Category: Uncategorized

  • Świątek poznała drabinkę WTA Bad Homburg. Hit w pierwszej rundzie z udziałem Fręch

    Świątek poznała drabinkę WTA Bad Homburg. Hit w pierwszej rundzie z udziałem Fręch

    Trwa jeszcze turniej WTA 500 w Berlinie, a już poznaliśmy drabinkę kolejnych niemieckich zmagań tej rangi. W Bad Homburg zaprezentuje się Iga Świątek, która pod nieobecność Jelena Rybakiny została rozstawiona z “1”. W głównych rozgrywkach mamy także Magdalenę Fręch. Po godz. 17:00 przeprowadzono ceremonię losowania. Wiemy już, jak wygląda ścieżka obu Polek. Prezentujemy szczegóły.
    Iga Świątek poznała drabinkę turnieju WTA 500 w Bad Homburg

    Iga Świątek poznała drabinkę turnieju WTA 500 w Bad HomburgANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFP AFP

    Gdy kilka tygodni temu pojawiła się lista startowa do turnieju WTA 500 w Bad Homburg, Iga Świątek była pewna rozstawienia z “1”. 8 czerwca pojawiła się jednak informacja, że do obsady niemieckich zmagań dołącza Jelena Rybakina, jako zastępstwo z TOP 30 za kontuzjowaną Hailey Baptiste. W związku z tym najwyższa pozycja w drabince miała przypaść 27-latce. Na niespełna dwie godziny przed ceremonią losowania drabinki okazało się, że reprezentantka Kazachstanu nie weźmie udziału w imprezie. “Muszę zrezygnować z gry w Bad Homburg z powodu pewnego dyskomfortu w prawym biodrze” – przekazała mistrzyni Australian Open 2026.

    To sprawiło, że Świątek otrzymała ostatecznie numerek jeden w drabince. Wczoraj Polka odbyła pierwszy trening w Niemczech. Raszynianka miała okazję poćwiczyć z triumfatorką Roland Garros – Mirrą Andriejewą. Dla obu tenisistek to jedyny test przed wielkoszlemową rywalizacją w Wimbledonie. Rosjanka otrzymała rozstawienie z “2”, przez co do spotkania Igi z Mirrą może dojść najwcześniej w finale WTA 500 w Bad Homburg.

    Znamy drabinkę WTA Bad Homburg. Iga Świątek zacznie od drugiej rundy

    Po godz. 17:00 przeprowadzono ceremonię losowania. Cztery najwyżej rozstawione zawodniczki otrzymały wolny los w pierwszej rundzie. W związku z tym Iga Świątek rozpocznie zmagania od 1/8 finału. We wtorek albo środę zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania Eva Lys – Emma Navarro. Ewentualny ćwierćfinał z udziałem Raszynianki może przynieść starcie z Lindą Noskovą albo Anną Kalinską. W połówce Polki znalazły się Karolina Muchova, Diana Sznajder, Qinwen Zheng oraz Clara Tauson.

    Hitowy pojedynek czeka Magdalenę Fręch. Druga z naszych reprezentantek trafiła na “dzień dobry” na rozstawioną z “6” Naomi Osakę. Obie znajdują się dolnej części drabinki, m.in. z Mirrą Andriejewą, Eliną Switoliną czy Ivą Jovic. Rozgrywki w Bad Homburg potrwają do soboty, 27 czerwca. Dwa dni później rozpocznie się główna rywalizacja na Wimbledonie.

    Przed rokiem Świątek dotarła do finału w Niemczech, a później sięgnęła po tytuł w stolicy Wielkiej Brytanii. Zobaczymy, jak tym razem potoczy się jej przygoda w trakcie sezonu na kortach trawiastych. Warto dodać, że w Bad Homburg zabraknie Jessiki Peguli, która jako jedyna znalazła w poprzednim roku sposób na pokonanie Igi na tej nawierzchni. Dokonała tej sztuki właśnie w decydującym starciu imprezy rangi WTA 500.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z zaciśniętą pięścią i wyrazem silnej emocji na twarzy, podczas rozgrywki na korcie.

    Iga ŚwiątekFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Uśmiechnięta kobieta w sportowej czarnej odzieży i czapce z daszkiem unosi dłoń w geście powitania na tle fioletowej ściany.

    Magdalena FręchArtur Widak / NurPHOTOAFP
    Tenisistka w pomarańczowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie tenisowym.

    Naomi OsakaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Taylor Fritz – Ben Shelton.

  • Sabalenka przełamana, za chwilę 2:6, 0:4. Koniec spotkania po 143 minutach

    Sabalenka przełamana, za chwilę 2:6, 0:4. Koniec spotkania po 143 minutach

    Turniej WTA 500 w Berlinie wkroczył w decydującą fazę. Na dzisiaj zaplanowano ćwierćfinałowe spotkania. Po godz. 15:30 na korcie centralnym zaprezentowała się Aryna Sabalenka. Białorusinka mierzyła się z 62. rakietą świata – Nikolą Bartunkovą. Pojedynek miała okazję sędziować Polka – Katarzyna Radwan-Cho. Liderka rankingu w niewiarygodnych okolicznościach odwróciła losy meczu i zwyciężyła 2:6, 7:6(2), 6:4. Oto co się wydarzyło w stolicy Niemiec.
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Nikolą Bartunkovą o awans do półfinału WTA 500 w Berlinie

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Nikolą Bartunkovą o awans do półfinału WTA 500 w BerlinieFoto OlimpikAFP

    Aryna Sabalenka zdecydowała się na tylko jeden występ na trawie przed wielkoszlemowym Wimbledonem. Białorusinka dość szybko pojawiła się w Berlinie, bo już w połowie minionego tygodnia i rozpoczęła przygotowania do sezonu na tej nawierzchni, a także turnieju rangi WTA 500. Dwa dni temu tenisistka z Mińska rozegrała spotkanie drugiej rundy. Zmierzyła się w nim z Jekateriną Aleksandrową. Rosjanka sprawiała w przeszłości sporo problemów liderce rankingu. Tym razem 28-latka triumfowała jednak bez straty seta – 6:4, 6:4.

    Nieoczekiwaną rywalką w dzisiejszym ćwierćfinale okazała się Nikola Bartunkova. Czeszka pokonała w premierowej fazie Dianę Sznajder, wracając z dalekiej podróży w decydującej partii. Później ograła w dwóch setach Elise Mertens. Dzięki temu 62. rakieta świata stanęła w piątek do walki o miejsce w najlepszej “4”. Na papierze zdecydowaną faworytką była Sabalenka. Na korcie Steffi Graf Stadion pisał się jednak zupełnie inny scenariusz. Spotkania miała okazję sędziować Polka – Katarzyna Radwan-Cho.

    WTA Berlin: Aryna Sabalenka kontra Nikola Bartunkova w ćwierćfinale

    Początek spotkania nie wskazywał na to, co miało się wydarzyć w kolejnych minutach. Sabalenka pewnie utrzymała swoje podanie, potem doprowadziła do walki na przewagi. Bartunkova zdołała wyrównać na 1:1, po czym nastała seria break pointów dla Czeszki. Nikola wykorzystała ostatnią z trzech okazji i objęła prowadzenie. Od tamtej pory reprezentantka naszych południowych sąsiadów dominowała na korcie.

    Już w siódmym gemie obserwowaliśmy setbole dla 62. rakiety świata. Wówczas Sabalenka wyszła jeszcze z opresji, broniąc czterech piłek na przełamanie. Po zmianie stron próbowała nawet niwelować jednego breaka. Mimo to Bartunkova wróciła ze stanu 15-40 i zapisała na swoim koncie premierową odsłonę, wygrywając ją 6:2.

    Aryna zaliczyła falstart także na starcie drugiej części pojedynku. Zrobiło się 0-40 z perspektywy serwującej liderki rankingu. Potem wygrała cztery punkty z rzędu, miała piłkę na 1:0. Finalnie i tak nie uniknęła przełamania. Po zmianie stron Nikola wróciła ze stanu 0-30 i podwyższyła prowadzenie. W kolejnych minutach uciekała Sabalence, mimo że turniejowa “1” dwukrotnie miała 30-15 w gemie. Na tablicy pojawił się wynik 4:0 dla Czeszki.

    Tenisistka z Mińska nie zamierzała się jednak poddawać. Od tamtej pory stopniowo goniła przeciwniczkę. W trakcie siódmego rozdania obroniła break pointa na 5:2. Po dziewiątym gemie to Aryna znalazła się już z przodu. Po chwili Bartunkova serwowała pod presją pozostania w grze o zwycięstwo w secie. Było 30-30, ale ostatecznie Czeszka wyszła z opresji i wyrównała na 5:5. O rezultacie partii decydował tie-break. Nikola prowadziła w nim 2-1, po czym nie wygrała już ani jednej akcji. Sabalenka triumfowała w drugiej odsłonie 7:6(2).

    Turniejowa “1” zdominowała początek decydującej części pojedynku, szybko zrobiło się 2:0. Wydawało się, że Białorusinka pewnie zmierza już po triumf. W następnych minutach dała się jednak dogonić. Po czterech gemach nastał remis. Tuż przed zmianą stron Sabalenka powróciła na prowadzenie z przełamaniem, ale nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Bartunkova zniwelowała stratę, po czym obroniła break pointa i wyszła na 4:3. Końcówka należała do Aryny – zgarnęła trzy “oczka” z rzędu. Po 2 godzinach i 23 minutach walki, Katarzyna Radwan-Cho ogłosiła zwycięstwo tenisistki z Mińska – 2:6, 7:6(2), 6:4. W półfinale WTA 500 w Berlinie zagra z Jessicą Pegulą.
    Kobieta w sportowym stroju z logo Nike na czarnej koszulce, patrzy w górę z poważnym wyrazem twarzy, w tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Aryna SabalenkaBurak AkbulutAFP
    Nikola Bartunkova

    Nikola BartunkovaAFP
    Tenisistka w czarnym stroju sportowym unosi rękę, stojąc na korcie, w tle widoczni kibice i rozmyta postać trzymająca piłkę tenisową.

    Jessica PegulaPedro PARDOAFP

    Alex de Minaur – Brandon Nakashima. Skrót meczu.

  • Świątek nie mogła milczeć. Ostrzegła wszystkich. “To oszustwo”

    Świątek nie mogła milczeć. Ostrzegła wszystkich. “To oszustwo”

    “Docierają do mnie informacje o osobach podszywających się pode mnie lub moją Fundację” – napisała Iga Świątek na swoim profilu Instagram. W ten sposób reprezentantka Polski ostrzegła swoich fanów przed oszustami, którzy podszywają się pod nią, aby wyłudzić pieniądze.
    Iga Świątek w sportowej czapce i fioletowej koszulce bez rękawów podczas wydarzenia sportowego

    Iga ŚwiątekChristophe Ena/Associated Press/East News East News

    Po porażce z Martą Kostiuk na Roland Garros Iga Świątek rozpoczęła treningi na trawiastych kortach. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przygotowuje się obecnie do turnieju WTA Bad Homburg, w którym rok temu dotarła do samego finału. Wówczas lepsza okazała się Jessica Pegula.

    Faktem jest, że Polka to międzynarodowa gwiazda. Jej popularność ma też jednak ciemne strony. Jedną z nich jest fakt, iż oszuści często wykorzystują jej renomę do swoich niecnych planów. Podszywają pod się ikonę tenisa, chcąc wyłudzić od ludzi pieniądze.

    Świątek nie mogła milczeć. Tak ostrzegła fanów

    Jak w swoich mediach społecznościowych przekazała sama Świątek, w ostatnim czasie takich incydentów było coraz więcej.

    “Docierają do mnie informacje o osobach podszywających się pode mnie lub moją Fundację. Jeśli ktoś obiecuje Wam finansowanie wyjazdu na turniej, spotkanie ze mną, pieniądze lub inne korzyści – nie ufajcie takim wiadomościom – to oszustwo” – czytamy na jej profilu Instagram.

    “Ani ja, ani mój zespół, ani Fundacja nie prowadzimy takich działań przez wiadomości prywatne, WhatsApp, YouTube, TikTok czy inne media społecznościowe. Wszystkie oficjalne informacje publikuję wyłącznie za pośrednictwem moich oficjalnych kanałów oraz oficjalnych kanałów Fundacji” – dodała.

    Na koniec zwróciła się do swoich kibiców: “Proszę, bądźcie ostrożni i nie udostępniajcie swoich danych nieznanym osobom. Trzymajcie się!” – podsumowała.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Alex de Minaur – Brandon Nakashima. Skrót meczu.

  • Tyle kosztował Chwalińską sukces w Roland Garros. Wszystko policzył

    Tyle kosztował Chwalińską sukces w Roland Garros. Wszystko policzył

    Maja Chwalińska została wicemistrzynią Roland Garros. To największy sukces w jej karierze, za którym poszedł skok o 93. miejsca w klasyfikacji WTA. Polka jest obecnie 21. rakietą świata. Wszyscy piszą teraz o wielkiej nagrodzie. Okazuje się jednak, że cena, jaką zapłaciła Chwalińska za ten sukces, jest gigantyczna. Jej menedżer Piotr Szczypka wszystko policzył i zdradził nam, ile to kosztowało. Słony rachunek, to mało powiedziane.
    Tyle kosztował Maję Chwalińską sukces w Roland Garros. Menedżer wszystko policzył.

    Tyle kosztował Maję Chwalińską sukces w Roland Garros. Menedżer wszystko policzył. EastNewsEast News

    1,4 miliona euro miała dostać Maja Chwalińska za finał Roland Garros. Po przeliczeniu na złotówki wychodzi prawie 6 milionów złotych. Jednak na konto zawodniczki trafiło finalnie 3,25 mln zł, resztę pochłonęły podatki od nagród sportowych, które we Francji są bardzo wysokie.

    Tyle potrzebuje Chwalińska, żeby wyjść na zero

    Jakby nie spojrzeć, to te 3,25 mln zł też mocno działa na wyobraźnię. Można by pomyśleć, że teraz dopiero zawodniczka odetchnie i poczuje, że to, co robi, ma sens. Piotr Szczypka, menedżer Mai szybko jednak wyprowadza nas z błędu. Mówi nam wprost: – Maja potrzebuje jeszcze dwóch finałów, żeby wyjść na zero.

    Chwalińska trenuje od 7 roku życia, a pan Piotr założył, że wszystkie wydatki poniesione w związku z jej startami przez te 17 lat (to jest według niego ta jej droga do finału Roland Garros), daje kwotę na poziomie przynajmniej 10 milionów złotych. Wystarczy do tej nagrody, którą już dostała dodać dwie podobnej wysokości i mamy odpowiedź, jaką cenę zapłaciła Chwalińska i wszyscy ci, którzy wspierali jej karierę, żeby 6 czerwca 2026 wyjść na kort Philippe Chartiera.

    Teraz dopiero się zacznie. O tyle wzrosną koszty obsługi teamu

    A to nie koniec. Z tej nagrody, jaką dostała Chwalińska, nie da się niczego odzyskać czy wyciągnąć. Te pieniądze, choć duże, bardzo szybko znikną. Zwłaszcza jeśli Maja myśli o tym, żeby pozostać w czołówce, a tak jest. Zawodniczka już po powrocie do Polski powiedziała, że nie interesuje jej wydawanie pieniędzy na przyjemności, że nagroda pójdzie na rozwój.

    Szczypka całkiem niedawno mówił, że roczne wydatki na wyjazdy i obsługę teamu wynoszą około miliona złotych. – Tak jest, ale tu mówimy o wydatkach zawodniczki spoza setki, która próbuje do niej wejść. Ten etap szczęśliwie jest za Mają. Cieszymy się z tego bardzo, ale też mamy świadomość tego, że teraz wydatki poszybują mocno w górę. Teraz wreszcie Maja będzie mogła sobie pozwolić na jakiegoś fizjoterapeutę i na to, żeby zabierać cały sztab, ale w ślad za tym pójdą większe rachunki za hotele i samoloty. A to nie wszystko. Nie zmieni się jedno. Ja i pani menedżer Ola Musiał byliśmy i będziemy za darmo, bo jesteśmy jej rodziną – oświadcza pan Piotr.

    Wiemy, co z procentami od Chwalińskiej

    Menedżer Chwalińskiej uchyla nam również rąbka tajemnicy, jak wygląda rozliczenie między zawodniczką i BKT Advantage Bielsko-Biała. Klub ma z tenisistkami umowy, które z jednej strony zapewniają im duże wsparcie, a z drugiej zobowiązuje do wypłacenia kilku procent, gdy już zostaną gwiazdami. Te kilka procent, to dla klubu możliwość wsparcia kolejnych, młodych zawodniczek, które przychodzą do BKT Advantage i chcą pójść w ślady gwiazd.

    – Jeszcze nie rozmawialiśmy z Mają na ten temat, bo jest dużo obowiązków. Zresztą nie pali się, to nie jest teraz dla mnie takie ważne. Są istotniejsze sprawy. Choćby umowy sponsorskie, którym trzeba poświęcić czas. Także na spokojnie. Zresztą Maja i tak jest wciąż poniżej progu rentowności – kwituje Szczypka, a my przypomnijmy, że już kiedyś na łamach Interii menedżer wyjaśniał ten temat biznesowych umów zawodniczek z BKT, które powstały na bazie rozwiązań stosowanych w Czechach. – Jak będą w setce, czy pięćdziesiątce przez parę lat, jak zarobią miliony, to wtedy jakieś procenty zostaną im odliczone. One nie mają z tym problemu, są tego świadome – mówił nam wtedy Szczypka.
    Zawodniczka tenisowa zakrywająca twarz dłonią w geście rozczarowania, ubrana w żółtą koszulkę bez rękawów, w tle sędzia na korcie.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Kobieta w sportowej bluzie z ręką opartą na czole mówi do mikrofonu, za nią rozmyte logo sponsora i federacji.

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP
    Młoda kobieta w zielonej sportowej kurtce trzyma bukiet kolorowych kwiatów, w tle liczni fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News

    Jiri Lehecka – Rinky Hijikata. Skrót meczu.

  • Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Temat państwowego stypendium przyznanego Mai Chwalińskiej przez ministra sportu i turystyki jest gorąco dyskutowany przez polityków. Najpierw stanowczy sprzeciw zgłosił Marcin Możdżonek, teraz dołącza do niego Grzegorz Płaczek, szef klubu parlamentarnego Konfederacji. Wyjaśnia, dla kogo przeznaczone powinno być takie dofinansowanie.
    Grzegorz Płaczek, Maja Chwalińska

    Grzegorz Płaczek, Maja ChwalińskaFilip Naumienko/Tomasz JastrzebowskiReporter

    Grzegorz Płaczek , w rozmowie w RMF FM, wprost przyznał, że nie podoba mu się, że Maja Chwalińska dostała stypendium od ministerstwa sportu i turystyki. “Uważam, że pieniądze z budżetu państwa oraz od sponsorów – jeżeli ktoś idzie ze sztandarem pomagania tym, którzy się rozwijają – powinny iść dla tych, którzy się rozwijają i naprawdę nie mają pieniędzy, żeby kupić rakiety albo buty” – wyjaśnił.

    Stwierdził, że nie jest wielkim fanem tenisa i nie pamięta początków kariery Chwalińskiej. Tymczasem pierwsze sukcesy na korcie miały przypaść za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

    Jeżeli wcześniejsze rządy nic nie zrobiły, żeby pomagać młodym sportowcom, to oczywiście nie powinno to mieć miejsca. To jest absolutnie skandaliczne

    “Wydajemy pieniądze na głupoty. Natomiast tam, gdzie powinny być wydawane i tam gdzie, ten polski narybek powinien być pielęgnowany, to – jeżeli nie było – to tylko wstyd” – dopowiedział.

    Sprzeciw wobec pieniędzy dla Chwalińskiego od polskiego rządu. “Podpisuję się dwiema rękami”

    Jego zdaniem sukces tenisistki na wielkoszlemowym Roland Garros to absolutnie nie zasługa polskiego systemu szkolenia, a przyznanie jej przez resort Jakuba Rutnickiego 9600 zł brutto dofinansowania to po prostu zagrywka PR-owa i próba podpięcia się pod sportowe osiągnięcie.

    “Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia” – opisywał.

    Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy

    Apelował o stworzenie systemu, który wspomoże polskich sportowców jeszcze zanim ci staną się sławni. “Marcin Możdżonek jest mistrzem świata, w związku z tym zakładam, że wie, co mówi. (…) Absolutnie się zgadzam i podpisuję się dwiema rękami” – odniósł się do tego Płaczek.

    Podpytywany o porównanie sytuacji sportowców i artystów, od razu odpowiedział, że nie są one tożsame i artyści nie powinni dostawać państwowych dofinansowań zanim osiągną sukces.

    “Zawodowym sportowcem można być do 20-30. roku życia, a artystą można być do końca życia. Jeżeli jest się zawodowym sportowcem, to trenuje się naprawdę bardzo dużo i nie ma się chwili na nic. Natomiast jeśli ktoś jest artystą, ma więcej czasu” – podsumował szef klubu parlamentarnego Konfederacji.

    Uroczyste spotkanie ministra Jakuba Rutnickiego z Mają Chwalińskąmateriały prasowe

  • Chwalińska jedyna. A jednak, możliwa wielka zmiana. Już huczy

    Chwalińska jedyna. A jednak, możliwa wielka zmiana. Już huczy

    Na ten moment Maja Chwalińska jest jedyną tenisistką spoza Wielkiej Brytanii, która otrzymała w tym roku “dziką kartę” od Wimbledonu. To jednak może niebawem ulec zmianie. I to jakiej. Na liście pań wciąż pozostaje bowiem jedno wolne miejsce, a w środowisku aż huczy, że może ono przypaść w udziale Venus Williams. Czy to rzeczywiście realna opcja? Głos w tej sprawie zabrała Danielle Collins.
    Maja Chwalińska w bordowej koszulce trzymająca rakietę tenisową podczas meczu

    Maja ChwalińskaFLAVIU BUBOIAFP

    Do inauguracji tegorocznego Wimbledonu zostało jeszcze 10 dni, ale – jak przed każdym Wielkim Szlemem – emocje z nim związane czuć już teraz. W Polsce atmosferę podgrzała sprawa Mai Chwalińskiej, która mimo genialnego występu na Rolandzie Garrosie, spuentowanego finałem, musiała czekać na “dziką kartę”, chcąc wystąpić z automatu w głównej drabince londyńskiej imprezy.

    Poza 24-latką “dziką kartę” otrzymały także: Harriet Dart, Alicia Dudeney, Hannah Klugman, Mika Stojsavljevic, Katie Swan oraz Mimi Xu. Do tego grona dołączy jednak jeszcze jedna zawodniczka. A w środowisku huczy o tym, że może to być Serena Williams.

    Wimbledon. Williams jak Chwalińska z “dziką kartą”? Collins komentuje

    Słynna Amerykanka otrzymała już “dziką kartę” w grze podwójnej, zresztą do spółki ze swoją równie znaną siostrą Venus. Ale czy zobaczymy ją także w rywalizacji singlowej?

    Głos w tej sprawie zabrała jej rodaczka – Danielle Collins, która wypowiedziała się na ten temat w studiu “Tennis Channel”.

    To całkiem możliwe. Przekonamy się

    Po czym jednak dodała, że taki obrót spraw stanowiłby dla niej sporą niespodziankę.

    – Byłbym nieco zaskoczona, gdyby Serena skorzystała z dzikiej karty w grze pojedynczej. Podczas swoich wystąpień na ostatnich konferencjach prasowych, stwierdziła, że gdyby chciała grać w grze pojedynczej, musiałaby więcej trenować. Myślę, że to, co robi teraz, ma sens – rozegra kilka meczów deblowych, a potem zobaczy, jak się sprawy potoczą. Nigdy jednak nie wiadomo. Jest w stanie zrobić wszystko, bo jest najlepszą zawodniczką wszech czasów – stwierdziła Danielle Collins, odnosząc się do całej sprawy.

    Tegoroczny Wimbledon rozpocznie się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca. Wśród pań tytułu broni Iga Świątek.
    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja ChwalińskaZabulon Laurent/ABACAEast News
    Kobieta w sportowej bluzie z ręką opartą na czole mówi do mikrofonu, za nią rozmyte logo sponsora i federacji.

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem za bardzo w social mediach, bo myślę, że bym zwariowała

    Maja Chwalińska już teraz może mówić o ogromnym wyróżnieniu przed tegorocznym Wimbledonem. Polska tenisistka otrzymała bowiem „dziką kartę” do turnieju głównego, dzięki czemu nie musi przebijać się przez wymagające kwalifikacje. Dla 24-latki to nagroda za znakomite wyniki osiągane w ostatnich miesiącach, a szczególnie za świetny występ podczas Roland Garros, gdzie dotarła aż do finału jednej z imprez poprzedzających wielkoszlemową rywalizację. Organizatorzy londyńskiego turnieju docenili jej postawę, czyniąc ją jedyną zawodniczką spoza Wielkiej Brytanii, która otrzymała w tym roku takie zaproszenie.
    Choć decyzja dotycząca Chwalińskiej została przyjęta bardzo pozytywnie, wokół listy „dzikich kart” wciąż nie brakuje emocji. Wszystko dlatego, że organizatorzy pozostawili jeszcze jedno wolne miejsce w kobiecej drabince. Od kilku dni w tenisowym środowisku pojawiają się spekulacje, że może ono trafić do jednej z największych legend tego sportu – Sereny Williams.
    Nazwisko Amerykanki od lat elektryzuje kibiców. Serena jest siedmiokrotną mistrzynią Wimbledonu i jedną z najbardziej utytułowanych tenisistek w historii. Każda informacja dotycząca jej ewentualnego powrotu na kort natychmiast wywołuje ogromne zainteresowanie. Tym razem plotki nabrały dodatkowego znaczenia, ponieważ Serena oraz jej siostra Venus otrzymały już „dziką kartę” do turnieju deblowego.
    Pojawiły się więc pytania, czy Serena mogłaby również wystąpić w singlu. Na temat tych spekulacji wypowiedziała się Danielle Collins. Amerykanka przyznała, że taki scenariusz jest możliwy, ale jednocześnie byłaby nim zaskoczona. Jej zdaniem Serena wielokrotnie podkreślała podczas ostatnich wystąpień medialnych, że występy w grze pojedynczej wymagałyby od niej znacznie większej liczby treningów i przygotowań.
    Collins zaznaczyła, że obecny plan wydaje się rozsądny. Serena ma skoncentrować się na deblu, rozegrać kilka spotkań i dopiero później ocenić swoją dyspozycję. Taki sposób działania pozwala stopniowo wracać do rywalizacji bez konieczności natychmiastowego mierzenia się z największymi wyzwaniami, jakie niesie ze sobą wielkoszlemowy turniej singlowy.
    Jednocześnie Collins podkreśliła, że w przypadku Sereny Williams niczego nie można wykluczyć. Według niej była liderka światowego rankingu wielokrotnie udowadniała, że potrafi dokonywać rzeczy, które innym wydawały się niemożliwe. To właśnie dlatego plotki o jej potencjalnym występie w singlu są traktowane przez kibiców bardzo poważnie.
    Dla Mai Chwalińskiej cała sytuacja ma jednak drugorzędne znaczenie. Polka skupia się przede wszystkim na własnych przygotowaniach do najważniejszego turnieju na trawie. Otrzymanie „dzikiej karty” daje jej komfort spokojnych treningów oraz możliwość odpowiedniego zaplanowania ostatnich dni przed startem zawodów.
    Wimbledon rozpocznie się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca. W centrum uwagi polskich kibiców znajdzie się oczywiście Iga Świątek, która będzie broniła wywalczonego przed rokiem tytułu. Duże zainteresowanie wzbudzi również występ Chwalińskiej, dla której będzie to kolejna okazja do pokazania swoich umiejętności na jednej z najbardziej prestiżowych tenisowych scen świata.
    Jeżeli organizatorzy rzeczywiście zdecydują się przyznać ostatnią „dziką kartę” Serenie Williams, tegoroczny Wimbledon zyska dodatkowy element widowiska. Powrót jednej z największych legend tenisa byłby ogromnym wydarzeniem medialnym i sportowym. Na razie pozostaje jednak czekać na oficjalną decyzję, która może znacząco wpłynąć na zainteresowanie turniejem jeszcze przed jego rozpoczęciem.

  • Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Temat państwowego stypendium przyznanego Mai Chwalińskiej przez ministra sportu i turystyki jest gorąco dyskutowany przez polityków. Najpierw stanowczy sprzeciw zgłosił Marcin Możdżonek, teraz dołącza do niego Grzegorz Płaczek, szef klubu parlamentarnego Konfederacji. Wyjaśnia, dla kogo przeznaczone powinno być takie dofinansowanie.
    Grzegorz Płaczek, Maja Chwalińska

    Grzegorz Płaczek, Maja ChwalińskaFilip Naumienko/Tomasz JastrzebowskiReporter

    Grzegorz Płaczek , w rozmowie w RMF FM, wprost przyznał, że nie podoba mu się, że Maja Chwalińska dostała stypendium od ministerstwa sportu i turystyki. “Uważam, że pieniądze z budżetu państwa oraz od sponsorów – jeżeli ktoś idzie ze sztandarem pomagania tym, którzy się rozwijają – powinny iść dla tych, którzy się rozwijają i naprawdę nie mają pieniędzy, żeby kupić rakiety albo buty” – wyjaśnił.

    Stwierdził, że nie jest wielkim fanem tenisa i nie pamięta początków kariery Chwalińskiej. Tymczasem pierwsze sukcesy na korcie miały przypaść za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

    Jeżeli wcześniejsze rządy nic nie zrobiły, żeby pomagać młodym sportowcom, to oczywiście nie powinno to mieć miejsca. To jest absolutnie skandaliczne

    “Wydajemy pieniądze na głupoty. Natomiast tam, gdzie powinny być wydawane i tam gdzie, ten polski narybek powinien być pielęgnowany, to – jeżeli nie było – to tylko wstyd” – dopowiedział.

    Sprzeciw wobec pieniędzy dla Chwalińskiego od polskiego rządu. “Podpisuję się dwiema rękami”

    Jego zdaniem sukces tenisistki na wielkoszlemowym Roland Garros to absolutnie nie zasługa polskiego systemu szkolenia, a przyznanie jej przez resort Jakuba Rutnickiego 9600 zł brutto dofinansowania to po prostu zagrywka PR-owa i próba podpięcia się pod sportowe osiągnięcie.

    “Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia” – opisywał.

    Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy

    Apelował o stworzenie systemu, który wspomoże polskich sportowców jeszcze zanim ci staną się sławni. “Marcin Możdżonek jest mistrzem świata, w związku z tym zakładam, że wie, co mówi. (…) Absolutnie się zgadzam i podpisuję się dwiema rękami” – odniósł się do tego Płaczek.

    Podpytywany o porównanie sytuacji sportowców i artystów, od razu odpowiedział, że nie są one tożsame i artyści nie powinni dostawać państwowych dofinansowań zanim osiągną sukces.

    “Zawodowym sportowcem można być do 20-30. roku życia, a artystą można być do końca życia. Jeżeli jest się zawodowym sportowcem, to trenuje się naprawdę bardzo dużo i nie ma się chwili na nic. Natomiast jeśli ktoś jest artystą, ma więcej czasu” – podsumował szef klubu parlamentarnego Konfederacji.

    Uroczyste spotkanie ministra Jakuba Rutnickiego z Mają Chwalińskąmateriały prasowe

  • Iga Świątek triumfuje. Dopisali jej szósty tytuł. Absolutna dominacja Polki

    Iga Świątek triumfuje. Dopisali jej szósty tytuł. Absolutna dominacja Polki

    Iga Świątek znalazła się na szczycie rankingu “100 najcenniejszych kobiecych marek osobistych w Polsce”. Najlepsza polska tenisistka otwiera prestiżowe zestawienie magazynu “Forbes Woman” po raz szósty z rzędu. Jej obecne notowania aż pięciokrotnie przewyższają wartość medialną drugiej na liście Justyny Steczkowskiej. Podium uzupełnia Dorota “Doda” Rabczewska.

    Iga ŚwiątekLI JINGEast News

    Iga Świątek nie jest już liderką rankingu WTA, ale w zestawieniu magazynu “Forbes Woman” nadal nie ma sobie równych. I to już po raz szósty z rzędu. W najnowszym notowaniu tzw. wartość medialna trzeciej rakiety świata przekracza 1,5 mld złotych.

    Dwa kolejne miejsca na liście “100 najcenniejszych kobiecych marek osobistych w Polsce” zajmują wokalistki – Justyna Steczkowska (288 mln zł) i Dorota “Doda” Rabczewska (270 mln zł).

    Świątek poza konkurencją. Kilka lat sukcesów na korcie nadal pozwala jej cieszyć się pozycją liderki w prestiżowym rankingu

    Wspomniany ranking opublikowany został po raz siódmy. W pierwszej edycji otwierała go Olga Tokarczuk. Zwyciężyła krótko po otrzymaniu Literackiej Nagrody Nobla.

    Później niepodzielnie panowała już tylko Świątek. Ma na koncie sześć triumfów z rzędu. Warto zauważyć, że kwota widniejąca obok jej nazwiska aż pięciokrotnie przewyższa sumy przypisane dwóm kolejnym postaciom w zestawieniu.

    – Zawsze powtarzam, że największą wartością rozpoznawalności jest możliwość wykorzystywania jej do promowania dobrych postaw, wspierania innych i inspirowania młodych ludzi do działania po swojemu – oznajmiła najlepsza polska tenisistka cytowana przez “Forbes Woman”.

    – Staram się budować swoją markę w zgodzie ze sobą – autentycznie, z szacunkiem do ludzi i z odpowiedzialnością za to, jaki przekaz niesie moja obecność w mediach – dodała.

    W pierwszej dziesiątce rankingu znalazły się jeszcze dwie sportsmenki. Szóstą lokatę zajmuje Ewa Pajor (212 mln zł), z kolei na 10. pozycji sklasyfikowano Magdę Linette (192 mln zł).

    W czołowej setce umieszczono jeszcze 15 innych kobiet związanych ze światem sportu. Tylko dziewięć z nich to wciąż czynne zawodniczki. Grupę tę tworzą Magdalena Fręch (11. lokata), Natalia Bukowiecka (23), Katarzyna Kawa (32), Julia Szeremeta (45), Klaudia Zwolińska (47), Katarzyna Niewiadoma (61), Pia Skrzyszowska (70), Anita Włodarczyk (86) i Ewa Swoboda (91).

    Na 55. pozycji odnajdujemy Darię Abramowicz, osobistą psycholog Świątek i zarazem jej trenerkę mentalną.
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East News East News
    Tenisistka w fioletowej czapce podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z wyraźną koncentracją na twarzy i dynamicznym ruchem ramienia na tle ciemnego boiska z fioletowym światłem.

    Iga ŚwiątekIMAGO/NOUSHADEast News
    Sportowiec w białej czapce i koszulce z polską flagą oraz czerwonym nadrukiem, ściska pięść w geście zwycięstwa na korcie tenisowym.

    Iga ŚwiątekAFP

    Francisco Cerundolo – Jenson Brooksby. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Sensacja na starcie z Chwalińską. Teraz taka decyzja. Wieści dla Świątek

    Sensacja na starcie z Chwalińską. Teraz taka decyzja. Wieści dla Świątek

    Turniej WTA 500 w Bad Homburg startuje już za dwa dni, w niedzielę. Tymczasem w ostatniej chwili do stawki dołączyła kolejna zawodniczka. I to nie byle jaka. Mowa bowiem o mistrzyni olimpijskiej Qinwen Zheng, która otrzymała od organizatorów niemieckiej imprezy “dziką kartę”. A tym samym stała się jedną z rywalek Igi Świątek w imprezie bezpośrednio poprzedzającej wielkoszlemowy Wimbledon.
    Iga Świątek i Qinwen Zheng podczas turnieju WTA, zbliżenie na Zheng przykładającą ręcznik do twarzy.

    Na zdjęciu Iga Świątek oraz Qinwen ZhengMiguel Reis / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Wang Kaiyan / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    – Qinwen Zheng wraca do Bad Homburg – ogłosili organizatorzy tamtejszej “pięćsetki”, informując w mediach społecznościowych o przyznaniu “dzikiej karty” chińskiej mistrzyni olimpijskiej sprzed dwóch lat.

    23-latka zdążyła już zainaugurować sezon na trawie. Ba, zdążyła nawet wystąpić w dwóch turniejach, rozgrywając łącznie… trzy spotkania.

    Z drabinki imprezy w Queens Qinwen Zheng wypadła już po pierwszym meczu przegrywając w dwóch setach – 4:6, 6:7 (4) – z reprezentantką Rumunii Jaqueline Cristian. Niewiele lepiej spisała się tydzień później w Nottingham. Tam, po zaciętym pojedynku pokonała wprawdzie Greczynkę Marię Sakkari 4:6, 7:6(1), 6:4, ale potem uległa australijskiej tenisistce Talii Gibson. Decydującą partię zwieńczył emocjonujący tie-break, który tenisistka z Anypodów wygrała 12:10.

    A serię tych nieudanych występów Qinwen Zheng poprzedził Roland Garros, na którym – jak pamiętamy – Chinka zatrzymała się już na pierwszej rundzie, uznając wyższość późniejszej finalistki – Mai Chwalińskiej.

    Teraz, tuż przed Wimbledonem, Qinwen Zheng poszuka więc ogrania i formy w Bad Homburg, co umożliwili jej organizatorzy.

    WTA Bad Homburg. Qinwen Zheng z dziką kartą. Iga Świątek na liście

    W Bad Homburg – podobnie jak przed rokiem – wystąpi także Iga Świątek. W minionym sezonie nasza była liderka rankingu WTA dotarła aż do finału, w którym przegrała z reprezentantką Stanów Zjednoczonych – Jessicą Pegulą, a później sięgnęła po tytuł na Wimbledonie, którego już niebawem będzie bronić w Londynie.
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem stoi na korcie podczas meczu, jest skoncentrowana, widoczne są logotypy sponsorskie na jej koszulce oraz flaga Polski.

    Turniej WTA 500 w Bad Homburg zapowiada się niezwykle interesująco, a przyznanie „dzikiej karty” Qinwen Zheng tylko podniosło poziom rywalizacji. Chińska tenisistka, która w ostatnich latach wyrosła na jedną z największych gwiazd kobiecego tenisa, będzie chciała wykorzystać niemiecką imprezę do odbudowania pewności siebie przed rozpoczynającym się niebawem Wimbledonem. Dla kibiców oznacza to natomiast jeszcze mocniejszą obsadę zawodów, w których wystąpi także Iga Świątek.

    Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla Zheng. Mistrzyni olimpijska z Paryża nie może zaliczyć początku sezonu na trawie do udanych. Najpierw niespodziewanie odpadła już w pierwszym meczu turnieju w Queen’s Club, przegrywając z Jaqueline Cristian. Następnie w Nottingham zanotowała tylko jedno zwycięstwo, pokonując Marię Sakkari, by później ulec Talii Gibson. Co więcej, jeszcze wcześniej rozczarowała swoich kibiców podczas Roland Garros, gdzie sensacyjnie zakończyła udział już w pierwszej rundzie po porażce z Mają Chwalińską.
    Dla Zheng start w Bad Homburg będzie więc niezwykle ważny. Chinka potrzebuje meczów na trawie, aby odzyskać rytm i odpowiednio przygotować się do najważniejszego turnieju tej części sezonu – Wimbledonu. Jej potężny serwis i agresywny styl gry mogą być bardzo skuteczne na szybkiej nawierzchni, dlatego mimo ostatnich niepowodzeń pozostaje zawodniczką, której żadna rywalka nie może lekceważyć.
    W centrum uwagi polskich kibiców znajdzie się oczywiście Iga Świątek. Polka wraca do Bad Homburg z bardzo dobrymi wspomnieniami. Przed rokiem dotarła tutaj do finału, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli. Tamten występ okazał się jednak doskonałym przygotowaniem do Wimbledonu, na którym Świątek zaprezentowała znakomitą formę. Teraz będzie chciała powtórzyć ten scenariusz i ponownie wykorzystać niemiecki turniej jako ostatni sprawdzian przed rywalizacją w Londynie.

    Obsada zawodów prezentuje się imponująco. Oprócz Świątek i Zheng na kortach w Bad Homburg pojawi się wiele czołowych tenisistek świata, co sprawia, że już od pierwszej rundy można spodziewać się pojedynków na bardzo wysokim poziomie. Każde zwycięstwo będzie miało znaczenie nie tylko w kontekście rankingu WTA, ale również budowania pewności siebie przed trzecią wielkoszlemową imprezą sezonu.
    Dla Igi Świątek szczególnie interesująca może być możliwość ponownego zmierzenia się z Qinwen Zheng. Ich dotychczasowe spotkania dostarczały kibicom wielu emocji, a obie zawodniczki należą do ścisłej światowej czołówki. Jeśli los skojarzy je ze sobą w Bad Homburg, będzie to jeden z najbardziej wyczekiwanych meczów całego turnieju.
    Nadchodzące dni pokażą, czy Zheng zdoła przełamać serię słabszych występów i odzyskać dawną skuteczność. Jedno jest pewne – jej obecność sprawia, że turniej w Bad Homburg staje się jeszcze ciekawszy, a kibice mogą liczyć na tenis na najwyższym światowym poziomie. Dla Świątek będzie to natomiast kolejna okazja, by potwierdzić wysoką formę i wysłać rywalkom wyraźny sygnał przed obroną tytułu na londyńskich kortach.

    Iga ŚwiątekMa Ping/Xinhua News/East NewsAFP
    Qinwen Zheng

    Qinwen ZhengNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystko

  • Milionowy kontrakt już czeka na Chwalińską. Menedżer prosi o jedno

    Milionowy kontrakt już czeka na Chwalińską. Menedżer prosi o jedno

    Po udanym występie i zdobyciu tytułu wicemistrzyni Roland Garros Maja Chwalińska znalazła się w centrum zainteresowania rynku reklamowego. Polka zaczęła otrzymywać liczne propozycje współpracy sponsorskiej i reklamowej, a jej rozpoznawalność gwałtownie wzrosła.

    Jak przypomina jej menedżer, Piotr Szczypka z BKT Advantage Bielsko-Biała, zainteresowanie wokół zawodniczki jest obecnie ogromne. – To już się dzieje. Od tygodnia praktycznie nie rozmawiamy o niczym innym – podkreśla. Chwalińska ma już na koncie pierwsze doświadczenia reklamowe, m.in. udział w spocie Oral-B, gdzie wystąpiła obok Igi Świątek, choć wówczas pełniła raczej rolę drugoplanową. Teraz jednak sytuacja ma się zmienić – według doniesień ma podpisać kontrakt, w którym to ona będzie główną ambasadorką marki.

    Rynek wycenia potencjał reklamowy Chwalińskiej bardzo wysoko. W środowisku marketingowym pojawiają się szacunki, że pojedyncze kontrakty mogą sięgać nawet około 2 milionów złotych. Już w trakcie Roland Garros do gry weszły pierwsze firmy, w tym Oshee – producent napojów izotonicznych. Marka najpierw wsparła zawodniczkę w praktyczny sposób, pokrywając jej koszty hotelu po tym, jak po awansie do czwartej rundy sama przyznała przed kamerami, że nie jest pewna, czy będzie ją stać na dalszy pobyt w Paryżu. Wkrótce później firma zdecydowała się na dalszą współpracę i dołączyła do jej otoczenia sponsorskiego.

    Obecnie rozmowy z kolejnymi partnerami są w toku, choć – jak zaznacza menedżer – większość szczegółów pozostaje poufna. – Proszę o wyrozumiałość, nie mogę zdradzać konkretów. Takie umowy wymagają spokoju i dyskrecji. Za mną intensywny czas rozmów, maili i analiz projektów kontraktów – wyjaśnia Szczypka, dodając, że obecnie kwestie sponsorskie zajmują niemal cały jego czas.

    Nie wyklucza się, że kolejne informacje dotyczące nowych umów pojawią się już po Wimbledonie. Dobry występ Chwalińskiej w tym turnieju mógłby znacząco zwiększyć jej wartość marketingową i przyspieszyć finalizację negocjacji. W branży mówi się, że solidny wynik w Londynie mógłby otworzyć jej drzwi do jeszcze większych kontraktów – zarówno w sektorze kosmetycznym, motoryzacyjnym premium, jak i wśród dużych spółek.

    W trakcie Roland Garros na stroju Chwalińskiej widoczne były logotypy Oshee oraz XTB. Jak jednak wyjaśnia przedstawiciel XTB, współpraca miała charakter turniejowy i jej dalszy los nie jest przesądzony. Firma znana jest z inwestowania w sportowców spoza ścisłej czołówki, licząc na ich przełomowe sukcesy, co często przekłada się na duży efekt marketingowy.

    Wszystko wskazuje na to, że po przełomowym występie w Paryżu kariera reklamowa Mai Chwalińskiej dopiero się rozpędza, a kolejne tygodnie mogą przynieść pierwsze konkretne i długoterminowe umowy sponsorsko-marketingowe.