Category: Sports

  • Szokujący koniec w Nowym Jorku: Mirra Andriejewa wyrzucona z US Open w oszałamiającej sensacji

    Szokujący koniec w Nowym Jorku: Mirra Andriejewa wyrzucona z US Open w oszałamiającej sensacji

    Szokujący koniec w Nowym Jorku: Mirra Andriejewa wyrzucona z US Open w oszałamiającej sensacji

    ‎Nikt się tego nie spodziewał. US Open, turniej słynący z dramatycznych zwrotów akcji, właśnie dostarczył kolejnej bomby. Mirra Andriejewa, piąta rakieta świata i jedna z głównych faworytek turnieju, odpadła już w trzeciej rundzie. Jej pogromczynią została Taylor Townsend, sklasyfikowana dopiero na 139. miejscu rankingu WTA, która w dwóch setach brutalnie zakończyła marzenia Rosjanki.

    ‎Nastoletnia gwiazda z Rosji przyjechała do Nowego Jorku z wielkimi nadziejami, a wielu ekspertów przewidywało, że dotrze co najmniej do drugiego tygodnia imprezy. Tymczasem na oczach rozgrzanego do czerwoności tłumu w Nowym Jorku jej sen zakończyła odradzająca się Amerykanka. Townsend, która wcześniej wyeliminowała Jelenę Ostapenko, udowodniła po raz kolejny, że jest groźną outsiderką. Tym razem potrzebowała zaledwie 77 minut, by zdemolować Andriejewą.

    https://x.com/WTA/status/1961640474147484126

    ‎Mecz, którego nikt nie przewidział

    ‎Spotkanie rozpoczęło się od wymiany przełamań, co zwiastowało, że może być bardziej wyrównane, niż zakładano. Przez większą część pierwszego seta Andriejewa wydawała się mieć inicjatywę, utrzymując minimalną przewagę dzięki serwowaniu jako pierwsza. Przy stanie 5:4 była już tylko jeden gem od zwycięstwa w partii. Wszystko wskazywało na jej sukces.

    ‎Jednak Townsend miała inne plany. Niesiona dopingiem publiczności, Amerykanka doprowadziła do remisu 5:5, następnie przełamała rywalkę, a chwilę później przypieczętowała seta wynikiem 7:5. Rosjanka była w szoku, a trybuny eksplodowały z radości.

    ‎Upadek, którego nikt się nie spodziewał

    ‎Andriejewa, postawiona pod ścianą, rozpoczęła drugiego seta z determinacją. Przełamała rywalkę i szybko objęła prowadzenie 2:0, co sugerowało możliwy zwrot akcji. Ale ten początek okazał się jedynie iskrą, która wyzwoliła najlepszy tenis Townsend.

    ‎Potem oglądaliśmy już tylko jednostronny spektakl. Amerykanka wygrała sześć gemów z rzędu, demolując serwis Andriejewej i dominując każdym uderzeniem. Wynik końcowy 7:5, 6:2 mówi wszystko. To nie była tylko niespodzianka – to był pokaz siły.

    ‎Nowa gwiazda na horyzoncie w Nowym Jorku?

    ‎To nie był zwykły triumf – to było mocne oświadczenie. Townsend w dwóch kolejnych rundach odprawiła dwie wielkie gwiazdy kobiecego tenisa: najpierw Ostapenko, teraz Andriejewą. Nagle 139. rakieta świata stała się zawodniczką, której wszyscy zaczynają się obawiać.

    ‎Kolejną rywalką Amerykanki będzie Barbora Krejcikova, była mistrzyni wielkoszlemowa. Jeśli Townsend utrzyma obecną formę, może zapisać się w historii jako autorka jednej z najbardziej sensacyjnych serii w dziejach US Open.

    ‎Dla Mirry Andriejewej ta porażka to gorzka lekcja. Uważana za jedną z największych nadziei młodego pokolenia, musi opuścić Nowy Jork znacznie wcześniej, niż ktokolwiek przewidywał.

    ‎Co dalej?

    ‎US Open od zawsze słynie z chaosu, a przygoda Townsend to najnowszy rozdział tej opowieści. Jeszcze niedawno skreślana, teraz przeżywa swój moment chwały, rozpalając nadzieje amerykańskich kibiców i zachwycając ich odważną grą.

    ‎Pozostaje jedno pytanie: czy będzie w stanie utrzymać tę niesamowitą serię przeciwko tak doświadczonej rywalce jak Krejcikova? Niedzielne starcie pokaże, czy historia Kopciuszka Townsend będzie miała dalszy ciąg, czy też jej bajkowy bieg zakończy się na tym etapie.

  • ‎Alarm! To ostatni moment dla Igi Świątek w US Open. Oto ranking WTA

    ‎Alarm! To ostatni moment dla Igi Świątek w US Open. Oto ranking WTA

    ‎Alarm! To ostatni moment dla Igi Świątek w US Open. Oto ranking WTA

    ‎Marzenia o tym, aby Iga Świątek wróciła na pierwsze miejsce w rankingu WTA po US Open, lada moment mogą legnąć w gruzach. Teraz tak naprawdę nic nie zależy od niej i Polka musi czekać na ruch Aryny Sabalenki. Ta mimo kilku trudnych chwil wciąż walczy w Nowym Jorku i jeśli wygra najbliższe spotkanie to los zarówno naszej rodaczki, jak i Coco Gauff zostanie przypieczętowany. Tłumaczymy wszelkie rankingowe zawiłości.

    ‎W nocy z piątku na sobotę Aryna Sabalenka rozegrała swoje spotkanie z Leylayh Fernandez w trzeciej rundzie US Open. Pierwszy set padł łupem Białorusinki, która wygrała go wynikiem 6:3. W drugim miała jednak dużo więcej problemów. Liderka rankingu WTA w pewnym momencie przegrywała już 4:5, ale w końcówce jednak zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i po tie-braku wygrała 7:6(2). Tym samym zameldowała się już w czwartej rundzie wielkoszlemowej imprezy.

    ‎Ruch po stronie Aryny Sabalenki. Wszystko zależy tylko od niej

    ‎A to bardzo zła informacja dla Igi Świątek i Coco Gauff. W rankingu “na żywo” Polka zajmuje obecnie trzecie, a Amerykanka drugie miejsce. Obie przed rozpoczęciem nowojorskiego turnieju miały szansę na to, aby dogonić Sabalenkę i zająć pierwszą lokatę w światowym zestawieniu. I jeszcze przez chwilę tę szansę będą mieć, ale już w niedzielę Białorusinka może postawić “kropkę nad i” i pozbawić swoje konkurentki nadziei. Tak naprawdę nic nie zależy już od nich.

    ‎Świątek w trzeciej rundzie gra z Anną Kalinską (o godz. 1.00 w nocy z soboty na niedzielę), a Gauff z Magdaleną Fręch (sobota godz. 17.30). Obie panie są faworytkami i nawet jeśli wygrają, to muszą czekać na ruch Sabalenki. Ta już w niedzielę (godzina na razie nieznana) zmierzy się w czwartej rundzie Cristiną Bucsą (95.) Białorusinka będzie w starciu z Hiszpanką zdecydowaną faworytką i jeżeli wygra i awansuje do ćwierćfinału US Open, to jasne będzie, że pozycję liderki rankingu WTA zatrzyma. Nawet jeśli odpadnie w kolejnym meczu.

    ‎Największa rywalka Igi Świątek to nie Aryna Sabalenka. Polka musi uważać

    ‎Jeżeli Sabalenka zwycięży z Bucsą — niezależnie od tego, co stanie się w kolejnych rundach — będzie mieć pewne 9655 pkt w zestawieniu “na żywo”. I to przekreśla szanse Świątek, bo nawet gdyby wygrała US Open, może mieć maksymalnie “tylko” 9503 pkt. I podobnie w przypadku Gauff, której maksymalny możliwy dorobek punktowy wynosi 9634. Jest to więc kluczowy i decydujący moment dla pierwszej trójki rankingu WTA. Warto jednak wspomnieć, że przed naszą rodaczką jeszcze jedna kluczowa rywalizacja.

    ‎Tak jak już wspomnieliśmy, w tej chwili Świątek jest na trzecim miejscu w zestawieniu “na żywo”, a na drugie wskoczyła Gauff. Wynika to z tego, że Amerykanka broni mniej punktów za zeszłoroczną edycję. Polka więc może po US Open w oficjalnym rankingu spaść na trzecią lokatę. Kiedy się to rozstrzygnie? Potencjalnie w półfinale. Właśnie wtedy może dojść do jej spotkania z Gauff (jeżeli żadna z nich nie przegra wcześniej) i to spotkanie będzie decydujące w kontekście walki o miano drugiej rakiety świata. Do tego jednak długa droga i na razie trzeba skupić się na najbliższym meczu z Kalinską.

  • ‎Świątek czekała na swój pojedynek, a tu taka wiadomość z Nowego Jorku. Kalinska pokonana

    ‎Świątek czekała na swój pojedynek, a tu taka wiadomość z Nowego Jorku. Kalinska pokonana

    ‎Świątek czekała na swój pojedynek, a tu taka wiadomość z Nowego Jorku. Kalinska pokonana

    ‎Iga Świątek miała trochę kłopotów podczas starcia z Suzan Lamens, ale ostatecznie zameldowała się w trzeciej rundzie US Open. Piątek był dla Polki dniem przerwy od oficjalnych spotkań. Nasza reprezentantka wyszła jedynie na trening, by jak najlepiej przygotować się do kolejnego pojedynku. Inaczej wyglądało to w przypadku Anny Kalinskiej. Ta musiała się zjawić wczoraj na korcie, by rozegrać mecz w grze podwójnej. I pożegnała się z tymi zmaganiami, mimo prowadzenia 5:1 w secie.

    ‎Dopiero co kilkanaście dni temu obserwowaliśmy starcie Igi Świątek z Anną Kalinską w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Cincinnati, a już czeka nas kolejny bezpośredni pojedynek między tymi tenisistkami. Tym razem stawką będzie awans do czwartej rundy US Open. Polka miała trochę problemów w poprzedniej fazie, musiała rozegrać trzysetową batalię z Suzan Lamens. Mimo to nasza reprezentantka wygrała swój mecz 6:1, 4:6, 6:4. Z kolei Rosjanka pokonała bez straty partii Julię Putincewą – 6:1, 7:5.

    ‎Piątek dla raszynianki był dniem przygotowań do kolejnej batalii, którą zaplanowano na noc z soboty na niedzielę, nie przed godz. 1:00 czasu polskiego. 24-latka pojawiła się na obiektach US Open tylko po to, by odbyć standardowy trening. Inaczej wyglądała sytuacja w przypadku najbliższej rywalki Świątek. Kalinska musiała rozegrać spotkanie w deblu, do którego zgłosiła się z Soraną Cirsteą. Panie osiągnęły już wspólnie jeden sukces w tym sezonie, wygrywając zmagania gry podwójnej podczas WTA 1000 w Madrycie.

    ‎Wczoraj rywalizowały w premierowej fazie deblowych rozgrywek w Nowym Jorku z Amerykankami – McCartney Kessler i Peyton Stearns. Tak się składa, że obie reprezentantki USA walczyły z Polkami podczas tegorocznego US Open. Kessler pokonała Magdę Linette w pierwszej rundzie singla, a Stearns uległa Magdalenie Fręch w 1/32 finału. W piątek tenisistki ze Stanów Zjednoczonych wyeliminowały triumfatorki Mutua Madrid Open.

    ‎US Open: Sorana Cirstea i Anna Kalinska kontra McCartney Kessler i Peyton Stearns w pierwszej rundzie debla

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu mistrzyń z Madrytu. Na początku panie pewnie utrzymały swoje podania. Pierwsze większe emocje nastały podczas trzeciego gema, kiedy to obserwowaliśmy walkę na przewagi. Ostatecznie Cirstea i Kalinska nie musiały jednak bronić żadnego break pointa. Okazja na przełamanie pojawiła się po zmianie stron. Wówczas Kessler oraz Stearns prowadziły 30-15, ale potem przegrały trzy akcje z rzędu. Rumuńsko-rosyjski duet zaczął uciekać przeciwniczkom. Po szóstym rozdaniu zrobiło się już 5:1, mimo że Amerykanki miały w nim aż trzy szanse na drugie “oczko”.

    ‎Wydawało się, że reprezentantki USA już nie podniosą się w premierowej odsłonie. Tym bardziej, że w siódmym gemie Sorana oraz Anna miały 30-15, przez co były o dwie piłki od wygrania partii. Wtedy nastąpił niesamowity zwrot akcji. McCartney i Peyton odrobiły jedno przełamania, a później ruszyły w pogoń. I dogoniły przeciwniczki, wyrównując na 5:5. Na tym nie poprzestały. Kolejny break oznaczał, że przy stanie 6:5 serwowały po zwycięstwo w secie. Tenisistki z USA miały jeszcze dwie szanse z rzędu na tie-breaka, ale nie wykorzystały żadnej z nich. I tak z 1:5 15-30 zrobiło się 7:5 dla Kessler i Stearns.

    ‎W drugiej części pojedynku mieliśmy już zaciętą walkę od początku. Od trzeciego do piątego gema obserwowaliśmy festiwal przełamań. Mógł on być kontynuowany także w szóstym rozdaniu, ale wówczas Amerykanki obroniły break pointa na 3:3. To był kluczowy moment dla losów całej batalii. Do końca spotkania panie pilnowały już swoich podań, co działało na korzyść McCartney oraz Peyton. Dzięki temu reprezentantki Stanów Zjednoczonych wygrały 7:5, 6:4 i zameldowały się w drugiej rundzie debla na US Open. Tam zmierzą się z duetem rozstawionym z “2” – Sara Errani/Jasmine Paolini. Z kolei Kalinska została już wyeliminowana z rozgrywek gry podwójnej w Nowym Jorku i może się skupić wyłącznie na singlu.

  • Świątek Prowadziła, a Potem Zatrzymała się w Miejscu – Historia, Która Wciąż Budzi Emocje

    Świątek Prowadziła, a Potem Zatrzymała się w Miejscu – Historia, Która Wciąż Budzi Emocje

    Świątek Prowadziła, a Potem Zatrzymała się w Miejscu – Historia, Która Wciąż Budzi Emocje

    ‎Kiedy Pewność Zmieniła się w Chaos

    ‎Iga Świątek wyglądała na w pełni kontrolującą sytuację. Prowadziła 4:2, a jej trener Tomasz Wiktorowski z satysfakcją obserwował solidną grę podopiecznej. Wszystko wskazywało na to, że mecz potoczy się zgodnie z oczekiwaniami. Jednak w jednej chwili dynamika spotkania zmieniła się całkowicie. Anna Kalinska zaczęła grać jak natchniona – wygrała sześć gemów z rzędu i nagle to ona dyktowała warunki na korcie. Rosjanka wyszła na prowadzenie 6:4, 2:0 i nie oddała inicjatywy aż do samego końca, mimo że Świątek walczyła o każdy punkt.

    ‎Emocje Sięgnęły Zenitu

    ‎To właśnie wtedy Polka dała upust swojej frustracji. Wściekła, roztrzaskała rakietę o kort – obraz, który obiegł cały tenisowy świat. Była to ich pierwsza konfrontacja i choć zakończyła się triumfem Kalinskiej, historia miała dopiero się pisać. Dwa tygodnie później w Cincinnati Świątek wróciła do gry z tą samą rywalką i zdołała się zrewanżować. Teraz kibice zadają pytanie – czy na kortach US Open po raz kolejny odnajdzie sposób na nieprzewidywalną Rosjankę?

    ‎Droga do Nowego Jorku

    ‎Awans Świątek do trzeciej rundy wcale nie był prosty. Z Suzan Lamens stoczyła ponad dwugodzinny, trzysetowy bój, zakończony wynikiem 6:1, 4:6, 6:4. Dopiero po ostatniej piłce mogła odetchnąć z ulgą. Kalinska natomiast przeszła przez swoją rundę znacznie pewniej. W starciu z Julią Putincewą dominowała od początku, zwyciężając 6:1, 7:5 w meczu trwającym zaledwie godzinę i 19 minut. Jej dyspozycja daje jasny sygnał – to starcie z Polką może przerodzić się w wyjątkowo trudną batalię.

    ‎Historia, Która Już Raz Się Powtórzyła

    ‎Rywalizacja Świątek i Kalinskiej ma już swoje rozdziały. W lutym 2024 roku w Dubaju Polka była światową „jedynką” i zdecydowaną faworytką półfinału. Początek meczu potwierdzał przewidywania – Świątek prowadziła 4:2. Ale nagle Kalinska, zamiast ustąpić, zaczęła grać jeszcze mocniej i bardziej odważnie. Jej płaskie, szybkie uderzenia zmuszały Polkę do błędów. Seria sześciu gemów z rzędu sprawiła, że Rosjanka zdominowała liderkę rankingu. Świątek, wyprowadzona z równowagi, rzuciła rakietą o kort, a ta rozpadła się w kawałki.

    ‎Nieznany Kontekst – Prawda, Która Wyszła Później

    ‎Choć wówczas reakcja Igi była nietypowa, niewielu wiedziało, co działo się w jej organizmie. Dopiero wiele miesięcy później, w grudniu 2024 roku, w serialu dokumentalnym „Cztery pory Igi” ujawniono kulisy tamtego meczu. Świątek walczyła nie tylko z Kalinską, ale i z objawami COVID-19. Sama przyznała: „Po meczu zrobiłam test i okazało się, że mam covid. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale naprawdę tak było”. Jej sztab wspominał, że trudno było jej oddychać i skoncentrować się na grze.

    ‎Rewanż w Cincinnati – Role się Odwróciły

    ‎Kilka miesięcy później sytuacja uległa zmianie. W Cincinnati to Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi. Już w pierwszym secie musiała skorzystać z przerwy medycznej, grała z zabandażowaną łydką i mimo bólu próbowała stawić opór. Jednak tym razem to Świątek była górą – wygrała 6:3, 6:4.

    ‎Teraz Wszystko Rozstrzygnie się w Nowym Jorku

    ‎Trzecia runda US Open zapowiada się jak rozdział, w którym żadna z tenisistek nie może liczyć na wymówki. Kibice mają nadzieję, że tym razem nie będą decydować kontuzje ani choroby, ale czysta dyspozycja dnia i charakter na korcie. Jedno jest pewne – kiedy Świątek i Kalinska stają naprzeciwko siebie, zawsze można spodziewać się dramatycznych zwrotów akcji.

     

  • Cały świat trąbi o Świątek. “Największy dramat US Open 2025”

    Cały świat trąbi o Świątek. “Największy dramat US Open 2025”

    Pytanie, które wstrząsnęło światem tenisa: konferencja Świątek zamienia się w globalną burzę

    ‎Rutynowy mecz, a potem niespodzianka

    ‎Iga Świątek właśnie zapewniła sobie awans do trzeciej rundy US Open po zaciętym, trzysetowym zwycięstwie nad Suzan Lamens. Dla wielu uwaga powinna skupić się na jej tenisie — odporności, precyzji i walce o pozostanie w turnieju. Jednak to, co wydarzyło się poza kortem, szybko przyćmiło wszystko inne.

    ‎„Co to za pytanie?” – Świątek wybucha

    ‎Podczas czwartkowej konferencji prasowej po meczu Świątek usłyszała pytanie, które wyraźnie ją zaskoczyło.

    ‎„Przepraszam, co to za pytanie? Czy myślałam o tym, żeby wpleść sobie koraliki we włosy? Nie. O co chodzi? Co to za pytanie?” — odpowiedziała ostro, wyraźnie zirytowana.

    ‎Napięta wymiana zdań, wywołana pytaniem dotyczącym jej wyglądu zamiast gry, natychmiast stała się sensacją na całym świecie.

    ‎Międzynarodowe nagłówki wybuchają

    ‎Od Londynu po Barcelonę gazety i portale rozpisywały się o tej nietypowej sytuacji:

    ‎„Iga Świątek atakuje dziennikarza po pytaniu o jej wygląd” (Daily Mail)

    ‎„Świątek zmuszona odpowiedzieć na surrealistyczne pytanie” (Mundo Deportivo)

    ‎„Największy dramat US Open 2025” (primetimer.com)

    ‎Światowe media nie tylko relacjonowały zdarzenie — umieszczały je na czołówkach, przedstawiając jako jeden z najdziwniejszych incydentów konferencyjnych w historii ostatnich turniejów wielkoszlemowych.

    ‎Pytanie, które wszystko wywołało

    ‎Jednak nie chodziło tylko o koraliki. Już wcześniej padło znacznie cięższe pytanie, które stworzyło napiętą atmosferę. Świątek została zapytana o podwójne standardy w sporcie, w kontekście ostrego sporu Jeleny Ostapenko z amerykańską zawodniczką Taylor Townsend.

    ‎Słowa dziennikarza były bezpośrednie:

    ‎„Biorąc pod uwagę sytuację między zawodniczkami afroamerykańskimi a nieafroamerykańskimi, nie tylko w waszym sporcie, ale ogólnie, czy uważa pani, że stosuje się podwójne standardy? Wczoraj Ostapenko powiedziała Townsend, że jest niewykształcona i arogancka. Co to mówi o kobiecym sporcie?”

    ‎Świątek, zaskoczona, odpowiedziała ostrożnie:

    ‎„Cóż, to dość skomplikowane pytanie. Nie mogę mówić o każdym sporcie… Żyjemy w określonym środowisku, w świecie tenisa. Oczywiście świat zmienił się na przestrzeni lat. Wiem, że wczoraj pojawił się jakiś problem, ale szczerze mówiąc, byłam bardzo skupiona. Miałam wczesny mecz, więc nie mogę tego skomentować. Prawdopodobnie nadrobię zaległości, ale nie można oceniać całej społeczności na podstawie zachowania jednej osoby.”

    ‎Jej słowa, spokojne, ale wyważone, pokazały niechęć do wciągnięcia w medialną burzę. Jednak pytanie o koraliki we włosach przelało czarę goryczy.

    ‎Wyjaśnienie dziennikarza

    ‎Autor niefortunnego pytania, polski reporter Tomasz Moczerniuk, później próbował wytłumaczyć swoje intencje.

    ‎„Trzeba zrozumieć kontekst. Końcówka konferencji była napięta, a ja chciałem rozładować atmosferę lżejszym, obyczajowym pytaniem. Ale wyszło źle. Czasu się nie cofnie. Przy najbliższej okazji przeproszę Igę” — napisał w sieci.

    ‎Burza medialna wykracza poza tenis

    ‎Komentatorzy podkreślali, że coś, co powinno być rutynową serią pytań po meczu, zamieniło się w ostrą dyskusję o rasie, szacunku i granicach dziennikarstwa sportowego. Dla jednych była to niepotrzebna sensacja. Dla innych — obraz presji, z jaką sportowcy mierzą się nie tylko na korcie, ale i pod reflektorami kamer.

    ‎Co dalej ze Świątek?

    ‎Pomimo zamieszania, Świątek musi wrócić myślami do gry. W trzeciej rundzie US Open zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską, 29. rakietą świata. Ponownie oczy całego świata zwrócą się ku Świątek — nie tylko po to, by ocenić jej tenis, ale także by zobaczyć, jak poradzi sobie z nieuchronnymi pytaniami na kolejnej konferencji prasowej.

    ‎🔥 Napięcie pozostaje: Czy Świątek zdoła odwrócić uwagę od tej kontrowersji i skupić światowe media z powrotem na swojej grze? A może echo tamtego surrealistycznego pytania będzie towarzyszyć jej podczas całej kampanii w US Open?

     

  • ‎Sabalenka szykowała się na mecz z Fernandez, a tu taka nowina z USA. Kanadyjka z awansem

    ‎Sabalenka szykowała się na mecz z Fernandez, a tu taka nowina z USA. Kanadyjka z awansem

    ‎Sabalenka szykowała się na mecz z Fernandez, a tu taka nowina z USA. Kanadyjka z awansem

    ‎Aryna Sabalenka kontra Leylah Fernandez, czyli rewanżowe starcie za zwycięski półfinał Kanadyjki na US Open 2021. Takie zestawienie wykreowała nam drabinka na etapie trzeciej rundy singla kobiet podczas tegorocznych zmagań w Nowym Jorku. W czwartek Białorusinka miała dzień wolny, mogła spokojnie przygotowywać się do pojedynku. Inaczej było w przypadku zawodniczki z Ameryki Północnej. Ta pojawiła się na korcie, w dodatku u boku Venus Williams. I razem wyeliminowały turniejowe “6” w grze podwójnej.

    ‎Po losowanie singlowej drabinki tegorocznego US Open stało się jasne, że w trzeciej rundzie może dojść do rewanżowego starcia pomiędzy Aryną Sabalenką i Leylah Fernandez za półfinał nowojorskiego Szlema sprzed czterech lat. W 2021 roku lepsza okazała się Kanadyjka, wygrywając 7:6(3), 4:6, 6:4. Najpierw panie musiały jednak przebrnąć przez początkowe fazy turnieju w tym sezonie. Rozstawione tenisistki wywiązały się ze swoich zadań, dzięki czemu po blisko 48 miesiącach ponownie obejrzymy bezpośredni pojedynek tych zawodniczek.

    ‎W czwartek Białorusinka spokojnie szykowała się do rywalizacji z tenisistką z Ameryki Północnej, którą wyznaczono na noc z piątku na sobotę o godz. 1:00 czasu polskiego na Louis Armstrong Stadium. Liderka rankingu WTA odbyła normalny trening w dniu wolnym. Inaczej wyglądała sprawa w przypadku 22-latki. Ta musiała wyjść na kort, by walczyć o awans do drugiej rundy w deblu. I to z kim w duecie! Razem z Venus Williams otrzymały dziką kartę od organizatorów US Open. Już na “dzień dobry” czekało je spore wyzwanie, bowiem trafiły na rozstawioną z “6” parę Ludmyła Kiczenok/Ellen Perez. I sprawiły niespodziankę, eliminując jedne z wyżej notowanych tenisistek.

    ‎US Open: Leylah Fernandez i Venus Williams kontra Ludmyła Kiczenok i Ellen Perez w pierwszej rundzie debla

    ‎Mecz rozpoczął się od przełamania na korzyść duetu Fernandez/Williams. Po zmianie stron zobaczyliśmy natychmiastową odpowiedź przeciwniczek. W pewnym momencie Kiczenok oraz Perez miały trzy break pointy z rzędu na 3:1. Wtedy nie udało się wykorzystać żadnego z nich, ale w siódmym gemie już pierwsza z dwóch okazji została zamieniona na breaka. Potem rozstawione z “6” tenisistki potwierdziły to własnym podaniem i zrobiło się już 5:2. Wtedy Kanadyjka oraz Amerykanka wzięły się za odrabianie strat. W trakcie jedenastego rozdania miały nawet szansę na 6:5, wówczas serwowałyby po zwycięstwo w partii. Ostatecznie doszło to tie-breaka, który i tak potoczył się po ich myśli. Od stanu 4-4 zgarnęły wszystkie punkty i triumfowały w premierowej odsłonie 7:6(4).

    ‎Leylah oraz Venus poszły za ciosem i już na starcie drugiej części pojedynku zbudowały sobie pokaźną przewagę. Najpierw utrzymały swoje podanie po gemie na przewagi, potem przełamały do zera. Następnie obroniły dwa break pointy i wyszły na 3:0. Po zmianie stron prowadziły 30-0, ale rywalki doczekały się premierowego “oczka” na swoim koncie. Kolejne rozdania toczyły się już z wyraźną przewagą serwujących. Taka sekwencja idealnie pasowała Fernandez i Williams. Kanadyjsko-amerykański team zakończył spotkanie zwycięstwem 7:6(4), 6:3. W drugiej rundzie deblowego US Open zmierzą się z parą Ulrikke Eikeri/Eri Hozumi.

  • ‎To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    ‎To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    ‎To, co zrobiła Świątek, jest ważniejsze, niż się wydaje. Wymowne słowa

    ‎Iga Świątek jest już w trzeciej rundzie US Open! Polka pokonała Holenderkę Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Wspierali ją wymownymi komunikatami współpracownicy z trybun. To zwycięstwo jest cenniejsze, niż się wydaje, a historia występów Świątek pokazuje, że może być zapowiedzią wielkiego sukcesu.

    ‎Iga Świątek (2. WTA) rozpoczęła tegoroczny turniej US Open od spotkań z zawodniczkami, z którymi dotąd nie miała okazji się mierzyć. Najpierw w pierwszej rundzie pokonała Emilianę Arango (84.) z Kolumbii 6:1, 6:2. W czwartek w kolejnym spotkaniu zmierzyła się z Holenderką Suzan Lamens (66.)

    ‎Rywalka bez szans w pierwszym secie

    ‎Pierwszy set czwartkowego pojedynku skończył się po zaledwie 30 minutach wynikiem 6:1. Holenderka próbowała się przeciwstawić, ale nie miała jak. Przy wyniku 4:1 komentatorzy zauważyli: “Iga bawi się w tym gemie, czuje przewagę, widzi, że z tego serwisu nie będzie żadnego zagrożenia”, “treningowe granie”.

    ‎Lamens prawie nie istniała na tle dobrze dysponowanej Świątek. Holenderka nie potrafiła skończyć akcji, jej uderzenia nie generowały takich prędkości jak rywalki. Zwłaszcza podanie pozostawało zbyt wolne, czasem blisko okolic 100 km/h. W ten sposób 66. tenisistka świata nie mogła zagrozić wiceliderce rankingu i musiała liczyć przede wszystkim na błędy faworytki, których w pierwszej partii nie było zbyt wiele.

    ‎Nic dziwnego, że po zakończeniu seta, gdy operator pokazał team Igi Świątek na trybunach, w ich reakcjach widać było zarazem radość i spokój. Ten set, podobnie jak pojedynek z Arango był pod kontrolą ich podopiecznej. Dominacja Polki sprawiła, że tak jak w meczu z Kolumbijką miała okazję kilka razy pójść do siatki, poćwiczyć grę wolejem. – To dobry poligon doświadczalny. Gdzie próbować jak nie tutaj w takich spotkaniach – przyznał komentujący w Eurosporcie Lech Sidor.

    ‎Komentator: Mamy sensację

    ‎Od drugiej partii wszystko się zmieniło. Nasza zawodnika częściej się myliła, jak przyznali od razu komentatorzy: “Cały czas trzeba być skoncentrowanym, a to nie jest prosta sprawa, gdy 20-30 proc. twojego nakładu sił wystarcza na zamknięcie partii”. Już w drugim gemie Iga Świątek musiała bronić się przed przełamaniem. Wtedy jeszcze się wybroniła, ale kilka minut później została przełamana do zera. Wtedy to usłyszeliśmy wymowny komentarz z trybun od Darii Abramowicz do Igi Świątek: “Dawaj bez skupiania się na błędach, tylko następna, dawaj!”. To była pierwsza tego typu podpowiedź od teamu naszej tenisistki w tym spotkaniu, ale nie ostatnia.

    ‎Słabszy fragment ze strony faworytki sprawił, że Holenderka wyszła na 3:2. Lamens uwierzyła, że nie wszystko stracone, grała coraz odważniej, atakowała, mijała Polkę przy siatce, znacznie podniosła swój poziom. Z kolei gra Świątek falowała, co najlepiej pokazuje przebieg wynikowy drugiej partii: przegrywała 2:3, wyszła na 4:3 i serwis, przegrywała 4:5. Brakowało stabilizacji, jaką mogliśmy oglądać przez pierwsze pół godziny rywalizacji. Skończyło się 4:6, a komentujący Marek Furjan podsumował: “Mamy sensację”. Nikt po pierwszej partii nie spodziewał się, że o wszystkim zadecyduje trzeci set.

    ‎Trudniejszy mecz w turnieju wielkoszlemowym zapowiedzią zwycięstwa?

    ‎Trzeci set, w którym cały czas było nerwowo. Iga Świątek prowadziła 4:1, a po chwili było już tylko 4:3. Kolejne wskazówki przekazywał jej trener Wim Fissette, najgłośniej słychać było trenera przygotowania fizycznego oraz fizjoterapeutę Macieja Ryszczuka, gdy krzyknął: “Najpierw musisz otworzyć kort”. Współpracownicy tenisistki robili, co mogli, by wesprzeć ją w trudnym momencie. Tego dnia druga rakieta świata rywalizowała nie tylko z rywalką, ale i z własnymi słabościami. Dlatego to zwycięstwo jest cenniejsze, niż się wydaje.

    ‎Co warto zauważyć, w większości zwycięskich dla Świątek turniejów wielkoszlemowych musiała rozegrać chociaż jeden mecz na wstępnym etapie rywalizacji, w którym natrafiła na spore problemy. Tak było na niedawnym Wimbledonie, gdy w drugiej rundzie dopiero w trzech setach ograła Caty McNally. Tak było w zeszłorocznym Roland Garros, gdy także w 1/32 pokonała Naomi Osakę 2:1. Również w pamiętnym sezonie 2022, gdy Polka wygrała dwa turnieje Wielkiego Szlema, w Paryżu w czwartej rundzie stoczyła zacięty bój z Qinwen Zheng na dystansie trzech setów, a w Nowym Jorku także na pełnym dystansie z Jule Niemeier. Mecze z Chinką i Niemką rozgrywane były na etapie czwartej rundy.

    ‎Przy okazji trzeba również odnotować, że, jak wyliczyli statystycy, Iga Świątek jest jedyną tenisistką, która doszła co najmniej do trzeciej rundy w każdym turnieju Wielkiego Szlema w singlu w tej dekadzie. To wyczyn niesamowity, pokazujący jak regularna pozostaje nasza zawodniczka.

    ‎W kolejnym meczu w Nowym Jorku jej rywalką będzie Rosjanka Anna Kalińska (29. WTA), która pokonała reprezentantkę Kazachstanu Julię Putincewą (55.) 6:1, 7:5. Z Kalińską Świątek miała okazję niedawno mierzyć się w ćwierćfinale w Cincinnati, wygrywając 6:3, 6:4. Wtedy to wyrównała ich bezpośredni bilans, bo rok wcześniej w Dubaju przegrała w półfinale 4:6, 4:6. W sobotnim meczu z Rosjanką nasza tenisistka potrzebuje wejść na poziom zbliżony do pierwszego seta z Suzan Lamens, przydatny będzie m.in. lepszy serwis. Jest to jak najbardziej możliwe, bo spotkanie spotkaniu nierówne, a nie ma tenisisty, który w turnieju Wielkiego Szlema nie przeżywa trudniejszych chwil. Relacje z US Open w Sport.pl, transmisje w Eurosporcie i na platformie HBO Max.

  • Niesamowite show Ewy Pajor. Gol za golem, rywalki bezradne – to był prawdziwy nokaut!

    Niesamowite show Ewy Pajor. Gol za golem, rywalki bezradne – to był prawdziwy nokaut!

    Niesamowite show Ewy Pajor. Gol za golem, rywalki bezradne – to był prawdziwy nokaut!

    Kibice przecierali oczy ze zdumienia. Na murawie wydarzyło się coś, co trudno będzie zapomnieć. Ewa Pajor, jedna z największych gwiazd polskiego futbolu, pokazała pełnię swoich możliwości i udowodniła, dlaczego od lat mówi się o niej w kategoriach napastniczki światowej klasy. Jej popis był tak efektowny, że trudno znaleźć odpowiednie słowa, by oddać skalę tego, co się stało.

    Pierwszy sygnał – rywalki poczuły, że to nie będzie zwykły mecz

    Od samego początku widać było, że Pajor ma w sobie wyjątkową energię. Pierwsze minuty to ciągłe nękanie obrony przeciwniczek, agresywne wejścia w pole karne i groźne strzały. Gdy padła pierwsza bramka, trybuny eksplodowały. Ale to był dopiero początek.

    Lawina, której nic nie mogło zatrzymać

    Każdy kolejny atak wyglądał tak, jakby napastniczka reprezentacji Polski grała na zupełnie innym poziomie niż reszta zawodniczek na boisku. Gol za golem, precyzja godna chirurgicznego cięcia i pewność, jakiej dawno nie widzieliśmy. Rywalki były całkowicie bezradne – ich obrona pękała przy każdym wejściu Pajor, a bramkarka mogła tylko bezradnie rozkładać ręce.

    https://youtu.be/k4jzfQp6-QI?si=1fZzL312lM4Ccgao

     

    Nokaut, który przeszedł do historii

    To, co zaprezentowała Pajor, trudno nazwać inaczej niż nokautem. Rywalki jeszcze próbowały walczyć, ale różnica klas była aż nadto widoczna. Jej skuteczność sprawiła, że wynik przestał być kwestią przypadku, a stał się pokazem dominacji jednej zawodniczki nad całą drużyną przeciwną.

    Reakcja kibiców i ekspertów – zachwyt i niedowierzanie

    Po ostatnim gwizdku w sieci natychmiast pojawiła się lawina komentarzy. Kibice pisali o „meczu życia”, o „nieprawdopodobnej formie” i o tym, że takie występy na długo zostają w pamięci. Eksperci podkreślali, że niewiele napastniczek na świecie potrafi w pojedynkę odmienić losy meczu w taki sposób.

    Symbol ambicji i pasji

    Występ Ewy Pajor to nie tylko gole. To również symbol determinacji, charakteru i pasji, które od lat wyróżniają ją na tle innych. Każdy, kto oglądał to spotkanie, mógł poczuć, że właśnie ogląda piłkarkę, która nie tylko zdobywa bramki, ale również inspiruje całe pokolenia.

  • ‎‎Pokazali Gauff, drżały ręce, płakała. Finał o starcie z Polką nastąpił po 99 minutach

    ‎‎Pokazali Gauff, drżały ręce, płakała. Finał o starcie z Polką nastąpił po 99 minutach

    ‎‎Pokazali Gauff, drżały ręce, płakała. Finał o starcie z Polką nastąpił po 99 minutach

    ‎Gdy Coco Gauff została przełamana na 5:6 w pierwszym secie, usiadła na ławce, znalazła się w zbliżeniu. Drżały jej ręce, płakała, zakrywała twarz ręcznikiem. Grała koszmarnie, a po chwili na kort wbiegła fizjoterapeutka. Ale nie do niej, a do Donny Vekić, jej rywalki. Obie grały koszmarnie, w pierwszym secie popełniły razem aż… 16 (sic!) podwójnych błędów serwisowych. Całe spotkanie trwało 99 minut. I wyłoniło rywalkę w trzeciej rundzie dla Magdaleny Fręch.

    ‎Gdy Coco Gauff zaczynała na Arthur Ashe Stadium swój wieczorny, czasu lokalnego, mecz z Donną Vekić, była jedną z sześciu Amerykanek, które pozostały w grze o tytuł. I to mimo, że kończyła się dopiero druga runda tego turnieju.

    ‎Nie da się jednak ukryć, że te realne nadzieje na tytuł, pod odpadnięciu Madison Keys, są związane właśnie z Coco Gauff lub Jessicą Pegulą. Ta pierwsza wygrała w Nowym Jorku dwa lata temu, ale teraz nie przywiozła do tego miasta najwyższej formy. Takiej jaką miała trzy miesiące temu w Paryżu.

    ‎I doskonale pokazał to mecz z Vekić, w drugiej rundzie. Kuriozalny, przez blisko półtora seta rozgrywany na poziomie pierwszych rund w turniejach rangi WTA 250. A przecież mieliśmy pojedynek światowej trójki z zawodniczką, która rok temu zdobywała olimpijskie srebro i była blisko czołówki.

    ‎US Open. Wielkie oczekiwanie na Arthur Ashe Stadium. Presja rosła, Coco Gauff grała z Donną Vekić

    ‎Dlaczego to spotkanie można nazwać “kuriozalnym”. Z uwagi na liczbę błędów zawodniczek i cierpienie, jakie sobie tymi błędami zadawały. Widać to było zwłaszcza po Chorwatce, która dobrze ten mecz zaczęła, szybko odskoczyła na 2:0. A już za chwilę przegrywała 2:4.

    ‎Obie miały też ogromne problemy z serwisem, który zazwyczaj bywał ich atutem, zwłaszcza Amerykanki. Gauff zaczęła od podania, pierwszego!, na 122 km/godz, punkt przegrała. Zaraz było 155 km/godz, tu okazała się lepsza. A później znów źle, gema zakończyła zaś podwójnym błędem.

    ‎Vekić prowadziła więc 2:0, by w kolejnym swoim gemie podarować faworytce trzy punkty po podwójnych błędach. A w efekcie i całego gema. O ile Amerykanka cierpiała głównie z powodu serwisu, to jej rywalka popełniała dodatkowe błędy w trakcie akcji, brakowało jej precyzji. I wkrótce przegrywała 2:4.

    ‎I wtedy znów doszło do zaskakującego zwrotu akcji. Lepszy moment trafiła akurat Donna, wygrała trzy gemy z rzędu. Przy stanie 5:4 i 6:5 dwukrotnie serwowała po wygranie seta. Tyle że na tym etapie meczu przewagę miały te, które… returnowały.

    ‎Gdy Chorwatka wygrała gema na 6:5, obie usiadły na ławce. To wtedy kamery znów najechały na Gauff – drżały jej ręce, w których trzymała ręcznik, a nim zakrywała i wycierała twarz z łez. Jak wcześniej przy stanie 4:4. Gdyby trzymała kubek wypełniony wodą, ta woda by się z niego wylewała.

    ‎I wtedy na kort wbiegła fizjoterapeutka, wydawało się, że skieruje się do Amerykanki. A tymczasem o pomoc poprosiła Chorwatka, potrzebna była oficjalna przerwa medyczna. Miała problem z prawym barkiem, być może to ona uniemożliwiał lepsze serwowanie. Niemniej wróciła do gry, dokończyła to spotkanie.

    ‎Gauff wygrała dwunastego gema, a później też i tie-breaka. Wykorzystała drugą piłkę setową, przy stanie 6-5. Obie starały się grać bezpiecznie przez środek, aż w końcu Chorwatka zepsuła swój forhend. Choć nawet nie zmieniła kierunku.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1961217414034506047

    ‎Statystyki były koszmarne: Vekić popełniła dziewięć podwójnych błędów, Gauff – siedem. Miała dwa asy, ale one za wiele nie znaczyły.

    ‎Został więc drugi set, on potoczył się trochę inaczej. Coco przełamała rywalkę w trzecim gemie, za chwilę Vekić mogła odpowiedzieć tym samym. Jej to się nie udało i Amerykanka pomknęła już ku trzeciej rundzie. Wciąż popełniając błędy, ale było ich mniej. No i bezpieczniej serwowała, choć pierwszą piłkę meczową zmarnowała po podwójnym błędzie.

    ‎Wygrała jednak drugą, awansowała do trzeciej rundy po sukcesie 7:6 (5), 6:2.

    ‎A w niej zmierzy się już z zawodniczką rozstawioną. W sobotę zapewne na którymś z głównych kortów stanie do rywalizacji z naszą Magdaleną Fręch.

  • ‎Losowanie marzeń dla Barcelony! Z nimi zagrają w Lidze Mistrzów

    ‎Losowanie marzeń dla Barcelony! Z nimi zagrają w Lidze Mistrzów

    ‎Losowanie marzeń dla Barcelony! Z nimi zagrają w Lidze Mistrzów

    ‎Wszystko jasne! W Monako wylosowano mecze tegorocznej Ligi Mistrzów. Już w fazie ligowej będą oczywiście wielkie hity. Real Madryt będzie musiał polecieć pod chińską granicę, a Barcelona na papierze trafiła na stosunkowo łatwych rywali. Duma Katalonii zagra niedaleko Polski.

    ‎Sezon 2024/25 był przełomowy, jeśli chodzi o format Ligi Mistrzów, ale też pozostałych rozgrywek pod egidą Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA): Ligi Europy i Ligi Konferencji. We wszystkich zwiększono liczbę uczestników do 36 i zrezygnowano z fazy grupowej, którą zastąpiono systemem ligowym.

    ‎Nowy format to również nowy sposób losowania meczów, w którym do każdej z drużyn trzeba podchodzić indywidualnie. Przed startem ceremonii w Monako znane były oczywiście koszyki.

    ‎1. koszyk: PSG, Real Madryt, Manchester City, Bayern Monachium, Liverpool, Inter Mediolan, Chelsea, Borussia Dortmund, Barcelona

    ‎2. koszyk: Arsenal, Bayer Leverkusen, Atletico Madryt, Benfica, Atalanta, Villarreal, Juventus, Eintracht Frankfurt, Club Brugge

    ‎3. koszyk: Tottenham, PSV, Ajax, Napoli, Sporting, Olympiakos, Slavia Praga, Bodo/Glimt, Olympique Marsylia

    ‎4. koszyk: Monaco, Galatasaray, Union SG, Karabach, Athletic Bilbao, Newcastle United, Kopenhaga, Pafos, Kajrat Ałmaty

    ‎Każda z drużyn rozegra osiem meczów — po cztery na wyjeździe i w domu. Losowanie odbywa się w formie hybrydowej — z użyciem kulek oraz komputerowego systemu. Mistrzami ceremonii byli Zlatan Ibrahimović oraz Kaka.

    ‎Oprócz oczywistych faworytów, drużyny starały się również uniknąć Kajratu Ałmaty, znajdującego się na dalekim wschodzie przy granicy z Chinami. Zmuszony pokonać blisko 7 tys. km będzie między innymi Real Madryt. Do Kazachstanu polecą jeszcze Club Brugge, Olympiacos oraz Pafos.

    ‎Polskich kibiców z pewnością ciekawiła Barcelona. Duma Katalonii miała szczęście w losowaniu i zmierzy się z PSG, Chelsea, Eintrachtem Frankfurt, Club Brugge, Olympiacosem, Slavią Praga, Kopenhagą oraz Newcastle. W sobotę poznamy terminarze spotkań.

    ‎Wylosowano wszystkie mecze Ligi Mistrzów! Sprawdź

    https://x.com/ChampionsLeague/status/1961113519937540446

    https://x.com/ChampionsLeague/status/1961114670745461154

    https://x.com/ChampionsLeague/status/1961116322726822328

    https://x.com/ChampionsLeague/status/1961117796554740167

    ‎Zespoły, które kończą fazę ligową na pozycjach 1-8, kwalifikują się do 1/8 finału, natomiast ekipy z miejsc 9-24 toczą walkę o awans do tej rundy w barażach. Te, które zakończą tę część sezonu na miejscach 25-36, zostają wyeliminowane z europejskich pucharów.