• Sceny. Po tym trybuny wybuczały Świątek. Internauci zrównali ją z ziemią

    Sceny. Po tym trybuny wybuczały Świątek. Internauci zrównali ją z ziemią

    Sceny. Po tym trybuny wybuczały Świątek. Internauci zrównali ją z ziemią

    To był kolejny nieprzyjemny pojedynek z Mirrą Andriejewą dla Igi Świątek. Nasza reprezentantka przegrała z Rosjanką 6:7(1), 6:1, 3:6 w półfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells i nie obroni tytułu na kalifornijskiej ziemi. Niestety po raz kolejny też ujrzeliśmy, jak Świątek nie radzi sobie z emocjami. W trzecim secie, zdecydowanie dla siebie najgorszym, Polka wściekła się na chłopca od podawania piłek i prawie go takową trafiła. Internauci nie zostawili na niej suchej nitki.

     

    Najpierw Dubaj, teraz Indian Wells. Mirra Andriejewa wyrasta w ostatnich tygodniach na nowy koszmar dla Igi Świątek. Rosjanka ograła ją gładko w ćwierćfinale na Bliskim Wschodzie 6:3, 6:3, a teraz zniweczyła jej marzenia o obronie tytułu w Kalifornii, pokonując Polkę 7:6(1), 1:6, 6:3. Nasza reprezentantka zawaliła tie-breaka w pierwszym secie, ale w drugim przejechała się po rywalce i wydawało się, że tym razem nic nie będzie w stanie jej zatrzymać.

     

    Największą rywalką nie była Andriejewa

    Niestety trzecia partia od początku nie ułożyła się po jej myśli. Świątek szybko dała się dwukrotnie przełamać, a gdy odrobiła część strat, ponownie zawiódł jej serwis. Serwis oraz głowa, bo Polka byłą straszliwie sfrustrowana po wielu nieudanych zagraniach. Najmocniej było to widać przy stanie 4:1 dla jej rywalki. Wtedy wówczas Świątek na celownik wzięła kogoś zupełnie Bogu ducha winnego.

     

    Mowa o jednym z chłopców do podawania piłek. Nie sposób stwierdzić, co dokładnie takiego zrobił, ale naszej reprezentantce bardzo się to nie spodobało i nie tylko zmierzyła go iście morderczym wzrokiem, ale też w przypływie złości uderzyła rakietą piłkę o ziemię, nieomal trafiając młodego chłopaka. Bardzo nieprzyjemne zagranie i Polka miała szczęście, bo gdyby trafiła ball boya, mogłaby nawet zostać zdyskwalifikowana.

     

    Świątek eksplodowała złością. Internauci zniesmaczeni i zmartwieni

    Choć do tego nie doszło, Świątek zraziła do siebie wielu kibiców. Ci obecni na trybunach, wybuczeli Polkę. Nagrania z całej sytuacji ekspresowo obiegły Internet. W sieci, a zwłaszcza na portalu X, pojawiło się wiele słów potępienia względem Igi. “Cieszę się, że przegrała. Okropne, niesportowe zachowanie. Mirra pokazała jej, kto jest szefem”, “Paskudne postępowanie”, “Rozumiem emocje, ale to było zdecydowanie zbyt wiele”, “Strasznie mnie tym rozczarowała” – to tylko niektóre z komentarzy.

     

    Wielu fanów ponownie miało wątpliwości co do jakości pracy Świątek z psycholog Darią Abramowicz. “Chyba nie trzeba więcej sygnałów, że coś poszło bardzo źle w jej współpracy z Abramowicz”, “Iga jest kompletnie rozwalona mentalnie. Kłótnie z sędzią, uderzenie piłką o kort, a wystarczy grać wyrównany mecz. Sorry Abramowicz jak dobrze powiedział Janowicz, to nie psycholog, a przyjaciółka” – niepokoili się kibice.

  • Iga Świątek wyjaśniła, dlaczego przegrała. Zupełnie szczerze

    Iga Świątek wyjaśniła, dlaczego przegrała. Zupełnie szczerze

    Iga Świątek wyjaśniła, dlaczego przegrała. Zupełnie szczerz

    — Nie pamiętam już, kiedy ostatnio miałam ten luz. Teraz to bardziej przypomina szarpanie — powiedziała Iga Świątek po meczu z Mirrą Andriejewą. Polka wskazała przyczyny porażki, wskazując, że ma pewien problem, który nie pozwala jej odwracać tak zaciętych meczów na swoją korzyść. W rozmowie z Canal+ wiceliderka kobiecego tenisa była wyraźnie przygaszona odpadnięciem z Indian Wells.

    Świątek nie miała wątpliwości, kto dominował w meczu
    Nasza reprezentantka otwarcie przyznała, że to Rosjanka miała w meczu inicjatywę. – Tenis był po jej stronie. Gdyby było inaczej, nie przegrałabym tego meczu – zaczęła swoją wypowiedź Polka w wywiadzie dla Canal+. – Mirra zagrała lepiej i odważniej w decydujących momentach. Było kilka piłek, które mogłam zagrać lepiej, ale wydaje mi się, że mecz stał na wysokim poziomie. Dużo zależało też od wiatru. Ciężko było wyjść z sytuacji, w której ona grała bardzo mocno z wiatrem. Gdy ja grałam z wiatrem, nie do końca potrafiłam to wykorzystać. Grała lepiej, dlatego wygrała – stwierdziła raszynianka.

    Świątek przyznała, że w tegorocznej edycji turnieju nie zmierzyła się jeszcze z tak wymagającą rywalką. – Nie spotkałam takiego oporu podczas Indian Wells. Grała znacznie lepiej niż moje poprzednie rywalki – zaznaczyła.

    Nie może odżałować ostatniego gema w meczu
    Na koniec Polka odniosła się do trzeciego seta i tego, co w ostatnim czasie nie funkcjonuje w jej grze. – Zawsze to jest miks różnych czynników, które wpływają na porażkę. Wydaje mi się, że zaczęła popełniać mniej błędów. W drugim secie trochę mi ułatwiała grę, co pozwalało mi docisnąć. W trzecim więcej piłek wracało na moją stronę. Tak naprawdę ciężko mi na świeżo ocenić, co zrobiłam gorzej. Żałuję tego ostatniego gema, bo gdybym poszła na drugą stronę i grała z wiatrem, miałabym szansę znów ją przełamać.

    Od pewnego czasu coś nie działa w kluczowych momentach
    – Jestem bardzo zadowolona z wcześniejszych meczów. Dzisiaj też nie grałam beznadziejnie, ale na pewno zabrakło mi odwagi i luzu w nadgarstku w decydujących momentach. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio miałam ten luz. Teraz to bardziej przypomina szarpanie. Muszę popracować nad tym aspektem, by móc w przyszłości odwracać takie mecze – zakończyła Świątek.

  • Iga Świątek była wściekła! Nie obroni tytułu w Indian Wells. Koniec serii

    Iga Świątek była wściekła! Nie obroni tytułu w Indian Wells. Koniec serii

    Iga Świątek była wściekła! Nie obroni tytułu w Indian Wells. Koniec serii

    Po pechowej końcówce pierwszego seta nadszedł upragniony przełom. Iga Świątek zaskoczyła Mirrę Andriejewą, doprowadzając do stanu 6:7(1), 6:1. O awansie do finału decydować musiała trzecia partia. W niej Polka zanotowała fatalną passę, pozwalając 17-latce na zyskanie cennej przewagi. I choć do samego końca na korcie było bardzo nerwowo, a faworytka piekliła się po nieudanych zagraniach, ostatecznie to Rosjanka wygrała 7:6(1), 1:6, 6:3, przerywając serię zwycięstw Igi Świątek w Indian Wells. Andriejewa zagra w finale z Aryną Sabalenką.

     

    Kibice, którzy zdobyli bilety na półfinałowy dzień rywalizacji kobiet w Indian Wells, mogli czuć wielkie emocje już na kilkanaście godzin przed startem rywalizacji o finał. Stało się jasne, że w akcji zobaczą cztery absolutnie najlepsze tenisistki tego sezonu, które zdominowały rywalizację w styczniu i lutym. Wszystko miało zacząć starcie Igi Świątek z Mirrą Andriejewą. Pierwsza notowała serię 10 wygranych z rzędu w Indian Wells, druga — 10 wygranych z rzędu w całym cyklu WTA.

     

    Polscy kibice mogli czuć delikatny niepokój w związku z tym, co działo się w ostatnim meczu obu pań w Dubaju. Wówczas to Andriejewa okazała się zdecydowanie lepsza, w zaskakująco pewny sposób eliminując drugą rakietę świata z gry o tytuł. Na szczęście Świątek przekonywała w Indian Wells, że wyciągnęła wnioski z tamtego spotkania. Teraz wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej.

     

    Wiatr rozdawał warunki na korcie centralnym

    Pomimo pewnych obaw o warunki pogodowe nad kalifornijskim kortem panie rozpoczęły pierwszą batalię o finał Indian Wells zgodnie z planem. Mirra Andriejewa zaskoczyła już przed pierwszą wymianą, gdy po wygraniu losowania zdecydowała się na rozpoczęcie meczu od returnu. Ta taktyka mogła teoretycznie wprowadzić nieco większą niepewność u Świątek, a wszystko miało wyjaśnić się już chwilę później.

     

    Jeśli 17-latka chciała coś osiągnąć w ten sposób, to jej plan błyskawicznie spalił na panewce. Iga Świątek zanotowała wymarzony gem serwisowy na początek spotkania, wygrywając go praktycznie bez wchodzenia w wymiany z przeciwniczką. Chwilę później to samo uczyniła Mirra Andriejewa. Po pierwszych kilku wymianach spotkania wniosek pojawił się jeden, ważny wniosek.

     

    Odchodząc na chwilę od poziomu tenisa, ważne było też to, by poradzić sobie z wiatrem szalejącym nad kortem centralnym. Co ważne, po pierwszych kilku gemach mogło wydawać się, że to Polka radziła sobie nieco lepiej z tymi trudnymi okolicznościami i potrafiła ułożyć wymiany na swoją korzyść. Warto było utrzymać ten stan jak najdłużej.

     

    Do stanu 3:3 to Iga Świątek serwowała nieco pewniej, lecz nie bez dawki szczęścia Mirra Andriejewa wywalczyła swoje pierwsze break pointy. I choć wcale nie była daleka od szczęścia, Polka wyratowała się w najlepszy możliwy sposób, wygrywając kilka trudnych wymian. W ten sposób od stanu 15:40 w gemie Świątek utrzymała podanie i presja wróciła na stronę 17-latki.

     

    Stało się jasne, że przy tak trudnych warunkach jeden cios w postaci przełamania w secie mógł okazać się decydujący. Niestety to jednak Andriejewa zdołała wyprowadzić ten cios jako pierwsza, i to przy stanie 4:4. To sprawiało, że po chwili Rosjanka mogła serwować po prowadzenie po pierwszym secie. Iga Świątek nie miała już marginesu błędu.

     

    I w tej arcytrudnej sytuacji Polka… rozegrała najlepszy gem na returnie od początku meczu. Absolutnie popisowe akcje w defensywie, które wymagały wydolności stojącej na najwyższym światowym poziomie, dały Idze Świątek błyskawiczne przełamanie powrotne. Chwilę później pewnie utrzymała serwis i teraz to Andriejewa musiała pilnować swojego podania, by doprowadzić do tie-breaka. To po prostu trzeba zobaczyć!

     

    Andriejewa była w trudnej sytuacji, bo musiała wracać ze stanu 0:30 przy swoim serwisie, ale uratowała się w wielkim stylu. A to oznaczało, że o wszystkim w pierwszej partii decydować będzie tie-break. Ten rozpoczął się od małego przełamania na korzyść Rosjanki, która serwowała wprost kapitalnie. Sprzyjało jej też szczęście, gdy posyłała piłki w samą linię na ciało przeciwniczki.

     

    Dominacja w tie-breaku. A potem nagły zwrot!

    Tie-break był popisem 17-latki, która radziła sobie wprost kapitalnie. Gdy złapała rozpęd, nie dała Idze Świątek dojść do głosu choćby na chwilę. W ten sposób Polka zdobyła w trzynastym gemie zaledwie jeden punkt. Mirra Andriejewa z ogromną pewnością siebie zdobywała kolejne punkty i to ona wygrała pierwszą partię rezultatem 7:6(1).

     

    I choć Polka zanotowała niekorzystną passę w samej końcówce seta, nie należało uznać jej za lawinę niewymuszonych błędów. To rywalka wzniosła się na niebotyczny poziom, przybliżając się do finału w Indian Wells. Iga Świątek musiała natychmiast zareagować, by przedłużyć nadzieję o obronie tytułu.

     

    Mało kto chyba przewidywał, że zrobi to w taki sposób. Drugi set był już absolutnym popisem Igi Świątek, która wróciła na kort odmieniona. Po wznowieniu gry pozwoliła Andriejewej na wygranie tylko jednego gema serwisowego, a w pozostałych była absolutnie niepowstrzymana. Co ciekawe, wydaje się, że wcale nie zwiększyła znacząco poziomu w porównaniu z pierwszą partią. Wciąż grała bardzo dobrze i jeszcze bardziej stabilnie. Tym razem to Rosjanka zanotowała niewytłumaczalną zapaść, przegrywając całą partię aż 1:6. O wszystkim decydować musiał trzeci set.

     

    Uwagę zwracało przede wszystkim obniżenie jakości serwisu w wykonaniu 17-latki po wygraniu tie-breaka. Wyglądało to tak, jakby znacząco się rozluźniła, w konsekwencji czego szybko dała się dogonić. Ale wciąż miała jeszcze wszystko w swoich rękach, bo o wszystkim decydować miała trzecia partia. Dopiero po jej zakończeniu mieliśmy poznać pierwszą z finalistek turnieju w Indian Wells.

     

    Po tak udanej końcówce drugiej partii w wykonaniu Igi Świątek mogliśmy być pełni nadziei, że uda jej się utrzymać tę dyspozycję w decydującej rozgrywce. Ale to Mirra Andriejewa jako pierwsza zadała cios, uzyskując przełamanie już na samym początku. Zrobiło się nerwowo, choć Rosjanka wcale nie wyglądała na pewną siebie. Problem w tym, że każda kolejna wygrana wymiana sprawiała, że 17-latka zyskiwała tę brakującą pewność.

     

    Gdy Polka straciła dogodną szansę na wyrównanie, z niewiadomych względów zdecydowała się na podjęcie dyskusji z sędzią, prawdopodobnie sugerując, że Andriejewa nie daje jej ani chwili przerwy pomiędzy serwisami. To nie spodobało się kibicom, którzy… wybuczeli zachowanie Igi Świątek. Wyglądało na to, że reakcja trybun wybiła 23-latkę z rytmu, bo błyskawicznie zrobiło się 4:1 w trzecim secie na korzyść przeciwniczki.

     

    Teraz sytuacja Igi Świątek była już naprawdę trudna. Nie pomagało jej to, że wyglądała na zupełnie zaskoczoną i rozwścieczoną nagłą zmianą rytmu gry. Mirra Andriejewa była niezwykle skuteczna. Ale po zmianie stron udało się natychmiast odrobić jedno z przełamań, co dało promyk nadziei. To był najlepszy gem Polki na returnie od początku spotkania.

     

    Nie bez mniejszych kłopotów udało jej się wygrać gema serwisowego i nadszedł kluczowy moment, kiedy trzeba było zrobić wszystko, by odebrać Mirrze Andriejewej przewagę już teraz. Ale to niestety się nie udało. Na koniec meczu Polka została przełamana po raz kolejny, przegrywając cały mecz 6:7(1), 6:1, 3:6.

     

    17-latka zapewniła sobie awans do drugiego finału rangi 1000 w karierze i awans na co najmniej ósmą pozycję w rankingu WTA. Jeśli pokona Arynę Sabalenkę, może być nawet szósta.

     

    Iga Świątek — Mirra Andriejewa 6:7(1), 6:1, 3:6

     

  • Świątek wracała ze stanu 1:4 w trzecim secie. Thriller w batalii o finał w Indian Wells

    Świątek wracała ze stanu 1:4 w trzecim secie. Thriller w batalii o finał w Indian Wells

    Świątek wracała ze stanu 1:4 w trzecim secie. Thriller w batalii o finał w Indian Well

     

    Półfinały tegorocznej edycji WTA 1000 w Indian Wells przyniosły nam zestawienia z udziałem czterech najlepszych zawodniczek rankingu Race. Już w pierwszym spotkaniu zobaczyliśmy na korcie Igę Świątek. Polka po raz drugi na przestrzeni kilku tygodni zmierzyła się z Mirrą Andriejewą. Niestety, także i tym razem triumfowała Rosjanka. Chociaż raszynianka próbowała wracać ze stanu 1:4 w trzecim secie i była bliska wyrównania, ostatecznie rywalka triumfowała 7:6(1), 1:6, 6:3. 17-latka zagra o tytuł z Aryną Sabalenką.

     

    Iga Świątek dotarła do półfinału WTA 1000 w Indian Wells tracąc zaledwie dwanaście gemów. Raszyniance najbardziej postawiła się Qinwen Zheng, na etapie najlepszej “8” zmagań. Polka wzięła rewanż za półfinał igrzysk olimpijskich w Paryżu, wygrywając 6:3, 6:3. Dzięki temu po raz czwarty z rzędu zameldowała się wśród czterech najlepszych tenisistek BNP Paribas Open.

     

    Tam czekała ją kolejna szansa na rewanż, tym razem za ćwierćfinał WTA 1000 w Dubaju, bowiem rywalką naszej tenisistki okazała się Mirra Andriejewa. W trakcie rozgrywek w Zjednoczonych Emiratach Arabskich 17-latka triumfowała 6:3, 6:3, wracając ze stanu 1:3 w drugim secie. Później Rosjanka wygrała całe zmagania i zanotowała największy sukces w swojej dotychczasowej zawodowej karierze w singlu. Wliczając również zwycięstwa odniesione w Kalifornii, przystępowała do meczu z raszynianką mając na swoim koncie 10 wygranych spotkań z rzędu. Taką samą passę miała również 23-latka, ale biorąc pod uwagę wyłącznie występy w Indian Wells. Wiadomo było zatem, że któraś z nich zakończy swoją piękną serię w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego.

     

    Trzysetowa batalia Świątek z Andriejewą. Znamy pierwszą finalistkę WTA 1000 w Indian Wells

     

    Chociaż Andriejewa wygrała losowanie, to zdecydowała, że rozpocznie mecz od returnu. Świątek doskonale poradziła sobie jednak w gemie otwarcia, nie straciła ani jednego punktu. Później Polka nawiązała przez moment walkę przy serwisie Rosjanki, ale w końcówce Mirra zanotowała dwa bardzo dobre podania i wyrównała na 1:1. Po chwili nasza tenisistka znów zaimponowała spokojną grą przy własnym serwisie, ponownie wygrywając do zera. W trakcie następnego rozdania znów obserwowaliśmy trochę większą rywalizację, ale 17-latka ponownie zgarnęła kluczowe akcje przy swoim podaniu.

     

    Podczas piątego gema pierwszy punkt powędrował na konto mistrzyni z Dubaju. Potem Iga posłała dwa asy z rzędu i szybciutko odzyskała kontrolę nad wydarzeniami. Przy serwisie Andriejewej po raz pierwszy zaobserwowaliśmy stan równowagi. Mimo to nie doszło do żadnego break pointa na korzyść wiceliderki rankingu. Te pojawiły się w trakcie siódmego rozdania, przy podaniu raszynianki, po podwójnym błędzie serwisowym. Na szczęście Polce udało się wyjść ze stanu 15-40 i ponownie objąć prowadzenie. Zawodniczki nie miały łatwo, musiały radzić sobie z silnymi podmuchami wiatru i dostosowywać swoją grę do zmiennych warunków.

     

    Zbliżaliśmy się do kluczowych momentów seta. W dziewiątym gemie Polka mocno się sfrustrowała po podwójnym błędzie serwisowym, zrobiło się 30-30. Później pojawił się agresywny return ze strony Mirry, który dał break pointa. Niestety, w następnej akcji raszynianka popełniła błąd z forhendu i doszło do przełamania. Przy stanie 5:4 Rosjanka podawała po zwycięstwo w premierowej odsłonie pojedynku. Mimo niekorzystnej sytuacji, Iga nie zamierzała się poddawać. Doczekała się w końcu dwóch szans na dobranie się do serwisu przeciwniczki. Już przy pierwszej wywarła presję na Andriejewej i doczekała się powrotnego przełamania na 5:5.

     

    Emocje nie ustawały. Świątek wyraźnie była natchniona tym, że udało się wrócić do gry. Dołożyła szóste “oczko”, a później wygrała pierwsze dwie akcje przy podaniu przeciwniczki. Mirra zdołała zareagować, jako pierwsza miała piłkę na zgarnięcie gema. Doszło jednak do stanu równowagi. W kluczowym momencie Rosjanka mogła znów liczyć na odrobinę szczęścia. Piłka zahaczyła o taśmę, ale i tak trafiła w kort. Kolejna akcja doprowadziła do tie-breaka. Początek decydującej rozgrywki należał do 17-latki. Szybko zrobiło się 3-0 dla Rosjanki. Później pojawił się pierwszy punkcik po stronie Igi, ale więcej Polka już nie zdobyła. Ostatecznie pierwsza odsłona rywalizacji zakończyła się rezultatem 7:6(1) na korzyść Andriejewej.

     

    Po przegranym secie wiceliderka rankingu udała się na moment do szatni ze swoim notesem, by zresetować się przed rywalizacją w drugiej partii. Świątek wróciła na kort od razu nastawiona bojowo do walki. Wykorzystała słabszy moment Rosjanki i już na “dzień dobry” wywalczyła przełamanie za drugim break pointem. Po chwili nasza tenisistka podwyższyła na 2:0, chociaż wykorzystała dopiero trzecią okazję na zamknięcie gema. W trakcie trzeciego rozdania Andriejewa utrzymała swoje podanie, ale 23-latka natychmiast odpowiedziała tym samym, powracając do dwóch“oczek” przewagi.

    Polka starała się robić wszystko, by tym razem nie doprowadzić do nerwowej końcówki. W piątym gemie znów wywierała presję na Rosjance, doprowadziła do break pointa. Od razu udało się go wykorzystać. Raszynianka zagrała nieprzyjemną piłkę pod nogi będącej przy siatce przeciwniczce, a ta zupełnie nie poradziła sobie z tym faktem. Iga wyszła na prowadzenie 4:1 z podwójnym breakiem. Chwilę później Świątek wróciła ze stanu 0-30 i po wygraniu czterech akcji z rzędu potwierdziła przewagę. Następny gem okazał się ostatnim. Z 17-latki uszło powietrze, a nasza tenisistka doskonale to wykorzystała. Ostatecznie Polka triumfowała w drugim secie 6:1 i zagwarantowała nam decydującą odsłonę rywalizacji.

     

    Tym razem to rywalka udała się do szatni po przegranej partii. Trzeci set rozpoczynał się od serwisu Igi. Andriejewa od razu chciała przypuścić atak, wygrała pierwsze dwie akcje. Następne układały się jednak po myśli wiceliderki rankingu. Po tym, jak Świątek wyszła ze stanu 0-30 na 40-30, pojawiła się pierwsza poważna frustracja na twarzy Rosjanki. Po przegranej wymianie rzuciła rakietą o kort. Po chwili doprowadziła jednak do stanu równowagi i walka o premierowe “oczko” w secie ciągle trwała. Niestety naszej tenisistce też udzieliło się trochę nerwów. Przy piłce na 1:0 popełniła podwójny błąd serwisowy, później po udanym bekhendzie Mirry doszło do break pointa. I finalnie to rozdanie zakończyło się przełamaniem na korzyść 17-latki, po błędzie ze strony raszynianki.

     

    Nasza reprezentantka próbowała od razu odrobić stratę, doprowadziła do stanu równowagi. Ostatecznie jednak mistrzyni z Dubaju powiększyła prowadzenie do stanu 2:0. Mimo korzystnego rezultatu, Andriejewa wciąż wyglądała na mocno rozchwianą emocjonalnie. W czwartym gemie pojawił się cień szansy na powrót dla Igi, miała 30-0 przy podaniu Rosjanki. Później przegrała jednak akcję, która powinna zostać zapisana na jej konto i sytuacja się odwróciła. Ostatecznie Mirra wyszła na 3:1. Dało się zauważyć, że ten moment cały czas siedział w głowie Świątek. Polka wyraźnie zatraciła pewność siebie i podczas następnego rozdania pojawiły się poważne kłopoty. Rosjanka miała trzy break pointy z rzędu na podwójne przełamanie. Przy drugim Iga popełniła minimalny błąd, który dał prowadzenie 4:1 przeciwniczce.

     

    Krótka przerwa między nieparzystymi gemami pomogła Polce. Nasza tenisistka zresetowała się i przełamała rywalkę do zera. Po chwili dołożyła trzecie “oczko” i wiara w powrót Świątek do meczu odżyła. W trakcie ósmego rozdania mieliśmy rezultat 30-30, ale w kluczowych dwóch akcjach raszynianka zanotowała niewielkie pomyłki, które pozwoliły Andriejewej wyjść na prowadzenie 5:3.

     

    Następny gem okazał się ostatnim. Co prawda Iga wygrała pierwsze dwie akcje, ale później nie zdobyła już ani jednego punktu. Na koniec nasza tenisistka zaliczyła kilka błędów i pojedynek dobiegł końca. Ostatecznie Mirra triumfowała 7:6(1), 1:6, 6:3 i zameldowała się w finale WTA 1000 w Indian Wells. 17-latka zanotowała już 11. zwycięstwo z rzędu, kończąc przy okazji świetną passę Polki w Kalifornii. Andriejewa powalczy o tytuł z Aryną Sabalenką.

  • Po tym zagraniu Świątek całkowicie się posypała. Rosjanka znów przepraszała

    Po tym zagraniu Świątek całkowicie się posypała. Rosjanka znów przepraszała

    Po tym zagraniu Świątek całkowicie się posypała. Rosjanka znów przepraszała

    Podwójny błąd – emocjonalna reakcja Igi Świątek na tę stratę punktu w półfinale w Indian Wells była pierwszym momentem, który mógł zaniepokoić jej kibiców. W meczu z Rosjanką Mirrą Andriejewą były też inne trudne sytuacje. W pewnej chwili mikrofony wychwyciły słowa Darii Abramowicz, po których wydawało się, że kryzys został opanowany. W kluczowym fragmencie jednak Polce znów zabrakło jej wielkiej broni i przegrała 6:7, 6:1, 3:6.

     

    Już na początku tego półfinału w Indian Wells Iga Świątek popisała się umiejętnościami gimnastycznymi. Nie pomogło jej to jednak sięgnąć piłki zagranej przez będącą w ostatnich tygodniach w świetnej formie Mirrę Andriejewą. Później utalentowana 17-letnia Rosjanka – tak, jak w ich poprzednim meczu – wykonywała przepraszający gest. I to ona znów – tak, jak w ćwierćfinale turnieju w Dubaju sprzed trzech tygodni – na koniec cieszyła się ze zwycięstwa.

     

    Świątek zapewnia: to nic osobistego. Bolesna przegrana zamiast brzydkiego zwycięstwa

    Świątek po czwartkowym zwycięstwie w ćwierćfinale nad Qinwen Zheng nie kryła, że szansa na rewanż ją motywuje. A pokonując w Kalifornii Chinkę, powetowała sobie bolesną przegraną w półfinale igrzysk w Paryżu.

     

    – Chcę pokazać sobie i wszystkim, że jestem w stanie to zrobić. Nie jest miło przegrywać z kimkolwiek, więc chcesz takiego małego rewanżu. Ale to nic osobistego – zapewniała 24 godziny temu wiceliderka rankingu WTA.

     

    Osobistej urazy nie ma też w stosunku do Andriejewej, ale jej również miała się za co rewanżować. Trzy tygodnie temu przegrała z nią w Dubaju 3:6, 3:6, popełniając przy tym aż 31 niewymuszonych błędów. W tamtej imprezie i wcześniej w Dosze grała niepewnie i bardzo emocjonalnie reagowała na własne błędy. Nie wykorzystywała też szans – w drugim secie prowadziła 3:1, ale zamiast brzydkiego zwycięstwa była bolesna przegrana.

     

    W czwartkowym pojedynku z Zheng Polka dwukrotnie przy prowadzeniu 5:1 zaliczyła słabszy moment, tracąc dwa gemy z rzędu. Ale wtedy w kluczowym momencie punkty zdobywała ona. Pytanie brzmiało, czy to samo będzie w stanie zrobić w pojedynku z rewelacyjną Rosjanką, która ostatnio triumfowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

     

    Pechowe trio – Świątek dołączyła do Rybakiny i Tauson. “Wiedziałam, że jeśli nie zagram agresywnie, to mnie wykończy

    Andriejewa, która w poniedziałek wróci do Top10 światowego rankingu (obecnie jest 11.), wcześniej w Kalifornii wyeliminowała już dwie rywalki, które odprawiła również niedawno w Dubaju. Dwukrotnie litości nie miała dla Jeleny Rybakiny i Clary Tauson. Teraz broniąca w USA tytułu Świątek podzieliła los zawodniczek z Kazachstanu i Danii.

     

    Choć z punktu widzenia prawa Andriejewa jest jeszcze dzieckiem, to na korcie zdecydowanie prezentuje już dorosły tenis i może pochwalić się sukcesami, których zazdrości jej sporo znacznie starszych zawodniczek. Półfinalistka Roland Garros 2024 i triumfatorka dwóch imprez WTA wyróżnia się na tle coraz liczniejszej grupy tenisistek w światowej czołówce bazującej przede wszystkim na sile. Owszem, Rosjanka świetnie serwuje i stosuje efektowne i mocne minięcia, ale oprócz tego potrafi zdobywać też punkty dzięki cierpliwie budowanym akcjom, slajsowanemu fohendowi, skrótom i czekaniu na odpowiedni moment na kontrę. Słynna Conchita Martinez, która w poprzednim sezonie wzięła ją pod swoje skrzydła, przekonuje nastolatkę stale do bardziej ofensywnej gry i to przyniosło efekt w lutowym meczu ze Świątek.

     

    – Wiedziałam, że jeśli nie zagram agresywnie, to ona ruszy i mnie wykończy. Każdy wie, że ona lubi szybko atakować piłkę i nie daje czasu rywalkom. Zawsze stara się być tą, która pierwsza zaatakuje. Czasem powtarzałam sobie czy wręcz niejako zmuszałam się, by być bardziej agresywną – analizowała po tym zwycięstwie w Dubaju Andriejewa.

    W USA warunki były trudniejsze – mocno wiało. A w takich warunkach świetnie zwykle odnajduje się Polka. Większość tenisistek przy mocnym wietrze nieraz jest zagubiona i popełnia bardzo dużo błędów. 23-latce z kolei często korzyść przynosi tutaj świetne poruszanie się po korcie i mnóstwo drobnych kroczków, które wykonuje, ustawiając się do piłki. Widać to było długimi fragmentami w pierwszym i drugim secie piątkowego pojedynku. Atutem tenisistki Wima Fissette’a było też w tym wietrznym spotkaniu większe doświadczenie, ale nastolatka z Rosji pokazała, że nie boi się ani trudnych warunków, ani trudnej rywalki.

     

    Mikrofony wychwyciły słowa Abramowicz, Andriejewa krzyczała, Świątek dyskutowała

    Już po pierwszym gemie półfinału komentatorzy Canal+ z radością stwierdzili, że wszystkie elementy w tenisie Świątek dobrze działają. Przez dłuższy czas w tej partii nie oddawała ona inicjatywy przeciwniczce i nie popełniała błędów, na które tamta czekała. Andriejewa, która wygrała wcześniej 10 meczów z rzędu, jednak też nie spuszczała z tonu. Ważna była więc reakcja na trudne sytuacje. Pierwszym testem był siódmy gem, gdy piłka po zagraniu Rosjanki przeszła po taśmie i spadła tuż za siatką po stronie Polki. Zaraz potem ta ostatnia dorzuciła podwójny błąd, ale wtedy jeszcze wyszła z opresji.

     

    Kolejny podwójny błąd zaliczyła przy wyniku 4:4 i tym razem już okazała więcej nerwowości. Zła na siebie odbiła piłkę wysoko, a po trybunach przeszedł szmer. I za te emocje Polka zapłaciła, tracąc chwilę później podanie. Nadzieję dawał fakt, że zaraz potem się podniosła, odrabiając stratę. Ale w tie-breaku była już tylko tłem dla błyszczącej Andriejewej (przegrała 1-7), która dała próbkę swojej wielkiej siły mentalnej.

     

    Na początku drugiej partii Fissette przekazywał poddenerwowanej Świątek wskazówki taktyczne, a psycholożka sportowa Daria Abramowicz dodała mobilizujące “Spróbuj”. I zdobywczyni pięciu tytułów wielkoszlemowych spróbowała powalczyć i to z dobrym skutkiem. Była ofensywna i skuteczna, a z kolei po stronie Rosjanki coś się zacięło. Gdy druga rakieta globu doprowadziła do remisu w meczu, wielu kibicom pewnie przypomniały się sytuacje, gdy po przegraniu seta wracała ona z wyczyszczoną głową na kort i wygrywała, prezentując mentalność mistrzyni.

     

    Realność powtórki takiego scenariusza zwiększało w piątek zachowanie Andriejewej w pierwszych momentach decydującej partii. Nastolatka reagowała wtedy emocjonalnie na swoje niepowodzenia i wydawała się być wytrącona z rytmu. Trudno było wówczas przypuszczać, że za chwilę to ona będzie kontrolować sytuację na korcie. Ale tak właśnie było. Ona krzyczała mobilizująco po wygrywaniu kolejnych gemów, a zdenerwowana Świątek coraz więcej czasu poświęcała na dyskusje z sędzią. W pewnym momencie też Polka omal nie trafiła chłopca podającego jej piłkę. To ona była znów tą zagubioną, a jej przeciwniczka wzniosła się na tenisowe i mentalne wyżyny. W nagrodę to ona wystąpi w niedzielnym finale, w którym zmierzy się z Aryną Sabalenką. Świątek zaś nie tylko przerwała serię zwycięstw w Indian Wells, ale też straciła szansę, by zostać pierwszą w historii trzykrotną zwyciężczynią tego turnieju (triumfowała tam w 2022 i 2024 r.).

     

  • Świątek nie dała rady. To, co robili Abramowicz i Fissette mówiło wszystko

    Świątek nie dała rady. To, co robili Abramowicz i Fissette mówiło wszystko

    Świątek nie dała rady. To, co robili Abramowicz i Fissette mówiło wszystko

    Już serwuje ponad 200 km/h, już potrafi zagrać wszystko, już jest dojrzała jak wielka mistrzyni, a ciągle jeszcze nie jest pełnoletnia. Dopiero siedemnastoletnia Mirra Andriejewa znów pokazała w starciu z Igą Świątek, że już jest Panią Tenisistką. W półfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells zobaczyliśmy “red-hot” Igę Świątek, ale Polka nie wytrzymała mentalnie i przegrała 6:7, 6:1, 3:6!

     

    Gem wygrany do zera, w minutę – tak Iga Świątek przywitała się z Mirrą Andriejewą w walce o finał imprezy w Tenisowym Raju, jak tytułuje się kalifornijskie Indian Wells. Ale jeśli ktoś pomyślał wtedy, że wiceliderka światowego rankingu weźmie srogi rewanż na numerze 11 za przegrany 3:6, 3:6 ćwierćfinał w Dubaju trzy tygodnie temu, to srodze się pomylił.

     

    „Red-hot Iga Świątek” przygotowuje się na Andriejewą – pisała przed półfinałem w Indian Wells agencja AFP. Świątek wyglądała w tym turnieju rewelacyjnie – wygrała kolejno 6:2, 6:0 z Caroline Garcią, 6:0, 6:2 z Dajaną Jastremską, 6:1, 6:1 z Karoliną Muchovą i 6:3, 6:3 z Qinwen Zheng. Te wszystkie rywalki były w swoich karierach w co najmniej wielkoszlemowym półfinale. To wcale nie była łatwa dla Polki droga, mieli więc rację dziennikarze AFP, podkreślając, że Świątek jest rozgrzana. Wręcz do czerwoności. A znając Igę można było mieć pewność, że bardzo chciała się zrewanżować Andriejewej za niedawną porażkę. I że jeszcze bardziej chciała samej sobie pokazać, że potrafi zagrać przeciw najmłodszej gwieździe światowego tenisa całkiem inaczej niż ostatnio w Dubaju.

     

    W tamtym meczu Świątek popełniła aż 31 niewymuszonych błędów. Zawodził ją głównie forhend. Na koniec sama była tak zawiedziona, że nie zareagowała, gdy pocieszyć chciał ją Wim Fissette i nie zrobiła nic, kiedy trener wyciągnął do niej rękę.

     

    Świątek długo grała bardzo dobrze

    Teraz Świątek świetnie realizowała taktykę ustaloną ze swym belgijskim szkoleniowcem. Na ofensywny tenis Andriejewej nie tyle odpowiadała atakiem, co sama narzuciła warunki gry. To nastolatka z Rosji niemal ciągle była z tyłu i musiała gonić. Ale robiła to znakomicie. Do stanu 4:4 w pierwszym secie Świątek dużo pewniej wygrywała swoje gemy serwisowe niż Andriejewa, aż tu nagle to Rosjanka przełamała podanie rywalki. Iga zareagowała najlepiej, jak mogła – z 4:5 wyszła na 6:5. I nawet prowadziła 6:5, 30:0 przy serwisie rywalki. Ale wtedy Andriejewa pokazała, jak dojrzałą i pewną siebie jest już zawodniczką. W kluczowym momencie potrafiła wprowadzić podania z prędkościami 191 i 195 km/h. Nimi ustawiła sobie wymiany i doprowadziła do tie-breaka. A w tej decydującej rozgrywce – trzeba to powiedzieć wprost – zmiotła Igę z kortu. Wygrała 7-1, jeden z jej serwisów miał prędkość aż 203 km/h. Andriejewa zasłużenie wygrała partię, w której Świątek też była bardzo dobra. Na punkty był w niej remis 39:39. Rosjanka zagrała więcej uderzeń kończących (18 przy 11 Polki), ale Polka popełniła mniej niewymuszonych błędów (siedem przy 11Rosjanki).

    W pierwszym secie wynik mógł być inny, ale w drugim już na pewno nie. Świątek od razu przełamała przeciwniczkę, później powtórzyła to na 4:1 i jeszcze raz na 6:1. Conchita Martinez, kiedyś wielka tenisistka, a dziś trenerka Andriejewej, radziła swojej zawodniczce, żeby zachowała spokój i żeby starała się być cały w grze, ale „red-hot” Świątek za bardzo się rozpędziła. Po zaledwie półgodzinie tej partii Iga wykorzystała już pierwszego setbola i doprowadziła do decydującego seta. Wymowne były w tamtym momencie reakcje w sztabie Świątek. Wim Fissette wzniósł zaciśniętą pięść, a Daria Abramowicz podniosła ręce i klaskała.

     

    W drugim secie Świątek zagrała osiem winnerów i miała tylko cztery niewymuszone błędy. Andriejewa wcale nie miała złego bilansu – 5:4 – ale znacznie spadła jej skuteczność serwisowa. A Świątek swoje podanie utrzymywała bardzo pewnie. Nawet nie zbliżała się do prędkości około 200 km/h (trochę przekraczała 180 km), ale kapitalnie rotowała i wybierała najlepsze kierunki.

     

    Trybuny buczały na Świątek

    Gdy na początku trzeciej partii Andriejewa zaczęła rzucać rakietą, trudno było nie odczytać tego w ten sposób, że jest sfrustrowana, bo choć generalnie gra dobrze, to niewiele może zdziałać. Ale błyskawicznie się uspokoiła i w długim, granym na przewagi gemie serwisowym Świątek niespodziewanie była górą. – Przełamała przed chwilą rywalkę Andriejewa, ale widać, że czuje, że za chwilę może stracić swoje podanie – zauważała komentująca mecz w Canal+ Klaudia Jans-Ignacik. Niestety, Rosjanka znów wygrała grę na przewagi. „Psychologia” – powiedział jeszcze w trakcie tego gema drugi z komentatorów, Żelisław Żyżyński. I po chwili, przy wyniku 6:7, 6:1, 0:2 patrząc z perspektywy Świątek, para sprawozdawców zgodnie podkreślała, że Iga musi wrócić do spokoju, jaki pokazywała w drugim secie. – W nim Iga oddała Andriejewej tylko cztery punkty, a teraz w dwóch gemach oddała aż siedem punktów po niewymuszonych błędach. To robi różnicę – podkreślał Żyżyński.

     

  • Po tym zagraniu Świątek całkowicie się posypała. Rosjanka znów przepraszała

    Po tym zagraniu Świątek całkowicie się posypała. Rosjanka znów przepraszała

    Po tym zagraniu Świątek całkowicie się posypała. Rosjanka znów przepraszał

     

    Podwójny błąd – emocjonalna reakcja Igi Świątek na tę stratę punktu w półfinale w Indian Wells była pierwszym momentem, który mógł zaniepokoić jej kibiców. Były też inne, gdy wydawała się sfrustrowana, a mikrofony wychwyciły wtedy słowa psycholożki Darii Abramowicz. W kluczowych chwilach meczu z Rosjanką Mirrą Andriejewą broniącej tytułu polskiej tenisistce zabrakło jednak jej wielkiej broni i dlatego przegrała 6:7, 6:1, 3:6.

     

    Już na początku tego półfinału w Indian Wells Iga Świątek popisała się umiejętnościami gimnastycznymi. Nie pomogło jej to jednak sięgnąć piłki zagranej wówczas przez Mirrę Andriejewą. Później utalentowana 17-letnia Rosjanka – tak jak w ich poprzednim meczu – wykonywała przepraszający gest. I – niestety dla Polki i jej fanów – to ona znów, jak w ćwierćfinale turnieju w Dubaju sprzed trzech tygodni, na koniec cieszyła się ze zwycięstwa.

     

    Świątek po zwycięstwie w ćwierćfinale nad Qinwen Zheng nie kryła, że szansa na rewanż ją motywuje. A pokonując w czwartek Chinkę, powetowała sobie bolesną przegraną w półfinale igrzysk w Paryżu.

     

    – Chcę pokazać sobie i wszystkim, że jestem w stanie to zrobić. Nie jest miło przegrywać z kimkolwiek, więc chcesz takiego małego rewanżu, ale to nic osobistego – zapewniała wiceliderka w Indian Wells.

     

    To dlatego Świątek przegrała. Mikrofony wychwyciły słowa Abramowicz

    Osobistej urazy nie ma też w stosunku do Andriejewej, ale jej również miała się za co rewanżować. Trzy tygodnie temu przegrała z nią w Dubaju 3:6, 3:6, popełniając przy tym aż 31 niewymuszonych błędów. W tamtej imprezie i wcześniej w Dosze reagowała na własne błędy bardzo emocjonalnie. Nie wykorzystywała też szans – w drugim secie prowadziła 3:1. W czwartkowym pojedynku z Zheng dwukrotnie przy prowadzeniu 5:1 zaliczyła słabszy moment, przegrywając dwa kolejne gemy. Ale w kluczowym momencie punkty zdobywała ona. Pytanie brzmiało, czy to samo będzie w stanie zrobić w pojedynku z rewelacyjną nastolatką, która ostatnio triumfowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

     

    Andriejewa, która w poniedziałek wróci do Top10 światowego rankingu (obecnie jest 11.), wcześniej w Kalifornii wyeliminowała już dwie rywalki, z którymi wygrała również niedawno w Dubaju. Dwukrotnie litości nie miała dla Jeleny Rybakiny i Clary Tauson. Świątek podzieliła ich los.

     

    Choć z punktu widzenia prawa Andriejewa jest jeszcze dzieckiem, to na korcie zdecydowanie prezentuje już dorosły tenis i może pochwalić się sukcesami, których pozazdrościć jej może wiele znacznie starszych zawodniczek. Półfinalista Australian Open 2024 i triumfatorka dwóch imprez WTA wyróżnia się na tle coraz liczniejszej grupy tenisistek w światowej czołówce bazującej przede wszystkim na sile. Rosjanka świetnie serwuje i stosuje efektowne minięcia, ale oprócz tego potrafi zdobywać też punkty dzięki cierpliwie budowanym akcjom, slajsowanemu, skrótom i czekaniu na odpowiedni moment na kontrę. Słynna Conchita Martinez, która w poprzednim sezonie wzięła pod swoje skrzydła nastolatkę, przekonuje ją stale do bardziej ofensywnej gry i to przyniosło efekt w lutowym meczu ze Świątek.

     

    – Wiedziałam, że jeśli nie zagram agresywnie, to ona ruszy i mnie wykończy. Każdy wie, że ona lubi szybko atakować piłkę i nie daje czasu rywalkom. Zawsze stara się być tą, która pierwsza zaatakuje. Czasem powtarzałam sobie czy wręcz niejako zmuszałam się, by być bardzie agresywną – analizowała po zwycięstwie w Dubaju Andriejewa.

     

    W USA jednak warunki były trudniejsze – często mocno wiało, a w takich warunkach świetnie zwykle odnajduje się Polka. Większość tenisistek przy mocnym wietrze nieraz jest zagubiona i popełnia bardzo dużo błędów. 23-latce z kolei często korzyść przynosi tutaj świetne poruszanie się po korcie i mnóstwo drobnych kroczków, które wykonuje, ustawiając się do piłki. Widać to było długimi fragmentami w pierwszym i drugim secie piątkowego pojedynku. Na pewno na korzyść tenisistki Wima Fissette’a przemawiało tu też większe doświadczenie.

     

    Już po pierwszym gemie półfinału komentatorzy Canal+ z radością stwierdzili, że wszystkie w tenisie Świątek działa. Tym razem przez dłuższy czas w tej partii nie oddawała ona inicjatywy rywalce i nie popełniała błędów, na które tamta czekała. Andriejewa, która wygrała wcześniej 10 meczów z rzędu, jednak też nie spuszczała z tonu. Ważna była więc reakcja na trudne sytuacje. Pierwszym testem był siódmy gem, gdy piłka po zagraniu Rosjanki przeszła po taśmie i spadła tuż za siatką po stronie Polki. Zaraz potem ta ostatnia dorzuciła podwójny błąd, ale wtedy jeszcze wyszła z opresji.

    Kolejny podwójny błąd zaliczyła chwilę później i tym razem już okazała więcej nerwowości. Sfrustrowana odbiła piłkę wysoko w kierunku trybun, a po trybunach przeszedł szmer. I za te emocje Polka zapłaciła, tracąc podanie. Nadzieję dał fakt, że zaraz potem się po tym podniosła, odrabiając stratę. Ale w tie-breaku była już tylko głównie tłem dla świetnie dysponowanej Andriejewej, która pokazała niesamowitą siłę mentalną.

     

    Na początku drugiej odsłony Fissette przekazywał poddenerwowanej Świątek wskazówki taktyczne, a Daria Abramowicz dodawała mobilizujące “Spróbuj”. I zdobywczyni pięciu tytułów wielkoszlemowych spróbowała z dobrym skutkiem. Była ofensywna i skuteczna, a posypała się gra Rosjanki. Ta na początku decydującej partii reagowała na niepowodzenia bardzo emocjonalnie i trudno było wtedy przypuszczać, że za chwilę to Świątek będzie przegrywać i dyskutować z sędzią, a Rosjanka krzyczeć mobilizująco po wygranych gemach. Ale to Polka była znów zagubiona, a Andriejewa wzniosła się na tenisowe i mentalne wyżyny. W nagrodę to ona zagra w niedzielnym finale.

  • To znów się stało, 17-letni koszmar Świątek. Polka nie zagra w finale

    To znów się stało, 17-letni koszmar Świątek. Polka nie zagra w finale

    To znów się stało, 17-letni koszmar Świątek. Polka nie zagra w finale

    Iga Świątek nie zagra w finale turnieju WTA w Indian Wells. Polka musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, z którą przegrała 6:7, 6:1, 3:6. To druga z rzędu porażka Polki z Rosjanką. Poprzednio rewelacyjna 17-latka wyrzuciła raszyniankę z zawodów w Dubaju.

     

    Świątek szła dotychczas przez turniej w Indian Wells jak burza. Wszystkie cztery mecze wygrała bez straty seta. Jej forma była wysoka i w półfinałowym boju z Mirrą Andriejewą Polka uchodziła za faworytkę.

     

    Raszynianka miała też z Rosjanką rachunki do wyrównania. Wszak to właśnie 17-latka wyrzuciła ją przed niespełna miesiącem z turnieju w Dubaju. Wówczas Andriejewa wygrała w ćwierćfinale 6:3, 6:3.

     

     

     

    Tym razem walka od początku była niezwykle wyrównana. Zawodniczki szły łeb w łeb, bezbłędnie wykorzystując swoje gemy serwisowe. Pierwsze przełamanie oglądaliśmy dopiero przy stanie 4:4. Było ono dziełem Andriejewej. Po chwili Świątek przełamała jednak Rosjankę powrotnie i znów było remisowo.

     

     

    W taki sposób doszliśmy do wyniku 6:6. Do wyłonienia zwyciężczyni pierwszego seta potrzebny był więc tie-break. W nim lepsza okazała się Andriejewa, która wygrała 7:1.

     

     

    Druga partia była zupełnym przeciwieństwem pierwszej. W niej bowiem od początku dominowała jedna tenisistką – i była nią Iga Świątek. Polka złapała kapitalny rytm, którego nie zgubiła aż do końca. Efekt? Trzy przełamania i wygrana 6:1. W meczu zrobiło się więc po równo.

     

     

    O awansie do finału miał zadecydować trzeci set. W nim ponownie ujrzeliśmy inny obraz meczu. Tym razem to Andriejewa przejęła inicjatywę, już w pierwszym gemie broniąc podanie Świątek. Rosjanka wyszła więc na prowadzenie, a Polka musiała gonić.

     

     

    W piątym gemie sytuacja znacznie się jednak z punktu widzenia wiceliderki rankingu skomplikowała. Świątek po raz drugi w tym secie została przełamana, co oznaczało wynik 4:1 na korzyść Rosjanki.

     

    Nasza reprezentantka nie składała broni. Odpowiedziała przełamaniem powrotnym, pokazując, że nadal jest w grze. Losów spotkania nie zdołała jednak odwrócić. Ostatecznie Andriejewa wygrała 6:3, a cały mecz – 2:1. To ona wystąpi więc w wielkim finale.

     

    Świątek – Andriejewa. Wynik meczu Indian Wells. Kto wygrał?

    Iga Świątek – Mirra Andriejewa 6:7, 6:1, 3:6

  • Noc, Którą Zapamiętamy: Ewa Pajor Wpisała Się na Karty Historii Niezapomnianym Hat-Trickiem w El Clásico

    Noc, Którą Zapamiętamy: Ewa Pajor Wpisała Się na Karty Historii Niezapomnianym Hat-Trickiem w El Clásico

    Noc, Którą Zapamiętamy: Ewa Pajor Wpisała Się na Karty Historii Niezapomnianym Hat-Trickiem w El Clásico

    Są w piłce nożnej chwile, które wykraczają poza sam sport—występy tak wyjątkowe, że pozostawiają niezatarty ślad w historii. W noc, gdy świat wstrzymał oddech w oczekiwaniu, Ewa Pajor dokonała czegoś niezwykłego. Polska gwiazda rozegrała mecz życia, stając się pierwszą zawodniczką w historii, która zdobyła hat-tricka w kobiecym El Clásico. To było coś więcej niż tylko trzy gole—to był manifest, moment definiujący nie tylko samą Pajor, ale również ten legendarny pojedynek, jej klub i kobiecą piłkę nożną jako całość.

     

    Rywaliazcja, Jakiej Świat Nie Zna Drugiej

     

    El Clásico, legendarne starcie między Realem Madryt a Barceloną, to coś więcej niż zwykły mecz. To pojedynek filozofii futbolu, miejsce, gdzie rodzą się legendy. Podczas gdy męska wersja tego starcia od ponad wieku elektryzuje cały świat, kobieca rywalizacja stopniowo zyskiwała prestiż, tworząc własne gwiazdy i niezapomniane momenty.

     

    Ale nigdy wcześniej świat nie widział tego, co wydarzyło się tej historycznej nocy. Nigdy wcześniej żadna zawodniczka nie przejęła kontroli nad tym meczem w tak hipnotyzujący, bezlitosny sposób. Ewa Pajor, już uznawana za jedną z najlepszych napastniczek na świecie, wykorzystała swoją szansę i zamieniła ją w prawdziwe arcydzieło.

     

    Hat-Trick, Który Przeszedł do Historii

     

    Od pierwszego gwizdka było jasne, że Pajor wyszła na boisko z jednym celem—zdominować mecz. Jej ruchy były szybkie, instynkt zabójczy, a skuteczność wręcz niewiarygodna. Nie trzeba było długo czekać na pierwsze trafienie.

     

    Pierwszy gol padł już w początkowych minutach meczu—pokaz instynktu prawdziwej napastniczki. Pajor idealnie wbiegła w pole karne i precyzyjnym uderzeniem głową skierowała piłkę do siatki. Stadion eksplodował, ale to był dopiero początek.

     

    Jeśli pierwszy gol był efektem perfekcyjnego ustawienia, to drugi był prawdziwą demonstracją indywidualnych umiejętności. Pajor przejęła piłkę na skraju pola karnego, minęła dwie rywalki, a następnie huknęła w samo okienko. To było uderzenie, wobec którego bramkarka była bezradna, gol, który mógłby być ozdobą każdego piłkarskiego podręcznika.

     

    Najlepsze miało jednak dopiero nadejść. W decydującym momencie meczu Pajor skompletowała swojego historycznego hat-tricka. W błyskawicznej kontrze wybiegła na czystą pozycję, przyjęła idealnie zagrane podanie i z zimną krwią pokonała bramkarkę w sytuacji sam na sam. Na stadionie na ułamek sekundy zapadła cisza—wszyscy przetwarzali właśnie to, co się wydarzyło. A potem? Eksplozja radości. Pajor dokonała niemożliwego—trzy gole w El Clásico, coś, czego nikt przed nią nie osiągnął.

     

    Nowy Rozdział w Kobiecej Piłce

     

    W świecie, gdzie kobiecy futbol nadal walczy o należne mu uznanie, takie noce zmieniają wszystko. Hat-trick Pajor to nie tylko seria goli. To przełamywanie barier, ustanawianie nowych standardów i pokazanie, że kobiece El Clásico jest równie elektryzujące, dramatyczne i historyczne, jak jego męski odpowiednik.

     

    Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek, Pajor została otoczona przez koleżanki z drużyny, oklaskiwana przez kibiców i okrzyknięta bohaterką wieczoru. Ale poza świętowaniem i nagłówkami w gazetach było coś jeszcze—poczucie, że właśnie dokonano czegoś wielkiego.

     

    Legenda, Która Pozostanie na Zawsze

     

    Ewa Pajor na zawsze zapisała się w historii tego pojedynku. Przyszłe pokolenia będą wspominać ten mecz jako przełomowy moment, dowód na to, co można osiągnąć dzięki talentowi, determinacji i szansie na wielką scenę. A dla samej Pajor był to nie tylko wieczór do zapamiętania, ale też deklaracja, że należy do grona największych piłkarek wszech czasów.

     

    Kibice piłki nożnej, bez względu na to, czy są fanami Realu Madryt, Barcelony czy żadnej z tych drużyn, byli świadkami czegoś naprawdę wyjątkowego. A echo tego hat-tricka będzie rozbrzmiewać w świecie futbolu jeszcze długo. Jedno jest pewne—Ewa Pajor zapisała się w historii, a świat nigdy o tym nie zapomni.

     

  • 8:1, Real Madryt znokautowany! Ewa Pajor znów bohaterką Barcelony

    8:1, Real Madryt znokautowany! Ewa Pajor znów bohaterką Barcelony

    8:1, Real Madryt znokautowany! Ewa Pajor znów bohaterką Barcelony

    8:1! Piłkarki Barcelony znokautowały rywalki z Madrytu w półfinale Pucharu Królowej. W rewanżu Ewa Pajor ustrzeliła dublet, a jej gole będą się śnić po nocach kibicom Realu. Zobacz gole polskiej napastniczki.

     

    Ewa Pajor w pierwszym meczu zachwyciła całą Hiszpanię, ponieważ została pierwszą strzelczynią hat-tricka w historii kobiecego El Clasico. Barcelona zdemolowała Real aż 5:0, więc rewanż na własnym stadionie w Półfinale Królowej był już tylko formalnością.

     

    Pajor, która pomiędzy spotkaniami trafiła również w ligowym starciu z Valencią, zaczęła spotkania na ławce rezerwowych. Duma Katalonii miała jednak większe trudności z wykańczaniem akcji. Po pierwszej połowie prowadziła “jedynie” 1:0, więc polska napastniczka została wprowadzona w przerwie. Okazało się to świetnym ruchem.

     

    Ewa Pajor znów zachwyciła. Zobacz gole

    Już po trzech minutach Polka wykorzystała błąd Marii Mendez, zabrała jej piłkę i popędziła na bramkę, nie dając szans Misie. W 68. minucie dobrze wykończyła podanie Fridoliny Rolfo. Honorową bramkę w dwumeczu piłkarki Królewskich zdobyły w 91. minucie. W finale Pucharu Królowej Barca zmierzy się z Atletico Madryt lub Granadą. Rewanż odbędzie się w czwartkowy wieczór, a po pierwszym spotkaniu stołeczna drużyna wygrywa 2:0.

     

    Ewa Pajor rozgrywa swój pierwszy sezon w Barcelonie. W 31 meczach strzeliła 33 gole oraz zanotowała siedem asyst.