• Niepokojące. Tak źle u Igi Świątek jeszcze nie było

    Niepokojące. Tak źle u Igi Świątek jeszcze nie było

    Niepokojące. Tak źle u Igi Świątek jeszcze nie było

    Iga Świątek zakończy pierwszy kwartał 2025 roku bez tytułu. Biorąc pod uwagę ostatnie lata, jest to jej najgorszy start od momentu, w którym dołączyła do światowej czołówki. A już za chwilę presja na Polce będzie jeszcze większa.

     

    Do rywalizacji w turnieju rangi WTA 1000 w Miami Iga Świątek przystąpiła po tym, jak nie obroniła tytułu zarówno w Dosze, jak i w Indian Wells. Rok temu w tej imprezie dotarła jedynie do czwartej rundy, przez co teraz nie była faworytką do końcowego triumfu.

     

    Mimo udanego startu nasza tenisistka męczyła się z Caroline Garcią (6:2, 7:5), którą w Indian Wells ograła zdecydowanie szybciej (6:2, 6:0). Mimo że później odprawiła Elise Mertens i Elinę Switolinę w dwóch setach, to w obu starciach w premierowej odsłonie doszło do tie-breaka.

     

    Wydawało się jednak, że Polka zmiecie z kortu 140. rakietę świata 19-letnią Alexandrę Ealę i pewnie awansuje do półfinału. Tymczasem Filipinka najpierw rozbiła Świątek w premierowej odsłonie (6:2), a w drugim secie wróciła ze stanu 4:5 i triumfowała 7:5, sprawiając gigantyczną sensację.

     

    Skuteczna, ale gorsza niż dawniej

    Już teraz wiadomo, że wiceliderka światowego rankingu WTA ma za sobą najgorszy początek sezonu od momentu, od którego należy do ścisłego topu. Wszystko z uwagi na to, że pierwszy kwartał 2025 roku zakończy bez tytułu.

     

    Warto jednak zwrócić uwagę, że czołowym tenisistkom zdarzają się gorsze występy. Choćby liderka rankingu Aryna Sabalenka czy trzecia rakieta świata Coco Gauff kompletnie rozczarowały na Bliskim Wschodzie. Tymczasem Świątek w tym sezonie osiągnęła ćwierćfinał każdego turnieju, w którym rywalizowała.

     

    W tym przypadku nasza tenisistka jest do bólu regularna. W Australian Open, Dosze i Indian Wells osiągnęła nawet półfinał, ale za każdym razem w kluczowym momencie coś się zacinało i Polka przegrywała z niżej notowanymi rywalkami.

     

    Porażki w kluczowych momentach

    Tak naprawdę wszystko zaczęło się od United Cup, gdzie wiceliderka rankingu wygrała wszystkie starcia singlowe z wyjątkiem ostatniego. W finałowej rywalizacji nie udało jej się zdobyć punktu, bo przegrała z Gauff (4:6, 4:6).

     

    Następnie półfinał Australian Open, w którym Świątek przegrała z Madison Keys. Doszło do tego, mimo że serwowała na zakończenie potyczki i miała nawet piłkę meczową. Później na tym samym etapie odpadła z imprezy w Dosze, bo ograła ją Jelena Ostapenko (3:6, 1:6), na którą jeszcze nigdy nie znalazła sposobu.

     

    Z kolei turnieje w Dubaju i Indian Wells to porażki z 17-letnią Mirrą Andriejewą. I tak jak Rosjanka pewnie triumfowała na Bliskim Wschodzie w ćwierćfinale (6:3, 6:3), tak w półfinale Polka po porażce w premierowej odsłonie po tie-breaku 6:7(1), zwyciężyła drugiego seta 6:1 i stanęła. Szybko straciła podanie w kolejnej partii i pozwoliła rywalce uciec, mimo że ta wręcz gotowała się już w pierwszym gemie.

     

    Mimo wszystko to właśnie porażkę w Miami jest najtrudniej wytłumaczyć. Zwłaszcza niemoc przy własnym podaniu, bo dopiero w dwunastym (!) gemie starcia z Ealą udało jej się utrzymać serwis. A warto odnotować, że Filipinka nie mogła rywalizować na 100 procent z uwagi na problemy z udem. Wiceliderka rankingu nie zdołała wykorzystać i w głównej mierze pomagała jej błędami.

     

    Występy Igi Świątek w turniejach WTA od stycznia do marca (bez United Cup):

     

    Rok Wyniki

    2021 III runda w Melbourne, IV runda Australian Open, wygrana w Adelajdzie, III runda w Dubaju, III runda w Miami

    2022 półfinał w Adelajdzie, półfinał Australian Open, II runda w Dubaju, wygrana w Dosze, wygrana w Indian Wells, wygrana w Miami

    2023 IV runda Australian Open, wygrana w Dosze, finał w Dubaju, półfinał w Indian Wells

    2024 III runda Australian Open, wygrana w Dosze, półfinał w Dubaju, wygrana w Indian Wells, IV runda w Miami

    2025 półfinał Australian Open, półfinał w Dosze, ćwierćfinał w Dubaju, półfinał w Indian Wells, ćwierćfinał w Miami

     

    Tym samym porównując początek obecnego sezonu do poprzednich, wygląda to słabo. Od 2020 roku nie doszło do tego, żeby Polka tak długo czekała na pierwszy wygrany turniej. Trzeba przyznać, że daje to do myślenia.

     

    Świątek rozpoczęła pierwszy sezon w karierze pod okiem Wima Fissette i ich współpraca jest odbierana przede wszystkim negatywnie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę sytuację, która wydarzyła się w ostatnim meczu. Belg, a także Maciej Ryszczuk chcieli pomóc jej wskazówkami, a 23-latka po spotkaniu wprost stwierdziła, iż nie lubi dostawać ich punkt po punkcie.

     

    To tylko pokazuje, że współpraca na linii Świątek-Fissette nie jest jeszcze odpowiednia. Nie można jednak stwierdzić, iż jest to element, przez który Polka radzi sobie gorzej w kluczowych pojedynkach.

     

    Nadchodzi kluczowy moment sezonu

    Na ten moment jednak nie można stwierdzić, iż wiceliderka rankingu rozgrywa najgorszy sezon od czasu, gdy jest na topie. Przed nią jeszcze bowiem wiele turniejów, w tym trzy wielkoszlemowe, przez co sytuacja może ulec zmianie.

     

    Teraz jednak nadchodzi kluczowy czas, ponieważ do kolejnej imprezy Świątek przystąpi już na korcie ziemnym. To właśnie jest jej “królestwo”, gdzie w poprzednim sezonie wygrała każdy wielki turniej.

     

    Jeżeli na mączce nasza tenisistka nie będzie radzić sobie tak samo znakomicie jak dawniej, to będzie jasny znak, że zamiast oczekiwanego progresu pojawił się regres. Dla Polki najważniejsze będą imprezy rangi WTA 1000 w Rzymie i Madrycie, a także wielkoszlemowy Roland Garros, gdzie rok temu nie miała sobie równych.

  • Iga Świątek stanęła przed kamerą i ogłosiła. Chodzi o Wima Fissette’a

    Iga Świątek stanęła przed kamerą i ogłosiła. Chodzi o Wima Fissette’a

    Iga Świątek stanęła przed kamerą i ogłosiła. Chodzi o Wima Fissette’a

    — Na pewno nie lubię dostawać podpowiedzi co punkt, więc pod koniec meczu nie dawałam rady skoncentrować się nawet na tym, co się dzieje na korcie — powiedziała Iga Świątek na antenie Canal+ tuż po przegranym meczu z Alexandrą Ealą. A to oczywiście nawiązanie do tego, co robił jej trener Wim Fissette. Polka jednak zabrała głos także w sprawie tego, co działo się w poprzednich spotkaniach.

     

    W środę Iga Świątek pożegnała się z Miami Open. Polka w ćwierćfinale przegrała z Alexandrą Ealą wynikiem 2:6, 5:7. Była to spora sensacja i widać było, że druga rakieta świata nie może odnaleźć się na korcie. Tuż po tym spotkaniu udzieliła krótkiego wywiadu dla stacji Canal+, który został wyemitowany w czwartek wieczorem. — Na pewno nie zagrałam swojego tenisa i dużo rzeczy mi nie wychodziło. Popełniłam dużo błędów na początku i nie dałam rady do końca się z tego odkopać — słyszymy już na początku.

     

    Iga Świątek przemówiła po sensacyjnej porażce. I jest o trenerze

     

    Potem Polka odniosła się do tego, co działo się w drugim secie, czyli częstych podpowiedzi Wima Fissette’a, o których piszemy tutaj. — Wszystko zależy od nóg — wykrzykiwał z boksu trener. Podobne wskazówki pojawiały się co chwilę. — Próbuję — odparła mu po jednym z zagrań wyraźnie zirytowana Świątek. Nie zabrakło też mocniejszych reakcji. — Posłuchaj się chociaż raz — powiedział do drugiej rakiety świata jej trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk.

     

    — Na pewno nie lubię dostawać podpowiedzi co punkt, więc pod koniec meczu nie dawałam rady skoncentrować się nawet na tym, co się dzieje na korcie, ale na pewno przemyślimy to. W ostatnich meczach też dostawałam świetny coaching od Wima, więc tutaj tych komunikatów faktycznie było dużo, ale wszystkim nam zależy i na pewno ułożymy to tak, że będzie dobrze — stwierdziła.

     

    Na koniec odpowiedziała też na pytanie, co by zmieniła, gdyby mogła to spotkanie rozegrać jeszcze raz. — Nie wiem, szczerze mówiąc, bo wiem, że moja gra nie funkcjonowała tak, jak powinna i nie wiem do końca dlaczego, więc… Może starałabym się grać więcej z rotacją, ale wiem, że nieczysto uderzałam tę piłkę i ona nie leciała tak, jak chcę i tam gdzie chcę. Nie umiem tego za bardzo teraz ocenić — odparła Polka.

  • Zniszczoł odpalił! Kapitalny lot Polaka w Planicy. Oto wyniki serii próbnej

    Zniszczoł odpalił! Kapitalny lot Polaka w Planicy. Oto wyniki serii próbnej

    Zniszczoł odpalił! Kapitalny lot Polaka w Planicy. Oto wyniki serii próbnej

    Domen Prevc został zwycięzcą serii próbnej przed piątkowym konkursem Pucharu Świata w skokach w Planicy. Słoweniec osiągnął 233 m i wyprzedził Ryoyu Kobayashiego oraz Stefana Krafta. Najlepszym z Polaków był Aleksander Zniszczoł, który po skoku na odległość 223,5 m uplasował się na czwartej lokacie. Dość przeciętnie poradzili sobie za to pozostali nasi zawodnicy. Oto wyniki serii próbnej.

     

    Polscy skoczkowie totalnie rozczarowywali podczas całego sezonu, natomiast, gdy tylko pojawili się w Planicy, zaczęli prezentować się doskonale. Podczas czwartkowych kwalifikacji aż trudno było uwierzyć, ale trzech znalazło się w pierwszej dziesiątce. Najdalej skoczył Kamil Stoch, który osiągnął 234,5 m (6.). Najwyżej sklasyfikowany został za to Piotr Żyła, który wylądował na 227. metrze i zajął piątą lokatę. Dziewiąty był za to Paweł Wąsek, który skoczył 214 m. Jedynym, który nie wywalczył kwalifikacji do konkursu głównego, był Dawid Kubacki.

     

    Niesamowity skok Zniszczoła w serii próbnej. Ależ odpalił

    Już w piątek o godz. 15 rozpocznie się konkurs indywidualny w Planicy. Tuż przed nim odbyła się seria próbna. Na belce startowej zobaczyliśmy 40 zawodników. Jako pierwszy z Polaków wystąpił Jakub Wolny, który zanotował koszmarną próbę i wylądował na zaledwie 162. metrze. Niedługo po nim na belce pojawił się Kamil Stoch. I ten nie zawiódł, gdyż osiągnął aż 207,5 m i zajmował wówczas trzecią lokatę.

     

    Bardzo dobrą próbę oddał również Piotr Żyła, który skoczył metr bliżej od trzykrotnego złotego medalisty olimpijskiego i uplasował się na piątym miejscu. Liderem wciąż pozostawał Alex Insam, który poprzedniego dnia skoczył 234 metry i ustanowił nowy rekord Włoch. Tym razem było to “jedynie” 220,5 m, natomiast to wystarczyło, by wyprzedzić rywali. Następnym z naszych zawodników był za to oczywiście Aleksander Zniszczoł, który pragnął zrehabilitować się fanom za ten nieudany sezon.

     

    I zrobił to, na co wszyscy czekali. Po niesamowitym skoku na odległość 223,5 m objął prowadzenie i dał sygnał, że w ten weekend będzie walczył o zwycięstwo. Ostatnim z naszych na belce był Paweł Wąsek, który nie mógł być zadowolony, z tego, co pokazał. Ostatecznie osiągnął 201,5 m i zajął dopiero 20. pozycję.

     

    Zwycięzcą serii próbnej został Domen Prevc, który skoczył 233 metry. Drugie miejsce zajął Ryoyu Kobayashi (231 m), natomiast trzecie Stefan Kraft (226 m). Nieco słabiej spisali się za to lider PŚ Daniel Tschofening, który był piąty (225 m) oraz wicelider PŚ Jan Hoerl (213 m – 13).

     

    Oto skrócone wyniki serii próbnej przed piątkowym konkursem indywidualnym w Planicy:

     

    1. Domen Prevc (Słowenia) – 233 m

    2. Ryoyu Kobayashi (Japonia) – 231 m

    3. Stefan Kraft (Austria) – 226 m

    4. Aleksander Zniszczoł – 223,5 m

    5. Alex Insam (Włochy) – 220,5

    5. Daniel Tschofenig (Austria) – 225 m

    (…)

    17. Kamil Stoch – 207,5 m

    19. Piotr Żyła – 206,5 m

    30. Paweł Wąsek – 201,5 m

    39. Jakub Wolny – 162 m

  • Polak powalczy o podium? Świetny prognostyk

    Polak powalczy o podium? Świetny prognostyk

    Polak powalczy o podium? Świetny prognostyk

    Aleksander Zniszczoł świetnie spisał się w serii próbnej przed konkursem Pucharu Świata w Planicy. Polak może włączyć się do walki o podium.

     

    W piątek Adam Małysz, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, ogłosił, że Thomas Thurnbichler nie będzie pełnił roli głównego trenera kadry w sezonie olimpijskim 2025/26. Obaj zaapelowali jednak o to, aby nie “męczyć” zawodników pytaniami do momentu zakończenia bieżącego Pucharu Świata.

     

    A ten jest już na ostatniej prostej. W piątkowe popołudnie odbyła się seria próbna przed przedostatnim konkursem indywidualnym sezonu. W czwartek, szczególnie w kwalifikacjach, Biało-Czerwoni zaprezentowali się z dobrej strony, dając nadzieję kibicom na optymistyczne zakończenie trudnego sezonu.

     

    W serii próbnej bardzo dalekim lotem popisał się Aleksander Zniszczoł. 223,5 metra sprawiło, że znalazł się w ścisłej czołówce – na czwartym miejscu. Lepsi od niego byli tylko Domen Prevc (233 m), Ryoyu Kobayashi (231 m) oraz Stefan Kraft (226 m).

     

    W drugiej dziesiątce trening zakończyli Kamil Stoch (207,5 m) oraz Piotr Żyła (206,5 m). Słabiej poradził sobie Paweł Wąsek (201,5 m), a kompletnie zawiódł Jakub Wolny, który po skoku na 162. metr uzyskał najniższą notę w całej stawce.

     

    Początek rywalizacji w Planicy o godzinie 15:00.

     

    Wyniki serii próbnej w Planicy:

     

    Miejsce Zawodnik Kraj Odległość Punkty

    1. Domen Prevc Słowenia 233.0 166.3

    2. Ryoyu Kobayashi Japonia 231.0 160.4

    3. Stefan Kraft Austria 226.0 152.5

    4. Aleksander Zniszczoł Polska 223.5 152.1

    5. Alex Insam Włochy 220.5 151.9

    6. Daniel Tschofenig Austria 225.0 151.9

    7. Anze Lanisek Słowenia 224.5 151.8

    8. Timi Zajc Słowenia 222.5 151.8

    9. Pius Paschke Niemcy 221.0 150.2

    10. Andreas Wellinger Niemcy 221.5 150.1

    17. Kamil Stoch Polska 207.5 134.2

    19. Piotr Żyła Polska 206.5 131.3

    30. Paweł Wąsek Polska 201.5 122.7

    39. Jakub Wolny Polska 162.0 80.4

  • Oto pierwsze słowa Thomasa Thurnbichlera po zwolnieniu z polskiej kadry

    Oto pierwsze słowa Thomasa Thurnbichlera po zwolnieniu z polskiej kadry

    Oto pierwsze słowa Thomasa Thurnbichlera po zwolnieniu z polskiej kadry

    — Nie przeszkadza mi ta decyzja. Dostałem też ofertę od związku, żeby tu zostać. Zastanowię się — powiedział tuż po ogłoszeniu decyzji o rozstaniu Thomas Thurnbichler. Stwierdził dodatkowo, że energia, którą wkładał w swoją pracę, nie przynosiła zamierzonych efektów. Przypomnijmy, że Austriak przestanie pełnić funkcję szkoleniowca polskiej kadry A wraz z końcem tego sezonu.

     

    Na piątkowej specjalnej konferencji prasowej prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz ogłosił, że w przyszłym sezonie Thomas Thurnbichler nie będzie pracował już jako trener kadry A. Równocześnie dodał, że dla Austriaka jest miejsce w polskich skokach, jako trenera juniorów, jednak Thurnbichler nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji.

     

    — Trenerem kadry A nie będzie już Thomas. Dostał propozycję, żeby zostać u nas, przejęcia kadry juniorów. Przekazał, że potrzebuje czasu, by się zastanowić. On więcej o tym powie. Stanowisko Thomasa przejmie Maciej Maciusiak, który ma skompletować skład, jak będzie wyglądała kadra zawodnicza i trenerska — przekazał Małysz.

     

    Następnie głos zabrał sam Thurnbichler. Swoją odpowiedź rozpoczął od przedstawienia, jak mijający sezon wyglądał z jego perspektywy.

     

    — Tej zimy miałem dużo przemyśleń, nie wiedziałem, czy chcę kontynuować pracę jako główny trener. Wkładałem dużo energii, jednak nie przynosiła ona efektów, jakich bym oczekiwał. Ostatecznie zarząd podjął decyzję, że główny temat zostanie zmieniony. Nie przeszkadza mi ta decyzja — przyznał Austriak.

     

    Thomas Thurnbichler: chcę, abyście to uszanowali

    Przekazał również, jak może wyglądać jego przyszłość. Okazuje się, że może kontynuować pracę w Polsce.

     

    — Dostałem ofertę od związku, aby tu zostać, pracować nad następnym pokoleniem. Zastanowię się nad tym w najbliższych tygodniach po Planicy. Mam też inne oferty, ale ta jest bardzo miła

    — dodał.

     

    Następnie szkoleniowiec podziękował kibicom, związkowi, sztabowi szkoleniowemu, samym skoczkom, a także mediom za ostatnie trzy lata. Na koniec odniósł się jeszcze do ostatniego weekendu sezonu.

     

    — Chcę, abyście uszanowali fakt, że wciąż rywalizujemy. Przed nami jeszcze trzy konkursy, a zawodnicy nie będą komentować sytuacji ze sztabem trenerskim do końca tygodnia. Chcę, abyście to uszanowali. Skupmy się na sporcie tutaj w Planicy i wykorzystajmy jak najlepiej ten ostatni weekend w tym sezonie. Dziękuję wszystkim — zakończył Austriak.

     

    Przypomnijmy, że w piątek o godz. 15 rozpocznie się konkurs indywidualny. Relację będzie można śledzić w Przeglądzie Sportowym Onet.

  • Burza po meczu FC Barcelony. Za ten artykuł regulaminu FIFA grozi walkower

    Burza po meczu FC Barcelony. Za ten artykuł regulaminu FIFA grozi walkower

    Burza po meczu FC Barcelony. Za ten artykuł regulaminu FIFA grozi walkowe

     

    FC Barcelona zdobyła w czwartek kolejne trzy punkty i umocniła się na prowadzeniu tabeli La Liga. Piłkarze Hansiego Flicka mieli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku i sprawili, że Osasuna była absolutnie bezbronna. Dziennikarz Isaac Fouto po meczu ujawnił na antenie radia COPE zaskakujące wieści. Rzekomo Osasuna “bada możliwe nieuprawnione wystawienie do gry Inigo Martineza”. Katalońskiemu klubowi grozi nawet walkower.

     

    FC Barcelona rozbiła w czwartek Osasunę 3:0, a wynik w 77. minucie ustalił wprowadzony wcześniej Robert Lewandowski. Dużo większe wrażenie na kibicach zrobił jednak Wojciech Szczęsny, który w pierwszej połowie popisał się dość niekonwencjonalnym zagraniem, gdy ruszyło na niego dwóch rywali. “Chcieli go osaczyć, wywrzeć na nim presję, zmusić do błędu i odebrać piłkę. Czy bramkarz się ich przestraszył? Absolutnie nie! Z pewnością niejeden golkiper wybiłby futbolówkę na aut, by uniknąć zagrożenia, ale nie Szczęsny. Ten się zabawił”

     

    Osasuna bada możliwość walkowera. Hiszpanie ujawniają plan

    To był dość łatwy mecz dla piłkarzy Hansiego Flicka. Mieli aż 75 proc. posiadania piłki, oddali aż 19 strzałów i mieli statystykę oczekiwanych goli (xG) na poziomie 3,19. Osasuna nie miała do powiedzenia absolutnie nic, mogła jedynie patrzeć, jak rywale konsekwentnie wymieniali piłkę między sobą, non stop zmieniając pozycję. Mimo porażki ma jednak nadzieję, że uda jej się zdobyć trzy punkty. O co właściwie chodzi?

     

    Dziennikarz Isaac Fouto podał na antenie radia COPE, że Osasuna “bada poprzez swój dział prawny możliwe nieuprawnione wystawienie do gry Inigo Martineza”. Uważa, że FC Barcelona naruszyła zasadę FIFA dotyczącą okresu, który musi upłynąć po kontuzji zwalniającej ze zgrupowania reprezentacji narodowej. Konkretnie artykuł 5. regulaminu FIFA. Informację potwierdził już m.in. Alfredo Martinez z Onda Cero.

     

    Przepis mówi o tym, że jeśli zawodnik, który został powołany na kadrę, nie stawi się lub opuści przedwcześnie zgrupowanie m.in. z powodu kontuzji, nie może grać w klubie przez pięć dni od ostatniego spotkania reprezentacji. Był to wtorkowy mecz z Holandią. Oznaczało to, że 33-latek nie będzie mógł zagrać w klubie aż do niedzieli włącznie. Stało się jednak inaczej.

     

    Szybko wyjaśnił sprawę Jonas Perez z portalu Relevo, który zapewne uspokoił wszystkich fanów katalońskiego klubu. Ten przepis obowiązywałby, gdyby nie było porozumienia między hiszpańską federacją a FC Barceloną lub gdyby federacja zażądałaby zastosowania się do tej zasady. Jeśli Inigo Martinez opuściłby zgrupowanie, mimo braku zezwolenia ze strony federacji, która sądziłaby, że nie jest kontuzjowany, mogłaby mieć roszczenia. Ale oczywiście nic takiego się nie wydarzyło.

     

    FC Barcelona po 28 rozegranych meczach zajmuje pozycję lidera tabeli La Liga z dorobkiem 63 pkt, mając trzy punkty przewagi nad Realem Madryt. Piłkarze Hansiego Flicka rozegrają kolejne spotkanie w niedzielę 30 marca, kiedy zmierzą się na własnym stadionie z Gironą. Powinno być to dla nich dość proste wyzwanie, zwłaszcza że rywale czekają na zwycięstwo od sześciu ligowych meczów.

  • Tąpnięcie w polskich skokach. Jednak dymisja. Tajner apeluje do Thurnbichlera

    Tąpnięcie w polskich skokach. Jednak dymisja. Tajner apeluje do Thurnbichlera

    Tąpnięcie w polskich skokach. Jednak dymisja. Tajner apeluje do Thurnbichlera

    Zegar tykał od wielu tygodni. W piątkowe przedpołudnie ogłoszono to, co wydawało się nieuniknione – Thomas Thurnbichler z końcem sezonu żegna się z funkcją trenera kadry A polskich skoczków narciarskich. – Już nie szukajmy kolejnych mistrzów trenerskich za granicą. Powinniśmy wrócić do korzeni, jeśli chodzi o myśl szkoleniową – mówi w rozmowie z Interią Apoloniusz Tajner, jeden z głównych architektów Małyszomanii.

     

    Thomas Thurnbichler żegna się z posadą po trzyletniej pracy w PZN. Jego miejsce zajmie Maciej Maciusiak. Formalnie do roszady dojdzie na mecie sezonu, czyli z końcem tego tygodnia. Od czwartku do niedzieli w Planicy trwają ostatnie zawody PŚ w cyklu 2024/25.

     

    Łukasz Żurek, Interia: – Czy to słuszna decyzja podjęta we właściwym momencie?

     

    Apoloniusz Tajner, trener polskiej kadry w latach 1999-2004: – Myślę, że to bardzo dobry ruch. Decyzja jak najbardziej właściwa, przed wszystkim w kontekście przyszłorocznych igrzysk olimpijskich. Sytuacja do tego dojrzała. I już nie szukajmy kolejnych mistrzów trenerskich za granicą. Powinniśmy wrócić do korzeni, jeśli chodzi o myśl szkoleniową. Jest Maciej Maciusiak, jest Michal Doleżal, również Łukasz Kruczek. Zawodnicy ich doskonale znają, a oni znają zawodników.

     

    Roszada na stanowisku trenera kadry A nie stanowi sensacji. Spekulacje na ten temat toczyły się od miesięcy. i właściwie trudno było sobie wyobrazić inny ich finał.

     

    – Już w czwartek podczas kwalifikacji zauważyłem, że zawodnicy dostali informację o pożegnaniu z Thurnbichlerem. Było widać w ich skakaniu tę radość, jakąś pozytywną energię, która wcześniej pozostawała niedostrzegalna.

     

    Wszyscy rozumieli, że dłużej w takim układzie personalnym nie można tkwić. Wiedział o tym również sam Thurnbichler.

     

    – Jeśli chodzi warsztat, Thurnbichlerowi nic nie można zarzucić. Ale szwankowała atmosfera. A w każdej ekipie właśnie atmosfera to grunt, na którym wszystko się buduje. W naszym zespole ona cały czas była napięta. Nie byłego tego luzu.

     

    Austriakowi zaproponowano objęcie kadry juniorów. To optymalny manewr w tej sytuacji?

     

    – Uważam, że dla polskich skoków byłby to bardzo scenariusz. W polskiej kadrze A Thurnbichler pracował do tej pory ze swoimi równolatkami, a nawet starszymi od siebie. Wcześniej prowadził tylko młodszych zawodników. Trochę inaczej podchodzi się do młodszych skoczków, a trochę inaczej do mistrzów i medalistów. W tym zakresie zabrakło trenerowi nieco doświadczenia.

     

    Powinniśmy się spodziewać, że Thurnbuchler przyjmie ofertę PZN? Dyplomatycznie poprosił o czas do namysłu.

    https://x.com/pzn_pl/status/1905553128201880010

    – Osobiście zachęcałbym Thurnbichlera do pozostania w Polsce. I bardzo bym sobie życzył, żeby poprowadził naszych juniorów. To żadna ujma. Myślę, że przy nim młodzi ruszyliby z kopyta. Jest trenerem już znanym. Na pewno mógłby liczyć na zaufanie i szacunek ze strony podopiecznych.      

     

  • Wielka rewolucja w polskich skokach. Oto nowy trener kadry

    Wielka rewolucja w polskich skokach. Oto nowy trener kadry

    Wielka rewolucja w polskich skokach. Oto nowy trener kadry

    Stało się. Już oficjalnie PZN podjął oczekiwaną od jakiegoś czasu decyzję o rozstaniu z Thomasem Thurnbichlerem. Austriacki trener przepracował z polskimi skoczkami niemal równo trzy lata. To nie był najlepszy czas dla polskich skoków, choć trudno winić o to wyłącznie szkoleniowca. Co dalej? Podczas konferencji prasowej Adama Małysza i Thomasa Thurnbichlera poznaliśmy nazwisko nowego selekcjonera!

     

    – Niezależnie od tego, co się ze mną stanie, podobały mi się te trzy lata. Wiem, że nie odnosiliśmy zbyt wielu sukcesów, ale choćby z Pawłem teraz czy Olkiem rok temu zrobiliśmy spory progres – mówił ostatnio Thomas Thurnbichler. Te słowa oczywiście nie przesądzały, że szkoleniowiec straci pracę, ale brzmiały, jakby Austriak był już pogodzony z odejściem.

     

    Thurnbichler przestaje być trenerem reprezentacji Polski. Co teraz?

     

    W piątek 28 marca te przewidywania się potwierdziły. Jeszcze przed godziną 10 o nadchodzącej zmianie selekcjonera informował Jakub Balcerski ze Sport.pl. Wkrótce potem tę informację oficjalnie przekazał również PZN. Po blisko trzech latach pracy Thomas Thurnbichler przestaje być trenerem kadry skoczków. Nie był to dla Biało-Czerwonych najlepszy czas, jeśli chodzi o sukcesy. Od dawna iskrzyło też w relacjach pomiędzy zawodnikami a sztabem. Jednocześnie nie jest tajemnicą, że ze współpracy z Thurnbichlerem najbardziej zadowolony był Paweł Wąsek – jedyny polski skoczek, który w ostatnim czasie prezentował równą, dobrą formę.

     

    “Reszta zawodników nie potrafiła zaufać Austriakowi, a on nie potrafił zdobyć ich zaufania. Z jednymi czasem rozumiał się lepiej, z innymi gorzej, ale zbyt wielu miało zastrzeżenia do współpracy ze szkoleniowcem, żeby ten mógł pozostać w kadrze” – pisał dla Sport.pl Jakub Balcerski.

     

    PZN spełnił więc oczekiwania zawodników i w najbliższym czasie kadrę skoczków czekają duże zmiany. Jak teraz będzie wyglądał sztab reprezentacji Polski? Thomas Thurnbichler dostał propozycję objęcia kadry juniorów – jeszcze nie zdecydował, czy ją przyjmie. Obowiązki pierwszego szkoleniowca od nowego sezonu przejmie Maciej Maciusiak, który teraz ma zbudować swój sztab.

     

    To rewolucja w bardzo ważnym i tak naprawdę ostatnim możliwym momencie. W lutym 2026 roku odbędą się zimowe igrzyska olimpijskie w Mediolanie. Zadaniem Maciusiaka będzie doprowadzenie polskich skoczków do najlepszej możliwej formy właśnie na tę imprezę.

     

    Obecnie polscy skoczkowie biorą udział w zawodach Pucharu Świata w Planicy. Te skończą się w niedzielę 30 marca. Czwartkowe kwalifikacje poszły Biało-Czerwonym bardzo dobrze. Aż trzech reprezentantów Polski zakończyło je w czołowej dziesiątce: Piotr Żyła (5. miejsce), Kamil Stoch (6. miejsce) i Paweł Wąsek (9. miejsce). Już dziś o godzinie 15 odbędzie się pierwszy konkurs indywidualny.

     

  • Flick króciutko podsumował występ Szczęsnego. Trafił w samo sedno

    Flick króciutko podsumował występ Szczęsnego. Trafił w samo sedno

    Flick króciutko podsumował występ Szczęsnego. Trafił w samo sedno

    Wojciech Szczęsny znów chwalony w Hiszpanii. Po meczu z Osasuną Polaka komplementowali nie tylko dziennikarze i kibice, ale też – kolejny raz – Hansi Flick. Niemiecki szkoleniowiec nie szczędził Szczęsnemu ciepłych słów.

     

    W czwartek wieczorem FC Barcelona pokonała Osasunę 3:0 w zaległym meczu La Liga. Gole dla gospodarzy strzelili Ferran Torres, Dani Olmo oraz Robert Lewandowski. Dzięki wygranej drużyna Hansiego Flicka odskoczyła Realowi Madryt na trzy punkty w tabeli rozgrywek.

     

    Kolejne 90 minut w Barcelonie rozegrał Wojciech Szczęsny. Tym razem polski bramkarz nie miał wiele roboty, a i tak po spotkaniu rozpisywały się o nim hiszpańskie media. Przede wszystkim z powodu dryblingu, jaki Szczęsny zrobił we własnym polu karnym w 30. minucie.

     

    Polak dostał podanie od Inigo Martineza i w jednej chwili podbiegło do niego dwóch rywali. Szczęsny jednak nic sobie tego nie zrobił i ze spokojem minął zawodników Osasuny prostym zwodem. – Szczęsny, ależ luz. Ależ się bawi. Pozostaje niewzruszony – zachwycali się komentatorzy Canal+Sport.

     

    “Montjuić zgotowało Szczęsnemu owację na stojąco po minięciu przez drybling zawodników Osasuny w polu karnym. Jest jednym z najbardziej lubianych przez fanów” – pisał wprost dziennikarz Victor Navarro. “Kolejny dzień w biurze” – tak Szczęsnego docenił Toni Juanmarti, dając do zrozumienia, że takie rzeczy Polak robi na porządku dziennym.

     

    Flick znów chwali Szczęsnego

     

    Dla Szczęsnego był to 17. występ w Barcelonie. Do tej pory Polak wpuścił 16 goli i zachował dziewięć czystych kont. Najważniejsze jest to, że Katalończycy ze Szczęsnym w składzie nie przegrali jeszcze meczu. Odkąd 34-latek wskoczył do składu, Barcelona wygrała 15 spotkań i tylko dwa zremisowała.

     

    Po meczu z Osasuną polskiego bramkarza zachwalali nie tylko kibice i dziennikarze, ale też Flick. Niemiecki szkoleniowiec kolejny raz zabrał głos w sprawie formy Szczęsnego i kolejny raz był to bardzo pozytywny przekaz.

     

    – Szczęsny to zawodnik z wielkim doświadczeniem i doskonałą osobowością dla drużyny. W każdej chwili jest bardzo skupiony. To bardzo istotne, by mieć takiego bramkarza – powiedział Flick, cytowany przez hiszpańskie media.

    Kolejny mecz Katalończycy rozegrają już w niedzielę, kiedy o 16:15 podejmą Gironę. Relacja na żywo na Sport.pl.

  • Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    Cała Hiszpania wstrzymała oddech, a Szczęsny zrobił to! “Niepohamowany”

    “Jest tak pewny siebie, że wykonał drybling przeciwko dwóm graczom Osasuny. Jest w szczytowym okresie” – czytamy w hiszpańskich mediach o Wojciechu Szczęsnym. W pierwszej połowie meczu FC Barcelony z Osasuną Polak nie miał za dużo pracy, ale popisał się efektownym zwodem, na zwrócili uwagę dziennikarze.

     

    Wojciech Szczęsny od początku tego roku jest podstawowym bramkarzem FC Barcelony. Polak stał się ważnym elementem w układance Hansiego Flicka i zespół nie przegrał jeszcze ani jednego spotkania z nim w składzie. Bramkarz wybiegł w podstawowym składzie również w spotkaniu z Osasuną Pampeluna, które odbyło się w czwartek o godzinie 21.

     

    Wojciech Szczęsny oceniony w przerwie. Hiszpanie piszą tylko o jednym

    Od początku FC Barcelona miała wyraźną przewagę i szybko przyniosło to efekty. Już w 11. minucie gola na 1:0 zdobył Ferran Torres, a niedługo później prowadzenie podwyższył Dani Olmo. Wojciech Szczęsny nie miał za dużo pracy, ponieważ rywale nie oddali żadnego strzału na bramkę. Mimo to zdołał zabłysnąć.

     

    W 30. minucie popisał się efektownym zwodem, którym zmylił dwóch rywali. Hiszpańskie media od razu zwróciły na to uwagę i pisały tylko o tym w kontekście polskiego bramkarza. “Niepohamowany. Rozpalił widownie zwodem i sprytnym podaniem” – napisało “Mundo Deportivo”. Nieco więcej od siebie dodali dziennikarze “Marki”. “Polak wszedł do bramki Barcelony i zdobył zaufanie wszystkich, a jego współpraca z katalońskim klubem może się przedłużyć. Jest tak pewny siebie, że wykonał drybling przeciwko dwóm graczom Osasuny. Jest w szczytowym okresie” – czytamy.

    https://x.com/forcabarca_ar/status/1905357024214618495

    “Nie musiał interweniować, a pokazał odrobinę luzu, oszukując dwóch rywali. ‘Tek’ zapewnia coraz więcej bezpieczeństwa” – tak podsumował go hiszpański “Sport”, który wystawił mu 7 (w skali 1-10).

     

    W drugiej połowie Szczęsny również nie miał zbyt wiele pracy. Rywale byli groźniejsi, ale nie oddali żadnego celnego strzału na bramkę. W drugiej połowie na murawie pojawił się Robert Lewandowski, który wpisał się na listę strzelców. Było to ostatnie trafienie w tym meczu i FC Barcelona finalnie wygrała 3:0. Dzięki temu umocniła się na pozycji lidera tabeli. Aktualnie ma 63 punkty na koncie, o trzy więcej niż drugiReal Madryt.