Category: Sports

  • ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Środowe zmagania na korcie numer 17 US Open obfitowały w ciekawe rozstrzygnięcia. To na tej arenie swój mecz przegrał m.in. Casper Ruud. Tuż po starciu z udziałem Norwega do gry wkroczyła Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu zmierzyła się z podwójną mistrzynią juniorskiego Roland Garros 2024 – Terezą Valentovą. Pojedynek obfitował w sporo zwrotów akcji, ale ostatecznie zakończył się po myśli faworytki. W trzeciej rundzie czeka nas hitowe starcie. Znamy już rywalkę 26-latki.

    ‎Jelena Rybakina zanotowała trzy półfinały przed wielkoszlemową rywalizacją na US Open. Ostatnią porażkę reprezentantka Kazachstanu zanotowała w potyczce z Igą Świątek. Polka wygrała z 26-latką 7:5, 6:3, a później pognała po tytuł WTA 1000 w Cincinnati. Mimo przegranej z raszynianką, można było śmiało stwierdzić, że forma mistrzyni Wimbledonu sprzed trzech lat była całkiem niezła przed imprezą w Nowym Jorku. Dziesiąta rakieta świata miała ogromną ochotę na to, by poprawić swoją “życiówkę” w tych zmaganiach. Do tej pory nigdy nie dotarła do 1/8 finału.

    ‎Kazaszka wylosowała w pierwszej rundzie utalentowaną juniorkę – Julietę Pareję. Amerykanka próbowała nawiązać rywalizację w premierowej odsłonie, ale później na korcie dominowała już Rybakina. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:3, 6:0 na korzyść Jeleny. W kolejnej fazie na turniejową “9” czekała kolejna nastolatka, ale już nieco bardziej ograna na poziomie zawodowym. Mowa o Terezie Valentovej – triumfatorce juniorskiego Roland Garros 2024 w singlu i deblu. Czeszka miała być już bardziej wymagającą przeciwniczką. Przebieg spotkania to potwierdził.

    ‎US Open: Jelena Rybakina kontra Tereza Valentova w drugiej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Rybakiny. Reprezentantka Kazachstanu już na “dzień dobry” musiała bronić break pointów – i to w sumie aż trzech. Zdołała jednak wyjść z opresji i jako pierwsza objęła prowadzenie. Valentova dotrzymywała kroku i w trakcie piątego gema przypuściła kolejny atak na returnie. Tym razem już premierowa z dwóch szans została zamieniona w przełamanie. Po zmianie stron Tereza posiadała dwie okazje z rzędu na 4:2, ale nie wykorzystała żadnej z nich. Przegrała cztery kolejne wymiany i zrobiło się 3:3. Mistrzyni Wimbledonu 2022 poszła za ciosem. Do końca seta nie straciła już ani jednego “oczka”. Ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 6:3 na korzyść faworytki.

    ‎Na starcie drugiej części pojedynku znów zobaczyliśmy słabszy fragment w wykonaniu Rybakiny. 18-latka szybko uzyskała prowadzenie 2:0. Potem zobaczyliśmy reakcję ze strony Kazaszki. Po czterech gemach mieliśmy remis W piątym Jelena wyszła na 30-15 przy podaniu Valentovej. Mimo to Czeszka przetrwała trudny moment i przerwała korzystną serię rywalki. To od razu uruchomiło świetny moment z perspektywy Terezy. Reprezentantka naszych południowych sąsiadów dominowała w kolejnych minutach i już w ósmym gemie, przy wyniku 5:2 40-30, doczekała się setboli.

    ‎Rybakina nie pozwoliła jednak rywalce na domknięcie partii. Obroniła dwie okazje przeciwniczki i ostatecznie utrzymała swój serwis. Presja przeszła na stronę Valentovej. W momencie, gdy Czeszka podawała po doprowadzenie do trzeciej odsłony, została przełamana do zera. Potem Jelena wyrównała na 5:5 i gra o zwycięstwo w secie zaczęła się od nowa. Finalnie o wszystkim decydował emocjonujący tie-break. W nim obserwowaliśmy trzeciego i czwartego setbola dla 18-latki. W kluczowym momencie znów zabrakło jednak postawienia “kropki nad i”. Kazaszka przetrwała napór i przy stanie 8-7 doczekała się meczbola. Już po pierwszej okazji zapewniła sobie zwycięstwo 6:3, 7:6(7). W trzeciem rundzie US Open zmierzy się z Emmą Raducanu. Czeka nas zatem hitowe starcie z udziałem dwóch mistrzyń wielkoszlemowych.

  • ‎Tak wygląda drabinka Igi Świątek. Fantastyczne wieści płyną z US Open

    ‎Tak wygląda drabinka Igi Świątek. Fantastyczne wieści płyną z US Open

    ‎Tak wygląda drabinka Igi Świątek. Fantastyczne wieści płyną z US Open

    ‎Lepszego startu w US Open Iga Świątek nie mogła sobie wyobrazić. Polka rozpoczęła nowojorskie zawody od pewnej wygranej 6:1, 6:2 z Emilianą Arango i jest już w drugiej rundzie. W niej znów będzie faworytką. A potem? Dalsza część drabinki również układa się bardzo korzystnie. Z turnieju odpadły już cztery groźne zawodniczki, na które nasza rodaczka mogła lada moment trafić, więc są to świetne wieści. Tylko spójrzcie.

    ‎6:1, 6:2 w pierwszej rundzie US Open i było po wszystkim. Iga Świątek we wtorkowe popołudnie bez problemów pokonała Emilianę Arango i zameldowała się w kolejnym etapie. W międzyczasie trwało też spotkanie jej potencjalnych rywalek, a w nim mierzyły się Suzan Lamens (66. w rankingu WTA) i Valerie Glozman (902.). Górą ostatecznie była ta pierwsza.

    ‎To dla naszej rodaczki dobra wiadomość. W pojedynku z Lamens będzie zdecydowaną faworytką, a to może oznaczać kolejną szybką przeprawę i awans do trzeciej rundy. Na kogo może w niej trafić? Powoli zaczyna robić się ciekawie, ale trzeba przyznać, że najlepsza polska tenisistka ma spore szczęście, bo zestaw możliwych rywalek w trzecim etapie również wydaje się dość korzystny: Anna Kalinska lub Julia Putincewa.

    ‎Świetne wieści dla Igi Świątek z US Open. Oto drabinka

    ‎Tą pierwszą Świątek pokonała niespełna dwa tygodnie temu w Cincinnati wynikiem 6:3, 6:4. Natomiast z drugą grała ponad rok temu w Wimbledonie i wówczas przegrała, ale co istotne ma z nią bilans czterech zwycięstw i tylko jednej porażki. Dlatego w obliczu meczu z 55. rakietą świata, to znów Polka byłaby faworytką. A co słychać w czwartej rundzie?

    ‎W niej dobór potencjalnych przeciwniczek jest już nieco większy. Warto odnotować, że mogło w niej dojść do starcia z rosyjską gwiazdą Dianą Sznajder, jednak ta odpadła w pierwszej rundzie. Dlatego na ten moment najgroźniejszą możliwą rywalką wydaje się… inna Rosjanka, a mianowicie Jekatierina Aleksandrowa (12.) Z nią Świątek również mierzyła się nie tak dawno, bo w czerwcu podczas zawodów w Bad Homburgu. Wówczas padł wynik 6:4, 7:6(5) dla Polki.

    ‎Cztery znane tenisistki odpadły już z US Open. To ważne wieści dla Świątek

    ‎Jeszcze ciekawiej robi się w potencjalnym ćwierćfinale. W nim może dojść już do spore sprawdzianu dla naszej rodaczki. Niewykluczone, że zagra w nim z Amandą Anisimovą (8.). Byłaby to dla Amerykanki szansa na rewanż po tym, jak druga rakieta świata pokonała ją w finale Wimbledonu 6:0, 6:0. Do tego starcia na razie jednak długa droga, ale warto wspomnieć, że z tej części drabinki szybko odpadły Elina Switolina, Lois Boisson i Danielle Collins.

    ‎To świetne wieści dla Świątek, bo wiadomo już, że na pewno z nimi w ćwierćfinale nie będzie mogła zagrać. Półfinał to na razie odległa przyszłość i wiele do tego momentu może się jeszcze zdarzyć. Dlatego typowanie potencjalnej przeciwniczki w nim, to jak wróżenie z fusów. Na razie trzeba skupić się na najbliższym meczu, a potem na kolejnych rundach. A poniżej możecie zobaczyć najgroźniejsze rywalki, z jakimi nasza rodaczka może zagrać w następnych dniach US Open:

    ‎runda — Suzan Lamens

    ‎3. runda — Anna Kalinska / Julia Putincewa

    ‎4. runda — Jekatierina Aleksandrowa / Xinyu Wang / Laura Siegemund / Anastasija Zacharowa

    ‎Ćwierćfinał — Maria Sakkari / Anna Bondar / Beatriz Haddad Maia / Viktorija Golubic / Amanda Anisimova / Maya Joint / Jaqueline Cristian / Ashlyn Krueger

    ‎Półfinał (wybrane rywalki) — Coco Gauff / Magdalena Fręch / Naomi Osaka / Donna Vekić / Daria Kasatkina / Karolina Muchova / Eva Lys / Marta Kostiuk

  • ‎‎Świątek i Wiktorowski “przyłapani” w Nowym Jorku. Zdjęcie obiegło sieć

    ‎‎Świątek i Wiktorowski “przyłapani” w Nowym Jorku. Zdjęcie obiegło sieć

    ‎‎Świątek i Wiktorowski “przyłapani” w Nowym Jorku. Zdjęcie obiegło sieć

    ‎Iga Świątek szykuje się do swego kolejnego występu w ramach wielkoszlemowego US Open – po pokonaniu bez większych problemów Emiliany Arango tym razem raszyniankę czekać będzie starcie z Suzan Lamens. Podczas jednego z treningów przed tą potyczką Świątek zaliczyła przy tym spotkanie ze “starym znajomym” na nowojorskim korcie.

    ‎Iga Świątek tegoroczną rywalizację w US Open zaczęła – nietypowo dla siebie – od gry w mikście, w którym wzięła udział wespół z Casprem Ruudem. Polsko-norweska para zawędrowała aż do finału, gdzie jednak uległa włoskiemu duetowi Errani/ Vavassori.

    ‎Następnie druga rakieta globu podeszła do rozgrywek singlowych i te rozpoczęła od mocnego akcentu, bowiem od pokonania w dwóch setach (6:1, 6:2) Kolumbijki Emiliany Arango. Raszynianka nie chce przy tym bez dwóch zdań “ściągać nogi z gazu”.

    ‎Świątek na korcie, a obok niej… Wiktorowski. “Rzadki widok”

    ‎W środę Polka trenowała w Nowym Jorku przed swym kolejnym występem na USO i wówczas zrządzenie losu sprawiło, że spotkała się na korcie z… Tomaszem Wiktorowskim, czyli swoim byłym szkoleniowcem, którego nie tak dawno zastąpił Wim Fissette.

    ‎Zdarzenie to uwiecznił Adam Romer, redaktor naczelny “Tenisklubu” – jak wyjaśnił na portalu X Świątek minęła się na placu gry z Naomi Osaką, a więc nową podopieczną Wiktorowskiego. Między “dwójką” rankingu WTA a jej dawnym trenerem jak widać wywiązała się nawet krótka rozmowa, nim ten przeszedł do zajęć z Japonką.

    https://x.com/AdamRomer13/status/1960751668670165304

    ‎Zdarzenie to uwiecznił Adam Romer, redaktor naczelny “Tenisklubu” – jak wyjaśnił na portalu X Świątek minęła się na placu gry z Naomi Osaką, a więc nową podopieczną Wiktorowskiego. Między “dwójką” rankingu WTA a jej dawnym trenerem jak widać wywiązała się nawet krótka rozmowa, nim ten przeszedł do zajęć z Japonką.

    ‎Iga Świątek w kolejnym meczu na US Open zagra z Suzan Lamens

    ‎Iga Świątek w kolejnym meczu na US Open zagra z Holenderką Suzan Lamens – potyczka ta odbędzie się dokładnie 28 sierpnia. Zapraszamy do śledzenia jej przebiegu w tekstowej relacji na żywo wraz z Interią Sport – link do niej znajduje się poniżej.

    ‎Naomi Osaka z kolei ograła ostatnio Belgijkę Greet Minnen i w następnej rundzie skrzyżuje rakietę z Hailey Baptiste – do tego starcia także dojdzie w czwartek. Ostatnia odsłona Wielkiego Szlema w tym sezonie potrwa w ogólnym rozrachunku do 7 września.

  • ‎Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    ‎Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    ‎Tak Ostapenko potraktowała rywalkę. Awantura na korcie. Łotyszka wyeliminowana z turnieju

    ‎Ogromnych emocji dostarczył pojedynek drugiej rundy US Open z udziałem Jeleny Ostapenko. Łotyszka rywalizowała o awans do kolejnej fazy turnieju z liderką rankingu WTA w deblu – Taylor Townsend. Rozstawiona tenisistka prowadziła 5:3 w pierwszym secie, ale potem przegrała dziewięć gemów z rzędu. Ostatecznie Amerykanka triumfowała 7:5, 6:1. Tuż po ostatniej piłce, gdy panie doszły do siatki, rozpętała się awantura sprowokowana przez Ostapenko. Oto co wydarzyło się tuż po meczu.

    ‎Jelena Ostapenko i Taylor Townsend doskonale znają się z rywalizacji na korcie. Panie stoczyły ze sobą sporo batalii, głównie w deblu. Łotyszka zajmuje trzecie miejsce w rankingu w tej kategorii, a z kolei Amerykanka jest liderką. W nocy ze środy na czwartek czasu polskiego przyszło im rywalizować o awans do trzeciej rundy gry pojedynczej na US Open.

    ‎Mecz rozpoczął się znakomicie z perspektywy mistrzyni Roland Garros 2017 w singlu. 28-latka szybko wyszła na prowadzenie 3:0 z podwójnym przełamaniem. Po zmianie stron reprezentantka USA odrobiła jednego breaka i złapała kontakt z przeciwniczką. W następnych minutach Ostapenko pilnowała pozostałej przewagi, w pewnym momencie prowadziła 5:3. Od tego momentu zaczęły się dziać złe rzeczy z jej perspektywy. Townsend nie tylko wróciła do gry, ale seryjnie gromadziła gemy na swoje konto. Ostatecznie to Taylor triumfowała w premierowej odsłonie 7:5.

    ‎W drugiej części pojedynku Amerykanka bardzo pewnie wygrywała rozdania przy swoim podaniu – do zera lub do 15. Z kolei Jelena posiadała ogromne problemy, nie domykała swoich gemów. W jednym Łotyszka prowadziła 40-30, a w drugim – nawet 40-15. Mimo to za każdym razem traciła serwis. W pewnym momencie zaczęło pachnieć wynikiem 6:0 w tej partii. W szóstym gemie, gdy Ostapenko podawała po przedłużenie rywalizacji, Townsend miała już 30-0, była dwie piłki od wygranej. Wtedy tenisistka z Rygi zgarnęła cztery punkty z rzędu i zdobyła honorowe “oczko”. Na tym skończyły się dobre wiadomości z perspektywy 28-latki. Później Taylor pewnie wyserwowała sobie zwycięstwo 7:5, 6:1 i awans do trzeciej rundy US Open, gdzie zmierzy się z Mirrą Andriejewą.

    ‎US Open: Starcie Ostapenko z Townsend pod siatką. Później słowna dogrywka

    ‎Po ostatniej piłce panie udały się do siatki, by tak jak to niemal zawsze bywa – podziękować sobie za grę. Obie podały sobie ręce i wtedy rozpoczęła się ostra wymiana zdań, zainaugurowana przez Ostapenko. Całe zdarzenie trwało kilkadziesiąt sekund, nie brakowało gestykulacji. Publiczność, która stała po stronie swojej zawodniczki, zaczęła buczeć na Jelenę. Gdy panie już odeszły od siebie, Townsend próbowała jeszcze wzbudzić aplauz i wskazywała palcem na rywalkę.

    ‎W pomeczowej rozmowie dla stacji ESPN głos w sprawie całego zdarzenia zabrała reprezentantka Stanów Zjednoczonych. “Ona (Jelena) powiedziała mi, że nie mam żadnej klasy, że jestem niewyedukowana i że zobaczę, co się stanie, jak wyjadę poza USA” – doniosła Taylor na temat tego, co miała jej przekazać Łotyszka przy siatce.

    ‎Na reakcję ze strony tenisistki z Rygi nie trzeba było długo czekać. Ostapenko wydała oświadczenie, w którym przekonaliśmy się również, o co tak naprawdę poszło w całym zajściu. “Dzisiaj po meczu powiedziałam mojej przeciwniczce, że jej zachowanie było pozbawione szacunku, ponieważ w istotnym momencie miała piłkę po siatce i nie przeprosiła za to. Ona zaś odpowiedziała, że w ogóle nie musi za to przepraszać” – napisała Jelena. A później dodała: “W tenisie obowiązują pewne zasady, które przestrzega większość zawodników. I to był pierwszy raz, kiedy przydarzyło mi się takie coś na tourze. To, że gra w swojej ojczyźnie, nie oznacza, że może się zachowywać i robić, co chce”.

    https://x.com/z_kortu/status/1960848492298977508

    ‎Sytuacja na linii Ostapenko – Townsend mocno zgęstniała po tym spotkaniu. A biorąc pod uwagę, że obie panie rywalizują ze sobą o fotel liderki rankingu WTA w deblu, najbliższe miesiące w tej kategorii zmagań zapowiadają się jeszcze bardziej interesująco. Zobaczymy czy obie tenisistki jeszcze raz trafią na siebie podczas tegorocznego US Open. Może to nastąpić najwcześniej w finale gry podwójnej. Jelena występuje w duecie z Barborą Krejcikovą, a Taylor – z Kateriną Siniakovą. Warto dodać, że Łotyszka broni deblowego tytułu w Nowym Jorku.

    https://x.com/espn/status/1960835104663605429

    ‎Główna rywalizacja w Nowym Jorku potrwa aż do 7 września. Najważniejsze informacje dotyczące US Open można znaleźć w specjalnej zakładce na stronie Interii.

  • Ostapenko odpada z US Open i wywołuje skandal! I kto tu nie ma klasy?

    Ostapenko odpada z US Open i wywołuje skandal! I kto tu nie ma klasy?

    Ostapenko odpada z US Open i wywołuje skandal! I kto tu nie ma klasy?

    ‎Jelena Ostapenko niespodziewanie przegrała z Taylor Townsend w drugiej rundzie US Open. Tenisistka nawet serwowała na zwycięstwo w pierwszym secie, ale Amerykanka dała radę się wybronić i odwrócić losy całego spotkania. Po ostatniej piłce doszło do sprzeczki między zawodniczkami. Padły mocne słowa.

    ‎Iga Świątek kapitalnie rozpoczęła rywalizację na US Open. Polka pewnie pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango i awansowała do kolejnej rundy. “Polka wyraźnie zwyciężyła 6:1, 6:2. Nie było momentu w tym meczu, by nasza tenisistka mogła poczuć się zagrożona. Pewnie weszła w turniej US Open, a większe wyzwania dopiero przed nią” –

    ‎Mocne otwarcie Ostapenko i comeback Townsend

    ‎Druga rakieta świata może też odetchnąć z ulgą, bo dość niespodziewanie z turniejem pożegnała się Jelena Ostapenko (26. WTA). Łotyszka mierzyła się w drugiej rundzie z Taylor Townsend (139. WTA). Ten mecz zaczął się dla wyżej notowanej tenisistki bardzo dobrze, bo już prowadziła 3:0, dwukrotnie przełamując przeciwniczkę. Tego ostatniego breaka nie była w stanie potwierdzić, bo Amerykanka dała radę odrobić stratę jednego przełamania (3:1).

    ‎Ostapenko doprowadziła do wyniku 5:4 i serwowała na zwycięstwo w tym secie. Jednak… nie udało jej się przypieczętować triumfu w pierwszym secie. Po kilku wymianach Townsend wyszła na prowadzenie 0:40 i miała trzy break pointy. Udało jej się wykorzystać dopiero drugą okazję do przełamania. W kolejnej odsłonie tego seta Amerykanka obroniła swoje podanie i po raz pierwszy wyszła na prowadzenie 5:6. W dwunastym gemie powtórzyła się sytuacja sprzed chwili – Townsend wygrała trzy pierwsze akcje i miała trzy break pointy. Ostapenko broniła się, jak mogła, ale ostatecznie zdołała wygrać tylko dwie akcje. Ta partia zakończyła się wynikiem 5:7 dla niżej notowanej tenisistki.

    ‎Jelena Ostapenko rozbita w drugim secie

    ‎To, co się stało na pewno podłamało Jelenę Ostapenko, a potwierdzenie tego mieliśmy w kolejnym secie. Townsend bez większych problemów wygrała pierwszych pięć gemów, więc wyrobiła sobie bardzo bezpieczną przewagę. Nie mająca nic do stracenia Łotyszka “puściła rękę”, ale była w stanie tylko zdobyć jednego gema. Amerykanka wygrała tę partię 1:6, a cały mecz 0:2.

    ‎Ogromna sprzeczka po zakończeniu spotkania

    ‎Po spotkaniu doszło do sprzeczki między tenisistkami. Według relacji “The Athletic” – pod siatką Ostapenko powiedziała Townsend, że powinna przeprosić za jedno z uderzeń, które trafiło w górną część siatki. Amerykanka miała odpowiedzieć, że nie ma za co przepraszać i tak rozgorzała dyskusja. “Pod koniec Ostapenko zdawała się powtarzać zdanie ‘nie masz wykształcenia’ trzy razy, zanim Townsend powiedziała jej, że może ‘nauczysz się lepiej znosić porażkę’” – czytamy.

    https://x.com/Olly_Tennis_/status/1960843549823656082

    ‎Więcej na ten temat powiedziała Amerykanka, która w pomeczowym wywiadzie zrelacjonowała całą sytuację. “To rywalizacja… ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy, ani wykształcenia i żebym zobaczyła, co się stanie, gdy wyjedziemy poza USA” – oświadczyła.

    ‎W kolejnej rundzie Taylor Townsend zmierzy się z Mirrą Andirejewą. Rosjanka pokonała Anastazję Potapową 2:0 i bez większych problemów przeszła dalej w drabince US Open. Jelena Ostapenko była po drugiej stronie drabinki tego turnieju, co Iga Świątek, więc tenisistki ewentualnie mogły spotkać się w finale. To była dobra wiadomość dla Polki przed turniejem, gdyż ma z nią niekorzystny bilans, wynoszący 0:6.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1960835946372587661

    ‎Jelena Ostapenko – Taylor Townsend 0:2 (5:7, 1:6)

  • Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    Świątek przegrywała 3:6, 0:1. Pojawiły się łzy

    ‎Iga Świątek popłakała się, gdy przegrywała w 2. rundzie US Open 2021 3:6, 0:1, a chwilę później straciła kolejnego gema. Potem jednak nastąpił wielki zwrot i wygrała po ponad dwugodzinnym boju z Francuzką Fioną Ferro 3:6, 7:6, 6:0. Teraz na tym etapie nowojorskiej imprezy polska tenisistka zmierzy się z Helenderką Suzan Lamens.

    ‎- Sprintem do mety – podsumował komentator, gdy Iga Świątek wyszła na prowadzenie 5:0 w decydującym secie pojedynku z Fioną Ferro sprzed czterech lat. Ale wcześniej w tym meczu Polka zaliczyła prawdziwy maraton, w którym początkowo miała mocno pod górkę. Nigdy więcej takiego spotkania w 2. rundzie US Open nie zagrała. Wydaje się, że teraz z Suzan Lamens, z którą nigdy wcześniej się nie mierzyła, powinna się uporać znacznie szybciej.

    ‎Świątek kucnęła i pochyliła głowę. Polka wskazała problem. “To nie był pierwszy raz”

    ‎Świątek wcześniej rywalizowała z Ferro raz i wówczas bez najmniejszych problemów wyeliminowała Francuzkę. W Nowym Jorku jednak ta przez dwa sety była bardzo wymagającą przeciwniczką. W pierwszym kontrolowała sytuację, notując osiem uderzeń wygrywających i pięć niewymuszonych błędów. Polka była wówczas pod tym względem na minusie (11-15). W końcówce straciła podanie po podwójnym błędzie, a partię zakończyła błędem przy returnie.

    ‎Wróciła potem na właściwą ścieżkę, choć początek drugiej odsłony mógł jeszcze tego nie zwiastować. Świątek zaczęła bowiem od straty podania. Wtedy musiała wyrzucić z siebie emocje. Kamery pokazały, jak ówczesna siódma rakieta świata kucnęła przy krzesełku i pochyliła głowę. Po jej policzkach popłynęły zaś łzy. Zaraz potem zaś prowadzenie podwyższyła Ferro, a Polka po ostatniej akcji tego gema wydawała się podirytowana i przekazywała jakieś uwagi zasiadającym na trybunie członkom swojego sztabu szkoleniowego.

    ‎- Nie zaczęłam odpowiednio, ponieważ miałam problemy z poruszaniem się. To nie był pierwszy raz, staram się więc nad tym pracować. W drugim secie nieco się rozluźniłam i zmieniłam trochę taktykę – opowiadała Świątek dziennikarzom już tamtym po spotkaniu.

    ‎W powrocie do rywalizacji pomógł jej sprawiający dużo problemów przeciwniczkom forhend. Wyszła na prowadzenie 4:2, ale Ferro łatwo nie zamierzała odpuszczać. Zajmująca 74. miejsce w rankingu WTA Francuzka w 12. gemie obroniła dwie piłki setowe i doprowadziła do tie-breaka. W nim już coraz mocniej rozpędzała się faworytka z Raszyna. Po efektownym forhendzie wzdłuż linii wyszła ona na prowadzenie 5-2, a chwilę później – z pomocą pomyłki Ferro – przypieczętowała doprowadzenie do remisu w tym spotkaniu.

    ‎Sprintem do mety. Ekspert apeluje: Świątek nie musi być Supermanem

    ‎Decydująca odsłona była już bez historii – ówczesna tenisistka trenera Piotra Sierzputowskiego dominowała od początku do końca. Dzięki efektownej odbudowie na korcie na koniec mogła też pochwalić się korzystnym stosunkiem winnerów do niewymuszonych błędów (37-35).

    ‎- Na pewno przy stanie 3:6, 0:2 wielu kibiców tenisa z ciekawości włączyło mecz, żeby zobaczyć, co się dzieje, że Iga przegrywa. I co zobaczyli? Że ona ma kłopoty, ale nad nimi pracuje. Zobaczyli zamknięte oczy, koncentrację, sięganie do narzędzi, dzięki którym Iga może sobie poradzić – tłumaczył wówczas w rozmowie z Łukaszem Jachimiakiem Maciej Synówka.

    ‎Trener także zapewniał, że sam nawet na chwilę nie zwątpił wtedy w Świątek. Nawet przy stanie 0:2 w drugim secie. Nawiązując zaś do jej płaczu, apelował do kibiców o to, aby dać Polce prawo do wyrażania emocji na korcie.

    ‎- Ta sytuacja pokazała tylko, jak olbrzymim wysiłkiem jest taki mecz. Łzy to oznaka smutku i dlaczego mielibyśmy tego Idze odmawiać? Zawodnik z pierwszej światowej “10” musi być Supermanem? Nie musi. A przecież jest pod większą presją niż każdy z nas – argumentował.

    ‎W tamtej edycji Świątek dotarła do 1/8 finału nowojorskiego turnieju. Obecnie jest drugą rakietą świata i w międzyczasie dołożyła do swojego dorobku jeszcze m.in. pięć tytułów wielkoszlemowych. Będzie też zdecydowaną faworytką czwartkowego spotkania z 66. na światowej liście Lamens. Pojedynek ten ma się rozpocząć o godz. 17.30 czasu polskiego.

    ‎Kto wygra mecz 2. rundy US Open między Igą Świątek i Suzan Lamens?

  • Było już 1:2 i 22:24! Niewiarygodne, czego dokonały polskie siatkarki w tie-breaku

    Było już 1:2 i 22:24! Niewiarygodne, czego dokonały polskie siatkarki w tie-breaku

    Było już 1:2 i 22:24! Niewiarygodne, czego dokonały polskie siatkarki w tie-breaku

    ‎Co to były za emocje?! Mecz polskich siatkarek z Niemkami na mistrzostwach świata był niewiarygodny! W pewnym momencie wydawało się, że rywalek nie da się już zatrzymać. Końcówka to już sceny, które na długo pozostaną w pamięci kibiców.

    ‎Gra Polek na tych mistrzostwach świata do tej pory miała prawo się nie podobać. Wyniki się zgadzały, ale styl dwóch zwycięstw z Kenijkami i Wietnamkami (dwa razy po 3:1) nie odpowiadał temu, że grały z outsiderkami. W pierwszym prawdziwym sprawdzianie przeciwko Niemkom długo też nie było najlepiej. Ale polskiemu zespołowi na pewno nie zabrakło jednak odwagi i waleczności. Dzięki nim pewnie przyprawił kibiców o zawał serca, ale szczęśliwie wszystko skończyło się z happy endem!

    ‎W samej grze oczywiście były momenty lepsze i gorsze, ale dzięki temu, jak wytrzymały trudne momenty w tym spotkaniu, potrafiły wywalczyć zwycięstwo 3:2 (21:25, 25:15, 19:25, 28:26, 19:17). To była wyszarpana wygrana, ale takie często smakują najlepiej. To opanowaniem nerwów i umiejętnością gry pod wpływem ogromnych emocji, a także wykorzystywaniem błędów rywalek, da się wygrywać najważniejsze spotkania.

    ‎Realizator pokazał, jak Polki na pewno nie zagrają. Potem znów zaczęło się nerwowo i nieskutecznie

    ‎Sytuacja przed meczem była prosta: jeśli wygrają Polki, to zajmą pierwsze miejsce w grupie i w 1/8 finału trafią na – na papierze łatwiejsze do pokonania – Belgijki. Jeśli przegrają z Niemkami, to po drugim miejscu na koniec fazy grupowej już w pierwszym meczu w play-offach trafią na faworytki do zdobycia mistrzostwa świata – Włoszki.

    ‎W wyjściowym składzie Stefano Lavarini nie dokonał żadnych zmian w stosunku do meczów z Kenijkami i Wietnamkami. Na boisko wyszły Magdalena Stysiak w ataku, Katarzyna Wenerska na rozegraniu, Martyna Łukasik i Martyna Czyrniańska w przyjęciu, Agnieszka Korneluk i Magdalena Jurczyk jako środkowe, a do tego Aleksandra Szczygłowska w roli libero. Te sugerował mu za to realizator transmisji, który na grafice przedstawionej tuż przed początkiem spotkania pokazał, że zaczniemy… z dwoma atakującymi.

    ‎Być może to, choć bardzo abstrakcyjne, ustawienie przydałoby się polskiej kadrze. Brakowało w niej właśnie ognia w ofensywie. Niestety, znów zaczęło się od nerwowej i chwilami bardzo nieskutecznej gry. Może nie na tym samym słabym poziomie co przeciwko Kenijkom i Wietnamkami, gdy traciły po jednym secie z outsiderkami MŚ w Tajlandii. Jednak nadal patrzyliśmy na Polki, które nawet w porównaniu do tego, co prezentowały jeszcze w tym sezonie, gdy zdobywały brązowy medal Ligi Narodów, jak na nieco obcy zespół. Grający nieswojo, nietypowo kiepsko.

    ‎Chwilami bardzo dobrze w ataku wyglądała Magdalena Stysiak. Chwilami spustoszenie po stronie rywalek siały zagrywki Martyny Czyrniańskiej. Chwilami Polki wykorzystywały błędy Niemek. I to by było na tyle. Rywalki naciskały je z pola serwisowego tak bardzo, że z większości piłek trudno było ułożyć składną akcję. Popełniały proste błędy, a Stefano Lavarini wręcz uciekał wzrokiem od boiska, ciągle mówiąc coś pod nosem. W stosunku do zawodniczek już nawet nie ukrywał frustracji.

    ‎Niemiecki zespół prowadził niemal od początku do końca partii. Polki miały szansę odebrać im inicjatywę – przy stanie 10:11, 14:15 i 21:22. Za każdym razem po ich stronie boiska wszystko toczyło się jednak tak chaotycznie i źle, że nie były w stanie dalej utrzymywać tempa gry przeciwniczek. Ostatnie trzy punkty po tej ostatniej szansie należały do Niemek, wygrały tego seta do 21.

    ‎Takie Polki chcielibyśmy oglądać zawsze. Ale potem wróciły demony

    ‎Po zmianie stron obraz gry Polek zupełnie się zmienił. To dzięki świetnej dyspozycji na zagrywce i w obronie. Po kolei budziły się też te zawodniczki, na które wcześniej bardzo liczyłyśmy, a miały spore problemy. Najpierw z blokami i aktywnością na środku Agnieszka Korneluk. Potem atakowała na lewym skrzydle, podbijała piłki z niemal każdej pozycji i dorzucała dobry serwis także Martyna Łukasik. Imponowała w szczególności dyspozycja tej drugiej – bo wcześniej grała słabo i nie potrafiła pomóc zespołowi. A nagle stała się jego kluczową postacią.

    ‎Zawodniczki trenera Stefano Lavariniego szybko wypracowały sobie czteropunktową przewagę (8:4), a potem utrzymywały taką różnicę i starały się ją powiększać. Najlepiej udało się to tuż przed końcówką seta, gdy z wyniku 15:11 zrobiło się aż 20:12. A na koniec partii było jeszcze lepiej – 25:15. I można było mieć nadzieję, że Polki uspokoiły się na dobre. Bo poziom, który pokazywały zwłaszcza przy ostatnich piłkach był o wiele lepszy niż w pierwszym secie, a także poprzednich spotkaniach. To były polskie siatkarki, które chcielibyśmy oglądać zawsze.

    ‎Trzecia partia była najbardziej zacięta. Choć szybko okazało się, że będzie się toczyła z niewielką kontrolą Niemek nad grą – prowadziły czterema punktami już w jej początkowej fazie (5:9, potem 8:12). Polkom kilkukrotnie udawało się do nich zbliżyć, ale doganiały je demony z otwarcia spotkania. Przy 11:12, 15:16, czy 17:18 brakowało błysków, które dałyby im ograć przeciwniczki. A Niemki zyskały swój moment w końcówce: serią czterech “oczek” zakończyły seta wygraną do 19.

    ‎Drużyna Lavariniego dokonała niemożliwego. Działy się niewiarygodne rzeczy

    ‎Polki już straciły punkt, ale w tym meczu liczyło się to, żeby po prostu go wygrać. Nawet przepchnąć, a nie zwyciężyć w pięknym stylu. Niestety, od początku czwartego seta wszystko wyglądało podobnie jak w poprzednim fragmencie spotkania. Niemki, choć bez olbrzymiej przewagi, kontrolowały to, co działo się na boisku. Polkom nie można odmówić tego, że walczyły. Stefano Lavarini wpuścił też na boisko Paulinę Damaske, która w roli przyjmującej prezentowała się naprawdę dobrze. W pewnym momencie pomogła im nawet objąć prowadzenie – zrobiło się 18:17. Gdy Niemki znowu im odjechały (20:23), to Damaske zdobyła punkt utrzymujący polski zespół w grze. I potem zaczęły się dziać rzeczy niewiarygodne.

    ‎Niemki miały już w górze dwa setbole, ale obu nie wykorzystały. Nagle zaczęły popełniać zupełnie niepotrzebne i wręcz trudne do zrozumienia błędy. Dwa ataki w aut zdecydowały o tym, że tym razem to Polki serwowały, żeby zamknąć seta (25:24). Z pierwszej szansy na to nie skorzystały, a w dodatku cała hala zamarła i ucichła po tym, jak na boisko runęła Malwina Smarzek. Atakująca, która weszła na boisko w ramach podwójnej zmianie, miała problem z kostką, ale mogła pozostać na boisku. Po chwili Polki miały jeszcze dwie piłki setowe. Pierwszą znów zmarnowały, ale druga po świetnej akcji w obronie i ataku Martyny Łukasik dała im zwycięstwo 28:26 oraz przedłużenie meczu o tie-breaka.

    ‎To był pokaz ofiarności i gry do końca. Tak walczące Polki ogląda się z przyjemnością. Dokonały niemożliwego, odwracając losy tego seta. Nawet jeśli ze świadomością, że Niemki przegrały partię, której nie miały prawa przegrać

    ‎Niesamowite nerwy, Lavarini po ostatniej piłce aż wbiegł na boisko!

    ‎W tie-breaku od pierwszych wymian w obu drużynach aż buzowały emocje. Choć to Polki prowadziły dwoma punktami – 4:2, a potem 6:4. Później walka zrobiła się jednak niezwykle wyrównana, dosłownie punkt za punkt i tak było aż do końcówki (11:11). Trudno stwierdzić, czy potrzebna była podwójna zmiana także w tym momencie. Lavarini trzymał się jej przez cały mecz, więc dokonał jej i wtedy, ale to w tamtym momencie Polki straciły punkt na 11:12. Na boisko wróciły wściekłe Magdalena Stysiak i Katarzyna Wenerska, prowadząc nasz zespół do dwóch meczboli przy stanie 14:12.

    ‎Niestety, obu z nich Polki nie wykorzystały. Stefano Lavarini poprosił o przerwę, ale tuż po niej sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza: Stysiak uderzyła obok bloku w aut i to rywalki zyskały meczbola – pierwszego w tie-breaku. Na szczęście to właśnie polska atakująca wybroniła swój zespół chwilę później, zdobywając punkt na 15:15. Wojna nerwów trwała w najlepsze! Kolejną piłkę meczową zyskały Niemki: trafiona piłką przez Linę Alsmeier została Martyna Łukasik. Ale i ona nie dała im końcowego zwycięstwa, bo w kolejnej akcji na lewym skrzydle to właśnie Alsmeier się pomyliła.

    ‎To były niesamowite emocje, dawno nie widzieliśmy czegoś takiego! Punkt na 17:16 padł po niebywałych obronach z obu stron, ale ostatecznie to Polki zagrały piłkę na tyle sprytnie, żeby nie podbiły jej Niemki. Chwilę później wpadły jednak w siatkę i znów był remis (17:17). Ale polski zespół nie chciał się wówczas zatrzymać. Agnieszka Korneluk zdobyła punkt ze środka i powiedziała swoim koleżankom: “Ostatni”. A one jakby wykonały jej polecenie. Paulina Damaske zaserwowała, Niemki podbiły piłkę na drugą stronę boiska w aut i mecz się skończył: wynikiem 19:17 w tie-breaku i 3:2 w całym meczu. Polki wyskoczyły w górę z radości, a trener Stefano Lavariniego, z którego zeszły chyba wszystkie nerwy, aż wbiegł na boisko. Po to, żeby je wszystkie, a w szczególności Paulinę Damaske wyściskać.

    ‎Czasem takimi wygranymi zaczyna się drogę po wielkie sukcesy. Oby tak właśnie było w przypadku polskich siatkarek. Dzięki tej wygranej zagrają z Belgijkami w meczu 1/8 finału, który odbędzie się w sobotę 30 sierpnia. Z faworyzowanymi Włoszkami mogą się zmierzyć dopiero w ćwierćfinale – wykonały swoje zadanie, uniknęły ich już we wcześniejszej fazie rozgrywek. Zwycięstwo z Niemkami jest zatem ważne zarówno ze sportowego, jak i mentalnego punktu widzenia. Teraz wszystko trzeba będzie potwierdzić w rywalizacji z najlepszymi.

  • ‎Przełom ws. Szczęsnego. Jest oficjalny komunikat, głośne rozstanie z Barceloną potwierdzone

    ‎Przełom ws. Szczęsnego. Jest oficjalny komunikat, głośne rozstanie z Barceloną potwierdzone

    ‎Przełom ws. Szczęsnego. Jest oficjalny komunikat, głośne rozstanie z Barceloną potwierdzone

    ‎Wojciech Szczęsny wciąż wyczekuje swojej rejestracji w rozgrywkach La Liga. FC Barcelona wykonała już jeden bardzo ważny krok. Umowę z klubem przedłużył bowiem Inaki Pena, a potem został wypożyczony do Elche, co bardzo pomaga Polakowi.

    ‎Wojciech Szczęsny początkowo miał być jedynie krótkoterminowym wyborem dla FC Barcelona. Polak przyszedł do klubu w październiku 2024 roku, a rozstanie było zaplanowane na czerwiec 2025 roku. Nasz były reprezentacyjny golkiper miał bowiem jedynie zastąpić kontuzjowanego Marca-Andre ter Stegena, który wrócił do zdrowia dopiero pod koniec kwietnia.

    ‎W tym czasie jednak Szczęsny sprawił, że w Barcelonie pokochali go kibice za jego wyjątkowo luźne podejście do życia, a dodatkowo zaprezentował poziom sportowy, który doprowadził do tego, że Barcelona zaczęła poważnie rozważać zmianę w hierarchii bramkarzy w pierwszym zespole. Po ostatnim gwizdku sezonu 2024/2025 wciąż nie było jednak jasne, czy “Szczena” zostanie w klubie.

    ‎Szczęsny bliżej rejestracji. Pena oficjalnie w Elche

    ‎Wraz z dniem 30 czerwca 2025 roku wygasł oficjalnie kontrakt, który podpisał z “Blaugraną” kilka miesięcy wcześniej. W związku z tym w świetle prawa sportowego stał się wolnym zawodnikiem. Ostatecznie Polak podpisał nową umowę z Barceloną, a ta będzie obowiązywać do końca sezonu 2026/2027. Nie oznacza to jednak, że może już występować w koszulce “Dumy Katalonii”.

    ‎Z racji na to, że formalnie Barcelona sprowadziła Szczęsnego jako nowego piłkarza, musi zarejestrować jego kontrakt w rozgrywkach La Liga, a to nie jest łatwa sztuka dla mistrzów Hiszpanii. W pierwszych dwóch meczach sezonu Polak nie usiadł nawet na ławce rezerwowych. W jego miejsce znajdował się tam Inaki Pena. Wojtek musiał wyczekiwać odejścia swojego rywala.

    ‎To nastąpiło na kilka dni przed zamknięciem okna transferowego. W środę 27 sierpnia Barcelona oficjalnie poinformowała, że Pena przedłużył umowę z klubem do 2029 roku, a następnie udał się na wypożyczenie do beniaminka z Elche. W związku z tym zwalnia się część miejsca w budżecie płacowym. W tym momencie trudno jednak stwierdzić, czy to wystarczy do finalnej rejestracji Szczęsnego. Barcelona następny mecz La Liga zagra 31 sierpnia. Do tego czasu wszystkie formalności muszą zostać dopełnione.

  • ‎‎Najgłośniejsze zaręczyny tego roku oficjalnie stały się faktem. Iga Świątek przerwała milczenie

    ‎‎Najgłośniejsze zaręczyny tego roku oficjalnie stały się faktem. Iga Świątek przerwała milczenie

    ‎‎Najgłośniejsze zaręczyny tego roku oficjalnie stały się faktem. Iga Świątek przerwała milczenie

    ‎We wtorkowy wieczór do mediów trafiły informacje o najgłośniejszych zaręczynach tego roku. Trzeba przyznać, że takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. Nawet Iga Świątek już zdążyła zabrać głos w tej sprawie. Oto co publicznie przekazała.

    ‎W miniony wtorek media na całym świecie przekazały informację o niespodziewanych zaręczynach, którego już okrzyknięte zostały wydarzeniem tego roku. Mowa oczywiście o Taylor Swift, która oficjalnie pochwaliła się fanom wielkim pierścionkiem, który podarował jej Travis Kelce.

    ‎Sportowiec i słynąca z burzliwego życia uczuciowego piosenkarka spotykają się zaledwie rok, ale najwyraźniej są pewni swoich uczuć. Zawodnik musi mieć też sporo odwagi, jeśli zna historie poprzednich związków pieśniarki. Taylor bowiem znana jest z tego, że po każdym rozstaniu rozprawia się z byłymi w swoich utworach.

    ‎Taylor Swift zaręczyła się

    ‎Na razie jednak para cieszy się swoim szczęściem, podobnie zresztą jak ich fani. Post, który zamieściła amerykańska gwiazda polubiło do tej pory ponad 26 milionów osób!

    ‎Informacje te oczywiście obiegły cały świat, bo Swift cieszy się niezrozumiałą wręcz popularnością, a każdy jej ruch wywołuje ogromną ekscytację wśród zapatrzonych w nią fanów. Nie jest tajemnicą, że do grona wielbicieli talentu Taylor zalicza się także Iga Świątek, która jakiś czas temu przyznała się do tego publicznie.

    ‎Od tamtej pory dziennikarze podczas konferencji ciągle proszą o komentarz raszynianki do kolejnych poczynań Swift. Teraz nie mogło być oczywiście inaczej. Po wygranym meczu w ramach US Open z Kolumbijką Emilianą Arango Świątek była pytana nie tylko o swoje samopoczucie i nastawienie do kolejnych rozgrywek, ale też oczywiście o… zaręczyny panny Taylor.

    ‎Iga Świątek przerwała milczenie ws. zaręczyn Taylor Swift. Mówi wprost o byłych

    ‎Iga chętnie udzieliła odpowiedzi:

    ‎”Mój team pokazał mi to na Instagramie. […] Cieszę się z jej szczęścia, ponieważ zasługuje na wszystko, co najlepsze” – ogłosiła Świątek.

    ‎Potem nawiązała do burzliwej przeszłości uczuciowej piosenkarki, która na koncie ma sporo głośnych rozstań, w tym m.in. z Calvinem Harrisem, Harrym Stylesem, Joe Jonasem czy Jackiem Gyllenhaalem.

    ‎ “Oczywiście [Taylor – przyp. red.] miała wielu chłopaków, wszyscy o tym wiemy. Mam nadzieję, że ten będzie na zawsze. Travis wydaje się być świetnym facetem. Wygląda na bardzo szczęśliwą, więc cieszę się z jej szczęścia. Życzę im wszystkiego najlepszego” – podsumowała obecna wiceliderka rankingu WTA.

  • ‎Świątek górą nad Sabalenką, a to nie koniec wieści. Nad ranem pojawił się komunikat

    ‎Świątek górą nad Sabalenką, a to nie koniec wieści. Nad ranem pojawił się komunikat

    ‎Świątek górą nad Sabalenką, a to nie koniec wieści. Nad ranem pojawił się komunikat

    ‎Aryna Sabalenka, Iga Świątek i Coco Gauff to trzy czołowe tenisistki rankingu WTA, a przy okazji największe faworytki trwającego właśnie US Open. Jako ostatnia z tego grona awans do drugiej rundy wywalczyła sobie w nocy z wtorku na środę Amerykanka, która ograła po zaciętej, trzygodzinnej batalii Ajlę Tomljanović. Iga Świątek wcześniej rozprawiła się z Emilianą Arango. Pod względem meczów wygranych na imprezach wielkoszlemowych Polka jest lepsza od Aryny Sabalenki. Ale nad ranem pojawił się jeszcze komunikat ws. Coco Gauff. Za plecami raszynianki trwa zacięta walka.

    ‎Pierwsza zadanie Igi Świątek na tegorocznym US Open zostało zaliczone na ocenę celującą. W pierwszej rundzie wielkoszlemowych zmagań na nowojorskich kortach Polka nie sprawiła niespodzianki, pewnie ogrywając 6:1, 6:2 Kolumbijkę Emilianę Arango.

    ‎24-letnia raszynianka przystąpiła do turnieju jako druga rakieta świata. Po triumfie w turnieju WTA w Cincinnati wyprzedziła bowiem w światowym zestawieniu reprezentantkę Stanów Zjednoczonych – Coco Gauff, która wygrała US Open w 2023 roku, tym samym odbierając tytuł Polce.

    ‎Także Amerykanka udanie rozpoczęła rywalizację przed własną publicznością, choć jej mecz był dużo bardziej zacięty, niż ten z udziałem Igi Świątek i przeciągnął się aż do trzech godzin. Rywalką Coco Gauff w nocy z wtorku na środę czasu polskiego była Australijka Ajla Tomljanović, która przegrała wprawdzie pierwszego seta 4:6, lecz w drugim postawiła się wyżej notowanej rywalce, wygrywając po tie-breaku. W decydującej partii górą była jednak reprezentantka gospodarzy (7:5) i to ona zagra o awans do trzeciej rundy z chorwacką tenisistką Donną Vekić.

    ‎Komunikat po meczu Gauff na US Open. Świątek królową zestawienia

    ‎Na triumf Coco Gauff zareagowali nad ranem statystycy portalu OptaAce, którzy ogłosili, że 21-latka jest obecnie trzecią tenisistką w stawce (wśród wciąż aktywnych zawodniczek, które rozegrały minimum 10 spotkań), jeśli chodzi o odsetek wygranych meczów wielkoszlemowych w całej karierze.

    ‎Amerykanka wygrała 72 z 94 takich pojedynków, co daje jej skuteczność wynoszącą 76.6 procent.

    ‎Niekwestionowaną liderką tego zestawienia jest rzecz jasna Iga Świątek, która wygrała dotąd 83.5 procent swoich wielkoszlemowych meczów. To pozwoliło jej sięgnąć po sześć tytułów. Polka jest triumfatorką tegorocznego Wimbledonu, a wcześniej wygrała także US Open i czterokrotnie była najlepsza na kortach Rolanda Garrosa.

    ‎Tuż za plecami raszynianki w zestawieniu OptaAce znajduje się natomiast obecna liderka rankingu WTA – Aryna Sabalenka (78,5 procent wygranych spotkań).