon przechodził wszystkie kontrole” — przyznał. Takie działanie miało sprawić, że kombinezon stanie się sztywniejszy, co pozytywnie wpływa na jego aerodynamiczność.

     

    Przypomnijmy, że w konkursie w Zakopanem w 2021 r. na podium stanęło aż dwóch reprezentantów Norwegii — zwyciężył Marius Lindvik, a na najniższym stopniu podium stanął Robert Johansson (obydwaj są aktualnie zawieszeni przez FIS w związku z ostatnimi zajściami). Skoczkowie nie zdecydowali się na udzielenie komentarze wspomnianemu portalowi.

     

    Co ciekawe Bjerkeengen twierdzi, że o wszystkim wiedział ówczesny dyrektor sportowy kadry — Clas Brede Braathen. Jednak Braethen 11 marca został zapytany przez vg.no w związku z aferą kombinezonową, czy do takiego zdarzenia mogło dojść, gdy piastował on stanowisko dyrektora sportowego. Odpowiedział, że nie.

     

    “Jest to całkowicie hipotetyczne pytanie, na które zdecydowałem się odpowiedzieć, ale mam szczerą nadzieję, że tak się nie stanie. Wiem, że tak się nie stało” — czytamy jego wypowiedź.

     

    Norwegowie szukali sposobów na przekraczanie granic

    Bjerkeengen ostro zareagował na takie słowa Braethena.

     

    “To kłamstwo. Miał duży udział w tym. Clas był tam, kiedy to się stało. Mówienie inaczej to kłamstwo” — stwierdził.

     

    Choć były skoczek nie przyznał jednoznacznie, że to, czego się dopuścił, zajmując się “norweskimi” kombinezonami, było oszustwem, to jednak przyznaje, że o tym incydencie nikt nie powinien wiedzieć. Na pytanie, czy jest to przyznanie się do czegoś, co nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego, odpowiedział: tak, absolutnie. Dodał również, że “był to jedyny sposób, by się wykazać”.

     

    Dodatkowo możemy się dowiedzieć, że smarowanie kombinezonów klejem do drewna nie było jedynym sposobem manipulacji przy strojach. Np. umieszczano ochraniacze z przodu buta, by narty stawały się bardziej płaskie, co pozwala skoczkom dalej skakać.

     

    “Potem FIS się tym zajął i wprowadził odpowiednie regulacje. Wtedy wkładaliśmy materiał pod sznurowadła butów, dzięki czemu buty stawały się jeszcze bardziej płaskie […] Rozmawialiśmy o tym, jak przesunąć granice w innych kwestiach, które prawdopodobnie nie byłyby kontrolowane” — stwierdził.

     

    Bjerkeengen zdecydował się także na gorzkie podsumowanie, mówiąc, że cała prawda musi być ujawniona, by norweskie skoki mogły ruszyć w dobrym kierunku.

     

    “Clas nie może dalej stosować >strusiej taktyki< i chować głowę w piasek. Jest tu od ponad 20 lat i był zaangażowany w cały rozwój, więc wie wszystko. Jeśli nasi szefowie nie przyznają się do tego, jak było, nie ruszymy naprzód” — powiedział.