• Świątek czekała na wielki rewanż za Wimbledon. Nic z tego, 81 minut i koniec

    Świątek czekała na wielki rewanż za Wimbledon. Nic z tego, 81 minut i koniec

    Iga Świątek rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie od drugiej rundy. Jako turniejowa „jedynka” miała wolny los w pierwszym meczu, a jej premierową rywalką w Chinach będzie Yue Yuan. Niespodziewanie to właśnie reprezentantka gospodarzy, po zaledwie 81 minutach, pokonała Julię Putincewą 6:3, 6:3.

    Polka przyleciała do Pekinu w świetnym nastroju – tuż po zwycięstwie w turnieju WTA 500 w Seulu. Był to dowód na to, że kłopoty zdrowotne ze stopą, które pojawiły się po US Open, zostały szybko opanowane. Świątek prezentuje się w drugiej części sezonu znacznie lepiej niż w pierwszej. Przełomem okazał się triumf na kortach Wimbledonu, który pozwolił jej odzyskać pewność siebie i wrócić do grania na najwyższym poziomie, choć momentami wciąż brakowało pełnej perfekcji.

    Jedynym większym niedosytem był ćwierćfinał w Nowym Jorku. Tam Polka uległa Amandzie Anisimovej, której kilka tygodni wcześniej nie dała szans w londyńskim finale. Amerykanka zrewanżowała się w najlepszy możliwy sposób, a dodatkowym problemem okazały się wspomniane dolegliwości zdrowotne.

    W Pekinie Świątek poznała już rywalkę. O prawo gry przeciwko niej walczyły Putincewa i Yuan. Faworytką wydawała się Kazaszka – w końcu to ona rok wcześniej wyeliminowała liderkę światowego rankingu z Wimbledonu. Jednak tym razem scenariusz potoczył się inaczej.

    Yuan od początku narzuciła rywalce trudne warunki. Choć w dwóch pierwszych gemach serwisowych Putincewej nie wykorzystała szans na przełamanie, to za trzecim razem dopięła swego. Zbudowana przewagą, spokojnie dokończyła seta, ponownie odbierając serwis przeciwniczce.

    Druga partia była bardziej wyrównana. Obie tenisistki dobrze pilnowały podań, a przełom nastąpił dopiero przy stanie 4:3 dla Chinki. Yuan wygrała gema przy serwisie rywalki do zera i chwilę później zamknęła całe spotkanie. Mimo drobnych problemów przy własnym podaniu w końcówce, dopilnowała zwycięstwa i awansu.

    Oznacza to, że kibice nie doczekają się powtórki meczu z trzeciej rundy Wimbledonu 2024, kiedy to Putincewa sensacyjnie wyeliminowała Świątek po wygranej 3:6, 6:1, 6:2. Tym razem to Yuan stanie naprzeciw najlepszej tenisistki świata w drugiej rundzie prestiżowego turnieju w Pekinie.

     

  • Cały świat zobaczył, co włożyła na siebie Świątek. Fala komentarzy

    Cały świat zobaczył, co włożyła na siebie Świątek. Fala komentarzy

    Iga Świątek jeszcze nie zdążyła rozegrać swojego pierwszego meczu w tegorocznym China Open, a już znalazła się w centrum uwagi kibiców. Powodem nie był jednak tenis, lecz jej stylizacja, w której pojawiła się na tradycyjnej gali poprzedzającej turniej. Strój Polki wywołał falę komentarzy – od zachwytów po krytykę.

    24-latka, która w Pekinie jest najwyżej rozstawioną zawodniczką z uwagi na nieobecność Aryny Sabalenki, rozpocznie rywalizację od drugiej rundy. Tam jej przeciwniczką będzie reprezentantka gospodarzy, Yuan Yue (110. WTA), która w czwartek niespodziewanie wyeliminowała Julię Putincewą (63. WTA).

    Stylizacja, która podzieliła fanów
    Świątek, podobnie jak inni czołowi tenisiści i tenisistki, wzięła udział w oficjalnym przyjęciu organizowanym przez gospodarzy turnieju. Na liście gości znaleźli się m.in. Jannik Sinner, Coco Gauff czy Jessica Pegula. Polka wybrała na tę okazję prążkowaną koszulę w biało-fioletowych odcieniach oraz luźne, beżowe spodnie przewiązane ciemnobrązowym paskiem. Jej wybór nie pozostał bez echa.

    „Ona wygląda jak sędzia” – ironizował jeden z internautów, nawiązując do klasycznych strojów arbitrów tenisowych.
    „Okropne” – ocenił krótko inny komentujący.
    „Czy oni kazali jej przyjść w codziennym stroju?” – pytał kolejny, porównując jej look z bardziej eleganckimi kreacjami pozostałych uczestników gali.
    „Przy całej sympatii do Igi, ale ktoś fatalnie doradza jej w sprawie ubioru” – dodał jeden z polskich kibiców.

    Nie brakowało jednak też głosów w zupełnie innym tonie. Wielu fanów uznało stylizację Świątek za udaną. „Wygląda jak szefowa, prawdziwa CEO”, „Klasa i styl, jak zawsze u niej”, „Jest bardzo dobrze ubrana”, „Mniej znaczy więcej – prostota to jej znak rozpoznawczy” – czytamy w komentarzach.

    Cel: fotel liderki rankingu
    Do Chin Świątek przyjechała po zwycięstwie w turnieju WTA 500 w Seulu. Jeśli uda jej się powtórzyć sukces także w Pekinie, to przy nieobecności Aryny Sabalenki otworzy się przed nią realna szansa na odzyskanie pozycji liderki rankingu WTA na zakończenie sezonu.

    https://x.com/JJlovesTennis/status/1970882478731837845?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970882478731837845%7Ctwgr%5Eeb4165cd9df6877f6ea19554742abcde6e0e30bf%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732278619caly-swiat-zobaczyl-co-wlozyla-na-siebie-swiatek-fala-komentarzy.html

  • Pilne wieści ws. meczu Polaków! Jest decyzja

    Pilne wieści ws. meczu Polaków! Jest decyzja

    Przed reprezentacją Polski w siatkówce mężczyzn wielkie wyzwanie – półfinał mistrzostw świata. Biało-Czerwoni zmierzą się z aktualnymi mistrzami globu, Włochami. Organizatorzy ogłosili już godzinę rozpoczęcia tego elektryzującego spotkania.

    Podopieczni Nikoli Grbicia w imponującym stylu zameldowali się w strefie medalowej. W środę pewnie pokonali Turcję 3:0 i tym samym potwierdzili wysoką formę. Rywale, którzy do tej pory nie przegrali meczu, w starciu z Polakami okazali się bezradni. Nasza drużyna także wcześniej prezentowała się znakomicie – w drodze do ćwierćfinału wygrała kolejno z Rumunią (3:0), Katarem (3:0), Holandią (3:1) i Kanadą (3:1).

    Polska – Włochy. Siatkarski klasyk

    Półfinał w Manili zapowiada się jako prawdziwy hit. Wielu kibiców uważa, że będzie to przedwczesny finał mistrzostw. Oba zespoły doskonale się znają – rywalizowały niedawno o złoto Ligi Narodów, a w poprzednich mistrzostwach świata spotkały się w decydującym meczu o tytuł.

    Włoska drużyna w tegorocznym turnieju zaliczyła tylko jedną wpadkę – w fazie grupowej uległa Belgii 2:3. Później jednak wróciła na zwycięską ścieżkę, wygrywając trzy spotkania z rzędu po 3:0 – kolejno z Ukrainą, Argentyną oraz ponownie z Belgią, tym razem w ćwierćfinale.

    Mecz Polska – Włochy odbędzie się w sobotę, 27 września, o godzinie 12:30 czasu polskiego.

    Drugi półfinał z wielką niespodzianką

    Choć spotkanie Polaków z Włochami przyciąga największą uwagę, sporo emocji budzi także drugi półfinał. Zmierzą się w nim Bułgaria i Czechy, co jeszcze przed turniejem wydawało się mało prawdopodobne. Mecz zaplanowano na godzinę 8:30 czasu polskiego.

    Bułgarzy w ćwierćfinale dokonali niezwykłego powrotu – przegrywali z USA 0:2, by ostatecznie wygrać 3:2. Czesi natomiast są największą sensacją mistrzostw, eliminując po drodze kilku znacznie wyżej notowanych rywali. Pewne jest więc, że w finale zagra jedna z ekip uważanych za faworyta i jedna prawdziwa rewelacja turnieju.

  • Szaleństwo w Pekinie! Oto rywalka Igi Świątek

    Szaleństwo w Pekinie! Oto rywalka Igi Świątek

    Iga Świątek rozpocznie zmagania w turnieju WTA 1000 w Pekinie od drugiej rundy. W czwartek poznaliśmy jej pierwszą rywalkę – będzie nią reprezentantka gospodarzy Yue Yuan, która w efektownym stylu pokonała Julię Putincewą. Kibice w stolicy Chin byli w euforii, bo momentami Yuan prezentowała tenis na naprawdę wysokim poziomie.

    Świątek czekała na rywalkę, Yuan zaskoczyła Putincewą

    Liderka światowego rankingu przyjechała do Pekinu tuż po zwycięstwie w turnieju WTA 500 w Seulu. Jako rozstawiona zawodniczka miała w pierwszej rundzie wolny los, dlatego mogła spokojnie obserwować, kto zostanie jej przeciwniczką. O to miejsce walczyły Yue Yuan (110. WTA) i Julia Putincewa (63. WTA). Obie w ostatnich tygodniach nie imponowały formą, więc trudno było wskazać zdecydowaną faworytkę.

    Nerwowy początek, potem dominacja Yuan

    Spotkanie zaczęło się wyrównanie – obie tenisistki pilnowały własnego podania, a Putincewa miała kilka szans na przełamanie, których jednak nie wykorzystała. Od stanu 2:2 inicjatywę przejęła Yuan. Grała pewnie i agresywnie, a Kazaszka coraz częściej dawała upust swojej frustracji. Straciła serwis, nie potrafiła odpowiedzieć przełamaniem, a jej forhend zupełnie zawodził. Gospodyni turnieju wykorzystywała każdą okazję i po kolejnym przełamaniu zakończyła pierwszego seta 6:3.

    Putincewa próbowała wrócić, ale Yuan była lepsza

    Druga partia także zaczęła się od mocnych uderzeń Yuan, która świetnie pracowała forhendem. Putincewa walczyła, miała nawet szanse na przełamania, ale konsekwentnie je marnowała. Kiedy wydawało się, że złapie rytm, Chinka znakomicie odpowiadała – czy to lobem, czy precyzyjnym returnem. Najważniejszy fragment meczu rozegrał się przy stanie 3:3. Yuan wygrała gema do zera, a chwilę później przełamała rywalkę również bez straty punktu. Przy własnym serwisie przypieczętowała triumf, ponownie 6:3.

    Euforia w Pekinie. Yuan czeka na mecz ze Świątek

    Publiczność w Pekinie oszalała z radości, a Yue Yuan mogła cieszyć się z jednego z najcenniejszych zwycięstw w ostatnich miesiącach. Po wygranej 6:3, 6:3 nad Julią Putincewą Chinka zapewniła sobie awans do drugiej rundy, w której zmierzy się z numerem jeden światowego tenisa – Igą Świątek.

    Wynik meczu: Yue Yuan – Julia Putincewa 6:3, 6:3.

  • 79 minut oczekiwania Gauff i stało się. Mistrzyni świata pokonana w Pekinie

    79 minut oczekiwania Gauff i stało się. Mistrzyni świata pokonana w Pekinie

    W środę oficjalnie ruszyła główna część turnieju WTA 1000 w Pekinie. Tego dnia na kort miała wyjść także Magda Linette, jednak we wtorek okazało się, że poznanianka dzięki rozstawieniu rozpocznie rywalizację dopiero w piątek. Magdalena Fręch swój pierwszy mecz rozegra w czwartek, natomiast Iga Świątek – w sobotę. Tymczasem już pierwszego dnia doszło do istotnego rozstrzygnięcia z perspektywy rywalizacji o najwyższe miejsca w rankingu. Turniejowa „dwójka”, Coco Gauff, poznała swoją przeciwniczkę i czeka ją niełatwe zadanie.

    Dla 21-letniej Amerykanki zmagania w stolicy Chin mają ogromne znaczenie. Broni tu bowiem tytułu sprzed roku, a każda porażka może kosztować ją sporą stratę w rankingu względem Aryny Sabalenki i Igi Świątek. Na dodatek Gauff musi jeszcze bronić aż 1300 punktów podczas kończącego sezon WTA Finals w Rijadzie. Już teraz dystans do Polki wynosi prawie trzy tysiące punktów, a do Sabalenki – około 4500. Na jej miejsce coraz wyraźniej czyha też Amanda Anisimova, więc zmiana na pozycji numer trzy w klasyfikacji nie jest wykluczona jeszcze w tym roku.

    Forma Amerykanki po sezonie na mączce pozostawia wiele do życzenia. Eksperymenty w sztabie szkoleniowym, w tym współpraca z Gavinem McMillanem – specjalistą od biomechaniki serwisu – nie przyniosły oczekiwanych efektów podczas US Open. Pekin może być dla niej szansą na przełamanie, jednak wszystko zależy od najbliższych dni. W piątek Gauff po raz pierwszy pojawi się na korcie, a w środę dowiedziała się, z kim przyjdzie jej się zmierzyć.

    W drabince turniejowej Amerykanka trafiła oczywiście na sam dół, jako rozstawiona z „dwójką”. Pierwszą rundę rozpoczęła od wolnego losu, a w drugiej miała trafić na zwyciężczynię meczu Lucii Bronzetti z Kamillą Rachimową. Z Włoszką rywalizowała dotąd trzykrotnie i za każdym razem wygrywała, natomiast z Rosjanką jeszcze nigdy się nie spotkała.

    Faworytką pojedynku wydawała się Bronzetti, która kilka dni temu świętowała triumf z reprezentacją Włoch w finale Billie Jean King Cup. Choć w tym roku odegrała w drużynie marginalną rolę, rok wcześniej pokonywała m.in. Magdę Linette, dając koleżankom szansę na zwycięski debel. Do tego w 2024 roku dobrze radziła sobie na kortach twardych – była w finale turnieju w Kluż-Napoce i wygrywała z Darią Kasatkiną czy Jeleną Ostapenko. Tym razem jednak zupełnie nie sprostała zadaniu.

    Rachimowa, znana z bardzo nierównej formy, potrafiła zaskoczyć w przeszłości – m.in. pokonując Jasmine Paolini na Wimbledonie. W środę po słabszym początku nagle przejęła inicjatywę. Choć dała się szybko przełamać, później wygrała cztery kolejne gemy. Bronzetti jeszcze zdołała wyrównać na 4:4, lecz od tego momentu Rosjanka zdominowała rywalkę, triumfując w siedmiu kolejnych gemach. Włoszka zdołała jedynie uniknąć porażki do zera w drugim secie, ale po 79 minutach musiała uznać wyższość przeciwniczki, przegrywając 4:6, 1:6.

    To właśnie Kamilla Rachimowa stanie w piątek naprzeciw Coco Gauff. Patrząc na ostatnią dyspozycję Amerykanki, Rosjanka nie jest w tym meczu bez szans – tym bardziej, że w karierze ma już na koncie zwycięstwo nad jedną z tenisistek z czołowej dziesiątki rankingu.

  • Andrzej Bargiel przeszedł do historii! Niesamowity wyczyn w Himalajach

    Andrzej Bargiel przeszedł do historii! Niesamowity wyczyn w Himalajach

    Andrzej Bargiel po raz kolejny zapisał się złotymi zgłoskami w historii światowego himalaizmu i narciarstwa wysokogórskiego. Polak jako pierwszy człowiek na świecie zdobył Mount Everest i zjechał z jego wierzchołka na nartach aż do bazy głównej (5364 m n.p.m.), dokonując tego bez wspomagania tlenem.

    Historyczny wyczyn

    – Wejście było bardzo trudne. Jesienny Everest to zupełnie inna historia niż wiosenny, ale sam zjazd sprawił mi ogromną satysfakcję – przyznał Bargiel tuż po powrocie. – To jeden z najważniejszych kroków w mojej karierze sportowej. Zjazd z Everestu bez tlenu był moim wieloletnim marzeniem. Wiedziałem, że kluczowym wyzwaniem będą trudne jesienne warunki i przejazd przez lodowiec Khumbu. Dzięki wsparciu mojego zespołu i Red Bulla udało się to zrealizować – dodał.

    Informacja o sukcesie natychmiast obiegła świat. Red Bull Polska napisał w serwisie X: „Andrzej Bargiel jako pierwszy na świecie zdobył Mount Everest i zjechał z niego na nartach bez wspomagania tlenem!”.

    Podziękowania i emocje

    Kilka godzin po wyczynie skialpinista opublikował w mediach społecznościowych specjalny wpis:
    „Pierwszy w historii zjazd ze szczytu Mount Everestu bez dodatkowego tlenu. Dziękuję wszystkim za wsparcie! Szczególne podziękowania dla ekipy Seven Summit Treks, Chang Dawa, Speed Dawa – bez Was nie byłoby tego sukcesu. Dziękuję też partnerom i całemu mojemu teamowi, że tak długo wierzyliście w ten projekt i byliście przy mnie” – napisał Bargiel.

    Nie zabrakło również słów dumy ze strony jego brata Bartosza, który towarzyszył mu w wyprawie: – Nawigowanie w takim terenie było ogromnym wyzwaniem, a fakt, że prowadziłem własnego brata, nie ułatwiał mi zadania. Najtrudniejsze momenty to grań i lodowiec. Gdy Andrzej je pokonał, mogłem odetchnąć. To chwila, która napawa mnie wielką dumą – mówił wzruszony.

    Droga na szczyt

    Kluczową fazę ataku szczytowego Bargiel rozpoczął z obozu czwartego na wysokości około 7900 m. Ze względu na duże opady śniegu wspinaczka trwała aż 16 godzin. Na samym wierzchołku Mount Everestu (8848 m) spędził tylko kilka minut, po czym przypiął narty i ruszył w dół, walcząc z czasem i zachodzącym słońcem.

    Noc zatrzymała go na wysokości obozu drugiego (6400 m), gdzie przerwał zjazd, by bezpiecznie kontynuować o świcie. Następnego dnia w fenomenalnym stylu pokonał lodowiec Khumbu – bez lin i poręczówek – i dotarł do bazy.

    Trzecia próba – wreszcie skuteczna

    Był to trzeci atak Bargiela na Everest. W 2019 roku przeszkodziły mu niebezpieczne warunki i gigantyczny serak wiszący nad lodowcem Icefall. W 2022 roku również zła pogoda zmusiła go do odwrotu. Dopiero teraz, jesienią 2025 roku, udało się zrealizować ten śmiały projekt.

    „Nie rzucam się na szaleństwa”

    Wbrew pozorom Bargiel nie uważa się za ryzykanta. – Nasza działalność to nie szaleństwo, ale przede wszystkim odpowiedzialne zarządzanie ryzykiem – podkreśla. Jego specjalnie zaprojektowane buty pozwalają zarówno na wspinaczkę w rakach, jak i szybkie przypięcie nart.

    Wyczyn polskiego himalaisty i skialpinisty już teraz określany jest mianem przełomowego. Eksperci nie mają wątpliwości – o tym osiągnięciu będzie się mówić przez wiele lat.

    https://x.com/JedrekBargiel/status/1971158138788171778?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971158138788171778%7Ctwgr%5E5b3c0c1258ca5b6e698145964bbbb68ee450483d%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fzimowe%2F76499632277039andrzej-bargiel-przeszedl-do-historii-niesamowity-wyczyn-w.html

  • Dramatyczne sceny w meczu Alcaraza w Tokio! Nagle padł na kort

    Dramatyczne sceny w meczu Alcaraza w Tokio! Nagle padł na kort

    Fani Carlosa Alcaraza przeżyli chwile grozy podczas jego meczu otwierającego turniej ATP 500 w Tokio. Lider światowego rankingu mierzył się z Argentyńczykiem Sebastianem Baezem, gdy już w piątym gemie spotkania niespodziewanie usiadł na korcie i z wyraźnym grymasem bólu poprosił o pomoc medyczną.

    Dla Hiszpana był to pierwszy występ w turnieju singlowym od triumfu w US Open i drugi turniej licząc także jego udział w Laver Cup (gdzie pokonał Francisco Cerundolo, przegrał z Taylorem Fritzem, a Europa uległa drużynie Reszty Świata 9:15). Przed rokiem Alcaraz w Tokio nie grał, więc podobnie jak Iga Świątek w Seulu mógł w rankingu wyłącznie zyskać.

    Niepokojąca scena na początku meczu

    Pierwsza runda zapowiadała się dla Alcaraza jako szybkie i jednostronne starcie. Baez, który w Nowym Jorku odpadł już w pierwszej rundzie i od wielu miesięcy nie prezentował dobrej formy, nie wydawał się groźnym rywalem. Tymczasem w piątym gemie premierowego seta Alcaraz nagle przysiadł na korcie, łapiąc się za stopę. Na jego twarzy malował się wyraźny ból, choć chwilę wcześniej nie wydarzyło się nic, co mogłoby wskazywać na kontuzję.

    Na trybunach i w internecie szybko pojawiły się spekulacje, że problem może dotyczyć ścięgna Achillesa, co w pesymistycznym scenariuszu oznaczałoby wielomiesięczną przerwę.

    Powrót do gry mimo problemów

    Po konsultacji z lekarzami Alcaraz skorzystał z przerwy medycznej. Medycy założyli mu mocny opatrunek uciskowy na stopę w rejonie pięty i kostki, aby ustabilizować bolące miejsce. Choć wydawało się, że Hiszpan może nie być w stanie kontynuować meczu, po kilku minutach wrócił na kort, co uspokoiło kibiców.

    Gra została wznowiona, a Alcaraz nie tylko utrzymał poziom, ale przy stanie 4:4 przełamał Baeza. Chwilę później jednak pojawił się kolejny problem – nad Tokio spadł deszcz. Mimo że korty mają możliwość zamknięcia dachu, nie był on akurat zasunięty, co zmusiło organizatorów do przerwania rywalizacji przy wyniku 5:4 dla lidera rankingu ATP.

    https://x.com/tennismasterr/status/1971149562481082710?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971149562481082710%7Ctwgr%5Eab66708ac7ffcc77cf26aa5417e9d38ed440fa9b%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732277081dramatyczne-sceny-w-meczu-alcaraza-w-tokio-nagle-padl-na-kort.html

  • Cały świat mówi o tym, co zrobił Lewandowski. “Wiek to tylko liczba”

    Cały świat mówi o tym, co zrobił Lewandowski. “Wiek to tylko liczba”

    Robert Lewandowski ponownie znalazł się w centrum uwagi kibiców i mediów. Podczas jednego z ostatnich treningów FC Barcelony polski napastnik popisał się efektowną przewrotką, która wylądowała w siatce. Trafienie było tak widowiskowe, że klub natychmiast opublikował nagranie w mediach społecznościowych, wywołując falę zachwytów. Pochwały płyną nie tylko od kibiców, lecz także z zagranicznej prasy, i to nie tylko europejskiej.

    Kapitan reprezentacji Polski wciąż walczy o wyjściowy skład „Blaugrany”, rywalizując z Ferranem Torresem. Początek sezonu nie był dla niego łatwy – najpierw zmagał się z kontuzją, a Hiszpan świetnie wykorzystał swoją szansę, zdobywając między innymi dwa gole w ostatnim meczu z Getafe. Lewandowski jednak nie składa broni i na środowym treningu udowodnił, że nadal potrafi oczarować publiczność.

    Choć ma już 37 lat, nie przeszkadza mu to w wykonywaniu tak wymagających technicznie zagrań. Przewrotka Polaka, zakończona bramką strzeloną Wojciechowi Szczęsnemu, rozgrzała wyobraźnię fanów Barcelony, którzy w komentarzach podkreślali, że wiek nie ma dla niego znaczenia. Efektowne trafienie odbiło się szerokim echem również poza Hiszpanią.

    Hiszpańska „Marca” skomentowała, że „wiek to tylko liczba dla Roberta Lewandowskiego”, podkreślając, że jego klasa nie przemija. Turecki „Fanatik” pisał z kolei o „świetnym show” Polaka. Do grona zachwyconych dołączyły też media z Ameryki Południowej – kolumbijska wersja „AS” określiła uderzenie Lewandowskiego jako „niesamowite” i „szokujące absolutnie wszystkich”.

    Na kolejny popis w warunkach meczowych nie trzeba długo czekać. Lewandowski i jego Barcelona już w czwartek 25 września o godzinie 21:30 zmierzą się na wyjeździe z Realem Oviedo w rozgrywkach ligowych.

    https://x.com/MARCAinENGLISH/status/1970925438177509816?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1970925438177509816%7Ctwgr%5E1f594d1a5200e042c513dbffc3165cef1ac3372a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508232276593caly-swiat-mowi-o-tym-co-zrobil-lewandowski-wiek-to-tylko.html

     

  • Rekord świata i złoto Aleksandry Mirosław. Galaktyczny finał z udziałem Polki w Seulu

    Rekord świata i złoto Aleksandry Mirosław. Galaktyczny finał z udziałem Polki w Seulu

    Aleksandra Mirosław po sześciu latach ponownie sięgnęła po tytuł mistrzyni świata we wspinaczce sportowej na czas. Polka od początku zawodów w Seulu imponowała formą – już w eliminacjach zabrakło jej zaledwie dwóch setnych sekundy do poprawienia własnego rekordu globu. Cel zrealizowała jednak w najważniejszym momencie – wielkim finale, gdzie nie tylko sięgnęła po złoto, ale także ustanowiła nowy najlepszy wynik w historii dyscypliny.

    Zmagania w Korei rozstrzygnięto w ciągu jednego dnia, a kibice znad Wisły mogli czuć dumę od samego początku. Mirosław, świeżo upieczona mistrzyni olimpijska z Paryża, przewodziła stawce po kwalifikacjach, prezentując klasę i regularność. Nieco w jej cieniu pozostawała Natalia Kałucka, która również spisała się znakomicie, meldując się w fazie finałowej. To właśnie ona przed czterema laty zdobyła mistrzostwo świata w Moskwie, zaskakując wtedy nawet samą siebie. – Pogodziłam się z myślą, że będę czwarta. Nie wiem dlaczego, ale uznałam, że to już ogromny sukces. W naszym sporcie bardzo ważna jest psychika, a ja wtedy podeszłam do startu na luzie, z uśmiechem. I właśnie wtedy udało mi się wygrać – wspominała w rozmowie z Polskim Radiem.

    Tym razem los sprawił, że obie Polki mogły na siebie trafić już w półfinale. Do takiego starcia jednak nie doszło – o ile Mirosław szła jak burza, o tyle Kałucka zatrzymała się wcześniej. 23-latka po niezwykle wyrównanym ćwierćfinale przegrała z Yafei Zhou. Jej pogromczyni nie dotarła jednak do finału, bo drogę do decydującego starcia zamknęła jej późniejsza mistrzyni olimpijska z Paryża. Mirosław w każdym swoim biegu dominowała od startu do mety, potwierdzając, że jest w absolutnie najlepszej dyspozycji.

    W finale Polka stanęła naprzeciw Lijuan Deng, czyli rywalki, z którą spotkała się także w walce o złoto podczas ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich. Chinka liczyła na rewanż, ale ponownie musiała uznać wyższość reprezentantki Polski. Mirosław ruszyła znakomicie i ani na moment nie oddała prowadzenia, kończąc bieg zwycięstwem i nowym rekordem świata – od teraz wynosi on 6,03 sekundy.

  • Tenisowy nokaut w meczu triumfatorki turnieju WTA. Deklasacja w 62 minuty

    Tenisowy nokaut w meczu triumfatorki turnieju WTA. Deklasacja w 62 minuty

    1. Zeynep Sonmez w najlepszy możliwy sposób zamknęła poprzedni sezon – w Meridzie sięgnęła po tytuł w turnieju WTA 500, co do dziś pozostaje jej największym osiągnięciem. Teraz 23-letnia tenisistka z Turcji walczy w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Pekinie i rozpoczęła go w znakomitym stylu, fundując rywalce prawdziwy tenisowy „nokaut”.

      Jeszcze do jesieni 2023 roku jej największym sukcesem był triumf w Lublanie, gdzie wygrała turniej rangi WTA 125. Potem jednak zaczęła notować coraz lepsze wyniki – była w ćwierćfinale w Monastyrze (WTA 250), a w Tokio przeszła kwalifikacje i pokonała wyżej notowaną Magdalenę Fręch, docierając do drugiej rundy. Końcówkę tamtego sezonu zwieńczyła sensacyjnym zwycięstwem w Meksyku, gdzie w finale pokonała Ann Li i zdobyła swój pierwszy tytuł WTA 500.

      Początek obecnego roku nie był już tak udany. W powrocie do Meridy dotarła tylko do ćwierćfinału, ulegając Emmie Navarro. Zanotowała jednak kilka przełomowych występów – po raz pierwszy zagrała w głównej drabince Australian Open, osiągnęła trzecią rundę Wimbledonu i drugą rundę US Open. Teraz przeniosła się do Pekinu, gdzie w pierwszym meczu zaprezentowała tenis na bardzo wysokim poziomie.

      W pierwszej rundzie jej przeciwniczką była 21-letnia Chinka Sijia Wei, sklasyfikowana na 183. miejscu w rankingu i grająca z „dziką kartą”. Wei wcześniej zaliczyła kilka występów w mniejszych turniejach, ale w Pekinie nie była w stanie nawiązać wyrównanej walki. Już w pierwszym gemie straciła podanie, a Sonmez nie pozwalała jej złapać rytmu. Turczynka kontrolowała przebieg meczu, notując kolejne przełamania i pewnie zamykając pierwszego seta 6:2.

      Druga partia była już jednostronnym widowiskiem. Wei szybko ponownie oddała serwis, a choć w pewnym momencie miała okazję na przełamanie, Sonmez obroniła się i przejęła pełną kontrolę. Kolejne gemy padały jej łupem bez większego wysiłku, a set zakończył się wynikiem 6:0. Cały mecz trwał zaledwie 62 minuty i zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Turczynki 2:0 (6:2, 6:0).

      W drugiej rundzie zawodniczka z Ankary zmierzy się z rozstawioną z numerem „10” Clarą Tauson, która w Pekinie rozpoczyna rywalizację właśnie od tego etapu.