Category: Home

  • Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    Szczęsny w dogrywce naprawdę to powiedział. Przyznał się. “Na szczęście mnie nie słyszał”

    FC Barcelona wygrała pierwszy finał Pucharu Króla z Realem Madryt od 1990 roku, a Wojciech Szczęsny był jednym z bohaterów tego spotkania. Na oczach polskiego bramkarza napisała się historia klubu ze stolicy Katalonii. Po ostatnim gwizdku i odebraniu medalu polski bramkarz udzielił krótkiego wywiadu Mai Strzelczyk z redakcji TVP Sport. Przyznał, że nawet w bardzo trudnym momencie nie stracił wiarę w swoją drużynę.

     

    FC Barcelona w tym wieku zdobyła już siedem Pucharów Króla, ale na zwycięstwo z Realem Madryt w wielkim finale czekała aż 35 lat – od sezonu 1989/90. To niesamowite, że “Dumie Katalonii” udało się to wtedy, gdy w kadrze znajduje się dwóch Polaków.

     

    Jeden z nich z powodu kontuzji ominął wielki finał, ale drugi stał w bramce przez całe 120 minut czasu podstawowego i dogrywki. Wystąpił również we wszystkich poprzednich meczach Copa del Rey. Wojciech Szczęsny, bo o nim mowa, w wielkim stopniu przyczynił się do tego sukcesu.

     

    To był bardzo dobry mecz. Zwroty akcji i happy end dla Barcelony

     

    Pomijając rezultat i pomeczową awanturę, to był naprawdę dobry mecz. W pierwszej połowie FC Barcelona kompletnie zdominowała Real Madryt, ale zdołała zdobyć tylko jedną bramkę. “Los Blancos” po przerwie podnieśli się z kolan i rozegrał znakomite pół godziny okraszone aż dwoma golami.

     

    Kiedy podopieczni Carlo Ancelottiego wyszli na prowadzenie, wydawało się, że FC Barcelona nie ma już sił, aby odwrócić losy tego finału. W końcówce meczu Lamine Yamal posłał znakomite podanie do Ferrana Torresa, a Antonio Rudiger i Thibaut Courtois kompletnie się pogubili. Hiszpan wyprzedził Niemca, a Belga minął. Następnie skierował piłkę do pustej bramki.

     

    W dogrywce padł tylko jeden gol. Na kilka minut przed końcem Jules Kounde wykorzystał koszmarny błąd w rozegraniu rywali, przejął piłkę i uderzył idealnie przy słupku bramki Courtois. W końcówce Real Madryt nie zdołał już odrobić strat.

     

    Szczęsny szczery do bólu po zdobyciu Pucharu Króla

     

    Wojciech Szczęsny puścił w tym meczu dwa gole, ale i tak mógł być bardzo zadowolony ze zwycięstwa, a przede wszystkim ze zdobytego trofeum. Piłkarze FC Barcelona próbują hamować nastroje dotyczące wygrania trypletu, ale tym razem Polski bramkarz postanowił zdobyć się na odważne słowa.

     

    – Mamy fajny nawyk wygrywania finałów – jeden finał Superpucharu, drugi teraz. Mam nadzieję, że jeszcze jeden finał przed nami i ten też chciałbym wygrać – mówił o finale Ligi Mistrzów Wojciech Szczęsny. Najpierw jednak FC Barcelona będzie musiała pokonać Inter Mediolan.

     

    Był taki moment, w którym straciliśmy kontrolę nad meczem. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie Real będzie musiał wyjść i zaatakować nas agresywniej. Po pierwszej byli pasywni, a musieli odrabiać straty. Wiedzieliśmy, czego się spodziewać, ale nie najlepiej sobie z tym poradziliśmy przez 15-20 minut. A takie przestoje z tak dobrym zespołem kończą się utrata bramek. Ale ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, że uda się tę stratę odrobić.

     

    ~ Wojciech Szczęsny

     

    W rozmowie z Mają Strzelczyk z TVP Sport Wojciech Szczęsny przyznał, że w kluczowym momencie krzyczał do Julesa Kounde, aby ten nie oddawał strzału. – Na szczęście mnie nie słyszał – zaśmiał się Polak. To właśnie wtedy padła decydująca bramka dla FC Barcelona.

     

    Wojciech Szczęsny jest znany ze swojego olimpijskiego spokoju. Tym razem również starał się trzymać emocje na wodzy, ale podczas wywiadu widać było, że skrywa on olbrzymią radość i dumę z wielkiego sukcesu.

     

    FC Barcelona w lidze hiszpańskiej ma 4 punkty przewagi nad Realem Madryt. Do rozegrania w tym sezonie pozostało jeszcze jedno El Clasico – tym razem w stolicy Katalonii. Pierwszy półfinałowy mecz z Interem w Lidze Mistrzów natomiast zostanie rozegrany w najbliższą środę. 

     

  • Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    Oto co Barcelona napisała o Szczęsnym. Coś pięknego

    FC Barcelona pokonała Real Madryt i sięgnęła po Puchar Króla. Przed startem tego sezonu nikt by nie wymyślił, że Wojciech Szczęsny, który zadeklarował koniec kariery, chwilę później będzie się cieszył z dwóch trofeów i będzie walczył o dwa kolejne. Tak się jednak stało, co Blaugrana podsumowała w krótkim wpisie w serwisie X.

     

    FC Barcelona pokonała Real Madryt 3:2 i sięgnęła po drugi tytuł w tym sezonie. Mecz był bardzo emocjonujący i wyrównany a decydujące trafienie padło w 116. minucie dogrywki, a zdobywcą bramki był Jules Kounde.

     

    Barcelona krótko o Szczęsnym: Plan emerytalny

     

    Wojciech Szczęsny puścił dwa gole w tym meczu, ale popisał się także kapitalnymi interwencjami, które uratowały jego drużynę od straty gola. W 48. minucie Polak pokazał klasę przy podwójnej próbie Viniciusa Juniora, który najpierw spróbował swoich sił z ok. 11 metrów, a następnie miał okazję na dobitkę z bliższej odległości. 35-latek popisał się czujnością i skutecznie interweniował w obu sytuacjach.

     

    Po spotkaniu, o godz. 1:03 w social mediach FC Barcelony pojawił się dedykowany Wojciechowi Szczęsnemu wpis, w którym zaznaczono jego wkład w zespół, po powrocie z piłkarskiej emerytury.

     

    Szczęsny wrócił do futbolu po kontuzji Ter Stegena

     

    Przypomnijmy, że na początku sezonu Wojciech Szczęsny grał w golfa w Marbelli, po rozwiązaniu kontraktu z Juventusem. Wszystko się zmieniło, kiedy Marc-Andre Ter Stegen doznał kontuzji kolana, która wyłączyła go na większość sezonu. Barca postanowiła ściągnąć wsparcie, a Polak był jedną z opcji.

     

    Ostatecznie strony się porozumiały i Szczęsny mógł zacząć treningi w klubie. Na początku tego roku 35-latek wskoczył do pierwszego składu i już nie oddał miejsca. Od tamtej pory rozegrał w sumie 26 meczów w których zachował 13 czystych kont. Z Polakiem w bramce Duma Katalonii przegrała tylko jedno spotkanie – rewanżowe starcie Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. Mimo tej wpadki zespół awansował do półfinału Champions League.

     

    Po meczu Wojciech Szczęsny udzielił wywiadu, w którym zdradził, że cieszy się z drugiego trofeum w tym sezonie, ale już myśli o czymś innym. “To wspaniały moment. Będziemy się nią cieszyć dziś wieczorem, ale w głębi duszy myślę o meczu w przyszłą środę i o tym właśnie myślę” – wyznał, cytowany przez profil BarcaTimes w serwisie X.

    https://x.com/BarcaTimes/status/1916291112144187671

  • 121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    121. minuta El Clasico i Szczęsny robi coś takiego. “35 lat”

    Łatwo nie było, ale Wojciech Szczęsny i FC Barcelona zdobyli drugie w tym sezonie trofeum. Dla takich meczów, jak ten z Realem Madryt, zawraca się z emerytury i odstawia leżak. To sedno bycia piłkarzem: Klasyk, wielka rywalizacja, jupitery, zwroty akcji, kontrowersje, dogrywka, zmęczenie, piękne gole, wspaniałe interwencje, wielka radość. I jeszcze ten sprawdzian w ostatniej minucie.

     

    121. minuta, ostatni zryw Realu Madryt, akcja lewą stroną, zagranie z głębi pola za plecy obrońców Barcelony, prosto do rozpędzonego Kyliana Mbappe. Wojciech Szczęsny wybiega przed pole karne, pierwszy dopada do piłki i wybija ją w trybuny. Uff, można odetchnąć – jego zespołowi nic już się nie stanie, utrzyma wyszarpane w ostatniej chwili prowadzenie 3:2. W kluczowym momencie zadziałało więc to, co polski bramkarz w bólach wypracowywał, gdy na początku roku wskakiwał do bramki Barcelony. Gra z tak wysoko ustawionymi obrońcami i konieczność wychodzenia daleko przed bramkę w pierwszych meczach sprawiały mu problemy, a Barcelona płaciła za to czerwonymi kartkami, kraksami, rzutami karnymi i traconymi golami. Dość powiedzieć, że ostatnie takie spotkanie Szczęsnego z Mbappe w finale Superpucharu skończyło się faulem Polaka i osłabieniem Barcelony. Ale Hansi Flick nawet wtedy nie marudził. Od początku wliczał te błędy w koszty i przygotowywał Szczęsnego na najważniejsze mecze. W sobotę kilkukrotnie mógł pomyśleć: było warto.

     

    Od emeryta do zwycięzcy. Hiszpanie zachwyceni historią Szczęsnego

     

    “El Pais” jeszcze przed spotkaniem z Realem wypchnęło Szczęsnego na pierwszy plan i zachwycało się jego historią – uniwersalną opowieścią o tym, jak nieprzewidywalne jest życie, jak szczodrze rozdaje drugie szanse i jak ważne bywa znalezienie się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Szczęsny był już przecież na emeryturze – zmęczony i nasycony futbolem, może i nie do końca zadowolony ze sposobu, w jaki zakończył karierę w Juventusie, ale jednocześnie tak spragniony odpoczynku i chwil z rodziną, że nie rozpamiętywał tego przy każdej okazji. Smakował życie. Gdy zadzwonił telefon z Barcelony, był z synem na polu golfowym w Marbelli. I umówmy się: nie mógł przypuszczać, że to, co wieczorem żyło jako internetowy żart, bawiący głównie polskich kibiców i dziennikarzy, którzy widząc kontuzję Marca-Andre ter Stegena, od razu napisali, że zaraz Lewandowski zadzwoni do Szczęsnego i wezwie go na pomoc, już kilka dni później stanie się rzeczywistością. Dalej hiszpański dziennik ekscytuje się drogą polskiego bramkarza – “od emeryta do półfinalisty Ligi Mistrzów (a może nawet zwycięzcy), od emeryta do lidera LaLiga (a może nawet zwycięzcy), od emeryta do finalisty Pucharu Króla (a może nawet zwycięzcy)”. W tym przypadku wiemy już na pewno – od emeryta do zwycięzcy.

     

    Hiszpanie widzą w nim zupełnie nieoczekiwanego bohatera tego sezonu, który nagle zastąpił w bramce kontuzjowanego kapitana zespołu i przez ponad dwadzieścia meczów nie zszedł z boiska pokonany. Doceniają jego spokój, normalność na co dzień i szczerość w wywiadach. Nie przeoczyli, że najpierw cierpliwie czekał na szansę, później potrafił zażartować z własnych błędów, aż w końcu popełniał ich coraz mniej i w najważniejszych meczach – jak z Benfiką w Lidze Mistrzów – ratował swój zespół. Kibice i dziennikarze szybko dostrzegli też jego charyzmę, która nawet niechlubne palenie papierosów wydaje się zamieniać w atut: ot, normalny gość, żaden heros, jeden z nas, wreszcie ktoś bez wypolerowanego wizerunku. Ale dla nas, Polaków, ta historia ma jeszcze jeden wymiar: po “polskiej Borussii” sprzed przeszło dekady, doczekaliśmy Barcelony z dwoma rodakami w składzie, którzy na koniec wielkich karier spotkali się w najmniej spodziewanych okolicznościach i podbijają wszystkie rozgrywki.

     

    Zdjęcie, które zrobili sobie Lewandowski ze Szczęsnym zaraz po finale, już z medalami na szyjach i z miniaturowymi pucharami w rękach, puentuje te kilkanaście ostatnich lat, podczas których przebijali sufity i udowadniali, że polski piłkarz może być wzorem prowadzenia się, że może zarażać innych pewnością siebie i spokojem, że może wygrywać najważniejsze trofea i nawet gwiazdy Realu spychać na dalszy plan. Że może osiągnąć w klubowej piłce niemal wszystko.

     

    Arcyciekawy mecz. Akcja Szczęsnego robi furorę

     

    To zdjęcie powstało późno, grubo po północy, bo do wyłonienia zwycięzcy w finale Pucharu Króla potrzebna była dogrywka. Ba, od serii rzutów karnych dzieliły nas raptem cztery minuty. A ile po drodze było zwrotów akcji! Był to zdecydowanie najbardziej wyrównany i emocjonujący Klasyk w tym sezonie. Widowisko, spektakl, dreszczowiec. Mecz pełen zwrotów akcji i zaskakujących momentów. Z pięknymi golami z dystansu – Pedriego na 1:0, wyrównującego Kyliana Mbappe z rzutu wolnego i rozstrzygającego Julesa Kounde.

    Barcelona była znakomita przed przerwą i tłamsiła Real, ale wejście Mbappe z ławki rezerwowych pomogło jego zespołowi wyrwać się spod kontroli. I doprawdy trudno było wtedy przewidzieć, co wydarzy się za chwilę. Real świetnie atakował, ale nagle to Barcelona miała dwie okazje, by podwyższyć prowadzenie. Niespodziewanie zawodził jednak Raphinha, któremu w tym sezonie udaje się prawie wszystko. Ale minęła chwila, a na prowadzeniu już był Real, dopisując kolejny rozdział do obszernej opowieści o “remontadach”, czyli zamienianiu przegranych meczów w zwycięskie, co w ostatnich latach weszło mu w krew. W samej końcówce to Barcelona strzeliła jednak gola. I to takiego, który pasowałby do Realu – po długim zagraniu za linię obrony, z minięciem bramkarza tuż przed oddaniem strzału do pustej bramki. Później nawet sędzia wpisał się w ten chaos, gdy tuż przed dogrywką sprawdzał na VAR błędnie odgwizdany faul na Raphinhi w polu karnym, ale chwilę wcześniej nawet nie został wezwany do monitora, gdy faktycznie faulowany był Ferran Torres. Temu meczowi nie pasowałby oczywisty bohater. Może dlatego został nim Jules Kounde, który w 116. minucie wykorzystał fatalne podanie Luki Modricia i płaskim strzałem sprzed pola karnego dał Barcelonie zwycięstwo.

     

    Występ Szczęsnego dobrze podsumowuje grę całej Barcelony. Przed przerwą był bowiem bezrobotny, bo jego koledzy kontrolowali wszystko, co robi Real i nie dopuszczali rywali do swojej bramki. Ale już w drugiej połowie, gdy Barcelona straciła tę kontrolę, Szczęsny co chwilę musiał interweniować po strzałach Viniciusa Jr i Mbappe. W 49. minucie dwa razy w jednej akcji zatrzymywał Brazylijczyka – obronił pierwszy mocny strzał i już sekundę później dobitkę. Kibice Barcelony momentalnie wycięli tę akcję i rozpuścili w internecie, zachwycając się jego sprawnością. “35 lat” – komentowali z uznaniem.

     

    Kilka minut później Szczęsny doskonale wybronił strzał Mbappe, który próbował trafić piłką między jego nogami. Po tej interwencji Marcin Żewłakow, komentujący mecz w TVP, stwierdził, że Szczęsny jest jak ośmiornica, która swoimi mackami zatrzymuje wszystkie uderzenia. Dzięki polskiemu bramkarzowi Barcelona przetrwała bardzo trudny fragment meczu.

     

    Wydaje się jednak, że Szczęsny mógł nieco lepiej zachować się przy akcjach bramkowych Realu. Owszem, strzał Mbappe z rzutu wolnego był i silny, i bardzo precyzyjny, ale przy lepszym ustawieniu Szczęsny miałby szansę odbić piłkę. Prawdopodobnie spodziewał się jednak uderzenia nad murem, a nie w swój narożnik. Podobnie było przy rzucie rożnym, po którym gola na 2:1 strzelił Aurelien Tchouameni. Nie upilnowali go obrońcy, uderzał z bliska, ale – znów – Szczęsny przy lepszym ustawieniu dałby sobie szansę na skuteczną interwencję. Wówczas mówilibyśmy o jego absolutnym bohaterstwie. A tak mówimy o udanym finale, z kilkoma świetnymi interwencjami.

     

    Barcelona zawsze znajduje sposób. Wojciech Szczęsny to potwierdza

     

    – Jestem dumny z moich piłkarzy. Zawsze znajdują odpowiedź na to, co dzieje się na boisku – stwierdził po finale Hansi Flick. I jakże spójnie opowiadali o tej wygranej jego zawodnicy. Lamine Yamal stwierdził, że nieważne, ile goli strzelają rywale, bo ostatecznie Barcelona i tak strzeli ich tyle, ile potrzebuje do odniesienia zwycięstwa. Szczęsny dodał, że ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że jego drużynie uda się odrobić straty. Ale słowa to jedno. Tę wiarę w zwycięstwo było wśród piłkarzy Barcelony widać. Tydzień temu podnieśli się z Celtą Vigo – mimo że przegrywali 1:3, zwyciężyli 4:3. Jeszcze wcześniej w dwumeczu pokonali Borussię Dortmund – przetrwali trudne chwile, chociaż w rewanżu mieli olbrzymie problemy. Udowadniają, że nie muszą grać doskonale, by zwyciężać. Mogą być zmęczeni, może im brakować Roberta Lewandowskiego – jak choćby w meczu z Mallorką, może naprzeciwko stać Real Madryt, mecz może się nie układać, ale ostatecznie znajdują sposób, by wygrać. Dwa trofea już mają, o dwa kolejne powalczą w następnych tygodniach.

     

  • Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Lewandowski nie zagrał, ale co zrobił dzień po meczu? Wszyscy patrzyli tylko na niego

    Zdobywając Puchar Króla, Robert Lewandowski uzupełnił swoją kolekcję trofeów, jakie mógł zdobyć z FC Barcelona na hiszpańskim podwórku. Choć polski napastnik w finale z Realem Madryt był wielkim nieobecnym, to dzień po meczu to właśnie on przeniósł najnowsze klubowe trofeum z hotelu w Sewilli do autobusu, którym cała drużyna wróciła z Andaluzji do stolicy Katalonii. Wideo z tej sytuacji już krąży po sieci.

     

    Mistrzostwo i Superpuchar Hiszpanii Robert Lewandowski w FC Barcelona zdobył już wcześniej. Do kolekcji brakowało mu już tylko Pucharu Króla, który udało się zdobyć w sobotę 26 kwietnia. Choć polski napastnik w finale z Realem Madryt nie zagrał, to również odegrał swoją rolę w tych rozgrywkach.

     

    Lewandowski rozegrał w Copa del Rey trzy niepełne mecze – z UD Barbastro i dwukrotnie z Atletico Madryt. Polski napastnik zdobył w nich trzy gole, a dzięki temu ostatniemu udało się awansować do wielkiego finału.

    Wszyscy patrzyli na Lewandowskiego. Powód był oczywisty

    Polski napastnik ma więc pełne prawo, aby świętować zdobycie Pucharu Króla wraz ze swoją drużyną. Co ciekawe, dzień po zwycięskim finale to właśnie on wyniósł nowe trofeum z hotelu i przeniósł je do klubowego autobusu.

    Kiedy Lewandowski w towarzystwie swoich kolegów opuszczał fotel, cała uwaga kibiców zgromadzonych pod budynkiem była skupiona na nim. Wszyscy chcieli nacieszyć bowiem oczy oryginalnym Pucharem Króla Hiszpanii.

    https://x.com/sport/status/1916438929936416937

    W tym momencie Robert Lewandowski jest kontuzjowany i nie wiadomo, kiedy wróci do gry. Wojciech Szczęsny po finale w rozmowie z Mają Strzelczyk z TVP Sport zdradził jednak, że jego rekonwalescencja przebiega bardzo dobrze. Kibice “Dumy Katalonii” mogą mieć nadzieję, że Polak zagra z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów w drugim spotkaniu. Wciąż jednak nie znamy daty jego powrotu na boisko.

     

    Poza zdobyciem mistrzostwa Hiszpanii i wygraniem Ligi Mistrzów Robert Lewandowski ma w tym sezonie jeszcze jeden, bardziej osobisty cel. Chce strzelić swoją 100. bramkę dla FC Barcelona. Z powodu kontuzji jego licznik zatrzymał się na 99 trafianiach, więc Polak ma dodatkową motywację, aby jak najszybciejwrócić na boisko.

     

  • Sabalenka zaskoczona przez rywalkę, decydował trzeci set. I ten uśmiech na twarzy Polki

    Sabalenka zaskoczona przez rywalkę, decydował trzeci set. I ten uśmiech na twarzy Polki

    Sabalenka zaskoczona przez rywalkę, decydował trzeci set. I ten uśmiech na twarzy Polki

    Rozpoczął się kolejny dzień zmagań na turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie. Już w pierwszym niedzielnym meczu na obiekcie Manolo Santana Stadium zagościła Aryna Sabalenka. Tenisistka z Mińska zmierzyła się ze swoją dawną deblową partnerką – Elise Mertens. W pierwszym secie Białorusinka została zaskoczona przez rywalkę. Miała piłkę na 3:0, a mimo to przegrała partię. Później liderka rankingu zdołała jednak opanować sytuację. Po dwóch godzinach sędziująca ten pojedynek Marta Mrozińska orzekła zwycięstwo Aryny 3:6, 6:2, 6:1.

     

    Aryna Sabalenka, triumfatorka Mutua Madrid Open z 2021 i 2023 roku oraz finalistka z ubiegłego sezonu, rozpoczęła tegoroczną edycję zmagań w Madrycie od spotkania z Anną Blinkową. Białorusinka nie miała łatwego życia w starciu z Rosjanką. Musiała się sporo natrudzić, zwłaszcza od stanu 5:0 w pierwszym secie. Przewaga tenisistki z Mińska nagle zaczęła topnieć i mecz znacznie się zacieśnił. Ostatecznie liderka rankingu WTA triumfowała 6:3, 6:4.

     

    Dzisiaj 26-latka rozgrywała swój pojedynek w ramach trzeciej rundy. Jej przeciwniczką okazała się Elise Mertens. Obie zmierzyły się ze sobą osiem dni temu w Stuttgarcie. Wówczas stawką batalii był awans do półfinału imprezy rangi WTA 500. Po drobnych problemach w początkowej fazie rywalizacji, Białorusinka zgarnęła 9 z 10 ostatnich gemów i ostatecznie triumfowała 6:4, 6:1, podwyższając bilans bezpośrednich starć do wyniku 9-2. Niedzielne, już dwunaste spotkanie pomiędzy Sabalenką i Mertens miała okazję sędziować Marta Mrozińska. Przed rozpoczęciem spotkania realizator transmisji wyłapał uśmiechniętą panią arbiter z Polski.

     

    WTA Madryt: Zaskakujący zwrot akcji w pierwszym secie meczu Sabalenka – Mertens

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sabalenki. Białorusinka bardzo dobrze zainaugurowała pojedynek. Najpierw pewnie utrzymała swoje podanie, a później przełamała rywalkę do zera. Aryna wygrała w sumie 10 z 11 akcji na starcie. Mertens weszła tak naprawdę do gry dopiero przy stanie 2:0 30-0 z perspektywy liderki rankingu. Wówczas Belgijka posłała kilka dobrych returnów i doprowadziła do break pointa. Wydawało się, że dwukrotna triumfatorka Mutua Madrid Open w singlu opanuje sytuację, miała piłkę na 3:0. Ostatecznie to rozdanie trafiło na konto Elise.

     

    Gra Sabalenki nagle się rozsypała, popełniała sporo niewymuszonych błędów. A Mertens weszła na wyższe obroty i prezentowała się bardzo solidnie. Zawiązała się kapitalna seria z perspektywy 26. rakiety świata. Wygrała w sumie… cztery gemy z rzędu. Podczas szóstego rozdania mogliśmy zobaczyć oznaki frustracji na twarzy Aryny. Dogoniła rywalkę ze stanu 0-40, ale potem popełniła kilka błędów, które pozwoliły Elise potwierdzić przewagę przełamania. Białorusinka próbowała odrobić straty, w trakcie ósmego gema prowadziła 30-0 przy serwisie przeciwniczki. Od tego momentu tenisistka z Mińska przegrała jednak osiem kolejnych akcji. Przełamanie do zera na sam koniec oznaczało, że Mertens triumfowała w premierowej odsłonie 6:3.

     

    Po kilku minutach przerwy panie wróciły do rywalizacji. Tym razem partię otwierała Elise. Prowadziła 30-15, ale potem zafundowała sobie problemy. Po podwójnym błędzie serwisowym pojawił się break point dla Sabalenki. W akcji zobaczyliśmy drugie podanie, które Białorusinka doskonale zareturnowała. Rywalka nie była w stanie zmieścić odegrania w korcie i doszło do przełamania. Po chwili Aryna potwierdziła przewagę, wygrywając gema do zera.

     

    W przeciwieństwie do pierwszego seta, tym razem tenisistka z Mińska pognała po dalsze zdobycze. Punktowała swoją przeciwniczkę i przy stanie 5:0 serwowała po tzw. bajgla. Mimo piłki na wygranie seta do zera, nie wykorzystała tej okazji. Pozwoliła Mertens na zdobycie premierowego “oczka” w drugiej odsłonie. Później Elise utrzymała jeszcze swoje podanie, ale na więcej Aryna już nie pozwoliła. Ostatecznie partia zakończyła się rezultatem 6:2.

     

    Pierwsze minuty trzeciej partii miały bardzo podobny przebieg do tego, co oglądaliśmy w drugiej. Już na “dzień dobry” pojawiły się break pointy dla Sabalenki. Liderka rankingu wykorzystała drugą okazję i od razu objęła prowadzenie. Po chwili wróciła ze stanu 0-30 przy swoim podaniu i podwyższyła przewagę. Także trzecie rozdanie zakończyło się po myśli Aryny. Tym razem pomogła Mertens, bowiem na koniec popełniła dwa podwójne błędy serwisowe.

    Elise próbowała walczyć, ale w czwartym gemie nie udało jej się wykorzystać żadnego z dwóch break pointów. Po udanych akcjach Aryny mogliśmy usłyszeć głośne okrzyki, które dodawały pewności siebie liderce rankingu. Białorusinka nie zamierzała zwalniać i po chwili miała break pointa na 5:0. Ostatecznie Belgijka doczekała się jednak premierowego “oczka” na swoją korzyść. Po kilku minutach miała nawet piłkę na drugiego, ale nie wykorzystała jej. Sabalenka wyszła na 5:1, a potem wywalczyła jeszcze jedno przełamanie i ostatecznie wygrała 3:6, 6:2, 6:1. Rywalką tenisistki z Mińska w batalii o ćwierćfinał WTA 1000 w Madrycie będzie Rebeka Masarova lub Peyton Stearns.

     

     

  • Wielkie zwycięstwo Świątek, a później takie wieści od WTA. Polka na szczycie

    Wielkie zwycięstwo Świątek, a później takie wieści od WTA. Polka na szczycie

    Wielkie zwycięstwo Świątek, a później takie wieści od WTA. Polka na szczycie

    Iga Świątek wygrała swój drugi mecz w turnieju WTA 1000 w Madrycie, gdzie broni jednego ze swoich trzech ostatnich tytułów w tourze. Po zwycięstwie z Lindą Noskovą Polka poprawiła swoje wyniki, jeśli chodzi o grę w “tysięcznikach” na mączce. Federacja za pośrednictwem platformy “X” oficjalnie ogłosiła, że tak znakomitym współczynnikiem zwycięstw nie może pochwalić się żadna inna zawodniczka.

     

    Do obrony tytułu w turnieju WTA 1000 w Madrycie Iga Świątek przystąpiła z nowymi nadziejami. Choć pierwszy mecz z Alexandrą Ealą nie był w jej wykonaniu idealny, to w drugim z Lindą Noskovą pokazała już naprawdę bardzo dobrą grę.

     

    Iga Świątek odniosła swoje kolejne ważne zwycięstwo na mączce. W następnej rundzie Polka zmierzy się z Dianą Sznajder (13. miejsce w rankingu WTA). Choć będzie faworytką tego pojedynku, to z pewnością nie będzie on dla niej łatwą przeprawą.

     

    Iga Świątek w tym sezonie nie zdobyła jeszcze ani jednego tytułu, co do pewnego stopnia z pewnością można potraktować jako rozczarowanie. Możliwe jednak, że to właśnie w Madrycie Polka ostatecznie się przełamie i wróci na zwycięską ścieżkę. “Gdzie, jak nie na mączce?” – pytają wszyscy jej fani.

     

    Świątek najlepsza w “tysięcznikach” na mączce. WTA oficjalnie ogłasza

     

    Po zwycięstwie z Lindą Noskovą WTA za pośrednictwem mediów społecznościowych wstawiło specjalny post z grafiką poświęcony Idze Świątek, która nadal jest postrzegana jako niekwestionowana “królowa mączki”. W tym roku Polka broni tytułu nie tylko w Madrycie, ale również w Rzymie i Paryżu.

     

    Federacja na platformie “X” zwraca uwagę na to, że Iga Świątek ma współczynnik wygranych w “tysięcznikach” na swojej ulubionej nawierzchni wynoszący aż 89,7%. Żadna inna tenisista nie może pochwalić się tak znakomitym wynikiem. Polka znajduje się na samym szczycie tego rankingu.

     

    – Liczby mówią same za siebie – komentuje WTA.

    Spekulując, co może wydarzyć się w meczu Igi Świątek z Dianą Sznajder, nie możemy podeprzeć się historią. Polka i Niemka wcześniej w zawodowym tenisie ze sobą nie grały.

  • Tak Świątek skomentowała wygraną z Noskovą. Wskazała kluczowy czynnik

    Tak Świątek skomentowała wygraną z Noskovą. Wskazała kluczowy czynnik

    Tak Świątek skomentowała wygraną z Noskovą. Wskazała kluczowy czynnik

    Po wygranej z Alexandrą Ealą przyszedł czas na kolejne starcie Igi Świątek w ramach turnieju WTA Madryt. Tym razem zmierzyła się on z Lindą Noskovą. Mimo wyrównanej rywalizacji ostatecznie Iga pokonała Czeszkę wynikiem 2:0 (6:4, 6:2). Szczególnie początek starcia zwiastował ciężką przeprawę dla Polki, o czym ta nie omieszkała wspomnieć podczas pomeczowego wywiadu, wspominając m.in. przełamanie Noskovej z pierwszego seta. Świątek wskazała również czynnik, który pomógł jej w zwycięstwie z Noskovą.

     

    Korty WTA Madryt to póki co miejsce szczęśliwe dla Igi Świątek. W ramach pierwszego spotkania tegorocznej edycji hiszpańskiego turnieju zmierzyła się ona z Alexandrą Ealą, z którą to nie tak dawno temu zaliczyła bardzo dotkliwą porażkę. W ponownym pojedynku raszynianka zrewanżowała się jednak wschodzącej gwieździe filipińskiego tenisa, choć trzeba przyznać, że wygrana nie przyszła jej bez pewnych problemów.

     

    To zwycięstwo pozwoliło Polce awansować do kolejnej rundy turnieju, w której to na jej drodze stanęła czeska tenisistka Linda Noskova. W przeszłości panie mierzyły się aż sześciokrotnie, z czego pięć razy zwycięsko wychodziła Świątek. Początek ich siódmego bezpośredniego starcia nie wskazywał jednak na wyraźną przewagę żadnej z zawodniczek. Obydwie zaliczyły dobry start, zdobywając po jednym przełamaniu w początkowej fazie meczu. Ostatecznie po wyrównanej batalii pierwszy set wpadł na konto Świątek.  Drugi natomiast od początku układał się po myśli Polki, która ostatecznie wygrała spotkanie z Noskovą wynikiem 2:0 (6:4, 6:2).

     

    Iga Świątek wygrała z Lindą Noskovą. “Cieszę się, że zachowałam spokój”

     

    Choć przed tym spotkaniem większość liczb przemawiała na korzyść Świątek, to wszyscy kibice 23-latki zapewne doskonale wiedzą, że jej tegoroczne spotkania potrafią przyprawić o ból głowy. Dotychczas w wielu momentach brakowało jej spokojnego podejścia do rywalizacji, co kompletnie wyprowadzało raszyniankę z rytmu. Tym razem udało jej się jednak zachować odpowiednie podejście, co zresztą sama przyznała. “Jestem bardzo zadowolona z tego, jak zagrałam. Cieszę się, że zachowałam spokój, nawet wtedy, gdy Linda mnie przełamała w pierwszym secie. Nie było łatwo od samego początku, ale jestem zadowolona z tego, co pokazałam” – mówiła Świątek podczas pomeczowego wywiadu.

     

    Jednocześnie wykonała ona pewien ukłon w stronę swojej przeciwniczki wskazując, że mecze z Lindą Noskovą nigdy nie są łatwe, a to ze względu na panującą w nich dużą intensywność. “Spodziewałam się bardzo trudnego spotkania, ale skupiałam się tylko na sobie i swojej grze” – tłumaczy Iga.

     

    Na koniec polska tenisistka dostała pytanie o to, jak zamierza spędzić niedzielę, która będzie dla niej dniem wolnym. Tutaj raszynianka przyznała, że w przypadku sprzyjającej pogody będzie chciała skorzystać z uroków Madrytu i odwiedzić miejsca, których dotąd nie miała okazji zwiedzać.

     

  • Wszyscy czekali na rzuty karne w El Clasico. Aż nadeszła 115. minuta

    Wszyscy czekali na rzuty karne w El Clasico. Aż nadeszła 115. minuta

    Wszyscy czekali na rzuty karne w El Clasico. Aż nadeszła 115. minuta

    To było niesamowite widowisko, które kibice FC Barcelony i Realu Madryt będą pamiętać latami. O wszystkim w finale Pucharu Hiszpanii zadecydowała dogrywka. W niej Jules Kounde zdobył pięknego gola i FC Barcelona wygrała 3:2!

     

    Finał Pucharu Hiszpanii zakończył się w wielkim stylu. Oba zespoły zdobyły po dwa gole i doszło do dogrywki. W 104. minucie Ferran Torres dostał podanie od Raphinhy, strzelał z ośmiu metrów, ale tuż obok słupka. W 116. minucie, kiedy już wszyscy szykowali się do rzutów karnych, doszło do szokującej sceny Doświadczony Luka Modrić fatalnie podał do swojego kolegi na 25 metr, piłkę przechwycił Kounde i zdecydował się od razu na strzał po ziemi z 20 metrów i piłka wpadła do siatki!

     

    Aż pięć goli w finale Pucharu Hiszpanii!

     

    Była 28. minuta tego meczu. Do tej pory niewiele się działo ciekawego na boisku. Wtedy Pau Cubarsi kapitalnie przechwycił podanie do Viniciusa i uruchomił kontrę. Lamine Yamal z prawej strony wbiegł w pole karne i podał na 18 metr do Pedriego. Jeden z najlepszych piłkarzy świata uderzył pięknie z pierwszej piłki, technicznie pod poprzeczkę. Courtois próbował sięgnąć piłki, ale to mu się nie udało. FC Barcelona prowadziła 1:0. Zasłużenie, bo do przerwy była drużyną lepszą.

     

    Bliski gola był też Yamal, ale jego strzał z 16 metrów w 19. minucie poleciał tuż obok słupka. 120 sekund później bramkarz Realu świetnie obronił strzał głową z ośmiu metrów Kounde.

     

    Real Madryt w tej części w ofensywie nie istniał. Nie stworzył dogodnej sytuacji, oddał jeden strzał i żadnego celnego. Wyraźnie przegrał też walkę o posiadanie piłki (37-63 proc.). W efekcie już w przerwie trener Carlo Ancelotti zdecydował się wprowadzić wracającego po kontuzji Kyliana Mbappe, który zastąpił Rodrygo.

     

    Już po pięciu minutach drugiej połowy Wojciech Szczęsny kapitalnie obronił strzał Viniciusa Juniora z 11 metrów i dobitkę Brazylijczyka z ostrego kąta. W 54. minucie były reprezentant Polski zatrzymał strzał Mbappe z kąta z czterech metrów. Real Madryt grający zdecydowanie lepiej w tej części zwietrzył swoją szansę i dążył do wyrównania. W 56. minucie Vinicius miał bardzo dobrą okazję, ale jego strzał zablokował na szóstym metrze Kounde.

     

    W 70. minucie Real Madryt dopiął swego. Mbappe uderzył z rzutu wolnego z 20 metrów, piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

     

    Siedem minut później drużyna Ancelottiego prowadziła już 2:1. Z rzutu rożnego z prawej strony dośrodkował Arda Guler, a Tchouameni wyskoczył najwyżej na szóstym metrze i strzałem głową trafił do siatki!

     

    FC Barcelona pokazała jednak charakter i potrafiła doprowadzić do dogrywki. W 84. minucie ze środka boiska Yamal kapitalnie dośrodkował do Torresa ten uprzedził wybiegającego Courtoisa i z 10 metrów trafił do pustej bramki. W szóstej minucie doliczonego czasu gry Raphinha upadł na boisko i sędzia Ricardo de Burgos Bengoetxea podyktował rzut karny. Po analizie VAR uznał, że Raul Asencio nie faulował Brazylijczyka i zmienił swoją decyzję. A potem doszło do niesamowitej akcji w dogrywce, którą opisaliśmy wyżej.

     

    Drużyna Flicka zdobyła już 32. puchar. Real Madryt wciąż ma 21.

     

    Teraz FC Barcelona i Real Madryt walczyć będą o mistrzostwo Hiszpanii. W bezpośrednim meczu zagrają 11 maja (godz. 16.15) w Barcelonie. Drużyna Flicka ma też szansę na wygranie Ligi Mistrzów, gdzie w półfinale zmierzy się z Interem Mediolan.

     

    FC Barcelona – Real Madryt 3:2 po dogrywce 3:2 (1:0)

    Bramki: Pedri (28.), Torres (84.), Kounde (116.) – Mbappe (70.), Tchouameni (77.).

    FC Barcelona: Szczęsny – Kounde, Cubarsi, Martinez, Martin Ż (85. Araujo) – Pedri (98. Garcia), de Jong Ż (86. Gavi), Olmo (65. Fermin Lopez Ż) – Yamal, Ferran Torres (115. Pau Victor), Raphinha Ż.

    Real Madryt: – Lucas (55. Modrić Ż), Asencio, Rudiger (110. Endrick), Mendy (11. Garcia) – Valverde, Ceballos (55. Guler), Tchouameni Ż, Bellingham Ż – Vinicius (89. Diaz), Rodrygo (46. Mbappe).

     

  • Wielkie emocje w El Clasico. Puchar Króla wyrwany w dogrywce

    Wielkie emocje w El Clasico. Puchar Króla wyrwany w dogrywce

    Wielkie emocje w El Clasico. Puchar Króla wyrwany w dogrywce

    To były dwie różne połowy finału Pucharu Króla. W pierwszej dominowała Barcelona, ale zdobyła tylko jedną bramkę po pięknym strzale Pedriego. W drugiej części do gry wrócił Real Madryt, cuda w bramce wyczyniał Wojciech Szczęsny, ale w końcu pokonał go rezerwowy Kylian Mbappe, a poprawił Aurelien Tchouameni. Katalończycy zdołali jednak wyrównać i potrzebna była dogrywka. W dodatkowym czasie decydującą bramkę zdobył Jules Kounde i to Barcelona sięgnęła po drugie trofeum w sezonie.

     

    Jak do tej pory Barcelona rozgrywa najlepszy sezon od co najmniej sześciu lat. To właśnie w 2019 roku ostatnio była w półfinale Ligi Mistrzów i zdobyła też mistrzostwo Hiszpanii. W bieżących rozgrywkach jest wciąż w grze, by zdobyć wszystkie możliwe trofea. Ma już Superpuchar Hiszpanii, jest w półfinale Ligi Mistrzów, w La Liga ma cztery punkty przewagi nad Realem Madryt. A w sobotę mogła sięgnąć po drugie trofeum – Puchar Króla.

     

    Miała też przewagę psychiczną nad Realem, który stoi na krawędzi najgorszego sezonu od lat. Już odpadł z Ligi Mistrzów, ucieka mu mistrzostwo kraju, a Superpuchar przegrał z Barceloną aż 2:5. “Duma Katalonii” także w La Liga i to na boisku rywala wygrała aż 4:0. Wiele więc wskazywało na ekipę trenera Hansiego Flicka, choć brakowało w niej najlepszego strzelca. Lewandowski, który pauzuje z powodu kontuzji, jest w klubie w wybornej formie – 40 goli w 48 meczach.

     

    Miała jednak w składzie drugi polski talizman. Z Wojciechem Szczęsnym w składzie Barcelona wygrała 24 z 25 spotkań. Jedyną porażkę zanotowała w rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund (1:3). Tyle że sprawa awansu była właściwie rozstrzygnięta po pierwszym spotkaniu (4:0). Katalończycy musieli jednak pamiętać, że zranione zwierzę (Real) potrafi być groźniejsze. Na dodatek zespół z Madrytu wciąż ma w kadrze wielu świetnych zawodników, choć akurat jeden z najlepszych – Kylian Mbappe – nie był na sto procent gotowy na całe spotkanie i zaczął je na ławce rezerwowych.

     

    Finał Pucharu Króla. FC Barcelona – Real Madryt, starcie tytanów. Kapitalna połowa “Dumy Katalonii”

     

    Pierwsze minuty należały do Barcelony. Swobodnie, szybko, dokładnie rozgrywała piłkę i łatwo zdobywała przestrzeń. Kilka razy zawrzało w polu karnym, ale obrońcy Realu wyszli obronną ręką. Już w dziesiątej minucie “Królewscy” dostali pierwszy cios. Stracili obrońcę – kontuzja uniemożliwiła grę Ferlandowi Mendy’emu i zastąpił go Fran Garcia.

     

    W 16. minucie błyskawiczna kontra Barcelony. Wystarczyły dwa podania, Raphinha zagrał przed bramkę, ale Ferran Torres nie zdołał oddać strzału. Za chwilę uderzył Lamine Yamal i piłka o centymetry minęła słupek. Katalończycy się rozpędzali – z rzutu wolnego dośrodkował Pedri, a uderzenie głową Julesa Kounde świetnie odbił Courtois.

     

    Kiedy wydawało się, że gra może się trochę wyrównać, Barcelona zadała cios. Zaczęło się od przerwania kontr Realu przez Pau Cubarsiego. Pedri od razu zagrał na skrzydło do Yamala, ten wbiegł w pole karne i dostrzegł niepilnowanego Pedriego, a Hiszpan popisał się przepięknym strzałem i było 1:0.

     

    Wtedy przebudził się Real. Jude Bellingham zdobył nawet gola, ale ze spalonego. W końcu na dłużej “Królewscy” zagościli pod polem karnym rywali. Szczęsny nie musiał jednak interweniować. W końcówce pierwszej połowy ponownie Barcelona była blisko drugiego gola. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Daniego Olmo nikt nie sięgnął piłki, a ta odbiła się od słupka i wyszła w pole.

     

    Real Madryt w natarciu, Wojciech Szczęsny w formie. Aż w końcu Mbappe trafił. I to nie był koniec

     

    Trener Realu nie czekał i na drugą połowę wpuścił Mbappe. To jednak Barcelona pierwsza zaatakowała. Znów dał o sobie znać Yamal, ale strzał był za słaby. Za chwilę uderzył Raphinha i też Courtois pewnie obronił.

     

    W końcu odpowiedział Real. Po podaniu Bellinghama dogodną okazję miał Vinicius Junior. Świetnie jego pierwszy strzał, a także dobitkę odbił Szczęsny. Za chwilę Mbappe zatańczył w polu karnym, ale znów polski bramkarz popisał się świetną reakcją. Real był coraz groźniejszy. Dwóch okazji nie wykorzystał Vinicius. A trener Ancelotti jeszcze próbował pomóc wprowadzając kolejnych dwóch nowych zawodników.

     

    Barcelona przeżywała trudne chwile. Teraz to Real niemal nie schodził z jej połowy. W 70. minucie miał świetną okazję – rzut wolny z około 20 metrów. Mbappe popisał się mocnym strzałem, piłka odbiła się od słupka i było 1:1. Piłkarze trenera Flicka nie potrafili zareagować. Mało tego, to Real nadal atakował i poszedł za ciosem. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego niepilnowany Aurelien Tchouameni dał“Królewskim” prowadzenie.

    Barcelona rzuciła się do odrabiania strat. Najpierw okazję miał Yamal, ale Courtois obronił. Za chwilę Hiszpan popisał się świetnym podaniem, Torres uciekł Ruedigerowi, minął bramkarza Realu i doprowadził do remisu. W ostatniej minucie doliczonego czasu w polu karnym padł Raphinha po starciu z Raulem Asencio. Sędzia wskazał na jedenasty metr, ale obejrzał sytuację na monitorze i zmienił decyzję. A za chwilę zarządził dogrywkę.

     

    W dodatkowym czasie obie drużyny grały ostrożniej. Zdawały sobie sprawę, że jeden błąd może mieć bolesne konsekwencje. Niewielką przewagę miała Barcelona, ale nie było groźnych sytuacji. W końcu w 104. minucie niewiele pomylił się Ferran Torres. Wciąż było 2:2.

     

    W drugiej części dogrywki długo niewiele się działo aż do 116. minuty. Wtedy piłkę przed polem karnym przejął Kounde i popisał się precyzyjnym strzałem. Courtois nie zdołał obronić i w ten sposób Barcelona zdobyła drugie trofeum w tym sezonie

     

  • Iga Świątek musi oglądać się za siebie! Rywalka wykorzysta każdą wpadkę

    Iga Świątek musi oglądać się za siebie! Rywalka wykorzysta każdą wpadkę

    Iga Świątek musi oglądać się za siebie! Rywalka wykorzysta każdą wpadkę

    Iga Świątek awansowała do 1/8 finału prestiżowego turnieju WTA 1000 w Madrycie! W sobotnim meczu Polka pokonała Lindę Noskovą 6:4, 6:2 i zrobiła kolejny krok w stronę obrony tytułu. Mimo zwycięstwa nasza tenisistka wciąż pozostaje jednak na dużym minusie w rankingu “na żywo” — wszystko przez to, że przed rokiem była w stolicy Hiszpanii bezkonkurencyjna. Wyjaśniamy.

     

    Rozpoczął się właśnie najtrudniejszy etap sezonu dla Świątek. W Madrycie, a wkrótce także w Rzymie i Paryżu, broni łącznie aż 4000 pkt — po 1000 za triumfy w dwóch turniejach WTA 1000 i 2000 za zwycięstwo w Roland Garros. Każde potknięcie będzie oznaczało bolesną stratę w światowym rankingu.

     

    Stąd też właśnie ujemny bilans przy nazwisku raszynianki. Aktualnie wynosi on 880 “oczek”. Jedynym sposobem na jego całkowite wyzerowanie pozostaje obrona tytułu, czyli ponowny triumf w całych zmaganiach.

     

    To pozwoliłoby jednocześnie zmniejszyć stratę do prowadzającej w zestawieniu Aryny Sabalenki. Białorusinka ma aktualnie ogromną przewagę nad Świątek, która nawet po wygranej Polki z Noskovą jest wprost porażająca — wynosi bowiem aż 3680 pkt! A przypomnijmy, że tenisistka z Mińska nie miała jeszcze okazji zagrać w 1/16 finału. Do tego dojdzie dopiero w niedzielę, kiedy to zmierzy się z Elise Mertens.

     

    Jessica Pegula goni Igę Świątek. Stawką pozycja wiceliderki

    To samo dotyczy Jessiki Peguli, która w rankingu jest tuż za Świątek i walczy z Polką o pozycję wiceliderki rankingu. Amerykanka, która w Madrycie już zyskuje, bo rok temu w tej imprezie nie wystąpiła, traci obecnie do 23-latki 230 “oczek”, ale jeśli w niedzielę pokona Moyukę Uchijimę i znajdzie się w 1/8 finału różnica pomiędzy obiema zawodniczkami wynosić będzie zaledwie 175 pkt.

     

    A do wszystkiego wciąż może włączyć się również plasująca się na czwartym miejscu Coco Gauff. Młoda Amerykanka jest już w najlepszej “16” tegorocznej imprezy i na jej liczniku obecnie znajduje się 6073 pkt.