• Absurdalny pomysł dla Chwalińskiej. Trener Polki: Tego nie było w planie

    Absurdalny pomysł dla Chwalińskiej. Trener Polki: Tego nie było w planie

    Gratulacje w oczywisty sposób najpierw trafiają do Mai Chwalińskiej, ale gratuluję także panu, to wasz wspólny sukces ta dzika karta na Wimbledon. Mocno pan wierzył w ten scenariusz, czy bardziej podchodził jak Maja w Paryżu, gdy mówiła nam, że to byłaby wiadomość stulecia?

    Jaroslav Machovsky: – Wszystko, co mogliśmy zrobić, wykonaliśmy w Paryżu, a Maja pokazała to na korcie. Wszystko inne było już w rękach komitetu Wimbledonu. Myśmy tylko złożyli taką prośbę, lecz na tym kończyły się nasze możliwości. Gdy w końcu dotarła ta wiadomość, że Maja otrzymała dziką kartą, po prostu ogromnie się ucieszyłem.

    A panu co podpowiadała intuicja?

    – Ja nastawiałem się tak, że dostosujemy się do tego, co przyniesie los. Chcieliśmy tej dzikiej karty, ale gdyby jej nie otrzymała, zagralibyśmy to, co poprzednio w Paryżu. A tak dzięki temu ma trochę więcej czasu, by się przygotować, którego wcześniej za dużo nie było. Do tego obecnie dochodzą także inne rzeczy, zmęczenie jest sprawą naturalną. Więc cenne były krótkie wakacje, a teraz możemy nieco spokojniej podchodzić do czekającego nas startu. Krótko mówiąc, zyskaliśmy więcej czasu i mnie to bardzo cieszy.

    Wojciech Fibak, który bardzo mocno trzymał kciuki za dziką kartę, szukał powodów do optymizmu, gdyby przyszło znów przebijać się przez kwalifikacje. W rozmowie z Interią mówił, że wówczas podobnie jak w Paryżu Maja miałaby okazję bardziej przyzwyczaić się do rywalizacji na trawie. Natomiast obalił głosy, by Maja odpuściła Wimbledon, gdyby przyszło jej grać w eliminacjach.

    – Jest tak, ale też byłoby mniej czasu, żeby się przygotować. Trudy tego sezonu są odczuwalne, Maja od początku dużo grała, dlatego dogadaliśmy się, że po Roland Garros będzie trochę wolnego, bo już była zmęczona. Więc dzięki temu, że dostała dziką kartę, jest lepiej. Wiadomo, gdyby musiała grać eliminacje, to by je zagrała, bez odpuszczania turnieju, tego nie było w planie. Przy czym takie mecze zawsze są trudne, przeciwniczki które niedawno ograła starałyby się jeszcze bardziej. Dlatego wygodniej jest grać od razu w głównej drabince, bo wcześniejsze mecze są trudne nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym.

    Pamiętamy, że w Paryżu dla Mai jednym z najtrudniejszych meczów była właśnie trzecia, ostatnia runda kwalifikacji. Dziś cieszymy się, że jest finalistką z Paryża, a ta historia mogła napisać się zupełnie inaczej.

    – To prawda. Każdy zawodnik czuje presję, zwłaszcza gdy marzenia, by grać w turnieju wielkoszlemowym, są już na wyciągnięcie ręki. W takim momencie toczy się już nie tylko tenisowy i fizyczny pojedynek na korcie, ale także dochodzi gra nerwów.

    Jak Maja odnajduje się w tej nowej dla siebie rzeczywistości? W jednej chwili, w ciągu kilkunastu dni, stała się rozchwytywana przez wszystkich.

    – Ja myślę, że daje sobie z tym bardzo dobrze radę. Została ta sama Maja, która była. Chce bardzo pracować i potwierdzić tę pozycję, którą teraz ma, że to nie zasługa tylko jednego, wyjątkowego turnieju. Będzie się starała, aby takich wyników było więcej, zobaczymy czy się uda. Mamy przed sobą dużo roboty, ale najważniejsze jest podejście Mai, które bardzo mnie cieszy. Chce jeszcze więcej i to jest to, o co nam chodzi. Oczywiście zmiana jej położenia i sytuacja wokół niej jest inna, ale najważniejsze, że podchodzi do swojego tenisa tak, jak wcześniej, czyli będziemy pracować, by nadal ją rozwijać.

    Jaki macie scenariusz na Wimbledon? To znaczy kiedy ruszacie do Londynu?

    – Wylot mamy w poniedziałek. I w następnym tygodniu będziemy trenować w Londynie na trawie.

    Od początku będziecie mogli skorzystać z obiektów należących do klubu?

    – Ma być możliwość, by korzystać z kortów treningowych w Aorangi Park. I to jest przez nas pożądany scenariusz.

    Pytałem o Maję. A jak pan odnajduje się w “życiu po Paryżu”?

    – (śmiech) Tak samo jak wcześniej, czyli bardzo dobrze. Moje nastawienie także się nie zmienia. Najważniejsza jest ciągła praca w klubie w Bielsku, tam wszyscy nam pomagają, nic się nie zmieniło w złą stronę. Czuję się dobrze i cieszę się sukcesem Mai, że w końcu zrobiła coś, o czym marzyła całe życie. Wiadomo, że oczekiwania z jej strony były wysokie, przechodziła przez trudne czasy, ale dała sobie radę. A jeśli coś teraz miałoby się zmienić, to chyba tylko to, że jeszcze więcej trzeba będzie pracować niż wcześniej, byśmy utrzymali ten sam poziom, bo rywalki będą coraz bardziej zmotywowane na mecze z Mają. Będziemy ciężko pracować i cieszyć się z każdego wygranego meczu. Teraz będziemy regularnie rywalizować z bardzo dobrymi zawodniczkami i grać na wyższym tempie, czyli jest to, o czym marzyła całe życie. Zrobimy wszystko, aby Maja mogła wygrywać kolejne turnieje, bo na razie, że tak powiem, była tylko w finale (śmiech).

    Wspólnie przeszliście przez te trudne czasy, najmroczniejsze doświadczenia które spotkały Maję, więc tym bardziej myślę, że jesteście emocjonalnie sobie bliscy.

    – Ufam panie redaktorze, że tak właśnie jest. Znam Maję od wielu lat i mogę powiedzieć, że nasza relacja jest bardzo dobra. Dzisiaj dobrze być nieosamotnionym, ale mieć wokół siebie dużo osób, które pomagają. Wspomina pan o trudnych czasach… Tak było, to także zbudowało naszą relację, moim zdaniem na całe życie. Maja jest dla mnie, jak córka.

    Najpierw Maja powiedziała mi w Paryżu, że jest pan jak jej drugi tata. Teraz pan rewanżuje się w drugą stronę. Piękne słowa. Gdyby nawet w którymś momencie sportowe drogi się rozeszły, tak trwała relacja może na zawsze pozostać serdeczną.

    – Z mojej strony cokolwiek by się nie stało, bo różnie układają się losy, to ta relacja zawsze będzie dobra. Maja nawet w każdym udzielonym wywiadzie pokazuje siebie, jako super człowieka. To naprawdę miła osoba z dużym sercem. A gdy było trudno, ufała w swoje umiejętności i kierunek, który jej proponowałem. Mówiłem, że ma umiejętności, a przyjście wyniku to kwestia czasu i potrzeba cierpliwości, nawet jak widziała, że jej rówieśniczki wcześniej dochodzą do sukcesów. Każdy zawodnik ma swoje tempo rozwoju, bo wpływają też okoliczności, które go po drodze spotykają. Człowiek w moim wieku też już inaczej patrzy, docenia również inne aspekty, a więc właśnie podejście dużo młodszego zawodnika. Jej profesjonalizm i charakter są godne naśladowania. A teraz uważam, że wynik w Paryżu da jej jeszcze więcej pewności siebie.

    Rozmawiał Artur Gac, Interia

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Starszy mężczyzna w białej koszulce marki Lacoste i zielonej czapce obejmuje młodą kobietę ubraną w zieloną sportową bluzę, oboje stoją na tle z logo PZT i patrzą w obiektyw z uśmiechem.

    Maja Chwalińska i trener Jaroslav MachovskyGrzegorz WajdaNewspix.pl
    Tenisistka siedząca na korcie ziemnym z uniesionymi dłońmi, uśmiechnięta, w sportowej odzieży i z opaską na udzie.

    Maja Chwalińska tu jeszcze nie dowierza w to, co stało się na mączce w ParyżuMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Zespół Mai Chwalińskiej zabrał głos ws. sukcesu na Roland Garros. “Dopiero zaczyna to docierać”

  • To on przygotuje Chwalińską do Wimbledonu. “Gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze”

    To on przygotuje Chwalińską do Wimbledonu. “Gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze”

    Maja Chwalińska po rewelacyjnym występie i wicemistrzostwie w Roland Garros szykuje się na Wimbledon. W poniedziałek leci do Londynu, gdzie zostanie do rozpoczęcia imprezy. Piotr Szczypka, menedżer BKT Advantage Bielsko-Biała, gdzie gra Chwalińska, uchylił nam rąbka tajemnicy ws. szczegółowego planu przygotowań Mai do ważnego turnieju. Zdradził istotny szczegół odnośnie sparingpartnera i współpracy z Maciejem Ryszczukiem.
    Wiemy, kto przygotuje Maję Chwalińską na Wimbledon.

    Wiemy, kto przygotuje Maję Chwalińską na Wimbledon. EastNewsEast News

    Wimbledon rusza 29 czerwca, ale Maja Chwalińska już w poniedziałek poleci do Londynu i zostanie tam do rozpoczęcia imprezy. Wcześniej Aleksandra Musiał, menedżer zawodniczki informowała nas, że z Chwalińską leci dwóch trenerów (Jaroslav Machovsky i Petr Hajek), a do jej dyspozycji będzie jeden z kortów treningowych udostępnionych przez Wimbledon. Teraz Piotr Szczypka, menedżer BKT Advantage zdradza nam kolejne szczegóły planu Chwalińskiej.

    To nie leży w interesie Mai Chwalińskiej

    Zacznijmy od tego, że wiemy, z kim będzie trenowała Polka, szykując się do meczu pierwszej rundy. W Paryżu Chwalińska zaliczyła sparingi z Igą Świątek i Naomi Osaką. Niewykluczone, że teraz nie będzie grała z nikim z touru. Jest taka pokusa. – Nie wtrącam się do tego, co dzieje się na korcie, ale każdy taki mecz będzie pomagał rywalkom Mai rozszyfrować jej styl grania. Pół żartem, pół serio mogę stwierdzić, że to nie leży w jej interesie – mówi nam Szczypka.

    – Zresztą na miejscu jest Hajek, który od jakiegoś czasu jest tym głównym sparingpartnerem Mai. On gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze, więc tym bardziej nie ma konieczności grania z rywalkami. Po co odkrywać karty. Z drugiej strony ostatnie zdanie należy do trenera Machovskiego. Maja ma specjalną aplikację, gdzie może w każdej chwili umówić się z zawodniczką touru na sparing. Może się zdarzyć tak, że Machovsky uzna przed jakimś meczem, że to ma sens, że takie doświadczenie może się przydać i pomóc – zauważa Szczypka.

    Już wiadomo, co z człowiekiem Świątek

    Treningi na korcie i taktyka, to jedno. Równolegle będą się odbywać treningi ogólnorozwojowe. – Jeszcze nie wiem, jak będzie z dostępnością Maćka Ryszczuka (w ten weekend jedzie ze Świątek na turniej w Bad Homburg – dop. red.) w Londynie, bo nie rozmawiałem o tym z trenerskim sztabem Mai. Wiem jednak, że Maja ma od Maćka rozpiskę, jest z nim w kontakcie, więc tu nie będzie żadnych zakłóceń. Maja na pewno niczego nie straci przez to, że Maciek nie będzie z nią przez cały czas na miejscu – informuje nas menedżer klubu z Bielska.

    Wracając do tematu treningów z Hajkiem, to warto wiedzieć, że pomagają one Mai szlifować, a potem, już w trakcie meczów, narzucać swój styl grania rywalkom. Tak przynajmniej wynika ze słów Szczypki. To jest bardzo ważne, bo dzięki temu Chwalińska może przejmować na korcie inicjatywę i zaskakiwać przeciwniczki tak, jak to robiła na kortach Roland Garros.
    Mężczyzna w granatowej marynarce patrzący przed siebie oraz kobieta w zielonej sportowej bluzie, trzymająca bukiet kolorowych kwiatów.

    Na zdjęciu menadżer Mai Chwalińskiej Piotr Szczypka oraz nasza finalistka Rolanda GarrosaPawel Wodzynski/East News / Anita Walczewska/East NewsEast News
    Kobieta o blond włosach w zielonej sportowej bluzie stoi zwrócona na wprost, z dłońmi złożonymi przed sobą, na tle ściany z logotypami w ciepłym oświetleniu.

    Maja ChwalińskaGrzegorz WajdaEast News
    Tenisistka uśmiecha się, trzymając rakietę w jednej ręce i przykładając drugą dłoń do czoła, sugerując silne emocje po zakończonej akcji na korcie.

    Maja ChwalińskaMustafa YalcinAFP

    Liga Narodów. Ukraina – Polska. Skrót meczu

  • Andriejewa przetestowała formę Świątek. Premierowy sprawdzian dla Polki w Bad Homburg

    Andriejewa przetestowała formę Świątek. Premierowy sprawdzian dla Polki w Bad Homburg

    Since Iga Świątek dropped out of Roland Garros at the fourth round stage, the Polish woman has not been seen in any competitions. She stayed in London for a few days, then in Majorca. Finally, it was time for Raszynianka to return to professional competition. Our representative took the same direction before Wimbledon as a year ago, the WTA 500 tournament in Bad Homburg. The 25-year-old immediately met on the court with the champion of the Paris event – Mirra Andreyeva. This is what happened in Germany.
    Iga Świątek i Mirra Andriejewa spotkały się na korcie w Bad Homburg

    Iga Świątek and Mirra Andreyeva met on the court in Bad Homburg Matthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFP / MUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP AFP

    Nie tak wyobrażała sobie Iga Świątek swój występ w wielkoszlemowym Roland Garros. Po tym, jak Polka dotarła do półfinału WTA 1000 w Rzymie, nasza reprezentantka wlała nadzieje, że jej forma zmierza w coraz lepszym kierunku. Niestety, w czwartej rundzie paryskiej imprezy natrafiła na przeszkodę, która okazała się nie do przejścia. Marta Kostiuk zdominowała drugą fazę rywalizacji z Raszynianką i odniosła zasłużone zwycięstwo 7:5, 6:1, rewanżując się za porażkę w stolicy Francji sprzed pięciu lat.

    Świątek miała kilka dni na spokojną analizę, a potem wzięła się za treningi na trawie, by jak najlepiej przygotować się do próby obrony tytułu na Wimbledonie, który startuje już 29 czerwca. Przez kilka dni Polka przebywała w Londynie, potem udała się na Majorkę. Wiemy już, że Iga dotarła do Bad Homburg. Szczegóły zdradzili organizatorzy turnieju rangi WTA 500. Raszynianka podąża podobnym tropem, co rok temu. Wówczas również wybrała się na te niemieckie rozgrywki i później zaowocowało to sukcesem w stolicy Wielkiej Brytanii. Zobaczymy, jak to połączenie wypadnie w tym sezonie. Presja z pewnością będzie znacznie większa niż niespełna 12 miesięcy temu.

    Iga Świątek spotkała się z Mirrą Andriejewą na korcie w Bad Homburg

    O tym, że Świątek zameldowała się w Bad Homburg, dowiedzieliśmy się z mediów społecznościowych imprezy. Na relacji na Instagramie pojawiło się nagranie, jak Iga trenuje na kortach w Niemczech. Jak się okazało – nie była sama. “Jak myślicie, z kim trenuje Iga?” – zapytano kibiców. Odpowiedź pojawiła się na kolejnym ujęciu. Polka spotkała się z Mirrą Andriejewą, triumfatorką Roland Garros. Obie zawodniczki sprawdziły swoją aktualną dyspozycję na trawie.
    Dwie tenisistki trenujące na trawiastych kortach otoczonych zielenią, każda z nich w dynamicznej pozie podczas gry.

    Iga Świątek i Mirra Andriejewa podczas treningu w Bad Homburgscreen z Instagrama – Bad Homburg Openmateriał zewnętrzny

    Dla Rosjanki, która pokonała Maję Chwalińską w wielkoszlemowym finale, również będzie to jedyny turniej przed zmaganiami w Londynie. Odpuściła start w Berlinie, chcąc poświęcić więcej czasu na regenerację po wyczerpujących rozgrywkach w Paryżu. Z pewnością musiała sobie również poukładać kilka rzeczy, bowiem to był jej pierwszy wielkoszlemowy tytuł. Teraz musi się zmierzyć z dodatkową presją – zwłaszcza, że została liderką rankingu WTA Race, biorącego pod uwagę wyłącznie tegoroczne osiągnięcia.

    Według pierwotnego planu Świątek i Andriejewa miały być dwiema najwyżej rozstawionymi tenisistkami turnieju rangi “500” w Bad Homburg, ale 10 dni temu do obsady dołączyła Jelena Rybakina. Jeśli reprezentantka Kazachstanu nie wycofa się ze startu, wówczas to mistrzyni Australian Open 2026 otrzyma numerek jeden w drabince. Iga dostanie wtedy “2”, a Mirra – “3”. Potencjalnie zatem Polka i Rosjanka mogłyby się spotkać już na etapie półfinału imprezy w Niemczech. W ciągu kilkudziesięciu godzin przekonamy się, jak ostatecznie ułoży się drabinka.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju i opasce na głowie poprawia daszek podczas meczu tenisowego.

    Mirra AndriejewaBurak Akbulut/AnadoluAFP
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP

  • 168 minut bitwy Polki z mistrzynią Australian Open. Życiowy sukces rówieśniczki Świątek

    168 minut bitwy Polki z mistrzynią Australian Open. Życiowy sukces rówieśniczki Świątek

    Mirra Andriejewa i Alina Korniejewa – te dwa nazwiska były na topie juniorskiego tenisa na początku 2023 roku. Dwie 15-letnie zawodniczki zagrała wtedy o tytuł w Melbourne, ta pierwsza wkrótce zaczęła niesamowitą karierę. Korniejewa została w tyle, ale teraz, tuż przed 19. urodzinami, jest już w najlepszej setce singlistek WTA. I to właśnie do starcia z nią przystąpiła dziś w Portugalii Martyna Kubka – Polka, która ostatnio gra życiowy tenis. Polka wygrała ten porywający bój 7:6 (4), 5:7, 6:4, awansowała do 1/4 finału. I praktycznie może już bukować bilet na kwalifikacje US Open. Oto szczegóły.
    article cover

    Trzy lata temu Alina Korniejewa (z prawej) pokonała w finale juniorskiego AO starszą od siebie Andriejewą. To jednak Mirra zrobiła wielką karieręRobert PrangeGetty Images

    Na przykładzie Aliny Korniejewej i Mirry Andriejewej doskonale widać, jak różna może być droga zawodniczek, które w czasach juniorskich są na zbliżonym poziomie. W Melbourne, w 2023 roku, obie spotkały się w singlowym finale dziewcząt – ich batalia trwała trzy godziny i 18 minut, wygrała młodsza o 2,5 miesiąca Alina.

    Dla Mirry był to ostatni turniej juniorski, wiosną zaczęła marsz w górę rankingu, finał tego już znamy. Od razu wygrała dwa turnieje ITF W60, później była czwarta runda w Madrycie, świetne występy w Paryżu i Londynie. Jeszcze w tym samym roku wskoczyła do TOP 50 rankingu WTA, dziś jest w nim piąta, ale po Wimbledonie może znaleźć się już w najlepszej trójce.

    Korniejewa wygrała jeszcze juniorski Roland Garros, później skupiła się już na profesjonalnej rywalizacji. Tyle że często przerywały ją kontuzje, po awansie na 134. miejsce w rankingu, jako 16-latka (luty 2024), zniknęła na pół roku. A później brakowało stabilizacji.

    Dopiero dwa tygodnie temu, po udanym turnieju w Paryżu (wygrane kwalifikacje, triumf nad Elisabettą Cocciaretto w pierwszej rundzie), wskoczyła do TOP 100. I jako zawodniczka z najlepszej setki zmierzyła się z Martyną Kubką – stawką był ćwierćfinał turnieju WTA 125 w Figueira Da Foz.

    Polka zaczynała ten rok w czwartej setce, nigdy dotąd nie zagrała jeszcze w kwalifikacjach Wielkich Szlemów. Ostatnie tygodnie są jednak dla niej bardzo udane – błyszczy już nie tylko serwisem, dołożyła jeszcze inne elementy. I przyszły wyniki. Jeden finał, pięć półfinałów, dwa ćwierćfinały w imprezach ITF wywindowały 25-latkę z Zielonej Góry na 230. miejsce na świecie. To już niemal granica awansu do wspomnianych już kwalifikacji. A można było wręcz stwierdzić, że ewentualna wygrana z Korniejewą “wpychała” Kubkę ponad kreskę w kontekście gry o US Open w Nowym Jorku w drugiej połowie sierpnia.

    Był tylko jeden problem – Martyna stoczyła dotąd tylko jeden mecz z rywalką z TOP 100 na świecie. I go przegrała – z Kateriną Siniakovą.

    WTA 125 w Figueira Da Foz. Martyna Kubka kontra Alina Korniejewa. Stawką ćwierćfinał

    Korniejewa została tu rozstawiona z “1” – wybrała korty twarde tuż przed wylotem do Londynu – będzie rozstawiona w kwalifikacjach Wimbledonu. I była naturalną faworytką tego starcia z zawodniczką klasyfikowaną o ponad 130 pozycji niżej.

    Tymczasem Kubka wyszła z opresji w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych, obroniła kilka break pointów. A później pokazywała, że jej mocnym atutem jest serwis, ale też i gra w forhendu. A jak trzeba było, dodawała nawet skróty.
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP

    Rosjanka była zaskoczona, choć też w miarę spokojnie kontrolowała sytuację w swoich gemach serwisowych. Jest wysoka, ma 180 cm wzrostu, potrafi solidnie huknąć z końcowej linii. Czyli tak właśnie, jak czyni to Martyna. W dziesiątym gemie pojawiła się szansa na przełom, Polka wywalczyła trzy setbole. Dwa pierwsze Korniejewa obroniła serwisem i atakiem, w trzecim musiała posłać lżejsze drugie podanie. Kubka jednak przegrała tę akcję, spudłowała topspinem.

    Ostatecznie decydował tie-break, kluczowa była akcja przy stanie 5-4 dla Polki. Martyna nie dała się zaskoczyć skrótem, wygrała wymianę przy siatce, zakończyła ją smeczem. A później Korniejewa jeszcze raz pogubiła się w ofensywie. Było więc 7:6 (4) dla 25-latki z Zielonej Góry.

    Druga partia była już jednak inna, serwis odgrywał mniejsze znaczenie. Korniejewa odskoczyła na 2:0, a później – z 2:2 – na 5:2. I miała wyklarowaną sytuację. Kubka miała szansę wrócić do gry w tym secie, wywalczyła szansę na przełamanie w dziewiątym gemie, gdy Korniejewa serwowała po seta. Trafiła w siatkę. Drugą jednak już wykorzystała, nawiązała kontakt (4:5). A później wyrównała. Wydawało się, że znów zdecyduje tie-break, gdy jednak Rosjanka w samej końcówce zagrała kilka świetnych piłek. Uzyskała trzy piłki setowe przy podaniu Polki, wykorzystała tę trzecią.
    Zawodniczka w sportowym stroju wykonuje gest triumfu z zaciśniętą pięścią na tle czerwonej ściany z logotypem.

    Alina KorniejewaMATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP

    Kubka momentalnie zabrała ręcznik i ruszyła w kierunku szatni – na przerwę toaletową. Lepiej zaczęła decydującą rozgrywkę (2:0), obie jednak na zmianę się przełamywały. Aż w końcu Polka przerwała tę serię, prowadziła 5:3. I miała dwie piłki meczowe na returnie. Nie udało się ich wykorzystać.

    Został więc jeszcze własny gem serwisowy. Aż w końcu sukces stał się faktem – Martyna po raz pierwszy wygrała z rywalką z TOP 100 rankingu – pokonała ją 7:6 (4), 5:7, 6:4.

    Za ten rezultat dostanie wypłatę w wysokości 3000 euro brutto, ale też 27 punktów do rankingu. A to da jej awans na 213. miejsce na świecie w klasyfikacji “na żywo”. I już praktycznie przepustkę do kwalifikacji US Open.
    Tenisistka w niebieskim stroju sportowym uderza piłkę rakietą na tle fioletowej tablicy z napisem, koncentrując się na wykonaniu zagrania i prezentując skupioną, zadowoloną minę.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/NurPhotoAFP

    Liga Narodów kobiet. Najlepsze akcje

  • Niebywała wiadomość. Świątek przyjęła ofertę. Fani w ekstazie

    Niebywała wiadomość. Świątek przyjęła ofertę. Fani w ekstazie

    Iga Świątek przygotowuje się do inauguracji sezonu na trawie, który otworzy w Bad Homburg. Następnie przystąpi do obrony tytułu na wielkoszlemowych kortach Wimbledonu. Między treningami Polka znalazła jednak czas, by przyjąć ofertę pewnej dobrze znanej sobie gwiazdy. A przynajmniej to zdaje się potwierdzać wpis samej zainteresowanej, na który z wielkim entuzjazmem zareagowali fani polskiej tenisistki i nie tylko.
    Iga Świątek w jasnej kurtce i ciemnej czapce z daszkiem, podnosi rękę do czoła, przed nią mikrofon.

    Iga ŚwiątekAFP7

    Mowa o nikim innym, a o Mikaeli Shiffrin – trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej i ośmiokrotnej mistrzyni świata w narciarstwie alpejskim, która błysnęła także na tegorocznej imprezie czterolecia, sięgając po złoty medal w slalomie.

    Słynna Amerykanka potrafi jednak błyszczeć nie tylko na stoku, ale i za mikrofonem. W tym roku 31-latka założyła bowiem swój podcast “What’s the point”, w którym gościła osobistości ze świata sportu. U jej boku wystąpili w nim między innymi: Alice Robinson, Paula Moltzan, Simone Biles czy Bode Miller.

    – Założyłam podcast nie z powodu poczucia, że mam jakiekolwiek odpowiedzi. Ale dlatego, że wciąż stawiam wiele pytań. A to główne, które zadają ciągle, brzmi: “Jaki jest sens?” (…) Mam nadzieję, że rozmowy z innymi pomogą mi zyskać nową perspektywę – mówiła Mikaela Shiffrin, tłumacząc powody zainicjowania swojej internetowej działalności.

    Teraz reprezentantka Stanów Zjednoczonych pracuje nad drugim sezonem wspomnianego podcastu. I – jak wynika z jej wpisu – w tym celu zaprosiła do siebie wyjątkowego gościa – Igę Świątek. A polska tenisistka przyjęła jej propozycję.

    Iga Świątek przed mikrofonem. Amerykańska gwiazda ujawnia

    Mikaela Shiffrin pochwaliła się tym faktem za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    Pracuję nad drugim sezonem “What’s the point” i jestem bardzo podekscytowana tym, jak się kształtuję. Może właśnie dziś nagrywam, a może nie, z jedyną i niepowtarzalną Igą Świątek

    I choć w teorii przekaz tej wiadomości jest dwuznaczny, w praktyce potwierdza on udział Igi Świątek w jednym z odcinków, na co natychmiast zareagowali fani obu sportsmenek.

    – “Moje dwie ulubione zawodniczki. Zastanawiam się, czy podniesiony został temat Taylor Swift”, “O mój Boże, w końcu! Jestem podekscytowany. To mój ulubiony duet”, “Najpierw nieprzespana noc z hat-trickiem Leo Messiego, a teraz Iga Świątek w twoim podcaście. Co w ogóle dzisiaj się dzieje?”, “Jakie wspaniałe wieści. Nie mogę się doczekać. Dwie wielkie mistrzynie” – czytamy w komentarzach.

    Igę Świątek i Mikaelę Shiffrin łączą przyjacielskie relacje, co obie miały już okazję podkreślić i udowodnić, dopingując sobie nawzajem i gratulując wzajemnie sukcesów. Teraz w końcu najprawdopodobniej będziemy mieć okazję, by zobaczyć i usłyszeć je razem w akcji.

    Amerykanka poinformowała, że drugi sezon jej podcastu będzie miał swoją premierę jesienią tego roku.
    Kobieta w sportowej czapce i koszulce bez rękawów energicznie gestykuluje rakietą tenisową, wyrażając silne emocje podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Mikaela Shiffrin

    Mikaela ShiffrinAFP

    Francisco Cerundolo – Jenson Brooksby. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Serena Williams wraca na korty Wimbledonu. Zaskoczyła wyznaniem, nikt nie miał pojęcia

    Serena Williams wraca na korty Wimbledonu. Zaskoczyła wyznaniem, nikt nie miał pojęcia

    Ogromne poruszenie wywołał komunikat o powrocie Sereny Williams do tenisa. Przed Wimbledonem Amerykanka postanowiła wziąć udział w kilku turniejach, jednak legenda nie ukrywa, że priorytetem jest dla niej właśnie turniej wielkoszlemowy na trawie. W tym 44-latka połączy siły z siostrą, Venus. Co ciekawe, pomysł na wspólną grę w deblu nie wyszedł od żadnej z pań. O kulisach 39-krotna mistrzyni wielkoszlemowa w singlu, deblu i mikście opowiedziała w wywiadzie dla WTA.
    Serena Williams

    Serena WilliamsHarriet LanderGetty Images

    Takiego ogłoszenia nie spodziewał się chyba żaden fan tenisa. Choć o możliwym powrocie Sereny Williams media spekulowały już od jakiegoś czasu, mało kto wierzył, że legendarna Amerykanka rzeczywiście zdecyduje się na wznowienie kariery. A jednak – na kilka tygodni przed Wimbledonem ogłoszono wielki powrót czterokrotnej mistrzyni olimpijskiej.

    Przed powrotem na korty All England Croquet Club Amerykanka postanowiła spróbować swoich sił w turniejach niższej rangi. W ostatnich dniach błyszczała podczas Queen’s Club Championships w Londynie, gdzie występowała w deblu u boku Victorii Mboko. Po kontuzji Kanadyjki panie musiały jednak wycofać się z dalszej rywalizacji i zagrały jedynie w 1/8 finału.

    Z Wielkiej Brytanii Serena Williams udała się następnie do Niemiec, gdzie rozgrywany jest właśnie turniej rangi WTA 500 w Berlinie. Tam Amerykanka grała w deblu z Karoliną Muchovą. Panie odpadły jednak z rywalizacji na etapie 1/8 finału – przegrały z Erin Routliffe i Giulianą Olmos 4:6, 4:6.

    Oba te turnieje miały być dla 39-krotnej mistrzyni wielkoszlemowej w singlu, deblu i mikście swego rodzaju “rozgrzewką” przed imprezą docelową, a więc Wimbledonem. Na kortach All England Croquet Club 44-latka walczyć będzie u boku swojej siostry, Venus Williams. Panie w przeszłości aż sześciokrotnie sięgały razem po końcowe trofeum w tej imprezie.

    Przed startem 139. edycji Wimbledonu Serena Williams uchyliła rąbka tajemnicy i w wywiadzie dla WTA szczerze przyznała, że ani ona, ani jej siostra nie miały w planach wspólnego występu w turnieju deblowym podczas The Championships. Pomysł ten tak naprawdę wyszedł od jej ośmioletniej córki, Olympii.

    “Moja córka Olympia powiedziała mi, że powinnam zagrać z Venus. Ona zawsze ma rację. Jest bardzo poważna, bardzo mądra. Odpowiedziałam jej: Dobrze, Olympia, zobaczymy, czy damy radę” – wyznała Amerykanka.

    Wimbledon tuż za rogiem. Serena Williams w “dziką kartą” w deblu, doczekała się również Maja Chwalińska

    Tymczasem w Londynie trwa odliczanie do Wimbledonu. Kibiców ze Stanów Zjednoczonych z pewnością cieszy fakt, że na tej imprezie wystąpią obie siostry Williams, dla fanów tenisa z Polski najważniejsze jest jednak to, że organizatorzy postanowili wręczyć “dziką kartę” Mai Chwalińskiej. Nasza zawodniczka, która po turnieju Rolanda Garrosa odnotowała niebywały awans w rankingu WTA, mimo miejsca w TOP30 musiałaby bowiem przebrnąć przez kwalifikacje, aby móc wywalczyć miejsce w głównej drabince tej imprezy. Wszystko przez fakt, że listy startowe do Wimbledonu zamykane są z dużym wyprzedzeniem – jeszcze przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa. W tamtym okresie niska pozycja w rankingu WTA 24-latki nie gwarantowała bezpośredniego awansu.
    Kobieta o długich, falowanych blond włosach z delikatnym makijażem, ubrana w czarny strój i srebrny łańcuszek, patrzy spokojnie w stronę aparatu. Tło jest ciemne, co eksponuje jej twarz i fryzurę.

    Serena WilliamsJULIEN DE ROSAAFP
    Serena Williams

    Serena WilliamsAFP
    Venus i Serena Williams

    Venus i Serena WilliamsJared C. Tilton/Getty ImagesAFP

    Jaroslav Machovsky: Maja Chwalińska jest szachistką na korcie, gra zupełnie inaczej niż reszta

  • Celebra Chwalińskiej. Nie chcą powtórki. Gwiazda żąda zmiany przepisów

    Celebra Chwalińskiej. Nie chcą powtórki. Gwiazda żąda zmiany przepisów

    Maja Chwalińska w ostatnich dniach miała powody do celebry i świętowania. Za swój genialny występ na kortach Rolanda Garrosa, spuentowany występem w wielkoszlemowym finale, 24-latka została uhonorowana “dziką kartą” od władz Wimbledonu. Ta decyzja odbiła się szerokim echem. W tłumie głosów nie brakuje osób mówiących o tym, że taka sytuacja więcej nie powinna mieć miejsca, bo finalistka Wielkiego Szlema powinna z automatu mieć możliwość występu w imprezie tej rangi. Mówi o tym między innymi Danielle Collins, apelując o zmianę przepisów i obowiązującej obecnie normy.
    Maja Chwalińska, finalistka Rolanda Garrosa, w jasnej koszulce polo idzie wśród kilku osób, patrząc przed siebie.

    Maja Chwalińska – finalistka tegorocznego Rolanda GarrosaAliaksandr Valodzin/East News East News

    Choć zyskała globalną sławę, zyskując miano finalistki Rolanda Garrosa i olbrzymi awans na 21. lokatę w rankingu WTA, Maja Chwalińska była zdana na łaskę władz Wimbledonu, by móc zagrać w głównej drabince londyńskiej odnogi Wielkiego Szlema. Wszystko dlatego, że jej listy zostały zamknięte jeszcze przed Rolandem Garrosem.

    Ostatecznie paryski wyczyn Polki został odpowiednio uhonorowany – Maja Chwalińska otrzymała “dziką kartę”, co w środowisku uznano w zasadzie jednoznacznie uznane za dobrą decyzję. Nie brakuje jednak głosów, że ta w ogóle nie powinna być konieczna.

    Wimbledon. Maja Chwalińska z dziką kartą. Danielle Collins chce zmiany przepisów

    Właśnie takie stanowisko przedstawiła w studiu “Tennis Channel” Danielle Collins. Amerykanka znana między innymi z zatargu z Igą Świątek zaapelowała nawet o zmianę przepisów, by sytuacja, w której znalazła się Maja Chwalińska, nie miała już więcej miejsca.

    Wszyscy w zasadzie zgadzamy się z tym, że jeśli ktoś dotrze do finału turnieju wielkoszlemowego, a później nie ma go na liście startowej, powinien automatycznie zostać przyjęty do drabinki głównej

    Zaproponowała także konkretne rozwiązanie: – Uważam, że okres pomiędzy Rolandem Garrosem i Wimbledonem, w którym ustalane są listy startowe, powinien zostać skrócony do trzech tygodni zamiast sześciu.

    – Tak, bo to jedyne turnieje wielkoszlemowe, które dzieli tak krótka przerwa. Możesz zanotować kapitalny występ na Rolandzie Garrosie, ale ranking na następną imprezę został już ustalony. Nie mamy tego problemu z Australian Open, listą na Rolanda Garrosa oraz US Open – wtrącił się w jej wywód były amerykański tenisista Sam Querrey.

    A sama Danielle Collins skwitowała wątek jeszcze raz chwaląc Maję Chwalińską za jej tegoroczny występ na paryskich kortach.

    – Tak więc zasłużyła sobie na dziką kartę. I nie mogłabym patrzeć na to, jak walczy w kwalifikacjach Wimbledonu, po tym czego dokonała i czym się wykazała – stwierdziła Amerykanka, komplementując 24-letnią Polkę.
    Młoda kobieta w jasnym, prążkowanym swetrze z krótkim rękawem i kołnierzykiem, z rozpuszczonymi blond włosami, idzie pewnym krokiem na zewnątrz.

    Maja ChwalińskaAliaksandr ValodzinEast News
    Tenisistka w sportowym stroju różowego koloru trzyma dłoń przy uchu i szeroko otwiera usta, sugerując gest wołania lub zachęcania kibiców. W tle widoczny ciemny, rozmyty fragment kortu.

    Danielle CollinsWilliam WestAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie ws

  • Chwalińska wyjeżdża z Polski. Ma ważny powód, jest parę sekretów

    Chwalińska wyjeżdża z Polski. Ma ważny powód, jest parę sekretów

    Maja Chwalińska po sukcesie i zdobyciu wicemistrzostwa w Roland Garros poleciała na zasłużone wakacje do Grecji. Ledwo z nich wróciła, kiedy z Wimbledonu napłynęły fantastyczne informacje o przyznaniu jej dzikiej karty. Polka usiadła ze swoim sztabem i szybko ustaliła plan przygotowań na tę imprezę. Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej zdradza nam szczegóły.
    Maja Chwalińska ucieka z Polski. A dopiero co wróciła.

    Maja Chwalińska ucieka z Polski. A dopiero co wróciła.EastNewsEast News

    Maja Chwalińska dopiero co wróciła z Grecji, a już ponownie zamierza opuścić Polskę. Ma ważny powód. Chodzi o przyznanie jej dzikiej karty na Wimbledon i związany z tym plan przygotowań do tej imprezy. Znamy szczegóły.

    Chwalińska w sobotę poleci do Londynu

    – W sobotę, najpóźniej w poniedziałek Maja wylatuje do Londynu – mówi nam Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej. – Tam zostanie już do rozpoczęcia imprezy. Leci z nią dwóch trenerów (Jaroslav Machovsky i Petr Hajek – dop. red.). Będzie trenowała na kortach Wimbledonu. Tam ma być udostępniony obiekt treningowy.

    Wylot do Londynu ma sprawić, że Chwalińska będzie w spokoju szykować się do kolejnej ważnej imprezy. Na miejscu, w kraju, zawsze byłoby ryzyko, że coś zakłóci jej przygotowania. Po sukcesie w Roland Garros zrobiło się wokół Mai wielkie zamieszanie.

    Team Chwalińskiej nie chce zdradzać całego planu

    Jeśli chodzi o bardziej szczegółowy plan Chwalińskiej, to jej sztab mówi wprost, że nie chce wszystkiego zdradzać, że chce sobie zostawić parę rzeczy w sekrecie. W ciemno można jednak założyć, że w Londynie Maja będzie też trenowała pod okiem Macieja Ryszczuka, który od pewnego czasu dba o jej przygotowanie fizyczne.

    Nikt w teamie Mai głośno tego nie mówi, ale oni bardzo chcieliby, żeby tenisistka znów zaskoczyła tak, jak w Paryżu. – To jest możliwe. Jeśli będzie sucho, a nie mokro i wilgotno, to na pewno będą to

  • Nie będzie hitu Rybakiny z Gauff. 6:1 i sensacyjny zwrot akcji w Berlinie

    Nie będzie hitu Rybakiny z Gauff. 6:1 i sensacyjny zwrot akcji w Berlinie

    W niedzielne popołudnie zaszła zmiana w drabince turnieju WTA 500 w Berlinie, po której Coco Gauff zniknęła z ćwiartki Aryny Sabalenki i przeniosła się do dolnej połówki, gdzie znajdowała się Jelena Rybakina. Kibice tenisa liczyli, że może po blisko czterech latach w końcu doczekają się kolejnego bezpośredniego starcia pomiędzy reprezentantkami Kazachstanu i USA. Wiemy już jednak, że w stolicy Niemiec do tego nie dojdzie. Jedna z nich została wyeliminowana z singlowych rozgrywek w bolesnych okolicznościach.
    Jelena Rybakina i Coco Gauff mogły się spotkać w półfinale WTA 500 w Berlinie, ale do takiego meczu nie dojdzie

    Jelena Rybakina i Coco Gauff mogły się spotkać w półfinale WTA 500 w Berlinie, ale do takiego meczu nie dojdzieMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Aż trudno w to uwierzyć, ale mimo że Jelena Rybakina i Coco Gauff od lat znajdują się w ścisłej światowej czołówce WTA, to rozegrały jak dotąd tylko jeden bezpośredni mecz. Odbył się on w 2022 roku, podczas turnieju rangi “1000” w Toronto. Wówczas Amerykanka pokonała po emocjonującym pojedynku ówczesną mistrzynię Wimbledonu 6:4, 6:7(8), 7:6(3). Sześć miesięcy później panie miały się spotkać w batalii o ćwierćfinał tysięcznika w Dubaju. Wówczas reprezentantka Kazachstanu oddała jednak spotkanie walkowerem.

    Od tamtej pory nigdy nie trafiały na siebie w bezpośredniej rywalizacji. Szansa ku temu pojawiła się w trakcie turnieju WTA 500 w Berlinie – zwłaszcza po tym, gdy w niedzielę dokonano roszady w drabince. Gauff zajęła miejsce Amandy Anisimovej i trafiła do dolnej części, gdzie była już Jelena Rybakina. Obie potrzebowały po dwóch zwycięstw, by spotkać się w półfinale. Okazało się jednak, że Amerykanka potknęła się już na pierwszej przeszkodzie. Dziś Coco rywalizowała o awans do najlepszej “8” z poszukującą powrotu na dobre tory Paulą Badosą. Doszło do sensacyjnego zwrotu akcji na Steffi Graf Stadion.

    WTA Berlin: Coco Gauff kontra Paula Badosa w drugiej rundzie

    Gauff miała dzisiaj nieprzyjemne zajście w nocy. Została obudzona o godz. 3:00 ze względu na alarm przeciwpożarowy w hotelu. Początek spotkania nie wskazywał jednak, jakoby miało to jakieś znaczenie dla Amerykanki. W drugim gemie przełamała Hiszpankę, mimo że Badosa posiadała piłkę na wyrównanie. Chwilę później zrobiło się już 3:0 dla Coco. Tenisistka z USA kontrolowała sytuację na korcie. W trakcie szóstego rozdania zgarnęła jeszcze jednego breaka, przez co już przy stanie 5:1 mogła zamykać premierową odsłonę. Na koniec partii popisała się powrotem z 0-30, zgarniając cztery punkty z rzędu.

    Pierwsze minuty drugiej części pojedynku przyniosły zwrot akcji. W otwierającym gemie Gauff posiadała break pointa, ale ostatecznie Paula wyszła z opresji. Po zmianie stron Hiszpanka poszła za ciosem, wyszła na prowadzenie 3:0. Potem też obserwowaliśmy schemat, który był odbiciem lustrzanym pierwszej partii. Przy stanie 5:1 Badosa serwowała po doprowadzenie do decydującej odsłony. Wtedy jednak pozwoliła Amerykance na zniwelowanie części strat. Drugiej okazji na zamknięcie seta już nie zmarnowała. Rezultatem 6:3 zagwarantowała trzecią część spotkania.

    Coco szukała odpowiedzi na starcie decydującego fragmentu pojedynku, ale tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego przetrwała trudne momenty i w trzecim gemie wywalczyła przełamanie. W następnych minutach przejęła kontrolę nad wydarzeniami, w sumie zgarnęła pięć “oczek” z rzędu. Próbowała zamknąć pojedynek już w trakcie siódmego rozdania, ale wtedy Gauff wyszła jeszcze ze stanu 0-30, po walce na przewagi. Po zmianie stron spotkanie dobiegło już końca. Ostatecznie Badosa niespodziewanie triumfowała 1:6, 6:3, 6:2. Podczas pomeczowego wywiadu 142. rakieta świata nie kryła wzruszenia, że po tylu problemach zdrowotnych wreszcie udało jej się zanotować cenne zwycięstwo. W ćwierćfinale WTA 500 w Berlinie zagra z triumfatorką meczu Linda Noskova – Diane Parry.
    Młoda tenisistka w sportowym stroju z opaską na głowie stoi na korcie, patrząc zamyślona w bok i trzymając palec przy ustach, wyrażając skupienie lub niepewność.

    Coco GauffRYAN LIMAFP
    Paula Badosa

    Paula BadosaIrina R Hipolito/DPPI via AFPAFP
    Tennisistka w czapce z daszkiem w stroju sportowym, z widocznymi logotypami sponsorów na koszulce, stoi na tle rozmytej publiczności z wyrazem zamyślenia lub rozczarowania na twarzy.

    Jelena RybakinaFoto OlimpikAFP

    Liga Narodów. Kanada – Holandia. Skrót meczu.

  • Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]

    Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]

    Hubert Hurkacz – Daniel Altmaier. Skrót meczu.

    Hubert Hurkacz nie zdołał awansować do ćwierćfinału turnieju ATP 500 w Halle. Polski tenisista przegrał w drugiej rundzie z reprezentantem gospodarzy Danielem Altmaierem 6:3, 3:6, 5:7 i pożegnał się z niemiecką imprezą. Tym samym zakończyły się jego nadzieje na powtórzenie sukcesu sprzed kilku lat.

    Początek spotkania układał się po myśli Polaka. Obaj zawodnicy pewnie utrzymywali własne podanie, jednak jako pierwszy przewagę wypracował sobie Hurkacz. W kluczowym momencie premierowej partii wykorzystał szansę na przełamanie serwisu rywala, a następnie kontrolował przebieg wydarzeń na korcie. Dzięki temu wygrał pierwszego seta 6:3.

    Druga odsłona rozpoczęła się od ambitnych prób wrocławianina, który już na starcie był blisko przełamania Niemca. Altmaier obronił jednak trudną sytuację, a z każdą kolejną akcją prezentował się coraz lepiej. Gospodarz turnieju zaczął grać odważniej i skuteczniej, co przełożyło się na wynik. Set zakończył się zwycięstwem Niemca 6:3, a losy meczu miała rozstrzygnąć trzecia partia.

    Decydujący set długo zapowiadał tie-break. Obaj tenisiści pewnie wygrywali swoje gemy serwisowe i nie pozwalali przeciwnikowi na stworzenie realnego zagrożenia. Gdy wydawało się, że o wszystkim zdecyduje dodatkowa rozgrywka, Altmaier podkręcił tempo. W końcówce meczu przejął inicjatywę, wykorzystał swoją szansę i zamknął spotkanie wynikiem 7:5.

    Dla Hurkacza to bolesne pożegnanie z Halle, gdzie w 2022 roku sięgnął po tytuł mistrzowski. Tym razem Polak zakończył rywalizację już na etapie drugiej rundy.

    W ćwierćfinale Daniel Altmaier zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku pomiędzy Daniiłem Miedwiediewem a Terence’em Atmane.

    Wynik meczu:

    Hubert Hurkacz – Daniel Altmaier 6:3, 3:6, 5:7.