• Był psychologiem Mai Chwalińskiej. Teraz bije na alarm. “Boję się”

    Był psychologiem Mai Chwalińskiej. Teraz bije na alarm. “Boję się”

    Maja Chwalińska wróciła do Polski po historycznym sukcesie na Roland Garros. W Paryżu nasza tenisistka dotarła do samego finału. Dosłownie w kilka dni jej życie obróciło się o 180 stopni, 24-latka stała się jedną z najpopularniejszych sportsmenek w Polsce. Kij z napisem “sukces” ma jednak dwa końce, co podkreśla były psycholog Chwalińskiej.
    Maja Chwalińska w zielonej kurtce trzyma bukiet kwiatów, za nią fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News

    Maja Chwalińska w trzy tygodnie stała się jedną z najlepszych polskich tenisistek na wieki. Wystarczyło przejść kwalifikacje, dostać się do głównej drabinki Roland Garros, pokonać wyżej notowane przeciwniczki i awansować do wielkiego finału.

    Mimo porażki z Mirrą Andriejewą w meczu o tytuł urodzona w Miechowie tenisistka zapewniła sobie status sportowej nieśmiertelności. Jej kolejne mecze w stolicy Francji śledziły miliony kibiców na całym świecie.

    Od razu porównał Chwalińską do Świątek. To były psycholog finalistki Roland Garros

    W poniedziałek 24-latka wróciła do Polski. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy ze skali popularności, jaką zdobyła w tak krótkim czasie.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku na pewno nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – mówiła podczas wczorajszej konferencji prasowej.

    Teraz jednym z zadań tenisistki i jej sztabu jest umiejętne zarządzenie sukcesem. – Z Mają jest tak, że obecnie mamy euforię, są gratulacje, stawia się ją na piedestale w roli bohaterki kraju, jednak boję się, że już za zakrętem są oczekiwania kolejnych wielkich sukcesów, a w przypadku ich braku, komentarze, jakie może czytać o sobie Iga Świątek – przestrzega w rozmowie z WP SportoweFakty trener mentalny Jakub Bączek, z którym Chwalińska miała okazję współpracować w przeszłości.

    24-latka nie ukrywała, że zmagała się z depresją. – Współpracowałem z Mają w okresie, gdy ona miała swoje największe wyzwania ze zdrowiem. To był dla niej bardzo trudny czas, to było zarządzanie kryzysem. Nie pracowaliśmy wówczas nad tenisem, tylko żeby oddzielić to, co się dzieje w głowie, od rzeczywistości – tłumaczy Bączek, dodając że przy okazji sobotniego finału “łezka zakręciła się w oku”.

    Ekspert z zakresu psychologii wie, że w przypadku tak gwałtownego sukcesu spadek może być bardzo bolesny. Inną kwestią są oczekiwania. – Wręcz nasuwa się analogia do Igi Świątek, którą zachwycał się cały naród po jej pierwszym triumfie w Paryżu. Potem jednak spadek zaufania do Igi był bardzo widoczny i dziś to ona jest chyba najbardziej hejtowanym polskim sportowcem – mówi.

    Jednocześnie jego zdaniem Maja Chwalińska powinna teraz jak najlepiej wykorzystać szczyt popularności. Popularności, która według Jakuba Bączka może również pozytywnie odbić się na Idze Świątek. – Sukces koleżanki, choć też w pewnym sensie rywalki, może przynieść dużo korzyści – podkreśla.
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP
    Tenisistka w żółtej koszulce i czarnej spódnicy z zaciśniętą pięścią wyraża silne emocje po zwycięskiej akcji na korcie ziemnym.

    Maja ChwalińskaDIMITAR DILKOFFAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystkoPolsat Sport

  • Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza “rankingiem”

    Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza “rankingiem”

    WTA wskazała Igę Świątek jako główną gwiazdę przed Wimbledonem. Wspomniano także o Mai Chwalińskiej

    Polski tenis wciąż żyje wydarzeniami z Rolanda Garrosa, gdzie znakomity występ Mai Chwalińskiej przyciągnął uwagę kibiców nie tylko nad Wisłą, ale również w całym tenisowym świecie. Choć emocje po paryskim turnieju jeszcze nie opadły, coraz więcej uwagi poświęca się już kolejnemu wielkoszlemowemu wyzwaniu – Wimbledonowi.

    Po powrocie do Polski Chwalińska została entuzjastycznie przywitana przez kibiców. Na lotnisku Chopina w Warszawie czekały na nią tłumy fanów oraz przedstawiciele mediów, którzy chcieli osobiście pogratulować jej największego sukcesu w karierze.

    24-letnia tenisistka przyznała podczas konferencji prasowej, że nie spodziewała się aż tak dużego zainteresowania swoją osobą.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu, nie miałam świadomości, jak wielkie emocje wywołuje to wszystko w Polsce. Dzisiejsze powitanie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. To zupełnie nowa sytuacja i nowa rzeczywistość, ale postaram się jak najlepiej odnaleźć w tych okolicznościach – powiedziała zawodniczka.

    Tymczasem tenisowy świat powoli przenosi uwagę na londyńskie korty trawiaste. Oficjalny portal WTA przygotował zestawienie zawodniczek, które warto szczególnie obserwować podczas sezonu na trawie i zbliżającego się Wimbledonu. Na czele tej listy znalazła się Iga Świątek.

    Iga Świątek pod szczególną obserwacją przed obroną tytułu

    Polka stanie przed trudnym zadaniem obrony tytułu wywalczonego przed rokiem. Jej triumf na londyńskiej trawie był dla wielu ekspertów sporą niespodzianką, ponieważ przez lata właśnie ta nawierzchnia była uznawana za najmniej sprzyjającą stylowi gry raszynianki.

    WTA przypomniała jednak, że mimo problemów na początku ubiegłorocznego turnieju Świątek bardzo szybko odnalazła swój rytm. Po stracie seta w drugiej rundzie przeciwko Caty McNally później nie oddała już żadnej partii. Szczególnie imponujące były półfinał i finał, w których rywalki zdobyły łącznie zaledwie dwa gemy. W decydującym meczu Polka rozgromiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0 w niespełna godzinę.

    Portal WTA zwrócił również uwagę, że Wimbledon nie był jedynym sukcesem Świątek na trawie w poprzednim sezonie. Tuż przed londyńskim Wielkim Szlemem dotarła również do finału turnieju w Bad Homburg, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli.

    Eksperci organizacji podkreślili, że choć obecny sezon nie jest dla Polki tak dominujący jak wcześniejsze lata, to jako obrończyni tytułu pozostaje jedną z najważniejszych zawodniczek do obserwowania podczas rozgrywek na trawie.

    W tegorocznym Rolandzie Garrosie Świątek zakończyła udział już na etapie czwartej rundy, przegrywając z Ukrainką Martą Kostiuk. Mimo tego nadal pozostaje jedną z głównych faworytek nadchodzącego Wimbledonu.

    Kto jeszcze znalazł się na liście WTA?

    Za Igą Świątek w zestawieniu WTA uplasowały się kolejno Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Amanda Anisimova oraz Katie Boulter. Organizacja wskazała również kilka innych tenisistek, które mogą odegrać ważne role podczas sezonu trawiastego.

    Wśród wyróżnionych zawodniczek znalazła się także Maja Chwalińska. Choć nie została uwzględniona w głównym rankingu pięciu nazwisk, eksperci WTA poświęcili jej osobny fragment analizy.

    Zwrócono uwagę przede wszystkim na jej imponujący awans w światowym rankingu oraz potencjalne szanse związane z występem w Londynie. WTA zastanawia się, czy znakomite wyniki osiągnięte w ostatnich tygodniach okażą się wystarczające, aby Polka otrzymała dziką kartę do głównej drabinki Wimbledonu.

    Byłby to dla Chwalińskiej szczególny powrót do miejsca, z którym wiążą się ważne wspomnienia. To właśnie na kortach All England Club odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym, pokonując w 2022 roku Katerinę Siniakovą.

    Coraz więcej wskazuje więc na to, że podczas tegorocznego Wimbledonu polscy kibice będą śledzić nie tylko występy broniącej tytułu Igi Świątek, ale również dalszy rozwój kariery Mai Chwalińskiej, która po przełomowym Rolandzie Garrosie stała się jedną z najbardziej interesujących postaci kobiecego tenisa.

  • Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza rankingiem

    Nowa lista WTA. Świątek numerem 1. Chwalińska poza rankingiem

    Sukcesem Mai Chwalińskiej na Rolandzie Garrosie żyje obecnie nie tylko Polska, ale i cały tenisowy świat. Należy jednak patrzeć już i w kolejne karty terminarza na ten rok, a te zwiastują rychłe nadejście Wimbledonu. Z tej okazji oficjalny portal WTA opublikował specjalną listę, na której pierwsze miejsce zajmuje Iga Świątek. Wspomniana została także właśnie Maja Chwalińska, choć już poza właściwym “rankingiem”, ograniczonym do ledwie pięciu pozycji. A oto szczegóły.
    Maja Chwalińska na korcie w sportowym stroju i czapce, w lewym górnym rogu zdjęcie Igi Świątek.

    Tenis. Na zdjęciu Maja Chwalińska oraz Iga ŚwiątekRex Features/East News ZUMA Press Wire/Shutterstock / Adam Burakowski/East NewsEast News

    W Polsce wciąż nie przygasły emocje związane z genialnym występem Mai Chwalińskiej na kortach Rolanda Garrosa. Polska finalistka Wielkiego Szlema wróciła w poniedziałek do kraju w glorii chwały. Na hali przylotów warszawskiego Okęcia czekał na nią wielki tłum fanów oraz dziennikarzy, którzy chcieli spotkać się z naszą 24-letnią gwiazdą, gratulując jej ogromnego sukcesu.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – tłumaczyła.

    Tymczasem głośno jest już o kolejnym turnieju wielkoszlemowym – Wimbledonie, który rozpocznie się końcem czerwca. Wzrok skupia się między innymi na Idze Świątek. I to głównie za sprawą WTA.

    Wimbledon. Iga Świątek już pod lupą WTA przed obroną tytułu

    Przypomnijmy, że nasza trzecia rakieta świata będzie w Londynie bronić tytułu, niespodziewanie wywalczonego przed rokiem. Nie dziwi więc, że organizacja zarządzająca kobiecym tenisem umieściła ją na liście zawodniczek, na które warto spoglądać podczas tegorocznego okresu gry na trawie.

    Gdy mówimy o zaskakujących mistrzyniach, Iga Świątek doskonale wpasowała się w tę definicję, choć przybyła na obiekty All England Club mają już na konice pięć tytułów Wielkiego Szlema. Trawa, od dawna uważana za najmniej naturalną dla niej nawierzchnię, niemal sprawiła jej kłopoty na początku turnieju, gdy przegrała pierwszego seta z Caty McNally w drugiej rundzie, ale przez resztę turnieju nie straciła już żadnego seta. W półfinale i finale oddała rywalkom zaledwie dwa gemy, pokonując Amandę Anisimovą 6:0, 6:0 w zaledwie 57 minut

    – Był to jeden z dwóch finałów, do których Iga Świątek awansowała na tej nawierzchni w minionym sezonie – dwóch pierwszych w karierze – po tym jak zakończyła jako numer dwa za Jessicą Pegulą także turniej w Bad Homburg tydzień przed Wimbledonem. Jej ostatnia forma nie dorównuje wyskokim standardom, jakie narzuciła w poprzednich sezonach, ale tak długo, jak długo pozostaje obrończynią tytułu na Wimbledonie, pozostaje na krótkiej liście zawodniczek, które należy obserwować podczas gry na trawie – czytamy dalej.

    Przypomnijmy, że w tym roku Iga Świątek pożegnała się z grą na Rolandzie Garrosie na etapie 1/8 finału, przegrywając z Ukrainką Martą Kostiuk.

    Na liście zawodniczek do obserwacji przedstawionej przez WTA, Iga Świątek została numerem jeden, a dalsze pozycje zajęły odpowiednio: Jelena Rybakina, Jessica Pegula, Amanda Anisimova oraz Katie Boulter. Portal WTA wspomniał także i o innych zawodniczkach, na które należy mieć baczenie, choć znalazły się poza stworzonym rankingiem, a wśród nich nie zabrakło rzecz jasna Mai Chwalińskiej.

    – Jej przełom wywołał jedno ważne pytanie: Czy to wystarczy, by nowy numer 21 światowego rankingu otrzymał dziką kartę do głównego turnieju Wimbledonu, co pozwoliłoby jej na rozstawienie w miejscu, gdzie w 2022 roku odniosła swoje pierwsze zwycięstwo w turnieju wielkoszlemowym nad Kateriną Siniakovą? – zastanawiają się medialni przedstawiciele WTA.
    sportowczyni ubrana w jasną kurtkę i białą czapkę z daszkiem odpowiada na pytania dziennikarzy, wokół niej widoczne są mikrofony i osoby z notatnikami oraz aparatami, tło stanowi ściana z logo sponsorów

    Iga ŚwiątekPhoto by Miguel Reis / NurPhoto via AFPEast News
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East News East News
    Kobieta w sportowej bluzie i czapce z daszkiem udziela wywiadu przy mikrofonie podczas konferencji prasowej Roland Garros.

    Iga ŚwiątekArtur GacAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem za bardzo w social mediach, bo myślę, że bym zwariowała

  • Oto co Chwalińska zastała w Polsce. Sama to powiedziała: Byłam w szoku

    Oto co Chwalińska zastała w Polsce. Sama to powiedziała: Byłam w szoku

    Maja Chwalińska jest już w Polsce! W poniedziałkowy poranek, około godz. 9:30, na warszawskim lotnisku wylądował samolot, z którego wysiadła finalistka Roland Garros. O godz. 14:00 rozpoczęła się konferencja z udziałem 24-latki. Podczas rozmowy z dziennikarzami Chwalińska podzieliła się wieloma ciekawymi wnioskami po zawodach w Paryżu.
    Maja Chwalińska w zielonej kurtce sportowej przy mikrofonie, na tle banerów Polskiego Związku Tenisowego.

    Maja Chwalińskazrzut ekranu tvp sportmateriał zewnętrzny

    Maja Chwalińska zapisała się w historii polskiego sportu grubymi literami. Nasza tenisistka najpierw przeszła kwalifikacje, a następnie sensacyjnie awansowała do finału Roland Garros, w którym zmierzyła się z Mirrą Andriejewą.

    Choć w meczu o tytuł górą była Rosjanka (6:3, 6:2), to tak czy inaczej urodzona w Miechowie tenisistka została bohaterką na skalę całego świata. Teraz każdy fan tenisa wie, kim jest Chwalińska.

    Maja Chwalińska już w Polsce. Oto co powiedziała na konferencji

    O godz. 14:00 rozpoczęła się konferencja prasowa, na której zawitała reprezentantka Polski. Najpierw 24-latka podziękowała swojemu sztabowi i wszystkim kibicom, którzy wspierali ją podczas turnieju w Paryżu. Następnie opowiedziała o swoich odczuciach dotyczących skali zainteresowania jej wyczynem.

    – Szczerze mówiąc, będąc w Paryżu nie czułam skali tego wszystkiego, co dzieje się w Polsce. Byłam dzisiaj w dużym szoku. Na pewno zdjęcia, które zrobiliście na lotnisku na pewno nie były korzystne. Jest to dla mnie nowa rzeczywistość, dużo nowych rzeczy wokół, ale zaadaptuję się. Zrobię wszystko najlepiej jak potrafię – odpowiedziała na pytanie jednego z dziennikarzy.

    Skąd wziął się sukces w stolicy Francji?

    – Myślę, że “kliknęło”. Przez 18 lat gram w tenisa, pracuję każdego dnia, żeby być lepszą tenisistką. Myślę, że po prostu tak się złożyło (…) Moment był doskonały, żeby to wszystko złożyło się w całość (…) Emocje muszą jeszcze troszeczkę opaść, bo jeszcze nie opadły. Będę potrzebowała chwili, żeby to wszystko przetrawić. Planuję wyjechać, dosłownie na kilka dni. Trochę odpocząć, zresetować się, żeby mieć energię na nowe wyzwania – dodawała.
    Tenisistka w jasnożółtym topie i czarnej spódniczce w trakcie meczu na korcie, trzymająca rakietę tenisową i wykonująca gest ręką.

    Maja ChwalińskaALAIN JOCARDAFP
    Tenisistka ubrana w jasną koszulkę i czarne spodenki stoi na korcie ziemnym, trzyma rakietę i uśmiecha się, gestykulując prawą ręką.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONAFP
    Młoda kobieta o spiętych włosach w sportowym stroju na tle rozmazanego obszaru, prawdopodobnie po wysiłku fizycznym, z lekko spoconą twarzą i skupionym wyrazem.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

  • Rybakina na drodze Świątek. Już w pierwszym turnieju na trawie. Jest potwierdzenie

    Rybakina na drodze Świątek. Już w pierwszym turnieju na trawie. Jest potwierdzenie

    Tenisowe rozgrywki nie zwalniają tempa. Dopiero co zakończył się wielkoszlemowy Roland Garros, a już za trzy tygodnie startują główne zmagania na Wimbledonie. Wczoraj w mediach społecznościowych ukazał się filmik, jak Iga Świątek szykuje się do obrony tytułu w Londynie. Najpierw jednak Raszynianka zawita na turniej WTA 500 do Bad Homburg. Właśnie pojawił się specjalny komunikat organizatorów, istotny dla naszej reprezentantki. Dotyczy on Jeleny Rybakiny.
    Iga Świątek i Jelena Rybakina rywalizowały ze sobą w tym roku podczas ćwierćfinału Australian Open

    Iga Świątek i Jelena Rybakina rywalizowały ze sobą w tym roku podczas ćwierćfinału Australian OpenIzhar KHAN / AFPAFP

    Wielkoszlemowy Roland Garros nie potoczył się zbyt dobrze dla Igi Świątek. Po raz pierwszy od siedmiu lat Raszynianki zabrakło w najlepszej “8” paryskich rozgrywek. Słabszy występ trzeciej rakiety świata osłodziła nam Maja Chwalińska, która przebyła drogę od kwalifikacji do finału. Świątek, po przegranej w czwartej rundzie z Martą Kostiuk, miała kilka dni na złapanie oddechu przed rozpoczęciem przygotowań do obrony tytułu na Wimbledonie.

    Wiemy już, że Iga zainaugurowała treningi na trawie. Wczoraj jedna z młodych zawodniczek umieściła w swoich mediach społecznościowych filmik, jak śledzi Polkę w trakcie zajęć. Co ciekawe, nasza reprezentantka przebywa w Londynie, na obiekcie All England Lawn Tennis Club Community Tennis Centre w Raynes Park. To właśnie stamtąd pochodzi ujęcie, które w niedzielę obiegło sieć.

    25-latka ma w planach jeden start w turnieju WTA przed Wimbledonem. Podobnie jak w zeszłym roku, wybrała imprezę rangi “500” w Bad Homburg. Wówczas osiągnęła finał, przegrywając dopiero z Jessicą Pegulą. Była to jedyna przegrana Polki w minionym sezonie na trawie. Potem udała się do Londynu i zdobyła tytuł w trakcie wielkoszlemowej imprezy, tracąc po drodze tylko seta.

    Rybakina zabiera Świątek “1” na WTA Bad Homburg

    Tym razem Amerykanki zabraknie na starcie. Pojawi się za to… Jelena Rybakina. Dziś organizatorzy turnieju opublikowali specjalny komunikat, w którym podali do informacji, że reprezentantka Kazachstanu wskoczyła na listę jako “zastępstwo za tenisistkę z TOP 30”. W taki sam sposób mistrzyni Australian Open 2026 dostała się do zmagań, które odbywają się w tym tygodniu na kortach Queen’s Club w Londynie.

    Potem Rybakina ma jeszcze w planach wystąpić w Berlinie i dopiero na koniec w Bad Homburg. Zobaczymy zatem czy Jelena zagra we wszystkich trzech rozgrywkach poprzedzających Wimbledon, czy może jednak zdecyduje się na wycofanie z którychś zmagań. Trzeba również pamiętać, że Kazaszka rywalizuje z Aryną Sabalenką o pozycję liderki rankingu WTA. W notowaniu po Roland Garros różnica między paniami wynosi 947 pkt na korzyść Białorusinki.

    Obecny kalendarz wskazuje na to, że Rybakina stanie na drodze Świątek do tytułu już w pierwszym tegorocznym występie Polki na trawie. Iga miała być rozstawiona z “1”, ale pojawienie się Jeleny na liście oznacza, że to Kazaszka wskoczyła na szczyt tego zestawienia. Nasza reprezentantka otrzyma “2”, co oznacza, że i tak obie mogą się spotkać najwcześniej w finale. Z TOP 10 rankingu WTA mają się pojawić w Bad Homburg jeszcze: Mirra Andriejewa, Elina Switolina i Karolina Muchova. Główne zmagania rangi “500” potrwają od 21 do 27 czerwca.
    tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wykonuje gest ręką, trzymając w drugiej ręce rakietę tenisową, z wyrazem frustracji na twarzy

    Iga ŚwiątekMark J. TerrillEast News
    Kobieta w sportowym stroju i białym daszku, z zaplecionym warkoczem, skupiona podczas meczu tenisowego.

    Jelena RybakinaMATTHIEU MIRVILLEAFP
    Młoda tenisistka w różowym stroju i opasce poprawia daszek, skoncentrowana na meczu na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaMustafa Yalcin / Anadolu AgencyAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem przesądna, trenerzy już tak. Od trzech tygodni codziennie jedzą…

  • Rosjanka zwróciła się do pogromczyni Chwalińskiej. I już wypaliła. Polka ominięta

    Rosjanka zwróciła się do pogromczyni Chwalińskiej. I już wypaliła. Polka ominięta

    Szerokim echem poniósł się sukces Mai Chwalińskiej. Polka z kwalifikacji do drabinki głównej turnieju Rolanda Garrosa przedostała się aż do finału, gdzie lepsza 6:3. 6:2 okazała się dopiero Mirra Andriejewa. Triumf 19-latki nie przeszedł obojętnie Marii Szarapowej, byłej utytułowanej tenisistce. Ta pogratulowała rodaczce wygranej. I krótko podsumowała jej celebracje. O Polce natomiast… słowa brak.
    Maja Chwalińska oraz Maria Szarapowa (w kółeczku)

    Maja Chwalińska oraz Maria Szarapowa (w kółeczku)Jean Catuffe/Getty Images/ Tim Clayton/Getty ImagesGetty Images

    W sobotę po południu Maja Chwalińska przystąpiła do walki o zdecydowanie największy triumf w karierze – zwycięstwo w turnieju Rolanda Garrosa. Polka w Paryżu spisywała się kapitalnie i do meczu decydującego dotarła walcząc po drodze w kwalifikacjach do głównej drabinki.

    Tuż po sukcesie otrzymała ona mnóstwo gratulacji. Nie inaczej było również w przypadku naszej zawodniczki, która skradła serca niemal całego świata sportu. Mimo to niektórzy całkiem zapomnieli o historycznym występnie 24-latki i całkowicie ominęli ją w gratulacjach, jakie składali.

    Szarapowa zwróciła się do Andriejewej. “Znak mistrza”

    Jedną z takich osób jest Maria Szarapowa. Była utytułowana zawodniczka pogratulowała 19-letniej Rosjance triumfu nie tylko osobiście, jak i za pośrednictwem mediów społecznościowych. Przekazała, że jest z niej niezwykle dumna, a także zwróciła uwagę na celebracje, która nie była zbyt huczna. Jej zdaniem, jest to oznaka mistrza. O Polsce natomiast… nie ma ani słowa.

    – Jestem z ciebie dumna Mirra. Uroczystość mówi wszystko. Podekscytowana, ale niespełniona. Znak mistrza – czytamy.

    Kiedy Chwalińska wróci do gry? Teraz tenisistkę czeka zapewne odpoczynek po tej trzytygodniowej batalii w stolicy Francji. Należy przypuszczać, że swoje pierwsze spotkanie rozegra 22 czerwca – podczas pierwszego dnia zmagań w kwalifikacjach do tegorocznego Wimbledonu. Być może otrzyma ona jednak dziką kartę. Wtedy rywalizacje rozpocznie w drabince głównej (start 29 czerwca).
    Kobieta z długimi, rozpuszczonymi włosami stoi przy mikrofonie, uśmiecha się szeroko i klaszcze w dłonie, ubrana w czarną sukienkę, w tle widać rozmyte, kolorowe światła.

    Maria SzarapowaKena BetancurAFP
    Tenisistka w różowym stroju i czapce odbija piłkę rakietą podczas dynamicznego uderzenia forehandowego.

    Mirra AndriejewaTHOMAS SAMSONAFP
    Zawodniczka tenisowa wykonuje dynamiczny zamach rakietą podczas meczu, skupiona na grze, ubrana w jasnożółty bezrękawnik sportowy.

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Dawid Olejniczak: Maja Chwalińska z zawodniczki z drugiej ligi weszła do ekstraklasyPolsat Sport

  • Zapowiedział bojkot jeszcze przed finałem Chwalińskiej w Paryżu. “To skandal”

    Zapowiedział bojkot jeszcze przed finałem Chwalińskiej w Paryżu. “To skandal”

    Maja Chwalińska już teraz zapisała się w historii polskiego sportu i światowego tenisa. Za moment Polka rozpocznie rywalizację w finale Roland Garros, jej przeciwniczką będzie Mirra Andriejewa. Po aktualizacji 24-latka wskoczy minimum do TOP 30 rankingu WTA, ale zgodnie z przepisami to nie umożliwi jej automatycznego występu w głównej drabince Wimbledonu. Szansą jest dzika karta. Głos w tej sprawie zabrał Tomasz Tomaszewski.
    Maja Chwalińska w sportowym stroju siedzi na ławce i poprawia włosy po meczu tenisowym.

    Maja ChwalińskaAnadoluGetty Images

    Maja Chwalińska sensacyjnie dotarła do finału Roland Garros, w którym o tytuł powalczy z Mirrą Andriejewą. Kosmiczny wynik sprawił, że po wygranej z Dianą Sznajder Polka zapewniła sobie awans z 114. na 21. miejsce w rankingu WTA. Jeśli triumfuje w starciu o puchar, zostanie 14. rakietą świata.

    Co z dziką kartą dla Chwalińskiej? Tomaszewski stawia ultimatum

    W takiej sytuacji nawet po ewentualnym triumfie w Paryżu Polka będzie musiała grać w kwalifikacjach Wimbledonu. Tak się nie stanie wtedy, kiedy organizatorzy – a konkretnie All England Lawn Tennis and Croquet Club – przyznaliby jej “dziką kartę”.

    Niestety rzeczywistość wygląda tak, że władze Wielkiego Szlema w Anglii najczęściej takie wejściówki zostawiają dla swoich rodaków. Jednocześnie przypadek Mai Chwalińskiej jest naprawdę wyjątkowy. Zdaniem wielu ekspertów nasza rodaczka zwyczajnie zasługuje na ten przywilej.

    Tego zdania jest chociażby Tomasz Tomaszewski. Doświadczony komentator Polsatu Sport postawił nawet pewnego rodzaju ultimatum. – Jeżeli Maja nie otrzyma dzikiej karty, to ja się obrażam na Wimbledon i nie będę komentował Wimbledonu. Uważam, że to byłby skandal. Zwłaszcza że Maja Chwalińska świetnie gra na trawie – powiedział przed kamerami.

    Jego zdaniem 24-latka na Wimbledonie mogłaby spisać się równie świetnie, co na paryskich kortach ziemnych. – Widziałem, jak ona gra na trawie. To jest dziewczyna, która ma taki naturalny talent do gry. Miękkie nogi, miękką rękę, więc ona może też zrobić furorę na trawie – uzupełnił.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaALEX NICODIMEast News
    Zawodniczka uderza piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie ziemnym, skupiona w trakcie intensywnej akcji.

    Maja ChwalińskaWu HuiwoEast News
    Zawodniczka tenisowa w jasnej koszulce i czarnych szortach trzymająca rakietę, skoncentrowana podczas meczu na korcie.

    W finale Roland Garros finezyjny tenis Mai Chwalińskiej zderzy się z brutalną siłą.DIMITAR DILKOFFAFP

    “Liga Narodów może nam pomóc”. Wiemy, jakie cele ma reprezentacja Polski.

  • Dwie twarze Mirry Andriejewej. Nastolatka, która ugryzła się w rękę

    Dwie twarze Mirry Andriejewej. Nastolatka, która ugryzła się w rękę

    W kwietniu 2023 roku Mirra Andriejewa była tuż przed 16. urodzinami, gdy – dzięki swojej agencji – dostała “dziką kartę” do Mutua Madrid Open. Po Australian Open skończyła z rywalizacją juniorską, tam w finale przegrała z młodszą o kilka lat rodaczką Aliną Korniejewą. Na ich przykładzie doskonale widać, jak bardzo może się różnić droga z tenisa juniorskiego na zawodowy szczyt.

    Korniejewa, choć wciąż ma 18 lat, właśnie w najbliższy poniedziałek zadebiutuje w TOP 100 światowego rankingu. Mirra wskoczyła do niego w lipcu 2023 roku, jako 16-latka, po zaledwie kilku zawodowych turniejach.

    Już wtedy widać było jej ogromny potencjał – miała prawo być zmęczona, chwilę wcześniej w Szwajcarii wygrała dwa turnieje ITF W60 (13 meczów, pierwszy zaczynała od kwalifikacji). A w Madrycie imponowała – pokonała Leylah Fernandez (WTA 49), Beatriz Haddad Maię (WTA 14), a już dzień po 16. urodzinach – Magdę Linette (WTA 19). Zatrzymała ją dopiero Aryna Sabalenka. W Paryżu i Londynie przeszła kwalifikacje, w Garrosie zatrzymała się na trzeciej rundzie (Coco Gauff), w Londynie – na czwartej (Madison Keys). Jednocześnie ta ostatnia potyczka z Amerykanką pokazała coś, co chyba najbardziej szkodzi tenisistce urodzonej na Syberii. Niestabilność emocjonalną na korcie.

    Mirra Andriejewa. Sensacyjne wejście w dorosły tenis. Nie zawsze było jednak tylko różowo

    W tamtym meczu z Keys 16-latka prowadziła 6:3, 4:1 i miała break point na 5:1. A przegrała po trzysetowej batalii. W samej końcówce straciła punkt po tym, jak wściekła rzuciła rakietą w trawę. Na Wimbledonie jest to od razu karane, z uwagi na możliwe uszkodzenia nawierzchni. Andriejewa tłumaczyła, że to efekt poślizgnięcia się, ale szwedzka sędzia Louise Azemar Engzell nie miała wątpliwości. To ta sama arbiter, która prowadziła już dwa spotkania Chwalińskiej, w początkowej fazie turnieju.

    Wtedy kibice zobaczyli nerwy Mirry po raz pierwszy, ale późniejsze przypadki były już dużo bardziej poważne. Trochę mogły być efektem rosyjskiego systemu szkolenia, bo przecież uderzanie się rakietą czy ręką widać też u Andrieja Rublowa czy Warwary Graczowej, Daria Kasatkina rozharatała sobie niegdyś szyję, a Swietłana Kuzniecowa, grając z Agnieszką Radwańską, obcięła sobie na ławce… część włosów.
    młoda tenisistka w fioletowym stroju sportowym z wyrazem zdziwienia lub niezadowolenia na twarzy, wykonująca gest dłonią, w tle rozmazane sylwetki widzów

    Mirra Andriejewa, gdy nie idzie, często zaczyna się denerwować. I pokazuje to wszystkim dookołaSeverin Aichbauer AFP

    Andriejewa w Australian Open w 2024 roku grała o czwartą rundę z Diane Parry – tą samą, którą w Paryżu ograła Chwalińska. Rosjanka wygrała po thrillerze, ale wściekła, w trakcie trzeciego seta, ugryzła się w rękę. Takie ataki, samookaleczenie, uderzenie pięściami czy rakietą w uda, można wyliczać długo. I to nawet w tym roku. Były też ataki histerii, gdy mecz nie układał się po jej myśli. Tak właśnie zmarnowała wielką szansę awansud do singlowych zmagań w WTA Finals zeszłej jesieni, choć miała olbrzymią przewagę nad Jeleną Rybakiną. A tymczasem w Pekinie przegrała z Sonay Kartal (WTA 81), w Wuhanie z Laurą Siegemund (WTA 57), a w Ningbo – z Lin Zhu (WTA 219).

    To właśnie ta ciemna strona być może największego w tenisie talentu z ostatnich lat, nad którą próbuje zapanować jej trenerka Conchita Martinez. I do takiego ataku może doprowadzić ją Chwalińska, jeśli zdoła przetrzymać pierwszą fazę spotkania.

    Ale jest też i ta druga. Ta, która powoduje, że już kilkanaście miesięcy temu wskazywano ją jako przyszłą liderkę rankingu. Po sukcesach w WTA 1000 w Dubaju i Indian Wells.

    Z Cannes na salony. Tak rodziły się sukcesy Mirry Andriejewej

    Mirra Andriejewa ma bowiem potężną siłę, posyła serwisy z prędkością dochodzącą do 200 km/godz (z Martą Kostiuk było 196), ale jednocześnie świetnie się broni i “czuje grę”, umie poruszać się po korcie. A to potrafią połączyć wyłącznie wybitne jednostki. Pochodzi z Krasnojarska na Syberii, rodzice przenieśli się do Moskwy, ale już jako nastolatka wybrała się na zachód Europy, stałą ścieżką talentów z tamtego rejonu świata. To starsza siostra Erika, dziś w trzeciej setce rankingu, przecierała jej ścieżki.

    Mogły, z rodzicami, wybrać Akademię Nadala na Majorce, wybrały akademię w Cannes, w świat juniorskiego tenisa wprowadzali ją Jean-Christophe Faurel i Jean-Rene Lisnard. Mirra szybko przyćmiła Erikę, już jesienią 2024 była w TOP 20 rankingu WTA, przyczynił się do tego m.in. półfinał French Open. A doszła do niego po ograniu Aryny Sabalenki, choć ówczesna wiceliderka rankingu tłumaczyła się zatruciem pokarmowym.
    Tenisistka w pomarańczowej koszulce i białej czapce obejmuje duży, szklany puchar, stojąc na korcie w otoczeniu rozmytej publiczności.

    Marzec 2025. Mirra Andriejewa z trofeum po triumfie w Indian Wells. To jej najcenniejsza zdobycz. I… oby tak zostałoPATRICK T. FALLONAFP

    Mirra poległa wtedy w starciu z Jasmine Paolini – to Włoszka była rywalką Świątek w finale. Rok temu Mirra celowała już w coś więcej, a uległa w ćwierćfinale Lois Boisson, która była równie dużą sensacją, jak teraz Chwalińska. Nie wytrzymała presji trybun, które jej nie pomagały, przegrała w dwóch setach z 361. zawodniczką rankingu. Zdołała jeszcze awansować na piąte miejsce w rankingu, później nastąpił jednak nieznaczny spadek.

    Po zakończeniu zmagań na kortach twardych, w tym roku, Rosjance groziło nawet wypadnięcie z TOP 10. Awaryjnie poprosiła o dziką kartę do WTA 500 w Linzu – turnieje na mączce wszystko zmieniły. Tam triumfowała, w Stuttgarcie w półfinale przegrała z Jeleną Rybakiną. W Madrycie był finał (porażka z Martą Kostiuk), w Rzymie ćwierćfinał i przegrana z Coco Gauff, która na razie jest dla niej tym, kim Ostapenko dla Świątek.

    Ale ten mecz z Campo Centrale pokazał też, że Mirra może mieć problem w potyczkach z zawodniczkami, które potrafią się świetnie bronić. Tak jak Coco. U Chwalińskiej to też duży atut, bo siłowo do Andriejewej nie przystaje. U Rosjanki średnia prędkość pierwszego serwisu z czterech ostatnich spotkań to 175 km/godz., u Chwalińskiej najmocniejszy w tym czasie miał 161.

    Polka ma jednak inne atuty – i być może ona znów wezmą górę, Bo w żadnym ze spotkań w głównej drabince nie była faworytką. Nie zapominajmy bowiem: zmierzą się dwie tenisistki rozstawione z “8”, ale Maja była nią tylko w kwalifikacjach.

    Początek finału – po godz. 15. Tekstowa relacja “na żywo” w Interii Sport.
    Tenisistka w niebiesko-żółtym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta, jej twarz ukazuje determinację i zaangażowanie podczas meczu na korcie.

    Mirra AndriejewaWilliam WestAFP
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News

    Stefano Lavarini: Każdy dzień jest po to, by poprawiać swoje umiejętności

  • Kibice Chwalińskiej “przejmują” Paryż. Historia dzieje się na naszych oczach

    Kibice Chwalińskiej “przejmują” Paryż. Historia dzieje się na naszych oczach

    Polacy opanowali Paryż. Wszystko dla Mai Chwalińskiej. „Nie wracam do kraju, historia dzieje się na naszych oczach”

    Jeszcze kilka tygodni temu niewielu kibiców tenisa potrafiłoby wskazać Maję Chwalińską jako kandydatkę do wielkiego sukcesu w Paryżu. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Polska tenisistka stoi przed szansą na największe osiągnięcie w karierze, a wraz z nią marzą tysiące rodaków, którzy tłumnie ruszyli do stolicy Francji, by być świadkami historycznego wydarzenia.

    Sobota jest dniem, na który czeka cała tenisowa Polska. W finale Roland Garros 24-letnia Chwalińska zmierzy się z Rosjanką Mirra Andriejewa. To spotkanie elektryzuje nie tylko kibiców nad Wisłą, ale również francuskie media. Największy sportowy dziennik we Francji, L’Équipe, zapowiada finał wymownym hasłem: „Odyseja trwa”.

    Trudno się dziwić. Historia, którą pisze Polka, przypomina scenariusz filmu. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju była zawodniczką pozostającą poza gronem największych gwiazd. Dziś świat zachwyca się jej stylem gry, a eksperci próbują wyjaśnić fenomen tenisistki, która przeciwstawia się dominującemu trendowi opartemu na sile i bezwzględnej mocy uderzeń.

    Świat odkrywa nową bohaterkę

    Francuskie media szczegółowo analizują tenis Chwalińskiej. Podkreślają przede wszystkim jej niekonwencjonalność, kreatywność i techniczne umiejętności. W czasach, gdy kobiecy tenis coraz częściej przypomina wymianę potężnych ciosów z głębi kortu, Polka imponuje inteligencją, finezją i nieprzewidywalnością.

    Jeszcze niedawno zagraniczni dziennikarze mieli problem nawet z poprawnym wymówieniem jej nazwiska. Teraz każdego dnia pojawiają się kolejne analizy poświęcone zawodniczce, która z nieznanej szerzej tenisistki przeobraziła się w jedną z największych sensacji sezonu.

    Dodatkowego uroku całej historii dodaje fakt, że jeszcze przed Roland Garros Chwalińska nie należała do grona zawodniczek rozchwytywanych przez sponsorów. Sama otwarcie mówiła o trudnościach finansowych i konieczności nieustannej walki o wsparcie. Ta szczerość oraz autentyczność sprawiły, że kibice błyskawicznie obdarzyli ją ogromną sympatią.

    „Po co mam wracać? Mamy Polkę w finale”

    Na trybunach podczas półfinału przeciwko Rosjance Diana Sznajder można było odnieść wrażenie, że mecz odbywa się w Polsce. Biało-czerwoni zdominowali atmosferę na korcie centralnym, a doping dla Chwalińskiej był słyszalny praktycznie przez całe spotkanie.

    Jednym z kibiców był Darek z Gdańska, który specjalnie na półfinał przyleciał do Paryża niemal w ostatniej chwili.

    Jeszcze dzień wcześniej odpoczywał nad jeziorem. Biletu nie miał, ale nie zamierzał się poddawać. Kiedy udało mu się znaleźć wejściówkę w oficjalnej aplikacji turnieju, natychmiast wsiadł do samolotu.

    Po zwycięstwie Polki podjął kolejną decyzję.

    – Miałem wracać do kraju, ale po co mam wracać, skoro mamy Polkę w finale? Wolę zostać tutaj. Historia tenisa dzieje się na naszych oczach – mówił z ogromnym entuzjazmem.

    Jak przyznaje, zdobycie biletu wymaga cierpliwości i odrobiny szczęścia. Sam kupił miejsce na górnej trybunie za 90 euro, by późnym wieczorem znaleźć jeszcze lepszą lokalizację przy korcie za 180 euro.

    – Trzeba odświeżać aplikację bez przerwy. Jeśli pojawi się bilet, trzeba klikać natychmiast. Czasem jest dostępny dosłownie przez sekundę – tłumaczy.

    „Jeszcze trzy tygodnie temu nikt o niej nie słyszał”

    Wśród polskich kibiców nie brakowało również osób mieszkających na co dzień we Francji. Wielu z nich przyjechało do Paryża specjalnie dla Chwalińskiej.

    – To wszystko wydaje się nierealne. Jesteśmy przeszczęśliwi. Trzy tygodnie temu mało kto wiedział, kim jest Maja Chwalińska, a dziś cała tenisowa Europa mówi o niej bez przerwy – opowiadał jeden z fanów.

    Jego syn podkreślał, że po odpadnięciu Iga Świątek wielu polskich kibiców sądziło, że emocje związane z tegorocznym Roland Garros dobiegły końca.

    – Dzięki Mai nadal możemy marzyć. Już teraz zapisała się w historii polskiego tenisa, a finał może sprawić, że stanie się jedną z najważniejszych postaci naszego sportu – mówił.

    „To tenis z innej epoki”

    Nie mniejszego zachwytu nad grą Polki nie kryją kibice, którzy śledzą największe turnieje na całym świecie. Wojciech, Krzysztof i Marta przyjechali do Paryża już na ćwierćfinał. Bez wahania zdecydowali się zostać również na finał.

    Choć za bilety zapłacili około 200 euro za osobę, nie mają żadnych wątpliwości, że było warto.

    – Maja prezentuje tenis z innej bajki. Dzisiaj mało kto gra w taki sposób. To jest inteligencja, technika i kreatywność. Publiczność uwielbia takie historie, dlatego nawet Francuzi jej kibicują – podkreśla Wojciech.

    Jego zdaniem Chwalińska ma wszelkie atuty, aby w przyszłości znaleźć się w ścisłej światowej czołówce.

    – Jeśli będzie zdrowa i jeszcze trochę rozwinie swoją fizyczność, spokojnie może wejść do czołowej piątki rankingu. Jestem o tym przekonany. Oglądaliśmy mecze na całym świecie, między innymi w Australii i Dubaju, ale takiego dopingu jak tutaj dla Mai dawno nie widzieliśmy. Czujemy się jak w Polsce – mówi.

    Podobne zdanie ma Krzysztof.

    – Rywalki często nie wiedzą, czego się spodziewać. Skróty, loby, slajsy, zmiany tempa – Maja cały czas zmusza przeciwniczki do myślenia. Widać było to przeciwko Sznajder. Rosjanka świetnie poradziła sobie wcześniej z Aryną Sabalenką, ale przeciwko Mai momentami wyglądała na kompletnie zdezorientowaną – zauważa.

    W oczekiwaniu na wielki finał

    Przed decydującym meczem emocje sięgają zenitu. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że Andriejewa dysponuje większą siłą i doświadczeniem na najwyższym poziomie. Kibice Chwalińskiej wierzą jednak, że tenis to nie tylko moc uderzeń.

    Nieprzypadkowo była mistrzyni Wimbledonu, Marion Bartoli, porównała Polkę do legendarnej Martina Hingis, wskazując na jej wyjątkowe czytanie gry i zdolność przewidywania wydarzeń na korcie.

    Wojciech patrzy na finał podobnie.

    – Andriejewa ma ogromną moc, ale tutaj nie wszystko rozstrzyga siła. Liczą się głowa, taktyka i technika. Dlatego wierzę, że Maja ma naprawdę duże szanse. I powiem szczerze: widzę więcej argumentów za jej zwycięstwem niż za porażką.

    W sobotnie popołudnie tysiące Polaków na trybunach i miliony przed telewizorami będą miały nadzieję, że niezwykła paryska opowieść jeszcze się nie kończy. Dla Mai Chwalińskiej już teraz jest to turniej życia. Dla polskich kibiców może stać się jednym z najbardziej pamiętnych momentów w historii rodzimego tenisa.

  • “Wylewano pomyje, tyle nieszczęść i cierpienia”. Doktor o Chwalińskiej

    “Wylewano pomyje, tyle nieszczęść i cierpienia”. Doktor o Chwalińskiej

    „Bez Piotra nie byłoby tego finału”. Lekarz Mai Chwalińskiej odsłania kulisy niezwykłej historii

    To opowieść o wierze, lojalności i walce z przeciwnościami, które przez lata wydawały się nie do pokonania. Maja Chwalińska zachwyca świat podczas Roland Garros 2026, ale za jej sukcesem stoją ludzie, którzy nie zwątpili nawet wtedy, gdy inni dawno postawili na niej krzyżyk. Jednym z nich jest dr Jan Paradowski, chirurg ortopeda, który pomagał tenisistce wrócić do zdrowia po poważnych problemach z kolanem.

    – To, co przeszli Maja i Piotr Szczypka, jest wręcz niewiarygodne. Przez lata spotykali się z niedowierzaniem, odmowami, niesprawiedliwymi ocenami i zwykłą ludzką nieżyczliwością. A Piotr trwał przy niej nieprzerwanie przez piętnaście lat. Wierzył wtedy, gdy wszyscy mówili, że jest za niska, że nie ma szans, że nie warto inwestować w jej rozwój. To historia naprawdę ogromnego formatu – podkreśla lekarz.

    Obietnica złożona po kwalifikacjach

    Paradowski przyznaje, że jeszcze przed rozpoczęciem głównej części turnieju był przekonany, że Chwalińska może osiągnąć w Paryżu coś wyjątkowego.

    – Po kwalifikacjach powiedziałem Piotrowi, że nie interesują mnie małe sukcesy. Zażartowałem, że jeśli Maja dotrze do czwartej rundy, natychmiast przylatuję do Paryża. I słowa dotrzymałem – opowiada.

    Wymagało to całkowitej reorganizacji prywatnych planów. Lekarz miał uczestniczyć w rodzinnej uroczystości na Majorce, jednak zgodnie z obietnicą pojawił się we Francji. Między kolejnymi meczami tenisistki zdążył jedynie na krótko odwiedzić rodzinę, po czym wrócił do stolicy Francji.

    – Teraz jesteśmy już tutaj do końca. Wspieramy Maję i chcemy przeżyć z nią ten wyjątkowy moment – mówi.

    Bajka, której nikt się nie spodziewał

    Zdaniem Paradowskiego określenie „bajka” idealnie oddaje to, co wydarzyło się podczas tegorocznego Roland Garros.

    – Nikt z nas nie przewidywał takiego scenariusza. Oczywiście jechaliśmy do Paryża z nadzieją na dobry wynik, ale finał Wielkiego Szlema? Tego nie zakładał chyba nikt. Poza jedną osobą – Mają – mówi z uśmiechem.

    Lekarz podkreśla, że zawodniczka od najmłodszych lat marzyła o największych sukcesach i zawsze stawiała sobie bardzo wysokie cele.

    – To perfekcjonistka. Ma ogromne ambicje, ale nie wynikają one z pychy czy arogancji. Ona po prostu od dziecka chciała rywalizować z najlepszymi i wygrywać największe turnieje. Dlatego tak mocno przeżywała lata, w których mimo ciężkiej pracy nie mogła przebić się na poziom odpowiadający jej możliwościom – tłumaczy.

    Dlaczego przełom nastąpił właśnie teraz?

    Według Paradowskiego nie istnieje jedna konkretna odpowiedź na pytanie, dlaczego eksplozja formy nastąpiła akurat podczas tegorocznego Roland Garros.

    – W sporcie wyczynowym nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie ten przełomowy moment. Mogę jednak powiedzieć, że w ostatnim roku Maja wykonała gigantyczny krok naprzód pod względem przygotowania fizycznego i motorycznego. To rezultat wieloletniej, konsekwentnej pracy całego sztabu – podkreśla.

    Szczególne słowa uznania kieruje pod adresem trenera Jaroslava Machovsky’ego oraz specjalisty od przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka.

    – Oni wykonali fantastyczną pracę. Ale trzeba też pamiętać, że to sama Maja stworzyła wokół siebie odpowiedni zespół. Potrafiła dobrać właściwych ludzi i zbudować środowisko, które pozwoliło jej się rozwijać. To świadczy o jej dojrzałości i profesjonalizmie – zaznacza.

    „Bez Piotra nie byłoby tego sukcesu”

    Mimo wielkiej roli trenerów lekarz nie ma wątpliwości, kto jest jedną z kluczowych postaci tej historii.

    – Gdybym miał wskazać osoby stojące za tym sukcesem, to na pierwszym miejscu postawiłbym Maję, a zaraz za nią Piotra Szczypkę. Bez niego ta historia mogłaby nigdy się nie wydarzyć – mówi.

    Przypomina, że menedżer zawodniczki wspiera ją od kilkunastu lat, finansował jej rozwój, podróżował z nią po turniejach i pomagał przetrwać najtrudniejsze chwile.

    – Wylewano na nich mnóstwo pomyj. Słyszeli, że to nie ma sensu, że nic z tego nie będzie. Tymczasem Piotr trwał przy niej przez cały czas. To niezwykły przykład lojalności i wiary w drugiego człowieka – podkreśla.

    Historia słynnej koszuli

    W ostatnich dniach kibice zwrócili uwagę na przemianę samego Szczypki, który po awansie Chwalińskiej do finału zaczął pojawiać się publicznie w eleganckiej koszuli.

    Paradowski zdradza, że to właśnie on namówił menedżera do zmiany wizerunku.

    – Powiedziałem mu: „Załóż tę koszulę, będziesz pokazywany w telewizjach na całym świecie”. Chciałem, żeby godnie reprezentował Polskę i wyglądał odpowiednio do rangi wydarzenia – opowiada.

    Jak dodaje, nie chodziło o luksus czy manifestowanie statusu.

    – Zależało mi po prostu na tym, aby menedżer polskiej finalistki Wielkiego Szlema prezentował się elegancko i profesjonalnie – wyjaśnia.

    Walka o zdrowie

    Lekarz przypomina również, że droga Chwalińskiej do sukcesu była wielokrotnie przerywana przez problemy zdrowotne.

    – Miałem okazję pomagać Mai w kilku kluczowych momentach kariery. Najtrudniejszy był okres, gdy z powodu urazu kolana nie mogła trenować ani startować w turniejach. Jej dalszy rozwój stanął pod ogromnym znakiem zapytania – wspomina.

    Początkowo próbowano leczenia zachowawczego, jednak efekty okazały się jedynie tymczasowe.

    – Ostatecznie konieczne było leczenie operacyjne. Cały proces został bardzo dokładnie zaplanowany, tak aby nie tylko przywrócić pełną sprawność, ale również umożliwić jak najszybszy powrót do najwyższych obciążeń treningowych. W sporcie zawodowym to ogromne wyzwanie – tłumaczy.

    Operacja była dopiero początkiem

    Paradowski podkreśla, że sukces rehabilitacji był efektem współpracy wielu osób.

    – Zabieg był tylko jednym z etapów. Potem trzeba było koordynować działania fizjoterapeutów pracujących w różnych miastach, monitorować postępy i na bieżąco podejmować decyzje dotyczące kolejnych kroków. Piotr odegrał w tym procesie ogromną rolę – mówi.

    Jak przyznaje, menedżer tenisistki przez wiele miesięcy kontrolował każdy szczegół leczenia i rehabilitacji.

    – Był zaangażowany całym sercem. Potrzebowaliśmy nie tylko wiedzy medycznej i ciężkiej pracy, ale również odrobiny szczęścia. Dzięki wspólnemu wysiłkowi udało się uniknąć komplikacji i dziś możemy oglądać Maję w finale Roland Garros. To nagroda za lata poświęceń wszystkich ludzi, którzy nigdy nie przestali wierzyć – podsumowuje.