• Mina Lewandowskiego mówi wszystko. Kamery nagrały kluczowy moment

    Mina Lewandowskiego mówi wszystko. Kamery nagrały kluczowy moment

    Mina Lewandowskiego mówi wszystko. Kamery nagrały kluczowy moment

    Robert Lewandowski doznał kontuzji w meczu FC Barcelony z Celtą Vigo i musiał przedwcześnie opuścić boisko. Media społecznościowe szybko obiegł materiał wideo, na którym widać polskiego napastnika w momencie, w którym poczuł dyskomfort. 36-latek szybko zdał sobie sprawę, że ma problem.

     

    FC Barcelona zaliczyła kapitalny powrót w meczu z Celtą Vigo i chociaż przegrywała 1:3, to wygrała 4:3 po golu w siódmej minucie doliczonego czasu gry. Rzut karny na wagę zwycięstwa wykorzystał Raphinha, bo na boisku nie było już Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik w 78. minucie gry musiał zejść na ławkę rezerwowych z powodu kontuzji.

     

    Oto moment, w którym Robert Lewandowski doznał kontuzji. Od razu to pokazał

     

    Kibice mogli być zaskoczeni, że Lewandowski usiadł na murawie i potrzebował zmiany, bo podczas transmisji nie było widać starcia, po którym doznał urazu. Media społecznościowe obiegło jednak wideo z momentem, podczas którego kapitan reprezentacji Polski zdał sobie sprawę, że ma problem ze ścięgnem podkolanowym.

     

    Widzimy, że pochylił się, złapał za nogę i za chwilę zasygnalizował ławce rezerwowych swój problem. Później z grymasem bólu chwilę pochodził po boisku, znów trzymał się za nogę, by finalnie usiąść na boisku i wstrzymać grę. W tym czasie do wejścia w jego miejsce szykował się Gavi.

     

    Kiedy Hiszpan był gotowy, to Lewandowski został zmieniony i udał się w kierunku ławki rezerwowych. Już na niej od razu otoczył go sztab medyczny Barcelony i rozmawiał o problemie. Już po spotkaniu Hansi Flick powiedział, że napastnik w niedziele przejdzie rezonans magnetyczny, który da odpowiedzi w sprawie powagi kontuzji.

     

    Hiszpańskie media informowały, że 36-latek może opuścić nawet trzy tygodnie, jeśli potwierdzi się niezbyt optymistyczny scenariusz. Oznaczałoby to, że Lewandowski opuści finał Pucharu Króla z Realem Madryt i rywalizację w półfinale Ligi Mistrzów z Interem Mediolan. 

     

  • Wielki sukces! Polka z medalem mistrzostw Europy

    Wielki sukces! Polka z medalem mistrzostw Europy

    Wielki sukces! Polka z medalem mistrzostw Europ

    Weronika Zielińska-Stubińska zdobyła brązowy medal w kategorii do 81 kg na mistrzostwach Europy w Kiszynowie, co jest jej drugim medalem w karierze.

    Podczas mistrzostw Europy w podnoszeniu ciężarów w Kiszynowie, Weronika Zielińska-Stubińska zdobyła brązowy medal w kategorii do 81 kg. To już drugi medal europejskiego czempionatu w jej karierze.

    Zielińska-Stubińska, uznawana za najlepszą polską sztangistkę, rok temu zdobyła złoto na mistrzostwach Europy. Choć na igrzyskach olimpijskich w Paryżu nie spełniła oczekiwań, rok 2025 ma być dla niej początkiem nowego cyklu olimpijskiego.

    Ten zakończy się startem w Los Angeles w 2028 roku. Z kolei podczas zawodów w Kiszynowie, po rwaniu Zielińska-Stubińska była druga z wynikiem 105 kg, tracąc tylko kilogram do prowadzącej Mołdawianki Jeleny Eryginy.

    W podrzucie Polka próbowała atakować 136 kg, ale spaliła próbę, kończąc z wynikiem 132 kg, co dało jej brązowy medal. Złoto zdobyła Jelena Erygina, która jako jedyna przekroczyła 135 kg w podrzucie, osiągając 136 kg. Srebro przypadło Belgijce Ilke Lagrou – 134 kg.

    Dodajmy, że to pierwszy polski medal w dwuboju na tegorocznych mistrzostwach Europy.

  • Tak Iga Świątek zachowała się po porażce z Jeleną Ostapenko. Jest nagranie

    Tak Iga Świątek zachowała się po porażce z Jeleną Ostapenko. Jest nagranie

    Tak Iga Świątek zachowała się po porażce z Jeleną Ostapenko. Jest nagranie

    Jelena Ostapenko znów znalazła sposób na Igę Świątek i pokonała Polkę w szóstym meczu z rzędu. W ćwierćfinale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie Łotyszka wygrała 6:3, 3:6, 6:2. Po zakończeniu spotkania obie tenisistki spotkały się przy siatce i podziękowały sobie za ponad dwugodzinną rywalizację. W sieci pojawiło się nagranie.

     

    Zawodniczka z Rygi była dotąd rywalką, na którą raszynianka nie umiała znaleźć sposobu. Bilans 0:5 mówił sam za siebie – żadna inna przeciwniczka nie zdominowała wiceliderki rankingu tak mocno. Tym razem jednak pojawiła się idealna okazja do przełamania fatalnej serii, bo obie tenisistki po raz pierwszy zmierzyły się w bezpośredniej rywalizacji na mączce, czyli nawierzchni, która od lat jest królestwem naszej reprezentantki.

     

    Niestety, nawet to nie pomogło Polce. W pierwszym secie kompletnie nie potrafiła poradzić sobie ze świetnie dysponowaną rywalką i zasłużenie przegrała 3:6. W drugiej partii Ostapenko w końcu zaczęła się jednak mylić, a była liderka rankingu WTA zdołała poprawić swoją grę. To pozwoliło jej wyrównać stan rywalizacji i doprowadzić do finałowego seta.

     

    Iga Świątek przegrała z Jeleną Ostapenko. Bilans? 0:6

    Decydująca odsłona starcia rozpoczęła się jednak dla Świątek najgorzej, jak tylko mogła. Szybko bowiem straciła serwis, a Ostapenko ekspresowo powiększyła przewagę na 3:0. Polka starała się odrobić straty i kilka razy mocno przycisnęła rywalkę przy jej podaniu, ale strat odrobić nie zdołała i przegrała 2:6, żegnając się z tegorocznym turniejem.

     

    Po ostatniej piłce, którą nasza tenisistka posłała w aut, Łotyszka uniosła ręce w geście triumfu i głośno rozpoczęła świętowanie. Chwilę później obie zawodniczki spotkały się przy siatce. Rozczarowana Polka zachowała klasę – chłodno, lecz z szacunkiem uścisnęła dłoń rywalki. A krótko po tym zawodniczka z Rygi – wspólnie z publicznością w Stuttgarcie – mogła już otwarcie celebrować swój awans do półfinału.

     

    W półfinale tegorocznej imprezy w Stuttgarcie 27-latka zmierzy się z Jekateriną Aleksandrową. Rosjanka nieoczekiwanie okazała się lepsza od Jessiki Peguli i rozbiła Amerykankę 6:0, 6:4.

  • Fatalne wieści ws. Lewandowskiego! Tyle ma trwać jego przerwa

    Fatalne wieści ws. Lewandowskiego! Tyle ma trwać jego przerwa

    Fatalne wieści ws. Lewandowskiego! Tyle ma trwać jego przerwa

    Robert Lewandowski zakończył mecz z Celtą Vigo bez gola, co oznacza, że Polak jeszcze nie może świętować zdobycia setnej bramki w barwach FC Barcelony. Lewandowski zszedł z boiska z urazem i poprosił Hansiego Flicka o zmianę. Hiszpańskie media piszą o tym, jakie są pierwsze doniesienia dot. zdrowia Lewandowskiego. Nie są to najlepsze informacje.

     

    FC Barcelona przegrywała już 1:3 z Celtą Vigo, ale ostatecznie dokonała “remontady” i wygrała 4:3 po decydującym golu Raphinhi z rzutu karnego. Robert Lewandowski rozpoczął ten mecz w wyjściowym składzie, natomiast musiał zejść w 77. minucie z powodu urazu. Wtedy jego miejsce zajął Gavi. Zatem Lewandowski musi jeszcze poczekać na swojego setnego gola w barwach Barcelony. – Robert jutro przejdzie rezonans magnetyczny. Poczekamy na wyniki i dopiero wtedy będziemy wiedzieli więcej o jego kontuzji – mówił Hansi Flick po meczu z Celtą.

     

    Złe wieści ws. Lewandowskiego. “Bardzo negatywne nastroje”

     

    Hiszpański dziennik “AS” pisze, że w Barcelonie panuje pesymizm co do występu Lewandowskiego przeciwko Realowi Madryt w finale Pucharu Króla. “Początkowe nastroje w szatni są bardzo negatywne, mając na uwadze finał Copa del Rey. Już teraz mówi się otwarcie o naderwaniu mięśnia dwugłowego uda w lewej nodze” – czytamy w artykule madryckiego dziennika, który informuje o około trzytygodniowej przerwie Lewandowskiego.

     

    Sam tekst jest autorstwa Javiera Miguela, który zwykle ma wiarygodne wieści ws. Barcelony. Kiedy Lewandowski mógłby wrócić do gry? “AS” wskazuje, że może do tego dojść 11 maja, a więc przy okazji ligowego meczu z Realem Madryt. “Jego obecność w półfinale Ligi Mistrzów przeciwko Interowi będzie wysoce nieprawdopodobna” – dodaje dziennikarz. W tej sytuacji należy jednak zaczekać na wyniki badań.

     

    “Wszystko wskazuje na to, że nadszedł czas, aby rekin (Ferran Torres) pokazał się jako numer 9” – pisze wprost “AS”. W tym czasie Lewandowski przegapiłby dwumecz z Interem, finał Pucharu Króla z Realem i ligowe starcia z Mallorką i Realem Valladolid.

     

    Tak hiszpańscy dziennikarze ocenili Lewandowskiego. “Robotnik”

     

    Jak hiszpańskie media oceniły występ Lewandowskiego przeciwko Celcie do momentu zmiany? “Robotnik. Dobrze się odnajdywał, ale brakowało mu precyzji w ostatnich zagraniach. Zabrakło sukcesów na ostatnich metrach, czy to w podaniach, czy to w strzałach. Zmarnował kilka dobrych okazji. Doświadczony polski napastnik nie miał najlepszego popołudnia” – to część z cytatów z hiszpańskiej prasy po występie Lewandowskiego.

     

    Przed Barceloną jeszcze co najmniej dziewięć meczów w tym sezonie – finał Pucharu Króla z Realem Madryt, dwumecz z Interem w Lidze Mistrzów, a także ligowe spotkania z Mallorką (22.04), Realem Valladolid (03.05), Realem Madryt (11.05), Espanyolem (14.05), Villarrealem (18.05) i Athletikiem (25.05).

     

  • Oto co Hiszpanie napisali o Szczęsnym po meczu

    Oto co Hiszpanie napisali o Szczęsnym po meczu

    Oto co Hiszpanie napisali o Szczęsnym po meczu

    Wojciech Szczęsny puścił trzy gole, a Barcelona przegrywała 1:3 z Celtą Vigo po hat-tricku Borjy Iglesiasa. Ostatecznie zespół Hansiego Flicka dokonał remontady i wygrał 4:3, przez co utrzyma czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. Jak hiszpańscy dziennikarze ocenili występ Szczęsnego? “Nigdy nie jest łatwo stracić tyle goli u siebie” – czytamy.

     

    FC Barcelona wygrała 4:3 z Celtą Vigo, choć w 62. minucie było 1:3. Główną gwiazdą Celty był Borja Iglesias, który skompletował hat-tricka, a po stronie Barcelony gole strzelali Ferran Torres, Dani Olmo, a Raphinha popisał się dubletem. Przy pierwszym trafieniu Celty zawinił Wojciech Szczęsny, bo minął się z piłką, przez co Iglesias miał przed sobą pustą bramkę. – To jest bramka na konto Szczęsnego. Bez wątpienia na przedpolu nie zachował się tak, jak powinien – mówili wprost komentatorzy Eleven Sports.

     

    Tak Hiszpanie napisali o Szczęsnym po meczu z Celtą. “Debata się toczy”

    Dziennik “Marca” przyznał “piątkę” Szczęsnemu w skali 1-10. “Nigdy nie jest łatwo stracić tyle goli u siebie i grając w LaLiga. Uratował Barcelonę w kilku sytuacjach, ale debata nadal się toczy. Bramkarz będzie musiał się poprawić, jeśli nie chce wielu plotek wokół siebie od teraz do końca sezonu” – czytamy.

     

    “Źle ocenił wyjście z bramki i jego błąd kosztował stratą gola na 1:1, ale potem zrehabilitował się trzema interwencjami. W drugiej połowie “Panda” (przydomek Borjy Iglesiasa – red.) strzeliła mu dwa gole” – dodał kataloński “Sport”, który ocenił Szczęsnego na “szóstkę”.

     

    “Popełnił ogromny błąd w pierwszej połowie. Prawda jest taka, że Iglesias miał nad nim przewagę. Gra Wojciecha była godna uwagi, z kilkoma zasłużonymi interwencjami i akcjami, w których był opatrznością Barcelony” – napisał “AS”.

     

    “Rozpoczął mecz jako czarny charakter, bo źle ocenił wyjście przy golu na 1:1. Potem jednak zakończył mecz jako jeden z bohaterów, bo dokonał decydujących interwencji” – podsumował “Mundo Deportivo”.

     

    Co hiszpańskie media pisały w przerwie meczu o Szczęsnym? “Źle ocenił moment wyjścia do piłki i jego błąd kosztował bramkę. O mój Boże! Cóż za dziecinny błąd popełnił Szczęsnego” – to część z cytatów z tamtejszej prasy.

     

    Koniec wspaniałej serii Szczęsnego. Ale niebawem przedłuży kontrakt

    We wtorek zakończyła się seria meczów Szczęsnego bez porażki w Barcelonie. Ostatecznie ta passa zamknęła się na 22 meczach, więc w historycznej klasyfikacji przed Polakiem jest tylko Cesc Fabregas (30), Paulinho (25) i Johan Cruyff (23). To oczywiście efekt porażki 1:3 z Borussią Dortmund w rewanżu w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

     

    Wygląda na to, że wkrótce przyszłość Szczęsnego się wyklaruje. A przynajmniej na to wskazują słowa Deco, czyli dyrektora sportowego Barcelony. – Jestem bardzo zadowolony z Wojciecha Szczęsnego. Na pewno zostanie z nami na następny sezon – przekazał Deco w wywiadzie dla DAZN. Obecna umowa Szczęsnego wygasa z końcem czerwca tego roku.

     

    W kolejnym ligowym meczu Barcelona zagra u siebie z Mallorką. To spotkanie odbędzie się we wtorek o godz. 21:30. Relacja tekstowa na żywo w Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Takim autem wozi się Ewa Pajor. Mają gest! FC Barcelona wszystko załatwiła

    Takim autem wozi się Ewa Pajor. Mają gest! FC Barcelona wszystko załatwiła

    Takim autem wozi się Ewa Pajor. Mają gest! FC Barcelona wszystko załatwiła

    Sportowcy, a szczególnie piłkarze, znani są z tego, że jeżdżą bardzo drogimi autami należącymi do najbardziej ekskluzywnych marek. Niedawno swoim autem pochwaliła się nasza najlepsza piłkarka, Ewa Pajor. Polka otrzymała służbowe auto od Barcelony i nie kryje z niego zadowolenia.

     

    Ewa Pajor wybrała Cuprę Formentor. Hiszpański crossover w wersji, z której korzysta Polka, wyposażony jest w hybrydowy układ napędowy 1.5 e-HYBRID, oferujący solidne 272 konie mechaniczne. Całość współpracuje z sześciobiegową automatyczną skrzynią DSG i systemem napędu na cztery koła 4Drive. Taka konfiguracja gwarantuje świetne osiągi – sprint do setki zajmuje tylko siedem sekund.

     

    To dlatego Ewa Pajor wybrała takie auto

    Wybór Pajor nie jest przypadkowy. Marka CUPRA od lat współpracuje z FC Barceloną, a przekazanie auta Polce jest częścią globalnego partnerstwa. – Ewa będzie jeździć naszym samochodem w Hiszpanii, a my z przyjemnością udostępnimy jej auto również podczas jej pobytów w Polsce. […] Ewa Pajor jest doskonałym przykładem tego, jak pasja i ciężka praca mogą prowadzić do międzynarodowych sukcesów – przyznała na łamach portalu motofakty.pl Daria Zielaskiewicz, dyrektorka marki CUPRA w Polsce.

     

    Sama zawodniczka nie kryła wdzięczności i za pośrednictwem mediów społecznościowych podziękowała firmie za to, że umożliwiła jej korzystanie z auta również w trakcie pobytów w Polsce.

     

    Ewa Pajor zarabia potężne pieniądze w świecie kobiecej piłki

    Podpisując umowę z Barceloną, Polka — oprócz służbowego auta — zagwarantowała sobie imponujące zarobki w wysokości 500 tys. euro rocznie. Ta kwota stawia ją w ścisłej czołówce najlepiej opłacanych piłkarek na świecie. Choć nie warto porównywać jej pensji do tych, które zarabiają mężczyźni, to widać, że kobiecy futbol rozwija się dynamicznie. Katalończycy nie mogą żałować wydanych pieniędzy na zawodniczkę, która w tym sezonie imponuje kapitalną formą.

     

    Fenomenalny sezon w wykonaniu Polki

     

    Choć Pajor ma teraz nieco więcej komfortu poza boiskiem, to również na murawie nie przestaje imponować. Od początku sezonu zachwyca skutecznością i obecnie jest najlepszą strzelczynią hiszpańskiej Ligi F – ma już na koncie 17 bramek, co daje jej cztery gole przewagi nad drugą w klasyfikacji Edną Imade. Swoje pierwsze oficjalne spotkanie w barwach Barcelony rozegrała przeciwko Deportivo La Coruña (3:0), w którym strzeliła dwa gole. Na swojego pierwszego hat-tricka nie trzeba było długo czekać – już w czwartej kolejce ligowej zdobyła trzy bramki w meczu z Granadą, zakończonym spektakularnym wynikiem 10:0 dla “Dumy Katalonii”. Od tego momentu Polka powtórzyła ten wyczyn jeszcze trzy razy, potwierdzając, że znajduje się w znakomitej formie.

  • Pierwsza taka porażka Igi Świątek. Aż ciężko uwierzyć. “Nierealne”

    Pierwsza taka porażka Igi Świątek. Aż ciężko uwierzyć. “Nierealne”

    Pierwsza taka porażka Igi Świątek. Aż ciężko uwierzyć. “Nierealne

     

    Niestety! Jelena Ostapenko znów okazała się za mocna dla Igi Świątek. Łotyszka pokonała Polkę wynikiem 6:3, 3:6, 6:2 w ćwierćfinale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Tym samym nasza rodaczka pożegnała się z niemieckimi zawodami. W sieci ruszyła lawina komentarzy.

     

    Początek tego pojedynku należał w pełni do Jeleny Ostapenko. Łotyszka prezentowała się dużo lepiej i wygrała pierwszego seta 6:3. Pod koniec widać było jednak, że w grze Igi Świątek nastąpiła pewna zmiana i w drugiej odsłonie się to potwierdziło. Polka wygrała ją 6:3 i kluczowa okazała się trzecia partia.

     

    Tak podsumowali porażkę Igę Świątek z Jeleną Ostapenko. Niestety

    A w niej ponownie dużo lepiej zaczęła Ostapenko. Świątek walczyła, ale to było za mało. Jej rywalka wygrała wynikiem 6:2. W sieci od razu pojawiło się sporo komentarzy na temat tego spotkania. Są one bardzo różne, ale sporo osób zwraca uwagę na to, że Łotyszka pozostaje niepokonana w starciach z drugą rakietą świata! Na sześć meczów wygrywała… sześciokrotnie.

     

    “Ostapenko mogłaby być w śpiączce, a potem obudzić się tylko po to, by znów pokonać Świątek” — pisze dziennikarz Scott Barclay.

     

    “Ostapenko pokonuje Świątek 6:3, 3:6, 6:2. Nierealne. Jelena PONOWNIE pokonała Igę. Ale tym razem zrobiła to na korcie ziemnym, gdzie Iga miała rekord 11:1. Teraz prowadzi 6:0” — czytamy na profilu “The Tennis Letter”.

     

    “Jelena Ostapenko po raz szósty wygrywa z Igą Świątek. Mecz kończy się wynikiem 6:3, 3:6, 6:2 dla Łotyszki. Zadecydowały słabsze początki w 1. i 3. secie oraz fakt, że ewidentnie Ostapenko siedzi w głowie Polki” — komentuje tenisowy ekspert Adam Romer.

     

    “Jelena Ostapenko właśnie zaserwowała Idze Świątek bajgla w rywalizacji jeden na jeden. 6:0. Nierealne” — zwraca uwagę Bastien Fachen.

     

    “Ostapenko 6:0 Świątek. Jelena Ostapenko pozostaje niepokonana przeciwko Idze Świątek, wygrywając ich pierwsze spotkanie na korcie ziemnym, pokonując dwukrotną mistrzynię 6:3, 3:6, 6:2 i dociera do półfinału w Stuttgarcie. Jeden z najbardziej niesamowitych pojedynków w historii tenisa. Po prostu… NIESAMOWITE” — komentuje znany dziennikarz Jose Morgado.

     

    “Niestety Iga vs. Iga 1:2 i z Ostapenko 0:6. Z jednej strony Polka była dziś znacznie bliżej zwycięstwa niż choćby w Dosze, ale z drugiej Ostapenko nie zagrała najlepiej. Szkoda, bo zwycięstwo mogłoby być punktem zwrotnym. Oby Iga zbyt długo tego nie rozpamiętywała” — komentuje Maciej Trąbski z Przeglądu Sportowego Onet.

  • Przegrywali już 1:3. Wielki pościg FC Barcelony!

    Przegrywali już 1:3. Wielki pościg FC Barcelony!

    Przegrywali już 1:3. Wielki pościg FC Barcelony!

    Było blisko niespodzianki. FC Barcelona przegrywała z Celtą Vigo 1:3, ale wygrała. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Blaugrany 4:3.

     

    Lider La Ligi FC Barcelona na finiszu sezonu terminarz ma niezwykle napięty. Blaugrana co kilka dni rozgrywa mecze o stawkę. Po wywalczeniu awansu do półfinału Ligi Mistrzów Dumę Katalonii czekają dwa spotkania w La Lidze oraz finał Pucharu Króla.

     

    Rywal w 31. kolejce – Celta Vigo dość niespodziewanie walczy o prawo gry w europejskich pucharach. Goście lubią grać z Barceloną, której w ostatnich latach kilka razy urywali punkty.

     

    W wyjściowym składzie gospodarzy ponownie znalazło się miejsce dla dwójki Polaków. Robert Lewandowski liczył na gola numer sto w barwach hiszpańskiego klubu i mógł się go doczekać już w 2. minucie. Po zagraniu z prawej strony “Lewy” mocno uderzył z pola karnego. Tuż obok okienka.

     

    Na otwarcie wyniku czekać trzeba było zaledwie do 12. minuty. Ferran Torres przeprowadził indywidualną akcję. Płaski strzał z ok. 18 metrów zatrzymał się w bramce! Radość gospodarzy trwała zaledwie przez trzy minuty. Wówczas na przedpolu nie popisał się Wojciech Szczęsny. Polak nie przeciął dogrania z prawej strony Pablo Durana, do piłki dopadł Borja Iglesias i wyrównał.

     

    Zdobyty gol dodał pewności gościom, którzy swoich szans szukali po kontrach. Gospodarzom z kolei brakowało precyzji przy uderzenia z okolic linii pola karnego. Czujny musiał być Szczęsny. Polak w premierowej odsłonie zrehabilitował się za błąd. W 23. minucie po kolejnej akcji prawą stroną, golkiper tym razem wyczekał Borję Iglesiasa i nogą odbił strzał rywala.

     

    Z kolei na dwie minuty przed przerwą Szczęsny odbił strzał Ilaixa Moriby oraz poprawkę Ikera Losado. Po zmianie stron goście wciąż szukali swojej szansy. W 49. minucie bramkarz gospodarzy sparował strzał Pablo Durana.

     

    Polak między słupkami Blaugrany niewiele mógł zdziałać trzy minuty później. Nieporozumienie Frenkiego de Jonga i Inigo Martineza wykorzystał Borja Iglesias. Snajper uciekł prawą stroną, wpadł w pole karne i strzałem w kierunki dalszego słupka pokonał Szczęsnego.

     

    Gospodarze starali się atakować, ale w 62. minucie nadziali się na kontrę. Goście wybili piłkę z własnego pola karnego, Borja Iglesias kolejny raz wykorzystał złe ustawienie obrońcy. Napastnik przez pół boiska biegł na bramkę Barcelony i po chwili pokonał Szczęsnego notując hat trick.

     

    Blaugrana odpowiedziała błyskawicznie. Niespełna dwie minuty później Raphinha zagrał prostopadle do Daniego Olmo, a ten w sytuacji sam na sam uderzył obok bramkarza do siatki. W 68. minucie był już remis. Lamine Yamal dośrodkował na piąty metr, a nadbiegający Rapninha głową wyrównał.

     

    Wicemistrzowie Hiszpanii szukali zwycięskiej bramki. W 76. minucie boisko z urazem opuścił Robert Lewandowski. Jego zmiennik Gavi był bliski trafienia w 84. minucie, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego głową uderzył tuż obok słupka.

     

    Piłkę meczową mieli gracze Celty. W 90. minucie z trzech metrów główkował Oscar Mingueza, pomylił się o centymetry. Do 2. części sędzia doliczył 8 minut. To było dla gospodarzy zbyt mało, aby zadać cios na miarę wygranej.

     

    W piątek minucie doliczonego czasu Dani Olmo padł w polu karnym. Sędzia pierwotnie faulu nie zauważył, ale po analizie VAR wskazał na “jedenastkę”. Rzut karny na gola mocnym strzałem zamienił Raphinha.

     

    Piłkarsko Barcelona powstała z martwych i wciąż mknie po mistrzostwo Hiszpanii!

     

    FC Barcelona – Celta Vigo 4:3 (1:1)

    1:0 – Ferran Torres 12′

    1:1 – Borja Iglesias 15′

    1:2 – Borja Iglesias 52′

    1:3 – Borja Iglesias 62′

    2:3 – Dano Olmo 64′

    3:3 – Raphinha 68′

    4:3 – Raphninha (k.) 90+8′

     

    Składy:

     

    FC Barcelona: Wojciech Szczęsny – Jules Kounde, Pau Cubarsi (87′ Eric Garcia), Inigo Martinez, Gerard Martin (87′ Pau Victor) – Pedri, Frenkie de Jong, Fermin Lopez (59′ Dani Olmo) – Raphinha, Robert Lewandowski (76′ Gavi), Ferran Torres (59′ Lamine Yamal).

     

    Celta Vigo: Vicente Guaita – Javi Rodriguez, Yoel Lago, Marcos Alonso – Pablo Duran (73′ Fer Lopez), Fran Beltran, Ilaix Moriba (88′ Hugo Sotelo), Sergio Carreira – Iker Losada (46′ Oscar Mingueza), Williot Swedberg (60′ Alfon Gonzalez) – Borja Iglesias (73′ Iago Aspas).

     

    Żółte kartki: Raphinha (Barcelona) oraz Aspas, Lopez (Celta).

  • Koszmar! Oto ranking WTA po bolesnej porażce Igi Świątek w Stuttgarcie

    Koszmar! Oto ranking WTA po bolesnej porażce Igi Świątek w Stuttgarcie

    Koszmar! Oto ranking WTA po bolesnej porażce Igi Świątek w Stuttgarci

    Niestety, choć po drugim secie wydawało się, że Iga Świątek może przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, to tak się nie stało. Polka przegrała 3:6, 6:3, 2:6 z Jeleną Ostapenko i tym samym odpadła z turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. A to sprawia, że sytuacja naszej rodaczki w rankingu WTA jeszcze bardziej się komplikuje. Tłumaczymy dlaczego.

    Mecz rozpoczął się fatalnie dla Igi Świątek. W pierwszym secie wyglądała na bezradną i sytuacją zaczęła zmieniać się dopiero w końcówce. Mimo wszystko Polka przegrała 3:6. W drugim faktycznie jednak wyglądało to znacznie lepiej i nasza rodaczka wygrała z Ostapenko 6:3. Wszystko rozstrzygnęło się w trzeciej odsłonie, a w niej lepsza była Ostapenko, która zwyciężyła 6:2. To ważne wieści również w kontekście rankingu WTA.

    Fatalne wieści dla Igi Świątek! Tak wygląda ranking WTA. Niestety

    Spieszymy z wyjaśnieniem dlaczego. Rok temu w Stuttgarcie Świątek dotarła do półfinału, dlatego w tegorocznej edycji miała do obrony 195 pkt. Niestety, wiemy już, że tego sukcesu druga rakieta świata nie będzie w stanie powtórzyć i w Niemczech obroni tylko 108 “oczek”. A to oznacza, że w aktualizacji rankingu WTA po zawodach w Stuttgarcie z konta Polki zniknie 87 pkt i będzie miała 7383 “oczek”.

    Dlaczego są to bardzo złe wieści? Dlatego, że przed ogromną szansą na zwiększenie swojej przewagi w rankingu stoi Aryna Sabalenka. Białorusinka w 2024 r. dotarła do ćwierćfinału w niemieckim turnieju i w tym roku również jest już na tym etapie. Nawet jeśli przegra, nie straci żadnych punktów, A zyskać ich może nawet 392, jeśli udałoby jej się wygrać te zawody. Teraz ma 10541 pkt, a w najlepszym przypadku 10933 pkt. Wtedy strata Świątek do Sabalenki wynosiłaby aż 3550 pkt.

    A w ciągu najbliższych tygodni praktycznie nie będzie się dało jej zniwelować. Najlepsza polska tenisistka przystąpi kolejno do turniejów w Madrycie, Rzymie i Paryżu (French Open), w których rok temu zwyciężała. Dlatego znów będzie broniła ogromne liczby punktów, a to może wykorzystać jej największa rywalka w wyścigu o “jedynkę” światowego rankingu.

  • To nie mogło się udać. To dlatego Świątek przegrała z Ostapenko

    To nie mogło się udać. To dlatego Świątek przegrała z Ostapenko

    To nie mogło się udać. To dlatego Świątek przegrała z Ostapenk

    Wielkie problemy z pierwszym podaniem, serwis o prędkości 122 km/h i zbyt liczne podwójne błędy. Tak ważny w pojedynku z Jeleną Ostapenko element nie był u Igi Świątek na wystarczająco równym poziomie w ćwierćfinale w Stuttgarcie, by zagrozić ultraofensywnej rywalce. Polka przegrała 3:6, 6:3, 2:6, a łotewska tenisistka podtrzymała miano kryptonitu wiceliderki światowego rankingu.

    Drogę z piekła do nieba i z powrotem przeszli w ćwierćfinale w Stuttgarcie Iga Świątek i jej trener Wim Fissette. Przerwanie chwilowo naporu i postawienie się słynącej z zero-jedynkowej gry Jeleny Ostapenko sprawiło, że kibice Polki zobaczyli światełko w tunelu w tej dotychczas jednostronnej rywalizacji. Ale grająca falami Łotyszka przypomniała, że w pojedynkach z drugą rakietą świata jest zwykle ulepszoną wersją siebie i wykorzystuje każdy moment słabości faworytki.

    Ostapenko kryptonitem Świątek
    Superman ma kryptonit, a Świątek ma Ostapenko – o takie stwierdzenie pokuszono się ostatnio w artykule na stronie organizacji WTA. Wspomniano też to, co powtarzają od jakiegoś czasu już wszyscy – ekscentryczna Łotyszka stała się tenisowym koszmarem Polki. Teraz znów to potwierdziła – po sobotnim pojedynku ma z nią bilans 6-0.

    Już od trzech tygodni, czyli od sensacyjnej przegranej w ćwierćfinale w Miami z Alexandrą Ealą z Filipin (140.), fani Świątek zadawali sobie jedno pytanie – czy 23-latka odzyska utraconą pewność siebie na ulubionych kortach ziemnych. Zawsze na nich brylowała i dominowała, więc wydawało się, że jak nie na nich, to kiedy. Środowy pojedynek drugiej rundy w Stuttgarcie z Janą Fett, choć bardzo pewnie wygrany 6:2, 6:2, nie był dostatecznym miernikiem. Bo 153. w rankingu WTA Chorwatka nie była dla Polki żadnym zagrożeniem. Czyli zupełnie odwrotnie niż 24. na światowej liście Ostapenko.

    Łotyszka to zawodniczka grająca falami, a jej bardzo agresywny styl gry sprawia, że czasem jest jak burza i nie daje szans rywalkom, a czasem ma problem z trafieniem w kort i w szybkim tempie powiększa dorobek niewymuszonych błędów. Niestety dla Świątek, w meczach z nią zwykle pokazuje się w tym lepszym wydaniu.

    Przy tak grających tenisistkach jak Ostapenko groźny serwis to podstawa. A jego zbyt często brakowało Polce w sobotę. Przy wyniku 0:3 nie miała na koncie ani jednego trafionego pierwszego podania. Do tego podwójne błędy i wprowadzenie piłki do gry z prędkością zaledwie 122 km/h, co od razu wykorzystała rywalka. Tenisistka współpracująca z Fissettem próbowała też serwisów na ciało, ale agresywnie returnująca Łotyszka często radziła sobie też z tym. Sama zaś pokazała, jak polegać na swoim podaniu – na koniec seta posłała dwa asy.

    Warto jednak odnotować fragment tej partii, w którym Polka zaczęła robić to, czego brakowało we wcześniejszych z Ostapenko. Z większą determinacją próbowała zmusić niewygodną przeciwniczkę do biegania. Nie jest tajemnicą, że zawodniczka z Rygi w takiej sytuacji zaczyna się mylić i tak też było teraz. Dzięki temu Świątek, która zaczęła seta od przegrania czterech kolejnych gemów, zmniejszyła stratę do 3:5, a jej trener wyraźnie się rozpogodził i nagradzał ją brawami. Ale Ostapenko pokazała, że jej kryzys był tylko chwilowy.

    33 i 80 procent – tak ogromna różnica była w wygrywaniu akcji po pierwszym podaniu u Świątek między pierwszą a drugą partią. I w dużym stopniu dlatego wynik obu był odwrotnością. O znaczeniu serwisu przypomniał też długi piąty gem – prowadząca 3:1 Polka w pewnym momencie uzyskała przewagę dzięki asowi, ale ostatecznie straciła wtedy podanie (Ostapenko wykorzystała trzeciego “break pointa”) po podwójnym błędzie.

    – Takie oddanie (ostatniego punktu – red.) za darmo boli – przyznała komentatorka Canal+ Paula Choduń-Kania.

    Po jednym z zepsutych serwisów w tej części spotkania Świątek poddenerwowana wzruszyła ramionami. Zadania nie ułatwiał jej fakt, że rywalka znów starała się wchodzić na każde jej podanie zgodnie z zasadą “uda się albo się nie uda”. Ale Polka przetrwała i w końcówce tej partii sama wykorzystała kolejny moment słabości Łotyszki, wygrywając aż 11 z 13 ostatnich punktów.

    Ale sama kolejny słabszy moment pod względem skuteczności serwisu zaliczyła na początku decydującej partii i znów nie uniknęła kary przy szalejącej na returnie Ostapenko. Trzeba oddać Polce, że nie spuściła głowy przy wyniku 0:3 i próbowała do końca nawiązać walkę z rywalką, ale nie pozwoliła jej na to rywalka i pechowe centymetrowe autowe zagrania, które zanotowała w kluczowej części seta.

    Szukając pozytywów, Świątek – w przeciwieństwie do lutowego pojedynku w Dosze – mocniej postawiła się Łotyszce. Ale lekcja jest prosta – bez lepszego serwisu Polka nie pokona swojego “koszmaru” nawet na ukochanej ziemi.