• Barcelona jest niezniszczalna! Było 0:2, Lewandowski trafił i ruszyli

    Barcelona jest niezniszczalna! Było 0:2, Lewandowski trafił i ruszyli

    Barcelona jest niezniszczalna! Było 0:2, Lewandowski trafił i ruszyli

    Po 70 minutach Atletico Madryt miało dwa gole zapasu i było na dobrej drodze, by zostać pierwszą drużyną, która pokona FC Barcelonę w 2025 roku. Wtedy zespół Hansiego Flicka powiedział: sprawdzam! Zaczęło się od trafienia Roberta Lewandowskiego, a potem remontadę dopełnił Lamine Yamal, choć przy tym strzale był rykoszet. “Oni są niezniszczalni” – stwierdzili komentatorzy przy golu Yamala.

     

    To była 45. minuta spotkania na Estadio Metropolitano. Jan Oblak rozpoczął akcję Atletico Madryt od wykopu na połowę Barcelony, w kierunku Reinildo. Obrońca Atletico zgrał piłkę do Antoine’a Griezmanna, a potem ta znalazła się w polu karnym. Giuliano Simeone zachował się altruistycznie i zgrał piłkę do Juliana Alvareza, a Argentyńczyk pokonał Wojciecha Szczęsnego. W ten sposób Atletico objęło prowadzenie, a kibice oszaleli.

     

    W niedzielny wieczór Barcelona grała z Atletico po raz trzeci w tym sezonie. Jesienią Barcelona wygrywała 1:0 po golu Pedriego, ale w końcówce straciła gola na 1:2 po świetnej reakcji Alexandra Sorlotha. Pierwszy mecz między tymi zespołami w półfinale Copa del Rey był prawdziwym rollercoasterem. Po sześciu minutach Barcelona przegrywała 0:2, a w 74. minucie było 4:2 dla zespołu Hansiego Flicka. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 4:4.

     

    Starcie z Atletico było szansą dla Barcelony, by zrównać się punktami z Realem Madryt i wrócić na fotel lidera ligi hiszpańskiej. Real wygrał 2:1 z Villarrealem po dublecie Kyliana Mbappe i narzucił presję na odwiecznego rywala.

     

    Lewandowski miał dwie okazje w pierwszej połowie. Po jego pudle nadszedł gol Atletico

    W pierwszej połowie nie działo się tak wiele, jak w niedawnym spotkaniu w Copa del Rey. Na boisku było dosyć brutalnie, a sędzia postawił granicę bardzo daleko. O tym świadczy np. brak kartki dla Giuliano Simeone za uderzenie Lamine’a Yamala łokciem w twarz w polu karnym rywala.

     

    Barcelona mogła prowadzić od piątej minuty po dwójkowej akcji Yamala z Danim Olmo, ale 17-latek fatalnie spudłował. Robert Lewandowski miał dwie akcje w pierwszej połowie. W 14. minucie uderzył piłkę głową, ale zbyt lekko, więc Oblak złapał piłkę w ręce. Pół godziny później Pedri obsłużył Lewandowskiego w polu karnym Atletico, natomiast piłka po strzale Polaka odbiła się od poprzeczki. Tuż po tym strzale Roberta przyszła bramka Alvareza.

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/1901387542089384397

    Szczęsny reagował dobrze przy strzale Alvareza z 22. minuty, ale przy okazji był spalony. Potem Polak dobrze się odnalazł po dośrodkowaniu Griezmanna i zneutralizował zagrożenie.

     

    Barcelona odrobiła straty w sześć minut. A potem Yamal zadał cios na 3:2

    Barcelona mogła doprowadzić do wyrównania już w 50. minucie, ale Yamal uderzył piłkę tuż obok lewego słupka bramki Atletico. Minutę później Alvarez mógł mieć drugą sytuację bramkową, natomiast Kounde zablokował piłkę i wybił ją na rzut rożny.

     

    W 70. minucie doszło do pewnej kontrowersji przy akcji bramkowej Atletico. Rodrigo De Paul zagrał piłkę ręką, ale mimo to akcja szła dalej. Tym razem świetnie się zachował Conor Gallagher, który podał piłkę w głąb pola karnego. Tam najlepiej znalazł się Alexander Sorloth, który uderzył błyskawicznie i strzelił gola Szczęsnemu. To była szósta bramka Norwega w meczach z Barceloną.

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/1901375529359491320

    Zaledwie kilkadziesiąt sekund później było 1:2. Inigo Martinez podprowadził piłkę pod pole karne i dośrodkował ją w kierunku Lewandowskiego. Polak przyjął piłkę klatką piersiową i strzelił gola po uderzeniu z lewej nogi.

     

    Na tym emocje w meczu się nie zakończyły. W 78. minucie Raphinha dośrodkował piłkę w pole karne Atletico, a tam najlepiej odnalazł się Ferran Torres, uderzając piłkę głową. Było więc 2:2 i Barcelona odrobiła straty w sześć minut.

     

    Mało? No to w drugiej minucie doliczonego czasu gry Yamal uderzył na bramkę Atletico. Piłka odbiła się od interweniującego Reinildo i było 3:2 dla Barcelony. “Oni są niezniszczalni” – stwierdził Mateusz Święcicki.

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/1901389387990192137

    W samej końcówce Szczęsny zagrał długą piłkę na połowie Atletico. Zespół Simeone zaczął grę od wrzutu piłki z autu, ale fatalny błąd popełnili defensorzy Atleti. Z tego skorzystali Raphinha i Torres. Brazylijczyk asystował, a Torres pokonał Oblaka po raz drugi. “To jest KO” – krzyczeli komentatorzy.

     

    Zatem Barcelona znów wychodzi w trudnej sytuacji i uniknęła pierwszej porażki w 2025 roku. Po marcowej przerwie na mecze reprezentacji zespół Hansiego Flicka zagra z Gironą (30.03).

     

  • Lewandowski jest niesamowity! To była 72. minuta. Wideo! Oto klasyfikacja strzelców

    Lewandowski jest niesamowity! To była 72. minuta. Wideo! Oto klasyfikacja strzelców

    Lewandowski jest niesamowity! To była 72. minuta. Wideo! Oto klasyfikacja strzelców

    Robert Lewandowski może i przez ponad pięć kwadransów grał bardzo słabo, ale jak przyszły decydujące momenty, to pokazał wielką klasę. Jego bramka przywróciła nadzieje FC Barcelony na punkty w hitowym meczu z Atletico Madryt.

     

    Nie tak wyobrażali sobie kibice FC Barcelony pierwszą połowę niedzielnego hitowego, wyjazdowego meczu z Atletico Madryt. Tuż przed przerwą bardzo dobrą okazję do zdobycia gola zmarnował słabo grający Robert Lewandowski. W kolejnej akcji Julian Alvarez po pięknej kontrze wyprowadził gospodarzy na prowadzenie 1:0.

     

    Robert Lewandowski jest niesamowity! To była 72. minuta

     

    Po zmianie stron gospodarze podwyższyli prowadzenie po golu rezerwowego Sorlotha. W kolejnej akcji FC Barcelona zdobyła kontaktowego gola! W 72. minucie Inigo Martinez podał w pole karne do Roberta Lewandowski. Polski napastnik świetnie przyjął piłkę i precyzyjnym strzałem z 14 metrów zdobył gola! Jan Oblak wyciągnął się jak struna do obrony uderzenia Polaka, ale nie był w stanie sięgnąć piłki.

     

    – Robert Lewandowski przywraca nadzieje. Kapitalnie piłkę opanował i to wykończył. To Inigo Martinez wziął sprawy w swoje ręce, podprowadził piłkę, nie miał komu zagrać i dośrodkował w pole karne. On robi dziś wszystko – mówili komentatorzy Eleven Sports.

     

    Zobacz: Feio przemówił po porażce Legii z Rakowem. “Pomógł” mu Carlo Ancelotti

     

    Dla Lewandowskiego to 22 bramka w tym sezonie w La Lidze. Ma dwa trafienia więcej od Kyliana Mbappe (Real Madryt).

     

    Zobacz: Jagiellonia odwróciła losy meczu z Lechem. A zaczęło się fatalnie

     

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/1901387542089384397

     

    Po golu Polaka FC Barcelona przegrywała już tylko 1:2. W 78. minucie do remisu doprowadził Ferrran Torres!

     

    Oto klasyfikacja strzelców La Ligi:

    Robert Lewandowski (FC Barcelona) – 22 gole

    Kylian Mbappe (Real Madryt) – 20

    Ante Budimir (Osasuna) – 15

    Raphinha (FC Barcelona) – 13

    Oihan Sancet (Athletic Bilbao) – 13

    Julia Alvarez (Atletico Madryt) – 11

    Sorloth (Atletico Madryt) – 11

    Denis Lukebakio (Sevilla) – 11

    Kike Garcia (Alaves) – 11

    Ayoze Perez (Villarreal) – 11.

     

  • Było 6:2, a potem zwrot akcji. Oto zwyciężczyni turnieju w Indian Wells!

    Było 6:2, a potem zwrot akcji. Oto zwyciężczyni turnieju w Indian Wells!

    Było 6:2, a potem zwrot akcji. Oto zwyciężczyni turnieju w Indian Wells!

    Takiego przebiegu wielkiego finału prestiżowego turnieju WTA 1000 na kortach twardych w Indian Wells pewnie mało kto się spodziewał. Aryna Sabalenka wygrała pierwszego seta 6:2 z 17-letnią Mirrą Andriejewą, a potem nastąpił sensacyjny zwrot. Rosjanka wygrała 2:6, 6:4, 6:4.

     

    – Daj sobie czas, szukaj odpowiedniego rytmu – mówił trener Aryny Sabalenki na początku piątego gema decydującego seta w wielkim finale z Mirrą Andriejewą (8. WTA) po tym, jak Białorusinka fatalnie się ustawiła do bekhendu i wyrzuciła piłkę daleko w aut. Liderka światowego rankingu była wściekła, bo przegrywała wtedy 1:3 i nie mogła znaleźć sposobu na 17-letnią rywalkę. Sabalenka nie mogła się opanować i przy stanie 3:5 znów przegrała swoje podanie i cały mecz. Kto by się spodziewał, że dojdzie do tego po takim przebiegu pierwszego seta!

     

    8 – zaledwie tyle gemów przegrała Aryna Sabalenka w dwóch tegorocznych meczach (w Brisbane 6:3, 6:2 i w Australian Open 6:1, 6:2) z Mirrą Andriejewą. Białorusinka mocno rewanżowała się rywalce za ubiegłoroczną porażkę w ćwierćfinale Rolanda Garrosa 7:6, 4:6, 4:6.

     

    Teraz pojedynek zapowiadał się pasjonująco, bo Sabalenka w tym turnieju nie straciła seta, a w półfinale w 52 minuty rozbiła triumfatorkę Australian Open – Madison Keys. Rosjanka miała za to serię aż jedenastu zwycięstw z rzędu – m.in. dwóch z Igą Świątek (w ćwierćfinale w Dubaju i w półfinale Indian Wells).

     

    Kluczowy dla losów pierwszego seta był trzeci gem. Właśnie wtedy przy serwisie Białorusinki, Rosjanka miała aż cztery szanse na przełamanie. Żadnej z nich nie wykorzystała i jak się później okazało, bardzo ważnego gema. Stracona szansa bardzo mocno zdenerwowała 17-letnią tenisistkę, która przegrała aż 11 z 12 akcji i po chwili straciła swoje podanie do zera. W efekcie, zamiast prowadzić 2:1 z przełamaniem, to po pięciu gemach przegrywała 1:4.

     

    Andriejewa w pierwszym secie, po wspomnianym wyżej początku meczu, nie była w stanie odrobić strat. To Białorusinka była lepsza w niemal każdym elemencie tenisa. Była regularniejsza, grała bardziej urozmaicony tenis, włącznie ze świetnymi skrótami.

     

    Rosjanka po przegranym secie była bardzo zdenerwowana. Wyrzuciła piłkę w trybuny i uderzyła rakietą o kort. Dostała za to ostrzeżenie od pani arbiter.

     

    Początek drugiej partii był podobny do pierwszej. Rosjanka miała dwa break-pointy już w pierwszym gemie. Wtedy Białorusinka jednak świetnie serwowała i kapitalnie się obroniła. 17-latka dopięła swego w trzecim gemie. W nim Sabalenka popełniła dwa niewymuszone błędy, a Andriejewa przy pierwszym break poincie zagrała świetnie returnem z forhendu wzdłuż linii. Po zdobyciu przełamania bardzo się cieszyła. To ją bowiem napędziło do jeszcze lepszej gry. Momentami grała cudowny tenis, kapitalnie się broniła, ale potrafiła też skutecznie atakować.

     

    – Nie kończą się jej teraz pomysły, różne fajne rozwiązania. Najważniejsza, że niemal zawsze wybiera to najlepsze. W tym secie gra chyba możliwie swój najlepszy tenis – mówili wtedy komentatorzy Canal+Sport.

     

     

    A potem doszło do decydującego seta, który opisaliśmy wyżej. Rosjanka wygrała drugi z rzędu turniej. Triumfowała przecież też w Dubaju. Ma serię aż 12 zwycięstw z rzędu, w których przegrała zaledwie dwa sety (jeden z Igą Świątek). W nagrodę za wygranie Indian Wells awansowała na szóste miejsce w rankingu WTA.

    Tymczasem Sabalenka ma gorzki początek roku. Co prawda wygrała turniej w Brisbane, ale potem przegrała dwa prestiżowe finały – w Australian Open, a teraz w Indian Wells.

    Finał Indian Wells: Aryna Sabalenka – Mirra Andriejewa 6:2, 4:6, 3:6.

  • 247 m lot w Vikersund! Nic tego nie zapowiadało. Jest nagranie!

    247 m lot w Vikersund! Nic tego nie zapowiadało. Jest nagranie!

    247 m lot w Vikersund! Nic tego nie zapowiadało. Jest nagranie!

    Fantastyczny lot Domena Prevca! Gdy wydawało się, że w niedzielnym konkursie kibicom nie będzie dane obejrzeć żadnego długiego skoku, do gry wkroczył Słoweniec, który jest wybitnym lotnikiem. Prevc w niedzielę walczył o zwycięstwo w cyklu Raw Air i choć nie udało mu się tego dokonać, to tryumfował w konkursie, a do tego ustanowił imponujący rekord życiowy — 247 m! Zobacz jego fantastyczny lot.

     

    W niedzielę organizatorzy planowali początkowo przeprowadzić prolog, a także trzy serie w ramach konkursu indywidualnego mężczyzn w Vikersund. Ostatecznie jednak wiatr pozwolił jedynie na jednoseryjny konkurs, do którego przystąpiło 53 zawodników, ponieważ prolog został odwołany.

     

    Wielu skoczków trafiło na bardzo loteryjne i niekorzystne warunki, przez które nie mogli się dobrze zaprezentować. Właśnie z tego powodu bardzo źle wypadli m.in. Maciej Kot, czy Dawid Kubacki, którzy nie dolecieli nawet na 150 m.

     

    Jednak im bliżej końca zawodów, tym bardziej wiatr się uspokajał i kibice mogli oglądać coraz dłuższe skoki. W końcu na belce zasiadł Domen Prevc, który w sobotnim konkursie poleciał zdecydowanie najdalej (239 m), jednak nie ustał tego skoku. W niedzielę jednak zaprezentował się jeszcze lepiej i, co najważniejsze — ustał.

    Domen Prevc odleciał rywalom

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1901324202449178711

    Słoweniec skoczył 247 m, co w porównaniu do prób zawodników, którzy oddawali swoje próby wcześniej, było wybitnym wynikiem. Dla Prevca jest to ustanowienie nowego rekordu życiowego i potwierdził tym samym, że jest fachowcem, jeśli chodzi o loty narciarskie. Przypomnijmy, że rekord świata wynosi 253,5 m, więc Słoweniec wcale nie był daleki od osiągnięcia tej odległości.

     

    Ostatecznie jednak nie dało mu to zwycięstwa w cyklu Raw Air. Ten sukces osiągnął Andreas Wellinger, który w sobotę wygrał, a w niedzielę był drugi. Tym samym stał się pierwszym Niemcem, który dokonał tej sztuki.

     

  • Skoczył 247 metrów w Vikersund! Niesamowity lot, co za zwycięstwo!

    Skoczył 247 metrów w Vikersund! Niesamowity lot, co za zwycięstwo!

    Skoczył 247 metrów w Vikersund! Niesamowity lot, co za zwycięstwo!

    To był ciężki, długi dzień dla skoczków, ale końcówka zawodów wynagrodziła wszystko. Domen Prevc oddał w Vikersund fenomenalny skok – 247 metrów, ale i tak nie wygrał cyklu Raw Air. Najlepszy z Polaków w niedzielnym konkursie był Paweł Wąsek, który zajął 12. miejsce.

     

    Kibice skoków narciarskich, którzy w weekend liczyli na świetne zawody w konkursie w Vikersund w ramach Raw Air od początku przeżywali spore rozczarowanie. Najpierw w sobotnich zawodach, które z powodu fatalnych warunków atmosferycznych, stały na bardzo słabym poziomie i wiele razy były przerywane.

     

    Skoczył 247 metrów w Vikersund! Niesamowity lot, co za zwycięstwo!

    W niedzielę pogoda w Vikersund się nie poprawiła. Podczas prologu po skokach dwunastu zawodników (trwało to aż 40 minut) organizatorzy zawodów podjęli decyzję o jego odwołaniu. W efekcie w pierwszej serii mieli skakać wszyscy – 53 zawodnicy (w tym gronie sześciu Polaków: Maciej Kot, Dawid Kubacki, Kamil Stoch, Aleksander Zniszczoł, Jakub Wolny oraz Paweł Wąsek).

     

    Organizatorzy zadecydowali też, że nie będzie trzech serii, a dwóch. A do drugiej serii miało awansować 30 skoczków. Już na początku zawodów, które rozpoczęły się o godz. 16.35, były problemy. Zbyt mocno wiało i w efekcie nikt nie skoczył, a po dziesięciu minutach, organizatorzy zadecydowali, że zawody rozpoczną się o godz. 17. Do tego jednak nie doszło, a jury podjęło decyzję o przesunięciu startu zawodów na godz. 17.15. Tym razem zawodnicy już skakali.

     

    Początek nie przyniósł dobrych wiadomości dla polskich kibiców. Maciej Kot skoczył tylko 123,5 metra, a Dawid Kubacki – 142,5 metra. Obaj po skokach 20 zawodników zajmowali odległe pozycje (Kubacki – 12., a Kot – 14.) i wiadomo było, że ich zabraknie w ewentualnej drugiej serii. Potem Biało-Czerwoni skakali lepiej. Kamil Stoch wylądował na 201 metrze i był 19. Dwa mety dalej od niego skoczył Aleksander Zniszczo i zajął 18. miejsce. Chwilę przed ich skokami organizatorzy podjęli decyzję, że nie będzie drugiej serii.

     

    Najlepiej z Polaków spisał się Paweł Wąsek, który skoczył 209,5 metra i zajął 12. miejsce.

     

    Konkurs wygrał Słoweniec Domen Prevc po fenomenalnym skoku na odległość 247 metrów! Wyprzedził on Niemca Andreasa Wellingera oraz Japończyka Ryoyu Kobayashiego.

     

    Cykl Raw Air wygrał Wellinger (1202,2 punktu), drugie miejsce zajął Domen Prevc (1185.9), a trzecie Ryoyu Kobayashi (1178.3).

    https://x.com/Skijumpingpl/status/1901323516215173412

    Fascynująco zapowiada się jeszcze walka o zwycięstwo w Pucharze Świata. Liderem wciąż jest Austriak Daniel Tschofenig, ale nad swoim rodakiem Janem Hoerlem ma już tylko 94 punkty przewagi.

    Najlepsza “10” w Vikersund:

    Domen Prevc (Słowenia) – 247 (214.5)

    Andreas Wellinger (Niemcy) – 230,5 (199.2

    Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 222 (191.2)

    Stefan Kraft (Austria) – 228,5 (188.5)

    Anze Lanisek (Słowenia) – 230,5 (187.9)

    Jan Hoerl (Austria) – 218,5 (182.3)

    Gregor Deschwanden (Szwajcaria) – 224 (181.4)

    Manuel Fettner (Austria) – 217 (176.6)

    Yukiya Sato (Japonia) – 220,5 (169.4)

    Karl Geiger (Niemcy) – 210 (167.6)

    … 12. Paweł Wąsek – 209,5 (162.4)

    … 18. Aleksander Zniszczoł – 203 (153.5)

    … 19. Kamil Stoch – 201 (152.8)

    … 31. Jakub Wolny – 177 (126.6)

    … 44. Dawid Kubacki – 142,5 (69.3)

    … 47. Maciej Kot – 123,5 (42.2)

     

  • Wylosowali! Tak wygląda droga Igi Świątek do finału w Miami

    Wylosowali! Tak wygląda droga Igi Świątek do finału w Miami

    Wylosowali! Tak wygląda droga Igi Świątek do finału w Miami

    Iga Świątek poznała swoją ścieżkę do potencjalnego finału turnieju rangi WTA 1000 w Miami, który rozpocznie się już we wtorek. Dla naszej tenisistki to szansa na odkucie się po odpadnięciu w Indian Wells w półfinale. Imprezę na Florydzie może zacząć podobnie jak w Kalifornii. Ale schody zaczną się w czwartej rundzie. W dalszej części turnieju Polka może mieć okazję na wielki rewanż.

     

    Po rywalizacji w Indian Wells przeniesiemy się z Kalifornii na Florydę, do słonecznego i kolorowego Miami na kolejny amerykanki turniej rangi WTA 1000. Iga Świątek będzie chciała dotrzeć pierwszy raz w tym sezonie do singlowego finału.

     

    Znamy drabinkę Igi Świątek w Miami

    Iga Świątek pokazała się z naprawdę dobrej strony w Indian Wells, jeśli chodzi o samą grę. Z łatwością dominowała rywalki, nawet te z najwyższej półki. Miały one problem z ugraniem choćby jednego gema. Na drodze do najlepszej czwórki turnieju w Kalifornii pokonała Carolinę Garcię, Dajanę Jastremską, Karolinę Muchovą i Qinwen Zheng. Dopiero w półfinale Mirra Andriejewa bardziej postawiła się Polce. Trzysetowy bój skończył się wygraną nastoletniej Rosjanki.

    Do Miami polska tenisistka przyjedzie z nadziejami na sukces i w miarę wypoczęta. Wiemy, że stać ją na jakościowe granie w najbliższych dniach. W niedzielę wieczorem czasu polskiego organizatorzy wylosowali turniejową drabinkę. Bardzo wymagające przeciwniczki będą czekać na Świątek od czwartej rundy.

     

    Świątek będzie rozstawiona z numerem drugim, a to oznacza, że zacznie grę od drugiej rundy. W niej zmierzy się z lepszą z meczu Caroline Garcii z zawodniczką z kwalifikacji. W kolejnej rundzie może zagrać z Elise Mertens, Katie Boulter i Peyton Stearns. Brytyjka sprawiła już kłopoty podczas United Cup.

     

    Schody powinny zacząć się dopiero od czwartej rundy. Ponownie może dojść do starcia z Karoliną Muchovą, ale jest też szansa na pojedynki z Eliną Switoliną, Wiktorią Azarenką i Anheliną Kalininą. Ćwierćfinał to możliwość zrewanżowania się Madison Keys za pamiętny półfinał Australian Open. W tej fazie potencjalną przeciwniczką może być też Paula Badosa.

    W niedzielę rozpoczęły się kwalifikacje do głównego turnieju. Ten rozpocznie się 18 marca i potrwa do 30 marca. Tytułu broni Amerykanka Danielle Collins. Zwyciężczyni tegorocznej edycji zgarnie 1000 punktów rankingowych i nagrodę finansową w wysokości 1,1 mln dolarów. Świątek już raz wygrała w Miami, w 2022 r. Krótko po tym triumfie wskoczyła na pierwsze miejsce w rankingu WTA.

    https://x.com/madziol127/status/1901344623575941298

    Drabinka męskiego turnieju w Miami zostanie wylosowana w poniedziałek. Tego samego dnia Świątek odbędzie swój pierwszy trening, ma zaplanowany na godz. 18:30 czasu polskiego.

  • Niesamowita historia. 22-letni Rosjanin zdobył dla Polski srebrny medal mistrzostw świata

    Niesamowita historia. 22-letni Rosjanin zdobył dla Polski srebrny medal mistrzostw świata

    Niesamowita historia. 22-letni Rosjanin zdobył dla Polski srebrny medal mistrzostw świat

    Ten chłopak wart jest tego, by jak najszybciej otrzymał polskie obywatelstwo. Władimir Semirunni w czwartek najpierw zaszokował świat, zdobywając brązowy medal na 5000 metrów w mistrzostwach świata w łyżwiarstwie szybkim w Hamar, a teraz został wicemistrzem świata na 10 000 metrów. Za niespełna rok zimowe igrzyska olimpijskie, a 22-latek wciąż czeka na polskie obywatelstwo, które pozwoli mu wystąpić w tej imprezie.

    Władimir Semirunni to wielki talent. W przeszłości był medalistą mistrzostw świata juniorów, ale wówczas startował w barwach Rosji.Kiedy tylko jego kraj zaatakował Ukrainę, ten od razu postanowił opuścić Rosję. Na swoją bazę wybrał Polskę, bo chciał trenować pod okiem Pawła Abratkiewicza, ówczesnego trenera naszej kadry, którego znał przez to, że tomaszowianin wiele lat pracował w Rosji.

    Drugi medal Władimira Semirunniego dla Polski w mistrzostwach
    świata

    Semirunni trafił zatem do Tomaszowa Mazowieckiego i miejscowej Pilicy. Może startować dla Polski we wszystkich imprezach mistrzowskich poza zimowymi igrzyskami olimpijskimi. Taką decyzję podjęła Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU). Semirunni wciąż jednak nie ma polskiego obywatelstwa. To pozwoli mu na start w ZIO. Od początku było wiadomo, że to zawodnik, który może dać naszej kadrze wiele. W tym sezonie to udowodnił.W czwartek – po fantastycznej jeździe – wywalczył brązowy medal na 5000 metrów w mistrzostwach świata w łyżwiarstwie szybkim w Hamar.

    22-latek jechał w drugiej parze z Holendrem Jorritem Bergsmą. To mistrz olimpijski z Soczi i trzykrotny mistrz świata na tym dystansie. I od pierwszych metrów nasz łyżwiarz zostawił rywala w tyle.Rosjanin, startujący w polskich barwach, kręcił znakomite okrążenia. Najsłabsze w jego wykonaniu wyniosło 30,8 sek. Na mecie zmierzono mu czas 12.49,93 sek. To nowy rekord życiowy Semirunniego. Eksperci kręcili głowami, bo to był jeden z najlepszych czasów w historii tego toru. Nie dziwiła zatem wielka radość “Władka” na mecie.

    Semirunniego wyprzedził dopiero, jadący w przedostatniej parze Włoch Davide Ghiotto – 12.46,15 sek. Do ostatniego okrążenia na równi z naszym panczenistą jechał Czech Metodej Jilek, ale na ostatnich 400 m był zdecydowanie wolniejszy od 22-latka.W ostatniej parze jechali Holender Chris Huizinga i Amerykanin Casey Dawson. Obaj nie dali rady i stało się jasne, ze Semirunni został wicemistrzem świata. Po zawodach Polacy złożyli jeszcze protest, bo pojawiły się zdjęcia, sugerujące wielokrotne przekraczanie środkowej linii przez Ghiotto.22-latek jest pierwszym panczenistą z naszego kraju, który w jednej imprezie wywalczył dwa medale MŚ indywidualnie. Pierwszym też, który zdobył w ogóle dwa medale indywidualne w historii MŚ.Wyniki:1. Davide Ghiott (Włochy) – 12.46,15 2. Władimir Semirunni (Polska) – 12.49,933. Metodej Jilek (Czechy) – 12.51,53

  • Barcelona znalazła następcę Lewandowskiego. “Idealny” za 180 milionów

    Barcelona znalazła następcę Lewandowskiego. “Idealny” za 180 milionów

    Barcelona znalazła następcę Lewandowskiego. “Idealny” za 180 milionów

    Mimo 36 lat na karku Robert Lewandowski jest najlepszym strzelcem FC Barcelony w tym sezonie. Choć Polak od miesięcy prezentuje świetną formę, to władze klubu powoli myślą, kto może zostać jego następcą. Ostatnio dziennikarze “The Athletic” ujawnili, jaki zawodnik będzie priorytetem transferowym Joana Laporty. Cena? “Jedynie” 180 milionów euro!

     

    34 – tyle razy do siatki w tym sezonie trafił Robert Lewandowski. Szansę na kolejne gole kapitan reprezentacji Polski będzie miał w niedzielny wieczór. Wtedy to Barcelona w hicie 28. kolejki zmierzy się z Atletico Madryt. Nasz napastnik będzie mógł powiększyć dorobek strzelecki w La Liga, gdzie jak na razie zebrał najwięcej goli (21).

     

    Media: Oto następca Lewandowskiego. Cena zwala z nóg

     

    W sierpniu Lewandowski będzie obchodził 37. urodziny. Czas płynie nieubłaganie. Nawet jeśli Polak nadal będzie w solidnej formie, to prędzej czy później w drużynie Hansiego Flicka zawita jego następca. Media od dłuższego czasu informują o kolejnych zawodnikach, którzy mogliby “wejść w buty” byłej gwiazdy Bayernu Monachium.

     

    Jak przekazują dziennikarze “The Athletic”, w najbliższym oknie transferowym Katalończycy będą chcieli ściągnąć Alexandra Isaka. 25-letni Szwed od 2022 roku jest zawodnikiem Newcastle United. “Sroki” zapłaciły za niego aż 70 milionów euro Realowi Sociedad. W tym sezonie Isak strzelił łącznie 22 bramki w 31 meczach. Aż 19 z nich zdobył na boiskach Premier League. Do tego dołożył pięć asyst.

     

    Według wymienionego źródła Barcelona “postrzega go jako idealnego długoterminowego zastępcę Roberta Lewandowskiego”, a transfer Szweda ma być “najwyższym priorytetem”. Zgodnie z wcześniejszymi doniesieniami Newcastle wyceniło swoją gwiazdę na kwotę… 180 milionów euro! Na platformie Transfermarkt wartość 25-latka oscyluje w granicach 75 milionów euro. Jego kontrakt wygasa 30 czerwca 2028 roku.

     

    Nikogo nie może dziwić fakt, że Alexandrem Isakiem nie interesuje się jedynie klub ze stolicy Katalonii. Chrapkę na ściągnięcie 50-krotnego reprezentanta Szwecji mają również m.in. Paris Saint-Germain czy Liverpool. Francuzi są gotowi zaoferować Goncalo Ramosa, Randala Kolo Muaniego i Marco Asensio w zamian za napastnika Newcastle. Zdaniem dziennikarza Sky Switzerland Sacha Tavolieriego klub rozpoczął już rozmowy z otoczeniem piłkarza.

     

    Za to “The Reds” nie wykluczają rozbicia banku, jakim niewątpliwie byłoby wpłacenie kwoty ponad stu milionów euro za Isaka. Do tej pory najdroższym transferem w historii Liverpoolu jest transakcja z udziałem Darvina Nuneza, za którego zapłacono 85milionów euro.

     

  • Becker wydał wyrok po skandalicznym zachowaniu Świątek. Poszło w świat

    Becker wydał wyrok po skandalicznym zachowaniu Świątek. Poszło w świat

    Becker wydał wyrok po skandalicznym zachowaniu Świątek. Poszło w świat

    Po półfinale turnieju WTA 1000 w Indian Wells mówi się nie tylko o samej porażce Igi Świątek, ale także zachowaniu polskiej tenisistki, która w pewnym momencie z pełną mocą odbiła piłkę w kierunku chłopca do podawania piłek. Postawę wiceliderki rankingu skomentował Boris Becker.

     

    Sporo emocji kosztowało Igę Świątek starcie z Mirrą Andriejewą w półfinale WTA 1000 w Indian Wells. Polka, która była obrończynią tytułu i mogła jako pierwsza tenisistka w historii wygrać tę imprezę trzykrotnie, przegrała pierwszego seta 6:7(1), ale w drugiej partii była lepsza 6:1. Wydawało się, że momentum jest po stronie Świątek, ale Rosjanka przełamała ją już na samym starcie finałowego seta.

     

    Boris Becker skomentował zachowanie Igi Świątek

    Wiceliderka rankingu zaczęła się frustrować. W pewnym momencie wdała się w dyskusje z sędzią oraz swoim sztabem szkoleniowym. Rozkojarzenie kosztowało ją utratę kolejnych gemów. Ostatecznie przegrała 6:7(1), 6:1, 3:6.

     

    Po raz kolejny wszyscy mogli zobaczyć, jak Iga Świątek nie radzi sobie z emocjami. W trudnym momencie w trzecim secie Polka wściekła się na chłopca od podawania piłek i agresywnie odbiła w jego kierunku piłkę. Oberwało się jej za to w mediach społecznościowych. “Paskudne postępowanie”, “Rozumiem emocje, ale to było zdecydowanie zbyt wiele”, “Strasznie mnie tym rozczarowała” – to tylko niektóre z komentarzy kibiców.

     

    Swój głos w tej sprawie zabrał także Boris Becker, były legendarny tenisista. “Iga trochę się zdenerwowała…” – napisał sześciokrotny mistrz wielkoszlemowy w mediach społecznościowych. Takie zachowanie z pewnością nie wpływa dobrze na wizerunek wiceliderki rankingu, która po porażce w Dubaju nie podała ręki trenerowi, co również obiło się szerokim echem w środowisku.

    https://x.com/TheBorisBecker/status/1900874518354088204

    Tegoroczny tytuł WTA 1000 w Indian Wells rozstrzygnie się między Mirrą Andriejewą a Aryną Sabalenką, która w swoim półfinale pokonała Madison Keys. Finał tej imprezy odbędzie się w niedzielę około godz. 19:00.

  • Piotr Żyła na podium, szaleństwo w Lahti! Tuż po decyzji Thomasa Thurnbichlera

    Piotr Żyła na podium, szaleństwo w Lahti! Tuż po decyzji Thomasa Thurnbichlera

    Piotr Żyła na podium, szaleństwo w Lahti! Tuż po decyzji Thomasa Thurnbichlera

    Piotr Żyła na podium Pucharu Kontynentalnego! Polski weteran, z którego po mistrzostwach świata w Trondheim zrezygnował Thomas Thurnbichler, był drugi w zawodach w Lahti. Mało brakowało, a na podium w Finlandii zobaczylibyśmy dwóch Biało-Czerwonych.

     

    Trwający weekend Pucharu Kontynentalnego jest bardzo udany dla Żyły. Już w sobotę pokazał, że nie można go lekceważyć. Był najlepszym z Polaków i zajął rewelacyjne piąte miejsce. Jednak nikt nie spodziewał się, że może ten wynik jeszcze poprawić.

     

    W niedzielę w Lahti panowały bardzo dobre warunki, a rywalizacji towarzyszyło mocno świecące słońce. Żyła w pierwszej serii osiągnął bardzo dobre 129 m, co na półmetku dawało mu czwarte miejsce.

     

    W drugiej serii poprawił się o pół metra, co napawało optymizmem, w szczególności, że jego rywale osiągnęli krótsze odległości. Żyła ostatecznie zajął rewelacyjne drugie miejsce. Przegrał jedynie z Markusem Muellerem. Austriak w serii finałowej skoczył jedynie 126,5 m, lecz skok z pierwszej rundy na odległość 138,5 m pozwolił mu utrzymać przewagę punktową nad polskim weteranem.

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1901208550925353360

     

    Na podium Polaków mogło być więcej

    Nie wiele brakowało, a na podium stałoby dwóch Polaków, bo do Żyły mógł dołączyć Kacper Juroszek. Jednak skok o długości 115,5 m sprawił, że 23-latek rywalizację zakończył na czwartym miejscu.

     

    W konkursie wzięło udział jeszcze pięciu Polaków. 17. lokatę zajął Kacper Tomasiak (106,5 m, 117 m), 27. był Tymoteusz Amilkiewicz (114,5 m, 82,5 m), Adam Niżnik uplasował się na 36. miejscu (98,5 m), Szymon Byrski był 46. (90 m), a Klemens Joniak został zdyskwalifikowany.

     

    Przed skoczkami ostatni weekend w Pucharze Kontynentalnym. Odbędzie się on w Zakopanem (22-23 marca), gdzie zaplanowano dwa konkursy indywidualne.