• Ależ sensacja w Pekinie! Rybakina odpadła z turnieju

    Ależ sensacja w Pekinie! Rybakina odpadła z turnieju

    Jelena Rybakina niespodziewanie zakończyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Rozstawiona z „czwórką” Kazaszka przegrała z niżej notowaną Evą Lys, która tego dnia była w znakomitej formie. Niemka zwyciężyła 6:3, 1:6, 6:4 i sprawiła jedną z największych sensacji imprezy, eliminując jedną z głównych rywalek Igi Świątek.

    Pewny start Świątek

    Polska liderka rankingu rozpoczęła zmagania w stolicy Chin od zdecydowanego zwycięstwa. W meczu otwarcia nie dała większych szans Yue Yuan, triumfując 6:0, 6:3. Spotkanie trwało zaledwie godzinę i 16 minut, a awans do 1/16 finału dał jej pojedynek z Camilą Osorio. Kolumbijka sprawiła niespodziankę, eliminując Annę Kalinską.

    Rybakina pod presją od pierwszych gemów

    Rybakina rozpoczęła turniej od drugiej rundy, w której wygrała z Cathy McNally. Jej kolejną przeciwniczką była Eva Lys, dobrze znana polskim kibicom m.in. ze spotkań przeciwko Świątek oraz występu w 1/8 finału tegorocznego Australian Open.

    Już początek meczu pokazał, że Niemka nie ma zamiaru odgrywać roli statystki. Wyszła na prowadzenie 2:0, a choć Kazaszka odłamała rywalkę, to chwilę później ponownie oddała serwis i zrobiło się 3:1. Rybakina zdołała wyrównać na 3:3, ale końcówka seta należała do Lys, która wygrała trzy kolejne gemy i zapisała partię na swoim koncie 6:3.

    Szybka odpowiedź i decydujący thriller

    W drugim secie Rybakina zagrała zdecydowanie lepiej. Szybko objęła prowadzenie, a choć straciła jedno przełamanie, to błyskawicznie odpowiedziała i całkowicie zdominowała rywalkę. Wygrana 6:1 sprawiła, że o awansie miał zadecydować trzeci set.

    W nim sytuacja znów zaczęła się komplikować. Lys wyszła na 2:0, lecz Kazaszka wyrównała na 2:2. Potem prowadzenie zmieniało się kilkukrotnie – Rybakina była już na 4:3, ale Niemka wykazała się ogromną determinacją, odrobiła straty i utrzymała serwis, wychodząc na 5:4.

    Emocjonujący finisz

    Decydujący gem obfitował w dramatyczne zwroty akcji. Rybakina prowadziła już 30:0, potem broniła piłki meczowe, jednak ostatecznie to Eva Lys zachowała więcej zimnej krwi i zakończyła spotkanie na swoją korzyść.

    Dla 66. zawodniczki rankingu WTA to jeden z największych sukcesów w karierze. Dla Rybakiny – bolesne pożegnanie z turniejem i dowód na to, że w Pekinie nawet faworytki muszą liczyć się z niespodziankami.

  • Sensacja w Pekinie! Wielka przeciwniczka Igi Świątek już za burtą

    Sensacja w Pekinie! Wielka przeciwniczka Igi Świątek już za burtą

    Szok w Pekinie! Jelena Rybakina odpada już w trzeciej rundzie

    Jedna z największych rywalek Igi Świątek zakończyła swój występ w turnieju WTA 1000 w Pekinie znacznie wcześniej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Jelena Rybakina, rozstawiona w imprezie z numerem cztery, niespodziewanie przegrała z niżej notowaną Evą Lys 3:6, 6:1, 4:6 i pożegnała się z turniejem na etapie trzeciej rundy. Dla Niemki to triumf życia, dla Kazaszki – kolejny rozczarowujący występ w sezonie, w którym miała walczyć o najwyższe cele.


    Nerwowy początek Rybakiny

    Spotkanie od pierwszych gemów układało się dla Rybakiny źle. Choć uchodzi za jedną z najlepszych serwujących w tourze, tym razem jej największy atut nie funkcjonował. Już w pierwszym secie kilkukrotnie traciła podanie, a Lys bez wahania wykorzystywała każdy słabszy moment faworytki. Niemka grała odważnie i skutecznie, szczególnie przy returnach. Aż czterokrotnie przełamała Rybakinę, a po nieco ponad pół godzinie mogła cieszyć się z wygranego seta 6:3.


    Błysk formy i krótka dominacja

    W drugiej partii wydawało się, że utytułowana Kazaszka wraca do gry. Jej serwis wreszcie się ustabilizował, a mocne, precyzyjne returny zaczęły ustawiać wymiany. Rybakina zaczęła dominować w każdym aspekcie i z każdą minutą powiększała przewagę. Lys nie potrafiła znaleźć recepty na agresywną grę rywalki – została przełamana trzy razy, a Kazaszka zwyciężyła pewnie 6:1. Wydawało się, że od tego momentu Rybakina przejmie kontrolę nad całym meczem.


    Rozstrzygająca partia i wielka niespodzianka

    Decydujący set okazał się jednak powrotem do problemów, z którymi Rybakina borykała się od początku meczu. Już w pierwszych gemach straciła podanie, co pozwoliło Lys zbudować przewagę 2:0. Kazaszka próbowała jeszcze odrabiać straty i doprowadziła do wyrównania 4:4, ale w najważniejszych momentach ponownie zawiodła. Niemka przełamała ją raz jeszcze, a po dwóch godzinach gry zakończyła spotkanie, wygrywając 6:4 i meldując się w czwartej rundzie.


    Eva Lys z największym zwycięstwem w karierze

    Dla 22-letniej Evy Lys to bez wątpienia jedna z największych wygranych w dotychczasowej karierze. Pokonała byłą mistrzynię Wimbledonu, rozstawioną z numerem cztery tenisistkę, i zapewniła sobie miejsce w 1/8 finału turnieju w Pekinie. Jej zwycięstwo to również ogromny sygnał dla całego kobiecego touru – Niemka pokazała, że potrafi wytrzymać presję w starciu z zawodniczką ze światowej czołówki.


    Rybakina znów zawiodła serwisem

    Dla Jeleny Rybakiny to kolejne w tym sezonie rozczarowanie i zarazem następny turniej, w którym nie zdołała spełnić pokładanych w niej nadziei. Jej serwis – broń, która w najlepszych momentach kariery dawała jej przewagę nad rywalkami – znów okazał się zawodem. Już w pierwszym secie widać było, że nie kontroluje podania, a nerwowość i brak regularności kosztowały ją mecz.

    Kazaszka, uważana za jedną z najgroźniejszych rywalek Igi Świątek, po raz kolejny pokazała, że w decydujących momentach brakuje jej stabilności. To sensacyjne rozstrzygnięcie z pewnością zmienia obraz rywalizacji w Pekinie, otwierając drogę kolejnym zawodniczkom do walki o najwyższe cele.

  • Hiszpanie rozpływają się nad Szczęsnym. Tak go nazwali

    Hiszpanie rozpływają się nad Szczęsnym. Tak go nazwali

    Hiszpański portal elespanol.com nazwał Wojciecha Szczęsnego „niepokonanym”. Tuż przed starciem FC Barcelony z Realem Sociedad dziennikarze podkreślili wyjątkową serię Polaka i przypomnieli jego osiągnięcia w pierwszym sezonie na Camp Nou.

    Powrót po 136 dniach

    Barcelona w niedzielę podejmie Real Sociedad, a w bramce Blaugrany zobaczymy Wojciecha Szczęsnego. Będzie to jego pierwszy występ w tym sezonie, choć początkowo miał pełnić rolę zmiennika Joana Garcii. Kontuzja młodszego, 24-letniego golkipera sprawiła jednak, że Polak znów stanie się pierwszym wyborem Hansiego Flicka – przynajmniej na kilka najbliższych tygodni.

    Portal elespanol.com przypomniał, że Szczęsny wraca między słupki Barcelony po 136 dniach przerwy. Po raz ostatni zagrał w maju, w meczu z Espanyolem (2:0) w 36. kolejce LaLiga. W końcówce sezonu zastąpił go Marc-André ter Stegen, a od sierpnia pozycję numer jeden przejął Garcia.

    „Niepokonany” i „talizman Flicka”

    Hiszpanie nie szczędzą pochwał. Określają Szczęsnego mianem „niepokonanego” i „talizmanu Flicka”, przypominając jego kapitalną serię w ubiegłych rozgrywkach. Bilans Polaka w LaLiga to: 14 zwycięstw, jeden remis i aż osiem czystych kont.

    Co więcej, Szczęsny ustanowił trzecią najdłuższą serię meczów bez porażki w historii Barcelony. Od swojego debiutu rozegrał 22 spotkania ligowe bez przegranej – o jeden mniej niż Johan Cruyff (23) i siedem mniej niż rekordzista Cesc Fabregas (30).

    Tylko dwa niepowodzenia

    Od momentu transferu do Barcelony Szczęsny tylko dwa razy schodził z boiska pokonany. Po raz pierwszy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund (1:3), choć i tak Katalończycy awansowali dzięki wysokiemu zwycięstwu w pierwszym meczu (4:0). Druga porażka to półfinał z Interem Mediolan – w regulaminowym czasie było 3:3, lecz w dogrywce padła bramka na 3:4. Wszystkie pozostałe występy Polaka kończyły się wygranymi lub remisami Barcelony.

    Od rezerwowego do kluczowego

    Dziennikarze podkreślają, że historia Szczęsnego w Barcelonie zatoczyła koło. – Od rezerwowego do niekwestionowanego członka podstawowego składu. „Tek” przeżył w Barcelonie najlepsze noce swojej kariery. Sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla i Superpuchar. Teraz los ponownie otworzył mu drogę do pierwszej jedenastki – czytamy na elespanol.com.

    Spotkanie FC Barcelony z Realem Sociedad odbędzie się w niedzielę, 28 września, o godzinie 18:30. Relację na żywo można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Świątek wygrała i nagle sceny na korcie. Rywalka zaczęła się cieszyć

    Świątek wygrała i nagle sceny na korcie. Rywalka zaczęła się cieszyć

    Iga Świątek bez większych problemów pokonała Camilę Osorio 6:2, 6:3 i awansowała dalej, ale po meczu to Kolumbijka zachowywała się tak, jakby to ona odniosła zwycięstwo. – Widzieliśmy mniej błyskotliwą wersję Igi, kiedy Osorio ściągała ją do siatki – podkreślał wówczas dziennikarz „El Tiempo” Andres Felipe Balaguera. Sama Świątek miała jednak świetny humor i to było widoczne również podczas konferencji prasowej. Czy w Pekinie znów zobaczymy podobny scenariusz, gdy Polka zmierzy się z Kolumbijką?

    W drugiej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie liderka polskiego tenisa rozbiła Chinkę Yue Yuan (110. WTA) 6:0, 6:3 i pewnie zameldowała się w trzeciej rundzie (w pierwszej miała wolny los). Tam czeka ją starcie z Camilą Osorio – zawodniczką urodzoną w tym samym 2001 roku, co Świątek.

    Kolumbijka plasuje się obecnie na 83. pozycji w rankingu, a jej najwyższe miejsce to 33. lokata z kwietnia 2022 roku. W tym sezonie ma na koncie 19 wygranych i 16 porażek (dla porównania bilans Świątek to 58:13). Sam awans do trzeciej rundy w Pekinie jest dla niej sporym sukcesem – wcześniej po zaciętym, ponad trzygodzinnym boju pokonała Amerykankę Ann Li (47. WTA) 7:5, 6:7, 7:5, a następnie sprawiła sensację, eliminując Annę Kalinską (29. WTA) 6:1, 4:6, 6:4.

    Osorio – waleczna i chwalona nawet przez Świątek
    Choć faworytką ich starcia bez wątpienia jest Polka, to Kolumbijka znana jest z ogromnej waleczności i na pewno będzie chciała znów zaprezentować się z dobrej strony. Widać to było już podczas ich jedynego dotąd meczu – w drugiej rundzie Australian Open 2023. Świątek zwyciężyła wtedy 6:2, 6:3, ale Osorio miała lepszy bilans uderzeń kończących niż niewymuszonych błędów (16:14). – Ten wynik jest mylący. To był trudny mecz, Camila Osorio to wielka fighterka, a momentami grała naprawdę niesamowicie – przyznała wówczas Świątek.

    Po tamtym spotkaniu charakterystyczne było to, że obie zawodniczki wzniosły w górę zaciśniętą pięść – Polka, bo wygrała mecz, a Osorio, bo mogła być dumna z postawy przeciwko liderce rankingu. – Camila potrafiła wyciągać Igę z linii końcowej, zmuszała ją do dłuższych wymian i kilka razy odebrała jej serwis. Choć przewaga Świątek była widoczna, Osorio walczyła do końca i niczego nie oddała za darmo – komentował Andres Felipe Balaguera.

    Świątek i nietypowe pytania na konferencji
    Oprócz pochwał pod adresem rywalki w Melbourne Świątek zwróciła na siebie uwagę także luźnym podejściem do pytań dziennikarzy. Dwukrotnie podczas konferencji sięgnęła po telefon, by sprawdzić odpowiedzi.

    Najpierw zapytano ją o muzykę, której słucha. – Nadal rock, ale trochę inny. Red Hot Chili Peppers… czekajcie, co to właściwie jest? – zastanawiała się, wywołując śmiech w sali. Po chwili wymieniła kolejne zespoły: Black Sabbath, AC/DC, Led Zeppelin czy Lenny Kravitz. – Inne utwory niż wcześniej, ale wciąż w tym samym klimacie – dodała.

    Drugie pytanie dotyczyło książki. Świątek tłumaczyła, że nie zna angielskiego tytułu, ale próbowała naprowadzić dziennikarzy, opowiadając fabułę. – To historia dziewczyny z Afganistanu. Jedna z sióstr musiała udawać chłopca, bo w rodzinie brakowało syna. Teraz bohaterka ma wyjść za mąż za dużo starszego mężczyznę – opowiadała z uśmiechem. Chodziło o bestseller „Afgańska perła” autorstwa Nadii Hashimi.

  • Rory McIlroy Sends Message on Insults Hurled at Wife During Ryder Cup

    Rory McIlroy Sends Message on Insults Hurled at Wife During Ryder Cup

    As Team Europe closes in on a commanding road victory at the 45th Ryder Cup at Bethpage State Park in Farmingdale, New York, the American crowd is doing everything it can to rattle the visitors.

    World No. 2 Rory McIlroy has been the prime target of abuse, with much of it crossing the line. On Saturday, PGA reporter Jeff Eisenband wrote, “I’m telling you, as someone who was at the Ryder Cup on Friday, the things being yelled at Rory McIlroy simply aren’t acceptable. This isn’t about Rory needing to be tougher — it’s about fans crossing the line, making personal attacks, and even insulting his family.”

    The hostility finally boiled over at the 16th hole when hecklers disrupted McIlroy’s concentration. The Northern Irishman stepped away from his shot and shouted at the crowd to “shut the [expletive] up.”

    His teammate, Shane Lowry, also had to be restrained after reacting to the relentless jeers, prompting New York State troopers to step in and form a protective barrier around McIlroy.

    According to Golf Digest’s Joel Beall, the abuse started early: “At least 30-plus f-bombs were thrown at McIlroy in the first four holes alone. ‘You suck’ and ‘Pinehurst’ taunts were constant.” By the par-5 fourth, heckling turned deeply personal. One fan shouted, “Have you patched things up with the Mrs.?” — referencing McIlroy’s marriage to Erica Stoll. Between the sixth and 12th holes, another fan allegedly crossed an even more vulgar line with comments involving Lowry, McIlroy’s wife, and his private life. Security ultimately had to eject that spectator.

    McIlroy and Stoll, who share a five-year-old daughter, Poppy, filed for divorce in March 2024 but reconciled later in the year.

    When asked after Saturday’s round whether fans had crossed a line, McIlroy offered a measured response: “Playing an away Ryder Cup is always really tough,” he told NBC. “It’s not up to me to say if people went too far — everyone can judge that for themselves. What matters is that we stayed focused and managed to win today despite everything.”

    Even with the heckling, McIlroy continues to be one of Europe’s key performers. Through the first two days, he has gone 3-0-1, helping his team take a commanding 10.5–3.5 lead over the U.S. Despite chants of “Leprechaun,” “Overrated,” and “Take out the Irish trash,” McIlroy’s play has been a driving force in Europe’s push toward Ryder Cup glory.

    https://x.com/RMTracker/status/1972038157412843970?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1972038157412843970%7Ctwgr%5E70f3407a48b357554580024990308b31f304e72a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fheavy.com%2Fsports%2Fgolf%2Frory-mcilroy-wife-erica-stoll-sends-message-insults-hurled-ryder-cup%2F

     

  • Wpadka na oczach Wiktorowskiego. Osaka wyeliminowana z Pekinu. Nie zagra ze Świątek

    Wpadka na oczach Wiktorowskiego. Osaka wyeliminowana z Pekinu. Nie zagra ze Świątek

    Powoli dobiegają końca sobotnie emocje związane z turniejem WTA w Pekinie, a jedną z największych niespodzianek dnia sprawiła Naomi Osaka. Japonka, która od niedawna współpracuje z Tomaszem Wiktorowskim, rozpoczęła ten etap kariery bardzo obiecująco – najpierw doszła do finału w Montrealu, a później zameldowała się w półfinale US Open, gdzie stoczyła zacięty bój z Amandą Anisimovą (7:6(4), 6:7(3), 3:6). W obu turniejach niewiele brakowało, by zmierzyła się z Igą Świątek, ale do takiego starcia ostatecznie nie doszło.

    Szansa na pojedynek Osaki z najlepszą polską tenisistką istniała w Pekinie, bo obie znalazły się w tej samej ćwiartce drabinki. Mogły spotkać się w ćwierćfinale, jednak tym razem plany pokrzyżowała Alaksandra Sasnowicz. Białorusinka sprawiła sensację, eliminując czterokrotną mistrzynię wielkoszlemową po trzysetowym boju, obserwowanym z boksu przez Tomasza Wiktorowskiego.

    Przebieg meczu: Osaka – Sasnowicz

    Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla Japonki. Po wyrównanym początku szybko przejęła inicjatywę, budowała przewagę gem po gemie i przy stanie 5:1 serwowała po pierwszego seta. Choć końcówka nie była dla niej łatwa, Osaka zamknęła partię wynikiem 6:1 i wydawało się, że pewnie zmierza po zwycięstwo.

    W drugiej odsłonie gra wyrównała się. Sasnowicz zaczęła skuteczniej bronić swojego podania i toczyła bardziej wyrównane wymiany. Osaka miała okazję na objęcie prowadzenia 4:2, ale nie wykorzystała aż czterech szans na przełamanie. To Białorusinka zachowała więcej chłodnej głowy i wykorzystała moment słabości rywalki, przełamując ją na 6:4.

    O losach meczu decydował trzeci set. Sasnowicz była już w pełni rozpędzona – prowadziła 3:0, a chwilę później 5:1, serwując po zwycięstwo. Choć Osaka zdołała odrobić jedno przełamanie, nie potrafiła pójść za ciosem. Pierwsza piłka meczowa wystarczyła, by Białorusinka postawiła kropkę nad „i”. Wynik brzmiał 1:6, 6:4, 6:2 dla 130. zawodniczki rankingu.

    Co dalej?

    W trzeciej rundzie Sasnowicz zmierzy się z Martą Kostiuk. Gdyby to Osaka wyszła zwycięsko z sobotniej rywalizacji, doszłoby do ciekawego pojedynku trenerów z Polski – Tomasza Wiktorowskiego i Sandry Zaniewskiej, która odpowiada za przygotowanie Ukrainki. Tym razem jednak na drodze Japonki stanęła świetnie dysponowana Białorusinka, a marzenia o starciu Świątek – Osaka ponownie trzeba odłożyć na później.

  • Oto największy wróg Grbicia. Cała Polska znowu widziała. Koszmar

    Oto największy wróg Grbicia. Cała Polska znowu widziała. Koszmar

    Był mistrzem olimpijskim, dwukrotnie sięgał też po złoto mistrzostw Europy. Ale tego jednego tytułu wciąż brakuje w jego kolekcji – mistrzostwa świata. Nikola Grbić już po raz trzeci znalazł się o krok od tego sukcesu i po raz trzeci na jego drodze stanął ten sam człowiek – Ferdinando De Giorgi. Włoski szkoleniowiec po raz kolejny okazał się najtrudniejszym rywalem obecnego trenera reprezentacji Polski.

    W zapowiadanym hicie półfinałów mistrzostw świata na Filipinach nie było wielkich emocji. Włosi, aktualni mistrzowie globu, pokonali Polskę pewnie i zasłużenie 3:0 (25:21, 25:22, 25:23).

    Polacy zaczęli od złych wieści – Bartosz Kurek nie mógł zagrać z powodu kontuzji. Mimo to w każdej partii Biało-Czerwoni potrafili wyjść na prowadzenie, ale brakowało kogoś, kto utrzymałby przewagę do końca. Zespół De Giorgiego nie tylko prezentował lepszą siatkówkę, ale też imponował spokojem i pewnością siebie w decydujących momentach.

    Zaledwie kilka tygodni wcześniej to Polska była górą – w finale Ligi Narodów wygrała z Włochami 3:0. Tym razem rywale wzięli rewanż w najważniejszym spotkaniu sezonu. Wszystko wskazuje na to, że triumfator tego półfinału sięgnie po złoto. Bułgarzy, którzy w drugim półfinale pokonali Czechów, raczej nie mają argumentów, by zatrzymać rozpędzoną Italię.

    Trzeci raz zatrzymany przez De Giorgiego

    Dla Nikoli Grbicia to już trzeci raz, gdy o złoto MŚ zatrzymuje go De Giorgi. Najpierw – jeszcze jako zawodnika – spotkało go to w 1998 roku w Japonii, gdy Włosi rozbili Serbów 3:0. Kolejny raz – w 2022 roku, w katowickim finale, gdzie ekipa Fefe wygrała z Polakami 3:1. Teraz historia powtórzyła się w półfinale.

    Polska wciąż seryjnie na podium

    Mimo porażki Grbić może zapisać kolejny sukces. Od kiedy prowadzi Biało-Czerwonych, drużyna ani razu nie wróciła z turnieju bez medalu – bilans to siedem imprez i siedem miejsc na podium. Najcenniejsze z nich to mistrzostwo Europy 2023, srebro olimpijskie w Paryżu i wicemistrzostwo świata 2022. W niedzielę może dojść ósmy krążek z rzędu.

    Sam Grbić w karierze zawodniczej zdobył m.in. złoto i brąz igrzysk, srebro mistrzostw świata, złoto, srebro i dwa brązy mistrzostw Europy. Jako trener ma już w dorobku m.in. złoto ME z Polską, srebro olimpijskie i srebro mundialu. Brakuje mu tylko złota MŚ, ale i bez niego jego kolekcja wygląda imponująco.

    Polska – Czechy o brąz

    Mecz o trzecie miejsce Polska – Czechy zostanie rozegrany w niedzielę o godzinie 8:30 czasu polskiego. Transmisję przeprowadzi Polsat, a relację na żywo będzie można śledzić w Sport.pl.

  • Była 55. minuta. Pajor znowu bohaterką Barcelony!

    Była 55. minuta. Pajor znowu bohaterką Barcelony!

    W starciu z Sevillą nie udało się jej wpisać na listę strzelczyń, ale przeciwko Espanyolowi już tak! Ewa Pajor znów znalazła drogę do bramki. Polka idealnie wykorzystała precyzyjne podanie Alexii Putellas i pewnym uderzeniem pokonała golkiperkę rywalek. To już szóste trafienie napastniczki w tym sezonie, a wszystko wskazuje na to, że ponownie będzie liczyć się w walce o tytuł królowej strzelczyń ligi hiszpańskiej.

    Hiszpańskie media kilka dni wcześniej szeroko relacjonowały jej sukces podczas gali Złotej Piłki. Pajor, choć zakończyła plebiscyt na ósmym miejscu, mogła cieszyć się z innego wyróżnienia – odebrała prestiżowe Trofeum Gerda Muellera za znakomity dorobek bramkowy. „To dowód, że wciąż jest niezastąpioną postacią w ofensywie Barcelony” – podkreślano w komentarzach. I właśnie w derbach Katalonii miała okazję to udowodnić.

    Szósty gol Pajor w tym sezonie

    Przed pierwszym gwizdkiem faworyt był oczywisty – Barcelona. Kibice czekali tylko na kolejne trafienie Polki, która miała już w dorobku pięć goli i trzy asysty. Do tej pory punktowała w każdym meczu ligowym, poza nieudanym występem przeciwko Sevilli. Nic dziwnego, że w spotkaniu z Espanyolem liczono na jej przełamanie.

    Początek nie był jednak dla niej łatwy. W pierwszej połowie brakowało skuteczności, a Pajor zebrała niskie noty od obserwatorów. W drugiej odsłonie sytuacja zmieniła się diametralnie. W 55. minucie po raz kolejny objawiło się jej snajperskie instynkt – po podaniu Putellas napastniczka przejęła piłkę, wbiegła w pole karne i precyzyjnym strzałem obok bramkarki podwyższyła prowadzenie na 2:0.

    Na tym strzelanie się zakończyło. Barcelona pokonała lokalnego rywala 2:0, a Pajor została jedną z bohaterek spotkania. Zespół utrzymał fotel lidera, z kompletem 15 punktów po pięciu kolejkach. Drugi Real Sociedad traci dwa punkty, a podium uzupełnia Atletico Madryt, które jednak ma rozegrany jeden mecz mniej.

    https://x.com/LigaF_oficial/status/1971997334285451511?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971997334285451511%7Ctwgr%5Eadf6ebf4200863972cb61aa1b5f0b96acfb63ca9%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508232283464byla-55-minuta-pajor-znowu-bohaterka-barcelony.html

  • Po tym pytaniu Świątek się odpaliła. Sceny na konferencji

    Po tym pytaniu Świątek się odpaliła. Sceny na konferencji

    Na konferencji prasowej po zwycięstwie nad Yue Yuan w turnieju WTA 1000 w Pekinie Iga Świątek nie kryła zaskoczenia jednym z pytań. Polka przez chwilę wyglądała na zażenowaną, a jej odpowiedź nie obyła się bez nuty sarkazmu.

    Ostatnie spotkania z mediami nie należą do najłatwiejszych dla wiceliderki rankingu WTA. Podczas US Open musiała zmagać się z pytaniami, które wywołały konsternację – najpierw o „koraliki we włosach”, a później o ewentualną potrzebę przerwy dla dobra psychicznego. W obu przypadkach reakcja Świątek odbiła się szerokim echem na świecie. Podobnie może być i tym razem, po jej wystąpieniu w Pekinie.

    Zaskakujące pytanie i sarkastyczna odpowiedź

    Dziennikarz zwrócił uwagę na rzekomą zmianę zachowania Świątek na korcie – jego zdaniem Polka miała stać się bardziej żywiołowa i agresywna. Zapytał, czy nie wynika to z faktu utraty pozycji liderki rankingu WTA. Odpowiedź przyszła natychmiast. – Cóż, dziękuję za nadmierną analizę – rzuciła z przekąsem, cytowana przez profootballnetwork.com.

    Świątek od razu odcięła się od tej sugestii. – Nie wiem nawet, jak na to odpowiedzieć, bo… nie, nie jestem inną osobą z powodu tego, że jestem numerem dwa. Nie zachowuję się inaczej. Nie myślę o tym codziennie, a już na pewno nie podczas meczu, kiedy mam konkretne zadanie do wykonania.

    Podkreśliła, że zmiana osobowości na korcie z powodu pozycji w rankingu byłaby nienaturalna. – To tylko kilka tygodni albo miesięcy na pierwszym miejscu. Nie uważam, żeby taki czynnik miał kogokolwiek zmieniać. To byłoby dziwne i niezbyt zdrowe – podsumowała.

    Świątek goni Sabalenkę

    Mimo że pozycja w rankingu nie jest jej obsesją, w Pekinie Świątek ma wyjątkowo korzystną sytuację, by zbliżyć się do Aryny Sabalenki. Obecnie dzieli je ponad dwa tysiące punktów, lecz Białorusinka nie występuje w Chinach, a więc nie obroni punktów zdobytych w ubiegłym roku. Polka natomiast nie ma nic do stracenia – w poprzedniej edycji nie brała udziału z powodu zawieszenia.

    Na razie wszystko układa się po myśli Świątek. W pierwszym meczu bez większych problemów pokonała Yue Yuan 6:0, 6:3. Teraz zmierzy się z Camilą Osorio. Celem jest oczywiście końcowy triumf – taki, jaki odniosła już w Pekinie w 2023 roku. – To był świetny turniej, mam z nim wspaniałe wspomnienia i cieszyłam się, że mogłam tu wrócić. Ale każdy turniej to nowa historia – zaczynasz od zera i musisz wspinać się krok po kroku – wspominała liderka polskiego tenisa.

  • Faworytka zmiażdżona w Pekinie! 0:6 w drugim secie. Katastrofa

    Faworytka zmiażdżona w Pekinie! 0:6 w drugim secie. Katastrofa

    Daria Kasatkina przystępowała do turnieju w Pekinie z dużą motywacją po nieudanym występie w Seulu, gdzie pożegnała się z rywalizacją już w pierwszym meczu. Liczyła na przełamanie w imprezie rangi WTA 1000, jednak jej przygoda w stolicy Chin zakończyła się jeszcze szybciej i bardziej bolesnie. Już w drugiej rundzie została rozbita przez niżej notowaną Sonay Kartal.

    Kasatkina z problemami w azjatyckiej części sezonu

    1. tenisistka świata przystąpiła do gry w Pekinie jako rozstawiona z numerem 14. Jej pierwszą rywalką była Brytyjka Sonay Kartal (81. WTA), która nie miała nic do stracenia. Spotkanie rozpoczęło się w nietypowy sposób – od czterech kolejnych przełamań. Później jednak inicjatywę przejęła Kartal. Najpierw wygrała swoje podanie do zera, następnie po raz kolejny odebrała serwis faworytce i wyszła na prowadzenie 4:2.

    Kasatkina nie potrafiła już odrobić strat. Choć trzy kolejne gemy wygrywały serwujące, set padł łupem Brytyjki, która zwyciężyła 6:3.

    Katastrofa w drugim secie

    Początek drugiej partii był dla Kasatkiny dramatyczny – w dwóch pierwszych gemach zdobyła zaledwie jeden punkt. Z każdą kolejną wymianą wyglądała coraz bardziej bezradnie. Nie tylko nie była w stanie utrzymać swojego serwisu, ale w całym secie nie wywalczyła nawet jednego punktu przy podaniu rywalki.

    Kartal bezlitośnie wykorzystała niemoc przeciwniczki. Drugą partię zamknęła w zaledwie 24 minuty, a całe spotkanie potrwało godzinę i cztery minuty. Wynik 6:3, 6:0 mówi wszystko o dominacji Brytyjki w tym starciu.

    Kartal pisze historię, Kasatkina zawodzi

    Sonay Kartal sprawiła jedną z największych niespodzianek turnieju, eliminując tenisistkę z czołowej dwudziestki rankingu. W trzeciej rundzie WTA 1000 w Pekinie zmierzy się z Mayą Joint (36. WTA). Dla Kasatkiny to kolejny bolesny sygnał, że azjatycka część sezonu zupełnie jej nie służy.