• Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Szybszy powrót? Sensacyjne wieści ws. Lewandowskiego

    Katalończycy liczą na to, że Robert Lewandowski pomoże im w drodze do wielkiego finału Ligi Mistrzów. Sytuacja ma wyklarować się w ciągu 10-14 dni.

    Robert Lewandowski doznał kontuzji podczas meczu z Celtą Vigo, co potwierdziła FC Barcelona. Uraz dotyczy mięśnia półścięgnistego w lewym udzie. Klub nie podał dokładnego czasu rekonwalescencji, ale media spekulują, że przerwa może potrwać nawet trzy tygodnie.

    Hansi Flick musi zmierzyć się ze sporym problemem. Lewandowski może opuścić kluczowe spotkania, w tym finał Pucharu Króla z Realem Madryt oraz półfinał Ligi Mistrzów z Interem Mediolan.

    Dziennikarz Toni Juanmarti podał na platformie X, że zarówno Barcelona, jak i otoczenie Lewandowskiego nie wykluczają jego występu w rewanżowym meczu z Interem. Decyzja o jego ewentualnym powrocie ma zapaść w ciągu najbliższych 10-14 dni. Istnieje szansa, że Polak znajdzie się w kadrze na spotkanie co najmniej w roli rezerwowego.

    Kwestia awansu do finału Ligi Mistrzów rozstrzygnie się 6 maja. Rewanżowe spotkanie Interu z Barceloną zostanie rozegrane na Giuseppe Meazza w Mediolanie.

    W Katalonii zapanował niepokój ze względu na uraz Lewandowskiego. “Blaugrana” potrzebuje swojego najskuteczniejszego gracza w kluczowej fazie sezonu.

  • Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma finał

    Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma finał

    Ostapenko poszła za ciosem. Pogromczyni Świątek ograła kolejną groźną rywalkę i ma fina

    Tegoroczna edycja turnieju WTA 500 w Stuttgarcie układa się nietypowo, bowiem po raz pierwszy od czterech lat w najlepszej “4” imprezy zabrakło Igi Świątek. W tym gronie znalazła się za to pogromczyni Polki – Jelena Ostapenko, która wczoraj po raz szósty rozprawiła się z naszą tenisistką. Dzisiaj Łotyszka walczyła o awans do decydującego starcia z Jekateriną Aleksandrową. Ostapenko nie spędziła na korcie zbyt dużo czasu. Po 89 minutach gry mogła się cieszyć ze zwycięstwa 6:4, 6:4 i awansu do finału.

    Zmagania w Stuttgarcie toczą się już bez obecności Igi Świątek. Polka bierze udział w imprezie Porsche Tennis Grand Prix od 2022 roku i dopiero pierwszy raz nie dotarła do najlepszej “4” turnieju. W sobotnim ćwierćfinale powstrzymała ją jej zmora – Jelena Ostapenko. Łotyszka pokonała naszą reprezentantkę 6:3, 3:6, 6:2 i poprawiła bilans bezpośrednich starć na 6-0. Raszynianka wciąż nie doczekała się przełamania z potyczkach z mistrzynią Roland Garros 2017.

    Dzisiaj 27-latka stanęła do walki o finał WTA 500 z Jekateriną Aleksandrową. Rosjanka rozgrywała do tej pory znakomite zawody. Na starcie pokonała Ludmiłę Samsonową, a potem ogrywała coraz to wyżej notowane przeciwniczki. Najpierw rozstawioną z “6” Mirrę Andriejewą, a następnie turniejową “3” – Jessicę Pegulę. Każde z tych spotkań wygrywała bez straty seta. Pierwszą partię ćwierćfinałowego starcia z Amerykanką zgarnęła rezultatem 6:0. Zapowiadała się zatem bardzo ciekawa rywalizacja o finał niemieckiej imprezy.

    WTA Stuttgart: Za nami półfinał Aleksandrowa – Ostapenko. Znamy pierwszą finalistkę

    Mecz rozpoczął się od serwisu Aleksandrowej. Ostapenko wystartowała z ogromnym animuszem, podobnie jak w meczu ze Świątek. Już na “dzień dobry” posłała kilka agresywnych returnów i wywalczyła sobie przełamanie. Po chwili Jekaterina odwdzięczyła się rywalce tym samym, chociaż zrobiła to w jeszcze bardziej efektowny sposób – nie tracąc ani jednego punktu. Na kolejnego breaka trzeba było poczekać do piątego rozdania. Wówczas Jelena wykorzystała drugą okazję i znów znalazła się na prowadzeniu.

    Rosjanka próbowała od razu odrobić stratę, miała jedną szansę. Wówczas Łotyszka posłała jednak asa i szybko zniwelowała zagrożenie. Po chwili wyszła na 4:2. Do końca partii nie obserwowaliśmy już żadnych przełamań. Aleksandrowa próbowała jeszcze podjąć walkę do samego końca, ale przy trzecim setbolu dla reprezentantki Łotwy, Jekaterina posłała return w korytarz deblowy. Ostatecznie premierowa odsłona zakończyła się wynikiem 6:4 dla Ostapenko.

    Tenisistka z Czelabińska w lepszym stylu zainaugurowała drugą partię, utrzymując swoje podanie do zera, ale potem oddała inicjatywę rywalce. Jelena zgarnęła trzy “oczka” z rzędu i przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Niebezpiecznie z perspektywy 30-latki zrobiło się także w trakcie piątego rozdania, przy swoim serwisie, ale ostatecznie wróciła ze stanu 0-30 i przerwała świetną serię przeciwniczki. Po chwili Ostapenko dorzuciła czwartego gema i jeszcze bardziej zbliżyła się do wygranej.Łotyszka nie miała jednak łatwo. Aleksandrowa nie odpuszczała i podczas ósmego rozdania załapała się na grę przy serwisie Jeleny. Doprowadziła do stanu równowagi, miała nawet break pointa. Ostatecznie ten długi gem potoczył się jednak po myśli mistrzyni Roland Garros 2017. Do końca pojedynku obie tenisistki utrzymywały już swój serwis. Podczas dziesiątego rozdania Ostapenko wróciła ze stanu 15-30. 27-latka triumfowała 6:4, 6:4 po 89 minutach gry i zameldowała się w finale WTA 500 w Stuttgarcie, gdzie zagra z Aryną Sabalenką lub Jasmine Paolini.

  • Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Świątek zdradziła, co zrobi po porażce z Ostapenko. Podała konkretny powód

    Iga Świątek w swojej karierze wciąż nie pokonała Jeleny Ostapenko. Sytuacja nie zmieniła się nawet w Stuttgarcie, gdzie turniej rozgrywany jest na ukochanej nawierzchni Polki. Podopieczna Wima Fissette’a tegorocznych świąt wielkanocnych nie będzie wspominała więc zbyt miło. W niedzielę podzieliła się ona z kibicami planami na nadchodzące dni. Okazuje się, że niebawem wiceliderka WTA ponownie zagości w ojczyźnie. Dlaczego? Konkretny powód zdradziła przed kamerami Canal+.

     

    Zawodniczka urodzona w Warszawie jeszcze przynajmniej rok musi poczekać na trzecie Porsche do bogatej kolekcji wygranych w Stuttgarcie aut. Polka nie zaliczy do udanych swojego pierwszego turnieju na mączce w tym roku. O ile na dzień dobry pewnie rozprawiła się z dużo niżej notowaną Janą Fett, o tyle znów ścianą nie do przejścia okazała się Jelena Ostapenko. Bilans Łotyszki w starciach z Igą Świątek wynosi już 6:0.

     

    Przez moment wydawało się, że nasza rodaczka wreszcie odwróci złą kartę. Po pierwszym nieudanym secie wróciła do gry i szansa na triumf stanęła przed nią otworem. Starsza ze sportsmenek ponownie pokazała jednak wyższość. Kibice niestety tego samego dnia nie dowiedzieli się jak wyglądała konfrontacja z perspektywy raszynianki. Stacja Canal+ podzieliła się jednak z nimi wywiadem w niedzielę.

     

    “Nie wiem właściwie co się stało. Miałam jakby takie samo nastawienie. Szkoda po prostu, że nie zagrałam tak zdecydowanie. Do końca nie wiem, dlaczego tak się potoczyło. Pod koniec trzeciego seta żałuję tego błędu z returnu. Chciałam zagrać bekhend po linii. Może mogłam wybrać bardziej bezpieczniejsze rozwiązanie. Nie wiem, dlaczego właśnie zepsułam te trzy ostatnie forhendy, bo z głębi kortu czułam się dobrze przez cały mecz” – przyznała Iga Świątek na temat końcówki spotkania.

     

    Iga Świątek wraca do Polski. Ale tylko na moment, niemal od razu obierze kierunek na Madryt

     

    Paula Kania-Choduń poruszyła z nią także temat presji. “Już jestem na takim etapie, że nie ma właściwie miesięcy gdzie nie ma tej presji. Jestem skupiona na sobie. Ułożyłam sobie kilka rzeczy, tak ogólnie, jeśli chodzi o moje zaangażowanie oraz koncentrację. Zostawiam też różne pozakortowe rzeczy, którymi się zajmowałam. Mam nadzieję, że moje skupienie oraz to, co robimy na korcie treningowym przyniesie efekty na meczach” – ujawniła wiceliderka rankingu WTA.

     

    A na sam koniec zdradziła plany na najbliższe dni. “Muszę wrócić do Polski ze względu na prywatne sprawy. Później chyba we wtorek polecę do Madrytu. Ale tego jeszcze nie wiem” – zakończyła. Wspomniane zmagania w stolicy Hiszpanii startują na początku przyszłego tygodnia. Tekstowe relacje na żywo w Interia Sport.

     

  • Tyle właściciel klubu Ekstraklasy wpłacił na kampanię Trzaskowskiego

    Tyle właściciel klubu Ekstraklasy wpłacił na kampanię Trzaskowskiego

    Tyle właściciel klubu Ekstraklasy wpłacił na kampanię Trzaskowskiego

    Kandydaci w wyborach prezydenckich mogą liczyć na wsparcie finansowe z różnych stron. Dotyczy to m.in. osób prywatnych. Jedną z takich okazał się właściciel jednego z klubów ekstraklasy, który niemal maksymalną możliwą kwotą wsparł kampanię Rafała Trzaskowskiego.

     

    Zbliżające się wybory prezydenckie budzą w naszym kraju coraz więcej emocji i dyskusji. W całą sprawę włączają się także osoby ze świata sportu, które jasno mówią o tym, którego kandydata popierają. W ostatnim czasie dużą burzę wywołało poparcie, jakiego Sławomirowi Mentzenowi udzielił były reprezentant Polski w siatkówce Marcin Możdżonek.

     

    Właściciel Motoru Lublin wsparł kandydaturę Rafała Trzaskowskiego

     

    Wybory prezydenckie to nie tylko wsparcie publiczne, ale także finansowe. A takiego Rafałowi Trzaskowskiemu i jego komitetowi udzielił właściciel Motoru Lublin Zbigniew Jakubas. Szef klubu ekstraklasy wg informacji przekazanych przez serwis Money.pl przelał kwotę 60 tysięcy złotych, gdzie maksymalna kwota może wynieść 69 990 zł, a więc piętnastokrotność minimalnego wynagrodzenia brutto.

     

    – Wsparłem kampanię pana Trzaskowskiego, gdyż uważam go za najlepszego kandydata ze wszystkich ubiegających się o to stanowisko. Perfekcyjnie zna języki, co jest niezbędne do sprawowania urzędu prezydenta, jest przewidywalny w działaniu, co w tych niełatwych czasach jest bardzo ważne, i w kampanii nie opowiada populistycznych bajek jak inni – powiedział Jakubas cytowany przez źródło.

     

    Dla niego samego kwota 60 tysięcy złotych nie jest szczególnym wydatkiem. Mowa w końcu o osobie, która zajęła 26. miejsce w rankingu najbogatszych Polaków w 2025 roku wg magazynu “Forbes”. Jego majątek wyceniany jest na 2,64 mld zł. Od września 2020 roku jest prezesem oraz większościowym udziałowcem Motoru Lublin.

    Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 18 maja. Ewentualna druga tura zaplanowana jest na niedzielę 1 czerwca.

  • Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wrze wokół Szczęsnego! “Nie można tego uznać”

    Wojciech Szczęsny przepuścił trzy bramki w ligowym meczu FC Barcelony z Celtą Vigo. A w 90. minucie miała miejsce kontrowersyjna sytuacja z udziałem jego i Oscara Minguezy. Czy powinno się to skończyć rzutem karnym? Na to pytanie odpowiedziano na profilu Archivo VAR, gdzie zwrócono uwagę na kilka aspektów.

     

    Wojciech Szczęsny nie zachwycił w meczu FC Barcelony z Celtą Vigo, gdzie zaliczył kilka niezłych interwencji, ale i poważną wpadkę. “Uratował Barcelonę w kilku sytuacjach, ale debata nadal się toczy. Bramkarz będzie musiał się poprawić, jeśli nie chce wielu plotek wokół siebie od teraz do końca sezonu” – pisały hiszpańskie media. A bramkarz w jeszcze jednej sytuacji był w centrum uwagi.

     

    Wojciech Szczęsny trafił w twarz piłkarza Celty Vigo. Czy należał się rzut karny?

     

    W 90. minucie, przy stanie 3:3, Celta znalazła się z piłką pod bramką Polaka, który po zagraniu Fera Lopeza trącił piłkę. Następnie niecelnie głową uderzył Oscar Mingueza, a po chwili został on trafiony w twarz przez 35-latka.

     

    Czy w tej sytuacji gościom należał się rzut karny? Z analizy przeprowadzonej na profilu Archivo VAR w serwisie X wynika, że nie. “Kontakt między nimi jest nieznaczny, więc nie można go uznać za działanie nieostrożne i tym samym karalne” – oceniono.

     

    Wojciech Szczęsny mógł zostać “wrobiony” w rzut karny? “Zauważył”

     

    Zwrócono również uwagę na zachowanie gracza Celty, który miał próbować wykorzystać sytuację. “Dodatkowo Mingueza postanawia rzucić się na ziemię, po tym jak zauważył, że strzał nie zmierza do bramki” – czytamy.

     

    Najwidoczniej podobnie tę sytuację ocenili sędziowie, którzy nie zdecydowali się podyktować rzutu karnego. Za to zrobili to kilka minut później, gdy po wideoweryfikacji dopatrzono się faulu na Danim Olmo, a “jedenastkę” wykorzystał Raphinha, dając swojemu zespołowi zwycięstwo 4:3.

     

    Dla Wojciecha Szczęsnego był to 24. mecz w barwach FC Barcelony. Udało mu się zachować 12 czystych kont, w pozostałych 12 spotkaniach łącznie przepuścił 24 bramki.

     

  • Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter zadecydował ws. Nicoli Zalewskiego

    Inter Mediolan zdecydował się zatrzymać Nicolę Zalewskiego na dłużej. Reprezentant Polski, wypożyczony z AS Romy, ma podpisać kontrakt do 2029 roku.

     

    Nicola Zalewski kontynuuje udaną karierę we Włoszech. Pomocnik jest wychowankiem AS Romy, w której rozpoczął też seniorskie występy. W lutym tego roku 23-latek został wypożyczony do Interu Mediolan, gdzie zdołał już pokazać się z dobrej strony.

     

    Zalewski, mimo że nie zdobył jeszcze bramki dla Interu, zdołał zaliczyć asystę w swoim debiucie przeciwko AC Milanowi. Na ten moment wystąpił w ośmiu meczach. W międzyczasie kontuzja łydki wykluczyła go z kilku spotkań, w tym z meczów reprezentacji Polski przeciwko Litwie i Malcie.

     

    Od pewnego czasu spekulowano na temat przyszłości pomocnika w klubie z Mediolanu. 23-latek wyraził chęć kontynuowania kariery w zespole. Najnowsze informacje w tej kwestii podał dziennikarz Nicolo Schira. Są one bardzo dobre, bowiem Inter chce zatrzymać Zalewskiego w swoich szeregach. Spotkanie między przedstawicielami obu zespołów zakończyło się sukcesem. Reprezentant Polski ma podpisać kontrakt do czerwca 2029 roku.

     

    Zalewski ma szansę na zdobycie trofeów z Interem, który awansował do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się z FC Barceloną. Warto dodać, że w klubie z Mediolanu gra również inny Polak, Piotr Zieliński, a w katalońskim zespole występują Wojciech Szczęsny i Robert Lewandowski. W finale LM na pewno zobaczymy więc dwóch polskich piłkarzy, co będzie dużym wydarzeniem dla polskiego futbolu.

     

    Zanim jednak oba zespoły rozpoczną rywalizację, Inter czekają trzy spotkania na rodzimym podwórku. W niedzielę zawodnicy Simone Inzaghiego zmierzą się w ligowym meczu z Bologną. Później mediolańczycy rozegrają rewanżowe starcie w półfinale Pucharu Włoch z AC Milanem i mecz Serie A z… Romą.

  • Raphinha nie wytrzymał. Pokazali, co zrobił. “Powinien zostać wyrzucony”

    Raphinha nie wytrzymał. Pokazali, co zrobił. “Powinien zostać wyrzucony”

    Raphinha nie wytrzymał. Pokazali, co zrobił. “Powinien zostać wyrzucony”

    Raphinha był jednym z głównych bohaterów sobotniego spotkania z Celtą Vigo. Nie dość, że zanotował asystę przy bramce Daniego Olmo, to strzelił również dwa gole. Mało tego, w ósmej minucie doliczonego czasu gry pewnie wykorzystał rzut karny, czym udowodnił, że w trudnych momentach potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność. Zanim do tego doszło, okazuje się, że Brazylijczyk powinien zostać wyrzucony z boiska.

     

    FC Barcelona doskonale rozpoczęła ten mecz, gdyż w 12. minucie do siatki trafił Ferran Torres. Potem przewagę przejęli jednak goście, którzy po trzech golach Iglesiasa wyszli na prowadzenie 3:1. I kiedy wydawało się, że piłkarzom Hansiego Flicka trudno będzie odrobić straty, zmiany Daniego Olmo i Lamine’a Yamala okazały się kluczowe. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 4:3. Tuż po ostatnim gwizdku arbitra niemiecki trener ruszył do Brazylijczyka, z którym czule się przytulił.

     

    Niezrozumiałe zachowanie Raphinhi. Wiemy, o co poszło z Iago Aspasem

    28-latek nie dość, że zaliczył kapitalną asystę przy trafieniu Olmo, to potem dwukrotnie zdobył bramkę. “Nieposkromiony” – tak nazwał go dziennik “Mundo Deportivo”. Decydujący gol padł po bardzo dobrze wykonanym rzucie karnym w ósmej minucie doliczonego czasu gry. Zanim do tego doszło, Brazylijczyk powinien prawdopodobnie zostać wyrzucony z boiska.

     

    Portal eldesmarque.com uważa, że miała miejsce ogromna “kontrowersja”. Chodzi o starcie wspomnianego Raphinhi z Iago Aspasem. Zaczęło się od tego, że Hiszpan sprytnie założył “dziurkę” rywalowi, co wyraźnie mu się nie spodobało. Błyskawicznie zaatakował zawodnika Celty, który bezwładnie upadł na ziemię. “Nie wahał się z nim skonfrontować i udzielić mu nagany za jego zachowanie” – możemy przeczytać. Dziennikarze zaznaczyli, że Brazylijczyk jedynie “pozorował” uderzenie w twarz. Natomiast Aspas natychmiastowo to wykorzystał i zasłonił twarz rękoma.

     

    Wielu ekspertów ds. sędziowania jest przekonanych, że za ten czyn Raphinha powinien dostać czerwoną kartkę. Jednym z nich jest Iturralde Gonzalez, który twierdzi, że były piłkarz Leeds nie został odpowiednio ukarany i ostatecznie w doliczonym czasie gry, to on zagwarantował drużynie komplet punktów.

     

    – Dla wszystkich, którzy lubią teorie spiskowe… Raphinha powinien zostać wyrzucony z boiska. Del Cerro był na VAR i wezwał sędziego, aby ten odgwizdał rzut karny w 97. minucie – przekazał, zaznaczając, że ten arbiter nie powinien siedzieć w wozie VAR, gdyż zdarzało mu się popełniać błędy z korzyścią dla danej strony. – Problem jest wtedy, gdy wszyscy zauważają teorie spiskowe – pełne brudu – podsumował dla Cadena SER.

     

    FC Barcelona po 32 rozegranych meczach zajmuje pozycję lidera tabeli z dorobkiem 73 pkt i siedmioma punktami przewagi nad Realem Madryt. Wszystko wskazuje na to, że w kluczowym momencie sezonu Hansi Flick nie będzie mógł skorzystać z Roberta Lewandowskiego, który zakończył sobotnie spotkanie z urazem.

  • Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    Nie wierzą w ozdrowienie Roberta Lewandowskiego. Już wskazali, co zrobi Hansi Flick

    W sobotnim meczu La Ligi Robert Lewandowski odniósł kontuzję, która według pierwotnych doniesień będzie skutkowała dwu- lub nawet trzytygodniową przerwą. Za tydzień Barcelonę czeka finał Pucharu Króla przeciwko Realowi Madryt i hiszpańskie media już teraz dywagują, w jaki sposób Hansi Flick zastąpi polskiego snajpera. Możliwości są dwie.

     

    W 76. minucie meczu Barcelony z Celtą Vigo Robert Lewandowski usiadł na murawie i nie mógł już kontynuować gry. Chwilę później trener Blaugrany zdecydował się go zmienić i na boisku pojawił się Gavi. Uraz okazuje się być dość poważny, a w niedzielę Polak przejdzie badanie rezonansem magnetycznym. Hiszpanie piszą, że przeciwko Realowi Flick zdecyduje się postawić albo na Ferrana Torresa, albo na Daniego Olmo.

     

    Ktoś z nich zastąpi Roberta Lewandowskiego

     

    “Barcelona widzi Olmo i Torresa jako zmienników Lewandowskiego w przyszłym sezonie. […] Torres już przeciwko Celcie strzelił gola jako »fałszywa dziewiątka« i był zły, gdy został zmieniony. Zdobywa gole co 88 minut” — napisał Gabriel Sans na łamach “Mundo Deportivo”.

     

    “Torres rozgrywa najlepszy sezon w barwach Barcelony i potwierdzają to liczby. Ma już 10 goli w La Lidze i 17 we wszystkich rozgrywkach. Jednak również Dani Olmo mógłby bez problemu zagrać jako środkowy napastnik. Jest to pozycja, którą zna i doskonale sobie z nią radzi, zwłaszcza gdy musiał pełnić rolę »fałszywej dziewiątki« w reprezentacji Hiszpanii. […] To bardzo wszechstronny zawodnik” — napisał Javier Giraldo dla“Sportu”.

     

  • Kilkadziesiąt minut po porażce Świątek organizatorzy ogłosili ws. Ostapenko. Końcowy werdykt

    Kilkadziesiąt minut po porażce Świątek organizatorzy ogłosili ws. Ostapenko. Końcowy werdykt

    Kilkadziesiąt minut po porażce Świątek organizatorzy ogłosili ws. Ostapenko. Końcowy werdykt

    Jasmine Paolini jako ostatnia dołączyła do grona półfinalistek turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, a stało się to już po fakcie zamieszczenia przez organizatorów turnieju Porsche Tennis Grand Prix komunikatu dotyczącego niedzielnej rywalizacji. Próżno szukać na tej liście nazwiska Igi Świątek, dwukrotnej triumfatorki zawodów w tym mieście – Polka bowiem przegrała półfinałową batalię ze swoją zmorą, czyli Jeleną Ostapenko. Niedługo po tym spotkaniu organizatorzy opublikowali harmonogram meczów. I już jest jasne, kiedy znów wystąpi zawodniczka z Łotwy.

     

    Być może o fenomenie rywalizacji Igi Świątek z Jeleną Ostapenko powstaną kiedyś osobne artykuły. Polka potrafi wygrywać z każdą z obecnie rywalizujących z nią w tourze zawodniczką, regularnie okazywała się lepsza od Aryny Sabalenki, Coco Gauff, Jessiki Peguli czy Jeleny Rybakiny. A gdy przychodzi do starcia z Łotyszką, wszystkie rankingu biorą w łeb. Nawet wówczas, gdy Iga wciąż jest blisko szczytu, a jej starsza rywalka – w trzeciej dziesiątce.

     

    Nie inaczej było i w Stuttgarcie. Polka przegrała wszystkie pięć wcześniejszych rywalizacji z Ostapenko, ale nigdy dotąd nie mierzyły się na mączce, czyli na nawierzchni, na której Iga nie ma sobie równych. Pamiętajmy jednak, że Ostapenko to również wielkoszlemowa mistrzyni z Paryża, choć swój największy sukces w karierze osiągnęła osiem lat temu. I nigdy później w Paryżu nie przebrnęła… trzeciej rundy, zwykle odpadając w pierwszej.

     

    A jednak z Polka wciąż radzi sobie wybornie, bez względu na okoliczności.

     

    WTA 500 w Stuttgarcie. Jest plan gier na niedzielne popołudnie. Jedna zawodniczka wyjdzie na kort dwa razy

     

    Gdy obie zaczynały swoje spotkanie w Porsche-Arenie, z boku ich rywalizację mogła śledzić już Jekaterina Aleksandrowa. Doświadczona Rosjanka w efektownym stylu pokonała wcześniej Jessicę Pegulę 6:0, 6:4 – i zameldowała się w półfinale.

     

    Na swoją rywalkę musiała czekać ponad dwie godziny, tyle trwało starcie Świątek i Ostapenko. Choć początkowo nic nie zapowiadało trzysetowej batalii. Iga w czterech pierwszych gemach ugrała zaledwie sześć punktów, szybko było więc 0:4. Później powalczyła, doszła do stanu 3:5, ale nie udało jej się wywalczyć jeszcze jednego przełamania. W drugiej partii role się jednak odwróciły, to Polka prowadziła, a Ostapenko musiała ją gonić. I dogoniła na 3:3, ale końcówka tej partii zdecydowania należała już do 23-latki z Raszyna. Wygrała 12 z 14 kolejnych akcji, wyrównała na 1:1.

     

    Nie poszła jednak za ciosem, źle zaczęła decydującą odsłonę. Znów musiała gonić od stanu 0:3, miała nawet break pointa, by doprowadzić do 3:4 i za chwilę serwować po remis. Nerwy zawiodły Igę, za szybko chciała przejąć tego gema po drugim serwisie rywalki. Wyrzuciła piłkę w aut, a Łotyszka skorzystała z okazji. Wygrała tego gema, później następnego – i podwyższyła stan swojej rywalizacji z Polką na 6:0.

     

    Niedługo po zakończeniu tego spotkania organizatorzy podali na stronie internetowej turnieju, jak będzie układał się harmonogram niedzielnej rywalizacji w Porsche-Arena. Do nazwiska Aleksandrowej dopisano więc Ostapenko – one zagrają na korcie centralnym już o godz. 13.

     

    Po zakończeniu tego spotkania odbędzie się drugi półfinał. W momencie publikacji były tam cztery nazwiska, później dwa wykreślono. Aryna Sabalenka pokonała bowiem Elise Mertens 6:4, 6:1, a nieco później Jasmine Paolini ograła Coco Gauff, odwracając rywalizację od stanu 2:4 w pierwszej partii. Wygrała 6:4, 6:3, w niedzielę po godz. 14.30 zagra z liderką rankingu WTA o finał.

     

    A na zakończenie niedzielnych zmagań odbędzie się finał gry deblowej: ponownie na korcie stawi się… Aleksandrowa.

     

    Rosjanka awansowała bowiem do decydującej potyczki, będąc w parze z Chinką Shuai Zhang. Ich rywalkami będą najwyżej rozstawione w turnieju: Kanadyjka Gabriela Dabrowski i Nowozelandka Erin Routliffe.

     

    Finał zmagań singlowych, wyjątkowo, odbędzie się w poniedziałek. A już we wtorek ruszy trzeci w tym roku turniej rangi 1000  Mutua Madrid Open.

     

  • “Sabalenka Nie Wytrzymała Po Decyzji Sędzi. Chwyciła za Telefon i Zrobiła To, Czego Jeszcze Nie Widziano na Kortach!”

    “Sabalenka Nie Wytrzymała Po Decyzji Sędzi. Chwyciła za Telefon i Zrobiła To, Czego Jeszcze Nie Widziano na Kortach!”

    “Sabalenka Nie Wytrzymała Po Decyzji Sędzi. Chwyciła za Telefon i Zrobiła To, Czego Jeszcze Nie Widziano na Kortach!”

    W świecie zawodowego tenisa, gdzie emocje sięgają zenitu, a każdy punkt może zadecydować o losach spotkania, nawet najmniejszy błąd sędziowski potrafi wywołać burzę. I właśnie z taką burzą przyszło się zmierzyć Arynie Sabalence, liderce rankingu WTA, która w trakcie meczu z Elise Mertens straciła cierpliwość i zrobiła coś, czego tenisowy świat jeszcze nie widział.

     

    To miał być zwykły mecz – jedno ze spotkań rozgrywanych po tym, jak Iga Świątek pożegnała się z turniejem w Stuttgarcie. Sabalenka, po tym jak przeszła drugą rundę walkowerem (Anastazja Potapowa wycofała się z rywalizacji), po raz pierwszy pojawiła się na korcie, gdzie nie rozgrywała jeszcze meczu, choć wcześniej trenowała. Trening to jednak nie to samo co mecz – a Elise Mertens była znakomicie dysponowana i gotowa rzucić się na faworytkę.

     

    To Belgijka jako pierwsza przełamała serwis Sabalenki, prowadząc 4:3. I właśnie wtedy doszło do sytuacji, która może odbić się szerokim echem w świecie sportu. Podczas jednej z kluczowych wymian, Białorusinka zagrała potężnego smecza, który – jej zdaniem – trafił w linię. Jednak sędzia liniowy natychmiast ogłosił aut, a na kort zbiegła Miriam Bley – doświadczona niemiecka arbiter. W hali w Stuttgarcie nie ma systemu „hawk eye”, więc to właśnie ona musiała samodzielnie ocenić ślad na korcie.

     

    Po krótkiej inspekcji Bley bez zawahania wskazała, że piłka była poza boiskiem. Sabalenka, zaskoczona, początkowo zaakceptowała decyzję i odeszła w stronę ławki. Jednak to nie był koniec sprawy. Gdy Elise Mertens poprosiła o przerwę medyczną, Sabalenka miała czas, by wrócić do miejsca zagrania i sama sprawdzić ślad. To, co wtedy zobaczyła, wywołało u niej lawinę emocji.

     

    Krzycząc w kierunku sędzi, by ta jeszcze raz zeszła na kort i spojrzała na ślad, nie doczekała się reakcji. Wtedy zdecydowała się na krok, który zszokował widzów, komentatorów i prawdopodobnie samą Bley – chwyciła za swój telefon i… zrobiła zdjęcie śladu na korcie.

     

    W hali panowało półmrok, ale to nie powstrzymało liderki rankingu WTA przed uwiecznieniem dowodu, który miał – w jej oczach – obnażyć niesłuszną decyzję sędzi. Komentatorzy Canal+ nie kryli zdziwienia. – Czegoś takiego jeszcze nie widziałem – stwierdził Maciej Zaręba. – Nie wiem, czy ona może coś takiego zrobić, czy to zgodne z przepisami – zastanawiał się jego kolega po fachu, Dawid Celt.

     

    To nietypowe zachowanie Sabalenki nie spodobało się arbiterce. Uznała, że fotografowanie śladu było jawnym podważaniem jej decyzji i niesportowym zachowaniem. Sędzia ukarała Białorusinkę oficjalnym ostrzeżeniem.

     

    Mimo tego kontrowersyjnego incydentu, Sabalenka nie dała się wybić z rytmu. Choć przegrywała w pierwszym secie 3:4 z przełamaniem, to ostatecznie odwróciła losy tej partii i wygrała ją 6:4. W drugim secie dominacja liderki była już niepodważalna – 6:1 i awans do półfinału.

     

    Ale echa tego spotkania z pewnością nie ucichną zbyt szybko. Dyskusje o zachowaniu Sabalenki, o braku systemu hawk eye w tak prestiżowym turnieju, oraz o granicach protestu zawodników, mogą rozpalić tenisowy świat na nowo. Czy zdjęcie z telefonu Aryny Sabalenki ujrzy światło dzienne? Czy dowód, który zrobiła na własną rękę, okaże się kartą przetargową w sporze o sprawiedliwość na korcie? Jedno jest pewne – ten mecz zapamiętamy nie tylko ze względu na wynik, ale przede wszystkim na to, co działo się poza samą grą.