Category: Uncategorized

  • Andriejewa rozbita w pierwszym secie, a potem zwrot! Niesamowity finał w Linzu

    Andriejewa rozbita w pierwszym secie, a potem zwrot! Niesamowity finał w Linzu

    Tyle trwał pierwszy set finału WTA 500 w Linzu. Mirra Andriejewa została w nim dosłownie zmiażdżona i mało kto stawiał na jej zwycięstwo. A jednak! Rosjanka odnalazła w sobie pokłady energii i wróciła do gry na wysokim poziomie. Odwróciła losy tego spotkania i dwa kolejne sety trafiły na jej konto. Sensacji nie było i pokonała Anastazję Potapową 1:6, 6:4, 6:3.
    WTA Linz

    W niedzielne popołudnie na austriackich kibiców czekało finałowe starcie Mirry Andriejewej z Anastazją Potapową w WTA 500 w Linzu. Faworytką była 10. rakieta świata, a zarazem triumfatorka tegorocznego turnieju w Adelajdzie. Mimo wszystko rywalka chciała sprawić sensację. Tym bardziej że była wspierana przez lokalną publiczność – kilka miesięcy temu zmieniła obywatelstwo z rosyjskiego na austriackie. Dodatkowo przemawiała za nią forma, którą prezentowała w turnieju. W drodze do finału nie straciła nawet seta, a Andriejewa owszem.

    Zobacz wideo Świątek sprzeciwia się rewolucji w tenisie. Sabalenka uważa inaczej
    Koszmarny pierwszy set Mirry Andriejewej! A potem… odrodzenie

    Mecz rozpoczął się od mocnej gry Potapowej. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę. Andriejewa była nerwowa od początku, popełniała sporo błędów, z czego Austriaczka korzystała. Trzecia odsłona tej partii dała jednak nadzieje Rosjance i jej kibicom. Wówczas obroniła własny serwis, a w kolejnym gemie miała nawet szansę na to, by odebrać podanie rywalce. Problem w tym, że z okazji nie skorzystała.

    To był właściwie początek jej koszmaru w tym secie. 97. rakieta świata nie oddała jej już ani jednego gema. Pewnie triumfowała 6:1, dwukrotnie przełamując Andriejewą. Wróciły demony Rosjanki – gdy coś nie idzie po jej myśli, denerwuje się, co wpływa na jej grę. Tak też było w tym spotkaniu. “Została zmasakrowana”, “Poziom jej tenisa jest żałosny”, “Dostała mocny wpier****l” – pisali zaniepokojeni internauci.
    Zwrot w finale!

    Mało kto wierzył, że Rosjanka będzie jeszcze w stanie podnieść się po ledwie 29-minutowej porażce. A jednak udowodniła, że nie można jej skreślać. W końcu jej drugi serwis zaczął lepiej funkcjonować, co miało przełożenie na wynik. Lepiej radziła sobie także z returnem. I w ten właśnie sposób doprowadziła do przełamania już w trzecim gemie. Jednak długo z prowadzenia się nie cieszyła. Potapowa błyskawicznie wzięła na niej rewanż. To nie był koniec emocji, a właściwie dopiero początek. W piątej odsłonie tego seta Andriejewa znów była w stanie wygrać przy podaniu Austriaczki. I to właśnie ten moment okazał się kluczowy. Nie dała sobie wyrwać przewagi z rąk, co doprowadziło do jej wygranej 6:4 i do trzeciego seta.

    Zobacz też: “W Polsce jest kościół Świątek”. Rzeczowa debata jest niemożliwa.
    Co za emocje!

    Ten był bardzo wyrównany, ale większe problemy w nim miała Potapowa. Już w pierwszym gemie musiała bronić break pointa. Z zadaniem poradziła sobie wyśmienicie. Pod presją znalazła się też w piątej odsłonie tego seta. Obroniła dwa break pointy, ale przy trzecim musiała skapitulować. To pozwoliło Andriejewej wyjść na prowadzenie (3:2). Kolejne dwa gemy to dwa przełamania. Ta sytuacja wciąż działała na korzyść Rosjanki. Ba, w gemie numer dziewięć miała nie tylko break pointa, ale zarazem piłkę meczową. Okazji nie wykorzystała. Nie zraziła się. Szybko wypracowała drugą szansę i tym razem postawiła kropkę nad “i”.

    Mirra Andriejewa – Anastazja Potapowa 1:6, 6:4, 6:3

    To dla Andriejewej drugi tytuł w tym sezonie, a piąty rangi WTA w karierze. Pozwolił jej awansować o jedną lokatę w rankingu. W najnowszym zestawieniu będzie plasować się na dziewiątym miejscu. Mimo że Potapowa nie wygrała, to też ma powody do radości. Zanotuje gigantyczny awans – przesunie się na 54. pozycję.

  • Generał “podpalił” internet wątkiem o Idze Świątek. “Ja nie mogę tego zrozumieć”

    Generał “podpalił” internet wątkiem o Idze Świątek. “Ja nie mogę tego zrozumieć”

    Interia od wczoraj jest w Gliwicach, by relacjonować przebieg meczu Polska – Ukraina o awans do finałów Billie Jean King Cup w Shenzhen. Podsumowaniem wydarzeń z pierwszego dnia była konferencja z udziałem kapitana reprezentacji Polski Dawida Celta, wiernie opisana w naszym portalu. Jedną ze spraw jest nieobecność na Górnym Śląsku Igi Świątek. Dziś do tej kwestii dosadnie odniósł się generał Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
    article cover

    Iga ŚwiątekArtur WidakAFP

    Od początku było wiadomo, że tylko w najmocniejszym składzie reprezentacja Polski ma realne szanse, aby postawić się kadrze Ukrainy. Rywalki przyjechały do Gliwic w najsilniejszym zestawieniu, na czele z 7. tenisistką świata Eliną Switoliną. W naszych szeregach brakuje z kolei Igi Świątek, która niedawno poinformowała, że w trudniejszym dla siebie czasie nie wspomoże koleżanek z kadry.

    “Ja nie mogę tego zrozumieć”. Generał Koziej o absencji Świątek

    A jeśli dodamy do tego nieobecność obecnej rakiety numer dwa, czyli Magdaleny Fręch (w sprawie jej absencji kapitan Dawid Celt bardzo cedził słowa), widzimy jak na dłoni, że misja pokonania mocnych rywalek z góry była potężnie zminimalizowana.

    Celt w gruncie rzeczy bardzo ucieszył się z pytania o kwestię nawierzchni, tłumacząc dlaczego wybór padł po z jednej strony naturalną w tym momencie kalendarza nawierzchnię ziemną, a nie było próby szukania przewagi w ułożeniu “harda”. I już w tym wątku szczerze wyznał, że choć nie było jeszcze żadnej pewności, jak postąpi Iga Świątek, to mączką starano się maksymalnie zwiększyć szanse na pożądaną decyzję supergwiazdy.

    Interia poprosiła Celta, by ostatecznie rozwiał wszelkie półprawdy wokół tego, jakie kulisy towarzyszyły próbom ściągnięcia do Gliwic Świątek.

    – Chcieliśmy trochę wyjść naprzeciw Idze, chociaż jeszcze kompletnie nie wiedzieliśmy, na czym będziemy stać. Ale wiedzieliśmy, że będziemy walczyć o Igę, bo będziemy ją potrzebować w tak ważnym meczu, z tak silnym rywalem jak Ukraina – mówił kapitan.

    I dodał: – Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby Igę ściągnąć. Kilkukrotnie rozmawiałem z Igą i jej otoczeniem, byliśmy w kontakcie. Chyba rozumiecie, że mnie najbardziej zależało na tym, żeby ona była w tej drużynie. (…)Czasami muszę odbić się od ściany i muszę to przełknąć. Bo na każdy mecz nie przyjedzie i to już wiemy.

    Nasz materiał spotkał się z zainteresowaniem ze strony generała Stanisława Kozieja, byłego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Nobliwy, wysoko postawiony polski wojskowy, pozwolił sobie skomentować tę sprawę na portalu X, dodając link do naszej publikacji, wyrażając krytykę dla postawy sportsmenki.

    “Ja nie mogę tego zrozumieć, że gra w reprezentacji Polski jest łaską, jaką robi polska zawodniczka lub zawodnik. Jeżeli Polska cię potrzebuje, rzucasz wszystko i przyjeżdżasz”

    Zgodnie z przypuszczeniami, pod wpisem generała pojawiło się mnóstwo komentarzy. Autor wpisu z niektórymi wszedł w polemikę, argumentując swój punkt widzenia na sprawę.

    Problem jest bardziej złożony, bo problemem jest między innymi bardzo rozbudowany kalendarz WTA, który nie ułatwia najtrudniejszych wyborów. Zresztą Elina Switolina jest tylko jedną z dwóch zawodniczek ze ścisłej czołówki, która właśnie teraz walczy o cele dla swojej drużyny narodowej (drugą jest Włoszka z polskimi korzeniami Jasmine Paolini).

    Z Gliwic – Artur Gac
    Dwie tenisistki w czapkach sportowych podczas meczu, po lewej zawodniczka trzyma ręcznik przy twarzy, po prawej druga triumfalnie zaciska pięść, wyrażając sportowe emocje.

    Iga Świątek zrezygnowała z kadry. Magda Linette tłumaczy, czym jest reprezentacja.AFPAFP
    mężczyzna w białej sportowej bluzie z mikrofonem w ręku udziela wywiadu na tle ścianki z logotypami Billie Jean King Cup oraz sponsorów

    Dawid CeltJarek PraszkiewiczPAP
    starszy mężczyzna w garniturze i krawacie stoi na tle flag w barwach biało-czerwonych oraz niebieskich, z poważnym wyrazem twarzy

    Generał Stanisław KoziejWojciech OlkuśnikEast News

  • Wyjaśniła się przyszłość Fissette’a. Nowe zadanie byłego trenera Świątek

    Wyjaśniła się przyszłość Fissette’a. Nowe zadanie byłego trenera Świątek

    Poprzedni miesiąc był dla Wima Fissette’a ciężki – jego podopieczna Iga Świątek nie podbiła Indian Wells, później bardzo szybko zakończyła przygodę w Miami Open. A to spowodowało, że ostatecznie Polka zrezygnowała ze współpracy z belgijskim szkoleniowcem. Fissette nie wrócił jeszcze do touru, ale przecież od trzech lat jest kapitanem reprezentacji Belgii. Rok temu był z nią w tenisowej drugiej lidze. A dziś może szykować się do kolejnego niezwykle prestiżowego zadania.

    Wim Fissette, były trener Igi ŚwiątekArtur Widak/Nur PhotoAFP

    Pożegnanie Igi Świątek z Wimem Fissettem było jednym z najciekawszych wydarzeń w kobiecym tenisie w poprzednim miesiącu. Zeszłego lata wspólnie zdobyli “tenisowy Mt. Everest”, bo takim jest triumf na wimbledońskiej trawie. Tyle że ostatnio gra Polki już wyraźnie szwankowała – czarę goryczy przelała szybka porażka w Miami z Magdą Linette. To był ostatni mecz Igi pod opieką belgijskiego trenera. Dziś Iga przygotowuje się do zmagań w Stuttgarcie już z Francisco Roigiem – w środę lub czwartek zagra w Porsche Arenie pierwsze spotkanie.

    Fissette jeszcze nikogo nie objął swoją trenerską opieką, choć w środowisku słychać pogłoski, że to on zastąpi Holendra Hendrika Vleeshouwersa w roli trenera Amandy Anisimovej. Czy tak się stanie, przekonamy się zapewne w najbliższych dniach. Belg bynajmniej w ostatnim czasie nie próżnował. Od trzech lat jest kapitanem reprezentacji Belgii w Billie Jean King Cup. I w Ostendzie walczył o powrót do ścisłej elity.

    Billie Jean King Cup. Kopciuszek z Belgii kontra 18-krotny mistrz świata. Wielkie chwile w Ostendzie

    Jeszcze rok temu Belgia grała w Wilnie w turnieju pierwszej grupy euro-afrykańskiej – była daleko od światowej elity. I musiała sobie radzić bez największej gwiazdy, bo Elise Mertens konsekwentnie odmawiała gry w BJK Cup.

    Fissette wprowadzał więc do gry młode zawodniczki, m.iin. Hanne Vandewinkel czy Sofię Costoulas, powołał 17-letnią Jeline Vandromme, która później jesienią triumfowała w juniorskim US Open. I ten jego zespół sprawiał niespodzianki – najpierw awansując do fazy play-off, a w niej wygrywając turniej w Ismaning, z Niemcami i Turcją. Stąd miejsce Belgijek w obecnych zmaganiach o finał w Shenzhen – po 13 latach przerwy.

    Fissette doczekał się starcia z USA – Amerykanki może i przyjechały do Ostendy bez swoich gwiazd, Coco Gauff, Amandy Anisimovej czy Jessiki Peguli, ale przecież i tak Iva Jovic jest wyżej notowane od beligjskiej “1” Elise Mertens, a trzy kolejne Amerykanki w składzie: McCartney Kessler, Hailey Baptiste czy Caty McNally – wyżej od belgjskiej “2” Vandenwinkel.

    To jednak Hannve Vandenwinkel została ostatecznie bohaterką w całej Belgii. W sobotę sensacyjnie pokonała Jovic, później ekipie Fissette’a dopisało szczęście. Kessler dobrze radziła sobie w meczu z Mertens, ale w połowie drugiego seta doznała kontuzji pleców. I zrobiło się 2:0, patrząc z perspektywy Belgii.

    Aby zapewnić sobie miejsce w Shenzhen, Belgia musiała więc dorzucić dziś jeszcze jeden punkt. I wydawało się, że nastąpi to szybko, już w deblu, skoro w składzie drużyny Fissette’a pojawiła się światowe “1” w tej specjalności – Mertens. Wspólnie z Magali Kempen przegrały jednak 4:6, 2:6 z parą McNally/Nicole Melichar-Martinez.
    dwoje uśmiechniętych ludzi ubranych w sportowe czerwone stroje, kobieta z opaską na głowie i mężczyzna przytulający ją ramię w ramię, w tle rozmyta publiczność

    Wim Fissette i Greet MinenBENOIT DOPPAGNE AFP

    Były trener Świątek zdecydował się wówczas na zaskakujące zagranie – miejsce Mertens na mecz z 16. zawodniczką rankingu WTA – Ivą Jovic – posłał Greet Minnen. Zawodniczkę numer 149. na światowej liście. Już 28-letnią, ostatnio grającą głównie w zawodach ITF, a w całej karierze mającą zaledwie jeden wygrany mecz z rywalką z TOP 20.

    Teraz zaś Minnen sprawiła wielką sensację, pokonała Jovic 7:5, 6:3. Awans Belgii stał się faktem, ostatniego spotkania singlowego nie trzeba już było rozgrywać.

    W finałowym turnieju w Shenzhen, między 22 i 27 września, wystąpi osiem ekip. Będą to Belgia, Chiny, Czechy, Wielka Brytania, Włochy, Kazachstan, Hiszpania oraz Ukraina.
    Wim Fissette

    Wim FissetteBENOIT DOPPAGNE / BELGAAFP
    grupa sportowców ubranych w czerwone dresy z napisem ‘Belgium’ świętuje razem, obejmując się i wyrażając radość po wspólnym sukcesie

    Radość reprezentacji Belgii po sensacyjnym awansieOLIVIER MATTHYS PAP/EPA

    Arriva LOTTO Twarde Pierniki Toruń – Dziki Warszawa. Skrót meczu.

  • Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Dariusz Ostafiński, Interia: Jaką Igę Świątek zobaczymy w turnieju w Stuttgarcie? Czy zmiana trenera wystarczy, by wyszła z tego kryzysu, w którym była pogrążona?

    Karol Stopa, komentator Eurosportu: Najogólniej rzecz biorąc, to już to przerabialiśmy. Iga Świątek zmieniała już kilku trenerów i każda z tych zmian wyglądała pozytywnie. Działał efekt tej nowej miotły. To niby bardziej dotyczy sportów zespołowych, ale w indywidualnym to też działa. Jak obie strony są siebie ciekawe, jak na siebie nie warczą, a na tym etapie nie ma na ogół powodów, żeby tak się działo, to te początki są zwykle udane.

    Świątek podobna do Nadala. To plus dla Roiga

    Dodatkowo w tle mamy Rafaela Nadala.

    – Ja bym bardziej powiedział, że tu dochodzi ten element fascynacji Nadalem. To jest zresztą coś, co uwidaczniało się od samego początku kariery Igi. A to względu na sposób trzymania rakiety, czy sposób przygotowania się do uderzenia. Iga od dawna mocno kojarzyła się z Nadalem. Mało mamy w tenisie takich porównań do niego, ale patrząc na Igę, można powiedzieć, że jednak ma z nim wiele wspólnego.

    I to jest chyba duży plus dla trenera Francisco Roiga.

    – Zdecydowanie tak. Dużo łatwiej jest mu pracować z zawodniczką, która tak bardzo przypomina mu kogoś, z kim był związany przez blisko dwie dekady. W ogóle to Roig jest innym typem trenera niż Wim Fissette. Belg miał dużo doświadczenia z dobrymi zawodniczkami. Kilka z tych przygód kończyło się wygrywaniem szlemów. Na początku wzięła go Kim Clijsters i on dzięki niej ruszył w świat. Potem były krótkie przygody, gdzie działy się dobre rzeczy, ale jak powiedziałem, nie trwało to długo. Gdyby zastosować porównanie do wyścigów konnych, to można by powiedzieć, że Fissette wybierał dobre konie, robił coś efektownego i zeskakiwał za metą. A czasem był zrzucany.

    Stopa stawia trudne pytanie: czy drugoplanowy aktor sobie poradzi?

    A jaki jest Roig?

    – To jest człowiek, który całe życie był tym drugim, trzecim, kimś z zaplecza. Nadal wystawiał go na pierwszy plan, jeśli stryjek Toni lub Carlos Moya nie mogli być z boku i mu doradzać. Zasadniczo Roig był jednak podpowiadaczem. Jak się skończyła jego kariera z Nadalem, to miał cztery próby indywidualne, które trwały krótko i niczego dobrego nie przyniosły. Ani z Raducano, ani z Berrettinim, ani z Mpetshi Perricardem. Nic takiego się nie stało, co by można powiedzieć, że to fajna postać.

    Eksperci podnoszą ten problem od pierwszych chwil po wyborze.

    – Bo można mieć leciutkie wątpliwości z tym związane. Nigdy pan nie wie, czy aktor drugoplanowy, który nagle dostał życiową szansę zagrania Hamleta, sprosta zadaniu. Najzwyczajniej na świecie. To może być fenomen, który nagle zrobi to wszystko tak, że powiemy, że to jego rola, jego postać i wyjdzie nam z tego fantastyczny scenariusz. Może się też jednak okazać, że wieczny rezerwowy sobie nie poradzi.

    A jak pan to czuje?

    – Nie wiem do końca, czy problem sprowadza się do samego Roiga i czy jego przyjście pozwoli rozwiązać wszystkie kłopoty. W końcu to już czwarta taka zmiana u Świątek, a przy tym, co dzieje się wokół niej, nie ma nawet możliwości, żeby się temu spokojnie przyjrzeć, żeby o tym podyskutować, wyciągnąć wnioski.

    Wyznawcy kościoła Świątek obrzucą go błotem

    Co ma pan na myśli?

    – Ten rozhisteryzowany tłum, tych wyznawców kościoła Igi Świątek. Tak to niestety wygląda w światowym sporcie i to nie jest tylko nasza specjalność. Mamy kościoły Realu, kiedyś Nadala czy Federera, a teraz w Polsce mamy kościół Swiątek. To jest absolutnie zrozumiałe z racji jej pozycji i sukcesów. Z drugiej strony ten poziom kibicowania, czasem wręcz kibolstwa, doszedł już to takich rozmiarów, że to uniemożliwia taką normalną, rzeczową debatę. Ja mam obawę, że cokolwiek nie powiem, to ktoś mnie obrzuci błotem, albo zagrozi, że zrobi coś komuś z mojego otoczenia.

    Ma pan rację.

    – Radykalność w świecie polityki przeniosła się do świata sportu i trudno udawać, że tak nie jest. To chamstwo, ta buta gówniarzerii wymyślającej wszystkim naokoło psuje debatę. A rozmawiając o tym, jakie mogą być efekty pracy Roiga musimy zgłosić parę wątpliwości.

    Ludzie, którzy pracują ze Światek podpisują jakieś klauzule

    To znaczy.

    – Już nawet nie chodzi o snucie spekulacji dotyczących statusu pani psycholog w teamie naszej zawodniczki, bo nigdy tego nie robiłem. W przypadku Świątek mamy jednak do czynienia z jakimiś zjawiskami, które dzieją się za fosą z mostem zwodzonym, za poczwórnymi strażami. Ludzie, którzy z nią pracują, muszą podpisywać dokumenty lojalności, jakieś klauzule, że nie będą się wypowiadali na temat tego, co dzieje się u Igi. Każdy zespół ma oczywiście prawo do swoich decyzji. Kiedyś francuski tenisista Pioline miał takie podejście, że my tu jesteśmy w twierdzy, a dookoła nas wilki, ale już po wszystkim udzielał wywiadów, które były czymś w rodzaju rachunku sumienia.

    Rozumiem, że wszystko to, co jest za fosą, utrudnia nam ocenę sytuacji.

    – Tak, bo żaden z nas, ani pan, ani ja nie jesteśmy w stanie powiedzieć, skąd te dziwne nastroje, skąd to nastawienie mentalne Igi. Kiedyś myślałem, że dotyczy to wyłącznie zmiany nawierzchni. Jednak ostatni czas pokazał, w tym ta dziwna wypowiedź Fissette, że Iga nie rozumiała żadnego zdania, które do niej mówił, pokazuje, że coś złego dzieje się tam w środku. Fissette nie chciał drążyć tematu przez szacunek dla Igi i ta też przez szacunek do niej nie będę tego robił. Jakieś dziwne rzeczy jednak są i one też wymagają rozwiązania.

    “Gdzie wtedy Iga będzie szukać ratunku?”, pyta ekspert

    Roig może to zrobić.

    – Mam nadzieję, że nowy trener, to zrobi. Jak powiedział niedawno Robert Radwański, tata Agnieszki, dobrze by było, żeby w teamie Igi wreszcie nastały męskie rządy, żeby trener w końcu był trenerem. Ci z kościoła Świątek pewnie pomyślą teraz, co ten stary dureń opowiada, ale ta zmiana jest dla Igi Świątek dużą szansą.

    Lech Sidor powiedział mi nieco żartobliwie, że Świątek będzie słuchać Roiga, bo przecież nie może sobie pozwolić na to, żeby ten poskarżył się Nadalowi.

    – Jest bardzo dużo argumentów przemawiających za tym, żeby było normalnie. Ja się tylko boję jednego. Co jeśli okaże się, że za jakiś czas powtórzy się sytuacja, z którą mieliśmy do czynienia w tych ostatnich dniach Wima Fissette? Gdzie wtedy Iga będzie szukać ratunku? A jeśli do tego dojdzie, to będzie to znaczyło, że problemem nie jest trener, ale to wszystko, co dzieje się w środku, w tej twierdzy z poczwórnymi strażami.
    Młoda kobieta w białej koszulce i różowej czapce z daszkiem przykłada dłoń do twarzy, odsłaniając jedno oko; na nadgarstku ma złoty zegarek.

    Iga ŚwiatekIMAGO/Juergen Hasenkopf/Imago Sport and News/East News East News
    Mężczyzna w czapce z daszkiem z napisem ‘CASA LOTOS’, ubrany w niebieską koszulkę polo z białymi detalami, siedzi oparty o rękę z zamyśloną miną, w tle widoczne są rozmyte sylwetki innych osób.

    Francisco RoigMatthew StockmanAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    MKS Dąbrowa Górnicza – AMW Arka Gdynia. Skrót meczu.

  • Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Po reprezentacyjnych rozgrywkach BJK Cup przyszedł czas na turniej WTA 500 w Stuttgarcie. Na terenie Niemiec pojawiły się niemal wszystkie zawodniczki z czołowej “4” rankingu. Brakuje jedynie Aryny Sabalenki, która w czwartek poinformowała o problemach zdrowotnych i wycofaniu z tej prestiżowej imprezy. Od kilku dni u naszych zachodnich sąsiadów przebywa Iga Świątek. Raszynianka spotkała się dzisiaj z Paulą Badosą na korcie centralnym zmagań. Jaki był efekt? Prezentujemy szczegóły.
    Iga Świątek i Paula Badosa zameldowały się razem na korcie w Stuttgarcie

    Iga Świątek i Paula Badosa zameldowały się razem na korcie w StuttgarcieMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / Andreas Gora / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Iga Świątek dotarła do Stuttgartu jeszcze przed weekendem. W piątek zanotowała pierwszy trening na korcie centralnym zmagań rangi WTA 500. Wówczas miała zajęcia ze sparingpartnerem. Wczoraj mogła sprawdzić swoją dyspozycję na tle Alexandry Eali. Tuż po godz. 15:00 przeprowadzono ceremonię losowania drabinki. Z racji rozstawienia z “3”, Raszynianka ma wolny los w premierowej fazie. Zainauguruje zatem zmagania od drugiej rundy, gdzie zmierzy się z Magdaleną Fręch albo Laurą Siegemund.

    Czwarta rakieta świata posiada zatem jeszcze kilka dni na przygotowania do pierwszego meczu. Dzisiaj wróciła na kort o godz. 13:30, by dalej szlifować formę. Tym razem spotkała się na arenie z Paulą Badosą. Na początku obserwowaliśmy typową rozgrzewkę treningową między paniami. W jej trakcie doszło do niecodziennego incydentu. Hiszpanka trafiła serwisem w siatkę w taki sposób, że uszkodzona została taśma. Problem okazał się na tyle poważny, iż w pewnym momencie wszyscy będący na korcie próbowali dokonać naprawy. Po kilku minutach uporano się z kłopotem i zawodniczki mogły kontynuować odbijanie. Gdy panie skończyły trening podania, przeszły już do rozgrywki na punkty.

    Iga Świątek i Paula Badosa na korcie w Stuttgarcie

    Potyczka rozpoczęła się od serwisu Badosy. Już na “dzień dobry” doszło do przełamania. Hiszpanka popełniła podwójny błąd przy podaniu, pojawiły się dwa break pointy z rzędu dla Świątek. Polce wystarczyła premierowa okazja. Następne rozdania przebiegały po myśli serwujących. Ciekawiej zrobiło się w czwartym gemie, przy podaniu Igi. Doszło do walki na przewagi, ale w kluczowych dwóch akcjach Raszynianka pomogła sobie serwisem. Zawodniczki schodziły na przerwy po dwóch rozdaniach. W tym czasie bardzo aktywny był trener Świątek – Francisco Roig. Na bieżąco starał się przekazywać uwagi, dużo gestykulował i pokazywał ruchów rakietą.

    W trakcie siódmego gema Paula została przełamana po raz drugi. Chociaż prowadziła 30-15, potem trzy punkty z rzędu trafiły na konto Igi. Na koniec treningowego seta Raszynianka wróciła ze stanu 0-30 i zgarnęła partię wynikiem 6:2. Po krótkiej przerwie panie kontynuowały grę. Na starcie drugiej odsłony obserwowaliśmy długie rozdania, składające się z czterech równowag. Po początkowych szansach Badosy na “oczko”, przyszły break pointy dla Polki. Po trzecim doszło do przełamania na korzyść naszej reprezentantki. W następnych minutach Świątek rozegrała perfekcyjnego gema. Nie straciła ani jednego punktu, na koniec posłała dwa asy. Zrobiło się 2:0 dla Igi.

    Po kolejnej przerwie Hiszpanka zniwelowała stratę. W czwartym gemie doczekała się dwóch break pointów. Pierwszego Raszynianka zdołała obronić, ale przy drugim zanotowała błąd, po którym aż chwyciła się za głowę. W trakcie piątego rozdania Badosa miała 30-15, ale finalnie znów straciła własne podanie. Przy wyniku 6:2, 3:2 (z różnicą przełamania w drugim secie) nastąpił finisz, gdyż zakończył się 90-minutowy slot przewidziany dla obu tenisistek. Zawodniczki podziękowały sobie za grę i zaczęły się zbierać do szatni. W tym czasie na arenę wkroczyły Magdalena Fręch oraz Ella Seidel, których trening miał ruszyć o godz. 15:00.

    Iga ma zatem za sobą kolejny dzień zajęć na korcie w Stuttgarcie. Jej pierwszy mecz zostanie rozegrany dopiero w środę albo czwartek. Finał prestiżowych zmagań rangi WTA 500 przewidziano na niedzielę, 19 kwietnia. Najważniejsze informacje dotyczące turnieju można znaleźć na stronie Interia Sport.
    Zawodniczka tenisowa w czapce i jasnym stroju pokazuje zaciśniętą pięść w geście triumfu na tle niebieskiego kortu.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP
    Kobieta w sportowym stroju z widocznym logiem Reebok, uśmiechnięta, z opaską na głowie i długim, splecionym warkoczem dynamicznie odchylonym w bok, tło rozmyte w niebieskich odcieniach.

    Magdalena FręchPatrick HAMILTONAFP
    Laura Siegemund

    Laura SiegemundDAVID GRAY / AFPAFP

    Magda Linette – Marta Kostiuk. Skrót meczu.

  • Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Badosa przetestowała formę Świątek. 90 minut gry na korcie w Stuttgarcie

    Po zakończeniu rywalizacji reprezentacyjnej w ramach Billie Jean King Cup tenisowy świat przenosi się do Niemiec, gdzie rusza prestiżowy turniej rangi WTA 500 w Stuttgarcie. W imprezie pojawiła się niemal cała czołówka światowego rankingu – zabrakło jedynie Aryny Sabalenki, która wycofała się z powodu problemów zdrowotnych. Wśród uczestniczek nie mogło zabraknąć Igi Świątek, która już od kilku dni przygotowuje się na miejscu do startu.

    Polka przybyła do Stuttgartu jeszcze przed weekendem i od razu rozpoczęła treningi. W piątek po raz pierwszy pojawiła się na korcie centralnym, gdzie ćwiczyła ze sparingpartnerem. Dzień później miała okazję sprawdzić się w grze z Alexandrą Ealą. Tymczasem po południu odbyło się losowanie drabinki turniejowej. Świątek, rozstawiona z numerem trzecim, otrzymała wolny los w pierwszej rundzie. Swój udział rozpocznie więc od drugiej fazy, gdzie zmierzy się z Magdaleną Fręch lub Laurą Siegemund.

    Czwarta rakieta świata ma jeszcze kilka dni na dopracowanie formy przed pierwszym meczem. W niedzielę wróciła na kort, gdzie o godzinie 13:30 rozpoczęła kolejny trening. Tym razem jej rywalką była Paula Badosa. Początkowo tenisistki skupiły się na standardowej rozgrzewce, choć nie obyło się bez nietypowej sytuacji – po jednym z serwisów Hiszpanki uszkodzona została taśma siatki, co na chwilę przerwało zajęcia. Po kilku minutach problem rozwiązano i zawodniczki mogły wrócić do gry.

    Po części serwisowej tenisistki przeszły do rozgrywania punktów. Już na początku Świątek przełamała podanie Badosy, wykorzystując błędy rywalki, w tym podwójny błąd serwisowy. Kolejne gemy były bardziej wyrównane, choć Polka kontrolowała przebieg wydarzeń. W czwartym gemie musiała bronić się przed break pointami, jednak skutecznie wykorzystała serwis, by wyjść z opresji. W przerwach między gemami aktywnie pracował jej trener Francisco Roig, który na bieżąco przekazywał wskazówki.

    W siódmym gemie Świątek ponownie przełamała rywalkę, odwracając losy wymiany przy stanie 30:15 dla Badosy. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:2 dla Polki, która pokazała solidną i pewną grę.

    Druga partia rozpoczęła się od długiego, zaciętego gema, w którym ostatecznie górą była Świątek. Chwilę później Polka rozegrała perfekcyjny gem serwisowy, nie tracąc ani jednego punktu i kończąc go dwoma asami. Badosa zdołała jednak odrobić część strat, przełamując Świątek w czwartym gemie, choć Polka była bliska obrony. Mimo to chwilę później ponownie straciła podanie, co pozwoliło Świątek odzyskać przewagę.

    Trening zakończył się przy wyniku 6:2, 3:2 dla Polki, ponieważ upłynął przewidziany 90-minutowy czas na kort. Obie zawodniczki podziękowały sobie za wspólną grę i opuściły arenę, ustępując miejsca kolejnym tenisistkom.

    Dla Świątek był to kolejny wartościowy dzień przygotowań w Stuttgarcie. Swój pierwszy mecz w turnieju rozegra najprawdopodobniej w środę lub czwartek. Finał zaplanowano na niedzielę, 19 kwietnia.

  • Prezydent Nawrocki pominął Kamila Stocha. To niezrozumiałe

    Prezydent Nawrocki pominął Kamila Stocha. To niezrozumiałe

    Zacytował świętego Augustyna, pogratulował bohaterom tegorocznych igrzysk i umieścił ich sukcesy na tle wielkich poprzedników – Adama Małysza oraz Justyny Kowalczyk. Ale o naszym największym zimowym olimpijczyku w historii, czyli o Kamilu Stochu, prezydent Karol Nawrocki nie wspomniał. Dlaczego? W sobotę w Warszawie w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego odbyła się uroczysta gala podsumowująca występy naszych reprezentantów na igrzyskach olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026. Uroczystość rozpoczęła się od odczytania listu skierowanego do polskich bohaterów igrzysk przez prezydenta RP, Karola Nawrockiego. Prezydent Nawrocki nie pojawił się na gali. Reprezentował go Mateusz Kotecki, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP. Przytaczamy cały list odczytany przez współpracownika prezydenta: Organizatorzy i uczestnicy gali olimpijskiej podsumowującej udział reprezentacji Polski w 25. Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Szanowni Państwo, serdecznie pozdrawiam całą rodzinę olimpijską. Składam wyrazy uznania i gratulacje działaczom, trenerom, członkom sztabów szkoleniowych, a przede wszystkim zawodnikom, którzy godnie reprezentowali Polskę na 25. Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Dziękuję za trud przygotowań, niezliczone godziny treningów oraz emocje, których dostarczali Państwo rodakom na arenach sportowych w lutym tego roku. Podczas ślubowania olimpijczyków 30 stycznia życzyłem naszym reprezentantom powodzenia na włoskich stokach, skoczniach i lodowiskach, podkreślając, że wraz z całym narodem będę z nimi w każdej sekundzie. Byłem pewny, że wywalczą Państwo dla Polski niejeden medal. Przywołałem wtedy słowa świętego Augustyna – “Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Bardzo się cieszę, że polscy sportowcy udowodnili we Włoszech, ile prawdy jest w tej sentencji i że znakomita passa naszych zimowych występów olimpijskich trwa. Od igrzysk w Salt Lake City w 2002 roku i dwóch medali Adama Małysza, przez triumfy Justyny Kowalczyk i sukcesy naszych łyżwiarzy, aż po laury zdobyte w Pekinie i teraz we Włoszech polski sport zimowy regularnie dostarcza powodów do dumy. Ufam, że w przyszłości tych sukcesów będzie jeszcze więcej. Wyrażam najwyższe uznanie medalistom. Ogromną radość polskim kibicom sprawili skoczkowie narciarscy. Już po raz szósty na igrzyskach w XXI wieku. Dwa indywidualne medale Kacpra Tomasiaka oraz trzeci zdobyty wspólnie z Pawłem Wąskiem w pierwszym historycznym konkursie duetów to wielkie osiągnięcie. Podobnie jak srebro wywalczone przez Władimira Semirunnija, który powiększył tym samym olimpijski dorobek naszych panczenistów do siedmiu medali. Z serca gratuluję znakomitych rezultatów nie tylko medalistom, lecz także innym reprezentantom, którzy niejednokrotnie ocierali się o podium i pokazywali niezwykły hart ducha. Są w tym gronie m.in. Maryna Gąsienica-Daniel, siódma w slalomie gigancie w narciarstwie alpejskim, Damian Żurek i Kaja Ziomek-Nogal, którzy osiągnęli wybitne rezultaty w łyżwiarskich sprintach. Chylę czoła przed naszymi biathlonistkami, autorkami najlepszego w historii miejsca Polski w biegu sztafetowym, a także przed Nikolą Domowicz i Dominiką Piwkowską, które na torze saneczkarskim udowodniły, że pasja i wytrwałość mogą przynosić znakomity wynik mimo różnych przeciwności. Dziękuję wszystkim olimpijczykom za godne reprezentowanie naszej Ojczyzny. Zawodnikom życzę niewyczerpanej motywacji do treningów i przekraczania własnych granic, trenerom satysfakcji z pracy i z osiągnięć podopiecznych, a działaczom licznych sukcesów organizacyjnych. Niech Polski sport zimowy przynosi dużo radości rodakom także w kolejnych latach. Wszystkiego dobrego. Z poważaniem, Karol Nawrocki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Niedawno Nawrocki i Stoch wspólnie śpiewali hymn. Teraz prezydent pominął największego z mistrzów List prezydenta jest elegancki, słuchało się go przyjemnie, ale wiele osób na gali od razu wychwyciło, że nie usłyszało nazwiska Stoch. To bardzo zaskakujące, że pisząc o medalowej passie naszych zimowych olimpijczyków Nawrocki wymienił Adama Małysza i Justynę Kowalczyk, a Kamila Stocha pominął. Dziwi, że po wskazaniu sukcesów Małysza i Kowalczyk prezydent przeszedł do wspomnienia sukcesów łyżwiarzy i laurów zdobytych w Pekinie, by tą drogą dojść do sukcesów z tegorocznych igrzysk. Dziwi, że droga nakreślona przez prezydenta nie wiodła przez gigantyczne przecież olimpijskie osiągnięcia Stocha. Mówiąc o polskich sukcesach na zimowych igrzyskach olimpijskich, nie sposób pominąć najlepszych dla nas w historii igrzysk w Soczi w 2014 roku. A tam dwa z czterech złotych medali dla Polski wywalczył Stoch. Po czym trzecie złoto dorzucił w 2018 roku w Pjongczangu. Stoch to najbardziej utytułowany polski sportowiec w historii zimowych igrzysk. Wywalczył trzy medale złote i jeden brązowy. Za nim plasuje się Kowalczyk z dwoma medalami złotymi, jednym srebrnym i dwoma brązowymi. Patrząc na olimpijskie dokonania, w cieniu Stocha jest też Małysz z trzema srebrami i jednym brązem. Trudno podejrzewać tu prezydenta Nawrockiego o złą wolę. W pamięci kibiców zapewne są piękne obrazki sprzed zaledwie trzech miesięcy. W styczniu prezydent specjalnie przyjechał do Zakopanego, żeby uczestniczyć w pożegnaniu Stocha z występami w Pucharze Świata na polskiej ziemi. Po zawodach na Wielkiej Krokwi Nawrocki dziękował sportowemu bohaterowi Polski na specjalnej ceremonii. Wówczas prezydent i skoczek m.in. wspólnie odśpiewali a cappella hymn Polski. Teraz, na gali olimpijskiej, o Stochu nie zapomniał Radosław Piesiewicz. Prezes PKOl, wymieniając najważniejsze dla naszej reprezentacji wydarzenia włoskich igrzysk, mówił o pożegnaniu “naszego wybitnego skoczka, Kamila Stocha”. Dlaczego o Stochu zapomniał prezydent – nie wiemy. Ale wiemy, że po sali poniosła się opinia, że Nawrocki popełnił faux pas.

  • Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Obawy przed powrotem Świątek. “Coś złego dzieje się w środku”

    Iga Świątek jest już w Niemczech, gdzie wkrótce rozpocznie rywalizację w halowym turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. To będzie dla niej szczególny występ – po raz pierwszy zaprezentuje się pod okiem nowego szkoleniowca, Francisco Roiga. Jak może wyglądać ten debiut? Komentator Eurosportu Karol Stopa zwraca uwagę, że choć zmiana trenera często przynosi pozytywny impuls, to w tym przypadku pojawiają się także znaki zapytania.

    Zdaniem eksperta, historia pokazuje, że Świątek dobrze reagowała na wcześniejsze zmiany w sztabie. Na początku współpracy zwykle pojawiał się efekt świeżości – obie strony były sobą zainteresowane, a brak napięć sprzyjał szybkim postępom. Taki scenariusz może powtórzyć się również teraz.

    Dodatkowym atutem Roiga jest jego wieloletnia współpraca z Rafaelem Nadalem. Styl gry Świątek od dawna bywa porównywany do Hiszpana – zarówno pod względem techniki, jak i przygotowania do uderzeń. To może ułatwić trenerowi pracę, bo trafia na zawodniczkę, której sposób myślenia o tenisie jest mu dobrze znany.

    Jednocześnie Roig to zupełnie inny typ szkoleniowca niż Wim Fissette. Belg miał doświadczenie w prowadzeniu czołowych tenisistek i potrafił osiągać z nimi szybkie sukcesy, choć jego współprace często nie trwały długo. Roig natomiast przez lata funkcjonował raczej w cieniu – jako wsparcie dla głównych trenerów Nadala. Kiedy próbował samodzielnych projektów, nie przyniosły one większych rezultatów.

    To rodzi naturalne pytanie: czy trener drugiego planu odnajdzie się w roli lidera? Stopa porównuje tę sytuację do aktora, który nagle dostaje życiową szansę zagrania głównej roli – może ją wykorzystać i zachwycić, ale równie dobrze może nie sprostać oczekiwaniom.

    Ekspert podkreśla jednak, że problem Świątek może sięgać głębiej niż sama kwestia trenera. Zwraca uwagę na trudną atmosferę wokół zawodniczki oraz ograniczony dostęp do informacji o tym, co dzieje się w jej zespole. Według niego funkcjonuje on niczym zamknięta twierdza, a osoby z otoczenia tenisistki są zobowiązane do zachowania pełnej dyskrecji.

    Dodatkowym utrudnieniem jest presja ze strony opinii publicznej. Rosnąca liczba fanów sprawia, że każda krytyczna uwaga spotyka się z ostrą reakcją, co utrudnia rzeczową analizę sytuacji. Tymczasem – jak zaznacza Stopa – pojawiają się sygnały, że problem może mieć także wymiar mentalny, a jego źródło nie jest do końca jasne.

    Nowy trener może pomóc uporządkować tę sytuację i wprowadzić większą stabilność w zespole. Istnieje jednak obawa, że jeśli współpraca z Roigiem nie przyniesie oczekiwanych efektów, Świątek ponownie stanie przed tym samym pytaniem: gdzie szukać rozwiązania? Wtedy coraz trudniej będzie wskazać winnego w osobie szkoleniowca, a uwaga skupi się na tym, co dzieje się wewnątrz jej sztabu i samej zawodniczki.

  • Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”

    Niemcy piszą o Świątek. “Sytuacja jest dokładnie odwrotna”

    Niemiecki portal „Sportschau” przyjrzał się sytuacji Igi Świątek przed rozpoczęciem prestiżowego turnieju w Stuttgarcie, wskazując jednocześnie główne kandydatki do końcowego triumfu. W artykule podkreślono, że pozycja Polki znacząco różni się od tej, do której przyzwyczaiła kibiców w ostatnich latach.

    Jeszcze niedawno Świątek dominowała na światowych kortach i dwukrotnie sięgała po tytuł w Stuttgarcie. Tym razem jednak przyjeżdża do Niemiec w zupełnie innych nastrojach – po niespodziewanej porażce już w pierwszym meczu turnieju w Miami. Zdaniem autora tekstu, Mathisa Hartenfellera, można mówić o pewnego rodzaju kryzysie formy u 24-latki.

    Z drugiej strony turniej w Stuttgarcie budzi ogromne zainteresowanie, ponieważ będzie to pierwszy występ Świątek pod wodzą nowego szkoleniowca. Polka rozpoczęła współpracę z Francisco Roigiem, byłym trenerem Rafaela Nadala, co dodaje całej sytuacji dodatkowego kontekstu i nadziei na przełamanie.

    „Sportschau” zwraca uwagę również na sytuację Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu wycofała się z turnieju z powodu kontuzji, której nabawiła się po triumfie w Miami. Stuttgart pozostaje dla niej pechowym miejscem – mimo czterech finałów, nigdy nie udało jej się tam zwyciężyć.

    W gronie głównych faworytek do tytułu, obok Świątek, wymieniane są także Jelena Rybakina oraz Coco Gauff. Kazaszka, która triumfowała w Stuttgarcie przed rokiem i zajmuje czołowe miejsce w rankingu WTA, ponownie uchodzi za jedną z najgroźniejszych zawodniczek. Z kolei młoda Amerykanka potwierdziła swoją wysoką formę, docierając niedawno do finału w Miami, gdzie po zaciętym pojedynku uległa Sabalence.

    Przypomnijmy, że w ubiegłorocznej edycji turnieju w Stuttgarcie zwyciężyła Jelena Ostapenko. Łotyszka w finale pokonała Sabalenkę w dwóch setach 6:4, 6:1, sprawiając jedną z większych niespodzianek sezonu.

  • Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Boniek prosto z mostu. “Mamy problem”. Jest też jasny apel do Lewandowskiego

    Zbigniew Boniek ostro po meczu ze Szwecją. Wskazuje największy problem kadry i apeluje do Lewandowskiego

    Po opadnięciu emocji po porażce ze Szwecją, wciąż trudno zrozumieć, jak reprezentacja Polski mogła przegrać tak ważne spotkanie. W rozmowie z Interią były prezes PZPN i legenda polskiego futbolu, Zbigniew Boniek, nie ukrywa rozczarowania i jasno wskazuje główne przyczyny niepowodzenia.

    Jego zdaniem rywal był wyjątkowo słaby. Podkreśla, że nie pamięta tak słabej reprezentacji Szwecji od lat, a osłabiona drużyna przeciwnika skupiła się głównie na tym, by przetrwać mecz i doprowadzić do rzutów karnych. Tym bardziej bolesna jest porażka Polaków, którzy – mimo potencjału – nie potrafili wykorzystać okazji.

    Największy problem? Defensywa. Boniek nie ma wątpliwości, że to właśnie gra obronna zawiodła najbardziej. Zaznacza jednak, że trudno mieć większe pretensje do selekcjonera Jan Urban w kontekście ofensywy – tam widać było pomysł, schematy i kreatywność. Problem pojawia się z tyłu, gdzie brakuje organizacji i koncentracji.

    Były reprezentant zwraca uwagę, że nawet gra trzema środkowymi obrońcami nie jest problemem samym w sobie. Klucz tkwi w jakości wykonania. Jego zdaniem polscy defensorzy nie prezentują odpowiedniego poziomu i nie są wystarczająco skoncentrowani, by skutecznie realizować założenia taktyczne.

    Boniek odnosi się także do oceny pracy Urbana. Podkreśla, że decyzja o przedłużeniu kontraktu była słuszna, bo trener przywrócił drużynie normalność i odbudował więź z kibicami. Jednocześnie zaznacza, że po takiej porażce nie można udawać, że nic się nie stało. Dodaje nawet, że gdyby na miejscu Urbana był Fernando Santos, reakcja opinii publicznej byłaby znacznie ostrzejsza.

    W dyskusji pojawia się także temat indywidualnych zawodników, m.in. Jan Bednarek. Boniek podkreśla jednak, że problem nie dotyczy jednej osoby, lecz całego systemu defensywnego. W jego opinii bez solidnej obrony reprezentacja nie będzie w stanie osiągać sukcesów w najważniejszych meczach.

    Były prezes PZPN zwraca też uwagę na zjawisko przesadnego zachwytu nad formą polskich piłkarzy grających za granicą. Jak zauważa, dobre występy w klubach nie zawsze przekładają się na grę w reprezentacji, co było widoczne w starciu ze Szwecją.

    Nie zabrakło również wątku dotyczącego przyszłości kadry i roli jej największej gwiazdy – Robert Lewandowski. Boniek apeluje do napastnika o jasną deklarację dotyczącą dalszej gry w reprezentacji. Jego zdaniem nie ma miejsca na niepewność – kapitan powinien jasno określić, czy chce kontynuować karierę w kadrze, czy skupić się wyłącznie na klubie.

    Jednocześnie podkreśla, że mimo upływu lat Lewandowski wciąż jest bardzo potrzebny drużynie. Nawet jeśli nie jest już tak dynamiczny jak wcześniej, nadal potrafi strzelać gole i robić różnicę. Warunkiem jest jednak pełne zaangażowanie i gotowość do gry w każdym powołaniu.

    Boniek zauważa też, że reprezentacja musi być przygotowana na ewentualność gry bez swojego lidera. W przeszłości zdarzało się już, że drużyna radziła sobie bez niego, choć – jak zaznacza – nie była to ta sama jakość.

    Na koniec były reprezentant wskazuje na potrzebę szukania nowych zawodników i budowania przyszłości zespołu. Wymienia młodsze nazwiska, które mogą w kolejnych latach odegrać ważną rolę, podkreślając jednocześnie, że porażka – choć bolesna – może być impulsem do potrzebnych zmian.

    Jego przekaz jest jasny: Polska ma potencjał i dobrego selekcjonera, ale bez poprawy gry w obronie trudno będzie myśleć o sukcesach na dużych turniejach.