• Sensacja w meczu Polaka w Miami! W rankingu ATP dzieli ich 210 miejsc

    Sensacja w meczu Polaka w Miami! W rankingu ATP dzieli ich 210 miejsc

    Sensacja w meczu Polaka w Miami! W rankingu ATP dzieli ich 210 miejsc

    Kamil Majchrzak w ostatniej chwili wycofał się z drabinki głównej turnieju w Indian Wells. Jego kolejnym celem był awans do głównej fazy zmagań w Miami – w pierwszej rundzie kwalifikacji zmierzył się ze znacznie niżej notowanym Japończykiem Reiem Sakamato. Rozstrzygnięcie przyniósł dopiero trzeci set, a Polak przegrał 4:6, 7:6(5), 2:6.

     

    Kamil Majchrzak (120. ATP) przebrnął kwalifikacje do turnieju ATP 1000 w Indian Wells, aby tuż przed meczem pierwszej rundy (z Zhizhenem Zhangiem) wycofać się z powodu kontuzji. Po kilkudniowej przerwie przystąpił do kwalifikacji “tysięcznika” w Miami.

     

    Kamil Majchrzak miał kłopoty w kwalifikacjach turnieju ATP 1000 w Miami

     

    W półfinale rozstawiony z numerem 22. Polak trafił na 18-letniego Reia Sakamoto (330. ATP), który dostał dziką kartę. W pierwszych ośmiu gemach nie było żadnego przełamania, po czym niżej rozstawiony Japończyk wykorzystał trzeci break point i miał uprzywilejowaną sytuację. Nie zmarnował pierwszej piłki setowej, dzięki czemu triumfował 6:4.

     

    Początek drugiej partii to powrót do wyraźnej przewagi serwujących, która utrzymywała się przez bardzo długi czas. Przy stanie 5:5 Majchrzak znalazł się w pewnych opałach, bowiem przegrywał 0-30, lecz potem wygrał cztery punkty z rzędu i to rywal był pod większą presją.

     

    Sakamoto utrzymał podanie, co oznaczało konieczność rozegrania tie-breaka. Ten o wiele lepiej rozpoczął Polak, wychodząc na prowadzenie 5-0. Przy stanie 6:2 i własnym podaniu miał piłkę setową, ale uderzył w siatkę. Później przegrał jeszcze dwie akcje, ale gdy serwis wrócił na jego stronę, Japończyk popełnił błąd przy returnie, co oznaczało wynik 7-5 dla Majchrzaka.

     

    Trzeci set rozstrzygnął mecz Kamil Majchrzak – Rei Sakamoto w Miami

     

    Początek trzeciej partii przyniósł przełom w postaci wygranego przez 29-latka gema returnowego. Japoński tenisista zareagował natychmiast i popisał się przełamaniem powrotnym. W szóstym gemie prowadził 40-15 i najpierw trafił w siatkę, aby później patrzeć, jak to samo robi Majchrzak, który w ten sposób stracił serwis.

     

    Kolejny gem 18-latek wygrał bez straty punktu, co znacznie przybliżyło go do zwycięstwa. A Polak przegrywał kolejne akcje, przez co przy własnym podaniu musiał bronić piłki meczowej. Jego los przypieczętował nieskuteczny lob, na który rywal odpowiedział smeczem i ostatecznie wygrał 6:4, 6:7 (5-7), 6:2. Spotkanie trwało 114 minut i można mówić o sensacyjnym rozstrzygnięciu.

     

    W finale kwalifikacji do turnieju ATP 1000 w Miami Rei Sakamoto zagra z rozstawionym z dziewiątką Australijczykiem Jamesem Duckworthem (95. ATP) lub Argentyńczykiem Federico Agustinem Gomezem (138. ATP).

     

  • Na Igę Świątek spadły gromy. Burza w sieci po jej słowach. “Trącą arogancją”

    Na Igę Świątek spadły gromy. Burza w sieci po jej słowach. “Trącą arogancją”

    Na Igę Świątek spadły gromy. Burza w sieci po jej słowach. “Trącą arogancją”

    Iga Świątek wydała oświadczenie, w którym odniosła się do ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce w półfinałowym meczu na turnieju Indian Wells. Pisała w nim m.in. o kulisach słynnej afery wokół uderzenia przez nią piłki i wylaniu w ten sposób frustracji. Jej przeprosiny i dalsza część wiadomości dla fanów nie spotkała się jednak ze zrozumieniem wszystkich. Jeden ze znanych tenisowych ekspertów nie zostawił na Polce suchej nitki.

     

    Świątek już w poprzednim sezonie mówiła sporo o tym, jak jest traktowana przez fanów tenisa i że nie jest robotem – ma swoje słabsze momenty i te, w których ze względu na łzy, wolałaby nie pokazywać się przed kamerami. Polka wyjaśniała, że dodatkowo frustrację pogłębiło zawieszenie związane z pozytywnym testem dopingowym. Sprawa została na szczęście szybko rozwiązana na korzyść raszynianki, ale jej echa odbijają się w tenisowym świecie do dziś.

     

    Iga Świątek skrytykowana przez tenisowego eksperta

     

    Na znanym profilu The Tennis Letter na portalu X przeklejono oświadczenie Igi Świątek. Od razu pod wpisem rozgorzała dyskusja – bardzo wiele osób krytykowało to, co napisała polska tenisistka. Wśród nich znalazł się znany ekspert tenisowy i bloger, Pavvy G., obserwowany przez ponad 30 tys. osób, w tym m.in. Novaka Djokovicia czy Nicka Kyrgiosa.

     

    “Te “przeprosiny” trącą arogancją i poczuciem wyższości, szczerze mówiąc. Przypomnienie, że sędzia nawet nie stwierdziła, że naruszyła ona kodeks ani nie dała ostrzeżenia, a ona mówi o tym, że jest traktowana surowo? Jak na kogoś, kto dostał karę zawieszenia za doping w ratach i tylko na miesiąc, ma dużo szczęścia” – stwierdził. Pod jego komentarzem rozgorzała dyskusja.

     

    Iga Świątek broniona i krytykowana

     

    W komentarzach wiele osób przytakiwało Pavvy’emu, ale sporo znających jego działania na polu tenisa postanowiło zwrócić mu uwagę na to, że może według komentujących stosować podwójne standardy. Wiadomo, że ulubionym tenisistą Pavvy’ego G. jest Novak Djoković. O jego zachowaniach na korcie bardzo często jest głośno.

     

    “Twoja nienawiść do niej jest taka żałosna, od kiedy dzielenie się swoimi problemami psychicznymi stało się arogancją i poczuciem wyższości? Podczas gdy Nole rozbija setki rakiet, ty chwalisz to jako pokaz zaangażowania w grę, podczas gdy jej odbijanie piłki na trybuny raz w roku jest teraz powodem, by ją poniżyć” – można było przeczytać w komentarzach. Również inni wypominali mu bycie fanem Novaka Djokovicia. Niektórzy jednak przyznawali mu rację, twierdząc, że zachowanie Polki było raczej pokazem skupienia na sobie.

     

    Świątek od 21 marca rozpocznie swój udział w turnieju w Miami. Wydaje się, że w trakcie zmagań na Florydzie wciąż będzie sporo pytań o wątki związane z oświadczeniem i tym, co dzieje się z nią i jej formą w tym sezonie.

     

  • Kluczowe informacje dla Szeremety. W środę zapadnie decyzja

    Kluczowe informacje dla Szeremety. W środę zapadnie decyzja

    Kluczowe informacje dla Szeremety. W środę zapadnie decyzja

    Komitet Wykonawczy MKOl przedstawi propozycję przywrócenia boksu do programu igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Jak informuje PAP, decyzja zapadnie podczas sesji w Grecji, którą zaplanowano na 19 marca.

     

    Komitet Wykonawczy Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) planuje przedstawić propozycję przywrócenia boksu do programu igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Informację tę przekazał prezydent MKOl, Thomas Bach, podczas sesji organizacji w Costa Navarino w Grecji.

     

    Przywrócenie boksu byłoby dobrą wiadomością dla Julii Szeremety, która podczas ostatnich IO zdobyła srebrny medal.

     

    Boks został wykluczony z igrzysk po turnieju w Paryżu z powodu konfliktu MKOl z Międzynarodowym Stowarzyszeniem Boksu (IBA). Zarzuty wobec IBA dotyczyły korupcji oraz braku reform w zarządzaniu i finansach.

     

    MKOl zawiesił IBA, co zmusiło go do samodzielnego organizowania turniejów kwalifikacyjnych i olimpijskich w Tokio 2020 i Paryżu 2024.

     

    W odpowiedzi na problemy z IBA, w 2023 roku powstała organizacja World Boxing, która zrzesza 84 narodowe federacje, w tym USA, Japonię, Wielką Brytanię, Francję, Niemcy oraz Polskę. MKOl tymczasowo uznał World Boxing jako nowy organ zarządzający boksem na poziomie globalnym w ramach ruchu olimpijskiego.

     

    Thomas Bach wyraził przekonanie, że propozycja przywrócenia boksu zostanie zaakceptowana. – Po tymczasowym uznaniu World Boxing jesteśmy gotowi podjąć tę decyzję, która umożliwiłaby bokserom z całego świata udział w igrzyskach – podkreślił Bach.

     

    Narodowe federacje uznane przez World Boxing będą mogły uczestniczyć w igrzyskach.

     

    World Boxing planuje zorganizować cztery Puchary Świata, z których pierwszy odbędzie się w Brazylii, a kolejny w Warszawie jako Turniej Feliksa Stamma.

     

    Pierwsze seniorskie mistrzostwa świata pod egidą World Boxing odbędą się we wrześniu w Liverpoolu. – Zaproponowano, aby boks znalazł się w programie Igrzysk Olimpijskich 2028 w Los Angeles – powiedział Bach, wyrażając nadzieję na pozytywne przyjęcie propozycji przez sesję MKOl.

  • “Bomba!”. Ujawnili, kto ma być następcą Lewandowskiego

    “Bomba!”. Ujawnili, kto ma być następcą Lewandowskiego

     

    “Bomba!”. Ujawnili, kto ma być następcą Lewandowskieg

     

    FC Barcelona nie ustaje w poszukiwaniach następcy Roberta Lewandowskiego. Jak informuje portal fichajes.net, na celowniku “Dumy Katalonii” znalazł się napastnik występujący obecnie w lidze tureckiej.

     

    Robert Lewandowski od lat gwarantuje kilkadziesiąt bramek na sezon. Mimo to jego wiek sprawia, że FC Barcelona aktywnie poszukuje następcy 38-letniego napastnika na rynku transferowym.

     

    Według informacji portalu fichajes.net, klub ma już wyznaczony cel. “Duma Katalonii” chce sprowadzić Victora Osimhena, który we wrześniu poprzedniego roku został wypożyczony z SSC Napoli do Galatasaray SK.

     

    “Bomba! To właśnie takiego napastnika chce Barcelona” – czytamy w serwisie.

     

    Co ciekawe, włoski klub jest gotowy na sprzedaż Nigeryjczyka. “Nie zrobi tego jednak za mniej niż 75-80 milionów euro. To duże wyzwanie dla Barcelony, która nadal zmaga się z problemami finansowymi i musiałaby sprzedać kilku kluczowych zawodników, aby sfinalizować transfer” – dodano.

     

    Jeśli Napoli chce zarobić na Osimhenie, musi sprzedać go już latem, ponieważ jego kontrakt obowiązuje tylko do końca sezonu 2025/2026.

     

    Reprezentant Nigerii w barwach Galatasaray rozegrał w tym sezonie 30 spotkań, w których strzelił 26 goli i dorzucił 5 asyst.

  • Świątek przerywa milczenie. Wypaliła z grubej rury. “Teorie wyssane z palca”

    Świątek przerywa milczenie. Wypaliła z grubej rury. “Teorie wyssane z palca”

    Świątek przerywa milczenie. Wypaliła z grubej rury. “Teorie wyssane z palca”

    “Prawdą jest, że dałam upust emocjom w sposób, z którego nie jestem dumna. Moim celem nie było jednak wycelowanie piłki w nikogo, a upust frustracji poprzez odbicie piłki w ziemię” – napisała Iga Świątek w obszernym oświadczeniu wydanym po turnieju w Indian Wells. Polska tenisistka odpowiada na liczne zarzuty i spekulacje

     

    Iga Świątek (2. WTA) jeszcze poczeka na kolejne trofeum rangi WTA. Nie udało jej się obronić tytułu w Indian Wells, ale chyba jeszcze więcej niż o jej grze, mówiło się o zachowaniu z półfinałowego meczu z Mirrą Andriejewą (6. WTA), gdy pod wpływem emocji cisnęła piłkę w kierunku ball boya, niemal w niego trafiając.

     

    Iga Świątek przerwała milczenie po Indian Wells. Odpowiada na spekulacje i krytykę

    Już po zakończeniu turnieju 23-latka opublikowała obszerny wpis na Instagramie, gdzie podsumowała ostatnie dni. “Jeden z moich ulubionych turniejów w tym roku za mną. Powoli idę w kierunku, w którym chcę i wyjeżdżam stąd z dobrze wykonaną pracą, wieloma dobrymi wspomnieniami, ale i z lekcjami” – zaczęła. Po czym skupiła się na jednym aspekcie.

     

    “Widzę, co w ostatnim czasie mówi się o zmianie mojego zachowania na korcie, o emocjach. Mimo tego, że nie czuję się komfortowo z tłumaczeniem się, czas, żebym przedstawiła moją perspektywę i ucięła spekulacje i teorie wyssane z palca” – kontynuowała. Poniżej zamieszczamy pełną treść oświadczenia, dotyczącego przede wszystkim pracy zawodniczki nad sferą mentalną, za co w jej sztabie odpowiada głównie psycholożka Daria Abramowicz.

     

    “Po pierwsze, sytuacja z ostatniego meczu. Prawdą jest, że dałam upust emocjom w sposób, z którego nie jestem dumna. Moim celem nie było jednak wycelowanie piłki w nikogo, a upust frustracji poprzez odbicie piłki w ziemię. Od razu przeprosiłam ball boya, złapaliśmy kontakt wzrokowy i obydwoje skinęliśmy do siebie głowami, gdy przeprosiłam za to, że wydarzyło się to blisko niego. Wiele razy widziałam innych zawodników uderzających piłką w ziemię z frustracji i nie spodziewałam się takich drastycznych ocen. Zazwyczaj hamuję takie impulsy, więc pół żartem pół serio mogę powiedzieć, że nie mam w tym doświadczenia i że w złości źle tą piłką przycelowałam.

     

    Po drugie, wyrażanie emocji. Druga połowa ubiegłego roku to dla mnie czas bardzo trudnych doświadczeń. Szczególnie sprawa pozytywnego testu i to, w jaki, zupełnie niezależny ode mnie sposób, utraciłam możliwość walki o najwyższe sportowe cele pod koniec sezonu. To wszystko sprawiło, że pewne rzeczy w sobie układam na nowo. W Australii, po słabszych rezultatach w zeszłych latach, grałam kompletnie bez oczekiwań, w skupieniu na pracy z akceptacją, że kolejne AO może potoczyć się nie po mojej myśli niezależnie od moich starań. Również dzięki temu zagrałam bardzo dobrze i byłam blisko finału. Na Bliskim Wschodzie uderzyło mnie, że moja sprawa dopingowa i to, że nie zagrałam dwóch wysoko punktowanych turniejów w październiku oraz wyniki z zeszłego roku (wygranie czterech ‘tysięczników’ i Wielkiego Szlema w pierwszej połowie zeszłego sezonu) będą się za mną ‘ciągnąć’ i uniemożliwią mi powrót na pozycję numer jeden. Bardzo mnie to rozgoryczyło. Można to było zobaczyć na korcie w Dubaju i na pewno wiem, że kontynuowanie gry, gdy wracam do przeszłości i frustruję się tym, na co nie mam już wpływu, to nie jest dobra droga. Wyłapaliśmy ten problem praktycznie od razu, gdy się pojawił (mogę się założyć, że z doświadczeniem mojego teamu o wiele szybciej, niż można byłoby przypuszczać), ale na przepracowanie tego i zmianę perspektywy potrzeba czasu i mojej dużej pracy przy wsparciu mojego zespołu. I tu kolejne dwie ważne kwestie.

     

    Iga Świątek wyznaje: “Pół roku temu miałam poczucie, że moja kariera wisiała na włosku”

    Po pierwsze, praca nad sobą. Nie działa ona tak, że kiedy raz coś osiągnęliśmy, to zostaje to z nami na zawsze. Czasami robimy dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Mierzę się z nowymi elementami tej układanki: zmieniają się okoliczności, moje doświadczenia, zmieniam się ja sama, moje przeciwniczki i muszę się w tym odnaleźć. Nie zawsze jest łatwo i mi teraz najłatwiej nie jest. W sporcie nie ma robotów. Trzy sezony zagrałam wspaniale, ale nic nie przychodzi samo i nie jest powiedziane że wyniki zawsze będą ‘przychodziły’ (a raczej będę je osiągała) ze swobodą i kontrolą. Tak działa życie i tak działa sport. Ja sama czasami otym zapominam.

    Po drugie, ciągłe ocenianie. Kiedy jestem bardzo skupiona i nie okazuję zbyt wielu emocji na korcie, nazywana jestem robotem, a moja postawa nieludzką. Gdy teraz okazuję ich więcej, gdy przeżywam niektóre sytuacje lub nawet czasami trochę walczę ze sobą, okazuje się, że jestem niedojrzała i histeryczna. To nie jest dobry standard, szczególnie że pół roku temu miałam poczucie, że moja kariera wisiała na włosku, przez trzy tygodnie codziennie płakałam i nie chciałam wychodzić na kort. I dziś po wszystkich tych doświadczeniach jeszcze się godzę z tym, co mnie spotkało, przerabiam to. Czy to, co piszę, cokolwiek zmieni? Wątpię, bo widzę wyraźnie, jak lubimy oceniać, budować teorie, dawać sobie prawo do narzucania innym swoich opinii, ale może choć kilka osób, które chciałyby rozumieć, co się u mnie dzieje faktycznie to zrozumie. Na pewno nie jest to mój standard i nie podoba mi się wpisywanie mnie i mojego zespołu w ramy zewnętrznych oczekiwań.

     

    Niemniej, za wsparcie świadomych kibiców bardzo dziękuję i chcę, żeby wiedzieli, że jestem wdzięczna za ich życzliwość. Wiem, że nigdy nie zadowolę wszystkich. Idę własną drogą. Staram się dawać kibicom radość z oglądania moich meczów, a dzieciakom dobry przykład i inspirację. Pracuję nad sobą, stawiam sobie ambitne cele (może czasami za ambitne). I wierzę, że czasami robiąc dwa kroki do przodu i jeden do tyłu, w swoim tempie do nich dojdę. Do

     

    zobaczenia w Miami”.

    Na Florydzie Iga Świątek będzie bronić rankingowych punktów za zeszłoroczną czwartą rundę (porażka z Jekatieriną Aleksandrową) – jej najlepszy wynik w Miami to tytuł wywalczony w 2022 r. Tym razem zmagania rozpocznie od meczu drugiej rundy z Caroline Garcią (74. WTA) lub kwalifikantką.

    https://www.instagram.com/share/p/BAcnfjWGA7

  • Lewandowski podjechał kultowym mercedesem i się zaczęło. Show pod hotelem

    Lewandowski podjechał kultowym mercedesem i się zaczęło. Show pod hotelem

    Robert Lewandowski podjechał pod hotel nieco z boku, ale cierpliwe stał na zimnie i rozdawał autografy. Trzech piłkarzy dojedzie później, kilku nie weźmie udziału w poniedziałkowym treningu. W Warszawie rozpoczęło się zgrupowanie kadry przed meczami el. mistrzostw świata z Litwą i Maltą.

     

    W poniedziałek temperatura w Warszawie ledwo przekraczała zero stopni. Mimo to przed hotelem Double Tree by Hilton od rana czekało kilkudziesięciu kibiców. Sporo z nich, aby zdobyć autografy piłkarzy, musiało urwać się ze szkoły. Trudno powiedzieć, czy to poświęcenie się opłaciło, bo większość kadrowiczów weszła do hotelu bocznym wejściem i z rozdawaniem autografów była dość powściągliwa. Nie zawiódł zaś ten, na którego wszyscy czekali najbardziej.

     

    Cierpliwy Kamiński. “Fajnie by było”

    Jednym z tych, którzy stali z kibicami najdłużej, był Jakub Kamiński. Polak do składu VfL Wolfsburg wraca po urazie. W poniedziałek pojawił się jako pierwszy. Kamiński po tym jak wysiadł z auta, cierpliwie rozdawał wszystkim autografy, robił zdjęcia i chwilę porozmawiał z dziennikarzami. Przyznał, że w nadchodzących meczach liczy na grę.

     

    – Miałem swoje problemy zdrowotne, które trochę wytrąciły mnie z rytmu. Mam nadzieję, że złapię na kadrze jakieś minuty, wrócę do klubu i końcówkę sezonu już pogram – powiedział gracz Bundesligi. – Jak tu zagram, to będzie na duży plus, bo trener Ralph Hasenhuettl będzie patrzył, kto występował w meczach kadry – skomentował Kamiński. Warto przypomnieć, że Kamiński był ostatnio dla trenera Michała Probierza ważnym graczem. Grał po godzinie w każdym z trzech ostatnich meczów kadry, w dwóch wychodząc w pierwszym składzie.

     

    Podobnie wygląda sytuacja Jakuba Kiwiora, który przed hotelem kadry też poświęcił sporo czasu kibicom. Zawodnik Arsenalu w Premier League w tym roku praktycznie nie gra. Występuje za to dość regularnie w Lidze Mistrzów, gdzie jego drużyna awansowała do ćwierćfinału. W kadrze na obronie Kiwior ostatnio jest pewniakiem. To, że pojawi się na boisku w starciach z Litwą czy Maltą, wydaje się bardzo prawdopodobne.

     

    – Najważniejsze są dla nas wygrane. Dla mnie też fajnie by było, abym złapał jakieś minuty – tłumaczył Kiwior. Na lewej stronie, gdzie też pojawiał się w defensywie, gracz Arsenalu mógł współpracować z Nikolą Zalewskim. Zawodnik Interu od pewnego czasu ma uraz. Mimo powołania na kadrę nie mógł przyjechać.

     

    – Nicola w dotychczasowych meczach kadry brał na siebie ciężar gry. Prezentował się bardzo dobrze. Mam nadzieję, że pojawi się kolejna osoba, która też tu błyśnie – przekazał dziennikarzom Kiwior.

     

    Lewandowski zmarzł przed kadrą. “Ojej, ale wieje”

     

    Spore poruszenie wywołał też przyjazd Krzysztofa Piątka. Walczący o koronę króla strzelców ligi tureckiej napastnik rozdał kilka autografów i szybko zniknął w hotelu. Emocje sięgnęły zenitu chwilę później. Przed 14 na zgrupowaniu pojawił się Robert Lewandowski. Napastnik Barcelony jak zwykle przyjechał na zgrupowanie legendarnym Mercedesem-AMG G 63 4Matic, czyli popularną “Gelendą”.

     

    – Ojej, ale wieje – rzucił Lewandowski, który ubrany w koszulę zaczął rozdawać autografy fanom. – Trzeba było przywieźć trochę słońca z Barcelony – odparła jedna z mam młodych kibiców. – Tam też nie jest teraz za ciepło, ciągle pada – tłumaczył Lewandowski.

     

    Kapitan kadry musiał trochę zmarznąć, bo na koszulkach i w albumach podpisywał się długo.

     

    Lewandowski jest jednym z tych piłkarzy, który z powodu niedzielnych meczów ligowych nie jest przewidziany na poniedziałkowy trening kadry na Stadionie Narodowym. W tej grupie jest też m.in. Łukasz Skorupski, Sebastian Szymański, Mateusz Skrzypczak i Dominik Marczuk (powołani w ostatniej chwili) oraz Daniel Bogusz i Bartosz Slisz. Bogusz na kadrę przylatuje z Meksyku (gra w Cruz Azul), Marczuk i Slisz ze Stanów Zjednoczonych. Oni dostali bardziej elastyczne godziny przylotu do Warszawy i mają pojawić się na kadrze w poniedziałkowy wieczór.

     

    Na kadrze jako pierwszy, bo już w niedzielę, pojawił się Paweł Dawidowicz. Jego Hellas Verona mecz grał w sobotę. W niedzielę w hotelu był też już sztab kadry, który wspólnie oglądał hity ekstraklasy Raków – Legia i Jagiellonia – Lech.

    https://x.com/dwardzich22/status/1901621827681521743

  • Iga Świątek wydała oświadczenie. “Nie spodziewałam się takich drastycznych ocen”

    Iga Świątek wydała oświadczenie. “Nie spodziewałam się takich drastycznych ocen”

    Iga Świątek wydała oświadczenie. “Nie spodziewałam się takich drastycznych ocen”

    – Czy to, co piszę cokolwiek zmieni? Wątpię, bo widzę wyraźnie, jak lubimy oceniać, budować teorie… – pisze w swoim oświadczeniu Iga Świątek.

     

    Iga Świątek zebrała sporo krytycznych ocen po swoich startach w 2025 roku. O ile początkowo większość dotyczyła samych wyników (choć polska tenisistka wciąż jest wiceliderką rankingu WTA) to ostatnie piętnowały jej zachowanie na korcie, a dokładniej frustrację, jaką zawodniczka wyładowała w półfinale Indian Wells z Mirrą Andriejewą.

     

    W trzecim secie, przy stanie 1:4, ball boy podał jej piłkę, którą Polka z impetem odbiła rakietą o kort. Piłka poleciała w kierunku trybun, omal nie trafiając chłopca. To zachowanie spotkało się z dezaprobatą publiczności, która wybuczała tenisistkę. Krytyka płynęła nie tylko na polskich forach, ale również ze strony zagranicznych dziennikarzy.

     

    W poniedziałek 17 marca Świątek wydała oświadczenie, w którym tłumaczy swoje zachowanie.

     

    “Jeden z moich ulubionych turniejów w tym roku za mną. Powoli idę w kierunku, w którym chcę i wyjeżdżam stąd z dobrze wykonaną pracą, wieloma dobrymi wspomnieniami, ale i z lekcjami.

     

    Widzę, co w ostatnim czasie mówi się o zmianie mojego zachowania na korcie, o emocjach. Mimo tego, że nie czuję się komfortowo z tłumaczeniem się, czas żebym przedstawiła moją perspektywę i ucięła spekulacje i teorie wyssane z palca. Po pierwsze, sytuacja z ostatniego meczu. Prawdą jest, że dałam upust emocjom w sposób, z którego nie jestem dumna. Moim celem nie było jednak wycelowanie piłki w nikogo, a upust frustracji poprzez odbicie piłki w ziemię. Od razu przeprosiłam ball boya, złapaliśmy kontakt wzrokowy i obydwoje skinęliśmy do siebie głowami, gdy przeprosiłam za to, że wydarzyło się to blisko niego. Wiele razy widziałam innych zawodników uderzających piłką w ziemię z frustracji i nie spodziewałam się takich drastycznych ocen. Zazwyczaj hamuję takie impulsy, więc pół żartem pół serio mogę powiedzieć, że nie mam w tym doświadczenia i że w złości źle tą piłką przycelowałam.

     

    Po drugie, wyrażanie emocji. Druga połowa ubiegłego roku to dla mnie czas bardzo trudnych doświadczeń. Szczególnie sprawa pozytywnego testu i to, w jaki, zupełnie niezależny ode mnie sposób, utraciłam możliwość walki o najwyższe sportowe cele pod koniec sezonu. To wszystko sprawiło, że pewne rzeczy w sobie układam na nowo. W Australii, po słabszych rezultatach w zeszłych latach, grałam kompletnie bez oczekiwań, w skupieniu na pracy z akceptacją, że kolejne AO może potoczyć się nie po mojej myśli niezależnie od moich starań. Również dzięki temu zagrałam bardzo dobrze i byłam blisko finału. Na Bliskim Wschodzie uderzyło mnie, że moja sprawa dopingowa i to, że nie zagrałam dwóch wysoko punktowanych turniejów w październiku oraz wyniki z zeszłego roku (wygranie 4 tysięczników i Szlema w pierwszej połowie zeszłego sezonu) będą się za mną “ciągnąć” i uniemożliwią mi powrót na pozycję numer jeden. Bardzo mnie to rozgoryczyło. Można to było zobaczyć na korcie w Dubaju i na pewno wiem, że kontynuowanie gry, gdy wracam do przeszłości i frustruję się tym na co nie mam już wpływu, to nie jest dobra droga. Wyłapaliśmy ten problem praktycznie od razu, gdy się pojawił (mogę się założyć, że z doświadczeniem mojego teamu o wiele szybciej, niż można byłoby przypuszczać), ale na przepracowanie tego i zmianę perspektywy potrzeba czasu i mojej dużej pracy przy wsparciu mojego zespołu. I tu kolejne dwie ważne kwestie.

    Po pierwsze, praca nad sobą. Nie działa ona tak, że kiedy raz coś osiągnęliśmy, to zostaje to z nami na zawsze. Czasami robimy dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. Mierzę się z nowymi elementami tej układanki: zmieniają się okoliczności, moje doświadczenia, zmieniam się ja sama, moje przeciwniczki i muszę się w tym odnaleźć. Nie zawsze jest łatwo i mi teraz najłatwiej nie jest. W sporcie nie ma robotów. Trzy sezony zagrałam wspaniale, ale nic nie przychodzi samo i nie jest powiedziane że wyniki zawsze będą “przychodziły” (a raczej będę je osiągała) ze swobodą i kontrolą. Tak działa życie i tak działa sport. Ja sama czasami o tym zapominam.

     

    Po drugie, ciągłe ocenianie. Kiedy jestem bardzo skupiona i nie okazuję zbyt wielu emocji na korcie, nazywana jestem robotem, a moja postawa nieludzką. Gdy teraz okazuję ich więcej, gdy przeżywam niektóre sytuacje lub nawet czasami trochę walczę ze sobą, okazuje się, że jestem niedojrzała i histeryczna. To nie jest dobry standard szczególnie, że pół roku temu miałam poczucie, że moja kariera wisiała na włosku, przez trzy tygodnie codziennie płakałam i nie chciałam wychodzić na kort. I dziś po wszystkich tych doświadczeniach jeszcze się godzę z tym, co mnie spotkało, przerabiam to. Czy to, co piszę cokolwiek zmieni? Wątpię, bo widzę wyraźnie, jak lubimy oceniać, budować teorie, dawać sobie prawo do narzucania innym swoich opinii, ale może choć kilka osób, które chciałyby rozumieć, co się u mnie dzieje faktycznie to zrozumie. Na pewno nie jest to mój standard i nie podoba mi się wpisywanie mnie i mojego zespołu w ramy zewnętrznych oczekiwań.

     

    Niemniej, za wsparcie świadomych kibiców bardzo dziękuję i chcę, żeby wiedzieli, że jestem wdzięczna za ich życzliwość. Wiem, że nigdy nie zadowolę wszystkich. Idę własną drogą. Staram się dawać kibicom radość z oglądania moich meczów, a dzieciakom dobry przykład i inspirację. Pracuję nad sobą, stawiam sobie ambitne cele (może czasami za ambitne). I wierzę, że czasami robiąc dwa kroki do przodu i jeden do tyłu, w swoim tempie do nich dojdę. Do zobaczenia w Miami.”.

  • Lewandowski zaskoczony na konferencji. Odparł bez namysłu: „To bardzo kuszące”

    Lewandowski zaskoczony na konferencji. Odparł bez namysłu: „To bardzo kuszące”

    Lewandowski zaskoczony na konferencji. Odparł bez namysłu: „To bardzo kuszące”

    Robert Lewandowski w reprezentacji Polski zdobył już 84 bramki i powoli zbliża się do kosmicznej granicy 100 trafień. – Powiem szczerze, że taki dorobek jest bardzo kuszący, choć na pewno zdobycie tylu bramek nie będzie łatwe – podkreśla napastnik Barcelony, który dziś zjawił się w Warszawie na zgrupowaniu reprezentacji Polski przed meczami eliminacyjnymi mistrzostw świata.

     

    Robert Lewandowski strzelanie dla kadry zaczął we wrześniu 2008 r. Debiutanckie trafienie zanotował w meczu przeciwko San Marino, który Polska wygrała 2:0. Później bramki zdobywał już seryjnie – w meczach towarzyskich, eliminacyjnych, spotkaniach mistrzostw Europy, a ostatnio przełamał się także na mistrzostwach świata.

     

    Łącznie, przez 17 lat, Lewandowski zdobył już 84 bramki i dawno wyprzedził wieloletniego lidera klasyfikacji strzelców reprezentacji Polski – Włodzimierza Lubańskiego, który do siatki w barwach reprezentacji trafił 48 razy.

     

    Lewandowski poprawić dorobek będzie mógł już w najbliższych dniach, gdy Polacy w eliminacjach mistrzostw świata zmierzą się z Litwą oraz Maltą. W tej sytuacji na poniedziałkowej konferencji prasowej napastnik Barcelony został zapytany o to, czy myśli o zdobyciu dla Polski 100 bramek.

     

    Powiem szczerze, że jak usłyszałem liczbę 100, to zrobiło się to kuszące… Na pewno nie powiem, że nie, choć nie będzie to łatwe. Zdaję sobie jednak sprawę, że brakuje mi tylko i aż 16 goli

     

    ~ podkreślał Lewandowski.

     

    – Na dziś jednak nie myślę o takim celu, choć muszę przyznać, że 100 goli brzmi fajnie. Od zawsze jednak moim priorytetem jest dobro kadry i teraz skupiam się tylko i wyłącznie na meczach eliminacyjnych, żeby nasza drużyna zaczęła funkcjonować dużo lepiej. Jeśli tak się stanie, to mi też będzie łatwiej strzelać bramki – dodaje napastnik Barcelony.

     

    Lewandowski na zgrupowanie reprezentacji przyjechał zaraz po wyjazdowym meczu z Atletico Madryt. W niedzielny wieczór Katalończycy do 72. minuty przegrywali 0:2, ale po bramce Polaka złapali wiatr w żagle i ostatecznie wygrali 4:2 i wciąż są liderem La Liga.

     

    Teraz Lewandowski i spółka przygotowują się w Warszawie do piątkowego meczu z Litwą oraz poniedziałkowego z Maltą.

     

  • Iga Świątek odniosła się do afery z sobą w roli głównej. Wydała oświadczenie

    Iga Świątek odniosła się do afery z sobą w roli głównej. Wydała oświadczenie

    Iga Świątek odniosła się do afery z sobą w roli głównej. Wydała oświadczenie

    Iga Świątek po półfinale Indian Wells znalazła się na językach całego świata. Niestety, głośno mówiono nie o jej grze, a emocjach, które wzięły nad nią górę w trzecim secie. Polka posłała wtedy piłkę kozłem w trybuny, strasząc chłopca od podawania piłek. Widać, że w ostatnim czasie jej relacje z zespołem nie są dobre. Teraz wyznała, co leżało jej na sercu i stwierdziła, że choć nie czuje się z tym komfortowo, to wyjaśni parę spraw.

     

    Iga Świątek postanowiła zamieścić na swoim instagramowym profilu obszerne wyjaśnienie dotyczące ostatnich emocjonalnych wybuchów, jakie miały miejsce podczas półfinałowego meczu turnieju w Indian Wells. Wiele osób dziwiło się tym, że zazwyczaj bardzo spokojna Polka dała ponieść się gniewnym impulsom i zrobiło się o niej głośno w mniej sportowym kontekście. Raszynianka opowiedziała, jak wyglądało to z jej strony.

     

    Iga Świątek zamieściła oświadczenie

    https://www.instagram.com/share/p/BAa_9GslGu

  • Pilny komunikat ws. Piotra Żyły. Polski Związek Narciarski oficjalnie ogłasza

    Pilny komunikat ws. Piotra Żyły. Polski Związek Narciarski oficjalnie ogłasza

    Pilny komunikat ws. Piotra Żyły. Polski Związek Narciarski oficjalnie ogłasza

    Po średnio udanym weekendzie Pucharu Świata w skokach narciarskich na mamucie w Vikersund można było spodziewać się pewnych zmian w kadrze reprezentacji Polski na weekend w Lahti. Do tej jednak nie doszło. Thomas Thurnbichler powołał taki sam skład. Polski Związek Narciarski zaznacza, że Piotr Żyła wystąpi w konkursach kończących sezon w Planicy.

     

    Polskie skoki narciarskie przeżywają wielki kryzys. W tym sezonie zawodnikom prowadzonym przez Thomasa Thurnbichlera niewiele wychodzi. Oczywiście największym powiewem nadziei jest Paweł Wąsek, który potrafił się bić o miejsca w okolicach podium. Gdy spojrzymy na klasyfikację generalną Pucharu Świata, to zdecydowanie najgorszej z Biało-Czerwonych z kadry A wypada Piotr Żyła. Mimo tego znalazł się on w kadrze na mistrzostwa świata w Trondheim.

     

    Żyła poleciał do Norwegii z racji na tytuł mistrza świata, którego bronił na skoczni normalnej. Thurnbichler nie zdecydował się zabrać sześciu skoczków, w związku z tym czempionat z daleka śledził Kamil Stoch. Wyniki w mistrzostwach świata raczej nie przyznały Austriakowi racji. Forma Piotra Żyły mogła być tym, co najbardziej niepokoiło kibiców i trenerów.

     

    Piotr Żyła bez powołania. Thurnbichler nie zmienia nic

     

    W związku ze słabą dyspozycją Żyła został wycofany z reprezentacji i nie poleciał na Raw Air. Przez decyzję trenera Thurnbichlera nasz dwukrotny mistrz świata ze skoczni normalnej nie mógł zaprezentować swoich umiejętności latania, a wiadomo od dawna, że Żyła lotnikiem jest znakomitym. Gdy koledzy z kadry walczyli z warunkami na skoczni w Vikersund Żyła zaprezentował się z bardzo dobrej strony podczas Pucharu Kontynentalnego w Lahti.

     

    To jednak wciąż za mało, aby załapać się do kadry prowadzonej przez austriackiego szkoleniowca. Thomas Thurnbichler ogłosił już, że na konkursy Pucharu Świata w Lahti zabiera dokładnie tę samą ekipę, która walczyła o punkty w Vikersund.

    https://x.com/pzn_pl/status/1901669525709349131?t=56-5QpXo_RuFJfsRe4tzWA&s=19

    Oznacza to, że w Finlandii o kolejne punkty Pucharu Świata walczyć będą: Kamil Stoch, Paweł Wąsek, Dawid Kubacki, Aleksander Zniszczoł, Jakub Wolny oraz Maciej Kot. Ważne jest jednak to, że Piotr Żyła dołączy do reprezentacji na kończące sezon loty w Planicy.