• Madryt: Iga Świątek poznała rywalkę. Niedawno z nią przegrała

    Madryt: Iga Świątek poznała rywalkę. Niedawno z nią przegrała

    Madryt: Iga Świątek poznała rywalkę. Niedawno z nią przegrał

     

    Alexandra Eala została rywalką Igi Świątek w drugiej rundzie turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie. Filipinka ograła Bułgarkę Wiktorię Tomową 6:3, 6:2. Wiceliderka rankingu stanie przed szansą na rewanż za porażkę w Miami.

     

    Na wtorek (22 kwietnia) zaplanowane zostały pierwsze spotkania głównej drabinki turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie. Jasne było, że tego dnia swoją rywalkę w drugiej rundzie pozna broniąca tytułu wiceliderka światowego rankingu WTA – Iga Świątek.

     

    Jasne było, że Polka zmierzy się z Alexandrą Ealą lub Wiktorią Tomową. Ostatecznie to Filipinka została przeciwniczką naszej tenisistki po tym, jak ograła Bułgarkę 6:3, 6:2. Tym samym Świątek stanie przed szansą rewanżu za porażkę w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 1000 w Miami.

     

    Działo się na początku premierowej odsłony starcia Eali z Tomową, bo obie zawodniczki miały problemy we własnych gemach serwisowych. Bułgarka najpierw obroniła dwa break pointy, a następnie nie wykorzystała czterech, by przy piątym dopiąć swego i zaliczyć przełamanie (2:1).

     

    Filipinka jednak od razu odrobiła stratę, a następnie rozpędziła się tak, że wygrała cztery gemy z rzędu i prowadziła 5:2 z przewagą przełamania. Tomowa nie odwróciła losów seta, przegrywając 3:6.

     

    W II partii doszło do wielu przełamań, bo aż sześciu, a rozegrano łącznie osiem gemów. Eala utrzymała podanie w czwartym i wówczas prowadziła 3:1. Chwilę później było już 4:1, ale Tomowa odrobiła część strat (2:4).

     

    Za wiele jej to jednak nie dało, bo Bułgarka ani razu nie utrzymała podania w drugiej odsłonie meczu. Tym samym Filipinka odskoczyła na 5:2, a następnie przy własnym serwisie zamknęła pojedynek.

     

    Eala zmierzy się ze Świątek po raz drugi w karierze, ale pierwszy na korcie ziemnym. W Miami 19-latka zwyciężyła 6:2, 7:5. Do pojedynku, w którym faworytką będzie Polka, dojdzie najpewniej w czwartek.

     

    WTA Madryt:

     

    Alexandra Eala (Filipiny, WC) – Wiktoria Tomowa (Bułgaria) 6:3, 6:2

  • Hurkacz poznał drabinkę w Madrycie. Od początku nie będzie łatwo

    Hurkacz poznał drabinkę w Madrycie. Od początku nie będzie łatwo

    Hurkacz poznał drabinkę w Madrycie. Od początku nie będzie łatwo

     

    Hubert Hurkacz wraca po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Polak weźmie udział w turnieju ATP w Madrycie. Niedawno odbyło się losowanie drabinki. Tenisista miał sporo szczęścia, ale w przypadku wygranej w drugiej rundzie, czeka na niego bardzo trudne zadanie.

     

    Polscy kibice dawno nie mieli okazji oglądać Huberta Hurkacza w akcji. Wszystko przez problemy zdrowotne, które go nie opuszczają. Ostatni raz na korcie Polak zameldował się podczas Indian Wells, gdzie przegrał 4:6, 0:6 z Alexem De Minaurem.

     

    Wielki powrót Huberta Hurkacza na kort

    Później jednak jego sztab poinformował, że doznał kontuzji pleców i z tego powodu opuścił późniejsze turnieje. W efekcie wrocławianin spadł na 28. miejsce w rankingu ATP.

     

    “Podjąłem decyzję o opuszczeniu turnieju w Monachium. Ostatnio bardzo intensywnie pracowałem, aby osiągnąć oczekiwane rezultaty, i widzę już tego efekty. Chcę wrócić na kort w pełni zdrowy, pewny siebie i gotowy do rywalizacji. Jestem coraz bliżej tego celu i już niedługo zobaczycie mnie w akcji” – poinformował 10 kwietnia.

     

    ATP Madryt: Drabinka Huberta Hurkacza

    W końcu jednak Polak poradził sobie z problemami i zamierza wrócić na kort. Hubert Hurkacz weźmie udział w turnieju rangi ATP 1000 w Madrycie, który rozpocznie się 22 kwietnia i potrwa do 4 maja. W pierwszej rundzie wrocławianin otrzymał wolny los, więc rywalizację rozpocznie później.

     

    W drugiej rundzie Polak zmierzy się ze zwycięzcą spotkania Benjamin Bonzi – Marin Clicić. Drabinka niestety ułożyła się tak, że już w trzeciej rundzie będzie mógł trafić na Taylora Fritza, czyli czwartego tenisistę świata.

     

    Jeśli go przejdzie, to dalej czekają potencjalnie Casper Ruud, Sebastian Korda, Daniił Miedwiediew i Holger Rune. W półfinale mogą czekać na niego Alexander Zverev lub Andriej Rublov, a jeśli “Hubi” dotarłby do wielkiego finału, tam czekać będą na niego m.in. Novak Djoković lub Carlos Alcaraz.

  • Świątek poznała rywalkę w Madrycie. Ostatnio skończyło się fatalnie

    Świątek poznała rywalkę w Madrycie. Ostatnio skończyło się fatalnie

    Świątek poznała rywalkę w Madrycie. Ostatnio skończyło się fatalnie

    Od starcia z Alexandrą Ealą Iga Świątek rozpocznie rywalizację w WTA 1000 w Madrycie. Mimo że Filipinka nie była faworytką meczu z Wiktorią Tomową, to bez większych problemów rozprawiła się z rywalką. Już w pierwszym secie pokazała zdecydowanie wyższą jakość. Utrzymała ją też w drugiej odsłonie spotkania, ostatecznie wygrywając 6:3, 6:2. Świątek stanie przed szansą na rewanż.

     

    Iga Świątek nie obroniła punktów w WTA 500 w Stuttgarcie. Już w ćwierćfinale uległa Jelenie Ostapenko. Nie ma jednak czasu na rozpamiętywanie porażki. Przed nią jeszcze większe wyzwanie – obrona punktów w WTA 1000 w Madrycie, gdzie w minionym sezonie triumfowała. Polka poznała już drabinkę i ta nie jest dla niej łaskawa. Już w II rundzie los mógł skojarzyć 23-latkę z niedawną pogromczynią. I tak też się stało!

     

    Trudny początek, a potem popis. Eala pewnie wygrała pierwszy set przeciwko Tomowej

    Najbliższą rywalkę Świątek wyłoniło starcie Wiktorii Tomowej z Alexandrą Ealą. To właśnie z drugą z przeciwniczek Polka poniosła kompromitującą porażkę w Miami. Teoretycznie faworytką do zwycięstwa we wtorkowe południe była Bułgarka, która zajmuje wyższe miejsce w rankingu WTA – jest 64., a Filipinka 72.

     

    Mimo wszystko to Eala nadawała tempo rywalizacji, choć początek na to nie wskazywał. Już w trzecim gemie dała się przełamać, ale długo nie czekała, by odgryźć się rywalce. Już przy pierwszej okazji doprowadziła do break pointa i go wykorzystała. Z okazji skorzystała też w gemie numer sześć, dzięki czemu prowadziła 4:2. I takiej przewagi z rąk wyrwać sobie już nie dała. Pierwszy set zakończył się zwycięstwem Filipinki – 6:3.

     

    Eala utrzymała koncentrację. Filipinka rywalką Igi Świątek

    A jak wyglądała druga odsłona rywalizacji? Tenisistki miały problem, by utrzymać własne podanie. Dowód? Trzy pierwsze gemy kończyły się przełamaniami. O jedno więcej zaliczyła Eala i odskoczyła nieco rywalce (3:1). Ba, chwilę później ponownie wywalczyła break pointa i ją przełamała. – Ależ czucie, ależ niewiarygodne czucie ma ta dziewczyna – zachwycali się komentatorzy Canal+Sport.

     

    Tomowa wywieszać białej flagi jednak nie zamierzała. I starała się stawić opór przeciwniczce. Udało jej się to w szóstym gemie, kiedy przełamała Ealę i nieco zbliżyła się do rywalki (2:4). Tylko że jej radość nie trwała długo. Na więcej Filipinka Bułgarce nie pozwoliła i znakomicie odpowiedziała. W gemie numer siedem wywalczyła break pointa i przełamała wyżej notowaną rywalkę i to do 0. Tylko jeden gem dzielił ją od II rundy. I w końcu do niej awansowała.

     

    Wiktoria Tomowa – Alexandra Eala 3:6, 2:6

    Tym samym to Eala zmierzy się ze Świątek. Będzie to drugie bezpośrednie starcie tych pań w historii. Polka stanie przed szansą na rewanż. Jak wspominaliśmy, Świątek przegrała z Filipinką w tegorocznym turnieju w Miami i to dość wyraźnie. Mimo że dzieliło je wówczas aż 138 miejsc w rankingu, to Eala wygrała 6:2, 7:5.

     

    W Madrycie Filipinka znów postara się sprawić sensację. – Uważam, że nikt nie powinien ustawiać sobie żadnego limitu. Sprawdzam, jak daleko mogę się posunąć. Wszystko jest dla mnie nowym doświadczeniem. Miami było niesamowite i mam nadzieję, że uda mi się wystąpić w podobny sposób jeszcze kilka razy w tym roku. (…) Bardzo bym chciała [potwierdzić, że to, co dotąd osiągnęłam, nie było przypadkiem – red.] – zapowiadała.

  • ZOBACZ: Aryna Sabalenka w zabawny sposób odmawia odebrania trofeum za drugie miejsce po raz kolejny przegrywając walkę o Porsche w swoim czwartym finale w Stuttgarcie

    ZOBACZ: Aryna Sabalenka w zabawny sposób odmawia odebrania trofeum za drugie miejsce po raz kolejny przegrywając walkę o Porsche w swoim czwartym finale w Stuttgarcie

    ZOBACZ: Aryna Sabalenka w zabawny sposób odmawia odebrania trofeum za drugie miejsce po raz kolejny przegrywając walkę o Porsche w swoim czwartym finale w Stuttgarcie

    Aryna Sabalenka nie miała ochoty odebrać trofeum za drugie miejsce podczas Porsche Tennis Grand Prix 2025 w Stuttgarcie. Liderka światowego rankingu w zabawny sposób odmówiła podejścia do podium po tym, jak znów przegrała w finale.

     

    Sabalenka, rozstawiona z numerem 1, została rozgromiona w finale turnieju WTA 500 w poniedziałek, 21 kwietnia, przez nierozstawioną Jelenę Ostapenko. Mistrzyni zaprezentowała znakomitą formę przez cały tydzień, pokonując kolejno Dayanę Yastremską, Emmę Navarro, dwukrotną triumfatorkę Igę Świątek oraz Jekaterinę Aleksandrową, zanim w finale wygrała z Aryną Sabalenką 6:4, 6:1.

     

    Ostapenko, która przez całe spotkanie grała agresywnie, potrzebowała zaledwie godziny i 26 minut, by dokończyć dzieła. Tym samym sięgnęła po dziewiąty tytuł w karierze — i pierwszy na kortach ziemnych od czasu triumfu na Roland Garros w 2017 roku.

     

    — Naprawdę wierzę, że te wszystkie porażki wynikały z tego, że grałam z liderką rankingu, więc teraz to ja zostałam numerem 1. Mam nadzieję, że to w jakiś sposób mi pomoże — zażartowała podczas jednego z wywiadów na korcie.

     

    Aryna Sabalenka przed finałem błagała także Jelenę Ostapenko w innym wywiadzie, by ta pozwoliła jej zabrać do domu Porsche.

    — Proszę cię, błagam. Proszę, proszę. Potrzebuję tego auta. Chcę postawić ten znaczek (gest odhaczania celu) obok mojego celu.

    Po tym, jak nie udało jej się zrealizować tego celu, trzykrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w zabawny sposób odmówiła przyjęcia trofeum za drugie miejsce.

    Obejrzyj zabawne nagranie tutaj:

    https://x.com/Sabanewsss/status/1914299531648180395

  • 6:0 w meczu Chwalińskiej z medalistką igrzysk. Niebywała seria, 11 gemów z rzędu

    6:0 w meczu Chwalińskiej z medalistką igrzysk. Niebywała seria, 11 gemów z rzędu

    6:0 w meczu Chwalińskiej z medalistką igrzysk. Niebywała seria, 11 gemów z rzędu

    Poniedziałkowy wieczór przyniósł nam rywalizację z udziałem Mai Chwalińskiej. Polka walczyła o awans do decydującej rundy eliminacji do turnieju WTA 1000 w Madrycie. Rywalką naszej tenisistki była reprezentantka gospodarzy – Cristina Bucsa. Przyjaciółka Igi Świątek rozpoczęła spotkanie bardzo dobrze, w pewnym momencie prowadziła już 5:2. Od tego momentu… nie wygrała jednak ani jednego gema. Ostatecznie brązowa medalistka igrzysk olimpijskich z Paryża w deblu triumfowała 7:5, 6:0.

     

    Maja Chwalińska uzyskała w ostatnich miesiącach na tyle wysoki ranking w grze pojedynczej, że załapała się do eliminacji do turnieju WTA 1000 w Madrycie. Polka przystępowała do hiszpańskich zmagań po pięciu singlowych porażkach z rzędu. Nie brakowało jednak zaciętych batalii. Jedną z nich stoczyła w Radomiu, podczas BJK Cup. 23-latka mocno postawiła się faworyzowanej Elinie Switolinie. W pierwszej partii miała kilka setboli, ale ostatecznie to Ukrainka przychyliła szalę na swoją korzyść po tie-breaku, a później dopełniła dzieła w drugiej odsłonie meczu.

     

    Później Chwalińska udała się do Oeiras, gdzie w singlu odpadła już na “dzień dobry”, przegrywając z późniejszą triumfatorką imprezy rangi WTA 125 – Dalmą Galfi. Zdecydowanie lepiej poszło jej w grze podwójnej. Tam dotarła do półfinału i zagwarantowała sobie pierwszy w karierze awans do najlepszej setki deblowego rankingu.

     

    Prosto z Portugalii przedostała się do Madrytu. Rywalką naszej reprezentantki w pierwszej rundzie kwalifikacji do głównej drabinki zmagań w stolicy Hiszpanii okazała się tenisistka gospodarzy – Cristina Bucsa. Zawodniczka z Półwyspu Iberyjskiego plasuje się obecnie na 94. pozycji – 31 miejsc wyżej od Mai. O tym, że 27-latka potrafi dobrze grać na mączce, świadczy chociażby fakt, że razem z Sarą Sorribes Tormo sięgnęły po brązowy medal igrzysk olimpijskich w Paryżu w grze podwójnej. Zapowiadał się zatem trudny mecz dla Polki.

     

    Świetny początek Chwalińskiej, potem dominacja Bucsy. Polka żegna się z Madrytem

     

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Chwalińskiej. Bucsa od razu chciała narzucić swoje warunki, wygrała pierwsze dwie akcje. Mimo to nie miała jednak żadnej szansy na przełamanie. Po rywalizacji na przewagi to rozdanie trafiło na konto Mai. W początkowej fazie meczu to Polka lepiej prezentowała się w newralgicznych momentach gemów. Hiszpanka jakby nie do końca sobie radziła z różnorodną grą naszej reprezentantki. 23-latka wywalczyła przełamanie w trakcie drugiego rozdania, a po chwili potwierdziła je własnym podaniem i wyszła na prowadzenie 3:0.

     

    Podczas czwartego gema Chwalińska miała nawet piłkę na 4:0, ale wtedy skutecznie przy siatce zaprezentowała się tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego. Ostatecznie długie rozdanie zakończyło się po myśli Hiszpanki. Przez długi czas Maja kontrolowała przewagę, w pewnym momencie prowadziła 5:2. W trakcie dziewiątego gema serwowała po zwycięstwo w secie. Wtedy Bucsa doczekała się pierwszych break pointów w meczu. Cristina wykorzystała już pierwszą okazję, przełamując do zera. Reprezentantka gospodarzy doprowadziła do wyrównania na 5:5, chociaż podczas dziesiątego rozdania przegrywała już 15-30.

     

    Medalistka igrzysk podwyższyła poziom swojej gry, a naszej tenisistce coraz trudniej generowało się punkty. Także jedenasty gem zakończył się po myśli Cristiny. Początkowo Chwalińska prowadziła 40-15, ale rywalka doprowadziła do stanu równowagi. Końcówka potoczyła się po myśli Hiszpanki i dzięki temu Bucsa serwowała po zwycięstwo w secie. Maja do końca próbowała walczyć o utrzymanie się w grze, miała break pointa na wagę tie-breaka. Ostatnie trzy akcje trafiły jednak na konto 27-latki i dzięki temu to zawodniczka z Półwyspu Iberyjskiego triumfowała w premierowej odsłonie 7:5. Przegrana partia nie była jedynym problemem ze strony Polki. Pojawił się także kłopot z prawym udem. W przerwie między setami poprosiła o pomoc medyczną.

    https://x.com/edgeAIapp/status/1914369662835368173

    Druga odsłona od początku została zdominowana przez Cristinę. Szybko zrobiło się 2:0, a potem przewaga tylko rosła. W trzecim gemie Hiszpanka wróciła ze stanu 0-30 i miała już przewagę podwójnego breaka. Maja próbowała walczyć do końca, ale ostatecznie… nie wygrała już ani jednego gema. Bucsa zamknęła spotkanie za drugim meczbolem, triumfując 7:5, 6:0. Tym samym to reprezentantka gospodarzy powalczy o awans do głównej drabinki WTA 1000w Madrycie.

     

  • Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    Niesamowite, kto oglądał z trybun popis Pajor. To jest hit!

    W niedzielę FC Barcelona zrobiła wyraźny krok w kierunku finału Ligi Mistrzyń, pokonując 4:1 Chelsea w pierwszym meczu półfinałowym. Sporym w tym udział miała Ewa Pajor, która otworzyła wynik spotkania. Dokonała tego na oczach gwiazd męskiej drużyny FC Barcelony. Oto kto zasiadł na trybunach stadionu imienia Johana Cruijffa.

     

    Ewa Pajor aż czterokrotnie w swojej karierze docierała do finału Ligi Mistrzyń. Jednak za każdym razem jej VfL Wolfsburg musiał uznać wyższość rywala – trzy razy francuskiego Olympique’u Lyon, a raz FC Barcelony, do której polska napastniczka przeniosła się latem ubiegłego roku.

    Niesamowite, kto oglądał Pajor z trybun

    Wygląda na to, że Pajor po raz piąty powalczy o to trofeum, albowiem wraz ze swoją drużyną w niedzielę poczyniła ogromny krok w kierunku finału. Polka już w 35. minucie pierwszego półfinałowego starcia z Chelsea trafiła do siatki, wykorzystując sytuację sam na sam po świetnym podaniu Alexii Putellas. Ostatecznie pierwszy mecz zakończył się efektownym zwycięstwem Barcy 4:1. Rewanż w Londynie odbędzie się w niedzielę 27 kwietnia o 15:00.

    Tego popołudnia w Barcelonie na trybunach stadionu imienia Johana Cruijffa zasiadło ponad 5700 widzów, w tym zawodnicy męskiej drużyny FC Barcelony – Lamine Yamal oraz Gavi, którzy oglądali popisy m.in. Ewy Pajor.

    https://x.com/FCBfemeni/status/1914010026357772493

    Właśnie po to, tu przyszła” – tak krótko kataloński “Sport” podsumował występ polskiej napastniczki przeciwko Chelsea. – Myślę, że wszystkie czujemy się bardzo dobrze z uwagi na pracę, jaką wykonałyśmy na boisku. Wiemy jednak, że drugie spotkanie jest jeszcze przed nami i będzie trudne. Musimy zrobić wszystko to, co zrobiłyśmy dziś. Intensywnie pracować i być w pełni skupione przez 90 minut oraz włożyć w to całe siły. Wiemy, jak dobry zespół ma Chelsea, więc będzie trzeba pozostać sobą. Ale dziś musimy po prostu świętować, bo wygrana w takim meczu to jest dla nas święto – mówiła po spotkaniu Pajor. 

     

  • Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Ewa Pajor z być może najważniejszym golem w tym sezonie! Reprezentantka Polski trafiła do siatki w meczu 1/2 finału Ligi Mistrzyń UEFA przeciwko Chelsea, a FC Barcelona wygrała spotkanie 4:1. Katalonki są o krok od awansu do wielkiego finału.

     

    FC Barcelona walczy o triumf w Lidze Mistrzów. Jest już w półfinale, w którym zmierzy się z Interem Mediolan. Czy Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (może nie zagrać z powodu kontuzji) zameldują się w finale? Odpowiedź na to pytanie poznamy na początku maja. Wcześniej, bowiem już za tydzień rozstrzygną się losy kobiecego zespołu Barcelony. W niedzielę Katalonki z Ewą Pajor w składzie rozegrały pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń.

     

    Pajor bohaterką Barcelony. To była 35. minuta półfinału LM

     

    Już 24. raz w historii odbywa się Liga Mistrzyń UEFA. Kto 24 maja sięgnie po puchar w finale, który rozegrany zostanie na Estadio Jose Alvalade? Na placu boju pozostały cztery drużyny. W sobotę w pierwszym półfinale Arsenal przegrał z Olympique Lyon 1:2.

     

    W niedzielę doszło do hitowego starcia FC Barcelony z Chelsea. Obie drużyny w ćwierćfinałach pokazały swoją siłę. Katalonki pokonały w dwumeczu Wolfsburg aż 10:2. Zawodniczki z Londynu 6:1 zwyciężyły w dwumeczu Bayern Monachium.

    https://youtu.be/pO9PH-259tk?si=pLj2Vrg6mb02M0L6

    Na Johan Cruyff Stadium gospodynie od początku meczu starały się uzyskać przewagę. W 11. minucie sędzia główna meczu podyktowała rzut karny za zagranie piłki ręką przez Nathalie Bjorn. Do jedenastki podeszła Alexia Putellas, ale jej strzał obroniła Hannah Hampton.

     

    Przewaga Barcelony została udokumentowana w 35. minucie spotkania. Putellas zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła wychodzącą na czystą pozycję Ewę Pajor. Reprezentantka Polski stanęła oko w oko z Hampton i płaskim strzałem nie dała szans londyńskiej bramkarce.

     

    W drugiej odsłonie spotkania Claudia Pina dobiła Chelsea. Otrzymała idealne podanie i z bliska podwyższyła prowadzenie. To był jej ósmy gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. 23-latka prowadzi w tabeli najlepszych strzelczyń. Rewanżowe spotkanie odbędzie się 27 kwietnia na Stamford Bridge w Londynie. Gospodynie tego meczu nie będą bez szans, bowiem z Katalonii wyjechały z jednym powodem do radości. Kontakt w rywalizacji zapewnił gol strzelony przez Sandy Baltimore. O awans będzie jednak trudno. Bramki zdobyte przez Irene Paredes i kolejne trafienie Piny ustaliły wynik na 4:1.

     

    Warto pamiętać, że Katalonki w ostatnich dwóch sezonach okazywały się najlepszą drużyną, wygrywając Ligę Mistrzyń. W 2023 roku w finale pokonały Wolfsburg, a w ostatniej edycji pozostawiły w pokonanym polu Lyon.

    FC Barcelona 4:1 Chelsea (1:0)

    Gole: Ewa Pajor’ 35, Claudia Pina’ 70′ 90, Irene Paredes’ 82 – Sandy Baltimore’ 76

    Barcelona: Cata Coll (gk) – Paredes, Maria Leon (46′ Engen), Paralluelo (88′ Lopez), Hansen (66′ Pina), Putellas, Patri, Bonmati, Pajor, Battle, Brugts (82′ Rolfo)

    Chelsea: Hampton (gk) – Bronze, Bright, Bjorn (82′ Girma), Baltimore, Walsh, Cuthbert, Kaneryd, Kaptein (61′ Macario) Beever-Jones (61′ Reiten), Ramirez

    niewykorzystany rzut karny: Alexia Putellas’ 11 sędziowała: Katalin Kulcsa

     

  • Ewa Pajor jest niesamowita! Wszyscy widzieli, co zrobiła w półfinale Ligi Mistrzyń

    Ewa Pajor jest niesamowita! Wszyscy widzieli, co zrobiła w półfinale Ligi Mistrzyń

    Ewa Pajor jest niesamowita! Wszyscy widzieli, co zrobiła w półfinale Ligi Mistrzyń

    To była 35. minuta spotkania FC Barcelony z Chelsea, gdy Ewa Pajor idealnie wyszła na pozycję i wykorzystała podanie od Alexii Putellas i płaskim strzałem pokonała Hannah Hampton. Reprezentantka Polski walczy o awans do finału Ligi Mistrzyń. Spotkanie zakończyło się wygraną Barcelony 4:1.

     

    Czy ten sezon zakończy się podwójnym szczęściem dla kibiców FC Barcelony? W Katalonii mogą mieć nadzieję na dwa finały Ligi Mistrzów – męska drużyna czeka już na dwumecz z Interem Mediolan, a drużyna kobiet w niedzielę rozgrywała pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń przeciwko Chelsea. W składzie znalazła się oczywiście Ewa Pajor.

    Pajor otworzyła wynik. Piękny gol w Lidze Mistrzyń

    Barcelona już w 11. minucie mogła objąć prowadzenie. Sędzia podyktowała rzut karny za zagranie ręką Nathalie Bjorn, ale Alexia Putellas przegrała pojedynek z Hannah Hampton. Co się odwlecze, to nie uciecze. Katalonki były stroną dominującą i swego dopięły po upływie 35 minut.

     

    Za zmarnowaną jedenastkę zrehabilitowała się Putellas i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła Ewę Pajor. Polka wyszła na czystą pozycję i w sytuacji sam na sam płaskim strzałem pokonała Hampton. Barcelona walczy o trzeci z rzędu triumf w Lidze Mistrzyń. Pierwszy z Pajor w składzie, która do Katalonii trafiła w 2024 roku.

     

    Dla Pajor był to piąty gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. W drugiej połowie FC Barcelona dobiła rywalki. Do siatki trafiły Claudia Pina (dwukrotnie) i Irene Paredes. Trafienie Sandy Baltimore daje londyńskiej drużynie iluzoryczne nadzieje, że rewanż nie będzie formalnością.

     

    FC Barcelona ma szansę na trzeci z rzędu triumf w rozgrywkach Ligi Mistrzyń. W 2023 roku pokonywała w finale Wolfsburg, a rok później zwyciężyła Lyon. 

  • Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacja

    Barcelona idzie po finał LM, Pajor zachwyca! To była deklasacj

    Ewa Pajor z być może najważniejszym golem w tym sezonie! Reprezentantka Polski trafiła do siatki w meczu 1/2 finału Ligi Mistrzyń UEFA przeciwko Chelsea, a FC Barcelona wygrała spotkanie 4:1. Katalonki są o krok od awansu do wielkiego finału.

    FC Barcelona walczy o triumf w Lidze Mistrzów. Jest już w półfinale, w którym zmierzy się z Interem Mediolan. Czy Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski (może nie zagrać z powodu kontuzji) zameldują się w finale? Odpowiedź na to pytanie poznamy na początku maja. Wcześniej, bowiem już za tydzień rozstrzygną się losy kobiecego zespołu Barcelony. W niedzielę Katalonki z Ewą Pajor w składzie rozegrały pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń.

    Pajor bohaterką Barcelony. To była 35. minuta półfinału LM
    Już 24. raz w historii odbywa się Liga Mistrzyń UEFA. Kto 24 maja sięgnie po puchar w finale, który rozegrany zostanie na Estadio Jose Alvalade? Na placu boju pozostały cztery drużyny. W sobotę w pierwszym półfinale Arsenal przegrał z Olympique Lyon 1:2.

    W niedzielę doszło do hitowego starcia FC Barcelony z Chelsea. Obie drużyny w ćwierćfinałach pokazały swoją siłę. Katalonki pokonały w dwumeczu Wolfsburg aż 10:2. Zawodniczki z Londynu 6:1 zwyciężyły w dwumeczu Bayern Monachium.

    Na Johan Cruyff Stadium gospodynie od początku meczu starały się uzyskać przewagę. W 11. minucie sędzia główna meczu podyktowała rzut karny za zagranie piłki ręką przez Nathalie Bjorn. Do jedenastki podeszła Alexia Putellas, ale jej strzał obroniła Hannah Hampton.

    Przewaga Barcelony została udokumentowana w 35. minucie spotkania. Putellas zrehabilitowała się za zmarnowaną jedenastkę i idealnym, prostopadłym podaniem obsłużyła wychodzącą na czystą pozycję Ewę Pajor. Reprezentantka Polski stanęła oko w oko z Hampton i płaskim strzałem nie dała szans londyńskiej bramkarce.

    W drugiej odsłonie spotkania Claudia Pina dobiła Chelsea. Otrzymała idealne podanie i z bliska podwyższyła prowadzenie. To był jej ósmy gol w tym sezonie Ligi Mistrzyń. 23-latka prowadzi w tabeli najlepszych strzelczyń. Rewanżowe spotkanie odbędzie się 27 kwietnia na Stamford Bridge w Londynie. Gospodynie tego meczu nie będą bez szans, bowiem z Katalonii wyjechały z jednym powodem do radości. Kontakt w rywalizacji zapewnił gol strzelony przez Sandy Baltimore. O awans będzie jednak trudno. Bramki zdobyte przez Irene Paredes i kolejne trafienie Piny ustaliły wynik na 4:1.

    Warto pamiętać, że Katalonki w ostatnich dwóch sezonach okazywały się najlepszą drużyną, wygrywając Ligę Mistrzyń. W 2023 roku w finale pokonały Wolfsburg, a w ostatniej edycji pozostawiły w pokonanym polu Lyon.

    FC Barcelona 4:1 Chelsea (1:0)
    Gole: Ewa Pajor’ 35, Claudia Pina’ 70′ 90, Irene Paredes’ 82 – Sandy Baltimore’ 76
    Barcelona: Cata Coll (gk) – Paredes, Maria Leon (46′ Engen), Paralluelo (88′ Lopez), Hansen (66′ Pina), Putellas, Patri, Bonmati, Pajor, Battle, Brugts (82′ Rolfo)
    Chelsea: Hampton (gk) – Bronze, Bright, Bjorn (82′ Girma), Baltimore, Walsh, Cuthbert, Kaneryd, Kaptein (61′ Macario) Beever-Jones (61′ Reiten), Ramirez
    niewykorzystany rzut karny: Alexia Putellas’ 11
    sędziowała: Katalin Kulcsa

  • Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Sabalenka w finale. Co z rankingiem? Fatalne wieści dla Świątek

    Aryna Sabalenka zameldowała się w finale turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. To oznacza jedno – jej przewaga nad Igą Świątek w światowym rankingu jeszcze wzrosła.

     

    Lada moment zapadną ostateczne rozstrzygnięcia w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. W niedzielę (20 kwietnia) odbywały się mecze półfinałowe. W jednym z nich Aryna Sabalenka zmierzyła się z Jasmine Paolini.

     

    W dwóch setach Białorusinka rozprawiła się z Włoszką (7:5, 6:4). Tym samym liderka rankingu WTA zameldowała się w finale turnieju. W nim przyjdzie jej zmierzyć się z Jeleną Ostapenko (pogromczynią Igi Świątek).

     

    Już teraz wiadomo, że po turnieju w Niemczech przewaga Sabalenki nad Świątek w światowym rankingu wzrośnie. Obecnie na koncie Białorusinki widnieje 10758 punktów. Polka ma z kolei 7383 “oczek”.

     

    Gdyby 26-letnia zawodniczka wygrała w finale, jej dorobek zwiększy się do 10933 punktów. Sytuacja Świątek jest zatem trudna – nie ma szans na to, by w najbliższych tygodniach wróciła na fotel liderki rankingu WTA.

     

    Zamiast tego 23-latka musi oglądać się za siebie. Trzecia Jessica Pegula dysponuje 6209 punktami i ma szanse na to, by po najbliższym turnieju w Madrycie (22 kwietnia – 4 maja) wyprzedzić Polkę.