• Ewa Pajor jak Robert Lewandowski. Polka na gali Złotej Piłki, wraca z nagrodą

    Ewa Pajor jak Robert Lewandowski. Polka na gali Złotej Piłki, wraca z nagrodą

    W poniedziałek, 22 września, w Paryżu odbyła się gala France Football, podczas której rozdano Złote Piłki i inne prestiżowe wyróżnienia. Robert Lewandowski tym razem nie pojawił się we francuskiej stolicy, ale Polska i tak miała swoją reprezentantkę na uroczystości. Była nią Ewa Pajor, która – podobnie jak przed laty „Lewy” – sięgnęła po nagrodę imienia Gerda Müllera.

    Historia Lewandowskiego w plebiscycie Złotej Piłki pozostaje jednym z największych niewykorzystanych rozdziałów jego kariery. W 2020 roku Polak był bezsprzecznie najlepszym piłkarzem świata, jednak organizatorzy odwołali głosowanie ze względu na pandemię COVID-19 i przedwczesne zakończenie sezonu Ligue 1. Rok później wydawało się, że „Lewy” otrzyma wreszcie upragnione trofeum, ale nagroda trafiła do Leo Messiego. W efekcie wszystko wskazuje na to, że Polak zakończy karierę bez Złotej Piłki, choć z gali dwukrotnie wracał z nagrodą imienia Gerda Müllera – najpierw w 2021 roku po pobiciu legendarnego rekordu w Bundeslidze (69 goli), a później w 2022 roku, kiedy obronił tytuł z dorobkiem 57 trafień.

    Śladami Lewandowskiego podąża teraz Ewa Pajor. 27-letnia napastniczka ma za sobą znakomity sezon w barwach FC Barcelony. Wygrała ligę hiszpańską, Puchar Królowej i Superpuchar Hiszpanii, a także dotarła z zespołem do finału Ligi Mistrzyń. W całym sezonie rozegrała 62 spotkania, zdobyła 47 bramek i zanotowała 19 asyst, będąc absolutnie kluczową postacią drużyny. Nic dziwnego, że znalazła się w gronie nominowanych do Złotej Piłki. Choć nie była faworytką do głównego lauru, już przed galą było wiadomo, że nie wróci do domu z pustymi rękami – nikt nie mógł się bowiem pochwalić lepszym dorobkiem strzeleckim. Ostatecznie Pajor została pierwszą w historii laureatką kobiecej edycji nagrody imienia Gerda Müllera.

    – Dobry wieczór wszystkim, jestem bardzo wzruszona, że mogę tu dziś stać. Dziewczynka z małej polskiej wioski nigdy nie marzyła o takim wyróżnieniu. Grając w Barcelonie, reprezentuję nie tylko klub, ale i cały mój kraj. To trofeum należy do całego zespołu – granie z wami sprawia, że staję się lepsza każdego dnia. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają mi się rozwijać. Ten rok był dla mnie wyjątkowy również dlatego, że po raz pierwszy awansowałyśmy z reprezentacją Polski na mistrzostwa Europy. Kocham piłkę i jestem dumna, że mogę być częścią rozwoju kobiecego futbolu. Dziękuję i życzę wszystkim miłego wieczoru – powiedziała na scenie polska napastniczka.

    Pajor, w przeciwieństwie do Lewandowskiego, ma przed sobą jeszcze wiele lat kariery i niejedną szansę, by sięgnąć również po samą Złotą Piłkę.

  • Turcy uwierzyli w wygraną nad Polską. Nasza kadra znalazła słaby punkt i tam chce trafić

    Turcy uwierzyli w wygraną nad Polską. Nasza kadra znalazła słaby punkt i tam chce trafić

    „Wciąż można ich złamać mentalnie” – sztab Nikoli Grbicia o rywalach Polaków

    Mateusz Nykiel, statystyk i członek sztabu reprezentacji Polski, w rozmowie z Interią podkreślił, że choć Turcy poczynili duży postęp, nadal są drużyną, którą w trudnych momentach można wybić z rytmu. – Rzeczywiście wyglądają pod tym względem lepiej niż dawniej, ale nadal uważam, że mentalnie można ich złamać – powiedział.

    Od „misji Kanada” do „operacji Turcja”

    Polski sztab pracuje z pełną skrupulatnością – niemal natychmiast po meczu z Kanadą rozpoczęły się przygotowania do ćwierćfinału z Turcją. Analiza wideo zakończyła się jeszcze przed wieczornym treningiem, a trenerzy nie pozostawiają niczego przypadkowi.

    Spotkanie, które odbędzie się w środę o 14:00 czasu polskiego, zapowiada się jako najtrudniejszy test w dotychczasowym turnieju.

    Turcja – ofensywna i pewna siebie

    Turcy przeżywają świetny turniej. Według przyjmującego Mirzy Lagumdziji czują się wręcz „nie do zatrzymania”. – Z Polską wolelibyśmy zmierzyć się w finale, ale skoro gramy teraz, to wyjdziemy po zwycięstwo. Wiemy, że to najlepsza drużyna, darzymy ich szacunkiem, ale zagramy po to, by wygrać – zapowiada brat Adisa Lagumdziji, lidera zespołu.

    Mateusz Nykiel nie ukrywa, że polski sztab nie jest zaskoczony formą Turków: – Potencjał na grę na wysokim poziomie mieli zawsze. Zaskakujące jest jedynie to, że przez cały turniej utrzymują równą dyspozycję. To drużyna bardzo groźna na zagrywce – ofensywna i silna, podobna w charakterystyce do Holandii i Kanady.

    Słabe punkty rywala

    Polacy mają świadomość, że mocną stroną Turków są zagrywka i blok. Obok Adisa Lagumdziji szczególnie groźni są przyjmujący Efe Mandiraci i środkowy Bedirhan Bulbul. Ten ostatni imponuje zarówno w ofensywie, jak i w grze na siatce.

    Jednocześnie trenerzy Biało-Czerwonych wskazują obszar, który może zadecydować o losach spotkania. – Turcy należą do słabszych drużyn w przyjęciu, więc kluczowe będą właśnie zagrywka i odbiór – zaznacza Nykiel.

    Mentalność wciąż nieidealna

    Nowy trener Turcji, Slobodan Kovac, tchnął w drużynę pewność siebie i poprawił komunikację między zawodnikami. Jednak – zdaniem polskiego sztabu – nie wszystkie problemy zostały rozwiązane.

    – Widać progres, ale mecz z Holandią udowodnił, że wciąż mają momenty dekoncentracji. Gdy zaczęli kłócić się z sędziami i przeciwnikami, popełniali proste błędy. Wtedy trener Kovac mocno na nich naciskał, krzyczał, a zawodnicy patrzyli na siebie z pretensjami – opowiada Nykiel. – Pod tym względem są nadal drużyną, którą można złamać mentalnie.

    Czarny koń turnieju?

    Na pytanie, czy Turcy zasługują na miano czarnego konia mistrzostw, statystyk reprezentacji Polski odpowiedział z uśmiechem: – Pokazali się z bardzo dobrej strony, jak na drużynę, na którą nikt wcześniej nie stawiał. Ale czy są czarnym koniem? Nie wiem. Mam nadzieję, że nim nie będą.

  • Turniej w Pekinie “rozstrzygnięty”? Świat już wydał wyrok ws. Świątek

    Turniej w Pekinie “rozstrzygnięty”? Świat już wydał wyrok ws. Świątek

    Iga Świątek uchodzi za główną kandydatkę do triumfu w turnieju WTA 1000 w Pekinie – tym bardziej, że na chińskich kortach zabraknie liderki rankingu Aryny Sabalenki. Drabinka imprezy została już ogłoszona, a zagraniczne media nie mają wątpliwości: Polka może znacząco zbliżyć się do pozycji numer jeden, choć czeka ją trudna droga. – „Świątek jawi się jako oczywista faworytka, ale przed nią zaciekła konkurencja” – podkreśla portal puntodebreak.com. Z kolei tennistemple.com dodaje: – „Zobaczymy, kto wykorzysta tę wyjątkową sytuację”.

    Początek rywalizacji i potencjalne rywalki

    W pierwszym spotkaniu w Pekinie Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Julija Putincewa – Yue Yuan. W kolejnych rundach na drodze Polki mogą stanąć m.in. Emma Navarro, Jessica Pegula, Naomi Osaka czy utalentowana Mirra Andriejewa. Już w ćwierćfinale może dojść do starcia z Pegulą lub Osaką, co byłoby jednym z najciekawszych meczów całego turnieju.

    Media zgodne: Polka w roli faworytki

    Świątek przyjeżdża do Pekinu podbudowana świeżym triumfem w Seulu, gdzie zdobyła swój 25. tytuł w karierze. Eksperci zaznaczają jednak, że aby walczyć o zwycięstwo, będzie musiała zachować pełną koncentrację od pierwszego meczu. „Putincewa, Kalinska, Navarro czy Samsonowa mogą sprawić jej sporo problemów, jeśli nie zagra na najwyższym poziomie” – czytamy w analizie puntodebreak.com.

    Hiszpański portal wskazuje również drugą główną kandydatkę do sukcesu w stolicy Chin – Coco Gauff.

    Braki, które zmieniają układ sił

    Zagraniczne media zwracają uwagę, że tegoroczny turniej w Pekinie rozgrywany jest bez dwóch ważnych nazwisk – Sabalenki, obecnej liderki światowego rankingu, oraz Madison Keys, triumfatorki tegorocznego Australian Open. „Ich absencja znacząco zmienia dynamikę rywalizacji. Choć daje to szansę innym zawodniczkom, dopiero czas pokaże, kto najlepiej ją wykorzysta” – pisze tennistemple.com.

    Turniej w Pekinie potrwa od 24 września do 5 października. Kibice będą mogli śledzić zmagania najlepszych tenisistek świata na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Już jest! Oto termin pierwszego meczu Igi Świątek w Pekinie

    Już jest! Oto termin pierwszego meczu Igi Świątek w Pekinie

    Już wiadomo, kiedy Iga Świątek rozpocznie rywalizację w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Pekinie. Polscy kibice będą musieli uzbroić się w cierpliwość, bo na pierwszy mecz liderki światowego rankingu przyjdzie im poczekać jeszcze kilka dni.

    Świątek (2. WTA) w niedzielę cieszyła się ze swojego premierowego triumfu w imprezie WTA 500 na twardych kortach w Seulu. W decydującym starciu po emocjonującym, trzysetowym boju pokonała Rosjankę Jekatierinę Aleksandrową (11. WTA) 1:6, 7:6, 7:5. Mecz nie układał się po myśli Polki – grała nierówno, często się irytowała, a nawet zdarzyło jej się uciszyć swoją psycholożkę Darię Abramowicz. – To nie była dobra wersja Igi – komentował na antenie Dawid Celt. Jednak z czasem Świątek opanowała emocje i zaczęła grać na swoim najwyższym poziomie, co pozwoliło jej odwrócić losy finału.

    Teraz przed Polką znacznie większe wyzwanie – turniej rangi WTA 1000 w Pekinie. Świątek, rozstawiona z numerem jeden, w pierwszej rundzie otrzymała wolny los. Jej premierową rywalką będzie zwyciężczyni meczu Julia Putincewa (Kazachstan, 63. WTA) – Yue Yuan (Chiny, 110. WTA). Organizatorzy potwierdzili już, że Polka rozpocznie grę w sobotę, choć mecze drugiej rundy będą rozgrywane także w piątek.

    „A propos WTA w Pekinie: Iga zaczyna w sobotę, Magda Fręch w czwartek, Magda Linette w środę” – przekazał w serwisie X Bartosz Ignacik, komentator Canal+Sport.

    Świątek zna smak zwycięstwa w Pekinie – w 2023 roku triumfowała tam po finale z Ludmiłą Samsonową (21. WTA), którą pokonała pewnie 6:2, 6:2. Teraz spróbuje powtórzyć tamten sukces.

    Z kolei Magda Linette w pierwszej rundzie zmierzy się z byłą mistrzynią US Open Andreescu (181. WTA), natomiast Magda Fręch rozpocznie zmagania od pojedynku z jedną z kwalifikantek.

    https://x.com/BartekIgnacik/status/1970069711141654859?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970069711141654859%7Ctwgr%5E3a6f4bfa56a4e6b573c456cc9c18f2a4afb0e6a4%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732268878juz-jest-oto-termin-pierwszego-meczu-igi-swiatek-w-pekinie.html Andreescu (181. WTA), natomiast Magda Fręch rozpocznie zmagania od pojedynku z jedną z kwalifikantek.

  • Legenda domaga się Złotej Piłki dla Lewandowskiego. “Rozmawiałem z FIFA”

    Legenda domaga się Złotej Piłki dla Lewandowskiego. “Rozmawiałem z FIFA”

    Karl-Heinz Rummenigge w najnowszej rozmowie przyznał, że kilka lat temu podjął starania, by Robert Lewandowski otrzymał Złotą Piłkę, która – jego zdaniem – powinna trafić do Polaka w 2020 roku. Niemiecka legenda Bayernu Monachium zdradziła, że nawet rozmawiała o tym z prezydentem FIFA, Giannim Infantinem.

    – Pytałem go, czy istnieje jakakolwiek możliwość zmiany decyzji Francuzów. Niestety, nic nie udało się wskórać. A przecież było jasne, że w tamtym roku zwyciężyłby nasz Robert – wyznał Rummenigge w rozmowie z „Faktem”.

    W poniedziałek poznamy laureata Złotej Piłki za sezon 2024/2025. W gronie głównych faworytów wymienia się Ousmane’a Dembélé z PSG oraz duet z Barcelony – Raphinhę i Lamine’a Yamala. Jeszcze na początku roku wspominano także o szansach Lewandowskiego, jednak jego notowania spadły po tym, jak z powodu kontuzji nie wystąpił w kluczowych spotkaniach końcówki sezonu.

    Lewandowski nigdy nie zdobył Złotej Piłki, choć powszechnie uważa się, że co najmniej jedna powinna znaleźć się w jego dorobku. W 2020 roku to właśnie Polak uchodził za bezdyskusyjnego faworyta, lecz redakcja „France Football” odwołała plebiscyt z powodu pandemii COVID-19. Rok później kapitan reprezentacji Polski ponownie był jednym z głównych kandydatów, ale ostatecznie uległ Lionelowi Messiemu, którego triumf w Copa América miał decydujące znaczenie.

    – Robert miał po prostu pecha. Najpierw przeszkodziła pandemia, a potem dziennikarze z Ameryki Południowej zagłosowali na Messiego, bo woleli zawodnika hiszpańskojęzycznego. Moim zdaniem Polak i tak jest moralnym zwycięzcą. Ja traktuję go jak zdobywcę Złotej Piłki – podkreślił Rummenigge.

    Sam Messi przyznał w 2021 roku, że Lewandowski zasłużył na nagrodę za poprzedni sezon. Polak w tamtym czasie został doceniony przez UEFA i FIFA – w 2020 roku otrzymał tytuł Piłkarza Roku UEFA, a FIFA uhonorowała go statuetką The Best zarówno w 2020, jak i w 2021 roku. Z kolei „France Football” w 2021 r. przyznał mu nagrodę dla Najlepszego Napastnika Roku, co powszechnie uznano za formę rekompensaty i swoiste „pocieszenie” za anulowany plebiscyt z 2020 roku.

  • Świątek wszystko już wie. Tak wygląda jej drabinka w Pekinie!

    Świątek wszystko już wie. Tak wygląda jej drabinka w Pekinie!

    Iga Świątek po triumfie w Seulu przenosi się do Chin, gdzie czeka ją jeszcze bardziej prestiżowe wyzwanie – turniej WTA 1000 w Pekinie. Polka, która świetnie spisała się w debiucie w Korei Południowej, będzie tam najwyżej rozstawioną tenisistką, ponieważ liderka rankingu Aryna Sabalenka wycofała się z rywalizacji z powodu kontuzji. Wiadomo już, jakie potencjalne przeszkody mogą stanąć jej na drodze do kolejnego tytułu.

    Świątek jako faworytka w Pekinie

    Dzięki nieobecności Sabalenki, Świątek (2. WTA) została rozstawiona z numerem jeden. W pierwszej rundzie otrzymała wolny los, a jej pierwszą przeciwniczką będzie zwyciężczyni meczu Julia Putincewa – Yue Yuan. Z reprezentantką Kazachstanu Świątek mierzyła się pięć razy, cztery z nich wygrała, ale to Putincewa okazała się lepsza w ich ostatnim spotkaniu podczas Wimbledonu 2023. Z kolei z Chinką nigdy wcześniej nie miała okazji rywalizować.

    Możliwe kolejne rywalki

    W trzeciej rundzie na Polkę może czekać Anna Kalinska, a w czwartej Emma Navarro. Bardzo interesująco zapowiada się również ćwierćfinał, w którym Świątek może trafić na Jessicę Pegulę lub Naomi Osakę. Pojedynek z Japonką byłby szczególnie głośnym wydarzeniem, ponieważ Osakę prowadzi obecnie Tomasz Wiktorowski – były trener Igi. W półfinale możliwy jest bój z młodą, utalentowaną Mirrą Andriejewą, a w ewentualnym finale Polka mogłaby stanąć naprzeciwko Coco Gauff, Amandy Anisimovej, Jasmine Paolini lub Jeleny Rybakiny.

    Droga Świątek po tytuł w Pekinie – potencjalne mecze

    • I runda – wolny los
    • II runda – Julia Putincewa (63. WTA) / Yue Yuan (110. WTA)
    • III runda – Anna Kalinska (29. WTA) / Ann Li (47. WTA) / Camila Osorio (83. WTA)
    • IV runda – Emma Navarro (17. WTA) / Ludmiła Samsonowa (21. WTA) / Lois Boisson (41. WTA) / Rebecca Sramkova (55. WTA)
    • Ćwierćfinał – Jessica Pegula (7. WTA) / Naomi Osaka (14. WTA) / Marta Kostiuk (28. WTA) / Emma Raducanu (32. WTA)
    • Półfinał – Mirra Andriejewa (5. WTA) / Qinwen Zheng (9. WTA) / Clara Tauson (12. WTA) / Diana Sznajder (19. WTA)
    • Finał – Coco Gauff (3. WTA) / Amanda Anisimova (4. WTA) / Jasmine Paolini (8. WTA) / Jelena Rybakina (10. WTA)

    Polki w drabince głównej

    Oprócz Igi Świątek w turnieju zagrają również Magda Linette i Magdalena Fręch. Linette w pierwszej rundzie zmierzy się z byłą mistrzynią US Open, Biancą Andreescu (181. WTA), natomiast Fręch rozpocznie rywalizację od pojedynku z kwalifikantką.

    Turniej WTA 1000 w Pekinie potrwa od 24 września do 5 października i zapowiada się jako jedno z najważniejszych wydarzeń w drugiej części sezonu.

  • Żodzik zdobyła medal dla Polski. Jest reakcja Białorusi

    Żodzik zdobyła medal dla Polski. Jest reakcja Białorusi

    Maria Żodzik zdobyła jedyny medal dla Polski podczas lekkoatletycznych mistrzostw świata w Tokio. 28-letnia zawodniczka, pochodząca z Białorusi, zapisała się na kartach historii nie tylko polskiego sportu. Jej niezwykły wyczyn został dostrzeżony przez białoruskie media, które z uznaniem wypowiadają się o skoczkini, przypominając jednocześnie ważne fakty z jej życia.

    Historyczny dzień Marii Żodzik

    To był konkurs, który Żodzik zapamięta na zawsze. Przy trudnych warunkach pogodowych – ulewne deszcze sparaliżowały rywalizację – Polka pokonała poprzeczkę zawieszoną na wysokości 2 metrów. Dokonała tego w trzeciej próbie, ustanawiając rekord życiowy i sięgając po srebrny medal. Startowała dodatkowo z kontuzją, co jeszcze mocniej podkreśla wagę jej sukcesu.

    Od Baranowicz do Tokio – droga przez przeciwności

    Żodzik pochodzi z Baranowicz w zachodniej Białorusi. Polskie obywatelstwo otrzymała dopiero w 2024 roku, a start w Tokio był jej pierwszym wielkim sukcesem w biało-czerwonych barwach. Dla samej zawodniczki medal stanowił także formę rekompensaty za nieudane igrzyska olimpijskie w Paryżu, gdzie zakończyła rywalizację już na etapie eliminacji.

    Białoruskie media pełne uznania

    Portal Nashaniva podkreślił, że Żodzik po raz pierwszy w karierze przekroczyła granicę dwóch metrów – wysokość uznawaną za “arcymistrzowską”. Dziennikarz zauważył, że dokonała tego w wyjątkowo trudnych warunkach, które wielu faworytek całkowicie przerosły.

    Z kolei by.tribuna.com zwrócił uwagę, że skoczkini była “ostatnią nadzieją” na medal dla Polski, przypominając, iż ostatni raz Biało-Czerwoni wrócili bez żadnego krążka z mistrzostw świata w 1987 roku.

    Sport i wartości

    Niektóre media przypomniały również o odważnej postawie Żodzik poza stadionem. Portal belsat.eu zaznaczył, że lekkoatletka już w 2020 roku podpisała list otwarty sportowców protestujących przeciwko fałszerstwom wyborczym i przemocy władz na Białorusi. Później wyraźnie sprzeciwiła się również wojnie Rosji z Ukrainą.

    W podobnym tonie wypowiedział się serwis svaboda.org, podkreślając, że reżim Łukaszenki zamknął przed Żodzik drogę do reprezentacji Białorusi, zmuszając ją – jak wielu innych sportowców – do emigracji.

    Racyja.com poszła jeszcze dalej, pisząc wprost:

    „Maria Żodzik, która niedawno otrzymała polskie obywatelstwo, uratowała honor polskiej reprezentacji podczas mistrzostw świata w Tokio”.

    Finał z wielkimi emocjami

    Konkurs skoku wzwyż kobiet w Tokio był wyjątkowo zacięty – o medale rywalizowało aż 16 zawodniczek. Złoto zdobyła Australijka Nicola Olyslagers, a brąz przypadł dwóm zawodniczkom: Jarosławie Mahuczich z Ukrainy i Angelinie Topic z Serbii.

    Dla Marii Żodzik ten srebrny medal jest nie tylko sportowym osiągnięciem, ale także symbolem – drogą od trudnej decyzji o opuszczeniu ojczyzny, przez walkę z przeciwnościami, aż po największy sukces w karierze, który uradował polskich kibiców.

  • Świątek wygrała w Seulu. Kilka godzin później pojawił się wpis Sabalenki

    Świątek wygrała w Seulu. Kilka godzin później pojawił się wpis Sabalenki

    Iga Świątek w niedzielę dopisała do swojego dorobku 25. triumf w zawodach WTA. Po emocjonującym i pełnym dramatycznych zwrotów akcji finale pokonała Jekaterinę Aleksandrową 1:6, 7:6(3), 7:5, sięgając po trofeum w Seulu. Kilka godzin później w sieci pojawił się wpis Aryny Sabalenki – i wcale nie były to słowa gratulacji dla Polki.

    Finał turnieju w stolicy Korei Południowej był prawdziwym tenisowym thrillerem. Świątek zaczęła bardzo słabo, przegrywając pierwszego seta aż 1:6. Później jednak wzięła się w garść – w drugim secie doprowadziła do tie-breaka i wygrała go do trzech. O zwycięstwie decydowała trzecia partia, również pełna napięcia i zwrotów. Po blisko trzech godzinach walki Iga zwyciężyła 7:5 i mogła świętować zdobycie tytułu. Tymczasem jej największa konkurentka postanowiła w zupełnie innym nastroju podzielić się życiem w mediach społecznościowych.

    Podczas gdy Polka walczyła o kolejny tytuł, Białorusinka odpoczywała. Jej Instagram zapełniły fotografie z plaży, luksusowego apartamentu czy zachodów słońca nad morzem. Nie zabrakło też ujęć z treningów na korcie i w siłowni. Sabalenka całość opatrzyła krótkim komentarzem: „Work life balance”, czyli „równowaga między pracą a życiem prywatnym”.

    Trzeba przyznać, że przerwa była jej potrzebna – jeszcze niedawno triumfowała przecież w wielkoszlemowym US Open. Do tego kilka dni temu organizatorzy turnieju WTA 1000 w Pekinie ogłosili, że liderka światowego rankingu zmaga się z drobnym urazem, przez co nie wystartuje w zawodach zaplanowanych na 24 września – 5 października.

    Na tej sytuacji może zyskać Świątek. Dzięki wygranej w Seulu dopisała do swojego konta 500 punktów rankingowych i dokładnie tyle odrobiła do Sabalenki. W Pekinie, gdzie zamierza wystąpić, będzie miała okazję jeszcze bardziej zmniejszyć dystans do pierwszego miejsca. Na razie jednak różnica pozostaje znacząca i wynosi blisko 2800 punktów.

  • Tak wygląda nowy ranking WTA. Kapitalne wieści dla Świątek!

    Tak wygląda nowy ranking WTA. Kapitalne wieści dla Świątek!

    Iga Świątek po raz pierwszy w karierze zwyciężyła w turnieju WTA 500 w Seulu, pokonując w emocjonującym, trzysetowym finale Rosjankę Jekatierinę Aleksandrową. Dzięki temu triumfowi Polka może pochwalić się już 25. wygranym turniejem w zawodowym tourze. Zwycięstwo w Korei ma również duże znaczenie dla jej pozycji w światowym rankingu.

    To trzeci tytuł Świątek w obecnym sezonie. Wcześniej sięgnęła po historyczne zwycięstwo w Wimbledonie oraz po tytuł w prestiżowym turnieju w Cincinnati. W Seulu droga do sukcesu nie była łatwa – pierwszy set finału zakończył się dotkliwą porażką 1:6, ale później Polka pokazała charakter i zwyciężyła 7:6(3), 7:5, rozstrzygając cały mecz na swoją korzyść. – To był niesamowity tydzień. Nigdy wcześniej tu nie byłam, dlatego możliwość poczucia tej atmosfery i doświadczenia wszystkiego, co oferuje Korea, była dla mnie wyjątkową przyjemnością – podsumowała Świątek po meczu.

    Ranking WTA – sytuacja Świątek po triumfie w Seulu

    Za wygraną w Seulu Iga dopisała do swojego konta 500 punktów. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju jej przewaga nad trzecią w zestawieniu Coco Gauff wynosiła zaledwie 59 punktów. Teraz wzrosła ona do blisko 560 punktów, co daje Polce bezpieczne utrzymanie drugiego miejsca w rankingu przed startem turnieju WTA 1000 w Pekinie.

    To szczególnie ważne, ponieważ Gauff będzie tam broniła aż 1000 punktów zdobytych za triumf sprzed roku, podczas gdy Świątek nie ma żadnych punktów do obrony. Z kolei liderka rankingu, Aryna Sabalenka, musi bronić 215 punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał.

    Obecnie strata Świątek do Sabalenki to około 2800 punktów. Jeśli Białorusinka odpadłaby już w pierwszym meczu i straciła około 100 punktów, a Polka wygrałaby cały turniej w Pekinie, jej przewaga mogłaby stopnieć do niespełna 1670 punktów.

    TOP 10 rankingu WTA po turnieju w Seulu:

    1. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 11 225 pkt
    2. Iga Świątek (Polska) – 8433 pkt
    3. Coco Gauff (USA) – 7873 pkt
    4. Amanda Anisimova (USA) – 5109 pkt
    5. Mirra Andriejewa (Rosja) – 4793 pkt
    6. Madison Keys (USA) – 4579 pkt
    7. Jessica Pegula (USA) – 4383 pkt
    8. Jasmine Paolini (Włochy) – 4006 pkt
    9. Qinwen Zheng (Chiny) – 4003 pkt
    10. Jelena Rybakina (Kazachstan) – 3833 pkt
  • Klasy nie kupisz. Oto co napisali po zwycięstwie Świątek z Rosjanką

    Klasy nie kupisz. Oto co napisali po zwycięstwie Świątek z Rosjanką

    Iga Świątek po raz kolejny udowodniła, że potrafi wychodzić z największych opresji. W finale turnieju WTA 500 w Seulu Polka pokonała Jekatierinę Aleksandrową 1:6, 7:6(3), 7:5 i sięgnęła po 25. tytuł w karierze. Choć pierwsza partia przebiegła zdecydowanie pod dyktando rywalki, Świątek odnalazła sposób na odwrócenie losów meczu i rozstrzygnęła thriller na swoją korzyść.

    Zachwyt mediów i jeden kontrowersyjny wyjątek

    Zwycięstwo Świątek zostało przyjęte z entuzjazmem przez media sportowe na całym świecie. „Wspaniały powrót i triumf w Seulu”, „Była o krok od porażki, a jednak wygrała finałowy dreszczowiec”, „To jej trzeci tytuł w 2025 roku po imponującym powrocie” – to tylko niektóre z komentarzy zagranicznych redakcji, które chwaliły nie tylko jakość gry Polki, ale też jej niezwykłą odporność psychiczną.

    Na tym tle tym większe zdumienie wzbudziła publikacja kazachskiego portalu sports.kz. Dziennikarze w nagłówku napisali bowiem: „Iga Świątek poniosła historyczną porażkę”. Tytuł mocno mijał się z prawdą i mógł wprowadzać czytelników w błąd. Dopiero w dalszej części artykułu wyjaśniono, że chodziło o pierwszego seta przegranego przez Świątek 1:6 – co faktycznie zdarzyło jej się po raz pierwszy w finale turnieju WTA. Jednak dalszy opis jasno wskazywał, że Polka odbudowała się i ostatecznie zwyciężyła 7:6, 7:5, zgarniając puchar w stolicy Korei Południowej.

    Słowa uznania i kolejne wyzwania

    Po meczu Świątek nie szczędziła komplementów rywalce. – Przede wszystkim gratuluję Jekatierinie świetnego tygodnia i fantastycznego finału. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak udało mi się wygrać, bo grałaś znakomicie, a ja walczyłam o przetrwanie. Gratulacje dla ciebie i twojego zespołu – świetna robota. Mam nadzieję, że częściej będziemy spotykać się w finałach, bo rywalizacja z tobą zawsze jest wymagająca – mówiła Polka ze sceny w Seulu.

    Triumf w Korei Południowej pozwolił jej zbliżyć się do Aryny Sabalenki w rankingu WTA. Teraz przed Świątek kolejne wyzwanie – występ w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Pekinie, który startuje już 24 września. Białorusinka w tym roku zrezygnowała z udziału w tej imprezie, co otwiera Polce szansę na jeszcze większe zmniejszenie różnicy w klasyfikacji.