Category: Uncategorized

  • Lewandowski nie wytrzymał, Szczęsny zdumiony. Skarcił swojego kolegę

    Lewandowski nie wytrzymał, Szczęsny zdumiony. Skarcił swojego kolegę

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny mieli co świętować. Razem z FC Barceloną zapewnili sobie mistrzostwo po wygranym El Clasico, a później stali się jednymi z naczelnych postaci na paradzie, która przeszła (i przejechała) ulicami miasta. W pewnym momencie Lewandowski dorwał się do mikrofonu i zabawiał swoich kolegów przede wszystkim po polsku. Nagle padły słowa, które zbulwersowały Szczęsnego. Od razu skarcił kolegę.
    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny z trzecim mężczyzną na dachu pojazdu, z szalikami FC Barcelony podczas świętowania.

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny świętują mistrzostwo w BarcelonieJOAN MONFORTEast News

    Wielu komentatorów było zachwyconych tym, jak podczas świętowania zachowywał się Lewandowski. Stwierdzili, że luz, który zobaczyli, okazał się bezcenny dla jego wizerunku. Czasem mógł jednak przekroczyć pewne granice.

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny królami świętowania

    FC Barcelona mogła cieszyć się z kolejnego mistrzostwa kraju. Wygrana w El Clasico sprawiła, że “Blaugrana” jest spokojna o swoją pozycję w tabeli i choć w tym roku nie udało jej się przejść daleko w Lidze Mistrzów, to ciężka praca i tak się opłaciła – trofeum ponownie trafiło do Katalonii.

    Zorganizowano wielkie świętowanie na ulicach miasta, w którym wzięli udział wszyscy piłkarze FC Barcelony, w tym Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny. Panowie prezentowali typowo świąteczny nastrój. Szybko stali się gwiazdami całej parady, a ich wypowiedzi po polsku podbiły internet.

    Robert Lewandowski się nie popisał. Szczęsny go skarcił

    W pewnym momencie Lewandowski złapał za mikrofon i nie miał zamiaru już go puszczać. Razem ze Szczęsnym rozmawiali o wielu kwestiach i część z nich nagrała się i trafiła do sieci.

    “Tak wracając, trochę ci przerwę. Łatwo jest tak pie****ić głupoty, co?” – zapytał Lewandowski swojego kolegi. Wzburzony Szczęsny od razu zwrócił mu uwagę: “Nie przeklinaj!”. Lewandowski stwierdził, że to trafi do Internetu i na Youtube, więc może.

    “To jest na żywo! Bądź przykładem dla młodych ludzi, człowieku” – stwierdził jasno zachrypnięty Szczęsny. Widać, że od początku do końca obaj panowie wyśmienicie się bawili. Nagranie zaś stało się hitem w sieci i zostało nawet przetłumaczone.
    Dwóch mężczyzn w sportowych ubraniach siedzi na dachu pojazdu, robiąc sobie zdjęcia smartfonami, jeden z nich pokazuje gest uniesionego kciuka.

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny podczas mistrzowskiej fety BarcelonyJoan Monfort/Associated Press/East NewsEast News
    Piłkarz w trykocie FC Barcelony trzyma puchar ozdobiony klubowymi szarfami, obok trener ubrany na czarno przemawia do mikrofonu.

    FC Barcelona. Na zdjęciu Robert Lewandowski i Hansi FlickGongora / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Wielkie święto Aluron CMC Warta Zawiercie. Bartłomiej Bołądź gościem Polsat SiatCast. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Świątek znów w akcji. Godzina gry w Rzymie u progu ćwierćfinału z Pegulą

    Świątek znów w akcji. Godzina gry w Rzymie u progu ćwierćfinału z Pegulą

    Poniedziałkowy wieczór na Foro Italico należał do Igi Świątek. W sesji wieczornej na BNP Paribas Arena nasza reprezentantka rozgromiła Naomi Osakę, zwyciężając 6:2, 6:1. Dzięki temu zameldowała się w ćwierćfinale WTA 1000 w Rzymie. Już przed początkiem starcia Polki z Japonką było jasne, że potencjalną rywalkę w kolejnej fazie jest Jessica Pegula. Na dobę przed potyczką z Amerykanką, Raszynianka znów pojawiła się na korcie. Oto co wydarzyło się w stolicy Włoch.
    Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału WTA 1000 w Rzymie, pokonując w znakomitym stylu Naomi Osakę

    Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału WTA 1000 w Rzymie, pokonując w znakomitym stylu Naomi OsakęDomenico Cippitelli / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Mecz z Naomi Osaką, jak przyznała sama Iga Świątek w strefie wywiadów po spotkaniu z Elisabettą Cocciaretto, miał być dla Polki pewnym wyznacznikiem, w jakiej znajduje się formie przed rozpoczynającym się za niecałe dwa tygodnie wielkoszlemowym Roland Garros. Dodatkową wątpliwość budził fakt, jak Raszynianka poradzi sobie na arenie, na której jeszcze w tym roku nie grała. Potyczkę z Japonką ulokowano bowiem na obiekcie BNP Paribas Arena – drugim co do wielkości stadionie i przy okazji najbardziej oddalonym od głównego Campo Centrale.

    Kort został wyłożony na środku przepięknie położonego i otoczonego rzeźbami treningowego stadionu lekkoatletycznego, nieopodal Stadio Olimpico. To tymczasowa zabudowa, w związku z czym obiekt funkcjonuje inaczej niż w przypadku np. największej areny. Przebywając na trybunach można było dostrzec w poprzednich dniach, że niektóre zawodniczki nie były zadowolone z jakości nawierzchni przy pojedynczych zagraniach.

    Iga doskonale wkomponowała się jednak w warunki panujące na BNP Paribas Arena. Od pierwszego gema próbowała grać na własnych zasadach, odpowiednio dostosowując tempo wymian. Wyczekiwała na idealny moment do ataku, a gdy potrafi się skalibrować w tej kwestii – jest niezwykle groźna dla wszystkich tenisistek. Doświadczyła tego wczoraj Naomi.

    Na początku drugiego seta Japonka skierowała kilka słów w kierunku Tomasza Wiktorowskiego, jakby chciała przekazać, że czuje się bezradna i nie wie za bardzo, co ma grać, by się przeciwstawić Świątek. Nasza reprezentantka rozegrała wczoraj jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. Ostatecznie pokonała Osakę 6:2, 6:1 i zameldowała się w ćwierćfinale WTA 1000 w Rzymie. Po meczu była bardzo zadowolona ze swojej postawy. Podczas konferencji prasowej promieniowała szerokim uśmiechem.

    Teraz czeka ją batalia z Jessicą Pegulą. Amerykanka wygrała dwie poprzednie potyczki z Raszynianką, ale odbywały się one na innych nawierzchniach. Faworytką batalii o najlepszą “4” wydaje się nasza tenisistka, zwłaszcza po tak dobrym występie przeciwko Japonce. Zobaczymy, jak Iga poradzi sobie w meczu o pierwszy indywidualny półfinał w sezonie 2026.

    Iga Świątek pojawiła się we wtorek na korcie w Rzymie

    Dziś o godz. 13:00, u progu rywalizacji z Pegulą, miała zaplanowany 60-minutowy trening na korcie numer 1. Ostatecznie Świątek pojawiła się na arenie z lekkim opóźnieniem. Zanim dotarła na obiekt wraz z Darią Abramowicz i Maciejem Ryszczukiem, jako pierwsi wkroczyli Francisco Roig oraz Tomasz Moczek. To już stały element, do którego przywykliśmy w ostatnich dniach, że hiszpański szkoleniowiec przybywa nieco wcześniej ze względu na poruszanie się o kulach. Chce być punktualnie na korcie, by śledzić trening Raszynianki od samego początku.

    Gdy na arenę dotarła Iga, rozległy się gromkie brawa. Na trybunach kortu numer 1 zasiadło sporo kibiców. Można się nawet zastanawiać czy nie było ich więcej niż podczas wczorajszego spotkania z Naomi. Świątek trenowała razem ze swoim sparingpartnerem. Pierwsza wymiana rozpoczęła się o godz. 13:10. Najpierw było odbijanie na wysokości linii kara serwisowego, potem przejście do uderzeń z głębi kortu.

    Najwięcej czasu podczas zajęć poświęcono na trening krótkich akcji. Przez długi czas Iga serwowała, Tomasz returnował i później ew. toczyła się szybka wymiana, czasami tylko w postaci jednego dodatkowego uderzenia. Zdarzało się, że Świątek sugerowała Moczkowi, jaki typ akcji chce w danym momencie rozegrać. Swoje spostrzeżenia w kierunku Raszynianki przekazywał także Francisco Roig. Aktywna podczas zajęć była Daria Abramowicz, która podawała piłki Świątek oraz Moczkowi. Czasami pomagał Maciej Ryszczuk.

    Trening dobiegł końca punktualnie o godz. 14:00. Później na obiekt wkroczyły deblistki – Quinn Gleason i Ulrikke Eikeri. Gdy Polka zeszła w kierunku ławeczki, usiadła obok swojego hiszpańskiego szkoleniowca i oboje przeprowadzili jeszcze rozmowę po zajęciach. Później część teamu zaczęła opuszczać arenę. Najpierw wyszli Maciej Ryszczuk i Tomasz Moczek. Chwilę za nimi ruszył Francisco Roig, potem także Daria Abramowicz. Iga została jeszcze przez kilka minut. Poświęciła ten czas dla kibiców, którzy ustawili się licznie wzdłuż trybuny przy korcie numer 1. Raszynianka rozdała sporo autografów i zrobiła sobie kilkanaście zdjęć z fanami.

    Mecz Świątek – Pegula już jutro. Główne zmagania w Rzymie potrwają do 17 maja. Najważniejsze informacje dotyczące turniejów WTA i ATP można śledzić za pomocą tenisowej zakładki na stronie Interii.

    Z Rzymu, Mateusz Stańczyk
    Uśmiechnięta tenisistka w czapce i sportowej koszulce zaciska pięść w geście triumfu po udanym punkcie.

    Iga ŚwiątekTIZIANA FABI AFP
    Tenisistka w niebieskiej sukience odbija piłkę rakietą podczas meczu na ceglastym korcie.

    Jessica Pegula, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w pomarańczowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie tenisowym.

    Naomi OsakaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Casper Ruud – Lorenzo Musetti. Skrót meczu.

  • Odliczanie do meczu ze Świątek, a tu wieści z Rzymu. Pegula z awansem

    Odliczanie do meczu ze Świątek, a tu wieści z Rzymu. Pegula z awansem

    W poniedziałek wieczorem stało się jasne, że Iga Świątek po raz drugi w karierze zagra na mączce z Jessicą Pegulą. Amerykanka w Rzymie spisuje się świetnie, ale i 24-latka z Raszyna w starciu z Naomi Osaką pokazała dyspozycję, którą pamiętamy z jej najlepszego okresu w karierze. To spotkanie odbędzie się w czwartek, lada chwila zostanie ogłoszona jego godzina. Polka w środę trenowała na Foro Italico, Pegula zaś… grała poważnie na punkty. I znów cieszyła się z awansu.

    Jessica Pegula, Rzym 2026Robert PrangeGetty Images

    W singlowej rywalizacji na Foro Italico na etapie ćwierćfinałów znalazło się aż sześć zawodniczek rozstawionych w czołowej dziesiątce. Jedną z n ich jest Jessica Pegula, która w zmaganiach singlowych rozegrała sześć setów, łącznie zaś na korcie spędziła niecałe cztery godziny. Wszystkie trzy potyczki wygrała dość pewnie, jedynie Anastazja Potapowa napsuła jej trochę krwi w pierwszym secie 1/8 finału. Później reprezentantka Austrii miała jednak problemy zdrowotne, gładko poległa w drugiej partii.

    Pegula awansowała więc do ćwierćfinału, w nim w czwartek zmierzy się z Igą Świątek. Panie grały dotąd 11 razy, ale tylko raz na mączce. I wtedy, w Paryżu, lepsza była Polka. To Iga będzie faworytkę, niemniej trzeba docenić to, co doświadczona już Amerykanka wyczynia na mączce. To nie była jej ulubiona nawierzchnia, tymczasem kilka tygodni temu obroniła tytuł w Charleston. A w Rzymie nadal pokazuje świetną, płaską grę.

    Ich mecz odbędzie się w czwartek, Świątek trenowała dziś przez ponad godzinę na Foro Italico, szykowała się do tej potyczki. Pegula z kolei… postawiła na rywalizację. I zachowała szansę na podwójny tytuł w Rzymie.

    WTA 1000 w Rzymie. Jessica Pegula znów na korcie. Stawką kolejny ćwierćfinał Internazionali d’Italia

    Amerykanka, co nie jest tajemnicą, lubi grać w debla i świetnie się czuje w tej specjalizacji. Ogranicza jednak turnieje, by mieć siły na grę pojedynczą. Mówimy przecież o byłej światowej “jedynce” w deblu, taki status miała też swego czasu Storm Hunter. Obie połączyły teraz siły w Rzymie, grały też wspólnie w Miami, ten dotarły do 1/4 finału.
    Tenisistka w pomarańczowym topie i białej czapce z daszkiem trzyma rakietę w ręku i ma niezadowolony wyraz twarzy, co może sugerować rozczarowanie wynikiem rozegranego punktu podczas meczu.

    Jessica PegulaRYAN LIMAFP

    Dziś ten ćwierćfinał był stawką rywalizacji w meczu Pegula/Hunter – Laura Siegemund/Wiera Zwonariowa na pięknym korcie Pietrangeli. Ten mecz zaczął się w kuriozalny sposób jak na standardy w grze podwójnej. Sześć pierwszych gemów oznaczało sześć triumfów returnujących. Dopiero Siegemund zdołała przerwać tę niemoc serwisową, ale po następnym gemie Australijki było 4:4.

    Kluczowy dla losów partii okazał się gem numer 11. Przełamanie przy podaniu Siegemund oznaczało wielką szansę dla Peguli i jej koleżanki. I za moment 7:5 stało się faktem: Niemka i Rosjanka grały przez Hunter, ale w końcu przy siatce wkroczyła do akcji Pegula. Po zagraniu Zwonariowej Amerykanka się odsunęła, piłka poleciała w aut.

    W drugim secie już takiej zaciętej rywalizacji nie było. W drugim gemie przełamany został serwis Siegemund, mimo rozpaczliwej pogoni ze stanu 0-40. Niemce i Rosjance udało się wygrać trzy akcje, ale tej czwartej – już nie. Po drugiej stronie za chwilę piłkę do gry wprowadzała Hunter, Australijka też nie jest w tej specjalności ekspertką. Wystarczyły jednak prędkości rzędu 150-155 km/godz, z dobrymi rotacjami. Pegula “szalała” pod siatką, po gemie wygranym do zera jej duet prowadził już 3:1. Pierwsze piłki meczowe, dwie, były przy stanie 7:5, 5:3. Wtedy świetnie zagrała Siegemund.
    Storm Hunter

    Storm HunterWilliam WestAFP

    A kolejne dwie w następnym gemie, wtedy podawała Pegula. Ostatnią akcję kibice będą pamiętać długo – to była magiczna wymiana tuż przy siatce, składająca się z kilkunastu uderzeń. Aż w końcu Siegemund trafiła w siatkę.

    Skończyło się więc na 7:5, 6:4 dla Peguli i Hunter.

    A to oznacza, że Amerykankę prawdopodobnie będą czekały w środę dwa spotkania: najpierw singlowe ze Świątek, później deblowe o półfinał z duetem Tereza Valentova/Linda Noskova.
    Tenisistka w niebieskiej sukience odbija piłkę rakietą podczas meczu na ceglastym korcie.

    Jessica Pegula, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w jasnym stroju sportowym w dynamicznej pozie na korcie, z zaciśniętą pięścią i wyrażającą emocje twarzą, trzymająca rakietę tenisową.

    Laura SiegemundElsaAFP

    “Przegrany sezonu”. Marek Magiera i Jakub Bednaruk podsumowali rywalizację w PlusLidze.

  • Przestała być świętym Mikołajem”. Tak hiszpański plan działa na Igę Świątek

    Przestała być świętym Mikołajem”. Tak hiszpański plan działa na Igę Świątek

    Po efektownym zwycięstwie nad Naomi Osaką coraz więcej wskazuje na to, że Iga Świątek zaczyna wracać do swojego najlepszego tenisa. — Najważniejsze jest to, że przestała rozdawać prezenty rywalkom. Ta maszyna powoli znowu zaczyna działać tak, jak dawniej — mówi w rozmowie z Interią Lech Sidor, autor kanału Trzeci Serwis na YouTube. Jego zdaniem w grze Polki widać wyraźne efekty współpracy z nowym sztabem szkoleniowym, a przemiana, jaka dokonała się podczas turnieju w Rzymie, może okazać się kluczowa przed nadchodzącym Roland Garros.

    Dziennikarz Interii Dariusz Ostafiński przypomniał słowa Zbigniew Boniek, który stwierdził, że po dwóch pierwszych piłkach meczu Świątek z Naomi Osaka wiedział już, jak zakończy się spotkanie. Lech Sidor podszedł jednak do tego ostrożniej.

    — Z Osaką zawsze trzeba uważać, bo to zawodniczka, która potrafi nagle odwrócić losy meczu. Wystarczy przypomnieć ich pamiętne starcie na Roland Garros, gdzie pierwszy set też wyglądał jednostronnie, a później wszystko się skomplikowało — zauważył.

    Przed spotkaniem wielu kibiców spodziewało się znacznie bardziej wyrównanej walki. Dodatkowe emocje wzbudziły obrazki z meczu Japonki z Dianą Sznajder, podczas którego kamery uchwyciły uśmiech trenera Tomasz Wiktorowski. Dla wielu był to sygnał, że Osaka jest świetnie przygotowana do pojedynku ze Świątek.

    — Patrząc na to, jak Osaka rozbiła Sznajder, można było oczekiwać naprawdę ciężkiego meczu. Tymczasem skończyło się wynikiem 6:2, 6:1 — podkreślił Sidor.

    Ekspert uważa, że Japonka nie była w stanie zaprezentować poziomu, jaki pokazała kiedyś w Paryżu, przede wszystkim dlatego, że wciąż nie czuje się komfortowo na kortach ziemnych.

    — Żeby grać tak jak wtedy, trzeba regularnie występować na mączce. W Rzymie dodatkowo każdy kort zachowuje się inaczej. Zawodnik musi się do tego przyzwyczaić, a Osaka nie była odpowiednio „nagrana”. Widać było problemy z poruszaniem się i brak konkretnego pomysłu taktycznego — wyjaśnił.

    Choć wielu spodziewało się, że współpraca Osaki z Wiktorowskim pomoże jej skutecznie rozpracować Świątek, według Sidora problem leżał gdzie indziej.

    — Przez ostatni rok wystarczyło utrzymać kilka piłek w korcie, bo Iga sama popełniała mnóstwo błędów. Teraz jednak to zaczyna się zmieniać — zaznaczył.

    Zdaniem autora kanału Trzeci Serwis ogromny wpływ na poprawę gry Polki ma nowy trener Francisco Roig oraz hiszpańska szkoła tenisa inspirowana metodami Rafael Nadal.

    — Iga zaczęła rozumieć, że nie musi na siłę szukać asów serwisowych i ryzykować przy każdym uderzeniu. Kluczowy jest jej solidny, głęboki serwis oraz cierpliwe budowanie punktów. Zmuszanie rywalki do biegania i ciężkiej pracy zawsze było jej największą siłą — tłumaczył.

    Sidor zauważył, że pierwsze oznaki tej zmiany można było dostrzec już podczas meczu z Caty McNally. Wtedy Świątek momentami jeszcze wracała do dawnych błędów, ale ostatecznie wygrała dzięki większej cierpliwości i dyscyplinie taktycznej.

    — Najważniejsze, że przestała być „świętym Mikołajem” rozdającym punkty rywalkom. Coraz częściej widać tę dawną Igę, choć nadal zachowałbym ostrożność z wielkim optymizmem. Jeden trudny moment może sprawić, że wrócą stare nawyki — przyznał.

    Kolejnym sprawdzianem dla Polki będzie ćwierćfinał z Jessica Pegula. Sidor uważa jednak, że styl Amerykanki może odpowiadać Świątek.

    — Pegula nie przepada za wysokim topspinem. Gra płasko i szybko, dlatego zawodniczki narzucające głęboką, ciężką grę sprawiają jej problemy. Jeśli Iga utrzyma obecny kierunek i nie zacznie znowu przesadnie ryzykować, powinna mieć przewagę — ocenił.

    Ekspert podkreślił również, że automatyzm i powtarzalność w grze Świątek wcale nie są wadą.

    — Nie ma nic złego w tym, że tenisistka gra jak maszyna. Niektóre zawodniczki po prostu stopniowo wykańczają rywalki fizycznie i mentalnie. Iga właśnie w tym była najlepsza — powiedział.

    Według Sidora obecna przemiana to powrót do sprawdzonych schematów, które wcześniej przyniosły Polce największe sukcesy.

    — Hiszpanie pomagają jej przypomnieć sobie, jak budować akcje: prawa strona, lewa strona, cierpliwość, a dopiero potem kończące uderzenie. Czasem trzeba po prostu przebić piłkę i zmusić przeciwniczkę do błędu. Jeśli proporcja winnerów do błędów wróci do właściwego poziomu, rywalki znowu zaczną się jej bać — przekonywał.

    Sidor nie szczędził też krytyki poprzedniemu trenerowi Polki, Wim Fissette.

    — Już dawno uważałem, że ten duet nie zadziała. Fissette chciał narzucić Idze bardziej agresywny, szybki tenis, ale to nigdy nie było zgodne z jej naturalnym stylem. Między nimi nie było odpowiedniej chemii — stwierdził.

    Na koniec ekspert zaznaczył, że najważniejsze są teraz kolejne mecze i budowanie stabilności.

    — Dopiero seria spotkań daje trenerom prawdziwy materiał do analizy. Jeśli Świątek dojdzie w Rzymie co najmniej do półfinału, będzie mogła pojechać na Roland Garros z odpowiednio naładowanymi akumulatorami i coraz większą pewnością siebie — podsumował.

  • WTA ogłasza ws. Świątek zaraz po meczu z Osaką. Polka długo na to czekała

    WTA ogłasza ws. Świątek zaraz po meczu z Osaką. Polka długo na to czekała

    Ostatnie miesiące nie były dla Igi Świątek ani najlepsze ani najłatwiejsze. W turniejach nie szło tak dobrze, jak kiedyś, i Polka dość szybko odpadała z rywalizacji. Nieraz w słabym stylu. Tym bardziej cieszy jej forma z meczu z Naomi Osaką w turnieju w Rzymie. Zauważa to WTA i w niebywałych słowach podsumowuje występ naszej tenisistki, ogłaszając, że grała “niemal na szczycie formy”. Co jeszcze o niej piszą?
    Iga Świątek, turniej WTA w Rzymie

    Iga Świątek, turniej w RzymieClive BrunskillGetty Images

    Iga Świątek zapewniła sobie awans do ćwierćfinału Internazionali d’Italia, wygrywając z Naomi Osaką 6:2, 6:1. I to w świetnym stylu, co zauważa również WTA. Na oficjalnej stronie internetowej federacji zamieszczono komunikat podsumowujący zmagania Polki i Japonki na korcie. “Iga Świątek łatwo pokonała Naomi Osakę w poniedziałkowej bitwie mistrzyń Wielkiego Szlema, przegrywając zaledwie trzy gemy w wygranym 6:2, 6:1 pojedynku, który trwał 1 godzinę i 20 minut” – ogłaszają.

    Tym samym Świątek po raz piąty dotarła do ćwierćfinału turnieju w Rzymie

    Nie szczędzą komplementów pod adresem Polki. “To chyba jej najbardziej imponujący występ, ponieważ szybko przejęła kontrolę i do końca jej nie oddała. Długo uważana za jedną z najlepszych faworytek w tym sporcie, prezentowała się znakomicie w tym, co początkowo było wyczekiwanym pojedynkiem, ale szybko stało się popisem jej talentu” – czytamy.

    Zachwyty WTA nad Igą Świątek po wygranej nad Naomi Osaką

    “Osaka miała przebłyski geniuszu, ale było ich zbyt mało i zdarzały się rzadko, by móc konkurować ze Świątek, która tego wieczoru grała niemal na szczycie formy” – zauważono w tekście WTA, opisując mecz, którego stawką był awans do ćwierćfinału turnieju w Rzymie.

    Oceniają, że o ile w pierwszym secie Japonka jeszcze jakkolwiek dochodziła do głosu, drugi należał już wyłącznie do Polki. “Zakończyła mecz z piętnastoma zwycięskimi uderzeniami przy zaledwie sześciu niewymuszonych błędach, choć nawet te liczby nie oddają jej gry” – zachwycają się. “Ma teraz bilans 116-2 w rozegranych meczach WTA 1000 po wygraniu pierwszego seta, przy czym 108 z tych meczów zostało rozegranych w setach trzech” – podsumowują.

    Co dalej? Już w środę 13 maja Świątek znów wyjdzie na włoski kort. Na godzinę 13.00 zaplanowano początek jej meczu z Jessicą Pegulą, która – by uzyskać przepustkę do tego pojedynku – musiała pokonać Anastasiję Potapową. Nie poszło gładko. Zwłaszcza pierwszy set był zacięty i zakończył się wynikiem 7:6(6) na korzyść Amerykanki. W drugim było już spokojniej, a na meczowej tablicy ostatecznie pojawił się rezultat 6:2.

    WTA odnotowuje, że los dość chętnie i często kojarzy Świątek i Pegulę. Panie mierzyły się ze sobą już 11-krotnie. Pięć razy wygrywała Jessica (Bad Homburg 2025, US Open 2024, Montreal 2023, United Cup 2023, Waszyngton 2019), sześć Iga (WTA Finals 2023, Doha 2023, San Diego 2022, US Open 2022, Roland Garros 2022, Miami 2022).
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce trzymająca piłkę tenisową podczas meczu na korcie, w tle widownia.

    Iga Świątek, turniej w RzymieRobert PrangeGetty Images
    Zawodniczka w sportowym stroju uderza piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie ziemnym.

    Iga Świątek, turniej w RzymieClive BrunskillGetty Images

    Pablo Llamas Ruiz – Daniil Medvedev. Skrót meczu.

  • Świątek nie było na świecie. Licznik już zaczął tykać. Niebywałe ustalenia

    Świątek nie było na świecie. Licznik już zaczął tykać. Niebywałe ustalenia

    Iga Świątek znalazła się wśród ćwierćfinalistek turnieju WTA 1000 w Rzymie. Awans do najlepszej ósemki imprezy w sercu Italii zagwarantowała jej niezwykle pewna poniedziałkowa wygrana z Naomi Osaką. Po triumfie polskiej tenisistki nadeszły ustalenia, które uznać można za hitowe. A sięgają one 51 lat wstecz, więc czasu, kiedy Raszynianki nie było jeszcze na świecie.

    Iga ŚwiątekKARIM JAAFAR AFP

    Starcie Igi Świątek z Naomi Osaką zapowiadało się niezwykle obiecująco. Mowa wszak o pojedynku dwóch byłych liderek rankingu WTA, z których każda boryka się jednak teraz ze swoimi problemami.

    Dodatkowy ładunek emocjonalny związany z tym spotkaniem niosła ze sobą postać trenera Tomasza Wiktorowskiego, pod wodzą którego Polka sięgała po swoje największe sukcesy w karierze i który teraz dowodzi sztabem reprezentantki Japonii.

    W poniedziałkowej próbie sił lepsza – i to zdecydowanie – okazała się Iga Świątek, pewnie wygrywając w dwóch setach 6:2, 6:1. A po zwycięstwie nie kryła zadowolenia, widząc efekty swojej pracy z obecnym szkoleniowcem Francisco Roigiem.

    – Odkąd zaczełam pracę z Francisco chciałam wrócić do grania solidniejszego tenisa, do podejmowania mniejszego ryzyka i grania bardziej procentowego tenisa. Po to trenowaliśmy cały miesiąc, żebym mogła grać takie mecze. Serwis bez wątpienia się poprawił, także moja pewność w tym aspekcie. Czułam, że w każdej chwili mogę na niego liczyć i zagrać już dalej z końca kortu – tłumaczyła trzecia obecnie rakieta świata.

    WTA Rzym. Świątek ograła Osakę, a potem nadszedł komunikat

    Tuż po przyklepaniu sobie awansu przez Igę Świątek, statystyczny komunikat opublikował niezawodny portal OptaAce, dopatrując się kolejnego niebywałego wyczynu polskiej tenisistki. Tym razem w statystyce, która zapoczątkowana została aż 51 lat temu.

    Licząc od 1975 roku, Iga Świątek (70 proc., 21-9) ustępuje tylko Serenie Williams (72,9 proc.) w kwestii bilansu zwycięstw w minimum 20 spotkaniach z zawodniczkami, które znajdowały się na czele rankingu WTA

    W przeszłości Iga Świątek już trzykrotnie wygrywała zmagania w Rzymie, a teraz powalczy o swój pierwszy w tym sezonie półfinał. By do niego awansować, Polka będzie musiała pokonać reprezentantkę Stanów Zjednoczonych – Jessicę Pegulę.
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem stoi na korcie podczas meczu, jest skoncentrowana, widoczne są logotypy sponsorskie na jej koszulce oraz flaga Polski.

    Iga ŚwiątekMa Ping/Xinhua News/East NewsAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekWilliam WestAFP

    Świątek pokonuje Osakę. WIDEO© 2026 Associated Press – zdjęcia

  • Afera w Rzymie, “zmora” Świątek w ostrych słowach zaatakowała rywalkę. Zawrzało po meczu

    Afera w Rzymie, “zmora” Świątek w ostrych słowach zaatakowała rywalkę. Zawrzało po meczu

    Jelena Ostapenko, która ze względu na korzystny bilans spotkań z Igą Świątek jest nazywana “zmorą” lub “koszmarem” Polki, o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Rzymie zagrała z Anną Kalinską. Między tenisistkami zaiskrzyło już w Dubaju, wzajemną niechęć można było zaobserwować także w stolicy Włoch. Wybuchła afera, ponieważ tenisistki nie podały sobie dłoni, atmosferę później podgrzała jeszcze Łotyszka. Na jej słowa zareagowała WTA, publikując dość kontrowersyjną wypowiedź Ostapenko.
    Jelena Ostapenko

    Jelena OstapenkoWANG KAIYANAFP

    Jelena Ostapenko efektownie rozpoczęła singlowy turniej WTA 1000 w Rzymie, bo w pierwszej rundzie zdeklasowała Lucrezię Stefanini, oddając Włoszce tylko jednego gema (6:0, 6:1). Później tenisistka nazywana “zmorą” bądź “koszmarem” Igi Świątek ze względu na korzystny bilans spotkań (wygrała wszystkie sześć meczów z Polką) stoczyła trzysetowe boje z Eleną-Gabrielą Ruse i Qinwen Zheng. W obu tych meczach przegrywała pierwszego seta, ale odwracała losy rywalizacji.

    Łotyszka w czwartej rundzie trafiła na Annę Kalinską, która z racji rozstawienia rozpoczęła turniej od drugiej rundy, w tej pokonałą Katerinę Siniakovą, później dość pewnie ograła wyżej notowaną Belindę Bencic. W starciu z Ostapenko była jednak bezradna, mecz zakończyła z zaledwie trzema gemami na koncie (1:6, 2:6). Po tym spotkaniu więcej niż o przebiegu starcia mówi się o tym, co zaszło bezpośrednio po zakończeniu boju o ćwierćfinał.

    Po pierwsze, tenisistki nie podały sobie dłoni, podobnie zresztą jak w lutym bieżącego roku w Dubaju, gdy Ostapenko, jak podawał serwis tennisuptodate.com, pozwalała sobie na lekceważące komentarze pod adresem Kalinskiej i jej sztabu (Rosjanka wygrała wówczas 2:1). Po drugie, Łotyszka po poniedziałkowym starciu nie gryzła się w język, jej ostra wypowiedź pomeczowa doczekała się reakcji WTA – światowa organizacja zarządzająca kobiecym tenisem postanowiła zacytować wypowiedź tenisistki na swojej stronie internetowej, by przedstawić jej punkt widzenia.

    WTA Rzym. Jelena Ostapenko dosadnie po meczu z Anną Kalinską

    Po spotkaniu Ostapenko zapytano m.in. o to, czy przed meczem z Rosjanką nie miała obaw, skoro przegrała wszystkie cztery poprzednie spotkania z tą tenisistką. “Szczerze mówiąc, nie przejmowałam się tym zbytnio. Wiem, że jestem lepszą zawodniczką” – wypaliła.

    Myślę, że robię postępy z każdym dniem i zawsze wiedziałam, że mogę pokonać każdego, kiedy gram swój tenis. Muszę po prostu popracować nad psychiką i tak dalej. Jeśli to się połączy, mogę być bardzo niebezpieczną zawodniczką

    Kalinska po pierwszym secie poprosiła o przerwę medyczną poza kortem, na drugą partię wybiegła z zabandażowanym udem. Ostapenko po spotkaniu dała do zrozumienia, że jej zdaniem rywalka… symulowała.

    “Byłam gotowa na wszelkie symulacje, z prośbą o fizjoterapeutę i tym wszystkim. To przebiegła zawodniczka, która próbuje wytrącić cię z rytmu, gdy zaczyna przegrywać” – wypaliła.

    Urodzona w Rydze tenisistka podkreśliła, że wprawdzie na korcie nie unika emocjonalnych reakcji, ale tak czy siak szanuje inne rywalki. Z dużym szacunkiem wypowiedziała się zresztą o swojej ćwierćfinałowej rywalce, Soranie Cirstei.

    “To przemiła osoba. Myślę, że gra w tym roku naprawdę dobrze. Grałyśmy wiele razy i na pewno będzie to dobry mecz. Myślę, że granie ostatniego sezonu w karierze daje jej trochę swobody, w dobrym tego słowa znaczeniu, ponieważ nie ma presji , że trzeba bronić punktów i tym podobnych rzeczy. Jest też bardzo pracowita” – stwierdziła.
    Jelenie Ostapenko w meczu z Barborą Krejcikovą puściły nerwy

    Jelena OstapenkoGLYN KIRK / AFPAFP
    Młoda kobieta z jasnobrązowymi włosami spiętymi w kucyk, ubrana w biały sportowy strój, stoi zwrócona bokiem, patrząc z powagą przed siebie. Tło jest rozmyte, podkreślając główną postać.

    Jelena OstapenkoPatrick HAMILTONAFP
    Tenisistka ubrana na biało z opaską na głowie, zakrywająca twarz dłonią w geście rozczarowania lub zmęczenia, na tle rozmazanych kibiców.

    Anna KalinskaKIRSTY WIGGLESWORTHEast News

    Pablo Llamas Ruiz – Daniil Medvedev. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Mistrzowski sukces. Szeremeta sama z dumą ogłasza. Mogła świętować

    Mistrzowski sukces. Szeremeta sama z dumą ogłasza. Mogła świętować

    Julia Szeremeta odwiedziła w tym tygodniu studio rozgłośni VOX FM, a podczas rozmowy na antenie mówiła nie tylko o boksie. Już na samym starcie nasza srebrna medalistka olimpijska sprzed dwóch lat przyznała, że w weekend miała okazję do świętowania. A chodzi o nie byle co, bo tytuł mistrza kraju. Celebra dotyczyła jednak nie jej własnego triumfu, bo tym razem 22-latka miała okazję wcielić się w rolę wiernej fanki. A to w związku ze swoimi kibicowskimi preferencjami, które publicznie ogłosiła.
    Julia Szeremeta w niebieskim stroju bokserskim z orłem, z podniesioną w górę ręką na ringu.

    Julia SzeremetaMOHD RASFAN / AFP AFP

    – Jej pojedynek nie był jakoś bardzo słaby, tylko dosyć dobry. Mniej więcej na tym samym poziomie, jak Julka walczy w ostatnim czasie. A ona przecież nie ukrywa, że nie jest w szczytowej formie, nie robi ekstremalnie mocnych przygotowań, tylko traktuje Puchary Świata dużo luźniej niż inni. W dodatku w Brazylii trafiła na bardzo dobrze przygotowaną zawodniczkę, dlatego przy równej walce nie zawsze będzie się udawało wygrać – tłumaczył porażkę swojej podopiecznej na łamach Interii trener kadry Tomasz Dylak.

    Julia Szeremeta miała okazję do świętowania. Wszystko przez Roberta Lewandowskiego i spółkę

    W poniedziałek Julia Szeremeta pojawiła się w studiu radia VOX FM. A rozmową z naszą reprezentantką i srebrną medalistką paryskich igrzysk olimpijskich sprzed dwóch lat wcale nie rozpoczęła się od spraw związanych z boksem, a od wyboru, przed jakim stanęli w niedzielny wieczór telewidzowie w całej Polsce.

    – Oglądałaś “Taniec z gwiazdami” czy mecz FC Barcelona – Real Madryt? – zapytano na wstępie Julię Szeremetę.

    – No, to drugie – odpowiedziała wprost 22-latka.

    Jestem akurat właśnie kibicem FC Barcelony, To chyba mój ulubiony klub

    Nie dziwne więc, że nasza pięściarka była zadowolona z niedzielnego triumfu “Dumy Katalonii” z Realem Madryt 2:0, po którym wraz z pozostałymi fanami klubu Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego mogła świętować zdobycie tytułu mistrza Hiszpanii.

    – Mecz – klasa, perfekcyjnie. Piękna brameczka. Real nie miał żadnych szans. W ogóle się nie pokazali – podsumowała przebieg “El Clasico” Julia Szeremeta.
    Uśmiechnięta sportsmenka w niebieskim stroju bokserskim z białym orłem na piersi, stojąca na tle ściany z logotypami sponsorów i wydarzeń bokserskich, z zaciśniętymi pięściami owiniętymi bandażami.

    Julia SzeremetaFoto OlimpikAFP
    Dwóch mężczyzn ubranych w eleganckie garnitury wykonuje wspólne selfie, jeden z nich nosi okulary przeciwsłoneczne, otoczeni są innymi osobami również ubranymi formalnie.

    Robert Lewandowski i Wojciech SzczęsnyODD ANDERSEN / AFPEast News

    FC Barcelona – Real Madryt 2-0. SKRÓT.

  • Świątek wprost ws. Wiktorowskiego. Wypaliła do mikrofonu zaraz po meczu

    Świątek wprost ws. Wiktorowskiego. Wypaliła do mikrofonu zaraz po meczu

    Iga Świątek wygrała z Naomi Osaką 6:2, 6:1, dzięki czemu zagra w ćwierćfinale Internazionali d’Italia. Po meczu Polka wzięła udział w konferencji prasowej, podczas której nie ustrzegła się pytań o Tomasza Wiktorowskiego – swojego byłego trenera, obecnie szkoleniowca Japonki. Sytuację z Wiktorowskim po drugiej stronie boksu określiła jednym słowem. A to nie koniec.
    Tomasz Wiktorowski przez lata trenował Igę Świątek. Obecnie jest szkoleniowcem Naomi Osaki

    Tomasz Wiktorowski przez lata trenował Igę ŚwiątekRobert Prange/Foto Olimpik/NurPhotoGetty Images

    Kibice i eksperci są właściwie zgodni – to był jeden z najlepszych meczów Igi Świątek w tym roku. W trwającym turnieju w Rzymie Polka w świetnym stylu pokonała Naomi Osakę 6:2, 6:1, dzięki czemu zapewniła sobie awans do ćwierćfinału Internazionali d’Italia. Tam czeka już na nią starcie z Jessicą Pegulą. Spotkanie zaplanowano na środę 13 maja na godzinę 13.00.

    Tymczasem wciąż wybrzmiewają echa wygranego pojedynku z Japonką. Zwłaszcza, że miał on dodatkowy smaczek. W boksie Osaki zasiadł bowiem Tomasz Wiktorowski, były szkoleniowiec Świątek. Ich zawodowe losy rozeszły się w październiku 2024 roku, lecz temat wieloletniej i pełnej sukcesów współpracy cyklicznie wraca. Teraz przydarzyła się okazja, by wprost zapytać Igę o ekstrenera.

    Świątek zapytana o Wiktorowskiego. Tak odpowiedziała

    W trakcie pomeczowej konferencji prasowej Mateusz Stańczyk z Interii Sport zapytał Świątek o uczucie towarzyszące jej w chwili, w której przyszło zmierzyć się na korcie z zawodniczką szkoloną przez jej byłego trenera. “Na pewno to jest specyficzne, ale raczej koncentruję się na tym, co mam do zrobienia na korcie – czy to jak gram przeciwko przyjaciółkom czy przeciwko komuś, kto ma w sztabie mojego byłego współpracownika. Miałam swoją pracę do zrobienia, więc nie było czasu na myślenie o rzeczach, które nie do końca miały znaczenie” – stwierdziła tenisistka.

    Prawda jest taka, że gra się z przeciwniczką, a nie z trenerem

    To jednak nie zamknęło tematu. Od innego przedstawiciela mediów padło jeszcze jedno pytanie o Wiktorowskiego. Dociekano, czy Iga nie czuła się trochę bardziej zmobilizowana, widząc w przeciwnym boksie byłego szkoleniowca. “Ogólnie jestem mocno zmobilizowana, więc nie. Prędzej zastanawiałam się, co mógłby powiedzieć Naomi, czego nie wiedziałby inny trener. Ale raczej byłam skupiona na sobie przez cały mecz” – stwierdziła.

    To był pierwszy raz, gdy miała okazję zmierzyć się z Osaką trenowaną przez Wiktorowskiego. Japonka i polski szkoleniowiec rozpoczęli współpracę w lipcu zeszłego roku, a Iga i Naomi poprzedni mecz zagrały w turnieju Roland Garros w 2024 roku. Wówczas także wygrała Polka, lecz po dłuższej i bardziej wyrównanej batalii, z wynikiem 7:6, 1:6, 7:5.

    Czym, według Świątek, różniły się tamten i obecny mecz? “Wydaje mi się, że kluczową rolę odegrały warunki. Tu i tu grałyśmy wieczorem, ale w Paryżu było to pod zamkniętym dachem, więc piłka leciała trochę inaczej, szybciej. Nie pamiętam dokładnie tamtego meczu, ale na pewno nie byłam wtedy jeszcze taka do końca ‘wgrana’ w turniej i przyznam, że nie spodziewałam się tak zaciętego meczu już w drugiej rundzie. Tutaj już czuję się w meczowym rytmie i wiedziałam, że czasami mogę pozwolić sobie na więcej. Lepiej czułam, co mogę zrobić, a co nie” – podsumowała.
    Tenisistka w sportowej czapce wyciąga rękę, wykonując gest pocałunku, trzymając w drugiej dłoni rakietę tenisową.

    Iga Świątek, turniej WTA w RzymieInsidefotoGetty Images
    Mężczyzna z siwymi włosami i zarostem siedzi z ręką opartą o brodę, wyraźnie zamyślony, w tle widocznych jest kilka osób również skupionych na wydarzeniu

    Tomasz WiktorowskiROB PRANGE / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP
    Tenisistka w czarno-białym stroju z uniesioną pięścią wyraża silne emocje po udanym zagraniu na korcie ziemnym, trzymając w drugiej ręce pomarańczową rakietę.

    Iga Świątek wygrała mecz z Naomi Osaką w turnieju w RzymieClive BrunskillGetty Images

  • Świątek wprost ws. Wiktorowskiego. Wypaliła do mikrofonu zaraz po meczu

    Świątek wprost ws. Wiktorowskiego. Wypaliła do mikrofonu zaraz po meczu

    Iga Świątek wygrała z Naomi Osaką 6:2, 6:1, dzięki czemu zagra w ćwierćfinale Internazionali d’Italia. Po meczu Polka wzięła udział w konferencji prasowej, podczas której nie ustrzegła się pytań o Tomasza Wiktorowskiego – swojego byłego trenera, obecnie szkoleniowca Japonki. Sytuację z Wiktorowskim po drugiej stronie boksu określiła jednym słowem. A to nie koniec.
    Tomasz Wiktorowski przez lata trenował Igę Świątek. Obecnie jest szkoleniowcem Naomi Osaki

    Tomasz Wiktorowski przez lata trenował Igę ŚwiątekRobert Prange/Foto Olimpik/NurPhotoGetty Images

    Kibice i eksperci są właściwie zgodni – to był jeden z najlepszych meczów Igi Świątek w tym roku. W trwającym turnieju w Rzymie Polka w świetnym stylu pokonała Naomi Osakę 6:2, 6:1, dzięki czemu zapewniła sobie awans do ćwierćfinału Internazionali d’Italia. Tam czeka już na nią starcie z Jessicą Pegulą. Spotkanie zaplanowano na środę 13 maja na godzinę 13.00.

    Tymczasem wciąż wybrzmiewają echa wygranego pojedynku z Japonką. Zwłaszcza, że miał on dodatkowy smaczek. W boksie Osaki zasiadł bowiem Tomasz Wiktorowski, były szkoleniowiec Świątek. Ich zawodowe losy rozeszły się w październiku 2024 roku, lecz temat wieloletniej i pełnej sukcesów współpracy cyklicznie wraca. Teraz przydarzyła się okazja, by wprost zapytać Igę o ekstrenera.

    Świątek zapytana o Wiktorowskiego. Tak odpowiedziała

    W trakcie pomeczowej konferencji prasowej Mateusz Stańczyk z Interii Sport zapytał Świątek o uczucie towarzyszące jej w chwili, w której przyszło zmierzyć się na korcie z zawodniczką szkoloną przez jej byłego trenera. “Na pewno to jest specyficzne, ale raczej koncentruję się na tym, co mam do zrobienia na korcie – czy to jak gram przeciwko przyjaciółkom czy przeciwko komuś, kto ma w sztabie mojego byłego współpracownika. Miałam swoją pracę do zrobienia, więc nie było czasu na myślenie o rzeczach, które nie do końca miały znaczenie” – stwierdziła tenisistka.

    Prawda jest taka, że gra się z przeciwniczką, a nie z trenerem

    To jednak nie zamknęło tematu. Od innego przedstawiciela mediów padło jeszcze jedno pytanie o Wiktorowskiego. Dociekano, czy Iga nie czuła się trochę bardziej zmobilizowana, widząc w przeciwnym boksie byłego szkoleniowca. “Ogólnie jestem mocno zmobilizowana, więc nie. Prędzej zastanawiałam się, co mógłby powiedzieć Naomi, czego nie wiedziałby inny trener. Ale raczej byłam skupiona na sobie przez cały mecz” – stwierdziła.

    To był pierwszy raz, gdy miała okazję zmierzyć się z Osaką trenowaną przez Wiktorowskiego. Japonka i polski szkoleniowiec rozpoczęli współpracę w lipcu zeszłego roku, a Iga i Naomi poprzedni mecz zagrały w turnieju Roland Garros w 2024 roku. Wówczas także wygrała Polka, lecz po dłuższej i bardziej wyrównanej batalii, z wynikiem 7:6, 1:6, 7:5.

    Czym, według Świątek, różniły się tamten i obecny mecz? “Wydaje mi się, że kluczową rolę odegrały warunki. Tu i tu grałyśmy wieczorem, ale w Paryżu było to pod zamkniętym dachem, więc piłka leciała trochę inaczej, szybciej. Nie pamiętam dokładnie tamtego meczu, ale na pewno nie byłam wtedy jeszcze taka do końca ‘wgrana’ w turniej i przyznam, że nie spodziewałam się tak zaciętego meczu już w drugiej rundzie. Tutaj już czuję się w meczowym rytmie i wiedziałam, że czasami mogę pozwolić sobie na więcej. Lepiej czułam, co mogę zrobić, a co nie” – podsumowała.
    Tenisistka w sportowej czapce wyciąga rękę, wykonując gest pocałunku, trzymając w drugiej dłoni rakietę tenisową.

    Iga Świątek, turniej WTA w RzymieInsidefotoGetty Images
    Mężczyzna z siwymi włosami i zarostem siedzi z ręką opartą o brodę, wyraźnie zamyślony, w tle widocznych jest kilka osób również skupionych na wydarzeniu

    Tomasz WiktorowskiROB PRANGE / Spain DPPI / DPPI via AFPAFP
    Tenisistka w czarno-białym stroju z uniesioną pięścią wyraża silne emocje po udanym zagraniu na korcie ziemnym, trzymając w drugiej ręce pomarańczową rakietę.

    Iga Świątek wygrała mecz z Naomi Osaką w turnieju w RzymieClive BrunskillGetty Images

    Daria Abramowicz jest obecna na treningu Igi Świątek w Rzymie